ganbaja Re: oszczędzamy, zamieniamy 10.11.08, 16:43 Zaoszczędziłam na każdym rachunku za prąd stosując listwy do wyłączania z prądu wszelkich "stendbajów". Podłączam jak największa ilość urządzeń pod listwę a te wyłączam na noc lub jak wyjeżdżam. Wzięło mi się to stąd, że po zakupie odtwarzacza dvd przeczytałam w jego instrukcji, że w stanie czuwania pobiera on prąd za 14 zł rocznie. Przeliczyłam ile mam takich urządzeń i złapałam się za głowę. Obecnie co prawda były podwyżki za prąd i już moje rachunki nie są niskie, ale byłyby o wiele wyższe gdyby nie to rozwiązanie. Odpowiedz Link
kura17 obiady w pracy 11.11.08, 13:22 nie wiem, czy to nie oczywistosc... ale ja ostatnio, w sumie przypadkiem, sporo zaoszczedzilam, zmieniajac swoj "styl" jedzenia obiadu w pracy... mamz stolowke, gdy wrocilam do pracy po wychowawczym, nie moglam sie przyzwyczaic do jakosci jedzenia tam, brrrr... wg mnie smakowalo koszmarnie, a ja nie jestem specjalnie wybradna. w dodatku dania byly wyjatkowo "tuczace" - wszedzie frytki, ziemniaki, tlusto, tlusto, tlusto :( oprocz tego jest jeszcze "barek salatkowy" (na zimno i na cieplo - warzywa), ale jak sie najesc sama salatka?... no i te salatki sa na wage i dosc drogie, trudno zjesc do syta... jak juz nie moglam tam jesc, to zaczelam przynosci obiady z domu :) cos prostego na ogol - chili-con-carne, upieczona piers indycza, kotlety. jak mi sie chce, to i salatke robie w domu. ale czesto biore swoja "wkladke miesna", ide do stolowki i zjadam do miesa cos z barku salatkowego. duuuuuzo smaczniej, zdrowiej, a okazalo sie, ze i sporo taniej :) efekt uboczny, ale bardzo mi sie spodobal :) polecam takie rozwiazanie tym, co jedza na stolowkach. Odpowiedz Link
lawendowata Re: obiady w pracy 12.11.08, 14:35 Ja robię obiady TŻ do pracy ;) znaczy, robię gar obiadu, a TŻ zabiera porcję i odgrzewa w mikrofali :) zdrowiej, taniej... koledzy zazdroszczą dziewczyny :P Odpowiedz Link
kura17 podroz do pracy ;) 11.11.08, 13:24 proponuje zamienic auto/autobus/tramwaj na rower :) oczywiscie, jesli sie da. ja jade rowerem do pracy ok 15-20 minut, autobusem dluzej ;) ale sporo jezdzilam autobusem, bo rowerem mi sie nie chcialo... teraz to zmienilam i widac korzysci - wiecej pieniedzy w portfelu i lepsza kondycja :) a moja siostra, ktora od wrzesnia jezdzi dosc daleko do pracy rowerem (ok 45 minut w jedna strone), mowi, ze wszystkie spodnie na niej wisza... moze to alternatywa dla A6W? :)) Odpowiedz Link
kura17 jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 11.11.08, 14:04 ... to dbajcie, zeby przynosic zapasy (czekolady, batonikow, chipcow) z domu, a nie kupowac "w bufecie" w pracy... mi sie wlasnie skonczyly zapasy i zmuszona bylam zaplacic podwojna cene za czekolade z automatu :( nie dosc, ze drogo, to jeszcze wybor ograniczony, w supermarkecie taniej kupilambym moja ulubiona ;) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 11.11.08, 14:12 kura17 napisała: > ... to dbajcie, zeby przynosic zapasy (czekolady, batonikow, chipcow) z domu, a > nie kupowac "w bufecie" w pracy... Hej kura, jakie podjadanie w pracy? Od podjadanie się tylko tyje. Zaoszczędzisz "w bufecie", zaoszczędzić na biodrach. ;-) Odpowiedz Link
kura17 Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 11.11.08, 14:44 mialy byc rady o tym, jak zaoszczedzic, bez zmiany "komfortu" zycia :)) wiem, wiem, na ogol staram sie nie podjadac (oprocz gorzkiej czekolady po obiedzie), ale w czasie okresu zupelnie mi nie wychodzi ;) Odpowiedz Link
pierwszalitera Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 11.11.08, 15:04 kura17 napisała: > mialy byc rady o tym, jak zaoszczedzic, bez zmiany "komfortu" zycia :)) > > wiem, wiem, na ogol staram sie nie podjadac (oprocz gorzkiej czekolady po > obiedzie), ale w czasie okresu zupelnie mi nie wychodzi ;) > Szczupła figura, też może być w życiu pewnym "komfortem" ;-) Acha, odpisałam ci na maila. :-) Odpowiedz Link
kura17 Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 11.11.08, 15:40 pierwszalitera napisała: > Szczupła figura, też może być w życiu pewnym "komfortem" ;-) to samo sobie pomyslalam, jak to pisalam! :) dla mnie to, niestety, luksus, na ktory chyba mnie nie stac :( ... ale przynajmniej mam super opakowane piersi! wszyscy mi ostatnio mowia, ze schudlam (a nie schudlam :), a to "tylko" stanik ;) > Acha, odpisałam ci na maila. :-) ja tez ;) Odpowiedz Link
kura17 ps 11.11.08, 14:45 ja w biodrach nie tyje. dooope mam wyjatkowo mala, cala nasza rodzina ma (nasze chlopaki to prawie wcale tyleczkow nie maja ;) ... ja tyje w brzuchu :((((( Odpowiedz Link
plica Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 11.11.08, 15:28 jak to? bez podjadania w pracy? a pierwsze sniadanie? drugie sniadanie? przegryzka, bo do obiadu daleko? czlowiek w pracy potrzebuje paliwa, bo mozg inaczej sie przegrzewa :) mowie stanowcze NIE pracy na głodniaka :) Odpowiedz Link
kura17 Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 11.11.08, 15:38 ale mozna podjesc zdrowo, a ja, niestety, jak mnie napadnie, to pochlaniam slodycze (choc na ogol tego nie robie!). niby cukier to dobre paliwo dla mozgu ;) ale mozna by znalesc cos mniej tuczacego.... Odpowiedz Link
plica Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 11.11.08, 16:18 np owocki. tez cukier ale zdrowszy. np. winogronka albo gruszeczki albo ananasek na szczescie jeszcze sezon. a pozniej mandarynki, grejpfruciki, bananki. poza tym ja lubie podzerac avocado, kaszke manna zbiedronki, suszone jablka. Odpowiedz Link
turzyca Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 16.11.08, 00:56 Mi pomaga na taki wilczy glod slodyczowy (ale to w domu, u nas jest sporo slodyczy, bo luby z tych, ktorym nic nie szkodzi) zrobienie sobie mocnej kawy zbozowej Caro z cukrem i mlekiem. Jakos od razu uspokaja rozpasane zadze. W pracy jak po dwoch herbatach mi nie przejdzie, to ide do bufetu kupic sobie gruszke (wychodzi taniej niz w sklepie) i owocowe fisherman friends. Jak po gruszce mi nie przejdzie, to sie dozywiam fiszermenami. Slodkawe, intensywne w smaku, paczka wystarcza mi na caly dzien, a kalorii ma tyle co 2 kostki czekolady - 60. Odpowiedz Link
pitupitu10 Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 11.11.08, 19:53 Kuro, wg. mnie osiągasz efekt odwrotny od zamierzonego. Mając słodycze "pod ręką" sięgamy po nie bezwiednie: bo nasz wzrok się na nich zatrzyma, bo jest nudno, itp. Kiedy zjedzenie czegoś słodkiego wiąże się z wysiłkiem (przerwanie tego co robimy i wyjście do sklepu), wtedy jemy je tylko wtedy, kiedy NAPRAWDĘ mamy na to ochotę. Wysoka cena czekolady to dodatkowy powód, żeby kupować ją rzadziej i "używać oszczędnie". Radzę ci przyjrzeć się temu ile jesz i w jakich godzinach. Słodycze to łatwo dostępne źródło dużej ilości węglowodanów, dlatego ludzie często mają na nie ochotę, kiedy zwyczajnie zaczynają robić się głodni. Piszesz o "napadach", więc myślę, może to ciebie dotyczyć. Kiedy następnym razem będziesz chciała sięgnąć po czekoladę, zastanów się czy raczej nie wolałabyś zjeść kanapkę. Najlepiej jeść regularnie, co 3-4 godziny; wtedy nie robimy się bardzo głodni. Inna rada, którą mogę ci dać, to wprowadzenie w życie zasady, że słodycze jemy tylko po posiłkach - nie pomiędzy i nie przed. Dzięki temu "łasuch" zostanie zaspokojony, a prawdopodobnie zjesz mniej niż "normalnie". Odpowiedz Link
kura17 Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 12.11.08, 10:00 dzieki :) ja wlasnie jem PO posilkach, nie pomiedzy... ale jak nie zjem tych swoich 2-3 kostek czekolady, to nie moge sie skupic na pracy, MUSZE isc do automatu (na szczescie nie do sklepu!) i cos kupic... dlatego wole miec pod reka tansza ;) tak wiec nie jem, kiedy jestem glodna, tylko zaraz po obiedzie, zeby "polasuchowac"... beznadziejna ta moja sytuacja ;) z atakow glodu w zasadzie sie wyleczylam... czytalam w Twojej sygnaturce "rady odchudzajace" :) moj wieczny problem - wazyc troche mniej, ale NIE jesc mniej (bo jesc uwielbiam :) hehe... Odpowiedz Link
pitupitu10 Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 12.11.08, 10:40 > czytalam w Twojej sygnaturce "rady odchudzajace" :) moj wieczny problem - wazyc > troche mniej, ale NIE jesc mniej (bo jesc uwielbiam :) hehe... Rada: codziennie wyjść na spacer, nawet krótki. Lepiej ruszać się 15 minut, niż nie ruszać się w ogóle. Odpowiedz Link
pitupitu10 Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 12.11.08, 10:40 Np. wysiadać jeden przystanek wcześniej niż zwykle. Odpowiedz Link
kura17 Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 12.11.08, 10:57 phi! jeden przystanek wczesniej... ... ja do pracy jezdze na rowerze :)) nie czytalas mojej rady wyzej? ;) i spaceruje sporo z dziecmi :) po prostu przemiana materii tak mi spowalnia z wiekiem, ze szok... a ze lubie jesc (i mam naiezdrowe nawyki z dziecinstwa...), to widac efekty ;) Odpowiedz Link
pitupitu10 Re: jesli macie zwyczaj podjadac w pracy... 12.11.08, 12:18 Ojej, rzeczywiście, sorki. :) Odpowiedz Link
stary_dywanik Oszczędzanie prądu w lodówce 12.11.08, 17:28 Zimą można plastikowe butelki z wodą zamrażać na balkonie a potem wstawiać do lodówki. Odpowiedz Link
missmurder Re: Oszczędzanie prądu w lodówce 15.11.08, 23:24 W sensie robienia z nich "wkładów"? Jak np w lodówkach turystycznych? ;) Odpowiedz Link
blondyneczka_ola Re: oszczędzamy, zamieniamy - leki 16.11.08, 09:57 Nie kupuję zbyt dużo leków, najczęściej przeciwbólowe i na przeziębienie. Zawsze z aptece pytam o tańszy zamiennik: zamiast reklamowanego leku przeciwbólowego na A 6tabl.za 3zł kupuję Paracetamol 20tabl. za 5 zł (ceny przybliżone, nie pamiętam dokładnie, ale to ten rząd wielkości). Tak samo z popularnymi reklamowanymi wieloskładnikowymi lekami na przeziębienie - porównuję skład i zazwyczaj jedna tabletka lub saszetka (5 szt. za ok. 7-8zł) zawiera zazw. 2 tabletki paracetamolu + pół ( słownie: pół - 40mg zamiast 100mg) tabl. vit. C + coś na kaszel. Lepiej osobno kupić paracetamol, vit. C(lub np. rutinaceę, która zawiera coś tam jeszcze oprócz rutyny). Dotyczy to myślę większości leków bez recepty, trzeba tylko zapytać farmaceutę. Różnica może nie jest aż tak spektakularna jak w przypadku paracetamolu, ale to jakieś 2-3zł będzie. Nie twierdzę, że da się to zastosować w przypadku każdego leku, ale zawsze można popytać ;) Odpowiedz Link
sbarazzina Re: oszczędzamy, zamieniamy - leki 06.01.09, 18:24 Też kupuję głównie leki bez recepty. Dlatego kupuję je w aptece internetowej razem z większością kosmetyków jakich używam. Np za 1 op aspiryny (10 tab) Bayer, ale importer równoległy, płacę 3.33 zł. W sklepie niedaleko mojego rodzinnego domu takie samo opakowanie kosztuje 12 zł! Dlatego raz na kilka miesięcy kupuję zapas leków i kosmetyków dla mnie, dla rodziców i przyjaciółki i wtedy przesyłkę mam darmową. Odpowiedz Link
elrosa Re: oszczędzamy, zamieniamy 16.11.08, 17:44 Zakupy robię na ogół w Biedronce (bo tanio i prawie pod nosem), ewentualnie w Lidlu (bo tanio i dobra jakość, ale znowu trzeba jeździć, a ja leń..). Do moich najlepszych odkryć biedronkowych (czyli produktów o bardzo dobrej jakości) zaliczam: - chipsy ;) - mleko w kartonie (ale to już zależy od % tłuszczu - 0,5% nie polecam, 2 i 3,2 jak najbardziej :)) - syrop truskawkowy/malinowy - kaszki Delicata i serki Wyśmienite - serki do chleba z Piątnicy (w innych sklepach jeszcze nie widziałam, a są przepyszne i niedrogie) - kakao instant - zapuszkowany tuńczyk sałatkowy (do pasty rybnej w sam raz, ale do prawdziwej sałatki wolę tuńczyka w kawałkach z Lidla) - kukurydza i pomidory w puszce - koncentrat pomidorowy - niegazowana woda cytrynowa (kiedyś była jeszcze truskawkowa, ale już nie widzę) - papier toaletowy, ręczniki kuchenne Z produktów typu "może być" kupuję u nich kawę rozpuszczalną Cafe d'Or (bodajże 12zł/200g, czasem trafia się słoiczek 300g w zbliżonej cenie), ryż parboiled (w woreczkach) i napoje w dwulitrowych kartonach o smaku całkiem tymbarkopodobnym. W Lidlu kupuję zazwyczaj olej, makarony, wspomnianego wyżej zapuszkowanego tuńczyka, przepyszną konserwę rybną - śledzia w sosie pomidorowym, przeróżne przyprawy i.. hmm, jakby to nazwać - chemię gospodarczą? Rzeczy typu kostki do wc, odświeżacze powietrza itp. "Mogą być" parówki drobiowe i różne mazidła do chleba. Odpowiedz Link
maith A może weźmy przykład z Hiszpanów? :) 19.11.08, 15:22 W ostatnich obcasach jest artykuł o tym, jak Hiszpanie radzą sobie podczas kryzysu (który ich dotknął naprawdę) Mają tam portal "Bez pieniędzy" sindinero.org/ gdzie zbierane są wszelkie darmowe możliwości dotyczące jedzenia, rozrywek, kultury, podróży, edukacji. Mają tam też "Nie wyrzucam" http.//NoLoTiro.com i inne giełdy wymienne Odpowiedz Link
ycik Re: oszczędzamy, zamieniamy 06.01.09, 16:40 Kupiłam dziś w supermarkecie podpaski always ultra 4x10 sztuk za 12zł, czyli wychodzi 3zł a nie prawie 5 za "opakowanie" Odpowiedz Link
pitupitu10 Re: oszczędzamy, zamieniamy 12.07.09, 17:22 Ponieważ ostatnio zaznajamiam się mocno z Biedronką, podciągam wątek i wpisuję kolejne odkrycia: Biedronka, bdb: serek wiejski dżem, zarówno ten tańszy jak i droższy herbata waniliowa roiboos herbata malinowa w pudełku, nie w torebce (tej drugiej nie próbowałam) papier do pieczenia pomidorowa zupa instant z makaronem, nie pamiętan nazwy czekolada, ta droższa (wyprodukowana przez Jutrzenkę) mrożonki warzywne Biedronka, db: ryż kawa rozpuszczalna D'Or Lidl, bdb: pieczywo tostowe Odpowiedz Link
jul-kaa Re: oszczędzamy, zamieniamy 12.07.09, 23:20 Tesco - najlepsze na świecie batony à la Bounty (nazwy nie pamiętam). Nie polecam za to np. galaretki czy kisielu. Odpowiedz Link
kiokodylek Re: oszczędzamy, zamieniamy 25.07.09, 14:38 Jedzenie: Biedronka i Lidl. jogurty z biedronki to dla mnie nr 1. Warzywka ze swojego ogrodu, owoce ze swojego sadu Dziwi mnie tylko wymieniany w wielu postach Rossmann- to jeden z najdroższych sklepów, no może opłaca się tam kupić papier toaletowy i to wszystko. Ubrania- odwiedzam głównie szmateksy i poluję na wyprzedaże w UK. Buty- tylko Ryłko ew. Eksbut- na tym nie da się zaoszczędzić, polowanie na wyprzedaże nie ma sensu rozmiar 38 nie występuje w promocjach. kosmetyki- do pielęgnacji ciała kupuję w supermarketach, ewentualnie przywożę markowe kupione za grosze w Anglii. Kosmetyki kolorowe kupuję w moim ulubionym małym sklepiku. Produkty z mojego ulubionego MF są o 10 zł tańsze niż w Rosmanie. Nie cierpię tanich kolorowych kosmetyków, bo ich jakość to pomyłka. Może z wyjątkiem cieni do powiek oraz lakierów do paznokci- tanie są najlepsze. Również wiele kosmetyków udało mi się kupić w Anglii za grosze np. podkład Boujouris za 3 funty. Przemieszczam się najczęściej pieszo lub autobusem, kupuję bilet miesięczny- wychodzi to taniej niż jazda samochodem. Używam tylko świetlówek energooszczędnych- naprawdę zużywają mniej energii elektrycznej, działają dłużej niż tradycyjne żarówki. Odpowiedz Link
schaetzchen Re: oszczędzamy, zamieniamy 29.07.09, 10:35 Co do rossmanna - przyznam, że nie orientuję się jak jest z cenami kosmetyków np. kolorowych, czy różnych popularnych marek, polecam natomiast bardzo niektóre rzeczy marek rossmannowskich. Np. - żel "od stóp do głów" babydream - półlitrowa niebieska butla z pompką (bardzo wygodna) kosztuje standardowo niecałe 8 zł (a czasem taniej) - świetnie zastępuje płyny i żele do demakijażu twarzy. Myję nim twarz od dłuższego czasu, nie wysusza, radzi sobie z tuszem do rzęs (niewodoodpornym). Jest to niby seria dla dzieci, ale i pani po 30 bardzo pasuje :) Jest łagodna, nie zawiera slsów, skład prosty i krótki, bez zbędnych składników. - kosmetyki do stóp "fusswohl" - ale nie wszystkie - bardzo dobry jest proszek do kąpieli stóp, sól z morza martwego, wyciągi z rumianku i kasztanowca (dobry na obrzęki!). Polecam też balsam i żel do stóp - ale tylko dla osób, którym nie przeszkadza zapach kamfory. Na zmęczone stopy i łydki fajny jest też żel dla kobiet w ciąży - beżowa tuba babydream. Z tej serii doskonała maść sutkowa (tak tak) - czysta lanolina, świetna na otarcia, czy spierzchnięte usta. Tylko dość nieprzyjemna w stosowaniu (bardzzo tłusta i niezbyt ładnie pachnie). Są to wszystko kosmetyki tanie, sprawdzone, a co najważniejsze: o naprawdę dobrym składzie. A papier toaletowy kupuję w lidlu (floralys), przyznam się że nie wiem czy jest to zakup korzystny cenowo, ale bardzo odpowiada mi "konsystencja" tego papieru. W tym sklepie maja tez fantastyczne zapałki (z niebieskimi główkami! Piękne!). Były też kiedyś wielkie wory z pistacjami na wagę, ale ostatnio nie ma :( A kilo dobrych pistacji kosztowało jakieś 35 zł. Wyczytane gdzieś w necie - jeśli macie w przy sedesie zbiorniki na wodę starego typu, tzn. takie, gdzie nie można wybrać ile wody się spłukuje - warto wstawić do takiego zbiornika kubek. Ubytek wody przy jednorazowym spłukaniu nieodczuwalny (nie ma wpływu na higienę), a w skali roku zaoszczędza się sporo wody. No i jak najmniej jeździć samotnie samochodem. Dobre i dla kieszeni (benzyna droga) i dla środowiska (nie truje) i dla figury (można więcej spacerować). Jedyna rzecz której wprowadzenie idzie mi z oporami, to te energooszsczędne żarówki. Może to psychoza, ale źle się czuję w tym świetle, boli mnie głowa i oczy :( Odpowiedz Link
jul-kaa Re: oszczędzamy, zamieniamy 29.07.09, 10:52 > Jedyna rzecz której wprowadzenie idzie mi z oporami, to te energooszsczędne żar > ówki. Może to psychoza, ale źle się czuję w tym świetle, boli mnie głowa i oczy > :( Z tego, co się orientuję, to są różna żarówki. Może spróbuj innych, niż dotychczas. Ja jestem bardzo wrażliwa na "nieodpowiednie światło", a już prawie wszędzie mamy energooszczędne i zupełnie tego nie odczuwam.. Odpowiedz Link
schaetzchen Re: oszczędzamy, zamieniamy 29.07.09, 11:09 No właśnie, muszę popróbować z różnymi typami, ostatnio zarzuciłam te eksperymenty :) Zajrzałam jeszcze do łazienki i do listy rossmannowskich zamienników kosmetycznych dopisuję: - płyn do higieny intymnej facelle, są dwie wersje, jedna "normalna" druga "sensitive". Wypróbowałam obie, obie polecam. - dla osób lubiących olejki myjące do ciała: zamiast olejku nivea olejek isana, tańszy o 10 zł, jedyna przewaga olejku nivea - konsystencja (gęstszy, przez to łatwiej go dozować i nie ścieka z rękawicy) Odpowiedz Link
joankara woda z kranu zamiast butelkowanej 23.06.13, 16:09 Wiem, zaraz zostanę uznana za trucicielkę tej klasy, co Lukrecja Borgia, ale od picia kranówy naprawdę się nie umiera. W Polsce nie pije się wody z kranu wyłącznie ze względów kulturowych i historycznych - kiedyś rzeczywiście była niezdrowa. Obecnie instalacje uzdatniania wody są na tyle skuteczne, że woda w kranie jest całkowicie bezpieczna. Zamiast taszczyć butle z wodą niby mineralną, można pić po prostu kranówę, która ma tę samą, a czasem lepszą jakość, a jest tańsza. Dotyczy to szczególnie wody twardej, która zawiera często więcej soli mineralnych niż "mineralna" ze sklepu. Odpowiedz Link
yaga7 Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 23.06.13, 18:00 Umierać się nie umiera, ale są takie ujęcia wody, że ona jest po prostu niesmaczna. W Krakowie woda jest z kilku ujęć i nie ze wszystkich się nadaje do picia, niestety. Całe dziecinstwo przeżyłam na wodzie z kranu, teraz jednak wolę filtrowaną - aczkolwiek nie wiem, co wychodzi taniej, butelkowana czy filtrowana.l Odpowiedz Link
987ania Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 27.06.13, 16:55 Całe życie piję wodę z kranu ale w Wawie staram się ją filtrować, choć jak zapomnę, to się nie przejmuję. Odpowiedz Link
kk345 Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 27.06.13, 18:24 Cale zycie piłam ze smakiem wode z kranu, ale w kamienicy, w której teraz mieszkam, jest po prostu niesmaczna, nie da się jej pić:( Odpowiedz Link
madzioreck Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 27.06.13, 20:08 Nigdy w życiu nie kupowałam wody (w sensie, żeby ją na listę zakupów wciągać), chyba, że mi się poza domem zachciało. Ale fakt, że w moim mieście woda jest OK, natomiast jak się kiedyś napiłam herbaty u ciotki w Warszawie... hm :) I nie była to wina herbaty ;) Odpowiedz Link
kk345 Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 27.06.13, 20:30 Madziorku, to niekoniecznie jest wina wody, czy miasta- wystarczy, ,ze tak jak u mnie w kamienicy sa stare rury i woda smakuje metalicznie, jest niesmaczna...w poprzednim mieszkaniu piłam prosto z kranu Odpowiedz Link
pinupgirl_dg Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 28.06.13, 09:38 > w poprzednim mieszkaniu piłam prosto z kranu W sensie, że nie przegotowaną? BTW od paru smakoszy wody usłyszałam narzekania na zmianę rur po remoncie, podobno te stare obrastają z czasem kamieniem i woda ma być lepsza :). W u mnie woda jest, moim zdaniem, niedobra, chociaż wielu osobom smakuje. W każdym razie twarda jest tak, że prawie można ją gryźć (po przegotowaniu to nie wyolbrzymienie). Kupuję wodę mineralną lub źródlaną, bo w mojej przegotowanej pływają kamyki, w starym mieszkaniu w tej samej dzielnicy jeszcze pokrywał ją kożuszek (pewnie od tych starych rur, kilka osób mnie pytało, co to za pyszna herbata, a piję najtańsze zmiotki, więc coś w tym może być). Poza tym nie zawsze chce mi się gotować i studzić. Pić wody nie przegotowanej nigdy dotąd nie próbowałam, nie sądziłam, że w ogóle można. Odpowiedz Link
besame.mucho Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 28.06.13, 10:38 > Pić wody nie przegotowanej nigdy dotąd nie próbowałam, nie sądziła > m, że w ogóle można. Można :). Tu jest całkiem przystępny i sympatyczny filmik o warszawskiej wodzie: www.wykop.pl/link/1501373/co-sie-czai-w-wodzie-z-kranu/ Odpowiedz Link
pinupgirl_dg Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 28.06.13, 11:21 > > Pić wody nie przegotowanej nigdy dotąd nie próbowałam, nie sądziłam, > > że w ogóle można. > > Można :). No, to dla mnie większa rewolucja, od uświadomienia stanikowego ;). Uważam się za osobę dość otwartą, ale do tej myśli będę musiała się przyzwyczaić :D. Gdyby jeszcze z kranu leciała gazowana... niegazowanej wody nie kupuję, piję taką jak za karę. Odpowiedz Link
besame.mucho Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 28.06.13, 11:36 Ja akurat wolę niegazowaną, gazowaną pijam czasem w upały z lodem i z cytryną. Z tej okazji rozważam kupno syfonu i gazowanie kranówy, ale jeszcze się nie zdecydowałam, bo piję gazowaną tak rzadko, że nie wiem czy to ma sens. Odpowiedz Link
pinupgirl_dg Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 28.06.13, 11:45 > Ja akurat wolę niegazowaną, gazowaną pijam czasem w upały z lodem i z cytryną. > Z tej okazji rozważam kupno syfonu i gazowanie kranówy, ale jeszcze się nie zde > cydowałam, bo piję gazowaną tak rzadko, że nie wiem czy to ma sens. Moi rodzice też coś o syfonie wspominali kiedyś. Na razie muszę dojrzeć do tego, żeby tej kranówy w ogóle spróbować ;). Bakterii się nie boję, chloru tylko trochę, ale mam obsesję na punkcie pasożytów, nawet, jak myję zęby, to mam tę wizję (nie chcę nikomu obrzydzać, skoro jest zdatna do picia, to pewnie jest). W sumie jak codziennie wymieniam czułości z moimi psami i kotem, to woda z kranu raczej mi nie zaszkodzi :). Odpowiedz Link
maggianna Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 28.06.13, 12:12 >Bakterii się nie boję, chloru tylko tr > ochę, ale mam obsesję na punkcie pasożytów, nawet, jak myję zęby, to mam tę wiz > ję (nie chcę nikomu obrzydzać, skoro jest zdatna do picia, to pewnie jest). ;-))))))) pasozyty w wodzie z kranu to nie w tym kraju :-) musialabys sie wybrac na bardzo egzotyczne wakacje :-) W tej chwili w Wawie sa jedne z najnowoczesniejszych filtrow w Europie, tak jak pisala Besame filtry zostaly zmodernizowane (projekt byl finansowany z srodkow unijnych) wiec wode mozna spokojnie pic z kranu. Jedyny problem to rury w blokach - co z tego ze woda jest swietna skoro w bloku sa stare zapchane rury i niestety woda traci bardzo na jakosci. Odpowiedz Link
pinupgirl_dg Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 28.06.13, 12:22 > ;-))))))) pasozyty w wodzie z kranu to nie w tym kraju :-) musialabys sie wybra > c na bardzo egzotyczne wakacje :-) Wiesz, raz już obcego wyhodowałam, nie twierdzę, że od wody z kranu, bo nigdy nie piłam, ale strach jest :). Domyślam się, że to zabobon. Nie mieszkam w Warszawie, filmiku też jeszcze nie oglądałam (nie mam tu głośników). Wierzę Wam na słowo, pewnie się skuszę prędzej czy później. Zaoszczędziłabym sporo na tym, o zmniejszeniu ilości śmieci nie wspomnę. Odpowiedz Link
kk345 Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 28.06.13, 15:40 > Nie mieszkam w Warszawie, filmiku też jeszcze nie oglądałam (nie mam tu głośnik > ów). Wierzę Wam na słowo, pewnie się skuszę prędzej czy później. Zaoszczędziłab > ym sporo na tym, o zmniejszeniu ilości śmieci nie wspomnę. W każdym, mieście woda jest badana, pasożyty by nie przeszły:) Spokojnie możesz pić kranówę nieprzegotowaną, to tylko kwestia smaku. Ja bardzo żałuję, ze nie mam już tej możliwości i muszę się kopać z butlami... Odpowiedz Link
kis-moho Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 02.07.13, 15:38 > Z tej okazji rozważam kupno syfonu i gazowanie kranówy, ale jeszcze się nie zde > cydowałam, bo piję gazowaną tak rzadko, że nie wiem czy to ma sens. O, dasz znac jak/jezeli sie zdecydujesz? Bo ja tez sie zastanawiam nad kupnem (pod katem wina), ale nie bardzo nawet wiem, gdzie i czego szukac. Odpowiedz Link
besame.mucho woda w Warszawie 28.06.13, 10:34 > Nigdy w życiu nie kupowałam wody (w sensie, żeby ją na listę zakupów wciągać), > chyba, że mi się poza domem zachciało. Ale fakt, że w moim mieście woda jest OK > , natomiast jak się kiedyś napiłam herbaty u ciotki w Warszawie... hm :) I nie > była to wina herbaty ;) Dużo zależy od tego: - kiedy byłaś - jakie są rury w budynku ciotki - jaka to dzielnica (w Warszawie są 3 wodociągi) W Warszawie kilka lat temu woda była paskudna, herbatę gotowałam tylko z butelkowej. Ale 3 lata temu Filtry zostały porządnie odnowione i woda jest teraz bardzo dobra. Wierząc badaniom - często znacznie lepsza niż z butelki. Tylko że miasto ma obowiązek doprowadzić tę świeżą i dobrą wodę z Filtrów do budynku. A czym ona idzie w budynku, to insza inszość. Mieszkam w nowym budynku więc ufam temu, że rury są nowe i dobre i miesiąc czy dwa temu przerzuciłam się prawie w pełni na kranówę. Nie piję soków, napojów, itd, więc czystej wody schodzi mi bardzo dużo i po prostu odechciało mi się tachać co chwila sześciopak butelek. Woda jest smaczna, smakuje mi bardziej niż niektóre butelkowe (nie wszystkie, ale niektóre są paskudne). U różnych znajomych smakuje różnie - czasem daje starą rurą ;). Poza oszczędnością wspomnę tu jeszcze o aspekcie ekologicznym - nawet przy zużyciu jednoosobowym produkuję tygodniowo o dużą siatkę plastikowych śmieci mniej, niż kiedy kupowałam wodę w butelkach. Przeliczając na kilkuosobową rodzinę różnica robi się naprawdę duża. Odpowiedz Link
miss-alchemist Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 28.06.13, 11:20 No ale to chyba też zależy od tego, jaką się mineralkę kupuje? Dobre wody wysokozmineralizowane mają jednak inny smak, niż kranówa (która u mnie, nota bene, jest obrzydliwa :P). No i jak się ma tak ubogą dietę, jak mam, to zawsze można pewne minerały uzupełnić wodą. Kranówa raczej nie ma takich właściwości, jak dobra woda mineralna. Natomiast zgadzam się, jeśli chodzi o wody źródlane czy niskozmineralizowane, faktycznie nie są w niczym lepsze od kranówy. Odpowiedz Link
pinupgirl_dg Re: woda z kranu zamiast butelkowanej 22.07.13, 18:05 Od jakichś dwóch tygodni popijam kranówę zamiast mineralnej. W tej weekend rozmawiałam ze szwagierką, która kończyła ochronę środowiska i potwierdziła, że można pić wodę z kranu. Ma o niej lepsze zdanie, niż o wodach butelkowanych (i źródlanych, i mineralnych), chociaż takie też pije. Dzięki za cynk :). Moja woda nawet smakowo niespecjalnie się różni od butelkowanej, poza tym, że nie ma gazu. Odpowiedz Link