Gość: limba
IP: *.mos.gov.pl
19.01.05, 14:18
Witajcie!
Zainspirowana wątkiem, który napotkałam na dzisiejszym forum :
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=77&w=19582976&v=2&s=0
dzielę się swoimi doświadczeniami. Choć wydaje mi się, że się powtarzam, bo
już kiedyś o tym pisałam [prawdopodobnie w latach ubiegłych w sezonie
faworków i pączków].
Oczywiście każdy ma swoje metody i są osoby, które używają całych jajek i
proszku do pieczenia i twierdzą, że ich faworki są najlepsze [to rzecz
indywidualnych gustów]. Czasem jednak tak się zdarza, że jednocześnie kilka
osób częstuje faworkami [np. w pracy w Tłusty Czwartek i Ostatki]. I wtedy
właśnie można przetestować poszczególne przepisy. Ja zdecydowanie obstaję
przy swoim.
1.To prawda, że ciasto faworkowe lubi b.długie bicie tłuczkiem > wprowadza
się do niego powietrze, które powoduje, że ciasto rośnie podczas smażenia i
jest kruche. Ja ubijam ok. pół godziny. Polega to na tym, że gdy ciasto
rozbite zostanie na placek, składa się je i znowu ubija. I tak wielokrotnie.
Po tak długim ubijaniu powinno być jednolite i są w nim widoczne pęcherzyki
powietrza.
2.Ale za to nie lubi długiego leżakowania po rozwałkowaniu > wtedy właśnie
twardnieje. DLATEGO TRZEBA JE OD RAZU SMAŻYĆ!!! Czyli jeśli rozwałkuje się
jeden placek, należy z niego zrobić faworki i od razu je smażyć.
3.Jeszcze jedna uwaga: nie używam mąki do wałkowania. Ciasto musi być takiej
konsystencji, żeby nie przyklejało się do blatu, a ponieważ to ciasto suche -
głównie to tylko mąka, żółtka, sól i spirytus – nie powinno się kleić.
4.Do ciasta nie używam też cukru, bo podczas smażenia w wysokiej temperaturze
cukier karmelizuje się i ciasto twardnieje. Poza tym, z cukrem ma tendencje
do przypalania.
A cukier puder do faworków w charakterze posypki jest zupełnie wystarczający
[najlepiej aromatyzowany prawdziwą wanilią – przez klika dni w szczelnie
zamkniętym słoiku].
5.A co do śmietany > musi być kwaśna i nie może być zbyt tłusta, najlepiej
jeśli ma 12% zawartość tłuszczu [czasem używam w jej zastępstwie kefiru]. I
nie należy przesadzać z jej ilością.
Właściwe ciasto na faworki to: mąka, żółtka i spirytus.
6.Trzeba też uważać, żeby do ciasta nie dostało białko – bo od tego też
twardnieje.
7.Nie zgadzam się też z uwagami, co do rodzaju tłuszczu. Muszę wyjaśnić, że
nie chodzi o to, że jestem zagorzałym zwolennikiem smalcu. Np. jeśli chodzi o
pączki, to przekonałam się [po wielu latach używania tylko smalcu], że lepszy
jest OLEJ SŁONECZNIKOWY BARTEK i teraz właśnie go używam. Ciasto na pączki ma
jednak zasadniczo inną konsystencję.
Ale do faworków, niestety TYLKO SMALEC, ponieważ planta i olej [już wszystkie
dostępne tłuszcze przetestowałam] są wchłaniane przez ciasto w czasie
smażenia > najprostszy dowód, to b.szybko ubywający w/w tłuszcz w czasie
smażenia, podczas gdy smalec ubywa minimalnie - zmienia tylko kolor, no bo
przecież używany do smażenia kilku porcji faworków przypala się.
Co do proporcji, to moje są takie:
° 10 żółtek
° 2 łyżki spirytusu
° 1 łyżka octu
° trochę soli, żeby ciasto nie było mdłe
° ok.100 ml śmietany 12% kwaśnej
° mąki tyle, ile się wgniecie,
aby ciasto było trochę twardsze niż na pierogi i elastyczne [ja robię pierogi
z ciasta bez jajek, ale za to rozrabianego gorącą wodą i z niewielkim
dodatkiem oleju lub masła, więc jest dużo luźniejsze w porównaniu z tym na
faworki].
I to chyba wszystkie tajemnice.
Życzę wytrwałości i cierpliwości, bo to - oprócz właściwych proporcji i
składników - najistotniejsze w przypadku wyrobów cukierniczych.