Dodaj do ulubionych

w kuchni - mezczyzni i kobiety

13.08.04, 10:48
www.gazeta.pl/tv/1,47866,2185932.html
jak bym o sobie czytał :)
Obserwuj wątek
    • Gość: marcia.m Re: w kuchni - mezczyzni i kobiety IP: *.ibs.com.pl 13.08.04, 10:52
      no ja tez:))))))!!! super!
      tylko ja oczywiscie o tornadzie mowie :).
      bo faceci to zawsze tyle balaganu zostawiaja ;)
      • pinos Re: w kuchni - mezczyzni i kobiety 13.08.04, 10:55
        Ehhh i potem trzeba po nich godzinami sprzatac... :o)
    • default Re: w kuchni - mezczyzni i kobiety 13.08.04, 11:01
      To nie chodzi o to czy godzinami i czy 5 minut się sprząta - mnie po prostu
      irytuje ciągłość i niezmiennośc tego zjawiska - mąż wychodzi do pracy później
      niż ja, ja za to wracam wcześniej i ZAWSZE pierwszą czynnością jest
      sprzątnięcie kuchni po jego śniadaniu. Ja wiem, że umycie kubka, łyżeczki,
      talerzyka, noża, wytarcie okruszków i rozmazanego masła, schowanie paru rzeczy
      do lodówki oraz wyrzucenie skórek od sera/kiełbasy/pomidora/ogórka nie trwa
      więcej niż 10 minut, ALE CHCIAŁABYM KIEDYŚ PO POWROCIE Z PRACY ZASTAĆ CZYSTY
      BLAT W KUCHNI!!!
    • Gość: marcia.m Re: w kuchni - mezczyzni i kobiety IP: *.ibs.com.pl 13.08.04, 11:09
      faceci, brońcie sie :).
      jakies wytlumaczenie tego powszechnego zjawiska poprosze :)
      • giezik Re: w kuchni - mezczyzni i kobiety 13.08.04, 11:11
        ale gdzie jest problem?

        :)
        • Gość: marcia.m Re: w kuchni - mezczyzni i kobiety IP: *.ibs.com.pl 13.08.04, 11:22
          problemu nie ma :).
          ciekawa jestem czy faktycznie wiekszosc facetow ma takie podejscie (ci, ktorych
          ja znam - tak:) ). i argumenty byly zawsze te same, identyczne jak w
          felietonie. na szczescie obywa sie bez tornada, taka jestem lagodna ;-) (to
          przymruzenie oka to takie porzadne jest).
          :)
          • giezik Re: w kuchni - mezczyzni i kobiety 13.08.04, 11:40
            Wchodzi człowiek do kuchni. Wysila sie, zeby dla ukochanej kobiety zrobić cos smacznego, podaje do stołu, a tu za chwile ukochana kobieta, zamiast zasiąść do stołu, kieruje swe kroki do kuchni i pada setka pytan, dlaczego nóż nie wytarty, dlaczego okruszki zostały.
            Nic to, że priorytetem jest świezo zdjęta z patelni jajecznica czy soczysty kawałek mięsa. Najważniejsze jest żeby własnie teraz w tym momencie sprzątnąć okruszki.
            Oczywiście całość sprzątnięcia trwa krócej, niż energia wydatkowana przez ukochaną kobietę na przypomnienie, że "nigdy nie sprzatasz po sobie" oraz "ile razy jeszcze będę musiała to zrobić za ciebie". I cżłowiek grzecznie próbuje powiedzieć "kochanie, posiłek czeka" zostaw później to sprzątne (później oznacza później) i słyszy co: "o nie chodzi o to czy godzinami i czy 5 minut się sprząta - mnie po prostu irytuje ciągłość i niezmiennośc tego zjawiska".

            A najtrudniejsze do zrozumienia jest to rozdwojenie, bo zaraz po czymś co można by nazwac - no nie bójmy sie tego słowa - awanturą (faceci mają proste mózgi, jak ktoś ich opieprza, to znaczy że opieprza), następuje gwałtowne uspokojenie. Tak - gwałtowne - bo następuje równie znienacka jak wcześniejszy wybuch.
            I właściwie chcielibyśmy być dumni z przygotowanego obiadu, ale właściwie nie wiemy, czy teraz wypada.


            :)

            szkoda, ze brunosch na wakacjach, moze by mie nieco wsparł.
            • hania55 Re: w kuchni - mezczyzni i kobiety 13.08.04, 11:43
              Oj, Gieziku, Gieziku, chyba troszkę przesadzasz :-)
              • giezik Re: w kuchni - mezczyzni i kobiety 13.08.04, 11:44
                no tak, ociupinkę .... ;)
            • omango Re: w kuchni - mezczyzni i kobiety 13.08.04, 11:48
              giezik napisał:
              > Wchodzi człowiek do kuchni. Wysila sie, zeby dla ukochanej kobiety zrobić cos
              smacznego, podaje do stołu, a tu za chwile ukochana kobieta, zamiast zasiąść do
              > stołu, kieruje swe kroki do kuchni i pada setka pytan, dlaczego nóż nie
              wytarty, dlaczego okruszki zostały.
              > Nic to, że priorytetem jest świezo zdjęta z patelni jajecznica czy soczysty
              kawałek mięsa. Najważniejsze jest żeby własnie teraz w tym momencie sprzątnąć
              okruszki.
              > Oczywiście całość sprzątnięcia trwa krócej, niż energia wydatkowana przez
              ukochaną kobietę na przypomnienie, że "nigdy nie sprzatasz po sobie" oraz "ile
              razy
              > jeszcze będę musiała to zrobić za ciebie". I cżłowiek grzecznie próbuje
              powiedzieć "kochanie, posiłek czeka" zostaw później to sprzątne (później
              oznacza później) i słyszy co: "o nie chodzi o to czy godzinami i czy 5 minut
              się sprząta - mnie po prostu irytuje ciągłość i niezmiennośc tego zjawiska".
              > A najtrudniejsze do zrozumienia jest to rozdwojenie, bo zaraz po czymś co
              można
              > by nazwac - no nie bójmy sie tego słowa - awanturą (faceci mają proste
              mózgi,
              > jak ktoś ich opieprza, to znaczy że opieprza), następuje gwałtowne
              uspokojenie.
              > Tak - gwałtowne - bo następuje równie znienacka jak wcześniejszy wybuch.
              > I właściwie chcielibyśmy być dumni z przygotowanego obiadu, ale właściwie nie
              wiemy, czy teraz wypada.
              :)
              ___
              no bomba - swietnie opisane - jakbym czytala o sobie w relacji:
              ja - moja mama (ja w roli faceta :-) a mama z kuchenna obsesja!
              ja - moj facet (ja jako ja, facet jako facet :-)) - choc nie mam jeszcze takiej
              obsesji kuchennej jak moja mama... ale pewnie juz niedlugo :-)
    • hania55 Re: w kuchni - mezczyzni i kobiety 13.08.04, 11:17
      Eeee, przesądy... ;-)
      • jottka tojest 13.08.04, 11:37
        problem polskich mężczyzn, a nie ogólnoświatowopciowy

        wychowanie typu chłopiec do wyższych rzeczy stworzony, a dziewczynka niech od
        dziecka sprząta ze stołu daje znać o sobie w latach późniejszych - no ale rzecz
        sie powoli zmienia


        pamiętam rozmowę z pewną panią w słusznym już wieku, której opisywałam zwyczaje
        rodziców:

        - moja mama nigdy nie zajmowała sie gotowaniem
        - aaa, nie chciało jej sie!
        - no nie, była b. zajęta zawodowo, ale za to mój ojciec robił pyszne obiadki
        - aaa, no zdarzają sie mężczyźni z takim hobby


        noł koment, że tak powiem :(
        • hania55 Re: tojest 13.08.04, 11:40
          Mnie ostatnio całkiem młoda osoba pytała, czy mam czas przyrządzać mężowi
          obiadki. Powiedziałam, że czasem mam czas ja czasem on, czasem oboje.
          Konsternacja.
          • giezik suplement 13.08.04, 11:43
            ten problem ma moja teściowa. Bo mimo, że prowadzeniem kuchni zajmuje sie ja (od pocz. naszego małżeństwa) to niemal zawsze jak jest obecna przy przygotowywaniu przeze mnie posiłku, z takim niepokojem i jakby wyrzutem do swej córki mówi - może byś pomogła?
            • jottka Re: suplement 13.08.04, 11:45
              no to żałuj, że sie za mnie nie wydałeś :) moja matka z całym spokojem
              przyjęłaby twe świadczenia oraz szybko zaczęła mieć pretensje co do jakości
              potraw - oceniać to ona umie :)
            • hania55 Re: suplement 13.08.04, 11:48
              Urocze! :-) Tyle się mówi, że kobiety mają dwa etaty, bo praca zawodowa i praca
              w domu, że to niesprawiedliwe, a jak się trafia mężczyzna, który uważa, że
              podział obowiązków domowych to sprawa zupełnie naturalna, on traktowany jest
              przez wiele osób jak nieszkodliwy dziwak, a ona jak sadystyczny babiszon.

              Jeszcze jedna historyjka - siedzimy z mężem w poczekalni do lekarza, a tu dwie
              panie opowiadają sobie z przejęciem, że znajoma jednej z nich pracuje i bardzo
              dobrze zarabia, a mąż zajął się pracą naukową i dużo czasu spędza w domu, więc
              zajmuje się dzieckiem, robi zakupy, gotuje, sprząta. Wydźwięk rozmowy był taki:
              znajoma jest egoistką skupioną na karierze, a jej mąż dającym się wykorzystywać
              mięczakiem-dziwakiem. Zgroza.
              • giezik Re: suplement 13.08.04, 11:50
                taaaa, z mua żonką mamy na nią specjalnie ukute określenia (po rekacjach jej rodziny na nasze relacje i powiedzmy - czynności damsko-męske) - pantoflara
                • hania55 Re: suplement 13.08.04, 11:54
                  Pantoflara... nie mogę .... :-)
              • giezik de mello 13.08.04, 11:57
                "Dwie przyjaciółki spotkały się po latach.
                'opowiedz mi' powiedziałą jedna 'co dzieje sie z twoim synem'

                'moj syn?, O biedny chłopiec. Jakze nieszczesliwie sie ozenil - z dziewczyną, ktora palcem nie tknie pracy domowej. Nic nie ugotuje, nie szyje, nie umuje, ani nie possprząta. Czy uwierzysz biedak musi jej nawet podawać śniadanie do łożka'
                'To okropne. A co z twoja corką?'

                "A ona miała szczeście. Poślubiła anioła. Nie pozwolił jej nic zrobić w domu. I czy uwierzysz, każdego ranka mąż przynosi jej śniadanie do łóżka'
              • jottka Re: suplement 13.08.04, 12:05
                hania55 napisała:


                > znajoma jest egoistką skupioną na karierze


                no to jest właśnie przypadek mojej mamusi od lat wielu :) nieważne, że jest
                bardzo dobra w tym, co robi zawodowo, ważne, że nie chce gotować obiadka i prać
                skarpetek

                fakt, że wychodzi z domu o świcie, a wraca późną nocą, nie miał i nie ma, rzecz
                jasna, nic do rzeczy w oczach życzliwych bliźnich.

                aha, jako byłe nieletnie dziecię nie czułam sie zaniedbana, wiedziałam, że w
                tygodniu mama pracuje, ale za to jak przyjdzie weekend, to będzie impreza :)
                wycieczka za miasto albo może nawet do laboratorium mnie zabierze, jak będę
                grzeczna :))
                • giezik to jeszcze dorzucę 13.08.04, 12:10
                  również de mello (tak odgrzebałem z bibliotei i sobie przeglądam - to wtłumaczenie, zeby nie wyszło ze jakis szowinista czy coś)

                  "Gdy 8-letnia dziewczynka wydała swe kieszonkowe na prezent dla matki, mam bardzo sie ucieszyla, poniewaz łączac role matki i gospodyni domowej miałą mnóstwo pracy, a spotykała sie z niewieliim uznaniem.
                  Wydawalo sie, ze dziewczynka to rozzumie, bo powiedziała "to dlatego, mamo, że tak cięzko pracujesz i nikt tego nie docenia".
                  Kobieta odparła "Twoj tatus tez ciezko pracuje"
                  Dziewczynka odrzekła" To prawda, ale on nie robi o to tyle zamieszania"


                  tu - jak mawia moje dziecko - usmiecham sie perfidnie ;)
          • jottka Re: tojest 13.08.04, 11:44
            anienie, ja tego nie różnicuję pokoleniowo :) typu młodzi światli oraz stara
            konserwa - tylko wskazuje na fakt, że facet typu słodki brudas, co uważa, że
            wszelkie sprawy domowo-kulinarne nie do niego należą, jest efektem pewnego typu
            wychowania, popularnego u nas do tej pory

            ale właśnie gdzieniegdzie - co widać choćby na forumie - wiktoriańsko-
            patriarchalny wzorzec zaczyna pękać
            • hania55 Re: tojest 13.08.04, 11:52
              Wśród moich znajomych jest zacne grono panów, którzy zanim się ożenili, trochę
              mieszkali na swoim i nauczyli się, że ciuchy same nie chodzą do pralki, gary
              same się nie myją, zakupy nie przyfruwają ze sklepu, a kuchenka nie odgryza
              palców, kiedy się do niej dotknie. Ale niestety są i książęta Kentu, którzy
              uważają, że są bardzo dzielni jak się sami ubiorą i koszula pasuje im do
              spodni, a skarpetki do butów, a wychodząc z domu niczego nie zapomną.
              • Gość: piekny Edmundo Re: tojest IP: *.VERIZONE.COM.PL / 217.97.171.* 13.08.04, 11:58
              • default Re: tojest 13.08.04, 12:13
                Na moim przykładzie się opierając, chciałabym jednak, mimo wszystko, nie
                wrzucać wszystkich tych, co to boją się kuchni i pralki do jednego worka.
                Mój mąż uważa, że obowiązkiem faceta jest przede wszystkim zarobić na
                utrzymanie rodziny (jego marzeniem jest żebym przestała pracować), obowiązki
                domowe - tak, jak najbardziej, ale obejmujące takie rzeczy jak: naprawy,
                remonty, ciężkie prace porządkowe, rąbanie drew do kominka, cięższe prace
                ogrodowe, wszelkie sprawy związane z użykowaniem samochodów (no - tankuję
                sama :)) itp. "męskie zajęcia".
                Zero zainteresowania kuchnią, zakupami jedzeniowymi, praniem czy drobnymi,
                codziennymi porządkami.
                Absolutnie nie jest to tak, że przychodzi z pracy i siada z gazetą przed TV -
                często to on ma więcej zajęć niż ja (dom ciągle niewykończony, dużo pracy w
                ogrodzie), jest pracowity, więc nie mam się co czepiać. Podział jest, jakby
                nie patrzeć. Ale te okruszki jednak mnie wkurzają.... I skarpety pod łóżkiem.
                -
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka