Dodaj do ulubionych

STEVE HOWE'S REMEDY "Elements" - recenzja

13.01.04, 07:13
Tę płytę rozpoczyna świergot ptaków, tak jak pewną płytę Yes, na której gra
Howe. Nie jedyne to, zresztą, podobieństwo, od okładki począwszy… Potem jest
już, niestety, inaczej, mniej yesowo i – co tu ukrywać – tak sobie. Howe,
jako Wielki Gitarzysta ma ambicje od czasu do czasu nagrać album solo (od lat
dziewięćdziesiątych wydaje mniej więcej jeden album rocznie, więc do średniej
Wakemana mu sporo brakuje), jednak nie ma daru przykuwania uwagi słuchaczy
przez całą godzinę. Gdyby albumy te były w pełni instrumentalne, można by
jeszcze przymknąć na to oko, ale na swoje i słuchaczy nieszczęście Steve Howe
lubi sobie również pośpiewać, a to doświadczenie dość boleśnie raniące uszy
słuchających.

Nie znaczy to, że płyta jest beznadziejna lub w ogóle do kitu – Howe jest
mistrzem swego fachu i wydobywa z gitar różne fascynujące brzmienia, zależnie
od klimatu kompozycji. Gorzej z samymi kompozycjami właśnie. Czasem są to
utwory bardziej przemyślane, których naprawdę nieźle się słucha (minus głos),
np. otwierający album „Across the Cobblestone”czy iście
progresywne „Westwinds” i „The Longing”. Czasem dają, niestety, znać o sobie
lata spędzone w formacji Asia, gdzie starano się połączyć technikę
progrockową z konstrukcjami popowymi („Bee Swing” czy „Whiskey Hill”, oba
brzmiące jak ZZ Top). Zdarzają się też maksymalne wtopy, jak niby-
countrowe „Where I Belong” (Howe nigdy nie krył fascynacji C&W), gdzie
wokalizy mistrza brzmią po prostu fatalnie. Także ostrzejsze „Load Off My
Mind” jest doskonale położone na łopatki przez niezbyt, delikatnie mówiąc,
ładnie brzmiący głos Howe’a. Pewne utwory pełnią rolę wypełniaczy, jakie
czasem możemy usłyszeć w podkładach dźwiękowych do programów telewizyjnych
typu losowanie Lotto itp. (zupełnie nijakie „The Chariot of Gold” i
nieciekawe, mimo dynamiki, „Rising Sun”wink.

Płycie, mimo wszystkich zarzutów, trudno zarzucić brak różnorodności i muszę
przyznać, że Howe starał się ją urozmaicić różnymi brzmieniami i nastrojami,
od bardzo dynamicznych do wyciszonych miniatur („Tremolando”, „Hecla
Lava”, „A Drop In The Ocean”wink. Zwracają też uwagę delikatnie narastające,
jazzujące „Pacific Haze” czy naładowane gitarowymi brzmieniami „Smoke
Silver”. Również jazzowo-bluesowe „Inside Out Muse” ma w sobie wiele uroku,
zwłaszcza że brzmienie gitary w tym utworze pięknie przeplata się z popisami
grającego na różnych instrumentach dętych Atzmona. To utwór jakby wyjęty z
zupełnie innej epoki, ale ma niesamowity klimat.

W zespole towarzyszącym Steve’owi grają jego dwaj synowie – perkusista Dylan
(na jego cześć powstał słynny „The Clap”wink oraz klawiszowiec Virgil
(odpowiedzialny za paskudztwo p.t. „Yes Remixes”wink. Poza nimi grają jeszcze –
ze składu podstawowego - Gilad Atzmon na dęciakach oraz Derrick Taylor na
basie. Przyznać trzeba, że zespół Steve’a sprawdza się bezbłędnie. Z synami
artysta współpracuje nie po raz pierwszy i można śmiało stwierdzić, że nie są
to „dzieci słynnego człowieka”, tylko w pełni profesjonalni muzycy, którzy
świetnie się spisują. Cały zespół Steve’a gra, zresztą, bardzo sprawnie, i
miło że Howe daje też pograć towarzyszącym mu muzykom, nie traktując ich
jedynie jako podkładu do swoich popisów. Nie da się jednak ukryć, że gra
Howe’a najbardziej mnie fascynuje w pewnym zespole, którego charakterystyczne
okładki płyt można rozpoznać na kilometr, i w którym kompozycje dorównują
umiejętnościom i ambicjom gitarzysty. A płyty solowe? Ot, takie miłe
ciekawostki…
Obserwuj wątek
    • joseph80 Re: STEVE HOWE'S REMEDY "Elements" - recenzja 15.01.04, 23:03
      Czołem

      Swietna recenzja Vul. Ja jeszcze niestety nie słyszałem tej płyty. Trzeba
      przyznać, że solowe płyty Steve`a nigdy nie dorównywały dokonaniom Yes, ale są
      bardzo przyjemne i świetnie się ich słuchasmile. Chyba zresztą Steve nigdy nie
      miał ambicji tworzyć coś tak wyszukanego jak z Yes. Ale kilka jego płyt jest
      przepięknych. Np. moja ulubiona 'The Steve Howe Album'. Trzeba wczuć się w
      klimat panujący na tej płycie, ale jak już się tę płytę pozna to długo nie
      wychodzi z odtwarzaczasmile.
      Bardzo lubię też koncert 'Not Nenessarily Acoustic', na płycie tej Steve Gra
      wyłącznie solo. Czasem sobie coś tam pod nosem śpiewasmile. Racja. W chórkach w
      Yes, Steve sprawuje się nieźle, ale nie powinien śpiewać jako główny i jedyny
      wokalistasmile
      Wg mnie Steve ma niepodrabialny styl. Nigdy nie słyszałem choćby prób
      naśladowania Steve`a. Jest on dla mnie tak samo charakterystycznym gitarzystą
      jak Fripp, czy też Hackett.
      Oby nam Steve jak najdłużej grałsmile

      pzdr
      Jos

      • vulture Re: STEVE HOWE'S REMEDY "Elements" - recenzja 16.01.04, 05:07
        Przy wydawnictwach artystów typu Howe nie za barzdo wiadomo, czego się
        spodziewać. Raz facet nagra 'normalny' album, innym razem coś z muzyką ambient,
        potem nagle kowery Boba Dylana albo coś z Annie Haslam (ex-Renaissance).
        Poprzednia płyta Howa, którą wysłuchałem, to "Grand Scheme Of Things" sprzed
        jakichś dziesięciu lat i zarzuty oraz pochwały pod jej adresem będą podobne,
        choć ta nowa jest lepsza o tyle, że Howe na niej mniej śpiewa. "Not Necessarily
        Acoustic" właśnie z powodu głosu Howe'a nie za bardzo mam ochotę przesłuchiwać
        w całości (kilka nagrań znam ze składanki "Yes Friends And Relatives Album".
        • joseph80 Re: STEVE HOWE'S REMEDY "Elements" - recenzja 16.01.04, 12:02
          vulture napisał:

          > "Not Necessarily
          >
          > Acoustic" właśnie z powodu głosu Howe'a nie za bardzo mam ochotę
          przesłuchiwać
          > w całości (kilka nagrań znam ze składanki "Yes Friends And Relatives Album".


          Na 'Not Necessarily...' na szczęście Howe śpiewa tylko w kliku kawałkach,
          reszta to tylko utwory instrumentalne. Szkoda, że swym wokalem zamordowałwink
          świetne wariacje z Topograficznych Oceanów.

          pzdr
          • vulture Dobrze że Wakeman nie śpiewa 16.01.04, 19:57
            No właśnie, ale i "Roundabout" w wersji Howe'a jest po prostu straszne...
            • joseph80 Re: Dobrze że Wakeman nie śpiewa 16.01.04, 22:39
              vulture napisał:

              > No właśnie, ale i "Roundabout" w wersji Howe'a jest po prostu straszne...


              Tę wersje akurat mogę ścierpieć. Nie jest aż tak złasmile

              A teraz wracając do jednej z gwiazd tego forum, czyli Wakemana. Mam koncert
              tego pana nazwany 'Piano Tour'. Co prawda Ricki tam nie śpiewa, ale bardzo
              udziela się wokalnie. Miedzy utworami opowiada jakieś historyjki.
              Najśmieszniejsze jest to, że te historyjki nie są krótkie. Najdłuższa trwa (o
              ile dobrze pamiętam) ponad 15 min. Raz można wysłuchać, ale jaki ma sens
              wrzucenie tego na płytę koncertową. W sumie to jeden z ewenementów
              koncertowych, ponad połowa czasu to czyste gadanie Rychasmile. Ale warto
              przesłuchać tę płytę choćby dla kawałka zatytułowanego:'The Nursery Rhyme
              Concerto' w którym to nasz złotowłosy Rick, ku uciesze publiczności, a zapewne
              i swojej, kilka razy niemiłosiernie fałszuje imitując grę dziecka. Świetnesmile

              pzdr
              Jos

              • vulture Re: Dobrze że Wakeman nie śpiewa 17.01.04, 08:11
                Się zgadzam, chociaż sam Wakeman jest człowiekiem obdarzonym szczególnym
                poczuciem humoru; udowadnia to jego autobiografia "Say Yes", miejscami
                oczywiście napisana bardzo poważnie, zwłaszcza gdy opowiada o rozwodach i
                alkoholizmie, ale generalnie bardzo optymistyczna i napisana na wesoło. Chociaż
                rzeczywiście gadki Ricka można po prostu wstawić na "Yesspeak Friends And
                Relatives Album vol. LXXXVIII" i nic się nikomu nie stanie.
                • vulture AAAAAAAAAAA WAKEMAN ŚPIEWA!!!! 18.01.04, 11:09

                  rwcc.com/rwcc/code/title_detail.asp?int_titleID=106
                  Może dobrze, że tego nie słyszałem...
                  • joseph80 Re: AAAAAAAAAAA WAKEMAN ŚPIEWA!!!! 18.01.04, 11:59

                    > Może dobrze, że tego nie słyszałem...

                    A ja akurat z chęcią bym posłuchałtegobig_grin. Tylko i wyłącznie z czystej
                    ciekawości jak Rickowi wychodzi to śpiewanie.
                    Rick pojawił się jeszcze jako narrator na płycie pt. 'Jabberwocky'. A autorem
                    tej płyty jest syn Ricka, Oliver. Niestety tego tez nie słyszałem.

                    Pzdr
                    • vulture mam "so straight..." 19.01.04, 19:40

                      Śmieszna pioseneczka, wokal Ricka wykonuje raczej melodyjną recytację, zresztą
                      nie jest sam, tylko towarzyszą mu jakieś żeńskie głosy - jeśli teledysk do tego
                      utworu, jak głosi informacja na stronie, jest rzeczywiście fajny, może dobrze
                      by było, gdyby Wakeman go znalazł...
                      • joseph80 Re: mam "so straight..." 23.01.04, 13:07
                        vulture napisał:

                        > wokal Ricka wykonuje raczej melodyjną recytację, zresztą
                        > nie jest sam, tylko towarzyszą mu jakieś żeńskie głosy


                        Heh, czyli to samo co wyprawia od lat R. Waterswink solo i za co jest wielbiony.
                        Ludzie przerzućcie się na słuchanie Rickawink
                        • vulture akcja WAKEMAN 23.01.04, 17:23
                          joseph80 napisał:

                          > Ludzie przerzućcie się na słuchanie Rickawink

                          Sądzę, że wszystkich zachęci do zawarcia znajomości z Rickiem Wakemanem
                          zajebisty kawałek "Is There Anybody There", w którym w roli wokalistki
                          wystąpiła niezrównana (z ziemią) Bonnie Tyler. Ściągajcie i cieszcie uszy.
                          • joseph80 Re: akcja Ricki 23.01.04, 17:39
                            vulture napisał:

                            > Ściągajcie i cieszcie uszy.


                            Propagujesz piractwo!!!!!!wink No nie ładnie. Posłuchajcie ale z oryginałów,
                            wtedy Rick będzie miał na wódkę i na alimenty dla kolejnych żon. Koniecznie
                            przesłuchajcie też większość dokonań z lat 80, jak grał na klawiszach typu
                            Casiowink A Fernandez grał na bęnach z gracją i polotem porównywalnym tylko do
                            automatów perkusyjnych.

                            pzdr
                            • vulture Wake up, man 23.01.04, 17:56
                              joseph80 napisał:

                              > Rick będzie miał na wódkę i na alimenty dla kolejnych żon.

                              A potem nagra "Six Wives Of Rick Wakeman"

                              Koniecznie
                              > przesłuchajcie też większość dokonań z lat 80, jak grał na klawiszach typu
                              > Casiowink A Fernandez grał na bęnach z gracją i polotem porównywalnym tylko do
                              > automatów perkusyjnych.

                              Fernandez to zaginiony brat Dra Avalanche.

                              A w następnej kolejności polecam utwór "Buried Alive" z Ozzy Osbournem. Z tej
                              samej płyty co duet z Bonnie Tyler, tzn. "Return To The Centre Of The Earth".
                              • vulture a zresztą tu są bardzo ładne zdjęcia 23.01.04, 22:01

                                www.progressiveworld.net/gallery_photos.html
                                Zdjęcia różnych przedstawicieli rocka progresywnego: Wakemana, Hacketta... a
                                szczególną uwagę zwracam na piąte zdjęcie w kolejności big_grin
                                • joseph80 Steve Howe -King 23.01.04, 23:25
                                  Ogłaszam Steve`a Howe`a Najbardziej popularnym gitarzystą tego forum. Od
                                  kilkinastu dni w tym wątku piszą tylko dwie osoby: Vul i jasmile. Ciekawe czy też
                                  tylko dwie osoby to czytająsmile
                                  Popularność Steve`a przerosła wszelkie moje oczekiwaniasmile

                                  pzdr
                                  • pozo Re: Steve Howe -King 24.01.04, 00:35
                                    joseph80 napisał:

                                    > Ciekawe czy też
                                    > tylko dwie osoby to czytająsmile

                                    No to jestem osobą czytającą numer trzy.
                                    yhm...i tak mi wyszło, że ta recenzja jest bardzo ładnie napisana i całkiem
                                    ciekawa nawet.
                                    Lecz jeśli mogę ze swej strony zadać pytanie (tylko sie nie obraźcie, naprawdę
                                    jest to dla mnie ważna informacja): czy te ptaszki na początku płyty były
                                    nagrywane na taśmę w naturalnych warunkach czy ze studyjnego gotowca? A może to
                                    jakiś electroremix? No i gdybyście tak jeszcze wiedzieli, jaki to gatunek
                                    ptaków, ma ciekawość byłaby w pełni usatysfakcjonowana.
                                    Przepraszam, ale jestem ornitologiem. Amatorem co prawda, ale pełnym pasji -
                                    jeszcze raz przepraszam i jeśli możecie, pomóżcie.
                                    Z góry dziękuję.
                                    • vulture ćwir ćwir 24.01.04, 09:39
                                      pozo napisał:

                                      > czy te ptaszki na początku płyty były
                                      > nagrywane na taśmę w naturalnych warunkach czy ze studyjnego gotowca? A może
                                      to
                                      >
                                      > jakiś electroremix? No i gdybyście tak jeszcze wiedzieli, jaki to gatunek
                                      > ptaków, ma ciekawość byłaby w pełni usatysfakcjonowana.
                                      > Przepraszam, ale jestem ornitologiem. Amatorem co prawda, ale pełnym pasji -
                                      > jeszcze raz przepraszam i jeśli możecie, pomóżcie.
                                      > Z góry dziękuję.

                                      Sądzę, iż z tego typu probleme musiałbyś zwrócić się do Steve'a Howe'a lub jego
                                      agenta. Ani na tej płycie, ani na albumie Yes "Close To The Edge" nie ma
                                      podanego gatunku ptaków, który ćwierka. Być może są to głosy różnych gatunków.
                                      Poruszyłeś ciekawey temat - dlaczrgo artyści, wykorzystujący głosy ptaków w
                                      nagraniach, nie opisują ich jako członków zespołu ani nie składają im
                                      podziękowań? Sądzę, że powinniśmy się poważnie nad tym zastanowić.
    • Gość: fdadf Re: STEVE HOWE'S REMEDY "Elements" - recenzja IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.04, 01:01
      gdf
      • vulture cinema 25.01.04, 10:11
        Gość portalu: fdadf napisał(a):

        > gdf

        Najzabawniejsze jest to, że ten palant popodciągał wszystkie moje wątki.
        • cze67 Re: cinema 25.01.04, 10:43
          Niesmialy wielbiciel (-cielka)?
          • vulture tempus fugit 25.01.04, 10:48
            cze67 napisał:

            > Niesmialy wielbiciel (-cielka)?
            >

            Nie, po prostu wariat bez tożsamości.
    • joseph80 Re: STEVE HOWE'S REMEDY "Elements" - recenzja 11.06.04, 16:37
      No wreszcie kupiłem tę płytę Steve`a. Jednym zdaniem, jest to bardzo dobra
      płyta, najlepszego gitarzysty jaki stąpa po Ziemii. Przesłuchałem ją dopiero 6
      razy, i jeszcze właściwie za za wcześnie na dogłębne przemyslenia, ale na pewno
      jest to płyta równa, na wysokim poziomie. Vul czepia się wokalu Steve`a,
      wiadomo, nie od dziś, że Howe wielkim wokalistą nie jest, ale na tej płycie
      słucha się go całkiem przyjemnie. Jeśli chcesz posłuchać na prawdę kiepsko
      śpiewającego Howe`a to zakup Homebrew. Podoba mi się klimat płyty Elements,
      taki staromodny, lekko jazzowy, bluesowy. Choć nie brakuje bardziej
      nowocześniej zaaranżowanych kawałków.

      pzdr
      Jos

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka