spec5150
20.09.04, 16:12
ciekaw jestem czy macie podobne odczucia jak ja co do przewodników w muzeach
czy parkach. Chciałbym skądś dowiedzieć się o poziomie prezentowanym przez
danego przewodnika zanim wykupię usługi u tej pani/pana.
Dziś pojawił się właśnie artykuł na ten temat w gazecie wyborczej białostockiej:
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34309,2293427.html
"Nasz Czytelnik nie był także zadowolony z usług przewodniczki. Twierdzi, że
nie mówiła nic konkretnego, a jedynie same powszechnie znane ogólniki. Dlatego
poczuł się nieco oszukany.
- Przewodnicy, z których usług korzystamy, są licencjonowani przez park, mają
egzamin wojewódzki, byli też doszkalani - odpowiada kustosz Galicki. -
Niestety, nie mamy możliwości weryfikacji ich wiedzy, bo musielibyśmy za
każdym z nich kilka razy chodzić i sprawdzać, co opowiada. Może ta
przewodniczka dopasowała swoją opowieść do grupy? Czasem grupa jest mniej
zainteresowana szczegółami, wtedy podawane są informacje bardziej ogólne."
Ja sam ostatnio byłem na południowym wschodzie Polski i miałem trochę
doczynienia z takimi przewodnikami. Facet oprowadzał po kościele w Sandomierzu
i chrzanił takie głupoty, że przykro było słuchać, ale skoro wykupiliśmy jego
usługi to musieliśmy obejrzeć obiekt w jego towarzystwie. Mało wiedzy
historycznej, same jakieś bajki, co raz błyskał przed nami intelektem,
ponieważ my nie znaliśmy daty zrobienia czegośtam z jakąś nawą czy coś, a on
wiedział. Usługa co łaska, ale nie mniej niż 10 zł. W kościele tym jest dwóch
przewodników - bierzcie tego młodszego.
Zupełnie odwrotne uczucia mieliśmy po oprowadzeniu w Łańcucie. Przewodnik
bodajże Michał Dudziak - bardzo kompetentny i miły facet (około 60-70 lat),
nie ośmieszał nieznajomością jakichś dat, a nie przeszkadzało mi, że
przypominał podstawowe daty z historii Polski. Zdziwiłem się jedynie, że
tamtejsze muzeum nie świadczy usług po angielsku i niemiecku.
Lubię jeździć do Malborka i tam już mniej więcej wiem kogo wybierać, a kogo
nie. Jest facet, który mało opowiada o zamku - same jakieś opowieści dla
dzieci oraz swoje osobiste historie z Wołynia. Wzruszająca sprawa, ale
niestety nie tego się spodziewam. O kuli, która została wmurowana nad
refektarzem letnim (jadalnia wysoko nad rzeką) słyszałem chyba ze 3 różne
historie.
Macie podobne zdanie na ten temat? Może jakieś ciekawe historie?