Dodaj do ulubionych

Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 lat.

08.11.10, 13:23
Witam,
chciałabym zapytać pani psycholog jak radzić sobie z taką dużą dziewczynką jaką jest 7-latka, kiedy co noc córka przychodzi do naszego łóżka. Młodsze dzieci (4 lata) tez czasem przychodzą ale nie tak regularnie i zwykle bez trudu można ich odnieść z powrotem. A córka strasznie się buntuje że chce zostać z nami.... Zwykle kończy się tak że idę spać na kanapę bo w łóżku nie ma miejsca...No i co noc się nie wysypiam-zupełnie jak przy maleńkim dziecku...
Może któraś z Was też ma takie doświadczenia? Czekam na mądre rady i pomoc Waszą i Pani psycholog.
Pozdrawiam,
Ania
Obserwuj wątek
    • nowy99 Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 08.11.10, 14:12
      Ja psychologiem nie jestem, ale mam takiego w domu, co to skończył lat 13 i jeszcze zdarza się mu w nocy przybyć do naszej sypialni - np. dzisiejszej nocki:)
      Też całe swoje życie ładował sie nam wieczorami do łózka (niestety lubi chodzić późno spać, zawsze tak miał, nie umie zasnąć przed 23.00), pozwalaliśmy na kilka minut pogaduch do siebie. Nawet przy zmianie sypialni, postanowiliśmy zakupić łózko szerokości 180cm - tak, by dzieciaki, bo urodziło się drugie, ma 1,5 roczku, mogły z nami czasem pospać.
      Kiedyś nas to denerwowało, ale z czase stwierdziliśmy, że nikt nie lubi być sam w łóżku, w pokoju. Traktujemy to jak rodzinną wielką przyjemność - za chwilę dzieciaki pójdą sobie w świat i nikt z tak maślanymi oczętami nie spojrzy na nas z takim uwilebieniem i nie przytuli się tak mocno.
      No więc nasz 13-latek czasmi w weekend dostaje zgodę i śpi z nami całą noc, nieraz ucieka w środku jej bo za gorąco.
      Nie znam sposobu na zniewlowanie tego towarzyskiego zjawiska...;)
    • baszi Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 08.11.10, 14:53
      a moze sprawic jej nowe fajne lozeczko, albo odnowic stare? ewentualnie negocjowac weekendy albo jakis dzien w tygodniu, spanie z dziecmi/rodzicami to owszem przyjemne ale ja nie wyobrazam sobie co noc ladowac na kanapie kiedy kazdy moze sie wygodnie wyspac
    • klarci Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 08.11.10, 16:46
      kuo większe łózko i uzgodnij z córką, że chodzisz do pracy, więc musisz się wyspać - że chętnie ją przytulisz, ale może umówcie się, że do Was przychodzi np w weekendy, albo dopiero nad ranem
    • jola_ep Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 08.11.10, 17:40
      Jak się da - większe łóżko. Dla siebie lub dziecka (można przespać się w dziecięcym ;)
      Nasze było dość szerokie, a dzieci przychodziły z własną kołderką (mniejszy problem z kopaniem się po nogach ;) )
      Lub: połóż materac pod Waszym łóżkiem - dla dziecka, albo karimatę (niech dziecię sobie przyniesie) itp.

      Przyczyną może być to, że w wieku 7 lat u wielu dzieci rozwija się wyobraźnia i w nocy zaczynają się bać... Moja starsza bała się duchów, potworów oraz wampira mieszkającego pod łóżkiem... Młodszy bał się złodzieja. Mimo "przesłuchania" twierdził, że nie ma pojęcia, dlaczego przychodzi (nazywał to "przenikaniem"). Dopiero po prawie roku przyznał się, że chodziło o tego złodzieja...

      W nocy lęki stają olbrzymie, świat przeraża, a w łóżku u rodziców jest bezpiecznie.
      Choć to męczące, cieszmy się tymi chwilami, gdy jeszcze potrafimy dać naszym dzieciom to poczucie bezpieczeństwa.

      Przyjdzie czas - wyrośnie z tego przychodzenia. Nawet najbardziej zatwardziałe na wspólne spanie dziecko.

      Pozdrawiam
      Jola
    • justyna_dabrowska Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 09.11.10, 14:55
      Powiedzieć wyraźnie że jest już na to za duża i że chcecie spać z męzem sami.
      Zastanowic sie wspólnie jak mogłaby się tego nawyku oduczyć...
      Zrobic razem konkurs z nagrodami za 3-5-7 nocy przespanych we własnym łóżku.

      To bardzo ważne bo ustala granice między światem dorosłym a dziecięcym. Tak duże dziecko nie powinno (w naszej kulturze) zawłaszczać sypialni dorosłych

      JD
      • e-kasia27 Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 09.11.10, 16:41
        justyna_dabrowska napisała:

        > Powiedzieć wyraźnie że jest już na to za duża


        Za duża? na co?
        Na to, żeby przytulić się do mamy i taty?
        Na to, żeby poczuć się pewnie i bezpiecznie?
        A może na to, żeby być blisko z rodzicami?
        Albo, żeby czuć, że rodzice kochają i są dla dziecka zawsze, nawet wtedy, gdy im trochę niewygodnie?
        Na co za duża?

        Gdy dziecko ma 7 lat, jest jeszcze bardzo małym dzieckiem i potrzebuje bliskości rodziców wcale nie mniej, jak niemowlę, a może nawet więcej, bo ma już znacznie więcej problemów, więcej "strachów" i więcej stresów.


        i że chcecie spać z męzem sami.


        Tak, przedtem byłaś nam potrzebna, a teraz mamy cię dość, wynocha, bo już jesteś duża.
        A może sprawimy sobie nowego małego bobaska, będzie mały i śliczny, i będzie mógł z nami spać.



        > Zastanowic sie wspólnie jak mogłaby się tego nawyku oduczyć...


        Nawyku?
        Nawyk to coś zdecydowanie złego!
        A co jest złego w przytulaniu i odczuwaniu potrzeby bliskości i przytulania?????????
        Czy potrzeba bliskości, to zły nawyk, którego koniecznie trzeba dziecko oduczyć?
        Chyba tylko po to, żeby potem w dorosłym życiu nie potrafiło nawiązać bliskich relacji ze swoim współmałżonkiem i własnymi dziećmi. Czy tego matka powinna chcieć dla własnego dziecka?


        > Zrobic razem konkurs z nagrodami za 3-5-7 nocy przespanych we własnym łóżku.


        Tak, najlepiej jest dziecko przekupić, żeby mieć święty spokój!
        To bardzo dobra i skuteczna metoda wychowawcza.
        I dziwić się potem, że nastolatek zażąda samochodu, a jak mu nie kupisz, to dopiero da ci popalić.



        >
        > To bardzo ważne bo ustala granice między światem dorosłym a dziecięcym.



        Tak, kiedyś były takie granice, że dzieci musiały się zwracać do rodziców:"pani matko" i "panie ojcze" i całować w rękę, ale te czasy na szczęście dawno już minęły.
        Teraz jest dwudziesty pierwszy wiek i trochę cywilizacja poszła już do przodu, w dziedzinie relacji między rodzicami i dziećmi na szczęście też.



        Tak duż
        > e dziecko nie powinno (w naszej kulturze)


        W naszej kulturze?
        To znaczy w czyjej?
        Bo w mojej kulturze bliskość rodziców i dzieci, przytulanie i miłość to normalna rzecz i podejrzewam, że w bardzo wielu innych normalnych polskich domach też.
        Więc o czyjej kulturze jest tu mowa?
        Czy autorka tego tekstu ma jakieś problemy w nawiązywaniu bliskich więzi z tymi, których kocha?
        Widocznie ona też zawłaszczała sypialnię rodzicom, więc ją odstawili naboczny tor, żeby nie przeszkadzała.



        zawłaszczać sypialni dorosłych

        Przyjście do łóżka rodziców, to zawłaszczanie sypialni? Co za szumne słowo!
        >


        Bardzo ważne to jest to, aby nie wypowiadać się na tematy, o których nie ma się zielonego pojęcia, zwłaszcza, jak pełni się rolę eksperta.

        A swoja drogą, ciekawe, czy to takich bzdur uczą na studiach psychologicznych, czy ekspert co nieco niedouczony?

        Oj, chyba przydałby się superwizor.

        Mam nadzieję, że ten wątek nie zostanie skasowany.
        Będąc psychologiem trzeba umieć przyjąć krytykę.
        • justyna_dabrowska Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 09.11.10, 17:11
          Dzięki za rady... wycieczki osobiste pominę, uznając je jako wyraz ekspresji emocji, które gdybyśmy sie nimi teraz miały zajmować - utrudniłyby wymianę argumentów.
          Uwagi co do moich kompetencji, przekażę superwizorowi:)

          a teraz co do meritum -
          łóżko rodziców w naszej (czyli zachodniej, europejskiej, śródziemnomorskiej) kulturze jest miejscem w którym owi rodzice uprawiają swoje życie intymne, erotyczne, seksualne. Czasem śpią w nim nago, czasem ubrani, czasem sie przytulają do siebie, całują, pieszczą, dotykają - nawet w lekkim półśnie. Czyli przez "sypialnie rodziców" rozumiem takie miejsce które jest zabarwione erotyką.
          I to nie jest miejsce dobre dla dziecka, które (znowu w naszej kulturze) nie powinno być wystawiane na tego rodzaju seksualne bodźce.
          Bardzo klarownie wykłada to Wojciech Hańbowski, prezes Polskiego Towarzystwa Psychoanalitycznego, autor wielu książek, superwizor (!)
          Pisze on:
          " ... w tym okresie dziewczynka zaczyna fantazjować na temat różnego rodzaju kontaktów seksualnych z mężczyzną. A pierwszym mężczyzną w jej życiu jest zawsze ojciec lub - jeśli go nie ma - jakaś inna postać męska z bliskiego otoczenia. I są to dokładnie takie same fantazje seksualne, jakie mają dorośli ludzie.
          ... dziecko w tym okresie spostrzega, że rodzice - nawet ci bliscy i bardzo kochający - są w znacznym stopniu od niego oddzieleni. To budzi ciekawość, a nawet pokusę, żeby tę granicę przeciąć.
          ... córka chciałaby mieć z ojcem takie same kontakty, jakie ma mama. I w związku z tym może robić wiele rzeczy, które "seksualizują" relacje z ojcem.... Bardzo ważne jest więc, by zauważyć, że dziecko w tym okresie nie jest już takie małe i bezosobowe.
          ...Jest ryzyko, że pewien kontakt fizyczny, stanie się źródłem nie tylko pewnej ekscytacji, ale też pewnego jej wyładowania."

          Jaki komunikat otrzymuje siedmioletnia dziewczynka, która śpi z rodzicami w jednym łóżku i widzi (bądź czuje) że ojciec ma erekcję?

          Oczywiście, że kiedy dziecko jest smutne, chore, zalęknione mozna je wziąc do łózka, nie ma w tym niczego złego. Ale to jest to innego niz spanie stale w łózku rodziców. To też oznacza, że ich aktywnośc seksualna albo musi zostać uśpiona albo musi zostac przeniesiona gdzie indziej. To nie jest zdrowe dla relacji rodzinnych by dziecko "dyktowało" rodzicom gdzie i kiedy maja uprawiac seks. A bliskośc dziecku mozna okazywac na wiele sposobów niekoniecznie śpiąc z nim. Co innego niemowlę które jest w symbiotycznym związku z matką, ono oddzielenie traktuje jako zagrożenie. Siedmiolatka zaś powinna byc w pewnym stopniu oddzielona bo jesli tak nie jest to znaczy, że cos stanęło na drodze jej rozwoju...

          Co do nawyków, to jest to: - w terminologii psychologii zautomatyzowana czynność (sposób zachowania, reagowania), którą nabywa się w wyniku ćwiczenia (głównie przez powtarzanie). Ani "zły", ani "dobry". jesli chcemy wspólnie z dzieckiem żeby sie czegoś oduczyło, możemy mu pomóc wzmacniając wysiłki nagrodami. Nagroda nie musi byc materialna - w naszym domu były to np wyjścia nad rzekę i puszczanie wielkich mydlanych baniek...

          Pozdrawiam

          JD

          • verdana Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 09.11.10, 18:56
            Nie mowiąc juz o takim drobiazgu, ze łóżko rodziców służy rodzicom nie tylko do spania.
            Maja prawo nie miec ochoty na regularne, conocne wizyty dziecka w sypialni. W tym wypadku dobro rodziców i ich prawo do intymnosci jest bardzo wazne. Nie wszystko, co dziecko ma ochotę robić musi rodzicom odpowiadać. Czasem to dziecko, szczególnie starsze, musi dostosowac się do wymagań rodziców, a nie odwrotnie. Nie kazda zachcianka musi być spełniana.
            Polecam stanowczy zakaz i zamek w drzwiach.
            • jola_ep Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 09.11.10, 19:25
              > Polecam stanowczy zakaz i zamek w drzwiach.

              Nasz syn spał świetnie. Przesypiał noce. Aż pewnego dnia zaczął w nocy "wędrować". Niemal noc w noc. Trwało to naprawdę długo. Pewnej nocy, zanim się obudziłam, mój mąż przydybał go na korytarzu i zabronił mnie budzić... Mój syn był posłuszny i odtąd bał się samotnie.
              Verdana - Ty chyba wiesz o czym piszę i rozumiesz go?

              Jak mój syn przychodził w nocy, nigdy nie mówił, że się boi... Po prostu przychodził i się przytulał. Potem dopiero wyznał, że bał się złodzieja...

              A tak w ogóle, to w pewnym okresie zdecydowanie wolałabym, aby dzieci były nieco bardzo wygodne i poręczne w wychowywaniu ;) Ale tak nie jest. Mamy to co mamy i trzeba się liczyć z pewnymi ograniczeniami.

              Nie piszę, aby spać z dziećmi w tym wieku. Piszę o tym, że czasem wystarczy znaleźć jakiś kompromis, nieco inaczej poukładać nasze relacje z dziećmi, trochę narzucić (z wyczuciem), trochę się nagiąć do potrzeb dzieci, poczekać ... a problem się (sam) rozwiąże.

              Nie zamykam na klucz drzwi sypialni przed naszymi dziećmi.

              Pozdrawiam
              Jola
            • klarci Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 09.11.10, 21:57
              no Verdana, z tym zamkiem to juz pojechałaś :/
          • jola_ep Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 09.11.10, 19:08
            Przepraszam, ale nie bardzo rozumiem :)
            Chodzi przecież o dziecko _przychodzące_ - a nie śpiące z założenia z rodzicami?

            Moje dzieci przychodziły do naszego - małżeńskiego łoża. Spały, jak były malutkie. A tu pani jakiś kosmos wypisuje... Seksualizacja? Erotyka? Równie niebezpieczne byłyby kontakty w świetle dnia. (można przytulać 7-latkę, czy już nie? a co jeśli ja przytulam się do męża? Całuję? ) Pole minowe, a jeśli tak spojrzymy na nasze relacje, to chyba spowoduje to większą szkodę...

            Zaraz, zaraz, przecież ja mam syna, to też bardzo niebezpieczne...

            Owszem, bliskość można okazywać na różne sposoby. Owszem, 7-latka powinna być CZEŚCIOWO oddzielona (to proces, który nadal trwa). A - pisząc na podstawie własnych doświadczeń - stwierdzam, że te cytaty nijak się mają do życia. Bo dzieci mogą się zwyczajnie bać (jak moje dzieci). I jak to odróżnię od nadmiernej potrzeby bliskości? Do dziś pamiętam, jak w wieku niemal-nastu-lat władowałam się w nocy do sypialni rodziców, bo przyśnił mi się koszmar. I do dziś pamiętam, jak byłam wdzięczna mamie, że mnie nie wyrzuciła, ale przyjęła naturalnie. Przyszłam - widocznie potrzebowałam. Tak samo mówiłam moim dzieciom: wolę się wyspać, ale jeśli naprawdę mnie potrzebujesz - jestem.

            Kultura? Ja tak bliżej wschodu: moja mama, jak żaliłam się, że takie duże i przychodzą - powiedziała, że takie nocne wędrówki to jak dziecięca choroba: przychodzi znienacka, ale w końcu mija. I patrząc z perspektywy czasu, miała rację :)

            Powyżej opisałam, jak można rozwiązać problem przychodzenia w nocy - parę pomysłów z własnego doświadczenia. Nie wiem, skąd pomysł, że dziecko zawsze musi się władować między rodziców w nocy?

            > ...Jest ryzyko, że pewien kontakt fizyczny, stanie się źródłem nie tylko pewnej
            > ekscytacji, ale też pewnego jej wyładowania."
            > Jaki komunikat otrzymuje siedmioletnia dziewczynka, która śpi z rodzicami w jed
            > nym łóżku i widzi (bądź czuje) że ojciec ma erekcję?

            ?? Czytam, czytam... I nie wiem, czy coś z nami nie tak? Jesteśmy zbyt normalni? Czy to na pewno tekst o mojej siedmiolatce, która przestraszona i półsenna ładowała się w moje objęcia?

            Pozdrawiam
            Jola
            • verdana Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 09.11.10, 19:35
              Co innego, gdy dziecko czasem przychodzi, bo się boi, albo jest chore. Inna sprawa, gdy dziecko przychodzi, bo lubi, bo się przyzwyczaiło. A sądzac z postu - z taką sytuacją mamy tu do czynienia, nie z lękami nocnymi, tylko po prostu z chęcia spania z rodzicami, bo to przyjemne i fajne. Zamek w drzwiach wtedy pozwala na normalne życie seksualne, bez stresu - a dziecko moze zapukać. Gdy rodzice zdecydowanie nie życza sobie wizyt dziecka w swoim łóżku, to jednak nie nalezy uznać, ze trudno - dziecko chce, to znaczy, ze tak ma być. Wydaje mi się, ze stała groxba , ze lada moment w małżeńskim łozu pojawi się siedmiolatka, może stać się zagrożeniem dla małżeństwa. Zanim minie.
              Wiem, ze dla moich rodziców moje chodzenie po nocy (a raz ich "nakryłam") stało sie bardzo powaznym problemem.
              • jola_ep Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 09.11.10, 20:18
                > Co innego, gdy dziecko czasem przychodzi, bo się boi, albo jest chore. Inna spr
                > awa, gdy dziecko przychodzi, bo lubi, bo się przyzwyczaiło.

                A jak to odróżnić?
                Gdzie jest granica?

                Ja sądziłam, że mój syn się przyzwyczaił (mąż zresztą też), a on się bał.
                Moja córa niemal na okrągło czuła się niepewnie sama w pokoju, szczególnie w nocy. Przeżywała każde wydarzenie (nawet ekscytującą wycieczkę). Trochę było też było w tym przywyczajenia. Taka mieszanka.

                Dla mnie w nocy wędrówki dzieci nie były zagrożeniem dla małżeństwa - zasypiały i spały przez te pierwsze parę nocnych godzin. Zresztą można nauczyć respektować zamknięte drzwi (zapukać) - to co innego niż zamknąć i nie wpuszczać.

                Pozdrawiam
                Jola
                • Gość: ewasuwek Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.11.10, 11:08
                  ja też mam 7 latkę, która z uporem maniaka przychodzi w nocy do naszej sypialni. Nam (o zgrozo) to nie przeszkadza bo wiem, że córka sie po prostu boi (taki typ). Mamy też 5 letniego syna który spał zawsze sam i ma w nosie spanie z nami.
                  Jeszcze niedawno wlaczyłam z córką o to nocne łażenie, ale teraz jej odpuściłam. Kiedyś wyrośnie z tego.
          • e-kasia27 Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 10.11.10, 01:43
            justyna_dabrowska napisała:

            > łóżko rodziców w naszej ku
            > lturze jest miejscem w którym owi rodzice uprawiają swoje życie intymne...Czyli przez "sypi
            > alnie rodziców" rozumiem takie miejsce które jest zabarwione erotyką.
            > I to nie jest miejsce dobre dla dziecka, które (znowu w naszej kulturze) nie po
            > winno być wystawiane na tego rodzaju seksualne bodźce.

            Łóżko służy też do spania i przede wszystkim do spania, a seks niektórzy uprawiają też w innych częściach swego mieszkania i latają nago bo całym domu, więc jeśli to o seks chodzi, to może powinno się dziecko w ogóle wystawić na balkon, albo trzymać w budzie na łańcuchu?

            Jeśli dorośli ludzie decydują się na posiadanie dzieci, to powinni chyba liczyć się tym, że od chwili pojawienia się w domu dziecka ich życie całkowicie się zmieni. Od tego momentu wszystko, co będą robić, będzie siłą rzeczy podporządkowane dziecku, bo to dziecko jest ich celem najwyższym, a nie seks. Seks istnieje wszak po to, żeby móc mieć dziecko.

            Jeśli ktoś chce mieć pełną swobodę, to nie powinien mieć dzieci.

            Dzieci, to nie tylko zabawka, chwilowa zachcianka, to człowiek, który ma określone potrzeby i obowiązkiem każdego rodzica jest te potrzeby zaspokajać. Jeśli dla rodzica ważniejszy jest seks i jego własna wygoda, to niestety jest on złym rodzicem.

            Nawet kupując sobie psa, trzeba się liczyć z tym, że trzeba będzie dać mu jeść i wyprowadzić go na spacer. Czyli to pies będzie rządził w domu, i to jemu będzie podporządkowane życie właścicieli. Tyle, że psa, jak się znudzi można komuś sprezentować, sprzedać, oddać do schroniska, lub w ostateczności przerobić na psi smalec.

            > Bardzo klarownie wykłada to Wojciech Hańbowski,

            No cóż, Andrzej Samson też wykładał ...

            > Pisze on:
            > " ... w tym okresie dziewczynka zaczyna fantazjować

            W wieku siedmiu lat????????????????????
            Lolitki chyba musiały się panu Wojciechowi marzyć, jeśli takie brednie pisał.

            na temat różnego rodzaju ko
            > ntaktów seksualnych z mężczyzną. A pierwszym mężczyzną w jej życiu jest zawsze
            > ojciec lub - jeśli go nie ma - jakaś inna postać męska z bliskiego otoczenia.

            Albo może swoje córki molestował, jeśli je miał??????????????
            I
            > są to dokładnie takie same fantazje seksualne, jakie mają dorośli ludzie.

            Ciekawe skąd takie małe dziecko wie, jak wygląda to na temat czego ma fantazjować?
            No chyba, że mu tatuś, albo ktoś inny najpierw pokaże... - tylko, gdzie i jak skoro w naszej kulturze dziecko nie powinno tego widzieć?

            > ... dziecko w tym okresie spostrzega, że rodzice - nawet ci bliscy i bardzo koc
            > hający - są w znacznym stopniu od niego oddzieleni. To budzi ciekawość, a nawet
            > pokusę, żeby tę granicę przeciąć.
            > ... córka chciałaby mieć z ojcem takie same kontakty, jakie ma mama. I w związk
            > u z tym może robić wiele rzeczy, które "seksualizują" relacje z ojcem...

            No, jak nic o seksie z dziećmi marzył. Córka chce mieć kontakty, ona robi wiele rzeczy, ona tego chce, ja jestem niewinny, bo to ona mnie uwiodła. Siedmiolatka???????????
            Kto w to uwierzy?

            . Bardz
            > o ważne jest więc, by zauważyć, że dziecko w tym okresie nie jest już takie mał
            > e i bezosobowe.

            Bezosobowe, to dziecko nie jest nawet wtedy, gdy się dopiero co urodziło. A małe to jest w wieku siedmiu lat na pewno i jeszcze jakiś czas potem też.

            A seksu nie należy uprawiać także przy mniejszym dziecku, więc w ogóle sensu w tym stwierdzeniu żadnego nie widzę.

            > ...Jest ryzyko, że pewien kontakt fizyczny, stanie się źródłem nie tylko pewnej
            > ekscytacji, ale też pewnego jej wyładowania."

            A pewnie, jak ojciec ma ochotę na własną córkę, to pewnie się wyładuje, tyle że w takim układzie, to i zamykanie sypialni na klucz nie pomoże(chyba, aę ąo, bo zrobi to w pokoju dziecka.


            >
            > Jaki komunikat otrzymuje siedmioletnia dziewczynka, która śpi z rodzicami w jed
            > nym łóżku i widzi (bądź czuje) że ojciec ma erekcję?


            A jaki to ojciec, który dopuszcza do tego, aby jego córka widziała, lub czuła, że on ma erekcję?


            > Oczywiście, że kiedy dziecko jest smutne, chore, zalęknione mozna je wziąc do ł
            > ózka, nie ma w tym niczego złego. Ale to jest to innego niz spanie stale w łózk
            > u rodziców.


            Nie było mowy o spaniu stale w łóżku rodziców, tylko o przychodzeniu do łóżka.


            To też oznacza, że ich aktywnośc seksualna albo musi zostać uśpiona
            > albo musi zostac przeniesiona gdzie indziej.


            Nie, to oznacza tylko tyle, że od chwili pojawienia się dziecka, nie będzie "wolnoć Tomku w swoim domku", bo trzeba się będzie liczyć z tym, że w domu jest ktoś jeszcze oprócz nas i to ktoś taki, kto jest dla nas rodziców osobą najważniejszą na świecie.


            To nie jest zdrowe dla relacji ro
            > dzinnych by dziecko "dyktowało" rodzicom gdzie i kiedy maja uprawiac seks.


            Dziecko niczego nie dyktuje, ono o istnieniu seksu między rodzicami nie ma zielonego pojęcia, na ogól znacznie dłużej niż do siedmiu lat.
            Dziecko domaga się tylko tego, co mu się należy - pełnego oddania, miłości i bycia z nim wtedy, gdy tego potrzebuje.
            Jeśli ktoś tego nie rozumie, i nie che być w pełni rodzicem, to niech sobie kupi psa, będzie go mógł oddać, jak się okaże że pies zawłaszczy jego łóżko.
            A poza tym z psem jest o tyle lepiej, że w naszej kulturze nie jest przyjęte, że pies nie może być świadkiem seksu.


            A bl
            > iskośc dziecku mozna okazywac na wiele sposobów niekoniecznie śpiąc z nim. Co i
            > nnego niemowlę które jest w symbiotycznym związku z matką, ono oddzielenie trak
            > tuje jako zagrożenie.

            Bez przesady, są niemowlęta, które śpią w swoich łóżeczkach od urodzenia i nie potrzebują wisieć cały czas na cycu.


            Siedmiolatka zaś powinna byc w pewnym stopniu oddzielona
            > bo jesli tak nie jest to znaczy, że cos stanęło na drodze jej rozwoju...


            Siedmiolatka jest oddzielona, przecież zasypia w swoim łóżku, chodzi do szkoły zapewne, ma koleżanki - czy to nie jest wystarczające oddzielenie?
            Jeśli rodzice mają potrzebę większego oddzielenia od dziecka siedmioletniego, to ja bym powiedziała, że to z nimi jest coś nie w porządku, i że to na drodze ich rozwoju emocjonalnego stanęło coś, co zakłóciło ich prawidłowy rozwój i dlatego teraz nie potrafią kochać swojego dziecka.


            > Co do nawyków, to jest to: - w terminologii psychologii...


            Zakładając, że na forum pisze statystyczny, przeciętny człowiek, trzeba chyba założyć, że terminologia psychologii to nie najlepszy wykładnik.
            Statystycznie rzecz biorąc "nawyk" to coś złego, coś czego na ogól trzeba się pozbyć, bo jest niewłaściwy.
            Tutaj też zresztą , o to chodzi "nawyk spania w łóżku rodziców" jest zły, bo przeszkadza rodzicom i trzeba się go pozbyć.


            jesli chcemy wspólnie z dzieckiem
            > żeby sie czegoś oduczyło,

            Ależ dziecko wcale tego nie chce! Więc gdzie tu jest jakieś "wspólnie"?
            To rodzice chcą, dla swojej wygody, wyeksmitować dziecko ze swojego łóżka.


            możemy mu pomóc wzmacniając wysiłki nagrodami.


            Gdyby dziecko chciało, i robiło w tym kierunku jakiś wysiłek...., ale ono tego nie chce i nie będzie się wysilać,i nie potrzebuje w tej materii żadnej pomocy, więc to nie jest nagroda, tylko przekupstwo.


            Nagrod
            > a nie musi byc materialna - w naszym domu były to np wyjścia nad rzekę i puszcz
            > anie wielkich mydlanych baniek...


            Zabawa z dzieckiem, jako nagroda???????????????
            A ja myślałam, że zabawa z dzieckiem daje rodzicowi radość, że rodzice bawią się z dziećmi dlatego, że je kochają, że chcą aby ich dzieci rozwijały się prawidłowo, były mądre i inteligentne i szczęśliwe.
            A tu proszę, to tylko "system kar i nagród"!
            Jestem zawiedziona taką ripostą.
            • triss_merigold6 Masz jakąś obsesję? 10.11.10, 09:51
              Cherie, im dziecko starsze tym bezwględne podporządkowanie rodziców jego potrzebom jest mniejsze, jest to naturalne i sprzyja usamodzielnieniu się dzieci oraz zyskiwaniu przez nie autonomii.
              Seks jest więziotwórczy i nie musi łączyć się z prokreacją, zwłaszcza jeśli para ma już tyle dzieci ile chciała mieć.
              Siedmiolatka powinna spać we własnym łóżku, co nie wyklucza przytualnia, okazywania czułości, porannego przychodzenia do rodziców etc. Tak jak Verdana - rozumiem lęki nocne, chorobę, wystraszenie się dziecka etc., ale sytuacja kiedy dziecko po prostu CHCE spać z rodzicami i oni ustepują jest dla mnie nie do przyjęcia, ponieważ dziecku należy także stawiać granice.
              • mruwa9 Re: Masz jakąś obsesję? 10.11.10, 13:17
                Jakem matka dzieci bezlozeczkowych, zgadzam sie z powyzszym (choc ciagle spie z moim 10-letnim dzieckiem, ale to z innych powodow). Wspolne spanie jest ok, pod warunkiem, ze akceptuja je wszystkie zainteresowane osoby. Jesli doszlo do zmeczenia materialu rodzicielskiego, to jest to sygnal do eksmisji dziecka z malzenskiej sypialni. Zwlaszcza , ze dziecko jest naprawde duze i dojrzale do tego. Mozna je wesprzec w inny sposob, jesli to kwestia lekow i strachu (mozna dziecko odprowadzic do jego sypialni, chwile z nim zostac, jesli dziecko boi sie ciemnosci, moze malutka slaba lampka rozwiaze problem, mozna wprowadzic system nagrod za przespane samodzielnie noce, np. zbieranie punktow za kazda przespana u siebie noc, po zebraniu ustalonej liczby punktow nagroda itd itp).
            • verdana Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 11.11.10, 22:40
              Cóż, moje dziei o istnieniu seksu między rodzicami wiedziały znacznie wczesniej... Trzylatek dokladnie wiedział, dlaczego na świecie pojawila się jego siostra, a przy siedmiolatce zmuszeni bylismy przyznać się do wpadki. Tak więc trudno, aby dziecko nie zorientowało sie,z ę jego rodzice uprawiają seks - gorzej, wiedziało nawet, ze antykoncepcja zawiodła. Zgroza, nieprawdaż?
            • eastern-strix Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 18.11.10, 12:12
              Wiesz, sa takie kobiety, kotre spia i z 11-latkami glownie po to,zeby miec wymowke przed seksem, bo jakos na szczera rozmowe o tym z mezem ich nie stac albo im sie nie chce.

              Ale to nie jest norma, a juz na pewno nie w naszej kulturze.
          • agibubu Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 10.11.10, 14:09
            Prawdę mówiąc nie wierzę w to co czytam, Pani psycholog. Po raz któryś dowiaduję się od Pani, że łóżko i seks są ze sobą tak silnie powiązane, że inne połączenia (np. seks i prysznic) są jakby gorszej kategorii. Jednoznacznie przypisuje Pani już kolejny raz łóżku rolę miejsca służącego dorosłym ludziom do zaspokajania potrzeb seksualnych. I jeszcze uważa Pani, że rozsądni ludzie kładą się do łóżka razem z dzieckiem i gdy zaśnie, uprawiają przy nim seks po kołdrą...

            Ja przychodziłam długo do łóżka rodziców. Bałam się. Zawsze mnie przyjmowali. Przysięgam, że nie miałam fantazji erotycznych, w których występował mój ojciec.

            Moje dziecko też do mnie przychodzi. Seks uprawiamy z mężem wszędzie, tylko nie w łózku. Nie umiałabym uprawiać seksu nawet w jednym pokoju z dzieckiem, a co dopiero kiedy czułabym jego oddech na plecach... Matko kochana...
            • verdana Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 10.11.10, 14:32
              Cóż, seks powinno się uprawiać tam, gdzie para ma na to ochotę - na przyklad we wlasnym, małżenskim łóżku. Nie kazdy lubi seks w lazience, szczególnie gdy lazuienka ma 5 m. kw i jest połączona z wc. Tak, jakoś tak się przyjęło, ze seks uprawia się zazwyczaj w małżenskim lozu - wszelkie fantazje są dopuszczalne, ale gdy partnerzy mają ochotę, a nie z przymusu. Poza tym, jesli dziecku zalezy na tym any spać w łóżku rodziców, a nie w łóżku z rodzicami - to oznacza, ze moze zostać u siebie. Jesli chce spać z rodzicami, to oznacza, ze noce przeznaczone są dla dziecka, z łózka uciec nie sposób. Za dnia zaś dziecko nie spi.
              Czyli - seks, gdy dziecko wyjedzie na studia?
              No i argument "Ja przychodzilam do łózka rodziców" jest trafiony o tyle, o ile wiesz, ze Twoi rodzice mimo to uprawiali seks, a nie zrezygnowali z niego - co niestety, często się zdarza. Pytałas o to mamę?
              • agibubu Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 10.11.10, 20:06
                > No i argument "Ja przychodzilam do łózka rodziców" jest trafiony o tyle, o ile
                > wiesz, ze Twoi rodzice mimo to uprawiali seks, a nie zrezygnowali z niego - co
                > niestety, często się zdarza. Pytałas o to mamę?

                nie musiałam, przychodziłam o 3 w nocy. Normalni ludzie zwykle o 3 w nocy śpią, a seks uprawiają pewnie nieco wcześniej
                i autentycznie się bałam, a miałam już ponad 10 lat

                wniosek z tego, że to nie była zachcianka
            • triss_merigold6 Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 10.11.10, 14:44
              A mnie fascynuje gloryfikacja każdego miejsca w chałupie poza małżeńskim łożem.
              Oboje pracujemy full etat, prowadzamy dziecko na zajęcia dodatkowe, mamy zajęcia domowe etc. Zapewne okażę się śmiertelnie nudna i pozbawiona fantazji jeśli napiszę, że zwykle uprawiamy seks przed snem, właśnie w łóżku, bo w łazience, kuchni, przedpokoju, szafie wnękowej etc. jest niewygodnie. IMo po to dziecko ma własny pokój i od urodzenia mało własne łózko, żeby w nim spać. Klimaty jak z "Konopielki" mnie nie bawią.
    • toris_a Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 09.11.10, 22:55
      A moze rozsadnie ustalic granice?

      Jesli to lek przed samotnoscia, czyms konkretnym zywionym przez wyobraznie w ciemnym wlasnym pokoju, dziecko bedzie mialo poczucie bezpieczenstwa przebywajac tylko w tym samym pokoju co mama - bez kontatu fizycznego z rodzicami. Czyli polozyc je na kanapie, karimacie.
      I wyraznie ustalic - lozko jest nasze, waskie, pracujemy - musimy sie wyspac, chcesz do nas przyjsc - spisz obok.

      Dlaczego matka musi, by sie wyspac, gniezdzic sie na kanapie? Rozumiem leki dziecka, chec przytulenia sie - ok ukoic strach i polozyc spac osobno w tym samym pokoju - ale bez specjalnego komfortu, jednoczesnie uatrakcyjnic wlasny pokoj - wygodny materac, piekna posciel w ukochane postacie/wzory itp. Nic na sile, zadnego dydaktyzmu, wyganiania czy kazan.

      Na pewno zadziala - komfort i wyrazie okreslone granice prywatnosci rodzicow.
      • e-kasia27 Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 10.11.10, 16:04
        Kochane kobiety, czy Wy potrzebujecie na seks codziennie całej nocy?
        W czym w ogóle jest problem?
        Dziecko idzie spać do własnego łóżka, nie kładzie się spać razem z rodzicami.
        Przyłazi w nocy, jak się obudzi.
        Do tej chwili mija zwykle jakiś czas (przecież rodzice wiedzą mniej więcej kiedy przylezie), czy ten czas nie wystarczy na zaspokojenie swoich potrzeb seksualnych?
        A jeśli łóżko jest za małe, aby spać we trójkę, można sobie sprawić większe, albo jak dziecko się obudzi położyć się z nim w jego łóżku, poczekać aż znowu zaśnie i wrócić do siebie.
        Czy to naprawdę taki wielki problem, żeby zorganizować swoje życie tak, aby wszyscy byli zadowoleni?
        • triss_merigold6 Łopatologicznie 10.11.10, 16:22
          Łopatologicznie: spanie z kilkuletnim dzieckiem jest niewygodne - kręci się, wierci, skopuje kołdrę. Czekanie w łóżku dziecka w środku nocy aż zaśnie - ok, w wyjątkowych sytuacjach. Codziennie - horror. Weź pod uwagę, że niektórzy ludzie pracują i muszą rano wstawać. Powtarzam - po to dziecko ma swój pokój i swoje łózko, pościel, pluszaki, żeby tam spało.
          • verdana Re: Łopatologicznie 10.11.10, 16:53
            Łopatologicznie.
            Mogę zaspakajać potrzeby dziecka (jesli się boi, jest chore). Nie mam obiowiązku i nawet nie chcę zaspakajać jego zachcianek własnym kosztem. Mam prawo chiec być w łózku sama i się wyspać.
            Posiadanie dziecka to nie jest rezygnacja ze wszystkiego, co się lubi na rzecz potomka. Nie mam obowiązku sama cierpieć, aby zaspakajać każdą zachcianke dziecka. Powiem więcej - to nie jest dobre dla samego dziecka, jesli rodzice mają dosys jakiegoś zachowania, przeszkadza im ono, a nic z tym nie robią. Ich cierpliwosć ma pewne granice.
            Mnie akurat dzieci w łóżku przeszkadzały dosyć średnio. Ale rozumiem, ze dla kogoś to moze być wyjątkowo uciążliwe i wtedy dziecko ma spać u siebie.
            • mruwa9 Re: Łopatologicznie 10.11.10, 17:15
              I na wszystkow zyciu jest odpowiednia pora. Jest pora noszenia na rekach, karmienia piersia i spania z niemowleciem przy piersi, gdy tego organicznie potrzebuje, i jest pora odcinania pepowiny.
              • asocial Re: Łopatologicznie 10.11.10, 20:15
                tez kiedys sypialam z rodzicami, wedrowalam co noc i nawet pamietam, ze zrobilam kiedys wielka awanture ze spazmami: ostatecznie z rodzicami tej nocy zasnelam. Obudzilam sie nad rankiem, jak sie biedni kochali na podlodze w sypialni (siermiezne czasy, maciupkie mieszkanie, wneki zapchane ciuchami, starsza siostra chasala juz po poludniowym skrzydle mieszkania; czyli inaczej sie nie dalo). Strasznie to przezylam, oni chyba tez, ale jedno jest pewna: nastepnym razem, kiedy poszlam do lozka rodzicow, mialam nascie lat i przynioslam im sniadanie: P. slowem: nalezy rozroznic ZACHCIANKI dziecka od potrzeby. I tak, 7latka juz fantazjuje.

    • justyna_dabrowska czym jest "nawyk" 11.11.10, 09:57
      Tak, dla ścisłości (w kwestii meritum wypowiedziały się tu kobiety mądrzej ode mnie)
      słownik języka polskiego podaje, że nawyk to:
      «nabyta skłonność do sprawniejszego, bardziej mechanicznego wykonywania jakiejś czynnności».
      Możemy więc mówić o nawyku codziennego mycia zębów, nawyku zaglądania do skrzynki mailowej, czy nawyku czytania przed snem.

      więcej rozwagi w korzystaniu z wolnosci jaka daje nam język, daje więcej mozliwości dialogu...
      jd
      • e-kasia27 Do Pani Justyny Dąbrowskiej 11.11.10, 16:57
        Oczywiście, że możemy mówić o różnych nawykach, ale tutaj mówimy o "złym nawyku spania w łóżku rodziców", którego trzeba się według niektórych pozbyć, a który nie jest nawykiem, tylko potrzebą bliskości, według innych. No cóż, to tylko inny sposób patrzenia.

        Mądrość zawsze ma dwie strony, podobnie jak prawda: "Twoja prawda, moja prawda i g...prawda". To zależy od punku widzenia.

        Moja prawda jest taka, jak napisałam, ale nie mam nic przeciwko temu, żeby czyjaś prawda, była zupełnie inna.

        Każda matka i tak niezależnie od rad(nawet najwspanialszych autorytetów) będzie traktowała swoje dziecko, tak jak będzie uważała za słuszne lub raczej tak, jak będzie jej na to pozwalała jej własna mądrość, inteligencja i wrażliwość emocjonalna (lub ich brak) i nic się na to nie poradzi, że tak jest, choćby się bardzo chciało, i może dobrze, że tak jest, chociaż czasem dzieci mi żal.

        Gdybym się dalej chciała czepiać, to "nabyta skłonność do sprawniejszego wykonywania" była by dobra do tego, ale nie będę, bo na szczęście (tylko czy świadomość to rzeczywiście takie szczęście?) zdaję sobie sprawę z tego, że już i tak przegięłam.
        Przepraszam. Mam nadzieję, że nie ma Pani do mnie żalu.
        • triss_merigold6 Re: Do Pani Justyny Dąbrowskiej 11.11.10, 18:10
          Z perspektywy rodziców regularne domaganie się dziecka spania z nimi, może byc uciążliwym nawykiem. Podkreślam regularne.
          Zafascynowało mnie Twoje twierdzenie, że siedmiolatki w naszej kulturze nie wiedzą i nie powinny wiedziec niczego o seksie i o tym, że rodzice współżyją. IMO wiedzą, domyślają się, często ta wiedza jest wypaczona i niewłaściwie podana. Znacznie młodsze dziecko komunikat "dorośli ludzie współżyją ze sobą" przyjmuje neutralnie informacyjnie, siedmiolatek powinien wiedzieć, że są sfery prywatności zarezerwowane tylko dla dorosłych i nie wkraczać w ten obszar tzn. może próbować wkraczać, ale nie należy mu na to pozwolić.
          • e-kasia27 Re: Do Pani Justyny Dąbrowskiej 12.11.10, 00:35
            triss_merigold6 napisała:


            > Zafascynowało mnie Twoje twierdzenie, że siedmiolatki w naszej kulturze nie wie
            > dzą i nie powinny wiedziec niczego o seksie i o tym, że rodzice współżyją.


            Nie chodziło mi o to, że nie wiedzą w ogóle co to takiego seks..
            Wiedzą, a przynajmniej powinny już wiedzieć i większość pewnie wiedzą, nawet jeśli rodzice zaniedbali tę sferę rozwoju, bo są przecież koledzy.

            Chodziło mi o to, że dla dziecka rodzic jest aseksualny.
            Dziecko nie bierze w ogóle pod uwagę faktu, że jego rodzice mogą coś takiego robić, chyba że jest świadkiem sytuacji, której świadkiem być nie powinno.
    • kiddo5 Pytanie 11.11.10, 21:52
      Mam pytanie do pan z entuzjastycznym podejsciem do spania z dzeckiem:
      - gdzie pracujecie
      - co na to wasi mezowie

      Pytam sie jak najbardziej powaznie.
      Ciekawi mnie fakt ze wykonawcy pewnych zawodow moga sobie pozwolic na przerywany sen, nocne spacery od sypialni do sypialni. Jak mozna funkcjonowac w zyciu zawodowym bedac codziennie niewyspanym.
      dziekuje za uwage.
      • mruwa9 Re: Pytanie 11.11.10, 22:16
        Ja od ponad 12 lat nie przespalam w jednym ciagu dluzej, niz 3 godziny, zreszta ilosc snu na dobe rzadko kiedy przekracza u mnie 5 godzin, zwykle oscyluje w przedziale 2-4 godziny. Jeszcze do niedawna dojezdzalam do pracy 50 km w jedna strone. Przezylam i zyje nadal, moja praca wymaga odpowiedzialnosci i koncentracji uwagi. Mozna sie przyzwyczaic. Zwlaszcza, jesli sie nie ma wyboru.
        • e-kasia27 Re: Pytanie 12.11.10, 00:25
          Przychodzenie dziecka w nocy do naszego łóżka nie przeszkadzało nam w wysypianiu się. Trzeba się było po prostu trochę posunąć i można było spać dalej. Mamy szerokie łóżko.

          Nie wszystkie moje dzieci przychodziły do nas. Syn przyłaził do ósmego roku życia, córka spała od urodzenia w swoim łóżku i tylko sporadycznie(gdy była chora) przychodziła do nas, a najmłodszą trzeba było do dwóch lat trzymać za rękę, bo inaczej w ogóle nie spała. Wysypiałam się jak nigdy przedtem: cała noc spania od 21 do 7 rano, a potem jeszcze spanie w dzień trzy godziny. A potem to minęło, sama chciała mieć swoje własne łóżko.
        • afrikana Re: Pytanie 12.11.10, 00:34
          > Ja od ponad 12 lat nie przespalam w jednym ciagu dluzej, niz 3 godziny, zreszta
          > ilosc snu na dobe rzadko kiedy przekracza u mnie 5 godzin, zwykle oscyluje w p
          > rzedziale 2-4 godziny. Jeszcze do niedawna dojezdzalam do pracy 50 km w jedna s
          > trone. Przezylam i zyje nadal, moja praca wymaga odpowiedzialnosci i koncentra
          > cji uwagi.

          O rany....!!!
          Obawiam się, ze Twój organizm pewnego pięknego dnia Ci za to podziękuje...
          Ty po prostu o siebie nie dbasz, a jesli masz dzieci i pragniesz dożyć sędziwej starości ciesząc się nimi, zacznij myśleć też o sobie. Taki niezdrowy tryb życia odbije się na tobie i to raczej prędzej niż później:/

          >Mozna sie przyzwyczaic. Zwlaszcza, jesli sie nie ma wyboru.
          Nie wierzę, ze NIE MA wyboru. Zrezygnowałabym z forum, a poszłabym się zdrzemnąć w tym czasie. A nawet jeśli (?), to raczej bym się nie cieszyła i nie polecała innym...a raczej próbowała zmienić coś aby móc się normalnie wyspać chociaż od czasu do czasu. Tak dla zregenerowania organizmu. Człowiek potrzebuje snu, jest on nam potrzebny do prawidłowego funkcjonowania.
          • mruwa9 Re: Pytanie 12.11.10, 17:45
            Nie, nie mam wyboru. Czasem sie tak zdarza. Mam niepelnosprawne dziecko, ktore wymaga pewnych zabiegow higienicznych w nocy, oprocz tego samo z siebie funduje nam nieprzespane noce. Plus kwestia jego bezpieczenstwa, wymagajaca nocnego czuwania przy dziecku.Mam zapewnione jazdy nocne na czas nieokreslony, byc moze na zawsze.
            Chyba, ze przyjdziesz podyzurowac zamiast mnie przy dziecku, nie ma sprawy, kazda pomoc sie przyda.
            Mozna sie przyzwyczaic.
            • afrikana Re: Pytanie 12.11.10, 20:14
              Rozumiem, to faktycznie wyjątkowa sytuacja. Przepraszam i życzę dużo siły:)
    • alba27 Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 19.11.10, 09:31
      Jak byłam w podobnym wieku też co noc chodziłam do rodziców, mieli oni małą wersalkę i mama była na mnie zła że przeze mnie się nie wysypia, pamiętam jak było mi smutno, że nie chcą mnie w swoim łóżku, potem samo mi przeszło i przestałam łazić w nocy:)
      Teraz mój 6 letni syn też do nas wędruje i jakoś z tym żyjemy, wcześniej czy później mu się znudzi, może jakiejś bliskości potrzebuje? a może zwyczajnie lubi z nami spać? Nie wiem, ale mamy duże łoże i to rozwiązuje problem.
      • alba27 Re: Przychodzenie do łóżka rodziców co noc... 7 l 19.11.10, 10:30
        Aha i pragnę dodać że do rodziców przychodziłam w nocy kiedy oni spali a nie uprawiali sex i nigdy nie miałam fantazji seksualnych z moim ojcem w roli głównej, o wzwodzie dowiedziałam sie jak juz do rodziców nie przychodzilam i to z innego źródła:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka