flamingjune
20.12.04, 10:39
Chodzimy z mężem (jedynakiem!)czasami na obiady do teściowej. Zarówno ona jak
i mąż uważają, że to wielkie blogosławieństwo, że nie muszę codziennie
gotować. Ja tak nie uważam, bo doskonale radzę sobie sama w kuchni - moim
zdaniem jest to po prostu sposób uzależnienia nas (synka) od siebie. Teściowa
uważa się za mistrzynię świata w gotowaniu (ciągle podkreśla, że skończyła
szkolę gastronomiczną i świetnie gotuje). Tymczasem robi ciągle to samo: bez
przerwy pierogi i naleśniki z twarogiem na obiad (często w niedzielę). Dla
mnie takie danie to w ogóle nie jest obiad tylko deser. Gotuje tylko jedną
zupę - pomidorową,i nawet w pełni sezonu kiedy świeże pomidory kosztują 1 zł
za kilogram, ona używa koncentratu pomidorowego + dużo Maggi. W ciagu 1,5
roku nie zdarzyło jej się przyrządzić ryby na obiad. Jak chcę zjeść coś
porządnego to muszę sobie sama ugotować. z drugiej strony nie mogę z obiadów
zrezygnować ani zwrócić jej uwago bo byłaby to OBRAZA MAJESTATU. Także
cierpię w milczeniu i najgorsze jest to, że muszę być dozgonnie wdzięczna za
kolejna porcję pierogów :(.