Dodaj do ulubionych

Litero ratuj - co ja mam teraz jeść???

05.11.10, 18:55
Niby powinnam skończyć II fazę Dukana, czyli odchudzanie właściwe, ale wciąż na niej tkwię, bo nie wiem, co mam jeść i ile :( Jakoś niespecjalnie podoba mi się wizja tej III fazy, wydaje mi się, że to już jednak trochę przegięcie będzie po 7 miesiacach dietowania, a o tłuszczach Dukan nie wspomina, poza jakąs malutką ilością żółtego sera, którego tez już nie kocham aż tak, żeby jeść codziennie. Szczerze mówiąc, nie wierzę, że tylko jadłospis III -fazowy zabezpiecza przed jojo, nie są mi potrzebne 2 uczty w tygodniu, a własciwie to żadne, bo zmienił mi się smak na tyle, że nie potrzebuję takiego wentylu (wentyla...?) bezpieczeństwa, żeby się schabowego i chipsów nawcinać... Sęk w tym, że jeśli nie III faza, to co? Kurcze, nie chce przytyć z powrotem, ale nie mam pojęcia, jak wrócić do w miare normalnego odżywiania... słodyczy nie lubię, owoce - podobnie jak słodycze, czyli kilo mandarynek na raz, raz na kilka miesięcy.
Co ja mam jeść? Jak wprowadzać te tłuszcze i ile?
Obserwuj wątek
    • thorrey Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 05.11.10, 19:35
      madzioreck napisała:


      > Co ja mam jeść? Jak wprowadzać te tłuszcze i ile?
      Madziorku, ja nie pierwszalitera ale skorzystam z tej okazji żeby podzielić się z Tobą moim doświadczeniem
      Fakty są takie, że 23 sierpnia skończyłam II fazę Dukana . I stwierdziłam, że w żadne uczty, 2 plasterki sera , 1 posiłek węglowodanowy itp itd to ja się nie będe bawić, bo nie mam siły. I przeszłam na normalną dietę dr Pape węglowodany+białko+białko, 2 dni w tygodniu robiąc czysto białkowe. I efekt jest taki, że dziś mam jeszcze 3 kilo mniej niż pod koniec II fazy. A jem porządne śniadanie 75 g owsianki + nutella + tost z dżemem. TYlko bardzo pilnuję, żeby później już nie jeść żadnych węglowodanów i nie podjadać między posiłkami. I uważam, że to jest dla mnie idealny jadłospis, zamierzam tak właśnie się odżywiać i nie uważam, że jestem na jakiejś tam specjalnej diecie. I każdemu będę polecać.
      • yaga7 Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 05.11.10, 19:49
        I moim zdaniem to bardzo dobry styl odżywiania - sama staram się do niego jak najbardziej zbliżyć, ale idzie opornie, bo węglowodany wieczorem się jednak trafiają.
      • ciri1971 Thorrey 05.11.10, 21:15
        A czy udaje Ci się bez problemów utrzymać dyscyplinę? Bo ja bardzo chciałabym odżywiać się w taki sposób, ale nie wiem, czy dam radę przestawić się psychicznie:)
        Trzy dni temu zakończyłam 3 fazę Dukana z wagą taką, z jaką ją zaczęłam. Stosowałam się do zaleceń- skrobiowe posiłki, uczty, owoce, czasem ser. I wiem, że byłoby mi ciężko narzucić sobie z powrotem reżim bez makaronu na obiad od czasu do czasu, bez słodyczy...Gdybym to potrafiła, nie mialabym nadwagi:) A bardzo boję się, że na 4 fazie po prostu popłynę i potem założę wątek pod tytułem: "Mam jojo po Dukanie":)

        Mam teraz kryzys podietowy- taki psychiczny - i nie wiem, jak z niego wyjść:)
        • pierwszalitera Re: Thorrey 05.11.10, 21:38
          ciri1971 napisała:

          A bardzo bo
          > ję się, że na 4 fazie po prostu popłynę i potem założę wątek pod tytułem: "Mam
          > jojo po Dukanie":)

          Na 4 fazie ogranicz ilość posiłków do trzech dziennie i zrezygnuj, a przynajmniej staraj się, z węglowodanów wieczorem, by utrzymać nocą niski poziom insuliny. Ja się nie uda każdego wieczora, to nie będzie tragedii, ale musisz na węgle wieczorem uważać, bo od tego szybko się tyje. Na obiad możesz i makaron i nawet od czasu do czasu coś słodkiego. To zapewni w miarę wysoką jakość życia i nie dopuszcza do jojo. I nie podjadaj żadnych owoców pomiędzy posiłkami, ani niczego co mogłoby niepotrzebnie stymulować insulinę i podkręcać apetyt.
        • thorrey Re: Thorrey 05.11.10, 22:00
          Eeeh, żebym tak mogła bez problemu utrzymać dyscyplinę... No ale staram się jak mogę

          Po pierwsze, ważę się codziennie. WIem,że to mało miarodajne ze względu na wahania wody w organiźmie, ale przeważnie węglowodanach waga skacze do góry ze względu na zatrzymanie wody... No to trzeba następnego dnia przystopować....

          Po drugie, jem słodkie śniadanie i to jest naprawdę fantastyczne uczucie, móc bez wyrzutów sumienia zjeść miskę czekoladowej owsianki, tosta z dżemem, garść migdałów... To mi już żadne uczty i słodycze w ciągu dnia nie są potrzebne. Uwielbiam śniadania i prawie całość mojej przyjemności z jedzenia skupia się właśnie na tej misce owsianki. Powiem Ci, że jak mój mąż patrzy ile ja zjadam na śniadanie, to widzę zgrozę w jego oczach.

          Tylko żeby tak się porządnie przegłodzić i zjeść z apetytem śniadanie to ja nie mogę dużo i późno jeść wieczorem. Białkowa kolacja ok. 18.00 i wtedy rano mam apetyt na śniadanie. Także trzeba wybrać - iść spać z pełnym i ciężkim brzuchem i przytyć, czy dobrze spać i obudzić się głodnym i siąść z radością do śniadania - no, dla mnie wybór jest jasny.

          Problem mam z obiadem, bo często po obiedzie mam ochotę na coś słodkiego, tak na deserek, no i zdarza mi się zjeść np, kawałek chałwy czy parę orzechów. No ale mówię sobie , że to dla zdrowia (cera!).

          Natomiast nie jem żadnych węglowodanów poza śniadaniem. Myślę, że to jest chyba najważniejsze żeby nie mieszać węglowodanów i białka. DLa mnie to na szczęście nie jest problem.

          Trzymam kciuki za siebie, Ciebie i wszystkie podukanowe forumki :) Precz z efektem jojo :)
          • ciri1971 Re: Thorrey 05.11.10, 22:10
            Dziękuję za odpowiedzi Tobie i Pierwszejliterze.
            Bardzo mi zależy na wypracowaniu jakiejś dyscypliny, bo ja jestem typem "wszystko albo nic"- albo reżim, albo hulaj dusza...A chciałabym wypracować takie podejście jakie zaleca Pierwszalitera- umiar i zdyscyplinowanie:).
            Mnie gubią słodycz, mam tego świadomość. Jeśli nad tym uda mi się zapanować, to będę wygrana:)
            Thorrey, spróbuję z tymi słodkimi śniadaniami. Jak byłam na Montignacu, to nawet się to sprawdzało, muszę do tego wrócić.
      • pierwszalitera Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 05.11.10, 21:29
        Dokładnie to samo poleciłabym madzioreck. Przejść na trzy posiłki dziennie, na początek węglowodany - białko- białko, a gdyby stało się to uciążliwe, to węglowodany - posiłek mieszany- białko. Od czasu do czasu, czy nawet regularnie, jeden dzień czysto białkowy i waga powinna się ustabilizować na życzonym niskim poziomie. A żadne uczty nie są potrzebne. Owoce, jak się nie przepada, można zastąpić warzywami. A słodycze też nie są do niczego potrzebne. Acha, tłuszcz około 60gram dziennie, czyli nie trzeba stosować przy posiłkach białkowych reżimu Dukana. Tłuszcz jest ważny, długie pozostawanie na dietach niskotłuszczowych grozi niedoborami witamin i ważnych kwasów tłuszczowych. Konsekwencją mogą być problemy hormonalne i kłopoty ze skórą.
        • madzioreck Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 05.11.10, 21:49
          Hm, czyli mogę np. wszamać na śniadanie kanapki... kurde, z czym? Z wędliną? Dżemy i nutelle nie dla mnie, nie lubię, z wędliną? Serem? Owsiankę na mleku? Na obiad miecho/ryba z warzywami, na kolację twaróg/jajecznica?
          • madzioreck Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 05.11.10, 21:51
            Zaraz oczywiście zabieram sie za lekturę wątków Pape :)
            • thorrey Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 05.11.10, 22:02
              NIenienienie, mleko nie :) Mleko to białko zwierzęce, białka zwierzęcego nie jemy rano. DZiewczyny w wątku pierwszym podawały przepisy na fajne pasty warzywne :)
          • pierwszalitera Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 05.11.10, 22:00
            madzioreck napisała:

            > Hm, czyli mogę np. wszamać na śniadanie kanapki... kurde, z czym? Z wędliną? Dż
            > emy i nutelle nie dla mnie, nie lubię, z wędliną? Serem? Owsiankę na mleku? Na
            > obiad miecho/ryba z warzywami, na kolację twaróg/jajecznica?

            Może być. Wprawdzie lepiej byłoby rano zrezygnować z zwierzącego białka rano i jeść na przykład kanapki z pastami warzywnymi, czy sojowymi, albo po prostu z masłem i pomidorem, ale nie ma co się stresować.
            • madzioreck Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 05.11.10, 22:43
              Już powoli doczytuję, że białko zwirzęce niet :) Ale ogólnie czuję się jak dziecko we mgle, jak to zwykle bywa na początku z nowym tematem.
              Rozumiem, że warzywa mogą myć elememtem każdego posiłku, i jeśli mowa o białkowej kolacji, to mogę jeść białko+warzywa, jeśłi obiad węgle+białko to również w domyśle + warzywa?
              Jeszcze nie dotarłam do związku miedzy BMI a ilościa wegli w gramach, ale trochę mnie poraziły te 3-4 bułki na śniadanie... przeciez to mi uszami wyjdzie...? Mam nadzieję, że jednak to tylko jakaś wypowiedź wyrwana z kontekstu ;)
              • pierwszalitera Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 05.11.10, 23:39
                madzioreck napisała:

                > Rozumiem, że warzywa mogą myć elememtem każdego posiłku, i jeśli mowa o białkow
                > ej kolacji, to mogę jeść białko+warzywa, jeśłi obiad węgle+białko to również w
                > domyśle + warzywa?

                Dokładnie. Także tłuszcz możesz kombinować z białkiem, czyli kurczak chętnie smażony, albo pieczony, nie tylko gotowany, a do sałatki dressing z olejem, a nie parafiną. ;-)


                > Jeszcze nie dotarłam do związku miedzy BMI a ilościa wegli w gramach, ale troch
                > ę mnie poraziły te 3-4 bułki na śniadanie... przeciez to mi uszami wyjdzie...?

                Jeżeli jesz węglowodany tylko raz dziennie, to nie jest wcale tak dużo. Wydaje mi się, że ostrzegałam cię już przed niebezpieczeństwem jedzenia za mało. Tym wcale nie utrzymuje się niskiej wagi, tylko przykręca się stale metabolizm i wprawia w stan permamentnego oszczędzania. Jeżeli masz BMI w okolicach 25, to skup się na 100 gramach węgli rano, poniżej można spróbować z 75gr. Jeżeli chcesz, możesz zwiększać tą ilość stopniowo, znaczy zacząć od 1-2 bułek i poprawiać się z tygodnia na tydzień w górę. Jeżeli będziesz jadła za mało szkodzisz swoim mięśniom.
                • madzioreck Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 05.11.10, 23:52
                  > Jeżeli jesz węglowodany tylko raz dziennie, to nie jest wcale tak dużo. Wydaje
                  > mi się, że ostrzegałam cię już przed niebezpieczeństwem jedzenia za mało.

                  Ja wiem, że to nie tak dużo węgli, i nie o to chodzi, tylko po prostu zjedzenie naraz takiej ilości... objętościowo, o to mi chodzi. Nie wiem, czy w tej chwili dam radę zjeść 3 bułki, spróbuję w każdym razie :)
                  BMI mam 22,3.
                  • marciasek Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 06.11.10, 01:54
                    Madziorku, mnie też pieczywo w takiej ilości nie wchodziło i zamieniłam je na owsiankę - tę zjadam z przyjemnością i daje radę (choć fakt, że grama więcej bym już nie wcisnęła). Nie wspominając o tym jak doskonale taki owies wpływa na włosy i trawienie. Spróbuj!
                    • madzioreck Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 06.11.10, 02:20
                      Owies bardzo lubie, więc owsianka na pewnio pójdzie, zresztą,mozliwe, że jak zacznę jeść węgle, to mi apetyt sfiksuje i jednak wciągnę te 3 bułeczki ;P
      • madzioreck Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 06.11.10, 12:44
        Właśnie, Thorrey, przekopalam się przez wątki Papowe, i tam pisałaś, ze nie chudłaś, potem byłaś na Dukanie, i po Dukanie leci Ci waga na Pape :)
        • thorrey Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 06.11.10, 18:07
          madzioreck napisała:

          > Właśnie, Thorrey, przekopalam się przez wątki Papowe, i tam pisałaś, ze nie chu
          > dłaś, potem byłaś na Dukanie, i po Dukanie leci Ci waga na Pape :)
          Wszystko się zgadza :) Sama nie bardzo rozumiem, czemu tak się stało. Może dlatego że pierwotnie stosowałam dietę Dr Pape w wersji węgle/posiłek mieszany/białko? Może ja jestem ultrakoczoownikiem i po prostu węglowodany poza śniadaniem mi nie służą?
          W każdym razie za pierwszym razem tyć też nie tyłam, a te 3 kilo po drugiej fazie Dukana są doprawdy niezamierzone, ale wcalę się nimi nie martwię :)
    • madzioreck A tak z czystej ciekawości... 06.11.10, 00:16
      w I wątku o diecie dr. Pape pisałaś, że do śniadaniowej dawki węgli NIE wliczamy dodatków typu dżem, owoce, soki, cukier i takie tam... czemu tak jest?
      • pierwszalitera Re: A tak z czystej ciekawości... 06.11.10, 00:27
        madzioreck napisała:

        > w I wątku o diecie dr. Pape pisałaś, że do śniadaniowej dawki węgli NIE wliczam
        > y dodatków typu dżem, owoce, soki, cukier i takie tam... czemu tak jest?

        Bo te ilości (75-100) to ilości minimalne i parę gram dodatkowo nie robi różnicy. Poza tym, to nie jest nauka ścisła i wystarzcą ilości orientacyjne.
        BMI masz teraz bardzo niskie. Życzę ci, byś utrzymała, ale nie bądź przerażona, jak waga po przejściu na węglowodany pójdzie nieco w górę. Na białkowej diecie można zejść nisko, ale utrzymanie tej wagi jest uwarunkowane osobistym set pointem. Jestem pewna, że Dukan też nikogo nie odchudzał do normy idealnej, tylko miał na myśli utrzymanie zdrowej wagi normalnej, a tu masz jeszcze zapas w górę.
        • pierwszalitera Re: A tak z czystej ciekawości... 06.11.10, 00:32
          A jak wyglądasz? Masz wrażenie, że ciało jest jędrne i ubyło ci tylko tkanki tłuszcowej, czy zrobiłaś się mniejsza, ale szału nie ma? Bo jak to drugie, to możliwe, że poszło ci już trochę mięśni, wtedy powinnaś nie tylko uważać na odpowiednią ilość węgli rano, ale i dbać, by posiłki białkowe nie były za małe.
          • madzioreck Re: A tak z czystej ciekawości... 06.11.10, 00:42
            Wiem, że waga może mi nieco podskoczyć, wyliczyłam sobie mniej więcej z zapasem. Ważę teraz 66 kg, do tych 70 jest gitara.
            A z tym tłuszczem - hm, powiem tak: wszyscy łacznie ze mną są w szoku, ze przy utracie blisko 30kg nic mi nigdzie nie obwisa, ani brzuch, ani ramiona, wyglada to ładnie. Jak się ruszam, to brzuch to i uda nieco się trzęsa, ale tak było zawsze, jestem tylko trochę mnie "ubita" i jestem w stanie uszczypnąć się w skórę na brzuchu z zakrętasem, co nigdy wcześniej nie było mozliwe. Ale ogólnie na brak jędrnosci nie narzekam :)
            • madzioreck Re: A tak z czystej ciekawości... 06.11.10, 00:47
              Z białkiem nie powinno być problemu, lubię białkowe żarełko i 2-3 jajka to często raczej dodatek do ryby np, niż cały posiłek, o ile apetyt dopisuje, ale i nad tym pracuję :)
    • the_mariska Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 07.11.10, 16:29
      To i ja się podepnę z pytaniem: dukanuję sobie od 3 miesięcy, w sumie zrzuciłam już około 10 kilo, ale przez ostatni miesiąc w zasadzie tylko około kilograma (ciężko być precyzyjnym, bo dobowe wahania w granicach 2 kilo to norma). Fakt, po lekturze forum wyluzowałam sobie trochę z tłuszczami - trochę oliwy do smażenia i serek 10 czy 12% to jest dla mnie superopcja, a nie zbrodnia przeciwko diecie :) Planowo zakładałam zejść jeszcze pięć kilogramów (do BMI 21,5), ale perspektywa męczenia się kolejnych pięć miesięcy na całkiem restrykcyjnym reżimie niezbyt mnie zachęca. Czy to możliwe, że osobisty set point ustalił mi się na obecnym BMI 23,5 i trudno mi będzie zrzucić cokolwiek więcej?

      Mój cel nie jest nierealny, taka waga była u mnie stabilna bez wyrzeczeń parę lat temu. Co ciekawe, już teraz mieszczę się w ubrania z tamtego czasu, wymiary w zasadzie też mam podobne, tylko waga robi mi psikusy. Logiczne wytłumaczenie (większy udział masy mięśniowej niż te parę lat temu) jest raczej wykluczone, bo wtedy kondycję i poziom usportowienia miałam jednak nieco większy :)

      Co mi radzicie? Pomęczyć się jeszcze trochę, przejść na stabilizację, czy na to samo co Thorrey? Wolałabym wrócić do tej starej wagi, ale może to nierealne...?
      • pierwszalitera Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 07.11.10, 17:38
        the_mariska napisała:

        Planowo zakładałam zejść jeszcze pięć kilogramów (do BMI 21,5), ale per
        > spektywa męczenia się kolejnych pięć miesięcy na całkiem restrykcyjnym reżimie
        > niezbyt mnie zachęca. Czy to możliwe, że osobisty set point ustalił mi się na o
        > becnym BMI 23,5 i trudno mi będzie zrzucić cokolwiek więcej?

        Jeżeli mam być uczciwa, to dla mnie to już trochę szarżowanie. BMI w okolicach 21, 5, to jest coś dla ludzi z szczupłymi genami, którzy nigdy nie mieli nadwagi. Według moich doświadczeń takiej wagi nikomu z natury okrąglejszemu nie udaje się stale trzymać i szkoda wysiłku. A często tak niską wagę udaje się uzyskać wyłącznie kosztem tkanki mięśniowej.


        > Mój cel nie jest nierealny, taka waga była u mnie stabilna bez wyrzeczeń parę l
        > at temu. Co ciekawe, już teraz mieszczę się w ubrania z tamtego czasu, wymiary
        > w zasadzie też mam podobne, tylko waga robi mi psikusy. Logiczne wytłumaczenie
        > (większy udział masy mięśniowej niż te parę lat temu) jest raczej wykluczone, b
        > o wtedy kondycję i poziom usportowienia miałam jednak nieco większy :)

        Poziom tkanki mięśniowej nie jest związany tylko z kondycją i usportowieniem. Jeżeli przytyłaś i nosiłaś ze sobą stale większy ciężar, to przypuszczalnie podskoczyły ci nieco mięśnie. Już nawet przez to, że dostarczałaś im przez pewien czas pozytywnego bilansu kalorycznego i całą masę budulca. No i waga, którą miało się w bardzo młodziutkim wieku, to nie jest zawsze waga "gotowa", z którą organizm kobiety, która przestała być dziewczyną, by się zgadzał na zawsze. Więc teraz by powrócić do tej samy wagi musiałabyś prawdopodobnie mieć poziom tkanki tłuszczowej niższy niż wtedy, bo mięśni pozbyć się chyba nie chcesz. Przy tym oszukać jeszcze swój podwyższony nadwagą set point i oszukać hormony, które domagają się u kobiety w wieku lat dwudziestu kilku wyższej masy tłuszczowej niż tej u młodej dziewczyny. Czy realistyczne, musisz ocenić sama. ;-)
        • the_mariska Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 08.11.10, 13:43
          pierwszalitera napisała:
          > Jeżeli mam być uczciwa, to dla mnie to już trochę szarżowanie. BMI w okolicach
          > 21, 5, to jest coś dla ludzi z szczupłymi genami, którzy nigdy nie mieli nadwag
          > i. Według moich doświadczeń takiej wagi nikomu z natury okrąglejszemu nie udaj
          > e się stale trzymać i szkoda wysiłku. A często tak niską wagę udaje się uzyskać
          > wyłącznie kosztem tkanki mięśniowej.

          Szczerze, to trochę mnie zaskoczyłaś ;) Rozumiem, że gdybym chciała zejść do 18-19, to byłoby to szaleństwo, ale 21,5 wydawało mi się właśnie takim bezpiecznym pułapem. Zwłaszcza, że większość moich koleżanek-rówieśniczek bez wyrzeczeń utrzymuje się w tych okolicach, aż trudno mi uwierzyć że wszystkie mają takie szczupłe geny ;)

          > Poziom tkanki mięśniowej nie jest związany tylko z kondycją i usportowieniem. J
          > eżeli przytyłaś i nosiłaś ze sobą stale większy ciężar, to przypuszczalnie pods
          > koczyły ci nieco mięśnie. Już nawet przez to, że dostarczałaś im przez pewien c
          > zas pozytywnego bilansu kalorycznego i całą masę budulca. No i waga, którą miał
          > o się w bardzo młodziutkim wieku, to nie jest zawsze waga "gotowa", z którą or
          > ganizm kobiety, która przestała być dziewczyną, by się zgadzał na zawsze. Więc
          > teraz by powrócić do tej samy wagi musiałabyś prawdopodobnie mieć poziom tkanki
          > tłuszczowej niższy niż wtedy, bo mięśni pozbyć się chyba nie chcesz.

          Oczywiście, zdecydowanie wolę być lekko umięśniona niż stać się szczuplaczkiem bez mięśni, ale na chwilę obecną jakoś tych mięśni po sobie nie widzę ;) Dziwi mnie to, bo teraz bez problemu mieszczę się w swój motywacyjny kostium maturalny - w który nie wchodziłam już pół roku po maturze, ważąc mniej niż obecnie.

          Właściwie to mniej przejmuję się tym, że raczej nie zejdę poniżej tych magicznych sześciu dych, gorzej że nie mogę się dogadać z TŻ odnośnie zakończenia diety. On by chciał ciągnąć dukanową fazę stabilizacyjną (kuszą go zwłaszcza te dwa świąteczne obiady w tygodniu ;)), nie wyobraża sobie śniadań na słodko (ani w zasadzie żadnych innych posiłków), lubi sobie podjadać między posiłkami, itp., ja bym była raczej za zestawem węgle+białko+białko, z powiedzmy jednym dniem białkowym i furtką na drobne grzeszki od czasu do czasu. Nie wiem, czy wypracowanie jakiegoś kompromisu jest w takim wypadku realne :)

          Czy wprowadzenie dwóch obiadów mieszanych w tygodniu wpłynie jakoś negatywnie na fazę stabilizacji? W szczególności, czy w takiej diecie jest miejsce na pizzę, sushi czy po prostu wypad do restauracji od czasu do czasu? :) Chciałabym ustalić jasne reguły, bo jeśli takich nie mam to często sobie różne zasady naginam do własnych zachcianek ;)
          • madzioreck Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 08.11.10, 16:37
            > Oczywiście, zdecydowanie wolę być lekko umięśniona niż stać się szczuplaczkiem
            > bez mięśni, ale na chwilę obecną jakoś tych mięśni po sobie nie widzę ;)

            Mary, coś w tym musi być... gdybym teraz zarzuciła na siebie 28-kilowy plecak, i ktoś kazałby mi z tym chodzic/biegać, to byłby to dla mnie nieco morderczy trening i nie ma iły, żeby nie przybyło mięśni, zresztą, jak pomyśleć, to ważac te 65-66 kg teraz, jestem obwodowo szczuplejsza, niż kiedy poprzednio miałam taką wagę. W wieku 20 lat miałam takie obwody przy wadze jakieś 60kg...
          • pierwszalitera Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 08.11.10, 20:33
            the_mariska napisała:

            > Szczerze, to trochę mnie zaskoczyłaś ;) Rozumiem, że gdybym chciała zejść do 18
            > -19, to byłoby to szaleństwo, ale 21,5 wydawało mi się właśnie takim bezpieczny
            > m pułapem. Zwłaszcza, że większość moich koleżanek-rówieśniczek bez wyrzeczeń u
            > trzymuje się w tych okolicach, aż trudno mi uwierzyć że wszystkie mają takie sz
            > czupłe geny ;)

            A czy te twoje koleżanki odchudzały się kiedyś i musiały zrzucić więcej niż 3-5kg? Bo na tym polega różnica. Szczupłe geny pozwalają na utrzymanie niskiej wagi (BMI21) bez większych wyrzeczeń. Takie osoby nie dorobią się tak szybko prawdziwej nadwagi. Oczywiście istnieją osoby, które natura obdarzyła BMI jeszcze niższym, w okolicach 18-20, ale to są już szczególnie szczupłe geny i takie kobiety zwykle i tak przybierają wcześniej, czy później na wadze.


            Dziwi
            > mnie to, bo teraz bez problemu mieszczę się w swój motywacyjny kostium maturaln
            > y - w który nie wchodziłam już pół roku po maturze, ważąc mniej niż obecnie.

            To dowód na to, że masz więcej mięśni, bo masz wyższą wagę przy podobnej objętości.


            > . On by chciał ciągnąć dukanową fazę stabilizacyjną (kuszą go zwłaszcza te dwa
            > świąteczne obiady w tygodniu ;)), nie wyobraża sobie śniadań na słodko (ani w z
            > asadzie żadnych innych posiłków), lubi sobie podjadać między posiłkami, itp., j
            > a bym była raczej za zestawem węgle+białko+białko, z powiedzmy jednym dniem bia
            > łkowym i furtką na drobne grzeszki od czasu do czasu. Nie wiem, czy wypracowani
            > e jakiegoś kompromisu jest w takim wypadku realne :)

            Powiedzmy tak, osobie, która ma tendencję do otyłości, jeden białkowy dzień w tygodniu z resztą dni z podjadaniem itp, moim zdaniem nie wystaczy do utrzymania wagi. Po Dukanie jo-jo jest też możliwe i musimy tylko trochę poczekać, aż ten problem się pojawi u teraz dukanujących, a potem powracających do starych zwyczajów przez większość czasu. Dlatego po Dukanie ważne jest dbanie o to, by poziom insuliny nie powędrował znowu w górę. Czyli trzy posiłki, żadnego podjadania, chyba, że podjadamy tylko białko. Nie trzeba trzymać się tak ostro schematu węgle- białko- białko. Piewsze dwa posiłki mogą być mieszane, najważniejsze jest by wieczorem zrezygnować z węglowodanów. Co do uczt i grzeszków, to naturalnie można sobie na nie pozwolić od czasu do czasu obserwując przy tym wagę. Zawsze ma się jockera pod postacią dni białkowych, a te nie muszą być tak reżimowe jak w pierwszej fazie Dukana. Białko można spokojnie kombinować z warzywami i tłuszczem, bo nie chodzi przecież o ograniczenie kalorii, a o obniżenie rozhuśtanej insuliny. By nie przechodzić z Dukana na węglowodany zbyt gwałtownie, warto zrobić 2-3 tygodnie węgle - białko- białko, albo białko-węgle- białko, a potem, jak waga nie wariuje, przejść na ostateczną wersję. Uwaga, przejście na węglowodany związane jest prawie zawsze z podwyższeniem poziomu wody w organiźmie , więc waga może pojść nieco w górę, ale nie musi być to oznaką autentycznego tycia. Niestety, częstotliwości pozwalania sobie na wypady i pizzę nie potrafię podać, bo tego się nie da. Gdybyśmy chcieli zastosować wspólny mianownik na wszystkich, to wylądujemy znowu przy Dukanie. ;-) Nie zapominać należy, że to właśnie przez nasz stary styl życia dorobiliśmy się nadwagi, więc wrócić do niego nie można i już na zawsze musimy stosować pewną kontrolę.
            • aaravis Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 08.11.10, 20:40
              A jak jest z alkoholem? Ja właściwie nie piję, ale od czasu do czasu kieliszek czerwonego wina (wytrawnego) do kolacji uwielbiam. Mąż najchętniej podobnie, tylko ochota na ten kieliszek nieco częściej i czasem zamiast wina wolałby piwo. Czy Pape toleruje wogóle jakiś alkohol?
            • the_mariska Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 10.11.10, 00:59
              Borze szumiący broń, nie zamierzam wracać do starego trybu, bo byłam chyba najmniej zdrowo odżywiającą się osobą na świecie ;) Zresztą, Dukan wpłynął na mnie o tyle pozytywnie, że oprócz działającego wskaźnika głodu i sytości wyrobiłam sobie parę sensownych nawyków z których absolutnie nie zamierzam rezygnować po skończeniu diety (pieczenie zamiast smażenia, jogurt + odrobina oliwy zamiast majonezu, więcej ryb, jeśli podjadanie to tylko kabanosów drobiowych, itp.). Nie wyobrażam sobie, żebym po dojściu do upragnionej wagi z marszu zaczęła wcinać czekoladę, chipsy i frytki z McDonalds ;) Staram się tylko jakoś sensownie to sobie poukładać, żeby nie przegiąć w żadną stronę.

              Do jedzenia białka z warzywami już się trochę przyzwyczailiśmy ;), największą zagwozdkę mam ze śniadaniami węglowymi - o ile dla mnie croissant z dżemem i sokiem pomarańczowym brzmi OK, to mój chłop nie uznaje słodkich posiłków, chyba, że są deserem do czegoś 'konkretnego' ;). Z czym on miałby zjeść te swoje śniadaniowe buły? Pesto? Albo źle szukam, albo drogie jak nieszczęście. Tofu? Podobny poziom tekturzastości co nieszczęsne 'pieczywo' z otrębów. Sama buła z warzywami też trochę nie bardzo, z owsianką nawet nie ma co próbować... no zupełnie nie mam pomysłu. Jedyne co mi przychodzi do głowy to makaron z sosem, no ale ileż można jeść makaron na śniadanie?

              A co do grzeszków, to już sobie obiecałam, że na moje zbliżające się urodziny upiekę wielką blachę prawdziwej szarlotki z cynamonem i obczęstuję wszystkich w ramach uroczystego pożegnania z panem Dukanem :) Skoro już mnie przekonałaś, że taka nietucząca.... ;) Wydaje mi się, że spełnianie jakiejś swojej dzikiej zachcianki kulinarnej raz-dwa w miesiącu, z odpowiednim namaszczeniem i celebracją tego faktu będzie w miarę rozsądne. Zwłaszcza, że smak mi się jednak trochę zmienił i taką zachcianką nie będzie raczej kubełek KFC ;)
              • pierwszalitera Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 10.11.10, 01:09
                the_mariska napisała:

                największą z
                > agwozdkę mam ze śniadaniami węglowymi -

                Nie wiem jak to jest w Polsce z pastami warzywno-sojowymi, w Niemczech jest tego do wyboru cała masa, a niektóre smakują prawie jak mięsne pasztety. Od biedy możesz facetowi pozwolić na śniadanie mieszane. Nie powinno odbić się aż tak negatywnie, w końcu chodzi o trzymanie wagi, a nie o dalsze chudnięcie.
                • kasiadj07 Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 10.11.10, 01:23
                  U nas pasztecików sojowych jest pod dostatkiem,jest również pasta z boczniaków a i paprykarz sojowy do bułek niezły - mój mąż zajada na śniadanie, bo też nie lubi na słodko. Jest też trochę wędlin czy parówek sojowych, widzę we wszystkich większych supermarketach. Dobrym pomysłem jest ryż lub makaron z sosem grzybowym, własnej roboty oczywiście:)

                  My z mężem byliśmy na Dukanie od marca, waga spadała nieźle, ale we wrześniu jakoś oboje utknęliśmy, a i kolana zaczęły mi nieładnie skrzypieć:( z braku tłuszczy jak mniemam. Więc zmieniliśmy śniadania na węglowodanowe i dodaliśmy trochę tłuszczu. Po początkowej stagnacji waga zaczęła powoli znowu spadać:)
                • the_mariska Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 10.11.10, 12:23
                  pierwszalitera napisała:
                  > Nie wiem jak to jest w Polsce z pastami warzywno-sojowymi, w Niemczech jest teg
                  > o do wyboru cała masa, a niektóre smakują prawie jak mięsne pasztety. Od biedy
                  > możesz facetowi pozwolić na śniadanie mieszane. Nie powinno odbić się aż tak ne
                  > gatywnie, w końcu chodzi o trzymanie wagi, a nie o dalsze chudnięcie.

                  Hmm, czyli tak naprawdę przy układzie mieszane śniadanie + białko + białko TŻ wraca do III fazy Dukana ;) No może z poprawką na ilość śniadaniowych buł (Dukan dopuszcza dwie kromki chleba) i tłuszcze (ale na to poprawkę wzięliśmy już dawno). Czyli jednak da się znaleźć sensowny kompromis, dziękuję, właśnie o to mi chodziło :)
              • agafka88 Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 10.11.10, 01:42
                the_mariska napisała:

                Z czym on miałby zjeść te swoje śniada
                > niowe buły? Pesto? Albo źle szukam, albo drogie jak nieszczęście. Tofu? Podobny
                > poziom tekturzastości co nieszczęsne 'pieczywo' z otrębów.

                Ostatnio było w biedronce pesto za ok. 4zł, ale składu nie czytałam, więc nie wiem co tam nawrzucali ;). Poza tym pesto możesz zrobić też z pietruszki, liści rzodkiewki, brokuła i są równie dobre, a nawet lepsze niż te kupne słoiczkowe, no i dużo tańsze. Zamiast orzeszków pini można szaleć z zamiennikami: słonecznika, dyni, orzechami włoskimi a nawet laskowymi. Wystarczy dostęp do blendera (jak nie masz swojego, zapraszam w końcu do mnie, bo niedługo zapomnę jak wyglądasz :P). Zrobione pesto bez problemu można pomrozić, do tego robi się jedną ręką dwie minuty. Blender który wytrzyma robienie sosów, past i przecieranie zup można kupić za ok. 50zł, sama mam biedronkowy - męczę go siekaniem orzechów, tarciem parmezanu i chodzi bez problemu, do tego ma przystawkę do siekania warzyw i ubijaczkę.

                Na kanapki świetny jest też humus - tylko w wersji do kanapki powinien być trochę gęstszy. Nie wiem czy spełnia zasady diety? Podstawowe składniki to ciecierzyca puszkowa lub gotowana, czosnek, cytryna, oliwa, tahini (pasta sezamowa, od biedy można pominąć, nie będzie to humus ale też dobre), sól pieprz. Można szaleć z dodatkami, żeby nie było nudno.

                Pasta z białej fasoli też jest niezła.

                Jak coś to służę przepisami.

                Możesz mi podać jakie składniki mniej więcej wchodzą w grę, to może coś jeszcze wymyślę
                • the_mariska Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 10.11.10, 12:19
                  Blendera nie mam, ale mogę sobie zażyczyć na urodziny, to w sumie nie byłoby takie głupie ;) O humusie pierwsze słyszę - co to do diabła jest? ;P W ogóle dochodzę do wniosku, że razem z moim TŻ mamy chyba jakiś ograniczony jadłospis, coś w stylu gotuję to co lubię, a lubię to bo to znam. Przydałoby się trochę urozmaicenia :)

                  Z chęcią wpadnę do ciebie, jak będę kiedyś przy okazji w Lublinie, ale nie mam pojęcia kiedy to będzie. Jak dobrze pójdzie to w przyszły weekend, jak źle to dopiero na święta :) A może byś kiedyś do Warszawy przyjechała, co? :P
            • the_mariska Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 10.11.10, 01:17
              pierwszalitera napisała:
              > A czy te twoje koleżanki odchudzały się kiedyś i musiały zrzucić więcej niż 3-5
              > kg? Bo na tym polega różnica. Szczupłe geny pozwalają na utrzymanie niskiej wag
              > i (BMI21) bez większych wyrzeczeń. Takie osoby nie dorobią się tak szybko prawd
              > ziwej nadwagi. Oczywiście istnieją osoby, które natura obdarzyła BMI jeszcze n
              > iższym, w okolicach 18-20, ale to są już szczególnie szczupłe geny i takie kobi
              > ety zwykle i tak przybierają wcześniej, czy później na wadze.

              Czy to nie okropne, że właśnie to nieszczęsne 18-20 jest lansowane w mediach jako okaz zdrowia i urody, do którego wszystkie powinnyśmy dążyć? Dlaczego nie 18-25? Ostatnio widziałam gdzieś komentarze pisane ze śmiertelną powagą pod zdjęciem modelki Freyi (tak, tej modelki: www.body.sklep.pl/data/gfx/pictures/medium/0/1/210_1.jpg ), że ma za duży brzuch i powinna schudnąć DLA ZDROWIA. W ogóle jak słyszę o odchudzaniu dla zdrowia w kontekście dziewczyn z co najwyżej minimalną nadwagą to mi się nóż w kieszeni otwiera, pewnie, niech sobie rozhuśtają metabolizm na głodówce 600kcal i nadrobią drugie tyle, albo nie daj borze nabawią się przy tym jakiegoś ED. Zdrowe to jak nie wiem.

              Wiem, że powinnam być odporna na te kretynizmy, ale nawet własny chłop spojrzał z niedowierzaniem, że jednak nie walczę dalej żeby zejść do tych 55 kilo. Bo dobrze jest, ale dobrze było i wtedy jak ważyłam 71, więc za te 5 kilo to będzie jeszcze lepiej, prawda? O rodzicach ('fajnie, że schudłaś, ale brzuch to masz dalej ogromny') litościwie nie wspomnę. Dobra, przyznaję się, po prostu słońca mi brakuje i jesienny blues mnie dopadł ;)
              • pierwszalitera Re: Litero ratuj - co ja mam teraz jeść??? 10.11.10, 02:16
                the_mariska napisała:

                > Wiem, że powinnam być odporna na te kretynizmy, ale nawet własny chłop spojrzał
                > z niedowierzaniem, że jednak nie walczę dalej żeby zejść do tych 55 kilo. Bo d
                > obrze jest, ale dobrze było i wtedy jak ważyłam 71, więc za te 5 kilo to będzie
                > jeszcze lepiej, prawda? O rodzicach ('fajnie, że schudłaś, ale brzuch to masz
                > dalej ogromny') litościwie nie wspomnę. Dobra, przyznaję się, po prostu słońca
                > mi brakuje i jesienny blues mnie dopadł ;)

                Znakomicie cię rozumiem i sama jestem przeciwniczką szczupłego przymusu. Piszę to też jako osoba, która większość życia trzymała bardzo niską wagą, bo za punkt honoru uważała BMI poniżej 20. Nie było to aż takie trudne, udawało się bez odchudzania, bo mam z natury raczej skłonność do szczupłej sylwetki, jako dziecko i nastolatka była nawet chuda. Mimo tego najlepiej zaczęłam się czuć dopiero jak przekroczyłam próg BMI 21. Przestały trapić mnie przeróżne problemiki zdrowotne, od zaburzeń miesiączkowania, po niskie ciśnienie, marznące stopy i częste przeziębienia. Za niska waga nie ma nic wspólnego ze zdrowiem. A że mój braciszek czasem mi też dokucza, że niby straaaasznie przytyłam, czyli z wagi 53 do 60, to mi całkowicie powiewa. Mój facet takich rzeczy nie robi, ale lepiej niech nie próbuje, bo przestanę gotować i jako beztalencie kulinarne będzie żywił się chlebem z serem i MacDonaldsem. Ciekawe jak długo by wytrzymał. ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka