Dodaj do ulubionych

Co siedzi w gotowych produktach...

IP: *.chello.pl 02.09.02, 16:56
Zastanawiam się czy kupując gotowe produty czytacie skład i zwracacie uwagę
np. na zawartość konserwantów, różnych E, itd. Czy wpływa to na zakup.
Ja takiego zwyczaju nie wyniosłam z domu (mama nie sprawdzała, a może i
dawniej produkty zawierały mniej chemii i róznych sztucznych dodatków), ale
odkąd sama prowadze dom i robię "poważne" zakupy zaczęłam czytać skład.
Napewno jakiś wpływ miały na to artykuły w prasie i opinie znajomych (hmm,
czasem dość "nawiedzonych").
Nie, nie zwracam uwagi na kalorie, zaw. tłuszczu, etc, ale na to ile jest
niepotrzebnych, moim zdanim składników. Przoduje w tym Danone- np. skład
pysznego skądinąd batonika Danio, ale także śmietana, Fantasia Mousse i inne.
Co o tym myślicie?

Pozdrawiam,
Ada
Obserwuj wątek
    • hania_76 Re: Co siedzi w gotowych produktach... 02.09.02, 17:12
      Gość portalu: Ada napisał(a):

      > Zastanawiam się czy kupując gotowe produty czytacie skład i zwracacie uwagę
      > np. na zawartość konserwantów, różnych E, itd. Czy wpływa to na zakup.
      > Ja takiego zwyczaju nie wyniosłam z domu (mama nie sprawdzała, a może i
      > dawniej produkty zawierały mniej chemii i róznych sztucznych dodatków), ale
      > odkąd sama prowadze dom i robię "poważne" zakupy zaczęłam czytać skład.
      > Napewno jakiś wpływ miały na to artykuły w prasie i opinie znajomych (hmm,
      > czasem dość "nawiedzonych").
      > Nie, nie zwracam uwagi na kalorie, zaw. tłuszczu, etc, ale na to ile jest
      > niepotrzebnych, moim zdanim składników. Przoduje w tym Danone- np. skład
      > pysznego skądinąd batonika Danio, ale także śmietana, Fantasia Mousse i inne.
      > Co o tym myślicie?
      >
      > Pozdrawiam,
      > Ada

      Podobnie - nie sprawdzam kalorii, ani zawartości tłuszczu, ale ilość
      chemikaliów owszem. Najbardziej rozczulają mnie długie listy E cośtam, a
      następnie informacja "aromat identyczny z naturalnym". Wtedy odkładam
      opakowanie z powrotem na półkę lub do chłodni.
      Pozdrawiam.
    • kwik Re: Co siedzi w gotowych produktach... 02.09.02, 17:15
      czyta sobie od czasu do czasu. ale nie popadam w przesade, bo moj koszyk okazal
      by sie pusty.
      • Gość: Nina1 Re: Co siedzi w gotowych produktach... IP: 213.76.128.* 03.09.02, 08:37
        Ale tak z drugiej strony, znajoma chemiczka wytłumaczyla mi, że symbol e-cośtam
        ma np. również sok z cytryny, soda oczyszczona, octy rozmaite etc, czyli
        produkty w sumie niegroźne i od dawna używane w kuchni, więc tak całkiem się
        tego e-... ze składu nie da pozbyć. Z drugiej strony jak ich jest za dużo, a
        dochodzą jeszcze barwniki i aromaty "identyczne z.." to tracę chęć na
        próbowanie takiego produktu. Z tego też powodu nie piję różnych kolorowych
        gazowanych napojów - jak sobie wyobrażę co w tym jest....
        • Gość: Lobelia Re: Co siedzi w gotowych produktach... IP: 195.187.102.* 03.09.02, 09:08
          Zainteresowanym tym co siedzi pod symbolami E-cośtam
          polecam stronę:
          www.seva.sotiko.pl/vege/exxx/exxx01.htm
          Bardzo bogaty opis substancji dodawanych do żywności.
    • Gość: Lobelia Re: Co siedzi w gotowych produktach... IP: 195.187.102.* 03.09.02, 08:36
      Skład czytuję zawsze i przymusowo z racji gnębiących mnie
      alergii. Natomiast staram się nie przesadzać, bo
      składniki sztucznie wytworzone są wszechobecne i trzeba
      byłoby przestać jeść, żeby ich w pełni uniknąć. Ale np.
      konserwanty w serkach smakowych bardzo mnie zniechęcają,
      wolę kupić zwykły twarożek i "dosmaczyć". Z ciekawych
      lektur polecam skład "tik-taków" - nie ma tam nic, co
      brzmiałoby jadalnie ... Zachwyca mnie też często
      spotykane na słodyczach zdanko "Może zawierać śladowe
      ilości orzechów laskowych i arachidowych". Wiem, że to
      pewnie dla alergików, ale natychmiast po przeczytaniu
      widzę oczyma duszy taką wielką brudną kadź, w której
      najpierw robią jakąś paciajgę orzechową, a potem nie myją
      i robią jakąś inna breję, przez co się te śladowe ilości
      dostają :).
      • Gość: maruda Re: Co siedzi w gotowych produktach... IP: *.mpsz.pl / *.gdynia.mpsz.pl 04.09.02, 03:47
        Gość portalu: Lobelia napisał(a):

        > spotykane na słodyczach zdanko "Może zawierać śladowe
        > ilości orzechów laskowych i arachidowych". Wiem, że to
        > pewnie dla alergików, ale natychmiast po przeczytaniu
        > widzę oczyma duszy taką wielką brudną kadź, w której
        > najpierw robią jakąś paciajgę orzechową, a potem nie myją
        > i robią jakąś inna breję, przez co się te śladowe ilości
        > dostają :).

        Dokładnie tak to wygląda. Śmiesznie brzmi to zdanie - można odnieść wrażenie,
        że producent nie jest do końca pewny, co mu wyjdzie...

        A tak naprawdę, obecność w składzie "tłuszczu kakaowego" bądź innego oleju
        roślinnego kwalifikuje wyrób do grupy czekoladopodobnych (swego czasu była
        awantura o obowiązek umieszczania tego składnika przez producentów słodyczy,
        gdyż wyszło na jaw, że sprzedają niby-czekoladę, zamiast prawdziwej). Resztki
        starodawnej procedury pozostają jedynie w czekoladzie gorzkiej. Obecnie
        sprzedawana "czekolada" jest swego rodzaju margaryną.

        A propos maragryny. Surowiec do jej produkcji wygląda tak obrzydliwie (coś, jak
        śniegowa breja), że trudno sobie wyobrazić, że można to kiedyś jeść (no może
        wdepnąć). Znajomy chemik powiedział mi również, że soli niektórych metali
        ciężkich w procesie syntezy maragryny nie da się wyeliminować.

        Podobnie, jak skład wynalazku (jadalnego?) TIK-TAK, wygląda skład śmietanek w
        proszku (tych do kawy). Po pierwszym czytaniu składu, myślałem, ze mam do
        czynienia z bronią chemiczną.

        Pozostają jeszcze mikrofalówki. Nawet pobieżna znajomość tego działu fizyki,
        przekonuje, że jedzonko poddane takiemu mikrofalowaniu, jedzonkiem sensu
        stricto być przestaje. Zachowuje tylko wygląd. Zamienia się więc w atrapę, gdyż
        po bomardowaniu mikrofalami, przyswajalne przez organizm związki biochemiczne
        już nie istnieją. Pozostaje bezwartościowa breja.

        Krytyka, krytyką - każdy ma możliwość wyboru ile danego E spożyje. Chwalebną
        jest szczerość producentów, co szczegółów składu chemicznego swoich wyrobów;
        ale producent napojów FRUGO posunął się chyba za daleko. Oglądając ich ostatnią
        reklamówkę odnoszę wrażenie, że napoje te wytwarzane są liści i korzeni...

        • m-p Re: mikrofalówka??? 07.09.02, 21:10
          Wszystko w porządku, ale czy mogłabyś wyjaśnić swoje zastrzeżenia do kuchenki
          mikrofalowej? Rozumiem, że jesz tylko surowe produkty?

          Poddając cokolwiek podgrzewaniu w dowolny sposób, nie robisz nic innego jak
          zwiekszasz średnią energię kinetyczną cząsteczek, z których składa się każde
          ciało (obrazowo mówiąc drgają silniej w swoich strukturach). Niezależnie od
          sposobu podgrzewania skutek jest identyczny - zniszczenie związków chemicznych,
          z których sie składa. Na tym polega gotowanie smażenie, pieczenie itp.
          Jeśli się nie zgadzasz, to proszę wyjaśnij z czym.

          Zastanawiam się, czy mikrofalówka w 'odczuciu społecznym' nie kojarzy się z
          promieniowaniem jonizującym (od ultrafioletu w górę widma?). Akurat fale
          używane w niej są po drugiej stronie widma względem fal elektomagnetycznych
          używanych przez ludzi do widzenia - między radiowymi a podczerwonymi, używanymi
          od tysięcy lat w piekarnikach i piecach...
          pozdrawiam :)

          Zresztą bardziej niezdrowe od gotowania w mikrofalówce jest smażenie
          a najbardziej grilowanie. Potrawy grilowane są silnie kancerogenny...


          W moim otoczeniu podobne poglądy na temat mikrofalowek wygłaszają ludzie palący
          papierosy, a to jest już groteską...
          • Gość: maruda Re: mikrofalówka??? IP: *.mpsz.pl / *.gdynia.mpsz.pl 08.09.02, 16:52
            m-p napisał:

            > Wszystko w porządku, ale czy mogłabyś wyjaśnić swoje zastrzeżenia do kuchenki
            > mikrofalowej? Rozumiem, że jesz tylko surowe produkty?
            >
            > Poddając cokolwiek podgrzewaniu w dowolny sposób, nie robisz nic innego jak
            > zwiekszasz średnią energię kinetyczną cząsteczek, z których składa się każde
            > ciało (obrazowo mówiąc drgają silniej w swoich strukturach). Niezależnie od
            > sposobu podgrzewania skutek jest identyczny - zniszczenie związków
            chemicznych,
            >
            > z których sie składa. Na tym polega gotowanie smażenie, pieczenie itp.
            > Jeśli się nie zgadzasz, to proszę wyjaśnij z czym.

            Czas, w którym dostarczona jest ta sama ilość energii. Oraz zakres
            promieniowania. Ekstrapolując Twój wywód, możnaby mniemać, że równie dobrym
            sposobem pieczenia jest umieszczenie steku w reaktorze atomowym. Ponadto jest
            to promieniowanie przenikliwe. Dla sprawdzenia polecam posiedzieć kilka godzin
            przy ognisku, a potem przy radarze.



            >
            > Zastanawiam się, czy mikrofalówka w 'odczuciu społecznym' nie kojarzy się z
            > promieniowaniem jonizującym (od ultrafioletu w górę widma?). Akurat fale
            > używane w niej są po drugiej stronie widma względem fal elektomagnetycznych
            > używanych przez ludzi do widzenia - między radiowymi a podczerwonymi,
            używanymi
            >
            > od tysięcy lat w piekarnikach i piecach...
            > pozdrawiam :)

            Odczucie społeczne, hmmm. W mniemaniu niektórych posiadanie mikrofali podnosi
            prestiż społeczny. Proponuję jeszcze raz eksperyment z radarem. W praktyce
            wszystkie przepisy zostały przygotowane na ogniska i piekarniki. Wystarczy
            zresztą porównanie: ugotowana we wrzątku parówka jest prawie jadalna; ta sama
            parówka poddana mikrofalowaniu jest praktycznie niejadalana, ze względu na
            ohydny smak.
            >

            > Zresztą bardziej niezdrowe od gotowania w mikrofalówce jest smażenie
            > a najbardziej grilowanie. Potrawy grilowane są silnie kancerogenny...
            >

            radziłbym sięgnąć do nowszych źródeł

            >
            > W moim otoczeniu podobne poglądy na temat mikrofalowek wygłaszają ludzie
            palący
            >
            > papierosy, a to jest już groteską...

            Natomiast wielbiciele mikrofalówek ciągle są zazwyczaj wielbicielami
            fastfoodów - polecam uwadze ostatni spór z MacDonaldem (wygląda na to, że
            procesy o niszczenie zdrowia, przestaną być jedynie domeną koncernów
            tytoniowych)
            • m-p Re: mikrofalówka??? Pfff, ale demagogia... 08.09.02, 22:36
              >Czas, w którym dostarczona jest ta sama ilość energii. Oraz zakres
              >promieniowania. Ekstrapolując Twój wywód, możnaby mniemać, że równie dobrym

              Zlituj się! "Czas, w którym dostarczona jest ta sama ilość energii."
              A jakie to prawo fizykochemiczne? Smażenie w głębokim, prawie dymiącym tłuszczu
              (fryturze) jest wolniejsze od podgrzewania w 0.8kW mikrofalówce??? To prawda,
              szybkość podgrzewania ma wpływ na reakcje fizykochemiczne w ciałach
              polikrystalicznych i polimerach, ale jak na razie jemy żele...
              Zresztą, jak dotąd wiedziałem, że im krócej sie jedzenie grzeje, tym zdrowiej.
              Źle wiedziałem?

              "Ekstrapolując Twój wywód,..."
              Jaki to argument? Logika jak z:
              "Po wodzie pływa, kaczka sie nazywa. Co to? Gęś!"
              Rozkład promieniowania elekromagnetycznego w reaktorze jest nieco inny. Fale
              jakby troche krótsze (gamma) ...

              >Dla sprawdzenia polecam posiedzieć kilka godzin
              >przy ognisku, a potem przy radarze
              Sliczne, idąc Twoimi śladami proponuję Ci siąść na zapalonym palniku kuchenki
              gazowej. Przy okazji doświadczysz co to jest Lorentzowskie skócenie czasu -
              każda minuta będzie Ci sie wydawać godziną :))
              A wiesz o tym, że kiedyś, w latach 20-30 - przed antybiotykami, wsadzano ludzi
              nakarmionych neosalvarsanem do specjalnych (chłodzonych powietrzem w temp 60C)
              mikrofalówek? To była jedyna radykalna metoda pozbycia się kiły w tym czasie.
              Zdecydowanie mniej szkodliwa niż celowe zarażanie tyfusem, aby wywołać 40°C
              gorączki. I tylko bogatych było na to stać...

              Parówka... OK, wcale nie napisałem, skoro wszysko jest podgrzewaniem, to nie ma
              różnicy między smażeniem, gotowaniem w wodzie, gotowaniem na parze, pieczeniem
              w piekarniku, czy podgrzewaniem w mikrofalówce. Tłumacząc prościej, próbowałaś
              (eś) upiec chleb wrzucając go do wrzącej wody? Więc chyba coś z argumentem
              parówkowym nie tak. Nawiasem, parówki dla dzieci z Morlin można podgrzewqać w
              mikrofalówce (mają mało wody)...

              Reasumując, używając mikrofalówkę trzeba myśleć, niestety. Są ludzie, którzy
              dobrze gotują i używają pomocniczo(!) mikrofalówki. Sa i tacy co wkładają tam
              żywego kota, żeby go wysuszyć.
              Do jakiej kategori należysz?

              Polecam lekturę "Erystyki" Schopenhauera. Tam jest opisane więcej takich
              chwytów...

              Zresztą, dla mnie to EOT. Przekonywanie do mikrofalówki jest podobnie bezowocne
              jak przekonywanie zwolenników homeopatii do wzięcia pod uwagę istnienia liczby
              Avogadro.

              pozdrawiam :)
      • Gość: halina Re: Co siedzi w gotowych produktach... IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 07.09.02, 18:44
        Gość portalu: Lobelia napisał(a):

        > natychmiast po przeczytaniu
        > widzę oczyma duszy taką wielką brudną kadź, w której
        > najpierw robią jakąś paciajgę orzechową, a potem nie myją
        > i robią jakąś inna breję, przez co się te śladowe ilości
        > dostają :).
        To nie musi byc wielka kadz z paciajga. Wystarczy, zeby np. wafelki albo
        czekolada z orzechami i bez byly pakowane na jednej tasmie i juz te sladowe
        ilosci moga sie dostac, zwlaszcza na poczatku partii. A przy uczuleniu na
        orzechy czesto wystarczy naprawde bardzo malo, zeby wywolac nawet wstrzas
        anafilaktyczny i ustanie krazenia.

        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka