Gość: zuzik
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
29.09.12, 12:55
dziecko moje ma 2,9 ja w końcówce ciązy. obrazek dnia dzisiejszego: wstajemy rano, próba ubrania ( 2 godziny) ja proszę "choć cie ubiorę" odpowiedz -" nie jeszcze nie teraz", we mnie narasta złość dziecko ma lodowate nogi biega po płytkach zadowolone, ubrac sie nie chce! zaczynamy negocjacje które koncza sie moim stwierdzeniem ubieraj sie bo wyrzuce lale. tym wyegzekwowałam tylko założenie skarpetek. Godzina prawie 13 moje dziecko w piżamie
Spasowałam.Kolejna rzecz śniadanie - stoi nie ruszone. o tej porze powinnam juz miec zrobione zakupy i robic obiad ale nie wyjdziemy z domu, bo dziecko nie ubrane, nie najedzone. Proszę , złoszcze sie i juz placze z nerwów, bo mam ochotę nawrzeszczeć i dać klapa ale tego nie robie. Podnosze tylko ton. w końcu ubieram sie wychodzę na klatkę ( taką w domu jednorodzinnym)i mówi,ę że id, jak sie ubierze i zje to pojedzie ze mną. Moje dziecko stoi przy barierce i smieje sie.Znikam na klatce udając ze juz poszłam i czekam na reakcje. Zerowa! Wracam po 5 minutach ( bo przecież nie zostawie 3 latka ) a ono śię smieje i nic sobie z tego nie robi. ja jestem sfrustrowana, zryczana i wiem ze dzisiaj obiadu juz nie bedzie. Tak jest kilk arazy w tygodniu!!!!!!!!!!!!!! proszę mnie nie linczować tylko cos doradzić.