Dodaj do ulubionych

Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść postów

15.01.09, 00:41
Czyli wątek dla tych, którzy muszą się wygadać, nie ważne jakie bzdury będą w
danej chwili wypisywać ;)

A że mam potrzebę, zacznę.

Dzisiaj jestem w ogóle niestabilna emocjonalnie, od wczoraj, wychodząc z
głębokiego doła (jak ja piszę w ogóle?!), gadam jak potłuczona. Dziś chyba
wyszłam. Fonetyka mnie postawiła na nogi, trzeba było się wziąć za siebie. A w
trakcie przerw biłam łbem w klawiaturę, czemu faceci z góry zakładają, że jak
sie chce być singlem to powodem może być albo to, że jakiś facet mnie kiedyś
zranił/wykorzystał etc., albo jestem tak zakochana w sobie, że nikt nie wydaje
mi się odpowiedni. Opcja: "jest mi dobrze samej" jest not available czy co?
Już wiem, czemu tak rzadko używam NK :P
A, i znowu jakiś Kuwejtczyk mi się oświadcza... Faceci są ostro porąbani.

Przepraszam, musiałam, jest bliżej pierwszej niż północy, a ja nawet ledwo
ogarniam, że english r jest post-alveolar approximant, a polskie r jest
alveolar trill.

Dziękuję. Przewiduję powrót do w miare normalnego stanu jutro po 14.
Obserwuj wątek
    • pierwszalitera Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 00:48
      Wątek o pms-ie już był. ;-)
      • siamese67 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 01:02
        "Kobiety narzekają na zespół napięcia przedmiesiączkowego, a dla mnie do jedyny czas w miesiącu, kiedy mogę naprawdę być sobą."
        Roseanne
        • pierwszalitera :-D n/t 15.01.09, 01:06
      • ametyst89 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 14:58
        Bardzo śmieszne ;)
    • the_mariska Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 01:16
      O, to w sam raz coś dla mnie.

      Kurka wodna, zapierdzielam dzisiaj cały dzień jak dziki osioł, a i tak wszystko
      szlag jasny trafił. Spędziłam pół dnia nad projektem, który miał zostać wysłany
      do 20, tylko po to, żeby się dowiedzieć, że szanowny pan prowadzący przełożył
      termin. Spędziłam cały wieczór nad drugim projektem (termin do 10 rano), tylko
      po to żeby się dowiedzieć, że to nie ma prawa działać, a wyniki jakie mi
      wychodzą są kwestią przypadku. O 8 rano mam kolokwium, do którego nawet nie
      zajrzałam, a jak się spytałam współlokatorek czy się tego uczą i czy się mogę
      dołączyć, to na mnie nakrzyczały (!!), że pewnie, że czemu ja się nie uczę tylko
      opierdzielam się cały dzień, że one już kończą, a co ja sobie wyobrażam. Mam
      dość, szczerze chrzanię numeryczne, i tak nie wstanę na 8 rano na to głupie
      kolokwium i tak czy siak będę musiała iść na poprawkę. Czemu, ach czemu mi
      kompletnie nic nie wychodzi? WRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRRR!

      PMS nie ma tu nic do rzeczy, chyba że zdiagnozujecie coś takiego jak zespół
      napięcia śródmiesiączkowego, pomiesiączkowego i okołomiesiączkowego ^^

      Ulżyło mi. Mam to gdzieś i idę spać. O.
      • siamese67 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 01:33
        może po prostu: zespół napięcia permanentnego? albo: hormononiezależny nawracający zespół wkurzenia na cokolwiek?
        • the_mariska Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 01:42
          Ja bym to raczej nazwała ostrą i nawracającą alergię na wszystko ze słowem
          'matematyka', 'programowanie' lub 'projekt' w tytule. A jak się połączy te trzy
          w całość i powstaną metody numeryczne, to nic tylko uciekać na odwyk. Cholera
          jasna, a mogłam iść na lingwistykę jakąś czy kosmetologię... ;)
          • siamese67 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 01:52
            jak zwał, tak zwał, ale współczuję - mnie dziś tylko wkurza 3xK - katar, kaszel i kot
            • plica Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 15:16
              jak kot moze wkurzac ? ta rozmruczana kuleczka spokoju ? mieciutki
              klebuszek delikatnosci ? :)
              mnie tam wkurza zawsze brak kota :)
              • siamese67 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 16.01.09, 10:59
                ta rozwydrzona istota, pełna nienawiści do wersalki i innych miękkich rzeczy w moim mieszkaniu, wyjąca calutki dzień o nowe żarcie, choć godzinę wcześniej dostau całą saszetkę tego, co ostatnio raczy jeść, wylizująca jedynie sosik (te_kawałki _możesz_sobie_sama_zjeść), siejąca wokół tony kłaków, niemyjąca zadka, wcale nie lubi mnie dzisiaj, okazuje aktywnie swoją postawę "na nie", obraża się na najmniejszą próbę wzięcia na rączki i warczy na kogokolwiek, kto do nas zawita
                mały domowy terrorysta
                a miało być tak pięknie...
                miał być przytulny i mruczący...

                ja wiem, powinnam pójść sobie z domu co najmniej na 2-3 godziny, to po moim powrocie będzie mnie znowu KOOOCHAU (przez jakieś 15 minut), ale nie da rady - jestem chora i siedzę w domku, trudno!
                • plica Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 16.01.09, 14:25
                  jestem pewna ze wyolbrzymiasz :) to niemozliwe u tak milusieńkiego stworzonka. wersalka pewnie juz wam sie znudzila, miekkie rzeczy trzeba poprzytulac, wycie o zarcie to wyrazy sympatii po prostu, tony kłakow, to powod do dumy i dowod na "mam przeciez kota!" poza tym koty zadek myja - dyskretnie, a postawa na nie, to tylko delikatna asertywnosc. ja tez nie lubie jak ktos przylazi mi do domu i od razu mnie glaszcze.
                  co do sosiku - u niektorych kotow racja - powinni osobno sprzedawac butelki z sosikiem.
                  • siamese67 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 16.01.09, 15:51
                    Dziękuję, zobaczyłam to w innym świetle. Może dlatego, że już pozostałe 2 K mi mniej dokuczają.
                    A może ja Ci go na jakiś czas wypożyczę, ten mój koci ideał?
                    Z kocim tyłkiem sobie radzę, jak gada dopadnę, to myję mu sama, choć jest to obraza majestatu straszna - ale jak chce spać ze mną w łóżku, to trudno, będę twarda.
                    Wersalka nowa, nie ma jeszcze roku, Bry kładzie się na pleckach i od spodu ją szarpie, jeżdżąc wzdłuż w tę i z powrotem, poprzednią wersalkę w 1,5 roku rozszarpał na śmierć, nadawała się do wyrzucenia.
                    Z problemem pozostałości po sosiku też znalazłam pewne rozwiązanie - wynoszę to mięsko takiemu jednemu tygryskowatemu spod śmietnika i ten nie marudzi, a jeszcze miło ze mną pogada.
                    A tak naprawdę to kocham tego stwora. Tylko musiałam się wygadać. Od tego ten wątek.
                    • pierwszalitera Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 16.01.09, 16:08
                      siamese67 napisała:

                      > Wersalka nowa, nie ma jeszcze roku, Bry kładzie się na pleckach i od spodu ją s
                      > zarpie, jeżdżąc wzdłuż w tę i z powrotem, poprzednią wersalkę w 1,5 roku rozsza
                      > rpał na śmierć, nadawała się do wyrzucenia.

                      Ja tam się nie wtrącam, bo do pomysłu stworzonka w domu, to dopiero powolutku dojrzewam, ale moja doświadczona znajoma, to ma na ścianie taki sizalowy dywanik-gobelinek do szarpania i darcia pazurków. I przy od lat zmiennych drapieżnikach nie ma problemów ze zniszczonymi wersalkami. :-)
                      • siamese67 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 16.01.09, 16:12
                        Ba, ale po pierwsze wersalka lepsza, drapaki nie są interesujące, nawet kocimiętka nie pomogła, a po drugie - on doskonale wie, że nie wolno, drapanie mebli służy mu jako narzędzie komunikacji = w ten sposób pokazuje, że chce, żebym natychmiast zwróciła na niego uwagę.
                        • pierwszalitera Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 16.01.09, 16:18
                          siamese67 napisała:

                          > Ba, ale po pierwsze wersalka lepsza, drapaki nie są interesujące, nawet kocimię
                          > tka nie pomogła, a po drugie - on doskonale wie, że nie wolno, drapanie mebli s
                          > łuży mu jako narzędzie komunikacji = w ten sposób pokazuje, że chce, żebym naty
                          > chmiast zwróciła na niego uwagę.

                          Fajne zwierzaki te kociaki. Świetnie by do mnie pasowały. ;-) Gdybym tylko nie musiała tak często wyjeżdżać z domu, to już dawno bym sobie taką śliczną błękitno rosyjską kotkę sprawiła. I kocurka do tego, bo kocurki są pieszczotliwsze. Mógłby być tygrysi. ;-)
                          • siamese67 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 16.01.09, 16:38
                            Pewnie, że koty są fajne. A każdy inny.
                            U nas w domu rodzinnym było ich zawsze parę, zwykłe dachowce.
                            Był Książę Myszkin - czarny, wielki, gruby, trochę idiota (stąd imię), durny, ale poczciwy ogromnie, kochał bardzo nawet naszego wielkiego psa.
                            Była śliczna czarna koteczka Kasia, puchata, futrzasta, gładziutka, która mnie kochała najbardziej, rzucała się na szyję z kocimi całuskami na powitanie, mruczała wtulona najmocniej jak się dało, wpijając pazurki, i mimo, że na starość miała sklerozę, to wciąż pamiętała, że ja to ja, nawet jak już od kilku lat nie mieszkałam z rodzicami. Jej namiętnością były wafelki, ale tylko z nadzieniem kakaowym, i jajka. Kradła, wyciągając je z miski.
                            Była cudowna wysmukła kotka Gosia, najmilsze stworzenie pod słońcem, ona z kolei "wyciągała" z człowieka chorobę, leżąc u chorego delkiwenta w łóżku, a właściwie to na nim. Naprawdę działało.
                            Był srebrny pręgowany, nieśmiały Stasinek, bardzo delikatny.
                            No i były dwa Tygrysy. Pierwszy rudawy, drugi zielonkawy w odcieniu. Oba potężne kocie chłopy, serdeczne i miłe.
                            Był kot Maciek - pierwszy z rodu, duży, czarny, sypiał z wujkiem i grzał mu łysinę.
                            Był Kowboj Zuzia, czarny wesoły łobuz, trochę jak mój obecny Bryś, miał wielkie zdolności dziewiarskie, zabierał mi włóczkę i plątał w takie kolorowe makramy...

                            Żadnego z nich już nie ma...
                            • certain_whatsit OT do siamese67 16.01.09, 20:03
                              > Był Książę Myszkin - czarny, wielki, gruby, trochę idiota (stąd
                              imię)

                              Znałam kocisko o tym samym imieniu, aparycji i cechach charakteru
                              (brakowało tylko napadów padaczki, więc imię faktycznie jak
                              znalazł). Mieszkało toto w Kazimierzu.
                            • brykanty Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 17.01.09, 00:14
                              I Sabinka, jak wierna żona zawsze z Myszkinem się razem układali do spania i ewidentnie bardzo się lubili.
                              A Kasia nie uznawała białego sera i obrażała się na samą propozycję zjedzenia - demonstracyjnie odwracała się dupką od publiczności.
                          • plica Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 17.01.09, 13:58
                            > Fajne zwierzaki te kociaki. Świetnie by do mnie pasowały. ;-) Gdybym tylko nie
                            > musiała tak często wyjeżdżać z domu, to już dawno bym sobie taką śliczną błękit
                            > no rosyjską kotkę sprawiła. I kocurka do tego, bo kocurki są pieszczotliwsze. M
                            > ógłby być tygrysi. ;-)

                            Ewa effuniak ma chyba rosyjskiego :)
                      • plica Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 17.01.09, 13:57
                        > Ja tam się nie wtrącam, bo do pomysłu stworzonka w domu, to dopiero powolutku d
                        > ojrzewam, ale moja doświadczona znajoma, to ma na ścianie taki sizalowy dywanik
                        > -gobelinek do szarpania i darcia pazurków. I przy od lat zmiennych drapieżnikac
                        > h nie ma problemów ze zniszczonymi wersalkami. :-)

                        hahahhaha. zmus kota, aby drapal to co mu powiesisz zamiast wersalki - za to nalezy sie nagroda nobla. nawet kocia miętka nie pomaga.
                        u moich rodzicow powiedzenie zdrapki na scianie nasililo ataki kota na tapetę. bral rozbieg w przedpokoju, skakal na sciane jak wysoko dal rade i zjezdzal w dol na pazurach. przednia zabawa :)
                    • plica Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 17.01.09, 13:54
                      siamese67 napisała:

                      > Dziękuję, zobaczyłam to w innym świetle. Może dlatego, że już pozostałe 2 K mi
                      > mniej dokuczają.
                      > A może ja Ci go na jakiś czas wypożyczę, ten mój koci ideał?

                      jasne, biore.Zielona Góra. ale na jakies 24h maksymalnie, bo po tym czasem alergia staje sie ostra i pojawia sie astma. idealnym rozwiazaniem dla mnie sa koty mieszkajace u mnie okresowo (np. Bajka - przylazi na pare godzin co 2-3 dni) albo takie, ktore ja sama odwiedzam :).
          • quleczka Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 11:22
            > Ja bym to raczej nazwała ostrą i nawracającą alergię na wszystko ze słowem
            > 'matematyka', 'programowanie' lub 'projekt' w tytule.

            no to masz problem ...ciezko ci bedzie zyc z ta alergia na tym wydziale :D

            metod numerycznych na szczescie nie przechodzilam ale moge sie domyslic, ze przyjemne to nie jest...

            ja to moi koledzy zawsze mowili "byle do sesji" wtedy juz projekty oddane, jest luz, zostaja tylko egzaminy i nawet na piwko jest czas :)
            • the_mariska Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 11:27
              Hehe, na szczęście alergia na wyżej wymienione pojawia się u mnie tylko 2
              tygodnie przed sesją (bo wtedy jest największy zapierdziel) a w czasie sesji mi
              już przechodzi. Bo co to jest, taka sesja? ;)

              Co do matematyki i programowania też nie jest tak źle, m.num. to mój ostatni
              kontakt z matmą, a jako że jestem na specjalizacji dla mniej ambitnych to
              programowania też mamy mało :) Mamy za to optymalizację, hardkorowe bazy danych,
              różne przedmioty z sieciówki i inne takie atrakcje :)
              • quleczka Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 11:38
                no wlasnie ... byle do sesji bo wtedy juz jest luz :)

                no wiesz, jakby nie bylo te cale optymalizacje i inne takie to tez maja cos z
                matma wspolnego :p

                >jako że jestem na specjalizacji dla mniej ambitnych to
                > programowania też mamy mało

                wiesz, to sie czesto zmienia co jest uznawane za ta lepsza czy ambitniejsza
                specjalizacje... wlasnie sie dowiedzialam,ze ja to niby na tej dla bardziej
                ambitnych jestem/bylam :D :D :D
              • elrosa Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 23.01.09, 12:53
                Uhh, numerki, skąd ja to znam!
                Może sobie pocałkujemy numerycznie, albo porozmawiamy o wielomianach Czebyszewa? :P
                • the_mariska Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 23.01.09, 16:51
                  Brrrr, nie strasz mnie nawet ;) Projekt z całek numerycznych miałam oddac
                  wczoraj na zajęciach, a skończyłam na pięć minut przed północą i wysłałam na
                  mejla. Będę zgrywać głupa przed prowadzącym, że to przecież w terminie ;) Tylko
                  nie wiem jak go teraz złapać, bo nie mam już z nim zajęć, najwyżej zaspamuję mu
                  skrzynkę że koniecznie chcę się z nim spotkać. Jakoś nie przepadam za tym
                  predmiotem.. :>
    • mefistofelia Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 03:25

      > Przepraszam, musiałam, jest bliżej pierwszej niż północy, a ja nawet ledwo
      > ogarniam, że english r jest post-alveolar approximant, a polskie r jest
      > alveolar trill.

      w ramach odtrutki proponuje powiedzenie kilka razy na glos slowa "belt" z
      pieknym dark l (zwanym rowniez pieknie velarized alveolar lateral approximant)
      • kasica_k Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 05:38
        mefistofelia napisała:

        > w ramach odtrutki proponuje powiedzenie kilka razy na glos slowa "belt" z
        > pieknym dark l (zwanym rowniez pieknie velarized alveolar lateral approximant)

        WOW! Szacun :)

        dark l, coś pięknego
        • yaga7 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 07:55
          WOW, dokładnie.

