Dodaj do ulubionych

K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a.

    • Gość: Camille Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 24.08.04, 00:17
      Tez zgadzam sie ze wszystkim co napisaliscie-w Polsce wytworzyla sie przez te
      dlugie lata hermetyczna i specyficzna kuchnia. Cos zamiast czegos, bo nie ma,
      bo taniej, bo skad maja wiedziec ze ma byc inaczej, tak ma smakowac a nie
      inaczej, itd. W konflikt wpadalam osobiscie z mama o glupi majonez. Mowie, nie
      kupuj, sama zrobie. Jak zrobilam to byl krzyk, ze nie smakuje, bo cukru w nim
      nie ma. Cukru? W majonezie? Alez ja robie klasycznie, czyli po
      francusku...Nie, klasyka niewazna, ma byc slodki. Nie przegada, bo w Polsce,
      podobno, ZAWSZE dodaje sie cukru do majonezu. Koniec kropka. Moglabym dlugo tak
      wyliczac. Ciezko jest odzwyczaic ludzi od kuchni do jakiej sa przyzwyczajeni od
      lat.....te wegety, slodzenie wszystkiego/zgadzam sie na slodzenie pomidorow/,
      panierowanie, gotowanie jarzyn, makaronow i ryzu do ich calkowitego rozpadu,
      uwazanie oliwy z oliwek za ekstrawagancje, polewanie pizzy ketchupem, no i
      zakoncze moim ulubionym "obrzydlistwem"- wszedobylskiej salatki z kapusty w
      sosie majonezowym w kazdej mozliwej restauracji...od kuchni polskiej po
      meksykanska!
      Cala nadzieje w mlodych. Licze na Was! Bo jak to Amerykanie mowia, ze jest "my
      way or the right way". Zastanowcie sie dobrze, ktory sposob wybierzecie.
      • Gość: El Padre Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 01:06
        Camille, spokojnie. To co robi twoja mama, także ma swój wdzięk i to się nazywa potrawy z
        dzieciństwa. U mnie w domu np. zawsze pierogi z kapustą i grzybami na wigilę były - uwaga! - NA
        ZIMNO! Nie wiem dlaczego. Gdzieś wyczytałem, że podobno kiedyś nie paliło się ognia w ten dzień.
        Potem przeczytałem, że to raczej w Wielkanoc. Ja jem na ciepło, ale tych na zimno w domu mojej mamy
        mogłem zjeść niezliczoną ilość i byłem uzależniony.
        PS. Kiedyś pisałaś, że wybierasz się do kraju z Kalifornii. Jak udała się piesza wycieczka po Warszawie i
        jakie knajpy zaliczyłaś?
        • Gość: Camille Re: Gospoda pod Kogutem IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 24.08.04, 02:05
          Ja sie wcale nie denerwuje-co mnie dobija, to tylko to, ze ludzie nie chca
          SLYSZEC, ze mozna cos inaczej zrobic.
          W Warszawie -dzieki za pamiec- byloby cudownie gdyby nie pogoda. Rozlalo sie
          akurat w ten jeden jedyny dzien kiedy zaplanowalismy nasza wycieczke.....
          Doprowadzilismy do swego, czyli zeby dojechac na Stare Miasto transportem
          publicznym/autobus, metro, tramwaj/. Udalo nam sie zaliczyc przez przypadek
          koncert zespolu Slask przed Teatrem Narodowym-to byla gratka!
          Na Starowce spedzilismy troche czasu, wlasnie opuszczalismy jedna z przytulnych
          kawiarenek na Placu Zamkowym, gdy zaczelo dobrze kapac z nieba. Postanowilismy
          isc nie w strone Lazienek, ale raczej w kierunku gospody pod Kogutem na Nowym
          Miescie. Bardzo bylo przyjemnie-jadlam przepyszny rosol z kogutem i domowym
          makaronem, na drugie pieczonego prosiaka/a co, jak szalec to szalec, odchudzac
          sie bede w domu!/. Maz i reszta tez byli zadowoleni .....Byla tylko jedna mala
          rysa. Nasza nastoletnia siostrzenica dziwnie dlubala widelcem w swoim talerzu z
          pierogami, w koncu zainteresowala sie tym jej mama i okazalo sie, ze sa ...jak
          ze starej gumy. Twardo-gumowate, nie do przezucia. Kelner wezwany przez mojego
          malzonka "na dywanik" zrobil dziwna mine i stwierdzi, ze "to sie wiecej nie
          zdarzy". Dostal swoj napiwek, ale nie uwazacie, ze powienien byl zaproponowac
          jej cos innego do zjedzenia albo chociazby przeprosic? Reszte milego
          popoludnia, po uprzedniej drzemce, oczywiscie, spedzilismy na "zwiedzaniu"
          Auchon w Piasecznie. A pozniej wreszcie przyszedl czas na krakowskie
          szalenstwa.......
          • hania55 Camille 24.08.04, 08:54
            Camille, osobiście mi przykro, że pod kogutem taka niemiła przygoda Was
            spotkała, bo, o ile pamiętam, poleciłam Ci tę knajpkę i pierogi między innymi.
            Mam nadzieję, że inne rzeczy były smaczne i że nie masz do mnie żalu :-)
            • Gość: Camille Re: do Hani IP: *.snvacaid.dynamic.covad.net 24.08.04, 16:59
              Alez tam wszystko bylo bardzo smaczne/oprocz tych nieszczesnych pierogow...ale
              jestem pewna, ze to byl przypadek/ - mam poza tym satysfakcje, bo wreszcie
              sprobowalam prawdziwego koguta!!!! Poza tym bylismy tak spragnieni polskiego
              jedzenia/pierwsze prawdziwe po 11 miesiacach/, ze nic nam nie bylo w stanie
              przycmic tej euforii....
              • hania55 Camille 24.08.04, 20:05
                To bardzo sie ciesze, ze jednak smakowalo :-) A koguta w rosole maja
                rewelacyjnego!
                Pozdrawiam :-)
      • pinkink3 Amerykanie mowia inaczej 15.08.14, 04:04
        Gość portalu: Camille napisał(a):

        >Bo jak to Amerykanie mowia, ze jest "my way or the right way".<


        Wiem, ze autorka nie przeczyta bo pisala to 10 lat temu ale moze przeczytaja inni i nabeda falszywego przekonania, ze to powiedzonko jest bez sensu. Bo w tej formie rzeczywiscie jest.

        Tymczasem ono brzmi inaczej.
        " My way or high way " znaczy mniej wiecej: "albo zrobisz tak jak ja chce albo wynocha, (ruszaj w droge)" i okresla postepowanie osoby, ktora dyktuje warunki i nie toleruje sprzeciwu
    • e_katt o zachowaniu się przy stole 24.08.04, 01:11
      To już może nie o samym psuciu potraw,
      ale o psuciu atmosfery przy stole podczas aktu konsumpcji,
      że tak powiem (dość dwuznacznie to brzmi.. ;-D).

      Otóż, szczerze nie znoszę, gdy (przy okazji wizytowania rodziny
      albo znajomych, albo przy okazji świąt itede) podczas posiłku
      proponuje mi się poraz n-ty dokładkę,
      mimo że wyraźnie mówię "nie, dziękuję".

      Oj, potrafi mi ta (nad)gorliwość gospodarza uroczystości
      zepsuć humor i, co gorsza, nie pozwala cieszyć się smakiem potraw,
      które przed chwilą zjadłam.

      Z czego się bierze to usilne nakłanianie na dokładkę
      i absolutne ignorowanie odmowy?
      Jakaś pochodna tzw. 'polskiej gościnności'?
      Czy tylko w ten sposób gospodyni szuka potwierdzenia swojego kulinarnego
      kunsztu?
      • Gość: giezik Re: o zachowaniu się przy stole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 06:29
        > Otóż, szczerze nie znoszę, gdy (przy okazji wizytowania rodziny
        > albo znajomych, albo przy okazji świąt itede) podczas posiłku
        > proponuje mi się poraz n-ty dokładkę,
        > mimo że wyraźnie mówię "nie, dziękuję".


        ooo, moja teściowa :)


        mam dokładnie te same wrażenia. Do tego dochodzi jeszcze takie branie przez gospodarza/nię półmiska z czymś tam i podstawianie pod nos. No prosze zjedz/spróbuj/skosztuj (to ostatnie slowo wywołuje we mnie taki dreszcz, jakby ktoś szkłem po kręgosłupie jechał)
        • Gość: lomas Re: o zachowaniu się przy stole IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 13:31
          nie no piękne"szkłem po kręgosłupie" :)
          • giezik AAAAAAAAAAA 24.08.04, 13:36
            wlasnie sobie przypomnialem jeszcze jedno (tez koncept mojej tesciowej)
            "zdegustuj" - jakos nigdy nie mam odwagi, zeby powiedziec wprost, ze juz zdegustowałem
      • hania55 Re: o zachowaniu się przy stole 24.08.04, 08:58
        Proponowanie dokłądki to pół biedy. Mnie wkurza jak ktoś mi dokłada pomimo
        moich usilnych prostestów. Poza tym, od lat nie jem ziemniaków i mięsa razem.
        Kiedy nakładam sobie sama mięso i jarzynę, zawsze jest wciskanie kartofelków,
        bo przecież "jak to?!".

        Bardzo psuje mi również posiłek, kiedy ktoś skubie jakiś listeczek i opowiada o
        tym, na jakiej jest cudownej diecie.
        • e_katt Re: o zachowaniu się przy stole 24.08.04, 13:52
          hania55 napisała:

          > Proponowanie dokłądki to pół biedy. Mnie wkurza jak ktoś mi dokłada pomimo
          > moich usilnych prostestów.

          Zgadzam się!! Absolutnie!!



          > Bardzo psuje mi również posiłek, kiedy ktoś skubie jakiś listeczek i opowiada
          o tym, na jakiej jest cudownej diecie.

          Owszem, bo takie opowiadanie pt. 'stosuję ekstra-cud-dietę'
          w jakimś większym gronie, ma nie tyle zasygnalizowanie otoczeniu:
          "patrzcie, stosuję dietę, zdrowo się odżywiam itede",
          ale w podtekście zawiera stwierdzenie/prośbę:
          'stosuję dietę
          -->mam silną wolę
          -->no powiedzcie wreszcie, że bardzo schudłam
          -->no, pochwalcie mnie wreszcie za zbicie wagi
          -->ależ jestem szczupła, prawda???'


          Ale istnieje też druga strona problemu..
          Wkurzająca jest też taka sytuacja, kiedy osobę
          (ewidentnie z nadprogramowymi kilogramami, które usiłuje zgubić ze względów:
          zdrowotnych/estetycznych/samopoczuciowych)
          usilnie nakłania się do nałożenia jakiejś smakowitości
          i przekonuje się ją przy tym:
          'z czego ty się chcesz odchudzać? z kości na ości chyba..'
          albo kusi:
          'no weź jeszcze dokładeczkę, na pewno ci nie zaszkodzi..'

          Szkoda, że tacy nakłaniacze nie zdają sobie sprawy, ile pracy nad
          wyglądem/zdrowiem/samopoczuciem danej osoby,
          zaprzepaszczają tymi 'dokładkami'.
          Dla mnie to smutne..
          • szycha80 Re: o zachowaniu się przy stole 24.08.04, 14:14
            no ale to, ze osoba, która jest na diecie opowiada jak to właśnie jest na
            diecie nie jest tak do końca wynikiem faktu, że chce ona dostać pochwałę czy
            zabłysnąć silną wolą. jest to tez poniekąd element psychologiczny, który
            pozwala tej osobie niejako "samouświadamiać" sobie, że się dobrze trzyma w swym
            postanowieniu. a że ktoś przy okazji powie: dobrz ci idzie, tak trzymaj, to
            tylko dodaje osobie odchudzajacej sie skrzydeł i powera do dalszej pracy nad
            sobą. tak myśle przynajmniej :)
      • ela.tu-i-tam Re: o zachowaniu się przy stole 24.08.04, 09:42
        e_katt, giezik, hania55 - jak ja sie z wami zgadzam !

        Mnie udalo sie "wychowac" wlasna rodzine tlumaczac. Fakt jest takze ze widok
        reakcji mojego francuskiego meza na "dokladki" (a takze naszych dzieci) jest
        radykalna lekcja.
        Najwiekszy i najsolidniejszy rezultat gdy oni u mnie bywali z tydzien, i nikt
        im nic nie dokladal i nie proponowal dokladania ... i nie umarli z glodu ...
        U nas dwie metody gdy duzy stol: albo naczynia z jedzeniem "chodza na okolo
        stolu" (albo ja chodze, albo jedno z moich dzieci) od jednego do drugiego
        goscia, i kazdy bierze co chce, albo ja stoje i prosze kazdego o talerz, mowie
        co mam, pytam co mam dac i ile, i dokladnie spelniam zyczenie.

        Zastanawiam sie czasem czy "polska goscinnosc" ma korzenie w latach glodu i
        ubostwa (miesa byly dwie kategorie, z koscia i bez kosci; na kartki, itp.), czy
        ma to glebsze kulturowe podloze (duzo=dobrze)?


        > Otóż, szczerze nie znoszę, gdy (przy okazji wizytowania rodziny
        > albo znajomych, albo przy okazji świąt itede) podczas posiłku
        > proponuje mi się poraz n-ty dokładkę,
        > mimo że wyraźnie mówię "nie, dziękuję".
    • Gość: sz ESPRESSO plus CZERWONE WINO na raz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 08:05
      i jeszcze - winko do obiadu i jako surowka tamże -> kwaśne ogorki
      • e_katt Re: ESPRESSO plus CZERWONE WINO na raz 24.08.04, 08:14
        no wiesz sz,
        to ty naaaaaprawdę nie wiesz tak oczywistej sprawy,
        że powinno się mówić 'eKSpresso'
        a nie 'eSpresso' czy jakoś tak?!!
        ;-DD

        ----------
        taa, Polacy - nazywani skądinąd 'Włochami północy' -
        to się znają na włoskiej kuchni jak mało kto..
        buahaha
        • hania55 Re: ESPRESSO plus CZERWONE WINO na raz 24.08.04, 08:59
          e_katt napisała:

          > taa, Polacy - nazywani skądinąd 'Włochami północy' -
          > to się znają na włoskiej kuchni jak mało kto..
          > buahaha
          >
          Nie uogólniaj.
        • Gość: sz EX press'o ;-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 16:26
          • e_katt Re: EX press'o ;-DDD 25.08.04, 08:21
            No widać można i tak..
            Jesteśmy tfurczy jak mało kto ;-)
            Pozdr.
    • emka_waw Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 09:10
      Smażenie kotletów na jakimś tłuszczu, a potem polewanie tym przesmażonym
      tłuszczem ziemniaków...

      Odchudzający widok, żołądek robi mi się wielkości wisienki.
      • republican Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 10:56
        emka_waw napisała:

        > Smażenie kotletów na jakimś tłuszczu, a potem polewanie tym przesmażonym
        > tłuszczem ziemniaków...
        >
        > Odchudzający widok, żołądek robi mi się wielkości wisienki.

        Ale mozna zrobic tak (tzw deglaze)
        www.foodnetwork.com/food/ck_dm_basic/article/0,1971,FOOD_9799_1724394,00.html
        Odlac tluszcz i dodac wody i zagotowac.
        Doskonale na sosy
        • emka_waw Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 11:48
          > emka_waw napisała:
          >
          > > Smażenie kotletów na jakimś tłuszczu, a potem polewanie tym przesmażonym
          > > tłuszczem ziemniaków...
          > >
          > > Odchudzający widok, żołądek robi mi się wielkości wisienki.
          >
          > Ale mozna zrobic tak (tzw deglaze)
          > www.foodnetwork.com/food/ck_dm_basic/article/0,1971,FOOD_9799_1724394,00.html
          > Odlac tluszcz i dodac wody i zagotowac.
          > Doskonale na sosy

          Sosy proszę bardzo, ale to był przesmażony olej, bez żadnych dodatków, łychą z
          patelni nabrany i nalany na ziemniaki. Na tym oleju smażyło się wcześniej 10
          kotletów!!!
      • Gość: pianissima Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.acn.waw.pl 24.08.04, 12:56
        Ha! O luszczu ze smazenia do polewania ziemniakow juz niemal zapomnialam. A to
        piekny kwiatek! Poza tym: zgadzam sie w 100% z tym co wymieniliscie powyzej...
      • Gość: troja Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: 212.160.172.* 24.08.04, 14:51
        moje ukochanie tak uwielbia :) (ja reakcje mam taka jak Twoja) i zawsze mnie
        chwali bo takie tluste i pyszne- chudy jest jak wiór
        • emka_waw Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 16:20
          > moje ukochanie tak uwielbia :) (ja reakcje mam taka jak Twoja) i zawsze mnie
          > chwali bo takie tluste i pyszne- chudy jest jak wiór

          Znam dziewczynę, która pije oliwę na szklanki, też chuda, ale to jeszcze
          rozumiem, natomiast ten spalony, śmierdzący olej...

          A zaproponuj mu chleb maczany w oliwie. Można nawet pokobinować z różnymi
          smakami, ziołowe, czosnkowe... Może to przypadnie mu do gustu.
          • kocio-kocio Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 16:27
            Uwielbiam świeżutkie, najlepiej jeszcze ciepłe pieczywo (dobrze jeśli białe) z
            oliwą czosnkową!
            No po prostu pasjami!
            Prawie tak samo jak z masłem czosnkowym...
            • emka_waw Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 16:31
              > Uwielbiam świeżutkie, najlepiej jeszcze ciepłe pieczywo (dobrze jeśli białe)
              z
              > oliwą czosnkową!
              > No po prostu pasjami!
              > Prawie tak samo jak z masłem czosnkowym...

              Taka specjalność kolejnej mojej koleżanki: ubija blenderkiem w filiżance
              naturalne masło ze świeżo sprasowanym czosnkiem, smaruje bagietkę i do
              piekarnika. Ale oddech się potem ma...

              Ewentualnie robi przekładańca, kromki z bagietki jw., przełożone plastrami
              żółtego sera, zapiec. Najlepsza zabawa jest z rodzielaniem tego na porcje :)))
    • mantha Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 10:36
      Dla mnie barbarzyństwem jest "oszukiwanie" (tylko kogo????) przy, najczesciej
      sie zdarza, pieczeniu ciast: dajemy margaryne zamiast swiezego masła, 2 żółtka
      zamiast 5, maka taka a nie taka i co moze wyjsc z takich skladnikow? bo na
      pewno nie pyszne ciasto.
      • alex113 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 26.08.04, 18:58
        mantha napisała:

        > Dla mnie barbarzyństwem jest "oszukiwanie" (tylko kogo????) przy, najczesciej
        > sie zdarza, pieczeniu ciast: dajemy margaryne zamiast swiezego masła, 2
        żółtka
        > zamiast 5, maka taka a nie taka i co moze wyjsc z takich skladnikow? bo na
        > pewno nie pyszne ciasto.

        To jest klasyczna pozostalosc epoki PRL, kiedy nawet o jaja bylo trudno i
        wszystko bylo "zastepcze".
        Byla to swego rodzaju sztuka ze kibitki potrafily cos z niczego, szkoda ze
        niektorym to sie nadal myli z "kunsztem kulinarnym" ;-))))
    • no-suprises Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 11:02
      - "grzanki" z chleba smażone na patelni suto polanej olejem
      - smażone potrawy (no, oprócz jajecznicy) na śniadanie np.racuchy
      - obkładanie margaryną z kubka jarzyn z wody (kalafior, brokuły).
      Takie to cuda oglądałam, przebywając w gospodarstwie agro u jednej z rodzinek.
      • jo.hanna Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 11:12
        Podpisuje obywdwoma rekami i nogami pod ketchupem do wszystkiego, rozgotowanym
        makaronem i warzywami, ktore rozpadaja sie zanim wyjmie sie je z garnka.
        Dodaje:
        1.obkladanie kazdej potrawy owocami z puszki, vide brzoskwinie przy kotlecie
        schabowym, ananas na mielonych.
        2. mieso z zalewie z piwa, do tego bazylia, oregano, czosnek, i cos jeszcze i
        cos jeszcze. Szanuje prostote a nie papranie...
        3.Nie lubie ciast kremowych, ale gdy juz mam je zjesc to kompletnie odrzuca
        mnie smak margaryny lub smak olejkow aromatyzujacych w kremie . Cuchnie to jak
        petrochemia;
        • hania55 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 12:02
          Podpisuję się pod wszystkim, co napisała jo.hanna!!! Ostatnio jadłam pieczony
          przez mamę koleżanki sernik. Wyglądał i pachniał bosko. Próbuję.... i mam
          ochotę wypluć. Parę godzin ucierania, pieczenia, itd. zostało zmarnowane przez
          smak margaryny i olejków zapachowych.
    • Gość: skazana Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: 213.17.230.* 24.08.04, 12:15
      Od lat jestem skazana na odgrzewane obiady. Barbarzyństwem byłoby odsmażać je
      ponownie na patelni i gotować w garnku. Uważam, że jedynym ratunkiem jest
      mikrofalówka, która osczędza mój czas. Tradycyjne odgrzewanie zajęłoby mi masę
      czasu. Mikrofalówka (wszystko wymaga wprawy) powoduje, że potrawy mam (godzinę
      po domownikach) niemal idealne. Wolę jeść odgrzane domowe niż świeże na
      mieście.
    • Gość: / Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 13:08
    • ziemiomorze Zylkowcy 24.08.04, 13:11
      Sa tacy wielbiciele miesa, ktorym z lat dziecinnych zostalo obrzydzenie
      do 'zylek'. Mialam kiedys watpliwa przyjemnosc jesc kilka posilkow z takim
      gosciem: wycinal misternie domniemane 'zylki' z wedliny, wydziowybal
      oczka 'zylek' z kielbas (nie mogl sobie odmowic przyjemnosci zjedzenia tych
      ochlapow, ale bez 'zylek'). Z kotleta mielonego 'zylki' wydlubywala mu
      troskliwie narzeczona.

      Tylko do dzis dnia nie wiem, co to byly. Zylki te. Gdzie one. I czy musial
      publicznie.

      zet
      • Gość: giezik to sie z wiekiem zmienia ... :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 13:25
        Tez bylem z tego klanu. Z baleronu skrzetnie wydlubywalem biale (a teraz czasem nawet mam ochote na to).
        Ale i tak nie bylem tak ostry jak opisujesz. Na swoje usprawiedliwienie mam to co mua zonka zawsze powtarzala, ze akceptuje te moja delikutasność, tylko dlatego, ze sam potrafie sobie posiłek zrobić
        • Gość: wybrzydzaczom_NIE! Re: to sie z wiekiem zmienia ... :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.04, 13:58
          niestety, to sie nie zmienia z wiekiem. znam co najmniej 2 osoby ktore
          'odkrawaja', 'wydlubuja', 'oddzielaja' i 'brzydza sie' mimo swego zaawansowanego
          wieku.
          niestety nie zdaja sobie sprawy (lub nie chca zauwazyc) ze skutecznie psuja
          'wspolbiesiadnikom' przyjemnosc z posilku.
        • Gość: sz wszelcy wydłubywacze i preparatorzy talerzowi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 16:29
          znałem wydłubywaczy cebuli .. siedzi to takie na talerzykiem
          i dłubie
          nawet z sosu potrafi cebule wydłubać
          (bo tej akurat nie lubi)

          dramat .... toć jak nie smakuje nie jeść!
          a nie popisy rutalne wyprawiać

          PREPARACJA
    • Gość: Czuszka Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 13:27
      Czosnek pakowany do każdej potrawy (oprócz słodkich... ,ale kto wie może też).
      Bardzo lubię czosnek lecz bez przesady. Ma tak intensywny smak, że dominuje nad
      resztą.
      Nazywanie leczem wszelkich jednogarnkowców zawierających paprykę i pomidory.
      Leczo to papryka, pomidory, cebula, tłuszcz (najlepiej smalec), czasami
      kiełbasa lub mięso i nic więcej (żadnego czosnku !!!). Te pozostałe
      jdnogarnkowce lepiej nazywać z bałkańska giuwecz. Bardziej to do nich pasuje.
    • pokraczny_kotek protest!!! 24.08.04, 13:33
      > - rozcieńczanie dobrego wina wodą („tak lepiej wchodzi”),

      takie jest najlepsze!
      o dreszczyk przyprawiać może jedynie komentarz rozcieńczającego. wchodzi?!
      wchodzić to można do domu, ewentualnie wódka może wchodzić!
      wino z wodą smakuje fenomenalnie i ja osobiście do profanacji tego nie zaliczam.

      dla mnie profanem jest ktoś kto jada leczo z chlebem :) zamiast z ryżem.
      • Gość: Czuszka Re: protest!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 13:41
        W krajach śródziemnomorskich często pija się wino z wodą.
        A to tak trochę na temat:
        www.kafeteria.pl/bonappetit/przepisy/obiekt.php?id_o=86
        • pokraczny_kotek Re: protest!!! 24.08.04, 13:55
          właśnie. uwielbiam szprycer!
          hania, dlaczego uważasz że woda cokolwiek zabija? napój robi się lekki,
          orzeźwiający, w sam raz na dzisiejszą pogodę na przykład (kraków, słonecznie).
          mniam.
      • hania55 Protest od protestu 24.08.04, 13:43
        Wino rozcienczone woda to juz nie jest wino tylko trup wina zabity woda. Jesli
        wino samo w sobie jest niezbyt dobre, nic mu juz nie zaszkodzi. Ale zabijac
        dobre wino to grzech.
        • Gość: Czuszka Re: Protest od protestu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 13:51
          Co rozumiesz pod określeniem "dobre wino"?
          Czy greckie wino stołowe (pite do posiłków)to dobre wino czy jeszcze nie?
          W Grecji wino pite w czasie jedzenia rozcieńcza się wodą...
          • hania55 Re: Protest od protestu 24.08.04, 14:14
            W Polsce pija sie np. piwo ze spritem i whisky z cola ;-)
            Lekkie stolowe biale wino rozcienczylabym woda i dodala lodu i jeszcze listek
            miety. Ale wina, ktorego zapachem i smakiem mozna sie rozkoszowac - nie. Woda
            to wszystko zniszczy.

            PS. Nie wiem, jakie jest greckie wino stolowe, wiec trudno mi stwierdzic, czy
            jest dobre czy nie. Retsiny do mieszania z woda byloby mi szkoda.
            • Gość: Czuszka Re: Protest od protestu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 14:45
              Retsina to specyficzne wino (jeżeli ktoś lubi aromat żywicy) i rzeczywiście z
              tej racji nie powinno się go rozcieńczać wodą.
              Ale ciekawy jest ten link poniżej:
              www.restaurants.pl/ciekawostki/napoje/historia-alkoholi.htm
              O tempora!o mores!Jeśli to prawda, dla Greków byłabyś barbarzyńcą...;)
            • amused.to.death Re: Protest od protestu 24.08.04, 20:22
              > W Polsce pija sie np. piwo ze spritem i whisky z cola ;-)

              A czy jest w tym coś złego?
              O drinku whisky+cola było napisane nawet na jakiejś ulotce Johnny Walkera.
              A ja piłam np. koniak ze spritem (albo 7up) w fabryce (?) koniaku Martell w miasteczku Cognac we Francji... więc w sumie czemu nie?
          • Gość: pianissima Re: Protest od protestu IP: *.acn.waw.pl 25.08.04, 02:02
            Generlnie Grecy maja podle wina (choc moga byc chlubne wyjatki). Wiec
            rozcienczanie stolowego wina z Grecji wydaje mi sie dobrym pomyslem. Pozatym
            jest tam goraco, wiec mniej alkoholu=lepiej. No i Grecy nie wyksztalcli takiej
            kultury picia wina jak np. Francuzi, czyli bukiety tych win czy ich smaki nie
            sa tak wyszukane.
    • monia_77 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 14:02
      No to ja jestem barbarzynca bo lubie bardzo tak raz na rok zjesc pokazna miche
      kartofelkow z koperkiem i skwarami a do tego kefir. Ale w tym roku bo kartofli
      tez nie jadam przez rok okragly skusilam sie na mlode ziemniaki polane oliwa z
      oliwek z odrobina czosnku + koper i dopiero kefir;-)) Zrobilam postepy!!
      No i z powyzszych to lubie tez buraczki przygotowywane przez moja mame, czyli
      skwary, smietana i tarte buraki i jeszcze do tego zasmazka!!!! Wiem ale lubie,
      kojarzy mi sie z dziecinstwem, jestem na szczescie lepsza kucharka od mojej
      mamy;-))

      Odrzuca mnie:

      - rozgotowany na maxa ryz oraz makaron serwowany przez moja babcie (ohyda)

      - rosol gotowany na ogromnej ilosci roznych mies i baaardzo tlusty

      - Sfinks w Warszawie i wszelkie ich obzydliwe sosy brrrrr

      - kebaby gdzie scinki miesa sa tluste badz niedostatecznie dopieczone

      - brudne gary i kuchnie ktore czesto widze u goszczacych mnie osob np.
      obrzydliwie wygladaja u niektorych patelnie i piekarniki, no nie cierpie
      pochalpanego poprzypalanego piekarnika i zasyfialej blachy

      - konsumowanie posilkow na plastikowych talerzach i ceracie

      - podawanie schlodzonego czerwonego wina i dolewanie do niego wody

      - smazenie czegolowiek w glebokim tluszczu brrrr

      - ciasta z tlustymi kremami

      - wszelkie sosy z torebek

      - substytuty i informowanie ze np. to jest musaka a baraniny w niej nie widac

      - jedna z moich kolezanek, ktora wszystko miesza na talerzu na mamalyge i
      glosno mlaszcze nie domykajac buzi jak je no i zawsze ale to zawsze towarzyszy
      jej stwierdzenie "jeszcze nigdy tego nie jadlam, daj oooo jakie dobre"

      - zszokowana mina wielu biesiadnikow kiedy to tymy oto recamy obracam zgrabnie
      nozke kurczaka w reku zrecznie sie w nia wssysajac, no przeciez drob mozna jesc
      rekami!

      Hmmm jeszcze sobie pewnie przypomne cos...
      • amused.to.death Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 20:23
        > - zszokowana mina wielu biesiadnikow kiedy to tymy oto recamy obracam zgrabnie
        > nozke kurczaka w reku zrecznie sie w nia wssysajac, no przeciez drob mozna jesc
        > rekami!

        można, ale jakże obrzydliwie to wygląda.
        • lahliq Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 25.08.04, 09:19
          amused.to.death napisała:

          > > - zszokowana mina wielu biesiadnikow kiedy to tymy oto recamy obracam zgr
          > abnie
          > > nozke kurczaka w reku zrecznie sie w nia wssysajac, no przeciez drob mozn
          > a jesc
          > > rekami!
          >
          > można, ale jakże obrzydliwie to wygląda.

          Właśnie. Wszystko można. Niemniej jeśli chodzi o zasady jedzenia drobiu:
          sztućcami.
          >
    • Gość: figa Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 14:23
      no i jeszcze cerata na stole , i obowiazkowo wykalaczki
      coby te resztki schabowego..
      Pan domu oglada TV , a Pani domu tlucze sie w kuchni przy zlewie i koszu
      gdzie natychmiast zrzuca odpadki..
      nie ma z kim pogadac , cieple winko wypite , chodzmy juz do domu!!!!!!!!
      auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
      • Gość: E Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.itpp.pl 24.08.04, 14:31
        Żeby nie powtarzać poprzednich wpisów dodam: sałata zrobiona parę godzin przed
        posiłkiem, zwiędnięta, przesiąknięta oliwą albo co gorsze śmietaną z cukrem...
    • ziemiomorze Przyprawy 24.08.04, 14:55
      A, przypomnialam sobie: zamienniki swiezego na suszone.
      Swiezy imbir na proszek imbirowy, natka na taka z torebki, czosnek na granulki,
      listki bazylii na suszona... Przeciez to nie to samo! Suszone ziola sa ok, ale
      maja inny smak, nie da sie ich traktowac zamiennie. Albo da, ale to bedzie juz
      co innego.

      I - jeszcze: kochamy przechowywac przyprawy w rozerwanych sto lat temu
      zawinietych byle jak torebeczkach, trzymanych w cieplych miejscach...

      'Cos ten pieprz jakis slaby', 'tego curry trzeba duzo dodac, bo slabo pachnie'.

      Yyy. Brrr,

      zet
    • szpiczak Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 14:59
      mowcie co chcecie ale dla mnie barbarzynstwem jest posypywac placki ziemniaczane
      cukrem.
      • monia_77 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 17:05
        A ja uwielbiam placki z cukrem mniam mniam, na ostro z sosami roznymi tez, ale
        doloze Tobie do tego barbarzyństwa fakt ze najlepiej placki ziemniaczane lubie
        z powidlami sliwkowymi. Ha i co?
      • szycha80 plindze z cukrem 25.08.04, 07:35
        to już było! kolejny raz musze odpierać atak na te pyszności!!! veto
    • ziemiomorze Lodowkowe zeslanie 24.08.04, 15:03
      Taka mam pania znajoma, ktora kocha gotowac i robi to koszmarnie. Na dodatek
      przezornie gotuje wszystko wczesniej (duuzo wczesniej, dwa - trzy dni
      wczesniej), wiec jedzonko (niezakryte) lezakuje sobie w lodowce. Salatki sie
      przegryzaja z wedlina, duszone mieso nasiaka zapachem kiszonych ogorkow, mniam
      mniam mniam. Taki zasiedzialy w lodowce obiadek wklada do mikrofali i wuala...
      czeka na zachwyty.

      Az mi sie cos robi, kiedy o tym mysle.

      Ziemniaki tez obiera dzien wczesniej. Jedliscie naprawde podle kartofle? Jesli
      nie, obierzcie je, wsadzcie do wody na 12-18 godzin i ugotujcie dopiero
      wtedy... sliskawe i przezroczystawe, przyklejaja sie do zebow jakby ktos do
      nich kleju dodal - takiego do papieru.

      A jedzenie moze byc taka mila rzecza.

      zet.
      • hania55 Re: Lodowkowe zeslanie 24.08.04, 16:06
        Prosze, tylko nie jedzenie trzymane dniami i nocami w lodowce, a pozniej
        odgrzewane w mikroweli.... Bleee....
    • Gość: deedee Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.04, 15:20
      absolutnym barbarzyństwem jest "przechytrzanie" gościa.
      nie mogę jeść surowej cebuli, ponieważ zawsze mam potem sensacje żołądkowe (nie
      wchodząc w szczegóły). wie o tym cała rodzina, ale nikt nie chce przyjąć tego
      do wiadomości
      -jak to? cebulki nie jesz? przecież taka pyszna i zdrowa...
      w rezultacie zawsze w mojej porcji znajduje się surowa cebula, tyle że
      drobniutko pokrojona, bo "może nie zauważę i się przekonam".
      nikt nie myśli o tym, że po takim posiłku mogę parę godzin się męczyć.
      przecież wiedzą lepiej co dobre...
      • Gość: sunny Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.08.04, 16:08
        Bardzo uciążliwe jest też, gdy prawie każdy dziwi się, że gość nie je mięsa i
        próbuje namówić / przekonać / podsunąć, nie mając pojęcia o temacie wszczyna
        przy stole dyskusję o "szkodliwości" wegetarianizmu, lub mówi "warzywami się
        nie najesz".
        • ziemiomorze Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 16:45
          Gość portalu: sunny napisał(a):

          > Bardzo uciążliwe jest też, gdy prawie każdy dziwi się, że gość nie je mięsa i
          > próbuje namówić / przekonać / podsunąć, nie mając pojęcia o temacie wszczyna
          > przy stole dyskusję o "szkodliwości" wegetarianizmu, lub mówi "warzywami się
          > nie najesz".

          Albo - to tez jest koszmarnie krepujace: pani domu, kiedy dowie sie, ze gosc
          nie je miesa, zrywa sie i biegnie do kuchni, zeby przyrzadzic cos
          alternatywnego do miesa, bo czlowiek umrze, jesli zje tylko ryz i warzywa
          przeciez.

          z.
    • adzi210 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 24.08.04, 16:39
      zupy -gotowane od razu Z ryzem czy makaronem. np. pomidorowka packowata bo
      makaron albo ryz to juz nie makaron ani nie ryz....
      adzi
    • Gość: becia Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.08.04, 21:25
      a co wy na to, że pewien osobnik jadł placki ziemniaczane z chlebem i jeszcze
      keczupem polewał no, a na popitkę herbatka.... małe co nieco na obiadek
    • ela.tu-i-tam Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 25.08.04, 00:07
      A moze ktos by sie poswiecil i napisal podsumowanie
      watku "K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a", no takie 10 grzechow
      glownych? A moze nawet wierszem, zeby sie dalo latwo zapamietac i powtarzac?
    • e_katt przejdźmy do napojów.. 25.08.04, 08:19
      typuję:

      - picie herbaty w szklance, z łyżeczką w tejże szklance
      (najśmieszniejsze jest to, że osobom tak herbatę pijącym
      owa łycha w szklance przeszkadza --->
      musi tak być, skoro przechylaniu szlanki towarzyszy
      przyciskanie mieszadła do ścianek szklanki..)

      - kawa po polsku, ohydna plujka, sporządzona z miału
      z próżniowej torebki (i na co ta próżniowość, skoro kawowy
      proszek przechowuje się potem w niedokładnie zamkniętym
      opakowaniu??), z warstwą fusów na dnie szklanki
      (taa.. znowu to szkło!) na dwa centymetry grubą
      (zwłaszcza 'w gościach' nie wypada podać jakiejś cienkiej kawki,
      tylko diablo gorzkiego szatana, a co, niech widzą,
      że nas stać i nie prztykamy się z ilością kawy!!)

      A jeżeli chodzi o procedurę picia kawy
      (czy to w szklance w aluminiowym koszyczku
      czy to w filiżance), to nie lubię też
      tego pretensjonalnego gestu towarzyszącego
      trzymaniu naczynka z rzeczoną kawą:
      odchylony mały palec dłoni..
      Łeee..
      • Gość: dalila Re: przejdźmy do napojów.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.08.04, 08:42
        dobra. nie bede gorsza. jakis czas temu mieszkalam z moim chlopakiem u jego
        rodzicow przez dwa miesiace. gotowala jego mama, bo kuchnia to jej krolestwo,
        cesarstwo i tak dalej. od zawsze bylo mi wiadomo ze jego mama uwielbia gotowac
        (ale raczej swojsko) i ze robi to "dobrze" (co widac bylo po gabarytach jej
        samej, oraz siostry chlopaka). jednak to co tam zobaczylam przeszlo ludzkie
        pojecie... wyobrazcie sobie pol dnia celebrowana, gotowana, wypieszczona,
        konkretna zupka na wywarach-cudach-niewidach, duza ilosc warzyw, swieze
        pomidory, no miodzik. juz szykowalam sie z wielka lycha za stolem gdy nagle...
        zobaczylam... jak przyszla tesciowa... wrzuca do garnka z ta zupa.... wielka
        oselke masla :(( noz fuj!!! takiego swinstwa nigdy wczesniej nie jadlam.
        bleeee. nie pytajcie o drugie dania :(( wielokrotne smazenie na tym samym oleju
        przez wiele dni. obowiazkowa panierka. kartofle w wydaniu obrzydliwym.
        bleeeeee.. oczywiscie jadalam na miescie. potem zreszta okazalo sie ze ma to
        po swojej mamie. zobaczylam ja w akcji jakis czas potem podczas robienia
        kapusty do obiadu. do garnka z podduszona elegancko kapustka takze wrzucila
        kostke masla i takze nie dalo sie tego zjesc...
    • e_katt Polacy lubią też zapożyczenia.. 25.08.04, 08:41
      .. i z miłości do zagranicznych nowości
      przystosowują podchwycone nowinki do polskich realiów


      zgodnie z tą zasadą powstały u nas:

      - sałatka frutti di mare, składająca się
      z paluszków krabowych/3,99zł/op. (z promocji w supermarkecie)
      zalanych górą majo
      z suszonym koperkiem
      (...powinno się jakąś akcję uświadamiającą przeprowadzić,
      że to krabie mięsko to w rzeczywistości takie morskie parówki,
      śmieciowe odpadki, zabarwione na krabowy <?!> kolor)

      - risotto po polsku, wersja ekonomiczna
      (czyli: ryż z torebki, z przydatkami w rodzaju wczorajszego
      kurczęcego mięsa z obiadu, z puszkowym groszkiem,
      zalane to wszystko rozbełtanym jajem,
      dobrze zamieszane, uciśnięte w kompotierce i wyłożone na talerz)

      - nudle (czyli jak kochamy azjatyckie klimaty:
      instrukcja obsługi:
      zgnieść falisty makaronik w zamkniętej torebce,
      rozerwać torebkę,
      makaron wyrzucić na talerz,
      zasypać kompozycją smakowo-przyprawową z małej torebeczki - tzw. proces
      nadawania smaku właściwego..-
      zalać wrzątkiem,
      zakryć,
      czekać 3 minuty
      konsumować..)
    • Gość: dora Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.crowley.pl 25.08.04, 08:56
      Moja teściowa bije wszystkich:
      - jak ja coś gotuję, to podchodzi i bez pytania bądź spróbowania soli. Jak
      mówię że już soliłam to odpowiada że "nie szkodzi"
      - makaron musi być rozgotowany i zimny (wg niej "zahartowany")
      - zupę należy gotować na cały tydzień, dołożyć do niej makaron - po pierwszym
      odgrzewaniu w garnku powstaje przeokropna maź
      - chińszczyznę należy dusić 1,5 h
      - do każdej sałatki dokłada się majonez (nawet jak jest inny sos np. vinegret)
      - przyprawy trzyma w otwartych oryginalnych opakowaniach nawet rok
      -poznańskie pyzy (czyli takie na parze) odgrzewa w mikrofalówce
      Najlepsze:
      - za KAŻDYM razem jak robi obiad to wszystko na raz nastawia, np. odgrzwanie
      kaczki (20 min), pyzy w mikrofalówce (1 min) i warzywa (5 min). Póżniej są dwa
      wyjścia: albo czeka się na ostatnią potrawę a całą reszte je zimne albo
      wszystko się je na bieżąco, osobno...
      • karmilla Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 25.08.04, 09:38
        Gość portalu: dora napisał(a):

        > Moja teściowa bije wszystkich:
        > - jak ja coś gotuję, to podchodzi i bez pytania bądź spróbowania soli. Jak
        > mówię że już soliłam to odpowiada że "nie szkodzi"
        to spróbuj kiedyś jak posoli i stwoerdzi, że nie szkodzi, że już soliłaś, jak
        się odwróci jeszcze dosolić (i to całkiem sporo) i przy stole na ewentualną
        uwagę ze za słone: no, przecież mamie mówiłam, że już soliłam.
        Nie wiem, czy pomoże, ale w końcu raz obiad można przesolić dla eksperymentu.
    • Gość: gryka1 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: 5.2.* / *.chello.pl 25.08.04, 11:46
      No to teraz ja.
      1/ Miks masełka z dodatkiem oleju lub margaryny. Zauważyliscie jak nam masło
      schudło ? Ile ma masła w maśle?.
      2/Kawa Nesca 3 w jednym. Pachnie znośnie ale posmak chemiczny zostaje na
      forever.
      3/ zupy owocowe zabielane mąką - smakują jak rz...
      • Gość: aniel Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.08.04, 12:09
        czerwona kapusta w innej postaci niz surowa (np.sparzona i zakwaszana)- dla
        mnie paskudztwo

        Gotowanie jednej zupy w sobotę i jedzenie jej przez cały tydzien (a znam takie
        domy), a w oststeczności przecież można ugotować bazę warzywną i zmieniać smak
        zupy codziennie- raz jarzynówka, innym razem pomidorówka itp. Że nie wspomnę o
        walorach odżywczych takiej zupki stojącej cały tydzień w lodówce... brr
        Domy w których nie je sie warzyw na kanapkach (pomidora ani ogórka nie
        uświadczysz). No i oczywiscie gotowanie w kólko tych samu kilku potraw,bo kazdy
        dzien tygodnia ma juz ustalony przed laty jadlospis, brrrr
        • emka_waw Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 25.08.04, 12:33

          > Gotowanie jednej zupy w sobotę i jedzenie jej przez cały tydzien (a znam
          takie
          > domy), a w oststeczności przecież można ugotować bazę warzywną i zmieniać
          smak
          > zupy codziennie- raz jarzynówka, innym razem pomidorówka itp. Że nie wspomnę
          o
          > walorach odżywczych takiej zupki stojącej cały tydzień w lodówce... brr

          Wyjątek: rosół i bulion. Czyste, bez warzyw można zamrozić w porcje różnej
          wielkości i używać albo po prostu z makaronem, albo jako wkład do innych zup.
          • Gość: E Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.itpp.pl 25.08.04, 13:20
            jeszcze dopiszę: pomidory z cebulką i octem, mizeria również. Ocet spirytusowy
            oczywiście.
            Coraz rzadziej ale się zdarza - rano zaparzona esencja w czajniczku i tak cały
            dzień...

            Co do placków ziemniaczanych z cukrem to u mnie w domu są dwa rodzaje: z
            gotowanych ziemniaków ( ciasto mniej więcej jak na kopytka) i te je się z
            zcukrem, oraz z surowych - na ostro.
            • szycha80 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 25.08.04, 13:25
              od pomidorowo- ogórkowych wariacji z octem sie odczep!!! pyszności!!!
              • Gość: E Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.itpp.pl 26.08.04, 09:07
                Ale z octem spirytusowym te pyszności?
                • szycha80 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 26.08.04, 09:12
                  może być spirytusowy ( w mniejszej ilości), może być inny
            • loel Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 27.08.04, 11:52
              > Coraz rzadziej ale się zdarza - rano zaparzona esencja w czajniczku i tak
              >cały dzień...

              wolę to od herbaty "ekspresowej" - ale jeden dzień max, przez noc nie trzymam.

        • szycha80 Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. 25.08.04, 13:24
          no a kapusta modra gotowana - jak do kaczki i pyz??? pyszności!!!
          • Gość: bibba Bigos - unikać u oszczędnej gospodyni IP: *.plj.com.pl 25.08.04, 16:02
            Bigos - jest potrawą, niesłusznie przez niektóre oszczędne gospodynie uważaną
            za rozwiązanie podczas czyszczenia lodówki, wtedy trafi do niego reszta
            wysuszonej kiełbasy, mieso z paru obiadow, brrr.... znam takie, co na
            talerzykach od herbaty skrupulatnie składają takie ingrediencje, zeby potem
            upichcić bigosik...co się "na winie"
            Ale prawdziwy bigos to jest to ! zwłaszcza mojej mamy :-)
            Nie znoszę też obecnych na większości stołach świątecznych, galaret, w Wigilie
            z rybami, a przy innych okazjach z roznymi "smakołykami" FUJ !!




          • Gość: alienor Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.crowley.pl 25.08.04, 16:06
            Swietny watek. Mnie sie to kojarzy z polska goscinnoscia. Kiedy jestes
            zaproszona na obiad do domu, w ktorym urzeduje Prawdziwa Polska Gospodyni (mam
            na mysli te tradycyjne: mamy, ciocie, potencjalne tesciwe i swiekry), to
            najlepiej nie jesc nic przez caly poprzedni dzien i zrezygnowac ze sniadania.
            Na obiad musi byc zawiesista zupa i 3 rodzaje przystawek, potem mieso,
            ziemniaki i surowki, potem deser, a potem jeszcze kawa i ciasto. Gospodyni (a
            czasem i gospodarz wrrr) pilnuja, zebys wszystkiego sprobowala i ocenila, czy
            dobre. Ciagle trzeba sie bronic przed dokladkami (nie daj Boze cos pochwalic,
            bo ci zaraz szczodrze doloza). Najsmieszniejsze, ze gospodyni sama wszystkiego
            nie je (bo to za duzo dla niej), ale pilnuje, zebys kazdy gosc sie obzarl do
            wypeku.
            W restauracjach dobija mnie to, ze kazde danie slodkie (omlet, nalesniki,
            desery) musi byc polane czekolada. Lubie czekolade, ale solo. Wszystko, co sie
            da, posypuje sie tez pietruszka (dla ozdoby?), ktorej nie znosze.
            No i jeszcze potrawy jednogarnkowe na sposob polski. Nauczylam sie od kolezanki
            w akademiku pysznej i lekkiej wariacji na temat tzw. leczo: symbolicznie
            wedlinka do smaku i cala fura warzyw: pomidory, cebula, papryki, cukinia.
            Ugotowalam to kiedys rodzicom, posmakowalo i mama wziela przepis. Nastepnym
            razem zostalam poczestowana czyms bardzo tlustym, zrobionym jak bigos, z trzema
            rodzajami miesa i z boczkiem, rece mi opadly. No, troche warzyw jeszcze sie do
            tego zmiescilo. Zostalo to rozpropagowane wsrod sasiadek i znajomych i sie
            przyjelo, niestety. Ostatnio mama przestala to robic, bo zdrowie szwankuje, a
            to taka ciezka potrawa!
    • Gość: tekisk Re: K.u.l.i.n.a.r.n.e__b.a.r.b.a.r.z.y.ń.s.t.w.a. IP: *.bielsko.dialog.net.pl 25.08.04, 20:09
      ja uważam , że barbażyństwem w kuchni są :
      - suszone zieleninki ( natka pietruszki , koperek , liście selera , szczypiorek)
      - masa do ciasta , w której wyczuwalny jest cukier
      - kotlety sojowe ( próbowałam , zjadłam - nie spróbuję więcej )

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka