pukomte
11.04.08, 23:49
Syn ma 6,5 roku. Zawsze był dzieckiem nerwowym, zdarzało mu się, że gryzł w stanie wielkiego wzburzenia, w niemowlęctwie dużo płakał, ale zachowanie jego mieścił się w normie, dało się z nim rozsądnie porozmawiać, dogadać się, coś ustalić.
W czerwcu zeszłego roku został starszym bratem, co nasiliło u niego tiki i nerwowe zachowanie. We wrześniu poszedł do zerówki i chodził mniej więcej chętnie, aż w październiku zaczęły się jazdy. Histeryczne płacze, odmowa wyjścia z domu, przez pewien czas ktoś musiał z nim zostawać w zerówce (ja lub dziadzio), a po powrocie z zajęć jęki, płacze, wycia przez cały wieczór.
Sytuacje poprawiła się już w styczniu i odo tej pory już chętnie chodzi do zerówki, lubi kolegów, nauka nie sprawia mu trudności, nieźle już czyta, próbuje pisać. W szkole ma opinię dziecka zrównoważonego, spokojnego, grzecznego.
Natomiast po powrocie do domu jego zachowanie jest nie do przyjęcia! Wyje, jęczy, płacze wielkimi łzami z byle powodu. Najczęściej jest w złym humorze, próbuje krzyczeć na mnie i wymuszać płaczem różne rzeczy. Byle powód, niezależny od nikogo (np. brak internetu przez pół godziny, za gorąca zupa) powoduje wybuch nerwów, histerii, płaczu i jęczenia. W naszym domu nieustannie słychać jego krzyki, robi dziwne miny, wydaje dziwne odgłosy, większość poleceń jest ignorowana (np. prośba o powieszenie kurtki na wieszaku, o ułożenie ubrań, które z siebie zdejmuje, o posprzątanie po sobie bałaganu na biurku). Moje życie to nieustanne negocjacje, próby przekonania, rozmowy, ustalanie z nim planów działań i dyskusje. Jestem cierpliwą osobą, ale czasem tej cierpliwości już brakuje. Zwłaszcza, że wcale nie zmierza ku dobremu.
Zastanawiam się już czy to reakcja na szkołę i młodszego brata, czy to uszkodzenie jakichś struktur w mózgu czy błąd w wychowaniu?
Ale do tej pory nie mieliśmy takich problemów. Nerwowy owszem był, ale zachowanie można było łatwo skorygować, przytulić, wytłumaczyć.
Martwią mnie te tiki różnego typu, ruszanie nosem, oblizywanie ust (już dawno są strupy), kiedyś wąchanie rąk, odchylanie spodni, ruszanie głową. No i te dziwne miny i odgłosy. Syn ma lęki, nie pójdzie sam do wc, nie zostanie sam w pokoju, nie wyjdzie sam na podwórko.
Rozmawiałam z nim czy musi się tak zachowywać czy to jego wybór czy chce coś przez to mi powiedzieć. Odpowiedział mi, ze ktoś mu przestawił tory w mózgu, zmienił zwrotnicę i teraz pociąg jedzie w innym kierunku.
Proszę o podpowiedź gdzie mogę szukać pomocy, u jakiego lekarza, a może sami sobie z tym poradzimy, może to chwilowy "zły czas"?
Jestem bezradna, a tak go kocham i chcę mu pomóc wyrosnąć na dobrego i szczęśliwego człowieka.