hanka2501
25.07.13, 18:45
Nie wiem co robię źle ale po prostu jestem na skraju wyczerpania nerwowego przez moją niespełna 3latkę.
Sytuacja z dnia dzisiejszego:
Pojechałyśmy na zakupy autobusem. W sklepie wszystko ok. Siedziała grzecznie w wózku. Gdy wyszłyśmy na autobus trzeba było czekać 20 minut. Oczywiście chciałam jej zając ten czas spacerami ale się nie dało. Chciała na "opa". Od jakiegoś czasu tłumaczę jej, że ma nóżki jest duża i mamie jest za ciężko ją nosić. Poza tym miałam torbę na ramieniu dosyć ciężka od zakupów. Oczywiście ona dalej, że opa i opa. Nie ustępowałam. Usiadłyśmy na przystanku i wzięłam ją na kolanka. Ona na tych kolanach zaczyna się wyginać i dosłownie wrzaskiem domagać się abym wstała i ją wzięła na opa. Tłumaczę, że też jestem zmęczona i przytulę ją ale w pozycji na kolankach. Ona swoje. Ja mam wstać i ją wziąć na ręce. Darła się dosłownie tak, że miałam wrażenie, że wszyscy z promienia 0,5km patrzą na mnie z politowaniem myśląc "co za rozpuszczony bachor". Sama bym tak pomyślała chyba widząc podobną sytuację z pozycji obserwatora. Zaczęła kłaść się na chodniku, kopać, bić mnie, tupać. Najchętniej dała bym jej na tyłek ale jestem przeciwniczką bicia. Uważam jednak, że dziecko musi znać jakieś normy i wiedzieć co wolno a co nie. Mam wrażenie, że wychowanie młodszej córki całkowicie wymyka mi się spod kontroli. Cała akcja trwała 10-15 minut. Czułam się jak na scenie - zostałam wciągnięta w przedstawienie bez mojej chęci. Kiedy nie ustąpiłam zostawiłam ją wrzeszczącą na chodniku po chwili podeszła i zaczęła mnie przytulać przepraszając i mówić "kocham". Jakoś się uspokoiła. Tłumaczyłam jej potem, że była bardzo niegrzeczna, że grzeczne dzieci tak się nie zachowują. Przytakiwała ale nie wiem czy coś z tego rozumiała.
Wróciłyśmy do domu. poszłyśmy na spacer z wózkiem dla lalek. Wszystko w porządku. Plac zabaw. Bujaczki. Kiedy chciałam już iść na inny plac zabaw znów ta sama histeria. Przewróciła wózek z lalką ze złości. i ten strasznie denerwujący wrzask mający na celu wymuszenie swojego zdania. Powiedziałam stanowczo, że ma podnieść wózek. Ona nie. Powiedziałam, że w takim razie zostanie bo ja go nie podniosę. Szła dalej nawet nie zwracając na niego uwagi. W końcu zatrzymałam ją, odwróciłam i powiedziałam stanowczo, że ma podnieść i przyprowadzić wózek. Oczywiście poszła i zrobiła to ale darła się przy tym jakbym nie wiadomo jaką krzywdę jej wyrządzała. Oczywiście widziałam też spojrzenia babć jaka to ja zimna matka jestem. Pchałam wózek a ona szła obok wrzeszcząc znów "opa". Ponownie jej tłumaczyłam, że ma nóżki a one służą do tego aby na nich chodzić. Powiedziałam też, że skoro jest zmęczona to pójdziemy do domku odpocząć. Wrzask jeszcze większy.
Ja już nie daję rady. Dodam, że mam starszą o 4 lata córkę i nigdy w żadnym jej wieku nie miałam takich problemów. Nigdy nie było cyrków na ulicy. Zawsze jak miałyśmy iść do domu to mówiłam jeszcze np. 3 zjazdy ze zjeżdżalni i idziemy. Skutkowało. Z młodszą robię to samo - efektów żadnych.
Wiem, że każda ma inny charakter ale ja nie wiem co mam robić. Ona musi się uspokoić bo dosłownie wstyd mi z nią gdzieś wychodzić. Poza tym ona jeszcze nie ma 3 lat. Co będzie później.
Proszę o rady co w powyższych sytuacjach powinnam zrobić. Chodzi mi o sytuację bezpośrednio w akcji. Jak ją ukarać za złe zachowanie???? Oczekuję doradztwa od mądrzejszych ode mnie.