kocio-kocio
15.10.04, 15:01
Jestem noga w ciastach.
Włąściwie piekę tylko pierniczki na Boże Narodzenie i smażę faworki na
Ostatki.
No i słynne ciasteczka owsiane ostatnio.
A tu...
W przyszłą sobotę czekają mnie urodziny mojego mężczyzny.
Koniecznie kawa, tort i jakieś ciasta, bo "taki jest zwyczaj".
Tylko, że to dopiero początek mojego nieszczęścia.
Cała rzecz ma się odbyć prawie 300 km od Warszawy, w której mieszkam i z
której wyjadę już w miejsce docelowe w piątek wieczorem. Po całym dniu
spędzonym w pracy...
Nie znam tamtejszej kuchni, mają elektryczny piekarnik, a ja nigdy wcześniej
takiego nie dotykałam, więc wolę nie ryzykować. Szczególnie, że jestem
totalna d..a wołowa...
Nie chcę nic kupować, bo chodzi o to żeby się popisać, bo to "nowa" rodzina
dla mnie jest.
No i co ja mam zrobić?
Myślałam, żeby upiec biszkopt w czwartek wieczorem, a na miejscu zająć się
jego krojeniem, nasączeniem, smarowaniem i co tam jeszcze. Bo (podobno)
biszkopt można upiec wcześniej. Tylko czy aż tak wcześniej? BTW: raz w życiu
piekłam i był taki sobie.
No i nie mam pomysłu na szybki, prosty, niezawodny i REWELACYJNIE SMACZNY
krem, który będę mogła zrobić już tam, po czujnym okiem "teściowej".
No i co jeszcze?
Bo wiem, że tort to zdecydowanie za mało.
Jednym zdaniem: jakie (SMACZNE, niebanalne i sprawdzone) ciasto przeżyje dwa
dni, 300 km w samochodzie, a na koniec uwiedzie publiczność?
HELP!