Dodaj do ulubionych

Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka.

25.07.13, 18:45
Nie wiem co robię źle ale po prostu jestem na skraju wyczerpania nerwowego przez moją niespełna 3latkę.

Sytuacja z dnia dzisiejszego:
Pojechałyśmy na zakupy autobusem. W sklepie wszystko ok. Siedziała grzecznie w wózku. Gdy wyszłyśmy na autobus trzeba było czekać 20 minut. Oczywiście chciałam jej zając ten czas spacerami ale się nie dało. Chciała na "opa". Od jakiegoś czasu tłumaczę jej, że ma nóżki jest duża i mamie jest za ciężko ją nosić. Poza tym miałam torbę na ramieniu dosyć ciężka od zakupów. Oczywiście ona dalej, że opa i opa. Nie ustępowałam. Usiadłyśmy na przystanku i wzięłam ją na kolanka. Ona na tych kolanach zaczyna się wyginać i dosłownie wrzaskiem domagać się abym wstała i ją wzięła na opa. Tłumaczę, że też jestem zmęczona i przytulę ją ale w pozycji na kolankach. Ona swoje. Ja mam wstać i ją wziąć na ręce. Darła się dosłownie tak, że miałam wrażenie, że wszyscy z promienia 0,5km patrzą na mnie z politowaniem myśląc "co za rozpuszczony bachor". Sama bym tak pomyślała chyba widząc podobną sytuację z pozycji obserwatora. Zaczęła kłaść się na chodniku, kopać, bić mnie, tupać. Najchętniej dała bym jej na tyłek ale jestem przeciwniczką bicia. Uważam jednak, że dziecko musi znać jakieś normy i wiedzieć co wolno a co nie. Mam wrażenie, że wychowanie młodszej córki całkowicie wymyka mi się spod kontroli. Cała akcja trwała 10-15 minut. Czułam się jak na scenie - zostałam wciągnięta w przedstawienie bez mojej chęci. Kiedy nie ustąpiłam zostawiłam ją wrzeszczącą na chodniku po chwili podeszła i zaczęła mnie przytulać przepraszając i mówić "kocham". Jakoś się uspokoiła. Tłumaczyłam jej potem, że była bardzo niegrzeczna, że grzeczne dzieci tak się nie zachowują. Przytakiwała ale nie wiem czy coś z tego rozumiała.

Wróciłyśmy do domu. poszłyśmy na spacer z wózkiem dla lalek. Wszystko w porządku. Plac zabaw. Bujaczki. Kiedy chciałam już iść na inny plac zabaw znów ta sama histeria. Przewróciła wózek z lalką ze złości. i ten strasznie denerwujący wrzask mający na celu wymuszenie swojego zdania. Powiedziałam stanowczo, że ma podnieść wózek. Ona nie. Powiedziałam, że w takim razie zostanie bo ja go nie podniosę. Szła dalej nawet nie zwracając na niego uwagi. W końcu zatrzymałam ją, odwróciłam i powiedziałam stanowczo, że ma podnieść i przyprowadzić wózek. Oczywiście poszła i zrobiła to ale darła się przy tym jakbym nie wiadomo jaką krzywdę jej wyrządzała. Oczywiście widziałam też spojrzenia babć jaka to ja zimna matka jestem. Pchałam wózek a ona szła obok wrzeszcząc znów "opa". Ponownie jej tłumaczyłam, że ma nóżki a one służą do tego aby na nich chodzić. Powiedziałam też, że skoro jest zmęczona to pójdziemy do domku odpocząć. Wrzask jeszcze większy.

Ja już nie daję rady. Dodam, że mam starszą o 4 lata córkę i nigdy w żadnym jej wieku nie miałam takich problemów. Nigdy nie było cyrków na ulicy. Zawsze jak miałyśmy iść do domu to mówiłam jeszcze np. 3 zjazdy ze zjeżdżalni i idziemy. Skutkowało. Z młodszą robię to samo - efektów żadnych.

Wiem, że każda ma inny charakter ale ja nie wiem co mam robić. Ona musi się uspokoić bo dosłownie wstyd mi z nią gdzieś wychodzić. Poza tym ona jeszcze nie ma 3 lat. Co będzie później.

Proszę o rady co w powyższych sytuacjach powinnam zrobić. Chodzi mi o sytuację bezpośrednio w akcji. Jak ją ukarać za złe zachowanie???? Oczekuję doradztwa od mądrzejszych ode mnie.
Obserwuj wątek
    • Gość: mw Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.13, 19:46
      w nagrodę za jazdę jaką zrobiła na przystanku dostała spacer i plac zabaw.....no widać wyciąga właściwe wnioski; zakładam że bajeczka na dobranoc też była...............
      • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 25.07.13, 21:30
        Puknij się w głowę. Spacer i plac zabaw należy się trzylatkowi jak psu buda.
        Sobie za karę, kiedy masz gorszy dzień odmawiasz kolacji, czy klęczysz na grochu?
        • Gość: mw Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.07.13, 22:00
          puknij się głowę??myślę że taka wypowiedź na publicznym forum raczej dyskredytuje cię to merytorycznej rozmowy, a tym bardziej do udzielania rad w zakresie WYCHOWYWANIA kogokolwiek;
          • anku1982 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 09:30
            A ja myślę że Joshima ma rację, plac zabaw nie jest w nagrodę, dziecko w wieku 3 lat jest niedojrzałe emocjonalnie i ma prawo robić takie "sceny", a rodzic ma wspomóc dziecko w silnych emocjach, nie koniecznie spełniając jego prośby. Takie zachowanie jak przedstawione przez autorkę postu to nie jest niegrzeczność ze strony dziecka.
      • murwa.kac Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 06:16
        powtorze.
        puknij sie w glowe.
    • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 25.07.13, 21:29
      1. Nigdy, ale to nigdy nie porównuj dzieci. To są odrębne organizmy, odrębne charaktery, odrębni ludzie. Porównywanie w myślach powoduje frustracje a głośne porównywanie rani.

      2. Dziecko w tym wieku ma prawo odczuwać ból i zmęczenie nóg. Jest to związane ze skokowym wzrostem kości długich, po którym musi nastąpić rozbudowanie mięśni. Dopóki mięśnie nie dogonią nogi się bardziej męczą.

      3. Dlaczego chciałaś zmienić ten nieszczęsny plac zabaw? Warto było?

      4. To co opisałaś to takie typowe dla wieku przeciążenie centralnego układu sterowania u trzylatka. Może wynikać ze zmęczenia, zdenerwowania, głodu, pragnienia albo z nałożenia kilku czynników. Osobiście wolałabym wziąć dziecko na ręce i chwilę je ponosić wiedząc, że w pewnym sensie odpowiadam za jego zmęczenie (długie zakupy, czekanie na autobus itd) niż fundować sobie i dziecku taki wybuch.

      5. Na końcu ale nie najmniej ważne. Nigdy, ale to nigdy, wychowując dziecko nie kieruj się tym co inni pomyślą. Pomyśl najpierw o dziecku o jego potrzebach i o rzeczywistych przyczynach takiego zachowania (trudniejszy okres rozwojowy, zmęczenie itp). Pisząc o własnej córce "rozwydrzona" oceniasz ją jako człowieka bardzo negatywnie co utrudnia a czasem wręcz uniemożliwia sensowne działanie. Bo mam wrażenie, że oceniając w ten sposób dziecko będziesz dążyć raczej do walki z nim (jakieś temperowanie?) a nie do łagodzenia tego typu sytuacji i zaspokajania potrzeb dziecka.

      Aha. I nie zaprzątaj sobie głowy tym co będzie później. Zachowanie Twojej córki z pewnością nie wynika z tego, że ona ma paskudny charakter i że będzie coraz gorzej. Jest w trudnym wieku a Ty trochę nieodpowiednio do tego podchodzisz. To co się stało potraktuj w kategorii nieporozumienia i spróbuj reagować inaczej. Skok rozwojowy za jakiś czas minie. A potem będzie następny i następny. Nie ma sensu walczyć ;) Walka niczego tu nie załatwi a w dodatku wszyscy stają się ofiarami.

      Aha. Co co kary. Za co chcesz ją karać? Za to że ma dopiero trzy lata? Za to, że była zmęczona? No za co? No zastanów się.
      • majowa_lamia Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 08.08.13, 16:04
        joshima - bardzo lubię Twoje komentarze na temat wychowania dzieci, czytając powyższy - wzruszyłam się
        zrobię wszystko, żeby być taką matką (tzn od ponad roku mam nadzieję robię wszystko, ale na razie nie ma żadnych "akcji" - także nie muszęe nad tym jakoś silnie pracować)

        dzięki
      • el_elefante Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 08.08.13, 18:24
        Czytając post autorki wątku już sobie układałem w myśli co napisać, aż dojechałem do joshimy i co? Fitka. Nawet w tej samej kolejności i nic dodać, nic ująć.
        :)
    • danaide Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 25.07.13, 21:29
      Trzy obserwacje:
      - jeden dzień, zakupy, plac zabaw, drugi plac zabaw... nie za dużo na jedno dziecko? Spała w międzyczasie? Nie jest tak przypadkiem, że te opa opa pojawiają się gdy dziecko jest zmęczone? Czy zachowałaby się tak samo gdyby była wypoczęta? Masz bardzo przeładowane dni? Jakiś plan na dzień czy raczej "tyle do zrobienia" więc lecisz, a dziecko z Tobą?
      - wszyscy patrzą, myślą, babcie patrzą, wstyd mi... Jak wtedy reagujesz? Tym bardziej jesteś spięta, nerwowa?
      - jak ją ukarać? - najpierw musisz zrozumieć czemu ona to/tak robi. Chyba że chcesz karać dziecko za zmęczenie albo trudność w wyrażaniu własnych emocji.
      • hanka2501 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 25.07.13, 21:49
        Dziękuję za dwie ostatnie wypowiedzi. Napisałam tu właśnie po to aby ktoś spojrzał na to wszystko z innego punktu widzenia. Czasem ciężko będąc w czymś uwikłanym ocenić tę sytuację obiektywnie.

        Córka generalnie jest aktorką. Kiedy np. nie chce iść staje i woła opa, boli brzuszek i demonstracyjnie łapiąc się za brzuszek zgina się w pół. Kiedy w tym samym momencie zaproponuję loda zaczyna biec w stronę sklepu a brzuszek cudownie przestaje boleć. Trzy latki to cwaniaki.

        Nasz dzień raczej jest spokojny. Nie jeżdżę z nią do marketów. Jak już to na chwilę i samochodem. Dziś był wyjątek. Córka jednak bardzo lubi jeździć autobusem.

        Może faktycznie za dużo bodźców.

        Chciałabym jednak o jakąś radę co robić generalnie w sytuacjach kiedy dopada ją histeria??? Nie powinno się chyba ustępować.
        • hanka2501 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 25.07.13, 21:51
          Dodam jeszcze, że córka bardzo często reaguje krzykiem, marudzeniem, mega płaczem gdy nie dostaje tego co chce. Zaczyna się tupanie, bicie i inne takie.
          • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 25.07.13, 21:58
            No cóż. Radzi sobie z emocjami tak jak umie a najnormalniej w świecie nie umie. Bo i skąd miałaby wiedzieć jak sobie z tym poradzić?

            Pytanie, które warto sobie zadać: jak wygląda ta odmowa. Czy jest ciepła i empatyczna, czy sucha i kategoryczna?
          • danaide Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 20:29
            Szczęście sprzyja przygotowanym.

            Masz dwie metody na przygotowanie się na histerię / zapobieżenie jej:
            - taki plan na dzień/życie, który uwzględnia potrzeby małej (czasem pierdoły, a dziecko nie powie tylko będzie się ciskać: głód, zmęczenie, bliskość, osłabienie spowodowane chorobą/wirusem).
            - ustalenie granic. Wiesz co masz w planie, wiesz jakie niesie to zagrożenia i ustalasz zasady. Np. w ramach zakupów kupimy Ci to. W razie pretensji - odwołujesz się do zasad. Przy czym dobrze by było, aby mała czuła, że w jakiś sposób współdziałała w ustaleniu zasad. BTW, słyszałam o dzieciach, które np. dostają zabawkę, a ponieważ mogą dostać jedną rzecz przed kasą rezygnują z niej na rzecz czekoladki... Na placu zabaw też nie musisz wychodzić, możesz uprzedzić, że chciałabyś wyjść bo tamto czy siamto (najlepiej: Twoja potrzeba lub inna, ważna także dla trzylatki potrzeba - u nas swego czasu super sprawdzał się błąkający - nasz - kotek, którego trzeba znaleźć i nakarmić). I wtedy uzgodnić z nią kiedy wychodzicie. Coś musi skończyć - pozwalasz jej skończyć w jakimś przewidywalnym terminie. Za parę minut - nastawiasz budzik w komórce - moja jak mówię o powrocie to sama się dopomina o budzik, choćby na głupie trzy minuty, najważniejsze, że potem dzwoni!

            Co do noszenia: ja nie noszę. Mogę przenieść czasem, kawałeczek, z pokoju do kuchni, z samochodu do bramy, takie tam. Nie więcej. I tylko gdy sama zdecyduję widząc, że dziecko grzecznie prosi lub leje się przez ręce ze zmęczenia. Nigdy - na wrzask. Kiedy mała idzie i jest b. zmęczona, przystajemy, przytulam ją (nie podnosząc, kucam), rozmawiamy chwilę o jej zmęczeniu, rozmawiamy o zmęczeniu mamy. Zaczynamy wolnym krokiem. Jak ruszy to pójdzie, jak się znów zatrzyma to od nowa. Może jakieś odwrócenie uwagi zadziała, mała motywacja - choć zobaczymy, czy ten piesek jest jeszcze w tym sklepie! Moja córeczka mając 2,5 latka miała rowerek biegowy, który mimo zmęczenia pozwalał jej pokonywać większe odległości w szybszym czasie.

            Dlaczego nie noszę? Bo dwa razy sieknął mi kręgosłup tak, że prawie nie mogłam się ruszać i boję się, że sieknie znowu. Więc ustaliłam zasadę, wyjaśniłam (i nie pozwalam jej zapomnieć=) i twardo się trzymam (z drobnymi wyjątkami powyżej). Córeczka to rozumie - nawet kiedy prasuję, prasuję na siedząco i swego czasu kładłam sobie poduszkę pod plecy. Kiedyś przygotowałam prasowanie, a mała pobiegła i przyniosła poduszkę na krzesło czym mnie totalnie rozwaliła=)

            Ostatnio też robi się nieznośna, ale a) w przedszkolu nie ma poobiedniej drzemki 2) walczy z wirusem + uszy. Ergo: nie powiedziałabym, że jest niegrzeczna/rozwydrzona. Zawsze lepiej powiedzieć dziecku nie że jest takie czy śmakie, tylko że to i to zachowanie nie podoba Ci, smuci Cię, wkurza albo co tam chcesz.
        • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 25.07.13, 21:55
          hanka2501 napisała:

          > Chciałabym jednak o jakąś radę co robić generalnie w sytuacjach kiedy dopada ją
          > histeria??? Nie powinno się chyba ustępować.
          A dlaczego nie? Czego chcesz ja nauczyć nie ustępując? A czego możesz nauczyć ustępując?

          A tak w ogóle to najlepiej takich histerii unikać o ile to możliwe. Znasz swoje dziecko potrafisz zapewne zauważyć pierwsze symptomy nadchodzących kłopotów. No bo niby dlaczego nie wziąć na ręce i nie ponieść tylko dążyć do konfrontacji i histerii?

          A kiedy już się nie da dziecko się rozwrzeszczy? Ja pomagam się uspokoić, bo taki maluch, szczególnie zmęczony albo przebodźcowany ma prawo mieć z tym kłopot. A dopiero później w bardziej sprzyjających okolicznościach rozmawiam i wyjaśniam.Dlaczego nie mogłam (jeśli rzeczywiście nie mogłam) zrobić tego o co prosiło dziecko. Co mi się nie podobało w zachowaniu dziecka i jak można następnym razem postąpić inaczej. A jeśli to ja byłam też zmęczona, rozdrażniona i zdarzyło mi się zachować niefajnie wobec wrzasków dziecka to je zwyczajnie przepraszam za swoje zachowanie.
          • Gość: fruzia01 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: 194.93.124.* 26.07.13, 07:59
            Dlaczego nie wziąć na ręce?
            bo matka nie ma siły - nie jest szwarzenegerem i nei musi być; dodatkowo miała na ramieniu ciężką torbę z zakupami

            uważam że są granice w poświęcaniu się dla dziecka
            autorce powiem, że mój 3latek jak ma gdzieś pójść od razu jęczy i marudzi, że go nogi bolą, ze jest baaaaardzo staaaaary :) za to na rowerku (biegowym) pokonuje tą samą odległość bez problemu
            • anku1982 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 09:38
              Ale matka wie, czy odmowa wzięcia na ręce jest spowodowana dla zasady, czy dlatego że rzeczywiście matka nie ma siły, ręce ma zajęte, a może myśli co inni ludzie powiedzą, że taaakie duże dziecko jest noszone? My nosimy nawet prawie 4latka, babcia nie nosi bo nie ma siły i on to akceptuje, jak tłumaczę że mam ciężką siatkę, to ostatkiem sił też wejdzie po schodach, ale nie rzuca się na ziemię, albo przystaję na półpiętrze i mówię że chwilę odpoczniemy, to za minutę idzie dalej sam. Na przystanku siatkę można postawić na ławce, chodniku i dziecko na chwilę wziąć umawiając się z nim, że do autobusu wsiada samo (nie na rękach), bo Ty masz ciężką siatkę.
              • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 09:59
                O to własnie chodzi. Jeśli dziecku nie odmawia się wzięcia na ręce za każdym razem to ono się uczy kompromisów i można dojść do takiego stanu, że będzie potrafiło przyjąć uzasadnioną odmowę. Jeśli nie bierze się go na ręce bo duże, bo dla zasady, bo nie wiem co jeszcze, to ono się za każdym razem może wściekać choćby dlatego, że nie rozumie a jego potrzeby w tej kwestii nigdy nie są zaspokajane.
                • Gość: fruzia01 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: 194.93.124.* 26.07.13, 12:22
                  no dobra, ale chyba jest jakaś granica wagowa, gdzie noszenie dziecka jest zbyt obciążające dla matki? wtedy alternatywa w postaci "nie moge cię ponosić, bo jesteś już zbyt ciężka, ale możesz usiąść na kolanach i się przytulić" wydaje się niezła? zwłaszcza na przystanku, gdzie chodzenie nie miało na celu celowego przemieszczenia się z punktu A do B tylko urozmaicenie długiego czasu czekania na autobus?
                  zresztą rozróżnić trzeba przypadki gdy 'trzeba gdzieś iść a dziecko jest zmęczone' od 'ponoś mnie bo mi się nie chce, bo tak mi wygodniej'; owszem granica może być cienka, ale to zadanie rodzica ją wyczuć
                  • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 13:18
                    Gość portalu: fruzia01 napisał(a):

                    > no dobra, ale chyba jest jakaś granica wagowa, gdzie noszenie dziecka jest zbyt
                    > obciążające dla matki?
                    No ile może ważyć trzylatek, żeby matka nie mogła go 5-10 minut potrzymać na ręku?


                    > tylko urozmaicenie długiego czasu czekania na autobus?
                    Tylko? Dla takiego malucha monotonne czekanie, nawet u mamy na kolanach to bardzo trudne zadanie. I to nie są wymysły tylko reakcja przemęczonego dziecka na to, że jeszcze nie odpocznie, bo autobus, bo czekanie, bo powrót do domu.
                  • jola_ep Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 14:24
                    > no dobra, ale chyba jest jakaś granica wagowa, gdzie noszenie dziecka jest zbyt
                    > obciążające dla matki?

                    Moje dzieciaki mając te parę lat doskonale wyczuwały tę granicę wagową:
                    A. tata musiał nosić zawsze ;) (rzeczywiście miał warunki fizyczne)
                    B. mama musiała wziąć na ręce choć na chwilę, potem można było postawić na nogi (mam drobne problemy z kręgosłupem, ale cały czas dbam o niego, a nie tylko w szczególnych sytuacjach)
                    C. przy babci godziły się bez zmrużenia okiem na propozycję siedzenia na chodniku i nabrania sił (mój młody w wieku 2,5 lat siadał i odpoczywał)
                    • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 14:31
                      O tym własnie mówiłam. Jeśli dziecku zawsze się czegoś odmawia to jego potrzeba nigdy nie jest zaspokojona i tym bardziej się tego domaga. Jeśli są sytuacje, kiedy się mu ulega to ono szybko się uczy tych niuansów.
                      • Gość: fruzia01 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: 194.93.124.* 26.07.13, 15:07

                        w omawianym wyżej przykładzie babcia nie zaspokajała potrzeby noszenia, od tego był tata i sporadycznie mama; dziecko przy babci nie histeryzowało; nie wiem dlaczego wg was u autorki wątku nie mogło być tak, że mama nie nosi bo jej za ciężko, koniec kropka; być może ponosi ktoś inny (o tym nie wiemy czy ktoś taki w rodzinie jest);

                        w ogóle nie rozumiem dlaczego uważacie, że autorka powinna spełniać każde wymaganie dziecka, nie zważając na to, czy to dla niej to w ogóle jest wykonalne, komfortowe, akceptowalne, wygodne, możliwe do spełnienia; myślenie - a czemu nie spełniłaś? ja bym spełniła! nie spełniłaś życzenia dziecka - to twoja wina że wpadło w histerię, trzeba było spełniać!!;

                        chodziło o to, żeby dziecko się nie nudziło czekając na autobus; matka zaproponowała spacer; dziecko nie chciało chodzić? no to nie, to może usiąść na kolanach, mogą pośpiewać piosenki, mówić wierszyki, bajeczki, zgadywanki, malowanie patykiem po piachu, skakanie po płytkach chodnikowych - cokolwiek; jeśli dziecko tak bardzo chciało być noszone, że z żalu histeryzowało, no to trzeba jakoś tą histerię przetrwać, opanować, pomóc - autorka pyta jak to zrobić; ja nie wiem, nie opanowałam tej sztuki, ale czuję, że zapobieganie przez bezwzględne spełnianie nie jest właściwą drogą;
                        • anku1982 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 15:24
                          dlaczego lepiej wziąć na ręce, jest propozycją dla "problemu" histerii dziecka, zanim to dziecko wpadnie w histerię. To są nasze doświadczenia, ja odstawiam siatkę, wtedy nie jest mi już ciężko, mogę wziąć na chwilę na ręce, ale nie robię tego idąc po schodach, gdy mam ciężkie zakupy. Nie odmawiam jednak dziecku dla zasady, bo się przyzwyczai, bo co ludzie powiedzą jak będzie "ryczało". Ono z tego wyrośnie. Ale jeżeli już teraz autorka nie chce nosić dziecka, bo np. nie może (dla mnie nie zrozumiałe jest tłumaczenie: dla zasady), to liczy się z tym że dziecko wpadnie w histerię, a matka jako osoba dorosła wie że jest wtedy przy dziecku, aby je pocieszyć, a NIE ODCHODZI NA BOK. To nie jest kwestia rozwydrzenia, dzieci takie są, tylko jest niewiele osób, które mają wiedzę na temat rozwoju dziecka: również psychicznego. Podam przykład: wczoraj syn lat 4 był na bilansie u lekarza, gdy przyszedł do domu mówi: mama bawimy się w bilans, idziemy do pokoju, kładź się na kozetkę (kanapa), myślałam że mnie osłucha, ale syn mówi ściągaj spodnie, musisz być na majtkach :) Wcale nie miałam ochoty zdejmować spodni, które przed chwilą założyłam - zresztą nigdy tak się nie bawiliśmy, pomysły ewoluują. Powiedziałam mu że nie chcę, on się uparł, powiedziałam że możemy bawić się bez zdejmowania odzieży, mogę odsłonić brzuch /to jest dla mnie akceptowalne/, mały uparł się na spodnie. Nie zdjęłam, młody się popłakał, posiedział na kolanach i w ciągu 5 minut przeszliśmy do innej zabawy. Liczyłam się że może się popłakać, jednocześnie nie uważam że był w tym momencie niegrzeczny, po prostu nie dostał tego czego chciał, ale żal trwał krótko.
                        • jola_ep Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 16:16
                          > w omawianym wyżej przykładzie babcia nie zaspokajała potrzeby noszenia, od tego
                          > był tata i sporadycznie mama; dziecko przy babci nie histeryzowało;

                          W omawianym przykładzie nie chodziło o potrzebę noszenia. Tylko o fizyczne granice możliwości noszenia dziecka. Jeśli takie są, dzieci są w stanie dość szybko je zaakceptować.
                          Przy mojej mamie nie marudziły, bo wiedziały, że babcia nie jest w stanie ich nosić.
                          Ode mnie domagały się noszenia, bo wiedziały, że jestem w stanie. Jednocześnie akceptowały fakt, że nie mogę tego robić dość długo. Zwykle wystarczało więc parę chwil.

                          >nie wiem d
                          > laczego wg was u autorki wątku nie mogło być tak, że mama nie nosi bo jej za ci
                          > ężko,

                          Nigdy nie nosi (jak moja mama), czy nie może długo nosić (jak ja)? W tym drugim przypadku wystarczyło wziąć na ręce, potem odstawić, zaproponować coś innego i jeśli trzeba przyjąć ze zrozumieniem ewentualną rozpacz/niezadowolenie dziecka.

                          > w ogóle nie rozumiem dlaczego uważacie, że autorka powinna spełniać każde wymag
                          > anie dziecka, nie zważając na to, czy to dla niej to w ogóle jest wykonalne, ko
                          > mfortowe, akceptowalne, wygodne, możliwe do spełnienia; myślenie - a czemu nie
                          > spełniłaś? ja bym spełniła! nie spełniłaś życzenia dziecka - to twoja wina że w
                          > padło w histerię, trzeba było spełniać!!;

                          No bo jej wina ;)
                        • hanka2501 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 20:53
                          Ojej, dziś weszłam a tu tyle wypowiedzi :) Dziękuję. Kiedy kilka osób wypowiada swoje zdanie na dany temat to zawsze można to wypośrodkować i dojść do jakiegoś konsensusu.


                          A teraz wyjaśniam. To nie jest tak, że ja jej nigdy nie biorę na ręce. Czasem biorę. Wtedy akurat miałam tak ciężką torbę, że dosłownie wżynała mi się w szyję. Ponadto nie wiem z jakiej przyczyny (choć podejrzewam) cierpię na na tzw. wiotczenie prawej ręki. Kiedy mam ją mocno przesiloną to dosłownie opada mi mimowolnie. Jakby mięśnie przestawały działać. Myślę, że nie odmówiłam jej potrzeby bliskości bo zaproponowałam przytulenie na kolankach. Odmówiła. Ja po prostu nie chciałam robić czegoś co ona chce i to jeszcze żądając w formie nie znoszącej odmowy.
                          Dodam jednak, że dziś była super grzeczna i kiedy szłyśmy do domu i ona powiedziała, że chce na rączki bo boli brzuszek (stara śpiewka ;)) to za radą którejś z Was przyklęknęłam do jej poziomu i powiedziałam takim litościwym głosem, że mamusię też boli i musimy razem iść powolutku do domku. Zrobiła podobną minę do mojej i powiedziała "dobrze". Nie wiem czy przypadek ale zadziałało. Natomiast wracając dziś z placu zabaw przed godziną 20,00 też poprosiła na rączki i pomimo,że miałam hulajnogę w jednej ręce to nie odmówiłam bo zdaję sobie sprawę, że na koniec dnia dziecko może być już padnięte. Tym bardziej, że dopóki się bawi, szaleje to nie myśli o zmęczeniu a kiedy przychodzi czas na wyjście z placu zabaw to wtedy przypomina sobie o bolących mięśniach :)

                          A na inny plac zabaw chciałam iść ponieważ tam była starsza córka i chciałam aby obie były razem. Czasem chodzę z młodszą na inne aby jej urozmaicić sprzęty na placu. Ponad to zawsze jak wychodzimy staram się, stosować zasadę: "jeszcze trzy zjazdy ze zjeżdżalni i idziemy". Czasem działa a czasem nie. Nie wiem czy ona dokładnie kojarzy ile to jest trzy więc będę od dziś stosować metodę na dzwonek. Super pomysł. Dzięki.
                          • olcia71 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 21:13
                            hanka2501 napisała:

                            Wtedy akurat miałam tak ciężką torbę, że dosłownie wżynała mi się w szyję
                            Myślę, że nie odmówiłam jej potrzeby b
                            > liskości bo zaproponowałam przytulenie na kolankach. Odmówiła. Ja po prostu nie
                            > chciałam robić czegoś co ona chce i to jeszcze żądając w formie nie znoszącej
                            > odmowy.

                            No to postapilas slusznie i nie pozostawalo Ci chyba nic innego jak tylko to znosic i nie przejmowac sie opinia innych. Tak jak napisalam w swoim wczesniejszym poscie. Czasami sa sytuacje, ze nie moge, po prostu nie moge zrobic tego czego ona chce. Ale nie karaj. Moæesz potem powiedziec, ze nie podoba Ci sie takie zachowanie i tyle. Ja tez czasami trace nerwy przy takich atakach mojej malej, ale wieczorem zawsze przychodzi refleksja... to taki wiek, to minie, kiedys zaskoczy, ona po prostu sobie nie radzi, nie ma sensu tego rozdmuchiwac i emocjonowac sie tym dodatkowo.
                            Heh, moja tez nie chce zamiennikow ani kompromisow. Ma byc tak jak ona chce i kropka. Ale jak jest zmeczona, to nie ma co nawet takiego zachowania rozdmuchiwac. Przyjac na bary i juz ;) Przejdzie jej.
                            • murwa.kac Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 27.07.13, 08:48
                              nie postapila slusznie.
                              odmowila dla zasady, byle tylko pokazac dziecku kto tu rzadzi.

                              wystarczylo torbe odstawic i przytulic pare minut.

                              czy jezeli Ciebie nie szanuja, nie szanuja Twoich uczuc i odczuc to postepujesz wobec tych osob z szacunkiem?
                              chyba raczej nie.
                              to dlaczego wymagasz od dziecka, ktore nie jest szanowane przez matke (odmowa dla zasady), zeby matkę szanowalo?
                              • olcia71 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 28.07.13, 17:23
                                murwa.kac napisała:

                                > nie postapila slusznie.
                                > odmowila dla zasady, byle tylko pokazac dziecku kto tu rzadzi.
                                >
                                > wystarczylo torbe odstawic i przytulic pare minut.
                                >
                                Nie rozumiem gdzie jest dla zasady. Miała ciężką torbę. Uzasadniła i zaproponowała inna formę przytulenia. Dziecko nie chiało. Uważasz, że w obliczu histerii miała powiedzieć "no dobra" ?Ja uważam, że jak odmówię, bo... coś tam (nie odmawiam dla zasady, ale jak rzeczywiście mam argument) W momencie kiedy kapituluję w obliczu jej krzyku i histerii ona przestaje mnie i moje argumenty traktować poważnie, czuje moją niekonsekwencję. Ale jeśli mogę to oczywiście spełniam jej potrzeby.
                          • murwa.kac Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 27.07.13, 08:45
                            nie przypadek :)

                            uszanowalas dziecko, nie odmowilas dla zasady, dalas dziecku sygnal, ze rozumiesz jego sytuacje i polozenie. tym samym nie bylo problemy, zeby dziecko zrozumialo i uszanowalo Ciebie.

                            proste, prawda?
                        • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 22:24
                          Gość portalu: fruzia01 napisał(a):

                          > w ogóle nie rozumiem dlaczego uważacie, że autorka powinna spełniać każde wymag
                          > anie dziecka
                          Wcale tak nie uważamy. Szkoda mi czasu na dyskutowanie z kimś, kto nawet nie czyta uważnie.
                  • 7katipo Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 27.07.13, 21:25
                    Może i jest, ale ja (jeszcze) nie wiem gdzie. Jak mój 6,5 latek prosi, by go wziąć na ręce bo np. dopiero się obudził, jak zaparkowałam pod domem, jest rozespany, padnięty po całym dniu w przedszkolu plus np. jakieś zakupy czy cóś, to po prosu go biorę i niosę do domu. Jak mam siaty, to proszę, żeby chwilę zaczekał, zanoszę siaty, wracam i go biorę. Korona mi jakoś dotąd z głowy nie spadła. A jak jest w formie, to on nosi siaty. I wszyscy są zadowoleni :)
            • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 09:56
              Gość portalu: fruzia01 napisał(a):

              > Dlaczego nie wziąć na ręce?
              > bo matka nie ma siły - nie jest szwarzenegerem i nei musi być; dodatkowo miała
              > na ramieniu ciężką torbę z zakupami
              Ale zobacz jaki jest bilans. Nie ma siły wziąć dziecko na 5-10 minut na ręce więc musi znaleźć siłę, żeby się zmierzyć za chwilę z atakiem histerii, który jest nieunikniony. No co kto woli. Ja wolę jednak wykrzesać tę siłę i wziąć na ręce.
              • Gość: fruzia01 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: 194.93.124.* 26.07.13, 12:33
                zmierzyć sie z atakiem hiterii - potrzeba siły psychicznej
                zmierzyć sie z 18kg + zakupy - potrzeba siły fizycznej

                zależy kto ma czego więcej, ja wolę nadwyrężać psychikę niż pogłębiać skoliozę
                tym bardziej że w opisanym przypadku (przystanek) chodzenie nie było czynnością konieczną, miało być rozrywką, urozmaiceniem okresu oczekiwania na autobus

                • anku1982 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 12:40
                  problemem jest zrozumieć dziecko, a nie postrzegać je jako przeciwnika, jeżeli nie masz siły, masz ciężkie zakupy, chcesz je przytulić na kolanach, to masz do tego prawo, pytanie jak zachowa się dziecko, Twoim zadaniem jest to przewidzieć. Jeżeli zaczyna histerię, to jest już za późno na zmianę zdania, zakładamy że zdania nie chciałaś zmieniać, atak histerii bierzesz na klatę, pomagasz się dziecku uspokoić, nie przejmujesz się że ludzie patrzą, przytulasz, pocieszasz, ale nie odchodzisz, no i nie traktujesz takiego zachowania w zakresie: niegrzeczne-grzeczne, rozwydrzone-nierozwydrzone, bo wiele 3-latków tak właśnie się zachowuje i jest to normalna reakcja na odmowę. Z czasem dziecko uczy się kompromisów, ale tylko wtedy, gdy ma dobry przykład i rodzice też potrafią z nim iść na kompromis w wielu sytuacjach i nie tylko ich racja jest najważniejsza.
                • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 13:19
                  Gość portalu: fruzia01 napisał(a):

                  > zmierzyć sie z atakiem hiterii - potrzeba siły psychicznej
                  > zmierzyć sie z 18kg + zakupy - potrzeba siły fizycznej
                  Tak mi się wydaje, że aby trzylatek ważył 18 kg to trzeba go najpierw nieźle utuczyć.
                  • anku1982 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 13:53
                    to prawda, nasz 4 - latek waży nie całe 18 kg, ale jest też dość wysoki.
                    • anku1982 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 14:57
                      widziałam mój jest w 50 centylu. 3 latek ważący 18 kg jest powyżej 90 centyla, co oznacza że może mieć nadwagę, zwłaszcza jeśli dziecko mimo dużej wagi nie jest bardzo wysokie względem dzieci w swoim wieku.
                  • Gość: fruzia01 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: 194.93.124.* 26.07.13, 14:48

                    widziałaś siatki centylowe?
                    • anku1982 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 14:59
                      Gość portalu: fruzia01 napisał(a):

                      >
                      > widziałaś siatki centylowe?


                      widziałam mój jest w 50 centylu. 3 latek ważący 18 kg jest powyżej 90 centyla, co oznacza że może mieć nadwagę, zwłaszcza jeśli dziecko mimo dużej wagi nie jest bardzo wysokie względem dzieci w swoim wieku.
                      • Gość: fruzia01 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: 194.93.124.* 26.07.13, 15:11

                        acha, ale już dla 3,5latka to wyczyn jakiś nie jest, szczególnie jeśli jest zbudowany proporcjonalnie;

                        rzuciłam uwage o 18 kg bo to akurat mój 3,5 latek, którego nie nosze jak nie muszę bezwzględnie; nie zaśmiecajmy wątku tematami pobocznymi, tu na prawdę nie chodzi o to czy jest 18 czy 17,5
                      • mamameg Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 20:43
                        > widziałam mój jest w 50 centylu. 3 latek ważący 18 kg jest powyżej 90 centyla,
                        > co oznacza że może mieć nadwagę, zwłaszcza jeśli dziecko mimo dużej wagi nie je
                        > st bardzo wysokie względem dzieci w swoim wieku

                        A to już trochę Wasza projekcja, że 18kilogramowy 3latek musi mieć nadwagę, mój CHUDY jak szkielet 3latek waży 16 kg. Bywają wysokie i ciężkie dzieci, niekoniecznie zaraz tłuste.
        • jola_ep Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 09:18
          W trudnych okresach starałam się zminimalizować punkty sporne, zakazy i nakazy do tych naprawdę niezbędnych.

          > Córka generalnie jest aktorką. Kiedy np. nie chce iść staje i woła opa, boli br
          > zuszek i demonstracyjnie łapiąc się za brzuszek zgina się w pół. Kiedy w tym sa
          > mym momencie zaproponuję loda zaczyna biec w stronę sklepu a brzuszek cudownie
          > przestaje boleć. Trzy latki to cwaniaki.

          To nie tak.
          Małe dzieci są inteligentne: zobacz jak dużo rzeczy muszą się o świecie nauczyć :)
          Mówią całym ciałem (jak trudno coś wyrazić słowami) - stąd "aktorstwo" - jeśli mama lepiej tak zrozumie o co chodzi, to dlaczego nie?
          Trzylatki są impulsywne. Jeśli łatwo odwrócić uwagę dziecka, zagadać, zabawić, to warto to wykorzystać :)

          Dzieci fizycznie nie są w tym wieku przystosowane do monotonnego ruchu, typu spokojny spacer. Łatwiej przychodzi im różnorodność. Paradoksalnie dziecko może być zbyt zmęczone na chodzenie, łatwiej przyjdzie mu bieganie w kółko ;) Zmęczenie psychiczne też odgrywa rolę. Więc ona Cię nie oszukuje i nie musisz proponować słodyczy, aby uzyskać podobny efekt.
          Moja mama dawała mojemu bratu kijka i twierdziła, że to motorek - pomagało :)
          Ja zaś proponowałam w podobnej sytuacji, aby skoro jest zmęczone, to niech pobiegnie trawnikiem obok chodnika. Też działało.
          Czasem brałam na ręce, niosłam kawałek, potem zgodnie z prawdą stwierdzałam, że się zmęczyłam i stawiałam na ziemi.

          > Chciałabym jednak o jakąś radę co robić generalnie w sytuacjach kiedy dopada ją
          > histeria??? Nie powinno się chyba ustępować.

          Nie chodzi o to, aby "nie ustępować". Ty jesteś dorosła, Ty podejmujesz odpowiedzialne, mądre decyzje. Ale warto wysłuchać też dziecka i jego (zapewne niezdarnie wyrażonych) argumentów i jeśli trzeba zmienić decyzję (chyba, że zabrnęłaś już w uliczkę jednokierunkową i nie możesz zawrócić).
          Nie chcielibyśmy jednak słuchać wrzasków, bo nie jest to akceptowalny sposób komunikacji. Jak dziecko spokojnie coś proponuje, warto wysłuchać, zmienić zdanie, zaproponować jakiś kompromis lub rozwiązanie, które Wam będzie odpowiadać.
          Jak wrzeszczy, to trzeba spokojnie poczekać, aż się uspokoi. Niektóre dzieci potrzebują przytulenia, inne zaś spokoju, a dialog można wdrożyć jak wygasną emocje.

          Przykład: plac zabaw: proponujesz zmianę. Dziecko wrzeszczy - nie reagujesz. Ale jak w miarę spokojnie (nawet jak chwilę wcześniej wrzeszczało) zaproponuje, że tu zostanie bo... (coś tam niekoniecznie z sensem), to rozważ swoją wcześniejszą decyzję. Dlaczego tak naprawdę musisz ten plac zmieniać? Może jednak możecie zostać??? Choćby na trochę.

          Pewnie, że od razu efektu nie będzie, ale z czasem łatwiej będzie o cywilizowaną komunikację.

          Nie zawsze "histeria" jest próbą wymuszenia. Zwykle jest spontaniczną przeciążonego układu nerwowego niezależną od woli dziecka. Chyba, że nauczycie się w ten sposób komunikować...

          Pozdrawiam
          Jola
          • olcia71 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 21:04
            jola_ep napisała:


            > Dzieci fizycznie nie są w tym wieku przystosowane do monotonnego ruchu, typu sp
            > okojny spacer. Łatwiej przychodzi im różnorodność. Paradoksalnie dziecko może b
            > yć zbyt zmęczone na chodzenie, łatwiej przyjdzie mu bieganie w kółko ;) Zmęczen
            > ie psychiczne też odgrywa rolę. Więc ona Cię nie oszukuje i nie musisz proponow
            > ać słodyczy, aby uzyskać podobny efekt.

            Fakt. Na wczasach chcielismy z mezem i córka zrobic sobie spacer w ciekawe miejsce. Mala cala droge, praktycznie od poczatku jeczala, zeby ja wziac na rece, na barana, marudzila strasznie, ze zmeczona (przeszla moze 10 krokow). Zrezygnowalismy. Jak przyszlismy do domu, to biegala razem z innymi dziecmi do wieczora, miala niespozyta energie.... ;) Bo coz to dla dziecka za atrakcja isc przed siebie...
            • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 22:33
              Kiedyś szłam z córka, wtedy trzyletnią, przez park. Miała prawo być wykończona, bo wcześniej byliśmy na festiwalu latawców. Ja miałam niemowlę w chuście, więc nie mogłam wziąć starszą na ręce. Miałyśmy za zadanie jeszcze tylko przejść przez park i tam spotkać się z tatą i zapakowac do auta. Jak wyglądał ten spacer? Mamoooo. Jestem zmęczona. Mamooo. Nogi mnie bolą. Mamooo. Mogę pobiec szybko do tamtego drzewa? Mamoooo. Daleko jeszcze? Nogiiii mnie booolą. Mamooo. A do tamtego skrzyżowania mogę pobiec?

              I tak w kółko. PRzez cały park.
    • rulsanka Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 25.07.13, 21:57
      Chcesz trzylatkę karać na koniec dnia? Kilka godzin po "przewinieniu"? Bez sensu.
      Dziecko zmęczone histeryzuje. Ponadto w wieku 3 lat jest duży skok rozwojowy i to po prostu trudny wiek. U starszego syna 3 lata było paskudne. Potem prawie rok idealnego spokoju. I od 4rż znowu daje czadu.
      A plac zabaw jest dla dziecka, po co chciałaś go zmieniać na siłę? Trzeba było namówić, zachęcić. Ty na siłę, to i dziecko na siłę. Ucz się kompromisów, to i dziecko będzie bardziej ugodowe.
      Starsza córka może mniej kłopotów sprawiała, ale wychowujemy dzieci nie po to by były grzeczne tu i teraz, tylko żeby były mądrymi szczęśliwymi dorosłymi. Grzeczne dzieci miewają kłopoty w życiu dorosłym, bo nie były nauczone odmawiania. Ludzie są różni, dzieci są różne. Ciesz się córką taką jaką masz i nie porównuj ze starszą, to zupełnie inny człowiek.
      • mruwa9 ee tam 27.07.13, 00:52
        rulsanka napisała:

        Ponadto w wieku 3 lat jest duży skok rozwojowy i
        > to po prostu trudny wiek.


        ee tam, takie gadanie.
        Ta patrzac, to kazdy wiek dziecka jest w jakims sensie trudny.
        Albo latwy .
        Moje motto: nie bac sie wlasnego dziecka. Nie bac sie histerii. Wysluchac dziecka, wczuc sie w jego sytuacje i robic to, co sie uwaza w danym momencie za sluszne, z uwzglednieniem warunkow zewnetrznych, okolicznosci, mozliwosci czasowych i fizycznych.
        gdy dziecko ma w zwyczaju domaganie sie noszenia na rekach, jaki to problem zabrac maly wozek-parasolke i dac dziecku wybor- albo idzie na wlasnych nogach albo siada w wozku?
        Gdy nie ma czasu ani warunkow na dyskusje, bo np. obok jest ruchliwa ulica albo spieszymy sie do domu, a dziecko w histerii przestaje sluchac, co sie do niego mowi, wpakowa dziecko do wozka, chocby na sile (przypiac szelkami) albo wziac pod pache i zaniesc do domu.
        Z dzieckiem w histerii i tak nie da sie dyskutowac, bez znizania do poziomu przedszkolaka.
        Jesli dziecko za akzdym razem robi cyrki na placu zabaw, nie wypuszczac sie z nim tak daleko, tylko pozostawac w bezpiecznej odleglosci od domu, zeby byl mozliwy szybki odwrot. Proste.
        Jesli takie akcje zdarzaja sie sporadycznie, tym bardziej nie widze problemu, mozn je wrzucic w normalne koszty wychowania dziecka.
        Ja nie wiere w skoki rowojowe, kryzysy laktacyjne i bunty dwulatka.
        Wlasnie dlatego, ze nie boje sie wlasnych dzieci i siebie samej w roli matki.
        • rulsanka Re: ee tam 01.08.13, 15:17
          Skoki rozwojowe to raczej naukowo udowodniony fakt i nie ma tu nic do wierzenia?

          To czy dziecko przechodzi skok burzliwie, czy spokojnie zależy w dużej mierze od temperamentu dziecka i jego wrażliwości. Oczywiście rodzice mogą dużo popsuć lub naprawić ale przez pewne rzeczy się nie przeskoczy.

          Bunt dwulatka to potoczne określenie skoku rozwojowego w tym wieku. Dwulatki są za głupie na bunt.

          U mojego syna był wyraźny skok. Pomiędzy 2 a 3 lata miałam idealne dziecko. W okolicach 3. urodzin zbiesiło się na jakiś miesiąc. W okresie skoku syn stał się trudny fizycznie (nadruchliwość, wrzaskliwość) i psychicznie (zbuntowany, kłótliwy). Potem znowu był prawie rok ideału. Przy tym była ogromna różnica między dzieckiem przed skokiem i po skoku. Teraz ma 5 lat i znowu, widzę że się stara, a mimo to wrzeszczy, skacze, niszczy, robi jakieś niebezpieczne głupoty. Widzę, że sam nad sobą nie panuje, tak jak wtedy w wieku 3 lat i ja to tłumaczę właśnie m.in. skokiem rozwojowym.
          • mruwa9 Re: ee tam 02.08.13, 00:49
            ale dzieci potrafia sie zbiesic w dowolnym momencie,, niekoniecznie zwiazanym z wiekiem.
            To nie w dziecku jest problem, ale w postrzeganiu (i traktowaniu) go przez rodzica.
            • jola_ep Re: ee tam 02.08.13, 08:47
              > ale dzieci potrafia sie zbiesic w dowolnym momencie,, niekoniecznie zwiazanym z
              > wiekiem.

              Tzw. skoki rozwojowe nie przypadają dokładnie w określonym wieku.
              Rozwój dzieci przebiega nierównomiernie między wycieszeniem, a pobudzeniem - "buntem"

              > To nie w dziecku jest problem, ale w postrzeganiu (i traktowaniu) go przez rod
              > zica.

              Trochę tak, trochę nie.
              Tak: mamy wpływ, odpowiednio postępując w okresach nierównowagi (np. nie panikując, że będzie coraz gorzej i desperacko przykręcając śróbę ;) ), a i potem też.
              Nie: na fizjologię nie mamy wpływu.
              Albo inaczej: wiedząc, że okresy nierównowagi zdarzają się dzieciom, łatwiej nam postępować z takim dzieckiem. Nadzieja na lepsze dni pomaga ;)
            • rulsanka Re: ee tam 02.08.13, 10:49
              Wiek jest orientacyjny.
              Jeśli chodzi o traktowanie dziecka, to ja nie zmieniałam podejścia, to dziecko się zmieniło. Jak już się zbiesiło to okazało się, że ja muszę coś zmienić. U nas zadziałało prawie totalne odpuszczenie, wyluzowanie, cierpliwość, ograniczenie zakazów i nakazów do minimum związanego z bezpieczeństwem. A jak skok minął wróciliśmy do bardziej sztywnych zasad, takich jak przed skokiem. Czyli że np. posprzątaj przed kolacją czy przed spaniem. W okresie skoku wszystko było na nie. Ubierz się - nie. Pomogę ci się ubrać - nie. Ubierz się to wyjdziemy na spacer - nie. Zakładam mu majtki na siłę - zdejmuje. Czekamy 2 godziny aż mu się zachce - nie zachciewa się. Ponieważ mu się nudzi, zaczynają się wariactwa. I cały dzień w tym stylu.
              Po kilku dniach poszłam po rozum do głowy, włączyłam misia uszatka i ubrałam syna na uszatku. Wyszliśmy na spacer i było fajnie.
              Tydzień takiego traktowania i nagle wszystko wróciło do normy. Syn znowu sam szybko się ubierał, pomagał w sprzątaniu itp.
              Te zmiany mogę wytłumaczyć tylko skokiem rozwojowym.
              • joshima Re: ee tam 02.08.13, 13:07
                Nie dasz rady przetłumaczyć. Odpuść sobie. Trafiasz w beton.
    • mruwa9 co to jest opa? 26.07.13, 02:59
      co to jest opa? Bo gadasz w jakims dziwnym jezyku...
      I albo ty znizasz sie do poziomu 3-latki (uzywajac slow "opa" i tym podobnych infantylizmow), albo oczekjesz od dziecka reakcji i zachowan osoby doroslej.
      Moja osobista teoria: dziecko nudzi sie z toba jak mops. Potrzebuje towarzystwa rowiesnikow i plodozmianu srodowiska. Doszlo do zmeczenia materialu, nadmiaru matki w zyciu, ktorej towarzystwo i aktywnosci dnia (zakupy- co to za atrakcja dla 3-latka?) stalo sie dla dziecka po prostu nudne.
      Poslij mala do przedszkola. Same korzysci.
      W domu poprawy jeszcze dlugo nie bedzie, bo macie sie wzajemnie dosyc.
      • hanka2501 Re: co to jest opa? 26.07.13, 21:14
        Wiesz Twój wywód nt. zmęczenia dziecka mną jest według mnie zupełnie nie na temat. Na jakiej podstawie wywnioskowałaś, że dziecko się ze mną nudzi, że nie ma towarzystwa rówieśników bądź, że nasz codzienny punkt dnia to zakupy????

        Córka codziennie bawi się z rówieśnikami - czasem koleżankami i kolegami a czasem z przypadkowo poznanymi dziećmi. Taki wyjazd na zakupy był jeden jedyny. Nigdy córki nie zabieram na zakupy a jeśli to tylko samochodem i na chwilę. Córka uwielbia jeździć autobusem więc miała bo być dla niej atrakcja - i wiem, że była. A czy się nudzi??? Nie sądzę. Nie wiem nawet na jakiej podstawie doszłaś do takich wniosków?? Bo chciało na ręce??

        I dla Twojej informacji, nie jestem toksyczną matką co by zagłaskała kotka na śmierć. Daję jej swobodę ale wszystko musi mieć granice. I jak wspomniałam córka jeszcze nie ma 3 lat. Skończy we wrześniu i właśnie od września idzie do przedszkola więc możesz być spokojna. W końcu odetchnie od toksycznej mamuśki, z którą się nudzi jak mops.

        • olcia71 Re: co to jest opa? 26.07.13, 21:17
          Ja tez dostalam od mruwy kiedys taką złota radę na zgoła inny temat. Przedszkole dobre na wszystko ;) mozna wywnioskować.
          • hanka2501 Re: co to jest opa? 26.07.13, 21:20
            Hehe :) Dobrze wiedzieć :)
            • mruwa9 Re: co to jest opa? 27.07.13, 00:28
              no ale nie odpowiedzialas na pytanie: co to jest opa?
              • hanka2501 Re: co to jest opa? 27.07.13, 00:35
                Nie było pytań o opa więc zakładam, że większość w miarę normalnych i tych nadopiekuńczych mam też, wie o co chodzi.
                • mruwa9 Re: co to jest opa? 27.07.13, 00:41
                  serio nie wiem. Taki wstyd odpowiedziec na pytanie?
                  • joshima Re: co to jest opa? 27.07.13, 02:45
                    mruwa9 napisała:

                    > serio nie wiem
                    Nawet gdybym nie wiedziała to wstydziłabym sie przyznać, że nie domyśliłam się z kontekstu.
        • joshima Re: co to jest opa? 26.07.13, 22:35
          Nie przejmuj się. Mruwa trochę popłynęła.
          • mruwa9 Re: co to jest opa? 27.07.13, 00:40
            nie. Ja naprawde uwazam, ze w tym wieku dziecko potrzebuje grupy rowiesniczej do prawidlowego rozwoju, jak powietrza do zycia. Dzieki temu socjalizuje sie, ma zapewniony plodozmian srodowiska, a jednczesnie w miare staly, przewidywalny schemat dnia, uczy sie, ze nie jest pepkiem swiata i ze nie zawsze dostaje wszystko, czego sobie zazyczy. uczy sie czekac na swoja kolej i uczy sie chodzic na wlasnych nogach bo zadna pani nosic dzieci w przedszkolu na rekach nie bedzie. Poza tym spedzajac czesc dnia poza domem, bez rodzicow, w innym srodowisku, ma zapewnione rozrywki, jakich w domu, z nudna matka, pochlonieta zakupami i sprzataniem, nie doswiadczy. Dziecko do domu przynosi pomysly na rozne nowe zabawy i zajecia.I nawet jesli trafi sie dziecku gorszy dzien, trwa to krocej i rzadziej, niz bedac w domu non stop. Dziecko uczy sie tez naturalniej stopniowo radzic sobie z emocjami i stresem, bo takie sa wymogi zycia w grupie.
            W domu tego wszystkiego nie ma, jest za to coraz wieksza nuda, bo tez ile zabaw jest w stanie wymyslic dziecku matka? Zwlaszcza, ze takie maluchy sa pieciominutowe i potrzebuja zmiany scenerii co chwile.
            • olcia71 Re: co to jest opa? 27.07.13, 01:02
              No, tak uważasz i masz do tego prawo, ale pozwolę sobie nie zgodzić się z Tobą. Raz, że nie wiesz czyta matka jest tak naprawdę nudna, dwa - właściwie nie wiesz jak ile czasu spędza to dziecko z rówieśnikami (może zanim wygłosisz taki osąd warto byłoby zapytać), trzy- nie kazde przedszkole daje takie mozliwości każdemu dziecku. Są różne typy charakterologiczne. Tak Ci się tylko wydaje, że pięciolatek potrzebuje zmiany scenerii co 5 mn. Też mam znajomą, która nie pojedzie po prostu z dziećmi "na piknik na łąkę" bo przecież "zanudzą się tam na śmierć". (my tak często spędzamy czas) Raz pojechaliśmy razem (znajoma niezadowolona jak 100 diabłów) I co? I jej dzieci się pięknie bawiły. Nie mając innych zabawek pod ręką do pustej butelki łapały biedronki i potem organizowały im czas wolny ;) I jakoś obeszło się bez supermarketowych atrakcji i zabawek. Szacunku dla potrzeb innych dziecko moze się też nauczyć w domu, niezależnie ilu członków rodziny. Nie mówimy oczywiście o skrajnym przypadku izolacji od rówieśników. Ale ja osobiscie nie uważam, żeby przedszkole miało być lekiem na całe zło i wszystkie przypadłości wiekowe kilkulatków. Znam osobiscie antyprzykłady takiej tezy. I nie zapędzałabym się w ocenie matki.
              No i fajnie jeśli ma się dostęp do tego rodzaju placówek. Bo moja 3,5-latka do przedszkola się nie dostała od przyszłego roku szk (choć zapisywałam do kilku a teoretycznie od sierpnia powinnam na cały etat wrócić do pracy, miałam odpowiednie dokumenty). I co? Mam rozpaczać? Patologia niemal.
              • olcia71 Re: co to jest opa? 27.07.13, 01:04
                Czemu napisałam pięciolatek? Miało być trzylatek... (aha to przez tą zmiane scenerii co 5mn)
              • mruwa9 Re: co to jest opa? 27.07.13, 01:24
                jesli ostatnie 3 lata dziecko spedzilo wylacznie (lub niemal wylacznie) w towarzystwie matki, 24 godziny na dobe , to nie ma byka, wczesniej czy pozniej musi dojsc do zmeczenia materialu i wzajemnego znudzenia swoim towarzystwem, czego bezposrednim skutkiem jest utrata cierpliwosci i obnizenie progu tolerancji zachowan drugiej strony. Obu stron, bo to dziala w obu kierunkach, i na linii matka-dziecko, i dziecko-matka. NIewazne, jak bardzo kreatywna i zaangazowana jest matka. To podobna sytuacja, jak np. podczas dlugiego rejsu czy wyprawy wysokogorskiej,,ktorej uczestnicy sa zmuszeni do swojego towarzystwa non stop przez dluzszy czas. I najwiekszym wowczas prblemem sa wlasnie konflikty miedzy ludzmi, ktorzy nie moga sie od siebie odizolowac nawet na chwile, sa na siebie skazani. Fakt, relacja dziecko-matka jest inna relacja, niz relacje miedzy wiezniami zamknietymi w jednej celi, ale kazdy psycholog to potwierdzi, ze stale przebywanie w tym samym towarzystwie, non stop, bez mozliwosci plodozmianu, JEST stresorem.
                Ja widzie tez, co sie dzieje (i dzialo) z moimi dziecmi, ich zachowaniem i atmosfera w domu, gdy chodzily do przedszkola, a co sie dzialo w wolne dni, zwlaszcza wakacje, dluzsze okresy bez przedszkola.
                Dzieci organicznie potrzebuja tego plodozmianu i towarzystwa rowniesnikow, tych codziennych rutyn, ktore wprowadzaja nie tylko rozrywke, ale i lad, porzadek do ich zycia. Oraz bodzce, ktorych zadna, nawet najlepsza matka nie jest w stanie dziecku dostarczyc. I nie powinna, chocby dlatego, zeby nie znalezc sie w sytuacji autorki watku, ktora ma tanczyc, jak jej corka zagra.
                • joshima Re: co to jest opa? 27.07.13, 03:15
                  mruwa9 napisała:

                  > jesli ostatnie 3 lata dziecko spedzilo wylacznie (lub niemal wylacznie) w towar
                  > zystwie matki, 24 godziny na dobe , to nie ma byka, wczesniej czy pozniej mus
                  > i dojsc do zmeczenia materialu
                  Piszesz głupoty. ALbo jakieś Twoje dziecko dorwało się do Twojego konta.


                  > Ja widzie tez, co sie dzieje (i dzialo) z moimi dziecmi, ich zachowaniem i atm
                  > osfera w domu, gdy chodzily do przedszkola, a co sie dzialo w wolne dni, zwlasz
                  > cza wakacje, dluzsze okresy bez przedszkola.
                  Nie oceniaj innych po sobie. To, że Twoje dziecko było znudzone Twoim towarzystwem (i nawzajem) to nie znaczy, że to norma.

                  > Oraz bodzce, ktorych zadna, nawet najlepsza matka nie jest w stanie dziecku dostarczyc.
                  Och. A jakie to?
                  • olcia71 Re: co to jest opa? 27.07.13, 11:55
                    No nie przetłumaczysz. Osobiście znam przypadki kiedy to przedszkole w ogóle nie wpływało na dziecko i dalej przejawiało bardzo egocentryczne w stosunku do matki zachowanie. Mamymiały z dziećmi problem dokładnie taki jak autorka wątku. Gdyby życie było takie proste! Że lekarstwem na wszystko jest separacja i zmiana środowiska. Nie wszystko tak działa i nie wszystkie problemy z tego wynikają. Jak już tak teoretyzujemy (bo Twoja teza to czysta teoria- w jednym przypadku się sprawdzi, w innym nie) to nie sądzisz że taka separacja lub zmiana środowiska tylko zagłusza sedno sprawy? Bo moim zdaniem dziecko zachowuje się tak przy matce bo zna ją na wylot, pozwala sobie na prawdziwe reakcje i jest sobą. Też jestem zdania żebyś nie oceniała innych po sobie. Nie wiesz, jeszcze raz podkreślę, ile czasu matka spędza z dziećmi i ile te spędzają czasu z rówieśnikami.
                    W takim razie ja to juz powinnam chyba mieć poważne wyrzuty sumienia, bo moje dziecko nie dostało się do przedszkola i nie będzie unormowane przez co najmniej następny rok. Ja poszłam do zerówki mając 6 lat, moja kuzynka też, mnóstwo dzieci w tamtych czasach nie korzystało z przedszkola, były inne czasy, większość mam siedziała w domu z dziećmi i nie posyłało dzieci do przedszkola (przynajmniej w moim środowisku) Chyba się zapędzasz i mylisz separację od rówieśników z normlanym spędzaniem czasu. Bo z tego co mówisz dziecko bez przedszkola nie funkcjonuje normalnie... hmm
                  • Gość: fruzia01 Re: co to jest opa? IP: 194.93.124.* 29.07.13, 13:59
                    imo przedszkole ma tę zaletę w stosunku do matki, że
                    a) matka nie jest w stanie dać dziecku zabaw grupowych - no bo ile można bawić się w 'starego niedźwiedzia' w 2 osoby? a dzieci naprawdę lubią takie zabawy
                    b) z moich obserwacji wynika, że dzieci chętnie obserwują i uczą się od innych dzieci, chętniej niż od dorosłych. przykładowo mój przedszkolak w domu nigdy niczego nie maluje,rysuje,lepi, nie jestem w stanie go do tego zachęcić a w przedszkolu jednak jakieś plastyczne prace wykonuje (sam z siebie w czasie wolnym), jest z nich dumny
                    c) w domu mama musi także sprzątnąć, pozmywać, ugotować, zrobić zakupy - nie może w 100% poświęcić czasu dziecku; w przedszkolu jest pani wychowawczyni organizująca dzieciom cały czas, a gotują kucharki, sprzątają woźne itd
                    • anku1982 Re: co to jest opa? 29.07.13, 15:24
                      ale z kilkulatkiem da się przygotować obiad i posprzątać, wstawić i wywiesić pranie, to nie jest niemożliwe, tylko trzeba dużo rzeczy robić wspólnie, a nie wychodzić z założenia, że prace domowe są dla dorosłych, a jak dziecko nie umie zająć się sobą, to znaczy że przeszkadza. Kwestia podejścia.
                      • joshima Re: co to jest opa? 29.07.13, 19:03
                        anku1982 napisała:

                        > ale z kilkulatkiem da się przygotować obiad i posprzątać, wstawić i wywiesić pr
                        > anie, to nie jest niemożliwe,
                        Nawet z dwoma kilkulatkami się da i oboje mają z tego niezłą frajdę ;)
                      • tabakierka2 Re: co to jest opa? 30.07.13, 09:01
                        anku1982 napisała:

                        > ale z kilkulatkiem da się przygotować obiad i posprzątać, wstawić i wywiesić pr
                        > anie, to nie jest niemożliwe, tylko trzeba dużo rzeczy robić wspólnie, a nie wy
                        > chodzić z założenia, że prace domowe są dla dorosłych, a jak dziecko nie umie z
                        > ająć się sobą, to znaczy że przeszkadza. Kwestia podejścia.

                        z kilkulatkiem tak, ale jak kilkulatek ma np. młodsze rodzeństwo w wieku 'niechodzącym' to wszystko staje się bardziej skomplikowane.
                        Nasz starszak, lat prawie 3 również w klubiku robi rzeczy, których w domu nijak nie ma ochoty - wycina, maluje, lepi z plasteliny, rysuje... A i grupa to nie są rówieśnicy, bo są maluszki i młodsze od niego i kilka starszych.
                        • joshima Re: co to jest opa? 30.07.13, 12:53
                          tabakierka2 napisała:

                          > z kilkulatkiem tak, ale jak kilkulatek ma np. młodsze rodzeństwo w wieku 'niech
                          > odzącym' to wszystko staje się bardziej skomplikowane.
                          Ale nie niemożliwe. Wszystko kwestia chciejstwa mamy i umiejętności zorganizowania sobie czasu i przestrzeni. Oddelegowanie dziecka do żłobka czy przedszkola jest najprostsze. Jednak nie zawsze najlepsze. Często jest to tylko oddelegowanie problemów na jakiś czas.
                    • olcia71 Re: co to jest opa? 29.07.13, 17:14
                      Gość portalu: fruzia01 napisał(a):

                      > imo przedszkole ma tę zaletę w stosunku do matki, że
                      > a) matka nie jest w stanie dać dziecku zabaw grupowych - no bo ile można bawić
                      > się w 'starego niedźwiedzia' w 2 osoby? a dzieci naprawdę lubią takie zabawy
                      > b) z moich obserwacji wynika, że dzieci chętnie obserwują i uczą się od innych
                      > dzieci, chętniej niż od dorosłych. przykładowo mój przedszkolak w domu nigdy ni
                      > czego nie maluje,rysuje,lepi, nie jestem w stanie go do tego zachęcić a w przed
                      > szkolu jednak jakieś plastyczne prace wykonuje (sam z siebie w czasie wolnym),
                      > jest z nich dumny
                      > c) w domu mama musi także sprzątnąć, pozmywać, ugotować, zrobić zakupy - nie mo
                      > że w 100% poświęcić czasu dziecku; w przedszkolu jest pani wychowawczyni organi
                      > zująca dzieciom cały czas, a gotują kucharki, sprzątają woźne itd

                      ad.a Ciastko nie wyklucza herbaty. Przebywanie z matką nie wyklucza zabaw grupowych. Nie mówimy o izolacji od rówieśników, ale o tym, że przedszkole nie jest remedium na WSZYSTKO. Są place zabaw (u nas np moja mała ma dużo rówieśników) , kluby malucha, zajęcia rytmiki itd
                      ad.b - moje dziecko nie ma z tym problemu. A jeżeli już to wystarczy zapewnić dziecku "obcowanie" z innymi dziećmi, niekoniecznie w przedszkolu.
                      ad.c Moje dziecko wszystkie takie prace bardzo chętnie wykonuje razem ze mną, sama z własnej woli, naśladując mnie. Moim zdaniem ten argument przytoczony przez Ciebienie jest na plus.
                      Poza tym nikt nie kwestionuje zalet przedszkola a jedynie to, że zdaniem niektórych przedszkole jak Mars jest dobre na wszystko i z każdej przypadłości uleczy.
                      • olcia71 Re: co to jest opa? 29.07.13, 17:16
                        olcia71 napisała:

                        Moim zdaniem ten argument przytoczony prze
                        > z Ciebienie jest na plus.
                        Miało być "NIE JEST NA PLUS"
                      • Gość: fruzia01 Re: co to jest opa? IP: *.icpnet.pl 29.07.13, 18:38
                        zgadzam się, że przedszkole nie jest remedium na wszystko zło
                        zgadzam się, że potrzebna jest grupa innych dzieci do wspólnych zabaw i nauki, a czy to będzie przedszkole czy klubik czy rytmika to sprawa wtórna;
                        podałam po prostu joshimie 3 rzeczy, których matka w przeciwieństwie do przedszkola (rozumianego jako miejsce spotkania grupy dzieci) nie jest w stanie zapewnić, bo ona sądząc po pytaniu takich nie zna;
                        co do prac domowych to wiem, że są dzieci które z chęcią uczestniczą i pomagają rodzicom; moje najdalej po 2 minutach już marudziło że chce biegać dokoła stołu w berka a mieszanie łyżką w garnku było nudne jak flaki z olejem; i wierzę, że takich jak on jest więcej i dla nich obecność pani, która cały czas pokazuje fantastyczne ciekawe rzeczy i jest na każde zawołanie jest zaletą; zresztą pewnie niedługo jak poskładam swoje obserwacje i przemyślenia do kupy to założę wątek o przedszkolaku i obowiązkach domowych może mi coś poradzicie;
                        • fruzia01 Re: co to jest opa? 29.07.13, 18:44
                          i dodam jeszcze - uważam, że idealnie jest jeśli dziecko od rodziców uczy się prac domowych, od najmłodszych lat w tym uczestniczy, rozumie, że nic samo się nie robi, żadne stoliczku nakryj się tylko trzeba obiad ugotować; jeśli tak się udaje z dzieckiem pracować - bomba, faktycznie wtedy przebywanie z rodzicem jest wiele lepsze od przebywania w przedszkolu; gorzej, jeśli się nie da - patrz post wyżej;
                          • olcia71 Re: co to jest opa? 29.07.13, 23:54
                            No, ale dobrze, że o tym piszesz, bo to tylko potwierdza, że teorii o tym, że dziecko jest z matką wynudzone jak mops itp itd i do przedszkola z nim, nie da się podpiąć pod kazde dziecko. Nie rozumiem zdania (nie Twojego oczywiście) "zakupy-co to za atrakcja dla 3-letniego dziecka?!" A dla mojego właśnie jest to jedna z większych atrakcji! I nie dlatego, że kupuję jej wszystko czego zażąda, ale samo wkładanie do koszyka przeróżnych produktów, które ja mam na liście jest właśnie dla niej atrakcją! Nie uwierzycie, ale kiedyś mała włożyła mi do koszyka cytryny i stwierdziła "nie mamy cytryn w domu"... Uświadomiłam sobie, że faktycznie... i nie dopisałam ich do listy. Tak samo ze sprzątaniem w domu. Ona lepiej współpracuje kiedy może mi "pomagać" (bo ta "pomoc" przeważnie wygląda tak, że ja mam więcej sprzątania.. ;o)) niż kiedy ma się bawić. I uwazam, ze dziecko lepiej funkcjonuje jako człowiek, więcej rzeczy się uczy i więcej z tego wyniesie dla siebie jeśli uczestniczy we wszystkich codziennych czynnościach (z własnej woli, dla zabawy, albo przy odrobinie naszej fantazji jeśli to my zrobimy z tego zabawę)niż w zorganizowanych przez panią przedszkolankę zabawach np. Przy czym mam świadomość oczywiście niewątpliwej potrzeby obcowania mojego dziecka z innymi dziećmi tudzież rówieśnikami. Nie wiem, może mam szczęście, że moje dziecko tak chętnie się w to wszystko angażuje (traktuje jak zabawę właśnie), zdaję sobie też sprawę, ze nie u każdego się to sprawdzi. Ale denerwuje mnie jeśli ktoś uważa, że tylko zorganizowane zabawy w grupie wyprowadzą nasze pociechy na prostą. A z matką nudzą się jak mopsy. Guzik prawda. Jak napisałam wyżej. Też mam znajomą, która uważa, że bez atrakcji wszelakich obyć się nie może. A tymczasem dzieciom wiele do szczęścia nie trzeba. Dzieci są bardziej kreatywne niż nam się wydaje. Problemy wynikają z czegoś innego. Moim zdaniem w większości przypadków przedszkole tylko je zagłusza.
                            • mruwa9 Re: co to jest opa? 30.07.13, 01:02
                              ale NIGDY nie bedziesz rowiesnikiem swojego dziecka i nie bedziesz sie z nim bawic jak rowiesnik. Bedziesz sie bawic jak dorosly z dzieckiem, a dziecko nie nauczy sie bawic bez towarzystwa osoby doroslej. Albo bedzie sie zachowywac jak maly-stary, albo bedzie terroryzowac wszystkich doroslych naokolo, zeby sie z nim bawili.
                              Czy twoje dziecko potrafi sie samo soba zajac?
                              Zabawa w grupie dzieci, zwlaszcza spotaniczna, wyglada zupelnie inaczej, niz zabawa z nawet najbardziej zaangazowanym i kreatywnym rodzicem. B o kreatywnosc rodzica odbiera nieskrepowana kreatywnosc dziecku.
                              Zaden rodzic tego nie zastapi.
                              • Gość: fruzia01 Re: co to jest opa? IP: 194.93.124.* 30.07.13, 07:18
                                hmmm
                                a ja mam taki przypadek, który chodził do żłobka, teraz do przedszkola, ma grupę rówieśniczą (czasem mieszaną wiekowo, co uważam za wielką zaletę), ale w domu popołudniami i w weekendy i tak terroryzuje wszystkich dorosłych żeby się z nim bawili;
                                zgadzam się z tobą, że zabawa dziecka z innymi dziećmi w grupie małej czy dużej jest niezastąpiona, ale czy naprawdę nauczy dziecko 'odklejenia' od rodzica? dla mnie to zbyt daleko posunięty wniosek;
                                • olcia71 Re: co to jest opa? 30.07.13, 10:10
                                  Gość portalu: fruzia01 napisał(a):

                                  > hmmm
                                  > a ja mam taki przypadek, który chodził do żłobka, teraz do przedszkola, ma grup
                                  > ę rówieśniczą (czasem mieszaną wiekowo, co uważam za wielką zaletę), ale w domu
                                  > popołudniami i w weekendy i tak terroryzuje wszystkich dorosłych żeby się z ni
                                  > m bawili;
                                  > zgadzam się z tobą, że zabawa dziecka z innymi dziećmi w grupie małej czy dużej
                                  > jest niezastąpiona, ale czy naprawdę nauczy dziecko 'odklejenia' od rodzica? d
                                  > la mnie to zbyt daleko posunięty wniosek;


                                  Dla mnie również, co cały czas podkreślam.Taaak, ja też znam nawet kilka przypadków dzieci z różnych rodzin,kiedy pomimo uczestnictwa w zajęciach przedszkolnych zachowują sie podobnie jak te autorki wątku, o czym pisałam powyżej. Mruwa, nie rozumiesz jednej rzeczy: ja nie kwestionuję niewątpliwych zalet zabawy w grupie czy to rówieśniczej czy mieszanej wiekowo (ta druga moim zdanem bardziej rozwija) i tego mojemu dziecku nie odmawiam! Reakcje o których piszesz (że dziecko się będzie zachowywać jak młody stary) mają miejsce jak dziecko NIE MA MOŻLIWOŚCI W OGÓLE OBCOWANIA Z DZIEĆMI, jest od nich separowane. Tez znam takie. Tak jak Fruzia uważam, ze wyciągasz zbyt daleko idące wnioski i zbyt dużą rolę (terapeutyczno-wychowawczą)przypisujesz przedszkolu.
                                  Tak, moje dziecko potrafi się sobą zająć, ale nie na długo i głównie wybiera zabawy z nami z zupełnie innych powodów (aczkolwiek dziecko w tym wieku ma prawo być jeszcze absorbujące przecież). Ma problem z integracją sensoryczną i ma duże zapotrzebowanie na zabawy "dotykowe", równoważne (hustanie, kulanie, rzucanie, masaże, przytulanie itp) Tego z kolei nie zapewni jej przedszkole. Jeśli nie ma odpowiedniej ilości "bodźców" zaczyna sama w charakterystyczny sposób napinać mięśnie. I to że dziecko nie potrafi się soba zająć również nie ma związku z rolą przedszkola, a na pewno nie w kazdym przypadku. I również znam nawet już dużego chłopca(6l.), Który z organizacją przez siebie zabawy nie powinien mieć problemu a który jest równie absorbujący jak wg Twojej teorii dziecko nie uczęszczające do przedszkola.
                              • jola_ep Re: co to jest opa? 30.07.13, 12:29
                                > Czy twoje dziecko potrafi sie samo soba zajac?

                                Moje dziecko na skutek uczęszczania do przedszkola (poszła jak miała 3 lata) utraciła zdolność kreatywnej, samodzielnej zabawy. Na szczęście było to chwilowe i wystarczyło dłuższa choroba, aby przestała domagać się ode mnie organizacji czasu.

                                Dodatkowo w domu odreagowywała przedszkole (gdzie musiała być grzeczna) i znowu lepiej było w czasie wolnym.

                                Nam przedszkole nie pomogło.
                                Może jeśli dziecko przebywa wyłącznie z matką, która czuje sę zobowiązana nieustająco je zabawiać i nie ma kontaktu z innymi dziećmi, przedszkole dla trzylatka jest ważne i potrzebne. Choć jest wtedy tylko substytutem tego, co naprawdę potrzebuje (a jest nim kontakt z szerszym gronem osób, w tym dziećmi, wraz z zapleczem w postaci bezpiecznej "bazy" - matki, ojca, niani, cioci)
                              • joshima Re: co to jest opa? 30.07.13, 12:57
                                mruwa9 napisała:

                                > ale NIGDY nie bedziesz rowiesnikiem swojego dziecka i nie bedziesz sie z nim ba
                                > wic jak rowiesnik. Bedziesz sie bawic jak dorosly z dzieckiem, a dziecko nie na
                                > uczy sie bawic bez towarzystwa osoby doroslej.
                                Proszę Cię. Nie pogrążaj się. Zachowaj odrobinę godności i zamiast wymyślać kolejne poronione teorie po prostu przestań pisać.
                                • mruwa9 daleko szukac 30.07.13, 18:59
                                  forum.gazeta.pl/forum/w,566,145849274,,brak_pomyslow_i_kreatywnosci_na_zabawy_z_2l.html?v=2
                                  • joshima Re: daleko szukac 30.07.13, 19:08
                                    Proszę Cię. Nie ośmieszaj się. Chcesz nas przekonać, że jeden przypadek udowadnia Twoje durne i pokręcone teorie?
                                    • mruwa9 Re: daleko szukac 30.07.13, 19:35
                                      czy twoje dzieci chodza/chodzily do przedszkola?
                                      Masz jakies wlasne obserwacje w tej dziedzinie, wplywu grupy rowiesniczej na rozwoj dziecka?
                                      Moje dzieci, jak pisalam, chodzily do przedszkola (najmlodsze poszlo w wieku 15 miesiecy), praktycznie wszystkie dzieci moich krewnych i znajomych chodzily do przedszkola, ja poszlam do przedszkola w wieku 2 lat, a w szkole ( w pierwszej klasie), pamietam to do dzis, dzieci dzielily sie na te, ktore przyszly z przedszkola i te nieprzystosowane do zycia. Roznice miedzy zachowaniem i radzeniem sobie w szkole miedzy oboma grupami byla ogromna i widoczna dla kazdego.
                                      Takoz widze roznice w moich wlasnych dzieciach w okresie wakacji, gdy sa w domu, i w okresie roku szkolnego.
                                      No ale ciebie chyba nie przekonam, bo wyznajesz widocnie zasade, ze matka i tylko matka jest w stanie zapewnic dziecku prawidlowe warunki do rozwoju, od pieluch az do zakonczenia edukacji (domowej, a jakze, zeby zaden obcy sie nie wtrynial w Uklad Idealny: matka i dziecko).
                                      • jola_ep Re: daleko szukac 30.07.13, 21:12
                                        > No ale ciebie chyba nie przekonam, bo wyznajesz widocnie zasade, ze matka i tyl
                                        > ko matka jest w stanie zapewnic dziecku prawidlowe warunki do rozwoju,

                                        Ja nie wyznaję zasady, że tylko matka jest w stanie zapewnić dziecku prawidłowe warunki do rozwoju.

                                        Widzisz tylko białe-czarne.
                                        Może spróbuj zrozumieć o czym tu dyskutujemy i co Ci próbujemy wytłumaczyć?
                                        Bo mam wrażenie, że dyskutujesz z wyimaginowanym przeciwnikiem ;)

                                        Rówieśnicy - tak.
                                        Przedszkole dla trzylatka (a nawet czasem czterolatka) - niekoniecznie.

                                        Miałam kiedyś poglądy podobne do Twoich.
                                        I tylko dlatego tak długo ciągnęłam kompletnie nieudaną próbę z przedszkolem. Męczyłam dziecko w imię własnych wyobrażeń o ważności przedszkola na rozwój dziecka :/

                                        Jak wypisałam córkę z przedszkola (chodziła prawie dwa lata) - miałam poczucie ogromnej klęski. Swojej.

                                        Potem zrozumiałam, że to nie jest takie proste i oczywiste.
                                        Dlatego syn poszedł dopiero wtedy, gdy (w mojej ocenie) dojrzał (czyli zaczął się nudzić w domu). Strzał w dziesiątkę.

                                        Naprawdę nie warto napinać się w przekonaniu, że przedszkole jest niezbędne dla każdego dziecka. Bo łatwo przeoczyć moment, gdy je niemal nim krzywdzimy. Tak jak ja kiedyś.
                                        • szamanta Re: daleko szukac 31.07.13, 00:17
                                          > Przedszkole dla trzylatka (a nawet czasem czterolatka) - niekoniecznie.


                                          No ,dlatego warto sie przekonac czy prz-le na dziecko pozytywnie oddzialywuje ,czy negatywnie.A nuż widelec okaze sie strzelem w 10? jak nie to trudno,choc nic sie nie traci aby sie przekonac jak dziecko reaguje na zycie przedszkolne w danym wieku,jak to wplywa na jego zmiane,przemiane ,czy na plus, czy na minus, zawsze jakies rozeznanie juz jest i wtedy wnioski wyciagnąć mozna .

                                          Osobiscie zawsze bylam zadowolona z prz-li dzieci, bo widzialam u dzieci wiecej zysków niz strat ,nie ukrywam ze tez nam tak bylo wygodniej, dzieciom rowniez,az sie boje pomyslec co by to bylo jakby fatalnie znosily żlobki czy przedszkola,oj byloby kiepsko i nie po nosie


                                          > Jak wypisałam córkę z przedszkola (chodziła prawie dwa lata)......

                                          Mialaś temu warunki, aby siedziec z malą w domu, a jakbys pracowala zawodowo to zwolnilabys sie z pracy,czy opiekunka???

                                          • jola_ep Re: daleko szukac 31.07.13, 07:46
                                            > Mialaś temu warunki, aby siedziec z malą w domu, a jakbys pracowala zawodowo to
                                            > zwolnilabys sie z pracy,czy opiekunka???

                                            Opiekunka na rok, potem córka poszła jeszcze raz (do tego samego przedszkola) z pełnym sukcesem.
                                            Wyszło co prawda dużo drożej, ale było warto.

                                            Lepiej byłoby jednak, gdybym znając moje dziecko poczekała z przedszkolem i posłała ją dopiero po ukończeniu 4 lub nawet pięciu lat.
                                          • joshima Re: daleko szukac 31.07.13, 15:19
                                            szamanta napisała:

                                            > Mialaś temu warunki, aby siedziec z malą w domu, a jakbys pracowala zawodowo to
                                            > zwolnilabys sie z pracy,czy opiekunka???
                                            To chyba normalne, że jak się nie ma wyboru to się nie ma. To wcale nie dowodzi, że przedszkole jest niezbędna dla prawidłowego rozwoju trzylatka ;)
                                        • tabakierka2 Re: daleko szukac/ jola_ep 31.07.13, 15:07
                                          może akurat TAMTO przedszkole było złe dla córki?

                                          kto ostatecznie zajął się Twoją córeczką? bo jeśli jest opcja 'mama, babcia, ciocia...' to super, a co jeśli mama wraca do pracy i nie ma innej możliwości jak posłać dziecko do żłobka/przedszkola?
                                          • jola_ep Re: daleko szukac/ jola_ep 31.07.13, 16:03
                                            > może akurat TAMTO przedszkole było złe dla córki?

                                            Może. Panie były miłe, córka nie narzekała... Odbierałam ją radosną, podobno bawiła się z dziećmi, ale rano zawsze była smutna, nasze rozstania bywały rozpaczaliwe... Ja ciągle miałam nadzieję: bo bywało coraz lepiej, choć potem znowu gorzej... Patrząc z perspektywy czasu nie dojrzała do instytucji jaką było przedszkole. Choć - uprzedzając Mruwę - dodam, że do rozstań ze mną była przyzwyczajona, poszłam do pracy zaraz po urlopie macierzyńskim.

                                            Po roku przerwy córa poszła do tego samego przedszkola. Bardzo jej się podobało.

                                            > kto ostatecznie zajął się Twoją córeczką? bo jeśli jest opcja 'mama, babcia, ci
                                            > ocia...' to super, a co jeśli mama wraca do pracy i nie ma innej możliwości jak
                                            > posłać dziecko do żłobka/przedszkola?

                                            Nie rozmiawiamy o sytuacji, gdy przedszkole jest niezbędne do opieki nad dzieckiem.
                                            Nawet nie o tym, gdy dziecku akurat się to przedszkole spodoba.
                                            Tylko o tym, że przedszkole nie jest remedium na problemy z trzylatkiem (lub problemy na linii matka-dziecko). Nie jest również konieczne dla jego rozwoju. W dodatku dziecko pozostające w domu może być bardziej kreatywne niż uczeszczające do przedszkola (zakładamy, że rodzice nie narzucają się, nie zabawiają non-stop i zapewniają kontakt i nieskrępowaną zabawę z innymi dziećmi).

                                            Proszę również, aby nie wierzyć, że przedszkole jest konieczne dla trzylatka(czterolatka), bo łatwo wtedy przeoczyć, że dla naszego nieszczególnie.
                                            • tabakierka2 Re: daleko szukac/ jola_ep 01.08.13, 15:38
                                              już doczytałam :) po zadaniu pytań.
                                              Oczywiście, przedszkole nie jest niezbędne dla rozwoju dziecka...ale chyba nie ma co się zastanawiać nad oczywistym?

                                              p.s w naszym przypadku klubik okazał się lepszym rozwiązaniem niż niania, która przychodziła do Synka przez rok. W klubiku synek ma kolegów, razem rozrabiają ( ale chyba nie jest to kłopotliwe dla cioć), a o kilku mówi, że to jego kuzyni :D w sensie lubi ich bardzo ;)
                                              • jola_ep Re: daleko szukac/ jola_ep 01.08.13, 17:15
                                                > Oczywiście, przedszkole nie jest niezbędne dla rozwoju dziecka...ale chyba nie
                                                > ma co się zastanawiać nad oczywistym?

                                                Nie jest oczywiste.
                                                No bo np. cóż to oznacza "niezbędne"? Ważne? potrzebne? istotne? bo nam się dziecko nie odnajdzie w szkole/społeczeństwie? będzie gorzej nawiązywać kontakty międzyludzkie? zamęczy matkę?
                                      • joshima Re: daleko szukac 30.07.13, 22:33
                                        mruwa9 napisała:

                                        > Masz jakies wlasne obserwacje w tej dziedzinie, wplywu grupy rowiesniczej na ro
                                        > zwoj dziecka?
                                        Mam i umiem też czytać ze zrozumieniem. Na przykład potrafię ze zrozumieniem, w przeciwieństwie do Ciebie) przeczytać przykłady, które przytaczają tu dziewczyny a które przeczą Twoim pseudo-teoriom. Obawiam się jednak, że nie przyjmiesz tego jako argument. Wszak nikt się nie zna na pozytywnym wpływie przedszkola na dziecko tak dobrze jak Ty.
                                        Moje dziecko pójdzie do przedszkola od września. Bo chce i bo w moim przekonaniu już do tego dojrzało. Jak się okażę, że obie się pomyliłyśmy bez żalu zabiorę ją z powrotem. Posłanie jej do przedszkola w wieku 3 lat (co według Ciebie jest niezbędne do prawidłowego rozwoju) byłoby dla mojego dziecka wielką krzywdą.
                                        Moje dziecko nie chodziło do przedszkola a mimo to potrafi się świetnie sama sobą zajmować. Także wymyślać zabawy i tu kreatywnością bije na głowę niejednego rówieśnika edukowanego przedszkolnie. Niejednokrotnie zdumiewa mnie to jakie zastosowanie w zabawie potrafi znaleźć dla różnych przedmiotów (nie koniecznie zabawek). A kontaktów z innymi dziećmi i w ogóle z innymi ludźmi ma dokładnie tyle ile potrzebuje.

                                        > Moje dzieci, jak pisalam, chodzily do przedszkola
                                        Świat na Twoich dzieciach się nie kończy. Obawiam się jednak, że dyskusja z Tobą jest jałowa a Twoja prawda będzie zawsze najtwojsza. Szkoda czasu.
                                        • olcia71 Re: daleko szukac 30.07.13, 23:52
                                          joshima napisała:


                                          > Świat na Twoich dzieciach się nie kończy. Obawiam się jednak, że dyskusja z Tob
                                          > ą jest jałowa a Twoja prawda będzie zawsze najtwojsza. Szkoda czasu.
                                          >

                                          Też mam takie wrażenie niestety. Co do przytoczonego wątku to nie rozumiem jak się ma do naszej pobocznej dyskusji, bo jedynie można wywnioskować że to matka jest dzieckiem znudzona a nie ono nią. Ono sobie fajnie spędza czas na spacerze, zbiera kwiaty, patrzy na konie itp, ale przecież to takie mało kreatywne, mało rozwijające... Od razu mam skojarzenie z moją znojomą wyżej wspomnianą. Piknik? A gdzie tam! Nuda! Jak już to plac zabaw, miasteczko z atrakcjami albo coś..A dzieci się świetnie bawiły, ba!, same sobie znajdowały zajęcia i zabawy (bo akurat trafiliśmy na łąkę przypadkiem i nie mieliśmy pod ręką żadnych piknikowych zabawek)
                                          Przypomina mi się fajna piosenka zespołu Nie Wiiem Kto pt "Szybko". A może dziecko właśnie by wolało iść przez kałuże godzinę może dłużej, 3 godz lizać lody, gapić się na samochody... anie tylko szybko szybko do przedszkola albo inne zajęcia zorganizowane. Nie raz goniłam małą do klubu jak nie miała na to wcale ochoty i potem przypominałam sobie tą piosenkę. Jak napisałam wyżej- może wystarczy zrozumieć, że dziecku tak niewiele trzeba...
                                          I wcale nie uważam, podobnie zresztą jak reszta dyskutujących tu, że matka jest niezastąpiona we wszystkim. Po raz chyba czwarty piszę, że nie kwestionuję zalet zajęć w grupie. Mała w takich uczestniczy (i dalej przejawia zachowania egocentryczne), a do przedszkola nie uczęszcza, bo się nie dostała. I tyle w temacie.
                                          • joshima Re: daleko szukac 31.07.13, 15:22
                                            olcia71 napisała:

                                            > joshima napisała:

                                            > > Świat na Twoich dzieciach się nie kończy. Obawiam się jednak, że dyskusja
                                            > z Tob
                                            > > ą jest jałowa a Twoja prawda będzie zawsze najtwojsza. Szkoda czasu.
                                            > >
                                            >
                                            > Też mam takie wrażenie niestety.
                                            Właśnie sobie przypomniałam, że to chyba mruwa niegdyś próbowała mnie przekonać, że wie lepiej ode mnie (nigdy nie widziała na oczy ani mnie ani mojego mieszkania), że w mojej łazience można wygodnie wstawić wanienkę niemowlęcą i urządzić kąpiel.
                                      • anku1982 Re: daleko szukac 30.07.13, 22:35
                                        dzięki, tzn. że ja i moje rodzeństwo poszliśmy do szkoły nie przystosowani do życia, ponieważ mama była w domu. Dziewczyny "próbują" Ci uzmysłowić że dzieci nie spotyka się wyłącznie w przedszkolu, ale również w piaskownicy, na placu zabaw, warsztatach dla najmłodszych, klubikach dla dzieci, w czasie spotkań z rodziną i przyjaciółmi, więc tych okazji do współpracy z dziećmi jest wiele. Mimo, że syn chodzi od kilku miesięcy do przedszkola nie uważam, aby to było dla każdego dziecka odpowiednie, nie mówiąc już o tym że nie wszystkie przedszkola dbają o dzieci jak należy.
                                        • morekac Re: daleko szukac 31.07.13, 06:47
                                          Niemniej model typu 'mama i dziecko na wyłączność' nie jest modelem optymalnym...
                                          • anku1982 Re: daleko szukac 31.07.13, 08:31
                                            nie jest, zarówno dla mamy jak i dla dziecka.
                                        • Gość: matkadzieciom Re: daleko szukac IP: *.hist.uj.edu.pl 31.07.13, 08:45
                                          Jeśli umiem czytać, to zostało napisane, że w konkretnej klasie konkretnej forumowiczki dzieci dzieliły się na przedszkolne i nieprzystosowane. Być może te nieprzedszkolne wychowane były przez mało wydolne wychowawczo mamy, co w czasach naszego dzieciństwa rzadkością nie było, czyż nie? Nikt nie twierdzi ani, że Ty byłaś nieprzystosowana, ani, że nieprzystosowane jest każde dziecko nieprzedszkolne. Fantastycznie, jeśli matka dobrze sobie radzi z obowiązkami wychowawczymi, ale wielu rodziców kiepsko wychowuje swoje dzieci i dla takich przedszkole naprawdę jest doskonałym wyjściem. Zawsze należy rozważyć przypadek konkretnego dziecka, a posłanie do przedszkola na próbę, choćby na okres adaptacyjny jest dobrym pomysłem, bo pozwala wyciągnąć jakieś wnioski i nie opierać się tylko na tym, że dzieci innych forumowiczek to to czy tamto, czyż nie?
                                          • anku1982 Re: daleko szukac 31.07.13, 09:19
                                            nie wierzę w to, że każde dziecko nieprzedszkolne w klasie szkolnej w/w autorki było nieprzystosowane, to co pisze ma wykazać jej jedyne słuszne stwierdzenie że to przedszkole jest niezbędne w wychowaniu dziecka 3-4-5 letniego, a tak nie jest. Równie dobrze mogę napisać że przedszkole to zło, sprowadzające grzeczne dotychczas dzieci na niewłaściwą drogę, bo stamtąd przynoszą przekleństwa, wyrywanie zabawek (nie wierzę w to, że w absolutnie każdym przedszkolu takie zachowania są zabronione, bo w naszych polskich przedszkolach niektórym paniom się po prostu nie chce). Przedszkole dobre jest dla dziecka, które chce tam chodzić, gdzie jest porządna opieka i warunki.
                                          • olcia71 Re: daleko szukac 31.07.13, 11:45
                                            Gość portalu: matkadzieciom napisał(a):

                                            Zawsze należy rozważyć przypadek konkretnego
                                            > dziecka, a posłanie do przedszkola na próbę, choćby na okres adaptacyjny jest d
                                            > obrym pomysłem, bo pozwala wyciągnąć jakieś wnioski i nie opierać się tylko na
                                            > tym, że dzieci innych forumowiczek to to czy tamto, czyż nie?

                                            Oczywiście, masz rację. Ja mam pełną swiadomość, że mojej małej bardzo by się w przedszkolu podobało, ale niestety, do kilku się nie dostała, mimo sprzyjających dokumentów i okoliczności... Mieszkamy w Polsce. Aczkolwiek roli przedszkola nie przeceniam i nie robie z tego dramatu. Jest mi jej szkoda, bo ona sama bardzo chciała chodzić. Korzystać będziemy nadal z klubów i innych zajęć organizowanych w osiedlowym klubie.
                                          • joshima Re: daleko szukac 31.07.13, 15:24
                                            Gość portalu: matkadzieciom napisał(a):

                                            > Jeśli umiem czytać, to zostało napisane, że w konkretnej klasie konkretnej foru
                                            > mowiczki dzieci dzieliły się na przedszkolne i nieprzystosowane.
                                            Nie umiesz czytać, bo wcześniej zostało napisane, że przedszkole jest niezbędne do prawidłowego rozwoju dziecka ;) a jak dziecko nie chodzi do przedszkola to niemal gamoń.
            • joshima Re: co to jest opa? 27.07.13, 02:48
              mruwa9 napisała:

              > nie. Ja naprawde uwazam, ze w tym wieku dziecko potrzebuje grupy rowiesniczej
              > do prawidlowego rozwoju
              Ja wiem, że Ty tak uważasz. To nie zmienia mojego zdania. Grupa rówieśnicza to twór sztuczny wymyślony na potrzeby szkoły i nie jest niezbędny do rozwoju nikomu i w żadnym wieku. Ale nie o tym jest ten wątek.

              > Dzieki temu socjalizuje sie
              Jak widać nie tylko nie wiesz co to opa ale tez nie wiesz na czym polega i co to jest socjalizacja.
              • olcia71 Re: co to jest opa? 27.07.13, 12:02
                joshima napisała:


                Grupa rówieśnicza to
                > twór sztuczny wymyślony na potrzeby szkoły i nie jest niezbędny do rozwoju niko
                > mu i w żadnym wieku. Ale nie o tym jest ten wątek.
                Zgadzam się, och, jak sie zgadzam! Grupa rówieśnicza w przedszkolu dodam. Bo normlanie chyba dzieci spędzjaą ze sobą czas. A niedawno właśnie czytałam wątek o tym jak to dzieci w przedszkolu współzawodniczą ze sobą i przyjmują różne pozy na potrzeby przedszkola, tworzą się grupy i zachowują się sztucznie,.nie bawią się np. z niektórymi rówieśnikami, za to kiedy spotykają się na placu zabaw bawią się jak gdyby nigdy nic.
                • joshima Re: co to jest opa? 27.07.13, 13:28
                  olcia71 napisała:

                  > Zgadzam się, och, jak sie zgadzam! Grupa rówieśnicza w przedszkolu dodam. Bo no
                  > rmlanie chyba dzieci spędzjaą ze sobą czas.
                  Ze sobą tak, ale nie w grupie rówieśniczej (odseparowane od innych dzieci z tego samego rocznika). Na placu zabaw, podczas spotkań z rodziną czy znajomymi gdzie są dzieci przecież nie masz grupy rówieśniczej. To poza szkołą nie istnieje.
              • noname2002 Re: co to jest opa? 27.07.13, 12:05
                Grupa rówieśnicza to
                > twór sztuczny wymyślony na potrzeby szkoły i nie jest niezbędny do rozwoju niko
                > mu i w żadnym wieku

                I nie przyjaźniłaś się ani nie przyjaźnisz z nikim w swoim lub podobnym wieku?
                • joshima Re: co to jest opa? 27.07.13, 13:29
                  W moim a w podobnym to zasadnicza różnica. Tak się składa, że ja mam przyjaciół i w swoim i w podobnym wieku i 10 lat młodszych i 15 starszych. A socjalizacja to umiejętność współżycia z innymi ludźmi. Nie tylko tymi z mojego rocznika ;)
    • murwa.kac Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 06:33
      jak mozna o trzylatce mowic, ze jest rozwydrzona?

      mnie zastanawia taka kwestia - czemu chcialas zmieniac ten plac zabaw?
      w koncu to dla corki tam jestes, prawda? i to ona powinna zadecydowac, gdzie sie bawic.
      chciala tam - trzeba bylo siedziec tam.

      kolejna sprawa - mowienie do dziecka opa. i to trzyletniego. nie rozumiem tych wszystkich opa, dada, am zamiast na rece, na spacer, obiad. po co na sile dziecko infantylizowac? traktuj corke jak rownego sobie czlowieka, a nie jak polmozgiego debila to Ci to zaprocentuje.

      trzylatka ma prawo odczuwac bol nog i dyskomfort jezeli duzo chodzi. o ile rozumiem, ze Ty tez mialas prawo byc zmeczona i dniem i zakupami i dzieckiem - o tyle myslenie w panice co inni powiedza i nakrecanie sie, ze masz widownie - juz nie pojmuje. nigdy sie nie przejmowalam tym co ludzie powiedza, a juz na pewno tym co maja do powiedzenia w kwestii wychowania mojego dziecka.
      ja na Twim miejscu po prostu bym usiadla na chodniku i przytulila Mala z rownego jej poziomu. jezeli by sie nie dawala i dalej krzyczala, ze chce na rece - wytlumaczylabym, pamietajac o tym by szanowac jej odczucia i emocje - rozumiem kochanie, ze jestes zmeczona i sfrustrowana, widze to. ale mama tez jest zmeczona, ma ciezkie zakupy, nie da rady Cie podniesc
      chodzi o to, zeby Twoje dziecko czulo sie wazne, zeby wiedzialo, widzialo, ze jego emocje i jego potrzeby sa dla Ciebie wazne.
      dziecko, ktore jest szanowane przez rodzica, bedzie rodzica szanowalo.
    • morekac Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 07:31
      Sama bym tak pomyślała chyba widząc podobną sytuację z pozycji obserwatora.

      No i widzisz, bycie rodzicem rozwija. Może już tak nie pomyślisz. ;-)
      Z tego co pamiętam, mojej młodszej zdarzały się przede wszystkim takie niekontrolowane wycia jak była zmęczona, głodna, spragniona. Czasami znudzona, czasami wrażeń było za dużo i system operacyjny się zawieszał...
      To, że starsza nie robiła afer,a młodsza robi może wynikać nie tyle z twoich 'straszliwych błędów wychowawczych', co po prostu z innej reaktywności dzieci. Oraz z tego, że dziecko nie ma jeszcze 3 lat. Później wcale nie musi być gorzej, a pewnie będzie lepiej. Moja wyjąco-marudząca 3-latka, dostająca histerii gdzieś do 7 roku życia jest obecnie całkiem sensowną 14-latką. Zapewniam cię, że nie rzuca się z wrzaskiem na chodnik...
      Ograniczałabym dziecku ilość bodźców, a nie karała...
    • anku1982 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 09:48
      i jeszcze jedna rada, u nas sprawdza się nie stosowanie jakichkolwiek kar, tłumaczymy, rozmawiamy, mówimy o naszych emocjach: np. nie chcę żebyś otwierał szafki w kuchni bez mojej zgody, nie lubię jak ktoś mnie uderza, ale kary nigdy jako takiej nie było i dobrze funkcjonujemy z prawie 4 latkiem, który tuż po 3 urodzinach zmienił mocno swoje zachowanie i z "aniołka" zamienił się w wiedzącego wszystko i żądającego wiele "urwisa", na pewnych etapach my też musieliśmy zmieniać swoje podejście do dziecka wspierając jego dobre zachowania, a czasami nie reagując na te w naszym mniemaniu złe.
    • Gość: domza2 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: *.rzeszow.vectranet.pl 26.07.13, 11:00
      W opisanej sytuacji zgadzam się z Joshimą. Z reaktywnym dzieckiem przede wszystkim trzeba zapobiegać napadom złości. Tak układać plan dnia, żeby uwzględniał wszystkie momenty, w których dziecko może być przemęczone. To ciężka praca, ta ciągła organizacja, ale opłaca się. Dziecko rośnie, jego układ nerwowy dojrzewa i u nas bardzo ciężki okres 2-3 lata, obecnie (4 lata) się skończył i można się już z dzieckiem dogadać i zachowywać bardziej spontanicznie, czyli nie planować wszystkiego pod ewentualne momenty przemęczenia dziecka. Ale gdy córka byłą mniejsza, wiedziałam, że wyjście do sklepu może ją zmęczyć i trzeba ją będzie nieść. Stad kupienie tylko kilku rzeczy, a większe zakupy robiłam autem sama, itd. Trzeba przewidywać. Że po tylu i tylu godzinach może być głodna. Jeśli do tego dojdzie jeszcze chodzenie to chryja gotowa.
      Dziecko nie jest "winne". Jest po prostu małe i bywa przemęczone. Ja bym, tak jak pisze Joshima, wzięła na ręce na chwilę - lepiej uniknąć awantury niż doprowadzać do niej. I to nie jest uleganie dziecku, a zaspokojanie jego potrzeb. Ja w podobnym wieku córki nosiłam ją kawałek, potem szła sama, potem znowu kawałek, itd. Teraz już tego nie potrzebuje. Jakoś nie stała się bardziej nieznośna przez to moje ustępowanie, wręcz przeciwnie. powodzenia!
    • olcia71 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 11:38
      Oj, wiem jak to jest bo sama przeżywam podobne momenty (mała ma 3,5) Już wiem, że zachowuje się tak jak jest zmęczona, niewyspana, niedospana lub po prostu ma zły dzień. Słowo "rozwydrzona" niefortunne trochę, świadczy o tym jak bardzo Cię interesuje opinia innych, obcych ludzi. To błąd. Ja jakoś nigdy się tym nie przejmuję. No, może tylko jak mała histeryzowała co noc, ale też nie na zasadzie "co pomyślą o tym jak wychowuję dziecko", tylko zwyczajnie wiem, że mogło to nawet kogoś wybudzić. No, takie uroki mieszkania w akustycznym bloku. no i miałam obawy, że ktoś gdzieś zgłosi, że dziecko obdzieram chyba ze skóry ;) a nic się nie działo.
      No a te sytuacje, które opisałaś to takie klasyczne przykłady kiedy dziecko ma prawo być zmęczone, przeładowane, obojetnie jaki jego temperament, tyle tylko, że jeśli takie sytuacje zdarzają się dziecku często to trudniej trzymać nerwy na wodzy. Ja nigdy nie stosuję się do jednej "metody" (że ustępuję lub nie ustępuję dla zasady)Po prostu trzymam sie stanu faktycznego. Czasami odmawiam i uzasadniam i wtedy najczęściej musze się zmierzyć z histerią, trudno. Ale jestem konsekwentna na zasadzie : jak powiedziałam, ze nie i uzasadniłam, to nie zmieniam potem zdania w obliczu histerii i mała musi o tym wiedzieć. Natomiast nie jest żadną ujmą dla mnie ustąpić zanim nastąpi atak histerii. Ale wszystko zależy od sytuacji. Jak mała jest zmęczona, to czasami aż trudno nadążyć za jej "wymyslaniem" i wtedy zdarza się, że puszczą mi nerwy i w kilku ostrych zdaniach opiszę swoje emocje i takie tam... I nie raz tak było, że właśnie to, tzn jasno postawione granice, stawiają małą do pionu. Wydaje mi się nawet czasem, że ona wręcz tego potrzebuje. Czasami nawet to nie pomaga, ale mimo to nie truję godzinami, nie krzyczę na nią non-stop, tylko wkurzę się raz a porządnie.
      I to raczej jest dla niej karą- moja reakcja, postawienie granic (wytrzymałości). Nie stosuję żadnych wymiernych kar, jedynie naturalne konsekwencje. Nie zjadłaś obiadu-jestes glodna, ale slodyczami sie nie zapychamy w tym momencie. Nie umyjesz zębów- będziemy częściej chodzić do dentysty. Jestes uparta, nie mozna sie z toba dogadac, wymyslasz i nie przyjmujesz uzasadnionej odmowy- mama w koncu za jakis czas będzie wkurzona. zla i nie bedzie miala ochoty na zabawe.
      I nie uważam, zeby przedszkole rozwiązywało wszystkie problemy, albo, ze dziecko tak się zachowuje bo się z Toba nudzi. Raczej zachowuje się tak,bo Cię zna na wylot i daje upust swoim prawdziwym emocjom, tak juz jest. Gdyby była np z opiekunką moze tak by się nie zachowała. Moja mała chodziła w zeszłym roku do klubu malucha, na rytmikę, a jednak zachowania, z których miało ja to cudownie wyleczyć dalej są. W przyszłym roku nie dostała się do przedszkola.
      Nie stosuj kar, jedynie naturalne konsekwencje, zachowuj się naturalnie przy swoim dziecku, a nie stosuj jakichś sztywnych reguł dla zasady i przede wszystkim w nosie miej "co pomyślą". Miej więcej dystansu do tych jej "wybuchów". 3-letnie dziecko nie działa jak dorosły i nie przyjmuje argumentacji. Ja to bym juz 100 x musiała nazwać swoja wyrodną, bo na tłumaczenie, że nie mogę nosić (jestem w ciąży) odpowiedziała pełna złości i nienawiści "Możesz!" albo "nie chcę siostrzyczki!". To taki wiek. Niektóre dzieci nie przechodzą tego burzliwie, a niektóre ze zdwojona siłą.
      Ona nie radzi sobie z emocjami i za to nie należy karać. Nazywaj jej uczucia (widzę, ze jesteś zła/wściekla, ale nie moge cie teraz wziac na rece, bo mam ciezka torbę, o zobacz jaka ciężka, spróbuj ja potrzymać..) Raczej zapobiegaj wybuchom, ale wiem, ze o to trudno. Jka już się pojawią.... trudno. W trakcie nic nie zrobisz. Trudniej będzie Ci z nia dojść do porozumienia jeśli odmawiasz dla zasady, ale jak masz konkretny argument wtedy jak kurz opadnie mozesz na spokojnie jej wytlumaczyć (w trakcie i tak nic nie dociera) Byc moze z czasem zrozumie, ze nie to znaczy nie i zaden krzyk nie pomoze.
    • szamanta Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 12:40
      Ja mam taki pogląd, ze na wszelakie histerie, spazmy jedyna reakcja ,ktora najbardziej przynosi oczekiwany efekt to kompletny ignor i robienie swoje.Dziecię w fazie krzyku i demontracji nie skupia sie na przekazie slów, nioc doniego nie docieraa jeszce bardziej rozjusza i nakręca, wiec nie warto usilnie prowadzic jakies rozmowy bo z dialogu i tak nic nie wyjdzie
      Totalna olewka ,i robienie swoje.Oczywiscie jesli jestes na chodzie gdzies poza domem, to malego awanturnika trzymasz mocno za reke i prowadzisz w swoją strone
      Z jedzeniem nie przejmuj sie, olej temat, nie zje tego co ma podane, to bez kombinowan , nie chce,nie je,a niech sie wscieka-nie widze, nie slysze,nie ma nic w zamian, wymuszen na zakupach tez ma nie byc,i nie mozesz ulegac
      Co do kar... tak, stosowalaby w sytuacji kiedy dziecko bije (o tym tez pisalas w ktoryms poscie)za to bylaby kara,bo na bicie nigdy, ale to nigdy nie mialam tolerancji i akceptacji.
      W takich sytuacjach bylabym zasadnicza i konsekwentna
      • olcia71 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 12:53
        szamanta napisała:


        > Co do kar... tak, stosowalaby w sytuacji kiedy dziecko bije (o tym tez pisalas
        > w ktoryms poscie)za to bylaby kara,bo na bicie nigdy, ale to nigdy nie mialam
        > tolerancji i akceptacji.
        > W takich sytuacjach bylabym zasadnicza i konsekwentna

        Dokładnie, jedyne czego trzeba pilnować to zeby nie robiło krzywdy ani sobie ani komuś w czasie ataku histerii. Może nie tyle stosowałabym karę za takie zachowanie, co byłam stanowcza, że tego robić nie wolno.
      • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 13:23
        szamanta napisała:

        > Ja mam taki pogląd, ze na wszelakie histerie, spazmy jedyna reakcja ,ktora naj
        > bardziej przynosi oczekiwany efekt to kompletny ignor i robienie swoje.
        Tak tak ignoruj. Ignoruj. Tylko się nie dziw potem jak nastolatka zamiast przyjść do Ciebie ze swoim problemem wpakuje się w kłopoty bo będzie próbowała radzić sobie sama. Tak jak ją uczyłaś.

        > Dziecię w fazie krzyku i demontracji nie skupia sie na przekazie slów, nioc doniego nie
        > docieraa jeszce bardziej rozjusza i nakręca, wiec nie warto usilnie prowadzic
        > jakies rozmowy bo z dialogu i tak nic nie wyjdzie
        Prowadzenie z rozhisteryzowanym dzieckiem rozmowy jest jak mówienie do krowy o Matejce. Oczywiście, że się tego nie robi. Można jednak bez pogadanek, połajanek i innych przemów pomóc dziecku. Naprawdę można. I ono doskonale wie, dociera do niego, że ma wsparcie, że jest kochane i akceptowane mimo iż w danym momencie nie jest dzieckiem idealnym. Dziecko najbardziej potrzebuje matczynej czułości właśnie wtedy gdy najmniej na nią zasługuje.
        • szamanta Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 27.07.13, 12:53
          joshima

          Tak tak ignoruj. Ignoruj. Tylko się nie dziw potem jak nastolatka zamiast przyj
          > ść do Ciebie ze swoim problemem wpakuje się w kłopoty bo będzie próbowała radzi
          > ć sobie sama. Tak jak ją uczyłaś.



          A zebys wiedziala,ze na jakiekolwiek histerie, szaly dzieciecie ,nie ustepowanie mu i ignorowanie jego spazmow jest o wiele bardziej skuteczne niz szarpanie sie z dzieciakiem,czy prowadzenie filozoficznych wykladow malemu awanturnikowi w trakcie jego zlosci, ktory doprowadza do wrzątku krwi
          Ja znam siebie, co prawda moje dzieciaki w histerie nie wpadaly, ale takze potrafily demonstracje pokazac ,aby wymusic na mnie/ojca zmiane decyzji.Jedno slowo bylo powiedziane " NIE poniewaz....."i dalej juz sie w rozmowe nie brnelo,bo to nicby nie dalo,tak wiec totalna olewka fochow i kaprysow jest skuteczna, no chyba ze przesadzi zupelnie to ktores zostalo wyproszone z pomieszcenia w jakim przebywalam,kiedy juz doprawdy na nerwy dzialaly chimery
          O moje nastolatki sie nie martw ,radzą sobie same rowniez dobrze,moja ingerencja i interwencja nie zawsze jest im potrzebna
          Nie są tak ciapowate ,aby o kazde byle gowno do mnie leciec i czekac az ja im pomysl podsune zamiast samego postarac sie z byle pierdołą uporac.
          A jak sie kiedys wpakuje w bolesne powazne klopoty,(czego jeszcze nie bylo) to niech poczuje smak konsekwencji za wlasną glupote,jak nawazy piwa niech je wypije, nauczka to dobra lekcja na przyszlosc

          > Dziecko najbardziej potrzebuje matczynej czułośc
          > i właśnie wtedy gdy najmniej na nią zasługuje.
          >


          Kiedy mnie dziecko wnerwia swoimi wyimaginowanymi zachciankami,przy tym zaczyna demontrowac swoj gniew ,to nie mam najmniejszej ochoty z nim sie uzerac, naprawde nie jestem z tych osob ,ktore mają niekonczacą sie cierpiwosc i wyrozumialosc do wlasnych dzieci,tak wiec autentycznie w trakcie zlosci malego awanturnika ,kiedy z niego wylewa sie morze wku...aa moja frustracja tez jest na tyle wysoka,ze wole w tym czasie sie wylaczyc, albo odseparowac od dziecka, albo udawac ze nie widze, ze nie slysze popoprzednich wytlumaczeniu mojej decyzji
          Czulosc dziecko w normalnej kochającej rodzinie ma na kazdym kroku, w sytuacjach emocjonalnych, stresogennych kiedy rodzic zaczyna byc konsekwentny i nieugiety ,zasadniczy to nie znaczy ze gasnie juz na amen dozywotnio czulosc do dziecka

          Joshima demonizujesz i wyolbrzymiasz
          Dziecko tez musi widziec, ze rodzic nie bedzie znosil jego fatalnego zachowania z pogodną miną bedąc wpelni usmiechnietym, swoją irytacje,czy tez nie zdowolenie takze ma prawo wykazac ,kiedy malec przegina.A ignor czy olewka kiedy dziecie jest nakręcona na full obroty jest jednym z niewielu skutecznych sposobow
          • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 27.07.13, 13:31
            szamanta napisała:

            > Ja znam siebie, co prawda moje dzieciaki w histerie nie wpadaly
            Więc nie wiesz o czym tu piszemy. A nawet nie rozumiesz na co odpowiadasz. Zatem szkoda mojego czasu na czytanie Twojego elaboratu nie na temat a tym bardziej na bardziej wnikliwą odpowiedź.
            • szamanta Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 27.07.13, 14:34
              joshima napisała:

              > szamanta napisała:
              >
              > > Ja znam siebie, co prawda moje dzieciaki w histerie nie wpadaly
              > Więc nie wiesz o czym tu piszemy. A nawet nie rozumiesz na co odpowiadasz. Zate
              > m szkoda mojego czasu na czytanie Twojego elaboratu nie na temat a tym bardziej
              > na bardziej wnikliwą odpowiedź.
              >

              Niestety nie raz, nie dwa miala stycznosc z dziecmi histeryzującymi i znam to z praktyki. Bywa czasami ,ze znajmomych dzieci u mnie ,czy przy mnie wpadaly w histerie, i widzialam co je jeszcze bardziej rozjuszalo,a co rezultat przynosilo. Obserwowalam reakcje ich rodzicow ,wnioski wysuwalam co potegowalo dziecka zlosc , a co ujarzmialo.Oczywiscie kazde dziecko jest inne, ale najczesciej kompletny ignor sprawdzal sie najskuteczniej.
              Sama rowniez niekiedy musialam ogarnąć malego histeryka z pozytywnych efektem
              Dziecie nie mialo widowni, nie bylo odbioru i za jakis czas juz mu sie nudzilo awanturowanie .U moich tez to praktykuje ,kiedy zaczynalo ktores chimery odstawiac.

              To ze wlasne dzieci histeryczne nie byly, to nie znaczy ze nie mialam z tym nigdy do czynienia, czy tez nie wiem co to znaczy odczuc na wlasnej skorze wstanie dziecka lewą noga zaczynając fatalnie dzien.Dziecko w inny sposob tez potrafi dac w kosc,nie tylko histerią czy wyciem wnieboglosy,swoje sposoby tez testują na nas,,aby swoje "Ja" osiągnąć,wazne tylko by sie nie dac zmanipulowac i zlamac .Zdecydowanie niewskazane
              • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 27.07.13, 14:46
                Żal mi Twoich dzieci.
                • szamanta Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 27.07.13, 16:39
                  joshima napisała:

                  > Żal mi Twoich dzieci.
                  >

                  Żal to bys mogla czuć,gdybym je tłukla,wydzierała sie nieustannie ,czy tez je wyzywala,obrazała,poniewierala,wtedy takie dzieci trzeba żalowac, ale nie moje ,bo na to nie zaslugują,nie ma w naszym domu takich praktyk,wiec wyolbrzymiasz i dopowiadasz sobie w myslach joshima nie wiadomo co
                  Twój zal wobec nich jest nieuzasadniony, narzekac nie mogą i z tym wspolczuciem jakie zycie prowadzą,w jakim domu zyją to wielka pomyłka.
                  Nie zaliczają sie do dzieci nad ktorymi trzeba sie litowac i z wspolczuciem patrzeć jakie mają życie,bo mają dosyc godne i przyzwoite ,a szacunek jest obustronny,
                  Tak więc joshima mozesz je wykreslic ze swojej listy żałości i współczucia ,bo szczerze powiadam tam nie jest ich miejsce :)

                  No ale jak widac, kto nie ulega dziecka fanaberiom,czy w sytuacjach spornych stawia na swoje decyzje,a nie dziecka kaprysy nie do spelnienia czynie do zaakceptowania(one są ignorowane ,a nie wykonywane) to odrazu zalowac sie trzeba wielce pokrzywdzonego dzieciątka,ojj jaki budulek ponoszący porazke swoich wymuszen,no doprawdy ,ze tez to was (niektorych) na litosc bierze
                  • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 27.07.13, 16:54
                    szamanta napisała:

                    > Żal to bys mogla czuć,gdybym je tłukla,wydzierała sie nieustannie ,czy tez je w
                    > yzywala,obrazała,poniewierala,wtedy takie dzieci trzeba żalowac, ale nie moje
                    Obojętność na problemy małego człowieka jest dla niego równie przykra jak czynna agresja. A czasem nawet bardziej przykra.
                  • Gość: mamasiasiulki Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: *.play-internet.pl 28.07.13, 14:39
                    Nie przejmuj się. Z tego, co widzę Joshima albo ma właśnie zły dzień (bo niektóre jej wypowiedzi miały sens i były ciekawe), albo zalicza się do ludzi, którzy wszystko wiedzą najlepiej i nie daj Boże mieć zdanie czy - jak tu - metody wychowawcze odmienne od niej...

                    Osobiście nie zgadzam się z Twoją metodą, ale to Twoja metoda. Autorka wątku pytała o radę, podałaś jakieś rozwiązanie, a to, czy skorzysta - zależy od niej.

                    Zupełnie nie rozumiem, skąd bierze się tyle jadu w dyskusjach o wyższości różnych rodzajów porodu, karmieniu piersią lub butelką, wychowaniu? A cóż to - wszyscy mają być tacy sami? Twierdzicie, że dzieci są różne, ale wychowywać chciałybyście na akord - swoją idealną metodą...

                    Joshima w odpowiedzi wobec mnie zarzuca, że nie traktuję dziecka poważnie, jak dorosłego. W rozmowie z Tobą z kolei twierdzi, że dziecko w tym wieku nie robi czegoś złośliwie i dlatego trzeba/nie wolno... Otóż: dzieci w tym wieku bywają złośliwe i to wcale nierzadko. Dopóki nie dochodzi do bicia, klapsów, upokarzania, pokazywania, że "ja tu żądzę, bo tak, i już" to rodzica sprawa, jak sobie z dzieckiem radzi. Twoje dzieci nie muszą być wiernymi kopiami dzieci Joshimy, a autorka wątku może chcieć skorzystać akurat z Twojej rady i to jej sprawa. Cześć.
                  • Gość: mamasiasiulki I jeszcze jedno. IP: *.play-internet.pl 28.07.13, 14:56
                    Kiedy mnie zdarza się zły dzień i jakieś fochy wobec męża w sytuacjach, które można rozwiązać w sposób cywilizowany to on właśnie Twoją metodę stosuje - totalny zlew. W efekcie mnie chimery przechodzą i spokojnie go przepraszam, więc coś w tej Twojej metodzie jest. Wobec dziecka staram się tego nie stosować, tylko być obok, okazać zrozumienie i nazwać emocje - w efekcie niespełna dwulatka zaczyna je wyrażać w sposób cywilizowany niezależnie od sytuacji i stopnia zmęczenia. Choć moje dziecko akurat miernikiem jest kiepskim, bo w rozwoju ze dwa lata do przodu, więc może ten etap po prostu powoli mamy za sobą.

                    Wersję Twojej olewki stosowałam, gdy gdzieś szłam, a mała pędziła w przeciwną stronę, albo w ogóle nie chciała iść/jechać - nawet na rękach/"baranach"/jeździkiem. Bawiło ją to, traktowała ucieczki jak zabawę, czasem po prostu stawiała się, a ja musiałam gdzieś iść i już. Więc - jeśli tylko nie było w okolicy niebezpieczeństw w stylu roweru, psa, rzeki, a jej zbierało się na wygłupy, a nie płacz - szłam dalej w swoją stronę mówiąc np., że w takim razie ja idę dalej, a ona może sobie zostać i zabiorę ją do domu, gdy będę wracała. No i pytałam - czy woli na mnie zaczekać, czy idzie ze mną. Tylko raz zrobiła mi w tej sytuacji pa-pa: gdy na skwerze byli akurat moi kuzyni z dzieciakami. Została pod ich opieką bawiąc się z dziećmi, a ja nie zdążyłam nawet dojść do sklepu, bo kuzyn (którego - i jego dzieci też - mała zna świetnie, bawi się z nimi niemal codziennie) dzwonił, że młoda łzy leje za matką. Ale mam świadomość, że dałam jej wybór, sama wybrała, że zostaje i poczuła konsekwencje swojego wyboru.
                    • joshima Re: I jeszcze jedno. 28.07.13, 17:06
                      Gość portalu: mamasiasiulki napisał(a):

                      > Kiedy mnie zdarza się zły dzień i jakieś fochy wobec męża w sytuacjach, które m
                      > ożna rozwiązać w sposób cywilizowany to on właśnie Twoją metodę stosuje - total
                      > ny zlew. W efekcie mnie chimery przechodzą i spokojnie go przepraszam, więc coś
                      > w tej Twojej metodzie jest.
                      Jest tylko jedna różnica między Tobą a trzylatkiem. A właściwie powinna być? Ty jako osoba dorosła powinnaś być również dojrzała i poradzić sobie ze swoimi nastrojami samodzielnie. Trzylatek ma prawo być niedojrzały i oczekiwać wsparcia. I powinien otrzymać wsparcie a nie olewkę.
                      Swoją drogą jak by mnie mąż olewał właśnie wtedy gdy mam gorszy dzień i potrzebuję wsparcia, to bym się zaczęła zastanawiać po co mi taki chłop w domu.
                    • jola_ep Re: I jeszcze jedno. 28.07.13, 19:15
                      Skoro "coś w tej metodzie jest", to dlaczego
                      > Wobec dziecka staram się tego nie stosować
                      ?
                      Możesz czujesz, że nie jest dobra?

                      Jak mój mąż niedawno spróbował tej metody (potem tłumaczył, że nie chciał nakręcać emocji), to poczułam wściekłość, jak nigdy. I z całkiem błahego powodu ostatecznie wściekałam, się, ryczałam, trzaskałam drzwiami, garnkami i czym się dało. Nie żebym normalnie tak reagowała... (+zmęczenie, stres, przepracowanie)
                      Czym innym jest zrozumienie, ofiarowanie spokoju. To rzeczywiście koi atmosferę.
                      Na szczęście w ogromniej większości wypadków mój mąż staje na wysokości zadania :)
                      I wcale nie oznacza to zagadywania, zasypywania słowami i natrętnych prób ucieszenia moich emocji.

                      W stosunku do małego dziecka reagujemy podświadomie tak, jak nas kiedyś traktowano. Sposoby reakcji wynosimy z domu rodzinnego. Olewając emocje wdrukowujemy w nie (być może) podobne zachowania wobec jego dzieci (a może też i partnerów).

                      Pozdrawiam
                      Jola
                  • jola_ep Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 28.07.13, 19:26
                    A może krążycie wokół tego samego, tylko (z potrzeby emocjonalnej kłótni? ograniczeń przekazu internetowego? innego słownictwa?) nakręcacie się niepotrzebnie (lub potrzebnie, bo np. zbiera się na burzę i emocje trzeba jakoś upłynnić ;) )

                    Patrząc z boku olewanie histerii dziecka wygląda nieco podobnie do zrozumienia i ofiarowania spokoju. Przeczytaj jeszcze raz, co pisze na samym początku Joshima - przecież nikt nie każe zagadywać, zabawiać ani tym bardziej spełniać zachcianek (potrzeb) histeryzującego dziecka (w momencie "histerii").

                    Mój młody w wieku 2,5 potrafił tak wypaść z równowagi emocjonalne, że pozornie było to wyjątkowe rozwydrzenie rozpuszczonego dzieciaka. A ja pamiętam rozpacz w jego oczach, gdy raz spróbowałam "pomóc" mu przez zostawienie go samego.
                    Może jednak rzeczywiście jeśli matka _nie potrafi_ zachować spokoju, lepiej jest wyjść... nie oznacza to jednak, że jest to najlepsze ani zalecane rozwiązanie.

                    Wrzasku i padu na podłogę mój młody próbował raz - w sklepie - błyskawicznie się pozbierał i uznał, że nie warto próbować, bo efekt mizerny ;)
                    Ja różnicę widziałam.
                    A jeśli inni nie widzieli ? Trudno, wychowując nie mogę się bać ani własnego dziecka, ani opinii obcych mi ludzi. (nie oznacza to, że nie mogę przemyśleć i uznać ich racji w tej czy innej sprawie)

                    Pozdrawiam
                    Jola
        • majowa_lamia Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 09.08.13, 15:42
          i to ostatnie zdanie

          Dziecko najbardziej potrzebuje matczynej czułości właśnie wtedy gdy najmniej na nią zasługuje.

          każda matka powinna sobie wbic do głowy, wytatułować czy co tam chce - no w każdym razie zapamiętać

          amen
      • anku1982 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 26.07.13, 14:00
        to postaw się w sytuacji dziecka. Co byś powiedziała o swoim mężu/partnerze, który na Twoje żale, że masz problem w pracy, że wściekasz się że coś Ci nie wychodzi, reaguje totalną olewką?
        Dziecko tak jak i dorosły ma prawo być zdenerwowany, wściekły, rozpłakać się. Tylko w dzisiejszym świecie nie raz słyszałam słowa kierowane do dziecka: przestań, nic się nie stało, dzieciom nie wolno się taaak denerwować. Kto ma nauczyć dziecko panować nad emocjami, wyrażać je w inny sposób niż bicie, kopanie, gryzienie - jeśli nie rodzice? Samo się tego nie nauczy. Kara za bicie? A zastanawiałaś się czemu uderzył?
    • Gość: wiola Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.07.13, 22:44
      moj syn gdy mial 2,5 lat tez zaczynal klasc sie na podlodze i walic rekami i nogami ale cierpliwie i konsekwentnie nie zwracalam uwagi na jego zachowanie, szybko pomoglo, nie karalam go i nie nagradzalam, przestal ale podkreslam ze to byly poczatki takiego zachowania
      pozdrawiam i zycze wytrwania
      • kanga_roo Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 27.07.13, 02:35
        uważam, że problemy autorki wątku wynikają z tego, że wiele rzeczy tłumaczy dziecku i oczekuje, ze mała zrozumie, ale jednocześnie nie przyjmuje zupełnie tego, co tłumaczy jej dziecko, i nie próbuje go zrozumieć.

        dziecko chce, by mama wzięła na ręce
        można odpowiedzieć: nie, nie wezmę (bo jesteś duża/ bo ja jestem stara/bo ja jestem chora i nie mam siły/bo uważam, że jesteś za duża)
        a można odpowiedzieć: chciałabyś, żebym Cię ponosiła na rękach? aha. (ja też bym chciała, ale/ja teraz nie chcę, nie mogę/może spróbuję, ale tylko na chwilę/też bym chciała na ręce, bo bolą mnie nogi)

        dziecko nie chce iść na drugi plac zabaw - podobnie, można zapytać, dlaczego nie chce. u nas często działa to tak, że dzieci zadają krótkie pytanie, i ja równie krótko odpowiadam "nie". wtedy dzieci zaczynają argumentować i ja często mówię "dobrze, zróbmy tak". one uczą się komunikować i wyjaśniać swoje potrzeby, ja - słuchać i rozumieć, bo często w pierwszej chwili mi się zwyczajnie nie chce.

        tak, że widzę tu spore pole do pracy dla mamy i córki :-)

        aha, i na koniec: jestem w stanie wziąć na ręce siedmiolatka, kiedy tego potrzebuje. kluczowe jest tu zastąpienie w swoim myśleniu o dziecku słowa "chce" właśnie słowem "potrzebuje".
    • Gość: mamasiasiulki Świetnie postępujesz! Tak trzymaj! Taki wiek... IP: *.play-internet.pl 27.07.13, 12:18
      Z tego, co piszesz, to po prostu jeszcze bunt dwulatka i tyle - przejdzie. Że z drugą tak nie było? Każde dziecko jest inne. Jeśli postępujesz tak, jak opisałaś z sytuacją na przystanku to jesteś świetną mamą i zobaczysz, że za parę miesięcy będziesz miała w domu układną i skorą do współpracy trzylatkę :-)

      Jest jedno ale - wygląda na to, że masz dziecko z charakterem. Sama taka byłam, moja córka też, wiem co mówię. Rozmawiaj, nie ulegaj, daj się wyszaleć na placach zabaw, ale przenigdy nie "urabiaj" takiego dziecka. Z nim zawsze będzie trochę trudniej (nie dogadasz się na zasadzie "bo tak i już", za to logiczne i sensowne argumenty przyjmie bez dyskusji), ale na pewno ciekawiej :-) Z moją (23 miechy) działa tłumaczenie, np. "rozumiem, że jesteś zdenerwowana, ale..." i tp. No i uzasadnianie - na każdym kroku - własnych decyzji względem niej. Też nie jest łatwa, trzeba mnóstwo konsekwencji, żelaznej. Charakterne dzieci mają przeważnie inteligencję powyżej przeciętnej, są hiperspostrzegawcze, w mig znajdą każdą lukę i nieścisłość w zachowaniu lub argumentacji dorosłego, więc strzeż się ;-p
      • Gość: mamasiasiulki p.s. IP: *.play-internet.pl 27.07.13, 12:55
        Przeczytałam swoje wypociny jeszcze raz i chyba muszę dopowiedzieć. Z tym "urabianiem" chodzi mi właśnie o sytuacje takie, jak w wózkiem dla lalek. Lepiej iść wtedy razem do niego (albo sama podejdź, jeśli mała nie chce), pogłaskać lalę, powiedzieć, że ją bolało i tp., a na drugi plac zaciągnąć ją "podstępem" (na moją działa np. chodź, poszukamy ślimaków - pamiętasz, takich fajnych, w muszelkach, albo: musimy pokazać tatusiowi, jak sobie lala główkę rozbiła). Nie urabiaj jej, bo na dłuższą metę - jeśli będziesz w taki sposób działała - to będzie coraz gorzej.
        • joshima Re: p.s. 27.07.13, 14:15
          Gość portalu: mamasiasiulki napisał(a):

          > Przeczytałam swoje wypociny jeszcze raz i chyba muszę dopowiedzieć. Z tym "urab
          > ianiem" chodzi mi właśnie o sytuacje takie, jak w wózkiem dla lalek. Lepiej iść
          > wtedy razem do niego (albo sama podejdź, jeśli mała nie chce), pogłaskać lalę,
          > powiedzieć, że ją bolało i tp.,
          Nie no proszę Cię. Naprawdę chcesz z trzylatka robić idiotę i mu wciskać, że lalę bolało? Ja jestem za tym, żeby dzieci traktować poważnie, nie okłamywać i nie wciskać kitu. Podstęp podstępem, ale mówienie dziecku, że lalę bolało i jest smutna to ostre przegięcie.
          • Gość: mamasiasiulki Re: p.s. IP: *.play-internet.pl 28.07.13, 14:26
            Fantastycznie. W takim razie proponuję nie bawić się z dzieckiem w przyjęcia dla lalek albo ich kąpiele. Tak żeby nie robić z niego idioty. Ani w żadne inne zabawy sytuacyjne, bo wymagają zabawy "na niby" i również są robieniem z dziecka idioty. Tak się składa, że propozycja pochodzi z książki dla wychowawczyń żłobków, jeśli komuś się przyda ciekawa publikacja to wyszperam autorki - w tej chwili nie pamiętam. Dla Krakusek i krakowskich studentek - dostępna w Jagiellonce. A rozmawiamy o NIESPEŁNA trzylatku.

            Podobały mi się Twoje wypowiedzi, bo miały sens i wyglądałaś na kogoś, kto ma o sprawie trochę pojęcia. Ale teraz trącisz mi wszystkowiedzeniem. Nie podoba Ci się rada - nie stosuj. Ale nie wyjeżdżaj z robieniem z dziecka idioty, gdy ktoś śmie mieć pomysł odmienny od Twojego, bo to rozmowa poniżej poziomu. Pozdrawiam.
            • joshima Re: p.s. 28.07.13, 17:02
              Gość portalu: mamasiasiulki napisał(a):

              > Fantastycznie. W takim razie proponuję nie bawić się z dzieckiem w przyjęcia dl
              > a lalek albo ich kąpiele.
              A i owszem córka moja bawi się i w przyjęcia i w kąpiele. Ale jak babcia próbowała śpiewki, że lalkę zabolało to popatrzyła jak na ufo i powiedziała: No coś Ty babciu, przecież to lalka. To są dwie różne kwestie. I próba manipulowania dzieckiem poprzez wmawianie mu, że lalę boli jest obrzydliwym zagraniem. Po pierwsze bo to manipulacja a po drugie robienie z dziecka idioty.

              > Tak się składa, że propozycja pochodzi z książki dla wychowawczyń żłob
              > ków,
              Papier jest cierpliwy i przyjmie wszystko. Mogę C podać tytuł współczesnej książki gdzie jest metodycznie opisane jakimi narzędziami należy wymierzać dziecku kary fizyczne w zależności od wieku i jak to powinno przebiegać. Też się zastosujesz, bo napisali tak w książce? Babą w piwnicy też straszysz? Dla mnie to idiotyzmy.

              > A rozmawiamy o NIESPEŁNA trzylatku.
              A niespełna trzylatek to nie zasługuje na to by nie robić z niego idioty?

              > Podobały mi się Twoje wypowiedzi, bo miały sens
              Tak tak, dopóki były zbierzne z Twoimi poglądami ;)

              > Nie podoba Ci się rada
              Nie podoba mi się i dlatego ją skomentowałam. W końcu to forum dyskusyjne a w dodatku publiczne. A autorka wątku i inni czytający sami wyciągną wnioski.
              • olcia71 Re: p.s. 28.07.13, 17:31
                joshima napisała:

                > A i owszem córka moja bawi się i w przyjęcia i w kąpiele. Ale jak babcia próbow
                > ała śpiewki, że lalkę zabolało to popatrzyła jak na ufo i powiedziała: No coś T
                > y babciu, przecież to lalka.


                Racja. Heh, moja mała też kiedyś z podobnym tekstem wyszła.
                >
    • dziennik-niecodziennik Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 27.07.13, 21:33
      to tak jakby normalne jest :)
      ja wiem czy karac. ja po prostu olewam mojej fochy, czekam az sie wyryczy i wykrzyczy, wtedy przytulam, uciszam, wyciszam i juz dziecko słodkie jak miód i zrobi wszystko co mama poprosi. owszem, czasem to trwa, czasem tez sie czuję jak na cenzurowanym, ale szczerze - czesciej spotykam sie z reakcjami "moje tez tak miało" niż z jakims potępieniem...
      • tabakierka2 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 28.07.13, 20:20
        hej Hanka:)

        nasz prawie 3latek też miewa ataki... Jakie my mamy rozwiązania?
        - na spacery zabieramy zawsze rowerek biegowy, bo to, co dziewczyny wcześniej napisały to prawda - dziecko na tym rowerku pokonuje spore odległości i mało się męczy ( my na plac zabaw mamy ponad 1,5km) + podstawka do wózka w razie, gdyby się mocno zmęczył (wtedy rowerek do bagażnika wózka) albo jedziemy rowerem,a młodzież w przyczepce
        - w przypadku prośby o wzięcie na ręce - myślę, że dobrze zrobiłaś; ja zwykle albo biorę go na chwilę (ale mówię, że na chwilę OK, ale nie poniosę go, bo nie mam tyle siły, a młody waży 1/3 mojej wagi) albo mówię, że mnie też bolą nogi, czasami ścigamy się do jakiegoś określonego wcześniej miejsca ( typu płot, słupek)

        Tak, jak też wcześniej pisano - myślę, że warto poczekać aż Mała się wyciszy, pewnie sama wiesz, co ją wycisza - czy przytulenie, czy raczej 'odczekanie' w pobliżu i wtedy dialog, że np. idziecie do siostry, albo spróbuj ją jakoś zaciekawić ( 'chodź, zobaczymy, czy na tamtym placu zabaw jest to czy tamto...'), bo jak dojdzie do histerii, to mała szansa, że podczas jej trwania przebijesz się z jakimikolwiek argumentami.
        Aha - u nas czynnikami zwiększającymi wybuch jest wys. temperatura, jak młody jest głodny/spragniony/przemęczony/niewyspany, dlatego na wyjścia zawsze mamy coś do picia/jedzenia (bogate w glukozę), staram się tak planować dzień, żeby nie wychodzić z nim ( z dwójką właściwie) w godzinach drzemki ( 12-14) - wtedy albo syn śpi, albo leżymy we 3 i czytamy,gadamy albo spokojnie się bawimy...I ważne też, żeby samej zachować spokój i opanowanie - nie szarpać się z dzieckiem, nie ciągnąć jej nigdzie na siłą. Poczekać aż jej przejdzie.
    • sitniczek Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 29.07.13, 13:48
      :) Nie daj się! Tak trzymać, mała próbuje rządzić, za jakiś czas dotrze, że się nie uda, mama górą musi być (przynajmniej czasami)! Taki wiek, niestety.... Na zaczepki okolicznych mam i babć nie reaguj, olej, jakby coś poproś o zajęcie się swoimi sprawami, krzywdy dziecku nie robisz. Spróbuj też małą wziąć pod włos i pokazać jak inni ją widzą, rozwrzeszczaną beksę, nikt się nie będzie chciał z nią bawić, wystraszy ludzi i wrony z okolicy... (a w sklepie nikt nic nie sprzeda, bo Pani się przestraszy i ucieknie :) Pomaga;)
      • anku1982 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 29.07.13, 15:20
        do swojej kolekcji poniżania dziecka epitetami zapomniałaś dodać straszenia babą, co dziecko zabierze, jak nie będzie zachowywać się "normalnie". Świetne pomysły, gratuluje... tylko, że pomaga, bo straszysz dziecko i je wyśmiewasz, a niczego sensownego nie uczysz.
        • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 29.07.13, 19:06
          Sama bym tego lepiej nie napisała.
          • tabakierka2 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 29.07.13, 22:09
            masakra...
    • mamamonika2 Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 31.07.13, 17:21
      Witaj, ja osobiście uważam ze postępujesz bardzo dobrze, tłumaczysz i jesteś stanowcza, jedyne czego Ci życzę to wytrwałość i konsekwencja, po prostu musisz przeczekać ten okres buntu
    • Gość: Pikus Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 31.07.13, 17:47
      Nie wiem hanka czy to jeszcze czytasz,ale...skomentuje to tylko tak:zrozumie cie TYLKO ktos,kto tego doswiadczyl. A wiekszosc odp.na twoj problem byla dokladnie taka jak wzrok osob, ktore sytuacje widza. Czyli bezuzyteczna. Poszukaj dobrego psychologa dzieciecego, a nie pseudo znawcow na forum. Jedna mama napisala "rozmawiam" z corka i tlumacze dlaczego nie biore na rece. To zycze powodzenia w rozmowie z wrzeszczacym dzieckiem...hahaha....albo to-za co chcesz ja karac lub to-dlaczego mialabys nie ustapic? Rece opadają jak czyta sie takie madrosci! I jeszcze to- po co chcialas zmieniac plac zabaw ...etc.Baaaardzo pomocne rady;) Nie bede ich nawet komentowac. Bylam z synem u psychologa i wiem co mam robic w tym konkretnym wypadku, a z cala masa znawcow nie smialabym dyskutowac. Autorce postu zycze wytrwalosci i cierpliwosci!
      • jola_ep Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 31.07.13, 18:27
        Aby dyskutować, należałoby _przeczytać_. Ze zrozumieniem. Na przykład nikt nie pisał o rozmowie z wrzeszczącym dzieckiem, tylko o tym, co zrobić _zanim_ zacznie wrzeszczeć. Zwykle jest taki mały margines czasu na naszą reakcję.
        Pisałam z własnego doświadczenia. A dziecko w tym wieku miałam trudne. Ważny jest całokształt naszego postępowania, zrozumienie dziecka. Po to jest forum. Dyskusyjne. Do psychologa iść nie zabraniamy :)

        Cieszę się, że miałaś dobre doświadczenie z psychologiem. Ja nie bardzo.

        Z ciekawości: pani psycholog doradziła Ci karać, jak 3-latek histeryzuje? Nigdy nie ustępować?? Serio?
        No, no...

        Z drugiej strony są rożne szkoły psychologiczne. Może my rozmawialiśmy z innymi psychologami???
        • joshima Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 31.07.13, 18:37
          jola_ep napisała:

          > Z ciekawości: pani psycholog doradziła Ci karać, jak 3-latek histeryzuje? Nigdy
          > nie ustępować?? Serio?
          > No, no...

          Hi hi hi...
    • drzewachmuryziemia Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. 31.07.13, 23:41
      mój syn tez sie tak zachowuje, moim zdaniem to normalne, jak słusznie zauwazyłas, ona nie ma jeszcze 3 lat! a potem nie będzie gorzej, tylko lepiej - no chyba ze zrobisz jej krzywdę karami;)moim zdaniem zbyt sztywno i stanowczo upierasz sie na cos, komunikujecie sie symetrycznie - im bardziej ona sie upiera, tym bardziej ty, wiec ona jeszcze bardziej i tak sobie mozecie długo...moze zamiast nakazów jakas zachęta by bardziej podziałała, rozładowanie sytuacji zabawą, albo chociaz jak juz nic innego nie da sie wymyslic, obok nakazu jakas troska i wyrozumiałosc, ze dziecku moze byc trudno zrezygnowac z czegos fajnego bo mama sobie zyczy, albo ze dla tak małego dziecka to naprawde abstrakcja (szczególnie gdy jest zmęczone) ze ma nie czuc bliskosci mamy na rękach, wówczas gdy z jakiegos powodu jej potrzebuje, bo mama jest zmęczona. Trochę jak automat wygłaszasz te nakazy, a przeciez mozna jakos po ludzku
    • Gość: milosza_mama Re: Nie daje już rady - rozwydrzona 3 latka. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.08.13, 11:46
      nie czytałam całego wątku, ale też mam trzylatkę, no prawie bo za miesiać skończy 3 latka. uważam, że takie zachowanie to reakcja na zbyt dużo bodźców, upał. Na miejscu autorki watku, na tym nieszczęsnym przystanku, wzięłabym dziecko na ręce, ponisiła z minute, przytuliła i powiedziała, że teraz mama musi odpocząć bo jesteś ciężka. Moje dziecko też chce często bym ją nosiła, i ją noszę, ba ja nadal ją karmię piersią i nie widze nic wymykającego się poza normy w tym że dziekco chce być czasem na rękach. Ta bliskość na rekach to sposób ukojenia, bycia jak najbliżej mamy. Obserwując moje dzieci też widzę że są bardzo różne, córka jest bardzo samodzielna, syn dużu mniej w jej wieku, jego te sprawy samodzielności tak nie inetersowały. Dzieci są inne. Pisałaś jeszcze o krzykach i totalnym oporze w niektórych sytuacjach, krzyki z reguły staram się ignorować, choć też nie zawsze, czasami jak wymaga tego sytuacja przytulę, czasami wezmę na ręce. Nie jestem za konsekwencją zawsze i wszędzie. Trzylatek jest jeszcze bardzo niedojrzały emocjonalnie, kiedy moje dzieci krzyczą bo coś chcą w ten sposób uzyskać mówię im że mają mówić spokojnie bo nie rozumiem czego ode mnie chcą. Potem jak są spokojne ustalamy zasady i czesto jest tak że ja ustępuję ale one również, czyli szukamy kompromisu. Mamy również pewnie stałe zasady, które są niezmienne, posiłki razem jemy przy stole, myjemy ręce po przyjsciu do domu, sprzatamy za sobą, etc.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka