Dodaj do ulubionych

pytanie do znających Ukrainę, ale i mających...

IP: 77.222.246.* 04.05.09, 13:47
...porównanie z innymi miejscami na wakacje/do zwiedzania, najlepiej różnymi w
charakterze (czyli takich, co - najlepiej - i byli na Ukrainie, i w Europie
Zach., i w np. na Bliskim Wschodzie, Azji czy Afryce)

napiszcie proszę, co o tym myślicie...

wróciłam właśnie z Ukrainy, choć to trochę za dużo powiedziane, byłam raptem 1
dzień (wracając zrobiłam sobie stopover w Kijowie);
chciałam zrobić małe rozeznanie, bo zastanawiałam się nad dłuższymi wakacjami
na Ukrainie, ale teraz więcej jest "na nie";

no więc doświadczenia z 1 dnia spędzonego w kijowie są fatalne:

- Ileś powodów spowodowało to, że nie znam rosyjskiego, a Ukraińcy nie
rozumieli polskiego. Np. na granicy - dość długo czekaliśmy (wszyscy
pasażerowie poza ukraińskimi) na odprawę, aż przyjdzie ktoś, kto dogada się po
angielsku. Bardzo to było dziwne, bo wprawdzie rozumiałam, o co kobieta mnie
pyta, ale ona ani w ząb nie rozumiała po polsku (wyjaśniła mi znajoma
mieszkająca w PL Ukrainka, że ona dopiero po 3 miesiącach zaczęłą się czuć
swobodnie i rozumieć wszystko). Nadmienię, że jakimś "językowym baranem nie
jestm;)" - w kilku językach potrafię się porozumieć, ale akurat nie po
rosyjsku, nie myślę też, że wszyscy powinni znać ang. i zwykle przed podróżami
dłuższymi w jakimś podstawowym zakresie z językiem kraju docelowego się
zapoznaję, ale jednak to było lotnisko;
fakt, że nikt z pracowników odprawy paszportowej nie mówił po ang. był nieco
dziwny; nieco dziwne było też robienie mi komplikacji - mam paszport unijny i
nie potrzebuję wizy (jak większosć pasażerów samolotu, którym tam przyleciałam)
w ogóle samo lotnisko jest potwornie siermiężne (Okęcie, nawet stare to super
nowoczesne i wielkie jest w porównaniu w tym), choć to tylko tak na
marginesie, jak się tam jedzie na urlop, to wielki problem nie jest; jako
ciekawostka - nie było w sklepach (sa dwa:) wody (czy soku, czy czegokolwiek
niealkoholowego), na moje pytanie o nią usłyszałam, że jest...kranie, po co
kupować:)

- zabytki kijowa (oczywiście byłam bez szans na obejrzenie wszystkiego) - ale
te, które widziałam trochę rozczarowujące - jedynie Sobór Sofijski nie
rozczarował, choć w Bułgarii choćby jest piękniejszy moim skromnym zdaniem;
ale np. już przy tymże soborze - zdjęć nie można robić (b. lubię
fotografować), a kupić albumu z fotografiami też nie można:/ A to w końcu
zabytek UNESCO.

- albo miałam pecha, albo tam już tak jest, ale ludzie zbyt mili nie byli,
przynajmniej ci, których spotkałam; byłam w naprawdę sporej ilości krajów
(choć akurat z byłymi częściami związku Radzieckiego i krajami tzw. Ukłądu
Warszawskiego, to mam akurat doświadczenie mizerne) i muszę przyznać, że
zasadniczo nigdy (poza jednostkowymi, w jakichś b. turystycznych miejscach)
nie miałam złych doświadczeń;
może byłam w zbyt turystycznych miejscah, a może moja nieznajomość rozyjskiego
trochę to powodowała, nie wiem, może tak tam po porstu jest?

- zupałnie nie smakowało mi jedzenie, a to dla mnie ważny aspekt podróży, bo
są one często kulinarne; wszystko jakieś takie mdłe, nieprzyprawione,
przemielone. No po prostu mi ta kuchnia nie leży. Albo nie spróbowałam tego,
czego trzeba? W każdym razie kotlek po kijowsku, wareniki, kwas, śmietana
pakowana do wszystkiego czy barszcz to w moim osobistym rankingu porażka:(
Aczkolwiek może to wina tego, że przyleciałam z miejsca, które ma świetną i
bardzo aromatyczną kuchnię z dużą ilością świeżych składników;

- problem z noclegami - zwykle szukam tzw. średniego standardu - nie "hilton z
hydromasażem", ale też nie schronisko z łazienką na korytarzu czy czyjeś
prywatne mieszkanie opuszczone na czas przyjazdu; zarówno pokój w hostelu (ale
czysty i z łazienką), jak i hotel typu Ibis jest OK; no i tego brakuje, albo
ja jakoś nie umiem szukać, ale albo morderczo drpgie, albo standard treagiczny;

- jak dla mniekompletnie przereklamowanym miejscem jest Padół, albo on był
klimatyczny, albo ja pewnym klimatów nie czuję zupełnie

Absolutnie nei chodzi mi o to, że potrzebuję jakiegoś luksusu, byłam w wielu
krajach znacznie biedniejszych niż Ukraina, nie ma problemu, kiedy trzeba 15
godzin tłuc się lokalnym autobusem (jeśli tylko tłukę się nim do jakiegoś
interesującego miejsca) i było świetnie, pokój z łazienką zawsze się znalazł
(nic nie poradzę - potrzebuję wziąc prysznic raz dziennie i już). Bywałam na
Ukrainie jako dziecko i mam wrażenie, że jest równie siermiężnie i neiwiele
się zmienia, zwłaszcza w mentalności ludzi. No i ceny są w sumie
nieproporcjonalne chyba do tego, co się za nie dostaje, takie miałam wrażenie.

No i trochę mnie to wszystko zniechęciło do Ukrainy, ale też mam świadomość,
że tego kraju nie znam.
Jak myślicie, raczej się nie poddawać i jechać czy sobie odpuścić?
Lubię wakacje 1. kulinarne 2. fotograficzne (acz z naciskiem na miasta i
architekturę niż na pejzaże, te tylko wtedy, kiedy naprawdę są wyjątkowe); nie
przeszkadza mi tłok i dużo ludzi, ale nie lubię kurortów tzw. plażowych
Obserwuj wątek
    • Gość: ines Re: pytanie do znających Ukrainę, ale i mających. IP: *.chello.pl 04.05.09, 14:44
      Mam sentyment do tego kraju szczegolnie do Krymu ale nie mam klapek
      na oczach to chyba najwazniejsze:)Przede wszystkim to kraj z ktorego
      realiami albo sie pogodzimy i bedziemy tam jezdzic wiele razy albo
      tam nie wrocisz juz nigdy.Tak jak napisalas Ukraina to taki dziwny
      kraj gdzie cena nie zawsze musi odpowiadac standardowi:)To nie kraj
      dla tych,ktorzy uwielbiaja Francje elegancje ci nawet niech nie
      wyruszaja w droge.Na Ukrainie bylam wiele razy pierwszy 16 lat
      temu,duzo sie zmienilo od tamtej pory,ale duzo tez brakuje niestety:
      (Zwiedzilam juz sporo krajow w ubieglym roku ktoras tam wizyta w
      Grecji,pozniej Egipt.Na wszystkich wyjazdach bylo rewelacyjnie Egipt
      jak dla mnie bajka na wypoczynek super warunki adekwatne do ceny:)
      Ale juz nachalnosc arabow nie do zniesienia:/.Dlatego chetnie wracam
      na wschod moze sa i niedogodnosci ale nikt mnie nie nagabuje z
      kazdej strony,nie musze poruszac sie np w konwojach(:()robie co chce
      jade gdzie chce pelny luz:)
      • mariuszmichajlowicz Re: pytanie do znających Ukrainę, ale i mających. 04.05.09, 16:39
        a ja powiem droga Viko ze miałaś chyba pecha..
        co do zabytkow nawet na szybko Złote Wrota Most zakochanych i tysiace
        kłódek przejażdzka "Finikulokiem" do Dniepru i Zbór św. MIchala..chwila
        zadumy..na dole port rzeczny ..niedaleko park miejski i stadion
        Dynama..Chmielnicki pokazujacy buława kierunek cieżkiego więzienia...wszedzei
        fotografowałem czasem trzeba zapytac pobajerzyc usmiechnac sie poprobowac
        powiedziec slowo po ukraińsku!!!
        czasem dać pare grywien..
        ja poł roku mieszkałem w Puszczy Oziernej w sanatorium pod patronatem prezydenta
        Ukrainy... wszedzie autem tramwajami zawsze mile i spokojnie ,mozna sie targowac
        wracajac w nocy Taxi z Avalonu lub Cariibian club ;) wtajemniczeni wiedza:)
        Ukraina to inny świat albo sie go poczuje albo narzeka..
        rok mieszkałem w Irpieniu..czasami w ukrainskich domach gdzie zawsze mialem swoj
        pokoj łazienke i miłe słowo i dobra strawę...do dzisiaj pisza dzwonia zapraszaja
        i "my swiegda budiem rady tebe baczyt"..
        poporstu mialaś pecha
        a dla mnie Ukraina to Mała Ojczyzna...
        • Gość: vika Re: pytanie do znających Ukrainę, ale i mających. IP: 77.222.246.* 04.05.09, 17:45
          dzieki za odpowiedzi, w miare moznosci prosze o jeszcze;

          a szczegolnie - jesli mozecie polecie konkretne miejsca (nie tylko w kijowie,
          raczej w całym kraju) gdzie jechać (lub nie jechać - to równie cenne), potrawy;
          tak naprawdę jedynie o Lwowie i Krymie jest dużo informacji, a co za tym idzie -
          i zdjęć;

          mariusz - ja nie narzekam (nigdy nie narzekam;)
          ja się zastanawiam, chcę sensownie zaplanować urlop:) bo jak już się zdecyduję
          to nie jadę na 2 tygodnie, tylko na dłużej;
          po prostu się nieco zdziwiłam, bo liczba zachwytów nad Ukrainą była taka, że ja
          się spodziewałam w Kijowie drugiego Istambułu, Nowego Jorku, Pekinu i Barcelony
          razem wziętych;)

          i się teraz zastanawiam, czy to kwestia polsko-ukraińskiego sąsiedztwa,
          pomarańczowej rewolucji (bo jakoś tak się składa, że napływ polskich wyjazdów
          turystycznych właśnie wtedy się zaczął), stąd tyle sentymentów (w pozytywnym
          sensie), czy naprawdę Ukraina ma coś takiego, co wyróżnia ją obiektywnie, jak
          np. bogactwo renesansowych zabytków wyróżnia Rzym czy Florencję, czy światło,
          które ściąga fotografujących do Lizbony.
          fakt, że była masa, no po prostu masa Polaków, więc w jakiś sposób musi ona
          Polaków przyciągać
          miejsca, ktore wymieniles akurat w większości widzialam (lacznie ze stadionem:),
          rozumiem, ze ktos moze miec do nich sentyment (sama tez mam takowe sentymenty,
          acz akurat do innych miejsc), ale jak dla mnie same te miejsca bez rewelacji;
          nie chciałabym porównywać, bo niezbyt to jest sensowne, każde miejsce jest inne,
          ale jednak np. wydawało mi się, że Sobór św. Michała będzie ogromną atrakcją, a
          jednak myślę, że wiele takich kościołów widziałam;
          stadiony też widziałam lepsza, acz jeśli mi się zdarzy być w DOniecku, to nie
          pominę na pewno:)

          ines - ani grecji, ani egiptu nie znam - i mysle, ze w kurorcie ani na
          wycieczkach tzw. "z kurortu" by mi sie wcale nie spodobalo (po prawdzie to nigdy
          nie byłam dłużej niż 1 dzień); ale ja porównywałam ceny do indywidualnych
          wyjazdów do Europy Zachdniej (a nie wyjazdów zwłaszcza z biurem typu Grecja czy
          Egipt, bo indywidualnie te miejsca są potwornie drogie w tym momencie) i muszę
          napisać, że ceny są zbliżone, jeśli chce się tzw. średniego standardu. Taniej
          wcale nie jest. Mówiąc szczerze ten 1 dzień w Kijowie kosztował więcej niż 1
          dzień w Paryzu (jaki w podobnej sytuacji - przerwa w locie - ostatnio mi się
          zdarzył)

          jak tez juz napisalam tzw. "francji elegancji" niekoniecznie szukam i moje
          ulubione miejsca na świecie są znacznie biedniejsze niż Ukraina (nawet w czasach
          kryzysu), choc podróże po Europie Zachodniej też sobie cenię, ze względu na
          wartości kulturowe.

          • Gość: Bolo Re: pytanie do znających Ukrainę, ale i mających. IP: *.chello.pl 04.05.09, 20:20
            Świetna tatarska knajpa znajduje się zaraz przy samym Pałacu Chanów
            w Bakczysaraju na poczekanu przygotowują pyszne cziuburaki i
            doskonałe szaszłyki baranie z grila,a do tego jakaś ichna herbatka z
            trawą (cokolwiek to znaczy,smak fantastic).Zabytków nie
            zwiedzałem,ale jekbyś chciała zasięgnąć języka na temat
            hipermarketów w Sevastopolu i ich wyposażenia to moja żona jest
            biegła hehehe.Na samym Krymie znajomość angielskiego przyda Ci się
            tak jak znajomość greckiego w Polsce,wszystko pisane cyrylicą i
            wszyscy władają ukraińskim i ruskim.Jeśli nie znasz żadnego z tych
            języków to pozostaje jeszcze machanie rękoma :)
          • Gość: Bolo Re: pytanie do znających Ukrainę, ale i mających. IP: *.chello.pl 04.05.09, 20:36
            Tu masz link jakiegoś
            kolesia,który w zeszłym roku zafundował sobie objazdowe wakacje po
            Krymie,sporo fotek i bardzo obszerny opis.Co prawda nie do końca się
            z nim zgadzam,ale lepiej wiedzieć za dużo i być przygotowanym na
            każdą ewentualność niż potem robić bawole oczy :)
            • mariuszmichajlowicz Re: pytanie do znających Ukrainę, ale i mających. 04.05.09, 21:34
              a ja mie wspominam pobyt w Jałcie; hotel Jałta in0tourist..
              i wyjzd na Aj-petri i jak mały niedzwiedz podbiegł do mnie złapał za nogę, mało
              sie nie posr...dodatkowo w samej Jałcie pyszna knapa Kijowska54 na deptaku do
              targu od strony przystanku autobusowego , tanio i dobrze:)
              co do samego zwiedzania o muzea w Kijowie Wody i Czernobyla..
              nie zdziw sie jak trzeba dopłacic za fotografowanie pare grywien..piekny park
              przyrodniczy w Umaniu, i ten rewelacyjny czołg wśród tulipanow z napisem "za
              rodinu"...zwiedzanie samego CZernobyla... i wieeele pieknych dziwnych innych
              miejsc..
              Ukraina na kazdym kroku zaskakuje czasem mile czasem szokuje..to poprostu inny
              kraj...
              • Gość: vika Re: pytanie do znających Ukrainę IP: 77.222.246.* 04.05.09, 22:14
                nie dziwi mnie placenie za mozliwosc fotografowania;
                jest tak nie tylko na Ukrainie;

                co do relacji - łatwo znaleźć i relacje i przewodniki dotyczące Krymu czy Lwowa,
                i w ogóle zachodniej części, a trudno - nt. np. sprawdzone informacje dot.
                Doniecka, Charkowa, i innych miast wschodniej części kraju;
                chętnie bym coś usłyszała na ten temat; warto?

                co do rosyjskiego - rozumiem, że jego brak to totalna porażka, obawiam się
                trochę sytuacji, że kiedy nauczę się go troszkę (no bo perfekcyjnie się nie
                nauczę na pewno:/, chociaż nie mam problemu z rozumieniem, tylko nie mówię), to
                nie będzie to docenione, jak było np. w tajlandi czy maroku, a raczej oczekuje
                się od Polki,że wszystko rozumie i mówi dobrze. takie miałam wrażenie po tym
                Kijowie, ale może to się na wschodzie nie sprawdza?

                co do zwiedzania Czernobyla mam mieszane uczucia; zdania na temat bezpieczeństwa
                tej eskapady są podzielone;

                jesli możecie, rozwińcie też proszę ten wątek pysznego jedzenia - rozumiem, że
                gusta są różne, dlatego z przyjemnością bym usłyszała, co dla was jest pyszne...
                ja osobiście lubię bardzo kuchnię włoską w różnych jej odmianach, hiszpańską,
                marokańską, wszelkie odmiany wschodnioazjatyckiej z wyjątkiem japońskiej -
                wietnamską (w wydaniu oryginalnym a nie warszawskich budek, które nie maają z
                nią nic wspólnego;), tajską zwłaszcza; także hinduską;
                nie przepadam za japońską, francuską, zdecydowanie nie lubię meksykańskiej,
                polskiej, niemieckiej, skandynawskiej;
                oczywisćie to pewne uproszczenie, żeby dać przybliżenie tylko - bo w kuchni
                każdego kraju są jakieś potrawy, które mi smakują;
                a, no i nie przepadam za alkoholem, a piwa wybitnie nie lubię;
                no i jakoś na specjały ukraińskie nie trafiłam, ale może zamawiałam nie to, co
                powinnam;

                pozdrawiam, vika
                • Gość: P. Re: pytanie do znających Ukrainę IP: *.chello.pl 04.05.09, 23:08
                  Echh po jednym dniu już tak negatywną opinie wyrobiłaś sobie o całym państwie?
                  Co do jedzenia to każdemu smakuje co innego więc chyba nie da Ci zbyt wiele
                  opinia innych o tym co komu smakuje na Ukrainie...
                  I nie zdziwię się jak po wymienieniu państw w których m.in. byłaś (Bułgaria,
                  Włochy, Portugalia, Tajlandia, Paryż, Maroko, Wietnam [bo wietnamskie jedzenie
                  "nie spod budki na ulicy"] byc może te Indie) na końcu stwierdzisz że zamiast
                  Ukrainy wybierzesz np. Brazylie ;]
                  • buanitka Re: pytanie do znających Ukrainę 05.05.09, 11:07

                    Ja tak czytam i czytam (ze 2 razy przeczytałam :p ) i nadal nie
                    rozumiem? Gdzie jest pytanie? O co pytasz?
                    Nie obraź się, ale mi to wygląda na prowokację. Strasznie dużo
                    sprzeczności jest w Twoich wypowiedziach. A i tak z Twoich słów
                    jednoznacznie wynika, że już dawno podjęłaś decyzję.
                    A jedno powiem na 100% - nie powinnaś jechać na Ukrainę. Już pominę
                    Twoje nastawienie (to jest Twoje prawo).. Ukrainę trzeba znać i
                    czuć.
                    Piszesz, że czytałaś same pozytywy o Ukrainie.. Same? a czytałaś o
                    innych rzeczach, o historii? czy wiesz, że to nadal jedna z byłych
                    republik Związku Sowieckiego? Jak i czego żyją i żyli ludzie? Na
                    Ukrainie nie znajdziesz tego co we Francji itd... No i skoro Ciebie
                    dziwi, że wody nie można kupić, to nie wiesz, że większość ludzi
                    tam nadal pije kranówę i to jest norma. I tak jest - albo się
                    dostosujesz, będziesz tolerowała, a nawet to polubisz, albo chociaż
                    Cię to zaciekawi, albo nie.

                    >>Lubię wakacje 1. kulinarne 2. fotograficzne (acz z naciskiem na
                    miasta i architekturę niż na pejzaże, te tylko wtedy, kiedy
                    naprawdę są wyjątkowe);

                    Akurat pejzaże są bardziej wyjątkowe niż architektura.
                    Nie znajdziesz na Ukrainie raju dla podniebienia, skoro nawet
                    polska kuchnia Ci nie odpowiada..

                    >>Jak myślicie, raczej się nie poddawać i jechać czy sobie
                    odpuścić?

                    Myślę, że zdecydowanie odpuścić, bo tylko stracisz czas. Już ktoś z
                    tego forum jadąc na Krym dojechał do Winnicy i zawrócił. Obawiam
                    się, że po pierwszym zwiedzaniu pierwszego lepszego ukraińskiego WC
                    zrobisz to samo.


                    • Gość: vika do Buanitki głównie IP: 77.222.246.* 05.05.09, 12:56
                      nie buanitko nie jest to prowokacja; BYłam prawie zdecydowana tam pojechać
                      latem, choć ten rekonesans każe mi się mocno nad tym zastanowić, stąd post;

                      to nie jest pytanie tylko prośba;
                      wydaje mi się, że potrafiłabym poradzić osobom, które znam, czy warto jechać do
                      krajów, które ja znam nieźle;
                      moja prośba jest analogiczna;

                      Nie mam aż tyle czasu do zmarnowania, żeby siedzieć przed kompem i prowokacje
                      pisać;
                      Jeśli to jednak taki problem, żeby odpowiedzieć nikt nie jest tu do tego
                      zmuszony przecież. A jeśli jesteś tak pewna, że to prowokacja, to możesz chyba
                      usunąć post jako administratorka tego forum.

                      Negatywne i pozytywne opinie weryfikuje całe życie. A ten 1 dzień pozytywny nie
                      był. Ale mój pierwszy kontakt z Francją był dużo gorszy;)

                      Czytałam trochę o historii, nie przesadnie dużo, ale trochę tak.
                      Na pewno nie mniej niż o historii Francji;)
                      A te "same pozytywne" - to były relacje z podróży, a nie książki historyczne,
                      trochę się niejasno wyraziłam.


                      Skąd ten sarkazm Buanitko a propos wody?
                      Naprawdę nie powinno mnie dziwić, że nie można kupić wody (czekokolwiek
                      niealkoholowego) na lotnisku (skoro przy wejściu płynów wnieść nie można)?
                      No dziwi, bo pierwwszy raz się z czymś takim spotkałam na lotnisku...
                      Niezależnie od wszystkiego picie wody z kranu przy wyjazdach na wschód od Polski
                      nie jest dla mnie oczywistością, bo w wielu krajach kranówka się do picia dla
                      przyjezdnych nie nadaje i szybko kończy się w szpitalu. Naprawdę to takie dziwne?

                      A Boryspil ma być chyba głównym lotniskiem na Euro 2012, więc próba kupienia
                      wody też chyba nie jest jakimś specjalnym kaprysem;
                      Bardziej jednak przeszkadza ton, którym usłyszałam informację, że nie można niż
                      sam brak tej wody.

                      ze stylu w jakim są WC akurat zdaję sobie sprawę, jakoś wszyscy to opowiadają,
                      jako jedną z ciekawostek:]
                      wyobraź sobie, że widziałam gorsze toalety:] znacznie gorsze:]

                      > Nie znajdziesz na Ukrainie raju dla podniebienia, skoro nawet
                      > polska kuchnia Ci nie odpowiada..
                      nie powiem, żeby styl, którym to napisałaś był szczególnie miły
                      Twoje prawo, ale...
                      Pp polskiej kuchni fatalne się czuję. Większsość dań (poza zupami, surówkami)
                      jest za ciężka, lekarz mi odradził dość dawno temu, trochę mieszkałam za granicą
                      potem, odzwyczaiłam się, teraz i z przyczyn zdrowotnych nie powinnam, a i
                      zupelnie przestała mi smakować; też jest to dziwne? chyba akurat wielu Polaków
                      uwielbia kuchnię włoską (rozejrzyj się, ile jest włoskich restauracji w
                      jakimkolwiek większym mieście); Ja mam na osiedlu 3 włoskie (z czego 2 świetne)
                      i ani jednej polskiej.

                      Pozdrawiam
                  • Gość: vika Re: pytanie do znających Ukrainę IP: 77.222.246.* 05.05.09, 13:09
                    no właśnie staram się nie wpadać w czarne tony, ale dzień był fatalny, wierz mi,
                    opisałam tylko troszeczkę:/

                    do Brazylii mnie nie ciągnie ani trochę;]
                    wyobraź sobie, że nawet zrobiłam kiedyś wstępne rozeznanie, ale to jednak nie to;
                    (chociaż miłośnicy tego kraju pewnie by mnie rozszarpali za takie stwierdzenie;)
                    • buanitka Re: pytanie do znających Ukrainę 05.05.09, 13:47
                      Vika, nie miałam zamiaru Ciebie zdenerwować :) (widocznie mam
                      gorszy dzień) i źle dobrałam słowa.
                      Odnośnie "prowokacji" - było to moje odczucie niejako w
                      przenośni. Tak to odebrałam i napisałam dlaczego. Bo: (powtórze) "z
                      Twoich słów jednoznacznie wynika, że już dawno podjęłaś decyzję".

                      >> A jeśli jesteś tak pewna, że to prowokacja, to możesz chyba
                      usunąć post jako administratorka tego forum.

                      Zauważ, że piszę jako zwykły użytkownik (na czarno), a nie jako
                      moderator. A gdybym była tego pewna, to z pewnością nie wdawałabym
                      się w dyskusję.
                      >>Skąd ten sarkazm Buanitko a propos wody?
                      Żaden sarkazm. Są to "uroki" Ukrainy. Może uogólniam, ale "normą"
                      jest, że np. klient dla sklepu, a nie sklep dla klienta. I takich
                      drobiazgów jest niemało. Sprzedawczyni patrzy wilkiem, i robi
                      wielką łaskę gdy musi coś podać lub sprzedać. Zachowania w
                      kolejkach itd.. A akurat przykład wody (jej braku) mnie osobiście
                      nie dziwi. Ja także kranówy nie piję, ani w domu, ani podczas
                      wyjazdów. Tu bardziej chodzi o przyzwyczajenia ludzi tam
                      mieszkających. Oni piją! I dziwią się, że wodę można kupować - bo
                      przecież jest w kranie. I nieważne, że Ty na lotnisku chcesz kupić
                      tę wodę - niestety Ty się nie liczysz. Piszę OGÓLNIE (i oczywiście
                      mam świadomość tego, że tak nie musi być wszędzie i zawsze). Tylko
                      takie coś się zdarza i (jak już wcześniej pisałam) albo to będziesz
                      tolerować, albo nie.
                      Zatem po przeczytaniu Twoich obserwacji i tego co Ci się nie
                      podobało moim zdaniem powinnaś odpuścić sobie ten wyjazd.
                      • Gość: vika Re: pytanie do znających Ukrainę IP: 77.222.246.* 05.05.09, 14:18
                        Nie znam aż tak dobrze tego forum, żeby rozróżniać kolory, sorki;

                        Rzeczywiscie podejscie "klient jest dla sklepu" wyjątkowo mnie wkurza - dobrze
                        to ujęłaś; coś w rodzaju "czułego punktu", nic nie poradzę; Właśnie to na mnie
                        negatywnie działa, a nie to, jaka jest toaleta czy to, że busik odjeżdża, jak
                        się zapełni, i średnia przejazdu wychodzi 30km/h w temperaturze 40 stopni;
                        wychowywałam się w klimacie ostrego oponowania przeciwko "komunistycznym
                        standardom" i nie jestem przyzwyczajona do tolerowania tego nic a nic.

                        I jeśli tak jak z tym sklepem ma być często,a nie sporadycznie (bo trochę miałam
                        nadzieję, że to był moj pech), to będę się wkurzać więcej niż relaksować chyba
                        rzeczywiście sensowniejsze będzie zamiast długich wakacji "wzdłuż i wszerz"
                        zwiedzenie Lwowa (aż tak łatwo się nie poddaję, żeby nie pojechać w ogóle) +
                        ewentualnie dolot samolotem jeszcze gdzieś na dzień, dwa (Donieck? Odessa? dobre
                        pomysły?) i zamnknięcie tego w tygodniu- góra 10dniach, po 2-3 dni na każde z
                        tych miejsc.
                        Plusem takiego rozwiązaania jest to, że niekoniecznie w sezonie wtedy mogę
                        jechać i (może?) będzie trochę mniej turystów.

                        Strasznie jestem ciekawa, co w takim razie myślisz, o organizacji Euro? Dadzą
                        radę? I nie tyle mam na myśli zbudowanie stadionów czy rozbudowę lotniska, bo
                        zawsze się pewnie znajdzie oligarcha, który mimo kryzysu groszem sypnie, tylko o
                        tę masę ludzi, którzy będą chcieli przyjechać, a raczej przylecieć, szybko się
                        dostać z lotniska do centrum, mieszkać nie w "kwartirze", kupić wodę, dobre
                        przekąski na mieście itd. I będą oczekiwać dużo więcej niż ja.

                        No i dzięki za szczerość;
                        • buanitka Re: pytanie do znających Ukrainę 05.05.09, 19:50
                          >a nie to, jaka jest toaleta czy to, że busik odjeżdża, jak
                          > się zapełni, i średnia przejazdu wychodzi 30km/h w temperaturze
                          40 stopni;

                          Niestety, dla "nieprzyzwyczajonych" to wszystko może nieźle popsuć
                          humor. Ale, moim zdaniem, najważniejsze jest jednak odpowiednie
                          podejście do "takich rzeczy" i pozytywne traktowanie + odbieranie
                          jako swoistego rodzaju "egzotykę", a nie personalny atak.

                          >Donieck? Odessa? dobr
                          > e
                          > pomysły?)

                          Ja Ci nie odpowiem, i nikt inny też Ci nie odpowie ;) Taką decyzję
                          musisz podjąć sama. Jednak zawsze lepiej jest wiedzieć więcej (a
                          czego się możesz spodziewać wyczytasz na tym forum, wystarczy
                          dokładnie go przejrzeć). I jak już będziesz więcej wiedziała i TO
                          będzie Ciebie satysfakcjonowało (i uznasz, że TO przetrwasz) to
                          podejmiesz odpowiednią DLA SIEBIE decyzję.
                          (groźnie to zabrzmiało, ale chyba rozumiesz o co mi chodzi :P )

                          > Strasznie jestem ciekawa, co w takim razie myślisz, o organizacji
                          Euro? Dadzą
                          > radę?
                          hehe - wróżką to ja nie jestem :D pożyjemy zobaczymy :D
        • Gość: ukrajanka Re: pytanie do znających Ukrainę, ale i mających. IP: 87.204.55.* 24.08.09, 16:17
          jakiś mix rosyjsko ukraiński .. jeśli w drugim języku to powinno byc my
          zawżdy budem tebe baczyt :D pozdro

          ukraina lubov moya :*
    • magdalaena1977 Re: pytanie do znających Ukrainę, ale i mających. 05.05.09, 20:09
      Ja jestem właśnie po objazdowej wycieczce na Ukrainie (Lwów, Kamieniec,
      Czerniowce, Podole, Chocim) i w zasadzie ten poziom braku luksusu odbierałam
      jako "interesującą egzotykę". Np. jakość dróg jest po prosu koszmarna, ale za to
      po powrocie mamy wrażenie, że mkniemy po idealnej autostradzie.

      Na pewno plusem jest taniość - jedzenia w knajpie, alkoholu, biletów. W wielu
      miejscach nie ma infrastruktury turystycznej (parkingi, toalety), ale za to są
      za darmo i można je komfortowo zwiedzać nie tłocząc się ze stadami innych turystów.

      Największym problem był brak normalnych toalet - albo krzaczki albo murowana
      sławojka (Chocim) i wyobrażam sobie, że znalezienie pokoju z łazienką mogłoby
      być problemem, ale na szczęście zalatwiło to za mnie biuro podróży.

      Co do fotografowania - tam gdzie były bilety pobierali opłaty za fotografowanie,
      ale ponieważ wynosiły np. 1 hrywnę (0,45 zł) to płaciłam bez wahania.
    • Gość: vika no wiec pare refleksji po powrocie IP: 77.222.246.* 17.08.09, 13:40
      wrocilam i zyje;)
      acz nie pojechalam na tak dlugo jak planowalam i widzialam tylko lwów + okolice
      + kijow + okolice
      jak z wszystkim sa plusy dodatnie i plusy ujemne;

      lwow jest przesliczny i fantastyczny; jest co robic przez dluzszy czas, ma mase
      zabytkow; zabytkowa czesc jest na tyle duza ze naprawde jest po czym "polazic";
      wcale nie jestem przekonana ze tak fajnie bedzie jak wszystko odrestauruja (jak
      wiele osob pisze); budynki maja niesaamowity kolor
      (pomaranczowo/lososiowo/wyblakly - kto byl wie o co mi chodzi), jaki mozna
      spotkac tylko w bardzo suchych miastach z kontynentalnym klimatem (hmmm...lwow
      takiego klimatu chyba nie ma, ale kolor jest fantastyczny i moim zdaniem lepiej
      zeby go nie przemalowali na nowoczesny rozowy jak zrobili z paroma kamienicami w
      okolicach rynku);
      szczerze mowiac zrobil na mnie znacznie lepsze wrazenie niz kijow ktory zabytki
      zasadnicze ma 2 i w ktorym jednak az tyle czasu ciekawie nie spedzilam;

      ludzie byli rozni; przyznaje, pierwszym razem mialam ewidentnego pecha, za
      drugim spotkalam mase fantastycznych ludzi i zyczliwosci, acz nie tylko; po
      calosci patzrac jesli chodzi o doswiadczenia ze spotkanymi ludzimi ukraina nie
      jest ani na plus ani na minus w porownaniu z innymi krajami; do minusow
      zaliczylabym korupcyjna mentalnosc wielu ludzi tam mmieszkajacych; przykre to,
      ale szybko tam normalnie nie bedzie dopoki lapowki beda tak powszechne;

      chociaz stanowczo podtrzymuje to, ze lotnisko kijowskie to akurat jest masakra i
      osobicie chyba na gorszym nie bylam; za to dworzec kolejowy we lwowie genialny:)

      ewidentnym plusem sa ceny; niesamowicie niskie; nie wiem, na co wiele osob
      narzeka; rozumiem, ze one wzrosly, ale wzrosly tez np. w polsce, wzrosly tez
      przeciez w wiekszosci nasze place; jedzenie w knajpach jest bardzo tanie,
      transport kosztuje malo, ceny zwiedzania symboliczne przewaznie, b. tanie jest
      dojechanie na ukraine; jedyne, na co mozna by troszke narzekac to ceny noclegow
      - bo sa kraje w ktorych ogolnie jest drozej a za porownywalna cene jest lepszy
      standard znacznie; nie sprawdzalam cen wszystkich produktow bo nie bardzo mialam
      na to ochote/potrzebe, ale z rzeczy, ktore kupowalam np. karty pamieci kosztuja
      tyle co w polsce, pendrivy tez, a maja lepszy design; b. tanie sa kamienie
      polszlachetne (jak ktos lubi latwo sie obkupic w naprawde fajne reczy); arbuzy
      kupowalismy za 2hr za kg, melony za 6-7hr, b. smaczny ser za 10-12, chalwe za
      13-15 w zaleznosci od rodzaju;

      jesli komus zalezy na "budzetowym" wyjezdzie to trzeba sie skupic na znalezieniu
      tanich noclegow w sensownej cenie, reszta i tak jest tania;
      wyjazd do zadnego z krajow europejskich w ktorych bylam (w wiekszosci) tak tanio
      nie wyjdzie (liczac koszty calosci), chociaz nie bylam np. w moldawii, albanii
      czy na bialorusi wiec z tym nie porownam; moze wyjdzie podobnie cenowo tanio
      wyjazd w nieturystyczna czesc turcji i do maroka jesli umiemy sie targowac, tyle
      ze koszty dojazdu beda wieksze; nie porownuje do krajow tanszych jeszcze
      azjatyckich bo tam juz koszty dolotu rosna znacznie;

      jest tez pare mitow, ktore mi osobiscie nijak maja sie do rzeczywistosci:
      - kierowcy mieli jezdzic jak piraci - wcale tak nie jezdza; jezdza dosc normalnie;
      - bazar za opera we lwowie nie jest fajny, to w wiekszosci turystyczny shit; sa
      wprawdzie panie ktore pieknie recznie wyszywaja, ale cenia sobie te wyszywanki
      wiecej niz np. wloskie goralki; co przy realiach cenowych obu krajow jest bez sensu;


      na minus moim zdaniem:
      - jednak jedzenie (pozbawione przypraw, poza sola i pieprzem), to w knajpach w
      sumie srednie, nie to zeby jakies niesmaczne i wykrzywiajace usta, ale wyjatkowo
      dobre tez nie; na stolowce w bibliotece narodowej podobnie karmia (inne potrawy,
      ale podobny "zunifikowany smak") choc byly wyjatki np. fantastyczna absolutnie
      pod kazdym wzgledem knajpa uzbecka itd.; poza tym jedzenie dosc ciezkie ogolnie;
      na kulinarna wyprawe kierunek to nie jest;
      choc np. chalwa nieslodka w porownaniu z bliskowschodnia smakowala bardzo moim
      znajomym i rodzinie (sporo przywiezlismy)

      - miejscowosci dookola lwowa i na jego obrzezach - moim zdaniem (z ktorym
      zapewne nie zgodza sie milosnicy wszystkiego co ukrainskie) przereklamowane sa;
      drohobycz, truskawiec, zolkiew, krechow - mozna wpasc z braku innych mozliwosci,
      ale bez przesady; mimo ze marszrytki jezdza czesto jada tez cholernie dlugo;
      podobnie jaskinia miodowa, stara cerkiew na sychivce (nowa - ciekawa);
      - jak juz napisalam - minus to baza noclegowa - mala i stosunkowo jak na
      oferowane warunki u realia cenowe - droga;
      - jak dla mnie burczace sprzedawczynie i chamscy pogranicznicy nie sa zadna
      egzotyka; raczej patrzylam na to z niesmakiem; podobnie ukrainska "moda" (cekiny
      i te klimaty); w ogole po egzotyke to raczej nie ten kierunek;

      oprocz samolotu i pociagu mialam tez przyjemnosc autobusem - ze lwowa do lublina
      - no to jest ciekawe jak ktos nigdy ni ewidzial - babki rozkrecaja w rekordowym
      tempie caly autobus i pakuja papierosy w niewiarygodne miejsca; na moje pytanie
      dlaczego facetow tam nie ma (myslalam naiwnie, ze pracuja), szefowa
      odpowiedziala mi "a bo by sobie chlopy daly rade tak szybko to pochowac"

      na krymie nie bylam - zostawiam sobie na kolejny raz;
      • Gość: zdzisbis Re: no wiec pare refleksji po powrocie IP: 77.255.254.* 20.08.09, 00:03
        Krym is Krym.Mogę tylko zamienić na Abchazję.
        PZDR
      • yassminium Re: no wiec pare refleksji po powrocie 21.08.09, 17:57
        Piszesz że kierowcy nie jezdzą tam jak piraci. Z tym się nie zgodzę. Sama jestem
        kierowcem, teraz w jedną stronę z Gdańska do swojej mamy na Ukrainie jechałam
        1100 km i czasami myślałam że nie przeżyję tej podrózy. Szczególnie najadłąm się
        strachu w Kijowie i Dniepripietrowsku. Duże miasta, szerokie drogie, żadnych
        pasów na drogach, nikt nie jedzie w kolejce jeden za drugim a tak jak chce. Niby
        powinno być 3 pasy na drodze a w rząd stoi 5 samochodów. Szok. Ludzi biegają
        miedzy samochodami bo probują przejść przez drogę. Między miastami jest jeszcze
        gorzej i nie mówie już o jezdżeniu bez światel nawet rano i wieczorem a o tym że
        wszystcy się strasznie śpieszą i ciągle migają ci albo. O tym że jezdżą na
        długich albo przeciwmgłowych w nocy już nie chce wspominać.
        Aha, zainteresowała mnie , Vika, co pisalaś na początku o problemach z
        porozumieniem się na Ukrainie. Powiem tak, ja kiedyś przyjechałam do Polski i w
        sklepach albo na dworcu też miałam problem żeby coś kupić bo nikt albo mało kto
        rozumiał po angielsku o rosyjskim już nie wspomne. Nie dziwiło mnie że nikt tu
        nie mówi po ukraińsku więc nie wiem czemu dziwi Panią że na Ukrainie nikt nie
        rozumiał po polsku.
        • Gość: vika Re: no wiec pare refleksji po powrocie IP: 77.222.246.* 21.08.09, 20:48
          jesli masz na mysli moj pierwszy post - to chyba albo nie doczytalas albo nie do
          konca zrozumialas; zaczelam z kobitka rozmawiac po ang. (ros. ani ukr. nie znam,
          ale wiele rozumiem, mieszkalam na pograniczu z ukr. jakis czas, nie przyszloby
          mi samej do glowy na lotnisku zagadywac po polsku); kobietka (odprawa
          paszportowa) nie znala ang. i kazala mi mowic po polsku;
          no to skoro tak, to chyba powinna go znac?? zwlaszcza, ze staralam sie mowic
          wolno i wyraznie;
          moje choc zdziwienie dotyczylo w pierwszej mierze nieznajomosci ang. osoby ktora
          przyjmuje kolejke w ktorej stoja nieukraincy przy odprawie paszportowej; znam
          kilka jezykow i nie wymagam od nikogo zeby mowil po polsku, zwlaszcza, jak
          gdzies wyjezdzam;

          zreszta bylismy jedynymi (poza ukraincami) ktorzy w koncu te odprawe w miare
          szybko przeszli, przybiegla kobietka (inna) krzyczac (po rosyjsku) "kto mowi po
          rosyjsku", poza nami, wiec okazalo sie ze musza czekac az ktos przyjdzie kto sie
          z nimi dogada (co zreszta moi znajomi im przetlumaczyli); nie wiem ile to trwalo
          bo sobie poszlismy dalej; dodam ze byl to duzy samolot i mniej wiecej polowa
          pasazerow, moze nawet wiecej to nie byli ukraincy;
          na boryspilu wszystko sie dzialo;
          oddzielnym juz tematem bylo chamstwo tejze celniczki usilujacej udowodnic nam,
          ze potrzebujemy zaproszen zeby wejsc na teren ukrainy;
          jak pewnie wiesz z paszportem unijnym nie jest to konieczne;

          wybacz, ale mnie to dziwi, bo ma tam byc euro w 2012r ; nawet na lokalnym
          lotnisku w laosie gdzie lataja takie gruchoty, ze aerosvit ma przy nich
          supermaszyny (a ukraina jest suepr bogatym krajem w porownaniu z laosem) nie
          bylo takich problemow; kijow to w koncu duze miasto i w miastach tej wielkosci
          lotniska zwykle wygladaja inaczej;
          • vasylkova Re: no wiec pare refleksji po powrocie 29.08.09, 18:00
            Niestety, ale nikt Ci tak naprawde nieporadzi, czy powinnas jechac,
            czy nie. Musisz sama sie przekonac na miejscu, czy Ci to lezy, czy
            nie. tak samo, jak nikt nie powie, czy barszcz ukrainski jest smaczny
            (abstrahujac od faktu, ze kazda gospodyni przyrzadza go inaczej).

            Daj nam znac, jak wrocisz, jak bylo ;)
            • vasylkova Re: no wiec pare refleksji po powrocie 29.08.09, 18:01
              sory, nie doczytalam, ze juz zamiescilas te wrazenia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka