Dodaj do ulubionych

wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:)

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.12.12, 14:31
Ćwierczakiewiczowa to druga połowa XIX wieku. Jej książkami podpierały się gospodynie do połowy XX wieku, a potem też jakoś trudno było o jej przepisach zapomnieć.

Ci co marudzą tu na forum, że nie znoszą wigilijnych dań niech nie przejmują się karpiem, bo szkoda życia:))) Świat kulinarny jest piękny, a polska wigilia pyszna. Skąd się wzięła wigilia?
To proste i smaczne. Z jej grudniowego menu przepisałam wigilię. Wg "365 obiadów".

"Potrawy do wyboru:
Sago na winie; Barszcz czysty z uszkami z grzybów; Zupa migdałowa lub zupa grzybowa;
Paszteciki z ryb we francuskim cieście; Paszteciki z grzybów w kruchym cieście;
Szczupak duszony z jarzynami; Szczupak z pieczarkowym lub pietruszkowym sosem i garniturem;
Sandacz z jajami; Karasie ze śmietaną;
Kaszka na grzybowym sosie; Jarmuż z kasztanami; Groszek zielony z grzankami; Makaron zapiekany z parmezanem;
Karp lub leszcz na szaro z rodzynkami;
Kluski ze śliwkami i gruszkami; Pierożki kruche z jabłkami;
Lin smażony z kapustą czerwoną lub białą; Szczupak lub sandacz smażony;
Łazanki z makiem; Łamańce lub bułeczki z makiem; Legumina makowa; Jabłka, pierniki, orzechy bakalie;”
Obserwuj wątek
    • triismegistos Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 14:36
      Brzmi to smacznie, chociaż nie wyobrażam sobie wigilijnej zupy migdałowej, jak dla mnie powinna być na rosołku drobiowym. Niestety, mam wrażenie, że sago jest w dzisiejszej Polsce niedostępne. Ale może się mylę?
      • squirk Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 14:40
        triismegistos napisała:

        Niestety, mam wrażenie, że sago jest
        > w dzisiejszej Polsce niedostępne. Ale może się mylę?

        Ćwierczkiewiczowa w "Jedynych praktycznych przepisach" na str. 193 podaje przepis na sago kartoflane, nie mam pojęcia, czy jest gotowe w sklepach.
        :-)
        • mhr2 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 12.12.12, 10:04
          squirk napisała:

          > Ćwierczkiewiczowa w "Jedynych praktycznych przepisach" na str. 193 podaje przep
          > is na sago kartoflane, nie mam pojęcia, czy jest gotowe w sklepach.

          kiedys sago bylo z skrobia ziemniaczanego, czy teraz mozna kupic takie sago
          nie wiem nie szukalam,
    • 1zalewajka Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 16:43
      Kto na przełomie 19 i 20 wieku zajadał się parmezanem??
      • squirk Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 16:52
        Z tego, co widzę, winna tej zbrodni jest Cwierczakiewiczowa i ludzie jej współcześni. Ba, nawet własną podróbkę mieli, str. 180.
        ;-)
      • kk345 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 16:57
        Sugerujesz, że parmezan wymyślono w zeszłym roku?
        • ewkka Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 18:43
          O i prlowski karp w menu.
          • 0yotte Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 19:21
            skąd te opinie, już któryś raz tu na forum czytam, że karp jest peerelowski?
            w Polsce historia stawów hodowlanych, gdzie m.in. karpie hodowano, sięga bodaj XII wieku... więc to naprawdę nic dziwnego, że pojawia się on w książkach kucharskich sprzed PRL-u, czy też że jest elementem tradycji o wiele starszej, niż PRL...
            • kk345 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 21:49
              Ekhem, ewwka zaprezentowała wyżej zjawisko, zwane ironią....
              • 0yotte Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 13.12.12, 11:52
                ok, pewnie tak, ale już nie zdzierżyłam... i w tym miejscu postanowiłam się wypowiedzieć...
                jeśli kogoś uraziłam - przepraszam

                ale jak widać po innych wpisach, warto jednak podejmować dyskusję na takie tematy, może w końcu przestaną dziwić parmezan, ananasy i... karp w polskiej kuchni sprzed II wojny...
        • 1zalewajka Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 20:12
          Wiem, że nie wczoraj wymyślono, ale nie oszukujmy się, czyj pradziadek z prababcią osób choćby z tego forum jadali parmezan w Polsce?
          • kocio-kocio Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 20:34
            Polska przez wieki nie była odcięta od świata. A akurat parmezan nieźle się do transportu nadaje.
            Ćwierciekowiczówna nie napisała książki kucharskiej dla chłopów, czy biedoty, tylko dla dworów.
            Jestem pewna, że parmezan jadali.
            • bene_gesserit Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 21:30
              Nie dla dworów tylko dla klasy średniej. Jest min autorką "365 obiadów za pięć złotych".
            • 1zalewajka Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 21:57
              Wątpię szczerze mówiąc czy nawet "na dworach" ktoś słyszał o parmezanie. Jeśli nawet to bardzo nieliczni i pewnie raz na ileś tam lat. Nie sądzę, by się zaopatrywali na bieżąco z zagranicy. Bo gdzie niby to można było kupić? W zwykłym spożywczaku? Nie sądzę.
              Nawet dzisiaj parmezan nie jest bardzo popularny, bo drogi a jak już ktoś kupuje, to tylko "od święta".
              • bene_gesserit Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 22:24
                W wiekszych miastach były sklepy wypełnione delikatesami z najróżniejszych części świata. Sprowadzano wina i sery z Włoch i Francji, jesiotra i kawior z Rosji itd itd - zamożni Polacy lubili się snobować na zagraniczne dobra, a musieli gdzieś to kupić.
                • qubraq Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 12.12.12, 10:16
                  Musze sprawdzic co pisaly inne autorki , Panie Diesslowa, Gruszecka , Monatowa itd... :-)
                  • qubraq Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 15.12.12, 10:51
                    qubraq napisał:

                    > Musze sprawdzic co pisaly inne autorki , Panie Disslowa, Gruszecka , Monatowa itd... :-)

                    Sprawdziłem, Monatowa nic nie pisze o Wigilii, tak samo Disslowa, Marya Gruszecka podaje:
                    Potrawy do wyboru:
                    A) Barszcz z uszkami i zupa migdalowa,
                    B) Paszteciki z ryb, jarmuz z kasztanami, groszek zielony z grzankami;
                    C) Szczupal pieczony, karp smażony, sandacz z jajami;
                    D) Kluski ze sliwkami, pierozki kruche, legumina makowa, budyń z szodonem;
                    E) Torty, jaba, orzechy, bakalie.
                    "Kucharz Warszawski" tez nie podaje potraw wigilijnych; innych juz nie szukalem...
              • triismegistos Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 22:24
                Chciałam napisać coś dowcipnie złosliwego, ale się powstrzymam. Masz optykę skrzywioną PRLem i octem na półkach, tymczasem przed wojną kwitł handel międzynarodowy i nie było problemu z dostępem do "egzotycznych" produktów. W starych przepisach często przewijają się takie cuda jak imbir, gałka muszkatołowa, kurkuma, goździki czy cynamon. Jak ktoś wyżej słusznie zauważył parmezan się doskonale przechowuje i jest łatwy w transporcie, więc cóż za problem importować go do krajów gdzie chętnie będzie się go kupowac?
                Parmezan parmezanem, ale czytałam kiedyś opracowanie na temat renesansowej mieszczańskiej kuchni Wrocławia i z zaskoczeniem przeczytałam porady jak kupić dbre i świeże ryby, raki i... żółwie.
                Przypominam, chodziło o kuchnię mieszczańską, nie szlachecka.
              • nchyb Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 15.12.12, 12:27
                > Wątpię szczerze mówiąc czy nawet "na dworach" ktoś słyszał o parmezanie.

                Zalewajko, to że twoja rodzina nie słyszała, nie znaczy że inne też nie. W zeszycikach z przepisami mojej babci sprzed wojny (drugiej), są przepisy m.in. z parmezanem. I są to dania, które często jadano, a rodzina wcale nie była z tej najbłękitniejszej arystokracji, z najwyższej gałęzi i z najbardziej jedwabistym ogonem ;)

                A już twierdzenie, ze dziś mało kto i tylko do święta, bardzo mnie rozbawił :D
                Parmezanu, czy Grana Padano i podobnych nie je się kilogramami na jeden posiłek, więc jakoś tę drożyznę raz na jakiś czas przełykamy...
              • posenerka Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 17.12.12, 17:19
                1zalewajka napisała:

                > Wątpię szczerze mówiąc czy nawet "na dworach" ktoś słyszał o parmezanie. Jeśli
                > nawet to bardzo nieliczni i pewnie raz na ileś tam lat. Nie sądzę, by się zaopa
                > trywali na bieżąco z zagranicy. Bo gdzie niby to można było kupić? W zwykłym sp
                > ożywczaku? Nie sądzę.


                Poznań, lata 20-30ste XXw - w centrum były delikatesy, gdzie można było kupić min. świeże (!) ostrygi. Nie mówiąc o takich banałach jak parmezan czy owoce cytrusowe.

                Zaś zupą żółwiową zajadali się warszawiacy podczas Powstania Warszawskiego. ;)
          • kk345 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 21:56
            Jesli wglębisz się choć trochę w temat, to okaże się, ze prapr-a i pradziadkowie oprócz parmezanu doskonale znali tez smak ostryg, homarów i innych owoców morza, a takze kasztanow, kaparów, sardeli i bajecznego mnóstwa innych potraw, uwazanych dziś nie wiadomo dlaczego za nowośc, odkrycie i sensację. Wystarczy wziąc do ręki chocby ksiązkę wspomnianej Ćwierciakiewiczowej, wszystkie podane wyzej składniki pojawiają się w jej przepisach.
            • 1zalewajka Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 22:09
              Ćwierczakiewiczowa mogła cuda sobie wypisywać. To czy w Polsce ktoś to widział na oczy lub chociaż o tym słyszał, to inna sprawa.
              • squirk Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 22:21
                Polecam choćby przedmowę do "365 obiadów", zwłaszcza fragment o tym, ile kuchni światowych miało wpływ na to, co i jak gotowano za czasów pani Lucyny. Parmezan to tylko przykład, jedzono wtedy dużo innych produktów powszechnie dostępnych, obecnie luksusowych, choćby kawior.
              • kooreczka Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 22:22
                Tak, autorka bestsellerowych poradników gospodarstwa domowego przepisy na pewno brała z powietrza. Jeśli masz dostęp do pamiętników z tamtych czasów zobaczysz, że parmezan, sandacze, raki i żółwie dla klasy średniej nie były niczym nadzwyczajnym.
                • Gość: mii Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) IP: *.fbx.proxad.net 12.12.12, 10:55
                  Troche polecialas z ta klasa srednia. Nie bylo zadnej klasy sredniej. Klasa srednia zaczela sie wytwarzac dopiero na przelomie XIX i XX wieku. Wczesniej nie istniala. W Polsce klasa srednia nie istnieje do dnia dzisiejszego, wciaz mamy tylko jej nedzne zalażki.
                  • Gość: zadumana Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.12, 11:15
                    W miastach pojawiły się tysiące ludzi tworząc mieszczaństwo dość zamożne jak na tamte czasy. Pochodzili często ze zubożałej szlachty i ciągnęli skromne tradycje dworskie. Nie pojawili się wraz z "Lalką" Prusa tylko trochę wcześniej.
                    W mieście kontynuowali kuchnię szlachecką a nie chłopską.
                    Przejście chłopów do miast, w których wybudowano fabryki spowodowało utworzenie klasy robotniczej. A ta w tymże mieście kontynuowała tanią i prostą kuchnię chłopską, którą najlepiej znała i na którą było ją stać.

                    To stąd dzisiaj jedni na wigilię jedzą "tradycyjne" pierogi a inni "tradycyjne" ryby.

                    Dla tych "nowych" powojennych mieszczuchów wyhodowano tony taniego karpia. Postawiono na rybę nie tak szlachetną jak szczupak czy sandacz. W końcu ustrój był robotniczo-chłopski, więc lansowano rozwiązania podciągające poziom w górę, ale żeby nie tak za bardzo...
                    Ryby zawsze były stosunkowo drogie i trudniej dostępne. Do tego ich niska kaloryczność nie satysfakcjonowała pracowników fizycznych. Trudno się temu dziwić. Rozpowszechniła się ryba w nieszczęsnej panierce. Chłonęła radośnie tłuszcz i była pożywniejsza. A ryba bez panierki spadła z menu, bo to "głodne" jedzenie:)
                    • Gość: Triis Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) IP: 31.178.186.* 12.12.12, 11:46
                      Ryby jako towar drogi i mało dostępny? Gdzie? Może w Wilnie albo na Mazurach? Znowu usiłujesz przykładać współczesną miarę do tamtych czasów. Ryby były tanie i powszechnie dostępne, traktowane jak takie "gorsze" mięso. Niby skąd się twoim zdaniem wzięło to, że ryby są postne a mięso nie?
                      Dziadek, lwowiak, wspomina, że ryby były uważane za tańsze, gorsze jedzenie i raczej nim gardzono (z wyjatkiem niektórych gatunków), babcia Wilenka, mocno rybożerna, nie uważała ryb za coś gorszego, ale dobrze pamięta ich powszechność.
              • trypel Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 12.12.12, 10:58
                Pod zaborem austriackim owoce morza na przykład były dostepne w takim Krakowie codziennie (swieże CODZIENNE dostawy) znad Adriatyku. Mowimy o XIX i poczatku XX wieku.
                Do takiego Starego Sącza (babcia z tamtych okolic) juz niestety trafiały tylko 2 x w tygodniu :D
                Nie wiem jak z parmezanem ale ogólnie produkty spozywcze z całych Austro-Węgier były dostepne na bieżąco w normalnych cenach (Triest to również austrowegry) ponieważ nie były to towary importowane tylko KRAJOWE :)
            • triismegistos Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 22:27
              Moja babcia opowiadała mi o tak zwanym sklepie kolonialnym w przedwojennym Wilnie, gdzie sprzedawano właśnie takie cuda jak kawior, czy ostrygi. A pomarańcze sprzedawali Żydzi wprost na ulicy.
          • triismegistos Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 22:13
            Z tego co wiem, to w takim Lwowie przed wojną był to normalny produkt spożywczy. Mój dziadek coś wspominał o flakach z parmezanem, chociaż w powojennej Polsce nie zdarzyło mu się takich przyrządzać.
            • kk345 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 22:29
              O,to doskonaly przyklad, jeszcze w międzywojniu we flakach występował parmezan...
    • jackk3 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 20:29
      Ja tam w tym zestawie nie widze nic nadzwyczajnego. Zaloze sie ze wielu z nas bedzie o wiele lepiej jadlo. Z tym parmezanem to podejrzewam ze Cwierczakiewiczowa na oczy go nie widziala. Taki zestaw kiedys to bylo cos a dzisiaj?
      • kk345 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 21:58
        >Z tym parmezanem to podejrzewam ze Cwierczakiewiczo
        > wa na oczy go nie widziala

        Jasne, parmezan pojawił się w Polsce po zmianach ustrojowych w 89-tym, wcześniej ludzie tylko wyobrazali sobie jego smak :)
        • bene_gesserit Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 22:26

          Otoż to :)
          Ćwierciakiewiczowa ze swoimi kilkudziesięcioma tysiącami sprzedanych książek kulinarnych imaginowała sobie smak niedostępnego, bo włoskiego sera. W tym pewnie tkwiła tajemnica jej sukcesu ;)
          • ewkka Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 11.12.12, 23:06
            wszystkim tym, dla których świat zaczął się w 1989 polecam książki Mai Łozińskiej w tym przede wszystkim - Smaki Dwudziestolecia czy Bale i bankiety Drugiej Rzeczpospolitej. Może to komuś wydaje się dziwne ale przed wojna jadano karczochy, szparagi, homary, ostrygi (obowiązkowo z Ostendy) jesiotry, solę, łososie czy sery. Np. W Bluszczu w 1922 roku ogłaszał się Dom handlowy Kulinarno-Gastronomiczny "Kuryluk i Bobrowiecki" (mieścił się w hali Mirowskiej w Warszawie) z reklamą"Roquefort oryginalny, rigola oraz inne sery...itd Były słynne sklepy kolonialne Braci Pakulskich i Braci Hirszfeldów. Były nowoczesne hale - Koszyki, Mirowska w Warszawie, hale targowe w Gdyni, Poznaniu ale i w Piotrkowie Trybunalskim.
            • zupazdyni2 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 12.12.12, 10:12
              Ciekawe jak oni konserwowali wtedy te egzotyczne warzywa i owoce. Dziś szprycuje się je chemią, transport działa sprawniej, a i tak niektóre sprowadzane warzywa i owoce wołają o pomstę do nieba. W życiu nie kupię karczochów itp sprzedawanych w Polsce.
              • Gość: zadumana Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.12, 10:19
                Dziś leci morze chemii, bo ilości tych owoców są ogromne. Metody muszą być szybkie i możliwie najtańsze. Dziś to towar dla mas. A masy nie mogą płacić dużo, więc metody są najtańsze możliwe.
                Wtedy były to mniejsze ilości. Chociaż moja rodzina twierdziła, że banany nie były przed wojną niczym nadzwyczajnym. Od XIX wieku była kolej przecież.
                • zupazdyni2 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 12.12.12, 10:31
                  I to jest właśnie ciekawe skoro bez tej całej chemii, to ciekawe jak to dotrwało do przybycia do Polski. A wiadomo, że transport nie był tak szybki jak dziś. Chemia jest dziś m.in. po to, że to ma dotrwać do czasu wrzucenia na sklepy.
                  Ciekawe czy w polskiej literaturze pięknej są gdzieś wzmianki u kogoś na temat tego, co się jadało w Polsce przed wojna i wcześniej. Np u takiego Sienkiewicza było coś na ten tema? Pan Wołodyjowski jadał ostrygi i kapary? Niestety nie pamiętam, muszę ponownie odkurzyć trylogię.
                  • Gość: zadumana Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.12, 10:57
                    Maja i Jan Łozińscy opisują w swoich książkach Polskę przedwojenną i sprzed wieków. Np. "Historia polskiego smaku" wspominana jest przez Pióro i Bieńczyka w ostatnim numerze Kuchni.
                    Obaj wspominają, że polska kuchnia od XVI wieku słynęła z nadmiaru przypraw. Tak ją wspominają w kronikach ówcześni podróżnicy np. z Francji. Szlachta chciała się w ten sposób chwalić przed gośćmi swoimi możliwościami finansowymi, bo te zamorskie zioła były potwornie drogie. Z drugiej strony przyprawy były ponoć wtedy sposobem na szybko psującą się żywność. Poprawiały smak, no i zapach:)))

                    Są książki napisane przez Marię córkę Jarosława Iwaszkiewicza opisujące przedwojenne stoły.
                    • zupazdyni2 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 12.12.12, 11:04
                      Przyprawy się nie psują, więc to akurat nie dziwi. Ciekawe w jakim stanie świeżości bywały te ostrygi. Lodówki i zamrażarki nie były wtedy aż tak powszechne, raczej w nich nie transportowano żywności z drugiego końca Europy. Nie wierzę, że te wszystkie egzotyczne rzeczy były świeże.
                      • Gość: Triis Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) IP: 31.178.186.* 12.12.12, 11:49
                        Szybka kolej (oczywiście, mówimy już o czasach, gdy kolej istniała) i transport żywych ostryg na lodzie. Homary równiez przewożono żywe.
                      • kk345 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 12.12.12, 13:53
                        > Nie wierzę,
                        > że te wszystkie egzotyczne rzeczy były świeże
                        A dlaczego nie? Sądzisz, ze ktoś ryzykowalby zatrucie pokarmowe szanownych konsumentów nieswiezymi małzami? Przy ówczesnej dbalosci o klienta i bardzo wysokim poziomie obsługi?
                        Ale w sumie nie ma obowiązku wierzyc w cokolwiek, możemy zalozyc, ze cywilizacja zaczęła się w 2000 roku, wczesniej była dzicz.
                  • mhr2 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 12.12.12, 11:03
                    zupazdyni2 napisała:

                    > I to jest właśnie ciekawe skoro bez tej całej chemii, to ciekawe jak to dotrwał
                    > o do przybycia do Polski.

                    to byly inne gatunki, odporne na wszystko

                    > Ciekawe czy w polskiej literaturze pięknej są gdzieś wzmianki u kogoś na temat
                    > tego, co się jadało w Polsce przed wojna i wcześniej.

                    napewno, tylko ja bym tego nie porownywala ogolnie,
              • jolunia01 Re: wigilia wg Ćwierczakiewiczowej - aktualne:) 13.12.12, 00:01
                zupazdyni2 napisała:

                > Ciekawe jak oni konserwowali wtedy te egzotyczne warzywa i owoce. ... W życiu nie kupię
                > karczochów itp sprzedawanych w Polsce

                Nie wiem, dlaczego karczochy uważasz za egzotyczne. W mojej rodzinnej miejscowości - w Polsce jak najbardziej - karczochy uprawia się (a przynajmniej uprawiało kiedy tam mieszkałam, bo od 20 lat już tylko bywam) w co drugim ogrodzie, a z pewnością na co drugiej działce. Taka endywia, skorzonera, wspomniane karczochy czy nawet kardy, że o głąbikach krakowskich nie wspomnę, to żadna egzotyka. Jak ktoś nie uprawiał na własny uzytek, to bez problemu mógł kupić na rynku.
    • Gość: zadumana historia karpia w prl-u IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.12, 09:46
      Przeklejam mój tekst z innego wątku.

      W prl-u nie można było dostać ryb rzecznych przed świętami. Tradycje poszlacheckich, miejskich wigilii to różne ryby - szczupaki, sandacze itd. itp. Moja rodzina miała kiedyś paru rybnych smakoszy i żyli oni głównie przedwojennymi wspomnieniami ryb, a ryby morskie, cuchnące brakiem świeżości czyli tranem to był w prl koszmar.

      I wymyślono po wojnie hodowlę karpia. W 1948 roku Hilary Minc podjął decyzję i sprawa ruszyła. Kolejki stały po karpia, bo nic innego praktycznie nie było. Ćwierczakiewiczowa ze swoim zestawem ryb wigilijnych poszła w odstawkę. Jak to się stało - opisano dokładnie w artykule, który dzisiaj można przeczytać tu:
      www.archiwum.wyborcza.pl/Archiwum/1,0,4547318,20051216KA-DLO,Swiecka_tradycja,.html
      Niestety trzeba zainwestować w sms.

      Niżej jeden z wielu wątków sprzed lat, a w nim dyskusja - Skąd karp?
      forum.gazeta.pl/forum/w,77,33823917,,Karp_na_swieta_tradycja_komunistyczna_.html?v=2
      W wątku odwołanie do dostępnego wtedy jeszcze bezpłatnie artykułu.
    • Gość: zadumana co może propaganda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.12, 10:14
      Potworna machina propagandowa prl-u spowodowała, że zaczęły wyrastać pokolenia przekonane, że owoce, jarzyny i inne produkty z Ćwierczakiewiczowej to bajka. Przerażające jest co potrafi propaganda.
      Na szczęście znam dziesiątki rodzin miejskich i dworskich - jeśli można je tak może staroświecko określić - które te wszystkie produkty kupowały i jadły przed wojną. Sklepy kolonialne, o których tu ktoś wspomniał były w każdym mieście. A "Lalkę" Prusa ktoś czytał uważnie??? A co wożono koleją????????
      I nie były to produkty dla stu najbogatszych z ówczesnej jakiejś listy jakiegoś czasopisma...

      Tenże Prus żartował w swoich felietonach nieco przez łzy, że nakłady Ćwierczakiewiczowej przewyższały wszystkich literatów. Książki kupowali mieszczanie, którzy chcieli jej kuchnię dokładnie kopiować. Nakłady wszystkich ówczesnych książek kucharskich poszły w setki tysięcy. Byli również inni mniej sławni autorzy.
      Nie tylko czytano. Gotowano.

      Moja babcia i jej znajome mówiły, że z tych przepisów mieszkańcy dworów nieco kpili. Podobno Ćwierczakiewiczowa dokonała przełożenia kuchni dworskiej na mieszczańską trochę na siłę. Zastosowała ponoć masę uproszczeń, bo wiedziała, że mieszczan na zbyt drogie rozwiązania nie stać z wielu względów.
      Dwory jadły jeszcze lepiej i podejrzenie, że nikt nie widział wówczas parmezanu jest kabaretowe, choć w pełni je rozumiem, bo jeśli ktoś nie zetknął się z rodziną, dla której to wszystko to norma zdemolowana przez prl... W "Trybunie Ludu" o tym nie pisali...

      Mój dziadek, urodzony w XIX wieku wspominał jak przed rewolucją październikową Europa była karmiona przez Rosję wołami syberyjskimi. To dopiero była wołowina. I komu to przeszkadzało? Podobno woły były pędzone z syberii z tundry do linii kolejowych i ładowane na pociągi. Interes kwitł. Kulinaria także.
      Dla bogatych, czy dla "tylko" w miarę zamożnych zawsze była globalizacja. Już zamożni starożytni Grecy i Rzymianie podróżowali, bo... podróże kształcą:)))
      Świat się wzbogacił, rozsadził granice i podróżuje niemal każdy komu udało się urodzić w kulturze europejskiej.

      Mam niekulinarne przedświąteczne pytanie:
      To jak jest z nami? Zbiednieliśmy wszyscy, czy wzbogaciliśmy się jednak??

      • Gość: gość Re: co może propaganda IP: *.dip.t-dialin.net 12.12.12, 11:31
        wow, piszesz cos wszedzie, bedzie dyplom?
      • ewkka Re: co może propaganda 12.12.12, 11:39
        No widzisz ale trochę propagandy i ty uprawiasz bo hodowli karpia nie wymyślono po wojnie. W Polsce długo przed wojną były jedne z największych hodowli karpia w Europie. Ważnym momentem w tradycji hodowli tej ryby było wyhodowanie karpia galicyjskiego (zwanego też karpiem polskim). W 1880 roku karpie galicyjskie prezentowane przez Adama Gascha na wystawie w Berlinie i Hamburgu zdobyły złote medale, wygrywając ze słynnymi czeskimi karpiami. Karp był ryba dworską. Biedota jadła śledzie. Jedną z potraw wigilijnych był karp po polsku czyli w szarym sosie. Jednym z grzechów prl jest upapranie karpia w bułce tartej.
        A co do pomysłu Mina - większość dworów miała własne stawy - te jak i wielkie kompleksy z Małopolski czy Ślaska zostały jak wszystko upaństwowione. Łatwo więc było upowszechnić karpia tym bardziej, ze wpisywał się świetnie w propagandę prl - "teraz będzie tak cudnie, ze każdy dostanie karpia na wigilię". A z własnej rodzinnych wspomnień - moich dziadków nie było stać na karpia w ciągu roku. Babcia specjalnie chodziła do dworu, aby kupić go raz w roku właśnie na wigilię. Szczupaki i inne ryby były "darmowe" z rzeki.
        • Gość: zadumana Re: co może propaganda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.12, 12:07
          Nie uprawiam propagandy:)))) Po prostu piszę na skróty, ALE...
          Oczywiście, że hodowle ryb były. I te hodowlane, szlachetne gatunki ryb typu szczupaka czy sandacza były drogie.
          Były (jak ze wszystkim) ryby i ryby.:) Były gatunki tanie z najtańszym śledziem itd. i były drogie.
          Z opowieści wiem, że przy każdym dworze prowadzono stawy rybne. Tylko, że te stawy po 1945 roku zniszczono spuszczając wodę często "dla zabawy" - świetnie się wtedy łowi ryby, ale jakby bezpowrotnie.
          Po powrocie do przytomności zaczęto te hodowle odtwarzać, ale to było mało w stosunku do potrzeb. Wszelka produkcja nie była najmocniejszą stroną tamtego systemu. Dopiero postawienie sprawy na ostrzu noża w 1948 przez Minca spowodowało częściowe przywrócenie starych hodowli i pójście dalej z nowymi.

          Kiedy ludność napływowa dowiadywała się w miastach, że tu się je ryby na wigilię, popyt zrobił się dla władzy niebezpieczny, bo miał tło świąteczne, a za słaba była ta władza wtedy, żeby likwidować święta. Święta zlikwidowano w Związku Radzieckim, a tu jakoś się nie dało, więc trzeba było się z tym fantem męczyć:))))
          • Gość: sylwia Re: co może propaganda IP: *.ip.netia.com.pl 12.12.12, 13:15
            bardzo ciekawy wątek. a jakie jeszcze książki polecacie,oprócz wyżej wymienionych, do poczytania o dawnych, polskich smakach?
            • Gość: mam_monka Re: co może propaganda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.12, 14:36
              Ale się porobiło:) 365 obiadów Lucyna Ćwierciakiewicz wydała pierwszy raz w 1871r." Nakładem Autorki.WARSZAWA,w Drukarni Aleksandra Pajewskiego, ulica Niecała Nr. 12." I to nie było "nasze" 5 złotych.
              No chyba, że potraficie zrobić np. polędwicę z rożna z sosem z madery za piątaka. W takim razie gratuluje serdecznie.
              Uczepiliście się parmezanu, a idea wątku była chyba trochę inna...
              • Gość: re Re: co może propaganda IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.12, 14:44
                Poprawka: pierwsze wydanie w 1858 roku - obowiązywał złoty reński. Dla porównania sprawdźcie ile zarabiał parobek lub dziewka;P
              • Gość: zadumana kulinarny powrót do wigilii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.12, 14:53
                A no była inna...:))) Chciałam zachęcić do wigilii na wskroś staropolskiej, ale dla wszystkich smacznej. Bez katowania się w imię tradycji czymś co niedobre w opinii znękanych gustem przodków biesiadników.
                Można zrobić wiele potraw utrzymanych w tonie postnym. Przecież choćby ta jedzona u niektórych ryba po grecku, która jest daniem dla wielu rodzin niewigilijnym doskonale się na stole świątecznym mieści, bo... smakuje. Każda ryba jest wigilijna...
                Ale może warto poszukać dań rybnych niecodziennych i zrobić coś dobrego. Razem zasiąść i smacznie zjeść. I tak co roku, i będzie tradycja nowa, wcale nie świecka:)))

                Weźcie, cofnijcie wszystkie "parmezany" świata i podrzućcie coś dobrego z ryb... Wszyscy chętnie zjedzą:)
                • Gość: mam_monka Re: kulinarny powrót do wigilii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.12.12, 15:21
                  U mnie tradycyjny karp smażony - bo mi smakuje:) Oprócz tego łosoś w papilotach i pstrąg. Niestety nie wiem jak przyrządzony, bo to będzie nowa potrawa - wkład w naszą tradycję nowego członka rodziny.
                  I faktycznie, zapomnijmy o "parmezanie". Podawajcie propozycje Waszych ulubionych, tradycyjnych, regionalnych dań rybnych 9 i nie tylko rybnych).
            • Gość: wiolakk Re: co może propaganda IP: *.virtua.com.br 12.12.12, 15:20
              Ależ wątek :)
              ja serdecznie polecam całą serię "Monumenta Poloniae Culinaria" do nabycia w sklepie internetowym Muzeum Pałacu w Wilanowie, która na razie obejmuje: Compendium Ferculorum S. Czernickiego - pierwsza polska książka kucharska z XVII w; Moda bardzo dobra smażenia różnych konfektow kucharza Radziwiłłów oraz najnowsza w serii: Kucharz doskonaly Wielądka.
              A ponadto strony autora opracowań: dumanowski.natemat.pl/ czy też na FB: www.facebook.com/kuchniastaropolska
              Po prostu skarbnica wiedzy.
              • ewkka Re: co może propaganda 12.12.12, 19:36
                Dla zainteresowanych kilka pozycji
                cała seria Łozińskich z życiem codziennym i niecodziennym w przedwojennej Polsce
                Przy wileńskim stole - Barbary Hołub - wspaniałe rozmowy o przedwojennych kresach z min. Bernardem Ładyszem, Hanną Skarżanką, Erykiem Lipińskim, Czesławem Niemenem, tadeuszem Konwickim i wieloma innymi + oryginalne przepisy.
                Jacek Nieżychowski - Kuchnia Ziemiańska
                Zdzisław Morawski - Gdzie ten dom, gdzie ten świat. []
                Maria Iwaszkiewicz - Z moim ojcem o jedzeniu
                to tak na poczatek.....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka