Dodaj do ulubionych

dlaczego w sklepach nic nie ma?

10.01.12, 22:20
Przeszlam sie w ubiegla sobote po sklepach, z zapasem kasiory w kieszeni, karta kredytowa w portfel, nastawiona na obkupienie sie ... i dupa jasna blada. Nic nie ma. W H&M same szmaty z poliestru, bezksztatne worki. W C&A wisi pare szmatek ale przy blizszych ogledzinach nie nadaja sie do noszenia na codzien. W Camaieu wszystko co sezonowe przecenione, ciut bardziej klasyczne - w regularnej cenie. Wyjatkowo rozczarowal mnie Esprit, z ktorego pochodzi conajmniej polowa mojej szafy, wszystko kupione na wyprzedazach za grosze, jakosc doskonala, uwzgledniaja posiadania biustu. A teraz? Posucha. I jeszcze ten wsciekle pomaranczowy kolor atakujacy mnie od wejscia. M&S - otworzyli, ciuchy niby pro plus size a tam same szmaty bo innego slowa na to nie mam.

Dobrej jakosci ubran praktycznie nie ma, same sztuczne materialy. Jesli juz cos jest to w kosmicznej cenie. Moze ktos wie co sie stalo ze sklepami w tym sezonie? W Polsce bylo praktycznie to samo, malo chodzilam po sklepach to sie nie orientuje ...
Obserwuj wątek
    • mszn Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 10.01.12, 22:43
      Będzie jeszcze gorzej. W krótkiej perspektywie nie mam nic przeciwko, bo niemożność kupienia sobie ciuchów wygenerowała mi miłe nadwyżki, które poszły w pasy do pończoch ;), ale oczywiście kiedyś trzeba będzie pouzupełniać, co się wykruszy z szafy. Jedyna rada, jaką mam: cierpliwość, i wyrobienie sobie w głowie gotowości do zapłacenia więcej za porządny ciuch. Da się wygrzebać prawie niedrogo fajne rzeczy, tylko trzeba się nachodzić.
    • kasica_k Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 10.01.12, 22:53
      Kryzys. Zwróć uwagę, jak teraz wygląda przeciętna bawełna - cienkie, wyciągające się, prześwitujące byleco. Ale to było widać już w zeszłym sezonie.
      • pierwszalitera Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 10.01.12, 23:23
        kasica_k napisała:

        > Kryzys. Zwróć uwagę, jak teraz wygląda przeciętna bawełna - cienkie, wyciągając
        > e się, prześwitujące byleco. Ale to było widać już w zeszłym sezonie.
        >

        To także wynik zachowań kupujących w ostatnich latach. Każdy chce kupować jak najtaniej, więc gdzieś ci producenci muszą oszczędzać. Jeszcze nigdy ciuchy nie były tak tanie jak teraz. Być może w Polsce nie ma się aż takiego porówanania, ale ja pamiętam, ile kosztowały ubrania w latach 80-tych i na początku lat 90-tych w Niemczech. Wszystko było dosyć drogie, za cenę jednego ciucha wtedy, dostanę dzisiaj trzy, naturalnie o wiele gorszej jakości. Teraz mamy albo sieciówki ze szmatami, albo bardzo drogie butiki, gdzie jakość jest wprawdzie lepsza, ale żądana cena zupełnie z kosmosu.
        • kasica_k Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 00:56
          Jak porównuję ubrania w sieciówkach w PL teraz z tymi sprzed kilku lat, np. w Zarze czy w/w Espricie, to ceny są te same, ale jakość wyraźnie gorsza, szczęśliwie wzornictwo przynajmniej trochę się poprawiło po ostatnim roku-dwóch, kiedy wszystko przypominało bure ścierki. Nawet Marks&Spencer zszedł na psy strasznie, ale on faktycznie w pewnym momencie obniżył ceny. A z tą bawełną to podobno po prostu wzrosła cena surowca :)
          • pierwszalitera Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 01:27
            kasica_k napisała:

            > Jak porównuję ubrania w sieciówkach w PL teraz z tymi sprzed kilku lat, np. w Z
            > arze czy w/w Espricie, to ceny są te same, ale jakość wyraźnie gorsza, szczęśli
            > wie wzornictwo przynajmniej trochę się poprawiło po ostatnim roku-dwóch, kiedy
            > wszystko przypominało bure ścierki. Nawet Marks&Spencer zszedł na psy strasznie
            > , ale on faktycznie w pewnym momencie obniżył ceny. A z tą bawełną to podobno p
            > o prostu wzrosła cena surowca :)

            Wyższymi cenami ze względu na wzrost cen bawełny straszono w mediach, ale na razie tego u mnie w sieciówkach nie widać. Faktem jest jednak, że często bardziej opłaca się kupować za granicą niż w Polsce. U mnie ciągle są jakieś masowe wyprzedaże i już praktycznie nie pamiętam, kiedy kupowałam coś po regularnej cenie. Za 50 euro mogę dostać już nawet sweter z kaszmiru, ale czy jest to taki kaszmir, co kiedyś za 300 euro to już inna sprawa.
            • magdalaena1977 Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 06:35
              pierwszalitera napisała:

              > Faktem jest jednak, że często bardziej opłaca się kupować za granicą niż w Polsce.

              Trochę zazdroszczę dziewczynom, które na co dzień mają taką możliwość. Już nie wspominając o tych, które co i rusz bywają na lotniskach ;-)

              > Za 50 euro mogę dostać już nawet sweter z kaszmiru, ale czy jest to taki
              > kaszmir, co kiedyś za 300 euro to już inna sprawa.

              Widziałam swetry z kaszmiru na wyprzedaży po 199 zł w P&C, ale ponieważ w zasadzie nie noszę swetrów, nie kupiłam.
            • kasica_k Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 10:12
              pierwszalitera napisała:

              > Wyższymi cenami ze względu na wzrost cen bawełny straszono w mediach, ale na ra
              > zie tego u mnie w sieciówkach nie widać.

              Bo producenci celem utrzymania cen stosują po prostu tańsze materiały o niższej gramaturze, ot i cała tajemnica tiszertów cienkich jak firanka. Tak przynajmniej podejrzewam :)
              • pierwszalitera Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 12:33
                kasica_k napisała:

                > Bo producenci celem utrzymania cen stosują po prostu tańsze materiały o niższej
                > gramaturze, ot i cała tajemnica tiszertów cienkich jak firanka. Tak przynajmni
                > ej podejrzewam :)

                Masz chyba rację. Poza tym, sporo ciuchów jest teraz z wiskozy, która może stała się tańsza w produkcji od bawełny. Mnie to nie szkodzi, bo wolę cieńką i miękką wiskozę, lepiej układa się na ciele i nie szmatławi jak bawełna, ale moja mam lubię grubą, mięsistą bawełnę i faktycznie szukam już dla niej takich damskich t-shirtów od dłuższego czasu bez większego sukcesu.
            • besame.mucho Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 12:00
              > U mnie ciągle są jakieś masowe wy
              > przedaże i już praktycznie nie pamiętam, kiedy kupowałam coś po regularnej cenie

              Tego zazdroszczę, w Polsce niby wyprzedaże są, ale wyglądają tak, że nie zaglądam do sklepów. Nie chodzi mi nawet o przeceny, które często są śmieszne, tylko o to, że jak jest wyprzedaż, to ciuchy leżą porozwalane byle jak, kłębi się tłum ludzi i ja po prostu nic nie jestem w stanie w takim sklepie znaleźć. Oczywiście w drogich sklepach wygląda to inaczej, ale tam przeceny często wyglądają tak, że prosty gładki tiszert z bawełny przed przeceną kosztował 500 zł, a teraz kosztuje 350 ;).
    • zenobia44 Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 10.01.12, 23:01
      Mnie się wydaje, że trzeba być szczupłym, forsiastym i lubiącym "szopingi" jako formę spędzania wolnego czasu, żeby odnieść sukces w tej dziedzinie. Ponieważ nie posiadam żadnej z tych cech - jestem skazana na zakupy w dziwnych sklepach lub sh, marnowanie dużo czasu w trakcie i poczucie winy po zakupach (100 zł za byle szmatę?!). Czasem myślę, że gdybym mogła nie chodzić na zakupy chyba byłabym szczęśliwsza.
      Kiedyś uwielbiałam sklep H&M, wchodziłam w tamtejsze rozmiary, na wyprzedażach zagranicą udawało mi się kupować tanio, idealnie pasował mi krój i styl (taki "pół elegancki", materiałowe spodnie z kantem i spódnice, bluzki koszulowe, swetry do pracy, marynarki "tweedowe", płaszczyki, itp). Stosunek ceny do jakości znośny. Ubrania przetrzymywały niejedno pranie. Nie wiem, gdzie ten sklep jest teraz, bo to co w Polsce jest pod szyldem H&M to chyba jakiś inny sklep - wiszą same szmaty, na które chyba nawet pijany nastolatek nie spojrzy, kroje dla dziwolągów, nic klasycznego, a ceny z kosmosu.
      • nientepaura Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 10.01.12, 23:35
        to ja tylko dodam, że ciuchy strasznie zdrożały - tzn. te dobre jakościowo - pamiętam, jak kilka (3-4?)lat temu takie o np. sweterki (akurat jestem na świeżo z asortymentem)kosztowały 30-40zł, 70 to już naprawdę dobry jakościowo (jakiś esprit, jackpot, solar), a teraz 70 to byle szmata, a dobry ok 150;/ więc jak uda się coś dwucyfrowego upolować (zazwyczaj 99) to szał;) może moje wrażenia są nieadekwatne w 100%, bo przesiadłam się z lumpeksów w 99% do lumpeksy 20% + 80% reszta (zaczęłam pracę, więc a/mam mniej czasu na lumpeksy, ale jednocześnie b/mam więcej pieniędzy na zakupy, ale też c/nie mam dresscode'u, ale też czasem muszę być w wersji smart casual, a moja szafa to dzwony, martensy - te klimaty;)

        a propos wyprzedaży to dodam tylko, że te ceny wyprzedażowe to jakiś żart - nigdy nie rozumiałam fenomenu np. Zary (drogie i zazwyczaj kiepskie jakościowo), ale obniżki o 10-20zł to robienie klientów w c...a, inne sklepy podobnie;(
        • maggianna Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 10:10
          Nie do konca sie zgodze - od wielu lat nosze glownie sweterki Jackpota i nigdy nie kosztowaly 30-40 zl - od paru lat cena swetra w Jackpot to 300-500 zl, na przecenach da sie kupic po 150-180 zl. Faktycznie kiedys byly ciut tansze bo kosztowaly 250-400 zl. Za 30-40 zl to w Jackpot mozna niestety tylko kupic na wyprzedazy Tshirt a nie sweter. Fenomenu Esprit w Polsce nie rozumiem bo w US to jest raczej tania sieciowka - sweterki po 20-30 USD, na wyprzedazach da sie kupic po 10 USD.
          Polityka Zary tez jest w Polsce dziwna - w Hiszpanii to jest tania marka i wyprzedaze sa swietne - ceny od 1.99-9.99 euro, na letniej wyprzedazy kupilam fajna skorzana torebke za 9.99 EUR, u nas widzialam ja na przecenie za ponad 150 zl :-(
        • ananke666 Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 19:49
          nientepaura napisała:

          > to ja tylko dodam, że ciuchy strasznie zdrożały - tzn. te dobre jakościowo - pa
          > miętam, jak kilka (3-4?)lat temu takie o np. sweterki (akurat jestem na świeżo
          > z asortymentem)kosztowały 30-40zł, 70 to już naprawdę dobry jakościowo (jakiś e
          > sprit, jackpot, solar)

          Heee? 70 za dobry sweterek 3-4 lata temu? Pewna jesteś, że to nie były haluny w komie albo niebo?
          • nientepaura Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 12.01.12, 22:06
            @ ananke - to pewnie były wyprzedaże -70% w jackpocie - jak za płaszcz zapłaciłam 200 zł, no to sweterki musiały oscylować wokół 70;) (wyjściowa cena płaszcza -800) ;)
            • kasica_k Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 13.01.12, 00:55
              To te sweterki z wyprzy w jackpocie teraz są po 99 :)
    • turzyca Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 10.01.12, 23:24
      A Ty tam nie masz JRiu? Wlasnie dorwalam tam calkiem fajne dzinsy i absolutnie genialne buty, a i pare innych niezlych ciuchow widzialam, tylko ze nieco zbyt pozno pojechalam na zakupy sie i nie zdazylam domierzyc, bo sklep mi juz zamykali.
      A skoro w Warszawie nie zrobily sie u nich tragiczne szmatki, to pewnie i w macierzystym kraju maja nadal niezla jakosc.

      (Choc lojalnie uprzedzam, ze ja ignoruje mniej wiecej polowe ich kolekcji, bo uwazam, ze na to sie nie da patrzec bez zgrzytania zebow. O noszeniu nie mowiac. Za to druga polowa, ta mniej wyeksponowana, jest calkiem fajna i z doswiadczenia wiem, ze dobrze sie nosi. A buty to juz w ogole bomba.)
    • madzioreck Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 00:02
      Ano nie ma, nie wiem, czemu. Ja już nawet nie mam wymagań, że nie sztuczne, może być i poliester, ale niechże do, do jasnej anielki, jakoś wygląda :( Swetry - bardzo proszę, zatrzęsienie - z czego 99% z krótkim rękawem. Fajno, mam 2 takie, więcej nie potrzebuję.
      Ceny - hm. Ja się nawet już ostatnio nie napalałam specjalnie na wyprzedaże - ale kiedy dopiero trzeciej wycieczce do Galerii, Manufaktur i Portów Łódź rezultatem był jeden sweter z H&M, to mi się naprawdę odechciało. Bluzek normalnych się nie uświadczy - normalnych, znaczy po prostu różnych. Wszystko albo w kolorze musztardowym, albo dresowo-szarym, albo z workiem na brzuchu, a ja chcę ubrania dopasowane.
      Kupiłam sweter-sukienkę w C&A - dałam 70zł, może nie majątek, ale to trochę przegięcie, żeby po 1 praniu był spilingowany tak, jak nie udało mi się dobić pewnego sweterka kupionego na bazarku za 30zł przez x lat. Kupiłam tam też bluzkę, zwykłą, czarną bawełnianą, do noszenia pod swetry - 29,99. Po 3 praniach bluzka już nie do końca jest czarna, jest wykręcona wokół własnej osi w pińcet, a jeden rękaw zrobił się dłuższy od drugiego.
      Naprawdę naprawdę, moje ciuchy z ryneczku niedaleko domu żyją dłużej. Ładuję do pralki, nie certolę się, i nic im nie jest. I przede wszystkim mam większy wybór fasonów i kolorów, na guziki, z kieszonkami, bez kieszonek, z aplikacjami, bez aplikacji, w różnych kolorach. I szmatka za 30-40 złotych jest lepszej jakości, niż te HM-owe wynalazki :/
      • kotwtrampkach Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 15.01.12, 19:09
        madzioreck napisała:

        > jest wykręcona wokół własnej osi w pińcet, a jed
        > en rękaw zrobił się dłuższy od drugiego.

        Kinga kiedyś pisała, ze to jest błąd podczas wykrawania - mozna by to reklamowac więc ...
    • szarsz Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 00:04
      Ja też obserwuję, że HM się stacza. Kilka lat temu kupowałam tam sporo ciuchów dla dziecka, były bardzo dobrej jakości, nie dawał im rady lekko nadruchliwy i kompletnie nie uważający na siebie kilkulatek, a to już o czymś świadczy :)

      Ale nie tylko HM, podobnie jest np. z kapciami ze Smyka, też kupowałam dziecku do przedszkola i wystarczały mniej więcej na tyle, że nowe kupowałam w nowym rozmiarze. A teraz... już trzecie muszę wciąż w tym samym. I nie, nie przestała mu rosnąć noga.

      Ja o ciuchy bardziej dbam, więc nie jestem mocno reprezentatywna. Ale materiały rzeczywiście są fatalne, szczególnie przy mojej nadwrażliwości dotykowej połowy nie mogę nawet wziąć do ręki, są tak skrajnie nieprzyjemne, sztywne, szurająco szeleszczące, powodujące gęsią skórkę. Brr. A przecież wciąż podbieram mężowi domowe bawełniane spodnie z HM sprzed trzech lat bodajże, z tak fajnej bawełny są uszyte.
      Podobno kryzys :(

      Ale. Lata temu pracowałam chwilę w sklepie z ciuchami, już dawno nie istnieje, ale z tego czasu nauczyłam się, że przebitka na ciuchach to około 300%. I jak obniżali cenę do 50% procent, do ciuchy się zaczynały sprzedawać a sklep i tak wychodził na swoje. Pewnie tak już nie ma, ale może wciąż jest? W każdym razie został mi stamtąd nawyk nie kupowania niczego w pełnej cenie i szacowania ceny na zasadzie - ile dla mnie jest wart materiał, krój, szycie i wykończenie. Jeśli się nie zgadza z ceną na metce, to trudno, przyjdę na wyprzedaż. Tak sobie w tym roku wychodziłam dość wysokie śniegowce geoxa w bacie, śliczne, ciepłe, dobrze skrojone i uszyte, leciutkie, bardzo wygodne, pasujące na moją łydkę, ale u diabła, przecież nie za sześćset złotych ;)
    • magdalaena1977 Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 00:38
      Ja też mam wrażenie, ze w tym roku był wyjątkowo słaby uciąg. Chodziłam po galeriach między świętami i Nowym Rokiem i z ciuchów kupiłam dwie malutkie bluzeczki. W C&A były same szmaty, w M&S normalne ciuchy zostały w zwykłych cenach, a w P&C fajne bluzki Webera wykupili akurat w moim rozmiarze :-(

      Zresztą u Marksa jakby spadła jakoś części ubrań, a części przesadnie podskoczyły ceny.

      Udało mi się kupić tylko tańsze buty, ale dlatego że i tak byłam zdecydowana sporo zapłacić i te 300 zł za Clarksy (Bombay Club) to było faktycznie taniej niż zwykle. Z nieznanych przyczyn model z kokardką kosztował 50 zł drożej.
    • kasica_k A o ciuchach i butach 11.01.12, 01:04
      to wiecie, można na Lobby Odzieżowym, tak na marginesie przypominam :)

      forum.gazeta.pl/forum/f,58541,Lobby_Odziezowe.html
    • urkye Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 06:52
      I właśnie dlatego nie znoszę zakupów. Jak widzę ceny za te szmatki, to robi mi się słabo. Od razu uruchamia mi się wewnętrzny kalkulator i analizuję, jaki fajny materiał mogłabym sobie za tę cenę kupić... I wybieram tkaniny;)
      Przyznam szczerze, że nie pamiętam, kiedy ostatnio kupiłam jakiś ciuch (nie licząc jeansów) w sklepach... Chyba kilka lat temu;) Rodzi to we mnie zdecydowanie niezdrową frustrację, więc dziękuję za taką rozrywkę;)
      • 100krotna Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 10:40
        Urkye, Ty masz łatwiej ;) Jak nie znajdziesz tego, czego szukasz, to sobie uszyjesz... Ja mogę najwyżej sobie narysować.
        • 987ania Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 13.01.12, 17:08
          A ja nawet rysować nie umiem:((

          Urkye, Ty masz łatwiej ;) Jak nie znajdziesz tego, czego szukasz, to sobie uszy
          > jesz... Ja mogę najwyżej sobie narysować.
    • paskudek1 Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 09:58
      jak wchodzę do tych wszystkich sieciówek, do tych Zar, C&A, H&M itp. to się zastanawiam KTO to kupuje? Szmatki to są zazwyczaj w cenach kosmicznych. Ostatnio kupiłam sobie kieckę w Pretty Girl i jedną sukieneczke w H&M. I to wszystko. Jak chciałam kupić jeszcze jedną kieckę w Pretty to już g... było.
      • pierwszalitera Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 12:44
        paskudek1 napisała:

        > jak wchodzę do tych wszystkich sieciówek, do tych Zar, C&A, H&M itp. to się zas
        > tanawiam KTO to kupuje?

        Masa ludzi. Dlatego takie sklepy są teraz dominujące. Trzeba tylko wziąć pod uwagę, że to są w prawie wszystkich europejskich krajach tanie sieciówki, w których wydają swoje oszczędności nastolatki. Ja na początku do takich sklepów nawet nie wchodziłam, bo nie czułam się targetem. Teraz jestem zmuszona, bo innych sklepów już prawie nie ma. Na szczęście mieszkam w dużym mieście, więc mogę pozwolić sobie na częstsze zaglądanie do sklepów bez kupowania czegokolwiek, bo moje zakupy przypominają teraz polowanie na rzadkie zwierzę. Jak znajdę w tych sieciówkach jakąś perełkę, to zdarza mi się kupić podwójnie, by starczyło na dłużej. Nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy znowu coś ładnego wyłowię z góry szmat.
        • slotna Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 12:52
          > Jak znajdę w tych sie
          > ciówkach jakąś perełkę, to zdarza mi się kupić podwójnie, by starczyło na dłuże
          > j. Nigdy bowiem nie wiadomo, kiedy znowu coś ładnego wyłowię z góry szmat.

          Tez tak robie :) Ladne ciuchy mi sie nie nudza, przeciwnie, przyzwyczajam sie, uwielbiam bardziej i rozpaczam, kiedy sie psuja. Moglabym nosic to samo do konca zycia.
        • turzyca Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 13:35
          Ja na początku do takich sklepów nawet
          > nie wchodziłam, bo nie czułam się targetem. Teraz jestem zmuszona, bo innych s
          > klepów już prawie nie ma.

          Dlatego ja wole zakupy w Polsce, bo zroznicowanie marek jest znacznie wieksze. Oprocz tria Zara, H&M, C&A jest jeszcze Tatuum, Kappahl, ReReserved, CroppTown, Stradivarius, Bershka, Promod, Monnari, Carry, House, Monton, Big Star, Cubus, Jackpot, JRiu, Marks&Spencer. Niektore z nich tylko w duzych miastach, ale spora czesc to polskie firmy i mozna je znalezc takze na polskiej prowincji. Na mojej niemieckiej prowincji z marek, ktorych nie ma w Polsce, sa w zasadzie tylko Zero (fajne, ale jednak nieproporcjonalnie drogie) i Karstadt (w ktorym pasuje mi praktycznie tylko jedna marka butow).
          Nie lubie rynkow zdominowanych przez kilku duzych graczy, bo jak sie nie pasuje do ich wzorca, to umarl... bez butow, nie ma szansy niczego sobie dobrac i jest sie zmuszonym do bardzo zgnilych kompromisow.
          • pierwszalitera Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 14:33
            turzyca napisała:

            > Dlatego ja wole zakupy w Polsce, bo zroznicowanie marek jest znacznie wieksze.

            Ale ty chyba porównujesz niemiecką prowincję z polskim dużym miastem, bo na polskiej prowincji moich rodziców wymienionych przez ciebie marek nie widziałam. Za to ja w moim dużym niemieckim mieście ma już nieco większy wybór. Oprócz Zary, H&M, Mango, C&A i Primarku mam jeszcze P&C, Apanage, Benetton, Biba, Betty Barclay, Cecil, Esprit, Kookai, Jeans Fritz, Chiemsee, Comma, Gerry Weber, Hema, Marco O Polo, Mexx, More&More, New Yorker, S. Oliver, Orsay, Street One, Taifun, Tally Weijl, Tommy Hilfiger, Vero Moda, Diesel, Levis i inne, i to wszystko tylko w jednym centrum handlowym, więc zróżnicowanie też jest, tylko marki może inne niż w Polsce. Z Polski jeszcze niczego sobie nie przywiozłam, oprócz kolorowych filcowych beretów czeskiej produkcji z jakiegoś malutkiego sklepiku, bo jakość i ceny bardzo dobre.
            • slotna Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 14:44
              Irlandzkie miasteczko, w ktorym teraz mieszkam ma zaledwie 10 tysiecy mieszkancow i zadnego duzego centrum handlowego, ale nie odczuwam potrzeby robienia zakupow w duzym miescie, bo mam tu marki, ktorych w moim rodzinnym miescie, dwukrotnie wiekszym, w zyciu na oczy nie widzialam. Jest Benetton, Diesel, New Look, Hilfiger, Next, Villa, Nike itp., a w sh to i Armani sie trafi ;)
            • kasica_k Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 17:04
              O, to More&More nie jest polskie? Zawsze myślałam :)
              Z marek przez Ciebie wymienionych nie kojarzę zaledwie kilku, większość w PL jest.
              • pierwszalitera Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 17:51
                kasica_k napisała:

                > O, to More&More nie jest polskie? Zawsze myślałam :)
                > Z marek przez Ciebie wymienionych nie kojarzę zaledwie kilku, większość w PL je
                > st.

                More&More jest akurat niemieckie. Ale niektóre z wymienionych przeze mnie marek nie są niemieckie. Piszesz, że większość jest w Polsce, a myślisz prawdopodobnie w Warszawie. ;-)
            • turzyca Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 18:44
              > Ale ty chyba porównujesz niemiecką prowincję z polskim dużym miastem, bo na pol
              > skiej prowincji moich rodziców wymienionych przez ciebie marek nie widziałam

              Nie, porownuje niemiecka prowincje z polska prowincja. Wybralam sobie testowe miasta podobnej wielkosci i o podobnej funkcji, nie ma przeciez sensu porownywania Rybnika z Bonn, czy Nordhausen ze Szczecinem.
              I naprawde nie widzialas na polskiej prowincji Reserved? Orsaya? Carry'ego? Cropp Towna? Vero Mody?

              A ja sie z Twojego posta dowiedzialam, ze faktycznie jest gdzies w Niemczech Hema, w ktorej zakochalam sie w Belgii i wnioskujac z niemieckich napisow mialam nadzieje, ze znajde ja tez po tej stronie Renu, a do tej pory nie znalazlam.
              A jak teraz googlnelam, to odkrylam, ze najblizsza jest w Oldenburgu, nawet Hamburg nie ma wlasnej filii.
              Primark najblizszy w Bremie...
              • pierwszalitera Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 19:09
                turzyca napisała:

                > Nie, porownuje niemiecka prowincje z polska prowincja. Wybralam sobie testowe m
                > iasta podobnej wielkosci i o podobnej funkcji, nie ma przeciez sensu porownywan
                > ia Rybnika z Bonn, czy Nordhausen ze Szczecinem.
                > I naprawde nie widzialas na polskiej prowincji Reserved? Orsaya? Carry'ego? Cro
                > pp Towna? Vero Mody?

                Naprawdę nie. Nie wiem jaką polską prowincję masz na myśli, moi rodzice mieszkają na Śląsku Opolskim i tam są może jakieś trzy sklepy na krzyż, ale o różnorodności, o której ty piszesz ani śladu.

                > A jak teraz googlnelam, to odkrylam, ze najblizsza jest w Oldenburgu, nawet Ham
                > burg nie ma wlasnej filii.
                > Primark najblizszy w Bremie...

                Już ci kiedyś pisałam, że dziura na terenie byłego NRD nie jest reprezentatywna dla całych Niemiec. ;-)
                • teresa104 Aż się prosi napisać 11.01.12, 19:22
                  że dziura na terenie Śląska Opolskiego nie jest reprezentatywna dla całej Polski;)
                  • pierwszalitera Re: Aż się prosi napisać 12.01.12, 00:06
                    teresa104 napisała:

                    > że dziura na terenie Śląska Opolskiego nie jest reprezentatywna dla całej Polsk
                    > i;)

                    Nie wiedziałam, że Polska, to taka zakupowa mekka i kasuje kraje z o wiele dłuższą kapitalistyczną tradycją. ;-)
                    • kis-moho Re: Aż się prosi napisać 12.01.12, 00:15
                      > Nie wiedziałam, że Polska, to taka zakupowa mekka i kasuje kraje z o wiele dłuż
                      > szą kapitalistyczną tradycją. ;-)

                      No, ja sporo zakupów odkładam na wizyty w Polsce. Staniki to jasna sprawa, do tego Reserved, M&S, Cubus, KappAhl, no i buty. To nie ma wiele wspólnego z kapitalistyczną tradycją, w każdym kraju masz konkretne plusy i minusy - chyba, że kraj jest handlową pustynią, ale taką nie jest ani Polska, ani Niemcy. Gdybym jeździła po całej Europie, to bym pewnie w ogóle nie narzekała na zakupy.
                      • pierwszalitera Re: Aż się prosi napisać 12.01.12, 00:36
                        kis-moho napisała:

                        > No, ja sporo zakupów odkładam na wizyty w Polsce. Staniki to jasna sprawa, do t
                        > ego Reserved, M&S, Cubus, KappAhl, no i buty.

                        Ale Reserved i M&S są przecież wszędzie. I jakie staniki? Ja kupuję w Polsce tylko Effuniaki. I jakie buty? Jakaś konkretna marka, której nie ma w Europie Zachodniej i po którą opłaca się pojechać do Polski? Owszem, Polska nie jest handlową pustynią, nigdy tego nie twierdziłam, ale dobre zakupy zrobisz tylko w największych miastach, międzynarodowe marki prowadzą mniejszy asortyment i jest o wiele drożej. Poza tym, poza Warszawą nie ma w Polsce chyba naprawdę dużych galerii handlowych, w których pod jednym dachem masz praktycznie wszystko. Można tego nie lubić, ale to ułatwia niestety zakupy. A teraz kiedy granice nie są żadnym problemem, to moim znajomym z rodzinnych stron opłaca się bardziej pojechać na większe zakupy do Berlina niż do Warszawy. Jest podobnie daleko, tylko do Berlina droga lepsza. ;-)
                        • anne_stesia Re: Aż się prosi napisać 12.01.12, 00:43
                          > Ale Reserved i M&S są przecież wszędzie.

                          Reserved tylko w Polsce i na wschód i południe od niej.
                        • kis-moho Re: Aż się prosi napisać 12.01.12, 09:59
                          > Ale Reserved i M&S są przecież wszędzie.

                          Nie, w Monachium nie mam ani jednego, ani drugiego, w Budapeszcie jest M&S, ale jakieś 30% droższy niż w PL, bo tam uchodzi za sklep luksusowy. Tylko budapesztanskiego Rezserved nie zwiedzalam.

                          > I jakie staniki? Ja kupuję w Polsce tylko Effuniaki.

                          W Polsce mam mozliwość przymierzenia różnych rzeczy stacjonarnie, to sobie bardzo cenię, bo mam bardzo wymagający biust i przez internet kupuję tylko sprawdzone kroje, bo nie lubię się bawić w odsyłanie. W Budapeszcie nie zmierzę stacjonarnie nic, w Monachium wyłącznie Change w kosmicznych cenach i 1-2 modele Cleo, które gdzieś się zaplączą do Karstadtu.

                          > I jakie buty? Jakaś konkretna marka, której nie ma w Europie Zachodniej i po którą opłaca się pojechać do Polski?

                          Tak, na przykład Ryłko i ostatnio odkryta przeze mnie Syrena - stopy mam równie wymagające co biust, są mniejsze i węższe niż popularne w Niemczech, i w Polsce mam dużo większy wybór w rozmiarze 36-37. W Budapeszcie są rozmiary, ale jakość w tych granicach cenowych jest niższa.

                          > Poza tym, poza Warszawą nie ma w Polsce chyba naprawdę dużych galerii handlowych, w
                          > których pod jednym dachem masz praktycznie wszystko.

                          Jestem z Warszawy, więc być może jestem dramatycznie uprzywilejowana. Aczkolwiek nie widziałam pustyni zakupowej ani w Poznaniu, ani w Gdańsku, ani w Krakowie. Ale nie wiem, dokąd jeździsz w PL, jeżeli omijasz duże miasta, to możesz faktycznie mieć inne wrażenia.
                          Nie mówię, że wszystko najlepiej kupować w Polsce - akurat jestem w takiej sytuacji, że mogę konkretne zakupy robić w jednym mieście, a inne w drugim. Ale akurat ubraniowo-butowo-bieliźniane robię zwykle w Polsce, z wyjątkiem Esprit i Muji, w których w Monachium mam większy wybór.
                        • teresa104 Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 17:21
                          wszak quantum scimus gutta est, ignoramus mare, ale znane mi galerie handlowe w mojej nie-Warszawie gdyby były choć trochę większe, to jednych nóg na ich schodzenie nie wystarczyłoby.
                          Chyba wiedza o polskich warunkach Ci się przeterminowuje i dotyczy to różnych sfer.

                          Ponadto widuję, nawet w tej znękanej remontami dróg i kolei nie-Warszawie, całe grupy ludzi obcojęzycznych (i nie są to stacjonujący żołnierze sowieccy), kupujących naręcza ciuchów. Bo są inne (polskie marki) i są tanie.
                          • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 17:44
                            teresa104 napisała:

                            > Chyba wiedza o polskich warunkach Ci się przeterminowuje i dotyczy to różnych s
                            > fer.

                            W Warszawie byłam ostatnio jakieś 3 lata temu, akurat w Blue City. Droga z lotniska to był koszmar i nie wiem dlaczego ktoś kto nie musi, miały akurat decydować się na wizytę w Warszawie. To ja już wolę moją śląską prowincję - ładniej, mniej chaotycznie i ludzie bardziej gościnni. Nie wiem też czy Blue City, to duża galeria jak na Warszawę, ale ja mieszkam w Zagłębiu Ruhry i mam w porównaniu nie galerie, a konglomeraty.
                            • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 18:14
                              Szczerze mówiąc żadna ze znanych mi osób nie robi zakupów w Blue City, bo wszyscy narzekają, że nic tam nie ma :). Ja tam czasem podskakuję do spożywczaka, bo jest tam dzięki temu mniej ludzi niż w innych CH.

                              A, no i zdecydowanie nie jechałabym z Okęcia do Blue City, bo jest daleko i po najbardziej zakorkowanych warszawskich trasach, jak nie muszę koniecznie jechać Krakowską i Hynka, to zdecydowanie tego nie robię. Teraz jest tam lepiej niż trzy lata temu, bo jest już otwarty sensowny węzeł (wiadukty, tunel, ślimaki) na skrzyżowaniu, które generowało chyba najgorsze korki, ale i tak jak się tam nie ma ważnego interesu, to nie ma po co jechać :). Ale oczywiście nie ma też co wymagać żeby każda osoba, która nie mieszka w Warszawie, o tym wiedziała.

                              Na temat chaotyczności i urody Warszawy się nie będę kłóciła, co kto lubi, ja akurat mieszkam tu od dziecka, więc chaos mi specjalnie nie przeszkadza, a wiele miejsc uważam za ładne. Gościnność jak gościnność - moim zdaniem owa niegościnność (i często razem z nią jednym tchem wymieniane chamstwo) warszawiaków to dosyć popularny ale niewiele mający wspólnego z rzeczywistością mit, ale może uważam tak jako niegościnna i chamska warszawianka ;)
                              • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 18:18
                                Gościnność jak gościnność - moim zdaniem owa niegościn
                                > ność (i często razem z nią jednym tchem wymieniane chamstwo) warszawiaków to do
                                > syć popularny ale niewiele mający wspólnego z rzeczywistością mit, ale może uwa
                                > żam tak jako niegościnna i chamska warszawianka ;)

                                Ja tego nigdy nie rozumiałam, ale od czasu kiedy przedstawiono mnie słowami "ona jest z Warszawy, ale to porządna dziewczyna", przestałam ze stereotypami walczyć, bo to chyba nie ma sensu. Uprzedzenia żyją i mają się dobrze.
                                A w blue city szczerze mówiąc nigdy nie byłam, nie wiem, co tam dają.
                                • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 18:28
                                  > A w blue city szczerze mówiąc nigdy nie byłam, nie wiem, co tam dają.

                                  Malo co. Za zdecydowany plus uznaje tylko stosunkowo duzego M&S. Bywam tam o tyle czesto, ze jak sie naprawde dobrze zna tamte okolice (a my tam kiedys mieszkalismy), to mozna bardzo bocznymi drogami dojechac bez stania w korkach. A w BC nawet tuz przed Swietami jest dosc spokojnie.
                                  • besame.mucho OT 12.01.12, 18:33
                                    Coraz gorzej z tymi bocznymi niestety, też w tamtą stronę tak przeskakuję (o ile chodzi Ci o dojechanie Opaczewską i innymi uliczkami na południe od Bitwy Warszawskiej) i kilka lat temu było lepiej - od kiedy blisko jest nowy WORD zrobiło się od groma L-ek, a tam wszędzie są równorzędne skrzyżowania, gdzie trzeba często szybko i sprawnie wjechać żeby zdążyć przejechać, duża ilość L-ek trochę spowalnia okolicę :).
                                    • turzyca Re: OT 12.01.12, 18:47
                                      Tak, o to mi chodzi.
                                      Do L-ek jestesmy poniekad przyzwyczajeni od zawsze, uroki mieszkania niedaleko Odlewniczej. Ale ostatnia trasa autorstwa mojej matki nie obejmowala praktycznie niczego, co mozna okreslic mianem ulicy, L-ki sie po takich okropienstwach nie placza.
                                      • besame.mucho Re: OT 12.01.12, 18:50
                                        O, to brzmi dobrze, pokręcę się tam wieczorem jak jest pusto i powypatruję takich tras, bo czasem fajnie by było przeskoczyć do Jerozolimskich szybciej. Jeździłam też czasem filtrami omijając Wawelską, też się dojeżdża do Jerozolimskich, ale od kiedy zrobili buspas więcej osób postanowiło poszukać alternatywnych dróg i też już nie jest tak fajnie jak kiedyś :)
                                        • kasica_k Re: OT 12.01.12, 18:59
                                          Jak jedziesz z Mokotowa to można z Grójeckiej w Dickensa, nie do Bitwy Warszawskiej. Choć są pory, kiedy tam też jest tłoczek. Dickensa - Drawska - Śmigłowca - Aleje, a jak do Blue, to można też Drawska - Kurhan - Opaczewska i po takim chropowatym zjeździe na parking :)
                                          • besame.mucho Re: OT 12.01.12, 19:08
                                            Kasico, Dickensa jeżdżę, ale tam się właśnie roi od L-ek :). Tzn. w ogóle nie jadę Grójecką, bo tam też tłoczno, jadę Korotyńskiego, Urbanistów, Dickensa i Bohaterów Września/Drawska.

                                            Oczywiście mimo większego niż kiedyś ruchu i dużej ilości L-ek tam i tak jest o niebo lepiej niż na Wawelskiej albo Bitwy Warszawskiej :). Ale jak Turzyca mówi, że są jakieś jeszcze mniejsze dróżki, to trzeba wypróbować!
                                            • kasica_k Re: OT 12.01.12, 19:23
                                              Ja też tak czasem jeżdżę. Znaczy jak akurat jadę z Mokotowa, bo z mojej Woli lecę sobie Prymasa, który w pewnych porach dnia jest ekspresowy i na pewno bez L-ek :)
                                    • slotna Re: OT 12.01.12, 20:39
                                      > Coraz gorzej z tymi bocznymi niestety, też w tamtą stronę tak przeskakuję (o il
                                      > e chodzi Ci o dojechanie Opaczewską i innymi uliczkami na południe od Bitwy War
                                      > szawskiej) i kilka lat temu było lepiej - od kiedy blisko jest nowy WORD zrobił
                                      > o się od groma L-ek, a tam wszędzie są równorzędne skrzyżowania, gdzie trzeba c
                                      > zęsto szybko i sprawnie wjechać żeby zdążyć przejechać, duża ilość L-ek trochę
                                      > spowalnia okolicę :).

                                      Heh, faktycznie w okolice BC zapuszczalam sie tylko na kursie prawka :D
                                  • kasica_k Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 18:52
                                    Ja lubię Blue głównie za dobry spożywczak z małym tłokiem, oraz za to, że mieszkam blisko - za te cechy wręcz je uwielbiam, ale zakupów pozaspożywczych robię tam raczej mało - przy okazji zaglądam do Royal Collection, Clarksa i Body Shopa i szlus. Jest to jedna z najmniejszych galerii w mieście, na uboczu i z małym wyborem wszystkiego, nawet Gabora mi tam zamknęli, pewnie za mały ruch był :( Parę lat temu jeszcze w tym miejscu, gdzie teraz jest M&S, było ileś małych sklepików, które padały jeden po drugim ze względu na brak klientów. Ja tam bywam głównie w Clarksie i Royal Collection. Ten M&S jest może i spory, ale towaru w nim mało, więc jak chcecie się obkupić w M&S, to zdecydowanie radzę Złote Tarasy albo Arkadię, albo ten duży w Centrum (w którym nigdy nie byłam, ale podejrzewam, że nie jest gorszy od tego w Tarasach).

                                    pierwszalitera, naprawdę, jeśli w Wawie byłaś 3 lata temu w Blue City i na tej podstawie oceniasz polski rynek, to nic dziwnego, że masz jakiś dziwny obraz. Wpadnij do Złotych Tarasów albo do Galerii Mokotów, a jak lubisz dużo chodzić, to do Arkadii, bo jest chyba największa.
                                    • kasica_k A jeszcze co do "zakupowej mekki" 12.01.12, 19:19
                                      Zależy bardzo, czego kto szuka. Marek dostępnych w PL jest dużo, ale niestety wciąż wybór towarów w ramach tych marek jest u nas mniejszy niż na Zachodzie, czasem nawet dużo mniejszy, wystarczy porównać np. Clarksa czy Esprit z polskich sklepów z tym, co jest w firmowych sklepach netowych. Więc jeśli ktoś szuka pełnej oferty, to na pewno lepiej się wybrać do ojczyzn tychże niż do Polski :)
                                      • turzyca Re: A jeszcze co do "zakupowej mekki" 12.01.12, 19:39
                                        A jak sie szuka rzeczy oryginalnych, bo nie lubi sie wchodzic na impreze i odkrywac, ze wszystkie kobiety obecne tam kobiety pokochaly czerwone zamszowe pantofle z Clarksa, to sie kupuje marki nieobecne na zachod od Odry (i, przynajmniej w moim przypadku, rowniez na wschod od Renu). :) Np. skorzane czolenka marki Krzys-But za cale 60 PLN. Jesli da sie takie zakupy zalatwic w trakcie bytnosci w danym kraju z innych powodow, to dlaczego rezygnowac z okazji? No chyba ze ktos ma potrzebe upodobnienia sie do otoczenia i wystrzega sie nietypowych rzeczy.
                                    • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 19:25
                                      Ja jeszcze tam ze dwa razy zaglądałam to TK Maxx - do tego w centrum mi nigdy nie po drodze, a byłam ciekawa co tam jest. Nic wprawdzie nie kupiłam, ale do działu z rzeczami do domu chyba jeszcze kiedyś zajrzę :)
                                      • magdalaena1977 Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:54
                                        besame.mucho napisała:

                                        > Ja jeszcze tam ze dwa razy zaglądałam to TK Maxx - do tego w centrum mi nigdy n
                                        > ie po drodze, a byłam ciekawa co tam jest. Nic wprawdzie nie kupiłam, ale do dz
                                        > iału z rzeczami do domu chyba jeszcze kiedyś zajrzę :)

                                        No właśnie Tk Maxx to największy atut BluCity. Kupiłam tam kilka fajnych rzeczy np. jedwabną apaszkę za 40 zł.
                                        Ja tam bywam co jakiś czas, bo tuż obok przyjmuje moja lekarka, ale moim ulubionym CH jest Arkadia - mają C&A z działem XXL, M&S, P&C, Kappahla. Mogę zjeść bar sałatkowy w Pizzy Hut. Kiedyś był jeszcze BHS, ale go zlikwidowali.
                                        Mam niedaleko, no i jest tak wygodny darmowy parking.

                                        Zauważyłam też, że dużo lepszy wybór towarów jest w Złotych Tarasach niż w Arkadii - np. przecenione Clarksy.
                                    • slotna Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 20:41
                                      > pierwszalitera, naprawdę, jeśli w Wawie byłaś 3 lata temu w Blue City i na tej
                                      > podstawie oceniasz polski rynek, to nic dziwnego, że masz jakiś dziwny obraz. W
                                      > padnij do Złotych Tarasów albo do Galerii Mokotów, a jak lubisz dużo chodzić, t
                                      > o do Arkadii, bo jest chyba największa.

                                      Do Manufaktury niech wpada ;))
                                    • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:27
                                      kasica_k napisała:

                                      > pierwszalitera, naprawdę, jeśli w Wawie byłaś 3 lata temu w Blue City i na tej
                                      > podstawie oceniasz polski rynek, to nic dziwnego, że masz jakiś dziwny obraz. W
                                      > padnij do Złotych Tarasów albo do Galerii Mokotów, a jak lubisz dużo chodzić, t
                                      > o do Arkadii, bo jest chyba największa.

                                      Nie bardzo wiem po co takie zamieszanie. To chyba jasne, że w Warszawie można coś kupić? Ale co z tego, że akurat stolica kraju ma Arkadię? Ja nie mieszkam w stolicy i mam w pobliżu największą w Europie galerię handlową, więc nie widzę potrzeby robienia zakupów ani w Warszawie, ani na polskiej prowincji. W ogóle nie przyjeżdżam do Polski na zakupy, wydaje mi się, że można w tym kraju spędzić też miło czas w inny sposób. Acha, na dworcu centralnym mieli całkiem dobry sernik. ;-)
                                      • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:33
                                        Wydaje mi się, że Kasicy chodziło o to, że błędnie wysnuwasz wnioski o Warszawie na podstawie jednego centrum handlowego, które nie jest reprezentatywne. Tak samo jakbym ja pojechała do akurat jakiegoś jednego centrum handlowego w Berlinie, w którym niewiele by było, i na tej podstawie bym napisała, że w Berlinie nic nie ma. Słusznie byś mnie wtedy poprawiła, że rzeczywiście byłam w centrum, w którym nic nie ma, ale że w pozostałych zaopatrzenie jest lepsze.
                                        • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:53
                                          besame.mucho napisała:

                                          > Wydaje mi się, że Kasicy chodziło o to, że błędnie wysnuwasz wnioski o Warszawi
                                          > e na podstawie jednego centrum handlowego, które nie jest reprezentatywne. Tak
                                          > samo jakbym ja pojechała do akurat jakiegoś jednego centrum handlowego w Berlin
                                          > ie, w którym niewiele by było, i na tej podstawie bym napisała, że w Berlinie n
                                          > ic nie ma.

                                          Ależ ja w żadnym miejscu nie twierdziłam, że w Warszawie niczego nie ma. Czy wy czytacie w ogóle moje słowa, czy wymyślacie sobie coś na mój temat, bo pasuje wam to w schemat?
                                          Ja pisałam tylko, że zakupy za granicą bardziej się opłacają, bo tam ma się większy wybór nie tylko w stolicy, międzynarodowe marki prezentują tam też większy asortyment, ceny są zwykle niższe i częściej mamy wyprzedaże.
                                          • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:00
                                            A ja nie piszę, że zakupy w Polsce bardziej się opłacają :). Ani w ogóle nie podważam Twoich tez - napisałaś po prostu że byłaś w Blue City, a ja odpisałam, że Blue City nie jest reprezentatywne dla Warszawy, tyle.
                                            Zgodziłam się z Tobą zresztą wyżej, że np. ze względu na wyprzedaże chętnie pojechałabym do Niemiec na zakupy, bo w Polsce są beznadziejne. I nie uważam że Polska jest zakupowym rajem - wiele rzeczy zamawiam z zagranicy lub kupuję na różnych wyjazdach właśnie dlatego, że w Polsce ich nie ma.
                                            Dyskusję o Blue City możesz spokojnie potraktować jako offtop, a nie jako argumenty za i przeciw, przynajmniej tę w moim wydaniu, bo za innych się nie wypowiadam :).
                                            • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:05
                                              > Dyskusję o Blue City możesz spokojnie potraktować jako offtop, a nie jako argum
                                              > enty za i przeciw, przynajmniej tę w moim wydaniu, bo za innych się nie wypowia
                                              > dam :).

                                              Ja też piszę, że jeśli zakupy, to tylko w Warszawie, nie zgadzam się tylko z jedną tezą - że nie ma po co tam przyjeżdżać na zakupy. I tyle.
                                              • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:06
                                                > Ja też piszę, że jeśli zakupy, to tylko w Warszawie

                                                NIE piszę, oczywiście. Ach, ta podświadomość :o)
                                          • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 00:31
                                            > Ja pisałam tylko, że zakupy za granicą bardziej się opłacają, bo tam ma się wię
                                            > kszy wybór nie tylko w stolicy

                                            Po czym podalas jako przyklad tego malego wyboru Blue City. Gdybys argumentowala szerokoscia oferty w Manufakturze, Galerii Dominikanskiej czy Bonarce, to faktycznie moglybysmy rozmawiac o szerokosci asortymentu w Polsce pozawarszawskiej.


                                            Swoja droga smieszy mnie to niesamowicie - gdy warszawiacy, mowiac o Polsce, odwoluja sie do warszawskich przykladow, to w powszechnej opinii robia to dlatego, ze sa warszawskimi snobami. Co kieruje ludzmi spoza Warszawy, ktorzy mowiac ogolnie o Polsce, rzucaja przykladem z Warszawy?
                                            • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 01:14
                                              turzyca napisała:

                                              Co kieruje ludzmi spoza Warszawy, ktorzy mowiac o
                                              > golnie o Polsce, rzucaja przykladem z Warszawy?

                                              Bo ludziom z Warszawy wydaje się, że Polska, to tylko Warszawa i mają problemy z abstrahowaniem. Piszą, że w Polsce jest to i tamto, a mają na myśli w Warszawie jest to i tamto. Ja pisałam ogólnie o Polsce, podając przykład prownicji, ale o polskiej prownicji nikt dyskutować z nami nie chciał. ;-)
                                              • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 01:35
                                                Z nami to znaczy z kim?
                                                A odpowiedzialas przykladem warszawskim na post Teresy o jej nie-Warszawie. Moglas przynajmniej zajrzec na strone Manufaktury i porownac ja z centrum handlowym w jakims niemieckim miescie podobnej wielkosci i rangi (funkcja administracyjna, uniwerek, lotniska itp).
                                      • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:35
                                        > Nie bardzo wiem po co takie zamieszanie.

                                        Dlatego, że napisałaś, że:

                                        > Ale na pewno nie ze względu na różnorodność do Polski. Być może jest
                                        > tam jakaś polska marka, do której ma się sentyment, ale moim zdaniem nie ma ni
                                        > czego, co nie miałoby jakiegoś stylowego odpowiednika w zachodnich markach i dl
                                        > atego ja nigdy jeszcze niczego w Polsce sobie do ubrania nie kupiłam.

                                        A my się z tym nie zgadzamy. To, gdzie robisz zakupy, to już twój wybór i twoja broszka, nie twierdzę, że wiem, gdzie najlepiej jest robić zakupy. Twierdzę tylko, że jest po co do Warszawy zakupowo przyjeżdżać.
                                      • kasienka.body Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:22
                                        To chyba jasne, że w Warszawie można c
                                        > oś kupić? Ale co z tego, że akurat stolica kraju ma Arkadię?

                                        Inne polskie miasta też nie są daleko w tyle. Nie mówiąc o takim Poznaniu, Wrocławiu czy Krakowie, ale nawet "biedny" Lublin ma kilka galerii handlowych (całkiem nieźle zaopatrzonych wg mnie) a w niedalekich planach ma ich powstać chyba jeszcze ze 4.
                                        Także spokojnie, da się znaleźć coś i na prowincji, pomijając fakt, że jak już się znajdzie sklepy to ostatnio nic ciekawego w nich nie ma (to tak a propos wątku głównego).
                                • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:12
                                  kis-moho napisała:

                                  > Ja tego nigdy nie rozumiałam, ale od czasu kiedy przedstawiono mnie słowami "on
                                  > a jest z Warszawy, ale to porządna dziewczyna", przestałam ze stereotypami walc
                                  > zyć, bo to chyba nie ma sensu. Uprzedzenia żyją i mają się dobrze.

                                  Dla ciebie uprzedzenia, dla mnie całkiem normalny efekt porównawczy. I to nie chodzi może o chamstwo, tylko o specyficzny sposó traktowania ludzi, który komuś niewtajemniczonemu nie wydaje się zbyt zachęcający. Dotyczy to przede wszystkim servicu na lotnisku, dworcach i hotelach. W Katowicach i we Wrocławiu spotykam się po prostu z milszą obsługą klienta. Nie twierdzę, że wszycy w Warszawie tacy są z natury, prywatnie to mogą być bardzo mili ludzie, ale często bezwiednie przyjmujemy się obowiązujące standardy w pracy i wydają się nam one wtedy zupełnie normalne. Ludzie niemiejscowi mogą odbierać to inaczej.
                                  • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:26
                                    > Dla ciebie uprzedzenia, dla mnie całkiem normalny efekt porównawczy. I to nie c
                                    > hodzi może o chamstwo, tylko o specyficzny sposó traktowania ludzi, który komuś
                                    > niewtajemniczonemu nie wydaje się zbyt zachęcający.

                                    Mnie zdumiewa, jak łatwo i bezproblemowo można jechać po warszawiakach, i jak mało komu przychodzi na myśl, że jest to po prostu niegrzeczne - tak jak wygłaszający wspomniany przeze mnie tekst "z Warszawy, ale porządna" nie zdawał sobie sprawy, że mnie po prostu obraża. Mnie to razi straszliwie. Ale to jest temat rzeka, mi leży bardzo na sercu, bo wiele razy spotkałam się z niemiłym traktowaniem właśnie ze względu na "stolycę" i "warszawkę". Przynajmniej od początku wiedziałam, że nie mam do czynienia z kulturalnymi ludźmi.
                                    • jul-kaa Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:35
                                      Dla mnie to też zawsze był problem. Np. podczas chodzenie po górach (z namiotem i plecakami) poznawaliśmy ludzi z różnych części Polski. I wszystko było miło, dopóki nie okazywało sie, ze my jestesmy z Warszawy... Wtedy nagle (po 3 dnach wspólnego chodzenia) okazywało się, że jesteśmy wyniosłymi snobami, że cała Polska na nas pracuje itd.
                                      Zresztą ja (i moi znajomi podobnie) nie mam w ogóle zdania na temat mieszkańców innych miast, zaś oni na temat warszawiaków zdanie mają praktycznie zawsze, choćby żadnego w życiu nie spotkali... Jest mnóstwo dowcipów o warszawiakach, dla mnie często szokujących.
                                      • magdalaena1977 Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:57
                                        jul-kaa napisała:

                                        > Dla mnie to też zawsze był problem. Np. podczas chodzenie po górach (z namiotem
                                        > i plecakami) poznawaliśmy ludzi z różnych części Polski. I wszystko było miło,
                                        > dopóki nie okazywało sie, ze my jestesmy z Warszawy... Wtedy nagle (po 3 dnach
                                        > wspólnego chodzenia) okazywało się, że jesteśmy wyniosłymi snobami, że cała Po
                                        > lska na nas pracuje itd.

                                        No właśnie. Spotkałam się z tym pierwszy raz na studiach na obozie językowym z ludźmi z Poznania i bardzo mnie zdziwiło, bo wcześniej w ogóle nie przyszło mi do głowy, że można oceniać ludzi na podstawie miasta, z którego pochodzą.
                                    • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:36
                                      > Mnie zdumiewa, jak łatwo i bezproblemowo można jechać po warszawiakach, i jak m
                                      > ało komu przychodzi na myśl, że jest to po prostu niegrzeczne

                                      Zgadzam się z Tobą. Jakbym poszła do sklepu w dowolnej miejscowości (dajmy na to Iksowo), ekspedientka byłaby wobec mnie nieuprzejma, a ja bym później usiadła na kolacji z mieszkańcami tej Iksowa i powiedziała: "No tak, iksowiacy to są potworne chamy, prawda?" to bym została uznana za warszawskie chamidło ;). A tego typu opinie na temat Warszawy głoszone przez wielu mieszkańców innych miast są na porządku dziennym.
                                    • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:46
                                      kis-moho napisała:

                                      > Mnie zdumiewa, jak łatwo i bezproblemowo można jechać po warszawiakach, i jak m
                                      > ało komu przychodzi na myśl, że jest to po prostu niegrzeczne - tak jak wygłasz
                                      > ający wspomniany przeze mnie tekst "z Warszawy, ale porządna" nie zdawał sobie
                                      > sprawy, że mnie po prostu obraża.

                                      Ja nie jeżdżę po warszawiakach i żadnych uprzedzeń nie miałam. Miałam nawet bardzo miłe wspomnienia z dzieciństwa, bo spędziłam kiedyś w Warszawie na Bródnie prawie całe lato. Piszę tylko o tym, co spotkało mnie tam w podróżach i za każdym razem spotyka mnie tam coś niemiłego, albo wkurzającego z strony ludzi, którzy pracują w usługach. Zero zainteresowania klientem, ignorancja, brak chęci pomoc, gdy ktoś nie jest obeznany w lokalnych zwyczajach (na przykład przy kupowaniu biletów kolejowych), a nawet wykazywane otwarcie zniecierpliwienie. I nikt, absolutnie nikt się do ciebie nie uśmiechnie. A taksówkarz, gdy zauważył, że rozmawiam po niemiecku z moim facetem, oszukał nas przy płaceniu rachunku. ;-)
                                  • jul-kaa Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:27
                                    Generalnie z Warszawą problem jest taki, że nie do końca wiadomo, kto jest warszawiakiem. Sama Warszawa liczy jakieś 1,5mln obywateli, drugie tyle(!!!) to przyjezdni, pracujący w Warszawie, mający tu znajomych, czasem mieszkający, często wypowiadający się o Warszawie bardzo negatywnie. Jest trochę ludzi, którzy przeprowadziwszy się z mniejszego miasta mają kompleksy, które wyładowują na "rdzennych" warszawiakach i nie tylko.
                                    W sumie z moich szacunków wynika, że mając do czynienia z osobą pracującą w Warszawie, z większym prawdopodobieństwem stykamy się z nie-warszawiakiem.
                                    Można jeszcze rozważyć, w jakich zawodach pracują w Warszawie nie-warszawiacy i zakładając gorszy dostęp do edukacji można stwierdzić, ze częściej będą pracować np. w obsłudze (właśnie np. lotnisk, dworców i hoteli).

                                    Ktoś obali moje tezy?
                                    • magdalaena1977 Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:01
                                      jul-kaa napisała:

                                      > Generalnie z Warszawą problem jest taki, że nie do końca wiadomo, kto jest wars
                                      > zawiakiem. Sama Warszawa liczy jakieś 1,5mln obywateli, drugie tyle(!!!) to prz
                                      > yjezdni, pracujący w Warszawie, mający tu znajomych, czasem mieszkający, często
                                      > wypowiadający się o Warszawie bardzo negatywnie. Jest trochę ludzi, którzy prz
                                      > eprowadziwszy się z mniejszego miasta mają kompleksy, które wyładowują na "rdze
                                      > nnych" warszawiakach i nie tylko.

                                      Takich ludzi szczerze nie cierpię i uważam, że jak komuś się w Warszawie nie podoba, to powinien wrócić tam, skąd przyszedł.

                                      A jak ktoś oczekuje, że można mieć w jednym miejscu metropolitalny rynek pracy i galerie handlowe, a jednocześnie uniknąć korków czy wysokich cen towarów w tym nieruchomości, to powinien się puknąć w głowę.
                                      • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:14
                                        magdalaena1977 napisała:

                                        > A jak ktoś oczekuje, że można mieć w jednym miejscu metropolitalny rynek pracy
                                        > i galerie handlowe, a jednocześnie uniknąć korków czy wysokich cen towarów w ty
                                        > m nieruchomości, to powinien się puknąć w głowę.

                                        Magdalena, a czy ty jeździłaś kiedyś komunikacją miejską w jakimś większym europejskim mieście? Bo to co prezentuje Warszawa w godzinach szczytu, to naprawdę wstyd i nie jest sprawą "metropolitalnego rynku pracy", tylko organizacji.
                                        • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:26
                                          Ja jeździłam. W Paryżu, w Rzymie, w Amsterdamie, w Budapeszcie, w Neapolu, w Mediolanie, w Madrycie, w Londynie, w Wiedniu i w Pradze, żeby wymienić te większe. Wszędzie nie raz czy dwa ale mieszkając przez miesiąc-dwa miesiące codziennie. Szczerze mówiąc w godzinach szczytu w korkach stałam wszędzie.
                                          Jedyna przewaga (potwierdzam, że bardzo duża przewaga) w części tych miast to było metro - metro w korkach nie stoi, a Warszawa ma tylko jedną linię, więc nie da się nią sprawnie wszędzie dojechać. Mam nadzieję, że skoro budowa drugiej linii już trwa, to władze Warszawy pociągną to dalej i będzie można sprawnie dojechać do większej ilości dzielnic.
                                          • sbarazzina Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 12:40
                                            @Besame, korki w komunikacji miejskiej w Wiedniu? Chyba w jakims innym, niz w tym w ktorym ja mieszkam ;-) Metro i tramwaje oczywiscie w korkach nie stoja, a w autobusie w korku stalam bodajze raz, gdy na miescie byla jakas manifestcja. Nikt z moich znajomych nie dojezdza do praxy komunikacja dluzej niz 1h. I po zastanowieniu, nie znam nikogo kto dojezdzalby do pracy samochodem.

                                            Nie lubie natomiast komunikacji w Londynie. Tlok, ciasno, brod i niemily zapach. No i wszedzie sie jedzie tak strasznie dlugo, ale to wynika z wielkosci miasta i odleglosci.
                                            • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:04
                                              Może byłam w jakiejś dziwnej części, nie wiem, ale w korkach stałam :). Inna sprawa że to było kilka lat temu, od tej pory przez Wiedeń tylko przejeżdżam w drodze do Włoch. Ale widzę, że w samym tym przejeździe dużo się zmieniło - jeszcze trzy lata temu były jakieś remonty, nie dało się normalnie przeskoczyć obwodnicą, tylko stało się w naprawdę dużym i długim korku (zawsze się łapałam na to samo - dojeżdżałam do Wiednia i cieszyłam się "łał, jak mi szybko poszło, to może w tym roku po prostu dobiję do Toskanii na jeden raz", a po dwóch godzinach przejazdu przez Wiedeń ;), sobie przypominałam, że "no taaaaa, rok temu też tak myślałam"), a w tym roku przejechałam Austrię błyskiem.
                                              Może miałam po prostu takiego pecha jak Pierwszalitera trzy lata temu w Warszawie, że trafiłam na jakąś remontowaną okolicę?
                                              • szarsz Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 19:42
                                                Ja też stałam w masakrycznych korkach. Ale ja byłam z dziesięć lat temu (na pewno ponad osiem, bo dzieci nie było nawet jeszcze w planach) i dojechanie gdziekolwiek nad ziemią to był naprawdę wyczyn.
                                        • magdalaena1977 Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:34
                                          pierwszalitera napisała:

                                          > magdalaena1977 napisała:
                                          >
                                          > > A jak ktoś oczekuje, że można mieć w jednym miejscu metropolitalny rynek
                                          > pracy
                                          > > i galerie handlowe, a jednocześnie uniknąć korków czy wysokich cen towaró
                                          > w w ty
                                          > > m nieruchomości, to powinien się puknąć w głowę.
                                          >
                                          > Magdalena, a czy ty jeździłaś kiedyś komunikacją miejską w jakimś większym
                                          > europejskim mieście?

                                          Np. dwa tygodnie w Londynie na kursie językowym w 1997 r. Byłam zachwycona gęstością sieci metra, zwłaszcza że w Warszawie był wtedy tylko mały ogryzek do Politechniki. No, ale jak oni zaczynali budowę, to u nas zdaje się dogorywało powstanie styczniowe, czy coś koło tego.
                                          Niemniej ja w ogóle nie przepadam za komunikacją miejską ;-) wolę własny samochód ze względu na wygodę, przyjemność płynącą samego prowadzenia i bagażnik.

                                          > Bo to co prezentuje Warszawa w godzinach szczytu, to
                                          > naprawdę wstyd i nie jest sprawą "metropolitalnego rynku pracy", tylko organizacji.

                                          Ale to nie ma nic do rzeczy. Każde miejsce ma swoje wady i zalety. Gdybym ja uważała, ze Warszawa jest tak obrzydliwą zakorkowaną dziurą, jak mówią niektórzy przyjezdni, to wyniosłabym się stąd czym prędzej.
                                          Nie mam nic przeciwko napływowi nowych osób do Warszawy (w końcu przodkowie wszystkich warszawiaków napłynęli wcześniej czy później), ale denerwuje mnie taka postawa opluwania mojego miasta, jaką prezentują niektórzy przyjezdni. Np. kiedy zachowują się, jakby nie wiedzieli, dlaczego w Warszawie nie ma IX wiecznych kamieniczek.
                                          A oni nie tylko narzekają, ale często jeszcze płacą podatki w swoich rodzinnych miasteczkach (a korzystają z warszawskiej infrastruktury) i ubezpieczają tam taniej swoje samochody.
                                          • jul-kaa Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:41
                                            magdalaena1977 napisała:
                                            > Np. kied
                                            > y zachowują się, jakby nie wiedzieli, dlaczego w Warszawie nie ma IX wiecznych
                                            > kamieniczek.

                                            Tak, mnie też drażni plucie na Warszawę przez przyjezdnych, kręcenie nosem na "Starówkę". Co oni, historii nie znają? W ogóle pogarda okazywana Warszawie i warszawiakom to jakiś ewenement. Naprawdę nigdy nie spotkałam się z tyloma negatywnymi opiniami na temat miasta, którego się nie zna. Wyobrażam sobie, jakie byłyby reakcje ludzi pochodzących z mniejszych miast, gdyby ich nazwać małomiasteczkowymi ćwokami. A czym to się niby różni od określania warszawiaków mianem wielkomiejskich snobów...?
                                            Faktyczną plagą są też wspomniani przez Ciebie mieszkańcy Warszawy nadal płacący podatki w swoich rodzinnych miasteczkach. Jak doda się do tego janosikowe, to trudno się dziwić, że Warszawie nie jest łatwo się rozwijać.
                                          • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:46
                                            magdalaena1977 napisała:

                                            > Np. dwa tygodnie w Londynie na kursie językowym w 1997 r. Byłam zachwycona gęst
                                            > ością sieci metra, zwłaszcza że w Warszawie był wtedy tylko mały ogryzek do Pol
                                            > itechniki. No, ale jak oni zaczynali budowę, to u nas zdaje się dogorywało pows
                                            > tanie styczniowe, czy coś koło tego.

                                            Nie każdy miał tak fajnie jak Londyn. Istnieją miasta o wiele młodsze od Warszawy, które też mają sprawną komunkację miejską.

                                            > Niemniej ja w ogóle nie przepadam za komunikacją miejską ;-) wolę własny samoch
                                            > ód ze względu na wygodę, przyjemność płynącą samego prowadzenia i bagażnik.

                                            To już ustaliłyśmy wcześniej. Nie mniej, własny samochód dla każdego mieszkańca, to nie jest szczęśliwe wyjście dla rozwijającej się metropolii. Mnie w Warszawie nie przestraszył bowiem nawet tak bardzo ten turlający się, zatłoczony tramwaj, jak niesamowity smórd spalin na ulicach. Czyste powietrze to też wartość i przyjemność.

                                            > Ale to nie ma nic do rzeczy. Każde miejsce ma swoje wady i zalety. Gdybym ja uw
                                            > ażała, ze Warszawa jest tak obrzydliwą zakorkowaną dziurą, jak mówią niektórzy
                                            > przyjezdni, to wyniosłabym się stąd czym prędzej.

                                            Dlatego ja nie wyobrażam sobie tam życia. ;-)
                                          • smallfemme Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:58
                                            Magdaleno, weź pod uwagę, że dla dużej części tych osób Warszawa jest stolicą województwa ;) Gdzie mają jechać jak nie do siebie? ;) Województwo mazowieckie jest jednym z najdziwniejszych tworów jakie powstały i nikt mnie nie przekona, że przypadkowo obejmuje wszystkie największe miasta w promieniu 100 km. Od kiedy Mazowsze sięga do Bugu? Rozumiem zasięg na zachód i północ, to naturalne od wiek wieków Mazowsze, ale Radom czy Siedlce? Trochę daleko. Nie żebym narzekała, dzięki temu jeżdżę do domu Kolejami Mazowieckimi, które bardzo lubię za ich cenę, ale rozumiem narzekających ludzi "z prowincji". Dla takich miejscowości bycie w mazowieckim to pod pewnymi względami strata - bo to nie tam ludzie z regionu przyjeżdżają załatwiać sprawy, a w zasięgu województwa jest się w zdecydowanym cieniu stolicy.
                                            • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 23:07
                                              rozumiem narzekających ludzi "z prowincji". Dla takich miejscowości byci
                                              > e w mazowieckim to pod pewnymi względami strata - bo to nie tam ludzie z region
                                              > u przyjeżdżają załatwiać sprawy, a w zasięgu województwa jest się w zdecydowany
                                              > m cieniu stolicy.

                                              To jasne, centralizacja i marginalizacja małych ośrodków jest okropna, przekonałam się o tym w moim mieście rodzinnym nr.2, czyli Krośnie. Problem doskonale rozumiem, ale nie lubię, jak się za niego wini przeciętnego warszawiaka, bo to na niego spadają potem wszystkie żale i niechęci.
                                            • magdalaena1977 Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 23:21
                                              smallfemme napisała:

                                              > Gdzie mają jechać jak nie do siebie? ;)

                                              Tam, gdzie nie będzie tak okropnie.
                                              A jeśli ktoś opuszcza rodzinną miejscowość, bo np. szuka wyższej uczelni czy dobrej pracy, to nie powinien oczekiwać np. że np. fryzjer czy przedszkole będą kosztować tyle, co w domu.
                                              • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 23:36
                                                magdalaena1977 napisała:

                                                > A jeśli ktoś opuszcza rodzinną miejscowość, bo np. szuka wyższej uczelni czy do
                                                > brej pracy, to nie powinien oczekiwać np. że np. fryzjer czy przedszkole będą k
                                                > osztować tyle, co w domu.

                                                A dlaczego nie? U mnie tak jest. Fryzjer w centrum miasta jest tańszy od takiego na prowincji, bo ma więcej klientów i może pozwolić sobie na bardziej elastyczny personal. Cena powinna być związana z jakością usługi, a nie miejscem salonu. A zaniedbywanie infrastruktury na prowincji, to strzelanie sobie w nogę. Doprowadza tylko do tego, że wokół miast tworzą się getta z przyjezdnych i dochodzi do społecznych problemów pomiędzy "starymi" i "nowymi". Jedna błyszcząca Warszawa, a wokół pustynia, z której ludzie zmuszeni są uciekać, bo nie mają tam szans na przyzwoite życie. I jeszcze spotyka ich niechęć warszawskich snobów, którzy z pracy tych ludzi też przecież korzystają.
                                                • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 23:55
                                                  pierwszalitera napisała:

                                                  > Fryzjer w centrum miasta jest tańszy od takieg
                                                  > o na prowincji, bo ma więcej klientów i może pozwolić sobie na bardziej elastyc
                                                  > zny personal.

                                                  Elastyczny personel, czyli "pani zasuwa za minimalną stawkę i pozwala na molestowanie, bo jak nie, to 10 następnych jest w kolejce".

                                                  > Jedna błyszcząca Wars
                                                  > zawa, a wokół pustynia, z której ludzie zmuszeni są uciekać, bo nie mają tam sz
                                                  > ans na przyzwoite życie.

                                                  Jako żywo lata 80. XX. wieku.

                                                  > I jeszcze spotyka ich niechęć warszawskich snobów, któ
                                                  > rzy z pracy tych ludzi też przecież korzystają.

                                                  Zazdrość typowa dla zabitej dechami prowincji.
                                                  • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 00:18
                                                    anna-pia napisała:

                                                    > Elastyczny personel, czyli "pani zasuwa za minimalną stawkę i pozwala na molest
                                                    > owanie, bo jak nie, to 10 następnych jest w kolejce".

                                                    Elastyczność polega na tym, że fryzjerek jest więcej, mogą się częściej zmnieniać i salon może proponować dłuższe godziny pracy. A molestowanie, to aż tak poważna sprawa w Polsce? Nie wiedziałam.

                                                    > Jako żywo lata 80. XX. wieku.

                                                    Nie wiesz więc, w jakim świecie żyjesz.


                                                    > Zazdrość typowa dla zabitej dechami prowincji.

                                                    Nie bardzo wiem, skąd taka interpretacja. Ja należę do ludzi, którzy żyją tam, gdzie im dobrze, a jak im tam niedobrze, to szukają lepszego miejsca, ale ciebie chyba moja wolność w oczy kole.
                                                  • anna-pia [...] 13.01.12, 09:40
                                                    Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
                                                  • pierwszalitera [...] 13.01.12, 12:26
                                                    Post został usunięty przez adminów lub założyciela forum .
                                                  • smallfemme Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 00:29
                                                    Bez przesady. Przebitka x5 na strzyżeniu męskim to naprawdę przesada. A to i tak najtańszy przyzwoity fryzjer w Wawie do najdroższego w mojej wiosce. Rozumiem koszty wynajmu, opłaty, ale z drugiej strony - zakład fryzjerski w mojej miejscowości to mała ale przytulna klitka z dobrą obsługą. Czy przepisy warszawskie dotyczące zakładów fryzjerskich zmuszają wszystkich do ogromnych okien wystawowych i ogromnych powierzchni? Nie rozumiem tego szału, żeby z ulicy było dokładnie widać co dzieje się w środku, nie lubię być "na widoku" w momencie strzyżenia. A takie szałowe lokalizacje kosztują. Tak samo jak wypasiony design wnętrza, w którym potrafi nie być funkcjonalnego wieszaka na ubrania... A sama usługa zostaje jakby w tyle...
                                                    Przepraszam, ale akurat usługi fryzjerskie bardzo mnie frustrują. Nie spotkałam jeszcze fryzjera, którego ktoś mógłby naprawdę polecić, a ceny odrzucają mnie od eksperymentów na włosach, więc wracam do mojej wioski, gdzie boską fryzurę mam za 25 zł (włosy długie, z myciem i podstawowym modelowaniem). A fryzjerka i tak z głodu nie umiera.
                                                  • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 00:35
                                                    > Przepraszam, ale akurat usługi fryzjerskie bardzo mnie frustrują. Nie spotkałam
                                                    > jeszcze fryzjera, którego ktoś mógłby naprawdę polecić, a ceny odrzucają mnie
                                                    > od eksperymentów na włosach, więc wracam do mojej wioski, gdzie boską fryzurę m
                                                    > am za 25 zł (włosy długie, z myciem i podstawowym modelowaniem). A fryzjerka i
                                                    > tak z głodu nie umiera.

                                                    Ale fryzjer bierze tyle, ile klienci są mu w stanie zapłacić - takie już prawa rynku. Może nawet i ten sam fryzjer w duchu się zżyma, że się ludziom w głowie poprzewracało, ale skoro tyle może zarabiać, to zarabia.
                                                    Ja na fryzjerach się nie znam, tym bardziej na cenach, ale wydaje mi się, że poza centrum jest o wiele przyjaźniej i na pewno taniej. W mojej części ursynowa jest sporo zakładów fryzjerskich, które są tam od kiedy pamiętam, nie mają szałowych lokalizacji ani designu :o) Może warto spróbować w bardziej mieszkaniowych, nie biurowych okolicach? Niestety nic konkretnego polecić nie mogę.
                                                  • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 00:43
                                                    Może warto spróbować w bardziej mieszkaniowyc
                                                    > h, nie biurowych okolicach? Niestety nic konkretnego polecić nie mogę.

                                                    Na pewno warto, bo fryzjerzy w mojej okolicy (Targowek, Brodno) tyle mniej wiecej sobie zycza. Oczywiscie ci w przyziemiach blokow, a nie w centrum handlowym.
                                                  • kocio-kocio Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 13:51
                                                    Przyjaźniej i taniej nie zawsze znaczy lepiej.
                                                    Sorry, ale doświadczenie mi mówi, że u przemiłej, taniej pani fryzjerki osiedlowej, raczej nie mogę liczyć ani na porządną farbę, ani na dobre strzyżenie.
                                                    Może mi snobizm przysłania wzrok. Niewykluczone.
                                                  • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 13:58
                                                    > Przyjaźniej i taniej nie zawsze znaczy lepiej.
                                                    > Sorry, ale doświadczenie mi mówi, że u przemiłej, taniej pani fryzjerki osiedlo
                                                    > wej, raczej nie mogę liczyć ani na porządną farbę, ani na dobre strzyżenie.

                                                    A tego już nie wiem, jak pisałam, nie bywam i nie mogę nikogo polecić. Ale na pewno warto się rozejrzeć po znajomych, na pewno ktoś zna dobrą fryzjerkę poza centrum, gdzie nie będzie wielkiego salonu i wysokich cen.
                                                    Ale ja jestem z założenia wrogiem fryzjerów, piszę tylko teoretycznie :o)
                                                  • kocio-kocio Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:23
                                                    Pewnie tak.
                                                    Ja mam w centrum.
                                                    Mały salon, ale z fantazją.
                                                    Cena akceptowalna, fryzjerka taka, że odkąd "z nią jestem" mam drugiego męża i ze 3 narzeczonych :o)
                                        • smallfemme Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:37
                                          Londyn, przesiadka pociągowa oraz metro nie w godzinach szczytu. Szał taki, że wolę warszawskie. Zresztą warszawska komunikacja miejska jest jedną z przyjemniejszych w kraju, na pewno kilka(naście) razy lepsza od lubelskiej czy wrocławskiej [to opinia o komunikacji miejskiej, nie o mieszkańcach czy samych miastach ;)] Mimo wielu różnych środków komunikacji (metro, autobusy, tramwaje, skm, wkd, km) do ogarnięcia w mig.
                                        • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 00:26
                                          > Magdalena, a czy ty jeździłaś kiedyś komunikacją miejską w jakimś większym eur
                                          > opejskim mieście? Bo to co prezentuje Warszawa w godzinach szczytu, to naprawd
                                          > ę wstyd i nie jest sprawą "metropolitalnego rynku pracy", tylko organizacji.

                                          A kiedy Ty jezdzilas komunikacja miejska po Warszawie? Tak mniej wiecej w ktorym roku?
                                          • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 01:08
                                            turzyca napisała:

                                            > A kiedy Ty jezdzilas komunikacja miejska po Warszawie? Tak mniej wiecej w ktory
                                            > m roku?

                                            No pisałam, że trzy lata temu. Znajoma odebrała mnie z lotniska i jechałyśmy sobie do miasta. Z jakiegoś tam powodu przypominam sobie tylko zatłoczony tramwaj, smród spalin na ulicach i jakiś rozkopany przystanek z strasznie ruchliwą ulicą, przez którą miałam stracha przejść. Zaliczyłam jeszcze dworzec centralny i wschodni. O matko, na tym wschodnim to przypomniał mi się Miś. Malutkie okienko pani z biletami było za zakratowaną szybą. I jeszcze kolejką podmiejską jechałam, tam i nazad, bo byłam trochę pod Warszawą.
                                            • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 01:29
                                              > No pisałam, że trzy lata temu.

                                              Nie, pisalas, ze trzy lata temu bylas w Warszawie. Moglas jezdzic taksowkami albo samochodami prywatnymi.

                                              A pytanie jest o tyle wazne, ze nie wiem, czy wiesz, ale Warszawa ma od jakiegos czasu nowa pania prezydent, pierwsza od lat na tym stanowisku osobe, ktora preznie wprowadza w miescie zmiany. Czasami tylko czkawka odbijaja sie zaleglosci z poprzednich lat, np. Most Polnocny bedzie oddany do uzytku dopiero na wiosne, a mial byc, zanim sie zaczela budowa drugiej linii metra. No ale jej poprzednik przez trzy lata nie byl w stanie rozstrzygnac przetargu...
                                              Dworzec Wschodni byl faktycznie straszny, teraz wyglada mniej wiecej tak. :)
                                              Za chwile bedzie nowiutki.
                                              Centralny juz jest odremontowany.

                                              A jednym z priorytetow jest komunikacja miejska. I efekty sa bardzo wyrazne - ja mam stala trase, po ktorej jezdze od 15 lat. Najpierw do liceum, potem na studia, teraz do archiwum. Teraz dojezdzam najszybciej mimo ze ruch w Warszawie jest znacznie wiekszy niz 15 lat temu. I co wazniejsze: ten czas jest praktycznie gwarantowany, nie ma tej niepewnosci, ktora towarzyszyla mi przez lata "most stanie czy nie?" To efekt uprzywilejowania komunikacji miejskiej, wytyczania buspasow, instalowania dodatkowej sygnalizacji swietlnej, kupowania nowego taboru, synchronizowania rozkladow jazdy. W Gdansku na trasie o tej samej dlugosci autobus jedzie dwa razy dluzej. Albo 1,9 raza albo 2,2. Nigdy nie wiesz, kiedy dojedziesz do domu.

                                              Trzy lata to cala epoka w zyciu tego miasta. Jak nie chcesz tylko rzucac stereotypami, to przyjedz po raz kolejny. I najlepiej koleja, wygodniej, ekologiczniej i Zlote Tarasy o krok. ;)
                                              • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 01:41
                                                Z tego co Pierwszalitera pisze, to ja się nie dziwię wrażeniom, bo rzeczywiście te okolice, którymi jechała, były wtedy remontowane i były giga korki i giga syf ;). Pamiętam, bo spotykałam się wtedy z chłopakiem, którego rodzice mieszkali na trasie w tamtą stronę, i nigdy się nie mogliśmy umówić na konkretną godzinę, kiedy odwiedzał rodziców, bo nie było wiadomo w jak wielkim korze utknie jadąc do mnie. Ale wiadomo, że jak się chce, żeby było lepiej, to przez jakiś czas musi być remont, korki i syf. Teraz jest o wiele lepiej, węzeł Hynka/Jerozolimskie przejechałam już na wszystkie strony, tak się nim dobrze śmiga ;). Wprawdzie ulica dalej jeszcze trochę w remoncie, więc za tym miejscem znów się robi korek, ale ogólnie w porównaniu do tego co było trzy lata temu, to jest niebo a ziemia.
                                                • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 02:02
                                                  besame.mucho napisała:

                                                  > Z tego co Pierwszalitera pisze, to ja się nie dziwię wrażeniom, bo rzeczywiście
                                                  > te okolice, którymi jechała, były wtedy remontowane i były giga korki i giga s
                                                  > yf ;)

                                                  No byl. Ja to wprawdzie odbieram jako objaw rozwoju miasta i identyczna sytuacje w Berlinie przeczekiwalam ze stoickim spokojem, a nie wnioskowalam, ze po Berlinie nie da sie jezdzic, w nim zyc i centra handlowe maja do... niczego, ale ja jestem snobem z warsiafki. Zostalo mi mimo przeprowadzki. Wiesz, mozesz wyrwac dziewczyne z warsiafki, ale warsiafki z niej nie wyrwiesz.
                                                  No i co ona, w kolko po tych rozkopanych Jerozolimskich jezdzila? Innych ulic nie bylo?

                                                  A poza tym przeciez wyraznie mowie: odkad mamy nowa pania prezydent, trzy lata to cala epoka. Pierwszalitera byla w zupelnie innej Warszawie niz ta, co teraz jest. Nieaktualne dane ma.
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 13:04
                                                    turzyca napisała:

                                                    > A poza tym przeciez wyraznie mowie: odkad mamy nowa pania prezydent, trzy lata
                                                    > to cala epoka. Pierwszalitera byla w zupelnie innej Warszawie niz ta, co teraz
                                                    > jest. Nieaktualne dane ma.

                                                    Poprzednim prezydentem też była pani Hania, prezydentuje od 2 grudnia 2006, czyli ponad 5 lat. Czyli syf podczas wizyty Litery był za pani Hani.
                                                  • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 13:40
                                                    > Poprzednim prezydentem też była pani Hania, prezydentuje od 2 grudnia 2006, czyli ponad 5 lat. C
                                                    > zyli syf podczas wizyty Litery był za pani Hani.

                                                    Owszem. Ale nie od razu Krakow zbudowano, nie mozesz oczekiwac od kobiety, ze w ciagu dwoch lat nadrobi wieloletnie niedociagniecia. Ale moim zdaniem przerwala wieloletnia stagnacje i ruszyla z kopyta z roznymi wiekszymi i mniejszymi zmianami, ktore w efekcie zmieniaja oblicze calego miasta. Oczywiscie mozna jej wiele zarzucic, co jej przeciwnicy chetnie robia, ale naprawde miasto sie zmienia. Przy cyklicznych odwiedzinach miasta te zmiany uderzaja jak obuchem. A to moja druga emigracja, powrot z pierwszej nie wiazal sie z taka iloscia zaskoczen, miasto wtedy na poziomie zaleznym od wladz prawie sie nie zmienialo. A teraz widac, ze komus sie chce, ze ktos nie traktuje prezydentury Warszawy jako trampoliny do wyzszych urzedow, tylko koncentruje sie na miescie.

                                                    I nadal bede twierdzic, ze trzy lata w zyciu Warszawy to cala epoka.
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:07
                                                    turzyca napisała:

                                                    > Owszem. Ale nie od razu Krakow zbudowano, nie mozesz oczekiwac od kobiety, ze w
                                                    > ciagu dwoch lat nadrobi wieloletnie niedociagniecia.

                                                    Jakich dwóch. 2011-2006=5

                                                    > Ale moim zdaniem przerwal
                                                    > a wieloletnia stagnacje i ruszyla z kopyta z roznymi wiekszymi i mniejszymi zmi
                                                    > anami, ktore w efekcie zmieniaja oblicze calego miasta.

                                                    Owszem, przejazd z Targówka na Gocławek trwa półtorej godziny, a nie pół, zanim się pani Hania zabrała za rozkopanie pół miasta w jednym terminie zamiast kazać zleceniobiorcy rozpisać prace tak, żeby miasto nie stało w korkach przez całe miesiące.

                                                    > Oczywiscie mozna jej wi
                                                    > ele zarzucic, co jej przeciwnicy chetnie robia, ale naprawde miasto sie zmienia

                                                    Zmienia, tylko że przy okazji przypomina mi się powiedzonko "a mój dziadek to przed wojną miał na Gęsiej burdel; tam to dopiero był porządek!"

                                                    > . Przy cyklicznych odwiedzinach miasta te zmiany uderzaja jak obuchem.

                                                    Przy stałym zamieszkaniu też.

                                                    > I nadal bede twierdzic, ze trzy lata w zyciu Warszawy to cala epoka.

                                                    No dobra, na osłodę mogę się zgodzić ;)
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:15
                                                    A ja bym powiedziała tak: niektóre remonty robione są rzeczywiście jakby nikt ich nie przemyślał (np. rozkopanie Niepodległości raz żeby wyremontować torowisko i zakorkowanie tym samym całego Mokotowa, a rok później... robienie tego samego, bo się okazało, że cośtam trzeba pod spodem zrobić, więc cała robota z poprzedniego doku poszła w diabły). Ale godzę się z tymi wpadkami, bo widzę, że jak już coś się wreszcie uda skończyć, to znacznie poprawia to jeżdżenie po mieście (vide wspomniany wcześniej węzeł Hynka/Jerozolimskie - przez BARDZO długi czas budowy korki były naprawdę monstrualne, ale teraz śmiga się bardzo dobrze).
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:17
                                                    Roku nie doku ;)
                                                  • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:21
                                                    > > Owszem. Ale nie od razu Krakow zbudowano, nie mozesz oczekiwac od kobiety
                                                    > , ze w
                                                    > > ciagu dwoch lat nadrobi wieloletnie niedociagniecia.
                                                    >
                                                    > Jakich dwóch. 2011-2006=5


                                                    Ale mowimy o syfie 3 lata temu. Czyli 2008 rok. 2008-2006=2 :P

                                                    I przypominam, ze jej poprzednik przez trzy lata nie zrobil prawie nic. Muzeum otworzyl. Ale komunikacja to taki zbedny dodatek w jego mniemaniu byl.


                                                    > Owszem, przejazd z Targówka na Gocławek trwa półtorej godziny, a nie pół, zanim
                                                    > się pani Hania zabrała za rozkopanie pół miasta w jednym terminie zamiast kaza
                                                    > ć zleceniobiorcy rozpisać prace tak, żeby miasto nie stało w korkach przez całe
                                                    > miesiące.

                                                    Poczekaj, ja juz wiem, co nastapi, podobna dyskusje juz mialysmy, wiec wiem, ze Ty sie od samochodu nie mozesz oderwac.
                                                    Ale wiekszosc warszawiakow jezdzi komunikacja miejska i pod nich ustawiane sa problemy w miescie, o ile sie tylko da. I wiesz, ja jako uzytkownik komunikacji miejskiej bardzo sobie cenie, ze czas przejazdu mi sie skrocil o 1/3 na oszalamiajacym odcinku 7 km, na dluzszych poprawa jest jeszcze bardziej widoczna. I rozkopanie glownego wezla komunikacyjnego w mojej okolicy w zaden sposob na moj czas przejazdu nie wplynelo. To nowosc.

                                                    > Zmienia, tylko że przy okazji przypomina mi się powiedzonko "a mój dziadek to p
                                                    > rzed wojną miał na Gęsiej burdel; tam to dopiero był porządek!"

                                                    Moja dusza mi mowi, ze za 50 lat HGW bedzie uwazana za Starzynskiego III RP. Na jego radykalne porzadki tez sie burzono. I wspominano Sofoklesa S. ... ;)
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:49
                                                    turzyca napisała:

                                                    > > > Owszem. Ale nie od razu Krakow zbudowano, nie mozesz oczekiwac od k
                                                    > obiety
                                                    > > , ze w
                                                    > > > ciagu dwoch lat nadrobi wieloletnie niedociagniecia.
                                                    > >
                                                    > > Jakich dwóch. 2011-2006=5
                                                    >
                                                    >
                                                    > Ale mowimy o syfie 3 lata temu. Czyli 2008 rok. 2008-2006=2 :P

                                                    Annały miasta stołecznego Warszawy nie odnotowały wizyty Litery w stolicy, nie wiedzieć czemu. Sugerujesz, że ta data była jakąś cezurą dla pani hani?

                                                    > I przypominam, ze jej poprzednik przez trzy lata nie zrobil prawie nic. Muzeum
                                                    > otworzyl. Ale komunikacja to taki zbedny dodatek w jego mniemaniu byl.

                                                    Który? Bo przedtem sami faceci byli ;p

                                                    > Poczekaj, ja juz wiem, co nastapi, podobna dyskusje juz mialysmy, wiec wiem, ze
                                                    > Ty sie od samochodu nie mozesz oderwac.
                                                    > Ale wiekszosc warszawiakow jezdzi komunikacja miejska i pod nich ustawiane sa p
                                                    > roblemy w miescie, o ile sie tylko da.

                                                    Aha, to pewnie jeżdżącym samochodami dokopano na zasadzie "jak jeżdżą samochodami, to burżuje, to niech mają gorzej"?

                                                    > I wiesz, ja jako uzytkownik komunikacji
                                                    > miejskiej bardzo sobie cenie, ze czas przejazdu mi sie skrocil o 1/3 na oszalam
                                                    > iajacym odcinku 7 km, na dluzszych poprawa jest jeszcze bardziej widoczna. I ro
                                                    > zkopanie glownego wezla komunikacyjnego w mojej okolicy w zaden sposob na moj c
                                                    > zas przejazdu nie wplynelo. To nowosc.

                                                    To fajnie, że nie wpłynęło, ale nie mogę z tego powodu jeździć tylko komunikacją miejską. Na jednym odcinku fakt, wsiadam w autobus, bo samochodem jadę 4x dłużej, ale tylko na jednym. Nie jeżdżę sama.

                                                    > Moja dusza mi mowi, ze za 50 lat HGW bedzie uwazana za Starzynskiego III RP. Na
                                                    > jego radykalne porzadki tez sie burzono. I wspominano Sofoklesa S. ... ;)

                                                    Starynkiewicz był generałem i porządek musiał być, Anglików nasprowadzał do roboty i się wyżywał gubernatorsko. Co nie zmienia faktu, że był człowiekiem narzuconym przez nieprawowitą władzę i ówcześni mogli nie być zachwyceni faktem, że Rosjanie panoszą się nad Wisłą.
                                                    Co będzie za 50 lat, to w tym momencie niespecjalnie mnie wzrusza, szczerze powiedziawszy, jak muszę teraz dokonywać cudów organizacyjnych chcąc pojechać z dzieckiem do lekarza, nie marnując na to całego dnia. Ale to moja wina, gdybym miała 2x mniejszy samochód, to zaparkowałabym byle gdzie ;p
                                                    Za 50 lat to mogę ją chwalić, ale teraz sytuacja wygląda jak wygląda. I moje niezadowolenie dotyczy tu i teraz.
                                                  • kasica_k Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:56
                                                    anna-pia napisała:
                                                    > Ale to moja wina, gdybym mi
                                                    > ała 2x mniejszy samochód, to zaparkowałabym byle gdzie ;p

                                                    No pewnie. Jajakbym miała taki samochód jak ty, to musiałabym wracać do domu przed dobranocką, żeby mieć jeszcze gdzie landarę postawić :)
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:58
                                                    kasica_k napisała:

                                                    > anna-pia napisała:
                                                    > > Ale to moja wina, gdybym mi
                                                    > > ała 2x mniejszy samochód, to zaparkowałabym byle gdzie ;p
                                                    >
                                                    > No pewnie. Jajakbym miała taki samochód jak ty, to musiałabym wracać do domu pr
                                                    > zed dobranocką, żeby mieć jeszcze gdzie landarę postawić :)

                                                    Widzisz, same korzyści by z tego były, nie włóczyłabyś się po mieście po nocy ;) I wcale nie mam takiego dużego samochodu.
                                                  • kasica_k Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:02
                                                    anna-pia napisała:
                                                    > kasica_k napisała:
                                                    > >
                                                    > > No pewnie. Jajakbym miała taki samochód jak ty, to musiałabym wracać do d
                                                    > omu pr
                                                    > > zed dobranocką, żeby mieć jeszcze gdzie landarę postawić :)
                                                    >
                                                    > Widzisz, same korzyści by z tego były, nie włóczyłabyś się po mieście po nocy ;)

                                                    Tia...

                                                    > I wcale nie mam takiego dużego samochodu.

                                                    Ale długi AFAIR. Czasem liczą się centymetry. Ta rozpacz w oczach właścicieli kombiaków, mijających z rozpaczą w oczach miejscówki, w które ja się wpycham bez problemu...

                                                    A najbardziej to bym chciała Smarta, ale żeby był bigger on the inside :)
                                                  • kasica_k Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:04
                                                    kasica_k napisała:
                                                    > Ta rozpacz w oczach właścicieli k
                                                    > ombiaków, mijających z rozpaczą w oczach

                                                    skutki włóczenia się po nocy niewątpliwie :)
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:06
                                                    > Ale długi AFAIR. Czasem liczą się centymetry. Ta rozpacz w oczach właścicieli k
                                                    > ombiaków, mijających z rozpaczą w oczach miejscówki, w które ja się wpycham bez
                                                    > problemu...

                                                    Coś za coś, na mnie ci właściciele, co się w lecie wpychają tam, gdzie się nie mieszczę, patrzą z zazdrością zimą (nie taką zimą jak teraz oczywiście), kiedy zawsze mam wolne miejsca do parkowania, bo mi samochód wjedzie na rozbebeszony śnieg, którego inni wolą unikać :)
                                                  • kocio-kocio Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:59
                                                    Nie wiem, jaki samochód ma anna-pia, ale zdecydowanie jestem na "nie" jeśli chodzi o wielkie samochody w mieście.
                                                    No sorry, niech mi taki wjedzie w bok w mojego autka? Myślisz, że będzie co zbierać? Nie mówiąc już o zajmowaniu 2 miejsc parkingowych na raz.
                                                    No sorry. Z całą sympatią.
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:01
                                                    Nie no, zaraz. Ale jak ktoś ma pięcioosobową rodzinę, w tym małe dzieci, to musi mieć duży samochód, choćby po to, żeby być w stanie się z tymi dziećmi zabrać na wakacje. Nie można mu przecież kazać mieć dwóch - jednego wakacyjnego, który będzie odpalał raz do roku, a drugiego na resztę roku.
                                                  • kocio-kocio Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:04
                                                    Szczerze? W ogóle nie wyobrażam sobie jechania z dziećmi na wakacje samochodem.
                                                    No ale ja mam jedno i mi go szkoda, jak sobie pomyślę, że miałby spędzić X godzin praktycznie unieruchomiony w foteliku.
                                                    Pociągiem jeździmy.
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:08
                                                    kocio-kocio napisała:

                                                    > Szczerze? W ogóle nie wyobrażam sobie jechania z dziećmi na wakacje samochodem.

                                                    A ja sobie nie wyobrażam jazdy pociągiem z trójką. Musiałabym bagaż wysłać kurierem (ciekawe, kto przypilnuje rzeczy, jak kurier przyjedzie przede mną?) albo dwóch osiłków do noszenia.

                                                    > No ale ja mam jedno i mi go szkoda, jak sobie pomyślę, że miałby spędzić X godz
                                                    > in praktycznie unieruchomiony w foteliku.

                                                    Bez przesady. Trasę można opracować tak, żeby zatrzymać się na godzinę po 2 - 3 godzinach jazdy. Poza tym, fotelik to nie hiszpańskie krzesło, można kupić wygodny i nie trzeba dzieciaka w nim unieruchamiać, wystarczy przypiąć i zapewnić rozrywkę.

                                                    > Pociągiem jeździmy.

                                                    Co kto lubi.
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:12
                                                    > A ja sobie nie wyobrażam jazdy pociągiem z trójką. Musiałabym bagaż wysłać kuri
                                                    > erem (ciekawe, kto przypilnuje rzeczy, jak kurier przyjedzie przede mną?) albo
                                                    > dwóch osiłków do noszenia.

                                                    Dokładnie, nas była dwójka, ale jeździliśmy na wakacje głównie w takie miejsca, które najbliższy dworzec kolejowy miały 60 km dalej, a najbliższy przystanek autobusowy 10 km dalej, później była tylko piaskowa droga przez las. Jak sobie wyobrażam, że rodzice mieliby ogarnąć dwójkę maluchów, wózki, zabawki czy inne pieluchy i bagaże, i dyrdać te 10 km tam i z powrotem, żeby to wszystko z autobusu do domu pozanosić, to się nie dziwię, że jeździliśmy na wakacje samochodem.
                                                  • kocio-kocio Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:16
                                                    No cóż, ja jestem w kolejarskiej rodziny i może dlatego sobie wyobrażam.
                                                    I nie wiem dokąd i na ile Wy jeździcie, ale ja zazwyczaj jestem w stanie ogarnąć bagaż i dziecko. Szczególnie jeśli dziecko nie jest już "naręczne", tylko chodzące. Sama.
                                                    Zakładam, że masz trójkę dzieci do dwójki dorosłych. A to już w ogóle maksymalny komfort. No chyba, że to dwuletnie trojaczki ;o)
                                                    Wyjazdów samochodem próbowałam (żeby nie było) i są miejsca, w które tak jeździmy.
                                                    Może mam dziwne dziecko, ale nie wytrzymuje 2 godzin w fotelu, a fotel mamy porządny i dostosowany do wieku i wzrostu młodego.
                                                    Więc całkowicie się z Tobą zgadzam: co kto lubi.
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:37
                                                    kocio-kocio napisała:

                                                    > No cóż, ja jestem w kolejarskiej rodziny i może dlatego sobie wyobrażam.

                                                    No, to pewnie na bilety też wydajesz zdecydowanie mniej niż ja bym wydała.

                                                    > I nie wiem dokąd i na ile Wy jeździcie, ale ja zazwyczaj jestem w stanie ogarną
                                                    > ć bagaż i dziecko. Szczególnie jeśli dziecko nie jest już "naręczne", tylko cho
                                                    > dzące. Sama.

                                                    Tam, gdzie nie ma tłumów ani kolei. Serio. Gdybym w zeszłe wakacje miała jechać transportem ogólnodostępnym, odmówiłabym w ogóle wyjazdu (i tak co roku), bo musiałabym jechać najpierw pociągiem, potem autobusem, a potem zasuwać parę kilometrów na piechotę. I nie mam ochoty prać w czasie wakacji tylko po to, żeby mieć mniejszy bagaż, albo zabronić dzieciom taplać się w błocie, bo się wybrudzą.

                                                    > Może mam dziwne dziecko, ale nie wytrzymuje 2 godzin w fotelu, a fotel mamy por
                                                    > ządny i dostosowany do wieku i wzrostu młodego.

                                                    A moje lubią jeździć :)
                                                  • kocio-kocio Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 14.01.12, 14:42
                                                    anna-pia napisała:

                                                    > kocio-kocio napisała:
                                                    >
                                                    > > No cóż, ja jestem w kolejarskiej rodziny i może dlatego sobie wyobrażam.
                                                    >
                                                    > No, to pewnie na bilety też wydajesz zdecydowanie mniej niż ja bym wydała.
                                                    >

                                                    No nie.
                                                    Kolejowe przywileje nie sięgają tak daleko.
                                                    Obejmują tylko współmałżonka i dzieci do 25 roku życia.
                                                    A ja mam kolejowych rodziców, dziadków i pradziadków.
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:18
                                                    kocio-kocio napisała:

                                                    > Nie wiem, jaki samochód ma anna-pia, ale zdecydowanie jestem na "nie" jeśli cho
                                                    > dzi o wielkie samochody w mieście.

                                                    1. mamy demokrację i nie można zabronić ludziom jeździć dużymi samochodami ani posiadać takowych.

                                                    > No sorry, niech mi taki wjedzie w bok w mojego autka?

                                                    2. ty wolisz mały samochód, mi mały jest zbędny; BTW, pojeździłam corsą, nigdy więcej, to jest samochód do parkowania, nie do jazdy, klaustrofobii można w tym dostać. Zresztą, trójki w corsie nie zmieszczę, a czasem muszę po mieście z trójką jeździć.
                                                    Myślisz, że właściciel dużego samochodu o niczym innym nie marzy, jak tylko go rozwalić? Im większe pudło, tym droższe...

                                                    > Myślisz, że będzie co zbierać?

                                                    Dlatego duże samochody uznaje się za bezpieczniejsze i dlatego mam średnio-duży samochód, a nie mały.

                                                    > Nie mówiąc już o zajmowaniu 2 miejsc parkingowych na raz.

                                                    Bardzo często widzę małe samochody zaparkowane tak - z samego brzegu miejsca parkingowego - że nie zmieszczę swojego na miejscu obok, zaparkowane po skosie, że... itd., zaparkowane wręcz na dwóch miejscach. A duży samochód zajmuje więcej miejsca, czasem część miejsca obok, bo miejsca zaprojektowano IMO na małe samochody, nie nawet na średnie. Mój jest średni i wcale nie taki długi, jeździłam dłuższym.

                                                    > No sorry. Z całą sympatią.

                                                    I nawzajem.
                                                  • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:25

                                                    > 1. mamy demokrację i nie można zabronić ludziom jeździć dużymi samochodami ani
                                                    > posiadać takowych.


                                                    Mamy demokracje i jak przekonasz odpowiednia ilosc osob, to mozesz przeforsowac zakaz wjazdu do miasta samochodem o dobrowolnie wybranych cechach. :P
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:31
                                                    turzyca napisała:

                                                    > > 1. mamy demokrację i nie można zabronić ludziom jeździć dużymi samochodam
                                                    > i ani
                                                    > > posiadać takowych.

                                                    > Mamy demokracje i jak przekonasz odpowiednia ilosc osob, to mozesz przeforsowac
                                                    > zakaz wjazdu do miasta samochodem o dobrowolnie wybranych cechach. :P

                                                    :P
                                                  • kocio-kocio Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:32
                                                    Wiesz, ja patrzę na to z punktu widzenia kogoś kogo nie stać ani na trójkę dzieci, ani na gigantyczny samochód.
                                                    Wiesz, zazdrość i zawiść przeze mnie przemawia. Na pewno ;o)
                                                    Poza tym ja też jestem z Warszawy, więc cham i prostak.
                                                    Tyle, że ja się snobuję na poobtłukiwane stare autka ;o)
                                                    BTW jedno odtłuczenie mam właśnie od wielkiego auta, które zmieniło pas ruchu na mnie.
                                                    Nie przede mnie, nie za mnie, tylko na mnie.
                                                    Bo mnie kierowca nie zauważył. Pewnie dlatego, że siedział z metr powyżej mojego dachu (terenówka, nie ciągnik siodłowy).
                                                    Pewnie nie marzył żeby się rozbić i na szczęście siebie też tylko obtłukł zlekka.
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:42
                                                    kocio-kocio napisała:

                                                    > Wiesz, ja patrzę na to z punktu widzenia kogoś kogo nie stać ani na trójkę dzie
                                                    > ci, ani na gigantyczny samochód.

                                                    Mnie też niestety nie stać na gigantyczny samochód.

                                                    > Wiesz, zazdrość i zawiść przeze mnie przemawia. Na pewno ;o)

                                                    :D

                                                    > Poza tym ja też jestem z Warszawy, więc cham i prostak.

                                                    No to możemy sobie podyskutować jak dwie warszawianki, żadna prowincjuszka nam nie wtryni się do rozmowy ;)

                                                    > Tyle, że ja się snobuję na poobtłukiwane stare autka ;o)
                                                    > BTW jedno odtłuczenie mam właśnie od wielkiego auta, które zmieniło pas ruchu n
                                                    > a mnie.
                                                    > Nie przede mnie, nie za mnie, tylko na mnie.
                                                    > Bo mnie kierowca nie zauważył. Pewnie dlatego, że siedział z metr powyżej mojeg
                                                    > o dachu (terenówka, nie ciągnik siodłowy).

                                                    A to już jest wina kierowcy, nie samochodu. Widziałam koło mnie, jak jeden artysta manewrował tirem w wąskiej uliczce i żadnego samochodu nawet nie zadrapał. Tyle że jemu się chciało.
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:45
                                                    > A to już jest wina kierowcy, nie samochodu. Widziałam koło mnie, jak jeden arty
                                                    > sta manewrował tirem w wąskiej uliczce i żadnego samochodu nawet nie zadrapał.
                                                    > Tyle że jemu się chciało.

                                                    Amen :). Dopóki nie zobaczę jakichkolwiek statystyk mówiących, że wypadki powodują głównie właściciele dużych samochodów, to w to nie uwierzę, bo moje doświadczenia z dróg tego nie potwierdzają.
                                                  • kasienka.body Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 16:19
                                                    > Bo mnie kierowca nie zauważył. Pewnie dlatego, że siedział z metr powyżej mojeg
                                                    > o dachu (terenówka, nie ciągnik siodłowy).

                                                    Raczej dlatego, że jadąc obok innego samochodu w pewnym momencie jest się w tak zwanym martwym punkcie - nie widać samochodu ani w lusterku bocznym ani tylnym. I nie wiele ma tu do rzeczy wielkość samochodu.
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:34
                                                    > Bardzo często widzę małe samochody zaparkowane tak - z samego brzegu miejsca pa
                                                    > rkingowego - że nie zmieszczę swojego na miejscu obok, zaparkowane po skosie, ż
                                                    > e... itd., zaparkowane wręcz na dwóch miejscach

                                                    Hihi, ostatnio widziałam SMARTA zaparkowanego na TRZECH miejscach. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, ktoś to chyba musiał zrobić specjalnie w ramach dowcipu czy coś. W Arkadii są miejsca parkingowe w takim kształcie HHHHHH i ten ktoś stanął na pierwszym H (pośrodku H, tak, że zajmował i to miejsce z przodu i z tyłu) i jeszcze skosem, tak, że maska wystawała na jedno z miejsc na drugim H. Byłam pod dużym wrażeniem ;).

                                                    Aha, ja mam spory samochód i nie zdarza mi się zajmować dwóch miejsc parkingowych. Hammerem nie jeżdżę, tym bym pewnie zajmowała, ale moim się mieszczę. Czasem trudno otworzyć drzwi, bo jak stoję na miejscu parkingowym, to sięgam często od linii do linii, więc jak ktoś na drugim miejscu stoi tuż przy krawędzi to jest ciasno, ale nikomu miejsca nie zajmuję.
                                                  • kasienka.body Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:58
                                                    > Nie wiem, jaki samochód ma anna-pia, ale zdecydowanie jestem na "nie" jeśli cho
                                                    > dzi o wielkie samochody w mieście.
                                                    > No sorry, niech mi taki wjedzie w bok w mojego autka? Myślisz, że będzie co zbi
                                                    > erać? Nie mówiąc już o zajmowaniu 2 miejsc parkingowych na raz.
                                                    > No sorry. Z całą sympatią.

                                                    :D No przepraszam, ale nie sądzę, żeby ktokolwiek kupując samochód brał pod uwagę fakt, iż jak wjedzie w czyjś bok to zrobi za dużą dziurę <lol>
                                                    Niektórzy potrzebują większych samochodów, bo np. muszą w zimie przejechać polną drogę zasypaną śniegiem. Lub też potrzebują dużo miejsca, bo często przewożą towar lub coś tam innego o dużych gabarytach.
                                                    A co do zajmowania dwóch miejsc parkingowych - to nie jest kwestia wielkości samochodu, bo każdy samochód, nawet duży suw zmieści się na jednym, tylko kwestia umiejętności parkowania - tysiące razy widziałam rozkraczone małe auto na 2-3 miejscach parkingowych, bo komuś się nie chciało wyrównać tylko stanął na ukos.

                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:59
                                                    > Ale to moja wina, gdybym mi
                                                    > ała 2x mniejszy samochód, to zaparkowałabym byle gdzie ;p

                                                    O, to jest jedna rzecz, którą bym bardzo chciała, żeby wreszcie się miasto zajęło. Parkingi. Duże, wielopoziomowe parkingi (najlepiej podziemne, bo po co stawiać takie straszaki w środku miasta?). Moim zdaniem to by rozwiązało kilka problemów:
                                                    - (oczywiste) więcej miejsc do parkowania
                                                    - mniejsze korki (masa korków powstaje przez to, że tam gdzie powinny być dwa pasy - jest jeden, bo na jednym ludzie sobie parkują)
                                                    - ładniejsze miasto (bez każdego wolnego metra obstawionego samochodami)
                                                    - bardziej wygodne chodniki dla niepełnosprawnych, matek z dziećmi, itd (bo szersze, a nie pozastawiane samochodami)

                                                    Wprowadziłabym też zasadę, że jak ktoś stawia nowy budynek mieszkalny/użytkowy, to ma obowiązek zadbać o miejsca do parkowania. Bo później są takie kwiatki jak dosyć blisko mnie - postawili wielki bank Millenium i całe osiedle jest zakorkowane, bo pracownicy nie mają miejsc parkingowych i zostawiają samochody dosłownie wszędzie wliczając w to środek ulicy ;) ).
                                                  • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:05
                                                    > Wprowadziłabym też zasadę, że jak ktoś stawia nowy budynek mieszkalny/użytkowy,
                                                    > to ma obowiązek zadbać o miejsca do parkowania. Bo później są takie kwiatki ja
                                                    > k dosyć blisko mnie - postawili wielki bank Millenium i całe osiedle jest zakor
                                                    > kowane, bo pracownicy nie mają miejsc parkingowych i zostawiają samochody dosło
                                                    > wnie wszędzie wliczając w to środek ulicy ;) ).

                                                    To tak, ale parkingi w mieście to moim zdaniem zły pomysł, wszyscy nigdy się nie zmieszczą. Jestem fanką dużych parkingów na przedmieściach powiązanych z bardzo dobrą komunikacją miejską. Taką co naprawdę jeździ co 3 minuty.
                                                  • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:15
                                                    > Annały miasta stołecznego Warszawy nie odnotowały wizyty Litery w stolicy, nie
                                                    > wiedzieć czemu. Sugerujesz, że ta data była jakąś cezurą dla pani hani?

                                                    Nie, doprecyzowuje tylko, skad te dwa lata w ktoryms poprzednim poscie.


                                                    > Który? Bo przedtem sami faceci byli ;p

                                                    Ten, ktory nie zdolal rozstrzygnac przetargu na Most Polnocny.


                                                    > Aha, to pewnie jeżdżącym samochodami dokopano na zasadzie "jak jeżdżą samochoda
                                                    > mi, to burżuje, to niech mają gorzej"?

                                                    Nie. Ale nie mozesz podporzadkowywac 80% mieszkancow 20% (a takie sa proporcje uzywania, nie posiadania!, samochodu w Warszawie.)
                                                    Madra jestes sama, poszukaj raportow, dlaczego stawianie na transport niesamochodowy w miescie jest jedyna szansa na normalne w nim zycie.

                                                    szczerze pow
                                                    > iedziawszy, jak muszę teraz dokonywać cudów organizacyjnych chcąc pojechać z dz
                                                    > ieckiem do lekarza, nie marnując na to całego dnia. Ale to moja wina, gdybym mi
                                                    > ała 2x mniejszy samochód, to zaparkowałabym byle gdzie ;p

                                                    Wiesz dlaczego my mamy kombi? Bo ktos w rodzinie musi miec, a my uzywamy samochodu bardzo malo i mozemy sobie pozwolic na zabawe w szukanie miejsca parkingowego przez pol godziny i wracanie od niego piechota 10 minut. Ci czlonkowie rodziny, ktorzy jezdza na co dzien po miescie uzywaja Cors, Yarisow i innych malenstw. My za pare lat albo bedziemy miec znacznie mniejsze auto albo wykupione miejsce parkingowe. Prawdopodobnie i to i to. Albo ani jednego ani drugiego, a zaoszczedzona kase wydamy na taksowki i wynajem samochodu, a nadwyzke na przyjemnosci.
                                                    A poza tym stojac w korku rozejrzyj sie po sasiednich samochodach. W ilu z nich jest tylko kierowca? Oczywiscie ze sa w zyciu sytuacje gdy posiadanie samochodu jest bardzo potrzebne, ale ile z Twoich towarzyszy korkowej niedoli mogloby spokojnie zostawic samochod i dojechac wygodniej w inny sposob? Ty, obecnie w takiej sytuacji zyciowej, ze zycie bez samochodu jest trudne, tez bys na tym zyskiwala.


                                                    Starynkiewicz był generałem i porządek musiał być, Anglików nasprowadzał do rob
                                                    > oty i się wyżywał gubernatorsko. Co nie zmienia faktu, że był człowiekiem narzu
                                                    > conym przez nieprawowitą władzę i ówcześni mogli nie być zachwyceni faktem, że
                                                    > Rosjanie panoszą się nad Wisłą

                                                    A Starzynski, o ktorym pisalam, byl wprawdzie komisarzem, ale Polakiem. I tez sie ludzie skarzyli na niego.
                                                    Starynkiewicz zas, faktycznie Sokrates, byl podobny przez warszawiakow dosc lubiany, bo nie traktowal Warszawy jako etapu przejsciowego tylko sie jej porzadnie poswiecil. Aczkolwiek oczywiscie czesc zmian wzbudzala wzburzenie, bo kto to widzial takie rozwiazania wprowadzac.
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:29
                                                    turzyca napisała:

                                                    > A poza tym stojac w korku rozejrzyj sie po sasiednich samochodach. W ilu z nich
                                                    > jest tylko kierowca?

                                                    ...który możliwe, że 5 minut wcześniej zostawił dzieci w szkole/przedszkolu. Mi tez się zdarza jechać do sądu samej, przy czym wcześniej i później muszę obskoczyć szkołę i przedszkole, bo miejską komunikacją bym nie zdążyła.
                                                    Jest wielu singli za kółkiem wielkiego SUV-a, ale to już egoizm singli, a nie źli kierowcy en masse.

                                                    > Oczywiscie ze sa w zyciu sytuacje gdy posiadanie samochod
                                                    > u jest bardzo potrzebne, ale ile z Twoich towarzyszy korkowej niedoli mogloby s
                                                    > pokojnie zostawic samochod i dojechac wygodniej w inny sposob?

                                                    Nie mam na to wpływu. I nijak to nie wpływa na to, że ileś ulic jest koszmarnie rozkopanych: przed rozkopaniem mogłam podjechać w okolice Pl. Teatralnego samochodem i wrócić w ciągu 30 minut, teraz - tramwajem i autobusem - zajmuje mi to godzinę, bo pani Hania pozamykała całą Świętokrzyską. Nie żeby od razu coś tam robić, miesiącami od strony N. Światu hulał tam wiatr.
                                                    Może pani Hania nie postarała się jeszcze przekonać ludzi do park&ride, nie wiem, jak to wygląda, bo mi P&R jest zbędne. Może za mało informacji. To Pani Hania powinna się starać, nie ja.
                                                  • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:41
                                                    > ...który możliwe, że 5 minut wcześniej zostawił dzieci w szkole/przedszkolu.

                                                    Mozesz sprawdzac tez obecnosc fotelikow. :P

                                                    (I nie pisz mi, ze to ci biedni ojcowie, ktory zostawiaja dzieci z fotelikami w przedszkolu, zeby matka mogla je odebrac drugim autem. Odsetek ludzi, ktorym chce sie szarpac codziennie z fotelikiem, jest znacznie mniejszy od tych, ktorzy szarpna sie na drugi fotelik.)

                                                    > Może pani Hania nie postarała się jeszcze przekonać ludzi do park&ride, nie wie
                                                    > m, jak to wygląda, bo mi P&R jest zbędne.

                                                    Ludzie sami sie przekonali. Parking na Mlocinach jest raczej mocno pelny.

                                                    A poza tym zachecanie ma tez druga strone czyli zniechecanie. :] Wiesz ilu zatwardzialych uzytkownikow samochodow znam, ktorzy ostatnio przesiedli sie do komunikacji? Okazalo sie nagle, ze wobec perspektywy dwugodzinnego stania w korku mozna zostawic autko i wsiasc do autobusu. I nagle okazuje sie, ze autobus to cos innego niz tych kilkanascie lat temu, ze rozklady sa lepsze, tabor tez, a dojazd autobusem zajmuje im tyle samo co wczesniej autem, a moga w spokoju poczytac lub pokimac. Moze im tak juz zostanie i po auto beda siegac, gdy naprawde beda musieli, a na co dzien nie beda wspoltworzyli korkow?
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:47
                                                    turzyca napisała:

                                                    > Mozesz sprawdzac tez obecnosc fotelikow. :P

                                                    Tylne szyby są z reguły przyciemnione ;p

                                                    > I nagle okazuje sie, ze autobus to co
                                                    > s innego niz tych kilkanascie lat temu, ze rozklady sa lepsze, tabor tez, a doj
                                                    > azd autobusem zajmuje im tyle samo co wczesniej autem, a moga w spokoju poczyta
                                                    > c lub pokimac.

                                                    No i cześć im i chwała, ale jak tak nie mogę.

                                                    > Moze im tak juz zostanie i po auto beda siegac, gdy naprawde be
                                                    > da musieli, a na co dzien nie beda wspoltworzyli korkow?

                                                    Pozostaje mieć nadzieję.
                                                  • szarsz Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 19:59
                                                    anna-pia napisała:
                                                    > ...który możliwe, że 5 minut wcześniej zostawił dzieci w szkole/przedszkolu. Mi
                                                    > tez się zdarza jechać do sądu samej, przy czym wcześniej i później muszę obsko
                                                    > czyć szkołę i przedszkole, bo miejską komunikacją bym nie zdążyła.

                                                    No. My zawsze wyjeżdżamy z domu we czwórkę, objeżdżamy żłobek, przedszkole, moją pracę i dalej mąż jedzie sam - bo on przeważnie objeżdża urzędy, kontrahentów itd. Owszem, fajnie by było, gdyby z auta dało się spuścić powietrze, jak z dmuchanej piłki, ale się nie da. Owszem, fajnie by było, gdyby mógł zostawić samochód i zrobić rajd po mieście komunikacją. Kiedyś nawet, jak przez dwa dni auta nie mieliśmy, to tak zrobił. Zajęło mu to 8 godzin zamiast 4...
                                                  • magdalaena1977 Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 15:53
                                                    turzyca napisała:

                                                    > A poza tym stojac w korku rozejrzyj sie po sasiednich samochodach. W ilu z nich
                                                    > jest tylko kierowca? Oczywiscie ze sa w zyciu sytuacje gdy posiadanie samochod
                                                    > u jest bardzo potrzebne, ale ile z Twoich towarzyszy korkowej niedoli mogloby s
                                                    > pokojnie zostawic samochod i dojechac wygodniej w inny sposob?

                                                    Ale co rozumiesz przez wygodniej?

                                                    Dla mnie jazda samochodem jest wygodniejsza od zbiorkomu, bo
                                                    - mam miejsce siedzące,
                                                    - mogę włączyć zimny nawiew nawet w grudniu i nie muszę się pocić, a jeszcze nie grozi mi towarzystwo cuchnącego kloszarda,
                                                    - zimą nie muszę się ubierać jak na biegun, bo nie stoję na przystankach,
                                                    - mogę wygodnie przewozić średni bagaż (zakupy ze sklepu, duża teczka z papierami) po mieście bez konieczności noszenia ich w ręku i upychania obok siebie w ciasnym autobusie,
                                                    - samo prowadzenie jest przyjemne, a jak jestem kierowcą, nie mam choroby lokomocyjnej.

                                                    Strasznie mi przeszkadza sprowadzanie różnicy między samochodem, a komunikacją miejską tylko do szybkości.
                                                    Mam średni samochód, mogłabym jeździć mniejszym, gdyby powiedzmy miał wygodny bagażnik i jedno miejsce dla pasażera. Fajnie byłoby, gdyby istniał taki odpowiednik smarta, tylko wąski, gdzie kierowca i pasażer siedzieliby jeden za drugim.
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 16:17
                                                    > Strasznie mi przeszkadza sprowadzanie różnicy między samochodem, a komunikacją
                                                    > miejską tylko do szybkości.

                                                    To prawda. Dla mnie równie istotne jest to, że mogę wracając do domu podjechać do sklepu, władować do bagażnika trzy zgrzewki wody obok mojej dużej torby, laptopa, kurtki, kilku książek, itd, i dam radę się z tym wszystkim zabrać.
                                                    Albo np. to, że jak jestem podziębiona, a muszę gdzieś pojechać, to nikt mnie dodatkowo nie okicha i nie oprycha.
                                                    Albo to, że mogę zabrać dwa koty do weterynarza, z jednym nie jestem w stanie przejść więcej niż dwustu metrów, bo jest ciężki jak cholera, transporter też ciężki, a do tego kot się w nim rusza i odpada mi ramię na pierwszej przecznicy.

                                                    Samochód mam spory, bo taki mieć muszę. Inaczej na działce nie dojadę do domu po zaśnieżonej/zabłoconej leśnej drodze, nie pojadę na działkę z koleżanką/znajomym/chłopakiem i moimi kotami, itd. Kupowanie drugiego samochodu po to, żeby jeden przez większość czasu stał w garażu, mnie nie urządza :).

                                                    Korków nie generuję, nie lubię ich, więc jeżdżę w godzinach, kiedy nie ma ;P
                                                  • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 16:38
                                                    Ale czy Ty naprawde nie widzisz roznicy miedzy swoimi zachowaniami, a zachowaniami ludzi, ktorzy o 6.45 wyjezdzaja z domu, zeby zdazyc na 8.00 do pracy? I co z tego ze jadac autobusem mogliby wyjsc z domu 7.20? I co z tego ze klna w zywy kamien, wsciekaja sie na innych kierowcow i przychodza sfrustrowani? Bo co? Teczka im lape urwie? Autobusem to wstyd?

                                                    Bo w zyciu kazdego sa rozne sytuacje i warto by je rozrozniac. Ja zaraz wyjde z biura i wsiade do samochodu. Bo nam dzis potrzebny, jedziemy po dwumetrowe sztangi i tego rowerami nie przewieziemy. Ale po co mialam jechac samochodem wczoraj? Bo mam samochod?
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 16:42
                                                    Turzyco, widzę, ale myślę, że trzeba wziąć pod uwagę inne czynniki niż szybciej/wolniej i wstyd/nie wstyd.
                                                    Może części z tych ludzi korki nie przeszkadzają, może część mieszka akurat na takich trasach, gdzie buspasów nie ma, więc komunikacją szybciej nie dojadą, może część po prostu lubi jeździć samochodem, itd. Pewnie, że jak dla kogoś stanie w korku jest frustracją i dojazd do pracy samochodem przysparza mu więcej problemów, niż daje korzyści, a komunikacją dojechałby szybciej, sprawniej, przyjemniej, itd, to bez sensu, że tym samochodem jedzie. Ale moim zdaniem Magda słusznie zwróciła uwagę na to, że wiele osób może się kierować innymi kryteriami, nie tylko tym, czy jest szybciej i tym, czy ich zdaniem autobus to obciach :)
                                                  • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 17:01
                                                    Tylko wyszlysmy od tego, jak sie rozwija konkretne miasto. I od niezadowolenia kierowcow, ze infrastruktura przestaje byc podporzadkowana ich potrzebom. I to nie jest pierwszy raz, gdy sypia sie skargi na buspasy "utrudniajace dojazd do pracy", na inwestycje w komunikacje miejska, na stawianie innych priorytetow niz parkingi i drogi. A pytanie, ktore ja stawiam to: czy naprawde miasto powinno byc dostosowane do potrzeb samochodow czy moze do potrzeb ludzi. I czy ludzie nie powinni przemyslec swoich potrzeb i zauwazyc, ze duzo rzeczy robia z przyzwyczajenia? Nawet sie nie zastanawiaja, ze moze wygodniej byloby odwiezc dzieci do przedszkola, zostawic samochod na p+r i dojechac w kwadrans tramwajem, zamiast zuzywac 40 minut na przejazd i zaparkowanie. Ze moze sprawniej byloby wrocic szybko komunikacja miejska i wyskoczyc na zakupy samochodem niz wlec go wczesniej przez cale miasto. I ze po spedzeniu pol godziny na czytaniu gazety wejda do biura w lepszym nastroju niz po trzech kwadrans napiecia w korku.
                                                  • jul-kaa Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 17:11
                                                    Znam osobę, która do pracy ma 7 minut autobusem. Przystanek pod domem i pod pracą. Parkuje w centrum, zawsze ma kłopot ze znalezieniem miejsca. Zawsze jeździ sama. Żadna siła nie przekona jej do korzystania z komunikacji miejskiej. Takich osób jest pewnie sporo.
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 17:22
                                                    E, nie, to ja z punktu niezadowolonego kierowcy nie dyskutuję, bo nim nie jestem. Uważam że zmiany, które mają na celu uprzywilejowanie komunikacji miejskiej są okej, jak ja nią nie lubię jeździć i wolę samochodem, to to mój problem, że będę musiała stać w większym korku z powodu buspasów, dla miasta to raczej lepiej.

                                                    Uważam, że fajnie by było wprowadzać rozwiązania, które pomogą kierowcom, ale nie będą jednocześnie przeszkadzały komunikacji miejskiej (np. wspomniane parkingi, od tego, że gdzieś pod ziemią będzie parking, autobusy nie będą jeździły wolniej :) ), ale nie uważam, że buspasy powinny być zlikwidowane. Natomiast myślę, że w niektórych miejscach można je lepiej rozwiązać - np. buspas na Niepodległości jest od daaaawna, od zawsze działa w określonych godzinach (pn-pt w godzinach szczytu), a np. w weekend kiedy korków nie ma, buspas jest normalnym pasem - autobusy nie stoją w korkach, bo korków nie ma, a kierowcom jest wygodniej, bo mają trzy pasy.
                                                  • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 17:26
                                                    > Uważam, że fajnie by było wprowadzać rozwiązania, które pomogą kierowcom, ale n
                                                    > ie będą jednocześnie przeszkadzały komunikacji miejskiej (np. wspomniane parkin
                                                    > gi, od tego, że gdzieś pod ziemią będzie parking, autobusy nie będą jeździły wo
                                                    > lniej :) ), ale nie uważam, że buspasy powinny być zlikwidowane.

                                                    Wydaje mi się, że wiele miast wprowadza zmiany celowo utrudniające życie kierowcom (czyli nie będzie budować parkingów), żeby zachęcić/zmusić ich do korzystania z komunikacji miejskiej. Wiedeń w tym roku (podobno) jeszcze bardziej podwyższa ceny za parkowanie (i tak wysokie), jednocześnie obniżając ceny biletów na komunikację miejską.
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 17:30
                                                    Warszawa podniosła i ceny biletów i parkowania, co se będziemy żałować :D
                                                  • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 17:35
                                                    > Warszawa podniosła i ceny biletów i parkowania, co se będziemy żałować :D

                                                    No to głupio, faktycznie. Aczkolwiek tak tanio jak Warszawie nie jeździ się chyba w żadnej stolicy... Monachium 2.50, Wiedeń 1.80, Budapeszt 320 ft (około 1 euro po dzisiejszym szaleńczym kursie, niedawno to było koło 1,30). Tak, wiem, zarobki są inne niż w Wiedniu, ale nawet Budapeszt jest droższy.
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 17:39
                                                    Nie no, zgadzam się, że bilety musiały zdrożeć, bo dawno nie drożały i były bardzo tanie. Tylko głupi moment na to wybrali, taki właśnie, że parkowanie drożeje, pojawiają się buspasy, czyli ogólnie chcą zachęcać ludzi do komunikacji miejskiej, a tu bęc, w porównaniu do tego, jakie były ceny wcześniej, podwyżka naprawdę duża.
                                                    No ale kiedyś się to stać musiało, nie podnosili cen stopniowo (byly jakieś tam podwyżki, ale małe i rzadko), to teraz musieli podnieść bardziej.
                                                  • sbarazzina Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 17:45
                                                    No niestety, jak sie jednemu daje to drugiemu trzeba zabrac. Swoja droga chyba jeszcze nie slyszalam, zeby jakies miasto obnizylo ceny biletow. Gwoli scislosci, tylko okresowe beda tansze, jednorazowe podrozeja.
                                                    Nie wiem czy parkowanie w Wiedniu jest takie drogie. 1h kosztuje 2.5€. Problemem jest zakaz parkowania dluzszego niz 2h. A ceny nalezy porownywac 1 do 1. Biorac pod uwage zarobki, bilet kosztujacy 1.80 € kosztowalby w Pl 1.80 zl.
                                                  • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 17:52
                                                    > Nie wiem czy parkowanie w Wiedniu jest takie drogie. 1h kosztuje 2.5€. Pr
                                                    > oblemem jest zakaz parkowania dluzszego niz 2h.

                                                    A jak masz Pickerl? Bo to chyba o to się rozbija, aczkolwiek ja na razie nie ogarniam tego systemu :o)

                                                    A ceny nalezy porownywac 1 do 1
                                                    > . Biorac pod uwage zarobki, bilet kosztujacy 1.80 € kosztowalby w Pl 1.80
                                                    > zl.

                                                    No nie wiem, ja liczę 1:2. Ale moje zarobki są niziutkie :o)
                                                  • sbarazzina Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 18:04
                                                    Bodajze 150€ za rok lub 250€ za 2 lata. I wtedy mozesz chyba stac ile chcesz. Ale nie dam sobie reki uciac. Piszac zarobki porownuje zarobki pani na kasie, w banku czy korporacje. Nawet zarobki pan sprzatajacych po domach sa w stosunku 1:1 :-)
                                                  • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 18:07
                                                    > Piszac zarobki porownuje zarobki pani na kasie, w banku czy korporacje.

                                                    0_0
                                                    To chyba powiem Lubemu, że za mało się ceni :o) Bo u mnie to może i jest 1:1, ale to uniwerek.
                                                  • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 18:00

                                                    Swoja droga chyba
                                                    > jeszcze nie slyszalam, zeby jakies miasto obnizylo ceny biletow.

                                                    Chyba Gdansk. Ale jak ja tam bylam po raz pierwszy na dluzej (2005), to one byly skandalicznie drogie, o ile dobrze pamietam blisko trzykrotnie drozsze niz w Warszawie.
                                                  • magdalaena1977 Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 19:08
                                                    turzyca napisała:

                                                    > Ale czy Ty naprawde nie widzisz roznicy miedzy swoimi zachowaniami, a
                                                    > zachowaniami ludzi, ktorzy o 6.45 wyjezdzaja z domu, zeby zdazyc na
                                                    > 8.00 do pracy? I co z tego ze jadac autobusem mogliby wyjsc z domu 7.20?
                                                    > I co z tego ze klna w zywykamien, wsciekaja sie na innych kierowcow
                                                    > i przychodza sfrustrowani?

                                                    No więc moim zdaniem, ci kierowcy, co tak klną, to właśnie ci idioci, którzy chcą mieć pracę w Dużym Mieście, a dojazd do niej jak w Pipidówku. No niestety - tak się nie da.
                                                    Trzeba się zastanowić, rozważyć wszystkie za i przeciw i wybrać najlepszą dla siebie opcję.

                                                    > Bo co? Teczka im lape urwie? Autobusem to wstyd?

                                                    Ale dlaczego automatycznie przypisujesz tym (nieznanym Ci osobiście) ludziom takie niesympatyczne motywy, dla których wybierają samochód? Skąd wiesz - może oni też chcą jechać wygodnie? Może prowadzenie samochodu w korku jest dla nich mniejszym stresem niż jazda autobusem?

                                                    > Ale po co mialam jechac samochodem wczoraj? Bo mam samochod?

                                                    A czemu nie? To tak jakbyś miała eleganckie i wygodne buty, ale czasami zostawiałabyś je w domu i szła w brzydkich i niewygodnych.

                                                    > Ale bardzo wiele osob upiera sie przy samochodzie w zasadzie bez logicznych powodow.

                                                    Ale to Ty nie widzisz tych logicznych powodów. Ja na tej samej zasadzie nie rozumiem, jak ludzie mogą spędzać cały urlop między basenem a barem AI - przecież zwiedzanie jest o tyle przyjemniejsze? ;-)

                                                    > I rezygnacja przez nich z codziennych dojazdow przyniesie zysk

                                                    Myślę, że z ich subiektywnego punktu widzenia, przesiadka przyniosłaby im stratę. Gdyby miała przynieść zysk, już by się przesiedli.
                                                  • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 19:40
                                                    > Ale dlaczego automatycznie przypisujesz tym (nieznanym Ci osobiście) ludziom ta
                                                    > kie niesympatyczne motywy, dla których wybierają samochód? Skąd wiesz - może on
                                                    > i też chcą jechać wygodnie? Może prowadzenie samochodu w korku jest dla nich mn
                                                    > iejszym stresem niż jazda autobusem?

                                                    Wiesz, moze ja inaczej rozumiem stres, ale ludzie czerowni na twarzy, wygrazajacy innym piesciami, mamroczacy cos pod nosem, toczacy wscieklym wzrokiem nie wygladaja w moich oczach na mniej zestresowanych niz przecietny pasazer autobusu.


                                                    > A czemu nie? To tak jakbyś miała eleganckie i wygodne buty, ale czasami zostawi
                                                    > ałabyś je w domu i szła w brzydkich i niewygodnych.

                                                    Dla mnie samochod to raczej cos na ksztalt szpilek, eleganckie to moze i jest, wygodne w moim zyciu - nie bardzo. Przeciez na samo zaparkowanie pod wieczor zuzylabym wiecej czasu niz na pokonanie drogi powrotnej rowerem. A do tego dochodza takie drobiazgi jak lapanie tlenu, ruchu i slonca mimochodem, mozliwosc podjechania pod same drzwi budynku, co w przypadku ciezszego bagazu ma swoje znaczenie (parking pracowniczy jest najblizej jak sie da, ale jednak spory kawalek zostaje) i mila swiadomosc ekologiczna, ze nie wydalilam wlasnie do atmosfery zupelnie zbednych spalin.
                                                  • yaga7 Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 14.01.12, 12:07
                                                    Ja Cię rozumiem.

                                                    Samochód mamy, ale używamy od czasu do czasu. Jak jadę do centrum, jadę komunikacją, bo nie będę jeździć i szukać parkingu, bez sensu. Wolę podjechać autobusem.
                                                    Ale jeżeli jedziemy na zakupy na koniec miasta, wolę samochodem.
                                                    Jak jadę do mamy 3 przystanki, też wolę autobusem, bo zanim pójdę do garażu itp., już jestem w autobusie i jadę.

                                                    Na wycieczki też wolę samochód, bo jestem wygodna i okazało się, że dopiero jak mam samochód, to w różne miejsca chcę jeździć. Bez auta nie chciało mi się tłuc autobusami czy pociągami.
                                                  • smallfemme Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 14.01.12, 01:47
                                                    Mam wykładowcę na studiach z którym "skumplowałam się" z racji tego, że mieszkamy prawie po sąsiedzku, na jednej ulicy. Dojście na mój wydział zajmuje mi 25, na jego 20. Autobusem do 15-20 minut, łącznie z czekaniem na przystanku ;) Wykładowca jeździ na uczelnię suvem, bo nie chce mu się ładować walizeczki z netbookiem do autobusu i tłumaczy się kłopotami z kręgosłupem. To, że znad paska wystaje mu pewnie z 3 razy tyle, co waga walizeczki, zupełnie nie robi na nim wrażenia ;) Za to z sentymentem opowiada jak tatuś i dziadek na uczelnię chodzili piechotą...
                                                    Ja wybieram autobus tylko dlatego, że rano jestem tak zaspana, że zrezygnowałabym z pójścia na zajęcia :)
                                                  • jul-kaa Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 17:07
                                                    My mamy niewielki samochód i przy jednym dziecku nam starcza w zupełności. Używamy go 1-3 razy w tygodniu, rzadko częściej. Jak jedziemy gdzieś wszyscy razem, to czasem okazuje się, że jazda samochodem jest TAŃSZA niż autobusami. Po podwyżkach (a to chyba nie koniec?) bilety są bardzo drogie. Z jednej strony to rozumiem, z drugiej uważam za bezsensowne.
                                                  • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 16:29
                                                    Wszystko jest kwestia wywazenia wad i zalet we wlasnej sytuacji.
                                                    Dlaczego ja nie jezdze na co dzien samochodem? Bo mnie moje miasto do tego skutecznie przekonalo.
                                                    - Miejsc parkingowych jest malo, po kazdym remoncie ulic coraz mniej. Znalezienie jakiegos zajmuje sporo czasu i zazwyczaj trzeba skorzystac z platnego parkingu.
                                                    - Wjazd do centrum to koniecznosc dzikich objazdow po jednokierunkowkach. Rowery maja swoje kontrapasy.
                                                    - Od miejsca parkingowego do docelowego trzeba dojsc czesto dalej niz od przystanku.
                                                    - Autobus ma praktycznie gwarantowany czas przejazdu, bo prawie wszedzie ma swoj pas. (W Warszawie ten system rozwija sie coraz bardziej.)
                                                    - Nadmiernie smierdzacego kloszarda wysadzi z autobusu kierowca. Lub wezwane przez niego sluzby miejskie.
                                                    - Jak mam przewiezc na sredniodlugi dystans ciezki a maly bagaz, to bagaznik rowerowy swietnie sie sprawdza. Z przyczepka mialabym jeszcze wieksze mozliwosci. ´
                                                    - Nie marzne na przystankach, bo komunikacja jezdzi punktualnie (w Warszawie jest jeszcze lepiej, na mojej trasie dojazdowej mam przesiadke, nigdy nie czekam dluzej niz dwie minuty na kolejny autobus). A na rowerze to juz w ogole nie da sie zmarznac, tempo podgrzewania mozna regulowac tak, zeby bylo cieplo a nie goraco.

                                                    Ludzie starsi ode mnie o generacje opowiadajac o swoich czasach studenckich w moim miescie mowili, ze kazdy mial jesli nie auto, to przynajmniej motor, bo wychodzilo taniej niz bilet na autobus, sciezek rowerowych nie bylo, a parkingow zatrzesienie. Przez tych dwadziescia lat mnostwo sie zmienilo, rozwinieto siec sciezek rowerowych, poprawiono funkcjonowanie komunikacji miejskiej, wprowadzono system Park+ride i bike+ride, ruch samochodowy oplaca sie tylko na dluzszych odcinkach nie obejmujacych centrum. Ale jakbym sie spieszyla z dzieckiem do lekarza, to pojechalabym przemyslana trasa i zostawila samochod na platnym parkingu. Do sklepu w tej samej okolicy pojade w inny sposob.

                                                    Sytuacja komunikacyjna w miescie jest suma pojedynczych decyzji ludzkich. A kazda ludzka decyzja suma plusow i minusow. Moze za kilka lat odkryjesz, ze zamiast spedzac dwoch godzin na dosc skoncentrowanym toczeniu sie w korku wolisz wsiasc do autobusu, wsadzic sluchawki w uszy i wyluzowac? Szczegolnie ze odchodzi era starych ikarusow, w ktorych czlowiek nie musial sie trzymac poreczy, bo tlum go trzymal, a zaczyna sie era wygodnych solarisow, jezdzacych czesto i punktualnie.
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 16:38
                                                    Ja zmienię samochód na inny środek transportu jak powstaną ścieżki rowerowe :). Teraz jak gdzieś jest taka trasa, że są ścieżki, albo takie ulice, że nie boję się nimi jechać, to jadę rowerem, jak nie (albo jak planuję zakupy, przewożenie dużych rzeczy, itd), to jadę samochodem. Jak ścieżek będzie więcej pewnie te 85% samochód, 15% rower zmienią się w 85% rower, 15% samochód.
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 17:17
                                                    turzyca napisała:

                                                    > Moze za kilka lat odkryjesz, ze zamias
                                                    > t spedzac dwoch godzin na dosc skoncentrowanym toczeniu sie w korku wolisz wsia
                                                    > sc do autobusu, wsadzic sluchawki w uszy i wyluzowac?

                                                    Drzewko już nie działa, ale jeśli to do mnie, to odpowiem: nie, bo mam chorobę lokomocyjną. Mogę jeździć pociągiem i prowadzić samochód, ale autobus mnie zabija, ostatnio wysiadłam przystanek wcześniej i szłam z dzieckiem na piechotę, tak mi było niedobrze.
                                                  • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 18:08

                                                    > Drzewko już nie działa, ale jeśli to do mnie, to odpowiem: nie, bo mam chorobę
                                                    > lokomocyjną.


                                                    Nie, do Magdalaeny. I wiadomo, ze sa ludzie, ktorzy z samochodu zrezygnowac nie moga, z roznych przyczyn - choroby, wykonywanej pracy. Ale bardzo wiele osob upiera sie przy samochodzie w zasadzie bez logicznych powodow.I rezygnacja przez nich z codziennych dojazdow przyniesie zysk i im i tym, ktorzy naprawde nie moga sie obejsc bez samochodu. A calej reszcie swiezsze powietrze. ;)
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 18:57
                                                    turzyca napisała:

                                                    > Ale bardzo wiele osob u
                                                    > piera sie przy samochodzie w zasadzie bez logicznych powodow.

                                                    W działaniach mnóstwa ludzi nie istnieje aspekt zwany logiką.
                                                  • anna-pia Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:50
                                                    turzyca napisała:

                                                    > I wspominano Sofoklesa S. ... ;)

                                                    BTW, on był Sokrat.
                                                  • kasica_k Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:10
                                                    anna-pia napisała:
                                                    > turzyca napisała:
                                                    >
                                                    > > A poza tym przeciez wyraznie mowie: odkad mamy nowa pania prezydent, trzy
                                                    > lata
                                                    > > to cala epoka. Pierwszalitera byla w zupelnie innej Warszawie niz ta, co
                                                    > teraz
                                                    > > jest. Nieaktualne dane ma.
                                                    >
                                                    > Poprzednim prezydentem też była pani Hania, prezydentuje od 2 grudnia 2006, czyli ponad 5 lat. C
                                                    > zyli syf podczas wizyty Litery był za pani Hani.

                                                    No jak trwał remont, a właściwie budowa trójpoziomowego skrzyżowania, to musiał być syf. Ten węzeł Łopuszańska to duża rzecz, długo robili, chyba więcej jak trzy lata.
                                                  • kasica_k Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 14.01.12, 02:17
                                                    A nie, znalazłam, że zaczęli jesienią 2009. Ale wcześniej też zawsze były tam korki (dlatego ta cała budowa w końcu :). No i budowa linii metra to też fajna sprawa, mam nadzieję że zdążę się nią przejechać za swego życia, hehe.
                                                  • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 14.01.12, 11:51
                                                    Mnie się wydaje, że wcześniej coś grzebali na Hynka/Krakowskiej. Nie tak wielką robotę jak ten nowy węzeł, ale też było kopanie, itd i przez to duże. Chyba, że mi się coś myli.

                                                    No i na pewno robili wiadukt na Jerozolimskich (nie ten z nowego węzła, wcześniejszy). To też robiło niezłe korki i przerzucało większy ruch na Hynka, bo Jerozolimskie się mocno korkowały, więc dużo osób się z Wawelskiej przerzucało na Hynka, żeby ten remontowany kawałek ominąć.
                                        • maggianna Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 10:44
                                          Mieszkalam pare lat za granica i wszedzie poruszalam sie komunikacja miejska - przyznam ze po tym doswiadczeniu bardziej doceniam organizacje komunikacji miejskiej w Warszawie - jest rozklad jazdy, autobusy i tramwaje wg tego rozkladu jezdza, wiem dokad takim autobusem dojade i ze w ogole przyjedzie na przystanek na ktorym czekam - bo jak sie okazuje w innych miastach poza Polska nie sa to rzeczy oczywiste (mieszkalam w Niemczech, Londynie, Hiszpani i Portugalii). Wiec nie rozumiem o jaki wstyd chodzi?
                                          • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 12:31
                                            maggianna napisała:

                                            > Mieszkalam pare lat za granica i wszedzie poruszalam sie komunikacja miejska -
                                            > przyznam ze po tym doswiadczeniu bardziej doceniam organizacje komunikacji miej
                                            > skiej w Warszawie - jest rozklad jazdy, autobusy i tramwaje wg tego rozkladu je
                                            > zdza, wiem dokad takim autobusem dojade i ze w ogole przyjedzie na przystanek n
                                            > a ktorym czekam - bo jak sie okazuje w innych miastach poza Polska nie sa to rz
                                            > eczy oczywiste (mieszkalam w Niemczech, Londynie, Hiszpani i Portugalii). Wiec
                                            > nie rozumiem o jaki wstyd chodzi?

                                            A w którym wymienionym przez ciebie kraju nie było rozkładu jazdy i jeździły tramwaje widma bez oznaczeń przystanku docelowego? Masz może na myśli angielską prownicję? Bo tam coś takiego istnieje, to ich specjalność, z której naśmiewają się nawet brytyjczycy, ale ja porównywałabym Warszawę raczej w Londynem, Berlinem i Madrytem. Ty nie?
                                            • slotna Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 13:05
                                              > A w którym wymienionym przez ciebie kraju nie było rozkładu jazdy i jeździły tr
                                              > amwaje widma bez oznaczeń przystanku docelowego? Masz może na myśli angielską p
                                              > rownicję?

                                              Irlandzkie miasto wojewodzkie zwane Galway!!! Samochodem jezdzilo sie luzacko, ale raz pojechalam tam miedzymiastowym autobusem, akurat zeby zaglosowac w wyborach ostatnich i przeszlam pieszka z dziesiec km w potwornym deszczu, bo przystanki stanowily obiekty widmowe, zero czegokolwiek, nazw autobusow, zarysu linii, nic. Slownie nic.
                                              • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 18:54
                                                slotna napisała:


                                                > Irlandzkie miasto wojewodzkie zwane Galway!!!

                                                No sorry, ale ja tą nazwą słyszę po raz pierwszy. I to mamy porównywać z Warszawą?
                                                • slotna Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 20:06
                                                  > No sorry, ale ja tą nazwą słyszę po raz pierwszy.

                                                  I co sie chwali ignorancja, a? ;))

                                                  www.youtube.com/watch?v=zKIl-v18mgo
                                                  > I to mamy porównywać z Warszawą?

                                                  No skad, to macie porownywac z angielska prowincja :) Na ktorej mieszkalam przez dobry rok i autobusy dawaly rade bardzo dobrze.
                                            • maggianna Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 13:43
                                              Rozklady jazdy byly na przystankach tylko teoria na rozkladach czesto nie zgadzala sie z praktyka - mowie dokladnie o Londynie, Madrycie czy Lizbonie -wsiadalam do autobusu/tramwaju/metra i dopiero po drodze okazywalo sie ze trasa nie taka, ze w zasadzie to jest o polowe krotsza i dalej nie jedzie bo tak. Nie mowiac juz o Hiszpanii w ktorej przy okazji wszelkich swiat, imprez etc zostaja zmienione trasy autobusow ale na przystanku nie ma o tym informacji, srednio 2-3 razy w miesiacu stalam np godz na przystanku (razem z tlumem Hiszpanow) zeby dojsc do wniosku ze najwyrazniej ze ten przystanek jest tymczasowo skasowany/przeniesiony itp. W Wawie zdarzaja sie takie kleski zywiolowe (np wizyta Obamy) ale przynajmniej byla kampania informacyjna ze zamykaja ulice i bedzie problem z komunikacja miejska. I zazwyczaj autobus/tramwaj jest o czasie podanym na rozkladzie - zagranica byla to tylko luzna sugestia.

                                              Ogolnie wczesniej narzekalam na zycie w Warszawie, na biurokracje, na komunikacje miejska, na brod na ulicach - dopiero dluzszy pobyt w innych krajach uswiadomil mi ze wcale tak zle nie jest i zaczelam doceniac swoje miasto.
                                              • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:00
                                                > Ogolnie wczesniej narzekalam na zycie w Warszawie, na biurokracje, na komunikac
                                                > je miejska, na brod na ulicach - dopiero dluzszy pobyt w innych krajach uswiado
                                                > mil mi ze wcale tak zle nie jest i zaczelam doceniac swoje miasto.

                                                Tak, też mi się wydaje, że trzeba pomieszkać w kilku innych miastach przez dłuższy czas, żeby móc obiektywnie oceniać miasta - doceniać to, co fajne, i rzeczowo krytykować to, co beznadziejne.
                                                (A autobusy o skróconej trasie "od 17, każdy przecież to wie" uwielbiam...)
                                            • black_halo Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 14.01.12, 10:18
                                              > A w którym wymienionym przez ciebie kraju nie było rozkładu jazdy i jeździły tr
                                              > amwaje widma bez oznaczeń przystanku docelowego? Masz może na myśli angielską p
                                              > rownicję? Bo tam coś takiego istnieje, to ich specjalność, z której naśmiewają
                                              > się nawet brytyjczycy, ale ja porównywałabym Warszawę raczej w Londynem, Berlin
                                              > em i Madrytem. Ty nie?

                                              Otoz mieszkam w Belgii i tu komunikacja autobusowa dziala tak, ze jest na przystanku rozklad. I to oznacza, ze autobus moze przyjedzie a moze nie przyjedzie, generalnie jednak nie wiadomo o ktorej dokladnie, moze 10 minut wczesniej a moze gdzine spoznienia bedzie mial. Dodatkowo rozklad wyglada tak, ze np. autobus linii 621 w moim miasteczku jezdzi 2 razy na godzine, np. 10.12 i 10.42, potem 11.12 i 11.42 i tak caly dzien od 5 rano do 23 powiedzmy. Miedzy 6.30 a 8.30 ciezko sie do autobusy wepchnac bo wtedy jedzie dzieciarnia do szkol i ludzi do pracy. Natomiast miedzy 8.30 a 15 autobusy sa puste na praktycznie calej trasie i jezdza dookola ;D Kiedys jak pracowwalam w malej knajpce to wsiadalam w autobus o 12.12 i bylam jedynym pasazerem przez 3 miesiace. Wracalam potem o 16.30 do domu i ledwo moglam oddychac ... Ze tez nikt nie pomyslal, zeby dac ze 3 autobusy wiecej z rana i zmnieszyc ilosc tych w poludnie skoro i tak jezdza puste.

                                              Osobiscie uwazam, ze najlepsza komunikacja miejska istnieje w Bialymstoku, od paru lat sukcesywnie wymieniono caly tabor, autobusy chodza jak w zegarku, istnieja nocne ...
                                      • kocio-kocio Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 13:30
                                        Podpisuję się obiema rękami!
                                    • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:03
                                      jul-kaa napisała:

                                      > W sumie z moich szacunków wynika, że mając do czynienia z osobą pracującą w War
                                      > szawie, z większym prawdopodobieństwem stykamy się z nie-warszawiakiem.
                                      > Można jeszcze rozważyć, w jakich zawodach pracują w Warszawie nie-warszawiacy i
                                      > zakładając gorszy dostęp do edukacji można stwierdzić, ze częściej będą pracow
                                      > ać np. w obsłudze (właśnie np. lotnisk, dworców i hoteli).

                                      No sorry, ale czy ta wypowiedź nie jest właśnie potwierdzeniem snobstwa? A co to jakiś wyraz szlachectwa i lepszych genów, gdy pochodzi się z Warszawy od kilku pokoleń? I w ogóle, co to za idiotyzm z tym gorszym dostępem do edukacji? Wydawało mi się, że to akurat było jedyną dobrą sprawą w socjalizmie i gwarantowało każdemu obywatelowi możliwość wykształcenia. Czyżby aż tak bardzo się to podczas tych marnych 20 lat zmieniło? A może nie jest ci znane, że ludzie z prownicji też studiują i nawet dobrze sobie na uniwersytetach radzą?
                                      • jul-kaa Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:10
                                        pierwszalitera napisała:
                                        > A co t
                                        > o jakiś wyraz szlachectwa i lepszych genów, gdy pochodzi się z Warszawy od kilk
                                        > u pokoleń?

                                        Ty w ogóle czytasz, co ja piszę?

                                        >I w ogóle, co to za idiotyzm z tym gorszym dostępem do edukacji?

                                        Naprawdę uważasz, że osoba z mazurskiej wsi ma taki sam dostęp do edukacji, jak przeciętny mieszkaniec dużego miasta?
                                        "Młodzi ludzie mieszkający na wsi lub w małym mieście mają trudniejszy dostęp do każdego rodzaju szkół. Stanowią oni połowę grupy wiekowej 19-24 lat - ale tylko 2% studentów szkół wyższych. Zaledwie 11% uczniów szkół podstawowych na wsiach uczy się angielskiego w porównaniu z 29% młodzieży w szkołach miejskich." To dane z 1998 roku.

                                        > A może nie jest ci znane, że ludzie z prownic
                                        > ji też studiują i nawet dobrze sobie na uniwersytetach radzą?

                                        "Jest mi znane", że kiepsko sobie radzą z językiem polskim.
                                        • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:27
                                          jul-kaa napisała:

                                          > Naprawdę uważasz, że osoba z mazurskiej wsi ma taki sam dostęp do edukacji, jak
                                          > przeciętny mieszkaniec dużego miasta?

                                          Ja pochodzę z miasteczka, w którym istniały tylko dwie szkoły podstawowe. Mimo to zrobiłam maturę w sąsiednim mieście i chciałam nawet studiować na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, ale wyszło inaczej i skończyłam studia na największym uniwersytecie w Zagłębiu Ruhry. Aż tak trudno nie było i jakoś większych różnic pomiędzy moją szkolną wiedzą, a tą ludzi z dużych miast nie zauważyłam.

                                          > "Jest mi znane", że kiepsko sobie radzą z językiem polskim.

                                          Ale za to nie muszą obracać dwa razy każdej złotówki. Naprawdę chcesz, bym zaczęła ci odpowiadać w tym samym stylu?
                                          • jul-kaa Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:33
                                            pierwszalitera napisała:
                                            > Ja pochodzę z miasteczka, w którym istniały tylko dwie szkoły podstawowe. Mimo
                                            > to zrobiłam maturę w sąsiednim mieście i chciałam nawet studiować na Uniwersyte
                                            > cie Śląskim w Katowicach, ale wyszło inaczej i skończyłam studia na największym
                                            > uniwersytecie w Zagłębiu Ruhry.

                                            No i wielkie gratulacje. Na pewno miałaś jednak znacznie trudniej, niż rówieśnicy z dużych miast.
                                            I nie możesz porównywać siebie - jednostki bądź co bądź wybitnie uzdolnionej - z resztą populacji.
                                            • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:52
                                              jul-kaa napisała:

                                              > No i wielkie gratulacje. Na pewno miałaś jednak znacznie trudniej, niż rówieśni
                                              > cy z dużych miast.
                                              > I nie możesz porównywać siebie - jednostki bądź co bądź wybitnie uzdolnionej -
                                              > z resztą populacji.

                                              Przecież piszę, że nie miałam trudniej. Nie hoduję żadnej krzywdy z tego powodu i nigdy nie myślałam, że w dużym mieście ktoś ma łatwiej i może się na to jeszcze snobować. Chyba tylko wtedy, gdy nie ma się innych osiągnięć.
                                              • magdalaena1977 Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:58
                                                pierwszalitera napisała:

                                                > Przecież piszę, że nie miałam trudniej.

                                                ????
                                                Nie uważasz, że byłoby Ci łatwiej zdobyć wykształcenie, gdybyś pochodziła z rodziny zaczytanych inteligentów i mieszkała o rzut beretem od uniwerku?

                                                Wielu moich kolegów, którzy nawet nie pochodzili ze szczególnie bogatych rodzin było stać na poświęcenie całej uwagi na studia, bo ich utrzymanie kosztowało rodziców tyle, co w liceum.
                                                • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 23:12
                                                  magdalaena1977 napisała:

                                                  > Nie uważasz, że byłoby Ci łatwiej zdobyć wykształcenie, gdybyś pochodziła z rod
                                                  > ziny zaczytanych inteligentów i mieszkała o rzut beretem od uniwerku?

                                                  A niby dlaczego? Co do finansowej strony się nie wypowiem, bo mnie udało się bez wykrwawienia rodziców, ale wielu moich przyjciół studiujących w Polsce mieszkało w akademikach i radziło sobie pracą w czasie wakacji za granicą. Nie odbierali tego jako obciążenia i kary za mniej szlachetne pochodzenie, raczej jako przygodę i szkołę życia.
                                                  A "zaczytani inteligenci" istnieją poza tym też na prowincji. Czy wydaje ci się, że poza Warszawą i innymi uniwersyteckimi miastami (chociaż w Polsce aż tak wiele tych miast znowu nie ma) rodzą się tylko idioci? I naprawdę uważasz, że szczytem marzeń każdego inteligentnego Polaka jest mieszkanie w wielkim mieście? Stachurę trzeba było przeczytać. ;-)
                                                  • jul-kaa Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 23:16
                                                    Pierwszalitero, po Twoim poście do Magdaleny ja się wycofuję z rozmowy, bo mnie po prostu wryło, jak bezczelnie można przekręcać czyjeś słowa...
                                                    Dyskusja byłaby naprawdę ciekawa, szkoda, że ją zepsułaś nieustannie starając się komuś dopiec :(
                                                  • magdalaena1977 Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 00:59
                                                    pierwszalitera napisała:

                                                    > A niby dlaczego? Co do finansowej strony się nie wypowiem, bo mnie udało się be
                                                    > z wykrwawienia rodziców, ale wielu moich przyjciół studiujących w Polsce mieszk
                                                    > ało w akademikach i radziło sobie pracą w czasie wakacji za granicą.
                                                    > Nie odbierali tego jako obciążenia i kary za mniej szlachetne
                                                    > pochodzenie, raczej jako przygodę i szkołę życia.

                                                    Co było nie tak z rodzinami Twoich przyjaciół, skoro ich pochodzenie było mniej szlachetne? Mniej szlachetne od czego?

                                                    > Czy wydaje ci się, że poza Warszawą i innymi uniwersyteckimi miastami (chociaż w
                                                    > Polsce aż tak wiele tych miast znowu nie ma) rodzą się tylko idioci?

                                                    Po takim czymś faktycznie nie ma miejsca na normalną dyskusję.
                                                  • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 01:23
                                                    magdalaena1977 napisała:

                                                    > Co było nie tak z rodzinami Twoich przyjaciół, skoro ich pochodzenie było mniej
                                                    > szlachetne? Mniej szlachetne od czego?

                                                    Mniej szlachetne jest ironią.

                                                    > Po takim czymś faktycznie nie ma miejsca na normalną dyskusję.

                                                    W takim razie nie rozumiem dlaczego wymieniłaś na jednym wydechu zaczytanych inteligentów i rzut beretem na uniwersytet? Co ma piernik do wiatraka? Jesteś może zdania, że miastowi tylko dlatego, że mają blisko uniwersytet są automatycznie bardziej zainteresowani edukacją i kulturą?

                                              • jul-kaa Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 23:00
                                                pierwszalitera napisała:
                                                > nigdy nie myślałam, że w dużym mieście ktoś ma łatwiej i może się na to jesz
                                                > cze snobować. Chyba tylko wtedy, gdy nie ma się innych osiągnięć.

                                                Utożsamiasz obiektywny fakt tego, że w dużym mieście jest lepszy dostęp do edukacji z osiągnięciem? Ciekawa teoria.
                                                • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 23:23
                                                  jul-kaa napisała:

                                                  > Utożsamiasz obiektywny fakt tego, że w dużym mieście jest lepszy dostęp do eduk
                                                  > acji z osiągnięciem? Ciekawa teoria.

                                                  Osiągnięcie to jest coś, na co zapracowało się samodzielnie. A jak nie możemy się niczym popisać, to wyszukujemy sobie statystyki z "obiektywnymi faktami", którymi można udowodnić naszą "wyższość". Nic wprawdzie nie mam, ale miałam przynajmniej łatwiejszy dostęp do edukacji, nie to co te małomiasteczkowe ćwoki, pucybuty lotniskowe, żerujące na mojej wielkomiejskiej infrastrukturze. ;-)
                                    • black_halo Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:40
                                      > W sumie z moich szacunków wynika, że mając do czynienia z osobą pracującą w War
                                      > szawie, z większym prawdopodobieństwem stykamy się z nie-warszawiakiem.
                                      > Można jeszcze rozważyć, w jakich zawodach pracują w Warszawie nie-warszawiacy i
                                      > zakładając gorszy dostęp do edukacji można stwierdzić, ze częściej będą pracow
                                      > ać np. w obsłudze (właśnie np. lotnisk, dworców i hoteli).
                                      >
                                      > Ktoś obali moje tezy?

                                      No to ja obale, z moich znajomych, z prowincjonalnego Bialegostoku ani jedna osoba nie pracuje w uslugach. Dwa lata starsi koledzy konczyli srednie liceum i politechnike tez w Bialymstoku, wszyscy sa wzietymi informatykami z pensja o ktorej ja w duzym zachodnim koncernie moge tylko pomarzyc. Jako mlodszy inzynier. Choc generalnie zarabiam niezle a i tak ledwie polowe tego co oni.

                                      Co do radzenia sobie w zyciu - nie ma znaczenia skad pochodzisz, jesli chcesz to osiagnac to osiagniesz a jesli nie to nawet tatus lekarz i mamusia prawnik z wlasnymi kancelariami w centrum stolicy ci nie pomoga. Jestem corka szkolnej sprzataczki i operatora maszyn skrawajacych.
                                      • jul-kaa Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:46
                                        black_halo napisała:
                                        > No to ja obale, z moich znajomych, z prowincjonalnego Bialegostoku ani jedna os
                                        > oba nie pracuje w uslugach.

                                        Wiesz, moi znajomi z innych miast też w większości radzą sobie nieźle, większość pokończyła wyższe uczelnie (znam ich ze studiów, więc chyba trudno się temu dziwić ;)). Nasze osobiste doświadczenia są chyba mniej ważne, warto by było poszukać statystyk.

                                        > Co do radzenia sobie w zyciu - nie ma znaczenia skad pochodzisz, jesli chcesz t
                                        > o osiagnac to osiagniesz

                                        To jasne, nie zmienia to jednak faktu, że osobom powiedzmy przeciętnym łatwiej będzie w dużym mieście, choćby dlatego, ze mają uczelnię i możliwości rozwoju na miejscu, przy rodzicach, nie muszą się utrzymywać w obcym mieście itp. Poziom szkół też ma znaczenie. A że większość ludzi to przeciętniacy...
                                    • palacsinta Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 03:49
                                      jul-kaa napisała:

                                      > Ktoś obali moje tezy?

                                      Ja się nie zgodzę z tym podziałem na warszawiaków i niewarszawiaków. Jak ktoś w Warszawie pracuje, uczy się, mieszka, to jest warszawiakiem. Taka uroda dużych miast, że rozrastają się nie tylko dzięki przyrostowi naturalnemu.
                                      Co jest oczywiście ciekawe w kontekście narzekania na warszawiaków, bo nigdy nie wiadomo, czy ten ponury cham kradnący nam portfel dopiero co sam nie przyjechał z wsi spokojnej, wsi wesołej (i jumając nam rzeczony portfel nie wyżywa się na domniemanych warszawiakach za urojone krzywdy);)
                                      • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 08:55
                                        > Ja się nie zgodzę z tym podziałem na warszawiaków i niewarszawiaków. Jak ktoś w
                                        > Warszawie pracuje, uczy się, mieszka, to jest warszawiakiem. Taka uroda dużych
                                        > miast, że rozrastają się nie tylko dzięki przyrostowi naturalnemu

                                        Ja tam ich dziele na warszawiakow i warszawian. Przy czym rozroznia ich nie staz, ale glownie stosunek do miasta. Mozna sie stac warszawiakiem w ciagu paru tygodni, mozna byc warszawianinem z rdzennie warszawskiej rodziny. To drugie zdarza sie dosc rzadko, ale tez sie zdarza.
                                        A swoja droga, i gdzies juz o tym pisalam, warszawianie spowodowali, ze z moim obecnym miastem zaprzyjaznialam sie umyslnie i w dosc szybkim tempie sie zadomowilam. Mam moja ksiegarnie i moj sklep z herbata, wiem, gdzie sa najlepsze lody, a gdzie najpiekniejsze widoki, wiem, co gdzie bylo przed wojna. Juz po pol roku, gdy po dluzszej podrozy zobaczylam charakterystyczne budynki na skraju miastu, serce mi piknelo jak na widok Palacu Kultury. Po prostu zobaczylam, jak obrzydliwa jest taka wieloletnia zapiekla niechec, wiec nienawisc, do miejsca, w ktorym sie zyje i zdecydowalam, ze jak sobie na takie paskudne uczucia pozwalac nie bede. Kazde miasto ma cos, za co mozna je jesli nie pokochac, to przynajmniej polubic. Trzeba sie tylko postarac je znalezc.
                                      • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 08:59
                                        > Ja się nie zgodzę z tym podziałem na warszawiaków i niewarszawiaków. Jak ktoś w
                                        > Warszawie pracuje, uczy się, mieszka, to jest warszawiakiem. Taka uroda dużych
                                        > miast, że rozrastają się nie tylko dzięki przyrostowi naturalnemu.

                                        Ja też się nie zgadzam, że do bycia warszawiakiem jest potrzebny co najmniej warszawski prapradziadek (może dlatego, że sama się w kryteriach nie mieszczę ;o)). Warszawiakiem trzeba się czuć, wtedy się nim jest, i tyle. Można mieszkać w tym mieście przez lata, i go nie lubić, i nie czuć się w domu, a można się też szybko zadomowić.
                                      • jul-kaa Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 11:31
                                        palacsinta napisała:
                                        > Ja się nie zgodzę z tym podziałem na warszawiaków i niewarszawiaków. Jak ktoś w
                                        > Warszawie pracuje, uczy się, mieszka, to jest warszawiakiem.

                                        Nawet jesli sie za warszawiaka nie uwaza, na Warszawę wiecznie narzeka, przebywa głównie w gronie znajomych ze swojej miejscowosci, płaci w niej te nieszczesne podatki i nie zapuszcza w Warszawie korzeni?
                                        I czy jest warszawiakiem mój kuzyn, który w Warszawie tylko pracuje (dojeżdżając codziennie z Łodzi)? A ten, kto mieszka w W. 4 dni, a 3 nie? Takich ludzi jest sporo.
                                        • palacsinta Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 15.01.12, 07:54
                                          jul-kaa napisała:

                                          > palacsinta napisała:
                                          > > Ja się nie zgodzę z tym podziałem na warszawiaków i niewarszawiaków. Jak
                                          > ktoś w
                                          > > Warszawie pracuje, uczy się, mieszka, to jest warszawiakiem.
                                          >
                                          > Nawet jesli sie za warszawiaka nie uwaza, na Warszawę wiecznie narzeka, przebyw
                                          > a głównie w gronie znajomych ze swojej miejscowosci, płaci w niej te nieszczesn
                                          > e podatki i nie zapuszcza w Warszawie korzeni?

                                          No, ale co mnie to? ;) Jak zarabiać w Warszawie, to wszyscy, jak być odpowiedzialnym za to chamstwo i prostactwo, to tylko ci z czterema prababkami na Starych Powązkach albo bardzo z Warszawą związani emocjonalnie? Przecież ta druga grupa to mniejszość. Na to, jak jest w Warszawie, mają wpływ wszyscy ludzie w jakikolwiek sposób z tym miastem związani, szkoda, że im to nie przychodzi do głowy, kiedy narzekają na Warszawę przy stole świątecznym w rodzinnych stronach.
                                    • kocio-kocio Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 13:23
                                      Ja wśród najbliższych znajomych mam JEDNĄ osobę nie urodzoną w Warszawie (męża własnego zresztą).
                                      Wśród dalszych, ale takich, z którymi utrzymuję kontakty może z 5.
                                      Reszta przyjezdnych się nie utrzymała, bo nie pasuje nam, albo my im.
                                      I nie jesteśmy łażącą po klubach, rozrywkową drużyną, tylko grupą ok. 30-40 lat, z dziećmi i innymi obciążeniami, mieszaną płciowo, orientacyjnie i zawodowo (mamy swojego ważnego dyrektora, malarza, aktora, kilka pań (i panów) z biura, sprzedawczynię, dziennikarzy).
                                      Znamy się od 10 lat, ale skład nie jest stały.
                                      Pewnie to wynika z warszawskiego buractwa, chamstwa i traktowania innych z góry.
                                      Na pewno ;o)
                                  • anka_z_lasu Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 21:51
                                    > Dla ciebie uprzedzenia, dla mnie całkiem normalny efekt porównawczy.

                                    To nie jest efekt porównawczy. To jest chamstwo i prostacki stereotyp.
                                    Jak ktoś powie o mnie "ona pochodzi ze wsi ale umie mówić literacką polszczyzną" to też jest efekt porównawczy?
                                    • pierwszalitera Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:09
                                      anka_z_lasu napisała:

                                      > To nie jest efekt porównawczy. To jest chamstwo i prostacki stereotyp.
                                      > Jak ktoś powie o mnie "ona pochodzi ze wsi ale umie mówić literacką polszczyzną
                                      > " to też jest efekt porównawczy?

                                      Ja nie wiem o czym ty piszesz. Mnie potraktowano wiele razy w Warszawie w sposób, który wypada bardzo marnie w porównaniu z tym, jak traktują mnie w innych miejscach, na przykład na Śląsku (Wrocław, Katowice), czy w Polsce Południowej (Kraków). Nie robię z tego żadnych ogólników, takie są tylko moje doświadczenia i już.
                                      • besame.mucho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:13
                                        Chodzi o łatwość wypowiadania pewnego typu opinii. Niekoniecznie przez Ciebie, ale ogólnie przez Polaków. Kiedy ktoś pojedzie dwa razy do Gdańska i go niemiło potraktują, to nie oznajmia wszystkim (a zwłaszcza mieszkańcom Gdańska) że uważa mieszkańców tego miasta za chamów i buraków. Raczej zakłada, że trafił akurat na niemiłe JEDNOSTKI. I kiedy później w Gdańsku w sklepie ktoś jest dla niego miły, to nie reaguje na to "O kurde, miła była, a z Gdańska! E, pewnie przyjezdna".
                                        A łatwość wypowiadania tego typu opinii na temat mieszkańców Warszawy jest dla warszawiaków irytująca, i trudno się dziwić.
                                  • slotna Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 12.01.12, 22:00
                                    Z najgorsza obsluga lotniska ever spotkalam sie, i to czterokrotnie, na lodzkim Lublinku. Okecie w porownaniu to raj. Wniosek: Lodzianie, jestescie niemilymi snobami, moze przybieracie takie standarty, bo wszyscy wokol tak robia i nie widzicie tego, ale jako niemiejscowa odbieram to inaczej. Wstydzcie sie.
                                    • ko_kartka Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 01:55
                                      slotna napisała:

                                      > Z najgorsza obsluga lotniska ever spotkalam sie, i to czterokrotnie, na lodzkim
                                      > Lublinku. Okecie w porownaniu to raj. Wniosek: Lodzianie, jestescie niemilymi
                                      > snobami, moze przybieracie takie standarty, bo wszyscy wokol tak robia i nie wi
                                      > dzicie tego, ale jako niemiejscowa odbieram to inaczej. Wstydzcie sie.

                                      My, Łodzianie, przybieramy raczej STANDARDY i się tego nie wstydzimy :)

                                      To tak a propos poprawności lub jej braku w wypowiedziach Polaków z różnych stron - każdemu się potknięcie zdarza, ale nie trzeba od razu kruszyć kopii, nieprawdaż.
                                      • slotna Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 02:09
                                        > To tak a propos poprawności lub jej braku w wypowiedziach Polaków z różnych str
                                        > on - każdemu się potknięcie zdarza, ale nie trzeba od razu kruszyć kopii, niepr
                                        > awdaż.

                                        Pisze "standart" swiadomie, tak tylko mowie, zebys nie czula sie w obowiazku poprawiac mnie za kazdym razem.
                                        • ko_kartka Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 02:55
                                          slotna napisała:
                                          >
                                          > Pisze "standart" swiadomie, tak tylko mowie, zebys nie czula sie w obowiazku po
                                          > prawiac mnie za kazdym razem.

                                          Ale piszesz "standart" w tym konkretnym przypadku, w celu zobrazowania zaściankowości łódzkiego lotniska, czy w ogóle, w opozycji do słownika ortograficznego polskiego, w celu zobrazowania... właściwie nie domyślam się czego?
                                          • slotna Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 12:19
                                            > Ale piszesz "standart" w tym konkretnym przypadku, w celu zobrazowania zaściank
                                            > owości łódzkiego lotniska, czy w ogóle, w opozycji do słownika ortograficznego
                                            > polskiego, w celu zobrazowania... właściwie nie domyślam się czego?

                                            " Niektórzy krytycy języka uważają, że należałoby pisać właśnie standart (przez „t”), gdyż obowiązuje w polszczyźnie prawo dysymilacji, czyli rozpodobnienia, które mówi o tym, że jeżeli w wyrazie powtarzają się te same głoski, jedna musi się zmienić w inną*. Z tego powodu zamiast poprawnych etymologicznie wyrazów dostatczanie (od rzeczownika dostatek), biszkokt, fufajka, forwark (od niem. Vorwerk), sumnienie, prześcieładło (od czasownika prześciełać), Margorzata (od Margarity), London mamy dziś dostarczanie, biszkopt, kufajkę, folwark, sumienie, prześcieradło, Małgorzatę, Londyn. Standard to zapożyczenie z języka angielskiego, ale swój rodowód wiedzie ze sanskrytu, w którym znaczył ‘uśredniony typ, model, wzorzec’. Później standardem nazywano ‘sztandar, chorągiew’ (z łac. ex-tendere ‘rozwijać’). Kiedy wyraz ten znalazł się w polszczyźnie, długo zastanawiano się nad tym, czy ma być pisany jak w oryginale przez „d” czy przez „t” na końcu (jak w języku niemieckim Standarte). Wydawało się, że wymowa [standart], [w standarcie], [o standartach] przeważy ostatecznie na korzyść pisowni z „t” na końcu, tym bardziej że cały czas pamiętano o prawie rozpodobnienia tak samo brzmiących głosek. Ciekawe, że jeszcze Słownik poprawnej polszczyzny Stanisława Szobera (z 1966 r.) podawał hasło: standard, ale: standartowy (przez „t”), a Słownik języka polskiego PWN pod red. Witolda Doroszewskiego z lat 1958-1969 traktował pisownię przymiotnika standardowy/standartowy obocznie. Dlaczego więc rozumowanie kodyfikatorów od ortografii poszło w innym kierunku, tzn. dlaczego nie zdecydowali się oni na pisownię standart, tylko przymiotnik standartowy podciągnęli pod standard? – trudno to dziś wyjaśnić. Gdyby to ode mnie zależało, dopuściłbym zarówno pisownię standard, standardowy, jak i standart, standartowy. Mielibyśmy o jeden kłopot ortograficzny mniej…"

                                            * Ci "niektorzy" to Stiller, ktorego bym wolala tu wkleic, bo pan Mistrzunio zerznal zen ewidentnie, ale nie mam e-booka, a z papierowej ksiazki mi sie teraz przepisywac nie chce. Imho "standard" powrocil wraz z inwazja angielskiego, a to brzydko :)
                                            • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 13:44
                                              czy ma być pisany jak w oryginal
                                              > e przez „d” czy przez „t” na końcu (jak w języku niemie
                                              > ckim Standarte).


                                              Ekhm
                                              de.pons.eu/dict/search/results/?q=standard&l=depl&ie=%E2%98%A0
                                              • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 13:56
                                                > Ekhm
                                                > rel="nofollow">de.pons.eu/dict/search/results/?q=standard&l=depl&ie=%E2%98%A0

                                                Ale, ale. Standard to nie Standarte. Standard został zapożyczony w XIX w. z angielskiego. Standarte to flaga, pochodzi ze starofrancuskiego estandart, czyli miejsca, gdzie gromadzą się żołnierze.
                                                (a przynajmniej tak mówi mój Duden)
                                                • turzyca Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:12

                                                  Standard został zapożyczony w XIX w. z ang
                                                  > ielskiego

                                                  Nie bede sie klocic, tym bardziej ze za leniwa jestem, zeby pojsc po slownik, ale czy na pewno z angielskiego? Anglicyzmy w XIX wieku, to nie az tak popularne zjawisko. A po francusku tez jest standard.

                                                  I jeszcze dwie uwagi na czuja, bo ja sie na tym nie znam, tylko zajmuje z koniecznosci: czy tam nie moglo nastapic udzwiecznienie pod wplywem dzwiecznego "r"?
                                                  Oraz: we wszystkich podanych przez Slotna przykladach z niemieckiego w obecnym niemieckim nie wymawia sie "r". Vorwerk to [foːɐ̯​ˈvɛrk] , w Margareta jest ta sama szwa. Nie mowie, ze podana przez Slotna zasada nie istnieje, ale nie widze jej sensu w przypadku slow, w ktorych nie wystepuje ten sam dzwiek. Raczej bym podejrzewala, ze przejscie od niemieckiego "r" po samoglosce a przed spolgloska do polskiego "ł" wynika z proby zastapienia "ɐ̯​" czymkolwiek wymawialnym.
                                                  • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 14:21
                                                    > Nie bede sie klocic, tym bardziej ze za leniwa jestem, zeby pojsc po slownik, a
                                                    > le czy na pewno z angielskiego? Anglicyzmy w XIX wieku, to nie az tak popularne
                                                    > zjawisko. A po francusku tez jest standard.

                                                    Akurat mam jeszcze pod ręką, bo pakuję, i tak mi się nie chce, że tu siedzę :o) Duden (Das Herkunftswörterbuch) mówi:
                                                    Das als Terminus der Kaufmannssprache seit dem 19. Jh. allgemein übliche Fremdwort ist aus dem gleichbed. engl. standard entlehnt. (...) Abl. standardisieren (...) 20. Jh. nach entsprechend engl. to standardize.
                                                    Wszystko ma pochodzić od tego samego starofrancuskiego estandart (fr. etendard), ale w wypadku sztandaru (Standarte) bezpośrednio, standardu (Standard) przez angielski. Mówi Duden, nie ja.

                                                    > I jeszcze dwie uwagi na czuja, bo ja sie na tym nie znam, tylko zajmuje z konie
                                                    > cznosci: czy tam nie moglo nastapic udzwiecznienie pod wplywem dzwiecznego "r"?

                                                    To mnie oficjalnie przerasta, nie mam pojęcia.
                                                  • slotna Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 20:18
                                                    > Oraz: we wszystkich podanych przez Slotna

                                                    W cudzyslowie, dodajmy, z zastrzezeniem, ze wklejam na szybcika.

                                                    > przykladach z niemieckiego w obecnym
                                                    > niemieckim nie wymawia sie "r". Vorwerk to [foːɐ̯​ˈv&
                                                    > #603;rk] , w Margareta jest ta sama szwa. Nie mowie, ze podana przez Slotna zas
                                                    > ada nie istnieje, ale nie widze jej sensu w przypadku slow, w ktorych nie wyste
                                                    > puje ten sam dzwiek.

                                                    Teraz nie, ale wtedy moze sie jednak wymawialo? Troche czasu w koncu minelo. Stiller pisze:

                                                    "Calkiem zas niesamowitym przypadkiem sa barwa i farba kolejno i niezaleznie (raz w poczatkach, a pozniej pod koniec XV wieku) zapozyczone z tej samej Farbe - a moze - albo scislej mowiac - z innych niemieckich form: barve i varwe, z udzialem czeskiego barva. Po drodze w innych dialektach, czasach lub jezykach pojawiala sie rowniez barba i zaraz uciekalo sie od zbyt podobnych, albo takich samych, spolglosek az po francuskie fard "szminka" i szweckie färg.
                                • ko_kartka Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 02:43
                                  is-moho napisała:

                                  > Gościnność jak gościnność - moim zdaniem owa niegościn
                                  > > ność (i często razem z nią jednym tchem wymieniane chamstwo) warszawiaków
                                  > to do
                                  > > syć popularny ale niewiele mający wspólnego z rzeczywistością mit, ale mo
                                  > że uwa
                                  > > żam tak jako niegościnna i chamska warszawianka ;)
                                  >
                                  > Ja tego nigdy nie rozumiałam, ale od czasu kiedy przedstawiono mnie słowami "on
                                  > a jest z Warszawy, ale to porządna dziewczyna", przestałam ze stereotypami walc
                                  > zyć, bo to chyba nie ma sensu. Uprzedzenia żyją i mają się dobrze.

                                  Łe tam, pocieszę Was: ja się z takimi uprzedzeniami spotkałam tylko i wyłącznie w necie, a osobiście i w kręgu znajomych nie słyszę negatywnych opinii o Warszawie i jej mieszkańcach, stąd też ten mit jest mi (i moim kolegom) kompletnie nieznany.
                                  • kis-moho Re: Nie wiem, co to jest "wszystko" 13.01.12, 08:27
                                    > Łe tam, pocieszę Was: ja się z takimi uprzedzeniami spotkałam tylko i wyłącznie
                                    > w necie, a osobiście i w kręgu znajomych nie słyszę negatywnych opinii o Warsz
                                    > awie i jej mieszkańcach

                                    Ja się niestety spotykałam i spotykam nadal...
                    • teresa104 Tego to akurat nie wiem 12.01.12, 06:03
                      ale ponieważ podwątek porównawczy "polska prowincja vs niemiecka prowincja" nie ma szans się rozstrzygnąć, choćby ze względu na brak zdefiniowania, co jest prowincją, zostało stosować sprawdzone w grach planszowych zasady, jak w tym przypadku zasadę bicia przymusowego:)

                      A ludzie chodzą w ubraniach nie tylko w krajach o długich tradycjach kapitalistycznych. Zresztą te w Polsce są długie, sama pochodzę z miasta, które powstało z kapitalizmu, a w okresie powojennym produkcji tekstylnej, a nawet sprzedaży tekstyliów (sic!) też nie zaniechano.
                      • pierwszalitera Re: Tego to akurat nie wiem 12.01.12, 12:58
                        teresa104 napisała:

                        > ale ponieważ podwątek porównawczy "polska prowincja vs niemiecka prowincja" nie
                        > ma szans się rozstrzygnąć, choćby ze względu na brak zdefiniowania, co jest pr
                        > owincją, zostało stosować sprawdzone w grach planszowych zasady, jak w tym przy
                        > padku zasadę bicia przymusowego:)

                        Też uważam ten podwątek za idiotyczny, ale nie ja postawiłam tezę, jakoby na polskiej prowincji była większa różnorodność. Ja napisałam, że za granicą częściej opłaca się kupować głównie ze względu na niższe ceny i ciągłe wyprzedaże. O słabym asortymencie też dowiedziałam się z przerożnych wątków na forum, nawet głupie H&M wygląda w Polsce nieco inaczej niż za granicą. I z całym szacunkiem dla tradycji tekstylnych i rozwoju kapitalizmu w Polsce, ale nawet Warszawa to nie jest jeszcze miasto, do którego jeździ się akurat na zakupy. Już prędzej wybierze się Berlin, Monachium, albo Düsseldorf. Do Zgłębia Ruhry przyjeżdżają na zakupy masowo Holendrzy, Niemcy znowu robią sobie wycieczki do Mediolanu, Rosjanie latają do Londynu, albo Paryża, a wszyscy do Nowego Yorku, bo tam ciuchy są za bezcen. Ale na pewno nie ze względu na różnorodność do Polski. Być może jest tam jakaś polska marka, do której ma się sentyment, ale moim zdaniem nie ma niczego, co nie miałoby jakiegoś stylowego odpowiednika w zachodnich markach i dlatego ja nigdy jeszcze niczego w Polsce sobie do ubrania nie kupiłam. Oprócz Effuniaka, ale to specjalna nisza. A jeszcze wracając do polskich tradycji, to za skandal uważam, co proponuje teraz Milanówek, nie ma tym żadnych szans na międzynarodowym rynku, ale chyba o niego nawet nie zabiega.
                        • kis-moho Re: Tego to akurat nie wiem 12.01.12, 16:57
                          Ale na pewno nie ze względu na różnorodność do Polski. Być może jest
                          > tam jakaś polska marka, do której ma się sentyment, ale moim zdaniem nie ma ni
                          > czego, co nie miałoby jakiegoś stylowego odpowiednika w zachodnich markach i dl
                          > atego ja nigdy jeszcze niczego w Polsce sobie do ubrania nie kupiłam.

                          No, ja jeżdżę, powody wymieniłam w innym poście, ale pewnie za słaby ze mnie jet setter.
                          Za to donoszę, że nabyłam w Zarze bardzo ładne kardigany, jakość wcale nie szmaciana, cena nie zawrotna. Tak więc nawet z sieciówkami nie jest chyba aż tak źle.
                          • pierwszalitera Re: Tego to akurat nie wiem 12.01.12, 17:13
                            kis-moho napisała:

                            > No, ja jeżdżę, powody wymieniłam w innym poście, ale pewnie za słaby ze mnie je
                            > t setter.

                            Nie za słaby setter, tylko pewnie mieszkasz w miejscu, gdzie wybór jest słaby.
                            • kis-moho Re: Tego to akurat nie wiem 12.01.12, 17:16
                              > Nie za słaby setter, tylko pewnie mieszkasz w miejscu, gdzie wybór jest słaby.

                              W Monachium :D
                          • pierwszalitera Re: Tego to akurat nie wiem 12.01.12, 17:29
                            kis-moho napisała:

                            > No, ja jeżdżę, powody wymieniłam w innym poście, ale pewnie za słaby ze mnie je
                            > t setter.

                            Ach nie, teraz dopiero doczytałam, że mieszkasz w Monachium. To mogę tylko powiedzieć, że po prostu uparta jesteś i nie chcesz się rozglądnąć, bo gdzie jak gdzie, ale tam alternatywę do Reserved, Ryłki i Syreny na pewno znajdziesz. Bzdurą jest jakoby wszystkie Niemki były olbrzmie i otyłe, i potrzebowały wielgachnych i szerokich butów, dlatego innych tu nie ma. Szerokość F w Polsce to rarytas ograniczający się na dwie marki, w Niemczech spotkasz takie buty nawet o wiele częściej. Bielizna to inna sprawa, ale wiele kobiet bawi się w odsyłanie, bo nie ma innej możliwości. A jeżdżenie na mierzenie brytyjskich marek do Polski, to luksus, za który się moim zdaniem sporo płaci. Dla mnie sprowadzanie z UK jest tańsze i wygodniejsze. Ba, nawet lot do Londynu na osobiste przymiarki bardziej mi się opłaca.
                            • kis-moho Re: Tego to akurat nie wiem 12.01.12, 17:42
                              Bzdurą jest jakoby wszystkie Niemki były olbrzmie i otyłe, i potrzebowały wielgach
                              > nych i szerokich butów, dlatego innych tu nie ma. Szerokość F w Polsce to raryt
                              > as ograniczający się na dwie marki, w Niemczech spotkasz takie buty nawet o wie
                              > le częściej.

                              Oczywiście, że nie są olbrzymie i otyłe, mają chyba jednak przeciętnie nieco większe stopy. To są subtelne różnice, w końcu 36 i 38 nie dzieli 30 cm. Faktem jest, że tam, gdzie mieszkam, a na pewno nie jest to prowincja, pełen wybór butów zaczyna się od 38. W 37 jest mniejszy, 36 minimalny. Ma to swoje plusy, bo na wyprzedażach zostają właśnie te małe rozmiary, i dzięki temu kupiłam wiosną buty ecco za jakąś śmieszną sumę. Jednak planowych zakupów typu "muszę mieć nowe kozaki" tutaj nie zaryzykuję, w Warszawie mam większy wybór. Może wąskie buty bywają tu w większych rozmiarach, marki włoskie tutaj są, ale na moje plus minus 36.5 nie ma. A w PL jak najbardziej.
                              Nie chcę mówić, że w Monachium nie da się nic kupić, bo mam tu swoje ulubione sklepy, ale zdecydowanie sprzeciwiam się mówieniu, że do Polski nie ma po co jeździć - moim zdaniem zdecydowanie jest. A jeśli chodzi o rozrzutność zakupową, po pierwsze mam w Warszawie rodzinę, zakupy robię przy okazji. A poza tym - różnice cenowe mogą mi przy większych zakupach nawet zwrócić za podróż (ładne, dobrej jakości kozaki skórzane za ok. 250 PLN w Monachium są nie do pomyślenia).
                • turzyca Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 19:38
                  > Naprawdę nie. Nie wiem jaką polską prowincję masz na myśli, moi rodzice mieszka
                  > ją na Śląsku Opolskim i tam są może jakieś trzy sklepy na krzyż, ale o różnorod
                  > ności, o której ty piszesz ani śladu.

                  Nie wiem, co Ty masz na mysli, ale jesli porownujesz Slask Opolski, ktorego stolica ma 125 000 mieszkancow z Essen, ktore ma prawie 600 000 mieszkancow, to nic dziwnego, ze Ci to porownanie wychodzi odmiennie niz mnie.
                  W Opolu akurat wszystkie wymienione przeze mnie marki maja swoje sklepy.


                  > Już ci kiedyś pisałam, że dziura na terenie byłego NRD nie jest reprezentatywna
                  > dla całych Niemiec. ;-)

                  Wiem. Ale nie wiem, skad wniosek, ze ja wnioskuje na podstawie NRD.
              • mszn Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 23:53
                Ej, co za Hemę macie na myśli? Holenderską Hemę-sklep-ze-wszystkim, gdzie i rower kupisz, i stanik push up reklamowany na plakacie przez faceta, czy jest jakaś inna Hema z samymi ciuchami?
                • pierwszalitera Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 12.01.12, 00:13
                  mszn napisała:

                  > Ej, co za Hemę macie na myśli? Holenderską Hemę-sklep-ze-wszystkim, gdzie i row
                  > er kupisz, i stanik push up reklamowany na plakacie przez faceta, czy jest jaka
                  > ś inna Hema z samymi ciuchami?
                  >

                  Hema jest holenderska i ma filiale także w Beligii, Luksemburgu, Francji i Niemczech. U mnie w Hemie mają też ciuchy, ale nie reprezentują one specjalnej jakości, coś takiego, jak troszkę lepszy Woolworth.
                  • mszn Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 12.01.12, 10:22
                    A, no to zwykła Hema. Ja tam chodzę po światełka do roweru.
                    • turzyca Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 12.01.12, 17:08
                      mszn napisała:

                      > A, no to zwykła Hema. Ja tam chodzę po światełka do roweru.


                      Swiatelko mi nie bylo potrzebne, chodzilam na piechote. :) Ale kupilam u nich tam bardzo fajna bazowke typu gladkie bluzki, wygodne gatki i rajstopy w mocno przyjaznej cenie. A sila musialam sie powstrzymywac przed kupowaniem cudnosci papierniczych np. z Julkiem i Julka. Nie mialabym nic przeciwko Hemie w moim miescie. Choc pewnie moj portfel nie bylby zachwycony. ;)
                      Ale faktycznie ciuchowa marka to nie jest, rownie dobrze mozna dopisac Rossmana czy Schleckera, tez tam sie elementy odziezy kupuje.
                      • black_halo Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 12.01.12, 22:26
                        A mnie w Hemie denerwuja te walace po oczach wzorki. Z drugiej strony z checia kupuje tam rozne papiernicze sprawy, moje znajome chwala sobie bodziaki dla dzieci, 8 euro za 6 sztuk ;D
          • anne_stesia Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 14:44
            O właśnie, Reserved. Mój ulubiony sklep i zdarza mi się wchodzić w galerii tylko do niego, a jak tam nic nie znajdę to wracam do domu. Wzornictwo bardzo moje - szukam wśród ubrań "pośrednich" pomiędzy kolekcją młodzieżową, a elegancką. Kolekcja jesienna była wspaniała, mogłabym wykupić całą. Niezadowolona byłam do tej pory tylko z t-shirtów z nadrukiem, które się dość szybko zniszczyły. Poza tym noszę ich dżinsy, spódnice, biżuterię, swetry - wszystko ładnie się pierze i utrzymuje w przyzwoitym stanie.
            Z innych sklepów - Orsay ma miłe promocje dla posiadaczy karty lojalnościowej, latem kupiłam u nich 3 czarne t-shirty, bo spodobał mi się materiał - bawełna z jakąś domieszką sztuczną, ale leży cudownie, bo jest odrobinę sztywna, a nie wiotka, pierze znakomicie, nie blaknie. Mogłabym mieć jeszcze z 10 takich, bo czarny t-shirt to baza, do której dobieram resztę stroju. Spora część ubrań z Orsaya nie jest w moim guście, ale kiedy już upoluję coś to to okazuje się naprawdę dobrej jakości.
            Promoda też lubię, choć ostatnio wzornictwo mnie rozczarowuje, a ceny załamują. Lubię spodnie z tego sklepu, latem kupiłam świetne cygaretki za cenę co prawda nieprzyzwoitą, ale noszą się dobrze, więc nie żaluję. Podobnie rzecz się miała z zakupem dwóch par alladynek na lato - spodnie cudne, przewiewne, dobre gatunkowo i wygodne przede wszystkim, ale cena dla części osób zapewne kompletnie nie do przyjęcia jak za spodnie z cieniutkiego materiału. Zakupu również nie żałuję, bo było mi w nich chłodniej niż w krótkich ubraniach.
            Stradivarius ma fajną bazówkę - longsleeve z elastycznej bawełny po półtora roku częstego noszenia jest w stanie idealnym, a marynarka po kilku miesiącach noszenia niemal dzień w dzień wygląda bardzo dobrze.

            Ogólnie zauważam tendencję do produkowania ubrań po linii najmniejszego oporu, czyli jak najsłabszych jakościowo z jak najmniej kłopotliwym w uszyciu fasonie, ale nie narzekam na dostępność ubrań, które mi odpowiadają. Zwykle kiedy już szukam to znajduję. :)
    • kis-moho Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 10:22
      Do H&M zwykle nie zaglądam, bo odstraszają mnie tłumy i szmatkowate ciuchy walające się po koszach, podłodze, wieszakach... Ale ostatnio weszłam do H&M woman, i byłam nawet pozytywnie zaskoczona. Nie, żeby to były najpiekniejsze ciuchy pod słońcem, ale kilka fajnych rzeczy widziałam. Nie wiem, czy to jest reguła, u mnie H&M woman to oddzielne sklepy. No i dział L.O.G.G. nadal wydaje mi się nie tak straszny, czasem upoluję tam koszulkę z długim rękawem (ostatnio w biało-niebieskie paski) nienajgorszej jakości.
      Z sieciówek moim zdaniem Mango nie jest takie złe jak reszta, aczkolwiek ostatnia wizyta w warszawskim sklepie przypomniała mi leżące góry ciuchów a la H&M - ale może to tylko wyprzedaże. Jakość moim zdaniem bywa lepsza niż w zarze & co, wzornictwo niezłe, ceny - szczególnie na przecenach - porównywalne. Poluję też na przeceny w Muji (pełne ceny są dla mnie zaporowe), ale w PL Muji jest chyba tylko w Warszawie.
    • besame.mucho Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 11:57
      Ja w H&M kupuję. Najczęściej nie te droższe ciuchy, bo ich wzornictwo rzadko mi się podoba, ale bazówki albo rzeczy z działu sportowego. Mam od nich trochę takich zwykłych jednokolorowych tiszertów i tanktopów i trzymają się dobrze (mimo że kiedy koty mi zachorowały na grzybicę, to prałam wszystkie rzeczy w 60-80 stopniach). Mam też ze dwie pary dresów i bluzy z kapturem, i tym też nie mam nic do zarzucenia. Rzeczywiście jak coś kupowałam w tym takim bardziej modnym dziale, to często szybko się wyciągało, ale koleżanka, która pracuje w H&M mówi, żeby jak bluzka się psuje po jednym praniu, to się nie wściekać w domu, tylko ją reklamować, bo oni podobno są bardzo w porządku jeśli chodzi o przyjmowanie takich reklamacji i nie twierdzą, że zeszmacone po praniu ubranie albo dziura od muśnięcia paznokciem to wina klienta.
      • kocio-kocio Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 12:24
        Ja też w H&M kupuję.
        Spodnie, bluzki, sweterki.
        Nie oczekuję od spodni za 79 zł, że starczą na lata. Sezon przetrzymują.
        Zresztą w "przyszłym roku" zazwyczaj już mi się nie podobają, więc nie ma problemu.
        Góry noszę właściwie wyłącznie czarne (ew. zielone) z dekoltem w serek, albo innym głębokim.
        Znajduję je tam bez problemu. Niektóre mam jeszcze sprzed ciąży, a dziecko moje ma 5 lat.
        Nie zauważyłam, żeby jakość tego co wybieram specjalnie się pogorszyła. Chociaż na bubla czasem trafiam. Ale zawsze trafiałam.
        Kupiłam sobie ostatnio świetne rurki za 39 zł. Wreszcie mają odpowiedni stosunek szerokości bioder, do talii i wysokości stanu.
        • jul-kaa Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 12:28
          Mam ubrania przywożone z Niemiec lat temu z 4-6 (i więcej), bawełniane bluzki, takie zwykłe, lekko elastyczne. Do dziś trzymają kształt, może z lekka spłowiały, ale nieznacznie. Tych samych firm podobne ciuchy kupowane obecnie w Polsce po kilku praniach są paskudne, zmechacone, wypłowiałe, rozciągnięte.
    • slotna Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 12:49
      Ja sobie przez caly rok zagladam do Penny's, czyli Primarku, i kupuje jak zobacze cos fajnego. Te ciuchy sa tak tanie, ze nawet gdyby sie od razu rozwalaly, nie marudzilabym zbytnio. Ale te, ktore kupuje raczej sie nie rozwalaja - ogladam zawsze material, szwy, w ogole rzeczy, ktore maja sie rozpasc po pierwszym praniu zazwyczaj wygladaja na chore juz w sklepie. Sukienek i pantofelkow nie nosze, w ogole nie nosze eleganckich rzeczy, poza praca, ale do tego wystarczaja mi czarne spodnie, do kupienia gdziekolwiek, i takiez swetry - rowniez z Primarku, wolalabym Biubiu, ale nie ma. Na imprezy nosze przewaznie biubiowe topy, ktorych mam juz niezly zapas. Na co dzien, t-shirty i bluzy, j.w.

      Wiec wlasciwie nie zauwazylam, zeby cos bylo nie tak z oferta w sklepach ;)
    • teresa104 Zostało się przeprosić z maszyną do szycia 11.01.12, 15:45
      Ja jeszcze czasem coś ustrzelę z Tatuum, to mój żelazny punkt zakupowy, niektóre z tamtejszych rzeczy są po prostu wieczne, mam sztuki sprzed lat i nie noszą śladu użytkowania. Niewykluczone jednak, że rzeczy kupione ostatnio wieczne już nie będą.

      Kiedyś szyłam sobie niemal wszystko, a miałam maszynę, która robiła tylko ------, dzianinę trzeba było szyć przez gazetę, dziurki obszywać ręcznie.
      Niektóre z tamtych rzeczy nadal mam, wyglądają doskonale i nie mogę ich nosić tylko dlatego, że zmalalam jakoś. Trzeba tylko odnowić w głowie mapę sklepów bławatnych i tu mam pewną obawę - nie dość, że nikt nie wie, co to sklep bławatny, to jeszcze może się okazać, że ich naprawdę w moim mieście już nie ma...
      • mszn Re: Zostało się przeprosić z maszyną do szycia 11.01.12, 16:35
        Nie bój żaby, sklepy bławatne teraz są wirtualne:
        skladblawatny.pl/
        • teresa104 gałgan wolę pomacać 11.01.12, 16:47
          ale już wcielam pomysł. Rozmawiałam przed chwilą z matką i zamiast kolejnej płonnej pielgrzymki po sklepach z ubraniami, w których i tak nic na nas nie ma, idziemy w sobotę szukać bławaciaków:)

          Moja matka ma rozmiar 46-48 i to jest czarna rozpacz w kratkę, jak bardzo ta kobieta nie ma co na siebie kupić.
          • izas55 Re: gałgan wolę pomacać 11.01.12, 20:07
            Noszę 48, wiem, że to rozpacz pełna. Właśnie kupiłam maszynę i pewnie się będę musiała wybrać do zagłębia materiałowego ;-). Licząc na namiary na dobrze zaopatrzone sklepy. Kojarzę jeden przy Piotrkowskiej, w którym kilka razy kupowałam fajne materiały.
            • anna-pia Izas, a 13.01.12, 00:04
              na bazarku byłaś? Są dwa sklepy z materiałami, co prawda kupowałam tylko na portki dla dzieci, ale nie było źle.
              • izas55 Re: Izas, a 13.01.12, 16:17
                O, właśnie zobaczyłam twojego posta. O tym przy placu na S mówisz? Jakoś mi tam ciągle nie po drodze. Muszę się w końcu zebrać. Bo tam podobno i ser Koryciński można kupić, a ja od tego z czarnuszką prawie się uzależniłam ;-)
                • anna-pia Re: Izas, a 13.01.12, 17:12
                  izas55 napisała:

                  > O, właśnie zobaczyłam twojego posta. O tym przy placu na S mówisz? Jakoś mi tam
                  > ciągle nie po drodze. Muszę się w końcu zebrać. Bo tam podobno i ser Korycińsk
                  > i można kupić, a ja od tego z czarnuszką prawie się uzależniłam ;-)

                  Tak.
                  Nie "podobno", ale można :) Ja uzależniłam się od tego z tzw. czosnkiem niedźwiedzim :) I chleb dobry jest, i żurek rewelacyjny mają tam, gdzie ser koryciński...
          • zenobia44 Re: gałgan wolę pomacać 11.01.12, 23:45
            pozdrów mamusię i uściskaj w zrozumieniu.
            • maggianna rozmiar 46-48 12.01.12, 10:33
              ostatnio bylam w Monnari - byly duze rozmiary (46-48), calkiem niezle przeceny, bylo z czego wybrac i bardziej formalnego i typowo weekendowego - niestety znalazlam sie w dziurze rozmiarowej bo 46 bylo za male a 48 za duze wiec wyszlam tylko z dzinsami i koszula.
      • besame.mucho Re: Zostało się przeprosić z maszyną do szycia 11.01.12, 16:43
        Myślę, że raczej ludzie nie wiedzą co to, niż takich sklepów nie ma. W Warszawie przynajmniej sklepów z tkaninami jest pełno - i nie tylko stare sklepiki w małych dziupelkach - tkaniny można kupić też idąc Nowym Światem albo w centrach handlowych, z tego wnoszę, że raczej ten biznes nie upada i w innych miastach pewnie też się trzyma.
        • teresa104 Re: Zostało się przeprosić z maszyną do szycia 11.01.12, 16:50
          Przynajmniej 4 sklepów, w których kiedyś stale kupowałam materiały, już nie ma. Może są gdzie indziej. Nie interesowałam się tym i był to błąd.

          Na pewno jest dużo hurtowni, w końcu łódzkie to wciąż zagłębie tekstylne.
          • tfu.tfu Re: Zostało się przeprosić z maszyną do szycia 27.01.12, 04:19
            po lumpkach połaź, serio serio
            tam są cuda wianki
        • kasica_k Re: Zostało się przeprosić z maszyną do szycia 11.01.12, 17:00
          Besame, w którym centrum handlowym widziałaś sklep z tkaninami? Bo ja sporo łażę po warszawskich świątyniach komercji i w żadnej jeszcze nie zauważyłam, musi się kamuflują :) A potrzebowałabym akurat kawałek czegoś.
          • besame.mucho Re: Zostało się przeprosić z maszyną do szycia 11.01.12, 17:07
            Na pewno w Landzie, wydaje mi się, że gdzieś, gdzie jestem częściej niż w Landzie też, ale zabij, nie przypomnę sobie gdzie. A jakich tkanin potrzebujesz? Ja takie niezbyt wyszukane kupuję zazwyczaj na Madalińskiego (blisko Puławskiej), a po ładny jedwab kilka razy jeździłam na Orlą.
            • kasica_k Re: Zostało się przeprosić z maszyną do szycia 11.01.12, 17:36
              A, OK. O materiałach w Landzie słyszałam, ale nie byłam tam od stu lat, bo mi nie po drodze. A potrzebuję kawałek jakiegoś banalnego czarnego strecza, żadne tam jedwabie.
              • besame.mucho Re: Zostało się przeprosić z maszyną do szycia 11.01.12, 17:48
                Jak Ci potrzebny mały kawałek, to sprawdź gdzieś gdzie są też ścinki materiałów (tam gdzie kupuję na Madalińskiego są na pewno, gdzie indziej nie patrzyłam) - co będziesz przepłacać, jeśli nie potrzebujesz tego dwóch metrów tylko skrawek :)
      • kasiadj07 Wykroje 12.01.12, 00:33
        Ja się przeprosiłam z maszyną niedawno, po tym jak nawet w Biubiu już niewiele znajduję. W sieciówkach nie mam co dla siebie szukać, jak dobre w biuście, to niżej wisi wór.
        Polecam stronę z darmowymi wykrojami:
        papavero.pl/
        ktoś linkował jakiś czas temu, zajrzałam mimochodem, a tam prawdziwa kopalnia wykrojów, całkiem biuściaste niektóre. Właścicielka to zapalona konstuktorka, prawie codziennie pojawia się coś nowego. Już mam parę ciuchów na koncie:)
    • maith Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 11.01.12, 16:50
      Już kilka lat temu zaczęłam mieć wrażenie, że niektóre sieciówki na czas wyprzedaży sprowadzają z magazynów jakieś (chyba te same, leżące tam od lat w wydzielonej części) ewidentne szmaty.

      Ale mnie to nie dotyczy. Odkąd zaczęłam zaopatrywać się w BiuBiu i Bravissimo, to w sieciówkach kupuję tylko to, czego tam nie mają.

      W zasadzie wizyty w sieciówkach są nawet przyjemne - człowiek zagląda, dziwi się, że kiedyś takie badziewie kupował, cieszy się z przyjemnego materiału swojej biu-bluzki (która jakoś nie kurczy się ani nie rozciąga mimo kolejnych prań) i widzi jak dobre decyzje zakupowe podejmuje.
    • agusiazabrze Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 12.01.12, 20:12
      tez ostatnio pelna checi i pieniedzy pojechalam do galerii Kupiłam carzny golf w H&M za 30 zł, 2 bluzki w Pepco po 15 zł i tyle ;/ wszystko jak szmaty, materiał do nieczego, zmechacone już w sklepie...Ale wiadomo, produkują szmaty by częściej kupować cos nowego To ja już wolę ciucholandy, wychodzę z założenia, że jak komuś się nie popsuła dana rzecz , to i mi posłuży
      Tu link do filmu o celowym postarzaniu produktu
      www.youtube.com/watch?v=QPPW8KM7eEU
      • morela888 Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 23.01.12, 12:59
        Nie wiem czy umieszczam mego posta w dobrym miejscu, bo trudno było mi się przebić przez wątki warszawsko-niemieckie, zatem może ktoś to już podnosił i powtórzę po nim jedynie, ale moim zdaniem, przede wszystkim trzeba mieć gdzieś tam w pamięci w czasie zakupów podział sklepów odzieżowych na niższą, średnią i wyższą półkę.

        Czasem tygodniki o tym przypominają. I tak wspominane w wątku C&A, H&M, Zara, M&S i inne to zdecydowanie najniższa półka, więc tylko 'najniższej jakości" można się u nich spodziewać. Nie wiem skąd macie tak dobre doświadczenia z jakością ich towarów parę lat temu. Moim zdaniem dobra to ona nigdy nie była i za tę cenę raczej być nie może.
        Aczkolwiek słyszy się tu i tam, że kryzys wpłynął na ich jakość. Na pewno ceny w ciągu paru lar poszły do góry. Nie mnie oceniać na ile to było uzasadnione (np. wzrost cen benzyny w ciągu paru ostatnich lat i ogólnie wzrost cen wielu artykułów).

        Średnia półka to byłoby pewnie Peek & Cloppenburg, podobno Monnari, jakieś Ochnik, Olsen i nawet nie wiem co jeszcze.

        Natomiast wyższa to już ubrania znanych projektantów.

        Ja bym to odniosła może do staników. W mojej ocenia Panache, Freya i podobne to średnia półka a nie niska, więc jeśli ktoś porównuje jakość ich staników do jakości ubrań np. z H&M to wg mnie to jest nieporozumienie. Wystarczy porównać ceny. Przeciętna sukienka czy żakiet z H&M to wydatek 130zł a stanik np. Panache to tu chyba każdy wie ile kosztuje w sklepie. Uwzględniając oczywiście ile potrzeba np. tkaniny na stanik a ile na np. sukienkę. Czy ile kosztuje samo uszycie stanika (bez kosztu tkanin i materiałów) a żakietu.
        Łatwo to można skalkulować patrząc na ceny staników właśnie np. w H&M (z tego co pamiętam to to chyba przeciętnie 50zł), więc mniej więcej 1/3 ceny stanika np. Panache.
        Zatem moim zdaniem trzeba zwyczajnie mieć świadomość tego, że np. bluzka z sieciówki z najniższej półki będzie (biorąc za przykład np ceny staników: 50zł H&M, 150zł Panache) jakości 3 razy gorszej niż jakość staników, powiedzmy.

        Napisałam to dlatego, że odnoszę wrażenie, że niektórzy "za bardzo" przyzwyczaili się do jakości staników brytyjskich firm, chyba raczej zapominając ile za nie płacą ;-)

        Czy inaczej: jakość swetra z Jackpot&Cottonfield (wg mnie marki z średniej półki cenowej) za wspominane 99zł na wyprzedaży powinna być przynajmniej teoretycznie sporo lepsza od podobnego z np. C&A. Więc moim zdaniem, zwyczajnie warto to pamiętać robiąc zakupy i nie liczyć na cuda pod względem jakości w tych z najniższej półki. Raczej należy się cieszyć gdy trafi nam się unikat w postaci takiego a trwałego od nich produktu, bo prawdopodobnie nie taki był ich priorytet.
        Moim zdaniem "najuczciwiej" a w rzeczywistości moim zdaniem nieco samoośmieszająco reklamuje się New Yorker. Hasło "Dress for the moment" zawsze wywołuje o mnie lekki uśmiech ;-)

        A Zara, Bershka, Stradivarius, Pull&Bear, Massimo Dutti to, o ile się nie mylę, marki 1 hiszpańskiej firmy, która 1) ma inna politykę cenową nie w Polsce (bo analogiczne do polskich ceny ma też w innych europejskich krajach) a w Hiszpanii i Portugalii z tego co pamiętam (po prostu uprzywilejowuje swoje rodzime rynki), 2) mają kroje skrajnie antybiuściaste, więc nie rozumiem skąd tu taka wrzawa na ich temat, tam za bardzo nic na biust nie znajdą sobie nawet średniobiuściaste.

        No i ostatni aspekt: estetyka ubrań z sieciówek. Moim zdaniem nie bez kozery pozostaje tu fakt, że sieciówki z założenia nie próbując podbić rynku jakością, stawiają na nowe kroje, to co w danej chwili jest modne. Czyli ubierają właśnie "na teraz". Choć i klasycznych propozycji u nich nie brakuje.

        Powiem tylko, że młodzi ludzie, trochę zorientowani w modzie raczej tylko narzekają, że sieciówki (na które najczęściej jedynie ich stać) są nawet mocno zapóźnione jeśli chodzi o nowe trendy. A osoby nieco starsze i raczej nie próbujące 'gonić mody" (pozwolicie, że tak Was określę zbiorczo) narzekają na ich tymczasową stylistykę. Wniosek stąd prosty: sieciówki chcą być (jak to sieciówki) zwykle możliwie przeciętne, by pasować jak największej liczbie osób-potencjalnych klientów. Nie można ich za to winić. Taki ich 'złoty" środek. Przy czym możemy dyskutować na ile jest on "złoty" a więc możliwie idealny.

        Trzeb też pamiętać o tym, że sieciówki to stosunkowo nowe twory na naszym rynku (polskim). Do tego my, w Polsce jesteśmy i średniobogaci i średnio zorientowani co do tego co jest i modne i nieprzeciętne. Dlatego mnie np. nie dziwi, że w większych miastach np. UK np. Top Shop ma o wiele bogatszą ofertę niż sklepy w Polsce (co jednak się zmienia). Bo klienci u nas jeszcze nie zaczęli tak do końca wymagać. Czy lepszej oferty, świeższych trendów, czy lepszej kolekcji bazowej. Czasem wręcz kupują 'byle co' ciesząc się, że dzięki nim kupią "bycie modnym".

        Patrząc z innej strony: gdybyśmy nawet dorobili się sieciówek tanich, z mniej więcej oczekiwaną przez nas ofertą to w rzeczywistości godzimy się w ten sposób na notoryczne robienie zakupów. Na notoryczne bieganie po galeriach handlowych. Bo te ich odpowiadające nam krojem i estetyką ubrania będą się niszczyć, jak to ubrania z sieciówki z niskiej półki. Więc po prostu stale będziemy musieli się bawić w ich szukanie i kupowanie. I w tym tkwi siła sklepów, sieciówek ze średniej półki czasem ;-) Choć nie zawsze. Po części zawsze liczą na zamożniejszego klienta i to, że będzie kupował u nich z nieco narcystycznych pobudek.

        No i prym wyprzedaży u nas w przynajmniej części sklepów powoduje wyprzedażowe szaleństwa, ale i zmiany w firmach (oferta Reserved o wiele uboższa od ponad roku-właśnie z tego powodu, że Polacy odkładali zakupy tam do otwarcia wyprzedaży, tzn. firma uznała, że bardziej się jej opłaca cały rok produkować gorsze a przez to tańsze rzeczy niż wyprzedawać lepsze za bezcen).

        Wiem, że mój post jest nieznośnie długi, ale zawrę w nim całą moją opinię jeśli jeszcze kogoś zacytuję. O wyprzedażach będzie. Tim Harford "Sekrety ekonomii" (polecam całą książkę!):
        "Skutkiem wyprzedaży jest obniżenie przeciętnej ceny i zmniejszenie kwoty pobieranej przez sklep. Jednak po co dwa razy w roku sprzedawać z trzydziestoprocentowym rabatem, skoro przez okrągły rok można obniżać ceny o 5 %? Różnicowanie cen oznacza dla sklepów mnóstwo kłopotów, ponieważ muszą zmieniać etykietki cenowe i reklamę. Dlaczego więc uważają całe to zamieszanie za warte zachodu? Jedno z wyjaśnień jest takie, że są skuteczniejsza formą "samotargetowania". Skoro niektórzy klienci rozglądają się za dobrą okazją, a inni nie, dla sklepu lepiej jest mieć albo wysokie ceny, by wyciągnąć gotówkę od lojalnych (lub leniwych) klientów, albo obniżyć ceny w celu zrobienia interesu z amatorami tanich zakupów. Ceny wypośrodkowane nie są dobre (jak w Reserved-moje wtrącenie ;-): nie są wystarczająco wysokie, by za ich pomocą wykorzystać lojalnych klientów, ani dostatecznie niskie, by móc przyciągnąć entuzjastów okazji. (...) Jeśli ceny są stabilne, wówczas nawet najbardziej niewrażliwi na nie klienci z pewnością zorientują się, gdzie tanio kupić poszczególne dobra. Zamiast tkwić przy wysokich albo niskich cenach sklepy przeskakują więc od jednej do drugiej skrajności."

        Powiem szczerze, że jestem teraz w trakcie szukania takiego sklepu, który by wolał "obniżyć ceny na stale o 5%' zamiast tracić 30% w czasie wyprzedaży. Bo na razie ani nic z wyprzedawanej oferty mi nie wpada w oko (np. mam rozmiar buta 39 a to mnie skreśla z listy tych, którzy spokojnie sobie mogą na wyprzedaży kupić taniej wcześniej wypatrzone kozaki) i jeśli coś bym chciała kupić to oczywiście z "nowej oferty" , czyli siłą rzeczy ciągle tkwię w przedziale tych, którzy nie mogą nic zaoszczędzić na wyprzedaży. Dlatego tak bym wolała nieco niższe, rozsądne ceny przez cały rok.
        Z resztą, ceny ubrań z 'nowej kolekcji" tylko bardziej rażą swoją wysokością, stojąc tuż przy tych wyprzedawanych. Na razie nie rozumiem tej polityki sklepów odnośnie takiego ich usytuowania. Pewnie mają zachęcać ile
    • kis-moho Re: A jeszcze co do "zakupowej mekki" 13.01.12, 00:10
      Więc w związku z tym zapraszam serdecznie do wątku na Odzieżowym, gdzie z
      > bieramy info na ich temat:

      O tak, zainteresował mnie Krzyś-but :o)
      • kasica_k Re: A jeszcze co do "zakupowej mekki" 13.01.12, 00:54
        No właśnie, Turzyca dawaj tam Krzyś-buta :)
        • turzyca Re: A jeszcze co do "zakupowej mekki" 13.01.12, 00:58
          Dalam go do butow na waska i mala nozke. Bo ja tak naprawde nie wiem, czy to jest firma godna polecenia, czy sie nie popsula. A nawet czy w ogole jeszcze istnieje. Ale w kategorii "oryginalnych nazw firm, od ktorych kupilam cos bardzo fajnego" ma moje pierwsze miejsce. :)
    • turzyca Re: A jeszcze co do "zakupowej mekki" 13.01.12, 00:16
      Mnie na przykład do rozp
      > aczy doprowadza, jak znajdę sobie ładną rzecz w którejś z tych sieciówek, a moj
      > ego ulubionego koloru, albo mojego rozmiaru firma nie raczy w PL dystrybuować

      Nie mow do mnie na ten temat. Kozaki w Ecco byly, cudne, sliczne i tak warte grzechu, ze nawet waz w kieszeni mi umarl. 36 w Ecco ma prawo byc dobre, ale nie kupie bez zmierzenia. Obeszlam wszystkie sklepy Ecco w moim miescie, 36 nie mial zaden w ofercie "w ogole nie sprowadzamy, moze pani zamowic, ale wtedy musi pani kupic". Moge sobie tez zamowic poczta lub pojechac do Hamburga.
      W Warszawie weszlam do pierwszego sklepu Rylki i wyszlam z para pasujacych na mnie kozakow, kosztujaca mniej wiecej 40% Eccowych. Zysk na czasie tez znaczny.

      Ale stwiedzam, ze ja po prostu z racji trybu zycia moge (i chce!) korzystac z urokow roznych rynkow. Wymaga to nieco planowania, bo jak widac spontaniczne zakupy obuwnicze nie dla mnie (i pare innych branz tez nie), ale ma tez swoje zalety.
      • pierwszalitera Re: A jeszcze co do "zakupowej mekki" 13.01.12, 00:25
        turzyca napisała:

        > Nie mow do mnie na ten temat. Kozaki w Ecco byly, cudne, sliczne i tak warte gr
        > zechu, ze nawet waz w kieszeni mi umarl. 36 w Ecco ma prawo byc dobre, ale nie
        > kupie bez zmierzenia. Obeszlam wszystkie sklepy Ecco w moim miescie, 36 nie mia
        > l zaden w ofercie "w ogole nie sprowadzamy, moze pani zamowic, ale wtedy musi p
        > ani kupic". Moge sobie tez zamowic poczta lub pojechac do Hamburga.

        Kochana, Ecco i nne buty od rozmiaru 35, to sobie zamówisz w Zalando. Wysyłka i odsyłka za darmo. Czyż to nie lepsze niż bieganie po sklepach? Który sklep w Polsce coś takiego proponuje? ;-)
        • turzyca Re: A jeszcze co do "zakupowej mekki" 13.01.12, 00:39
          No toz napisalam, ze sobie moge zamowic poczta. Ale nie nazywam tego spontanicznymi zakupami obuwniczymi.
    • black_halo Bilans wyprzedazy w styczniu 2012 26.01.12, 18:44
      marnosc nad marnosciami

      3 tank topy z esprita po 3.88 euro (po przemysleniu sprawy chcialam dokupic pare szuk bo jednak to sie przydaje. gdzie tam, 2 dni pozniej wisial jeden smetny, ostatni w rozmiarze xxs w kolorze sraczkowatym)
      1 sweterek
      1 dresy, ktore i tak musialam kupic

      ani jednych spodni, ani sukienki, ani bluzki. no dramat po prostu.
      • anna-pia Re: Bilans wyprzedazy w styczniu 2012 27.01.12, 14:16
        Poszłam do ulubionego sklepu Besame ;) - American Apparel - i kupiłam w ramach testowania za psie pieniądze (po kilka euro sztuka) kilka koszulek i jakiś majtasy. Bardzo fajne w dotyku, miła bawełna z czymś tam. Polecam :) Nie jest to krój BiuBiu czy Bravissimo, ale rozciągają się ładnie w biuście.
        • besame.mucho Re: Bilans wyprzedazy w styczniu 2012 27.01.12, 15:41
          "Poszłaś" w przenośni czy ja o czymś nie wiem?!

          P.S. Uffff, cieszę się, że Ci się podobają, bo bym dostała po uszach, że tak o nich trąbię i trąbię, a tam nic fajnego ;)
          • anna-pia Re: Bilans wyprzedazy w styczniu 2012 27.01.12, 17:12
            Och, faktycznie, bo nie podziękowałam w odpowiednim wątku, jak Bathilda kazali - niniejszym bardzo dziękuję za oświecenie odzieżowe :)
            W przenośni tylko ofkors, nawet jakby mi pod domem założyli stacjonarny, to i tak bym przez net zamawiała i odbierała w sklepie :)

            PS. Nie ośmieliłabym się dać Ci po uszach, jesteś wyższa ode mnie ;p
            • besame.mucho Re: Bilans wyprzedazy w styczniu 2012 27.01.12, 17:16
              Łe, nie musisz dziękować, już myślałam, że otworzyli jakiś sklep, a ja jakimś cudem o tym nie wiem ;)
    • tfu.tfu Re: dlaczego w sklepach nic nie ma? 27.01.12, 04:08
      od wieków ubieram się w lumpkach :-) zamiaruję otworzyć własny internetowy bo wiem, że w sklepach nic nie ma, a jak jest to szmatka byle jaka...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka