Chorzy wciąż błądzą

07.03.07, 20:57
Pacjenci przyzwyczaili się do tego, że mają swojego lekarza, którego wybrali i
przyjmuje on w przychodni, do której się zapisali. Gorzej, gdy pomocy
potrzebują wieczorem, w niedzielę czy święta.
Wtedy zaczynają się kłopoty

- Po powrocie z pracy poczułem się źle, wieczorem chwyciły mnie dreszcze,
gorączka - opowiada Piotr Wysocki z Koszalina. - Pojechałem do pomocy doraźnej
przy Monte Cassino. Tam usłyszałem, że to nie ten adres, bo ja należę do
Polikliniki.
Faktycznie, wciąż jeszcze zdarza się, że ludzie nie wiedzą, dokąd iść. Bywa,
że trafiają tam, gdzie im najwygodniej, najbliżej. Jeśli trafią niewłaściwie,
są odsyłani.

Dochodzi do scysji.
Kiedyś sytuacja była może niezbyt dla pacjenta komfortowa, ale przynajmniej
klarowna. Przychodnie miały swoje rejony, każdy pacjent przypisany był im z
racji miejsca zamieszkania, administracyjnie przydzielony do konkretnego
lekarza. Wszyscy w Koszalinie wiedzieli, że w przychodni przy al. Monte
Cassino mieści się pomoc doraźna, gdzie lekarze i pielęgniarki dyżurują
wieczorami oraz w wolne dni.

Każdy, kto nagle zachorował, mógł się tam zgłosić.
Teraz pacjent ma ten komfort, że może wybrać sobie i przychodnię, i lekarza.
Wiąże się to jednak z określonymi zobowiązaniami. Ta przychodnia i ten lekarz
musi zapewnić swemu podopiecznemu pomoc przez całą dobę. - Pacjent ma prawo do
całodobowej opieki w tej placówce, w której złożył deklarację, gdzie ma
swojego lekarza pierwszego kontaktu. Jeśli jednak ta placówka nie jest w
stanie zapewnić mu opieki przez całą dobę, zawiera umowy z innymi, które zajmą
się chorym w czasie, gdy jego przychodnia jest zamknięta - wyjaśnia doktor
Adam Zając, kierownik Niepublicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej "Rodzina” w
Koszalinie.
www.gk24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20070306/KOSZALIN/70306009
Pełna wersja