el_elefante
09.09.11, 09:46
Jest jedna taka rzecz, która nie daje mi spokoju i nie bardzo wiem jak do niej podejść ani jak to precyzyjnie opisać. Może na przykładach.
Zjeżdżalnia. Duża, dmuchana, dość stroma, taka w dmuchanych zamkach, wiecie jaka. Syn (4 lata) chce zjechać, wspina się pracowicie na górę, po czym włącza mu się blokada. Chce zjechać koniecznie, ale się boi i w efekcie ani wtę ani wewtę (czy jak to się tam pisze).
Murek. Chce skoczyć ale się boi. Ale nie wycofa się za żadne skarby, będzie tak stał i rozpaczał.
Piosenka. Bardzo chce nam (rodzicom tylko) zaśpiewać, ale ... no właśnie, co? Dostaje nagle kosmicznej tremy i zapomnijcie o śpiewaniu. Ale gdy wyśpiewuje na ulicy (ludzie się oglądają) , w domu (najlepiej w ubikacji - chyba mu akustyka podeszła) na cały głos swoje własne aranżacje, to wtedy tremy nie ma.
O ile w tych "fizycznych" próbach jesteśmy mu w stanie pomóc, złapać, podeprzeć, zrobić coś razem i jakoś w końcu ten blok przełamać, o tyle ze śpiewaniem jesteśmy bezradni. Żadne śpiewanie razem, albo że ja gram a on śpiewa, nic. I nie ma, że jutro, że zaśpiewa jak będzie gotowy.
Obserwujemy sytuacje, w których pojawia się jakaś blokada, zacina się odwaga a ambicja nie pozwala się wycofać. Młody wpada w taka pułapkę i nie potrafi sam z niej wyjść, miota się i nakręca. Nasze próby pomocy okazują się mało skuteczne i nie wiem czy tu w ogóle można coś sensownego poradzić, jeżeli tak, to bardzo proszę o opinie. Jednak chciałbym pociągnąć dalej i zapytać, gdzie mogą leżeć przyczyny takiego zjawiska - i to pytanie zasadniczo kieruję do Pani Justyny z prośbą o sugestie.