titti_pecci_scialoja
05.03.12, 10:23
Witam serdecznie i proszę o pomoc w rozpracowaniu następującego problemu. Mam wesołego i żywiołowego synka (4, 5). Syn ma kolegę z przedszkola, z którego mamą zaprzyjaźniłyśmy się. Mama kolegi twierdziła,że mój syn jest najlepszym przyjacielem jego,ze tamten tylko o nim i o nim, wszystko z nim chce robić. I tak to się zaczęło. Sęk w tym,że mój najwyraźniej preferuje inne towarzystwo w przedszkolu chociaż kolegę Adasia też lubi. Problemem są dla mnie wspólne wyjścia np. do teatru gdzie młodzi usiłują sobie dowalić. Z mojej subiektywnej (wiadomo) strony wygląda to tak,że mój dźga go i zaczepia dla zabawy a tamten w odwecie albo chlast w twarz albo kopniak albo ugryzienie. W przedszkolu raz go dotkliwie podrapał. Broni się tak całkiem serio. Mój się nie zraża i dalej swoje chociaż mnie to przeraża chyba wolałabym żeby się wzięli za bary i pokotłowali a tak widzę pewną nierówność. Nie chcę tu wybielać syna, ale sytuacja jest dla mnie kłopotliwa. Jak mam podejść do sprawy, bo sytuacja robi się sztuczna i niezdrowa tzn. odciągamy od siebie chłopaków. Powiem wprost,że nie lubię patrzeć jak mój syn dostaje w twarz, ale nie wiem czy to tamten przesadza z tą obroną (przecież się znają i podobno lubią) czy ponieważ mój prowokuje to pozwolić mu zebrać konsekwencje. Mam drugiego syna 10 m-cy i wiem, że bójki szczególnie chłopaków są czymś normalnym. Chociaż może jako kobiecie trudno mi stać i patrzeć na to. Może ktoś mnie rozumie?