Dodaj do ulubionych

mali buntownicy

27.04.13, 15:09
Znane są bunty dwulatków i nastolatków, w literaturze opisuje się też bunty 5,5 latków, a rodzice doświadczają buntów uczniów, przedszkolaków, niejadków i niezliczonych buntów dzieci w różnym wieku. Bunt jak bunt - zazwyczaj wybucha nagle, ma bardzo ostry i konfrontacyjny charakter, a zakwestionowane zostają wszystkie dotychczasowe reguły i władza. No i trzeba go jakoś opanować.
Postarajmy się przynajmniej na chwilę założyć, że dzieci naprawdę są małymi i kompletnymi ludźmi i działają racjonalnie. Dorosły człowiek podnosi bunt praktycznie tylko w jednej sytuacji - gdy jego sytuacja jest bardzo niekomfortowa, a pokojowe metody jej zmiany są albo już wyczerpane (okazały się nieskuteczne), albo niedostępne. Podczas buntu także dorośli ludzie łamią już nie tylko szczególnie uciążliwe reguły i ograniczenia - ale wszystkie, także te, które normalnie by akceptowali. Dzieci działają według tego samego mechanizmu.

Znane jest zjawisko kryzysów rozwojowych - gdy następuje kompletna zmiana struktury zachowań dziecka, jego potrzeb i motywacji. Jedne z najgłębszych kryzysów tego rodzaju następują średnio około 2,5 oraz 13 roku życia. Czy jednak muszą pociągać za sobą bunt? Czy mądrze wspieramy nasze dzieci w tych trudnych okresach?

Weźmy taką Małgosię. Rozwija się prawidłowo. Ma nieco ponad dwa lata. Atrakcyjny do tej pory wózek spacerowy (było wszystko widać, było bezpiecznie i rodzic blisko), stał się nagle więzieniem. Bo Małgosia nie chce już tylko widzieć, ale i dotknąć, bo czuje, ze może pójść sama i wystarczy jej, że rodzic będzie ją obserwować z oddali. Świat nie jest już tak niezrozumiały i wydaje się dość bezpiecznym miejscem.
Co robi Małgosia? Zaczyna nieśmiało protestować przy wkładaniu do wózka. A co robi rodzic- zagaduje, odwraca uwagę, czasem ignoruje protest, albo przekonuje, że jednak w tym wózku to trzeba siedzieć. Co robi Małgosia - Małgosia widzi inne dzieci, z którymi zaczyna się identyfikować - i one wcale w wózkach nie siedzą. Jej niezaspokojona potrzeba eksploracji świata wzrasta i wzrasta jej chęć do tego, aby wreszcie swoje silne (bo naturalne) pragnienie zrealizować. Stopniowo coraz trudniej ją wsadzić do wózka, zagadać, zignorować protest. Mama krzyczy, podnosi głos okazuje niezadowolenie. Małgosia szybko uczy się takich reakcji i uczy się że mama krzyczy, ale to choć z początku wydawało się straszne - to jest niegroźne. Któregoś dnia Małgosia zaczyna wrzeszczeć, prężyć się, a nawet bić i kopać mamę lub tatę. Jeśli zna już brzydkie słowa - z dużym prawdopodobieństwem ich także użyje. I następuje sukces. Małgosia wraca do domu piechotą i wie już, że wrzask i bunt to dobry sposób oporu. Od tego dnia staje się tym "diabełkiem" - teraz wrzask będzie i przy jedzeniu i przy wsadzaniu do krzesełka, wanienki i przy każdej okazji w której dziecko czuje że jest tłumione. Czasem bunt przybiera ogromne rozmiary i staje się buntem ogólnym, skierowanym po prostu przeciwko rodzicom.
Jak opanować bunt? Uwzględnić część żądań, zwłaszcza tych racjonalnych i wypracować nowe zasady. Oraz przekonać buntowników, że władza (rodzice) działają w zgodzie z ich interesem.
Obserwuj wątek
    • szamanta Re: mali buntownicy 27.04.13, 17:39
      Pisalam o tym w temacie ponizej,ale pozwole sobie na powtorzenie. Szal na punkcie buntow xxx latka mnie doprawdy oslabia. Kazda argumentacja trefnego zachowania to jest wina buntu ,1,7,4,2,5,8,11 latka
      Juz mi uszami wychodzą takie okreslenia jak bunt 2 latka,3 latka,4 latka, 5-latka,6-latka...8latka,10-latka....i w jakim wieku dziecko by nie bylo to w świetle psychologi zawsze bedzie to bunt xxxx latka
      Dla mnie niesforne zachowanie jest niegrzecznym zachowaniem,a nie zwalanie na bunt 3 latka, 9 latka czy 16 latka
      Okreslenia bunt "x" latka juz mam po dziurki w nooie,za duzo o tym slysze na kazdym kroku ,niezaleznie ile dziecko ma lat i sie paskudnie zachowa ,pierwsze co to diagnoza nieszczesnego buntu cholera wie ilo latka
      • twojabogini Re: mali buntownicy 27.04.13, 18:10
        > Pisalam o tym w temacie ponizej,ale pozwole sobie na powtorzenie.

        To i ja powtórzę :)

        Współczesna psychologia idzie w kierunku nazywania pewnych okresów nie" okresami buntu" a "okresami kryzysów rozwojowych". I wskazuje też okresy stabilizacji. Z wielu badań wynika że jedne z drugimi się przeplatają. Średnia przebiega tak:

        18 miesięcy - nierównowaga, 2 lata równowaga, 2,5 - nie, 3 lata - tak, 3,5 - nie, 4 - tak, 4,5 nie, 5 tak, 5,5 - nie - 6,5 - tak, 7 lat - nie, 8 tak, 9 - nie - 10 tak.

        nie - nierównowaga, tak - równowaga (dane za Ilg, Ames, Baker - rozwój psychiczny dziecka - sporządzone na podstawie badań klinicznych i obserwacji dzieci i ich rodzin). Autorzy piszą, że zaczynając badania zakładali, że im dziecko starsze tym bardziej stabilne i zrównoważone. I że napotykając na "niestabilności" początkowo szukali ich przyczyn w otoczeniu. Stopniowo, uważnie obserwując i badając dzieci, odkryli strukturę zachowań i okresów i rządzące nimi prawidłowości.

        Jak widać rozwój dziecka, wbrew powszechnym opiniom nie przebiega stabilnie. Na różnych etapach rozwoju dzieci mają konkretne i obiektywne trudności, czasem zaś struktura zachowań w danym wieku powoduje, że choć obiektywnie dziecko trudności nie ma - to jest postrzegane przez rodziców jako "trudne". Zdarza się jednak, że rodzice właśnie okresy stabilizacji postrzegają jako trudne - bo dziecko robi się np. wycofane lub bardziej zamknięte w sobie. Wiele więc zależy od oczekiwań rodziców - dla tych, dla których normą jest rozbrykane dziecko i oczywistym jest brak subordynacji - "problematyczne" są okresy stabilne.

        Okresami "niestabilnymi" w rozwoju są niewątpliwie te, na które przypadają tzw. kryzysy rozwojowe: pomiędzy drugim a trzecim rokiem życia - związany z przejściem od niemowlęctwa w dzieciństwo, jak również około 13 roku życia - związany z uruchomieniem procesów związanych z dojrzałością płciową. Część psychologów zaczyna sądzić, że taki głęboki kryzys następuje także pomiędzy 5,5-6,5 rokiem życia i jest związany z procesem wyodrębniania i rozwoju emocji (to funkcja dojrzewania układu nerwowego, który w tym okresie radykalnie się zmienia). W okresach tych kryzysów dzieci nie tylko są postrzegane jako "trudne" przez opiekunów - ale same napotykają i przeżywają wewnętrzne trudności.

        Pozostałe okresy "niestabilne" zostały wyodrębnione raczej ze względu na fakt, że szereg zachowań charakterystycznych dla danego okresu rozwoju sprawia trudność opiekunom - nie dzieciom. Gdyby patrzeć z perspektywy dziecięcej byłyby to raczej okresy "niestabilności rodziców"

        Pisząc więc o tym, że dzieci wiecznie przechodzą jakieś bunty i kryzysy - masz częściowo rację. Co do oceny zachowań: jeśli mieszczą się w normie rozwojowej nie pozostaje nic innego, niż uznać je za normalne zachowania - choć dla opiekunów czasem krańcowo trudne.

        Znając schemat zachowań danego dziecka (nie każde rozwija się książkowo), można ocenić czy dane zachowanie jest "normalne". Jeśli pięcioipółletni chłopiec się złości bardziej niż do tej pory i zrobił mniej karny niż do tej pory - najprawdopodobniej wszedł w kryzys. Jeśli zaczął się moczyć - problem jest innej natury. Jeśli ten sam chłopiec zacznie się wycofywać, będzie wolał być sam - to także sygnał, że coś jest nie tak (a te same symptomy u siedmiolatka zazwyczaj są normą i etapem przejściowym, chyba, że dziecko jest smutne i wycofane przez cały czas, a do tego ma inne symptomy zaburzeń typu depresyjnego).

        Nie każda trudność z zachowaniem dziecka wynika z normy rozwojowej, kryzysu, buntu. Jest bardzo ważne, żeby wiedzieć czego na jakim etapie rozwoju możemy się spodziewać. Powinno nas martwić, gdy dziecko przed szóstym rokiem nie zacznie się złościć i nie zrobi się rozchwiane emocjonalnie, i gdy trzylatek nadal spokojnie jeździ w wózku, bo tak chcą rodzice lub dziadkowie. Albo gdy siedmiolatek jest wciąż tak samo wesoły, jak na wcześniejszych etapach rozwoju.
        • verdana Re: mali buntownicy 27.04.13, 19:41
          Zawsze sie zastanawiam, ile z tych kryzysów to nierównowaga rodziców, nie dziecka:) Rodzice, teskniący za okresem słodkiego, całkowicie niezaleznego niemowlęcia i traktujący dwulatka tak, jakby nadal nie miał nic do powiedzienia i był tylko obiektem rodzicielskich starań. Rodzice, którzy traktują dorastającego nastolatka jak dziecko, nie umiejące podjać racjonalnej decyzji i wymagające kontroli na kazdym kroku.
          Zanim rodzice przystosują sie do kolejnego etapu, dziecko sie buntuje. Jak rodzice sie nauczą - przestaje.
          Pewnie, ze to uproszczenie, ale coraz częściej mam wrazenie, że cos jest na rzeczy.
          • e-kasia27 Re: mali buntownicy 27.04.13, 20:34
            Cały problem w tym, że rodzice chcą, aby dziecko zawsze było słodkim dzieciątkiem, które samo o niczym nie będzie chciało decydować, które będzie na zawołanie jadło, to co mu się poda, będzie spało wtedy, gdy mu się każe spać, będzie siedziało tam, gdzie się go posadzi, będzie chodziło wtedy, gdy mu się każe i tak długo, jak rodzic pozwoli, będzie wykonywało natychmiast wszystkie polecenia rodziców i nigdy nie będzie się niczemu sprzeciwiało, no i nigdy nie będzie się niczego domagało, ani nie będzie niczego wymagało od rodziców.

            O takie dziecko, to by był skarb!

            Skoro rodzice tak traktują swoje dzieci, to nic dziwnego, że mają same bunty.
            Najświętszy i najspokojniejszy dorosły człowiek, by się zbuntował, wściekał i wrzeszczał, gdyby go ktoś tak spróbował traktować!

            A dziecko to też przecież człowiek.

            I to człowiek teoretycznie najważniejszy na świecie dla rodzica - więc czemu jest tak traktowany, jak najgorszego sortu niewolnik, który nie ma nic do gadania w żadnej sprawie?
            • aqua48 Re: mali buntownicy 27.04.13, 22:07
              e-kasia27 napisała:

              > Cały problem w tym, że rodzice chcą, aby dziecko zawsze było słodkim dzieciątki
              > em, które samo o niczym nie będzie chciało decydować,
              > nie będzie się niczemu sprzeciwiało, no i nigdy nie będzie się
              > niczego domagało, ani nie będzie niczego wymagało od rodziców.
              >
              > O takie dziecko, to by był skarb!
              >
              To nie skarb, to tragedia. Takie dzieci bywają, ale są to dzieci bardzo mocno zaburzone...
              • e-kasia27 Re: mali buntownicy 28.04.13, 02:04
                Skoro to nie skarb, tylko tragedia, i skoro to zaburzone dzieci, to dlaczego wszyscy chcą takie zaburzone dzieci mieć?
                No przecież chcą, bo jak dzieciak próbuje się zbuntować i postawić, i mieć własne zdanie, to zaraz się pojawiają wątki, jakie kary zastosować, bo to co stosuję, to już nie działa i nie słucha, jak go zmusić, jak sprawić, żeby był posłuszny i robił, tak jak mu każę.

                • verdana Re: mali buntownicy 28.04.13, 09:54
                  Ską pomysł, ze chcieli by mieć? Pewnie, zę jeśli dziecko absolutnie nie słucha, to rodzice pytają, co robić, aby słuchało. Czasem bowiem trzeba - dziecko, małe dziecko robiące tylko to co chce, jest groźne dla siebie samego.
                  A ja sama zakładałam wątek, co zrobić z posłusznym nastolatkiem...
          • Gość: basca Re: mali buntownicy IP: *.dynamic.chello.pl 27.04.13, 21:47
            o, "mój niemowlak" nie był słodki, a kryzys były, są i będą.
    • triss_merigold6 Re: mali buntownicy 27.04.13, 21:35
      Podstawowy błąd w założeniu. Dzieci, zwłaszcza małe, nie działają racjonalnie i bardzo często prezentują jednocześnie wykluczające się chęci - dwulatek chce iść i nie iść, iść tam i owam i wszystko naraz w jednej chwili.
      Reagować w zależności od sytuacji, czasem ustąpić, czasem olać, czasem negocjować/przekupić a czasem zmusić.
      • twojabogini Re: mali buntownicy 28.04.13, 10:27
        > Podstawowy błąd w założeniu. Dzieci, zwłaszcza małe, nie działają racjonalnie i
        > bardzo często prezentują jednocześnie wykluczające się chęci - dwulatek chce i
        > ść i nie iść, iść tam i owam i wszystko naraz w jednej chwili.

        To o dwulatkach to prawda i wyklucza zdolność racjonalnego podejmowanie decyzji - ale nie racjonalnego działania.
        Pisząc o racjonalności dzieci nie piszę, że są w pełni rozwinięte, mają potrzebną wiedzę i rozeznanie do dokonywania racjonalnych decyzji. Piszę, że ich działania są racjonalne. Racjonalne - czyli nie bezsensowne, ale: umotywowane, wynikające z określonych przesłanek, ukierunkowane na osiągniecie określonego celu.
        A jako społeczeństwo jesteśmy skłonni działania dzieci bagatelizować: weźmy działania dwulatka: zabawa - ot taka dziecięca głupota, można ją w każdej chwili przerwać ważną sprawą - obiadem, myciem, przedstawieniem cioci, protest - to mały głuptasek i jeszcze nie wie co dla niego dobre, trzeba ignorować, bo dziecko pomyśli, że rządzi, opór trzeba przełamać, bo dziecko nie wie jeszcze jak ważne jest mycie zębów, głowy i branie leków, wiec jeśli opór trwa długo i jest silny - to można go przerwać siłą, odmowa spożycia posiłku - to głuptasek, nie wie jak się zdrowo odżywiać, trzeba go zająć telewizorem, to zje więcej, płacz - to głuptasek, dzieci czasem płaczą, trzeba go pocieszyć i utulić, kto by tam doszedł czemu płacze, skoro nie umie mówić

        Nie twierdzę, że wszyscy rodzice w ten sposób traktują dzieci i że ci którzy mają takie skłonności robią to stale. Ale jednak to przeważająca tendencja. To właśnie takie traktowanie rodzi bunt. Podporządkowany dwulatek zamienia się w diabelskiego dwuipółlatka i rykiem, płaczem i terrorem ustawia rodziców do pionu - uświadamiając im, ze nie jest kukiełką, dzidzią, która można przewozić z miejsca na miejsce, laleczką, którą można myć i ubierać. Szkoda tylko, że bunt jest odbierany jako niegrzeczność i większość rodziców szuka środków jak go stłumić.

    • scher Re: mali buntownicy 28.04.13, 17:05
      Ten wątek tylko dowodzi, że psychologowie - niektórzy - nie są ludźmi normalnymi. Zakładają ewangelizacyjne wątki, opisując dzieci i relacje między rodzicami a dziećmi w sposób tak oderwany od rzeczywistości, że człowiek nie wie, gdzie oczy podziać.
      Rodzice, którzy mają kilkoro dzieci - czytają te wasze wypociny z zażenowaniem.

      Jeżeli w ogóle jesteście dwiema różnymi osobami, to obie macie nie po kolei.
      • Gość: domza2 Re: mali buntownicy IP: *.rzeszow.vectranet.pl 28.04.13, 21:40
        Też się trochę uśmiałam, że taka ewangelizacja. Że niby co, zgodzić się , zaprzeczyć? A pytanie gdzie?;)
      • twojabogini Re: mali buntownicy 29.04.13, 14:49
        scher napisał:

        > Ten wątek tylko dowodzi, że psychologowie - niektórzy - nie są ludźmi normalnym
        > i. Zakładają ewangelizacyjne wątki,

        Nie jestem psychologiem, tylko rodzicem. Dwójkę na stałe, plus gromadkę dzieci, którymi z rożnych przyczyn opiekowałam się w dłuższych i krótszych okresach. Odbiór wątku to twoja sprawa. Spisałam swoje refleksje - byłam ciekawa co na to inni. Twój post zbyt wiele do dyskusji nie wniósł - dowiedziałam się, że nie lubisz psychologów.
        Nieewangelizacyjnie skrócę post i uproszczę na twoje potrzeby:

        1. Dzieci buntują się, bo mają powodu do buntu, a nie dlatego, że mają jakiś tam okres rozwojowy.
        2. Trudne zachowania dzieci wnikają z nierealnych oczekiwań rodziców lub z naturalnych dla określonego etapu rozwoju predyspozycji dziecka - i wtedy wymagają zmiany nastawienia rodziców, a nie dyscypliny. W niektórych przypadkach są symptomem trudności/problemów dziecka - i wymagają pomocy i interwencji rodziców - a nie dyscypliny.
        3. Niegrzeczne i zbuntowane "złe dzieci" to mit.
        • Gość: domza2 Re: mali buntownicy IP: *.rzeszow.vectranet.pl 29.04.13, 17:55
          Bardzo często zbuntowane dzieci wręcz łakną dyscypliny, w przypadku, gdy nie ma jasno określonych granic. Dzieci buntem (zespołem zachowań rozumianych jako bunt) wyrażają wcale nierzadko potrzebę władzy i konsekwencji rodzica nad sobą. Wyrażają tym samym wewnętrzny chaos, zagubienie. Więc to nie tak, że zbuntowanym to już dyscyplina niepotrzebna. Po co zresztą mnożyć takie truizmy. najważniejsze, by każdy obserwował własne dziecko wnikliwie. Wtedy dotrze do przyczyn zachowania i dobierze odpowiednie "metody" (nieładne słowo), by dziecku POMÓC. Własnemu dziecku zawsze trzeba pomagać. (też wyszedł mi truizm.) Dyscyplina też okazuje się pomocna, wszystko zależy od sytuacji, od dziecka, od rodzica. Osobiście nie lubie teoretyzowania, uogólnień, wyjęcia z kontekstu, jakim jest relacja, rzeczywistość. Dlatego to wszystko faktycznie zabrzmiało jak jakaś wydumana ewangelizacja.
          • malwi.2 Re: mali buntownicy 29.04.13, 21:22
            ja nie określam mojemu dwulatkowi granic, ja uczę go/pokazuje mu jak powinny wyglądać prawidłowe relacje międzyludzkie oparte na szacunku, tolerancji, daje mu przykład swoim postepowaniem jak traktować zwięrzeta, przyrodę, dobra materialne
            • Gość: basca Re: mali buntownicy IP: *.dynamic.chello.pl 29.04.13, 21:29
              Samym przykładem dwulatka się nie można nauczy wielu rzeczy. Chyba ze jest dziwnym dwulatkiem. Bo dwulatek pchany impulsem, własna potrzebą i egocentryzmem wybiegnie na ulicę, uderzy kolegę, zadeptał mrówkę, rozbierze się na środku ulicy itd
              Nie widziałam normalnego dwulatka, który z nabożeństwem patrzy na rodziców jak mają wyglądać prawidłowe relacje międzyludzkie i tym podobne, a potem z szacunkiem dla rodzica wdraża je w życie.
              • malwi.2 Re: mali buntownicy 29.04.13, 21:38
                mój dwulatek jest rozbrykanym dwulatkiem, pewnie że pcha go impuls, ale też obserwuje otoczenie, rodziców chce być tacy jak inni: rodzice, starsi koledzy, uczy się, że prawidłowe relacje przynoszą korzyści, ułatwiają/uprzyjemniają życie, przecież oprócz impulsu ma też mózg ;)

                a jak widzi samochód schodzi z drogi, boi się samochodu - instynkt samozachowawczy
                • Gość: basca Re: mali buntownicy IP: *.dynamic.chello.pl 29.04.13, 21:47
                  Są różne dwulatki, być może twój należy do grupy bardziej uległej, a być może jeszcze wszystko przed tobą ;)
                • Gość: kociamama Re: mali buntownicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.13, 14:34
                  a jak widzi samochód schodzi z drogi, boi się samochodu - instynkt samozachowaw
                  > czy

                  A jak to sprawdziłas? puściłas go i patrzyłas co zrobi:)? wejdzie pod auto czy instynkt go obroni:)? czy trzymałas za rękę?

                  I tak samo - jakby na plac zabaw przyszedł pies i syn go ciągnął za ogon, to być dawała mu przykład (tzn. nie ciągneła psa:), licząc ze zaobserwuje Twoje zachowanie, czy odciągnełabyś dziecko ze stanowczym "nie wolno"?

                  Widac, ze kochasz swoje dziecko i jestes dla niego pełna szacunku. Ale troszkę teorii dorabiasz do tego:) Ale ja tez tak miałam:)).


                  • malwi.2 Re: mali buntownicy 30.04.13, 14:51
                    staliśmy na drodze (wewnętrznej, osiedlowej) on pierwszy zobaczył nadjeżdżający samochód i zszedł, zaskoczona byłam

                    lubi, psy, podchodzi, ale za ogon pociągnąć, by się raczej nie odważył, ale my mamy kota, więc może potrafi obchodzić się ze zwierzętami

                    ale gdyby chciał pociągnąć, to na pewno bym powiedziała "nie wolno" i dodała czemu "nie wolno"

                    on słyszy też słowo "nie wolno", tylko staram się nie przesadzać z ograniczeniami

                    > Widac, ze kochasz swoje dziecko i jestes dla niego pełna szacunku. Ale troszkę
                    > teorii dorabiasz do tego:) Ale ja tez tak miałam:)).

                    no możliwe :) pewnie inaczej jak się o sobie pisze a inaczej jakby mnie ktoś poobserwował :)

                    • jola_ep Re: mali buntownicy 30.04.13, 15:09
                      > staliśmy na drodze (wewnętrznej, osiedlowej) on pierwszy zobaczył nadjeżdżający
                      > samochód i zszedł, zaskoczona byłam

                      Też bym była :D
                      Mój młody najpierw latał w amoku z wyrazem szczęścia na twarzy w kierunku każdego samochodu, jaki zobaczył.
                      A jak był starszy (jakieś 3-4 lata) to był przekonany, że biega szybciej od samochodu (to przez te osiedlowe uliczki ;) ).

                      Jakiś instynkt to on miał, ale bałabym się mu zaufać. Bowiem u niego królowała ciekawość ponad wszystko :)

                      Ideologicznie byłam proprawna, ze starszą wychodziło mi dużo lepiej :D
                      • malwi.2 Re: mali buntownicy 30.04.13, 15:50
                        jola_ep napisała:

                        Bowiem u niego królowała
                        > ciekawość ponad wszystko :)

                        zatem być może to zależy od temperamentu dziecka, moje jest raczej czujne :)
            • szamanta Re: mali buntownicy 30.04.13, 17:02
              malwi.2 napisała:

              > ja nie określam mojemu dwulatkowi granic, ja uczę go/pokazuje mu jak powinny wy
              > glądać prawidłowe relacje międzyludzkie oparte na szacunku, tolerancji, daje mu
              > przykład swoim postepowaniem jak traktować zwięrzeta, przyrodę, dobra material
              > ne

              Mysle, że określasz 2 latkowi granice ,albo niebawem zaczniech okreslac jeśli tego nie robiłaś.Przykład?Czasami to co doroslemu wolno robic, dziecku definitywnie nie .
              Ty masz prawo np podniesc garnek z gazówki i odlac wrząca wode z ziemnaków, dziecko zwłaszcza w tym wieku absolutnie nie ma prawa tykac sie tego.
              Mozesz otwierac okno i sobie przez nie wyjrzec, małe dziecko bez nadzoru samemu sobie takiego prawa dwac nie moze, itd,itd.. to są wlasnie granice , co Tobie wolno jako osobie doroslej jak i rodzicowi, a czego maluchowi kategorycznie nie wolno
          • twojabogini Re: mali buntownicy 30.04.13, 09:49
            Gość portalu: domza2 napisał(a):

            > Bardzo często zbuntowane dzieci wręcz łakną dyscypliny, w przypadku, gdy nie ma
            > jasno określonych granic. Dzieci buntem (zespołem zachowań rozumianych jako bu
            > nt) wyrażają wcale nierzadko potrzebę władzy i konsekwencji rodzica nad sobą.

            Zgadzam się z tobą, że dzieci buntem bardzo często wyrażają swoje zagubienie. Nie zgadzam się jednak, że podstawowym problem takich dzieci jest brak jasnych reguł i dyscypliny. Ja obserwuję, że jednak brak zainteresowania. Dzieci wolą rodziców złych i karających od obojętnych - potwierdza to szereg badań i obserwacji.
            Dlatego bardziej niż dyscypliny te dzieci potrzebują zainteresowania. Wprowadzenie jasnych reguł, jako zespołu zasad, bez miłości, uwzględnienia potrzeb dzieci - nic nie da i nie ukoi w żaden sposób trudnych emocji będących udziałem dzieci.
            Tym różni się stare podejście od nowego - według dawniejszych teorii, wciąż u nas popularnych wychowanie dziecka wymaga narzucenia mu określonych reguł oraz utrzymania dyscypliny. Współcześnie powszechniejszy jest pogląd, ze ważniejsze jest zapewnienie miłości i wsparcia, a dyscyplina i reguły - nie są potrzebne.

            • scher Re: mali buntownicy 30.04.13, 10:03
              twojabogini napisała:

              > Współcześnie powszechniejszy jest pogląd, ze ważniejsze jest zapewnienie miłości
              > i wsparcia, a dyscyplina i reguły - nie są potrzebne.

              Natomiast słusznym jest pogląd, że wprawdzie ważniejsze jest zapewnienie miłości i wsparcia, lecz dyscyplina i reguły są dziecku niezbędne do prawidłowego rozwoju.
              • Gość: domza2 Re: mali buntownicy IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.04.13, 10:50
                Ja nie wiem i niezbyt interesuje mnie, jaki był pogląd dawniejszy , jaki współczesny, bo naukowo nie zajmuję się pedagogiką, a jeśli chodzi o wychowanie jestem praktykiem, czyli mamą. Słuszny pogląd to ten, a raczej metoda (praktyka) to ta, który może pomóc mojemu dziecku, jeśli ma problem.
                Poza tym jasne reguły są niezbędne. Bardzo pomagają dziecku poruszać się w rzeczywistości, której się UCZY.
              • Gość: kociamama Re: mali buntownicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.13, 12:22
                Ech, przeczytałam i przypomniałam sobie swoje opinie i poglądy z okresu bycia młodą mamą jednego dziecka:), kiedy wiedzę o dzieciach czerpałam z gazetek w kiosku i programu "superniania" i miałam duuzo więcej czasu.

                Wtedy byłam bardzo mądra mamą: bardzo cierpliwą, kierująca się zrozumieniem potrzeb dziecka (którego innym matkom brak, oczywiscie:-), pozwalającą na wiele za duzo i robiącą o wiele za dużo... Dlatego o wiele za duzo, bo bez pamiętania o swoich potrzebach.
                W efekcie, po urodzeniu drugiego dziecka miałam dół na maksa, bo nie umiałam emocjonalnie ogarnąć pogodzić opieki nad dwójką, ciągle dręczyłam się wyrzutami sumienia, ze jednemu poswiecam uwagę, a drugiemu akurat nie.

                Potem ogarnełam funkcjonowanie w rodzinie, gdzie jest miejsce na potrzeby wszystkich. I gdy idziemy na plac zabaw obiecany starszakowi, a ktory jest odlegly, to za bardzo nie negocjuję z moja "Małgosią" jazdy w wozku i nie prowadzę jej za rączkę na zyczenie, nawet za cene buntu w wozku.Co innego, jak jest spacer z samą "Małgosią"... wtedy bardzo prosze - wozek lub nożki jak sobie dama zyczy. Przy starszej jak była mała, potrafilam niesc 10kg dziecko na rekach 2.5km, pchając rowniez wozek, bo dziecko plakało, a ja przeciez jako dobra mama muszę miec zrozumienie dla potrzeb dziecka i nie mogę dziecka zmuszac, do czegos, czego tak bardzo nie chce...

                Potem pozbyłam się zadaniowego podejscia i tej całej "mądrości":), jak pisze Domza, jestem po prostu mamą i odpowiadam za funkcjonowanie RODZINY, gdzie codziennoscia są rozne potrzeby dzieci, potrzeby rodzicow, praca zawodowa, praca w domu, zmeczenie rodziców.

                Oczywiscie, dobrze jest poczytac i wiedziec cos o rozwoju dziecka i etapach jakie przechodzi, trzeba pamietac, ze dziecko to czlowiek i pochodzic z szacunkiem.
                Ale nie nalezy dawać się zwariować... Wszystko jest wazne, wszystko w zyciu ma swoje miejsce. A takie posty u osób bez szerszych "podstaw rodzicielskich", glownie początkujących mam, jeszcze bez solidenej wiedzy wspartej rodzicielską praktyką, mieszają w głowach...

                I taka odkrywcza "ewangelizacja"- to wybacznie - dla mnie takie bajanie niesłużące niczemu, poza umozliwieniem spełnienia się jako oświecony psycholog autorce wątku.....

                • Gość: domza2 Re: mali buntownicy IP: *.rzeszow.vectranet.pl 30.04.13, 12:56
                  kociamama - zgadzam się w pełni, szczególnie z Twoim zdaniem, że na wszystko i każdego musi się znaleźć czas i miejsce. Jakby Ci za przeproszeniem walnął kręgosłup od tego noszenia to byłabyś w dalszej kolejności super mamą, w najlepszym scenariuszu unieruchomioną.
                  Najważniejsze nie dać się zwariować.
                  Osobiście jestem młodą mamą (w sensie wieku dziecka, a nie wieku swojego:)), ale nie daje się omotać "nowinkom" - jedynie słusznym teoriom, słynącym z tego, że są .... nowe. Może to kwetsia wieku mojego, trochę w życiu już przeszłam, mam dystans. To, co robię, to głównie to, co podpowiada mi serce, rozum :) intuicja. Jak muszę odpocząć to nie ma zmiłuj. Jak mam ochotę na wyjście z koleżankami to dziecko rozumie. Wie już, że jestem człowiekiem:)) zmęczonym, wesołym, czasem smutnym, czasem totalnie wkurzonym. A nie robotem. Wie też, że chociaż jest uwielbiana (bo mamy ją jedną) to nie ejst TYLKO jedna na tym świecie. Umiejętność dostrzegania potrzeb innych ludzi uważam za jedną z ważniejszych spraw w wychowaniu - aczkolwiek zabrzmiało jak zdanie wyczytane z książki. A poza tym, staram się dziecko rozumieć, ale nie zawsze dostosować. Ja też mam tutaj swoje ważne miejsce. I tata też. Nie mówiąc o innych dzieciach, gdybym je miała. Tak że zdroworozsądkowe podejście to coś dla mnie. pozdr
                  • Gość: kociamama Re: mali buntownicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.13, 13:13
                    No to sobie posłodziłyśmy, Domza:)

                    Ja bym to tak podsumowała: bezcelowe jest omawianie strategii wychowawczych w oderwaniu od zycia w rodzinie i bez uwzględnienia potrzeb WSZYSTKICH jej członków. Wiec co rodzina, to inna historia i sposoby:). A dziecko uczy się też przez obserwację, np jak rodzice sie do siebie zwracają, jak do dzieci, jak traktują SIEBIE samych.

                    Dziecko rodzi się w społecznosci i w niej musi nauczyc sie funkcjonowac i dostosowywac, bo w nagrodę ze bezstresowe dziecinstwo bedzie miało przegraną dorosłość.

                    • malwi.2 Re: mali buntownicy 30.04.13, 13:50
                      czyli stres jest podstawową emocję, która ma zapewnić prawidłową dorosłość??

                      u mnie jest to miłość, daje miłość i dostaje miłość

                      i nie jestem dla dziecka robotem spełniającym jego zachcianki, jestem drugim człowiekiem z którym uczy się prawidłowych relacji, wie, ze bywam zmęczona, jest coraz starszy i coraz więcej rozumie

                      > Dziecko rodzi się w społecznosci i w niej musi nauczyc sie funkcjonowac i dost
                      > osowywac

                      nie musi, ono po prosty chce... jak każdy inny człowiek ma potrzebę życia w społeczności


                • malwi.2 Re: mali buntownicy 30.04.13, 14:00
                  > Ech, przeczytałam i przypomniałam sobie swoje opinie i poglądy z okresu bycia m
                  > łodą mamą jednego dziecka:), kiedy wiedzę o dzieciach czerpałam z gazetek w kio
                  > sku i programu "superniania" i miałam duuzo więcej czasu.

                  śmieszą mnie argumenty w stylu "jeszcze się przekonasz" "co ty tam wiesz"
                  gdy wychowywałam moje dziecko od 0-12 m, też się często spotykałam z krytyką, że go rozpieszczam itp i póki co negatywnych skutków mojego sposoby wychowywania nie widzę, synek rozpieszczony nie jest, jakoś specjalnie mi się nie buntuje (widać dyscypliny nie potrzebuje, nie łaknie ;)

                  piszcie co chcecie doświadczone mamy, ja nadal idę swoją drogą, bo widzę, że jest dobra :)
                  • Gość: kociamama Re: mali buntownicy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.04.13, 14:28
                    No bardzo dobrze, rób to do czego jestes przekonana:). I mierz się swoją miarką, a nie miarką z np otwierającego wątku, który mnie zirytował, bo poczułam się wlasnie jako mama "zmierzona:)."

                    A propos "co ty tam wiesz", nie zaprzeczysz, ze każdy z nas dojrzewa w swoich rolach i albo zmienia punkt widzenia, albo utwierdza się w nich, zbierając dowody, ze są słuszne w postaci swoich doswiadczeń.

                    I nie zaprzeczysz, ze urodzenie drugiego dziecka i bycie matką dwojki to co innego niz bycie matką jednego dziecka, i w zwiazku z tym niesie kolejne/inne doswiadczenia. I zamyka dalsze doswiadczenia np w byciu matką jedynaka, bo ta rola ma inne wyzwania..

                    Dawanie miłosci to nie rozpieszcznie:). Okazywanie miłości, to tez nie rozpieszczanie.

                    Uwierz, ja tez daje milosc swoim dzieciom i ją otrzymuję. A swoich postach nie pisze o matkach jednego dziecka, tylko o SOBIE:)

                    Pozdrawiam!
                    • malwi.2 Re: mali buntownicy 30.04.13, 14:42
                      bycie matka dwójki to co innego niż bycie matką jednego dziecka, pewnie, że tak
                      każdy z nas ma tez inne pokłady cierpliwości
                      ja się tej cierpliwości dopiero uczę
                      a moje dziecko wbrew pozorom nie jest takie łatwe w obsłudze ;)
                      ale staram się mu tłumaczyć, negocjować, często machnę ręką - efekty przyjdą za kilka lat - ale bardzo mi zależy, by nie wychować dziecka zastraszonego, uległego (w druga stronę - agresywnego też nie chcę)

                      moje dziecko często protestuje przy ubieraniu na przykład, ale ja nie traktuje tego jako bunt, myślę sobie, takie ubieraniu jest dla niego nuuudne po prostu :)

          • szamanta Re: mali buntownicy 30.04.13, 16:48
            domza2 logicznie piszesz. Dyscyplina nie oznacza braku milosci,wrecz przeciwnie,jest ona dowodem na wielką milosc rodzica do dziecka,dla jego dobra są dziecku wpajane jasne zasady i wartosci,w tym oczekiwanie ,aby dziecko respektowało to co mu zostaje wpojone.
            Dziwie sie ludziom ,którzy tak bardzo boją sie wprowadzac dyscypline ,stosowac wymogi,ustalac granice,to naprawde dziecku wrecz pomaga w rozwoju i kształtowaniu osobowisci.Nalezy brac pod uwage emocje dziecka zawsze,ale kierowac sie wlasnym rodzicielskim rozsądkiem jak najbardziej.
            Rodzic to jest przewodnik stada,bez perzowdnika dziecko sie gubi ,czuje sie samo zdane na siebie, z tej racji,ze nikt nie koryguje jego nieprawidlowosci,nie daje wskazówek,znacznie cieżej mu jest dostosowac sie do zasad panujących w kazdym innym miejsc poza domem, to wszystko tak po omacku wychodzi. Straty zauwazalne gołym okiem
            • verdana Re: mali buntownicy 30.04.13, 19:19
              Dzieci sa różne, to oczywiste. Rodzice też są różni, a to już jakoś mniej oczywiste. Nie tylko dzieku ma być dobrze z rodzicem, rodzicowi z dzieckiem też - inaczej, stosując nawet najlepsze metody wychowawcze, będzie się ze swoim dzieckiem męczył, zamiast po prostu z nim być.
              I wiele metod, idealnych dla niepracujacej matki jedynaka, zawodzi, jesli jest atką większej ilości dzieci. Nagle okazuje się,z ę poświęcanie dziecku całego czasu, byćie na każde jego zadanie, to jednoczećnie zaniedbywanie drugiego dziecka. I co wtedy?
              • szamanta Re: mali buntownicy 30.04.13, 19:36
                Napewno nie powinno do tego dojsc, ze rodzic poświeca caly czas jednemu dziecku, jest na kazde jego żądanie, kosztem pozostalych dzieci.Reszta dzieci nie moze byc stratna ,bo to już jest faworyzowanie jednego dziecka (nagradzanie dając mu 100% samego siebie ) a odtrącenie pozostalych (czyli karcenie-nie mam juz czasu na was)
                Ja tego nigdy nie pochwalalam.Żadne dziecko nie moze czuć sie pępkiem swiata mysląc ,ze kazdy na jego skinienie bedzie spelniac kaprysy,nieodzownie skupiając uwage na nim całodobowo,i nie wazne czy to jedynak, czy nie.Wyrosnie z takiego "pupilka" egoista i roszczeniowiec
              • malwi.2 Re: mali buntownicy 30.04.13, 22:27
                verdana napisała:

                > I wiele metod, idealnych dla niepracujacej matki jedynaka, zawodzi, jesli jest
                > atką większej ilości dzieci. Nagle okazuje się,z ę poświęcanie dziecku całego c
                > zasu, byćie na każde jego zadanie, to jednoczećnie zaniedbywanie drugiego dziec
                > ka. I co wtedy?

                nie wiem, jak to jest mieć kilkoro dzieci, ale z pewnością trudniej niż jedno, wiem to z opowieści koleżanek: chciałoby się pograć w grę planszową ze starszym, ale młodsze wymaga jeszcze dużej uwagi - z drugiej strony rodzeństwo to skarb, coś o tym wiem

                dziecko z czasem rzadziej potrzebuje mamy do "zadań", z czasem to starsza koleżanka, kolega jest fajniejszy od mamy (w niektórych "przypadkach"), a mama ma coraz więcej swobody

                moje dziecko roszczeniowej postawy nie prezentuje, liczy się z moimi uczuciami, tak jak ja z jego, z reszta według mnie roszczeniowe dzieci maja roszczeniowych rodziców, ja mam wiele wad, ale roszczeniowa nie jestem ;)

                nie lubię słowa dyscyplina, jest we mnie jakiś bunt na stwierdzenie: dziecko potrzebuje dyscypliny

                reguł owszem dziecko potrzebuje, bo w społeczności rządzą reguły, ale mnie sie wydaje, ze większość reguł dziecko chłonie samo od pierwszych chwil narodzin, bo rodzina to juz taka mała społeczność i dziecko z dnie na dzień odwzajemnia reakcje członków rodziny

                moje dziecko wie, ze odlać ziemniaków by nie mogło, chodzić po parapecie też nie - bo uczę go odpowiedzialności za własne zdrowie i życie - nie nazywam tego dyscypliną

                reguły są dobre, o ile obowiązują całą społeczność (no z małymi wyjątkami jak te gorące ziemniaki), nie są wprowadzane w oderwaniu od rzeczywistości, nie są uzasadnianie zdaniem "nie bo nie" - inaczej według mnie mogą zrodzić bunt

                ja mojemu dziecku daję sporo swobody, niech poznaje świat, niech się pomoczy, ubrudzi, byleby sobie i innym krzywdy nie robił

                ktoś napisał, że w wychowaniu dziecka kieruje się intuicją, rozumem, sercem - podoba mi się to :)

                aha, ja za idealną matkę sie nie uważam choć moje posty mogą wskazywać, ze się wymądrzam :)

                ja wciąż szukam wskazówek odnośnie wychowanie, bo ja jestem dopiero na początku drogi :)

                to że dziecko potrzebuje jasnych reguł to prawda, my dorośli też potrzebujemy wiedzieć "na czym stoimy"
    • lima999 Re: mali buntownicy 13.05.13, 11:00
      http://www.tanio.co/smyk-com/?r=7a081168 sprawdź kody rabatowe
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka