mam po jednym kocie w każdym pomieszczeniu, z czego ten nadmiarowy wylazł z kuchni i noc spędził za drukarką - sytuacja jest lepsza niż myślałam, do krwawych walk jak na razie nie doszło, do strajków głodowych też nie. towarzystwo rano spożyło nieco pasztecika, ale mam problem, bo nabytek, roboczo zwany Buką, od wczoraj nie siusiał...
ma swoją przywiezioną kuwetę i swój żwirek, wszystko suchutkie, domowe kuwety też, śladów nielegalnego podlewania nie znalazłam. ona korzystała z kuwetki wczoraj rano, jeszcze w starym domu, od południa, czyli przeprowadzki, nic. z drugiej strony prawie nic nie jadła, do tej chwili od wczoraj garstkę suchego, z ćwierć pudełeczka paszteciku łącznie. teraz jadę na zakupy, zamierzam nabyć nawet kitiketa, byle miał dużo sosu, po czym wrócę i będę się głośno modlić
nie jesteśmy na tyle zaprzyjaźnione, żebym jej coś do pyska wlała, nabędę jeszcze skrzydełka kurczacze i zrobię rosołek, jeść jak na razie je, tyle że mam się odsunąć. ale wizja łapania jej do weta trochę mnie przerasta, Buka jak to Buka rozmiarów jest słusznych, a nie dalej jak wczoraj została przemocą z domu wyciągnięta, może nie chcieć współpracować. znaczy pomocy