martvica
23.09.14, 16:51
Przez całe lata moje włosy rosły sobie w spokoju, nawet nie chciało mi się przycinać końcówek. U fryzjera byłam dwa razy w życiu, raz wycieniować od ramion do połowy pleców, drugi raz miesiąc później wyrównać to draństwo w jasną cholerę ;) Tylko że one, tego, ostatnio przestały nadążać z odrastaniem i zrobiło się ich strasznie mało na objętość, wyglądają dość smętnie i od jakiegoś czasu powoli dojrzewam do skrócenia. Tylko nie wiem jak się za to zabrać. Z góry mówię nie stać mnie na fryzjera, chyba że znacie takiego który pracuje za ciasteczka albo biżuterię hand made ;)
Włosy są:
-absolutnie proste
-absolutnie niepodatne na układanie
-średnio grube
-chyba dość sztywne
-wypadają z nich wsuwki, nie mówiąc o szpilkach, co zapewne obrazuje jakąś kolejną cechę, ale nie wiem jaką ;)
Ja natomiast jestem:
-leniwa
-uboga (tak przypominam w kwestii fryzjera)
-lubię móc zasłonić twarz, więc zupełna krótkość odpada
Jak bardzo mogę ciachnąć te kudły, żeby jakoś wyglądały tylko po umyciu i rozczesaniu? I chyba na prosto, bo wątpię żeby cieniowanie miało sens w moim przypadku, i tak będę wyglądać jak topielica i tak :P Znajoma się kiedyś zachwycała, że ma nowe cięcie i rano potrzebuje tylko pół godziny na ułożenie - jak dla mnie to pół godziny za dużo, w pół godziny mogę sobie upiąć kok kilka razy.
Najdłuższy rozważany wariant to powiedzmy połowa pleców, najkrótszy - do brody. Pośrednie rozwiązania oczywiście też.
Mam półtora metra wzrostu, szerokie ramiona, ostatnio raczej okrągłą buzię i tendencję do podwójnego podbródka, jak zapominam zadzierać go do góry :P
W skrytości ducha liczę, że ktoś ma podobną sierść i może doradzić.