zzuuza
18.03.11, 09:59
Zacznę od tego ze wychowuję sama od poczatku swojego syna. Ojca dziecko nie zna.
Mieszkam w domu z rodzicami, a jego dziadkami.
Syn jest bardzo grzeczny, dobrze sie uczy, ogólnie spokojny ułożony chłopak.
Ale mam ogromny problem z jego "zaborczością" w stosumku do mnie.
Pomimo iż jest juz 9-letnim chłopcem i rozumie jak mu tłumaczę to nadal sytuacja sie powtarza.
Moje dziecko nie pozwala mi nigdzie samej wychodzić, jak jestem w pracy jest OK. ale jak tylko sie spóźniam trochę to juz mam telefon z płaczem.
Ostatnio jak byłam na balu, to tydzien musiałam mu tłumaczyć, że ja chce iść. Natomiast rano, bo wróciłam do domu około 12 nastepnego dnia, rano miałam telefon od niego z pytaniem kiedy przyjadę, i przy tym ta szlochał, że az sie przestraszyłam że coś mu się stanie. Jak wróciłam do domu to mama mówiła, że wpadł w takią histerię po moim telefonie, że nie mogła go uspokoić w zaden sposób. Jak tylko mu powiem ze wychodze wieczorem, on w płacz, dziś np rano musiałam wczesniej wyjść i nie mogłam go odwieść do szkoły, miała go odprowadzić babcia i mówię mu a on w płacz, że nie chce iść w takim razie do szkoły, że po co jadę, że powinnam nie jechać tak wcześnie i nie dało rady na spokojnie wytłumaczyć, ze muszę, dopiero jak krzyknęłam na niego dopiero się uspokoił bo inaczej bym nie wyszła z domu.
Nie wiem jak mam z nim rozmawiać, żeby zrozumiał i przestał sie tak kurczowo mnie trzymać, jest strasznie "rzewny" cos mu nie wychodzi- płacze, nie ma mnie w domu - płacze.
Proszę o pomoc, jak mu tłumaczyć....