tatitek
31.08.11, 08:44
oczywiscie matka.mam dwoje dzieciaczkow,bardzo je kocham i oddałabym zycie za nie,tylko najgorsze w tym jest to ze nie jestem dobra matka,takie mam wrazenie.moje b.trudne dziecinstwo zbiera swoje zniwo.otorz wychowywałam sie w wieloletniej rodzinie gdzie był alkochol,awantury i z tego co pamietam bardzo czesto policja.dzis jak mysle o tym co widziałam w swoim domu rodzinnym bedac małym dzieckiem,płakac sie chce.nie pamietam zeby moja mama kiedykolwiek mnie przytuliła,powiedziała kocham,zato doskonale pamietam jak czesto chodzilismy głodni spac,jedynie co dobrego wyniosłam z tego przekletego domu to pracowitosc.pamietam jak matka zmuszała mnie do pracy,nawet w niedziele.długo mogłabym opowiadac,ale do rzeczy.tak jak wspomniałam ,mam problem sama z soba a wiem ze odbija sie to na moich dzieciach.tak naprawde to nie wiem jak powinnam je wychowywac zeby były szczesliwe,miały to czego ja nigdy nie miałam,Poczucie własnej wartosci.nigdy nie potrafiłam poradzic sobie z tym co czuje,ze swoimi uczuciami,nie układa mi sie z mezem,wydaje mi sie ze obwiniam go za to ze miałam takie a nie inne dziecinstwo,ze widze w nim swoja matke,czasem traktuje mnie w taki sam sposob jak ona,twierdzac ze skoro on pracuje a ja siedze w domu to powinnam wszystko robic.ale wroce do mojej coreczki,ma 4 lata i juz widze pewne zachowania u niej ktore dokładnie ja przejawiam.Przykład,kiedy na placu zabaw ktos niechce sie z nia bawic to strasznie jest jej przykro a mi peka serce,bo wiem co czuje i za bardzo niewiem jak jej pomuc,owszem mowie jej zeby poprosiła kogos innego do zabawy,nastepna sprawa,wiem przy blizszym poznaniu moja mała dziewczynka traci,dzieci wola mojego synka bo twierdza ze corka jest niegrzeczna,jak przychodza donas do domu to tez jest kiepsko.niunia niezbyt ładnie sie bawi,ma 4 lata i potrafi niezle dokuczyc.wiem ze to moja wina,zaduzo mam obowiazkow,złapałam sie na tym ze bardzo mało czasu poswiecam na wspolna zabawe z robaczkami,bo musi byc ugotowane,posprzatane,wyprane a to jakies sprawy urzedowe.dodam ze niemam nikogo kto mugłby mnie odciazyc chocby na 2 godzinki.ciezko jest.boli mnie to ze nie potrafie wzmocnic jej poczucie pewnosci,to ze nie potrafi sie bronic,jak ktos ja pchnie czy obrazi.słuchajcie jestem tak wypompowana tym zyciemze juz nie wiem co moge zmienic,zeby jutro było inne,i to dosłownie.jestem beznadziejna,naprawde,co z tego ze jestem pracowita,czysta,dbam o dzieci,dom ale w srodku jestem pusta.pierwszy raz sie do tego przyznaje,powiem wam i to pewnie dlatego ze nie widze waszych twarzy ze jest mi koszmarnie wstyd ze mam tylko PODSTAWOWE wykształcenie a chciała bym w zyciu osiagac sukcesy,bo mam ambicje.czuje sie tak jakby ktos mnie ciagną czały czas do tyłu.mam problemów duzo,naprawde nie potrafie utrzymac dłuzej znajomosci,albo ktos mnie oszuka albo wykorzysta,albo najzwyczajniej ktos mi nie odpowiada.oj mogłabym duzo napisac na temat swojego zycia ale nie mam czasu.chciałam isc do psychologa bo zdaje sobie sprawe ze mam problem ale niewiem od czego zaczac.skrzywdziła mnie bardzo mama i wlecze sie to zamna i bedzie wlekło do konca zycia.doradzcie mi prosze,co zrobic zeby moja coreczka czuła sie dobrze sama ze soba,zeby wiedziała ze jest wazna,zeby była pewna siebie a przedewszystkim potrafiła sie bawic z innymi dziecmi,zeby mnie słuchała.co zrobic zeby nie krzyczec,zeby sie wyciszyc.CO ZROBIC ZEBYM MOGŁA SAMA SIEBIE ZMIENIC.JAK???