          Pójdę sobie na emeryturze na anglistykę i też się będę uczyć fonetyki, a co :P
          • ametyst89 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 23:46
            Fonetyka jest fajna ^^ Na żadnych innych ćwiczeniach/wykładach nie czuję jaka
            jestem głupia :) Na szczęście są to odczucia drastycznej większości studentów.
            Wymowa niektórych słów mnie zabija.
            • yaga7 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 16.01.09, 11:18
              Ja miałam tylko skrócony i przyspieszony kurs fonetyki na kursie pedagogicznym.
              Przy czym i tak kobieta darowała sobie uczenie mnie i kumpeli, gdy usłyszała,
              jak mówi reszta kursantów ;)
      • ametyst89 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 14:58
        Dark l też było na egzaminie :D
        • momori Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 19:46
          a ja właśnie z tego będę miała egzamin ;)
          • thorrey Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 21:12
            A glottal stop mieliście? ;) Pani z Brastopu pokazująca dobrze
            dobrany stanik na bloku Kasicy w słówku "support" miała
            piękny "glottal replacement", serce rosło :)

            Ah, gdzie te czasy kiedy człowiek wkuwał fonetykę :(
            • ametyst89 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 23:38
              Był glottal stop i dużo innych rzeczy z glottal ;) Miałam co prawda chwilową
              czarną dziurę przy epiglottis, ale doznałam olśnienia :D

              W ogóle to ja kocham swoje studia ;)
              • momori Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 16.01.09, 15:08
                > W ogóle to ja kocham swoje studia ;)

                O to to to!! : )
      • mefistofelia Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 23:59
        momori- powodzenia :)
        fonetyka bywa bardzo zwodnicza- wielu na początku się załamywało i rwało włosy z
        głowy przy robieniu transkrypcji (nigdy nie zapomnę polowy semestru kiedy każde
        kolejne zajęcia bardziej utwierdzały mnie w przekonaniu, że nie nadaję się do
        studiów ;)) ale jak już się wciągniesz wpadniesz jak śliwka w kompot.

        czasem żałuję, że wybrałam specjalizację literaturoznawczą jak mi się fonetyka i
        fonologia przypomni, bo coś mnie jednak do tego językoznawstwa ciągnie
        • ametyst89 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 16.01.09, 00:03
          U nas ludzie się załamali, kiedy to nasza cudowna wykładowczyni odkryła przed
          nami transkrypcję słowa 'halfpenny' :)
          Ale fonetyka wciąąąąga :D
          • brykanty Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 17.01.09, 00:21
            matko, jakie to ciekawe, szkoda, że nie da się tego pokazać na forum, pewnie nie obczai tych dziwnych literek.
            • turzyca Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 19.01.09, 00:44
              Sprawdzmy: ʉ :)

              Musze powiedziec, ze fonetyka z tymi pieknymi nazwami to dla mnie czarna magia,
              ale rozumiem ludzi nia zafascynowanych. Ma swoja specyficzna logike i jest
              bardzo urokliwa. I faktycznie dzieki dokladnemu obejrzeniu w wikipedii
              samoglosek niemieckich (przy okazji sie strasznie uchichralam odkywajac niektore
              dzwieki), w koncu zrozumialam, co ja tak dokladnie mam uzyskac i bardzo mi to
              pomoglo w cwiczeniach jezykowych.

              Aczkolwiek zawsze sie zastanawiam, czy mozna pojsc na lingwistyke majac wade
              wymowy. A szczegolnie jesli nie umie sie wypowiedziec czegos, co wystepuje w
              polskim, a nie w jezyku opanowywanym? Np. jesli nie umiem powiedziec polskiego
              r, ale umiem ʀ i ʁ, to moge bawic sie niemiecka fonetyka, czy powinnam to
              nieszczesne r opanowac, w sumie wiekszosc Niemcow nie umie... ;)
              • e.m.i1 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 19.01.09, 02:11
                Czy można... pewnie, ze można, tylko zależy z jakim efektem:)
                Miałam na lingwistyce koleżanke, ciężko mi powiedzieć jaka to dokładnie wada wymowy była, w każdym razie mówiła bardzo szybko, niewyraźnie, zacinała się i zdarzało jej się ominąć jakieś głoski.
                Tak po polsku, jak i po angielsku, rosyjsku, włosku i łacinie...
                Ćwiczenia dawały jakieś efekty, ale wystarczyło, że przestawała się pilnować i znowu to samo.
                Na "zwykłych" zajęciach jakoś to szło, ale na fonetyce było niebywałym utrudnieniem.
                Toteż ja sobie myślę, że pójść na studia językowe można, ale warto skorzystać z pomocy logopedy i to już dużo wcześniej.
                • turzyca Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 19.01.09, 15:39
                  Logopeda odmowil wspolpracy. :D


                  Ale wlasnie o to mi chodzi - Twoja kolezanka miala wade wymowy, rzutujaca na
                  wszystkie jezyki. A co jesli wada wymowy jest swoista dla jezyka polskiego? W
                  wielu jezykach np. wlasnie polskie r (a takze pare innych spolglosek) nie
                  wystepuje, wiec teoretycznie nie radzenie sobie z jedna spolgloska nie powinno
                  przesadzac o szansach, nie?
                  • ametyst89 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 19.01.09, 16:54
                    A jakie r z siebie wydajesz? ;>
                    Bo jeśli takie angielskie albo francuskie Ci z polskiego wychodzi to na obcym
                    języku nawet wskazane ;)
                    • turzyca Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 19.01.09, 18:29
                      Musze popatrzec na angielskie znaczki, bo nie wiem, oni tych "r" maja straszne
                      mnostwo. Francuskiego nie dotykam nawet dlugim kijem, moze kiedys niechec mi
                      przejdzie.
                      W kazdym razie potrzebne w niemieckim ʀ i ʁ mi wychodzi. :) W sumie umiem
                      powiedziec r w (chyba) kazdy dowolny sposob nie angazujacy czubka jezyka. Ale
                      najsmieszniejsze, ze po roku cwiczen wymowy niemieckiej powolutku, pomalutku
                      dochodze i do r. Kto by pomyslal, ze dzieki niemieckiemu poprawi sie moj polski?


                      Tak mnie naszlo w sumie na rozwazania teoretyczne - bo naprawde sa dzwieki tak
                      strasznie specyficzne, ze nieopanowanie ich w jezyku ojczystym nie przeszkadza
                      mowic perfekt w innych jezykach.
                      • ametyst89 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 19.01.09, 21:56
                        Angielskie r wypowiesz, dotykając do twardego podniebienia początkową partią
                        języka. Dla mnie to brzmi jak takie łrł (no nie umiem opisać).
    • ocisza Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 15.01.09, 14:27
      Chciałam dziś wyskoczyć chwilę wcześniej z pracy i kupić malowanki dziecięciu,
      ale muszę czekać aż egzaminatorzy wypuszczą kandydata do pracy. Już go 2,5
      godziny maglują! No chyba ich pogięło! Normalnie godzinę mają na egzamin.
      Przecież ten pacjent to już musi być zupełnie wypompowany. I tak już nic z niego
      nie wyduszą. Czemu go nie wypuszczą, to bym sobie już do domu poszła...
      • turzyca Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 16.01.09, 15:19
        wydrukuj malowanki z netu. Jakbys nie zdazyla kupic, to bedzie jak znalazl...
    • luliluli Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 16.01.09, 14:46
      kardooowaaa jest głuuupia, tra la la la la la <wystawia język i gra
      na nosie>

      dziękuję już mi lepiej
    • a_girl OT 16.01.09, 16:54
      Sorry, że tak bardzo nie na temat, ale Ty też z anglistyki? ;) Studiujesz może w
      Poznaniu czy też poza tym cud-miastem też mają na filologii takiego zjoba na
      punkcie fony? ;)
      • a_girl Re: OT 16.01.09, 17:03
        to do ametyst było :). pamiętam, że u nas na uczelni ludzie płakali i drżeli
        przed fonetyką, bo 3+ było najlepszą oceną, a poprawianie 3 razy jednej głoski -
        standardem. na każdym zaliczeniu trzeba było czytać wierszyk, w którym np. taki
        ash się pojawiał ze 40 razy w różnych kontekstach :D.
        "a black cat sat on a lap of a fat man..." eeech, złote czasy ;p
        • ametyst89 Re: OT 16.01.09, 20:19
          Studiuję anglistykę w Wawie ;) Od fonetyki natomiast mam cudowną wykładowczynię,
          zwaną przez nas wykładowcą idealnym. Chyba ma z nas niezły ubaw kiedy na
          zajęciach nieraz ciężko nam wyjść z szoku po wyjątkowo dziwnej transkrypcji
          jakiegoś słowa. Babka wymagająca, ale zawsze idealnie przygotowana (nawet marker
          jej się nigdy nie wypisuje (zmora wykładowców), a jeśli już to ma zapasowy ;)),
          chyba dzięki niej tak lubię fonetykę :D
          • mefistofelia Re: OT 16.01.09, 22:41
            ja też w wawie :)
      • certain_whatsit Re: OT 16.01.09, 20:13
        Osobniczego zajoba na punkcie fony można mieć wszędzie. W moim
        wypadku inspiracją był nasz pan prowadzący, człowiek o przeciętnej
        aparycji, ale za to orgazmogennym głosie. Dla jednej krótkiej
        pochwały wygłoszonej tym aksamitnym barytonem z idealnym RP (z lekką
        północną naleciałością) wykuwałam na pamięć cały podręcznik. A gdy z
        transkrypcji dostałam raz tylko 94%, to miesiąc chodziłam w
        żałobie ;)
        • ametyst89 Re: OT 16.01.09, 20:22
          Skąd ja to znam ;) Z ostatniego kolokwium dostałam 11,5/12 pkt o ile pamiętam i
          przyszłam do domu "niezupełnie usatysfakcjonowana" ;) Ale był to taki wypadek,
          że zabrakło mi jednego określenia i byłam świadoma tego, iż mogłam napisać lepiej ^^

          Zboczenie no, zboczenie.
        • a_girl Re: OT 16.01.09, 22:52
          Mnie też RP u mężczyzn strasznie kręci ;). Ale bardziej taki Estuary English z
          lekkimi naleciałościami londyńskimi... Aaaaach! Swoją drogą brytyjski akcent
          Steve'a był jednym z powodów mojej miłości do serialu Coupling ;).

          Mimo tego drylowi fonetycznemu mówię nie! Po pierwsze, z żalem stwierdzam, że
          wystarczy kilka miesięcy niećwiczenia, żeby półtorej roku ostrej pracy nad foną
          poszło się szczekać :( Szlag mnie trafia! Jeszcze rok temu wszystkie ashe były
          mniej więcej na miejscu, a tiejcze wychodziły bez opluwania rozmówcy... Dziś to
          już nie to... Problem z wymową jest taki, że w zasadzie powinno się cały czas
          nad tym pracować, żeby brzmiało to jako tako. Po drugie, nawet jak już coś
          podciągniesz i starasz się mówić ładnym RP, to natywni robią sobie z Ciebie
          gigantyczne jaja ;). Pytają, czy jedziesz na herbatkę u królowej albo czy
          służyłaś u Winstona :p. Tak więc ostatnio zaczynam wątpić w sensowność
          fonetycznego terroru, który na naszej uczelni się bardzo pielęgnuje ;)
          • certain_whatsit Re: OT Tell me about it! 17.01.09, 15:51
            Po drugie, nawet jak już coś
            > podciągniesz i starasz się mówić ładnym RP, to natywni robią sobie
            z Ciebie
            > gigantyczne jaja ;). Pytają, czy jedziesz na herbatkę u królowej
            albo czy
            > służyłaś u Winstona :p.

            Ale ja zwykle na to: "Owszem, bo pochodzę ze starego rodu polskich
            książąt. I arystokratyczna wymowa mojego native tongue rzuciła mi
            się też na angielszczyznę, a większość moich znajomych i tak
            rekrutuje się z tych sfer, więc nie ma nic przeciwko". I na koniec
            jeszcze uskuteczniam disdainfull, bitchy sniff. Jeśli uda ci się
            zachować straight face, atmosfera od razu się rozładuje ;)
          • slotna Re: OT 21.01.09, 00:05
            Uwielbiam Coupling, ale zdecydowanie jestem dziwna, bo najbardziej mnie zawsze krecil akcent Jeffa :D

            --
            Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
    • lavaenn Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 00:45
      jakiś mam rozdygot wewnętrzny ostatnio...
      parę dni temu stłukłam perfumy, spaliłam suszarkę, potem zgubiłam
      tusz do rzęs, dzisiaj cały dzień bolała mnie głowa, a teraz sprzątam
      i czuję potrzebę poprasowania (przecież ja nienawidzę prasować!). o,
      i odkryłam przetarcie na kostiumie kąpielowym, wrr, nie wiem skąd
      ono się tam wzięło i dlaczego akurat w nieodpowiednim miejscu. a
      nawet jak już siedzę i się uczę, to wpadam w jakiś dziwny ciąg
      (niepojęte, szczególnie że chodzi o rekultywację osadów ściekowych)
      i nie chce mi się nawet wstać i zrobić sobie przerwy. na zmianę
      wietrzę do +10 i grzeję do +30.

      i to nie jest pms. o co chodzi, no żesz?
      • lavaenn Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 01:01
        update: mój tusz leżał sobie spokojnie na komodzie, a ja uparcie
        twierdziłam że to nie mój, bo mój był jakiś inny.
        jeszcze lepiej ;)
        • tfu.tfu Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 11:35
          wiosna idzie ;)
          • jolka-pol-ka Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 11:41
            to prawda. U mnie na balkonie gołębie już gruchają :)
            • brykanty Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 12:08
              E tam, te cholery gruchają obrzydliwie cały rok. Jak ja tych bydlaków nienawidzę. (No dobra, jestem nieobiektywna, odskrobywałam pięciocentymetrową warstwę gołębiego g. po poprzednich lokatorach i potem na bieżąco - co chwilę usiłowały zrobić gniazdo na balkonie).
              • wera9954 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 12:14
                Też nie cierpię gołębi. Kiedyś mnie o 5 w nocy obudziły :/ U mnie na balkonie
                też sobie zakładają gniazda co wiosnę, srają gdzie popadnie i ciągle
                przeszkadzają :/
                • jolka-pol-ka Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 12:53
                  wera9954 napisała:

                  > Też nie cierpię gołębi. Kiedyś mnie o 5 w nocy obudziły :/ U mnie
                  na balkonie
                  > też sobie zakładają gniazda co wiosnę, srają gdzie popadnie i
                  ciągle
                  > przeszkadzają :/
                  Przez wilele lat walczyłam z guanem na balkonie, dopóki ktoś nie
                  sprzedał mi patentu: kwiatki aksamitki w skrzynce balkonowej!
                  Śmierdzą tak, że zaden ptak nie usiądzie. Sprawdzone od lat :)
              • siamese67 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 12:20
                No, a ja o mały włos, przez zabłąkanego ohydnego gołębia, byłabym dziewczyną bez zęba na przedzie. Kocham Kult i Kazika, ale nie do tego stopnia....
                Gołębi nie kocham.
                Wiosna idzie, ale jest jeszcze daleko. Tak na drugiej pókuli chyba. Na razie nie skończył się jeszcze pierwszy miesiąc kalendarzowej zimy...
                • tfu.tfu Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 12:37
                  w glasgow ani 1 płatek sniegu nie spadł póki co, zdecydowanie jest na tej
                  półkuli ;) wieje za to jak cholera i mi nieustannie za zimno :/
            • tfu.tfu Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 12:36
              zaprosisz na kawę? ;)
          • ametyst89 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 12:46
            Nieprawda. Jest szaro, buro i ponuro. A ja mam ochotę coś zniszczyć.
            • tfu.tfu Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 12:50
              spal coś może? mrrr :P
              • ametyst89 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 18.01.09, 13:27
                ^^
                Akurat tak mnie głowa boli od dwóch dni, że nawet palić mi się nie chce :P W
                ogóle jestem nie w humorze.
    • ametyst89 A po sesji kupię sobie stanik :D 19.01.09, 21:54
      Tylko jeszcze żebym wiedziała, gdzie się ten sklep z Mileną mieści hmmm, gubię
      się w podziemiach :> Bo się czaję na jakieś cacko. W ramach wynagrodzenia sobie
      trudów i znojów, jakie przeżywam codziennie i będę przeżywać aż do 28 stycznia :P
      A do stanika kupię sobie dół do kompletu, o!
    • jolka-pol-ka Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 20.01.09, 12:54
      właśnie przed chwilą (myśląc non stop o warszawskim zlocie)
      wyobraziłam sobie, że już wkrótce na zloty będziemy wynajmować Salę
      Kongresową, a TV będzie transmitować uroczystość: wprowadzenie
      sztandaru, odśpiewanie hymnu, przemówienia, obrady plenarne i w
      podgrupach roboczych, i takie tam... :)
      • ametyst89 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 20.01.09, 15:09
        Ślubuję wierność Lobby i przysięgam sławić jego imię, by więcej było wśród nas
        biustów świadomych.
        ^^
        • jolka-pol-ka Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 20.01.09, 15:15
          nadaję legitymację z niskim numerem :)
          • tfu.tfu Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 20.01.09, 15:40
            o, jaką mamy swietlaną przyszłość :D
          • effka454 A po nadaniu legitymacji... 26.01.09, 19:13
            klapa, goździk, rąsia, buziak...

            :D

            Cudne jesteście, kocham Was :D
            od razu mi się humor poprawił
            • kaga9 Re: A po nadaniu legitymacji... 26.01.09, 22:35
              I jeszcze nadanie orderów: Nabiustne Krzyże Zasługi, Order Biustonosza (skoro
              Podwiązki może być, no nie?) i Zasłużony Dla Lobby:D
    • yaga7 fuck - mój komp :((( 20.01.09, 21:21
      Z Lubym właśnie usiłujemy reanimować mojego prawie nowego kompa (bo co to jest 6 miesięcy), który się wykrzaczył na chama i na maksa w czasie mojej pracy.
      GRRRRRR.
      Do tego mamy obawy, że poszła partycja, na ktorej były absolutnie wszystkie moje pliki pracowe.
      Backup mam tylko częściowy....

      Winda oczywiście nie działa, Luby zainstalował jakiegoś przedpotopowego linuxa o jakże wdzięcznej nazwie Knoppix (wcześniej jakieś Ubuntu i coś tam jeszcze, ja się grrr nie znam), a teraz i tak ściągamy coś innego...

      A ja z przerażeniem patrzę na to, co wyprawia mój komp.

      Fuck.
      Mam ochotę kląć, wyrzucać kompa przez okno, do tego kończę kolejne piwo i mam głupawkę.

      No rozpacz po prostu.

      Na szczęście mam backup maili na serwerze, więc nie wszystkie moje zlecenia poleciały w kosmos, tylko najwyżej będę musiała wszystko robić po raz drugi.

      AAAA.

      Już się wyłączam ;))
      • siamese67 Re: fuck - mój komp :((( 20.01.09, 21:36
        I w takich momentach ja błogosławię moją wredną szefową, która każe wszystko kserować, wysyłać mailem, powielać pliki itepe.
        Przynajmniej zapasowe wersje ostateczne gdzieś istnieją. Przy tej ilości prac, jakie robimy, taka upierdliwość jest bezcenna.
        • yaga7 Re: fuck - mój komp :((( 20.01.09, 22:12
          nie mam szefowej ;))))

          A wszystkie moje pliki są wyłącznie elektroniczne, więc mnie ratuje tylko
          eletroniczny backup, nic więcej.

          A w temacie - po paru godzinach różnych dziwnych machlojek (w tym czyszczenie i
          wyciąganie dysków), które Luby wyczyniał z moim kompem, on po prostu wstał.
          I wszystko jest tam, gdzie powinno :))
          Ale Luby stwierdził, że w życiu nie widział tak dziwnego przypadku posypania się
          systemu i wstania systemu.

          Winda jest absolutnie nieprzewidywalna.
          • joankb Re: fuck - mój komp :((( 20.01.09, 22:27
            Zrób backup - i kup dysk, takie szczęście się drugi raz nie powtarza. Kup od
            razu drugi i zrób ghosta z pierwszego.
            Dokumenty "dzienne" trzymam w jednej kartotece, wieczorem przerzucam całą na
            drugi dysk i dopiero wysyłam wszystkie na właściwe miejsce. Wszystkie dokumenty
            mam na oddzielnej partycji, jak najdalej od C: I tę partycję traktuję ghostem co
            jakiś miesiąc.
            A wszystko z doświadczenia :)).
            • yaga7 Re: fuck - mój komp :((( 20.01.09, 22:48
              Już od dawna miałam pomysł, żeby sobie kupić dysk zewnętrzny 500 giga i chyba
              muszę ten plan zrealizowac, bo głupi nie zawsze będzie mieć szczęście ;))))
              • joankb Re: fuck - mój komp :((( 20.01.09, 22:55
                Dobry pomysł to jest :))
                Zbierałam się po awarii kilka tygodni idiotyczną metodą - telefon do klienta "a
                mógłby mi Pan wysłać mój projekt/ofertę/maila z powrotem?. Bo mi dysk padł :DDD"
                Grrrrr, jak niedouczony blondyn :)). A dokumentów źródłowych do tych projektów,
                obliczeń, szkiców to udało się odzyskać z połowę.
                • yaga7 Re: fuck - mój komp :((( 20.01.09, 23:17
                  Lol.

                  Ja na szczęście przynajmniej wszystkie maile hoduję na serwerze w ramach kopii
                  zapasowych - tego nauczyłam się w czasie poprzedniej awarii kompowej. Dzięki
                  temu posiadam przynajmniej dokumenty źródłowe, zawsze to coś.

                  A głupawę dziś mamy wielką - nie ma to jak wielka radość, że mimo wszystko komp
                  działa i nic nie zginęło... ;)))
          • tfu.tfu Re: fuck - mój komp :((( 21.01.09, 12:37
            szczęściara! trzymam kciuuuuuuuuuuuuuki, żeby Ci się już więcej taki przypadek
            ze zdechłą wingrozą nie zdarzył (a jaka winda? moje 2k lubi mi ostatnio zrobić
            blue screen, ale wstaje. a pod linuksem się nie bardzo daje gierzyć :P więc
            jednak winda :/)
            • yaga7 Re: fuck - mój komp :((( 21.01.09, 12:50
              Mam ślicznego legalnego XP Professional i się tak chrzani :(
              Jak miałam pirata, to był stabilny ;)

              A ja nic nie robię z tym systemem, nie grzebię w bebechach, nie instaluję
              dziwnych programów, nie ściągam niewiadomoczego z sieci, nie wchodzę na dziwne
              strony... No przykładnie się prowadzę, a tu taki zonk.
              • tfu.tfu Re: fuck - mój komp :((( 22.01.09, 10:58
                ale pewnie chce, żebyś instalowała apdejty, hę? ;) mój do mnie ryczy co chwilę,
                jak przestałam instalować, przestał się wykrzaczać. poproś Małżonka, żeby
                przeszukał windę pod kątem błędów w systemie (jest taki program diagnostyczny,
                ale za cholerę nie wiem, jak się nazywa). u mnie się okazało, że w samym
                systemie po tych apdejtach było kilkaset błędów :/ (nic już nie instaluję, niech
                szlag trafi mikromiękkiego!)
                • yaga7 Re: fuck - mój komp :((( 22.01.09, 11:24
                  No na pewno trzeba go będzie porzadnie sprawdzić, to fakt. Poweiem Lubemu :)

                  A instalować instaluję wszystko, wiem tylko, że service packa 3 mam nie
                  instalować, bo wtedy to kaplica ;)
    • miss.et "uroki" życia w komunie :[ 22.01.09, 09:43
      aaaaaa.... czy mogę zrobić jakąś krzywdę współlokatorkom?? Mieszkamy w 6 osób w
      jednym mieszkaniu, więc siłą rzeczy wspólna przestrzeń typu kuchnia dość szybko
      się zabałagania. Każdy w miarę po sobie sprząta, ale te dwie niunie (typ czysty
      i estetyczny do czubka własnego nosa) nie zhańbiły się sprzątaniem chyba ani
      raz!! Z uporem godnym lepszej sprawy nie myją po sobie garów, więc tak sobie
      stoją i kwitną od tygodnia. Rozlana (przez nie!) zupa na kuchence też im nie
      przeszkadza. Podobnie resztki warzyw i makaronu w zlewie (zatkanym). Te brudne
      gary aż tak by mi nie przeszkadzały, ale to sa moje prywatne naczynka i
      odkopywanie i szorowanie tłustej patelni kiedy jej potrzebuję doprowadza mnie do
      szału. Stwierdziłam, że je wezmę na przetrzymanie, kiedy im zacznie
      przeszkadzać, ale im NIC nie przeszkadza. U siebie w pokoju mogą sobie mieć
      cobądź (sama jak pracuję to robię bałagan), ale kuchnia i łazienka mają być
      czyste. Więc po tym jak dziś rano miałam odruch wymiotny na widok kuchni,
      zamiast zrobić sobie śniadanie i biec na uczelnię, unicestwiłam tą nową
      cywilizację na kuchence i ogarnęłam trochę ogólny syf. Współlokatorkom
      zostawiłam pełny i zatkany zlew. Smacznego.

      Ufff, już mi lepiej ;P Idę się wyżywać dalej na szlifierni ;))
      • luliluli Re: "uroki" życia w komunie :[ 22.01.09, 10:03
        wprowadź zasady jak w internacie:) kartka na lodówkę z planem, kto,
        kiedy i co sprząta:) ja praktykuję to do dziś, choć już bez kartki -
        jasny podział obowiązków - podłogi raz mąż raz ja, łazienka moja (bo
        mam fisia na jej punkcie), ale śmieci nie dotykam nawet koniuszkiem
        palca:D

        kiedyś z powodu sprzątania miałam pierwszy i jedyny konflikt z moją
        wieloletnią współlokatorką - nie polecam, szkoda "brudem" zepsuć
        sobie kontakty:)
      • tfu.tfu Re: "uroki" życia w komunie :[ 22.01.09, 11:04
        o, wiem cos na ten temat i nigdy więcej. wynajmowałam przestrzeń mieszkalną
        studentom i ja nie jestem osobą, która je z podłogi ;) nie musi być sterylnie,
        ale szlag mnie trafił więcej niż raz.
        niunie wykopać, z następnymi współlokatorami spisać umowę, która określa
        obowiązki. (ściskam mocno)
        • miss.et Re: "uroki" życia w komunie :[ 22.01.09, 20:34
          karteczkę kontrolną na lodówce niby mamy, ale bez konkretów kto, co, kiedy i to
          się nie sprawdziło, niestety. Na poprzednim mieszkaniu nie było nawet takiej
          potrzeby, każdy umiał po sobie posprzątać. Trzeba będzie jakiś nowy terror
          wprowadzić, bo nie zamierzam odgruzowywać mieszkania w czasie absolutorium (za 2
          tygodnie!), tudzież dyplomu, bo 2 niuniom by się paznokcie połamały. Pewnie, też
          nie jestem typem pedanta, ale o jakieś minimum poszanowania wspólnej przestrzeni
          mi chodzi. A, i nie mogę ich wykopać. Właściciel mieszka z nami, ale widuję go
          raz na tydzień jak dobrze pójdzie i jemu generalnie wszystko zwisa.
          A tak poza tym, dzięki za wsparcie dziewczyny :))
          • turzyca Re: "uroki" życia w komunie :[ 22.01.09, 21:17
            Masz dwie metody - albo zwolanie zebrania i przekonanie wszystkich do planu
            sprzatania albo po prostu wywieszenie planu sprzatania i domagania sie
            realizacji go. Uda Ci sie jesli polowa mieszkancow Cie poprze.
            Przy czym plan sprzatania musi obejmowac nie tylko "Kasia - kuchnia, Basia -
            lazienka, Maciek - korytarz", ale tez opis co ma byc zrobione.
            • quleczka Re: "uroki" życia w komunie :[ 23.01.09, 11:12
              no tyle, ze to nie rozwiaze problemu rosnacych naczyn w zlewie i innych takich...

              ale fakt - dokladna rozpiska kto i co sprzata wskazana :)

              ja tez niemal zawsze mialam wspolokatorow takich, ze dalo sie obejsc bez tego
              ...do czasu...az trafilam na takich, ze nawet plan sprzatania z opisem co ma byc
              sprzatniete nic nie dawal...bo nawet po ich sprzatniu bylo brudno :/
              • turzyca Re: "uroki" życia w komunie :[ 23.01.09, 18:10
                Moja wspollokatorka zalatwiala sprawe perfekcyjnie - pukala do pokoju, mowila,
                ze nadal jest brudno i ze nalezy jeszcze raz np. umyc podlogi, bo zostaly koty.
                Powtarzala z niezwykla uprzejmoscia cala procedure, az wyegzekwowala wlasciwe
                postepowanie. Byla na tyle up... tfu konsekwentna, ze po trzech razach nie
                musiala wiecej pukac.
                • quleczka Re: "uroki" życia w komunie :[ 26.01.09, 19:35
                  nie na wszystkich to dziala :/

                  moi wspolokatorowie mieli na to odpowiedz "a co mnie to obchodzi" lub
                  ewentualnie "to nie moje mieszkanie"...do tego porafili klamac w zywe oczy -tacy
                  tez sie niestety trafiaja :/
          • luliluli 2 metody na syfiarzy;) 23.01.09, 11:59
            metoda ostateczna - wynieść wszystkie co do jednego brudy (naczynia,
            garnki, śmieci, etc.) do pokoju laseczek:) najlepiej na biurko.
            Myślę, że dosłowność przekazu sprawi, że zastanowią się nad
            możliwością skupiania większej uwagi na tym, co poza własnym nosem;)

            Metoda mniej drastyczna, którą zastosowałam sama - myjesz tylko to
            co sama zabrudzisz, od razu i natychmiast, reszta leży gdzie leżała,
            choćby rozwijające się w niej nowe cywilizacje odkryły ogień i
            skonstruowały koło;> metoda męcząca, ale przy dużej dozie
            cierpliwości działa. U mnie zadziałała rozmową na ten temat
            zainicjowaną przez "brudzącego" (bo jam z tych, co nie umieją po sto
            razy powtarzać się walcząc "o swoje", więc nie zdobyłabym się na
            kolejną próbę zwrócenia uwagi). Brudzący głupi nie był, więc po
            rozmowie zaprzestał syfienia.
            • quleczka Re: 2 metody na syfiarzy;) 23.01.09, 13:00
              gorzej jak w mieszkaniu sa wspolne garnki itp... to po jakims czasie nie mycia
              przez kogos to my same nie mamy czego uzywac :-/
              • turzyca Re: 2 metody na syfiarzy;) 23.01.09, 18:08
                Myje sie ten garnek, ktory jest potrzebny, uzywa sie, wstawia sie do zlewu. Ale
                metoda krotkoterminowa, normalna osobe, w ktoryms momencie trafia szlag.
              • effka454 Re: 2 metody na syfiarzy;) 26.01.09, 19:25
                quleczka napisała:

                > gorzej jak w mieszkaniu sa wspolne garnki itp... to po jakims czasie nie mycia
                > przez kogos to my same nie mamy czego uzywac :-/

                To może zainwestować we wlasne garnki i trzymać je pod kluczem ;)
      • prostokvashino Re: "uroki" życia w komunie :[ 23.01.09, 10:26
        A może zacznij od tego, że 'KAŻDY korzysta tylko i wyłącznie ze swoich naczyń'
        My mieliśmy taką zasadę w akademiku. Przynajmniej, jak osoby zostawiały po sobie
        syf i nowe cywilizacje, to nie w twoich naczyniach.
        Oczywiście to całego problemu nie rozwiąże, ale przynajmniej nie będziesz się
        wkurzać, że nie masz w czym usmażyć czy w cyzm wypić herbatę
        • quleczka Re: "uroki" życia w komunie :[ 23.01.09, 11:15
          >'KAŻDY korzysta tylko i wyłącznie ze swoich naczyń'

          dokladnie! no i jesli to w pewnych wypadkach jest niemozliwe - typu macie tylko
          jedna patelnie, pare garnkow to wchodzi druga zasada

          'naczynia wspolne myjemy bezposrednio po uzyciu' :)

          u nas trzecia zasada byla taka - 'przynajmniej jedna komora w zlewie ma byc
          pusta' :)

          bo ja dziekuje za pelen zlew gdzie sie nie da nawet wlasnego talerza umyc

          jak ktos chce gromadzic rosnace jedzenie to we wlasnym pokoju droga wolna :)

          p.s. tez zawsze mialam takich wspolokatorow, ze sie szlo dogadac bez list,
          zasad, planow...do ostatniego razu , tak to jest niestety czasem :/
          • miss.et cud, normalnie cud :) 23.02.09, 18:54
            Ostatni miesiąc miałam wyjęty z życiorysu, więc nie miałam mocy coby wprowadzic w życie Wasze światłe rady :) Kuchnia oczywiście zarosła skandalicznie, ogarnęłam i wyjechałam na 2 tygodnie. Co zastałam po powrocie? Czystą kuchnię! Niunie pojęły, że zlew nie opróżnia się sam i zhańbiły się porządkami. Się wzruszyłam się normalnie ;)) Wystarczyło zniknąc na chwilę :) Nie wiem ile potrwa ten stan rzeczy, więc przezornie swoje naczynka izoluję od ogólnodostępnych ;)
    • malagracja NIENAWIDZE SWOJEGO ZYCIA 23.01.09, 18:09
      NIENAWIDZE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • luliluli Re: NIENAWIDZE SWOJEGO ZYCIA 26.01.09, 10:36
        malagracja, już tylko chwila i otrzepiesz się z tego życia jak z
        kurzu. Zaczniesz własne i zobaczysz jak Ci się spodoba:) mówię z
        doświadczeń własnych:)
    • jantarrka Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 25.01.09, 17:12
      ametyst89 napisała:
      > Przepraszam, musiałam, jest bliżej pierwszej niż północy, a ja nawet ledwo
      > ogarniam, że english r jest post-alveolar approximant, a polskie r jest
      > alveolar trill.


      Jezu, koszmar 1. roku filologii angielskiej :)
      Teraz ja się wygdam w podobnym tonie i jak najmniej PMSowo. Albowiem tłukę
      właśnie gramatykę kontrastywną (ang-pl) i już mi się nie chce, nic z tego nie
      rozumiem, ten tydzień wytnę sobie z życiorysu i w ogóle zło. nie jestem pewna,
      jak to zrobić, zeby napisać 2 eseje do środy, nauczyć się na egzamin na wtorek,
      na kolokwium na jutro i nie załamać się oblaniem (na pewno oblaniem) koła z
      zeszłego tyg. Bleeeee.

      Nie lubię sesji :(
      • ametyst89 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 26.01.09, 22:02
        > Jezu, koszmar 1. roku filologii angielskiej :)

        Żartujesz? Fonetyka jest fajna :D Mam 5 na koniec ^^ Dziecko się ładnie wykuło.
        • zarin Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 10.02.09, 15:20
          Czy tylko ja jestem na tak dziwnym kierunku, gdzie egzamin z fonetyki jest w
          całości pisemny i obejmuje głównie definicje?
          (I tak nie zdałam ;p).
    • ederlezi1981 Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 26.01.09, 15:47
      wk*******m się niemiłosiernie- maj dir szefowa w piątek z (moim) kolegą ustaliła, w g jakiego wzoru mamy takie zaje****e pisma wydrukować, tak, by mogła je w poniedziałek przed 10 podpisac- ch*j, że my do 11 mieliśmy inne zajecia, ale ona sie spieszy, bo musi psa spakowac i odwieźć, zanim, k***a, poleci do Egiptu. Ch*j, że mieliśmy drukowac to w weekend- wydrukowałam, bo było mi bardziej po drodze, a nie było to proste (specjalny papier, specjalna drukarka), napisałam maila, że gotowe k. 17, pojechałam do domu, zrobiłam se obiad- po 20 mail od innego kolegi, że właśnie przesyła mi wersję do...wydruku po konsultacji z szefową? Piszę mu, że przecież wydrukowane itd, dorzuciałam troche ka i cha bez gwiazdek. I co? Rankiem to g***o drukowałam enty raz...
      No, trochę mi lepiej
      • madzioreck Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 09.02.09, 19:53
        Dżizas, nie flugajcie tak, laski!!!!!
    • m.arta.m Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 06.02.09, 21:42
      ale mnie wkurza ta reklama Allianz Direct po prawej na stoffach i lobby!
      chodzi mi o te skaczące piersi tego czegoś, co idzie z dzieckiem za rękę.
      Wkurza mnie od kilku dni, ale teraz już nie wytrzymałam.
      • malagracja Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 06.02.09, 21:46
        Mnie tez!
        • mlekowtubce Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 10.02.09, 14:33
          to mój debiut na offtopach, zazwyczaj tylko czytam, ale dzisiaj
          odczułam potrzebę wygadania się;/
          Zła jestem. Czemu? postaram się w skrócie... Studiuję dziennie dwa
          kierunki, dodatkowo praca, dodatkowe kursy językowe i dwa domy.
          Czemu dwa? Jestem z chłopakiem 4 lata, od początku znajomości
          pomieszkuję u niego, jednak do niedawna biedaczek "nie był gotowy",
          żebym u niego zamieszkała (ma własne mieszkanie). Dopiero w zeszłym
          miesiącu po milionie rozmów, powiedział mi łaskawie, że mogę się do
          niego wprowadzić. Niestety pojawił się nowy problem czyli poważna
          choroba mojego brata i mama poprosiła, żebym się wstrzymała z
          wyprowadzką, bo sama nie da sobie z nim rady. Tak naprawdę nie
          musiała mi tego mówić, bo dla mnie to jasne, że muszę pomóc bratu i
          mamie. I co? Tak jak napisałam mam dużo zajęć, jednak każdą wolną
          chwilę poświęcam chłopakowi. Wczoraj np miałam pierwszy od chyba
          roku wolny dzień w tygodniu, więc postanowiłam, że pobawię się w
          dobrą żonę, czyli posprzątałam jego mieszkanie, ugotowałam obiadek,
          przywitałam z uśmiechem na ustach... nie usłyszałam nawet słowa
          podziękowania... :( I jeszcze mi bezczelnie mówi, że ja nie pracuję
          (bo on jest na etacie a ja pracuję dorywczo)więc tak powinno być
          zawsze. no ręce i cycki mi opadły. Już nie wspomnę o awanturze w
          weekend kiedy najpierw mi powiedział, że mam iść sama na imprezę po
          czym się obraził że poszłam ;/
          ufff... ulżyło mi
    • ametyst89 Pigułki i ginekolog-koszmar 09.02.09, 19:23
      Tak się składa, że biorę Yasminelle ze względu na cerę, a przede wszystkim cholerne bóle miesiączkowe, które nie ustępują nawet po Ketonalu, za to uprzykrzają mi 3 dni z rzędu co miesiąc (wtedy jestem prawie nieżywa i wiję się z bólu). Tak przynajmniej było do czasu kiedy nie brałam pigułek. Teraz funkcjonuję jak normalny człowiek. Nobla temu, który wynalazł pigułki. Sęk w tym, że wiąże się to z dość częstymi wizytami u ginekologa... Nie mam z tymi doktorkami miłych doświadczeń. Moja pierwsza była normalna. Młoda kobieta, niewiele starsza ode mnie, zero robienia mi problemów. Potem nagle zniknęła i zaczęły się moje problemy. Trafiłam na starszą doktorkę, która była wielce oburzona, faktem, że się depiluję. Patrzyła na mnie jak na idiotkę i traktowała, jak niedorozwiniętą małolatę... Zmieniłam doktorkę i było jeszcze gorzej. Kiedy prosiłam o receptę na pigułki, wkurzona powiedziała, że lekarz nie jest od wypisywania recept tylko od badań.
      To przepraszam po recepty mam się do bibliotekarza zgłaszać, czy do kogo?
      Robiąc mi wielką łaskę jednak wypisała. Poza tym nie uniknęłam narzekań kobiety, że ona ma tyle pacjentek i skąd ja się wzięłam, nadużywając określeń: "Dziecko co Ty robisz w ogóle?".

      Już mam dość cholernie, chodzę tam tylko po recepty, inaczej na oczy by mnie żadna długo nie ujrzała. Horror. Za każdym razem czuję się głupia, poniżona i mam poczucie winy, że "marnuję jej czas"...

      Wygadałam się.

      Może ktoś ma wolne recepty? :>
      • ametyst89 Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 09.02.09, 19:25
        Wybaczcie interpunkcję, ale pisałam to pod wpływem emocji.
        • e.m.i1 Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 09.02.09, 19:59
          Pociesze Cie;) Bez pigulek tracilam przytomnosc, z pigulkami moge sie najesc ketonalu i nawet jestem w stanie posiedziec troche przy kompie, umyc sie i w ogole;)

          Moja historia z lekarzami ginekologami jest wielowatkowa, wieloletnia i pelna emocji. Az sie denerwuje jak sobie tak zaczne myslec, wiec pozwolisz ze sie nie rozpisze:)

          W kazdym razie - rozumiem Twoj bol.
          • zarin Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 10.02.09, 15:16
            Ginekolodzy to rzeczywiście bajeczny temat.
            Ja np. miesiączkuję od 10 roku życia, mimo to cykl mi chodzi jak chce bez krzty
            logiki i terminarza, i mając nawet półroczne opóźnienia słyszałam głównie, że
            mam urodzić dziecko, to mi się ureguluje ;).
            A kiedyś byłam u ginekologa, który nie wiedział, jak mnie badać (w sensie
            dosłownym).

            Swoją drogą - denerwuje mnie, że wszystkie białe listy lekarzy mówią praktycznie
            wyłącznie o przyjmujących w prywatnych gabinetach. Nikt w tym kraju nie leczy
            się na NFZ?
            • madzioreck Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 10.02.09, 17:19
              zarin napisała:

              > Ginekolodzy to rzeczywiście bajeczny temat.
              > Ja np. miesiączkuję od 10 roku życia, mimo to cykl mi chodzi jak chce bez krzty
              > logiki i terminarza, i mając nawet półroczne opóźnienia słyszałam głównie, że
              > mam urodzić dziecko, to mi się ureguluje ;).

              Moja mam, słysząc takie hasło po raz trzeci po dwóch porodach, zapytała pana
              doktora "A przepraszam, po którym dziecku...?"
            • daslicht Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 11.02.09, 18:31
              Pani z NFZ zapisała mi Yasminy i była zła, że mi nie pasowały, no bo
              jakże to tak, innym dziewczynom pasuje a mi nie, no co za małpa
              złośliwa!

              I żeby dostac coś lepszego, musiałam iść prywatnie, bo pani z NFZ
              nie chciała dać nic innego, tylko Yasminy. Pan z prywatnego gabinetu
              dał mi Mercilony, potem Marvelony (to samo, tylko mocniejsze,
              Mercilony nie blokowały całkowicie cyklu, chodził sobie jak chciał)
              i jest git.

              Teraz Marvelony przedłuża mi pani z NFZ, bo nie będę płacić kasy za
              wypisanie papierka. Widać babce nie chce sie kombinować z
              dobieraniem, jak Yasminy pasują, to wypisuje dalej, jak nie, to
              kombinuj babo sama i jak juz wykombinujesz, to łaskawie przedłuży.
              • luliluli spalić publiczną służbę zdrowia! 12.02.09, 09:51
                nie dość, że człowiek im miesiąc w miesiąc płaci składki, to jeszcze
                jak przyjdzie co do czego i tak musi liczyć na własny portfel,
                bo "za darmo" (za jakie, cholera, darmo!) nie ma co liczyć na bardzo
                dobrą opiekę:| co za kraj
                Jak porównam sobie swoją ginkę "na książeczkę" z panem "za kasę" -
                to kopara opada - on ma statek kosmiczny a ona jeździ furmanką...
            • plica Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 11.02.09, 18:47
              > Swoją drogą - denerwuje mnie, że wszystkie białe listy lekarzy mówią praktyczni
              > e
              > wyłącznie o przyjmujących w prywatnych gabinetach. Nikt w tym kraju nie leczy
              > się na NFZ?
              >

              ja sie lecze (a raczej chodze kontrolnie). tyle ze w kolejce do porzadnego gineko takiego z usg i badaniem piersi przy kazdej wizycie czekam w kolejce ponad miesiac. wiec raczej odpada jakby cos komus szybko sie dzialo.
              • zooba Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 12.02.09, 09:33
                Ja też chodzę na NFZ - owszem trzeba czekać przynajmniej miesiąc na wizytę, ale
                jeśli nic się nie dzieje, to mogę z wyprzedzeniem planować następny raz bez
                problemu.
      • zooba Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 10.02.09, 15:16
        To może idź do faceta-gina? Kiedyś bardzo by mnie to krępowało ale na babki
        trafiałam zawsze mniej przyjemne, więc przestawiłam się na facetów.
        Nie rozumiem jak lekarz może komentować fakt depilowania się - medycznie to bez
        znaczenia, no nie?
        • ametyst89 Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 11.02.09, 16:40
          Jakoś nie mogę się przestawić. U kobiety się krępuję, u faceta by mnie
          sparaliżowało. Swoją drogą słyszałam różne opinie o facetach-ginach z
          publicznych przychodni, które jeszcze bardziej mnie odstraszyły.

          Chyba po prostu odstawię tabletki i wrócę do comiesięcznego umierania :/
          • ottiss Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 16.02.09, 19:28
            skad jestes? choc pewnie nie z mojej okolicy :)

            ja najpierw chodzilam do babki gina-wspominam bardzo niemile :) wredna istota z niej.przepisywala mi zawsze 1 op pigulek,a jak prosilam o 2,to przewracala oczami. teraz chodze do 2 facetow :) tak do dwoch. przyjmuja po prostu w rozne dni tyg,wiec ide do tego,do ktorego mi pasuje akurat, jeden standardowo wypisuje mi recepty na 6opakowan :) jestem z obu zadowolona, chodze oczywiscie bezplatnie.
            • ametyst89 Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 17.02.09, 16:32
              Warszawa Śródmieście. Ale jakoś nie wyobrażam sobie pójść do faceta, nawet z
              najlepszymi referencjami. Być może jestem młoda i głupia, ale nie mogę no :)
              A z tymi opakowaniami mam tak samo u siebie :/ 3 op. to największy max jaki mi
              kobieta przepisała (oczywiście robiąc mi wieeelką łaskę).
      • madzioreck Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 10.02.09, 17:23
        ametyst89 napisała:

        > Może ktoś ma wolne recepty? :>

        To był żart, prawda? Nie muszę ciąć?

        A tak swoją drogą, te wszystkie oburzające się panie doktor to chyba ten sam
        sort lekarzy, którzy nie chcą wypisać tabletek kobiecie niezamężnej. Za to w
        prywatnym gabinecie już wszystko dozwolone... pisać skargi, do bólu. Do
        dyrektora przychodni, do NFZ, do rzecznika praw pacjenta. Depilować się można,
        jak się chce, nawet w gwiazdkę albo serduszko. Co za @#$%^&*(&
        • ametyst89 Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 11.02.09, 16:39
          Jakbym mogła chodziłabym prywatnie :(

          A depiluję się, bo mi cholera wygodnie, nie wiem co to przeszkadza badającemu
          mnie :P
        • ametyst89 Re: Pigułki i ginekolog-koszmar 11.02.09, 16:43

          > To był żart, prawda? Nie muszę ciąć?

          Nie, nie musisz :) To była próbka mego czarnego humoru, który udzielił mi się po
          małych doświadczeniach z ginekologami :]
    • mokta Wyrzucam z siebie żółć i żal 10.02.09, 21:44
      Jestem sama i bede sama. Nie mam koleżanek (takich prawdziwych), kolegów,
      chłopaka. Kiedyś bardzo chciałam, potem coraz mniej aż w końcu wcale. Niestety w
      takie dni jak te czuje pustke. Płacze w milczeniu, gadam z kimś w wyobraźni.
      Żałosne.
      Nie bede analizować siebie, robiłam to tysiace razy i zmarnowałam czas.
      Ach, tysiące myśli w głowie.
      Jestem pusta w środku.
      Nigdy nie miałam kogoś bliskiego i musze sie z tym pogodzić. W końcu są gorsze
      rzeczy, ale to mnie nie pociesza.
      • lila_lu Re: Wyrzucam z siebie żółć i żal 10.02.09, 23:45
        Pocieszam cię ja.
        Mając chłopaka, kolegów, koleżanki- też można być diabelnie samotnym.
        Samotność i własną, prywatną czerń nosi się wewnątrz, nieważne jak towarzystwo
        wiwatuje na widok, gdy wchodzisz do pokoju pełnego ludzi.
        I tak ciągnie Cię na ciemną stronę...
        Na pewno jesteś wrażliwą osobą, która potrafi analizować rzeczywistość,
        obserwować ją i wyciągać wnioski. Znajdź W SOBIE, wewnątrz swoj spokój i
        ukojenie...na pewno tam jest. Na 100%. Mieszka w rzeczach, które robisz,
        miejscach, które odwiedziłaś lub odwiedzisz, takie Twoje wlasne Idaho.
        To wszystko o czym piszesz na pewno przejdzie. Smutek jest nam niezwykle
        potrzebny, choćby dla jaskrawego kontrastu do przeżywanego szczęścia.
        Trzymam kciuki i ściskam...
        • yaga7 Re: Wyrzucam z siebie żółć i żal 12.02.09, 10:23
          Z tym się zgodzę.
          Mam męża, rodzinę, stado super znajomych, a tak nie raz i nie dwa będąc na
          imprezie, między ludźmi czułam się cholernie samotna, niezrozumiana i miałam
          ochotę po prostu wyjść, zniknąć i zapaść się pod ziemię.
          W sumie nie wiem, co gorsze - poczucie samotności przy braku faceta / przyjaciół
          / rodziny czy poczucie samotności, jeżeli ktoś ma te wszystkie elementy....
      • tfu.tfu Re: Wyrzucam z siebie żółć i żal 11.02.09, 16:44
        eee, jak to sama? a my to co? trociny? :P jak już raz wlazłaś do "sekty", to
        NIGDY nie będziesz sama, zawsze jakaś lobbystka wyjrzy zza posta, krzaka, albo
        winkla ;)
        ścisk ścisk ścisk!
      • daslicht Re: Wyrzucam z siebie żółć i żal 11.02.09, 18:15
        Witam w klubie :P
      • malagracja Re: Wyrzucam z siebie żółć i żal 16.02.09, 16:32
        A wiesz, ze wszyscy wielcy ludzie byli samotnikami?
        Moze zamiast analizowac siebie zrob cos co lubisz?
        Wiem, ze ciezko sie ogarnac i w koncu "cos zrobic" (np. poczytac ksiazke...),
        ale kiedy to zrobisz poczujesz sie lepiej.

        Nie ma gorszych rzeczy. Nie porownuj sie do ludzi ktorzy np. cierpia z glodu.
        Kazdy ma swoje "smutki". Twoje smutki sa tak samo zle jak kogos innego.

        A moze zamiast gadac powinnas pisac do kogos listy? Mozesz je zbierac a potem
        analizowac, albo spalic (ja tak robie).
    • monika3411 Zaraz mnie szlag trafi ;-////// 13.02.09, 13:23
      Nie wiem kto nade mną mieszka. I nic mnie to nie obchodzi. Tylko
      dlaczego oni ciągle czymś stukają, wiercą???
      Lokatorzy nade mną zmieniają się jak w kalejdoskopie. Mieszkanie
      albo stoi puste, albo jest komuś wynajmowane. Kiedy stało puste,
      pękł jakiś wężyk zalewając nas totalnie. Oczywiście stało się to o 2
      w nocy, jakżeby inaczej. Woda lała się nawet z gniazdek. Zanim
      dotarli właściciele (ok 6 rano) straciłam większość ręczników na
      zbieranie wody u siebie i u nich (sąsiedzi mieli zapasowe klucze,
      więc dało się tam wejść). Kiedyś mieszkało tam 2 młodych ludzi,
      którzy malując balkon na niebiesko przewrócili puszkę z farbą
      zalewając moje cudne kwiatki i balkony wszystkim do parteru. Teraz
      znów się ktoś tam wprowadził i od iluś tygodni _dzień w dzień_
      łącznie z niedzielami wiercenia, przybijania, stukania. Rozumiem
      remont, ale ile można.... Ufff to się nagadałam jak baba w maglu....
      • mlekowtubce zrobiłam to :( 16.02.09, 01:42
        właśnie rozstałam się z chłopakiem... prawie 4 lata razem.. pierwszy
        poważny związek... boli chyba bardziej niż gdyby on mnie rzucił..
        dalej go kocham, ale nie mogę z nim żyć -jestem nieszczęśliwa...
        chyba kupię nowy stanik :)
        • martulka_s Re: zrobiłam to :( 16.02.09, 11:37
          Kup 2 i koniecznie idź do fryzjera. Wypróbowane : ) A poważnie, byłaś
          nieszczęśliwa, więc jak by teraz nie było, będzie lepiej.
        • malagracja Kiedys moj chlopak powiedzial 16.02.09, 16:34
          Ze jak sie kocha, to trzeba byc. A jak byc nie mozna razem, to trzeba kombinowac.
          Wiem co czujesz, wyplacz sie ile wlezie. Krzycz, drap, placz. Zranione serce
          leczy sie bardzo dlugo, ale nie musi byc to czas stracony.
          Jakos przykro mi sie zrobilo jak przeczytalam "ale nie moge z nim zyc", jestes
          tego pewna?
          • mlekowtubce Re: Kiedys moj chlopak powiedzial 16.02.09, 19:06
            Nie mogę, bo mimo, że zapewnia, że kocha to zachowuje się jakby
            nienawidził, a to bardzo boli...
            Zamówiłam sobie na pocieszenie czerwoną princess curvy kate, oby
            okazało się,że będzie dobra ;/
            • agafka88 Re: Kiedys moj chlopak powiedzial 16.02.09, 19:09
              mlekowtubce napisała:

              > Nie mogę, bo mimo, że zapewnia, że kocha to zachowuje się jakby
              > nienawidził, a to bardzo boli...
              > Zamówiłam sobie na pocieszenie czerwoną princess curvy kate, oby
              > okazało się,że będzie dobra ;/

              Ja całkiem niedawno miałam podobną sytuację i powiem Ci, że im wcześniej to
              zakończysz, tym będzie łatwiej. Trzymam za Ciebie kciuki, czasem mimo że się
              kogoś kocha, to nie można być razem, życie.
              • malagracja Re: Kiedys moj chlopak powiedzial 16.02.09, 19:25
                Mam nadzieję, że szybko odbijesz się od dna <tule>.
        • ametyst89 Re: zrobiłam to :( 17.02.09, 16:34
          Ten sam okres czasu byłam ze swoim. I poza dniami kiedy mam wyrzuty sumienia,
          czuję ulgę. Ale Twoja sytuacja uczuciowa jest chyba inna? :>
          • mlekowtubce Re: zrobiłam to :( 18.02.09, 02:01
            minely 3 dni a ja już zmiękłam... wystarczył jeden sms, że kocha,
            tęskni i życia sobie beze mnie nie wyobraża, a ja juz zgodziłam sie
            na "negocjacje". Narazie powiedzialam ze musze jeszcze sie
            pozastanawiac ale już czuję, że wrócę- niby obiecał poprawę, ale co
            z tego jak za każdym razem obiecuje? Potrzebuję, żeby ktoś mnie
            walnął czymś ciężkim w głowę na otrzeźwienie- może któraś z Was
            pomoże?
            • zooba Re: zrobiłam to :( 18.02.09, 09:25
              Jeśli już kiedyś obiecywał poprawę i nic z tego nie wyszło, to nie licz, że tym
              razem wyjdzie. ja byłam 3 lata z facetem zanim odeszłam na dobre po kilku
              podejściach - ja mówiłam, że dłużej tak nie mogę, on że się poprawi i po 3-5
              tygodniach było tak samo. Było mi straszliwie ciężko, myślałam on nim jako Tym
              facecie do-końca-życia, ale nie żałowałam ani chwili.
              Pamiętam, że pomogło mi zrobienie sobie listy plusów i minusów i nadanie
              poszczególnym elementom wagi, po zliczeniu nie dało się ukryć faktu, że nie dam
              rady z nim wytrzymać na dłużej, na lata.
            • agafka88 Re: zrobiłam to :( 18.02.09, 12:05
              Mlekowtubce, ja nie widzę sensu, jeżeli on wcześniej łamał obietnice. Dokładnie
              to samo przerabiałam we własnym związku. Obietnice, negocjacje, tydzień dwa
              sielanki, a potem znowu. Myślę, że tak czy siak dojdziesz do tego sama, że nie
              warto się z nim męczyć, ale czy nie będzie wtedy za późno? Warto skończyć to
              zanim nie zaczniesz go nienawidzić, że zmarnowałaś sobie z nim kawałek życia. Ja
              przez to, że tyle zwlekałam, o mało co nie straciłam szansy na naprawdę fajny
              związek. I o mało nie zniszczyłam siebie. I mojego byłego faceta.
            • luliluli Re: zrobiłam to :( 18.02.09, 14:39
              Potrzebuję, żeby ktoś mnie
              > walnął czymś ciężkim w głowę na otrzeźwienie- może któraś z Was
              > pomoże?

              <wali w głowę kowadłem>
              mlekowtubce - to, że to Twój najdłuższy związek - nie znaczy, że
              trzeba w nim siedzieć do oporu:) plusy i minusy policz - to dobra
              rada:) zwizualizuj sobie - ile razy nie dotrzymał obietnicy? a ile
              razy to zrobił? jak nie da się podejść do SIEBIE z sercem, to trzeba
              z rozumem;) pokalkuluj, czy warto:)
              ja, jakby nie zimna kalkulacja, nie byłabym teraz szczęśliwą żonką
              wspaniałego męża:)
              Żeby było zabawniej - mój poprzedni facet chodzi teraz z nami czasem
              na piwo, lubimy się, bo to fajny człowiek, ale jako partner dla mnie
              był całkowicie do chrzanu - zdarza się;) i choć rozterki rozstania
              były okropne, po latach mrozi krew w żyłach już tylko to, że było
              się o krok od podjęcia głupiej decyzji i zapomnienia o sobie...
              • malagracja Mlekowtubce 18.02.09, 14:58
                masz super nick :-)

                To dobry pomysl z wypisaniem plusów i minusów :-) Sprobuj. Moze to Ci pomoze?
                • luliluli Re: Mlekowtubce 18.02.09, 15:01
                  jak już offtopujemy na ten temat, to przez Twój nick wiecznie za mną
                  łazi mleko w tubce, smietankowe, mniammmm, a miałam się zacząć
                  dobrze odżywiać:P
                  • malagracja Re: Mlekowtubce 18.02.09, 15:10
                    Przeciez w mleku w tubce nie ma nic złego :)
                    Ja mam okropna alergie na mleko, jak zjem cos mlecznego na calym ciele mam
                    wysypke swędzącą jak ospa :(
                    • mlekowtubce Re: Mlekowtubce 19.02.09, 00:12
                      Dzieki Dziewczyny za wszystkie rady i dobre słowa, nie spodziewałam
                      się, że aż tak dobrze przymiecie "nową" (mimo, że czytam lobby od 2
                      lat przynajmniej, to dopiero teraz zaczęłam cokolwiek pisać).
                      Wszystkie macie rację. Nie warto się unieszczęśliwiać, ale z drugiej
                      strony ja w niego ciągle niestety wierzę, mimo że tyle razy się
                      przejechałam :/. Ciągle wspominam te dobre dni, których było
                      naprawdę bardzo dużo a nie myślę o tym, że teraz jest fatalnie-
                      teraz to znaczy od conajmniej pół roku i miliona "poważnych rozmów".
                      a mleko w tubce to mój ulubiony "deser" wygrywa nawet z czekoladą ;)
                      • turzyca Re: Mlekowtubce 19.02.09, 01:00
                        Wiesz co? Ja przez takie podejscie do sprawy jakos sobie zmarnowalam pare lat
                        zycia - jakos, bo w ogolnym rozrachunku wyszlo w sumie dobrze, ale pare osob
                        pewnie by mnie wspominalo lepiej, bo zwiazek byl na tyle szkodliwy, ze odbijalo
                        sie to na moich relacjach z innymi ludzmi. I tez moglam wyliczac mnostwo fajnych
                        chwil, dni, tygodni. Tylko ze w ktoryms momencie tych mniej fajnych bylo moze
                        nie wiecej, ale byly znacznie wiekszego kalibru. I zaczelo mi to podstepnie truc
                        zycie, mimo ze z boku wciaz wydawalo sie, ze jest idealnie. A po zerwaniu przez
                        kilka miesiecy slyszalam zachwyty nad zmiana w moim charakterze, podejsciu do
                        zycia itd. Tkwiac w zwiazku nie zdawalam sobie sprawy ze skali problemow. I
                        jesli zwiazek sie zmienil, przestaje zaspokajac Twoje potrzeby, a wrecz staje
                        sie obciazeniem, to nie warto ciagnac go dalej na sile. Jesli to naprawde nie ma
                        sensu, to potem sie bedziesz dziwic "dlaczego ja sie wtedy ugielam i dalam nam
                        kolejna szanse, przeciez widzialam, ze to nie ma sensu". Wiem, trudno sie uczyc
                        na cudzych bledach. Ale sprobuj. :)


                        Zrob liste. Sama. Najlepiej przez kilka dni, zeby moc dopisac cos, co sie
                        przypomn. A potem siadz z dobra przyjaciolka, jesli bedzie miala cos wspolnego z
                        psychologia to tym lepiej, i zrobcie taka liste we dwie. Bo ona moze zobaczyc
                        rzeczy, ktorych Ty nie widzisz, albo nadac wlasciwy wymiar blahostkom, ktore
                        Tobie przeslaniaja widok. Porownaj listy, rozwaz na chlodno, co sie dzieje.

                        Jesli zdecydujesz sie kontynuowac zwiazek, to sprobuj zaczac pisac dziennik.
                        Zapisywac i wydarzenia i emocje, w razie kolejnych rozwazan to bedzie calkiem
                        niezla baza, ze spisanymi czarno na bialym obrazami zwiazku. Pamiec jest ulotna.


                        Trzymam kciuki ze uda Ci sie podjac dobra decyzje. :)
                        • mlekowtubce Re: Mlekowtubce 19.02.09, 01:08
                          A potem siadz z dobra przyjaciolka, jesli bedzie miala cos wspolnego
                          > z
                          > psychologia to tym lepiej
                          Wiecie co jest najlepsze? ja właśnie kończę psychologię ;) ale jak
                          to się mówi "szewc bez butów chodzi".
                          Listę zrobię na pewno, już i tak mam jedną do zrobienia więc machnę
                          od razu dwie. Ta pierwsza, na życzenie chłopaka- co możemy zmienić w
                          naszym związku, żeby było lepiej? On robi taką samą
                          • turzyca Re: Mlekowtubce 19.02.09, 18:49
                            Raczej "trudno byc sedzia we wlasnej sprawie". I to chyba dosc normalne, ze
                            nawet psychologowi trudno samemu swoje sprawy dobrze osadzic? Przeciez
                            psychoterapeuci tez musza najpierw przejsc terapie i potem sie co pewien czas
                            kontrolowac. Czyli u Ciebie wszystko w normie, nie? :)
                        • pierwszalitera Re: Mlekowtubce 19.02.09, 01:10
                          turzyca napisała:

                          Pamiec jest ulotna

                          I wybiórcza. :-) Jeżeli należymy do ludzi choć troszkę optymistycznych, to przypominamy sobie zwykle te ładniejsze rzeczy, a te mniej przyjemne chętnie wypieramy z pamięci. To poniekąd zdrowe, ale jak chce się podjąć decyzję opartą na faktach, to trzeba być przez pewien czas ze sobą bezlitosnym. Pomysł z zapisywaniem jest bardzo dobry. Nie będziesz miała później podstaw do iluzji i oszukiwania siebie samej. Pamiętnik najwierniejszym przyjacielem dziewczyny. ;-)
                          • mlekowtubce Re: Mlekowtubce 19.02.09, 01:25
                            Zapomniałam dodać, że bardzo dziękuję turzycy za pomysł z
                            pamiętnikiem. Nie wpadłam na to wcześniej ale skorzystam z rady.
                            Ostatni pamietnik pisałam w wieku 14 lat, więc chyba wyszłam z
                            wprawy no ale dla chcącego nic trudnego.
                            Dzisiaj podjęłam decyzję, że cokolwiek by się nie działo w moim
                            związku- czy będzie trwał nadal czy nie, zaraz po obronie magisterki
                            wyjeżdżam do Londynu, choćby na zmywak. Mam tam jakieś kontakty,
                            więc myslę, że zaczepię się bez problemu. Wykorzystam ten czas na
                            szlifowanie jezyka i określenie siebie. A co? ja nie dam rady? Cyc
                            do przodu i cała Anglia moja :)
                      • pierwszalitera Re: Mlekowtubce 19.02.09, 01:43
                        Ja teraz dopiero znalazałm twoją sytuację wyjściową i naszło mnie na psychologizowanie. ;-) Pisałaś, że robicie oboje listę, co można zmienić, by w związku było lepiej, mnie jednak wydaje się, że pytanie trzeba postawić inaczej. Z tego co piszesz wynika bowiem, że macie co do związku zupełnie inne oczekiwania i oboje nie macie pojęcia, co dla partnera jest ważne. Piszesz, że chłopak mówi, że kocha, a zachowuje się jakby nienawidził. Najprawdopodobniej pod pojęciem miłość oczekujesz i rozumiesz coś innego niż on. To nie jest niestety tak, że jest jakaś ogólna norma pokazywania miłości i twoje wyobrażenie nie musi być dla każdego jasne. To nie jest tak, że obie strony wiedzą zawsze co robić i mówić, by drugi był o tej miłości przekonany. To byłaby telepatia. ;-) Macie więc problem komunikacyjny. Jeżeli interesuje cię jakie on ma faktyczne podjeście do spraw miłości i związku, a nie tylko to, co ty o tym podejściu myślisz, musisz bardzo chłodno z nim na ten temat porozmawiać. Zapytać o autentyczne oczekiwania, wyobrażenia, modele, rzeczy, które są w porządku, a które nie do akceptacji. Musisz jednak starać się w wypadku usłyszenia czegoś, co nie pasuje do twojego modelu miłości opanować emocje. Możesz mówić też o swojej wizji, ale w żadnym wypadku roszczeniowo, bo inaczej chłopak zamknie się w sobie, albo znowu "obrazi". I używać często zdania: ja myślę/widzę/oczekuję tak i tak, a jak to jest u ciebie? Jeżeli dojdziesz do wniosku, że wasze modele są mało kompatybilne i bardzo trudno o kompromisy, będziesz mogła wtedy podjąć odpowiednią decyzję. Czasem jednak nie jest aż tak strasznie, gdy uzna się, że każdy ma prawo do swojego postrzegania świata, do tego, co trzeba robić, gdy się kocha i wtedy każdy, nawet najmniejszy kompromis i gest skierowny w stronę partnera będzie postrzegany (i rozpoznawalny) jako prawdziwy dowód miłości.
                        • turzyca OT 19.02.09, 18:44
                          Ty, a co jesli partnerzy sie rozmijaja w oczekiwaniach, ale np. tylko na jednym
                          polu? Jesli w wielu sytuacjach do siebie super pasuja, np. pasuje im sposob w
                          jaki sie okazuje czulosc, maja ten sam rytm dobowy, podobna hierarchie wartosci,
                          podobne upodobania (np. obydwoje uwielbiaja zmieniac mieszkanie, dzien bez miesa
                          jest dniem straconym, uwielbiaja Legie, nie cierpia wyjezdzac za granice i
                          jeszcze sto piecdziesiat drobiazgow), ale na przyklad on oczekuje, ze ona nie
                          bedzie robic kariery, ze wybierajac miedzy rodzina a praca bedzie stawiac na
                          pierwszym miejscu rodzine? A ona chce miec tez swoja pewna emeryture i nie
                          wyobraza sobie, ze mialaby do konca podstawowki najmlodszego dziecka pracowac na
                          pol etatu?
                          • roza_am Re: OT 19.02.09, 19:18
                            > maja (...) podobna hierarchie wartosci

                            ale na przyklad on oczekuje, ze ona nie
                            > bedzie robic kariery, ze wybierajac miedzy rodzina a praca bedzie stawiac na
                            > pierwszym miejscu rodzine? A ona chce miec tez swoja pewna emeryture i nie
                            > wyobraza sobie, ze mialaby do konca podstawowki najmlodszego dziecka pracowac na
                            > pol etatu?

                            Dla mnie te dwie tezy stoją w sprzeczności. Tzn. rozbieżność spojrzeń na rolę małżeństwa i kariery = różne hierarchie wartości.

                            A co do sedna - liczy się liczba pól rozbieżności czy bardziej ich waga i fundamentalny dla związku charakter?
                            • turzyca Re: OT 19.02.09, 20:10
                              Ja bardzo dokladnie przemyslalam przyklad. :)
                              W moim przykladzie on nie chce, zeby male dzieci po szkole wracaly do pustego
                              domu. To nie znaczy, ze nie chce, zeby zona pracowala w ogole. Ale nie chce,
                              zeby tak dlugo jak dlugo dzieci beda male robila kariere wymagajaca
                              wielogodzinnej nieobecnosci w domu. I nie znaczy, ze sam bedzie ojcem
                              weekendowym. Ona tez nie planuje robienia kariery, gdy dzieci sa male, ale
                              uwzgledniajac wszystkie kwestie, a szczegolnie zabezpieczenie na starosc,
                              wolalaby jednak pelen etat.
                              Hierarchia waznosci, to nie tylko podejscie do kwestii praca/rodzina, ale tez
                              wiele, wiele innych. Moga wyznawac te sama religie, tudziez miec podobne
                              spektrum ateizmu, moga miec te same poglady na polityke, aborcje, in vitro,
                              adopcje, podzial obowiazkow domowych, miejsce zamieszkania (niby smieszne, ale
                              wyobrazcie sobie zwiazek osoby, ktora czuje sie szczesliwa tylko majac 5 minut
                              na piechote do teatru i kina z osoba, ktora musi rano budzic spiew lesnych
                              ptakow), ilosc dzieci, metody wychowawcze.
                              Tak wiec ich hierarchia jest PODOBNA, ale nie IDENTYCZNA.



                              PS Przyklad do pewnego stopnia wymyslony, oparty o rozwazania roznych moich
                              znajomych.
                              • roza_am Re: OT 19.02.09, 21:57
                                Pisałam w skrócie coby nie odbierać Literze tematu.
                                Związek to nie tylko wspieranie się w realizacji celów poszczególnych osób, ale też realizowanie wspólnych celów. Określenie tych wspólnych celów i sposobów ich realizacji jest kluczowe dla istnienia związku.
                                Jeśli dwie osoby inaczej widzą cel małżeństwa i swoje w nim role, to z punktu widzenia trwałości (i satysfakcji z) tego związku jest to rozbieżność kluczowa, najważniejsza w hierarchii wszelkich rozbieżności.
                                Oczywiście, jak pisała Litera, warto zajrzeć pod powierzchnię tych planów i oczekiwań, bo mogą się okazać mniej rozbieżne niż się wydają. Czasami ktoś deklaruje jedno, a w realnej sytuacji robi co innego. Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono.
                          • pierwszalitera Re: OT 19.02.09, 19:49
                            turzyca napisała:

                            > Ty, a co jesli partnerzy sie rozmijaja w oczekiwaniach, ale np. tylko na jednym
                            > polu?

                            To zależy jak istotne jest to pole. Zwykle mamy w swoim modelu, czy wizji związku, jakąś listę priorytetów. Albo w każdym razie warto ją zrobić. Na pewno są wtedy na tej liście rzeczy, z których potrafimy z miłości do partnera zrezygnować, albo przynajmniej pójść na mniejsze lub większe kompromisy. Ale istnieją na pewno rzeczy, które nie podlegają dyskusji. Ta rzecz w z planem na życie nie wydaje mi się błahostką i rezygnacja z samorealizacji może kiedyś się niekorzystnie odbić. Frustracjami, które będą miały może nawet negatywny wpływa na jakość związku. Jak to się mówi, ktoś będzie musiał za to zapłacić. ;-) Ja nie jestem też zdania, że dany nam jest tylko jeden jedyny człowiek, z wieloma partnerami można zbudować dobry, satysfakcjonujący związek. Nie musimy więc popadać w desperację i oddawać z nas zbyt wiele. Jeżeli chcemy jednak w tej sytuacji spróbować, to może szczera rozmowa coś przyniesie? Dla mnie interesujące byłyby motywy uporu prtanera. Dlaczego zależy mu na "tylko" gospodyni domowej? Może to nie jest patriarchalna złośliwość, tylko jakieś obawy i strach? Może wychowany w konserwatywnym duchu nie zna innej możliwości spełnienia się jako pełnowartościowy facet, jak tylko w takiej opiekuńczej roli? Może można mu dać to potwierdzenie męskości w inny sposób? Że i bez tego będzie czuł się potrzeby i podziwiany. My czasem sporo wymagamy do facetów, uważamy, że powinni spełniać nasze potrzeby i nie wykazywać słabości. Oni jednak w głębi serca są czasem jak małe dzieci, pełni strachu przed nową sytuacją i odrzuceniem. No i musimy dać do zrozumienia, że to nie tylko o finansowe zabezpieczenie chodzi, bo może czuć się jak ktoś, komu nie dowierza się, że potrafi utrzymać żonę i rodzinę (czyli loser), ale o tą samą satysfakcję, którą faceci czerpią z pracy zawodowej. I że my tego zawodowego spełnienia potrzebujemy, nawet gdy jest ono dla nas w pewnym sensie dodatkowym obciążeniem. Może na tej płaszczyźnie będzie łatwiej mu zrozumieć.
                            • turzyca Re: OT 19.02.09, 20:17
                              Rozy odpowiedzialam obszerniej, ale glownym argumentem faceta, jest ze dzieci
                              potrzebuja rodzicow i nie powinny wracac do pustego domu tudziez wisiec na
                              swietlicach. Sam nie planuje byc weekendowym tatusiem i nie ma zamiaru robic
                              ostrej kariery. Jej sie nie widzi pol etatu, tez nie ma zamiaru robic szalenczej
                              kariery (obydwoje mowia "zycie to sztuka wyboru, jesli decyduje sie na dzieci,
                              to trzeba poniesc jakies koszty"), ale jednak wolalaby miec caly etat.
                              Niby ten facet ma racje, ale jej sie nie podoba, ze on swoj caly etat rozumie za
                              oczywistosc, a jej niekoniecznie. Ze ogolnie nieco konserwtywnie, uwaza jej
                              prace za mniej wazna. I ma wrazenie, ze jesli ona dostanie swietna propozycje
                              wiazaca sie z przeprowadzka, to on nie bedzie chcial sie przeprowadzic, a w
                              druga strone - bedzie oczekiwal, ze do tej przeprowadzki dojdzie.


                              I jak juz pisalam, przyklad czesciowo zmyslony, ale oparty na dyskusjach w
                              gronie znajomych.
      • ametyst89 Re: Zaraz mnie szlag trafi ;-////// 17.02.09, 16:35
        Znam ten ból. Kiedyś u mnie wiercili dzień w dzień przez niecały miesiąc, a
        potem co jakiś czas. Myślałam, że zwariuje.
        • mlekowtubce Re: Zaraz mnie szlag trafi ;-////// 18.02.09, 02:06
          Moi sąsiedzi z góry wprowadzili się 10 lat temu. Przez pierwsze pół
          roku robili remont, a żeby było weselej to po nocach, bo są
          właścicielami firmy remontowej więc ekipa pracowała w dzień przy
          różnych ważnych zleceniach, a u Państwa w nocy. Nie pomagały żadne
          prośby ani groźby. W tej chwili jest względny spokój ale co jakiś
          czas zdarza usłyszeć mi sie wiertarkę czy wręcz młot pneumatyczny.
          Do tej pory nie mówimy sobie dzień dobry i nie trzymamy dla siebie
          windy ;) a ostatnio mój Pan i Władca Kot pozwolił sobie na nasikanie
          im do kwiatka, który stoi na klatce pod ich drzwiami :)
          • monika3411 Re: Zaraz mnie szlag trafi ;-////// 18.02.09, 10:59
            mlekowtubce napisała:
            a ostatnio mój Pan i Władca Kot pozwolił sobie na nasikanie
            > im do kwiatka, który stoi na klatce pod ich drzwiami :)

            Popłakałam się z radości :-)))
    • a_gneskka Spam ideologiczny, rwał nać 17.02.09, 02:28
      Zazwyczaj do spamopodobnych maili nie zaglądam, ale ten mnie przyciągnął intrygującym tytułem "Cześć, Księżniczko". Zajrzałam... i wszystko mi opadło. Treść (pisownia oryginalna, dane organizacji litościwie ocenzurowałam, ale warto odnotować, że ma ona przymiotnik "chrześcijańska" w nazwie).

      " Czesc Agnieszko :-)
      Wszystkiego najlepszego z okazji Walentego... oraz powodzenia w Nowym Roku.
      Stary rok już się skończył, ale trzeba jeszcze wypełnić PIT. Im wcześniej go wypełnisz, tym szybciej możesz dostać zwrot nadpłaconego podatku. Wypełnianie PIT-a jest naprawdę proste!
      Korzystałem z darmowego (ale renomowanego) programu opracowanego przez Biuro Informatyki Stosowanej FORMAT, który pomógł mi wypełnić deklarację, a potem zrobiłem wydruk i gotowe!
      Instrukcję wypełniania formularza PIT-37 pobrałem w PDFie ze strony Ministerstwa Finansów, gdy nie byłem czegoś pewien.
      Link do programu i instrukcji wrzuciłem na końcu maila.
      A teraz uważaj! W sekcji H to Ty możesz zdecydować, na co zostanie przeznaczona część Twojego podatku. To jest Twoja decyzja.
      Chciałbym Ciebie prosić, aby ten 1% został przeznaczony dla organizacji o nazwie "XXXX" na cel szczegółowy "XY" (Poz. 128).
      Wpisz, proszę "XXX", KRS 0000YYYYY oraz "XY" w odpowiednią rubrykę w Twoim PIT-cie. Jeśli nic tam nie wpiszesz, Twój 1% podatku przepadnie na rzecz Skarbu Państwa.
      W XXX robimy dużo pożytecznych rzeczy:
      - wydajemy potrzebującym posiłki i odzież,
      - wspieramy przy nabywaniu leków,
      - prowadzimy świetlice środowiskowe dla dzieci z rodzin patologicznych,
      - organizujemy akcje pro-zdrowotne i pro-rodzinne.
      Agnieszko, możesz mnie spytać: "Dlaczego wlasnie XXX?"
      W Polsce jest ok. 7000 organizacji pożytku publicznego, którym można przekazać 1 % swojego podatku.
      Otóż XXX funkcjonuje głównie w oparciu o pracę wolontariuszy. W żadnej z ok. 50 filii XXX nikt nie otrzymuje wynagrodzenia. Przekazując 1% podatku na XXX, pomożesz wyłącznie potrzebującym.

      Na co dzień normalnie pracuję, ale w czasie wolnym działam w XXX. Robię to za darmo, ale jednak czuję, że to ma sens; że jestem potrzebny i pomocny.
      Wypełniając swojeto PIT-a, Ty też możesz pomóc potrzebującym, nie wydając ani złotówki.
      Wrzuciłem link do prezentacji XXX (6:33 min) na http:xyza
      Będzie mi bardzo miło, jeśli skorzystasz z naszych projektów lub zaangażujesz się w działania XXX. Można tam poznać wiele fajnych i wartościowych osób oraz pożytecznie spędzić czas.

      Buziaki ;-)

      Marek Nxxxxxx
      wolontariusz
      XXX
      KRS 0000YYYYY

      PS.: Pamiętaj, że każda kobieta jest Księżniczką!

      ======

      Nosz holender! Kompletnie obcy człowiek piszący w imieniu poważnej organizacji pożytku publicznego nie dość, że mnie spamuje, to w tym spamie zwraca się do mnie po imieniu (skąd on wie jak się nazywam?), spoufala się "księżniczkami" i wysyła "buziaki"! W dodatku traktuje mnie jak łagodną kretynkę, która bez poprowadzenia za rączkę nie tylko nie będzie wiedziała jak wypełnić głupiego PITa, ale jeszcze będzie na tyle bezmyślna, że da ten nieszczęsny 1% na zatracenie. Król załamał ręce, że zacytuję Potemy...

      Coś mi się tak wydaje, że ten "yntelygentny" mailing osiągnie skutek przeciwny do zamierzonego...
    • malagracja Kolejny dzień walki. 18.02.09, 14:28
      Byle do jutra przeżyć...
    • malagracja Tak mi przykro :( 19.02.09, 20:12
      Rowno tydzień temu powiedział mi, że pojdzie i poczeka ze mną, aż skończe wizyte
      u terapeutki. Dzis (jutro ide na wizyte) zdziwiony, zaprzeczył wszystkiemu i
      powiedzial mi, ze nie ma czasu bo musi pojsc z bratem i brata kolega na kregle
      (musi?!).

      Jest mi tym bardziej przykro, ze on wie, ze jest to dla mnie tak bardzo wazne :(
      Poza tym terapeutka powiedziala mi, zebym nigdy po wizycie nie zostawała sama... :(

      :(
      • malagracja Re: Tak mi przykro :( 19.02.09, 20:27
        Normalnie się popłakałam :(
      • turzyca Re: Tak mi przykro :( 19.02.09, 20:28
        A on tak ogolnie ma, czy tu szczegolnie w tym wypadku? Bo wiesz standardowa
        metoda postepowania z facetami jest zazwyczaj:
        -kochanie za tydzien mam terapie, odbierzesz mnie? tak? kochany jestes!
        -kochanie, pamietasz ze byles tak kochany, ze obiecales mnie odebrac w piatek z
        terapii?
        -kochanie, ciesze sie, ze sie pojutrze wieczor po mojej terapii zobaczymy.
        -kochanie, to do 19. Dzieki za to, ze bedziesz.

        W miedzyczasie za ktoryms razem podkreslenie, ze to takie wazne, ze to on, a nie
        brat czy mama. Wiesz, metoda foki, trzeba mu dac dodatkowa rybe, zeby sobie
        zakodowal wzorzec postepowania. ;P



        No chyba ze facet jest z tych, ktorzy uzywaja kalendarza i po pierwszym dialogu
        zapisali sobie - piatek, 19, odebrac z terapii. Calej reszcie trzeba
        przypominac. :) Jesli nie, a Ty nie przypominalas, to ja bym uznala to za
        normalna glupote, zapomnial o rozmowie sprzed tygodnia, obiecal dwom osobom,
        wiec dlatego "musi". Sprobuj przenegocjowac, ze to tylko chwila na odebranie. A
        nie moga przesunac tych kregli tak, zeby on Cie odebral z terapii? Ew. poszlabys
        z nimi na kregle - calkiem mila rzecz. :)
        • malagracja Re: Tak mi przykro :( 19.02.09, 20:36
          No wlasnie, ze ja przypominalam..a umowil sie z nimi dzis :( Temu jest mi tak
          przykro :(
          No i prosiłam o to odebranie, jak piszesz i tak nic z tego nie wyszlo.
          Wyszlo na to, ze robie z tego ogromne wydarzenie, ze ide do terapeutki.

          P.S.Nie chce mnie zabierac na kregle.
          • agafka88 Re: Tak mi przykro :( 19.02.09, 20:43
            malagracja napisała:

            > No wlasnie, ze ja przypominalam..a umowil sie z nimi dzis :( Temu jest mi tak
            > przykro :(

            Nieładnie :/

            I czemu nie chce Cię na kręgle zabierać?!
            • malagracja Re: Tak mi przykro :( 19.02.09, 20:45
              Bo idzie z bratem i brata kolegą (jakis chlopak z wymiany).

              Mam tylko jeden pomysł: bo ten kolega brata to Włoch, a ostatnio jakis inny
              wloch chodził i mnie nekał i błagał zebym do Rzymu sie przeprowadzila.

              Moze sie mnie wstydzi...

              Wiem, ze to glupota, ale serce mi pęka i rycze jak bóbr :(
              • roza_am Re: Tak mi przykro :( 19.02.09, 21:34
                Hm, może panowie chcieli mieć męski wieczór i dlatego Ciebie nie zapraszają? Mogli nazwać twojego chłopaka pantoflarzem (czy jakoś inaczej pojechać mu po męskości) i dlatego wybrał ich. Albo zwyczajnie skusili go jakimiś męskimi atrakcjami.

                A może po prostu twój chłopak nie rozumie jak się czuje osoba tuż po sesji terapeutycznej i dlaczego potrzebuje wtedy wsparcia. Czy on wie, że potrzebujesz wsparcia, a nie tylko odprowadzenia? Że wizyta u terapeuty bardziej przypomina (w sensie skutków emocjonalnych) zabieg w szpitalu niż rozmowę z koleżanką?

                Może masz inną osobę, którą możesz poprosić jutro o pomoc? Albo możesz po sesji pójść w jakieś miłe miejsce? Albo spotkać się z koleżankami na babskim wieczorze?

                Nie płacz Myszko. Pamiętaj, ze jesteś silna i masz całe forum koleżanek.
                • malagracja Re: Tak mi przykro :( 19.02.09, 21:39
                  Jego brat ma 13 lat... On bedzie tam najstarszy.

                  Czuje sie taka bezsilna, po tym jak mu wszystko wytlumaczylam. I powiedzialam mu
                  krotko i konretnie jak sie wtedy czuje, powiedzialam mu ze powinnam z kims byc
                  bo tak radzila mi terapeutka.

                  Nie, bo tak sie zlozylo ze 3 osoby na ktorych moglam polegac maja jutro zawalony
                  dzien. Mam pecha :(
                  • roza_am Re: Tak mi przykro :( 19.02.09, 22:11
                    > Jego brat ma 13 lat... On bedzie tam najstarszy.
                    To całkiem inna sytuacja :)))
                    Będzie raczej przewodnikiem/opiekunem stada. Odpowiedzialna funkcja.

                    > Nie, bo tak sie zlozylo ze 3 osoby na ktorych moglam polegac maja jutro zawalony dzien. Mam pecha :(
                    Faktycznie pech. Ale może jutrzejsza sesja nie będzie aż tak trudna? Albo może porozmawiaj z terapeutką jak sobie radzić w sytuacji, gdy wszyscy bliscy są zajęci. Tak się czasem w życiu zdarza. Moze wspólnie opracujecie jakieś praktyczne scenariusze.

                    Wiesz, często w trudnych sytuacjach odnajdujemy w sobie siły, których się nie spodziewaliśmy, albo otrzymujemy pomoc z nieoczekiwanej strony. Pamiętasz jak trafiłaś z pytaniami na sprawdzianie? Dlatego wierzę, że mimo wszystko będzie dobrze. Spokojnej nocy!
              • turzyca Re: Tak mi przykro :( 19.02.09, 22:02
                malagracja napisała:


                > Mam tylko jeden pomysł: bo ten kolega brata to Włoch, a ostatnio jakis inny
                > wloch chodził i mnie nekał i błagał zebym do Rzymu sie przeprowadzila.
                >
                > Moze sie mnie wstydzi...
                >
                > Wiem, ze to glupota, ale serce mi pęka i rycze jak bóbr :(

                Wiesz, to bylo bardzo nielogiczne. ;)
                Sie nie wstydzi, tylko zdecydowanie nie ma ochoty, zeby kolejny Wloch Cie
                przekonywal, ze Rzym u jego boku jest miejscem dla Ciebie. A nuz dasz sie
                przekonac? I on biedny sam zostanie?
                On po prostu eliminuje sytuacje ryzykowna. Sprobuj go jeszcze troche pourabiac,
                gdyby szli do rozbieranej knajpy byloby trudniej, na kregle moga Cie zabrac. ;)
                Zafunduj mu za to, jesli tylko bedziesz w stanie, wersje "zupelnie zakochana",
                wodz za nim oczami, ewidentnie ignoruj Wlocha, tylko nie przesadzaj z
                przylepianiem sie, bo to czasem nieco krepujace.
                • mlekowtubce Re: Tak mi przykro :( 19.02.09, 22:22
                  Tak to już niestety jest z większością facetów, że nie umieją okazać
                  wsparcia mimo, że tak naprawdę chcieliby je dać. Albo dają po
                  swojemu raniąc lub denerwując nas. Mój własny przykład- proszę
                  faceta o wsparcie a on mi daje rady. Wydaje mu się, że zrobił coś
                  wielkiego, że jest taki mądry i kochany. A mi chodzi tylko i
                  wyłącznie, żeby był obok i przytulił, a nie wymądrzał się w
                  sprawach, o których nie ma pojęcia.
                  Malagracja, trzymaj się, my kobiety musimy być silne i niezależne
                  wbrew stereotypom. Dasz radę. Jeżeli naprawdę nikt nie będzie miał
                  czasu się Tobą zająć to zrób to sama- zafunduj sobie coś
                  przyjemnego, chociażby długą kąpiel, a potem wpadnij tutaj, bo ja
                  już odkryłam (mimo, że tak krótko tu jestem), że tutejsze forumki są
                  niezastąpione w pocieszaniu i stawianiu do pionu.
                  Pozdrawiam i tzrymam kciuki, żeby wszystko było ok
                  • turzyca Re: Tak mi przykro :( 19.02.09, 22:46
                    Masz racje, oni sa inaczej wychowywani podobno i stad te problemy. :)
                    Ja teraz, jak mi zle, po prostu sie laduje na kolana, w taki bardzo specyficzny
                    sposob, o co chodzi, tlumaczyc nie musze - nalezy mnie trzymac mocno w ramionach
                    i glaskac po glowie. Jak mi przejda emocje, to poprosze o rade. Albo i nie, bo
                    sama wiem, co mam robic, tylko potrzebuje troche ciepla. :) Ale jesli sie nie
                    mieszka z facetem, to tak sie nie da, wiec wczesniej mielismy umowione dwa
                    hasla, glownie do rozmow przez telefon.
                    Jednym bylo "jest mi zle, moge o tym pokrzyczec do Ciebie?" - wzielo sie z
                    pytania "dlaczego krzyczysz na mnie, jesli inni Cie skrzywdzili?", a przeciez ja
                    mialam inne intencje - ja krzyczalam nie na niego, ale przy nim na innych. Jak
                    sobie to wyjasnilismy i umowilismy sie na haslo, to on wiedzial, ze ja nie mam
                    nic do niego, tylko musze wyladowac moja frustracje i nie bral moich tekstow do
                    siebie. Np. jak slyszal "ludzie sa okropni" to wiedzial, ze nie mam na mysli
                    jego i ew. innych ludzi tylko wylacznie tych innych ludzi. :)
                    A drugim haslem, rowniez na telefon, bylo "jest mi zle, przytul mnie". I tez
                    bylo wiadomo, ze nie chce dobrych rad, tylko zeby mnie ktos slowami poglaskal,
                    powiedzial, ze wszystko bedzie dobrze, ja jestem fajna "i wogle". ;)
                    • pierwszalitera Re: Tak mi przykro :( 20.02.09, 00:10
                      turzyca napisała:

                      Jak
                      > sobie to wyjasnilismy i umowilismy sie na haslo, to on wiedzial, ze ja nie mam
                      > nic do niego, tylko musze wyladowac moja frustracje i nie bral moich tekstow do
                      > siebie.

                      No właśnie na tym to polega. :-D Kobiety, nie oczekujcie, że mężczyźni telepatycznie się domyślą, czego my w danej sytuacji potrzebujemy. My pragniemy przytulenia, pocieszenia i zwykłego wygadania, a faceci odbierają to albo jako konkretne pytanie o konkretną pomoc, albo bardziej negatywnie, jako zwykłe babskie marudzenie, od którego chcą uciec. To nie jest złośliwość, ani głupota z ich strony, tylko inne postrzeganie świata i nieco odmienna socjalizacja. Dlatego żadnych podchodów do faceta w stylu "jak mnie kocha, to się domyśli". Nie domyśli się, ale to nie znaczy, że nie kocha, trzeba mu tylko konkretnie powiedzieć, czego się chce. Dokładnie tak jak napisała turzyca. On będzie wdzięczny i szczęśliwy, bo on ma też stres, gdy stara się nam pomóc na jego sposób, a my reagujemy rozdrażnieniem i niezadowoleniem. Chłopak dostaje tylko kręćka i utwierdza w przekonaniu, że kobiet rozumieć się nie da. ;-)
                      • mlekowtubce Re: Tak mi przykro :( 20.02.09, 00:36
                        Wyjęłaś mi to z ust. ja mojemu niby mówię, że wystarczy przytulić
                        ale i tak nie słucha. Za to jak on potrzebuje wsparcia to twierdzi,
                        że powinnam się domyślać jak mu pomóc (żeby nie było za kolorowo to
                        za każdym razem chce czegoś innego- raz przytulić, raz ochrzanić,
                        innym razem doradzić a jeszcze innym zabrać na piwo i o nic nie
                        pytać, a już najlepiej jest jak sam nie wie czego chce). I jak tu za
                        nimi nadążyć?
                        • iczanka Re: Tak mi przykro :( 20.02.09, 10:25
                          A próbowałaś go przeczekać? Aż sie uspokoji i zacznie logicznie
                          wyrażać swoje potrzeby? Czasem działa.
                          Znim mój Luby sie nauczył że "chce się potulić" nie oznacza że coś
                          zrobił źle i że to jego wina żem smutna mineło trochę czasu. Pomogła
                          metoda jak to Turzyca nazywa "na fokę". Poprostu zaczełam mu
                          dziękować za wsparcie i teraz tuli na zawołanie;)
                          A co do ich sposobów rozwiazywania problemów to też bywają przydatne
                          nikt tak jak luby nie przywraca problemom właściwego rozmiaru:D
                          • malagracja Zdaje relacje. 20.02.09, 17:18
                            Na poczatku dziękuję za wsparcie :) Poszlam tam sama, a sesja byla wyjątkowo
                            ciężka :( Ale dałam rade.

                            A z Lubym postępuję tak jak mówicie, i..

                            ..przeprosił.
                            • semele2 Re: Zdaje relacje. 20.02.09, 17:21
                              Jeśli przeprosił ze zrozumieniem, zapewne następnym razem łatwiej będzie Ci mu
                              zakomunikować, że naprawdę potrzebujesz pomocy :). Idzie ku lepszemu :).
                              • malagracja Re: Zdaje relacje. 20.02.09, 17:26
                                Nie wiem czy ze zrozumieniem, nie siedze w jego głowie ;) (na szczescie!) Ale
                                chyba zrozumial.

                                Skoro juz sobie ponazekalam, to wyrzuce z siebie cos jeszcze. Tak strasznie nie
                                lubie, ze on wszystko chce mi rekompensowac kwiatkami/czekoladkami/wszystkim
                                innym. I nie rozumie, ze mi wystarcza "przepraszam" :/
                                • semele2 Re: Zdaje relacje. 20.02.09, 17:48
                                  A mówiłaś mu to?

                                  Przepraszam, jeśli za mocno wszystko upraszczam. Mam ze swoim facetem taki
                                  niepisany układ, że ja się staram w miarę jasno mówić mu, co mam na myśli (bez
                                  zabawy w domysły i zgadywanki), a on, jeśli słyszy "proszę, nie rób tak i tak",
                                  spełnia moją prośbę. Z tym, że często muszę mu swoją prośbę uzasadnić.
                                  Niekoniecznie przekonać go, że mam jakąś "obiektywną słuszność", tylko pokazać,
                                  że mam powody, a nie kaprys. Może w ten sposób warto?
                                  • malagracja Re: Zdaje relacje. 20.02.09, 18:35
                                    Robilam to. Z nim naprawde "konkretnie" gadam. Ale widac, ten typ tak ma :)
                                    • semele2 Re: Zdaje relacje. 20.02.09, 18:38
                                      Może kiedyś mu przejdzie samoistnie :). Poza tym każda okazja jest dobra, żeby
                                      zjeść czekoladę, prawda?
                                      • malagracja Re: Zdaje relacje. 20.02.09, 18:59
                                        Wiesz, moze nie chodzi o czekolade i kwiatki. Tylko, ze on zwyczajnie czasami
                                        przesadza z niektorymi prezentami...tzn. są za drogie i głupio mi brac. A jak
                                        nie biore, to on mnie straszy, ze sie obrazi. Takie pomieszanie z poplątaniem.
                                        Ale tam..
                                • pierwszalitera Re: Zdaje relacje. 20.02.09, 19:01
                                  malagracja napisała:

                                  > Nie wiem czy ze zrozumieniem, nie siedze w jego głowie ;) (na szczescie!) Ale
                                  > chyba zrozumial.
                                  >
                                  > Skoro juz sobie ponazekalam, to wyrzuce z siebie cos jeszcze. Tak strasznie nie
                                  > lubie, ze on wszystko chce mi rekompensowac kwiatkami/czekoladkami/wszystkim
                                  > innym. I nie rozumie, ze mi wystarcza "przepraszam" :/

                                  Wiesz co, może zabrzmi to jak herezja, ale może to po prostu niewłaściwy partner? Z tego co wiem, jesteś jeszcze młodziutka i niekoniecznie jest tak w życiu, że pierwsza miłość jest tą ostatnią i jedyną. Nie zapominaj, że jesteś właśnie na etapie rozwojowym, robisz terapię i zmienisz może trochę twoje życie. Całkiem możliwe, że twój chłopak przestanie do tego wszystkiego pasować. Nie traktuj więc swojego związku zbyt dorośle, moim zdaniem trochę za wiele się od niego i jego humorów uzależniasz. Zupełnie niepotrzebnie. Nie ma potrzeby byś już teraz pracowała nad problemami z facetami, na to przyjdzie jeszcze czas w twoim życiu. W tym wieku nie trzeba jeszcze wszystkiego w miłości brać tak na serio. Spróbuj więcej dystansu, możliwe, że to jest najlepsze wyjście. :-)
                                  • malagracja Re: Zdaje relacje. 20.02.09, 19:27
                                    No i złapalam dystans, kiedy zrozpaczony przed chwila mi napisal sms, ze tak mu
                                    zle z bratem. Napisalam mu, ze sam tego chciales. I tyle :)
                                    I doskonale sobie zdaje sprawe, ze teraz moje zycie sie zmieni :-)
                                    Nie chce nad nim pracowac, to jego sprawa kim jest i kim bedzie w zyciu :-) A z
                                    tymi prezentami, to ja zwyczajnie ich nie chce ;]
    • semele2 stanikowo 20.02.09, 16:39
      Przepraszam, ale szlag mnie trafił. Przeczytałam sobie nową notkę na
      Stanikomanii, zobaczyłam przepiękne czarno-białe bandeau, zakochałam się w nim
      głęboko i mogę sobie co najwyżej wbić zęby w ścianę. Kuźwa, dlaczego w tym roku
      tak bida piszczy w G+? Staram się myśleć pozytywnie, ale zamiast lepiej jest
      gorzej, modeli do K ubywa zamiast przybywać :(. W kolekcji wiosna/lato jest
      bryndza, ok, przeżyłam. Ale teraz Kasica opublikowała zdjęcia jesiennej i
      sytuacja wcale się nie poprawiła.

      Jest mi przykro, ot co. Jak, z przeproszeniem, rozkapryszonemu dziecku. Bo
      wszyscy się cieszą, zachwycają i planują zakupy, a ja nie mogę :(. Dobrze, że
      chociaż są Offtopy i mogę sobie pokaprysić, bo na Lobby by mi było głupio z tak
      niemerytorycznymi postami wyskakiwać.
      • malagracja Re: stanikowo 20.02.09, 17:20
        Ja Cie doskonale rozumiem, mam to samo.

        Ale wiesz co? Mamy Effuniak, ktora szyje najpiekniejsze staniki swiata :)
        Napewno uszyje tez i lekko usztywnanie half-cupy :)
        • semele2 Re: stanikowo 20.02.09, 17:59
          Jest to jakieś pocieszenie :).

          Wiesz, po prostu im dłużej czytam Lobby, tym bardziej dochodzę do przekonania,
          że brak staników w moich okolicach rozmiarowych to nie jest efekt szczególnej
          złośliwości producentów, tylko tego, że duże miseczki przy wąskich obwodach są
          naprawdę bardzo trudne konstrukcyjnie. Nie jest to zbyt radosna wiadomość. Na
          swojego zamówionego effuniaka czekam już bardzo długo i mój głos wewnętrzny mówi
          mi, że to nie dlatego, że zostałam zapomniana w gąszczu zamówień, tylko dlatego,
          że konstrukcja mojego wymarzonego stanika to wyższa szkoła jazdy i trzeba się
          nieźle nagłowić.

          Generalnie to obrzydliwe z mojej strony, ale nie lubię, jak ludzie się cieszą z
          czegoś, z czego ja nie mogę. Za parę dni mi przejdzie, ale póki co pławię się w
          zazdrości, jadzie i żółci.
          • malagracja Re: stanikowo 20.02.09, 18:36
            Widzialam Effuniaki w wiekszych rozmiarach i Ewa sama mowila, ze ciagle pracuje
            nad konstrukcja. Ale nie przejmuj sie, w koncu kiedys sie uda. :)
            Moj pierwszy Effuniak przyszedl za maly :) Drugi ma za szerokie fiszbiny. Teraz
            Ewa juz wie czego potrzebuje i zrobi mi stanik idealny. :) I Ciebie to w koncu
            spotka, moze napisz do Ewy? :)
            • semele2 Re: stanikowo 20.02.09, 18:54
              Póki mam w czym chodzić i jest mi wygodnie, nie chcę jej zawracać głowy.
              Zamówienie wysłałam, mam pewność, że nie zaginęło, więc mogę poczekać. Po prostu
              moja próżność domaga się kusidełka.
              • malagracja Re: stanikowo 20.02.09, 19:00
                To ja Cie pociesze, ze przez poltora roku uswiadomienie caly czas kupowalam
                staniki za małe :-) Wiedzialam o tym, ale kazdy moj zakup konczyl sie pomylka
                nawet czasami o 3 rozmiary.. i nikt tego nie umial wytlumaczyc :-)
    • lavaenn Trzymajcie mnie, bo nie mogę... 23.02.09, 00:33
      Czy to jest normalne, że za każdym razem kiedy przyjadę do domu to
      po dwóch-trzech dniach mam ochotę uciekać z wrzaskiem albo ich
      wszystkich pozabijać? Wszystko mnie drażni, po prostu wszystko... A
      najbardziej matka/siostra/ciotka próbujące planować mi życie łącznie
      z pracą na wakacje/godzinami posiłków/kolorem i długością
      włosów/aparatem na zęby/grubością gąbki w staniku na moje
      bezbiuście :/
      Czy to ja jestem nienormalna czy oni? Wiać czy się chować? :/
      • mlekowtubce Re: Trzymajcie mnie, bo nie mogę... 23.02.09, 02:04
        Widzisz, problem polega na tym, że one chcą dobrze- pokazują Ci, że
        się o Ciebie troszcza itd, a że Ty chciałabyś doświadczyć tego w
        innej formie, to już inna sprawa. A pewnie jak im powiesz, że to Cię
        denerwuje, to się poobrażają- ot problemy w komunikacji. Spróbuj o
        tym porozmawiać na spokojnie- nie wykrzyczeć w momencie
        zdenerwowania- powinno pomóc
        • mlekowtubce Ciąg dalszy telenoweli 23.02.09, 02:09
          Właśnie jestem po rozmowie z moim hm? chłopakiem?, która mnie
          utwierdziła w przekonaniu, że należy się rozstać. On mówi, że się
          jednak nie chce starać, bo się boi, ze to pójdzie na marne. Znowu
          też gadał, że powodem naszego rozstania jest na pewno inny facet- a
          ja nawet zapomniałam, że istnieją faceci!
          Niech mnie ktoś przytuli :( (najlepiej on- a zaraz potem, żeby
          zniknął- da się tak?)
          • turzyca Re: Ciąg dalszy telenoweli 23.02.09, 02:15
            glask, glask, glask.

            • mlekowtubce Re: Ciąg dalszy telenoweli 23.02.09, 02:24
              Dziękuję :)
              • turzyca Re: Ciąg dalszy telenoweli 23.02.09, 02:32
                A tak w ogole to skombinuj sobie gay-frienda. Bardzo dobre rozwiazanie, jest sie
                do kogo poprzytulac, a nawet jak jestescie zupelnie nietrzezwi nie zrobicie
                zadnej glupoty. ;P
                • mlekowtubce Re: Ciąg dalszy telenoweli 27.02.09, 00:51
                  Dawno sie nie odzywałam, a trochę się wydarzyło:
                  Rozstałam się z Nim. Już zdążyliśmy pooddawać sobie wszytskie rzeczy
                  itd. Wiecie co on mi powiedział przy rozstaniu? Zapytał co by było
                  jakby mi się oświadczył, bo zamierzał to zrobić w niedługim czasie.
                  Kurde, przez 3 lata o tym marzyłam, a on teraz? nagle się obudził?
                  Niestety za późno :(
                  A najgorsze w tym wszytskim jest to, że ja tak naprawdę kompletnie
                  nic nie czuję w tym momencie. Nie wylałam ani jednej łzy, normalnie
                  funkcjonuję. Wcześniej przy każdej kłótni zalewałam się łzami. Boję
                  się, że to jednak przyjdzie któregoś dnia ze zdwojoną siłą.. Czy to
                  w ogóle normalne? Po prawie 4 latach związku z człowiekiem, któremu
                  oddałam całą siebie, o którym myślałam aż do końca, że to ten jedyny
                  i na całe życie? Zaczynam myśleć, że jestem cyborgiem. A może to po
                  prostu do mnie jeszcze nie dotarło? Dopiero tydzień minął, a ja
                  robię wszytsko, żeby o tym nie myśleć- wychodzę z domu rano do
                  szkoły, potem praca, odświeżanie kontaktów ze znajomymi itd. i
                  wracam po nocy, czytam forum i idę spać.
                  Jutro rano jadę na zasłużony urlop- będę przez tydzień szaleć na
                  stoku i dalej nie myśleć o nim :(
      • luliluli Re: Trzymajcie mnie, bo nie mogę... 23.02.09, 13:39
        lavaenn, jesteś studentką?:) ja już mam etap częstych odwiedzin za
        sobą i od pewnego czasu przyjeżdżam do rodziców dwa razy w miesiącu -
        co nie zmienia faktu, że wyjeżdżając cieszę się, że to już koniec
        wizyty:P rodzice chyba mają to do siebie, że "wszystko wiedzą
        lepiej" i "znają Cię, więc wiedzą, co dla Ciebie dobre", a poza
        tym "widzą też z boku, więc j.w." oraz często "mówili, że masz
        zrobić inaczej, a Ty się uparłaś i teraz masz - klops":D z rodziną
        najlepiej obcować rzadko i niezbyt intensywnie - wtedy każde
        spotkanie jest miłe i sympatyczne:) a im szybciej się kończy, tym
        bardziej prawdopodobne, że nie dojdzie do etapu "porozmawiajmy o
        Twoim życiu":D:D:D <głaszcze na pocieszenie> nie martw się, jak się
        wygadają, to im przejdzie;)
        • bebe.lapin Re: Trzymajcie mnie, bo nie mogę... 23.02.09, 14:02
          Otoz to. Moja rodzinka stala sie znosna, a nawet przesympatyczna jak wybylam na
          odleglosc 1500 km na rok. Wszelki kontakt-telefoniczny, mailowy- nalzy dozowac z
          umiarem, nie czesciej niz raz na miesiac. Po takiej kuracji zaczynaja doceniac
          twoja obecnosc w domu, nie dluzej jednak niz przez miesiac. Zainteresowanych
          terapia zapraszam do kontaktu z wydzialowym koordynatorem programu
          Socrates-Erasmus lub z ambasada wybranego kraju, celem znalezienia stypendium na
          studia "z wlasnej inicjatywy" :D
          ---
          Ezoteryczny Poznań
        • lavaenn Re: Trzymajcie mnie, bo nie mogę... 23.02.09, 18:14
          no jestem... też często nie przyjeżdżam, 2-3 razy na semestr, 400 km
          to jednak spory kawałek. i czynnik zdecydowanie polepszający moje
          relacje z rodziną ;)
          nawet nie o to chodzi, że "wiedzą lepiej", tylko próbują z powrotem
          zrobić ze mnie dziecko, którego trzeba na każdym kroku pilnować i
          wycierać nosek, podczas gdy ja próbuję jakoś się poukładać i
          utwierdzić się w przekonaniu że jestem dzielna, mądra, i coraz mniej
          zakompleksiona :/
          dobra, wiem że to typowe dla rodziców, tylko że tydzień w domu
          bardziej mnie zmęczył niż sesja. ale na szczęście już wracam ;)
          • bebe.lapin Re: Trzymajcie mnie, bo nie mogę... 23.02.09, 18:57
            A wiesz co? Moze daj sie rozpieszczac? :) Bo jesli dobrze zrozumialam, to
            problemem jest tylko poczucie upupienia-spojrzyj na to z dystansu i wyciagnij
            wszelkie mozliwe korzysci ;)
    • justinehh Re: Wygadaj się-brak odpowiedzialności za treść p 23.02.09, 02:06
      Niektórzy ludzie są porządnie porąbani, relacje z nimi tak samo, a już na pewno
      nie wolno im ufać ...
      • mlekowtubce co ja zrobiłam?! 16.03.09, 00:12
        wczoraj odrzuciłam oświadczyny!!
        Przez 3 lata marzyłam o tej chwili, a jak w końcu nadeszła ja
        powiedziałam nie. Teraz nie wiem czy nie będę tego żałować- owszem
        chwilę na oświadczyny wybrał najgorszą z możliwych- tzn po
        rozstaniu, w momencie gdy ja próbuję sobie wytłumaczyć, że jest mi
        dobrze samej, ale może tym razem by się udało? Przepraszał i
        obiecywał poprawę- inaczej niż zawsze- widziałam w jego oczach, że
        naprawdę żałuje tego jaki był i, że kocha itd...
        Napiszcie mi, że dobrze zrobiłam- że oni się nigdy nie zmieniają i
        tylko bym żałowała gdybym powiedziała tak- bo teraz mam wielkie
        wątpliwości :(
        • turzyca Re: co ja zrobiłam?! 16.03.09, 01:16
          pfr. Ja nie doszlam do oltarza, tzn. do urzednika w USC. A potrzebne dokumenty
          byly juz do odbioru. I tez mi tego w ktoryms momencie bylo bardzo zal, ale jak
          sobie czasem teraz o tym pomysle, to sie ciesze, ze sie nie musze rozwodzic.
          Nieformalne rozstanie jest i tansze i latwiejsze. :)

          A co do zmian - mezczyzni maja nadzieje, ze kobieta po slubie sie nie zmieni,
          kobiety, ze mezczyzna po slubie sie zmieni. OBIE strony sie myla. :)
        • chocochoco Re: co ja zrobiłam?! 16.03.09, 01:22
          Oni się nie zmieniają, to jest pewne, miesiąc lub dwa miesiące byłby słodki i
          miły, a potem znowu taki jak wcześniej, nie masz czego żałować!! Po co Ci potem
          babranie się z rozwodem??;-)
          • bebe.lapin Re: co ja zrobiłam?! 16.03.09, 02:22
            Dobrze zrobilas, skoro wczesniej ze soba zerwaliscie. Ja wychodze z zalozenia,
            ze tego typu kroki nie sa szczere w sensie, ze jakby naprawde tego chcial/o
            czyms pomyslal/itd, to by to zrobil wczesniej, a nie jak juz wszystko runelo/jak
            sie ludzie poklocili/ jak juz ten drugi ma za zle zrobienie czegos itd.
            Moj maz tez ma tendencje do reagowania po fakcie i rozpaczliwych ruchow, a efekt
            tego jest taki, ze po 3-miesiecznym mieszkaniu z nim za granica(dojechalam pare
            miesiecy po slubie), gdzie on ma prace, rodzine i znajomych a ja nic, nie dalo
            sie juz wytrzymac. Nic do niego nie docieralo, za kazdym razem sie oczywiscie
            tlumaczyl, przepraszal i caly ten cyrk, a potem znowu to samo. I teraz pisze z
            Polski, a ksiaze ma czas na zastanowienie sie nad soba i swoimi priorytetami, a
            jak dojdzie do pozadanych ;) wnioskow, to ma sie tu u mnie pojawic i mnie o tym
            przekonujaco poinformowac, a jak nie to....nie wiem co bedzie, bo ja na tych
            samych warunkach juz nie wroce :(.I jest mi z tym bardzo ciezko;(, tez mam
            watpliwosci, ale ostatecznie trzeba myslec tez o wlasnym dobru. A jestesmy ze
            soba od 4,5 roku...
        • martulka_s Re: co ja zrobiłam?! 16.03.09, 08:35
          Trafią ci się jeszcze lepsze oświadczyny, niż takie "żeby tylko wróciła" ; )
          Naprawdę przez trzy lata marzyłaś o takich rozpaczliwych? Wątpliwości to
          normalna rzecz, przechodzą po pewnym czasie.
        • luliluli Re: co ja zrobiłam?! 27.03.09, 11:51
          mlekowtubce, dobrze zrobiłaś:)

          Oświadczyny powinny być efektem chęci kontynuowania już na innym
          poziomie udanego związku, a nie zwieńczeniem totalnej rozpierduchy.

          Jak naprawdę się zmieni i to długotrwale, to niech się oświadcza.
          Nie inaczej i nie w sytuacji, gdy rany rozpaprane a w głowie mętlik.
          Niech się nareszcie pozbiera i na coś zdecyduje, a potem w tym trwa,
          bo widzę, że ten pan się miota jak szalony:)
        • kotwtrampkach Re: co ja zrobiłam?! 16.03.10, 22:55
          każdy ma szansę i możliwość się zmienić, bardzo w to wierzę. Jeżeli ma tak być w
          Twoim (a dokładnie jego) przypadku, to tylko zmieniając otoczenie (zrywając),
          mozesz wpłynąć na jego rozwój osobisty (czyli może się zmienić na lepsze). Gdyby
          miało zostać po staremu (nawet z papierkiem) - zmiany nie mają szans. A jeżeli
          On zmieni się na lepsze nie dla Ciebie.. NO cóż, zostaje satysfakcja.. A moze
          wiedza na przyszłość?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka