nie radze sobie

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.12, 12:55
dziecko moje ma 2,9 ja w końcówce ciązy. obrazek dnia dzisiejszego: wstajemy rano, próba ubrania ( 2 godziny) ja proszę "choć cie ubiorę" odpowiedz -" nie jeszcze nie teraz", we mnie narasta złość dziecko ma lodowate nogi biega po płytkach zadowolone, ubrac sie nie chce! zaczynamy negocjacje które koncza sie moim stwierdzeniem ubieraj sie bo wyrzuce lale. tym wyegzekwowałam tylko założenie skarpetek. Godzina prawie 13 moje dziecko w piżamie
Spasowałam.Kolejna rzecz śniadanie - stoi nie ruszone. o tej porze powinnam juz miec zrobione zakupy i robic obiad ale nie wyjdziemy z domu, bo dziecko nie ubrane, nie najedzone. Proszę , złoszcze sie i juz placze z nerwów, bo mam ochotę nawrzeszczeć i dać klapa ale tego nie robie. Podnosze tylko ton. w końcu ubieram sie wychodzę na klatkę ( taką w domu jednorodzinnym)i mówi,ę że id, jak sie ubierze i zje to pojedzie ze mną. Moje dziecko stoi przy barierce i smieje sie.Znikam na klatce udając ze juz poszłam i czekam na reakcje. Zerowa! Wracam po 5 minutach ( bo przecież nie zostawie 3 latka ) a ono śię smieje i nic sobie z tego nie robi. ja jestem sfrustrowana, zryczana i wiem ze dzisiaj obiadu juz nie bedzie. Tak jest kilk arazy w tygodniu!!!!!!!!!!!!!! proszę mnie nie linczować tylko cos doradzić.
    • aqua48 Re: nie radze sobie 29.09.12, 13:52
      Po co grozisz czymś czego i tak nie realizujesz? Dziecko wie o tym i się nie przejmuje. Zamiast grozić, że wyrzucisz lale, trzeba było powiedzieć, że będziesz je chować, po jednej dopóki nie zacznie się ubierać. I przystąpić zaraz do realizacji. A potem powiedzieć, że w dniu następnym dostanie je wszystkie rano jeśli się szybciutko ubierze i siądzie do śniadania. Poza tym jeśli do 13.00 nie chce nic zjeść, to się nie przejmuj, niech nie je, z głodu nie umrze. Tylko przypadkiem nic nie dawaj do następnego posiłku. I zastanów się czy nie je zbyt obfitej i późnej kolacji. Może warto ja przesunąć na godzinę wcześniej?
      Poza tym pamiętaj, że obiad prawie wszędzie można zamówić.
      • aqua48 Re: nie radze sobie 29.09.12, 14:03
        Jest jeszcze jeden sposób na uparciucha - nie chce się rano ubrać, dobrze, ale wobec tego nie wychodzi ze swojego łóżeczka. I nie dostaje do niego żadnych zabawek. Pozwalasz na wyjście dopiero jak dojrzeje do tego żeby się zdecydować na ubranie. Moim zdaniem ten sposób jest dużo lepszy niż zabieranie zabawek.
        • e-emma-e Re: nie radze sobie 29.09.12, 14:16
          aqua48 napisała:

          > Pozwalasz na wyjście dopiero jak dojrzeje do tego żeby się zdecydować na ubranie.

          Ja bym nie wytrzymała, gdybym czekała, aż trzylatek zdecyduje się ubrać. No chyba że nie miałabym nic innego do roboty i nie zależałoby mi na tym jego ubraniu.

          Jak jest czas ubierania, po prostu trzeba wziąć dziecko za rękę i pomóc się mu ubrać. Nie pozwolić wtedy na żadne większe wygłupy.
    • jagienka_77 Re: nie radze sobie 29.09.12, 14:32
      Radzisz sobie. Po prostu trzylatki bywają strasznie, okropnie, nieludzko uparte i trudne. Jesteś dzielna, że nie dajesz klapa i nie strzępisz języka, ja nie wiem, czy bym wytrzymała. Z jedzeniem - ja też radziłabym schować jedzenie i nie dawać nic do następnego posiłku. Sama miewam z tym problem z moim środkowym dzieckiem, które nad talerzem potrafi ślęczeć 2 godziny a mnie licho bierze. Czasem uda mi się zdobyć na dystans i zabrać, talerz, powiedzieć - widocznie nie jesteś głodny. Z naciskiem na "czasem".
      • verdana Re: nie radze sobie 29.09.12, 16:00
        To wątpliwe radzenie sobie - dziecko nie dostaje klapa, ale cały czas jest czymś straszone, a w dodatku matka jest na niego cały czas wsciekła. Bardzo marna alternatywa - co prawda klapa nie ma, ale dziecko jest bezustannie krytykowane, namawiane, plan dnia w gruzach, obiadu nie ma.
        IMO trzeba dziecko ubrać. Dorosły jest silniejszy od trzylatka. Taki numer, o ile jest raz, nikomu nie przynosi szkody - ale całodzienne przepychanki z dzieckiem i pokazanie mu, ze może robić to, co chce bez cienia konsekwencji - to naprawdę nie jest dobre dla dziecka. I dla mamy.
        A groźba wyrzucenia zabawki w niczym nie jest lepsza od klapsa. O ile nie gorsza.
    • e-emma-e Re: nie radze sobie 29.09.12, 16:35
      Gość portalu: zuzik napisał(a):

      > dziecko moje ma 2,9 ja w końcówce ciązy.

      Dziecko nie ma litości na twój stan, nie licz na to. Za to "urządź się" tak, żeby cię słuchało.

      > obrazek dnia dzisiejszego: wstajemy rano, próba ubrania ( 2 godziny) ja proszę "choć
      > cie ubiorę" odpowiedz -" nie jeszcze nie teraz", we mnie narasta złość dziecko ma
      > lodowate nogi biega po płytkach zadowolone, ubrac sie nie chce! zaczynamy negocjacje
      > które koncza sie moim stwierdzeniem ubieraj sie bo wyrzuce lale. tym wyegzekwowałam
      > tylko założenie skarpetek. Godzina prawie 13 moje dziecko w piżamie

      Weź dziecko po prostu za rękę i ubierz je. Nie bądź bezradna, nie bój się dziecka, nie bój się jego "zadowolenia". Ale i nie złość się, bo takie zachowanie jest normalne w tym wieku. Należy bez zbędnych emocji, bez zdenerwowania, ale z pewnością siebie w tonie głosu, w chwycie ręki, w chodzie itp., po prostu dziecko ubrać.

      Nie rozzuchwalaj dziecka przez przesadne pozwalanie mu na to, co ono chce.

      > Proszę , złoszcze sie i juz placze z nerwów, bo mam ochotę nawrzeszczeć i dać klapa
      > ale tego nie robie. Podnosze tylko ton.

      Jak pisałam wyżej, nie ma się o co złościć. Ale po prostu ubrać i już.
      • Gość: tuszeani Re: nie radze sobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.12, 21:09
        > Weź dziecko po prostu za rękę i ubierz je.
        Gdyby to zawsze było takie proste ;) Pewnie są dzieci które da się wziąć za rękę i ubrać. Z moim musiałabym się siłować, mocować i wcale nie jest pewne kto byłby silniejszy w tej walce, bo on walczy do upadłego, wierzga, gryzie, drapie i kopie.
        U nas najważniejsze jest przerwanie spektaklu przekory. Jak nie ma "przeciwnika" to nie ma walki. Najczęściej mówię że nie będę się z nim siłować, jak nie chce to niech się nie ubiera i demonstracyjnie idę robić coś innego. Prawie zawsze po chwili przybiega z rykiem, żebym go ubrała. Czyli nie chodzi o to ubranie tylko o zabawę w kotka i myszkę.

        Nie mówię, że to się sprawdzi u każdego dziecka, po prostu na każde trzeba znaleźć jakiś sposób.
        • e-emma-e Re: nie radze sobie 30.09.12, 10:15
          Gość portalu: tuszeani napisał(a):

          > > Weź dziecko po prostu za rękę i ubierz je.
          > Gdyby to zawsze było takie proste ;)

          Zgadzam się. Ale tu moim zdaniem kłania się bezstresowe wychowanie tego dziecka i ideologiczne zapatrzenie matki w nowoczesne metody wychowawcze, że nie wolno na dziecko krzyknąć, dać klapsa (bo "przemoc rodzi przemoc"), czegoś wymagać (bo to "zmuszanie czyli przemoc") itp. oraz brak pewności siebie, a zwłaszcza pewności co do swych działań wychowawczych.

          Uważam także, że autorka może źle pojmować konsekwentne dążenie do czegoś, bo teraz wszyscy podkreślają, jak to ważna jest konsekwencja itp. Jak raz próbuje zdyscyplinować dziecko straszeniem, że nie wyjdą razem na zakupy, to wydaje jej się, że już nie może się z tego pomysłu wycofać, choćby i wydawał jej się chybiony. Otóż - można, a nawet trzeba, zmieniać instrumenty wychowawcze, gdy któryś z nich zawodzi. Konsekwencja w takim przypadku oznacza nie uparte trzymanie się jednej metody, lecz uparte dążenie do celu, bo nie metoda ma być stałą, ale nasze cele mają być osiągnięte.

          Czyli jak ja jako rodzic chcę ok. 9-tej w sobotę wyjść na zakupy, to nie przeszkodzi mi w tym nieubrane dziecko, bo je po prostu ubiorę i wyjdziemy. Bo jak na dziecko nie podziała wizja samotnego pozostania w domu, to po prostu szukam i myślach i zaraz wprowadzam coś innego, coś co zadziała na dziecko. Może to być wyznaczenie jakiegoś czasu na ubranie się ("minutnik"), może coś na wyścigi (kto pierwszy się ubierze), może obietnica kupienia czegoś fajnego drobnego, może obietnica wyjścia na plac zabaw itp. Albo odwracam jego uwagę (np. "a może poczytamy bajkę?", czy np. jakieś łaskotki w łóżku, czy cokolwiek innego, co lubi dziecko), A gdy już dziecko odpuści upieranie się przy swoim i zechce współpracować (ten moment mądry rodzic łatwo wyczuje), wówczas mówimy np. "no to teraz musisz się ubrać, bo za chwilę wychodzimy do sklepu, chodź, pomogę ci". I ma się ubrać, a nie znów uciekać. Cel ma być osiągnięty. Tu potrzeba dużej pewności siebie, a nie chwiejności i bezradności.

          > Z moim musiałabym się siłować, mocować i wcale nie jest pewne kto byłby
          > silniejszy w tej walce, bo on walczy do upadłego, wierzga, gryzie, drapie i kopie.

          Nie ma takiej opcji, jeżeli dziecko wie, że z rodzicem i tak w końcowym efekcie nic nie ugra.

          > U nas najważniejsze jest przerwanie spektaklu przekory. Jak nie ma "przeciwnika
          > " to nie ma walki. Najczęściej mówię że nie będę się z nim siłować, jak nie chc
          > e to niech się nie ubiera i demonstracyjnie idę robić coś innego. Prawie zawsze
          > po chwili przybiega z rykiem, żebym go ubrała. Czyli nie chodzi o to ubranie t
          > ylko o zabawę w kotka i myszkę.

          Oczywiście.
          • Gość: tuszeani Re: nie radze sobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.12, 12:17
            Jednak nadal uważam, że wyjaśnianie swoich decyzji nawet dwulatkowi ma sens. Widzę to wyraźnie, zupełnie inaczej reaguje jak nie wie po co go do czegoś nakłaniam, a inaczej jak widzi w tym sens.
            Ja zresztą też byłam tak wychowywana, nie było nigdy zakazów na zasadzie "nie bo nie" tylko zawsze z uzasadnieniem. Nie każde do mnie trafiało i nie z każdym się zgadzałam, ale ponieważ wiedziałam po co to jest, było mi się dużo łatwiej z tym pogodzić (a ja też z tych upartych, jak mój syn). Jestem bardzo za to wdzięczna swoim rodzicom, choć to wychowanie czasami w życiu przeszkadza bo np. szefa też poproszę o uzasadnienie jego decyzji jeśli się z nią nie zgadzam ;)

            A co do gryzienia, drapania i wierzgania, zaręczam Ci że egzemplarze wytrwałe będą walczyć do końca za każdym razem, bo mimo że 1000 razy nic nie wskórały, to może tym 1001 razem będzie inaczej? Tak samo jest z testowaniem granic, niektórym dzieciom wystarczy stanowczo powiedzieć 2 razy, a innym 1000 nie wystarczy i za każdym razem z równym zaangażowaniem rzucają się do sprawdzania czy granica nadal jest tam gdzie 10 minut temu ;)
            • aqua48 Re: nie radze sobie 30.09.12, 17:33
              Gość portalu: tuszeani napisał(a):

              > A co do gryzienia, drapania i wierzgania, zaręczam Ci że egzemplarze wytrwałe b
              > ędą walczyć do końca za każdym razem, bo mimo że 1000 razy nic nie wskórały, to
              > może tym 1001 razem będzie inaczej? Tak samo jest z testowaniem granic, niektó
              > rym dzieciom wystarczy stanowczo powiedzieć 2 razy, a innym 1000 nie wystarczy
              > i za każdym razem z równym zaangażowaniem rzucają się do sprawdzania czy granic
              > a nadal jest tam gdzie 10 minut temu ;)

              A ja sądzę, że to w dużej mierze zależy od osoby, która dziecku narzuca to co powinno ono zrobić, i sposobu w jaki to robi. Jedną osobę będą testować 1000 razy w stosunku do innej, która z pełną stanowczością coś powie nie będą próbować zaprzeczać, bo od razu widać, że z nią dyskusja nie ma sensu.
              A gryzienia, drapania i wierzgania w ogóle sobie nie wyobrażam. Dorosły absolutnie nie powinien dopuścić do takiej walki z dzieckiem.
              • Gość: tuszeani Re: nie radze sobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.12, 20:49
                > A ja sądzę, że to w dużej mierze zależy od osoby, która dziecku narzuca to co p
                > owinno ono zrobić, i sposobu w jaki to robi.
                Zgadzam się z tym, natomiast uważam że najczęściej jest to wypadkowa specyfiki obu stron. Np. ja generalnie w życiu nie stosowałam rozwiązań siłowych (w sensie wymuszania swojej woli) bo nie było mi to potrzebne, zawsze potrafiłam się dogadać i w ten sposób osiągnąć swoje cele. Zarówno z dorosłymi (np. jako szef) jak i z dziećmi (np. jako instruktor harcerski). Nie stosowałam rozwiązań siłowych a nie miałam nigdy problemów z posłuchem. W stosunku do mojego syna moje dotychczasowe metody się nie sprawdzają. Tzn. w końcu też ten cel osiągam tymi właśnie metodami, ale kosztem tego że 1000 razy testuje czy faktycznie mówię serio. Prawdopodobnie gdybym na niego wrzeszczała albo lała go, miałby mniejszą śmiałość do tego testowania, ale po pierwsze jest to wbrew mojej naturze, a po drugie, mimo krótkoterminowej skuteczności, nie sądzę żeby to długoterminowo prowadziło do czegoś dobrego. Nie zmienia to faktu, że ostatnio czuję się ciągle jak oblężona twierdza w trakcie ciągłego szturmu i jestem tym coraz bardziej zmęczona i sfrustrowana.
                A, no i nie jest tak, że syn tak traktuje tylko mnie - to samo jest z mężem, mieszkającymi osobno dziadkami, paniami w żłobku (choć tu się ostatnio jakby uspokoił i odbija sobie w domu ;) ). Czyli osobami o kompletnie różnych charakterach, różnych doświadczeniach i różnych poziomach stanowczości. Mimo wszystko uważam, że głównym powodem jest jego temperament. Nie jest to kwestia nieznajomości zasad, bo potrafi np. z dużym zaangażowaniem egzekwować te zasady od innych dzieci czy dorosłych.

                > A gryzienia, drapania i wierzgania w ogóle sobie nie wyobrażam. Dorosły absolut
                > nie nie powinien dopuścić do takiej walki z dzieckiem.
                Też uważam że to bez sensu i zasadniczo nie dopuszczam do takiej walki, ale nie na zasadzie konfrontacji i ustawiania dziecka, żeby nie śmiało pisnąć, tylko na zasadzie zapobiegania sytuacjom w których ta walka mogłaby nastąpić, w sensie że wiem, czym to grozi i dążę do rozbrojenia konfliktu jeszcze przed wybuchem. Moja wiedza o wierzganiu pochodzi z czasów, kiedy jeszcze nie wypracowałam lepszych sposobów i zdarzało mi się go ubierać na siłę.

                Z ciekawości: co konkretnie zrobiłabyś w sytuacji kiedy chcesz ubrać 2-3 latka, mając mało czasu, on nie chce i na Twoją stanowczość w tej kwestii odpowiada wierzganiem, kopaniem i walką do upadłego? Wolałabym dyskutować na konkretach.
                • Gość: drzewachmuryziemia Re: nie radze sobie IP: *.cable.net-inotel.pl 30.09.12, 21:31
                  nie wyobrazam sobie ubierania wierzgającego3 latka, musiałabym chyba go przywiązac
                  • Gość: tuszeani Re: nie radze sobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.09.12, 21:58
                    Chyba nikt z nas sobie nie wyobraża, ale mam wrażenie że piszemy z dziewczynami o dwóch kompletnie różnych strategiach unikania takich sytuacji:
                    1. (ja) zapobieganie czyli takie działania żeby ubieranie na siłę nie było potrzebne (kosztem sporego wysiłku, czasu i gimnastyki jeśli materiał jest oporny),
                    2. (dziewczyny) takie ustawienie dziecka, żeby przy ubieraniu na siłę od razu poddało się i nie próbowało wierzgać (i nie tracenie czasu na negocjacje i podchody mające na celu uniknięcie ubierania na siłę).

                    Może trudno sobie wyobrazić, ale dwulatek, a nawet półtoraroczniak może być silniejszy od dorosłego. Ja mam w swojej matczynej karierze dwie niechlubne walki o włożenie półtoraroczniaka do wózka wbrew jego woli. W obu przypadkach musiałam odpuścić bo po prostu nie byłam fizycznie w stanie tego przeprowadzić bez jego przyzwolenia. Więcej nie próbowałam bo zrozumiałam że to bez sensu i lepiej zapobiegać niż dopuszczać do sytuacji w której obie strony są przegrane.
                    • Gość: drzewachmuryziemia Re: nie radze sobie IP: *.cable.net-inotel.pl 01.10.12, 10:56
                      mialam raz taką sytuację, gdy wziełam na siłe dwuletnie dziecko z placu zabaw bo było totalnie zmeczone i juz nie reagowało na nic. w tym zmeczeniu wpadł w szal, we dwie z moją mamą nie mogłysmy fizycznie sobie z nim poradzic, tak sie wyrywał wierzgał, uciekał, biegł na oslep, nie docieralo do niego nic (potem to juz tylko chciałam go po prostu miec na rękach lub w wózku, zeby sobie krzywdy w tym szale nie zrobił). z wielkim trudem w koncu wsadziłysmy go do wózka i zapięłysmy pasy - to był po prostu koszmar, a dziecka było mi tak zal, ze myslalam ze sie tam porycze na srodku ulicy. potem jeszcze raz probowałam na siłe trzymac go by umyc mu zeby - nie było zadnego szału, ale co mozna zrobic jak dziecko chce odejsc, macha rekoma, wije sie - nic, to nie ma sensu. ubrac tez sie nie da, bo niby jak. nie mówiac juz o tym, ze to po prostu bardzo przykre doswiadczenie dla dwóch stron, przemocowe po prostu, bo to jest walka. tak wiec zgadzam sie z toba,ze nie mozna do takich sytuacji dopuszczac i zgadzam sie, ze male dziecko w swoich emocjach ma czesto siłę większą niz dorosły.
                • aqua48 Re: nie radze sobie 01.10.12, 13:54
                  Gość portalu: tuszeani napisał(a):

                  > Z ciekawości: co konkretnie zrobiłabyś w sytuacji kiedy chcesz ubrać 2-3 latka,
                  > mając mało czasu, on nie chce i na Twoją stanowczość w tej kwestii odpowiada w
                  > ierzganiem, kopaniem i walką do upadłego?

                  Przede wszystkim nie doprowadzałabym do sytuacji kiedy musiałby wierzgać, kopać i walczyć do upadłego. Nie szamotałabym się z dzieckiem. Jeśli powiedziałby że nie ubierze się, to tak jak napisałabym wyżej powiedziałabym jak chcesz, ale wobec tego zostajesz w łóżku. Jak będziesz chciał wstać i wyjść to zawołaj, przyjdę i pomogę ci się ubrać. Dziecko zostawione rano w łóżku bez zabawek, książeczek, telewizora znudzi się bardzo szybko.

                  A kiedyś zajmowałam się dziewięciolatkiem, który próbował mnie szantażować, że jeśli na coś się nie zgodzę to on będzie wymiotował (od rodziców wiedziałam, że potrafi na zawołanie). Otworzyłam mu drzwi do łazienki i powiedziałam - proszę bardzo, jeśli sprawia ci to przyjemność, wymiotuj. Ja bardzo nie lubię wymiotować, bo potem źle się czuję i mam fatalny smak w buzi, ale jeśli ty to lubisz... I zostawiłam go z tą informacją. Myślicie, że się zdecydował? Potem już więcej nawet nie słyszałam takiej propozycji.
                  • Gość: basca Re: nie radze sobie IP: *.ghnet.pl 03.10.12, 20:27
                    o a jakby dziecko wyszło z łóżka, uciekło do innego pokoju?
                    • aqua48 Re: nie radze sobie 04.10.12, 13:44
                      Gość portalu: basca napisał(a):

                      > o a jakby dziecko wyszło z łóżka, uciekło do innego pokoju?

                      Biorę za rękę i prowadzę spokojnie z powrotem pytając po drodze, czy już dojrzało do tego żeby się ubrać i wstać. Powtarzam, że jeśli chce wyjść z łóżka musi się ubrać. Proste jak drut.
                      • laura771 Re: nie radze sobie 04.10.12, 13:54
                        No, a jakby przy tym się szarpało i płakało/wrzeszczało z buntu/ to niestety i ta metoda zawodzi, bo dziecka wtedy nie da się o nic zapytać. Więc nie jest to jednak proste jak drut czasami.
                        • Gość: basca Re: nie radze sobie IP: *.ghnet.pl 04.10.12, 17:41
                          Dokładnie.
                          Są różne dzieci, mają różne temperamenty.
                          To co wydaje się proste i oczywiste przy jednym dziecku przy innym się nie sprawdza.
                      • jagienka_77 Re: nie radze sobie 04.10.12, 20:19
                        czy już dojrzało do tego żeby się ubrać i wstać

                        Sorry, ale mam alergię na takie teksty
                        Za dużo pseudopsychologicznych poradników ktoś się naczytał albo amerykańskich filmów naoglądał

                        Kto tak mówi do trzylatka?! "Synu, czy dojrzałeś już do tego, aby się ubrać?" No ludzie, trzymajcie mnie :)
                        • jagienka_77 Re: nie radze sobie 04.10.12, 20:22
                          -"Nie mamo, właśnie dojrzewam do lewej skarpetki" :D
                          • aqua48 Re: nie radze sobie 04.10.12, 22:07
                            A co złego w pytaniu czy chce się już ubrać, czy jeszcze posiedzieć w łóżku? Przecież to oczywiste, że nie piszę na forum dla dorosłych dokładnie w taki sposób w jaki odzywam się do malucha, prawda? No ale może nie dla wszystkich oczywiste...
                            • jagienka_77 Re: nie radze sobie 04.10.12, 23:14
                              [i]Biorę za rękę i prowadzę spokojnie z powrotem pytając po drodze, czy już dojrzało do tego żeby się ubrać i wstać. Powtarzam, że jeśli chce wyjść z łóżka musi się ubrać. Proste jak drut. [i]

                              To brzmi jak rada osoby, która w życiu nie miała do czynienia ze zbuntowanym trzylatkiem. Albo z jakimkolwiek. W myśl zasady "byłam idealną matką dopóki nie urodziłam dziecka". Proste jak drut.
                              • laura771 Re: nie radze sobie 05.10.12, 11:09
                                Chyba na tym forum sa osoby, które nie przeżyły i nie widziały dziecka, które się szarpie, wyrywa, rodzic zapocony ubrał wreszcie buty, a dziecko je zdejmuje ze złością. Jedyna metoda, to niech idzie bez butów, a jak iść nie chce, to bierze się pod pachę i donosi, gdzie potrzeba i niech się drze trudno.
                                • jagienka_77 Re: nie radze sobie 05.10.12, 12:57
                                  to bierze się pod pachę i donosi, gdzie potrzeba i niech się drze trudno

                                  będąc w zaawansowanej ciąży, tak?
                                  • laura771 Re: nie radze sobie 05.10.12, 13:12
                                    Fakt, zapomniałam, że autorka w ciąży :( W takim razie musi sobie do takich sytuacji pomoc zorganizować, bo nie ma innej rady.
                                    • Gość: basca Re: nie radze sobie IP: *.ghnet.pl 05.10.12, 13:31
                                      Można też (jak już była mowa) dziecku zapowiedzieć, że na czas kiedy wypadałoby wyjście na spacer (chyba że ważniejsze jest dla autorki kwestia jedzenie) mama się z dzieckiem nie bawi. Stosować też drobne nagrody.
                                      • basca_basca Re: nie radze sobie 05.10.12, 13:48
                                        No i rozważyć - jeśli jest możliwość - posłanie do przedszkola. Przedszkole daje możliwość oddechu od mamy i rozwijania swojej niezależności.
                                        • laura771 Re: nie radze sobie 05.10.12, 14:31
                                          Albo wywlec za rękę i niech przebiera nogami. Nosić wszak wtedy nie trzeba, tylko silny ścisk.
                                • aqua48 Re: nie radze sobie 05.10.12, 15:12
                                  laura771 napisała:

                                  > Chyba na tym forum sa osoby, które nie przeżyły i nie widziały dziecka, które s
                                  > ię szarpie, wyrywa, rodzic zapocony ubrał wreszcie buty, a dziecko je zdejmuje
                                  > ze złością.

                                  Nie, moje dzieci nigdy nie zdzierały z siebie ubrań ze złością. Nie dopuszczałam w ogóle do takiej sytuacji. Przed wyjściem z domu uprzedzałam dziecko dużo wcześniej, że wychodzimy i starałam się przedstawić mu wyjście w tak atrakcyjny dla niego sposób, żeby chciało iść ze mną, a nie wyrywało mi się z rykiem.. Odpowiednia rozmowa z dzieckiem jest dużo lepsza niż wzięcie pod pachę i wyniesienie na siłę. A atrakcje na prawdę można wymyślić nawet jak idzie się na tylko pocztę i do spożywczego. Choćby obiecać dziecku lepienie z ciasta solnego i wypiekanie w piekarniku figurek po powrocie do domu (idziemy wobec tego kupić sól, bo potrzeba jej dużo).Tylko potem trzeba znaleźć czas, żeby dotrzymywać słowa.
                                  Dobrze jest też zachęcić dziecko do pomocy, nieco wchodząć mu na ambicję, ze jest już "takie duże", wobec tego będzie mogło zrobić to i tamto. Mój syn, w wieku 3 lat np. uwielbiał pranie ręczne. Dawałam mu miskę z ciepłą wodą, jakiś szampon do tego, albo delikatny płyn i jakiś sweterek, i on miał świetną zabawę i był dumny z siebie, że potrafi, ja miałam czystą rzecz, dwadzieścia minut spokoju i "dorosłe dziecko" z wyjątkowo czystymi rękami jako gratisem. Wszystko zależy od podejścia. Nie warto doprowadzać do sytuacji kiedy dziecko się buntuje walczy, szarpie, kopie i wrzeszczy.
                                  • basca_basca Re: nie radze sobie 05.10.12, 17:37
                                    Masz 2, 3 dzieci. A na świecie jest ich miliony. Akurat nie trafiłaś na takie, które pomimo działań rodzica, zdzierają sobie ubranie :)
                                    • aqua48 Re: nie radze sobie 05.10.12, 22:38
                                      basca_basca napisała:

                                      > Masz 2, 3 dzieci. A na świecie jest ich miliony. Akurat nie trafiłaś na takie,
                                      > które pomimo działań rodzica, zdzierają sobie ubranie :)

                                      Moim zdaniem WYCHOWAŁAM je sobie w ten sposób. Nie wykluczam, że i moje przy innych osobach potrafiłyby coś podobnego zaprezentować, wszak miały takie etapy w życiu, że w proteście rzucały się na podłogę waląc w nią pięściami...Jednak rolą rodzica jest zapanować nad podobnymi zachowaniam jak najwcześniej, żeby na późniejszych etapach nie nastąpiła eskalacja problemu. Dziecko musi się nauczyć, że to rodzic stawia granice. I dowiedzieć się, że robi to nie po to żeby mu na złość zrobić, czy na przekór, tylko że życie w społeczeństwie tego wymaga.
    • rulsanka Re: nie radze sobie 29.09.12, 17:56
      Trzylatki bywają paskudne, to fakt. Mój w tym wieku nagle przestał się ubierać (a już robił to sprawnie) i ubrać też się nie dał. Jakbym go ubrała na siłę, to równie szybko by się rozebrał. Ubieranie na siłę będąc w ciąży kompletnie odpada, w czasie szarpaniny można oberwać w brzuch. Dzieci wbrew pozorom są trudne do poskromienia siłą, przynajmniej mój syn taki był, walka z nim to męczarnia. A ja jestem naprawdę silna, i wytrzymała, ćwiczyłam wiele lat aikido...
      Ja ubierałam na bajce (miś uszatek). Co do jedzenia, to możesz spokojnie wyjść z córką bez śniadania, z głodu nie umrze. Możesz też nakarmić, na bajce :)
      Może również chodzić bez tych skarpetek. Zmarznie to założy... I w piżamie do sklepu. Od tego się nie umiera i to nie są priorytety.
      Jesteś w ciąży, dziecko w okresie buntu. Ułatw sobie życie. Mój syn po takim okresie odpuszczania, karmienia, ubierania, po prostu dojrzał. To trwało stosunkowo krótko, może miesiąc. Prawdopodobnie dzięki temu, że przestałam się spinać.
      Im bardziej walczysz z dzieckiem i jesteś wykończona, zdenerwowana, tym dziecko się gorzej zachowuje.
      • Gość: atoness Re: nie radze sobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.12, 18:23
        Przestań się po prostu zachowywać jak dziecko. Postaw się raczej w sytuacji swojego dziecka. Mama cały dzień tylko prosi, a jak się nie robi tego, o co mama prosi, to mama nadal prosi. Oszaleć przecież można. Wygląda to na taką zabawę: pozwól mi cały dzień prosić. Negocjacje? Co chcesz negocjować? To ty jesteś dorosła i ty wiesz, co jest konieczne, a co negocjowalne. Ty musisz doprowadzić do tego, żeby wyjście do sklepu było możliwe. Jeśli uważasz, że można to negocjować, to musisz wziąć po uwagę i taki wynik, że nigdzie nie pójdziesz. Straszysz, że wyrzucisz lalkę? Co lalka ma wspólnego z ubieraniem się albo nie? Odstawiasz jakąś absurdalną komedię. Że wyjdziesz? Przecież jak piszesz, "trzylatka przecież nie zostawisz". Próbujesz zrobić dziecko w konia, a tymczasem dziecko robi ciebie. I śmieje się, bo istotnie jest z czego. Ale to bardzo niedobra lekcja dla dziecka, taka dziecinada w wykonaniu kogoś, kto ma dziecku zapewnić bezpieczeństwo i tegoż bezpieczeństwa poczucie. Prosisz dziecko, żeby ci umożliwiło zrealizowanie planu? To ty za to odpowiadasz. Dla dziecka to za dużo. Żeby sobie radzić, trzeba trzymać ster. Jak się nie trzyma, to radzą sobie inni.
    • gag-nes Re: nie radze sobie 29.09.12, 18:42
      U mnie taka sama sytuacja. Ja w 32 t.c., a syn w okresie buntu (ma 2,8). Na siłę nie daję rady niczego zrobić, bo młody tak wierzga, że obawiam się kopniaka w brzuch. Ja staram się przeważnie przeczekać. Też codziennie jest problem z ubieraniem, ale jak posiedzi jakiś czas nieubrany to z reguły sam przychodzi i chce się ubrać, bo mu zimno. Jak muszę gdzieś koniecznie wyjść, to po prostu przekupuję (gumą, lizakiem itp.) :/ (Pewnie zaraz zostanę odpowiednio podsumowana).
      Poza tym częste wrzaski i histerie, czasami zupełnie bez powodu. Próbuję zachować spokój, ale też nie zawsze wychodzi.
      • twitti Re: nie radze sobie 29.09.12, 19:34
        U mnie pomaga "chodz opowiem Ci bajke", albo wiersz. Corka zwykle wtedy jest zainteresowana, wsluchuje sie a ja na szybko ja ubieram:) sprobuj:)
    • Gość: drzewachmuryziemia Re: nie radze sobie IP: *.cable.net-inotel.pl 29.09.12, 21:05
      ale on sam sie bawił do tej tej 13? bo jak mój mówi ze nie chce zdjac pizamy, to mówię: czekam tu na ciebie, trzeba sie przebrac i czekam i nie ruszam sie az nie przyjdzie. on nie lubi sam sie bawic, wiec przychodzi po chwili, bo wie, ze inaczej zadnych zabaw nie bedzie ani nic. no i nie wiem o co chodzi z tym jedzieniem? nic nie je do 13? nie jest głodny? a ztym wychodzeniem na klatkę - widocznie nie zalezało mu, zeby isc na dwór i całe szczescie nie boi sie, ze go zostawisz samego, tylko CI ufa i dobrze wie, ze to tylko takie gadanie - moze zamiast go straszyc bez sensu i udawac, zachęc go czyms atrakcyjnym. Jak u mnie juz totalnie nic nie działa, to mu mowie, ze kupimy w sklepie gumę do żucia;)
    • aleksandra1357 Re: nie radze sobie 29.09.12, 23:35
      To mija, naprawdę.
      Trzeba tylko uważać, żeby nie zabić siebie lub dziecka.

      Najlepiej o nic nie prosić. Ubierać na siłę, pod pachę i na zakupy. Może to i przemoc, ale, kurde, nie mam całego dnia, żeby błagać i kusić dziecko, żeby włożyło buty. Tzn. można dać do wyboru: albo wkładasz buty, albo wkładam je siłą. Wtedy to nie jest przemoc, tylko wybór dziecka ;)
      Tylko że jak się jest w ciąży, to ciężko uskuteczniać przemoc. Miałam to samo i łączę się w bólu.
      TO MIJA. Z parę miesięcy usłyszysz nagle z rana: "Dobrze, kochana mamusiu, już idę prędziutko! Czy mam włożyć te buciki?"
    • joshima Re: nie radze sobie 30.09.12, 01:43
      Gość portalu: zuzik napisał(a):

      > dziecko moje ma 2,9 ja w końcówce ciązy. obrazek dnia dzisiejszego: wstajemy ra
      > no, próba ubrania ( 2 godziny) ja proszę "choć cie ubiorę" odpowiedz -" nie je
      > szcze nie teraz", we mnie narasta złość dziecko ma lodowate nogi biega po pły
      > tkach zadowolone, ubrac sie nie chce! zaczynamy negocjacje które koncza sie moi
      > m stwierdzeniem ubieraj sie bo wyrzuce lale.
      Przepraszam, ale następnym razem stuknij się w głowę.

      > Proszę , złoszcze sie i juz placze z nerwów
      To przestań prosić, złościć się a tym bardziej płakać z nerwów. Im więcej robisz wokół tego sprawy tym bardziej dziecko będzie Ci stawać okoniem.

      > Podnosze tylko ton. w końcu ubi
      > eram sie wychodzę na klatkę ( taką w domu jednorodzinnym)i mówi,ę że id, jak s
      > ie ubierze i zje to pojedzie ze mną. Moje dziecko stoi przy barierce i smieje sie.
      Nie traktuj go jak głupka. Świetnie wie, że nigdzie nie pójdziesz.

      Rozumiem, że Twoje dziecko wie, że lada moment pojawi się konkurencja. Sądzę, że jego zachowanie jest z tym mocno związane. Czy często słyszy, że nie możesz czegoś, bo masz w brzuchu drugie dziecko?
      • asia_i_p Re: nie radze sobie 01.10.12, 00:42
        A masz jakąś radę, co robić?
        Ale tak konkretnie - matka w końcówce ciąży, głodna, chce iść na zakupy, a dziecko stawia czynny opór. I nie chcę usłyszeć, co powinna zrobić pół roku temu - co ma zrobić teraz?
    • mskaiq Re: nie radze sobie 30.09.12, 10:35
      W kazdym dziecku istnieje silna potrzeba niezleżności, która próbuje zachować
      używając obron maniakalnych tzn nadaktywność, nieposłuszeństwa albo
      głupawki, itp.
      Twój niepokó,j że jest głodny, że nie słucha Ciebie i to powieksza obawę bycia
      zależnym od Ciebie.
      Można przerwać ten stan wymuszając albo bijąc dziecko, bo strach przed taką
      reakcją odbierze mu potrzebę niezależności. Takie działanie tylko powiekszy tylko
      taką potrzebę chociaż może się wydawac że problem zniknał. Dziecko może sie
      zamykać, ukrywać swoje potrzeby i słuchać wbrew sobie.
      Inną metodą to stworzyć poczucie że słuchanie nie oznacza utraty niezależności.
      Wtedy dziecko samo decyduje o jedzeniu bo samo czuje się głodne a nie mama
      o tym decyduje a ubranie sie oznacza pójście na spacer czy zakupy, które dziecko
      uwaza za frajdę.
      Serdeczne pozdrowienia.




      i keedy a Twoje niepokój
      Dziecko odbiera Twój niepokój i stosuje obrony . W takiej sytuacji dziecko stosuje obrony maniakalne, tzn
    • manala Re: nie radze sobie 01.10.12, 04:24
      Rzeczywiście sobie nie radzisz. Wkrótce pojawi się noworodek i nadal będziesz czekała aż twoja 3-latka łaskawie coś zrobi abyś ty mogła np. zrobić zakupy czy wyjść na spacer?
      Pies jej mordkę lizał jak nie chce jeść śniadania - zgłodnieje to zje ale na litość boską spędzić pół dnia na proszeniu 3 latki aby się ubrała? Jak nie chcesz za fraki i ubrać sama to wymyśl coś co na nią podziała - ktoś podpowiadał minutnik, dla mnie to i konkretna groźba (ale taka, którą zrealizujesz) jest ok.
      Nigdy bym nie pozowliła aby 3-latek tak mną manipulował. Uważam, że nawet klaps jest lepszy od takiej bezradności rodzica. (Dla jasności jednak - nie popieram tej metody.)
      Z dzieckiem trzeba rozmawiać, można negocjować ale trzeba jednak wymagać pewnych zachować. Wymagać, mówić o konsekwencjach jeśli się nie podporządkuje, realizować to co się obiecało, jak trzeba to wrzasnąć a nie dusić wszystko w sobie.
      • e-emma-e Re: nie radze sobie 01.10.12, 06:51
        manala napisała:

        > Uważam, że nawet klaps jest lepszy od takiej bezradności rodzica.
        >jak trzeba to wrzasnąć a nie dusić wszystko w sobie.

        No dokładnie.Nie chodzić koło tego dziecka jak pies koło jeża.
        • mskaiq Re: nie radze sobie 01.10.12, 10:32
          Myślę że na jednym klapsie sie to nie skńczy i jeden klaps nie pomoże. Jesli chce
          się prowadzic dziecko na zasadzie wymuszania to te wymuszanie musi być
          stosowane regularnie i w miare upływu czasu zawiększane bo opór dziecka przed
          takim traktowaniem bedzie narastał.
          O wile lepiej dla obu stron jest prowadzić dziecko w oparciu o miłość i zrozumienie.
          Serdeczne pozdrowienia.
          • e-emma-e Re: nie radze sobie 01.10.12, 11:20
            mskaiq napisał:

            > Myślę że na jednym klapsie sie to nie skńczy i jeden klaps nie pomoże.
            > Jesli chce się prowadzic dziecko na zasadzie wymuszania to te wymuszanie musi być
            > stosowane regularnie i w miare upływu czasu zawiększane bo opór dziecka przed
            > takim traktowaniem bedzie narastał.

            To źle myślisz.

            > O wiele lepiej dla obu stron jest prowadzić dziecko w oparciu o miłość i zrozumienie.

            Jedno nie wyklucza drugiego przecież, a piszesz tak, jakby wykluczało. Bardzo ograniczone myślenie masz. Serdeczne pozdrowienia.
    • Gość: domza2 Re: nie radze sobie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 01.10.12, 12:31
      Nie wolno przy dziecku płakać z besilności - chociaż nieraz trudno wytrzymać, wiem coś o tym. Dziecko nie tylko widzi Twoją słabość (i wcale nie odczuwa współczucia, bo jest na to za małe) i zaczyna poczynać sobie jeszcze śmielej, ale może w ogóle stracić do Ciebie zaufanie oraz poczucie bezpieczeństwa, bo dorosły to MA być ktoś silniejszy, kto nie tylko rządzi ( tak, dzieci tego oczekują i dobrze się czują, gdy dorosły rządzi i wyznacza jasne granice), ale kto stanowi oparcie dla dziecka, swoją siłą i niezłomnością (zabrzmiało patetycznie).
      Ja stosowałam taką metodę. Tam, gdzie można było zainteresować to tak robiłam. Czyli, jak napisały już dziewczyny ubieranie na kolanach, opowiadając coś, zadając zagadki, dając do łapki książeczkę i ona mi opowiadała. Gdy nic nie działało, ostrym tonem: liczę do 3. Przeważnie działało. Jeśli nie : kara, ale absolutnie nie taka wydumana i krzywdząca jak zabieranie zabawki, tylko bardziej naturalna, np. mam dość tego zachowania i przez następną godzinę nie mam ochoty na zabawę z Tobą, ryczy : trudno, następnym razem zrób coś szybciej i łatwiej, bo straciłam już dobry humor i nie mam ochoty na zabawę. Albo: ubierałaś się za wolno, więc nie zdążymy wpaść do sklepu po loda, lizaka, etc. Nagrody są dla dzieci, które wykonują polecenia sprawnie. Poza tym wkrótce ten okres minie, choć takie zachowanie może sie utrzymywać dłużej ze względu na Twoją bezradność oraz pojawienie się rodzeństwa. powodzenia!
      • Gość: zuzik Re: nie radze sobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.12, 19:46
        moje dziecko jest bardzo uparte i takie metody jak liczenie do 3, lizaki, żelki, obietnica pójścia na spacerek na plac zabaw, bajki, kto pierwszy ; w sytuacji gdy nie ma na coś ochoty nie działają.
        W związku z brakiem już pomysłów odpuszczam i zostawiam dziecko samo w zabawie( zabawek nie pochowam, bo musiałabym wynieść pół pokoju na strych) idę robić coś innego (np.sprzątać), ale to na nie też nie działa. może bawić się pól dnia samo do czasu aż przyjdzie tata. A wtedy potrafi się "poskarżyć" ze mama nie chce się z nim bawić a na pytanie dlaczego odpowie np.że nie chciałem się ubrać i zjeść śniadanka .Czyli świadomość złego zachowania jest. O ile wcześniej takich problemów nie było tak teraz zdarza się to coraz częściej. Nie sądze, żeby świadomość pojawienia sie drugiego dziecka miała na to zachowanie wpływ, bo własnie staram się nie odmawiać dziecku tego czy owego ze względu na mój stan.
        Dziękuje za wszystkie wpisy, wyciągne wnioski i skorzystam z porad (tych których jeszcze nie przetestowałam).
        • jola_ep Re: nie radze sobie 03.10.12, 22:19
          Nie myśl o swoim dziecku jako o upartym, tylko jak o konsekwentnym :) Takie drobne przesunięcie na pozytywną stronę. Mi pomogło (długofalowo). Nawet po pewnym czasie zaczęłam dostrzegać zalety takiego charakteru. Życie ułatwia ograniczenie terenu spornego. Na przykład spokojnie możesz sobie darować zachęcanie do jedzenia. Nie zje? - jego problem (uprzedzam fakty - miałam tzw. niejadki, młodszy z wpisaną niedowagą do książeczki zdrowia, wyrosły, nauczyły się jeść, są zdrowe). A Ty masz odrobinę mniej na głowie. Postaraj się tylko, aby nie było słodyczy i pustych zapychaczy pod ręką.

