Dodaj do ulubionych

Szopen, a moze tak dobry przepis na rice porridge?

IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 12.06.04, 07:13
Jak w temacie.
:)
A jak juz ten przepis podasz to miloby bylo jakies inne przepisy na drobiazgi
w stylu "yum cha"
Obserwuj wątek
    • Gość: P. Re: Szopen, a moze tak dobry przepis na rice porr IP: *.proxy.aol.com 12.06.04, 16:13
      www.google.com/search?hl=en&ie=UTF-8&q=rice+porridge&spell=1
      • Gość: senin Re: Szopen, a moze tak dobry przepis na rice porr IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 13.06.04, 00:23
        There is "rce porrodge" and "rice porridge", pichciarzu drogi.

        Chcialam dowiedziec sie czedos "from the horses mouth" ;))
        Jesli wiesz o co mi chodzi...
        • Gość: Pichciarz Re: Szopen, a moze tak dobry przepis na rice porr IP: *.proxy.aol.com 13.06.04, 02:42
          Sorry. Putanie było o rice porridge, potem przypominasz mi, ze jest też "rce
          porrodge", i że chciałaś czedos się dowiedzieć z końskiego pyska (tak, tak,
          znam to powiedzonko).
          Żle wszytko zrozumiałem starając się dopomóc.
          ((:>}
          • Gość: senin Re: Szopen, a moze tak dobry przepis na rice porr IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 13.06.04, 03:28
            alez nie obruszaj sie tak ;))

            to "rce porrodge" to tylko moja nieudolnosc poslugiwania sie klawiatura.

            Ja tez juz sprawdzalam w google, ale wiesz jakos tak milej dostac przepis
            od "znajomych" z forum, zwlaszcza od kogos z 14 -letnim doswiadczaeniem w danym
            kraju.
            W oryginale, po polsku mialo to brzmiec: "sa owsianki" i "owsianki"!
            tyle tylko.

            Mam nadzieje, ze szopen zapoda cos ciekawego. Mnie zawsze intrygowaly kurze
            lapki w zestawach Yum Cha.
          • Gość: senin i oczywiscie, dziekuje, Pichciarzu :)) n/t IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 13.06.04, 03:35
    • Gość: szopen Rice porridge czyli zhou, rowniez znany jako kleik IP: 204.79.89.* 14.06.04, 05:40
      Rice porridge.
      Aczkolwiek nie jestem amatorem tej potrawy powiem co wiem (zdarzylo mi sie
      gotowac pare razy).
      Ja teraz mieszkam na poludniu gdzie jest to bardzo popularne jedzenie, sa nawet
      restauracje wyspecjalizowane w tej potrawie gdzie w menu jest ponad 100 roznych
      odmian a cena wacha sie od 1 do 15 dolarow (w zaleznosci od skaldnikow).

      Najpierw rodzaje, sa trzy podstawowe typy:
      - plain (czysty) czyli najprostszy po prostu ryz i woda, smak zalezy
      najbardziej od rodzaju i jakosci uzytego ryzu.
      - sweet (slodki) czyli ryz z dodatkami typu fasolki, orzeszki, ziarka i cukier
      - savoury (slony) czyli ryz z dodatkiem soli i ryb, mies, warzyw, grzybow itd.
      No i sa dwie techniki gotowania:
      - z surowego ryzu (suchego, tak jak sie robic powinno)
      - z juz ugotowanego ryzu (tak jak wiekszosc gotuje)

      Pare receptur:
      1. Plain
      Do garnka wsypac ryz, dodac 2 razy tyle wody co do gotowania normalnego ryzu,
      nastepnie na bardzo malym ogniu tak by ty prawie nie bylo babelkow powoli
      gotowac az do osiagniecia pozadanej konsystencji.
      2. Slodki
      Namoczyc przez noc dodatki: troche ziarek zielonej slodkiej fasolki, troche
      czerwonej fasolki, orzeszkow ziemnych (niesolonych), ziarek slonecznika,
      orzszkow piniowych, kulek z sago itp w zaleznosci co sie ma pod reka.
      Nastepnie wszysko razem pogotowac na wolnym ogniu przez 30 minut, dodac ryz i
      troche cukru (Chinczycy zwykle uzywaja cukru lodowego takiego w duzych
      kawalkach) i dalej ugotowac az do pozadanej konsystencji.
      3. Wszelakie slone.
      Przyzadzic plain jak w 1.
      Dodac soli (lub Vegety/rosolu w kostkach) i drobno pokrojone dodatki do
      gotowania (A) i pogotowac 5 minut.
      Nstepnie dodac dodatki nie wymagajace gotowania (B), zamieszac i podac.
      Co do dodatkow to dobre sa nastepujace kombinacje:
      A: Ugotowana wieprzowina (ciut tlusta), seler naciowy, grzybki shitake
      B: Drobniutko pokrojone chinskie pikle (marynowane warzywo nazywa sie Zhacai),
      szczypiorek, swieza kolendra
      A: kawalki rybiego miesa (bez osci)lub krewetki, podgotowana marchewka
      B: pikle, rzodkiewka, seaweed (suszone takie jak sie uzywa do robienia sushi)
      A: kurczak, seler, marchewka, cebula
      B: pikle, kolendra

      Ale ogolnie to ludzie naprawde dodaja co maja pod reka w lodowce.
      W restauracjach maja juz ugotowany plain porridge i dodaja dodatki w zaleznaosi
      od zamowienia.



    • Gość: szopen Yum cha IP: 204.79.89.* 14.06.04, 06:15
      1. Zeberka
      Zeberka pociac na 2cm kawalki, posolic, dodac pasty z czarnej fasoli (black
      bean paste), dodaci ciut drobno pokrojonego swiezego imbiru i czosnku.
      Ugotowac na parze az beda bardzo miekkie.
      2. Ciasto do dim sum:
      Wymieszac make normalna i skrobiowa (zwykle kukurydziana ale chyba ziemniaczana
      tez moze byc) w proporcji 1:9, dodac ciut soli z zagniesc ciasto jak na pierogi.
      3. Farsze:
      a. wieprzowina, kapusta, fasolka szparagowa
      b. kurczak, water chestnut (kasztany wodne? mozna kupic w puszce), czosnek
      c. krewetki, szczypiorek, imbir
      d. sweet bean paste
      e. wieprzowina, kukurydza z puszki, cebula
      I mozna mnozyc wg nastroju.
      Wszyskie skaldniki farszu drobno sie mieli, dodaje soli, sosu sojowego i oleju
      sezamowego.
      Jest swietna metoda sprawdzania czy farsz bedzie dobry: rozgrzewa sie plaska
      patelnie, ciut oleju, na to kladzie sie lyzke farszu i smazy (odwracajac).
      Potem sie probuje, jak usmazone bedzie dobre to jako farsz tez bedzie smakowalo.
      4. Przyzadzane: z ciasta wykrawamy kolka, nakladamy farszu, zalepiamy po
      kawaleczku wzdluz obwodu (to ciezko opisac ma wygladc jak dim sum/bao zi).
      Gotujemy na parze.
    • Gość: senin wielkie dzieki!! IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 14.06.04, 22:32
      I jeszcze moze zdradzisz tajemnice tego "wedzonego" zapaszku i smaczku potraw z
      woka- np. makaronow

      I czy chinczycy smaza czasami na smalcu wieprzowym np "hor fun" (nie wiem czy
      ten rodzaj potrawy z makaronu ryzowego tez sie tak u was nazywa)?
      bo tak mi sie czasem wydaje, kiedy jem w knajpach/stoiskach z w miare
      oryginalnym chinskim jedzeniem
      • Gość: szopen Wedzony smaczek IP: 204.79.89.* 15.06.04, 08:01
        Wedzony smaczek powodowany jest temperatura smazenia w woku. Widzialas jak w
        czasie smazenia z woka bucha plomien (wprawdzie to glownie po dolaniu
        alkoholu "liao jiu"). Aby szybko cos smazyc ogien pod wokiem jest bardzo,
        bardzo silny tak, ze tylko intensywne mieszanie powstrzymuje jedzenie od
        przypalania sie.
        Ponadto w wiekszosci restauracji wok jest jeden i jako, ze gotuja duzo nie myja
        woka pomiedzy potrawami, jedyne co robia to szczoteczka wygarniaja reszte (a i
        to o ile kolejne dania maja sie bardzo roznic smakiem np. lagodne po ostrym).
        Ponadto jako, ze woki sa se stali i na powierzchni woka po pewnym czasie tworzy
        sie cienka warstwa zweglonego jedzenia ktora dzial jak teflon w naszych
        patelniach zapobiegajac sie przylepianiu jedzenia (na nowym woku prawie sie nie
        da smazyc, trzeba go najpierw porzadnie pare razy przypalic, wlasnie aby tej
        warstwy nie zniszczyc nie myja sie woka zbyt czesto).
        A tak na marginesie to taki wedzony smaczek mozna po prostu kupic (jako aromat)
        i dodawac do jedzenia.

        Zupelnie inna jest technika wedzenia w woku.
        Robi sie to w sposob nastepujacy:
        Wok wyklada sie folia aluminiowa, rozgrzewa i na dno wsypuje mieszanke 1:1
        suchego ryzu i lisci herbaty (zielonej), do woka wklada sie ruszt na ruszcie
        ukada ciut zmarynowane jedzonko przykrywa sie szczlna pokrywka i na malum ogniu
        wedzi/gotuje przez kilkanascie minut. Bardzo to podobne do wedzenia na goraco
        jakie sie stosuje w Polsce.
        Najpopularniesze tego typu potrawy to ryby.
        Bierze sie kawalek ryby zwykle dzwonka ale i filety i cale mniejsze ryby sa OK,
        wkalda do miski pokrapia sie octem, ciut sosu sojowego, ja dodaje ostrej pasy z
        chili z Hunan, albo z papryczek z Tajlandii, troszke posiekanego swiezego
        imbiru i szczypiorku. Po doklanym wymieszaniu wkladam do torebki foliowej i do
        lodowki na pare godzin/noc.
        Tak zmarynowana rybe "wedzi" sie okolo 10 minut na cm grubosci.
        I jeszcze jedno swiezy imbir (taki zolty w srodku korzen) jest w chinach
        koniecznym dodatkiem do wszelkich potraw z ryb powoduje on bowiem usuniecie
        rybiego/mulowego zapaszku, a do dan z tlustych mias dodaje sie go aby ulatwic
        trawienie.

        Z gotowaniem na smalcu wieprzowym (celowym) sie nie spotkalem co oczywiscie nie
        znaczy ze ktos tak nie gotuje.
        Do glowy przychodza mi dwie odpowiedzi:
        1. do dania dodawane jest ciut mielonej wieprzowiny (wiekszosc potraw) ktora
        zwykle jest dosc tlusta.
        2. uzywanja tzw "rendered fat" czyli najtanszego dostepnego tluszczu czesiowo
        warzywnego czesciowo zwierzecego. Brrrrr.
        • Gość: senin Re: Wedzony smaczek IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 15.06.04, 08:26
          wielkie dzieki, szopen.
          Ja wprawdzie tez gotuje "po chinsku' od ok 14 lat, ale wiedza moja glownie z
          ksiazek, tudziez programow kulinarnych sie bierze (no i troche od znajomych).
          Zawsze staram sie wybierac ksiazki redagowane przez osoby
          pochodzenia "chinskiego" ze by byc blizej zrodla.

          Ty nam tu naprawde z nieba spadles - ze pozwole sobie wypowiedziec za innych
          bywalcow tego forum.

          Dzieki tez za technike wedzenia w woku, ja przyrzadzam w ten sposob kurczaka,
          wczesniej lekko obgotowanego i szybko ostudzonego - jest pyszny, wedze na
          zielonej herbacie.

          jescze o jedna rzecz chcialam Cie zapytac - fish balls. Kupuje je w sklepach z
          zywnoscia orientalna ale nie zawsze moge je dostac (zwlaszcza tu gdzie teraz
          mieszkam) moj maz twierdzi, ze mozna robic je w domu, ale nie wie jak (na
          kuchni chinskiej sie wychowal). Czy Ty wiesz cos na ten temat?
          • Gość: n0str0m0 podbijam IP: 202.172.58.* 15.06.04, 09:28
            w pelni sie zgadzajac

            tylko jednego nie pojmuje
            mieszkasz w azji szopenie
            i...
            gotujesz?

            nostromo
            p.s. poludnie azji konczy sie w australii :)
            • Gość: szopen Re: podbijam IP: 204.79.89.* 15.06.04, 12:00
              Mieszkam w Azji i ... gotuje.
              Bo lubie.
              Lubie gotowac, lubie zjesc cos dobrego.
              Gotuje nie tylko po chinsku ale wszelakie rzeczy z calego swiata, gotuje
              glownie tak jak mi sie widzi albo jak mi przyjdzie do glowy nie przejmujac sie
              za bardzo kanonami, zasadami i niepodwazalnymi prawdami kuchni. Mi i inny
              samkuje to co mi wychodzi a to chyba najwazniesze.

              Fish balls.
              Te w sklepie sa przemyslowo robione z "podlejszych" gatunkow ryb tudziez z
              miesa uzyskanego po tzw. ASM (Advanced Stripping Method) za szkieletow i
              resztek pozostalych po obrobce ryb z tych powodow sa
              bardzo "gladkie"=drobniutko mielone.
              Ja nigdy nie kupuje w sklepie zawsze robie sam nie wychodza az tak twarde jak
              te ze sklepu dlatego, ze mniej w nich maki ziemniaczanej i innych dodatkow.
              Zawsze robie sporo za jednym razem potem zamrazam i mam na dlugi czas.
              Robi sie tak samo kulki rybne i krewetkowe.
              - Litr miesa z ryby/krewetek (mieso z ryby bez kosci najlepsze sa z ryb
              morskich, jesli robi sie z calej ryby rub z filetow pamietac nalezy by nozem
              dokladnie zeskrobac wewnetrzna strone skory tam jest wiecej tluszczu i daje to
              bardzo dobry smak)(jeszcze jedno ryba/krewetki moze byc podgotowana naprawde
              nie ma problemu)
              - 2 lub 3 jajka
              - sol wg uznania
              - swiezy imbir
              - inne dodatki opcjonalne (o ktorych dalej)
              To wszysko wsadzic do food processor i posiekac (zmielic) az kawalki beda ok
              1mm.
              Wsadzic tak uzyskana mase do miski i mieszajac dodawac maki ziemniaczanej i
              potem zaczac ugniatac as zrobi sie masa z ktorej mozna juz uformowac kulki.
              (Wlasnie sie zlapalem,ze pisze maki ziemniaczanej, w Azji uzywaja maki
              skrobiowej z kukurydzy ale to na jedno chyba wychodzi).
              Uformowac kulki.
              Tu dwa triki:
              - jesli sie formuje rekami trzeba czesto moczyc rece w zimnej wodzi wtedy sie
              kulki nie przylepiaja.
              - w sklepach wedkarskich mozna kupis specjalny sprzet to dobienia kulek
              proteinowych do polowu karpi tzn. wyciskacz i dwie plyty majac cos takiego
              mozna tych kulek zrobic szybko bardzo duzo.
              Kulki po formowaniu ukladam na talerzu wylozynm papierem woskowym tak by sie
              nie stykaly ze soba i wkladam do zamrazalnika na 20-30 minut. (Wtedy zewnetrzna
              warstwa kulek zamarza i potem nie beda sie kleily do siebie).
              Potem zdejmuje je z tego papieru wkladam do torebek foliowych szczelnie
              zawijam i do zamrazalnika.
              Opcjonalne dodatki.
              Zwykle robie kulki w wielu smakach, dodatki najpierw drobno miele a potem
              dodaje do czesci masy (czasem trzeba troche razem jeszcze pomielic) przed
              dodaniem maki ziemniaczanej i dobrze wymieszam.
              Moje ulubione:
              - Tymianek (najlepiej swiezy ale suszony tez jest OK, wiem ze to nie chinskie
              ale za to bardzo dobre,
              - ryba wedzona,
              - pasta pomidorowa,
              - seaweed (suszony, taki jak do sushi)
              - black bean paste
              - czosnek
              I wiele innych. Mozna mieszac i dodawac co sie komu podoba.




              • Gość: n0str0m0 odbijam IP: 202.172.58.* 15.06.04, 12:55
                podziwiam i gratuluje

                szczerze?

                dla mnie
                kuchnia polnocy
                (od pekinu do harbinu)
                powoduje poszukiwanie mieszkan z duzym stolem kuchennym

                poludnie gotuje za mnie

                pozdrawiam

                nostromo
                • Gość: szopen Re: odbijam IP: 204.79.89.* 16.06.04, 02:18
                  Tak sie sklada, ze mi akurat kuchnia polnocnego wschodu bardzo smakuje
                  (mieszkalem w Mandzurii pare lat), kuchnia Pekin, Tianjin i wybrzezem as do
                  Shanghai (z wyjatkiem niektorych potraw z Shandong) mi nie za bardzo wchodzi,
                  Od Hubei, przez Hunan (ulubiona) do Sichuan jest swietna, Guandong i poludniowa
                  tez mi nie za bardzo pasuje.
                  Moze to dlatego, ze ja lubie jesc potrawy ostre, o silnym smaku z duza iloscia
                  przypraw.
                  • Gość: n0str0m0 dziadek jacek? IP: 202.172.58.* 16.06.04, 10:05
                    on tez w mandzurii, tylko z kapralem jedziniakiem...

                    polegam na twojej opinii i podpisuje sie gdzie moge
                    ryby w dalian, mniam
                    nie mam tez problemu z kuchnia xinjiang'ska
                    od tajwanu do hajnanu jest ok
                    w porywach do bardzo ok

                    poludnie azji nie zostawia na kontynentalnych chinach suchej nitki

                    pytalem wczesniej o deser z mleka sojowego
                    gdzie goracym kamieniem w garnku zostaje ono zgeszczane
                    nie znam nazwy

                    rowniez o nazwe sie zapytam
                    gdy chodzi o sojowo-czarne zimne przystawki
                    (mieso, flaki, jajka i tofu)
                    podawane z octowym maczadlem

                    pozdrawiam

                    nostromo
                    • Gość: senin dziekuje szopen - jutro bedzie "laksa" IP: *.192.220.203.acc01-lord-gla.comindico.com.au 16.06.04, 10:29
                      `swiezych ryb ci u mnie dostatek, dodam koledry tak na wszelki wypadek
                      (bezpiecznie)

                      Nostromo:
                      >poludnie azji nie zostawia na kontynentalnych chinach suchej nitki

                      codziennie to slysze, ale wolalabym sie przekonac "doustnie" - chyba zdecyduje
                      sie na dluuuga podroz

                      pozdrowionka

                      (choc wlasciwie to tak mnie skreca z zazdrosci, ze ...no nie, cykuta niczego tu
                      nie zalatwi, no chyba ze wam obu w prezencie "ozzie pie" przesle )
                      • Gość: n0str0m0 laksa byla dzis! IP: 202.172.58.* 16.06.04, 10:49
                        naprawde - obiadowa z potrojnym sambalem
                        wielkie oczy pana laksiarza i glupie pytanie czy lubie
                        nowy jest - przywyknie

                        troche nieudolnie sie zabralem do swojego pierwszego antypodzkiego paja
                        po pierwsze bylem po trzech bezmiesnych latach
                        po drugie nie wiedzialem co to sos

                        "pan chcesz ze sosem?"

                        chcialem
                        napompowal prosto pod skorupke z takiego dystrybutora nieprzejrzystego
                        ugryzlem

                        bylem z kolega
                        laskawie dokonczyl

                        ale przywiez krzynke tlustych ostryg
                        krzynke kaberneta z coonawarry
                        albo szardoneja z wzgorz adelajdy
                        i nie musisz szukac hotelu

                        pozdrawiam

                        nostromo
                        • Gość: senin Re: laksa byla dzis! IP: *.prem.tmns.net.au 16.06.04, 11:01
                          don't blame yourself, nostromo..
                          Powiem tylko, ze ja w ciagu tych 14 lat dwa razy mialam do czynienia z "ajem'
                          jak to wdziecznie nazwales:
                          raz, bo lubie probowac wszystko co lokalne
                          drugi raz, bo nie wiedzialam, ze jak "nie wypada odmowic" to trzeba odmowic
                          wlasnie...

                          mamy tu jeszcze pare innych kwiatkow - ale zamilkne raczej, bo wyjde na
                          nastojaszczoj szowinisteke (co w pewnym sensie, jesli chodxi o anglosaskie
                          jedzonko, jest najszczersza prawda..) czyzbys raczyl laskawie niezauwazyc
                          mojego wrednego prownania "paja" (oj lubie chyba te nazwe) do cykuty??
                          • Gość: szopen Re: laksa byla dzis! IP: 204.79.89.* 16.06.04, 11:20
                            Jeszcze jedna szybka uwaga, no moze dwie.
                            Paje to nic w porownaniu z Chico Roll.
                            W Dalien najlepsze ze wszyskiego sa squidy/kalmary na ulicy robione przez gosci
                            z Xinjiangu na patyku tak jak szszlyki (szczury) z baraniny.
                            Tzn. na patyk, na grill drzewnym weglem, posoli, posypac kminkiem turecki i
                            chili. 5 yuanow.
                            Jak jestem w Dalien to tylko to jem.
                            • Gość: n0str0m0 ...na patyku IP: 202.172.58.* 16.06.04, 15:10
                              od dworca biegnie deptak w strone suissotela
                              po prawej stronie uliczki waskie, krete a brudne
                              kalmary, kurze serca i zoladki

                              kupowac tylko to co mozna poznac z wygladu :)

                              dziadka jacka widze ci juz wytlumaczono
                              trzask prask i po wszystkim

                              nostromo
                        • Gość: szopen Re: laksa byla dzis! IP: 204.79.89.* 16.06.04, 11:14
                          Przyznam sie szczerze ze nie kojarze o co chodzi z dziadkiem Jackiem.
                          Do bystrzkow sie nie zaliczam.
                          Kuchnia z Xinjiang jest rzeczywiscie znakomita, jedna z moich ulubionych.
                          Tak sie sklada ze dzisiajwieczorkiem tzn za godzine idziemy na firmowa kolacje
                          do knajpy z jedzeniem z xinjiang (i tancem brzucha).

                          Paje sa dobre czasem.
                          W stanie glodu,
                          Po paru piwach,
                          itp,
                          Bez sosu.
                          • brunosch Dziadek Jacek 16.06.04, 11:35
                            to wspaniała postać z kultowego słuchowiska (lata '70) Macieja Zembatego
                            Rodzina Poszepszyńskich. Dziadek Jacek (w tej roli Jan Kobuszewski) często
                            wspominał swój udział w wojnie 1904 r, gdy losy rzuciły go do Mandżurii (z
                            kapralem Jedziniakiem, rzecz jasna). Jak wyszukam w sieci tych słuchowisk, to
                            podeślę Ci linki.
                            • Gość: szopen Re: Dziadek Jacek IP: 204.79.89.* 16.06.04, 11:41
                              Rozumiem teraz,
                              Ja niestety bylem w tych czasach za maly.
                              Ale tak sie sklada, za moj pradziadek naprawde byl w Mandzurii na tej wojnie (o
                              Port Artur), a potem mnie tam rzucilo 85 lat pozniej.
                              Maly ten swiat.
                              • brunosch Re: Dziadek Jacek 16.06.04, 11:47
                                Znam faceta, który urodzony w Harbinie w zesłańczej rodzinie do Polski szedł
                                pieszo kilka lat. No, ale doszedł!
                                A świat jest niezbyt wielki.
                                • baky Ot, niewielki świat... 16.06.04, 11:52
                                  Taki dowcipas mnie się przypałętał:
                                  Moskwa, połowa lat 20-tych. Zima. P...dzi. Nastoletni chłopiec bawi się
                                  śnieżkami na podwórku. Nagle słychać dźwięk rozbitego szkła. Wybiega dozorca z
                                  miotłą - srogi, jak mróz, ubrany w waciak i uszatkę. Zaczyna biec za
                                  chłopakiem. A ten uciekając tak sobie myśli: "Po co, no po co to wszystko? Po
                                  co, skoro ja już dawno nie jestem małym chłopcem. Po co te śnieżki i ci koledzy
                                  z podwórka? Odrobiłem już lekcje, wiec czemu nie siedzę w domu i nie czytam
                                  książki mojego ulubionego pisarza Ernesta Hemingwaya?"

                                  W tym samym czasie. Hawana. Ernest Hemingway siedzi w swoim gabinecie w
                                  podmiejskiej willi. Kończy właśnie kolejną powieść, rozmyśla: "Po co, no po co
                                  to wszystko? Jak mi wszystko już obrzydło, ta cała Kuba, te plaże, banany,
                                  trzcina cukrowa, te upały.. Pije jakiś syf z marynarzami lub staram się nadać
                                  nutę romantyzmu cuchnącym rybakom. Czemuż nie jestem w Paryżu i nie siedzę ze
                                  swoim najlepszym przyjacielem Andre Maurois w towarzystwie dwóch pięknych
                                  kurtyzan, popijając poranny aperitif i debatując o sensie życia?"

                                  W tym samym czasie. Paryż. Andre Maurois leży w swojej sypialni, spogląda na
                                  kurtyzanę, myśli: "Po co, no po co to wszystko? Jakże ja ma dość tego Paryża,
                                  tych gruboskórnych Francuzów, tej wieży Eiffla z której ptaki srają mi na
                                  głowę. Upijam się każdego dnia, głupieje od tych dziwek i dymu papierosów.
                                  Dlaczego nie jestem teraz w Moskwie, gdzie chłód i śnieg? Czemu nie siedzę
                                  teraz z moim przyjacielem Andriejem Płatonowem przy stakańciku wódki,
                                  rozmawiając o wieczności...?"

                                  W tym samym czasie. Moskwa. Zima. P...dzi. Andriej Płatonow w waciaku i uszatce
                                  goni jakiegoś wyrostka powtarzając sobie w myśli: "Jak go złapię to zaj...ę,
                                  zaj...ę, jak psa!!!
                                • Gość: szopen Re: Dziadek Jacek IP: 204.79.89.* 16.06.04, 11:56
                                  Po wyzwoleniu w 1949 w Harbinie bylo ponad 20 tysiecy Chinczykow polskiego
                                  pochodzenia (a bialych Chinczykow kilkadziesiat wiekszosc uciekinierzy z
                                  Syberii i ich potomkowie), wiekszosc dosc szybko pojechala do Polski, ale paru
                                  siedzialo dlugo.
                                  Ostatni wyjechal a w zasadzie konsulat go wywiozl na poczatku lat 90 tych.
                            • brunosch i oto 16.06.04, 14:41
                              link do Rodziny Poszepszyńskich, dla Szopena:

                              www.icpnet.pl/~deepblue/rp/index.html
                          • Gość: senin Re: laksa byla dzis! IP: *.prem.tmns.net.au 16.06.04, 11:42
                            Gość portalu: szopen napisał(a):

                            > Przyznam sie szczerze ze nie kojarze o co chodzi z dziadkiem Jackiem.

                            musisz bardzo mlodym czlekiem byc!
                            mnie cos tu "powtorka z rozrywki" w we wroclawskiej "trojce" zajezdza (popraw
                            mnie nostromo)


                            ale tu tez nic nie wiadomo, bo moze juz starcze zmiany w mozgu "wielkie rzeczy
                            wszelkich pomieszanie" powoduja


                            > Paje sa dobre czasem.

                            Ty chyba sumienia nie masz?!!! Oz, az by sie cenzure wprowadzic chcialo!!!
                            mieszkaj przez lat 14 w australii (nie bedac anglosasem, oczywiscie) zobaczymy
                            jak dlugo z tymi pajami wytrzymasz

                            > W stanie glodu,
                            uh!!!, nie jestem pewna


                            > Po paru piwach,
                            > itp,
                            > Bez sosu.

                            no juz, niech ci bedzie!



                            • Gość: szopen Paje i inne IP: 204.79.89.* 16.06.04, 12:10
                              Powiem szczerze, ze czasem w domu sobie robie rozne paje.
                              I smakuja mi bardzo. A w Oz tez w paru miejscach sa niezle.

                              Ale jak juz rozmawiamy o Mandzuri to jest tam botrawa po prostu boska.
                              Smazone baklazany.
                              robi sie to nastepujaco:

                              W woku przysmazyc troche plasterkow boczku, cebuli az sie ladnie zrumienia.
                              Bakalzany pociac w kostke tak ok 2cm. Opruszyc dokladnie maka ziemniaczana i
                              gleboko usmazyc, uwazajac by sie nie posklejaly. W srodku powinny byc zupelnie
                              miekkie a skorka chrupiaca.
                              Wyjac osaczyc olej.
                              Do woka wrzucic pocietej w drobne paski zielonej papryki (ostrej), marchewki i
                              posmazyc minute.
                              Wrzucic baklazany, sporo posiekanego czosnku, sol, zamieszac dwa razy.
                              W filizance namieszac troche wody + lyzka maka ziemniaczana + lyzka sosu
                              sojowego (jak na kisiel)
                              Wlac to do woka pomieszac minute i gotowe. Posypac swieza kolendra.
                              Przyzadzane w ten sposob nie wchlanaiaja wiele tluszczu.

                              • Gość: senin Re: Paje i inne IP: 144.134.77.* 16.06.04, 13:06
                                dzieki za ten przepis, szopen

                                przypomina mi zmagania z pewna indonezyjska potzrawa zwana "spicy eggplant" po
                                ktora latalam do jedynego, zreszta, stoiska z indonezyjskim zarciem w Darwin,
                                kiedy tylko mialam okazje.

                                nigdy nie zdobylam przepisu, ale wypracowalam wlasna metode:

                                tez zaczyna sie od smazenia naklazanow na glebokim oleju.
                                Potem jednak smaze w woku swieze czerwone chilli (pokrojonr ukosnie, nie w
                                poprzek - smakuje inaczej)imbir, troche cukru, dodaje pokrojonego w osemki
                                pomidora i po chwili, cebule pokrojona w piorka. Dodaje sos rybny. Nic wiecej.
                                mieszam przez jakies 1-2 minuty (tak by pomidor byl miekki a cebula twarda w
                                srodku, miekka po brzegach) dodaje usmazony eggpalnt (baklazan), mieszam,
                                podaje z ryzem



                                mozna dodac usmazone na glebokim oleju tofu (ja najpierw je zamrazam, potem
                                rozmrazam, bo uzyskuje wtedy konsystencje gabki i moge, po wycisnieciu wody
                                skropic sosem rbnym, sojowym itd - gabka wszystko wchlonie)
                                mozna tez podsmazona wczesniej zielona fasolke, lub pak choy
    • Gość: zaczytana Re: Szopen, a moze tak dobry przepis na rice porr IP: 213.17.230.* 16.06.04, 14:35
      a mój pradziadek był na syberii i wrócił.....i pewnie dlatego jestem teraz tu
      gdzie jestem między Wisłą a Bugiem........i czytam co piszecie, że wypieków już
      dostałam od tego......i myśli mi się rozbiegły między kuchnią, a geografią , a
      historią,,i tak juz pewnie musi być......
      pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka