Gość: Jagna
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
16.01.06, 11:41
Witam! Od kilku lat prowadzę własną kuchnię i nie używam ww. produktów. Moja
mama do każdej zupy dodaje kostkę rosołową, używa instantów (zupy, sosy), pod
ręką ma zawsze vegetę czy jakieś ziarenka smaku. Rodzice są po
sześćdziesiątce, mają poważne problemy ze zdrowiem. Te wszystkie potrawy z
glutmianianem sodu i innymi wzmacniaczami w roli głownej zjada również
dwuletnia wnuczka, która z nimi mieszka. Kiedy próbowałam delikatnie zwrócić
mamie uwagę, że to niezdrowe, odparła, że to jest wygodne i ona już na
starość nie będzie się przestawiać, a poza tym "dziecko, co dzisiaj jest
zdrowe"... Podobnie gotuje bratowa. Dla przykładu napiszę, jak wyglądały
potrawy wigilijne przygotowywane przez nią. Zupa grzybowa z torebki + kostka
rosołowa + kilka suszonych grzybów i smietana, barsz z torebki + kilka
pokrojonych buraków i przypraw, żurek z torebki + zakwas z butelki +
śmietana, ryba panierowana w jajku i mące z ogromną ilością vegety...
Poradźcie, jakich używać argumentów, żeby wyperswadować moim najbliższym te
koszmarne przyzwyczajenia kulinarne.
Pozdrawiam. Jagna