Gość: vika
IP: 77.222.246.*
04.05.09, 13:47
...porównanie z innymi miejscami na wakacje/do zwiedzania, najlepiej różnymi w
charakterze (czyli takich, co - najlepiej - i byli na Ukrainie, i w Europie
Zach., i w np. na Bliskim Wschodzie, Azji czy Afryce)
napiszcie proszę, co o tym myślicie...
wróciłam właśnie z Ukrainy, choć to trochę za dużo powiedziane, byłam raptem 1
dzień (wracając zrobiłam sobie stopover w Kijowie);
chciałam zrobić małe rozeznanie, bo zastanawiałam się nad dłuższymi wakacjami
na Ukrainie, ale teraz więcej jest "na nie";
no więc doświadczenia z 1 dnia spędzonego w kijowie są fatalne:
- Ileś powodów spowodowało to, że nie znam rosyjskiego, a Ukraińcy nie
rozumieli polskiego. Np. na granicy - dość długo czekaliśmy (wszyscy
pasażerowie poza ukraińskimi) na odprawę, aż przyjdzie ktoś, kto dogada się po
angielsku. Bardzo to było dziwne, bo wprawdzie rozumiałam, o co kobieta mnie
pyta, ale ona ani w ząb nie rozumiała po polsku (wyjaśniła mi znajoma
mieszkająca w PL Ukrainka, że ona dopiero po 3 miesiącach zaczęłą się czuć
swobodnie i rozumieć wszystko). Nadmienię, że jakimś "językowym baranem nie
jestm;)" - w kilku językach potrafię się porozumieć, ale akurat nie po
rosyjsku, nie myślę też, że wszyscy powinni znać ang. i zwykle przed podróżami
dłuższymi w jakimś podstawowym zakresie z językiem kraju docelowego się
zapoznaję, ale jednak to było lotnisko;
fakt, że nikt z pracowników odprawy paszportowej nie mówił po ang. był nieco
dziwny; nieco dziwne było też robienie mi komplikacji - mam paszport unijny i
nie potrzebuję wizy (jak większosć pasażerów samolotu, którym tam przyleciałam)
w ogóle samo lotnisko jest potwornie siermiężne (Okęcie, nawet stare to super
nowoczesne i wielkie jest w porównaniu w tym), choć to tylko tak na
marginesie, jak się tam jedzie na urlop, to wielki problem nie jest; jako
ciekawostka - nie było w sklepach (sa dwa:) wody (czy soku, czy czegokolwiek
niealkoholowego), na moje pytanie o nią usłyszałam, że jest...kranie, po co
kupować:)
- zabytki kijowa (oczywiście byłam bez szans na obejrzenie wszystkiego) - ale
te, które widziałam trochę rozczarowujące - jedynie Sobór Sofijski nie
rozczarował, choć w Bułgarii choćby jest piękniejszy moim skromnym zdaniem;
ale np. już przy tymże soborze - zdjęć nie można robić (b. lubię
fotografować), a kupić albumu z fotografiami też nie można:/ A to w końcu
zabytek UNESCO.
- albo miałam pecha, albo tam już tak jest, ale ludzie zbyt mili nie byli,
przynajmniej ci, których spotkałam; byłam w naprawdę sporej ilości krajów
(choć akurat z byłymi częściami związku Radzieckiego i krajami tzw. Ukłądu
Warszawskiego, to mam akurat doświadczenie mizerne) i muszę przyznać, że
zasadniczo nigdy (poza jednostkowymi, w jakichś b. turystycznych miejscach)
nie miałam złych doświadczeń;
może byłam w zbyt turystycznych miejscah, a może moja nieznajomość rozyjskiego
trochę to powodowała, nie wiem, może tak tam po porstu jest?
- zupałnie nie smakowało mi jedzenie, a to dla mnie ważny aspekt podróży, bo
są one często kulinarne; wszystko jakieś takie mdłe, nieprzyprawione,
przemielone. No po prostu mi ta kuchnia nie leży. Albo nie spróbowałam tego,
czego trzeba? W każdym razie kotlek po kijowsku, wareniki, kwas, śmietana
pakowana do wszystkiego czy barszcz to w moim osobistym rankingu porażka:(
Aczkolwiek może to wina tego, że przyleciałam z miejsca, które ma świetną i
bardzo aromatyczną kuchnię z dużą ilością świeżych składników;
- problem z noclegami - zwykle szukam tzw. średniego standardu - nie "hilton z
hydromasażem", ale też nie schronisko z łazienką na korytarzu czy czyjeś
prywatne mieszkanie opuszczone na czas przyjazdu; zarówno pokój w hostelu (ale
czysty i z łazienką), jak i hotel typu Ibis jest OK; no i tego brakuje, albo
ja jakoś nie umiem szukać, ale albo morderczo drpgie, albo standard treagiczny;
- jak dla mniekompletnie przereklamowanym miejscem jest Padół, albo on był
klimatyczny, albo ja pewnym klimatów nie czuję zupełnie
Absolutnie nei chodzi mi o to, że potrzebuję jakiegoś luksusu, byłam w wielu
krajach znacznie biedniejszych niż Ukraina, nie ma problemu, kiedy trzeba 15
godzin tłuc się lokalnym autobusem (jeśli tylko tłukę się nim do jakiegoś
interesującego miejsca) i było świetnie, pokój z łazienką zawsze się znalazł
(nic nie poradzę - potrzebuję wziąc prysznic raz dziennie i już). Bywałam na
Ukrainie jako dziecko i mam wrażenie, że jest równie siermiężnie i neiwiele
się zmienia, zwłaszcza w mentalności ludzi. No i ceny są w sumie
nieproporcjonalne chyba do tego, co się za nie dostaje, takie miałam wrażenie.
No i trochę mnie to wszystko zniechęciło do Ukrainy, ale też mam świadomość,
że tego kraju nie znam.
Jak myślicie, raczej się nie poddawać i jechać czy sobie odpuścić?
Lubię wakacje 1. kulinarne 2. fotograficzne (acz z naciskiem na miasta i
architekturę niż na pejzaże, te tylko wtedy, kiedy naprawdę są wyjątkowe); nie
przeszkadza mi tłok i dużo ludzi, ale nie lubię kurortów tzw. plażowych