Ten pan grał na kilku płytach Procol Harum, to chyba wiedzą wszyscy. Ale ja
bardziej chciałbym się skupić na jego solowej karierze. A właściwie
dowiedzieć się z jakimi płytami warto się zapoznać, a z jakimi dać sobie
spokój. Mam tylko jedną solową płytę Robina, jest to "Bridge of Sighs'. Nie
jestem wielkim zwolennikiem bluesowego grania, tzn. w żadnym wypadku mi nie
przeszkadza, ale zazwyczaj też nie oczarowuje. Ale ta płyta jest jedynym
chyba wyjątkiem od tej reguły. Uwielbiam ją. Trowera wspomagają James Dewar
(Bas, wokal) i Reg Isidore (perkusja). Pierwszy na płycie 'Day Of Eagle',
dynamiczny kawałek. Już w tym utworze słychać wspaniałą grę Isidore`a, który
używa bardzo dużo talerzy, a to lubię

. Mocny głos Dewara, też sprawdza się
świetnie w tego rodzaju muzyce. Trower bardzo często porównywany do Hendrixa,
udowadnia, że nie dzieje się tak bez powodu. Dziwi mnie tylko fakt, że nie
zyskał choćby połowy sławy Hendrixa. I gdy wydaje się nam, że pierwszy utwór
jest na jedno kopyto, spotyka nas bardzo miła niespodzianka, całkowita zmiana
tempa, uspokojenie. Taki zabieg ma chyba na celu przygotowanie słuchacza na
następne utwory na tym albumie. A są to połączone ze sobą 'Bridge Of Sighs'
oraz 'In This Place'. Pierwszy z nich zaczyna się od dźwięków wiejącego
wiatru, cały utwór jest bardzo wolny i stonowany, leniwe solówki Trowera na
długo zapadają w pamięci. Tylko trzech muzyków potrafiło wytworzyć tu klimat,
który trudno opisać słowami. Dźwięki wiatru pojawiają się jeszcze w tle w
czasie trwania utworu, i są bardzo ładnymi ozdobnikami tej piosenki.
Słuchając tego utworu mam wrażenie, że gdyby muzycy zagrali go odrobinę
wolniej to by się całkowicie posypał. 'In This Place' jak już pisałem,
płynnie wyłania się z poprzedniego utworu i jest utrzymany w podobnym
klimacie. Jest równie urzekający, ciężko mi wybrać który z tych utworów
bardziej lubię. Niewątpliwie, te dwa utwory są najlepszą częścią płyty.
Następny na płycie 'The Fool And Me' już nie ma tej siły, piękna co
poprzedzające go utwory, co jednak nie oznacza, że jest słabym utworem.
Trower i tu popisał się bardzo siarczystą solówką. Na uwagę zasługuje
piszcząca stopa od hit-hata. Znamienną cechą tego albumu jest to, że gra
tylko trzech muzyków, ale całość brzmi bardzo bogato, na pewno na ten fakt ma
wpływ bardzo kombinatorska gra Isidorea, i bardzo mocno zarysowna linia basu.
Oczywiście mogą pojawić się zarzuty, że z pewnością jest kilka linii gitar.
To fakt, ale tylko w kilu miejscach. Kolejny na płycie 'Too Rolling Stoned',
niby kawałek jakich setki ale jest coś w nim, jak i w całej płycie, co
powoduje, że chce się do niej wracać. I po raz kolejny w miarę rozwijania się
tego utworu jego tempo spada, ale moje zadowolenie z jego słuchania rośnie
odwrotnie proporcjonalnie do jego tempa

. 6 utwór to 'About to begin' bardzo
ładna, ballada. Krótko rzecz ujmując, piękna. 'Lady Love' i 'Little Bit of
Sympathy' to dwa ostatnie utwory. Nie odstają poziomem od reszty płyty. Jako
bonusy na płycie zostały umieszczone wersje live kilku utworów, które są
zapisem jakiegoś występu Robina. Bardzo przyjemnie się ich słucha. Live-
Bonusy potwierdzają, że muzycy na scenie radzili sobie równie dobrze co w
studio. Album ma wg mnie pewną wadę. Jest to złe rozplanowanie utworów. Punkt
kulminacyjny, którym są 'Bridge Of Sighs' i 'In This Place', występuje tu
zdecydowanie za wcześnie. Co nie zmienia faktu, że jest to mój ulubiony
bluesowy album.
pzdr