          Wydaje mi się, że Twoje dziecko jest na tyle małe, że nie zdaje sobie sprawy z tego dlaczego zrobiło źle, raczej z konsekwencji (ja robię dobrze, ale wtedy akurat mama nie chce się ze mną bawić).

          Przekonywać możesz empirycznie. Na szczęście na mojego młodego podziałało, jak pobiegał sobie trochę półnagi po domu (a było naprawdę zimno), a ja kazałam mu pomacać jakie ma zimne nogi. Przekonał się do ubrania ;) Można nawet wyjść z nieubranym dzieciakiem (zabrać coś do nałożenia). Inna sprawa, że dzieci mogą mieć zupełnie inne od naszego odczucie zimna (mój syn chodzi z krótkim rękawkiem, jak ja zawijam się w ciepłe swetry, ja uwielbiałam chodzić na boso, gdy moja mama musiała mieć cieplutkie kapcie itd. itp.) Na chorowanie to zbytniego wpływu nie ma (może taki, że mój syn chorował dużo mniej od starszej siostry, która zawsze grzecznie się ubierała).

          Mój syn w tym wieku potrzebował parę razy "pokazania mu", że trzeba mnie się słuchać - ale wystarczyło początek demonstracji siły, gdy on już przystępował do negocjacji (zrobię to, ale po swojemu) - i robił. Tobie pewnie jest teraz trudniej.

          Dobrze jest jednak ograniczać ilość spraw stawianych na ostrzu noża i czasem warto "poddać się" zanim dziecko zacznie nas do tego zmuszać: czyli zanim podejmę decyzję, wysłucham co masz do powiedzenia i może zmienię zdanie. Zresztą cały czas warto uczyć się też od naszego dziecka.

          Na pewno jak już grozisz, to postaraj się, aby te groźby móc wprowadzić w życie.

          Ale mimo wszystko są trudne okresy w życiu dziecka, a najlepsze co wtedy się sprawdza, to nasz spokój. Czego Ci życzę.
          Jola
        • mskaiq Re: nie radze sobie 05.10.12, 12:34
          Piszesz że ma świadomość że robi źle nie jedząc sniadania i nie ubierania sie.
          Myslę ze tak nie jest, on ma świadomość tego że obronił swoją niezależność.
          To on musi chcieć zjeść sniadanie a nie Ty. To on musi chcieć sie ubrać. Kiedy
          robisz mu śniadanie to go nie je. Odwróć to, poczekaj aż on Cię poprosi o
          śniadanie, a poprosi.
          Nic mu nie mów o ubieraniu. Poczekaj, sam Cię o to poprosi bo wtedy nie będzie
          bronił swojej nizależności.
          Serdeczne pozdrowienia.
        • Gość: domza2 Re: nie radze sobie IP: *.rzeszow.vectranet.pl 06.10.12, 20:20
          A ja myślę, że nie ma dzieci, na które niektóre metody działają i takich,na które nie działają, tylko działa tu autorytet rodzica , poczucie karności. Twoje dziecko niestety ma Cię za nic, dlaczego - to sama musisz odkryć. Na pewno płacz przy dziecku dokłada cegiełkę do tej budowli, proszenie się itd. - jesteś słaba i bezradna, a on silny. Nie gniewaj się na mnie - ja mam strasznie oporny i silny egzemplarz (potwierdzone w przedszkolu, nazwane tam silną osobowością) i od 3,5 roku użeram się tak lub inaczej. Są okresy, kiedy nie działa NIC, sąokresy, kierdy samo się wszystko robi - wiadomo, rozwój odbywa się sinusoidalnie, anie linearnie i przeważnie, keidy czujemy, że już więcej tego nie zniesiemy, że mamy totalnie dość to wtedy przychodzi okres względnej równowagi - tak też było ze mną. Dziś miałam koszmarny dzień z dzieckiem, bo jestem przeziębiona i sama w domu (mąż poza domem). Nie mogłam wybiegać dziecka na polu ( bo jestem chora) i kisiłyśmy się we własnym sosie strasznie. Kilka sytuacji skończyło się moim ostrym krzykiem. Walczyłam bardziej niż zwykle, więc dzieć bardziej niż zwykle stawiał opór - to prawo natury. Kiedy jestem tak zmęczona po robocie, że nie mam siły oponować ani walczyć o nic, dziecko współpracuje dużo lepiej - odkryłam to zupełnie niedawno, bo niedawno wróciłam do pracy i to dało mi dużo do myślenia. Gdy nie walczę, tylko niejako pozostawiam sprawy własnemu biegowi to wykonują sie one dużo, dużo szybciej niż gdy na nie nastaję. pozdr
          • Gość: tuszeani Re: nie radze sobie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.12, 15:09
            Hmmm... z tym "ma Cię za nic" to mocne słowa, ale myślę że trafne. Sama coraz częściej mam wrażenie, że i u nas autorytet rodzica nie działa. Jak Młody ma humor i ochotę to słucha a jak nie to nic sobie nie robi z naszych próśb i poleceń, jak również z konsekwencji których nieuchronności staramy się pilnować.

            Tyle że to niewiele zmienia - ja nie potrafię zupełnie powiedzieć co powinnam/powinniśmy zmienić, żeby było inaczej. Różne doświadczone osoby z naszego kręgu, poproszone o obserwację i opinię, również nie potrafią nam niczego konstruktywnego doradzić (oprócz niektórych którzy radzą "dać porządnego klapsa", "odesłać do sypialni", "dać po łapach", czyli dają rady za które póki co dziękujemy). Wiele osób mówi też o bardzo silnym charakterze i temperamencie, my mamy od dawna takie wrażenie.
            I tak naprawdę problemem nie są jakieś poważniejsze akcje tylko natężenie tych pośledniejszych, które powoduje że nadal do toalety mogę iść samodzielnie tylko wtedy kiedy Młody śpi ;)

            Choć od niedawna pojawia się coraz więcej jaskółek, dających nadzieję, że niebawem współpraca będzie trochę łatwiejsza :)
Inne wątki na temat:
Pełna wersja