Dodaj do ulubionych

Wasze gotowanie, a dzieci

20.06.08, 22:19
Zakładam ten wątek, bo jestem ciekawa jak to jest u Was. Natchnęły
mnie obserwacje dzieci znajomych, bo własnych nie mam. Kilka razy
proponowane przeze mnie przepisy na proste dania, zostały odrzucane,
bo np. jeden ze składników nie pasował dzieciom. OK - rozumiem
jeszcze np. krewetki - dziecięca wyobraźnia jest jaka jest. Ale
pieczarki, papryka, oliwki, groszek, ryż!?

Jak to jest z Wami - czy Wasza kuchnia jest podporządkowana ich
smakom i wymaganiom? Czy Wasze dzieci krzywią się na widok oliwek,
ryb bez panierki, warzyw, ryżu? Czy mocno zmieniły one sposób, w
jaki gotowaliście przed ich pojawieniem się? A może to jest kwestia
nauczenia dziecka jedzenia pewnych produktów, wyuczenia w nim
nawyków żywieniowych np. zjadania również porcji sałaty, a nie tylko
frytek i mięsa. Czy np. włoskie dzieci krzywią się na widok oliwek?
Chyba nie. Dlatego, że to produkt, który naturalnie jest im znany i
obecny w kuchni 'od małego'?

Może mam pecha i spotykam tylko takie wybrzydzające, ale naprawdę
mam wrażenie, że aby takiemu dogodzić, to trzeba się nieźle namęczyć
i niestety - rezygnować ze swoich smaków...


Obserwuj wątek
    • Gość: dzika Re: Wasze gotowanie, a dzieci IP: *.bielsko.dialog.net.pl 20.06.08, 22:45
      Mu mieszkamy w Polsce, dzieci od maleńkości nie znosiły kapusty
      kiszonej pod żadną postacią. Tak, więc nie sądzę, że jest to
      kwestia "narodowa". W tej chwili kapusta jest dopuszczalna jako
      składnik surówki do ryby. Co do dziecięcych (i nie tylko) smaków-
      warto co jakiś czas zaserwować nielubiany szpinak, groszek, czy
      sałatę, celem próby. Gusty kulinarne zmieniają się, ale trzeba je
      szanować, żeby nie obrzydzić jedzenia jako takiego, bo ono powinno
      być przyjemnością. Jeśli przyrządzam coś nielubianego przez resztę,
      to dodatkowo serwuję coś uniwersalnego. Ja, pomimo, że lubię kuchnię
      śródziemnomorską, staram się eliminować z przepisów oliwki. Nie
      lubie, nie smakują mi-ale co jakiś czas próbuję.
      • anula36 Re: Wasze gotowanie, a dzieci 20.06.08, 22:55
        znam rodzicow ( nie tylko moich)ktorzy dzieki dzieciom rowzwineli kulinarne i smakowe skrzydla i to bez wiekich poswiecen:)
    • Gość: kim Re: Wasze gotowanie, a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.06.08, 23:00
      A skąd to przekonanie, że dzieci jadają chętnie tylko frytki i
      mięso? Myślę, że wiele zależy od tego czym rodzice karmia malucha
      juz w pierwszym, drugim roku zycia. Dziecko karmione zapychaczami
      typu Kubuś i Danonki nie tknie owoców - bo będzie ich smak odczuwac
      jako kwaśny. Ale fakt, nawet dziecko przyzwyczajane do róznorodnych
      smaków ma swoje jedzeniowe sympatie i antypatie. Które notabene
      ewoluuja z wiekiem. Np.mój starszy syn niemal wymiotował na widok
      ryb (obojętnie jak przyrządzonych) , po czym z dnia na dzień
      stwierdził, że ryby sa megacool. Córka z kolei jada chętnie "rybkę-
      kotlecik" (czyli filet panierowany ), nie znosi natomiast "rybki z
      oczkami". Nie lubiła też do niedawna fasolki, obecnie jadłaby ją na
      okrągło. Zmiana nastąpiła z dnia na dzień. Czasem trudno dogodzić
      wszystkim, bo nigdy nie pamiętam kto z domowników lubi buraczki na
      ciepło a kto na zimno; Niemniej w rodzinie dalszej jest dziecko,
      właściwie juz panienka, która nabiera sobie na talerz spore porcje,
      poczym gmera widelcem z obrzydzeniem na twarzy. Tak jest ZAWSZE,
      niezaleznie od tego co jest podane ( a mnie TAKIE gule rosna;)
      Myślę, że dorośli podobnie maja swoje ulubione i antyulubione
      potrawy, tyle, ze jesli chodzi o te nielubiane lepiej sie z tym
      kryją. Dzieci sa nader prostolinijne i walą prawdę między oczy:)
      • pani.serwusowa Re: Wasze gotowanie, a dzieci 20.06.08, 23:11
        Niestety widuję tylko wybrzydzające dzieci, widocznie mam pecha :(
        (No może poza dziećmi Gordona Ramsaya ;) )

        No właśnie i mnie TAKIE GULE rosły, jak słuchałam czego to rzeczone
        dzieci nie lubią. Tak, słyszałam, podczas ciąży hormony robią swoje
        i kobieta zmienia nastawienie, inaczej patrzy na dziecko i zaraz
        usłyszę pewnie, że tego nie zrozumiem. Na chwilę obecną, jakbym
        miała takie wybrzydzające w domu, to chyba chodziłoby głodne.

        Cieszę się, że to jednak, przynajmniej po części kwestia
        wypracowania u dziecka pewnych nawyków, to daje mi jakąś
        nadzieję. ;)

        Nawiązując do Twojego przykładu Danonków itp. u mnie w rodzinie jest
        dziecko, które było 'zamykane' słodyczami i ono nie tknie owoców, no
        może banana. Owoce nie są dla niego wystarczająco słodkie.
        • teletombola1 Re: Wasze gotowanie, a dzieci 20.06.08, 23:27
          Mam troje dzieci i podaję im wszystko, co akurat ugotuję (nawet moje
          eksperymenty kulinarne). Nie zważam na to co, co kto w danym dniu lubi albo nie,
          bo bym zwariowała. Na hasło "je tego nie będę jeść" odpowiadam "to nie jedz" i
          za którymś razem okazuje się, że szpinak jest zjadliwy i to nawet całkiem dobry...
          • Gość: kim Re: Wasze gotowanie, a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.08, 09:38
            Ja też mam trójkę i podaję to, co akurat ugotuję. Zasada jest
            następująca: nie chcesz jeść to nie jedz, ale zero deseru ( i to
            jest straszak na tyle duży by skłonić do zjedzenia wszystkiego).
            Dużą wagę przywiązuję do śniadań, zwłaszcza zimą - z domu należy
            wyjść po porządnym śniadaniu. Tu akurat ulegam i robię to co lubią
            najbardziej, czyli zupy mleczne i/lub jakieś zapiekanki.
            Z kolei najmłodzy (9miesięcy) nie dostaje żadnych gotowców,typu
            słoiki i słodkie kaszki. Dzięki temu zajada sie z apetytem kaszą
            gryczana z indykiem i puree z kalafiora, a na deser młóci ochoczo
            truskawki bez cukru. Co z tego, jak znam życie, to prędzej czy
            później kochające babcie i ciocie zaczną wpychać dziecku pyszne
            batoniki i chipsy ...oczywiście w tajemnicy przede mną, bo zła matka
            zabrania :(( (pamietam scenkę zprzed paru lat, kiedy jedna z ciotek
            wręczywszy dziecku torbę śmieciowych słodyczy głaszcząc malucha po
            główce rzekła: a powiesz mi czy zjadłaś łsdnie wszystko, czy matka
            ZNOWU ci zabrała...).
            • Gość: kim Re: Wasze gotowanie, a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.08, 09:39
              o matyldo, "sprzed" miało byc a nie zprzed
    • plepla Re: Wasze gotowanie, a dzieci 20.06.08, 23:24
      mój nastoletni Syn - poczęty we Francji ;-)) od najmłodzych lat zajada się oliwkami, serami "śmierdziuchami", krewetkami, foundues itp lubi próbować różnych kuchni, chodzenie z nim z restauracji to przyjemność - od kiedy skończył jakieś 5 lat zajada się różnościami, smakuje, "rozkoszuje się" ... Teraz jest posiadaczem całkiem pokaźnego brzusia (jako i tatuś)...
      Córa lat 8 - poczęta we Włoszech - kocha "węgle" - schemat żywieniowy ma bardzo prosty (czyt. ubogi) Sniadania i kolacje: białe pieczywo + ser ew. nutella, obiady: makaron z żółtym serem, pierogi z serem, kopytka, frytki, ziemniaki z masłem, z mięs: kurczak z rożna, schabowy, z warzyw surowych - pomidor, z gotowanych - brokuł, kalafior, fasolka... koniec
      A dzieci niby tak samo chowane ...
      + ja na diecie niskowęglowodanowej (mąż udaje że też) = gotowanie dla takiej rodziny to wyzwanie ... próbuję iść na kompromis :-))

      PS. Ostanio gościliśmy nastolatka z Niemiec w ramach szkolnej wymiany - mimo moich zachodów i podchodów żywieniowych zadowalony był tylko gdy dostał kanapkę z mortadelą i kiełbasę smażoną ...
    • Gość: marta Re: Wasze gotowanie, a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.08, 01:06
      Przyznam, że dla mnie takie otwarte wybrzydzanie dzieci jest oznaką niezbyt
      dobrego wychowania. Wiele zależy oczywiście od wieku dziecka ale najczęściej jak
      na dłoni widać przyzwyczajenia z domu.
      Małe dzieci często są nieufne, kiedy widza nową potrawę i jest to zupełnie
      normalne. Z doświadczenia z własnym synem wiem, że zachęcanie do próbowania,
      pozwalanie na wybór, podawanie rozmaitych dań ze składników już zaakceptowanych
      i nowych daje dobre rezultaty. Oczywiście wszystko można zepsuć pozwalając na
      zapychanie się słodyczami i podając w kółko te same "ulubione dania". Babcia
      biegająca za kilkulatkiem z jabłuszkiem lub kotlecikiem "bo on taki chudziutki"
      brr.. (kompletny bezsens, trudno było mi wytłumaczyć, ze robi krzywdę ukochanemu
      wnukowi).
      No i jeśli mama czy tata przy wybrzydzającym niejadku głośno usprawiedliwia jego
      zachowanie, a cała rozmowa koncentruje się wokół problemu jedzenia czy
      niejedzenia, to jaki dziecko otrzymuje komunikat? Z drugiej strony jeśli dziecko
      naprawdę nie znosi barszczyku to wciskanie na siłę nic nie da. Lepiej tego
      barszczyku przez jakiś czas nie robić.
      • mhr-cs Re: Wasze gotowanie, a dzieci 21.06.08, 09:28
        zalezy jak sie dziecko smakowo nauczy jesc
        to nie ma nic wspolnego z krajem
        w kturym zyje,
        jeden ugotuje np.kalafior tak ze nawet doroslemu nie smakuje
        a drugi zrobi z niego cos wspanialego
        to samo z innymi produktami albo umie albo nie
        nie kazdy jest urodzonym kucharzem
        to prawda
        a smakowa kuchnie uczy sie w domu
      • mama_wojtka Re: Wasze gotowanie, a dzieci 21.06.08, 09:32
        A wg mnie dzieci sa naprawde rozne. Nie wolno wrzucac "wszystkich do jednego worka". A
        widze ze jak zwykle opinie o dziciach wypowiadaja te osoby, ktore swoich nie maja. I
        gwarantuje Ci, ze jesli kiedys bedziesz posiadac dzieci, i bede one jadaly tylko np. kotlety
        mielone, to bedziesz je przyrzadzac codziennie (dla dziecka oczywiscie), a nie wykwintna
        rolade, ktorej nie ruszy. Zeby nie chodzilo glodne. Bo dziecko musi cos jesc. Bo sie rozwija,
        rosnie, potrzebuje wszystkich skladnikow niezbednych do zdrowego rozwoju. Oczywiscie nie
        jest problemem, kiedy od czasu do czasu czegos tam nie zje, nic mu sie nie stanie.
        A z wlasnego doswiadczenia wiem, ze przychodzi taki czas, ze dziecku sie zaczyna nudzic
        to co jadl do tej pory i szuka nowych smakow.
        Ale np. nastolatek wybrzydzajacy przy jedzeniu jest faktycznie wg mnie zle wychowany, ale
        nie dwulatek.
        Ja tez mialam ombitne plany wychowania smakosza. Zeby nauczyc swoje dziecko zasad
        zdrowego odzywiania, ciekawosci nowych smakow, delektowania sie jedzeniem. A byl czas,
        ze codziennie smazylam placuszki z jablkami, bo chcial je jesc codziennie. A teraz juz sie
        pyta: a co bedzie pysznego na kolacje? Bo oczekuje czegos nowego, chociaz sie tego
        czesto boi jesc. Moj syn ma ponad 5 lat.
        Pozdrawiam.
        • Gość: marta Re: Wasze gotowanie, a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.08, 12:34
          Twój synek jest jeszcze malutki (5 lat), mój ma 13. Nigdy nie smażyłam
          codziennie kotletów mielonych ani placków z jabłkiem ani innych tego typu
          "zdrowych smakołyków". Chociaż zgodziłam się na codzienne śniadanie z płatków i
          mleka, a do szkoły na kanapki z ementalerem + owoce i sok. Ale w moim domu każdy
          na śniadanie je to na co ma ochotę.
          Z jedzeniem jest tak samo jak z całą resztą. Jedni rodzice czytają tę samą bajkę
          przed snem przez kilka lat, a inni potrafią przez te kilka lat przeczytać
          dziecku pokaźną biblioteczkę. Jedni chodzą do tej samej piaskownicy, a inni
          wybierają się to tu to tam i wiecznie czegoś nowego szukają. I dyskusje na temat
          co lepsze dla dziecka nie mają końca.
          Pani Serwusowa, sama kiedyś zdecydujesz (o ile zechcesz mieć dzieci).
          • mhr-cs Re: Wasze gotowanie, a dzieci 23.06.08, 10:10
            moja 3 dzieci ma od 25-32 lat
            mam w domu najmlodsza 11lat
            ona by byla zadowolona z tego co piszesz

            Chociaż zgodziłam się na codzienne śniadanie z płatków i
            mleka, a do szkoły na kanapki z ementalerem + owoce i sok. Ale w
            moim domu każdy
            na śniadanie je to na co ma ochotę.
            ale ja robie odwrotnie platkow z mlekiem
            co jej bardzo samakuja ma tylko w poniedzialek
            a potem kazdego dnia co innego
            -jajeczniece
            -kanapki moze wybrac cos do tego
            aby nie slodkie
            a do szkoly dostaje owoce i warzywa
            i cos do picia
            w domu wiem co je a w szkole kanapki sie wyrzuca
            ja tez bylam dzieckiem
            a dziecko rosnie i musi sie uczyc i to jest najwazniejsze
    • fettinia Re: Wasze gotowanie, a dzieci 21.06.08, 14:33
      Coz-niekoniecznie ma to zwiazek z wychowaniem:)Wiadomo,ze dzieci mam duzo:)I
      wlasciwie nie mam problemu z tym,ze cos komus nie smakuje:)Z jednym
      wyjatkiem:)Mlodsze blizniaki-corka zjada wszystko,lubi eksperymenty,warzywa
      wszelakie jej niestraszne:)Natomiast jej brat blizniak to tzw francuski
      piesek:)I co?Wychowywane tak samo,nawyki zywieniowe powinny miec takie same,przy
      jednym stole siedza a jednak rozne:)
      Oczywiscie w towarzystwie syn nie powie-bee to mi nie smakuje:)Po prostu
      podziekuje grzecznie i powie,ze nie jest glodny:D
      • iwu Re: Wasze gotowanie, a dzieci 21.06.08, 16:33
        Ponieważ lubię gotowac, a jeszcze bardziej lubię jeśc, moje dziecko
        od urodzenia słyszało teksty w stylu: "Gotuję ci pyszną zupę",
        czy "Zobaczysz, jaki dobry dziś obiadek". I ona w to wierzyła. W
        ogóle nie było problemu z jakimś wybrzydzaniem. Dopiero później
        nasłuchała się od ludzi, że to jest niedobre, tamto tłuste i teraz
        trochę wybrzydza.
        Myślę, że dziecko powinno widziec, że gotowanie i jedzenie sprawia
        radośc, a możliwości w tej dziedzinie są nieograniczone. Trzeba
        tylko trochę pomysłowości, dobrego nastawienia i entuzjazmu.
    • salsadura Re: Wasze gotowanie, a dzieci 21.06.08, 20:23
      Dzieciom sie zmienia po prostu...Moja corka (17) pare lat temu
      przepadala za kanapkami(zolty ser,salata,pomidor,ogorek i
      cebulka).Teraz do ust nie wezmie pomidora surowego,natomiast sos
      bolognese uwielbia...Odwrotnie bylo z ryba.Najpierw "fujjj",a teraz
      je az milo.Przekonala sie nawet do krewetek,na ktore nie mogla w
      ogole patrzec;-).Zawsze(teraz tez,mimo,ze jest juz prawie dorosla)
      mowilam:Jesc nie musisz,ale sprobowac mozesz.Wydaje mi sie,ze
      dziecko wtedy jest otwarte na eksperymenty i do niczego nie
      zmuszane.Smakuje?Ok.Nie?To nie jedz(w domysle:sprobujemy pozniej;-)
    • mia77 Re: Wasze gotowanie, a dzieci 21.06.08, 20:52
      Moje dziecię jest jakieś zepsute. :-)
      Najlepsze na świecie jego zdaniem są: szpinak, czerwona papryka,
      wątróbka, oliwki, zwłaszcza czarne, bakłażan, łosoś... zjada
      dziennie prawie kilogram truskawek, malin, mandarynek, brzoskwiń czy
      innej trawy, a za pomidora da się pokroić.
      To już ja bardziej wybrzydzam, niż ono!
      • pani.serwusowa Re: Wasze gotowanie, a dzieci 22.06.08, 13:58
        Ja też jako dziecko uwielbiałam szpinak, wątróbkę, ryby i wszystkie
        warzywa i owoce. Latem wystarczyło dać mi do ręki dojrzałego
        pomidora, albo kalarepkę i byłam w siódmym niebie. ;) Fakt - miałam
        problem z tłustym mięsem (za którym do dziś nie przepadam), ale
        zjadałam posłusznie, bo było powiedziane, że nie ma nic innego na
        obiad i jak nie zjem to nikt nie ugotuje mi nic innego. Zresztą to
        były takie czasy, że trzeba było ostro kombinować w kuchni, za co
        podziwiam moją Mamę.
        • Gość: kuchara Re: Wasze gotowanie, a dzieci IP: 149.156.14.* 23.06.08, 08:20
          też mam za sobą "ostre kombinowanie". dzieci były małe w latach
          1977 - początek 80-tych. W sklepach nędza, z trójką dzieci wykupić
          mięso na karki nieraz było niemożliwością (nie miałam "stacza
          kolejkowego" w rodzinie). Zbierałam przepisy skąd się dało
          (wydawnictwa "Kuchnia całego świata" z kosku Ruchu itp), przyprawy
          skąd się dało (m.in. z NRD, Czechosłowacji, Węgier) i kombinowałam.
          Mówiłam dzieciom: dzisiaj robimy danie chińskie - albo
          meksykańskie. Były to oczywiście różne podróby... Ale dzieciom się
          podobało, do dziś pamiętam wypowiedź któregoś "babcia to gotuje
          obiady, a nasza mama robi DANIA".
          Dzieci chętnie próbowały różnych smaków, były wszystkożerne i do
          dziś im to zostało. Wszyscy (faceci już) lubią sami gotować.
    • roseanne Re: Wasze gotowanie, a dzieci 21.06.08, 20:55
      nie uwazam, by kwestia lubienia lub nie konkretnej potrawy byla elementem
      wlasciwego lub nie wychowania

      zaloze sie o kobialke truskawek, ze absolutnie kazda osoba , w tym dorosla, ma
      przynajmniej jedna potrawe , ktorej nie lubi
      • Gość: marta Re: Wasze gotowanie, a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.08, 21:33
        ale wybrzydzania, jęczenia itp. z pewnością tak
        A lubienie i nielubienie? Pamiętam z własnego dzieciństwa ciężkie chwile nad
        buraczkami, kapustą, mięsem itp. Kiedy zbliżał się czas obiadu - byłam
        przerażona i miałam łzy w oczach już siadając do stołu.
        • bobralus Re: Wasze gotowanie, a dzieci 21.06.08, 22:06
          ja mysle, ze to bywa roznie - dzieci czesto maja "fazy" - np. dwa tygodnie o
          samym makaronie z szynka i serem. i po co sie z nim klocic, obrzydzac jedznie?
          ale jest tez kwestia samych rodzicow - jak "weszlam" do domu mojego chlopaka i
          zaczelismy cos tam sobie gotowac razem, to jego mama nieraz mowila: "No cos ty,
          przeciez on tego nie ruszy". I na tej zasadzie przez blisko cwierc wieku obiad
          wygaladal tak samo: kotlet lub inne mieso, ziemniak surowka z pora, mizeria lub
          ogorek kiszony. nawet nie mial szansy sprobowac nic innego i mysle, ze znajomi
          rodzice pani serwusowej maja tak samo - tego nie zrobimy, bo on tego nie zje, bo
          dzieciak raz czy dwa to odrzucil, to sie nie meczmy, nie ryzykujmy, nie
          zachecajmy. jest tez kwestia podania - wiekszosc moich znajomych nienawidzi
          szpinaku (wspomnienie przedszkolnej bezsmakowej rzadkiej papki), ja poznalam
          szpinak w wersji mojej mamy - pyszny, doprawiony gałką i czosnkiem, podany z
          grzankami czosnkowymi i jajkiem sadzonym, dla mnie to byla najwieksza delicja.
          tak samo watrobka - delikatna w srodku, rumiana na zewnatrz, z cebulką,
          pieczonymi jabłkami -poezja. znajomi - szara, smierdzaca zelazem podeszwa
          serwowana w przedszkolnej stolowce. z dziecinstwa pamietam wisnie i porzeczki z
          dzialki, sok jablkowo-selerowy z sokowirowki, ciasta z czeresniami, kalafiora
          panierowanego z sosem tatarskim, leczo. to sa moje smaki dziecinstwa i przez tak
          szeroka game moje kubki smakowe wciaz sa gotowe na eksperymenty, bo nie
          serwowano mi "dzieciecego menu" - pozbawionego przypraw i smaku. widzialam
          kiedys, jak jamie oliver szykowal danie z chili dla swojej bodajze 1,5 letniej
          corki. bylam w lekkim szoku, ale jesli lubi ten smak, to tylko fajnie. a nie ze
          tylko nalesniki z twarogiem, pulpeciki cielece, marchewka z groszkiem i rosolek,
          bo "dzieci tak lubia". w ogole nie rozumiem napiecia rodzicow, ze dziecko ma byc
          najedzone po uszy, ostatnio na zajeciach z psychologii dzieciecej wykladowca
          mowil, ze niektore matki karmiac piersia zatykaja dziecku nos, zeby wiecej
          wypilo. przeciez dzieci same wiedza, kiedy sa glodne! wystarczy nie zapychac ich
          slodyczami (mowie juz o tych starszych), wtedy na pewno beda ciekawsze roznych
          smakow.a wszystkim zestresowanym rodzicom polecam uwage "superniani", ze jeszcze
          zadne dziecko nie umarlo z glodu nad pelnym talerzem.
    • wojtusia Re: Wasze gotowanie, a dzieci 21.06.08, 22:54
      A spotykasz tylko wybrzydzające dzieci i tylko one cię denerwują?
      Dorośli już nie ? Bo jeśli tak, to wychodzi na to, że im z wiekiem
      przechodzi.
      • wojtusia Re: Wasze gotowanie, a dzieci 21.06.08, 23:02
        Jednak nie przechodzi, bo to chyba nie są posty pisane przez małe
        dzieci.
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=77&w=81185788
        • eeela Re: Wasze gotowanie, a dzieci 22.06.08, 16:15
          Owszem, przechodzi, a smaki się z biegiem lat zmieniają. Ja byłam karmiona i
          jedzeniem stołówkowym, i Mamy domowym bez żadnej litości dla moch wybrzydzań, i
          babcinym ('a co chcesz dziś dziecinko na obiad?' - 'zupę pomidorową!'). Mnóstwo
          się zmieniło w preferowanych przeze mnie smakach - kiedyś lubiłam flaki, dziś
          ich nie jadam, kiedyś nie lubiłam cebuli, ale z tego wyrosłam, kiedyś piłam
          heratę z cukrem, potem przez wiele lat gorzką, teraz dalej nie lubię herbaty z
          cukrem, ale za to uwielbam z miodem... Prawdą jest, że zestaw lubianych przeze
          mnie rzeczy bardzo się poszerzył w porównaniu do tego, jaki był w moim
          dzieciństwie. Trzeba jednak pamiętać, że dzieciństwo spędziłam w późnej komunie,
          kiedy o bardzo dużo produktów było trudno, więc siłą rzeczy jedzenie było
          bardziej jednostajne niż może być dzisiaj. Najmilsze kulinarne wspomnienia mam
          ze wsi, gdzie jeździłyśmy z Mamą na wakacje, bo tam rzeczywiście jedzenie miało
          wspaniały aromat i smak, i jakoś moje dziecięce 'niejadztwo' z roku szkolnego na
          wsi zamieniało się w radosna wtrążalanie wszystkiego jak leci :-)
      • pani.serwusowa Re: Wasze gotowanie, a dzieci 22.06.08, 13:53
        Wybrzydzający dorośli denerwują mnie, ale w ich przypadku nie
        obchodzi mnie czy będą głodni, czy nie. Jak będę miała dziecko, to
        będzie to dla mnie nie lada wyzwanie pokazać mu i próbować nauczyć,
        że warto próbować wszystkiego. Widzę koleżankę, która pada na twarz,
        bo każdy członek rodziny lubi coś innego, a w ogóle lista rzeczy
        które lubia jest bardzo ograniczona. Z mojego punktu widzenia, z
        punktu widzenia osoby, któa lubi gotować i eksperymentować taka
        sytuacja byłaby co najmniej trudna. I stąd moje pytanie, jak bardzo
        pojawienie się dziecka w rodzinie zmieniło sposób w jaki gotujecie.
    • mika_p Re: Wasze gotowanie, a dzieci 22.06.08, 00:25
      Mój Pierworodny się krzywi.
      Coś nowego spróbuje tylko wtedy, jesli to nowy gatunek slodyczy.
      Po częsci winię siebie - jako niemowlę i małe dziecko dostawal slodkie kaszki i
      slodkie jogurty, słodkie kubusie. Później wyszła alergia, więc przez jakiś czas
      dieta była ograniczona.
      Z drugiej strony, to musi być coś innego. Pamiętam dwie sytuacje.
      Któregoś dnia pojechaliśmy do mojej mamy. Dostaliśmy po talerzu zupy. Dziecko
      spytało: "co to za zupa?". Zgodnie z prawdą odpowiedziałam "grochowa" i w tym
      momencie dostałam kopa w kostkę od mamusi, która oznajmiła "jarzynowa".
      "Jarzynową" dziecko wsuneło z apetytem, "grochowej" by nie tknęło.
      Druga sytuacja była kilka lat później. Mama wpadła do nas w porze obiadowej,
      miałam zupę gulaszową, nałozyłam dla siebie, dla mamy i dla Juniora; Junior
      najpierw spytał co to jest, a jak się dowiedział, że mięso takie jak na gulasz
      plus warzywa, to zaczął jeść i jadł. Mama spytała o przepis i jak dziecko
      usłyszało, że w zupie jest papryka, to nagle zupa zrobiła się niejadalna.

      Na szczęście dziecko lubi jedzenie stołówkowe i problem z obiadem mamy tylko w
      weekendy. Jak mamy ochotę na coś neijadalnego dla Juniora (na przykład makaron w
      sosie brokułowym), to dziecko dostaje zastępnik (makaron z jogurtem) i trudno.
      Nie mam siły na awantury.

      Natomiast młodsze dziecko, jesli chodzi o jedzenie, jest marzeniem rodzica. Jest
      zaledwie kilka rzeczy, krtórych nie ruszy i podejrzewam, że to instynkt
      alergika; jako niemowlę reagowała alergicznie na te produkty w mojej diecie.
      Brokuły są w nagrodę za zjedzenie mięsa z obiadu, kaszy z sosem jarzynowym zje
      tyle ile dorosły człowiek, w twarożku przejdzie nawet niejadalna w gołej postaci
      rzodkiewka, a dziś zasypiając zgłosiła pretensję, że mialyśmy jeść bób (a jakoś
      nie miescił mi się w planie posilkow przed 21) - poznała go wczoraj.
      Faktem ejst, że jako niemowlę nie dostawała słodkich kaszek a słodkie jogruty
      sporadycznie.

      Jeśli za trzy lata będzie dalej taka otwarta na nowe smaki i miała taki
      pozytywny stosunek do warzyw, to będę podpisywac się pod teorią o wpływie
      niemowlęcego i wczesniedziecięcego jedzenia na przyszły gust. Kiedy Pierworodny
      miał sześć lat z hakiem, byłam już zmeczona jego niejadkostwem i wybrednością.
      Mam nadzieję, że Mała będzie jadkiem.
    • pani.serwusowa Re: Wasze gotowanie, a dzieci 22.06.08, 13:59
      OK! Temat lubienia, czy nielubienia potraw przez dzieco, jak dla
      mnie wyczerpany.

      Nadal zastanawia mnie czy dziecko radykalnie zmieniło Waszą kuchnię?
      • Gość: XYZ Re: Wasze gotowanie, a dzieci IP: 85.222.86.* 22.06.08, 14:57
        Nie zmieniło.Jem to co lubię.Dziecku jak coś nie smakowało to nie jadło.Jak
        nauczyło się mówić (przedtem pokazywało palcem)to zrobiłam mu zamówioną
        potrawę.Teraz jest dorosły i mamy różne smaki.Ale kila a może kilkanaście potraw
        uwielbiamy wspólnie.
      • Gość: kim Re: Wasze gotowanie, a dzieci IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.08, 15:51
        Nie zmieniło. A czemu by miało?
    • kingaolsz Re: Wasze gotowanie, a dzieci 22.06.08, 17:49
      Moje gotowanie nie zmienilo sie ze wzgledu na dzieci wielce - aczkolwiek w
      miedzyczasie moja swiadomosc gotowania na korzysc rodziny sie zwiekszyla ;)

      Starszak ( obecnie 5 lat) od kiedy zaczal jesc wiecej niz mleko mial niezwykle
      roznorodna diete ( rozszerzana z glowa oczywiscie, nie wszystko na raz). Zjadal
      co dostal, nawet jesli byl to talerz pelen brukselki. Po 2 urodzinach nagle
      przestal jesc normalnie i ograniczyl sie do +/- 5 produktow. Chocbym stanela na
      glowie to nie ma bata, zeby zjadl cos innego. Wiec dla niego mam zawsze obiad
      taki jaki wiem, ze zje - dla nas normalny.
      Mlodszy (2,5 l) - jako maluch jadal niewiele, teraz chetnie eksperymentuje, choc
      niestety czasem wzoruje sie na wybrzydzajacym bracie.

      Nie ma przepisu i gwarancji, ze dziecko bedzie wszystko jedzace i gotowe na
      wyzwania kulinarne. Dzieci to indywidualne istoty, maja swoje charaktery i nie
      wszystko zalezy od rodzicow. Aczkolwiek, dopoki nie mialam dzieci to wydawalo mi
      sie, ze bede miala wplyw na wszystko :/

      Poza tym, ja wychowywana w czasach kartek itp. tez jestem nadwyraz wybredna i
      nie zjem byle czego ;)
    • kejzi-mejzi Re: Wasze gotowanie, a dzieci 22.06.08, 18:56
      No i nie zapominajmy o alergiach pokarmowych - to akurat nie są niczyje fochy.
    • jo.hanna ja z kolei slyszam od kolezanki, ze dzieci z 22.06.08, 19:28
      natury nie lubia pikatnych rzeczy (tak jej powiedziala pani doktor, ktora
      sugerowala rezygnacje z pikantnych potraw w czasie ciazy). Mam jednak
      przyjaciolki (z prowincji Hunan i z Meksyku), ktore wcinaly w czasie ciazy rozne
      ostre rzeczy. Do tej pory L., na bole brzuszka, serwuje odrobine cayenne
      wymieszanego z woda. Dodaje, ze dzieci tak chinki jak i meksykanki jak
      najbardziej zdrowe sa. I od malenkiego uwielbiaja pikantne rzeczy.
      • betty_julcia Re: ja z kolei slyszam od kolezanki, ze dzieci z 22.06.08, 19:40
        Ja dzieciom staram sie serwować wszystko - od mniej zdrowych po
        bardzo zdrowe. Ale oczywiscie staram się też gotować pod nie, bo po
        pierwsze male żołądki delikatniejsze, po drugie jak zdrowo im gotuję
        to tylko na dobre mi to wychodzi, po trzecie gotuję pod nie bo
        najważniejsze dla mnie zeby zjadły dzieci, a nie mam ochoty gotować
        podwójnie - dla nich i dla nas.
      • betty_julcia A propos pikantnych 22.06.08, 19:42
        wieksozść dzieci generalnie lubi smaki zdecydowane, mniej mdłe i
        nijakie.
      • eeela Re: ja z kolei slyszam od kolezanki, ze dzieci z 23.06.08, 11:38
        W Meksyku nie da się uniknąć chili od zarania życia w żaden sposób :-) Dzieci są
        karmione nawet surowymi papryczkami od momentu odstawienia od piersi. Mnóstwo
        słodyczy jest doprawianych chili. Ciekawa jestem, czy mój luby też będzie tak
        dzieci przystosowywał na obczyźnie :-)
    • thiessa Re: Wasze gotowanie, a dzieci 22.06.08, 21:11
      Nie zmienilo sie. Zawsze dziecku nakladalam na talerz to co nam i albo jadlo albo nie. Rozne byly fazy tego jedzenia badz nie i nie mialy nic wspolnego z tym co sie na owym talerzu znalazlo.
      Na poczatku dziecko chcialo jesc wszystko co sie na naszych talerzach znajdowalo, po przelozeniu na wlasny talerz tego samego konsumpcji nie chcialo kontynuowac. Pozniej byla faza niejedzenia niczego, pozniej znowu mialo dziki apetyt i znowy faze niejadka. Obecnie dziecko ma faze jedzenia wszystkiego. Nie bylo jednak zagrozenia, ze padnie z glodu, bo jest bardzo towarzyskie i podczas domowego buntu zjadalo w zlobku wszystko co sie na talerzu znalazlo, bo inne dzieci jadly.
      Od momenty kiedy zaczelo wiecej rozumiec czesto zabieram je do kuchni i opowiadam co dodaje, co robie, zadaje pytania i nawet kanapka przygotowana wspolnie lepiej smakuje.
      Uwazam, ze gusty gustami, bo kazdy ma prawo cos lubiec a czegos nie ale wiele matek skrzywdzilo kulinarnie swoje dzieci podsuwajac im pare potraw na krzyz zakladajac, ze cos dziecku nie bedzie smakowac i wygraly doprowadzily do tego, ze dziecku faktycznie nia smakuje, albo nie sprobuje, bo przeciez tego nie lubi.
      Nie zgadzam sie z przedmowczynia, ktora twierdzi, ze kazda matka stanie na glowie i bedzie robila codziennie dziecku mielone, zeby nie chodzilo glodne. Ja w takim razie jestem wyrodna matka, bo nie zrobie. Uwazam, ze wieksza krzywde zrobie dziecku gdybym je zrobila. I fakt, ze w normalnej rodzinie jeszcze zadno dziecko nie umarlo z glodu.
      Co do potraw pikantnych, dzieci i kobiet w ciazy. Czy ciezarne kobiety w Meksyku, Tajlandii czy Indiach w okresie ciazy i karmienia zaprzestaja jesc pikantnie? Oczywiscie, ze nie. Nie czekaja tez z podawaniem dzieciom potraw pikantnych do ukonczenia ktoregostam roku zycia tylko zaczynaja bardzo wczesnie. Ja bedac w ciazy i karmiac rowniez nie rezygnowalam z potraw pikantnych a nasze roczne dziecko zajadalo sie tajszczyzna z naszych talerzy. Wychodzilam z zalozenia, ze skoro cos nie szkodzi dzieciom w innych czesciach swiata to czemu mialoby zaszkodzic mojemu skoro bylo swieze i zdrowe. Nie podalabym natomiast mojemu dziecku danonkow nafaszerowanych sztucznymi aromatami, slodzonych jogurtow z nadmiarem cukru, zup gotowanych na kotkach rosolowych, slodzonych kubusiow i tym podobnych swinstw, ktore na pewno nie sluza zdrowiu dziecka i od ktorych psuja sie zeby.
      • pani.serwusowa Re: Wasze gotowanie, a dzieci 22.06.08, 21:41
        Thiesso, wielbię Cię za tego posta! Dziękuję. :)
      • cipcipkurka Re: Wasze gotowanie, a dzieci 23.06.08, 08:34
        Thiesso, a ja Cię uwielbiam za kotki rosołowe :-)))))
    • Gość: miu Re: Wasze gotowanie, a dzieci IP: *.acn.waw.pl 22.06.08, 21:28
      Podzielam opinie Mary, ktora kilka postow wyzej napisala, ze
      wybrzydanie przy stole jest oznaka zlego wychowania.

      Jako dziecko nie cierpialam pewnych dan, ale rodzice nauczyli mnie
      zebym wlozyla sobie na talerz odrobine, ktora jakos przelkne i
      wiecej tego co lubie.
      • cipcipkurka Re: Wasze gotowanie, a dzieci 23.06.08, 10:12
        Droga Miu, zasadniczo się z Tobą zgadam, a jednak wydaje mi się, że
        nie masz dzieci ;-)
        • izka_74 Większośc będzie mogła sama ten problem sprawdzić 23.06.08, 11:46
          Trochę się jeżę, jak czytam takie wątki, ale tylko trochę, bo w
          końcu są w życiu większe problemy ;-) Generalnie przychylam się do
          tych wypowiedzi, które leżą gdzies pośrodku skrajności. Ideałem
          byłoby, żeby być pięknym, mądrym i bogatym, czyli karmić dzieci
          jedynie ekologiczną, nieskoprzetworzoną, pełnosmakową,
          bezkonserwantową, bezcukrową żywnością pracowicie
          przygotowywaną "tymi ręcami" na pięc minut przed spożyciem i żeby
          jednocześnie żywność ta była przez dzieci przyswajana chętnie, bez
          oporów, z delektowaniem się i kategorycznym odrzucaniem wszelkiego
          chłamu typu danonki czy inne świństwa. Niestety życie często nie
          jest idealne o dzieciach nie mówiąc ;) Dlatego mnie w domu,
          praktykując podejście - nie dajmy się zwariować - nie gotujemy dla
          każdego czegoś innego, ale też wspólne dania są wynikiem
          długoletniego dochodzenia do pewnych kompromisowych, wspólnie
          lubianych smaków i potraw. A na przykład obok domowo robionego
          koktajlu z własnego jogurtu i owoców, pojawiają się też Danonki,
          paluszki rybne i kupne frytki od czasu do czasu, i jakoś psychicznie
          dajemy sobie z tym radę ;)
    • eeela Re: Wasze gotowanie, a dzieci 23.06.08, 13:07

      > "Nie zabijaj" dotyczy tylko ludzi???

      > "Nie zabijaj" ogłoszono zanim się narodzili rozmaici pseudointerpretatorzy Słow


      Ciekawe zatem, skąd się wzięły w tymże Starym Testamencie - więcej! w tej samej
      Księdze! - szczegółowe opisy składania ofiar i spożywania zwierzęcego mięsa?

      Pseudokomentatorzy dopisali?
    • monia1996 Re: Wasze gotowanie, a dzieci 23.06.08, 15:06
      Po części pewnie kwestia środowiskowa - moja starsza córka od
      maleńkości jadła wszystko. Teraz ma 12 lat i wielu rzeczy nie jada.
      Pewnie koleżanki czegośtam nie jedzą i dziecku się w głowie
      przewraca. Tyle że mam podejście pt. "nie chcesz to nie jedz"
      Młodsza, prawie dwuletnia, wcina wszystko (może poza chlebkiem -
      woli to co na wierzchu kanapki :), ale obawiam się, że z czasem też
      manier nabędzie ....
    • coronella Re: Wasze gotowanie, a dzieci 25.06.08, 18:20
      moje dzieci uznałabys pewnie za wybredne, bo nie lubią cięzkich, przyprawionych, tłustych dań. Nie toleruja wielu składników, potrafia je wyczuc nawet w minimalnych ilosciach.
      Gotuje pod dzieci. A dzieki temu odkryłam wiele prostych, ale pysznych dań. Poznałam, jak smakuje niczym nie doprawiony ziemniak (ziemniak ma smak! inny niz słony!), niesolone warzywa, jak gotuje sie bez przypraw, prosto.
      Czasem mamy ochotę na bardziej dorosłe danie, wtedy wyjmuje z lodówki jakis zapas jedzenia dla dzieci.

      To nie tak, że dzieci są wybredne. dzieci mają duuuużo więcej kubków smakowych na języku, wyczuwają więcej smaków, są wrazliwsze. Zapytane o smak konkretnej potrawy moga wprawic w osłupienie. Np dla mojej córki cytryna jest... słodka! natomiast czeresnie gorzkie.
    • cipcipkurka To ja tak przy okazji tematu spytam. 25.06.08, 22:24
      Konia z rzędem temu, kto mi powie, jak przekonać dziecko do
      zjedzenia śniadania. Bo że zjeść powinno przed wyjściem do szkoły---
      jasna sprawa.
      Powiedzieć---jak sugerujecie---nie chcesz, to nie jedz? Pójdzie
      głodne do szkoły (nosi ze sobą przekąskę i drugie śniadanie, ale
      zanim zje, trochę czasu minie).
      Zmusić? He he...
      Ugiąć się i zrobić "flebek frupki" z czekoladą---o co to to nie!

      Czasem zjada. A czasem odmawia, bo mu się chleb nie podoba.
      Czekam na rady, nawet od bezdzietnych ;-)
      • Gość: ania_m Re: To ja tak przy okazji tematu spytam. IP: *.pools.arcor-ip.net 25.06.08, 22:35
        odnosze wrazenie, ze zdrowy czlowiek, takze ten maly, je kiedy... jest glodny.
        sa osoby skowronki - pelne energii od rana i sowy, ktore budzone rano sa
        "zamulone". moze po prostu twoje dziecko tak wczesnie rano nie ma
        zapotrzebowania na zapychanie zoladka?
        w niemczech przemysl spozywczy propagowal pare lat temu shake-i z cerealiami.
        moze cos takiego, oczywiscie przyrzadzone w domu, byloby jakims rozwiazaniem?
        koktajle mleczne, badz owocowe dziecko lubi?
        jesli tak, przygotuj mu duza szklanke ulubionego napoju w mikserze. zmiksuj
        owoce z dodatkiem drobniutkich otreb, nie wiem, jak sie takowe po polsku
        nazywaja, ale na pewno w sklepie ze zdrowa zywnoscia ci poradza. takie koktajle
        mleczno-owocowe zapychaja na dluzej i utrzymuja krzywa insulinowa na stalym
        poziomie. a do szkoly oczywiscie przygotuj drugie sniadanie, ale to i tak na
        pewno robisz.
        • coronella cipcipkurka 26.06.08, 09:33
          a co rozumiesz przez pojęcie: śniadanie? i w jakim wieku jest dziecko?
          U nas panuje jakiś dziwny pogląd, że rano z domu nalezy wyjśc objedzonym po uszy. Nic błednego!! Nie powinno sie wychodzić z zupełnie pustym żołądkiem, ale jeden musi zjeśc porządne śniadanie (jak mój mąż) innym wystarczy skubnąć (jak mi).
          Ja od zawsze, od dziecka, mam tak, że rano jedzenia nie tknę. Jak muszę wyjść na dłuzej, jem mały jogurt, jabłko, itp. I mi to wystarcza do ok 12:00, dopiero o tej godzinie robie się głodna i zawsze mam cos porządniejszego do jedzenia.

          I widzę, że moje dzieci (3 lata i 5,5 ) mają to po mnie. Nie lubią rano jeść. W przedszkolu jedzą dopiero 2 sniadanie, w okol. godz 12:00. A rano daję im:
          - po pół banana
          - mały jogurt
          - garść płatków czekoladowych zalaną mlekiem.
          - małą kanapeczkę z dzemem.
          Sami wybierają sobie co chca zjeść.

          I to wystaczy!

          Proponuję porozmawiac z dzieckiem, wytłumaczyc mu, że żołądek pusty jest bardzo smutny (nie wiem w jakim wieku masz dziecko) i spytać co by chciało zjadac na śniadanie. Niech poda z 5 ulubionych potraw.
          Ale niech to nie będzie talerz płatków, tylko tyle, ile dziecko zje.

          Nic mu się nie stanie! A jak bedzie potem głodne, samo zrozumie dlaczego powinno jednak zjeść sniadanie.
          • cipcipkurka Re: cipcipkurka 26.06.08, 10:19
            Dzięki za rady, koktajle mleczne nie wpadły mi do głowy, a może to
            jest dobry pomysł.

            Przez pojęcie "śniadanie" rozumiem cokolwiek do jedzenia
            (sensownego, a nie batonik, czy kanapkę z nutellą) plus wypicie
            czegoś ciepłego (w zimne dni, ale ja chyba mieszkam w miejscu, gdzie
            zimne dni zdarzają się 340 razy w roku ;-)). Nie chodzi mi o to, że
            dziecko ma się objeść po uszy, ma zjeść tyle, żeby nie paść, a w
            niektóre dni sprowadza się w zasadzie do zjedzenia czegokolwiek :-/
            Ale może rzeczywiście za bardzo chcę postawić na swoim i oglądać
            uśmiechniętego blondaska wcinającego bez szemrania pajdę domowego
            chleba z domową wędliną i pomidorkiem eko? Może powinnam postawić na
            współpracę z dzieckiem ("Kochanie, co chcesz na śniadanie?"), ale o
            siódmej rano trudno mi z maluchem pertraktować, wolałabym postawić
            śniadanie na stole i patrzeć, jak wcina.
            Wracając do jadłospisu Twoich Dzieci, Coronello, rozumiem, że dajesz
            im pół banana ALBO mały jogurt itd?
            Rany, chyba nie zdając sobie nawet z tego sprawy idę prosto w ślady
            mojej Mamy, ganiającej za nami i pytającej, czemu my tak mało jemy i
            czy nam jeszcze dołożyć. A tak chcę tego uniknąć :-(
            • coronella Re: cipcipkurka 26.06.08, 12:02
              Ja Cię rozumiem. U nas życie zaczyna się nieco później, o 8 rano, ale my jesteśmy nocne marki, chodzimy spac po północy. I ja o tej 8 tez jestem nieprzytomna, i tez nie mam ochoty walczyc z dziecmi :)

              Moje jedzą jedną z tych wymienionych rzeczy. A czasem piją tylko szklankę kako
              Pytałam o to, co chcesz im dawac, bo mam koleżanki, które nie wypuszczą dziecka z domu bez zjedzenia zupy mlecznej i 2 kanapek z wedliną (na 1 sniadanie)..
              Spróbuj przygotować z dzieckiem sniadanie dla niego wieczorem, np wyjąc talerz, szklankę, niech samo zdecyduje, co chce zjeść.

              Przypomniałmi się jeszcze jeden argument, który zadziałał na moją córkę. Ale pomógł mi troche przypadek. Widziała kiedyś, jak człowiek na ulicy stracił przytomność, wzywalismy pogotowie. Powiedziałam jej potem, ze ten pan nie zjadł sniadania, że jego organizm był głodny i nie miał siły pracowac. dlatego pan zemdlał i musiał pojechac do szpitala.
              To na nią robiło bardzo duże wrażenie.

              Co do kanapki z Nutellą- wg mnie to bardzo dobre 1 sniadanie. Wybierz chleb razowy, albo jakiś inny bardzierj wartościowy, a nutella to sporo magnezu, duzo energii, ja bym dawała bez oporów.
              Batonika juz nie :)
              • Gość: ania_m Re: cipcipkurka IP: *.pools.arcor-ip.net 26.06.08, 12:15
                albo chleb penoziarnisty z "grubym" maslem orzechowym, tym z kawalkami orzechow :).
                wbrew pozorom takie polaczenie wcale nie jest az tak niezdrowe. kawalek
                dostarcza energii, ale to polaczenie rowniez trzyma krzywa insulinowa dlugo na
                rownym poziomie :)
                na to mozna jeszcze polozyc kawalki owocow, badz ogorka, pomidorow, itp.
              • dvoicka Re: cipcipkurka 26.06.08, 12:46
                ja też należę do "porannych niejadków" i kanapki "wciskane" we mnie przez tatę
                jak o 5 nad ranem wstawałam na pociąg były koszmarem i strasznym bezsensem.
                na śniadanie przed wyjściem z domu jem na ogół jakieś płatki z mlekiem a zimą,
                na rozgrzanie, kubek gorącego kakao.
    • rozyczko Czytam i widze, ze jestem szczesliwa mama :) 26.06.08, 12:53
      Moja corcia (9.5) jada prawie wszystko :) Pisze prawie, bo jak kazdy czlowiek ma
      dania, ktorych nie lubi wcale.... albo akurat teraz ;-P

      Zdarzylo nam sie raz, ze ugotowany obiad jej akurat nie smakowal. Musiala
      sprobowac, ale potem SAMA miala zrobic sobie parowki, bo Mama juz ugotowala
      obiad dla wszystkich i teraz wszyscy jemy (to inwencja mojego meza). Przyznam
      sie, ze do tego dania dalam wtedy spooooro czosnku i malej rzeczywiscie moglo to
      nie smakowac
      • coronella różyczko, a dlaczego szczesliwa?? 26.06.08, 13:10
        przeciez jedzenie nie jest najważniejszą rzecza na świecie!
        Ja jestem szczęsliwa, bo moje dzieci przestały chorowac, bo sa wesołe, mądre, ale nie dlatego, że jedzą wszystko :)

        Z jednej strony Cię rozumiem, bo u nas (niestety) jest taki napór na jedzenie, od samego początku zycia dziecka. Wciąż ktoś się martwi, że je mało, albo nie to, co by mama chciała, je nabiał- zle bo za duzo, nie je- tez zle bo powinien....

        Ja sama byłam niejadkiem, jestem zdrowa, nie choruje wcale (ostatnio chyba w podstawówce). Jem mało, więc jem rozważnie. Jestem szczupła, i nie musze myslec o swojej figurze.
        dzieci nie naciskam. nie biadolę. nie odczuwam tego, że zjadły obiad, jako szczeście. A jak nie zjadły- nie robie tragedii, daje im banana, jest wartościowszy niż niejeden obiad.

        I powiem Ci, że gdy patrze na spacerach na dzieci, które nie przejda obojętnie obok budki z lodami, czy goframi, gdy widze, że dla rodziców wyjdzie na dwór oznacza wyjscie w celu zjedzenia czegoś, jestem zadowlona, że my jedzenie traktujemy jako rzecz drugorzędną. na spacery chodzimy do lasu.

        P.s. moja 5 latka tez potrafi zrobic sobie sama jedzenie, moze nie parówki, bo tego nie jada, ale kanapkę tak. Ma pokrojony chleb, sama smaruje masłem i nakłada wedlinę.
        • rozyczko Re: różyczko, a dlaczego szczesliwa?? 26.06.08, 14:09
          Nie szukalam zaczepki, a ja znalazlam ...hmmm

          Ja rowniez jestem szcesliwa z innych powodow niz jedzenie :)
          Ale czytajac powyzsze posty, zdalam sobie sprawe, jak duzym klopotem moga byc
          wspolne posilki. A ja tego klopotu nie mialam.
          Moje dziecko je malo w porownaniu z rowiesnikami. Ale je czesto. Nigdy nie jest
          zmuszana do jedzenia. Wie tez gdzie sa slodycze i ze moze je zjesc po posilku.

          Troche usmiech zycze
    • dvoicka Re: Wasze gotowanie, a dzieci 26.06.08, 13:00
      moje gotowanie zmieniło się na korzyść odkąd gotuję również dziecku.
      zawsze żywiłam się raczej niezdrowo, zupy gotowałam głównie na kostkach
      rosołowych. i po tym najbardziej widać zmianę - od jakiegoś czasu kostki stoją
      nietknięte, a ja przygotowywanie zup czy risotto zaczynam od zrobienia jakiegoś
      wywaru.
      jak robię różne "ragout" czy inne duszone mięso z warzywami to staranniej
      wybieram mięso - kiedyś zadowalałam się czymś mielonym wołowo-wieprzowym (35%
      wołowiny, 53% wieprzowiny, 12% niewiadomoczego)
      gotuję trochę łagodniej, na razie nie używam chili (mały ma 16 m-cy) ale sporo
      ziół, papryki, czosnku. mniej i krócej smażę, jak robię dla nas coś w panierce,
      to synkowi robię coś innego albo obieram z panierki.
      poza tym raczej się nie ograniczam. to przyjemność pokazywać dziecku nowe smaki
      - botwinka, zupa szczawiowa, soczewicowa, szparagi, brukselka, makaron ze
      szpinakiem i rokpolem. on na szczęście je chętnie wszystko, choć np. jak dostaje
      marchewkę z groszkiem, to misternie wybiera groszek, nawet jak chce mnie "nakarmić".
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka