Dodaj do ulubionych

Gotowanie i procenty

09.09.08, 14:08
Będzie o alkoholu, nie o matematyce ;-)

To tak trochę przy okazji starego wątku Pani Serwusowej o zmianach w
kuchni spowodowanych posiadaniem potomstwa.
Czy zmieniacie przepis i pomijacie alkohol w daniach, które
będziecie serwować swoim nieletnim? Chodzi mi zarówno o dania
gotowane, jak i takie, gdzie procenty nie mają szansy wyparować
(tiramisu, tort nasączany ponczem alkoholowym).
Obserwuj wątek
    • momas Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 14:15
      Dzieciom nie serwuję.I nie pozwlam zaglądać do kieliszków :)
      Starszej młodzieży owszem, ale w małych ilościach.
      • momas Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 15:09
        chodziło mi o potrawy, nie w kieliszkach...

    • Gość: ania_m Re: Gotowanie i procenty IP: *.pools.arcor-ip.net 09.09.08, 14:18
      jak juz sie jakis czas temu wypowiadalam w innym watku, moj ulubiony (i naprawde
      bardzo staranny i rzetelny w tym co pisze)miesiecznik kulinarny "essen und
      trinken" zaleca za kazdym razem wymiane alkoholu na np sok winogronowy, jesli
      maja jesc dzieci. rowniez w takich potrawach, w ktorych alkohol dodany na
      poczatku powinien na zdrowy rozum calkiem sie wygotowac. w mojej obszernej
      biblioteczce ksiazek kucharskich nie spotkalam sie z pozycja, ktora zalecalaby
      cos innego.
      mysle jednak, ze np w przypadku gotowanego wiele godzin bigosu nie mialabym
      jakis strasznych obiekcji i podalabym dziecku, gdybym takie miala.
      natomiast stanowczo nie - flambirowane potrawy, sosy z dodatkiem koniaku, torty
      nasaczone rumem i inne tym podobne kwiatki.
      • aiczka Re: Gotowanie i procenty 13.09.08, 02:18
        > natomiast stanowczo nie - flambirowane potrawy, sosy z dodatkiem koniaku, torty
        > nasaczone rumem i inne tym podobne kwiatki.
        Zreszta jest duze prawdopodobienstwo skrzywienia sie i ucieczki z placzem ^_^
    • sylwia1607 Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 14:54
      Z alkoholem mam wiele wspolnego (nie pije, lecz pracuje nad skutkami picia), i
      wiem na ten temat wiele, jak moze zaszkodzic podawany, nawet w malych ilosciach
      wlasnie w mlodym wieku.
      • eeela Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 16:15
        jak moze zaszkodzic podawany, nawet w malych ilosciach
        > wlasnie w mlodym wieku.

        I dlatego zapewne naród Fancuzów jest pełen degeneratów i nosicieli najcięższych
        na świecie chorób genetycznych?
        • pani.serwusowa Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 16:25
          :)))

          Tez sie zastanawiam, czy odrobina np. rumu w biszkopcie naprawde tak
          zaszkodzi? Ja pamietam, ze jadalam okazyjnie ciasta nasaczone
          alkoholem, raz do roku pozwalano mi wypic kieliszek wina
          rozcienczonego woda i zyje. Alkoholikiem nie jestem, zeby nie
          bylo. ;) Dzieci/mlodziez z mojej rodziny zyjacej we Francji
          dostawaly wino stolowe, slabsze, lub rozcienczone woda i to bylo na
          porzadku dziennym.
          • eeela Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 17:09
            > Tez sie zastanawiam, czy odrobina np. rumu w biszkopcie naprawde tak
            > zaszkodzi?

            Ja się nie zastanawiam. Na forach, rzecz jasna, już wiele razy czytałam pełne
            katastrozimu i swiętego oburzenia wypowiedzi, że dzieciom nie wolno ani
            kropelki, bo to zniszczy im ośrodek mowy, koordynacji, wydalania, wydzielania,
            spółkowania, i wszelkie inne możliwe ośrodki. Tymczasem ŻADEN lekarz, którego
            pytałam o opinię (a pytałam ich wielu) tego katastrofizmu i zgorszenia nie
            podzielał. Jedyne, do czego mieli poważne zastrzeżenia, to picie alkoholu w
            pierwszym trymestrze ciąży i podczas karmienia piersią. Podczas reszty ciąży -
            zalecali umiar. W reakcji na pytania o nasączane ciasta i czekoladki z likierem
            tylko się śmiali. W moim rodzinnym domu dzieciom pozwalało się na łyczek piwa z
            sokiem albo małą szklaneczkę rozcieńczonego wina i ani ja, ani moja siostra nie
            wyrosłyśmy na zdegenerowane alkoholiczki. Moja siostra to w ogóle była tak
            strasznie zasadnicza, że do ukończenia 18 lat nie dotykała alkoholu poza domem -
            bo w domu pod kontrolą rodziców wypicie szklanki piwa wykroczeniem nie było, a
            poza domem na mieście nabywanie i spożywanie alkoholu w wieku mniej niż 18 lat
            wykroczeniem jest.
            • pani.serwusowa Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 17:15
              eeela napisała:

              bo to zniszczy im ośrodek mowy, koordynacji, wydalania, wydzielania,
              > spółkowania, i wszelkie inne możliwe ośrodki.

              :))) Ale sie usmialam. Dzieki za poprawienie humoru. Na temat
              przewrazliwienia matek nie bede pisac, bo juz bylam kilak razy w
              zyciu zwyzywana od nieródek (sic!), ktore w kwestii dzieci
              wypowiadac sie nie maja prawa.
            • bene_gesserit Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 17:33

              Nie chodzi o to, ze kropla brandy czy lyk wina cos siedmiolatkowi
              uszkodza. Bo nie uszkodza. Ale nie w tym rzecz. Chodzi o
              przyzwyczajanie dziecka do smaku alkoholu i dodawanie do tego tej
              szczegolnej atmosfery - ze alkohol to cos wyjatkowego, ze
              probowaniu alkoholu przez dziecko towarzysza usmiechy doroslych,
              ze 'dorosly chlop z ciebie, mozesz sie napic ze wszystkimi,
              hehehe'. Bo to wszystko kojarzy dzieciakowi procenty jako cos
              wyjatkowego, cos 'doroslego'. Wypije tych pare lykow z kieliszka i
              ojciec z duma klepie go po ramieniu, a mama szepnie z
              rozrzewnieniem 'oj, jaki ty synku juz duzy jestes'. Dlaczego wiec
              dzieciak ma kojarzyc picie z kolegami na przerwie jako cos zlego,
              skoro przy stole na imieninach dziadka mogl wypic, i wszyscy bili
              brawo i sie usmiechali?

              Czemu dobremu ma sluzyc przyzwyczajanie dziecka do smaku alkoholu?
              Czy naprawde nie mozna z tym poczekac, az bedzie pelnoletnie? Co
              sie stanie, jesli tort na imieniny nasaczymy sokiem, a nie sokiem
              ze spirytusem, co bedzie, jesli zje normalna czekolade a nie
              barylke z malibu?

              I oczywiscie - nie kazde dziecko, ktore bylo tak wychowywane,
              zamiast chodzic do szkoly zacznie pic w krzakach z okolicznymi
              lujami. Ale wieksza szansa na to jest. To nie jest moja opinia, ale
              specjalistki od uzaleznien, ktora w swojej zawodowej karierze
              przeprowadzila niejeden wywiad z ledwo trzymajacym sie na nogach
              jedenastolatkiem.

              Noi - czasy sa inne. Kiedy ja bylam panienka, czesto chlaly tylko
              najgorsze klasowe mety, o ile w ogole - a w podstawowce nikt. Teraz
              granica wieku znacznie sie obnizyla, a picie stalo sie o wiele
              bardziej powszechneP. Od o ok. 10 lat lawinowo rosnie liczba
              dzieciakow (od 8-9 r.ż.), ktore trafiaja na odwykowki.
              • eeela Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 17:47
                To nie jest moja opinia, ale
                > specjalistki od uzaleznien, ktora w swojej zawodowej karierze
                > przeprowadzila niejeden wywiad z ledwo trzymajacym sie na nogach
                > jedenastolatkiem.

                A czy podawała Ci ona szczegółowe statystyki?
                Ja takich nie posiadam i nie wiem, co stwarza statystycznie większe, a co
                mniejsze zagrożenie tym czy tamtym. Nie mówiąc już nic o tym, że statystycznie
                nie znaczy realnie, bo wszystko zależy od całokształtu procesu wychowania i
                profilu rodziny. Znałam natomiast panienki z dobrych domów, które rzucały się z
                nastoletnim szaleństwem w oczach na butelczynę najgorszej siary jak na wyszukany
                rarytas, i swoją siostrę, która - jak opisałam wyżej - do alkoholu nigdy nie
                miała niezdrowego stosunku i pija go w małych ilościach i okazjonalnie, a nie
                każdego popołudnia za rogiem szkoły, siarę prosto z butelki.

                Jeśliby istniały statystyki, które dowodziłyby DRASTYCZNEJ różnicy ryzyka dla
                dzieci, które były częstowane małymi ilościami alkoholu przed ukończeniem 18
                lat, i dla tych, które na alkohol miały nałożone całkowite tabu, wówczas
                umilknęłabym i nie wdawała się więcej w tego typu dyskusje. Ale takich statystyk
                nie widziałam, od lekarzy usłyszałam takie opinie, jakie wyżej opisałam, nie mam
                więc zamiaru zaprzątać sobie głowy zbiorową histerią na forach w temacie
                'alkohol i dzieci'.
                • Gość: ania_m wydaje mi sie eeelu, ze radzilas sie zlych lekarzy IP: *.pools.arcor-ip.net 09.09.08, 17:53
                  oto artykul z gazety lekarskiej, niestety po niemiecku.
                  pismo jest wydawana przez lekarzy, dla lekarzy.
                  www.meduniqa.at/4156.0.html
                  • Gość: ania_m i jeszcze tu IP: *.pools.arcor-ip.net 09.09.08, 17:58
                    bardzo popularny niemiecki lekarz prowadzacy codziennie w pierwszym programie
                    niemieckiej telewizji pogadanki na rozne tematy zwiazane ze zdrowiem
                    www.swr.de/buffet/teledoktor/-/id=257114/nid=257114/did=284668/1nob15d/index.html
                • bene_gesserit Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 21:31
                  Nie pamietam, bo to bylo jakis czas temu, na seminarium studenckim.
                  Ale ta kobieta od kilkudziesieciulat zajmowala sie leczeniem
                  alkoholizmu i mysle, ze wiedziala, co mowi.

                  Gdybym miala dzieci, w zadnym wypadku nie podawalabym im alkoholu,
                  dopoki by nie byly dorosle - po co? Ja, kiedy bylam dzieckiem,
                  zlozylam przysiege (nikt mnie nie pytal, kazali przysiac i
                  przysieglam, to bylo z jakiejs tam okazji w kosciele), ze nie bede
                  pila do 18 r.ż. i nie pilam - i nic z tego powodu nie stracilam.
                  Imo nawet jesli ryzyko nie jest drastyczne, a niewielkie, to
                  _jest_, a gra idzie o _naprawde_wiele_. W imie czego ryzykowac?
                  • cipcipkurka Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 21:54
                    Bene, wydaje mi się, że mylisz tu dwie rzeczy. Czy podanie dziecku
                    wina do obiadu to to samo, co zaserwowanie mu kurczaka podlanego
                    winem i duszonego kilkadziesiąt minut? Bo widzę, że stawiasz tu znak
                    równości, ale chyba jednak niesłusznie, imho.
                    • ania_m66 Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 21:58
                      jak wynika z artykulu z podeslanego linka, alkohol NIE wyparowuje kompletnie,
                      nawet dlugo poddany obrobce termicznej.
                    • bene_gesserit Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 03:08

                      No tak, niby w potrawce jest go niewiele, ale jednak jest. Nie
                      chodzi o sama chemie, ale o pewien symbol i _jasna_ granice. Jesli
                      ona ma byc jasna, to dorosli moga sie kurakiem w winie zajadac,
                      kiedy akurat dzieci sa na koloniach czy cos w tym stylu.
                      • tomash8 Re: Gotowanie i procenty 12.09.08, 14:54
                        Litości, przecież dziecku nie trzeba nawet mówić że w tym nieszczęsnym kurczaku
                        to wino jest(a w zasadzie - było).
              • pani.serwusowa Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 17:52
                I to jest konkretna odpowiedz, a nie ucinanie dyskusji argumentem z
                d..py (sorry!), jak to zwykly czynic niektore matki w stosunku do
                mnie.

                U mnie w domu akurat to tak nie wygladalo, ze klepanie po plecach,
                ze z tata, ciocia, bacia sie nie napije, czy cos w tym stylu. Mnie
                uczono, ze alkohol jest dla ludzi doroslych, ale od swieta wolno mi
                wypic pol kieliszka wina (swoja droga do czasow pozno nastoletnich
                wino mi nie smakowalo). Oczywiscie nie mialam wtedy kilku latek.

                Pamietam doskonale smak kulek biszkoptowych nasaczonych rumem z
                okresu pierwszej komunii (9 lat?) i nikt w domu nie demonizowal
                jedzenia ich. Bo na ogromny biszkopt poszlo moze 50-100g alhoholu,
                to naprawde niewiele. I nie chodzi tu o szczegolna atmosfere, tylko
                o ten smak - no bylam obzartuchem i mi smakowaly. ;)

                Mnie na szczescie w domu ufano i wychodzono z zalozenia, ze moze jak
                sprobuje w domu, nie bedzie sie z tego robilo owocu zakazanego, to
                nie bede pic po kryjomu na klatce schodowej, czy w krzakach. I to
                mialo swoj pozytywny efekt - nigdy podczas mojego licealnego okresu
                nie tknelam np. taniego wina, albo nie upijalam sie do
                nieprzytomnosci, jak to zwykli robic moi rowiesnicy "spuszczeni ze
                smyczy".
                --
                Gdy tysiąc gęsi zagęga, popatrz, jaka to potęga. (S.J. Lec)
                • eeela Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 18:10
                  Każdy ma swoje doswiadczenia i swój pogląd na sprawę. Ja tam nie mam zamiaru
                  kłaść komuś w głowę, że powinien od dziś karmić swoje dzieci nasączonym
                  alkoholem biszkoptem w każdą niedzielę. Chciałam tylko zaznaczyć, że na mnie
                  zbiorowa histeria w necie na ten temat nie robi wrażenia, bo mam takie
                  doświadczenia i takie obserwacje, które nijakiej przyczyny do histerii nie dają.
                • mwookash Moje opinia jest podobna 09.09.08, 21:57
                  chciałem napisać o tym zakazanym owocu i o znajomych z podstawówki i liceum,
                  którym odbijało jak w końcu mogli go spróbować. To nie jest tak, że ludzie
                  którzy są odizolowani od alkoholu przez naście lat potem są bezpieczni, z
                  doświadczenia wiem, że praktycznie niewiele to daje
                  • bene_gesserit Re: Moje opinia jest podobna 10.09.08, 03:21

                    Przeciez nie chodzi o sama 'izolacje' - to zreszta nie jest tu
                    dobry termin. Chodzi o jasne wyluszczenie dzieciom, co jest zle, a
                    co jest ok - zeby wiedzialy, ze alkohol - nawet na imieninach
                    dziadka, i nawet jeden maly kieliszek - to jest cos, czego rodzice
                    nie akceptuja i basta.

                    Jasne, ze sama zasada 'mozesz sie napic, kiedy skonczysz
                    osiemnascie lat/zdasz mature/czy cos w tym stylu' nie wystarczy, bo
                    musi do tego dojsc cala mrowcza praca z dzieckiem, ktora polega na
                    uwaznosci, szacunku i milosci, czyli wychowaniu.
                    • cipcipkurka Re: Moje opinia jest podobna 10.09.08, 09:38
                      "> Jasne, ze sama zasada 'mozesz sie napic, kiedy skonczysz
                      > osiemnascie lat/zdasz mature/czy cos w tym stylu' nie wystarczy,
                      bo
                      > musi do tego dojsc cala mrowcza praca z dzieckiem, ktora polega na
                      > uwaznosci, szacunku i milosci, czyli wychowaniu."
                      Kompletnie nie rozumiem, o co Ci chodzi :-/
                      Poza tym---no nie łudźmy się, te dzieci kiedyś podrosną i będą miały
                      kontakt z alkoholem wśród równieśników. Myślisz, że takie dziecko,
                      które w domu dostaje po łapie za spojrzenie na kieliszek, będzie
                      bardziej odporne na presję środowiska? To masz na myśli pisząc o
                      mrówczej pracy---wbijanie dziecku do głowy, że alkohol to trucizna?
                      Nie namawiam rodziców do częstowania dzieci alkoholem. Na urodziny
                      dzieci też robię (no dobra, zrobiłam raz ;-)) tort bez ponczu na
                      spirytusie. Następnym razem zawaham się, nim podleję risotto winem i
                      pewnie wypróbuję patent z sokiem winogronowym do pieczoneg kurczaka
                      (chociaż to nie może być dobre :-/). Ale zaczynam podejrzewać, że za
                      chwilę dowiem się, że picie wina do obiadu przez dorosłych to
                      demoralizowanie młodzieży---bo przecież dajemy młodym zły przykład.
                      Aniu_m, nie każdy (na szczęście ;-))) zna niemiecki, więc artykułu
                      nie przeczytam.
                      • bene_gesserit Re: Moje opinia jest podobna 10.09.08, 16:31

                        Mialam w zyciu kontakt z kilkoma alkoholikami i dlatego poszlam na
                        to seminarium kiedys na studiach.
                        Nie jestem psycholozka, ani specjalistka od wychowywania. Dlatego
                        ufam temu, co stwierdzila w ciagu kilkudziesieciu lat pracy z
                        uzaleznionymi psycholozka, ktora prowadzila tamte zajecia - co
                        zreszta potwierdzilo sie pozniej w dalszych moich kontaktach z
                        uzaleznionymi. Gdybym miala dzieci, wychowalabym je bez alkoholu,
                        dajac jednoznaczne komunikaty, ze dopoki nie beda pelnoletnie, pic
                        nie powinny, i karzac je surowo i konsekwentnie, jesliby zakaz
                        zlamaly.

                        Byc moze kilkadziesiat lat pracy z alkoholikami skrzywilo tamtej
                        specjalistce perspektywe. Nadal - wolalabym dmuchac na zimne.
                        Alkohol nie jest konieczny do zycia i rozwoju ani dziecka, ani
                        mlodego czlowieka - nic mu sie nie stanie, jesli z rodzicami pic
                        nie bedzie albo jesli w wieku lat siedmiu zje tort nasaczony
                        sokiem, a nie ze spirytusem. Sama nie pilam, dopoki nie skonczylam
                        osiemnastego roku zycia i nic_mi_sie_z_tego_powodu_zlego_nie_stalo,
                        chociaz prowadzilam bujne i nie do konca grzeczne zycie towarzyskie.

                        Nie rozumiem tego upartego socjalizowania do picia alkoholu bardzo
                        mlodych ludzi. Nie sadze, aby stalo sie im cos zlego, jesli by z
                        tym poczekac pare lat.
                        • cipcipkurka Re: Moje opinia jest podobna 11.09.08, 08:37
                          "Nie rozumiem tego upartego socjalizowania do picia alkoholu bardzo
                          mlodych ludzi. Nie sadze, aby stalo sie im cos zlego, jesli by z
                          tym poczekac pare lat."

                          Myślisz, że środowisko też poczeka? Tu widzę największy problem---
                          presję kolegów, przy której władza rodziców niekoniecznie wyjdzie
                          obronną ręką. Nie każdy młody człowiek chodzi do kościoła i nie dla
                          każdego złożenie przysięgi będzie cokolwiek znaczyło. Niestety.
                          • bene_gesserit Re: Moje opinia jest podobna 11.09.08, 11:28

                            Mysle, ze jest mozliwosc, ze zakaz zlamie, w koncu na min na
                            lamaniu zakazow polega dojrzewanie :) Ale wtedy poniesie tego
                            konsekwencje, ktore powinny byc powazne.
                            Ja nie pilam przez dlugi czas i nikt mnie z tego powodu nie
                            wysmiewal ani nie sekowal.
                            Myslisz, ze jesli bedzie socjalizowany alkoholowo od 13 r.z., to mu
                            to pomoze odmowic, kiedy koledzy na wagarach beda go czestowac?
                            • eeela Re: Moje opinia jest podobna 11.09.08, 13:55

                              > Myslisz, ze jesli bedzie socjalizowany alkoholowo od 13 r.z., to mu
                              > to pomoze odmowic, kiedy koledzy na wagarach beda go czestowac?

                              Tak, bo nie będzie to dla niego stanowiło takiej niesamowitej atrakcji jak dla
                              kolegów.
                              • bene_gesserit Re: Moje opinia jest podobna 11.09.08, 15:55


                                Albo: nie, bo nie bedzie w tym widzial nic zlego.
                                • eeela Re: Moje opinia jest podobna 12.09.08, 00:27
                                  Czyli na dwoje babka wróżyła, dokładnie tak samo, jak w przypadku nastolatka,
                                  który ma w domu całkowite tabu na alkohol ;-P
                                  • bene_gesserit Re: Moje opinia jest podobna 12.09.08, 00:52

                                    No, bo ja wiem.
                                    Jesli chodzi o picie z dzieckiem w domu, to ufam bardziej
                                    specjalistce niz powszechnej (?) opinii. Noi - jak napisalam - sam
                                    szlaban na picie to stanowczo za malo, aby w dzisiejszych czasach
                                    uznac, ze problem dziecka nie bedzie dotyczyl. Z mojej
                                    psychologicznie naiwnej perspektywy najwazniejsza jest atomosfera,
                                    jaka w domu panuje wokol picia, stad min wniosek, ze im bardziej
                                    jednoznaczny zakaz, tym lepiej.
                                    • eeela Re: Moje opinia jest podobna 13.09.08, 14:11
                                      Z mojej
                                      > psychologicznie naiwnej perspektywy najwazniejsza jest atomosfera,
                                      > jaka w domu panuje wokol picia, stad min wniosek, ze im bardziej
                                      > jednoznaczny zakaz, tym lepiej.

                                      Hmmm, ale ta atmosfera może być różna. Z twojego stanowiska wynikałoby, że
                                      atmosfera w twoim domu jest taka, że tego alkoholu w ogóle się nie pije (?)
                                      Jeśli w domu panuje taka atmosfera, jak u moich rodziców, to alkohol nie jest
                                      niczym ani złym, ani niezwykłym, ani straszliwie zakazanym, tylko czymś, czego
                                      należy używać z rozwagą. Jeśli dorośli piją codziennie wino do obiadu, zarazem
                                      stawiając stanowczy szlaban dziecku, to to jest wyraźna niekonsekwencja, którą
                                      każde dziecko zauważy (i może próbować odreagowywać na zewnątrz). Ja nie mówię,
                                      że dzieci należy sadzać wraz z dorosłymi do popijawek. Mówię, że od pewnego
                                      wieku (gdy wkraczają w nastoletniość) można dać im łyczek na spróbowanie, pianę
                                      z piwa (o to to, bardzo lubiłam jako dziecko wykradać wujkowi pianę z piwa).
                                      Starszym nastolatkom można podać rozcieńczone wino przy okazji rodzinnego obiadu
                                      albo małą szklankę piwa. Tak to się działo u mnie w domu. Gdyby działo się
                                      inaczej, jestem przekonana, że moja buntownicza i gwałtowna wówczas natura
                                      pogoniłaby mnie do 'zadośćuczynienia' tej jawnej niesprawiedliwości. Moja
                                      siostra, która pod względem alkoholu była jeszcze swobodniej traktowana
                                      (pozwalano jej na piwo z sokiem podczas rodzinnych kolacji od kiedy skończyła 13
                                      lat), stała się pod tym względem tak zasadnicza, że do ukończenia 18 roku życia
                                      nie brała alkoholu do ust poza domem, tłumacząc to tym, że nie ma zamiaru
                                      popełniać wykroczeń.
                                      • bene_gesserit Re: Moje opinia jest podobna 13.09.08, 15:04
                                        eeela napisała:

                                        > Hmmm, ale ta atmosfera może być różna. Z twojego stanowiska
                                        wynikałoby, że
                                        > atmosfera w twoim domu jest taka, że tego alkoholu w ogóle się
                                        nie pije (?)
                                        > Jeśli w domu panuje taka atmosfera, jak u moich rodziców, to
                                        alkohol nie jest
                                        > niczym ani złym, ani niezwykłym, ani straszliwie zakazanym, tylko
                                        czymś, czego
                                        > należy używać z rozwagą. Jeśli dorośli piją codziennie wino do
                                        obiadu, zarazem
                                        > stawiając stanowczy szlaban dziecku, to to jest wyraźna
                                        niekonsekwencja, którą
                                        > każde dziecko zauważy (i może próbować odreagowywać na zewnątrz).

                                        Bez watpienia, eeelu, bez watpienia. Tyle, ze to takie traktowanie
                                        alkoholu to nie jest norma w polskich domach. Raczej w
                                        inteligenckich, raczej w niektorych inteligenckich w dodatku. To
                                        jest _procent_ spoleczenstwa.

                                        Ja nie mówię,
                                        > że dzieci należy sadzać wraz z dorosłymi do popijawek. Mówię, że
                                        od pewnego
                                        > wieku (gdy wkraczają w nastoletniość) można dać im łyczek na
                                        spróbowanie, pianę
                                        > z piwa (o to to, bardzo lubiłam jako dziecko wykradać wujkowi
                                        pianę z piwa).
                                        > Starszym nastolatkom można podać rozcieńczone wino przy okazji
                                        rodzinnego obiad
                                        > u
                                        > albo małą szklankę piwa. Tak to się działo u mnie w domu. Gdyby
                                        działo się
                                        > inaczej, jestem przekonana, że moja buntownicza i gwałtowna
                                        wówczas natura
                                        > pogoniłaby mnie do 'zadośćuczynienia' tej jawnej
                                        niesprawiedliwości. Moja
                                        > siostra, która pod względem alkoholu była jeszcze swobodniej
                                        traktowana
                                        > (pozwalano jej na piwo z sokiem podczas rodzinnych kolacji od
                                        kiedy skończyła 1
                                        > 3
                                        > lat), stała się pod tym względem tak zasadnicza, że do ukończenia
                                        18 roku życia
                                        > nie brała alkoholu do ust poza domem, tłumacząc to tym, że nie ma
                                        zamiaru
                                        > popełniać wykroczeń.

                                        Doskonale pamietam to, czego sie dowiedzialam od tamtej
                                        psycholozki: czasy gwaltownie sie zmieniaja, alkoholizm nie jest
                                        problemem glownie doroslych mezczyzn z rodzin dysfunkcyjnych, pije
                                        coraz wiecej dzieci, kobiet, osob z takich naprawde 'dobrych
                                        domow'. Gdybym miala dzieci, robilabym wszystko, ze nie ma takich
                                        okolicznosci, w ktorych moga sie napic, dopoki nie zaczna byc jako-
                                        tako dorosle.
                          • Gość: fiolka691 Re: Moje opinia jest podobna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.09.08, 15:07
                            Może powinniśmy tak wychowywac nasze dziecie aby były odporne
                            właśnie na tę presję i potrafiły walczyc o swoje zdanie w każdej
                            kwestii? Niezależnie od wyznania. Mnie moi rodzice tak wychowali,
                            tak staram sie wychować mojego syna, choć nie mam oczywiście
                            gwarancji na rezultat, a nie jestem katoliczką.
                            • mhr-cs Re: Moje opinia jest podobna 12.09.08, 16:12
                              fiolka691 napisał(a):

                              > Może powinniśmy tak wychowywac nasze dziecie aby były odporne

                              mam nadzieje ze nie maja byc ja ty,
                              kiedys bylam w polsce na przyjeciu
                              a ojciec tej rodziny otwozyl pasek od spodni
                              i gonil 12latke zeby pomogla mamusi w kuchni
                              i podac do stolu.

                              jak nialam 10 lat(kosciol i cos inne mnie to nie obchodzilo
                              i podalam pytanie a dzieci skad
                              a ona jak bedziesz miala 18 lat to powiem
                              a ja juz to znalam,
                              teraz mam corke 11 latke
                              ona wie wiecej jak dorosly,
                              jak miala 2 latka i rozumiala to byla ze mna
                              na compiuterze
                              poniewaz ja mialam zawsze swoje slowo
                              pozwolilam dzieciom tez to samo,
                              i to sie oplaca samodzielnosc,myslenie
                              jako 10 latka ogladam tylko filmy horro
                              te pierwsze telewizory to bylo 1959 okolo,
                              moje dzieci mogly zawsze ogladac co chca
                              mi i im nie zaszkodzilo,





                              to powiem

                        • ensoleillement Re: Moje opinia jest podobna 17.09.08, 16:22
                          szczerze mnie dziwi, że kontakt z dobrym psychologiem może zaowocować
                          stwierdzeniem, że dzieci należy karać "surowo i konsekwentnie", w ramach ochrony
                          ich przed ewentualnym alkoholizmem. Od czasów Pawłowa wiemy, że skutek może być
                          wręcz odwrotny.
                          • bene_gesserit Re: Moje opinia jest podobna 18.09.08, 00:48
                            Och jasne, a kiedy przyjad upalone haszem do domu, to im pogrozisz
                            paluszkiem, zeby Pawlow byl zadowolony.
                            • ensoleillement Re: Moje opinia jest podobna 18.09.08, 19:05
                              właśnie nie, chodzi o to, zeby motywacja do abstynencji była wewnętrzna, a nie
                              zewnetrza- czyli strach przed karą
                              • bene_gesserit Re: Moje opinia jest podobna 18.09.08, 21:20

                                Ale ja nei twierdze, ze dzieci nie nalezy wychowywac. Przeciwnie
                                wrecz - i dalam temu wyraz w tym watku pare razy. Natomiast z tego,
                                czego doswiadczylam, wiem, ze istotna jest tez konsekwencja. Noi -
                                kara nie musi byc zabranie kabla od kompa czy polecenie po
                                kieszonkowym, ale np wolontariat gdzies tam.
                    • dorsai68 A nie czujesz się z tym nieco schizofrenicznie? 12.09.08, 22:36
                      bene_gesserit napisała:

                      > Chodzi o jasne wyluszczenie dzieciom, co jest zle, a
                      > co jest ok - zeby wiedzialy, ze alkohol - nawet na imieninach
                      > dziadka, i nawet jeden maly kieliszek - to jest cos, czego rodzice
                      > nie akceptuja i basta.

                      jeśli "nie akceptują", to dlaczego piją? Bo są dorośli? Sorry, albo nie akceptujemy, albo tolerujemy pod pewnymi warunkami.
                      Dziecko potrzebuje wzorca a nie zakazu, jeśli więc nie akceptujemy, to przy dzieciach nie pijemy i basta, bo w przeciwnym wypadku dziecko dostaje dwuznaczny i niezrozumiały sygnał.
                      • bene_gesserit Re: A nie czujesz się z tym nieco schizofreniczni 12.09.08, 22:47
                        Nie sadze.
                        Dzieci doskonale wiedza, ze sa rzeczy, do ktorych nie dorosly. Nie
                        dorosly do noszenia butow na obcasach, robienia sobie tatuazy,
                        farbowania wlosow, szastania forsa i paru innych rzeczy. Wystarczy
                        dac jednoznaczny przekaz, ze alkohol do nich nalezy.
                        • Gość: faq hipokryzja traci IP: 195.136.151.* 13.09.08, 12:22
                          Sa rzeczy, do ktorych nie dojrzali tez ci co maja byc dorosli. Takim przykladem
                          jest wymienione 'szastanie pieniedzmi' ot raczej kompensowanie sobie braku z
                          dziecinstwa albo leczenie kompleksow. Czysta hipokryzja, ze dorosly moze a
                          dziecko nie. I tu i tu dochodzi do przekroczenia wplywow nad wydatkami.
                          To, ze sa zarezerwowane dzialania zaleznie od dojrzalosci to oczywiste, ale
                          prosty szlaban na nie i argument 'doroslosci' to totalne nieporozumienie i
                          pulapka. Wole niedemonizowac pewnych spraw, zeby dzecie nauczylo sie samokontroli.
                          Slodycze sa takim pierwszym punktem dla rodzicow - dawac czy nie restrykcje czy
                          nie. Im bardziej to owoc zakazany tym bardziej kusi. Slodycz jako normalny
                          element jadlospisu juz nie jest tak atrakcyjny, jak traktowany jako nagroda lub
                          jesczze gorzej jako niesamowity rarytas.
                          Podobnie z alkoholem, jesli na dodatek liczysz, ze wiedza co dla dzieci a co dla
                          doroslych powstrzyna nastolatka od eksperymentow lub zapobiegnie dominacji grupy...
                          MOwiac krotko - wole uczyc dzieci kultury picia wina do obiadu, niz ze
                          zdziweniem odkryc, ze dziecie raczy sie butelka jabola za smietnikiem.
                          • bene_gesserit Re: hipokryzja traci 13.09.08, 14:57

                            Slodycze maja dla dziecka ewolucyjnie przyjemny smak - gdzies
                            czytalam, ze male dzieci dlatego rzucaja sie na slodkie, bo ich
                            cialo wie, ze to zrodlo kalorii. A wszyscy ewolucyjnie jestesmy
                            dziecmi ciezkich czasow, min zlodowacen - tak uksztaltowani, zeby
                            zebrac jak najwiecej kalorii i przetrwac. Wiec nie chodzi o to, ze
                            jest zabroniony, ale o to, ze smakuje.

                            I skoro pozwalac dziecku sie napic od czasu do czasu, czemu by nie
                            dawac mu pociagnac pare dymkow jakiegos dobrego papierosa? Albo
                            trawki? Przeciez od kilku machow nikt jeszcze nie umarl, a po
                            takiej 'szczepionce', ktora da mu do zrozumienia, ze to nie
                            jest 'owoc zakazany', kusic dzieciaka nie bedzie?

                            Zakaz picia alkoholu, tak jak zakaz palenia papierosow i seksu nie
                            demonizuje ani alkoholu, ani papierosow, ani narkotykow ani milosci
                            cielesnej. Jest po prostu sygnalem, wyznaczeniem granic. Jesli masz
                            ochote, mozesz poic od wielkiego dzwonu czy od swieta swoje
                            dziecko, mi naprawde nic do tego, chociaz nie widze w tym zadnego
                            sensu.
                        • mhr-cs Re: A nie czujesz się z tym nieco schizofreniczni 13.09.08, 13:09
                          bene_gesserit napisała:

                          Nie
                          > dorosly do noszenia butow na obcasach, robienia sobie tatuazy,
                          > farbowania wlosow, szastania forsa i paru innych rzeczy.
                          piszemy rok 2008
                          hallo ja jak mialam 14 lat to zaczelam wlosy farbowac
                          a inne mamusie wybielaly wlosy swoich coreczek
                          to bylo 40 lat temu.


                        • memphis90 Re: A nie czujesz się z tym nieco schizofreniczni 18.09.08, 14:05
                          Nie sadze.
                          > Dzieci doskonale wiedza, ze sa rzeczy, do ktorych nie dorosly. Nie
                          > dorosly do noszenia butow na obcasach, robienia sobie tatuazy,
                          > farbowania wlosow, szastania forsa i paru innych rzeczy.

                          Ale własciwie dlaczego? Jeśli nastolatek zarobi, to niby czemu nie wolno mu kasy
                          wydać? Dlaczego włosy "wolno" farbować od osiemnastki? Skoro 16-latek musi
                          wyrazić zgodę np. na zabieg operacyjny i w tej sytuacji ma 100% prawo do
                          rozporządzania własnym ciałem, to niby dlaczego nie może sobie zrobić tatuażu?
                          Na podjęcie decyzji o leczeniu jest dość dorosły, a nie może się "upiększyć"
                          (kwestię, czy tatuaż jest upiększeniem pozostawiam do osobistych rozważań).
                          Zresztą 18lat to tylko i wyłącznie umowna granica dorosłości, od tego magicznego
                          dnia bynajmniej nie przybywa nam nagle rozwagi, doświadczenia, mądrości.

                          Z drugiej strony- dlaczego zidiociałe mamusie mogą zgodnie z prawem przekłuwać
                          niemowlakom uszy? Do kolczyków i dziurawienia swojego (w tym wypadku- cudzego
                          ciała, bo nie znam niemowlaka, który domagałby się kolczyków) ciała nie trzeba
                          dorastać?
                          • bene_gesserit Re: A nie czujesz się z tym nieco schizofreniczni 18.09.08, 21:27

                            Podalam _przyklady_ obowiazujacych w wielu rodzinach norm, nie
                            dekalog wychowawczy. Imo granica doroslosci jest mozliwosc
                            calkowicie samodzielnego bytu ekonomicznego dziecka, a nie
                            osiemnastka. Tak sobie to wymyslilam. Bo - poniewaz inicjacje i
                            rytualy przejsca w naszym swiecie wlasciwie zanikly, mamy to, co
                            sobie odgornie i na sile ustalimy.
                • memphis90 Re: Gotowanie i procenty 18.09.08, 13:55
                  U mnie w domu było tak samo- mogłam spróbować sobie pianki z piwa, jak byłam
                  nastolatką- przy świętach rodzinnych dostawałam trochę szampana czy wina. Z
                  ciast nasączanych alkoholem nikt nigdy nie robił wielkiego halo, że to alkohol,
                  że to coś tylko dla dorosłych że dopiero po 18 itd. I dla mnie alkohol też nie
                  był czymś wyjątkowym, zakazanym owocem, dowodem dorosłości. Nigdy nie piłam na
                  wakacjach, wycieczkach, do 18 nie chodziłam nawet do pubów. Upiłam się dokładnie
                  raz w życiu (w domu nigdy nie dostałam wódki i nie miałam pojęcia, że to jednak
                  takie mocne jest;))- bo nigdy nie widziałam w chlaniu tanich jaboli niczego
                  szczególnie wyjątkowego. Trzeba znać złoty środek- ustalić jasne zasady, ale nie
                  demonizować i nie robić z alkoholu zakazanego owocu czy dowodu dorosłości- bo
                  wtedy na bank taki nastolatek w fazie buntu sięgnie po procenty.
              • Gość: m. Re: Gotowanie i procenty IP: *.chello.pl 12.09.08, 20:47
                Szczerze mowiac, mnie sie osobiście wydaje, że dziecko własnie
                POWINNO mieć świadomość, że alkohol to JEST coś wyjątkowego :) Że
                nie chleje się od rana do nocy, tylko pije odrobinę na imieninach
                dziadka :) I że własnie prędzej z rodziną w kulturalnych warunkach
                niż z kumplami w krzaczorach. Bo szczerze mówiąc, myślę, że oprócz
                młodych osob bardzo zasadniczych (za co im chwała, ale na zasadzie
                silnej woli, a nie że akurat alkohol) liczba osób, które nie
                spróbowały alkoholu W OGÓLE przed 18 rokiem życia jest znikoma.
                mówię o próbowaniu, nie upijaniu się.

                Powiedzmy sobie otwarcie - alkoholizm nieletnich bierze sie z
                dysfunkcyjności rodziny (choćby i opływającej w dostatki), nie z
                jedzenia nasączanych rumem tortów na imieninach dziadka.

                Wiec ja bym tu nie wysuwała argumentów antyuzależnieniowych.
                Natomiast zdrowotne owszem - myślę, ze kluczowy jest tu wiek
                dziecka, ale i starsze (lecz nadal dziecko, nie młodziez) może by
                mogło zjeść jakiegoś tortu wiecej, a tu nie moze, bo jednak tego
                alkoholu dużo. O tym też trzeba pomyśleć, że smutno mu bedzie "tylko
                spróbować", skoro mogłoby wiecej gdyby nie te procenty.
                • bene_gesserit Re: Gotowanie i procenty 12.09.08, 22:08
                  Gość portalu: m. napisał(a):

                  > Powiedzmy sobie otwarcie - alkoholizm nieletnich bierze sie z
                  > dysfunkcyjności rodziny (choćby i opływającej w dostatki),

                  Nie znam statystyk, ale sa przeciez rodziny dysfunkcyjne, w ktorych
                  dzieci sie od niczego nie uzalezniaja. Sa rodziny niedysfunkcyjne,
                  w ktorych uzaleznienie sie zdarza.
                  • ensoleillement Re: Gotowanie i procenty 17.09.08, 16:26
                    Bo, jak ktoś zaznaczył wcześniej, wchodzi tu tez w grę nasze wyposażenie
                    genetyczne. W wyniku interakcji wychowanie x geny powstaje pewien wzorzec
                    zachowań. I, wbrew temu co również zostało napisane poniżej, było wiele, wiele
                    badań nad genetycznym uwarunkowaniem skłonności do alkoholizmu, na ich postawie
                    wyróżniono dwa jego typy, no ale o tym powinna już pracująca z alkoholikami
                    osoba dobrze wiedzieć:)
                    • bene_gesserit Re: Gotowanie i procenty 18.09.08, 00:49
                      Wyodrebniono cos takiego, jak 'gen alkoholizmu'?
                      • eeela Re: Gotowanie i procenty 18.09.08, 15:17
                        Ja czytałam, że wyodrębniono gen odpowiedzialny za skłonności do uzależnień.
                      • ensoleillement trochę danych z badań 18.09.08, 19:15
                        Krótki skrót z badan:
                        inicjacja alkoholowa odbywa się bardziej pod wpływem czynników środowiskowych,
                        natomiast ustabilizowanie okreslonego wzorca picie jest przede wszystkim
                        wyznaczona przez czynniki genetyczne, ktorych siła moze byc modyfikowana przez
                        czynniki srodowiskowe.
                        Istnieje zarówno specyficzna podatność biologiczna zwiększająca ryzyko
                        naduzywania konkretnych srodków psychoaktywnych, jak i uogólniona podatność na
                        nadużywanie i uzależnienie od tych substancji.
                        I teraz najważniejsze: Typ A alkoholizmu: przewaga czynnikow środowiskowych,
                        brak lub niewiele czynnikow ryzyka w dzicinstwie i adolescencji, pozny wiek
                        rozwoju choroby alkoholowej (po 25 rż) i tyb B: przewaga wpływów genetycznych,
                        czynniki ryzyka w dziciństwie, wczesny rozwoj choroby.
                        Poza tym dziesiątki badań prowadzonych metodą rodowodów, porównywaniem bliźniąt
                        MZ i DZ, rodziny adopcyjnej i biologicznej potwierdzają genetyczne podłoże
                        alkoholizmu.
                        • ensoleillement Re: trochę danych z badań 18.09.08, 19:24
                          pominę juz fakt, jak z psychologicznego punktu widzenia wygląda model genezy
                          alkoholizmu (splot czynników biologicznych, społecznych rodzinnych, społecznych
                          pozarodzinnych, psychicznych, odpornosci na stres, cech rodziców itd itp. +
                          ekwifinalność), śmieszne jest to, co mówicie- że dolewanie wina do kurczaka może
                          mieć takie konsekwencje. Jakaś nowa rewelacja naukowa.
                        • bene_gesserit Re: trochę danych z badań 18.09.08, 21:24
                          To, o czym piszesz, to nie sa argumenty ani za ani przeciw. Albo i
                          za, i przeciw :)
                          A badania na blizniakach juz dawno podwazono. Po pierwsze z powodu
                          malej liczebnosci prob, po drugie - z powodu (slusznego imo)
                          ustalenia, ze macica matki tez jest srodowiskiem (wspolnym dla obu
                          dzieci), i to byc moze szczegolnie istotnym, bo imprintujacym. Zeby
                          bezkrytycznie przyjac wyniki badan na blizniakach, nalezaloby je
                          rozdzielac nie nawet zaraz po urodzeniu, ale wszepiac blizniacze
                          zarodki w rozne macice.
                          • ensoleillement Re: trochę danych z badań 18.09.08, 22:51
                            Akurat z tego co pamiętam to te badania były przeprowadzane na próbie 9 tysięcy
                            szwedzkich bliźniąt, więc wcale nie tak mało:) Drugiego argumentu nie rozumiem,
                            bo w badaniach bliźniąt właśnie o to chodzi, aby środowisko było identyczne ale
                            geny nie (porównanie MZ z DZ, czyli teoretycznie różni ich tylko genotyp,
                            wychowanie jest takie samo, łącznie z czasem prenatalnym). Mogłoby się to tyczyć
                            badań nad dziećmi adoptowanymi rozdzielonymi po urodzeniu, ale takowe są bardzo
                            rzadkie ze względów etycznych, jest to tzw. eksperyment naturalny, i nikt na
                            jego podstawie nie wysuwa jednoznacznych wniosków, ewentualnie mogą one posłużyć
                            potwierdzeniu lub falsyfikacji teorii zbudowanej właśnie na badaniach bliźniąt
                            MZ i DZ
                            • bene_gesserit Re: trochę danych z badań 18.09.08, 23:04
                              AAA, no to nie zrozumialam.
                              Oczywiscie, badan nad bliznietami nie rozdzielonymi w dziecinstwie
                              w ogole nie mozna traktowac powaznie, jesli chodzi o domniemywanie,
                              co genetyczne jest, a co wrodzone. O osobowosci i sciezce zyciowej
                              decyduje milion roznych zmiennych, poczawszy od faworyzowania
                              (nieswiadomego) jednego z dzieci, skonczywszy na roznych traumach,
                              ktorych nawet bliznieta nie maja w zwyczaju przezywac razem :) A
                              przeciez to doswiadczenie kolosalnie wplywa na rozwoj osobowosci.
                              • ensoleillement Re: trochę danych z badań 20.09.08, 17:02
                                Bene, z całym szacunkiem, ale nie rozumiesz, o czym mówię:) Podważasz cały
                                dorobek współczesnej psychologii, a wydaje mi się, że nie wiesz, o jakiej
                                procedurze badawczej rozmawiamy.
                • ensoleillement Re: Gotowanie i procenty 17.09.08, 16:30
                  i otóz to. Wg mnie dyskusja ta dotyczy dwóch zupełnie odmiennych zjawisk,
                  błędnie utożsamianych ze sobą i wrzucanych do jednego wora: czym innym jest
                  dodawanie małych ilości alkoholu do potraw, co nie ma większych skutków
                  psychologicznych (dziecko może o tym nawet nie wiedzieć), za to być może ma
                  fizyczne (o czym nie wiem, bo nie jestem lekarzem, ale chciałabym usłyszeć
                  wiarygodną opinię na ten temat) a czym innym modelowanie czy wzmacnianie pewnych
                  zachowań (pieknie opisane przez kogoś, jak mamusia chwali syna że jest taki
                  dorosły, bo wypił piwo..), co jak najbardziej moze mieć opłakane skutki w
                  postaci uzależnienia.
            • imbirka alkohol w ciąży 09.09.08, 19:49
              eeela napisała:
              >Tymczasem ŻADEN lekarz, którego
              > pytałam o opinię (a pytałam ich wielu) tego katastrofizmu i zgorszenia nie
              > podzielał. Jedyne, do czego mieli poważne zastrzeżenia, to picie alkoholu w
              > pierwszym trymestrze ciąży i podczas karmienia piersią. Podczas reszty ciąży -
              > zalecali umiar.

              Obecnie, ponieważ nie ma określonej bezpiecznej dawki alkoholu w ciąży, towarzystwa ginekologiczne na całym świecie zalecają kobietom w ciąży powstrzymanie się od spożywania nawet niewielkich ilości alkoholu przez całą ciążę, nie tylko w pierwszym trymestrze. Istnieje wiele dowodów na to, że nawet niewielkie dawki powodują uszkodzenia u płodu, z objawami FASu rodzą się dzieci nie tylko nałogowym alkoholiczkom.
              • memphis90 Re: alkohol w ciąży 18.09.08, 14:11
                Wg. badań FAS dotyka 30-50% dzieci matek, które wypijają 2 i więcej jednostek
                alkoholu DZIENNIE. Nie ma do dzisiaj żadnych dowodów na szkodliwość niewielkich
                ilości alkoholu w ciąży.
        • Gość: gość Re: Gotowanie i procenty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.08, 22:07
          W domu co roku było robione do 200 litrów wina z winogron i wiśni. Było to wino
          mocne,po podgrzaniu spirytus z niego palił sie kilkanaście sekund(była
          specjalna łyzka do badania mocy wina). Na stole zawsze stał dzbanek z winem i
          kto miał chęć to nalewał sobie do szklaneczki i wypijał. Piłem to wino od 3-4
          roku życia. Chadzałem tez z dziadkiem na bakał(piwo z beczki) Właściciel
          piwiarni miał dla mnie specjalny mały kufelek szklany.Picie piwa odbywało sie
          w niedziele.Było to jeszcze przed Gomułką(dobrych kilka lat).Oczywiście wina
          piłem tyle ile pozwalali,miałem malutką szklaneczkę napełnianą do 1/3. Wódki
          nie piję i nie piłem,wino pije sporadycznie bo nikt go juz nie robi,a
          dorównywało temu dziadkowemu tylko hiszpańskie cherry ,trudne do zdobycia zawsze.
    • alinka_li Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 17:44
      Jeśli dzieci mają jeść- alkoholu nie daję. Albo robię 2 wersje lub 2 różne
      potrawy- dla dzieci i dorosłych. Ale gdyby już się stało i moje dziecię zjadłoby
      np.tort nasączany alkoholem- trudno, tragedii robić nie będę, może się zdarzyć.
    • imbirka Re: Gotowanie i procenty 09.09.08, 19:52
      Ja dzieci nie mam, ale czasami dla dzieci gotuję - w potrawach gotowanych zakładam, że alkohol wyparował i się nim nie przejmuję, a jeśli chodzi o desery, staram się robić takie bez alkoholu, lub robię (np. tiramisu) w 2 wersjach.
    • momas Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 09:31
      o masz i znowu zapachniało lekka histerią że podanie alkoholu to
      niemal równoznaczne z alkoholizmm..
      :)
      Ja , jak napisałam - DZIECIOM nie daję. Wychodzę z założenia że
      Pewne rzeczy nie są dla dzieci...
      Niech dziecko wie, że nie wszystko jest dla nniego, ze do pewnych
      spraw trzeba dorosnąc ( do picia alkoholu, do oglądania filmów nie
      dla dzieci etc)
      Z nastolatkami - to inna sprawa - to czas wprowadzania ich powoli w
      dorosłe życie. I wtedy - owszem... można ich wprowadzać w świat
      kulturalnego picia wina, i innych alkoholi. Może niekoniecznie
      czystej wódki :) Zwłaszcza, ze jako dziecko mogło obserwować
      zachowania (madrych) rodziców i widziec, ze kieliszek wina dooniadu,
      lampka koniaku do kawy do rzecz normalna... Nie powodująca zadnych
      skutków ubocznych, że do obiadu niekoniecznie trzeba wypijać pół
      litra wódki...
      Dzieci przecież w dużej mierze uczą się przez naśladownictwo
      dorosłych...

      Ale jestem przeciwna dawaniu np 7 latkowi wina do obiadu, choćby
      rozcieńczonego wodą...
      I jakoś tez mi sie nie podobają te "szampany" dla dzieci...
      Kurcze, no przecież dzieci to dzieci i nie wszystko powinno być im
      wolno...

      pozostaje jeszcze w tej duskusji granica - kto uważa kogo za
      dziecko, jaka jest granica wiekowa... (przybliżona).
      bo dla jednych dziecko to 9 latek, dla innych 16 latek. Stąd moje
      rozróznienie na dzieci i nastolatki Choć dla mnie nastolatki - to
      tak naprawdę jakieś 12-14 lat, w zależności od osoniczego rozwoju,
      który jak wiadomi, nie zawsze jest na jednakowym poziomie. Ale to
      taka nasza biologia...
      • memphis90 Re: Gotowanie i procenty 18.09.08, 14:13
        Szampany dla dzieci też mi się nie podobają, szczególnie ze sloganem reklamowym
        "dopiero teraz impreza się rozkręca"- ale chyba już je wycofali...
    • sylwia1607 Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 10:49
      Widze dyskusja trwa zawziecie:-)Czytam i nie wierze w to co czytam jak niektorzy
      nieumyslnie do tej sprawy podchodza. Zastanawiam sie tylko skad mam tyle pracy
      nad mlodzieza, ktorej podawano sporadycznie alkohol a dzis w wieku 13-16 lat
      maja problemy z tego powodu. Prosze sobie poczytac na ten temat jaki wplyw ma
      alkohol spozywany w "malych ilosciach" w mlodym wieku. Zastanawiam sie tez
      ,ktory lekarz pozwala na picie alkoholu w ciazy?
      • cipcipkurka Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 11:09
        Sylwio, czy naprawdę uważasz, że ci, którzy cierpią w dorosłym wieku
        na chorobę alkoholową, są ofiarami bezmyślności (bo to miałaś na
        myśli pisząc o nieumyślności?) rodziców i częstowania nieletnich
        tortem nasączonym procentami? Powtarzam, jestem przeciwna piciu
        alkoholu przez nieletnich, ale jestem też przeciwna demonizowaniu i
        upraszczaniu sprawy.
        • sylwia1607 Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 11:26
          cipcipkurko, nie demonizuje, podaje fakty. Znam przypadki, gdzie rodzice dawali
          dzieciom od czasu do czasu troche piwa, lyczek wina, desery nasaczane alkoholem.
          Teraz te dzieci/mlodziez sa w niezlych tarapatach.
          Zgadzam sie z wieloma tutaj wypowiedziami, bo wiadomo, ze od jednego kawalka
          tortu nikt nie bedzie alkoholikiem, tylko po co dawac i przyzwyczajac organizm
          do alkoholu?
          • cipcipkurka Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 11:35
            A jednak wydaje mi sie, ze demonizujesz. Powiedz, prosze, ile z tych
            dzieciakow, ktore sa w niezlych tarapatach, nie dostawalo w domu
            alkoholu ani kropelki?
            Btw, w Holandii alkohol mozna legalnie kupic od 16. roku zycia.
            Wczesnie, prawda? A chyba nie maja spoleczenstwa alkoholikow?
            • sylwia1607 Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 11:51
              Uwierz mi, ale prawie wszystkie z tych dzieci mialy pierwszy kontakt z alkoholem
              wlasnie w rodzinnym domu.
              Piszesz o Holandii, ze alkohol mozna kupic od 16-go roku zycia, ja pisalam o
              dzieciach/mlodziezy ktore w tym wieku maja juz powazne problemy zwiazane z
              naduzywaniem alkoholu.
              • cipcipkurka Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 11:58
                Wierzę Ci :-) Tylko chciałabym jeszcze wiedzieć, jaki to był kontakt
                z alkoholem---zarówno ilościowo, jak i jakościowo.
                • sylwia1607 Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 12:27
                  Cipcipkurko, alkohol dobrej jakosci i "gorszej"jakosci jest w tym przypadku bez
                  znaczenia, to ta sama "trucizna". Kazda potrawa, plyn, ktora zawiera alkohol ma
                  takie same dzialanie na organizm,nie zalezy tez od ilosci, a raczej
                  czestotliwosci i regularnosci-chociaz tez nie zawsze.
                  Pewien chlopak, teraz juz dorosly , dostawal od mamy od czasu do czasu
                  szklaneczke piwa. W wieku 14 lat sam sobie bral szklaneczke tylko juz
                  codziennie. Byl bardzo powaznie chory, teraz musi byc na diecie, mimo , ze nie
                  konsumuje wogole alkoholu od paru lat. Dodam, ze wlasnie ten przypadek jak i
                  wiele innych pochodzi z bardzo dobrych domow, bez patologii. Co do genetyki to
                  nic jeszcze nie zostalo w tym przypadku ustalone, badania nadal trwaja, sa rozne
                  opinie na ten temat.
                  • cipcipkurka Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 14:17
                    Chodziło mi o jakość picia, a nie alkoholu.
                  • memphis90 Re: Gotowanie i procenty 18.09.08, 14:17
                    azda potrawa, plyn, ktora zawiera alkohol ma
                    > takie same dzialanie na organizm,nie zalezy tez od ilosci, a raczej
                    > czestotliwosci i regularnosci-chociaz tez nie zawsze.

                    I to akurat jest bzdura, bo przy małej dawce alkoholu działa tzw. efekt
                    pierwszego przejścia- tzn. po wchłonięciu cały alkohol jest metabolizowany w
                    wątrobie i nie przedostaje się do krwi. Jeśli więc działa- to tylko na wątrobę,
                    ale ta cały czas metabolizuje różne endogenne alkohole, więc drobna ilość z
                    zewnątrz nie spowoduje od razu marskości. Na organizm nie działa w ogóle, bo nie
                    krąży we krwi. Wątpię, by jakikolwiek najdokladniejszy alkomat wykazał jakieś
                    promile po zjedzeniu kawałka ciastka.
            • Gość: evro444 Re: Gotowanie i procenty IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.09.08, 12:01
              problem leży naprawdę głębiej niż w demonizowanych potrawach z
              dodatkami procentowymi.Żeby popaść w uzależnienie potrzeba
              szeregu "sprzyjających" czynników ( również genetycznych)więc bez
              przesady.Po mojemu ograniczałabym dzieciom te torciki i deserki bo
              prędzej załapią się na otyłość.
              • eeela Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 14:35
                Po mojemu ograniczałabym dzieciom te torciki i deserki bo
                > prędzej załapią się na otyłość.

                O to to, wlasnie. Tez bylabym sklonna bardziej uwazac na torciki i
                inne lakocie, niz na to, czy kurak na obiad jest podlany winem czy
                sokiem winogronowym (!!!).
      • nobullshit Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 12:02
        Sylwio, czy nie traktujesz tu danych ze swojej pracy zawodowej trochę wybiórczo?
        Jakie były te domy, w których młodzieży podawano alkohol w wieku 13-16 lat? Czy
        przypadkiem nie były to rodziny patogenne?

        Wiem, jak było z moimi rówieśnikami, obserwuję też dzieci znajomych.
        I np. pewna panna wychowywana w kulturze picia wina (widziała, jak piją rodzice,
        od 15 roku życia była częstowana kieliszkiem do obiadu), wracała z licealnych
        imprez zniesmaczona, mówiąc: "Co to za przyjemność wypić pół litra wódki na
        początku imprezy, zwymiotować, a potem pójść spać, żeby móc wrócić do domu na
        trzeźwo".
        Owoc zakazany zawsze smakuje najlepiej.
        • pani.serwusowa Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 12:56
          Mam wrazenie, ze o mnie Nobull piszesz. ;)
        • eeela Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 14:41
          Tak samo bylo i u nas w domu.
        • memphis90 Re: Gotowanie i procenty 18.09.08, 14:22
          Moja koleżanka wróciła zdegustowana z wymiany w Szwecji. Tam młody student,
          któremu wreszcie pozwolono napić się alkoholu (wcześniej ścisły zakaz), którego
          raz w tygodniu wpuszcza się do pubu- potrafi tylko nachlać się do
          nieprzytomności i dogorywać przez resztę wieczoru pod stolikiem:/ Ale jest
          dorosły, więc może...
    • sylwia1607 Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 12:35
      Dodam, ze tu tez nie chodzi o samo uzaleznienie od alkoholu, bo to nie tak od
      razu czlowiek staje sie alkoholikiem, lecz o skutki zdrowotne po spozywaniu
      alkoholu w mlodym wieku, m. innymi na uklad nerwowy i pokarmowy.
      • mhr-cs Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 13:08
        sylwia1607 napisała:

        > Dodam, ze tu tez nie chodzi o samo uzaleznienie od alkoholu, bo to
        nie tak od
        > razu czlowiek staje sie alkoholikiem, lecz o skutki zdrowotne po
        spozywaniu
        > alkoholu w mlodym wieku, m. innymi na uklad nerwowy i pokarmowy.
        ja mam zawsze zimne nogi,
        jedyne co pomaga garace piwo bez cukru,
        na gorze jest ta pianka
        ja lubi moja corka bo jest gozkie
        i moze jezykiem sprobowac,
        i co w tym zlego?
        jakos nie zaszkodzilo,


        • ania_m66 aaaa, zaczynam cie rozumiec n/t 10.09.08, 14:19

          • sylwia1607 Re: aaaa, zaczynam cie rozumiec n/t 10.09.08, 14:23
            ania_m66, ja tez:-))
            • ania_m66 Re: aaaa, zaczynam cie rozumiec n/t 10.09.08, 14:37
              zimne lato mielismy....
              • bene_gesserit Re: aaaa, zaczynam cie rozumiec n/t 10.09.08, 16:36

                A to wszystko to byla powiesc z kluczem :)
    • zawszepolka Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 15:18
      Mnie sie wydaje ze nadmierne spozywanie alkoholu w mlodym czy tez
      niemlodym wieku to raczej glupota, a nie uzalenienie wysniesione z
      domu rodzinnego.
      Fakt, ze u mnie w domu nie dawalo sie nam dzieciom akoholu - jedynie
      moglam raz na jakis czas umoczyc palca w piwie albo winie. Ale
      pamietam tez nalewki mojej babci, ktore od czasu do czasu Mama
      pozwalala nam doslownie skosztowac. Rezczywiscie, nie mam dzieci,
      nie czytam zadnej literatury o tematyce dziecieco-wychowawczej, wiec
      sie i nie znam na sposobach odzywiania maluchow. Pytanie tez o
      jakich wiekowo dzieciach mowimy. Jedyne co zle mi sie kojarzy to
      przypadek kiedy w moim rodzinnym miescie wybuchla afera, gdy odkryto
      ze jedna z mlodziutkich matek-studentek chcac miec spokoj, nasaczala
      niemowlakowi pieluche tetrowa wodka i dawala ja dziecku do possania
      zeby spalo. I tu sie moge zgodzic ze takiemu dziecku alkohol na
      pewno zaszkodzi. No ale to juz przypadek beznadziejno-krytyczny.
      Ale czy cwierc szklanki czerwonego wina dodany do gara bigosu to
      takie powazne przewienienie?
    • jo.hanna Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 16:15
      niedawno czytalam ksiazke specjalisty od uzaleznien (niestety, nie zapisalam
      nazwiska ani tytulu) i sugerowal, ze najwiecej alkoholizmu jest w krajach, ktore
      maja nieuregulowany stosunek do alkoholu, a co za tym idzie kompletny zakaz
      picia/podawania alkoholu az do uzyskania pelnoletnosci i przyzwolenie spoleczne
      na bycie pijanym. Porownywal kulture picia krajow poludniowych (Wlochy, Francja
      i bodajze Hiszpania) i polnocy Europy (kraje skandynawskie, Niemcy, Polska). Na
      poludniu dzieci dostaja odrobine wina rozcienczonego z woda, nie jest to
      uznawane za godne potepienia, ale bycie podbitym (albo pijanym) jest bardzo zle
      widziane...itd. W/g autora upicie sie nie jest tam uznawane jako wejscie w zycie
      dorosle.
    • qubraq Re: Gotowanie i procenty 10.09.08, 21:38
      Z innej beczki lecz a propos: czy ja dobrze robie, że "redukuję"
      winem (własnej produkcji - lekko deserowym) patelnię po przesmażaniu
      grzybów na masle z cebulą? zresztą to samo robie po przesmażaniu
      mięsa czy warzyw; często do tego dolewam jeszcze trochę jakiejś
      mocnej nalewki ziołowej;
      • Gość: gość Re: Gotowanie i procenty IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.09.08, 21:53
        dobrze robisz.A ja nauczę cię czegoś innego-smażenia węgorza bez tłuszczu.. Z
        węgorza ściągasz skórę i porcjujesz go na kawałki.Na patelnię lejesz
        wino(jadłem po smażeniu z winem porzeczkowym,słodkim ,domowej roboty,z
        czerwonych porzeczek).Na to wino kładziesz kawałki węgorza i zaczynasz
        smażenie bez tłuszczu.Najpierw wino kipi,powoli odparowuje,a węgorz puszcza
        swój tłuszcz. Jak na patelni jest jeszcze trochę wina,juz z tłuszczem węgorza
        obracasz kawałki i gotujesz je z drugiej strony az do wygotowania wina. Na
        patelni pozostaje tłuszcz wegorza i kawałki podgotowanej ryby. Dosmażasz go po
        obu stronach,potem lekko solisz do smaku.Niebo w gębie.
    • prawdziwy.optymista Re: Gotowanie i procenty 12.09.08, 12:04
      No coś Ty, bez przesady. Nie wpadajmy w paranoje. To tak jakbyś zapytała, czy
      dajemy dzieciom czekoladki z ajerkoniakiem.


      --------------------
      Czytam i popieram: kierowcatira.blox.pl
      • Gość: kk Re: Gotowanie i procenty IP: *.171.90.4.crowley.pl 12.09.08, 14:25
        > No coś Ty, bez przesady. Nie wpadajmy w paranoje. To tak jakbyś
        zapytała, czy
        > dajemy dzieciom czekoladki z ajerkoniakiem.

        no więc nie dawałam, bo ajerkoniak, mimo swej słodkości, szczypał
        moje dziecko w język :) oczywiście mówimy o czekoladkach z
        nadzieniem będącym prawdziwym alkoholem, a nie tabliczce czekolady
        nadziewanej masą z daleka przypominającą smak ajerkoniaku, irish
        cofee itd., których ostatnio pełno.
        od "zawsze" moje prawie 13-letnie dziś dziecko dostawało karpia
        duszonego z dodatkiem piwa na wigilię i rzeczywiście się uzależniło -
        od tego karpia, w ten jeden dzień w roku. ale to chyba nie
        potwierdza tezy?

        histeryzujecie, i tyle.

        torty i ciasta nasączane - czasem dziecku smakowały, czasem nie. jak
        smakowały, to zjadał i nic się nie stało. ale równie często nie
        smakowały, więc nie jadł i tyle. tylko prosze tu nie wysnuwac
        teorii, że dziecko instynktownie wiedziało, że matka go zabijała na
        raty...
    • Gość: sis Re: Gotowanie i procenty IP: *.adsl.inetia.pl 12.09.08, 18:30
      Bez urazy dla autorki wątku (bo to nie ona stworzyla taki kwiatek) ale link na
      stronie głównej GW - "Gotowanie dla dzieci bez alkoholu" - to calkiem jak "guma
      do żucia dla dzieci bez cukru". Po czym poznać bezalkoholowe dziecko? :D
    • naprawdetrzezwy Ale którym dzieciom? 12.09.08, 19:02
      16-letnim? 13-letnim? 3-letnim?

      Tym ostatnim wódki nie naleję do talerza...
      • tanczacy_z_tensorami Re: Ale którym dzieciom? 12.09.08, 21:21
        Też bym nie nalewał, z talerza się ciężko pije.
        • naprawdetrzezwy Wiesz, zawsze można łyżką... 12.09.08, 21:56
          Ale problem jest ciężki - autorka wątku nie wie ile wódki dawać dzieciom i czy
          kawałek mięsa pieczony na ruszcie, a podlewany piwem w celu (tu autorka się
          gubi, bo nie wie jak się urżnąć czymś takim) szkodzi na mózgi, czy też nie.

          Każdy normalny człowiek, w naturalny, nie przyrodzony, a będący skutkiem
          właściwego wychowania sposób wie, gdzie przebiega granica między pojeniem, a
          niepojeniem.
          A autorka ma wątpliwości: jedno jabłko zjedzone i fermentowane w żołądku dziecka
          to to samo co flaszka bełta wypita pod monopolowym, czy też nie...

          I ile diabłów mieści się na łebku szpilki...
          ;>>>
        • aiczka Re: Ale którym dzieciom? 13.09.08, 02:37
          > Też bym nie nalewał, z talerza się ciężko pije.
          Z talerza to sei lyzka je, jak w ktorejs z ksiazek Borchardta.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka