zulugulu
07.09.07, 12:12
Witam, mam 2,5 roczne dziecko które bardzo często ssie dwa środkowe
paluszki odkąd tylko nauczyło się nimi trafiać do buzi. Jak miała
kilka miesięcy próbowałam"przestawić" ją na smoczek, ale
bezskutecznie, smoka niegdy nie chciała. Biorę ją na ręce,
przytulam, ale ssie dalej, gdy wyciągam palucha na siłę uważa, że
to świetna zabawa(choć mówię, że to nieładnie) i zaraz chichocząc
wsadza go z powrotem. Próbuję zająć ją jakąś zabawą, gdy zaczynna
ssać i zazwyczaj chętnie się bawi, tyle, że nie przerywając ssania..
Próbowałam też, choc z oporami, bardziej drastycznych metod -
smarowania musztardą itp, gorzkich lakierów przeciw obgryzaniu - nie
robiło na niej wrażenia. zakładałam córce rękawiczki, które
momentalnie lądowały na drugim końcu pokoju. Zaszywałam rękawki od
piżamki, bo w nocy ciagle ssie, naklejałam plasterki na paluchy, ale
to wywoływało ryk na cały blok, spazmy i bezdech, nie mogłam tego
znieść. Może powinnam na razie dać sobie spokój? mOże niedługo sama
wyrośnie? Boję się, że to się nasili, bo spodziewam sie drugiego
dziecka i pewnie nie bede dla starszej już miała tyle czasu :( Czy
młodsze dziecko lepiej od razu przyzwyczaić do smoczka -uspokajacza?
Smoka łatwiej wyrzucić niż palce... Pozdrawiam