Dodaj do ulubionych

Wierność w związku

08.02.11, 13:35
Jak zapatrujecie się na kwestię całkowitej wierności w związku? Czy seks partnera z inną kobietą to dla Was dramat i zawalenie się świata, czy dopuszczacie taką możliwość jako przykrą ale całkowicie wybaczalną? Umawiacie się z partnerem, ze nie chcecie wiedzieć o jego ewentualnych kochankach, bo to nie dotyczy stałości Waszego związku?
Obserwuj wątek
    • elftherinii Re: Wierność w związku 08.02.11, 13:44
      Ja nie potrafiłabym żyć z człowiekiem, który zdradza. Jest to dla mnie całkowite zaprzeczenie zaufania.
      Dzieci nie planuję więc sprawa wydaje mi się teraz prosta - jeśli moje mieszkanie to facet zabiera sobie walizki sprzed drzwi, jeśli jego - ja się wyprowadzam natychmiast.
    • pierwszalitera Re: Wierność w związku 08.02.11, 13:47
      Zapomniałaś jeszcze o bardzo ważnej kwesti. Tu nie chodzi tylko o ewentualny seks naszego partnera z kimś innym, ale także o nasz. Nie chodzi bowiem tylko o darowanie partnerowi jakiś tam praw w postaci przyzwolenia, akceptacji itp., ale o przyznanie ich także sobie.
      • jul-kaa Re: Wierność w związku 08.02.11, 13:56
        hm, w domyśle miałam taką "wzajemność", ale jeśli uważasz że trzeba to dookreślić, to faktycznie dodam:
        Czy same sobie dajecie przyzwolenie na seks z kimś innym, niż stały partner?
        • kryklu Re: Wierność w związku 08.02.11, 14:05
          > Czy same sobie dajecie przyzwolenie na seks z kimś innym, niż stały partner?

          Czy takie przyzwolenia można dawać sobie "na zimno", z góry? Tego sobie nie wyobrażam. Wiążąc się z jednym człowiekiem, chcę być właśnie z nim. Potem może zmieniać się wszystko...
          • pierwszalitera Re: Wierność w związku 08.02.11, 14:15
            kryklu napisała:

            > Czy takie przyzwolenia można dawać sobie "na zimno", z góry? Tego sobie nie wyo
            > brażam. Wiążąc się z jednym człowiekiem, chcę być właśnie z nim. Potem może zmi
            > eniać się wszystko...

            Oczywiście, że na zimno. Nie trzeba z tego korzystać, ale kiedyś chyba tam wiemy, czy w absolutnej monogamii czujemy się dobrze, czy raczej mniej. Najlepiej, gdy wie się coś takiego przed związaniem się z kimś na zawsze i nie oszukuje przy tym samego siebie. ;-) Moim zdaniem lepiej przyznawać się przed sobą, że jest się grzesznikiem i pracować nad sobą, niż zostać zaskoczonym nagłą sytuacją, która rozwala nam całe dotychczasowe życie oparte na naiwno-romantycznych zasadach.
            • kotwtrampkach Re: Wierność w związku 09.02.11, 12:57
              pierwszalitera napisała:

              > Oczywiście, że na zimno. Nie trzeba z tego korzystać, ale kiedyś chyba tam wiem
              > y, czy w absolutnej monogamii czujemy się dobrze, czy raczej mniej. Najlepiej,
              > gdy wie się coś takiego przed związaniem się z kimś na zawsze i nie oszukuje pr
              > zy tym samego siebie. ;-)

              ja się nie zgodzę, ze na zimno - ale razem z podjęciem decyzji o wchodzeniu w związek - tak. (Na poczatku nic nie jest zimne, to stan szaleńczy ;-) )
              Sprawa jest taka, że bywa, że jeden z partnerów nie ma nic przeciwko, a drugi właśnie tak - to tak samo, jak odkrywamy, że partner jest pracoholikiem, że jest pedantem, że nie jada mięsa etc itp - wtedy właśnie jest czas na rozmowy, dyskusje, na zadawanie sobie pytań: czy to mi pasuje, czy on jest skłonny to zmienić (za co), czy nie wchodzę w ten związek/wchodzę z nadzieją że "nie na długo"..
    • kryklu Re: Wierność w związku 08.02.11, 13:55
      > Jak zapatrujecie się na kwestię całkowitej wierności w związku?

      Sprawa indywidualna, nie ma jednej prawdy.
      Osobiście wiem, że nic nie wiem. Nie znamy samych siebie, a tym bardziej innych, nawet najbliższych ludzi.

      Czy seks partne
      > ra z inną kobietą to dla Was dramat i zawalenie się świata, czy dopuszczacie ta
      > ką możliwość jako przykrą ale całkowicie wybaczalną?

      To byłby na pewno duży ból, ale niekoniecznie koniec świata, rozstanie itp. Dużo zależałoby od rodzaju, stylu zdrady oraz postawy partnera wobec mnie w całej tej sytuacji.

      Umawiacie się z partnerem,
      > ze nie chcecie wiedzieć o jego ewentualnych kochankach, bo to nie dotyczy stał
      > ości Waszego związku?

      Nie umawiamy się :) Jesteśmy dosyć porządnymi ludźmi, staramy się postępować uczciwie wobec siebie i innych. Z drugiej strony żyjemy na tyle długo, że już wiemy, że w każdym siedzi diabeł i nie zawsze kierujemy się rozumem, równie często, jeśli nie częściej, rządzą nami emocje. Kocha się człowieka całego, ze wszystkimi jego małościami. Na razie to są dla mnie rozważania wyłącznie teoretyczne, chyba, że o czymś nie wiem :) ... Nie jestem pewna czy chciałabym wiedzieć.
      • kryklu Re: Wierność w związku 08.02.11, 14:01
        Czasem nielojalność w jakiejkolwiek dziedzinie jest czymś gorszym niż relacja erotyczna z osobą trzecią.

        Mój partner nie jest moją własnością, nie uzurpuję sobie wszelkich praw do niego.
      • pierwszalitera Re: Wierność w związku 08.02.11, 14:08
        kryklu napisała:

        ... Nie jestem pewna czy chciałabym wiedzieć.

        Ja zdecydowanie nie chcę wiedzieć. Należę jednak do kobiet, które oddzielają seks od miłości, nie wymagają wyłączności i nie chcą by tej wyłączności wymagano od nich. Taka sytuacja rusza jednak zawsze nasze ego i ja nie mam zamiaru zaprzątać sobie tym głowy, bo wiem, że nie świadczy to wcale, że skończyła się miłość i fizyczne przyciąganie. Nie uważam też, że życie z innym człowiekiem układa się lepiej, gdy bazuje na pełnej eksluzywności i kontroli.
        • myff Re: Wierność w związku 08.02.11, 15:16
          Jak już pisałam w innym wątku, ja jako ja nie chciałabym wiedzieć, że takie zdarzenie miało miejsce- psychicznie nie dałabym temu rady. Ale to nie daje automatycznego przyzwolenia typu czego oczy nie widzą- bo moje widzą bardzo dużo i szybko kojarzą fakty- nie chciałabym, żeby mnie zdradzał.
          Nie rozumiem jak można być tak cynicznym, ale i nierozsądnym ładować się w jakiś poważny związek, jeszcze gorzej formalny, związek wiedząc, że monogamia to nie jest coś co mnie kręci. Że partnerzy mi się nudzą w przewidywalnym czasie po co krzywdzić drugą stronę? Mnogość kochanków przysporzyłaby mi tylko problemów lepiej zakończyć jeden związek w kulturalny sposób i zacząć coś nowego niż robić krzywdę masie ludzi. Więc ja ni prowadzę podwójnego życia i tego samego wymagam od mojej połowy. Słowem lepiej dwa razy pomyśleć, żeby potem nie żałować.
          • pierwszalitera Re: Wierność w związku 08.02.11, 15:47
            myff napisała:

            > Nie rozumiem jak można być tak cynicznym, ale i nierozsądnym ładować się w jaki
            > ś poważny związek, jeszcze gorzej formalny, związek wiedząc, że monogamia to ni
            > e jest coś co mnie kręci. Że partnerzy mi się nudzą w przewidywalnym czasie po
            > co krzywdzić drugą stronę? Mnogość kochanków przysporzyłaby mi tylko problemów
            > lepiej zakończyć jeden związek w kulturalny sposób i zacząć coś nowego niż robi
            > ć krzywdę masie ludzi.

            Wychodzisz z założenia, że albo wszystko albo nic. U mnie jest inaczej. To, że interesuję się seksualnie innymi mężczyznami nie znaczy, że mój stały partner mi się znudził i mnie już nie kręci. Czyżby nie łączyło nas coś więcej niż łóżko? Stały związek i seks, nawet taki z emocjami i fascynacją nowym partnerem, to są zupełnie dwie różne sprawy i najwyraźniej wiele osób potrafi to oddzielić, bez potrzeby natychmiastowego rozstania z małżonkiem, bo inaczej nie mielibyśmy problemu zdrady. A nie okłamujmy się, niewierność fizyczna jest czymś bardzo powszechnym. Zawsze zastanawia mnie, jakim cudem jeszcze w ogóle istnieje, skoro większość ludzi (tak jak tutaj) deklaruje potrzebę monogamii i wyłączności.
            • kis-moho Re: Wierność w związku 08.02.11, 15:55
              Bo deklaracje to jedna sprawa, a zycie druga. Nie wiem, jaki jest przecietny staz w zwiazku osob, ktore sie tu wypowiadaja. Bo pewnie co innego mowi sie po pieciu latach (to ja), a co innego po dwudziestu. Ja na tym etapie deklaruje potrzebe wylacznosci. Co sie stanie w przyszlosci, jak na to zareaguje ja, badz moj TZ - nie wiem. Chyba w takich sprawach trudno jest gdybac, trzeba to przezyc.
              • pierwszalitera Re: Wierność w związku 08.02.11, 16:09
                kis-moho napisała:

                > Bo deklaracje to jedna sprawa, a zycie druga.

                Ale deklaracje świadczą o podjeściu do tematu. I moim zdaniem większość deklarując coś patrzy z fałszywego punktu widzenia. Znaczy z pozycji kobiety zdradzonej. A przecież wystarczy odwrócić perspektywę i zadać sobie kilka prostych pytań. Jak to jest u mnie? Czy mogłabym wdać się z kimś w jakiś romans? W jakiej sytuacji? Co mogłoby mnie do tego pokusić? Czy oznaczałoby to od razu rozpad mojego stałego związku? Czy oznaczałoby to od razu, że nie kocham już mojego partnera? Mogę być siebie aż tak pewna?
                • kis-moho Re: Wierność w związku 08.02.11, 16:16
                  Nie, tu sie nie zgodze, w kazdym razie jesli chodzi o mnie, bo generalizowac nie chce. Bo pytanie, ktore padlo w tym watku, to sa wlasciwie dwa pytania: czego ja chce dla siebie, i czego chce od drugiej osoby.
                  • pierwszalitera Re: Wierność w związku 08.02.11, 16:52
                    kis-moho napisała:

                    > Bo pytanie, ktore padlo w tym watku, to sa wlasciwie dwa pytania: czego
                    > ja chce dla siebie, i czego chce od drugiej osoby.

                    A czy nie powinno to być to samo? Jeżeli przyzwalam sobie na pewne myśli i zachowania, to nie mogę mieć prentensji, gdy mój partner robi to samo. Nawet jak jest mi to trochę nieprzyjemne. Wszystko inne jest podwójną moralnością.
                    • kis-moho Re: Wierność w związku 08.02.11, 16:59
                      Jezeli teoretyzujemy, to mozna sobie wyobrazic sytuacje, kiedy ktos nie ma ochoty na romanse, ale pozwala na nie partnerowi. Sytuacja pewnie raczej rzadka.
                      No jasne, ze pozwalanie sobie, a partnerowi juz nie, to raczej kiepskie podejscie do zwiazku.
                    • magdalaena1977 Re: Wierność w związku 08.02.11, 19:53
                      pierwszalitera napisała:
                      > A czy nie powinno to być to samo? Jeżeli przyzwalam sobie na pewne myśli i zach
                      > owania, to nie mogę mieć prentensji, gdy mój partner robi to samo. Nawet jak je
                      > st mi to trochę nieprzyjemne. Wszystko inne jest podwójną moralnością.
                      Też tak uważam. I strasznie mnie denerwują relikty takiej patriarchalnej postawy i podwójnej moralności w tym szczególnie postrzeganie mężczyzn jako istot bardziej seksualnych. Coś jak tu ziomalzx.wrzuta.pl/obraz/1Zg08kQV74j/budowa_mozgu_mezczyzny .
                      • kis-moho Re: Wierność w związku 08.02.11, 20:58
                        Magdalaena, tu mnie zaskoczylas, bo nigdy nie myslalam, ze ktos kiedykolwiek odbierze moja wypowiedz jako "relikt patriarchalnej postawy". Wcale nie chodzilo mi o to, ze pan jak chce to moze, a pani nie wypada.
                        • magdalaena1977 Re: Wierność w związku 08.02.11, 22:00
                          kis-moho napisała:

                          > Magdalaena, tu mnie zaskoczylas, bo nigdy nie myslalam, ze ktos kiedykolwiek od
                          > bierze moja wypowiedz jako "relikt patriarchalnej postawy".
                          Ale skąd pomysł, że ja odebrałam Twoją wypowiedź jako coś takiego ?
                          Taka postawa denerwuje mnie w ogóle (a występuje raczej u panów) i postanowiłam o tym napisać.

                          A chodziło mi raczej o to, że jakkolwiek z pierwsząliterą mamy zupełnie inne przekonania na ten temat, to zgadzamy się co do tego, że standardy w związku powinny być identyczne w stosunku do obojga partnerów.
                          • kis-moho Re: Wierność w związku 08.02.11, 22:09
                            A, to przepraszam za nieporozumienie, jednak na forum mozna sie latwo zapedzic i wyciagnac nieprawdziwe wnioski.
                            Ja tez sie zgadzam, ze w zwiazku powinny byc identyczne standardy, wyobrazilam sobie tylko hipotetyczna sytuacje, ktora opisalam wyzej, kiedy jedna osoba zgadza sie na romanse, ale nie chce miec swoich. Pewnie bardzo rzadka, ale teoretycznie mozliwa...
                            • pierwszalitera Re: Wierność w związku 08.02.11, 22:54
                              kis-moho napisała:

                              > Ja tez sie zgadzam, ze w zwiazku powinny byc identyczne standardy, wyobrazilam
                              > sobie tylko hipotetyczna sytuacje, ktora opisalam wyzej, kiedy jedna osoba zgad
                              > za sie na romanse, ale nie chce miec swoich. Pewnie bardzo rzadka, ale teoretyc
                              > znie mozliwa...

                              Zgoda na romanse, nie oznacza, że się z tego przy byle okazji korzysta. I może się zdarzyć, że umowa jest jasna, pozwalamy sobie teoretycznie na pozamałżeński seks i do takich sytuacji w ogóle nie dochodzi, bo nie ma takiej potrzeby, albo nie spotyka się pasującego partnera. Ja jestem tylko zwolenniczką jasnych sytuacji. Trochę dziwi mi podejście teoretycznie wyłączność i monogamia, ale w życiu różnie bywa i nie wiem co się stanie. Znaczy: nie mogę, ale może się zdarzyć. Ja wyznaję zasadę teoretycznie dopuszczam innych partnerów w naszym małżeństwie, ale w życiu różnie bywa i nie wiem co się stanie. Znaczy: mogę, ale nie muszę. W tym jestem chyba podobna do magdalaeny, mamy zupełnie sprzeczny światopogląd, ale nie jesteśmy sprzeczne we własnych zasadach.
                              • kis-moho Re: Wierność w związku 08.02.11, 23:09
                                Rozumiem, co masz na mysli. Wiesz, ja w tym watku troche z ciekawosci gdybam, z wlasnego doswiadczenia moge tylko powiedziec, ze w tym momencie wazna jest dla mnie wylacznosc. Mowisz, ze sobie przecze, bo nie wiem, czy sie cos zmieni? Staz mojego zwiazku nie jest oszalamiajaco dlugi, piec lat to nie pol zycia. Dlatego sie nie zarzekam, ze bede tak myslec zawsze. Co nie oznacza, ze jak stwierdze, ze zmienie zdanie, od razu rzuce sie w inne ramiona - dla mnie jest jasne, ze takie decyzje musialy by byc podejmowane przez obie strony.
                                Gdybym z kolei napisala, ze dopuszczam mozliwosc romansu, bylaby to nieprawda. Ja chce tylko z tym jednym facetem. A gdyby on mial kogos jeszcze? To by nie mial juz mnie.
                                • pierwszalitera Re: Wierność w związku 08.02.11, 23:24
                                  kis-moho napisała:

                                  > Ja chce tylko z tym jednym facetem. A gdyby on mial kogos jeszcze? To by nie mi
                                  > al juz mnie.

                                  To ja się zapytam z ciekawości, bo taka pozycja jest mi zupełnie obca - dlaczego? Dlaczego dzielenie człowieka na jednej płaszczyźnie z inną osobą, która nie nie jest zagrożeniem mojej głównej pozycji miałoby być przyczyną do rezygnacji z całego związku? Przecież jak mój mąż omawia ze swoim starym kumplem intymne sprawy dotyczące swojego i pośrednio też mojego życia, to zdradza mnie nawet bardziej, niż uprawiając seks bez większego emocjonalnego zaangażownia z jakąś inną kobietą.
                                  • magdalaena1977 Re: Wierność w związku 08.02.11, 23:32
                                    pierwszalitera napisała:
                                    > Dlaczego dzielenie człowieka na jednej płaszczyźnie z inną osobą, która nie
                                    > nie jest zagrożeniem mojej głównej pozycji miałoby być przyczyną do rezygnacji
                                    > z całego związku?
                                    Bo wynika to z innego postrzegania seksu - jako czegoś superspecjalnego, co można robić tylko z konkretną osobą.
                                    Tak jak pewne przedmioty są osobiste, do użytku tylko jednej osoby. Np. ja wyrzuciłabym szczoteczkę do zębów, której użył ktoś inny.
                                    • slotna Re: Wierność w związku 08.02.11, 23:54
                                      > Tak jak pewne przedmioty są osobiste, do użytku tylko jednej osoby. Np. ja wyr
                                      > zuciłabym szczoteczkę do zębów, której użył ktoś inny.

                                      Nawet gdyby to byl twoj facet? Swoja droga, ten tekst jest jakis niesmaczny dla mnie. Partner nie jest przedmiotem, ktory posiada sie na wylacznosc, i ktory, gdy sie "skazi" mozna ot tak wyrzucic.
                                      • kotwtrampkach Re: Wierność w związku 09.02.11, 13:11
                                        slotna napisała:

                                        > Partner nie jest przedmiotem, ktory posiada sie na wylacznosc, i ktory,
                                        > gdy sie "skazi" mozna ot tak wyrzucic.

                                        hmm, jeżeli przedmiot przestaje mieć dla nas wartość wyrzucamy go,bo inaczej stajemy sie chomikami, a to moze powodować zagracenie naszego mieszkania.
                                        Kiedy partner przestaje być dla nas ważny, kiedy kończą się dla niego nasze pozytywne uczucia - czemu nie mozemy sie go pozbyć? Dla mnie niepojęte jest być z człowiekiem, z którym niewiele mnie łaczy, być z kimś z przyzwyczajenia, albo dlatego, ze on tak chce? To nie ma nic wspólnego z traktowaniem przedmiotowym drugiej osoby.

                                        Inna sprawą jest, czy seks z inną osobą powoduje w partnerze "wygaśnięcie" miłości, czy nie. Każda z nas jest zupełnie inna, ale zakłądam, ze są osoby dla których seks jest na tyle istotny, ze tak będzie i juz.
                                        • slotna Re: Wierność w związku 09.02.11, 19:44
                                          > hmm, jeżeli przedmiot przestaje mieć dla nas wartość wyrzucamy go,bo inaczej st
                                          > ajemy sie chomikami, a to moze powodować zagracenie naszego mieszkania.
                                          > Kiedy partner przestaje być dla nas ważny, kiedy kończą się dla niego nasze poz
                                          > ytywne uczucia - czemu nie mozemy sie go pozbyć? Dla mnie niepojęte jest być z
                                          > człowiekiem, z którym niewiele mnie łaczy, być z kimś z przyzwyczajenia, albo d
                                          > latego, ze on tak chce? To nie ma nic wspólnego z traktowaniem przedmiotowym dr
                                          > ugiej osoby.

                                          Albo dlatego, ze jest sie katolikiem i ma sie do wyboru to albo zycie samotnie juz do konca. Magdalaena bezposrednio porownala czlowieka do przedmiotu i do jej postu sie odnioslam. Wyobraz sobie, ze jest facetem, ktorego dziewczyna zostala zgwalcona, wiec "wyrzuca ja, bo uzyl jej ktos inny". Paranoja.
                                          • magdalaena1977 Re: Wierność w związku 09.02.11, 20:18
                                            slotna napisała:
                                            > Magdalaena bezposrednio porownala czlowieka do przedmiotu
                                            > i do jej postu sie odnioslam. Wyobraz sobie, ze jest facetem, ktorego
                                            > dziewczyna zostala zgwalcona, wiec "wyrzuca ja, bo uzyl jej ktos inny". Paranoja.
                                            Problem w tym, że ja nic takiego nie napisałam i Ty wszystko sobie wymyśliłaś.
                                              • magdalaena1977 Re: Wierność w związku 09.02.11, 20:55
                                                Przeczytaj sobie jeszcze raz "Bo wynika to z innego postrzegania seksu - jako czegoś superspecjalnego, co można robić tylko z konkretną osobą.
                                                Tak jak pewne przedmioty są osobiste, do użytku tylko jednej osoby. Np. ja wyrzuciłabym szczoteczkę do zębów, której użył ktoś inny. "

                                                Nigdzie w tym poście nie porównałam człowieka do przedmiotu. Pisałam o sensie monogamii i o tym, że dla mnie seks to coś, co mogłabym robić tylko z jedną wybraną osobą, a nie z byle kim.
                                                • slotna Re: Wierność w związku 09.02.11, 21:02
                                                  > Nigdzie w tym poście nie porównałam człowieka do przedmiotu. Pisałam o sensie m
                                                  > onogamii i o tym, że dla mnie seks to coś, co mogłabym robić tylko z jedną wybr
                                                  > aną osobą, a nie z byle kim.

                                                  Moim zdaniem teraz sciemniasz. Przede wszysktim odpowiadalas na pytanie pierwszejlitery, ktore nie brzmialo "dlaczego nie sypiasz z kim popadnie" tylko "dlaczego dzielenie człowieka na jednej płaszczyźnie z inną osobą (...) miałoby być przyczyną do rezygnacji z całego związku". Zreszta niech bedzie - wytlumacz zatem czym w twojej metaforze w przedstawionym teraz przez ciebie kontekscie byla owa szczoteczka.
                                                  • magdalaena1977 Re: Wierność w związku 09.02.11, 22:25
                                                    slotna napisała:
                                                    > Zreszta niech bedzie - wytlumacz zatem czym w twojej metaforze
                                                    > w przedstawionym teraz przez ciebie kontekscie byla owa szczoteczka.
                                                    Seksem.
                                                    Dla mnie szczoteczka jest przedmiotem osobistym i nie chcę jej dzielić z innymi.
                                                    Tak samo seks jest dla mnie szczególną czynnością, która ma sens tylko w określonej relacji między ludźmi.
                                                    Nie chcę szczoteczki z drugiej ręki i nie chcę seksu "dla sportu".

                                                    Chodziło mi o wytłumaczenie pierwszejliterze dlaczego seks partnera z kimś innym uważałabym za zdradę, a pójście na piwo z kimś innym nie.

                                                    I teraz możecie mi wypominać, jak to porównałam seks do szczoteczki do zębów ;-)
                                                  • slotna Re: Wierność w związku 09.02.11, 22:37
                                                    > I teraz możecie mi wypominać, jak to porównałam seks do szczoteczki do zębów ;-)

                                                    Ooo, nie omieszkam :) I w ogole teraz sie bede chichrac jak glupia, bo mam straszna ochote zapytac "jak czesto szczotkujesz"... :D

                                                    A porownanie mi sie nie podoba, juz abstrahujac od tego, jak moglam czy nie moglam to zrozumiec. Konfiguracja jaka jest miedzy toba i partnerem jest tylko miedzy toba i partnerem. Innego takiego seksu nie ma.
                                                  • pierwszalitera Re: Wierność w związku 09.02.11, 23:38
                                                    magdalaena1977 napisała:

                                                    > Tak samo seks jest dla mnie szczególną czynnością, która ma sens tylko w określ
                                                    > onej relacji między ludźmi.
                                                    > Nie chcę szczoteczki z drugiej ręki i nie chcę seksu "dla sportu".

                                                    A co znaczy seks z drugiej ręki? Seks z każdym partnerem jest wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. Może sprawiać więcej lub mniej przyjemności, ale dzielenie go na gorszej lub lepszej kategorii w zależności od rodzaju partnera przypomina mi podziały rasowe. No chyba, że chodzi ci o to, że partner powinien być tylko jeden jedyny, znaczy pierwszy na całe życie i wszystko inne jest bee jak nadgryzione jabłko. Ale sama wiesz, że taka postawa jest wyjątkowo mało popularna.
                                                  • slotna Re: Wierność w związku 09.02.11, 23:58
                                                    No chyba, że chodzi ci o to, że partner powinien być tylko
                                                    > jeden jedyny, znaczy pierwszy na całe życie i wszystko inne jest bee jak nadgry
                                                    > zione jabłko.

                                                    Ja mam nadzieje, ze o to chodzi, bo jesli nie, to znaczy, ze juz kompletnie zglupialam.
                                          • kotwtrampkach Re: Wierność w związku 09.02.11, 20:57
                                            slotna napisała:

                                            > porownala czlowieka do przedmiotu

                                            ja pomyślałam o konkretnej części ciała - ze przedmiot taki ;-)

                                            > Wyobraz sobie, ze jest facetem, ktorego dziewczyna zosta
                                            > la zgwalcona, wiec "wyrzuca ja, bo uzyl jej ktos inny". Paranoja.

                                            dyskusja jest o seksie z innym partnerem, nie o gwałcie. To dwie zupełnie różne sprawy. To jakby powiedzieć że jedzenie i wymiotowanie są tym samym, tycie i chudnięcie, lód i wrzątek..
                                            • slotna Re: Wierność w związku 09.02.11, 21:06
                                              > ja pomyślałam o konkretnej części ciała - ze przedmiot taki ;-)

                                              Heh :D

                                              > dyskusja jest o seksie z innym partnerem, nie o gwałcie. To dwie zupełnie różne
                                              > sprawy. To jakby powiedzieć że jedzenie i wymiotowanie są tym samym, tycie i c
                                              > hudnięcie, lód i wrzątek..

                                              A skad. Gdyby to byl celibat i seks, to sie zgodze.
                                  • kis-moho Re: Wierność w związku 08.02.11, 23:36
                                    Musze przyznac, ze mnie zagielas tym pytaniem. To, co piszesz, jest bardzo logiczne. Zdaje sobie sprawe, ze nie mamy nikogo na wylacznosc, dzielimy sie nim z rodzina, przyjaciolmi, to jasne, i nie mam z tym problemu. Natomiast na plaszczyznie seksualnej taki problem juz mam. Nie jestem w stanie ci tego racjonalnie wytlumaczyc, czy jest to kwestia wbudowanych i pojawiajacych sie u mnie zachowan odziedziczonych po przodkach z jaskini pt. nie bede sie dzielic lupami z inna samica? Czy sa to wzorce kulturowe, ktore mowia mi, ze jak mnie raz zdradzi, to kiedys mnie porzuci, i to jeszcze z dzieckiem na reku i bez grosza przy duszy. Szczerze - nie wiem. Wiem, ze w tym momencie bardzo by mnie to bolalo, gdyby on mial kogos innego, i klamalabym mowiac, ze jest inaczej. Chociaz na zdrowy rozum moglabym sie w pelni z toba zgodzic.
                            • magdalaena1977 Re: Wierność w związku 08.02.11, 23:29
                              kis-moho napisała:
                              > Ja tez sie zgadzam, ze w zwiazku powinny byc identyczne standardy, wyobrazilam
                              > sobie tylko hipotetyczna sytuacje, ktora opisalam wyzej, kiedy jedna osoba zgad
                              > za sie na romanse, ale nie chce miec swoich.
                              Mnie się kojarzy taka sytuacja właśnie z patriarchalnym małżeństwem z rozsądku, którego strona seksualna nie przynosi radości żonie. I wtedy ona woli, żeby mąż miał panienki na boku, a ją zostawił w spokoju.
                • myff Re: Wierność w związku 08.02.11, 16:19
                  Trudno dojść przynajmniej w pierwszym momencie do innego wniosku niż, że coś ze mną nie tak, że ja coś zrobiłam nie tak ja czegoś mu nie dałam i dlatego poszedł szukać tego u innej.
                  • pierwszalitera Re: Wierność w związku 08.02.11, 16:54
                    myff napisała:

                    > Trudno dojść przynajmniej w pierwszym momencie do innego wniosku niż, że coś ze
                    > mną nie tak, że ja coś zrobiłam nie tak ja czegoś mu nie dałam i dlatego posze
                    > dł szukać tego u innej.

                    Bo wychodzisz z założenia, że jedna osoba może dać nam wszystko. Nie spotkałam jeszcze takiej nadnaturalnej istoty i prawdę mówiąc, nawet jej nie szukam. ;-)
    • kis-moho Re: Wierność w związku 08.02.11, 14:00
      A czy to nie jest tak, ze jeden lubi tak, inny woli inaczej, a trzeci ma jeszcze inne poglady? W koncu najwazniejszy jest wzajemny szacunek i respektowanie pogladow drugiej strony - jak te poglady znamy (a zakladam, ze skoro jestesmy razem to znamy), to sie decydujemy, czy taki zwiazek ma przyszlosc, prawda?
      Tak sobie mysle, ze to, co dla mnie jest najwazniejsze we wzajemnych relacjach moze byc dla innej osoby niewazne, a jeszcze dla trzeciej nieakceptowalne. Nie wiem, czy taka dyskusja jest bardzo owocna. Poki wszyscy sa w zwiazku zadowoleni, nie ma o co kruszyc kopii. A kiedy sa niezadowoleni, trzeba sie zastanowic, na jakie kompromisy jestemy w stanie pojsc, a na jakie juz nie. Ale w takich decyzjach chyba forum nie powinno pomagac :o)
        • kis-moho Re: Wierność w związku 08.02.11, 14:23
          OK, rozumiem. Bo troche sie przestraszylam, ze dyskusja wymknie sie spod kontroli i bedziemy sie spierac, ktory sposob na zycie/zwiazek jest lepszy.
          Jezeli o mnie chodzi, wazne jest dla mnie, zeby miec kogos samolubnie dla siebie na wylacznosc, i ta wylacznosc dziala w obie strony. Co by bylo gdyby to sie zmienilo - nie wiem, nie bylam w takiej sytuacji. Zeby uprzedzic dyskusje - to nie znaczy, ze uwazam taki uklad za jedyny mozliwy i optymalny dla kazdego.
    • zawsze_zielona Re: Wierność w związku 08.02.11, 14:04
      Wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono.
      Nie umawiam sie z partnerem, ze nie chce wiedziec o jego kochankach, on nie umawiam sie tez ze mna. Niepisana umowa jest, ze sie nie zdradzamy, czy to "szybki numerek" czy zwiazek na boku. Nie umiem Ci jednak odpowiedziec, co bym zrobila, gdyby moj partner mnie zdradzil. Nie sadze, ze to bylby definitywny koniec zwiazku. Ludzi laczy wiele rzeczy i seks jest tylko jedna z nich.
    • indigo-rose Re: Wierność w związku 08.02.11, 14:11
      Uważam, że pojęcie zdrady oznacza zdradę zaufania. Gdyby mój partner miał, załóżmy, dość wybujałe potrzeby seksualne, a ja byłabym uziemiona na dłuższy czas jakąś poważną chorobą, to: 1. gdyby między nami wszystko było jak zawsze (oprócz seksu, który byłby tymczasowo niemożliwy) i za moją wiedzą partner miałby z kimś w tym czasie układ czysto seksualny, nie uważałabym tego za zdradę; 2. gdyby partner zaczął kręcić i ściemniać, spotykając się bez mojej wiedzy z koleżanką z pracy, uznałabym to za zdradę.
      Oczywiście to nie znaczy, że z lekkim sercem i bez żadnych wątpliwości zgodziłabym się na pkt 1, zapewne miałabym obawy, że np. układ rozwinie się w coś poważniejszego, ale po prostu nie mogłabym tego nazwać zdradą.
      Myślę, że przecierpiałabym pojedynczą zdradę, bardziej bolałoby mnie kłamstwo niż sam fakt, że mój facet spał z inną. Nie wiem, jak podeszłabym do dłuższego romansu, bo to już kwestia poważniejsza i bardziej uczuciowo skomplikowana.
      Jeśli chodzi o mnie, to mam już taki charakter - całkowicie monogamiczny. Innych facetów mogę uważać za atrakcyjnych w kategorii estetycznej, ale ich feromony przestają na mnie działać, w dodatku podchodzę do seksu dość emocjonalnie, więc ciężko mi sobie wyobrazić siebie w łóżku z obcym facetem.
    • origami_21 Re: Wierność w związku 08.02.11, 14:39
      Wydaje mi się, że większość osób, którę będą się wypowiadały w tym wątku będzie gdybać. Zdrada partnera jest taką sytuacją, której, podobnie jak np. wrodzonej choroby dziecka czy nagłej śmierci bliskiej osoby nie da się przerobić "na sucho". Być może teraz mamy jakieś wirtualne wyobrażenie naszego zachowania, ale w realu może nas ono zaskoczyć. Znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono. W związku z tym ja staram się nie przewidywać, co bym zrobiła gdyby...

      A na sprawę wierności w związku zapatruję się tradycyjnie i konserwatywnie - chcę mieć wyłączność i być na wyłączność:)
      • myff Nie jestem pruderyjna, a leniwa:D 08.02.11, 15:42
        Zastanawiałam się ostatnio czy byłabym w stanie wybaczyć- bo to nie jest tożsame z życiem obok takiego człowieka- gdyby wcale nie chodziło o kobietę, a drugiego mężczyznę.
        Chyba nie, takie wspólne życie, które jest jedną wielką ściemą dla cioci babci, mamusi tatusia a może i homofobicznych kolegów z pracy, to potworne upokorzenie.

        Inna rzecz po co być w stałym związku i umawiać się z partnerem, że będziemy mieć różnych kochanków? Znaczy co z Jaśkiem nazwijmy go tak czyli tym stałym fajnie się gada o filmach Almodovara, ale chce się kochać tylko pod kołderką i zgaszonym świetle. I choć ten Jasiek to takie ciepłe kluchy, to w sumie i tak go się kocha i dobrze się przy nim budzić. Za to Zdzisiek robi zajedwabistą kawę i jest takim kochankiem...że od samego myślenia robi się mokro w majtkach, ale przy tym jest taki tępy...? Nie rozumiem chyba do końca jak to ma wyglądać.
        Umiem sobie wyobrazić, że ludzie chcąc podkręcić termostat w swoim łóżku umawiają się na ja wiem seks grupowy dwa razy w miesiącu. Ale jeżeli to pierwszy przypadek to czuję jak mózg mi puchnie z wysiłku:D to nie pruderia.
        • pierwszalitera Re: Nie jestem pruderyjna, a leniwa:D 08.02.11, 15:55
          myff napisała:

          > Chyba nie, takie wspólne życie, które jest jedną wielką ściemą dla cioci babci,
          > mamusi tatusia a może i homofobicznych kolegów z pracy, to potworne upokorzeni
          > e.

          Tu piszesz o upokorzeniach. Więc rusza cię tylko i wyłącznie twoje uszkodzone zdradą partnera ego. Wydaje ci się, że skoro to zrobił z inną, musisz być jakaś gorsza. Ja nie mam poczucia upokorzenia, bo jestem przekonana o mojej wartości bez potwierdzenia od partnera.

          Znaczy co z Jaśkiem nazwijmy go tak czyli tym stałym fajn
          > ie się gada o filmach Almodovara, ale chce się kochać tylko pod kołderką i zgas
          > zonym świetle. I choć ten Jasiek to takie ciepłe kluchy, to w sumie i tak go si
          > ę kocha i dobrze się przy nim budzić. Za to Zdzisiek robi zajedwabistą kawę i j
          > est takim kochankiem...że od samego myślenia robi się mokro w majtkach, ale prz
          > y tym jest taki tępy...? Nie rozumiem chyba do końca jak to ma wyglądać.

          Ależ istnieje cała masa wspaniałych facetów i z wieloma można wyobrazić sobie stały związek. Ale czy trzeba od razu mieć poczucie, że chce się z kimś związać na zawsze, by mieć ochotę z nim na seks?


          > Umiem sobie wyobrazić, że ludzie chcąc podkręcić termostat w swoim łóżku umawia
          > ją się na ja wiem seks grupowy dwa razy w miesiącu

          No to jest dopiero perwersja. ;-)
    • slotna Re: Wierność w związku 08.02.11, 16:12
      Nie chcialabym, zeby moj partner regularnie uprawial seks z inna kobieta, bo po kobiecemu balabym sie, ze z tego sie zrobi cos wiecej. Ale sama nieraz mam ochote na seks z innymi mezczyznami. To pozadanie, ktore nie ma nic wspolnego z miloscia, a wiec zdrada uczuciowa wobec partnera - bo kocham wlasnie jego. Zdrada fizyczna w dobie skutecznej antykoncepcji, chroniacej przynajmniej przed czescia chorob przenoszonych droga plciowa, dobrej diagnostyki tych chorob oraz testow DNA przy ustalaniu ojcostwa powinna byc coraz mniejszym problem ;)
      • origami_21 Re: Wierność w związku 08.02.11, 16:47

        Zdrada
        > fizyczna w dobie skutecznej antykoncepcji, chroniacej przynajmniej przed czesc
        > ia chorob przenoszonych droga plciowa, dobrej diagnostyki tych chorob oraz test
        > ow DNA przy ustalaniu ojcostwa powinna byc coraz mniejszym problem ;)

        Słuszna uwaga:) Jednak rozpatrując problem czysto seksualnego jednorazowego skoku w bok zaobserwowałam dwie postawy zadradzonych. Pierwsza, liczniejsza grupa, czuje się zdołowana faktem, że ta druga (rzedziej ten) jest lepsza, ładniejsza, młodsza, gorętsza i wpada w kompleksy, które z resztą musiały być podstawą to takiej reakcji. Czyli pogrążają się w samokrytyce, co może w konsekwencji doprowadzić do rozpadu związku. Grupa druga jest urazona ambicjonalnie i wychodzi z założenia, że zdradzający jest idiotą, gdyż pozwolił sobie na nielojalność w stosunku do takiego skarbu jaki ma w domu. W tym wypadku, przy innych sprzyjających okolicznościach łatwiej o utrzymanie tego związku, ale za to istnieje ryzyko wykorzystywania do manipulacji poczucia winy zdradzającego, co także może rozwalić taką parę.
    • stormee Re: Wierność w związku 08.02.11, 17:16
      Włożę kij w mrowisko, więc proszę o zrozumienie dla anonimowości.

      Jestem w tej chwili w stabilnym otwartym związku. X jest moim najlepszym przyjacielem i najlepszym partnerem łóżkowym, ale zarówno jemu zdarza się sypiać z innymi kobietami, jak i mi (z mężczyznami i kobietami). Póki co jednak zawsze wracamy do siebie.
      Zdaję sobie sprawę z tego, że to dość nietypowy układ, ale dla nas działa.
        • stormee Re: Wierność w związku 08.02.11, 17:49
          Dlatego napisałam "dość", a nie "bardzo".

          Ukryłam się, bo z zasady nie publikuję w sieci detali mojego życia prywatnego, taka mała paranoja. Gdybyśmy spotkały się na żywo i zadałabyś mi pytanie, czy to o związek, czy o orientację, odpowiedziałabym zgodnie z prawdą.
    • kura17 Re: Wierność w związku 08.02.11, 18:07
      ja nie jestem z natury monogamistka, spokojnie potrafie wyobrazic sobie dwa zwiazki na raz (swoje), w roznym stopniu nasycenia, oczywiscie

      ale wybralam monogamie, gdy zwiazalam sie z moim mezem, bo tak sie umowilismy
      szanuje to i nie lamie i nie mam zamiaru (teoretycznie) lamac naszego paktu ;)
      ale co zycie przyniesie, tego nie wiem...
    • anka_z_lasu Re: Wierność w związku 08.02.11, 20:06
      Dla mnie wierność w związku monogamicznym tylko całkowita i obustronna - od siebie wymagam tego samego co od partnera. Dla jasności, fantazji erotycznych i pożądania wobec innych osób nie postrzegam jako zdrady.
      Nie wiem, czy wybaczyłabym - nawet jeśli, to zaufanie zostałoby nieodwracalnie naruszone. I na pewno chciałabym wiedzieć o zdradzie.

      I chciałabym się jeszcze odnieść do postu Pierwszejlitery:
      "Bo wychodzisz z założenia, że jedna osoba może dać nam wszystko. Nie spotkałam jeszcze takiej nadnaturalnej istoty i prawdę mówiąc, nawet jej nie szukam. ;-) "

      Takich osób nie ma, wiec spokojnie można sobie odpuścić szukanie. Pytanie, czy aktualny partner może nam dać wystarczająco dużo. Jeśli tak, to ja nie muszę szukać więcej u innych.
    • ankh_morkpork Wzajemność, szczerość, uczciwość 08.02.11, 21:13
      Cenię sobie jasne i szczere ustalenie zasad, na równych prawach dla obu stron. Jeżeli obie strony wspólnie i dobrowolnie ustalają, że np. nie uważają seksu z inną osobą za zdradę, i naprawdę tak sądzą, i są szczęśliwi i spełnieni w takim układzie, to nie są w niczym gorsi od tych, którzy żyją w związku pod każdym względem monogamicznym. No, może ci pierwsi są _statystycznie_ bardziej narażeni na przykre atrakcje typu HIV, HPV, itp.

      Ja osobiście, będąc w związku, jestem wierna i wymagam od partnera takiej samej wierności. I z tego, co mi wiadomo, mam partnera o analogicznych poglądach. Dla mnie seks partnera z inną osobą byłby dowodem jego nielojalności, nieuczciwości, zdradą i całkowitym zniszczeniem mojego zaufania do niego. I jeśli coś byłoby dla mnie dramatem, to fakt, ze człowiek, któremu zaufałam, mnie zawiódł, że nie mogę na nim polegać.
    • madzioreck Re: Wierność w związku 09.02.11, 00:55
      Z góry zaznaczam, ze dopóki nie zostanę postawiona w danej sytuacji, mogę tylko gdybać, jak bym się zachowała, a w rzeczywistości zachować się całkiem inaczej...

      Na dzień dzisiejszy myślę tak: chcę, abyśmy byli sobie wierni. Myślę, że gdybym się dowiedziała o zdradzie męża, byłby to dla mnie pewnie w jakimś stopniu dramat, coś byśmy bezpowrotnie stracili. Natomiast mój mąż wie, że gdyby, odpukać, zdarzyło mu się bzyknąć na boku, to powiesiłabym go za jajka. Nie tylko za to, że by to zrobił, ale i za to, że on zrobił, a mnie by tym obciążył. Więc jakby już miał zrobić, to niech się męczy z tym sam, ja nie chcę o tym wiedzieć. I nie ma to nic wspólnego z przyzwoleniem na bzykanie na boku. Nie, że bzykaj sobie, bylebym o tym nie wiedziała ;) Po prostu myślę, że nie rozwiodłabym się z powodu jednorazowego wyskoku (romans z zaangażowaniem uczuciowym czy regularne zdrady to trochę co innego i tego raczej bym chyba nie zdzierżyła...). I nie widzę innego powodu przyznania się partnerowi/partnerce do takiego wybryku, poza czysto egoistycznym oczekiwaniem rozgrzeszenia, oczyszczenia własnego sumienia.
      Mój mąż to wie, co nie oznacza, że usiedliśmy i omówiliśmy temat: słuchaj, kochanie, a teraz omówimy procedurę w przypadku zdrady. Nie, po prostu rozmawia się o różnych rzeczach, o ludziach, i tak wyszło, że tak to widzę. Niestety, za dużo się napatrzyłam wokół na przypadki nagłej zaćmy w dobrych, wydawałoby się związkach, żeby się zarzekać, ze nie temat nie dotyczy, i na pewno nam się to nie przydarzy. Równie dobrze to mnie może zaćmić...
      Jeszcze niedawno byłam przekonana, że jakakolwiek niewierność to byłby dla nie absolutny koniec. Dziś już nie jestem tak radykalna.
      • jul-kaa Re: Wierność w związku 09.02.11, 13:07
        madzioreck napisała:
        > I nie widz
        > ę innego powodu przyznania się partnerowi/partnerce do takiego wybryku, poza cz
        > ysto egoistycznym oczekiwaniem rozgrzeszenia, oczyszczenia własnego sumienia.

        Ciekawe, to dość często powtarzający się motyw: Nie chcę wiedzieć, nie ma sensu żebym wiedziała, jeśli mi mówi, to tylko żeby siebie odciążyć.
        I teraz tak: albo jest to dla mnie istotne, albo zupełnie nie. Jeśli nie jest istotne, to dlaczego nie wiedzieć? A jeśli jest jednak istotne (i przykre?), to chyba jeszcze gorzej jeśli się nie wie, prawda? Bo to oznacza, że w życiu partnera wydarzyło się coś ważnego, a my o tym nie wiemy. I znów: jeśli to nie było ważne, to dlaczego ma nam o tym nie powiedzieć?
        Gdzieś pokręciłam?
        • pierwszalitera Re: Wierność w związku 09.02.11, 13:37
          jul-kaa napisała:

          > I teraz tak: albo jest to dla mnie istotne, albo zupełnie nie. Jeśli nie jest i
          > stotne, to dlaczego nie wiedzieć? A jeśli jest jednak istotne (i przykre?), to
          > chyba jeszcze gorzej jeśli się nie wie, prawda? Bo to oznacza, że w życiu partn
          > era wydarzyło się coś ważnego, a my o tym nie wiemy. I znów: jeśli to nie było
          > ważne, to dlaczego ma nam o tym nie powiedzieć?

          To sprawa ogólnych zasad związku. Już był o tym wątek. Masz rację, że sprawa może być dla parntera ważna, ale nie w każdym związku istnieje umowa, że chcemy wszystko o sobie wiedzieć. Jasne jest, że w związkach, w których zdrada jest problemem, na zdradzającym partnerze leży odpowiedzialność. Jeżeli dopuścił się zdrady, sprawa jest dla niego jednak zamknięta i czuje nawet coś w rodzaju żalu, to wielkiem świnstwem jest obciążenie tą wiedzą partnera. Wykorzystuje tu tylko umowę o pełnej szczerości do poprawy własnego samopoczucia i wymaga tym rozgrzeszenia od partnera. Według zasady - dzielone nieszczęście jest tylko połową nieszczęścia. Tylko czy to jest fair? Zadawanie niepotrzebnego bólu partnerowi w imię zasad ma być wyrazem udanego pożycia? Moim zdaniem, w tym przypadku musi sam wypić sobie to piwo, którego sobie nawarzył. Nie ma zmiłuj się. Kara w postaci psychicznych męk w samotności musi by. ;-) Inaczej przedstawia się sytuacja, gdy zdrada nas zmieniła i pragniemy zmian w naszym małżeństwie, albo nawet w całym życiu. Wtedy wyspowiadanie się ze zdrady może mieć sens, bo ten fakt świadczy dodatkowo o stopniu desperacji. Jeżeli nie da się inaczej. Bo nie zawsze jest to też konieczne. Nie wiem dlaczego pełną szczerość w związku uznaje się zawsze za dowód zaufania i miłości. Mnie pełna szczerość kojarzy się z bezwzględnością, brakiem empatii i chęcią kontroli. Taka polukrowana brutalność.
          • jul-kaa Re: Wierność w związku 09.02.11, 14:06
            pierwszalitera napisała:
            >Wykorzystuje tu tyl
            > ko umowę o pełnej szczerości do poprawy własnego samopoczucia i wymaga tym rozg
            > rzeszenia od partnera.

            Chwileczkę, ale jeśli już jest umowa o pełnej szczerości, to chyba warto przestrzegać jej zasad?
            • roza_am Re: Wierność w związku 09.02.11, 14:25
              No, ale umowa jest dla samej umowy czy czemuś służy? Bo jeśli celem nadrzędnym jest jakość i trwałość związku, to może się okazać, że czasem lepiej złamać literę danej umowy (tu: przemilczeć) po to, by stało się zadość jej duchowi (czyli celowi nadrzędnemu).
              • jul-kaa Re: Wierność w związku 09.02.11, 14:29
                Ale jeśli dla jednego z partnerów kluczowa jest wiedza o ewentualnej zdradzie, ustala to z partnerem wcześniej, to jakim prawem zdradzający ma decydować, co jest tu celem nadrzędnym? Dla osoby zdradzanej nadrzędnym celem może być właśnie wiedza.
                • pierwszalitera Re: Wierność w związku 09.02.11, 14:41
                  jul-kaa napisała:

                  > Ale jeśli dla jednego z partnerów kluczowa jest wiedza o ewentualnej zdradzie,
                  > ustala to z partnerem wcześniej, to jakim prawem zdradzający ma decydować, co j
                  > est tu celem nadrzędnym? Dla osoby zdradzanej nadrzędnym celem może być właśnie
                  > wiedza.

                  Jeżeli coś zostało wcześniej aż tak konkretnie ustalone, to umawiający muszą zastanowić się też, po co im ta wiedza. Jeżeli ta wiedza sprawia im bowiem ból, narusza integrację własnej osoby i całego związku, to chęcią tej wiedzy w każdym wypadku wykazuję się masochistycznymi tendencjami. Mogę jednak wykazać się zaufaniem do mojego parntera i prosić go, by informował mnie tylko o sytuacjach znaczących dla naszego związku. W tym przypadku polegam na jego ocenie, ale czyż nie na tym polega właśnie zaufanie? To co ty opisujesz, to kontrola, a kontroluje się osoby, którym się nie dowierza, nie ufa i uważa za mało kompetentne. I to ma być harmonijny związek?
                • roza_am Re: Wierność w związku 09.02.11, 15:01
                  Jeśli ludzie są w związku, to chyba wiedzą co jest dla nich celem nadrzędnym. Bo się dobrze znają, bo rozmawiali o tym, bo mają wcześniejsze doświadczenia i płynące z nich wnioski. Ergo wiedzą czemu w ich konkretnym przypadku ma służyć zasada szczerości - czy pogłębianiu wzajemnej bliskości, czy wzajemnej kontroli, czy jeszcze czemuś innemu. Zatem mogą dostosować swoje zachowanie do ich własnego (danej pary) celu nadrzędnego.

                  Poza tym mam wrażenie, że zmieniasz tutaj założenia - najpierw była mowa o sytuacji, gdy zdradzona strona nie chce znać prawdy, a teraz nagle chce ja znać. To w końcu o jakiej sytuacji mowa w tej gałązce?
        • madzioreck Re: Wierność w związku 09.02.11, 19:18
          > Ciekawe, to dość często powtarzający się motyw: Nie chcę wiedzieć, nie ma sensu
          > żebym wiedziała, jeśli mi mówi, to tylko żeby siebie odciążyć.
          (...)
          Bo to oznacza, że w życiu partn
          > era wydarzyło się coś ważnego, a my o tym nie wiemy. I znów: jeśli to nie było
          > ważne, to dlaczego ma nam o tym nie powiedzieć?
          > Gdzieś pokręciłam?

          No trochę pokręciłas, bo ja chyba zaznaczyłam, że "coś ważnego" to chciałabym wiedzieć. Gdyby natomiast mojemu mężowi przydarzyła się nagła pomrocznosc czy numerek po pijaku, to nie chciałabym o tym wiedzieć. Natomiast uczynienie sobie zasady, że numerek to nic takiego, czy regularna kochanka i podwójne życie, to całkiem inna bajka, ale nie o tym pisałam.
    • yo_anka Re: Wierność w związku 09.02.11, 01:58
      też ostatnio się nad tym zastanawiałam.....

      i sama nie wiem:

      z jednej strony chce znać prawdę i nie być oszukiwana

      a z drugiej czuje, ze gdybym wiedziała nic nie byłoby już takie jak dawnej,
      nawet, a może zwłaszcza - seks
      i to w sytuacji gdybym ja była zdradzona, czy gdybym to ja skoczyła w bok
      nie wyobrażam sobie jak miałby wyglądać nasze zbliżenia wtedy
      nigdy nic nie byłoby takie samo.....

      tak sobie myślę nad tym w czasie jak pisze i dochodzę do wniosku, że raczej nie
      nie chce wiedzieć
      ani od męża
      ani tym bardziej od postronnych
      wolałabym zachować status quo
      bo nie wiem co z ta wiedzą miałabym uczynić
      jak zburzyć tyle lat udanego związku?, jak zbudować go na nowo?


      skądinąd znam poglądy męża na temat zdrady od samego początku związku
      mamy 15-letni staż
      ale jego rodzaj pracy i moje obecnie siedzenie w domu skłania mnie czasem do zastanowienia się
      sama przemyśliwałam nad założeniem podobnego wątku z pytaniem o zdradę :)

      to dotyczy tak jak pisały dziewczyny konkretnej sytuacji

      umowa jest umową, jej złamanie rodzi konsekwencje
      jak umawialiśmy się (np. na ślubie, czy "nieślubie"), na wyłączność - to, to zobowiązuje
      jak umówiliśmy się w cztery oczy "na kontrowaną zdradę", bez pretensji, na ustalonych zasadach i obu stornom to odpowiada - to czemu nie, to też umowa.


      wniosek:
      związek, moim zdaniem, powinien opierać się na wzajemności, zaufaniu i "kontrakcie"
      skoro rozmawiamy o seksie to może warto przegadać też temat ewentualnych zdrad z partnerem?
    • yo_anka Zdrada? A prostytucja? 09.02.11, 02:26
      jul-kaa napisała:

      > Jak zapatrujecie się na kwestię całkowitej wierności w związku? Czy seks partne
      > ra z inną kobietą to dla Was dramat i zawalenie się świata, czy dopuszczacie ta
      > ką możliwość jako przykrą ale całkowicie wybaczalną?

      oczywiście statystyk, badań, wyników ankiet nt. zdrady jest wiele
      - np tu: www.ankietka.pl/wyniki-badania/5463/zdrada.html
      - dane sprzed pół wieku wg Raportu Kinsleya z cioci Wikipedi:
      "Zdaniem Kinseya około 50% żonatych mężczyzn miewało pozamałżeńskie doświadczenia seksualne w okresie swego życia po ślubie. 26% zamężnych kobiet odbyło stosunek pozamałżeński przed ukończeniem czterdziestego roku życia."
      - czy ciekawy z Przekroju: www.przekroj.pl/wydarzenia_kraj_artykul,8064,0.html
      "– Z moich badań wynika, że zdradza 28 procent mężczyzn i 16 procent kobiet. To znaczy: tyle osób przyznaje się do tego w ankietach, ponadto prawie taki sam procent odmawia odpowiedzi na to pytanie. Z kolei z badań wśród internautów wynika, że do zdrady przyznaje się 42 procent kobiet i 48 procent mężczyzn. " (no tu przynajmniej wreszcie jakieś oznaki równouprawnienia ;>)

      podobnie jak prof. Izdebski uważam, że spora cześć się nie przyznaje i ukrywa to nawet w anonimowych ankietach
      to i tak wynika z nich jedno, z grubsza rzecz ujmując, - co drugie z nas zdradza/jest zdradzane.....

      idąc dalej:
      w wielkim uproszczeniu: jeśli co druga osoba zdradza/jest zdradzana to może to dotyczyć każdego związku.....


      Druga kwestia,
      co ciekawe wyczytawszy w raporcie Kinsleya, iż
      "Do korzystania z usług prostytutek przyznało się 69% mężczyzn"
      zdziwił mnie fakt, ze statystycznie tylko 31% dorosłych facetów nie korzystało z usług cór Koryntu
      wliczając w to księży, zakonników, homoseksualistów, osoby oziębłe seksualnie i żyjące w niezwykle udanych związkach - czyli teoretycznie osoby nie mające podstaw do poszukiwania seksu za pieniądze

      czy korzystanie z usług prostytutek nie jest rodzajem zdrady?
      jest chyba bardziej akceptowane społecznie
      z profesjonalistką za pieniądze to już nie zdrada, tylko terapeutyczne pro-zdrowotne działania?
      wtedy łatwiej wyskoczyć/wybaczyć, bo to mniejszy problem, albo i nie problem zgoła?
      co zmieniłoby się w sytuacji rozpatrywania wierności w związku, widząc, ze partner przespał się z koleżanka (kolegą) z pracy lub profesjonalistką za pieniądze?

      jak sadzicie?
      • magdalaena1977 Re: Zdrada? A prostytucja? 09.02.11, 09:35
        > czy korzystanie z usług prostytutek nie jest rodzajem zdrady?
        > jest chyba bardziej akceptowane społecznie
        > z profesjonalistką za pieniądze to już nie zdrada, tylko terapeutyczne
        > pro-zdrowotne działania?
        Pierwsze słyszę.
        Dla mnie zdrada z prostytutką byłaby tym bardziej okropna, bo oznaczałaby, że konkretny facet może traktować seks tak bardzo instrumentalnie i w oderwaniu od miłości. Plus choroby weneryczne.
        Zresztą tak samo patrzyłabym na "korzystanie z usług" prostytutek w przeszłości.
        • pierwszalitera Re: Zdrada? A prostytucja? 09.02.11, 13:02
          magdalaena1977 napisała:

          > Dla mnie zdrada z prostytutką byłaby tym bardziej okropna, bo oznaczałaby, że k
          > onkretny facet może traktować seks tak bardzo instrumentalnie i w oderwaniu od
          > miłości. Plus choroby weneryczne.

          Tu się absolutnie zgodzę. Seks z prostytutką byłby dla mnie poważnym powodem do zastanowienia się, czy chcę jeszcze z tym facem być. Uważam, że seks pozamałżeński z kobietą, która zafascynowała go urodą, inteligencją, czy jakąś inną atrakcyjną cechą jest w pełni uzasadniony. Wiem, że nie jestem sierotką, ale na świecie są jeszcze inne kobiety, które są fajne i mogą go pociągać. Najważniejsze, że chodzi przy tym o osobę, a nie instrument seksualny, bo wtedy zaczynam faktycznie wątpić, czy jego podjeście do seksu jest podobne do mojego. Seks nie musi być związany z miłością, ale partnerzy muszą być ze sobą na równi, zależności i perwersje, to zupełnie nie moja działka.
      • zarin Re: Zdrada? A prostytucja? 09.02.11, 12:07
        Chociażby biorąc pod uwagę, że zjawisko przymusowej prostytucji jest ogromne, a jak brać pod uwagę przymus ekonomiczny, to pewnie nawet większość przypadków, i nigdy tego nie wiadomo - tym bardziej nie chciałabym mieć z owym panem nic wspólnego.
      • ocisza Re: Zdrada? A prostytucja? 16.09.11, 08:57
        > "Do korzystania z usług prostytutek przyznało się 69% mężczyzn"

        Tutaj padło pytanie o seks z prostytutką, a nie o zdradzenie partnerki z prostytutką. Oznacza to, że facet mógł korzystać z płatnego seksu nie będąc w związku z inna kobietą. O tym przynajmniej mówią przytoczone badania.
    • miss-alchemist Re: Wierność w związku 09.02.11, 09:52
      Grrr, skasowało mi posta :P

      W moim związku umowa jest taka - nie zdradzamy. A zdrada to nie tylko seks, ale i pocałunki. Jesteśmy świeżym związkiem, bo dopiero rok razem (znamy się nieco dłużej), inni faceci na chwilę obecną mogliby dla mnie w ogóle nie istnieć. Zdrada byłaby powodem do rozstania, i to dosyć istotnym. Mój TŻ ma wg mnie bardzo dziwne podejście - gdybym zdradziła go z facetem, to byłoby to niedopuszczalne, ale z kobietą jak najbardziej ok. Dla mnie to nielogiczne :P
      Kiedyś mi się przyśniło, że zdradziłam mojego teżeta z kumplem. To był koszmar, jak się obudziłam, to chciałam wyskoczyć przez okno, a mieszkam na 15tym piętrze :P

      Mój eks próbował się tak ustawić, żeby być jednocześnie ze mną w związku, ale móc sobie bzyknąć na boku, w związku z czym jest moim eksem :P Ta różnica światopoglądów była dla mnie nie do przeskoczenia.

      Wolałabym wiedzieć, gdyby mój TŻ mnie zdradził, bo lubię mieć pojęcie, na czym stoję.
      • stormee Re: Wierność w związku 09.02.11, 11:03
        > Mój TŻ ma wg mnie bardzo dziwne podejście - gdybym zdradziła go z facetem, to byłoby to
        > niedopuszczalne, ale z kobietą jak najbardziej ok. Dla mnie to nielogiczne :P

        Proste i całkiem logiczne wbrew pozorom - po prostu podnieca go myśl o tobie z inną kobietą, nie jego pierwszego i nie jego jedynego (na przykład mojego X też, wiem to bezpośrednio od niego). Oczywiście niekoniecznie się do tego przyzna na głos...
        • miss-alchemist Re: Wierność w związku 09.02.11, 11:53
          W to, że go to kręci, to nie wątpię, ale nic by nie widział i nie słyszał, żaden więc w tym interes :) Ja postrzegam kontakt intymny z kimkolwiek jako zdradę i nie widzę różnicy między zdradą z mężyczyzną, a zdradą z kobietą (z kimkolwiek by się nie przespał mój TŻ, odebrałabym to jako zdradę), dlatego jego tok myślenia wydaje mi się dziwaczny. Niemniej jednak nie wszyscy muszą myśleć tak jak ja, więc jedynie się temu dziwię, nie mam nic przeciwko jego poglądom :P
          • stormee Re: Wierność w związku 09.02.11, 12:28
            Nie musi nic widzieć ani słyszeć, sama idea mu w głowie dobrze robi ;)

            To, co zarin napisała, to też (niestety) może być prawda, bo dla wielu ludzi kobieta z kobietą to nie "prawdziwy" seks, tylko takie tam igraszki...
            • miss-alchemist Re: Wierność w związku 09.02.11, 12:36
              No myślę, że w przypadku mojego TŻ działają oba mechanizmy :P

              Nie wypowiem się, czy to "prawdziwy" seks, bo nie praktykowałam, tak mi się w życiu złożyło ;) Co prawda, mam dopiero 21 lat, więc niby wszystko przede mną, ale nie zakładam, że mój związek się rozpadnie, raczej przyjmuję optymistyczną wersję :)
            • pierwszalitera Re: Wierność w związku 09.02.11, 13:10
              stormee napisała:

              > To, co zarin napisała, to też (niestety) może być prawda, bo dla wielu ludzi ko
              > bieta z kobietą to nie "prawdziwy" seks, tylko takie tam igraszki...

              Zwykle mężczyźni traktują to jako rodzaj gry wstępnej, żaden prawdziwy seks. Ale czego się dziwić, w każdym pornosie coś takiego widać. Jak preludium. ;-) Szkoda tylko, że pornosy nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. ;-) Faceci nie znający innej formy seksu niż tej pokazywanej w filmach dla dorosłych, zdziwili by się bardzo, gdy się dowiedzieli, jak prawdziwy może być seks kobiety z kobietą. ;-) Bo co znaczy prawdziwy? Zamoczenie pędzla? ;-) Ja myślałam zawsze, że prawdziwy seks, to taki, który kończy się orgazmem, a w tej kwesti kochankowie mogą nawet wypadać bardzo cienko w porównaniu do kochanek. ;-)
        • zarin Re: Wierność w związku 09.02.11, 12:00
          Miałam w sumie coś podobnego, i akurat w tym konkretnym przypadku nie chodziło o podniecenie. Po prostu jest coś takiego, że u kobiet biseksualizmu nie traktuje się poważnie, jeśli są w związku z facetem. Dosyć powszechne i strasznie denerwujące.
      • satia2004 Re: Wierność w związku 09.02.11, 13:27
        miss-alchemist napisała:
        > Mój TŻ ma wg mnie bardzo
        > dziwne podejście - gdybym zdradziła go z facetem, to byłoby to niedopuszczalne,
        > ale z kobietą jak najbardziej ok. Dla mnie to nielogiczne :P

        Mój TŻ kiedyś też coś takiego twierdził. Po czym zmienił wersję na 'ale tylko jeżeli będę mógł sobie popatrzeć' ;) Z kolei mnie się w żartach zdarza skomentować jego wyjścia z kolegami słowami 'eee... z facetami to nie zdrada' ;)
    • teresa104 Re: Wierność w związku 09.02.11, 10:47
      Ja się jakoś szczególnie nie zapatruję. Myślę, że umiałabym bimbnąć, potem wrócić do domu i być szczerze przekonana, że jest wszystko ok, gdyby nie to że:
      1. nie wierzę w bimbanie bez konsekwencji, któraś za stron może się zaangażować nie tylko lędźwiami i rewolucja życiowa gotowa, te dramaty wszystkie, a mnie od dramatów boli głowa;
      2. nie pamiętam o tym, żeby konsekwentnie kłamać (na kłamanie trzeba przeznaczyć dodatkowe miejsce w mózgu); rzeczy, słowa, które faktycznie zaszły, dla mnie zawsze są przekazywalne, nie umiem utrzymać sekretów tak cudzych, jak i swoich, nawet już nie próbuję, tyle razy się wysypałam;
      3. a musiałabym kłamać, bo znam poglądy mojej drugiej połówki;
      4. boję się chorób, nie chcę mieć żadnych chorób więcej ponad te, które muszę mieć, nie chcę żadnych kił, gryp, gruźlic, żółtaczek, mononukleoz, opryszczek, kłykcin i tysiąca innych przenoszonych nawet przy banalnym pocałunku.

      Oczywiście, fajnie jest poflirtować, dochodzić do jakiejś granicy, ale jej nie przekraczać.
      W mojej pragmatycznej wiernościowej wyliczance nie ujęłam jeszcze braku czasu. No i tak zwanego atłasu. Dawno nie spotkałam mężczyzny, przy którym byłabym gotowa wymazać z głowy wszystkie cztery punkty.

      Tak czy siak, jestem wierna. Nawet jeśli nie bierze się to z przekonania, że należy być wiernym. Skutek jest podobny.

      Co bym zrobiła, gdyby partner poszedł w bok? Nie wiem. Nie bardzo umiem to sobie wyobrazić. Przyzna się, to pomyślę.
      • teresa104 Pyknąć się dla pyknięcia się 09.02.11, 13:37
        Zastanawiam się jeszcze nad tym związkiem/brakiem związku miłości (czymkolwiek jest) z seksem. Otóż moim zdaniem seks jest fajny dopiero wtedy, kiedy czuje się z kimś jakąś więź emocjonalną. A tę trzeba zbudować, trzeba poświęcić temu czas, całkiem niemało energii, myśli, czynów, rozmów, knucia, nawet jakichś pełgających i mglistych planów. Konsumpcja tej relacji nie jest wtedy już czystym seksem. Skoro zatem radośnie wiję sobie z kimś taki układ, choćby tylko ramowo, tylko w myślach, wstępnie, prowizorycznie, to tę energię zabieram swojemu związkowi podstawowemu, okradam go z mojego czasu, z mojego wkładu w jego trwałość i jakość. I o to można mieć już do mnie zasadną pretensję. Nie o łóżko właśnie, a to, co wokół łóżka. To poza tym ryzykowna zabawa, przede wszystkim psychicznie ryzykowna, absorbująca, zmuszająca w finale do rewizji dotychczasowych decyzji. Ergo: seks z kimś innym to rozpad związku.

        No chyba, że ktoś umie żyć dwa życia.
        No chyba, że mówiąc o seksie mamy na myśli masturbację z użyciem człowieka.
        No chyba, że mam niskie libido i w ogóle nie umiem się wczuć.

        Zastanawiam się też, czy wsród znanych mi par choć jedna ma formułę otwartą. Żadna. Albo to nie jest jednak tak powszechne, albo nic mi nie mówią, bo wiedzą, że bym rozklepała. Też prawdopodobne.
        • pierwszalitera Re: Pyknąć się dla pyknięcia się 09.02.11, 13:55
          teresa104 napisała:

          Otóż moim zdaniem seks jest fajny dopiero wtedy, kiedy czuje si
          > ę z kimś jakąś więź emocjonalną. A tę trzeba zbudować, trzeba poświęcić temu cz
          > as, całkiem niemało energii, myśli, czynów, rozmów, knucia, nawet jakichś pełga
          > jących i mglistych planów. Konsumpcja tej relacji nie jest wtedy już czystym se
          > ksem.

          Gdyby tak było, to ludzie zaczynaliby współżycie po bardzo długim czasie. A dobrze wiemy, że to bzdura. Ludzie się poznają i relatywnie szybko wiedzą, że mają na siebie ochotę, często nie mając pojęcia jeszcze o tych wszystkich głębiach, o których pisałaś. To tylko z perspektywy czasu wmawiamy sobie, że widziałyśmy w naszym partnerze to wszystko. Równie dobrze mógłby okazać się po kilku miesiącach zupełnie nieodpowiednim dla nas partnerem, ale w tym czasie zdążyłybyśmy już trochę z nim poseksić. Jasne, że seks z kimś innym jest absorbujący. Nie jestem zwolenniczką przypadkowych kontaktów, bo facet ma ładne oczy na przykład. Jakaś fascynacja musi być, trochę trzeba tego kogoś znać. Może jest nawet czas na flirt i podchody, na podkręcenie atmosfery? Zawsze są przy tym emocje. Ale czy emocje oznaczają zawsze tylko absolutną miłość? Nie ma nic pomiędzy? Nie można się zadurzyć i wiedzieć mimo wszystko, że nasz stały partner i tak jest dla nas najważniejszy? Być może trzeba mieć przy tym trochę umiejętność kontrolowania swoich emocji, a przynajmniej ich rozpoznawania i definiowania, bo mogę wyobrazić sobie, że w hormonalnych obłokach ludzie skłonni są do zupełnie nieprzemyślanych kroków. Ale właśnie z powodu tej przyjemnej emocjonalnej huśtawki podkręcającej fizyczne doznania robi się to przecież. Inaczej można kupić sobie przecież od razu wibrator. ;-) Jeżeli jednak ktoś nad tym nie panuje, to faktycznie lepiej, by się trzymał z daleka. Mocne (za mocne) emocje mają dużą siłę niszczenia.
          • teresa104 Re: Pyknąć się dla pyknięcia się 09.02.11, 14:08
            Nie trzeba czasu długiego, lecz intensywnego. O tę intensywność chodzi. Mam jej skromną pulę, więc nie trwonię. Jak usmażę 3 kotlety, to nie wezmę dwóch do kubka termicznego Starbucks, by zjeść je na brzegu Bałutki z fascynującym mężczyzną, swojemu staremu kapciowi zostawiwszy jeden, żeby sobie zjadł z chlebem. Jakie moje życie jest cudownie proste dzięki temu, że tak mało mam do podziału.
        • stormee Re: Pyknąć się dla pyknięcia się 09.02.11, 14:24
          > Zastanawiam się jeszcze nad tym związkiem/brakiem związku miłości (czymkolwiek
          > jest) z seksem. Otóż moim zdaniem seks jest fajny dopiero wtedy, kiedy czuje si
          > ę z kimś jakąś więź emocjonalną. [...] Konsumpcja tej relacji nie jest wtedy już czystym se
          > ksem.

          Co to właściwie jest ten "czysty seks", taki po kąpieli? ;)

          To bardzo zależy od tego, jaką rolę seks pełni w twoim życiu. Dla wielu (prawdopodobnie większości, chociaż trudno powiedzieć, czy tak jest rzeczywiście, czy to tylko uwarunkowanie kulturowe) kobiet jest on nierozerwalnie związany z miłością/przywiązaniem - sama zresztą piszesz o planowaniu przyszłości.

          Różnie są ludzie skonstruowani, mi czasem wystarcza, że ktoś jest atrakcyjny, w odpowiedni sposób reaguje podczas flirtowania i przejawia zainteresowanie - tu i teraz. Nie każdy związek musi trwać lata, taki już jeden mam i wystarczy :)
    • bathilda Re: Wierność w związku 09.02.11, 20:08
      W sensie że ankietkę robisz której jakby co można męża podebrać? :P.

      Ja jestem mega konserwa. Jak ślubowałam w kościele wierność i uczciwość małżeńską to nie ma przebacz - 100 lat z jednym chłopem i basta.
    • morela888 Re: Wierność w związku 22.09.11, 13:45
      Tak jak mówi głupie powiedzenie, że "każda milość jest pierwsza" i zawsze oczekuje najlepszego w związku, tak nie wyobrażam sobie życia w wolnym związku. Takiego odgornego mojego czy mego partnera zgody na zdrady. Ale doskonale wiem, że czasem zdarza się inaczej. Ale to nie zmienia zasady.
      Zdrada jednorazowa z powodu fascynacji cielesnej kims: lepiej zeby mnie moj facet o nia nie pytal a sama w takiej sytuacji wolałabym sama zdecydować czy zdradzac czy nie, bez wiedzy partnera. Chyba ze potrafilibysy z takich rytuałow zdradzania zbudować cos dobrego dla nas jako zwiazku.

      Zdrady akurat doświadczyłam jakby na 2 sposoby i nie spowodowało to zawalenia się mego swiata. Aczkolwiek miło i łatwo nie było. Czy jest wybaczalne to sprawa zupełnie indywidualna. Bardzo zależne od rodzaju związku i charakteru osób. Nie zawsze zachodzi potrzeba wybaczania, bo czasem zdrada wszystko konczy, czasem jest już epitafium związku bez wpływu na jego rozpad a czasem, choć nie jest miła, to w ogóle nie wywołuje myśli o koncu związku.

      Wiadomo, że lepiej gdy nie ma w ogóle problemu zdrady, chęci zdradzania, no ale to poniekąd iluzja. Sama umiem sobie jakos radzić z pewnymi rodzajami zdrad w pewnych sytuacjach, to wiem. Nie jest to zawsze koniec świata, ale często tak duży szok i zranienie, ze wydaje się być końcem świata.

      Także z 2 strony: nie jest łatwo zdradzać. Można napisać ponikąd przekornie, że zdrada nie jest dla każdego. Wymaga samodzielnosci i konsekwencji. A to dlatego, ze zdradzajać bierzemy pełna odpowiedzialnosć za możliwe jej konsekwencje+bardzo łatwo możemy zostać zupełnie na lodzie bez partnera, bez związku a szczególnie bez kochanka, który nie ma co liczyć, ze w razie problemow przyjmnie nas z otwartymi ramionami.

      Dla mnie zdradzanie to duże przedsiewziecie. "Logistyczne" (bo bierzemy wtedy na siebie odpowiedzialność za to by partner sie o naszej zdradzie nigdy nie dowiedział a to moze dużo wysiłków kosztowac) , ale i psychiczne. Uważam, ze jesteśmy w większosci wychowani "na dobrych ludzi" (cokolwiek to znaczy) a tym samym lepiej radzimy sobie postepując zgodnie z pewnymi zasadami niż wbrew nim. Niejako mamy wpojone działanie zgodne z zasadami a przez to nie zdradzanie jest dla nas bardziej naturalne, odruchowe, łatwiejsze poprostu. Łatwiej jest nie zdradzać i nie jest łatwo zdradzać tak by patrner nie wiedział o tym i z tego powodu nie cierpiał.

      Do tego, nie jest tak łatwo miec swoj pogląd na zdradę, bo społecznie-używając eufemizmu: "seriale" wyrobiły w nas jako w społeczeństwie pewną postawe wobez zdrad. Ta postawa moze często tak na prawdę przeszkadzac w budowaniu zwiazku mimo zdrady (np. gdy my decydujemy sie na bycie z partnerem, ktory nas zdradzil a np. nasza rodzina czy znajomi nie potrafia tego zrozumiec). Moga wtedy niepotrzebnie stwarzac nam problemy. Czasem warto się zastanowić czy warto ich o tym informować (jeżeli wiadomosć o tym mieliby dostać od nas). Także z 2 strony: zdarza się, że ojciec źle reaguje na wieść, że jego corka zdradza. Chyba lepiej szczególnie rodziny w to nie mieszac.
    • lonely.stoner Re: Wierność w związku 22.09.11, 14:59
      jul-kaa napisała:

      > Jak zapatrujecie się na kwestię całkowitej wierności w związku? Czy seks partne
      > ra z inną kobietą to dla Was dramat i zawalenie się świata, czy dopuszczacie ta
      > ką możliwość jako przykrą ale całkowicie wybaczalną? Umawiacie się z partnerem,
      > ze nie chcecie wiedzieć o jego ewentualnych kochankach, bo to nie dotyczy stał
      > ości Waszego związku?

      dla mnie zdrada to koniec zwiazku. Zgodzenie sie na 'ewentualne kochanki' to dla mnie albo objaw toksycznej relacji, albo bardzo niskiej osoby ktora sie na cos takiego zgadza.
      Raz mnie zdradzil facet - nawet nie bylo seksu, tylko pocalunek, w ten sam dzien sie wyprowadzilam od niego i chociaz nie przestalam go automatycznie kochac - to mysle ze po prostu automatycznie przestalo mi zalezec. Ja zdrady nie wybaczam, i nie potrafilabym byc z kims kto wiedzialabym zeby mnie zdradzal, albo mial taki zamiar, albo ktos inny by mu sie jawnie podobal. Dla mnie to jest po prostu koniec, po czyms takim to mozna najwyzej miec jakis toksyczny sado-maso zwiazek, ciagle podejrzenia, poczucie winy, itd. Nie znam zreszta ani jednej pary ktora by po czyms takim potrafila dalej tkwic w normalnej, zdrowej i pelnej zaufania relacji.
    • tfu.tfu fajnie 29.09.11, 17:58
      jak jest, ja sama jestem wielokrotnie monogamiczna, ale wiadomo, chemia to chemia, dopadnie czasem i iactura rationis ;-)
      generalnie, niech se coś puknie na boku, jak już strasznie musi, byle w gumie i bez informowania mnie o tym, gorzej jak się zakocha... ergo wolałabym, żeby ta wierność jednak była, ale już jestem na tyle dorosła, że wiem, iż w życiu pewna jest tylko śmierć i podatki :-)
    • ko_kartka Re: Wierność w związku 29.09.11, 20:55
      Mnie to ciekawi, jak wierność w związku postrzegają osoby uprawiające tzw. "swinging". Mam akurat kontakt z taką parą, która mówi o tym dość logicznie i spójnie, ale jednak... mam takie siakieś wrażenie, że nie są zupełnie szczerzy. Nie wymagam tego od nich, ale skoro nie jestem uprzedzona, to mogliby się wywnętrzyć, nie? Czuję się emocjonalnie niezaspokojona.
        • ko_kartka Re: Wierność w związku 29.09.11, 21:39
          Że wierność to lojalność, a nie stricte fizyczna więź. Że "zamiana" partnerów za obopólną zgodą nie osłabia lojalności, a tzw. "zdrada" w wyniku tego eksperymentu właściwie nie istnieje, jeśli oboje partnerzy dojrzale spojrzą na sprawę bliskości emocjonalnej w związku versus wierność fizyczna. Że emocjonalna zdrada nie ma prawa zaistnieć w takim wypadku, jeśli związek ma zdrowe podstawy emocjonalne i że zdradą fizyczną nie można właściwie przekreślić związku, jeśli na swinging decydują się osoby stabilne w swoich emocjach i sądach.

          Tylko, nurtuje mnie pytanie, skoro te osoby są takie stabilne w swoim związku, to na kij im ten swinging...? Adrenalina? Słynne przełamywanie nudy w związku...? Jakoś tak niezupełnie zrozumiałam.
            • ko_kartka Re: Wierność w związku 29.09.11, 22:25
              Lojalność dotyczy chyba sfery emocjonalnej. Czyli: umawiamy się, że uprawiam z kimś seks, ale nie odczuwam emocji w związku z tą osobą, bo emocjonalność zarezerwowana jest dla "prawdziwego" związku. Jak dla mnie - do bani, bo seks bez emocji to dla mnie mdły substytut, a skoro brak by mi było takiej lojalności, to chyba swinging nie dla mnie? Przy czym nie mówię tu o miłości, ani przywiązaniu nawet - ale te motylki w brzuchu to są jakby nieodzowne. No ale z drugiej strony, motylki w brzuchu jest w stanie odczuwać niewiele z wieloletnich par/małżeństw z mojego doświadczenia...
            • ko_kartka Re: Wierność w związku 29.09.11, 22:21
              slotna napisała:

              > > Tylko, nurtuje mnie pytanie, skoro te osoby są takie stabilne w swoim zwi
              > ązku,
              > > to na kij im ten swinging...?
              >
              > A co ma piernik do wiatraka?

              Mąkę.

              Stabilność albowiem oznacza dla mnie równowagę. Równowaga w związku oznacza takoż zadowolenie z seksu. Skoro to zadowolenie jest, to po co szukać czegoś innego? Ergo: widocznie brak równowagi, ergo stabilizacji, więc po co chrzanić o stabilizacji w sytuacji ewidentnego poszukiwania satysfakcji seksualnej?
              • slotna Re: Wierność w związku 29.09.11, 22:49
                > Stabilność albowiem oznacza dla mnie równowagę. Równowaga w związku oznacza tak
                > oż zadowolenie z seksu. Skoro to zadowolenie jest, to po co szukać czegoś inneg
                > o? Ergo: widocznie brak równowagi, ergo stabilizacji, więc po co chrzanić o sta
                > bilizacji w sytuacji ewidentnego poszukiwania satysfakcji seksualnej?

                Poszukuja jej _razem_, zauwaz, za obopolona zgoda i checia. To sa ciagle, w przeciwienstwie do zdrad, doswiadczenia seksualne w ramach zwiazku. Nie wiem tez dlaczego szukanie nowych zrodel satysfakcji ma swiadczyc o zlym stanie zwiazku.

                W tym swietle ciekawi mnie, jak traktujesz pozazwiazkowe przyjaznie partnerow. Skoro ciagle ma sie ochote szczerze rozmawiac, spedzac czas, bawic sie z kims innym, to pewnie brak rownowagi, stabilizacji i chrzanienie, taaa? ;)
                • ko_kartka Re: Wierność w związku 29.09.11, 23:27
                  slotna napisała:

                  > > Stabilność albowiem oznacza dla mnie równowagę. Równowaga w związku oznac
                  > za tak
                  > > oż zadowolenie z seksu. Skoro to zadowolenie jest, to po co szukać czegoś
                  > inneg
                  > > o? Ergo: widocznie brak równowagi, ergo stabilizacji, więc po co chrzanić
                  > o sta
                  > > bilizacji w sytuacji ewidentnego poszukiwania satysfakcji seksualnej?
                  >
                  > Poszukuja jej _razem_, zauwaz, za obopolona zgoda i checia. To sa ciagle, w prz
                  > eciwienstwie do zdrad, doswiadczenia seksualne w ramach zwiazku. Nie wiem tez d
                  > laczego szukanie nowych zrodel satysfakcji ma swiadczyc o zlym stanie zwiazku.

                  Nie, odwrotnie. Poszukiwanie satysfakcji świadczy o braku równowagi w związku. I oczywiście, że można tym sposobem tę równowagę osiągnąć (czyli: uprawiam seks z 20 facetami, ale tylko z jednym chcę mieszkać i wycierać jego pawie podczas jelitówki), ale to raczej w tym przypadku nie można mówić o stabilizacji i równowadze w związku PRZED decyzją o swingingu. O czymś musi ta decyzja świadczyć, z czegoś wynikać i wedle mnie (ale mogę się mylić, oczywiście, jak tysiące much) to się można na taki obrót sprawy zdecydować doskonale za obopólną zgodą i satysfakcją, ale nie należy ciekawemu otoczeniu wstawiać głodnych kawałków o równowadze, no. Innymi słowy: nie potępiam postępowania i nie odmawiam mu racji istnienia, jeno kwestionuję motywację. I tylko nie wiem, czy ta motywacja wmawiana jest mnie, czy też samemu sobie.

                  >
                  > W tym swietle ciekawi mnie, jak traktujesz pozazwiazkowe przyjaznie partnerow.
                  > Skoro ciagle ma sie ochote szczerze rozmawiac, spedzac czas, bawic sie z kims i
                  > nnym, to pewnie brak rownowagi, stabilizacji i chrzanienie, taaa? ;)

                  A co ma piernik do wiatraka, hę? I przyjaźń do uprawiania seksu z grupą innych ludzi? Dwa przeciwne bieguny.

                  Związek to deklaracja wierności, w związku uprawia się seks, a w przyjaźni nie. Związek to przyjaźń plus seks, jak ja to widzę. Przyjaźnie związkowi nie szkodzą - choć oczywiście, jeśli liczę minuty do zakończenia "romantycznego wieczoru" z partnerem, żeby pójść na dyskotekę z przyjaciółką, to należy się zastanowić nad równowagą nie tylko w związku.
                  • pierwszalitera Re: Wierność w związku 29.09.11, 23:59
                    ko_kartka napisała:

                    > Związek to deklaracja wierności, w związku uprawia się seks, a w przyjaźni nie.

                    Niekoniecznie. Pewnie tego nie zrozumiesz, ale dla wielu ludzi seks nie musi mieć związku z romantyczną miłością. Może, ale nie musi. Można więc uprawiać seks z innymi ludźmi, tak jakby chodziło się do dobrej restauracji, ale do interesującego muzeum. Seks to seks, związek to związek i służy innym celom. W różnych fazach związku mogą różne aspekty odgrywać ważną rolę i nigdzie nie jest powiedziane, że stały partner musi zawsze dawać nam wszystko, czego w danym momencie potrzebujemy. Z takim nastawieniem można się w długoletnim związku tylko rozczarować. Strzelająca erotyka potrzebuje nawet dystansu i obcości, a o to w harmonijnym, bardzo intymnym związku wcale nie jest tak łatwo.
                    • ko_kartka Re: Wierność w związku 04.10.11, 00:25
                      pierwszalitera napisała:

                      > ko_kartka napisała:
                      >
                      > > Związek to deklaracja wierności, w związku uprawia się seks, a w przyjaźn
                      > i nie.
                      >
                      > Niekoniecznie. Pewnie tego nie zrozumiesz, ale dla wielu ludzi seks nie musi mi
                      > eć związku z romantyczną miłością.

                      Skąd ten sceptycyzm? Ja wiele rzeczy rozumiem, wbrew pozorom (niedawno przestałam być blondynką, może to pomaga?). Nie twierdzę wcale a wcale, że romantyzm=seks i inne opcje nie istnieją. Wręcz przeciwnie w zasadzie, czego nie musiałaś wiedzieć oczywiście, co aczkolwiek nie usprawiedliwia Twojej pochopnej oceny.

                      Może, ale nie musi. Można więc uprawiać seks
                      > z innymi ludźmi, tak jakby chodziło się do dobrej restauracji, ale do interesu
                      > jącego muzeum. Seks to seks, związek to związek i służy innym celom.

                      Taaak, jakby się chodziło do restauracji - tu się zgodzę. Z tym, że dopóki nie spróbujesz, to nie wiesz, czy restauracja jest dobra, nieprawdaż? Dla mnie związek służy wielu celom, a jednym z nich jest seks. Jakoś tak to się dla mnie i [ekstrapolując] wielu innym człowiekom kojarzy, zupełnie nie wiedząc czemu.

                      W różnych
                      > fazach związku mogą różne aspekty odgrywać ważną rolę i nigdzie nie jest powied
                      > ziane, że stały partner musi zawsze dawać nam wszystko, czego w danym momencie
                      > potrzebujemy. Z takim nastawieniem można się w długoletnim związku tylko rozcz
                      > arować.

                      Rozczarowanie. Słowo-klucz. A co złego jest w rozczarowaniu? Normalna odpowiedź na oczekiwania, nawet te nieszczególnie wygórowane. Rozczarowanie jest potrzebne, pozwala przewartościowywać potrzeby, tudzież oczekiwania właśnie. Tylko krowa zdania nie zmienia, ale ona nie ma warunków, bo czymże może się rozczarować? Trawą?

                      Ale mnie nie chodziło o ogólne wyobrażenia modelu księżniczka plus rycerz, tylko o konkretną sytuację i konkretną odpowiedź, więc możesz przestać wtrącać ten banał "nigdzie nie jest powiedziane bla, bla, bla" w każdą wypowiedź, w której pojawi się magiczne słowo "związek".

                      Strzelająca erotyka potrzebuje nawet dystansu i obcości, a o to w harmo
                      > nijnym, bardzo intymnym związku wcale nie jest tak łatwo.

                      I tu zaczęłabym klaskać, ale to kolejny banał, tyle że ujęty bardziej uczenie niż "o związek trzeba dbać jak o ogród" i tym podobne bzdety. Mnie raczej chodziło o to, czy ci ludzie okłamują mnie, czy samych siebie, mówiąc o związku, w którym niczego nie brakuje, po czym idą do łóżka z innymi. Bo to się jakby wyklucza - a ja nie wykluczam, że w intymnym związku taka potrzeba może zaistnieć, ale jakby nie jest on wówczas do końca harmonijny, nie?
                      • pierwszalitera Re: Wierność w związku 04.10.11, 15:08
                        ko_kartka napisała:

                        Dla mnie zwią
                        > zek służy wielu celom, a jednym z nich jest seks. Jakoś tak to się dla mnie i [
                        > ekstrapolując] wielu innym człowiekom kojarzy, zupełnie nie wiedząc czemu.

                        Piszesz dla mnie i wielu, ale to nie znaczy, że wszystkim. Istnieją przeróżne inne opcje, ludzie wchodzą w kimś w związek nie tylko dla seksu i może on w stałym związku nie grać w ogóle aż tak ważnej roli. Skąd bierze się takie przekonanie, że do związku należy automatycznie seks i musi być on do tego jeszcze satysfakcjonujący, a jak nie to wypad, szukamy sobie innego, stałego partnera? Istnieją inne rzeczy, które mogą na partnerze cenić i dla których zdecydowałam się z nim być. A seks to inna bajka i tyle.

                        > Rozczarowanie. Słowo-klucz. A co złego jest w rozczarowaniu?

                        A tyle złego, że jak wyobrażasz sobie, że jeden człowiek ma nas uszczęśliwiać na każdej płaszczyźnie, to nie mamy szans na spełnione życie. A na dodatek mamy wielką szanę na spierniczenie życia partnerowi, bo ja z tak wielką odpowiedzialnością z szczęście drugiego też nie czułabym się dobrze. A skoro nie potrafisz wyobrazić sobie, jak rozczarowania i niespełnione oczekiwania mogą zatruwać pożycie w związku, to znaczy, że nie masz w tej dziedzinie doświadczenia.

                        > Ale mnie nie chodziło o ogólne wyobrażenia modelu księżniczka plus rycerz, tylk
                        > o o konkretną sytuację i konkretną odpowiedź, więc możesz przestać wtrącać ten
                        > banał "nigdzie nie jest powiedziane bla, bla, bla" w każdą wypowiedź, w której
                        > pojawi się magiczne słowo "związek".

                        Mnie też chodziło o konkretną sytuację. O taką, w której jestem z kimś, chcę z nim być, całkiem dobrze mi z nim łóżku, jestem z tym kimś szczęśliwa, ale mam ochotę sypiać z innymi i nie świadczy to o rozpadzie mojego związku, bo nie ma z nim nic wspólnego.


                        > I tu zaczęłabym klaskać, ale to kolejny banał, tyle że ujęty bardziej uczenie n
                        > iż "o związek trzeba dbać jak o ogród" i tym podobne bzdety. Mnie raczej chodzi
                        > ło o to, czy ci ludzie okłamują mnie, czy samych siebie, mówiąc o związku, w kt
                        > órym niczego nie brakuje, po czym idą do łóżka z innymi. Bo to się jakby wykluc
                        > za - a ja nie wykluczam, że w intymnym związku taka potrzeba może zaistnieć, al
                        > e jakby nie jest on wówczas do końca harmonijny, nie?

                        Nie. Nie okłamują się. Ciągle nie rozumiesz, że satysfakcja seksualna i intymny związek, to dwie różne sprawy. A jakość stałego związku nie musi zależyć od jakości seksu.
                        • ko_kartka Re: Wierność w związku 08.10.11, 01:11
                          pierwszalitera napisała:

                          >
                          > Piszesz dla mnie i wielu, ale to nie znaczy, że wszystkim. Istnie
                          > ją przeróżne inne opcje, ludzie wchodzą w kimś w związek nie tylko dla seksu i
                          > może on w stałym związku nie grać w ogóle aż tak ważnej roli. Skąd bierze się
                          > takie przekonanie, że do związku należy automatycznie seks i musi być on do te
                          > go jeszcze satysfakcjonujący, a jak nie to wypad, szukamy sobie innego, stałeg
                          > o partnera? Istnieją inne rzeczy, które mogą na partnerze cenić i dla których z
                          > decydowałam się z nim być. A seks to inna bajka i tyle.

                          Skąd przekonanie, że do związku należy seks? Hmmm... Może stąd, że nie jesteśmy już w wiekach średnich i kobiety nie muszą zawierać związków wyłącznie i dlatego, że pan mąż ma trzy wsie i pięć morgów ziemi, a ślub oznacza awans społeczny i bezpieczeństwo finansowe swoje i swoich potomków? A dlaczegóż właśnie w dzisiejszych czasach seks nie miałby stanowić jednej z podwalin związku? Dlaczegóż w dzisiejszych, wyzwolonych czasach miałoby przetrwać archaiczne pojmowanie małżeństwa/związku podejmowanego dla innych niż seksualne celów?

                          > > Rozczarowanie. Słowo-klucz. A co złego jest w rozczarowaniu?
                          >
                          > A tyle złego, że jak wyobrażasz sobie, że jeden człowiek ma nas uszczęśliwiać n
                          > a każdej płaszczyźnie, to nie mamy szans na spełnione życie. A na dodatek mamy
                          > wielką szanę na spierniczenie życia partnerowi, bo ja z tak wielką odpowiedzia
                          > lnością z szczęście drugiego też nie czułabym się dobrze. A skoro nie potrafisz
                          > wyobrazić sobie, jak rozczarowania i niespełnione oczekiwania mogą zatruwać p
                          > ożycie w związku, to znaczy, że nie masz w tej dziedzinie doświadczenia.

                          Tralalala. To, że mam doświadczenie, nie znaczy, że porzuciłam nadzieję. To pierwsze primo. Drugie primo jest takie, że nie zakładam uszczęśliwiania w każdej dziedzinie - jak dotąd, ja mówię konkretnie tylko o seksie; skąd Ci się bierze ekstrapolacja na inne dziedziny...?

                          > > Ale mnie nie chodziło o ogólne wyobrażenia modelu księżniczka plus rycerz
                          > , tylk
                          > > o o konkretną sytuację i konkretną odpowiedź, więc możesz przestać wtrąca
                          > ć ten
                          > > banał "nigdzie nie jest powiedziane bla, bla, bla" w każdą wypowiedź, w k
                          > tórej
                          > > pojawi się magiczne słowo "związek".
                          >
                          > Mnie też chodziło o konkretną sytuację. O taką, w której jestem z kimś, chcę z
                          > nim być, całkiem dobrze mi z nim łóżku, jestem z tym kimś szczęśliwa, ale mam o
                          > chotę sypiać z innymi i nie świadczy to o rozpadzie mojego związku, bo nie ma z
                          > nim nic wspólnego.

                          Ale Ty cały czas mówisz "mnie, jestem, ja, mam, moim". A ja mówię o sytuacji, w której obydwie strony podejmują to wyzwanie: nie zdradę sensu stricto, ale równoległy seks z innymi osobami za obopólnym porozumieniem. Rozumiesz różnicę?
                  • slotna Re: Wierność w związku 30.09.11, 00:40
                    > Nie, odwrotnie. Poszukiwanie satysfakcji świadczy o braku równowagi w związku.

                    A ja uwazam, ze wspolne poszukiwanie satysfakcji przez partnerow oznacza, ze zwiazek jest rozwojowy i nie ma w nim stagnacji. Reszta twojej wypowiedzi jest dla mnie niezrozumiala. Istnieje sobie dwoje ludzi, ktorzy poza tym, ze sie kochaja i chca byc razem, lubia seks z roznymi partnerami. Imo to swietnie, ze sie tak dobrali, w innych zwiazkach mogliby sie czuc nieusatysfakcjonowani, zdradzac itp. Kompletnie nie rozumiem dlaczego usilujesz sie w tym doszukac jakiegos "braku rownowagi", kiedy wlasnie u nich najwyrazniej taka rownowaga jest. I jeszcze insynuujesz samooszukiwanie.

                    > A co ma piernik do wiatraka, hę? I przyjaźń do uprawiania seksu z grupą innych
                    > ludzi? Dwa przeciwne bieguny.

                    No jak to, przeciez to poszukiwanie satysfakcji emocjonalnej nie z partnerem! Zgroza, ciekawe czego brakuje takim ludziom... ;)

                    > Związek to deklaracja wierności, w związku uprawia się seks, a w przyjaźni nie.

                    Pierwszalitera napisala dokladnie to, co i ja mysle, wiec nie bede sie powtarzac.
                    • ko_kartka Re: Wierność w związku 04.10.11, 00:42
                      slotna napisała:

                      > > Nie, odwrotnie. Poszukiwanie satysfakcji świadczy o braku równowagi w zwi
                      > ązku.
                      >
                      > A ja uwazam, ze wspolne poszukiwanie satysfakcji przez partnerow oznacza, ze zw
                      > iazek jest rozwojowy i nie ma w nim stagnacji.

                      Aha, czyli te wszystkie związki, w których pary dochowują sobie wierności oznaczają stagnację i nierozwojowość, tak? Co za zacofanie i ciemnogród, no faktycznie. A mogliby sobie wspólnie poszukiwać satysfakcji, że też nikt im tego nie uświadomił...

                      Istnieje sobie dwoje ludzi, ktorzy poza tym, ze sie kocha
                      > ja i chca byc razem, lubia seks z roznymi partnerami. Imo to swietnie, ze sie t
                      > ak dobrali, w innych zwiazkach mogliby sie czuc nieusatysfakcjonowani, zdradzac
                      > itp.

                      No i krzyżyk na drogę, serio. Po co się mają męczyć zdradzaniem, niech sobie wspólnie skaczą na boki, jestem więcej niż za. Ale.

                      Kompletnie nie rozumiem dlaczego usilujesz sie w tym doszukac jakiegos "b
                      > raku rownowagi", kiedy wlasnie u nich najwyrazniej taka rownowaga jest. I jeszc
                      > ze insynuujesz samooszukiwanie.

                      Problem w interpretacji polega na tym, że taka para nie łączy się na zasadzie: "uwielbiamy seks grupowy, stwórzmy dwuosobowy związek, żeby swobodnie taki seks uprawiać", ale kolejność jest raczej taka: dwoje ludzi - seks - nuda - urozmaicenie - pomysł - seks grupowy. W tym przypadku (konkretnym, przeze mnie omawianym) to raczej hipokryzja twierdzić, że taka zajefajna równowaga od początku istniała w 20-letnim związku, że po tych 20-tu latach dopiero decydują się na seks grupowy.

                      > > A co ma piernik do wiatraka, hę? I przyjaźń do uprawiania seksu z grupą i
                      > nnych
                      > > ludzi? Dwa przeciwne bieguny.
                      >
                      > No jak to, przeciez to poszukiwanie satysfakcji emocjonalnej nie z partnerem! Z
                      > groza, ciekawe czego brakuje takim ludziom... ;)

                      Slotna, związek emocjonalny nie oznacza od razu seksu. Ja nie uprawiam seksu z każdym swoim przyjacielem/przyjaciółką i nie uważam się za upośledzoną. Gorzej, nie uprawiam seksu ze swoimi rodzicami/dziadkami/zwierzątkami domowymi, a z każdym z ww. łączy mnie związek emocjonalny.
                      • indigo-rose Re: Wierność w związku 04.10.11, 01:05
                        ko_kartka napisała:

                        > slotna napisała:
                        >
                        > > > Nie, odwrotnie. Poszukiwanie satysfakcji świadczy o braku równowagi
                        > w zwi
                        > > ązku.
                        > >
                        > > A ja uwazam, ze wspolne poszukiwanie satysfakcji przez partnerow oznacza,
                        > ze zw
                        > > iazek jest rozwojowy i nie ma w nim stagnacji.
                        >
                        > Aha, czyli te wszystkie związki, w których pary dochowują sobie wierności oznac
                        > zają stagnację i nierozwojowość, tak? Co za zacofanie i ciemnogród, no faktyczn
                        > ie. A mogliby sobie wspólnie poszukiwać satysfakcji, że też nikt im tego nie uś
                        > wiadomił...

                        A nie można być wiernym i poszukiwać satysfakcji i rozwoju? Ja tam uważam, że dla każdego wg potrzeb - dla kogoś rozwojowe i satysfakcjonujące może być np. eksperymentowanie na bardzo niespotykane sposoby z partnerem, a dla kogoś innego prosty seks bez udziwnień z osobami z zewnątrz. Czy uważasz, że np. przebieranie się do łóżka albo seks w jakimś ekstremalnie dziwnym miejscu od razu świadczy o nudzie w związku?
                        • ko_kartka Re: Wierność w związku 08.10.11, 01:14
                          indigo-rose napisała:

                          > A nie można być wiernym i poszukiwać satysfakcji i rozwoju?

                          Prześledź dyskusję i zastanów się, kto na poważnie i bez ironii napisał o stagnacji i rozwoju - na pewno nie byłam to ja.
                      • slotna Re: Wierność w związku 04.10.11, 10:33
                        > Aha, czyli te wszystkie związki, w których pary dochowują sobie wierności oznac
                        > zają stagnację i nierozwojowość, tak? Co za zacofanie i ciemnogród, no faktyczn
                        > ie. A mogliby sobie wspólnie poszukiwać satysfakcji, że też nikt im tego nie uś
                        > wiadomił...

                        Jesli tak uwazasz ;) Ja nic takiego nie sugerowalam w kazdym razie.

                        > Problem w interpretacji polega na tym, że taka para nie łączy się na zasadzie:
                        > "uwielbiamy seks grupowy, stwórzmy dwuosobowy związek, żeby swobodnie taki seks
                        > uprawiać", ale kolejność jest raczej taka: dwoje ludzi - seks - nuda - urozmai
                        > cenie - pomysł - seks grupowy. W tym przypadku (konkretnym, przeze mnie omawian
                        > ym) to raczej hipokryzja twierdzić, że taka zajefajna równowaga od początku ist
                        > niała w 20-letnim związku, że po tych 20-tu latach dopiero decydują się na seks
                        > grupowy.

                        Nie zgadzam sie - jesli w ich seksie pojawila sie nuda, to fajnie, ze odkryli sposob na jej wspolne przelamanie i imo jak najbardziej swiadczy to dobrze o zwiazku, natomiast fakt, ze ta nuda sie w ogole pojawila (po 20 latach!), wcale go nie dyskwalifikuje. To sie zdarza.

                        > Slotna, związek emocjonalny nie oznacza od razu seksu. Ja nie uprawiam seksu z
                        > każdym swoim przyjacielem/przyjaciółką i nie uważam się za upośledzoną. Gorzej,
                        > nie uprawiam seksu ze swoimi rodzicami/dziadkami/zwierzątkami domowymi, a z ka
                        > żdym z ww. łączy mnie związek emocjonalny.

                        Alez ja pisalam wlasnie o szukaniu satysfakcji emocjonalnej poza zwiazkiem (np. w kontaktach z przyjaciolmi), nie seksualnej.
                        • ko_kartka Re: Wierność w związku 08.10.11, 01:21
                          > > Slotna, związek emocjonalny nie oznacza od razu seksu. Ja nie uprawiam se
                          > ksu z
                          > > każdym swoim przyjacielem/przyjaciółką i nie uważam się za upośledzoną. G
                          > orzej,
                          > > nie uprawiam seksu ze swoimi rodzicami/dziadkami/zwierzątkami domowymi, a
                          > z ka
                          > > żdym z ww. łączy mnie związek emocjonalny.
                          >
                          > Alez ja pisalam wlasnie o szukaniu satysfakcji emocjonalnej poza zwiazkiem (np.
                          > w kontaktach z przyjaciolmi), nie seksualnej.

                          Re: Wierność w związku
                          slotna 29.09.11, 22:49 Odpowiedz

                          Poszukuja jej _razem_, zauwaz, za obopolona zgoda i checia. To sa ciagle, w przeciwienstwie do zdrad, doswiadczenia seksualne w ramach zwiazku. Nie wiem tez dlaczego szukanie nowych zrodel satysfakcji ma swiadczyc o zlym stanie zwiazku.

                          W tym swietle ciekawi mnie, jak traktujesz pozazwiazkowe przyjaznie partnerow. Skoro ciagle ma sie ochote szczerze rozmawiac, spedzac czas, bawic sie z kims innym, to pewnie brak rownowagi, stabilizacji i chrzanienie, taaa? ;)



                          W tym świetle właśnie zapytałam, co ma seks do związku emocjonalnego - to rozmawiamy o związku emocjonalnym, czy seksualnym? Ja to umiem rozgraniczyć - zaczyna mnie ciekawić, czy Ty również?
                          • slotna Re: Wierność w związku 08.10.11, 11:09
                            > W tym świetle właśnie zapytałam, co ma seks do związku emocjonalnego - to rozma
                            > wiamy o związku emocjonalnym, czy seksualnym? Ja to umiem rozgraniczyć - zaczyn
                            > a mnie ciekawić, czy Ty również?

                            Rozmawiamy o zwiazku dwojga ludzi, na ktory skladaja sie rozne plaszczyzny, w tym sfera emocjonalna i seksualna. Oceniasz zwiazek swoich znajomych, twierdzac, ze czegos w nim musi brakowac, skoro dziela sie sfera seksualna z innymi ludzmi. Zapytalam wiec, czy analogicznie traktujesz sfere emocjonalna.
                            • ko_kartka Re: Wierność w związku 11.10.11, 01:34
                              slotna napisała:

                              > > W tym świetle właśnie zapytałam, co ma seks do związku emocjonalnego - to
                              > rozma
                              > > wiamy o związku emocjonalnym, czy seksualnym? Ja to umiem rozgraniczyć -
                              > zaczyn
                              > > a mnie ciekawić, czy Ty również?
                              >
                              > Rozmawiamy o zwiazku dwojga ludzi, na ktory skladaja sie rozne plaszczyzny, w t
                              > ym sfera emocjonalna i seksualna. Oceniasz zwiazek swoich znajomych, twierdzac,
                              > ze czegos w nim musi brakowac, skoro dziela sie sfera seksualna z innymi ludzm
                              > i. Zapytalam wiec, czy analogicznie traktujesz sfere emocjonalna.

                              A Ty oddzielasz sferę emocjonalną od seksualnej? Bo ja uważam, że to się zazębia. Bo związek (pomijając więzi prawno-administracyjne) to na tym polega: jesteśmy przyjaciółmi, którym jest świetnie w łóżku. Jasne, na początku to miłość, ale po kilku latach to jednak przyjaźń plus seks. I tu się pojawia pytanie: wystarczamy sobie seksualno-emocjonalnie (wiesz co, myślałam o tym i nie, nie dam rady oddzielić pewnych emocji od seksu, zainteresowania, podniecenia, no seks bez żadnych emocji to nie jest satysfakcjonujący, a po co takowy uprawiać? Uprawiałam, to wiem :) ), czy nie? Tu jest ukryta ta wierność. Bo jeśli nie, to ok, nic nikomu do tego, ale związek nie jest wtedy w stu procentach zadowalający seksualnie, a tylko o to mnie chodzi. Rozumiesz, czy mętnie mówię? Bo przyjaźnie okołozwiązkowe to normalna rzecz, emocje są różne i na różnym poziomie i tego nie neguję. Ale jeśli ktoś mówi: mój związek jest idealny i niczego mi nie brakuje, ale chcę uprawiać seks z innymi osobami niż mój partner - no to ja się tylko pytam: czy to mnie się oszukuje, czy oszukuje się samego siebie?

                              Bo owszem, są pary, które "swingują", ale które otwarcie mówię, że robią to dlatego, że czegoś im w ich związku brakuje, chociaż związku nie chcą zamieniać nawet na diamenty. Taki blog nawet ostatnio poznałam i to jest przepysznie pozytywne.
              • madzioreck Re: Wierność w związku 29.09.11, 22:50
                Może to tak, jak niektórzy ludzie mają z wieloma innymi rzeczami - coś jest fajne, mają to i lubią, ale do pełni szczęścia potrzebują próbowania innych rzeczy. Nie wiem. Ja mam swoje ulubione potrawy i nie czuję potrzeby szukania nowych smaków, a inni ludzie mogą lubić swoje ulubione potrawy i nie chcieć z nich rezygnować, ale jednocześnie lubią próbować nowości. Moze to coś takiego...
                • ko_kartka Re: Wierność w związku 29.09.11, 23:31
                  madzioreck napisała:

                  > Może to tak, jak niektórzy ludzie mają z wieloma innymi rzeczami - coś jest faj
                  > ne, mają to i lubią, ale do pełni szczęścia potrzebują próbowania innych rzeczy

                  Może i tak.

                  W tym świetle stawiany seks w związku jest jednak w dość smutnej sytuacji. Bo chociażby była to ulubiona potrawa, to potrzebuje tła dla docenienia i powrotu do niej. Czy da się w ogóle seks rozgraniczyć od innych sfer w związku, jak pozycje w menu restauracji? Ciekawa kwestia.