Dodaj do ulubionych

Silne i mądre kobiety

21.01.09, 01:01
Mam wrażenie, że pełno takich wśród lobbystek, to bardzo krzepiące.
A o kim innym możecie tak powiedzieć? Które kobiety są dla Was
inspiracją? Jak łączyć wrażliwość z siłą i kobiecością?
Ja aktualnie jestem pod wrażeniem Michelle Obamy:) Trochę obok
dzisiejszego zaprzysiężenia jej męża, warto przyjrzeć się tej silnej
i mądrej kobiecie. Bardzo poukładanej, bardzo inteligentnej i ze
zdrowym dystansem do świata:) A przy tym wygląda na interesującą
partnerkę i super mamę.
Obserwuj wątek
    • kaga9 Re: Silne i mądre kobiety 21.01.09, 01:10
      Ogromne wrażenie zrobiły na mnie "Wspomnienia wojenne" Karoliny Lanckorońskiej.
      Wielka, silna, odważna kobieta. Mój ideał.
    • wariamiktoria Maria Skłodowska-Curie 21.01.09, 07:05
      Dla mnie jest to niemal ideał. A na pewno wzór do naśladowania. Miała oczywiście wady, nawet sporo tych wad. Ale to co zrobiła dla świata przebija wszystko. Pomimo depresji dokonywała odkryć, walczyła ze swoją niechęcią do ludzi aby zdobyć środki na budowę Instytutów w Warszawie i w Paryżu. Dzięki jej działaniom podczas I wojny światowej przeszkoliła setki osób, zdobyła kilkadziesiąt aut które wyposażyła ze zdobytych środków w aparaty rentgena. W ten sposób uratowała tysiące osób. No i oczywiście jej rad dał ogromny skok w kwestii leczenia raka.
      Zresztą dwie nagrody Nobla też przemawiają za nią :)
      Jeśli któraś z Was byłaby zainteresowana bliżej jej postacią to przygotowałam kilka prezentacji na jej temat. Poprowadziłam kilkadziesiąt zajęć na jej temat. No i próbuję wymyślić temat pracy magisterskiej, który umożliwiłby mi pisanie na polonistyce o niej.
      • agnesp76 Re: Maria Skłodowska-Curie 21.01.09, 13:48
        A ja też bym chętnie poczytała :)
        • milstar Re: Maria Skłodowska-Curie 21.01.09, 14:51
          Ja też bym poczytała :)
          A praca może ze słowotwórstwa? Taka nieco pośrednia, w końcu ona wynalazła 2 pierwiastki i je nazwała
          • wariamiktoria Re: Maria Skłodowska-Curie 21.01.09, 18:51
            Dziewczyny wysłałam Wam na maila. Można też poczytać tutaj:
            1) docs.google.com/Presentation?docid=dc5rdpwr_8c8bd5wcz&hl=pl
            2) docs.google.com/Presentation?docid=dc5rdpwr_18mxcbrtxs&hl=pl
            3) docs.google.com/Presentation?docid=dc5rdpwr_58hf2p4bc3&hl=pl
            To są prezentacje, które robiłam jeszcze w liceum także jakoś nie taka. Teraz
            skupiłabym się na innych zagadnieniach.
            A praca z okolic pozytywizmu, ale może słowotwórstwo to dobry pomysł :)
            • plica Re: Maria Skłodowska-Curie 22.01.09, 13:29
              > Dziewczyny wysłałam Wam na maila.

              tez poprosze
              • wariamiktoria Re: Maria Skłodowska-Curie 25.01.09, 21:05
                Plica, w poście wyżej są linki do prezentacji.
                Już rozmawiałam z "moją" doktor i nie widzi przeciwwskazań żebym nie pisała o
                Marii Curie Skłodowskiej w magisterce. Trochę to potrwa bo dopiero na 3 roku
                jestem a dr w czerwcu robi habilitację.
                No i praca będzie bliżej literatury, językoznawcą wybitnie nie jestem (choć
                babrać się w tym uwielbiam) a literaturoznawcą już bliżej.
                • milstar Re: Maria Skłodowska-Curie - świetne prezentacje 27.01.09, 17:44
                  wariomiktorio- właśnie przejrzałam Twoje prezentacje. Odwaliłaś kawał dobrej roboty na temat tej niesamowitej kobiety. Dobrze się czyta, strona graficzna też w porządku, ciekawe informacje. Gratuluje
    • plica Re: Silne i mądre kobiety 21.01.09, 07:28
      ja ubolewam, ze nie bardzo mam kogo wskazac. z jednej strony mamy cierpietnice - oddane matki polki, zdolne do najwyzszych poswiecej i ustepstw, z drugiej strony rozkrzyczane "feministki", ktorych forma wyrazu nie do konca mi odpowiada (np. Gretkowska). brakuje mi czegos pomiedzy, a moze z calkiem innej beczki. jakiejs takiej moze podrasowanej Janion, bardziej inteligentnej Środy czy cos w tym kierunku :) jakas gazeta organizuje teraz wybory Polki roku wyborcza.pl/1,81388,6135896,Polka_2008.html - tak na dobra sprawe nie bardzo mam kogo wskazac z wymienionych propozycji :)
      czesto wygrzebuję jakies biografie z odmetow historii w poszukiwaniu kobiety ideału, dlatego chetnie poczytam wiecej o Curie-Skłodowskiej :)
    • zooba Re: Silne i mądre kobiety 21.01.09, 09:24
      Czytam właśnie "W dżungli życia" Beaty Pawlikowskiej - jest to rodzaj
      autobiografii - podoba mi sie bardzo, jest inspirująca ale bez amerykańskiego
      zadęcia w stylu mówców motywacyjnych. Może nie jest to kobieta-skała, do
      postawienia na postumencie ale taka bohaterka na moją miarę.
    • swierszczowa1 Maheda :) 21.01.09, 12:45
      Bardzo ale to bardzo podoba mi się jej dystans i mądrość:) Maheda
      jak coś powie - to warto tego słuchać:)
      • wera9954 Re: Maheda :) 21.01.09, 14:16
        Podpisuję się wszystkimi kończynami :)
    • paskudek1 Re: Silne i mądre kobiety 21.01.09, 13:41
      a ja lubię Bonę Sforzę. Kurcze ta je walka z wiatrakami w Rzeczypospolitej, to jej niezrozumienie mechanizmów a jednoczesnie doskonałe wejście w te mechanizmy rządzenia. Kobieta nie na tamte czasy i nie na tamto miejsce. Gdyby przysłżo jej rzędzić Anglią, albo jakimś włoskim księstwem zbudowałaby potęgę. A tak.... szarpała się rpzez całe życie.
    • pierwszalitera Więcej niż tylko first lady 21.01.09, 13:58
      Michelle Obamę podziwiam za to, że ma dobrego niucha do facetów z górnej półki. ;-) Na razie więcej o niej nie wiem, więc trudno ocenić resztę. Jeżeli mam być jednak szczera, to rola poukładnej first lady mnie nie zachwyca. O wiele bardziej podziwiam Hillary Clinton. Podoba mi się, że nie chciała zostać tylko w cieniu swego męża, ale rozbudowała własną karierę polityczną. Cenię ją za cięty język, motywację i chęć władzy. A przy tym wygląda niewinnie i kobieco. ;-) I chociaż życzę Ameryce Obamę, to jednak kibicowałam na początku Hillary i gdyby to ona, jako pierwsza kobieta w USA została wybrana na to stanowisko, to chyba w feministycznym rauszu spaliłabym co najmniej jeden stanik. ;-)
      • jolka-pol-ka Re: Więcej niż tylko first lady 21.01.09, 16:07
        pierwszalitera napisała:
        kibicowałam na początku Hillary i gdyby to
        > ona, jako pierwsza kobieta w USA została wybrana na to stanowisko,
        to chyba w
        > feministycznym rauszu spaliłabym co najmniej jeden stanik. ;-)

        no ale chyba jakiś rozciągnięty???
      • nanah Re: Więcej niż tylko first lady 21.01.09, 23:57
        Fajnie to określiłaś: niuch do facetów z górnej półki:) To mnie właśnie w niej
        zainteresowało. Zobaczymy, jaką First Lady będzie, ale bynajmniej nie wygląda na
        osobę lubiącą być w cieniu. Dała się już poznać jako dobry mówca, a ponadto ma
        rewelacyjne wykształcenie i doświadczenie zawodowe. Ciekawa jestem jak będzie
        się zachowywać w przyszłości.
        Co do Hilary Clinton - to rzeczywiście szkoda, że takie dwie osobowości
        startowały akurat w jednych wyborach. Niemniej wpływ na światową politykę cały
        czas będzie mieć przecież jako sekretarz stanu:) Mnie się w Hilary jeszcze
        podoba to, w jaki sposób poradziła sobie z, jakby nie było, publicznym
        upokorzeniem aferą rozporkową. Ma dla mnie mnóstwo klasy!
    • mauzonka Odczuwam brak takich:( 21.01.09, 22:39
      Z przykrością muszę przyznać, że odczuwam brak takich silnych i mądrych kobiet w swoim otoczeniu. Mam te same odczucia co Pilica, jeśli chodzi o kobiety w życiu publicznym czy kulturalnym. A jeśli chodzi o takie zwykłe życie codzienne, to naprawdę ciężko mi znaleźć jakieś fajne babskie wzorce do naśladowania.

      Gdy już znajdzie się ktoś mądry i silny, to prawie zawsze jest to facet. "Jakość" znajomych kobiet pod tym względem oceniam na dużo poniżej jakości polskiego rynku staników G+ :)
      • kasica_k Re: Odczuwam brak takich:( 22.01.09, 01:27
        Niestety muszę się pod tym podpisać. Jakoś więcej widzę wokół siebie sensownych
        mężczyzn niż kobiet i jest mi z tego powodu smutno ogromnie. Przez niektóre baby
        robi się ze mnie męska szowinistyczna świnia, mimo że tak ogólnie, to jestem
        feministką ;) Na szczęście zdarzają się od czasu do czasu jednostki, które
        przywracają mi wiarę w damski ród.

        No i nie wzbogaciłam wątku...
        • pierwszalitera Re: Odczuwam brak takich:( 22.01.09, 02:34
          Wydaje mi sie, że rzeczywistość wcale nie jest tak pesymistyczna. Może jesteśmy tylko dla naszych współtowarzyszek zbyt surowe, a facetom dajemy kilka bonusowych punktów, właśne z tego powodu, że są facetami? Może facetom dlatego łatwiej urosnąć w naszych oczach, bo nie muszą być dla nas perfekcyjni? Chyba więcej im wybaczamy i lubimy się nimi zachwycać. A na inne kobiety stosujemy podobnie ostrą miarkę jak na siebie, to nie dziwota, że nie mogą nas zadowolić. ;-)
          • plica Re: Odczuwam brak takich:( 22.01.09, 13:47
            bonusy facetom ? never :)
            ale zgadzam sie, ze czesto jestesmy zbyt surowe dla innych kobiet i
            oceniamy je niekorzystnie na konto facetow. coz, zdarza sie, pracuję
            nad tym (razem z szefową) :) i widze postepy :)
            z drugiej strony nie lubie przegiec - taryfa ulgowa ze wzgledu na
            plec kloci sie z moim poczuciem sprawiedliwosci :)
            • pierwszalitera Re: Odczuwam brak takich:( 22.01.09, 15:34
              plica napisała:

              > bonusy facetom ? never :)

              Zakład, że jednak? ;-) Czyż nie zdarzało się nam wybaczyć jakiemuś facetowi zachowania typu: egoizm, nieuprzejmość, agresja, brak taktu i wyczucia, nie liczenie się z uczuciami i emocjonalnymi potrzebami innych, czasem nawet otwarty szowinizm wobec kobiet oraz całkowite olewanie praktycznych i ważnych dla nas stron życia? Tylko dlatego, że facetowi wolno i na dodatek on taki mądry i słodki? ;-) Kobieta za takie grzechy dostaje od nas natychmiast po łbie. ;-)
              • plica Re: Odczuwam brak takich:( 23.01.09, 07:28
                > Zakład, że jednak? ;-) Czyż nie zdarzało się nam wybaczyć jakiemuś facetowi zac
                > howania typu: egoizm, nieuprzejmość, agresja, brak taktu i wyczucia, nie liczen
                > ie się z uczuciami i emocjonalnymi potrzebami innych, czasem nawet otwarty szow
                > inizm wobec kobiet oraz całkowite olewanie praktycznych i ważnych dla nas stron
                > życia? Tylko dlatego, że facetowi wolno i na dodatek on taki mądry i słodki? ;
                > -) Kobieta za takie grzechy dostaje od nas natychmiast po łbie. ;-)

                wybaczyc - owszem - inaczej zylabym zupelnie sama samiusienka. wybaczac trzeba :) ale opieprzyc zdrowo tez trzeba. i predzej chyba wybaczam kobietom - typu mama, kolezanka :)
          • roza_am Re: Odczuwam brak takich:( 22.01.09, 16:12
            Wiesz co, coś w tym jest co mówisz. Jeśli facet nam imponuje pod jakimś względem, to raczej nie zwracamy uwagi na resztę jego osobowości. Jeśli imponuje nam kobieta, natychmiast podnosimy jej poprzeczkę i chcemy, żeby imponowała pod każdym możliwym i niemożliwym względem.
            Teoretycznie rozwiązaniem jest urealnienie (czyli w praktyce obniżenie) poprzeczki wymagań dla tychże kobiet. Skoro pod jakimś względem są dla nas mistrzyniami, to korzystajmy z tego, a resztą ich osobowości się nie przejmujmy, w wyniku będziemy bardziej zadowolone. Niby proste, ale... Ta potrzeba posiadania absolutnego kobiecego autorytetu jest bardzo silna i bardzo trudna do wyeliminowania (urealnienia oczekiwań). Nie wystarczy sobie wytłumaczyć poznawczo, że dane oczekiwania są nierealistyczne. To siedzi w nas głębiej, na bardziej emocjonalnym poziomie. Gdzieś w głębi duszy potrzebujemy absolutnego, totalnego wzorca kobiety doskonałej, ideału do którego mogłybyśmy dążyć. Czy masz jakiś pomysł, co można z tym zrobić? Jak zaspokoić lub konstruktywnie wyciszyć tę potrzebę, urealnić ją?
            To mnie interesuje nie tylko od strony psychologicznej, potrzeb pojedynczej jednostki, ale bardziej ogólnie, na poziomie społecznym, kulturowym itp. Przecież, jak się okazuje, jest to zjawisko dość powszechne, dotyczące wielu z nas. Czy zawsze istniał taki głód kobiet-wzorów, czy to specyfika naszych czasów? itd. itp.
            • pierwszalitera Wzorce 22.01.09, 18:40
              Wiesz? To temat rzeka. ;-) Moim zdaniem wiele kobiet nie uświadamia sobie nawet, że stosuje na kobiety i mężczyzn zupełnie oddzielne miary. Przy tym aktualny wzorzec dla kobiety, jest zupełnie nierealistyczny, a nawet sprzeczny. Wynika to z wielkich przemian obyczajowych w naszym społeczeństwie. Stary patriarchalny model kobiety był może niewygodny, ale prosty. Kobieta była podporządkowana mężczyźnie i spełniała się w żeńskim świecie jako żona, matka, atrakcyjna kochanka, opiekunka rodzinnego ogniska, pielęgniarka itp. Już przy tych typowych kobiecych rolach jest mnóstwo pracy, a po wejściu kobiety do świata męskiego chcemy jeszcze zarabiać nasze pieniądze, spełniać się zawodowo, robić karierę, zdobywać władzę i nie zapominać o samorealizacji. Realnie chcemy być i kobietą i mężczyzną jednocześnie. Trochę wiele na raz, bo z niczego nie chcemy naturalnie rezygnować, we wszystkim chcemy być dobre, a nawet perfekcyjne, a kompromisy, w zasadzie tylko wyraz pragmatyzmu, są dla nas wyrazem słabości i mniej lub większej porażki. Jeżeli jakiś wybitny naukowiec spędza całe dni w swoim laboratorium i spotyka swoje dzieci tylko przy zasypianiu, to nikt nie widzi dużego problemu. Tatuś weźmie dzieciaki w jakiś weekend do zoo i będzie git. Gdyby robiła to kobieta, to może i środowisko nie od razu okrzyknęłoby ją wyrodną matką, ale ona sama pewnie miałaby wątpliwości. A na bycie mądrą i wyróżnienie się czymś, trzeba mieć jednak czas. My same najbardziej podziwiamy kobiety, które potrafią pogodzić wszystko, tradycyjną i nowoczesną rolę kobiety. To jednak bardzo wysoka i często nierealistyczna poprzeczka. Robimy więc te kompromisy, ale nie darujemy ich, ani sobie, ani innym kobietom. Kobiety w polityce oceniane są po tym co na sobie noszą, aktorki według erotycznej atrakcyjności, kariera naukowa zależy często od stanu rodzinnego, a kobietę niezwiązaną, zajmującą wysokie "męskie" stanowisko, podejrzewa się o oziębłość, albo inną odpychającą dla facetów cechę. Ten totalny wzorzec kobiecej doskonałości utrudnia nam samym tylko życie. Co można z tym robić? Czy ja wiem? ;-)
              • plica Re: Wzorce 23.01.09, 07:31
                Co
                > można z tym robić? Czy ja wiem? ;-)

                mozna. czym wiecej kobiet zaprotestuje przeciwko "baby do garów" - tym reszcie bedzie lzej :)
                • luliluli przy okazji offtopowania;) 23.01.09, 08:23
                  rozumiem, że chodzi o to, aby nie stać się kobietą od garów? to jak
                  najbardziej:) ale jak mam wychodzić na ulicę i uszczęśliwiać na siłę
                  baby przy garach, to odpadam;) już i tak wiele wysiłku mnie kosztuje
                  wieczne bronienie kobiet-kierowców - niestety z czasem coraz mniej
                  wierzę w słuszność swoich "obronnych postulatów".
                  Odpadam także jeśli ma to polegać na zamianie ról - to teraz ja będę
                  rządzić a mężczyźni do garów! takie coś mnie skrajnie rośmiesza, bo
                  jakoś trudno nazwać to inaczej niż źle pojęta sprawiedliwość
                  dziejowa:) zamiana ról ofiary i kata to nie to samo co równość.

                  Krzewię natomiast namiętnie konieczność równouprawnienia w
                  wychowaniu dzieci - robię to z egoizmu, bo nie wyobrażam sobie, by
                  mój mąż nie potraktował automatycznie i nieodwołalnie istnienia
                  równości w tej kwestii.

                  No i rzecz raczej zupełnie oczywista - więc tym samym nie wymagająca
                  specjalnego "krzewienia", a raczej wywołująca wybałuszanie oczu
                  jeśli nie istnieje - równość w dostępie do szeroko pojętych
                  przyjemnośći:> jak słyszę, że ktoś ma problem z tym, że jego
                  partnerka robi coś sama (czy to w kwestii zainteresowań, czy też po
                  prostu spędzania wolnego czasu), to łapię się za głowę...

                  a autorytety? hmm, myślę i myślę i nic ale to nic do głowy mi nie
                  przychodzi tak istotnego, zeby się szczególnie rozpisywać. Niemniej
                  jednak pośród mężczyzn też nie znajduję kogoś, kogo mogłabym tu
                  wpisać. Za poprawność polityczną uważam wymienianie "oklepanych
                  standardów" w stylu Jan Paweł II i Dalajlama;)
                  • luliluli Re: przy okazji offtopowania;) 23.01.09, 08:25
                    ups, rozpisało mi się niepostrzeżenie:) no nic - to oczywiście nie
                    tylko odpowiedź na post plicy;)
                  • plica Re: przy okazji offtopowania;) 24.01.09, 12:07
                    luliluli napisała:

                    > rozumiem, że chodzi o to, aby nie stać się kobietą od garów? to jak
                    > najbardziej:) ale jak mam wychodzić na ulicę i uszczęśliwiać na siłę
                    > baby przy garach, to odpadam;) już i tak wiele wysiłku mnie kosztuje
                    > wieczne bronienie kobiet-kierowców - niestety z czasem coraz mniej
                    > wierzę w słuszność swoich "obronnych postulatów".
                    > Odpadam także jeśli ma to polegać na zamianie ról - to teraz ja będę
                    > rządzić a mężczyźni do garów! takie coś mnie skrajnie rośmiesza, bo
                    > jakoś trudno nazwać to inaczej niż źle pojęta sprawiedliwość
                    > dziejowa:) zamiana ról ofiary i kata to nie to samo co równość.
                    >

                    a ja wlasnie mam czasem zaciecie i tlumacze znajomym babkom "hej, niech se sam ugotuje, jestes przeciez zmeczona a on odpoczywa"

                    jesli chodzi o kierowcow - u mnie wychodzi po rowno zlych kierowcow i kierownic (ew. kierowczyń, ew. kierowaczek), a ze ogolnie facetow jezdzi wiecej, wiec to oni mi sie bardziej na oczy rzucaja co rano i co popoludnie :)

                    zamiana rol dla mnie tez nie ma nic wspolnego z rownouprawnieniem, tylko jesli za taka zamiane bierzemy faceta na macierzynskim, to jestem za!
                • mmm-mm A propo garow... 23.01.09, 09:02
                  Gdybyscie pare godzin temu zobaczyly u nas za********** zlew... ktory ja
                  musialam uporzadkowac... Mama okropnie rozpuscila mojego ojca i brata, jesli
                  chodzi o porzadki i inne takie. Za to wymiguje sie skutecznie od gotowania. Mam
                  18 lat i nie umiem ugotowac najprostszej zupy z pamieci i sie z tego ciesze.
                  Gdybym umiala, to bym wazyla juz 40 kg, bo bym musiala wszystko robic, jak mama
                  nie ma czasu. Mlodsza siostra tez jest rozpuszczona, ale musi gotowac.
                  "Wszystkie" balaganiarze lubia porzadnie (lacznie z nia) zjesc u nas w
                  rodzinie:) A ja mam pol kilo niedowagi teraz i dalej nie nabralam checi do
                  jedzenia. Chociaz naprawde powinnam.
                  P.S. Nawet pomimo tego rozpuszczenia mama jest najlepsza i niezastapiona.
                • pierwszalitera Re: Wzorce 23.01.09, 14:15
                  plica napisała:

                  > Co
                  > > można z tym robić? Czy ja wiem? ;-)
                  >
                  > mozna. czym wiecej kobiet zaprotestuje przeciwko "baby do garów" - tym reszcie
                  > bedzie lzej :)


                  Nie do końca mnie zrozumiałaś. ;-) Mnie wcale nie chodziło o emancypację. Ja jestem w zasadzie już postemancypacyjna i piszę o problemach z niej wynikających. Chodzi o problematykę wzorca kobiety idealnej. By jemu odpowiadać musimy (chcemy) podjąć wyzwania świata męskiego, a jednocześnie zachować tradycyjną rolę kobiecą. Z różnych powodów. Uważamy ją za atut, sprawia nam przyjemność być dobrą matką, żoną, kochanką itp., jesteśmy w tej roli naprawdę dobre. Dlatego kobiety sukcesu sprawdzamy automatycznie zawsze na ich "kobiecość", przykłady podałam w poprzednim poście. Z drugiej strony traktujemy pogardliwe kobiety, tzw. niepracujące utrzymanki, zarzucając im często umysłową ociężałość, a jak kobieta zdecyduje się w pełni tylko na rolę matki, to będzie dla nas kurą domową bez ambicji. Chciałam w ten sposób pokazać, ża tak czy siak, nikomu nie dogodzimy i nawet nie mamy szans odpowiadać naszemu "ideałowi". By nim zostać musiałybyśmy mieć dwa życia, jako kobieta ORAZ jako mężyczyzna. Bo obu ról od siebie wymagamy i nie pozwalamy sobie wybierać. Ja jestem za tym, by kobieta mogła sobie wybrać. Jeżeli chce i ma warunki, to niech sobie odgrywa rolę tradycyjną z pełnym zaangażowaniem. Jeżeli ma inne ambicje, to niech dane jej będzie poświęcenie się karierze zawodowej i rezygnacja z rodziny. Jeżeli chce trochę tego, trochę tamtego, to by mogła obie rzeczy ze sobą pogodzić bez wyrzutów sumienia. Ale nie podoba mi się ten idealny wzorzec, który zmusza ją do heroicznego wysiłku wybicia się w każdej dziedzinie życia, zawodowej i domowo-rodzinnej, tylko w imię jakiejś tam perfekcji i dla miana kobiety doskonałej. O to mi chodziło, kiedy pisałam, że jesteśmy dla siebie i dla innych kobiet zbyt surowe i za dużo na raz wymagamy ;-)
                  • tfu.tfu Re: Wzorce 23.01.09, 16:11
                    a ja bym chciała móc się do końca dni moich wyłacznie kurodomowić i nie splamić
                    pracą :P wiem, jestem dziwna :P ale mój Luby świetnie gotuje i nie ma problemów
                    z zaopiekowaniem się mną, sobą i ewentualnym potomstwem WSPÓLNIE ;) inna rzecz,
                    że w obecnych warunkach kurodomowienie odpada z powodów czysto finansowych,
                    niestety :/
                  • plica Re: Wzorce 24.01.09, 12:14
                    rozumim rozumim o co cho. tylko, ze Polska jeszcze chyba nie wkroczyla w faze postemancypacji :) ja moze owszem, ale kobiety w Polsce nie bardzo. dlatego jako priorytet widze uswiadamianie (ciasniejsze obwody, wieksze michy) a dopiero potem zajmowanie sie tym, co z tego wynika (niechze ktos zrobi halfcupa 65GG). wiem, ze idealem byloby zajac sie wszystkim na raz, ale tak szczerze, to sama nie do konca wiem jaki mam plan na zycie. doskonale za to umiem okreslic to, czego nie chcem, i tego sie bede trzymac.
                  • masza.s tzw. Matki Polki 24.01.09, 18:26
                    Zgadzam się. Ja widzę jedynie to, że ludzie są między jednym stereotypem a
                    drugim. Albo jest nieszczęśliwa matka Polka albo bezdzietna egoistka
                    karierowiczka. Ewentualnie jeszcze hybryda tych obu, nieszczęśliwa matka, ale
                    egoistycznie pracująca wstrętna baba.

                    Ja tego nie łykam. Ani jednej, ani drugiej rzeczy. Szczerze wątpię, że praca,
                    kariera naukowa da każdej kobiecie szczęście. Myślę, że istnieje duża grupa
                    kobiet, które odnajdą się świadomie w życiu rodzinnym i domowym jedynie. Nie
                    trzeba być przez to głupią, mniej się rozwijać. Z dziećmi odciętą od świata być
                    nie trzeba. Można czytać, rozwijać się, edukować, uczyć nowych rzeczy i dzieci
                    nawet w tym pomagają. Nie podoba mi się, że tak się gnębi kobiety podejmujące
                    taką decyzję, będące pogardliwie "utrzymankami" ( wystarczy mieć dwójkę dzieci
                    przez jeden dzień i okazuje się, że praca w domu jest ciężko pracą).

                    Ja, jak pierwsza litera, będę za wyborem. To nie jest tak, że dawny, tradycyjny
                    model jest gorszy. Byłby gorszy, gdyby nie było alternatyw. W tej chwili
                    alternatywy są.

                    Także można być szczęśliwą mamą w domu, rozwijającą się, pełną ambicji,
                    inteligentną i szczęśliwą kobietą, można być wcale nieegoistyczną kobietą
                    biznesu bez dzieci, można być tym i tym, można prowadzić okręty, malować obrazy,
                    śpiewać, leczyć ludzi i babrać się w jakiś chemikaliach.

                    Z mojego rocznika 91 moje przyjaciółki to zwykle pewne siebie, młode kobiety.
                    Mam bardzo zdolne koleżanki w szkole. One na coś "nie możesz wybrać" zaśmieją
                    się komuś w nos. Bo doskonale zdają sobie sprawę, na ile je stać. Ba - z całą
                    świadomością wybiorą bycie kwiaciarką, jeśli tego będą chciały, olewając ambicje
                    rodziny. I tej świadomości życzę młodym ludziom. I tej pewności.

                    Mój idealny model? Pogodzić rodzinę i karierę. Jak któraś twierdzi, że się nie
                    da - poczekajcie 10, 15 lat. Jeszcze o mnie usłyszycie. ;)
              • mauzonka nie, tu nie chodzi o wymagania z kosmosu 23.01.09, 14:21
                Kiedy mówię, że ktoś mógłby być dla mnei wzorcem, to nie chodzi mi o to, że ma spełniac wymagania z kosmosu - godzić pracę, dom, rodzinę, dobrze wyglądać, dużo zarabiać, mówić w 5 językach i jeśli to kobieta, nosić dobrze dobrany stanik:)

                Nie, nie - kiedy mówię, że brak wokół mnie fajnych babek, to raczej chodzi mi o brak kobiet, które są organicznie zadowolone z sibie i tego, jakich wyborów w życiu dokonały. Spotykam się z babkami z pokolenia mojej mamy - 80% czasu pogaduszek poswięcają na gadanie o tym, która ma gorzej ze swoim facetem/mężem. Dziewczyny z mojego pokolenia - głównie narzekają na brak fajnych facetów, względnie na trudy zdobywania dochodów. Pokolenie mojej siostry - narzekanie na swoją jakże wyjatkowo denna sytuację to niemal 100% czasu.

                Narzekam więc nie na to, że kobiety wokół stoją albo przy grach, albo ciągle siedza w pracy, ale na to, że ciągle narzekają! Ze świecą szukać kobiety, która powie: tak, jestem zadowolona ze swoich wyborów życiowych, cieszę się z tego, jaka jestem.

                Natomiast facetów tego typu spotykam dużo więcej. Właściwie tacy nudziarze narzekający na każdą minutę swojego życia zdarzają się strasznie rzadko - choć oczywiście, wcale ich nie brakuje.

                Dlatego apeluję do kobiet o bycie zadowolonym z siebie - dla mnie już taka postawa jest wystarczającym powodem do bycia wzorcem:)
                • roza_am Re: nie, tu nie chodzi o wymagania z kosmosu 23.01.09, 14:36
                  Ale to chyba jedno wynika z drugiego. Nie jesteśmy z siebie, swojego życia zadowolone, bo chcemy za dużo naraz, stawiamy sobie nierealistyczne cele. Problem IMO polega na tym, że te mega-oczekiwania narzucamy sobie same, że nie tyle "musimy" je spełniać by być wzorowymi kobietami, co same "chcemy" być takie super-doskonałe w każdej dziedzinie, której się podejmujemy. Chcemy tego w głębi duszy, pewnie dlatego, że mamy to mocno wdrukowane już od maleńkości np. przez przekaz kulturowy. A to, że "wiemy", że coś jest nierealistyczne i zupełnie nam do szczęścia niepotrzebne, nie musi mieć z tym wdrukowanym nic wspólnego.
                  • nanah Re: nie, tu nie chodzi o wymagania z kosmosu 23.01.09, 14:55
                    Dokładnie! Chciałam napisać coś podobnego - perfekcjonistyczne standardy, które
                    grają nam w głowach nie pozwalają być z siebie zadowolonymi. Ma więc rację i
                    Pierwszalitera, gdy pisze o wewnętrznym przymusie podejmowania wszystkich
                    możliwych ról na tip-top oraz Mauzonka, gdy pokazuje tego efekt, czyli kobiety
                    wciąż narzekające, wciąż nie dość usatysfakcjonowane.
                    Dla mnie siła i mądrość, o której myślałam zakładając ten wątek tkwi właśnie w
                    akceptacji i życzliwości w stosunku do swojej kobiecości oraz podejmowaniu
                    różnych rzeczy w życiu, bo się tego naprawdę chce. Nie, jak często bywa, bo mówi
                    tak wewnętrzny poganiacz.
                • luliluli Re: nie, tu nie chodzi o wymagania z kosmosu 23.01.09, 14:58
                  spłycę troche problem - to też kwestia odmienności w podejściu do
                  innych ludzi. Uogólniając - mężczyźni (pewnie nie wszyscy) nie mają
                  w zwyczaju przy piwie rozmawiać o kłopotach z erekcją, niskich
                  zarobkach, złym nastroju i tym, że nie radzą sobie w pracy, a
                  kobieta na nich krzyczy i każe trzepać dywan.
                  A kobiety rozmawiają o tym wszystkim bez oporów. I sądzę, że to nie
                  kobiety mają problem z marudzeniem (choć wiele z nich na pewno
                  przesadza z ilością narzekań w każdej wypowiedzi:) a mężczyźni z
                  otwartym komunikowaniem się. Choć ja akurat chętnie zgadzam się na
                  to, by mój mąż nie omawiał tych wszystkich kwestii wśród kolegów;)

                  Odpowiednikiem kobiecych wynużeń o problemach są dla mnie częściowo
                  (bo znowu nie-wszyscy-mężczyźni tak robią) opowieści o
                  nieistniejących megasukcesach na polu zawodowym, żarty o tym, jak to
                  się jest panem i władcą w domu i jaka to nieporadna jest kobieta -
                  konkretna, ale też ogólnie - każda.
                  Osobiście wolę posłuchać marudzenia kobiet niż takich niby-
                  optymistycznych głupot. Ale zgadzam się, troche tego marudzenia za
                  dużo:) może czasy mamy jakieś ciężkie?;))) albo po rpostu znowu
                  wyłazi na wierzch to słynne polskie malkontenctwo:)
                  • nanah Re: nie, tu nie chodzi o wymagania z kosmosu 23.01.09, 15:08
                    Czasy jak czasy:) W każdych są jakieś wyzwania i trudności. Niemniej aktualnie
                    w pędzie i pomieszaniu ról możemy się rzeczywiście trochę i my, kobiety i
                    mężczyźni gubić.
                    Mężczyźni często swoich trosk i niepewności nie komunikują, bo nie przystoi. To
                    też trudne, tak jak i równie perfekcyjny wzorzec bycia samcem alfa, świetnym
                    kochankiem, rewelacyjnym pracownikiem, ale i dobrym tatą, mężczyzną okazującym
                    uczucia, wsparciem dla swojej kobiety...
                    • pierwszalitera Re: nie, tu nie chodzi o wymagania z kosmosu 23.01.09, 15:27
                      nanah napisała:

                      To
                      > też trudne, tak jak i równie perfekcyjny wzorzec bycia samcem alfa, świetnym
                      > kochankiem, rewelacyjnym pracownikiem, ale i dobrym tatą, mężczyzną okazującym
                      > uczucia, wsparciem dla swojej kobiety...


                      o, facetom też zaczyna być trudniej. ;-) Bo jak taki spełni w końcu nasze wymagania i emocjonalne potrzeby, to też zaczynamy być niezadowolone, bo nagle jest taki soft... , jakby nie całkiem prawdziwy mężczyzna. ;-)
                      • plica Re: nie, tu nie chodzi o wymagania z kosmosu 24.01.09, 12:19
                        > o, facetom też zaczyna być trudniej. ;-) Bo jak taki spełni w końcu nasze wymag
                        > ania i emocjonalne potrzeby, to też zaczynamy być niezadowolone, bo nagle jest
                        > taki soft... , jakby nie całkiem prawdziwy mężczyzna. ;-)

                        to rpowadzi w prostej linii do przedefiniowania wzorca meskosci. to sie chyba juz dzieje, przynajmniej u mnie w glowie
                  • pierwszalitera Re: nie, tu nie chodzi o wymagania z kosmosu 23.01.09, 15:23
                    Zgodzę się częściowo. ;-) Jedna rzeczy tylko, która wydaje mi się ważna: Mężczyźni nie mają problemów z komunikacją, oni tylko komunikują inaczej niż kobiety. ;-) My lubimy otwartą komunikację, oni uważają ją z zbędną i mają kłopoty ze zrozumieniem jej sensu. Tak jak my wszystko problematyzujemy, nazywamy, omawiamy i wspólnie szukamy teoretycznych rozwiązań, tak oni starają się przechwałkami i "męską" akcją zostać liderem grupy i zyskać aprobację. To nie jest ich słabość, tylko inność. :-)
                    • mauzonka heh, chyba mam za dużo testosteronu 23.01.09, 15:36
                      Albo nikotyna mi estrogeny zabija:) Bo jakoś wyznaję zasadę, że obcym ludziom (czy to to babom, czy to chłopom) nie wypada narzekać na swój "marny los". Co innego w zażyłych relacjach, z mężem, mamą, siostrą, bliskimi przyjaciółmi.

                      A propos tego, co pisze pierwszalitera i luliluli: faceci, wśród których uchodzi przechwalać się swoimi sukcesami (realnymi i mniej:)) mają większą presję na zajmowanie się tym, czy rzeczywiście można zrobić na innych wrażenie. Bo jeśli nie bedą czegoś ciekawego robić, zwyczajnie nie będa mieli o czym gadac i wypadną z obiegu. Natomiast kobiety maja więcej luzu - nie muszą mieć żadnych psaji ani osiagnięć na tym polu, bo i tak będa zawsze sobie mogły pogadać z koleżankami o tym, jak jest im źle:) Czasami mam wrażenie, że w babskim towarzystwie niepowodzenia wręcz nobilitują...
                      • pierwszalitera Re: heh, chyba mam za dużo testosteronu 23.01.09, 15:44
                        mauzonka napisała:

                        > A propos tego, co pisze pierwszalitera i luliluli: faceci, wśród których uchodz
                        > i przechwalać się swoimi sukcesami (realnymi i mniej:)) mają większą presję na
                        > zajmowanie się tym, czy rzeczywiście można zrobić na innych wrażenie. Bo jeśli
                        > nie bedą czegoś ciekawego robić, zwyczajnie nie będa mieli o czym gadac i wypad
                        > ną z obiegu. Natomiast kobiety maja więcej luzu - nie muszą mieć żadnych psaji
                        > ani osiagnięć na tym polu, bo i tak będa zawsze sobie mogły pogadać z koleżanka
                        > mi o tym, jak jest im źle:) Czasami mam wrażenie, że w babskim towarzystwie nie
                        > powodzenia wręcz nobilitują.

                        No, coś w tym jest. :-) Bo my już od maleńkości nauczone, że dziewczynki mają być skromne i bidne, a duży świat niebezpieczny i zły. Ciągle nam coś niedobrego robi. Ale to dowód właśnie, że jesteśmy słodkimi dziewczynkami, a nie jakimiś brutalnymi babo-chłopami z nadmiarem testosteronu. ;-)
                        • thorrey Wychowanie 23.01.09, 16:02
                          Możę trochę offtopowo odnośnie wychowania.
                          Scenka pierwsza:
                          Ja do mojej mamy (wiek - 12-13 lat): A czemu on (mój brat) może nie
                          sprzątać pokoju, a ja muszę?
                          Moja mama (stanowczym i karcącym tonem) : Bo on jest chłopak

                          Scenka druga. Plaża, mazurskie jezioro, lipiec, gorąco, typowa
                          polska rodzina tatuś mamusia, starsza córka i syn.
                          Syn do ojca : Tato, ale ja nie chcę wypływać na głęboką wodą
                          Ojciec do syna : Synu, ale musisz. Nie masz wyboru, takie jest życie
                          musisz się przemóc, musisz walczyć

                          Córka do matki: Mamo, ja chcę płynąć dalej!
                          Matka do córki: nie ma mowy, jeszcze coś ci się stanie!

                          Scenka trzecia: Seminarium z pedagogiki wczesnoszkolej, jeden z
                          uniwersytetów w Polsce rok 2004, prezentacja studentki:

                          "Należy zapewnić zabawki właściwe dla danej płci, tj. lalki dla
                          dziewczynek, samochody dla chłopców"
                          KURTYNA

                          No ciekawe, jak przy takim praniu mózgu od maleńkości mamy czuć się
                          silnymi i mądrymi kobietami.

                          Ja sama siebie uważam za jakigoś mutanta dziwoląga, bo świadomie z
                          różnych powodów nie chcę mieć dzieci, między innymi dlatego, że nie
                          wyobrażam sobie jak mogłabym pogodzić wychowanie dziecka z pracą
                          zawodową - aż taką kariatydą nie jestem.

                          A w naszym społeczeństwie posiadanie dzieci=sens życia, dzięki czemu
                          raz na jakiś czas wpadam w ezgystencjalnego doła "jestem
                          nienormalna, nie chcę mieć dzieci". Trudno przy takim nastawieniu
                          czuć się silną i mądrą kobietą.

                          Mężczyźni nie mają tych problemów (dzieci wychowuje żona, dzięki
                          temu oni moga się poświęcić karierze), dlatego jest im milion razy
                          łatwiej.
                          • yaga7 Re: Wychowanie 24.01.09, 07:33
                            Nie przejmuj się, my też dzieci nie chcemy, ale absolutnie nie uważam się w związku z tym za mutanta dziwoląga. Moim zdaniem nie wolno się w takiej sytuacji uważać za mutanta, bo nie jest to prawda.
                            Każdy może mieć inny pomysł na życie i powinien móc go w spokoju realizować bez czucia się mutantem.
                            I jak najbardziej czuję się silną kobietą bez dzieci ;)

                            Jak chcesz, podam Ci namiary na ukryte forum dla bezdzietnych - może Ci pomoże świadomość, że nie jesteś jedyna :)
                            • thorrey Re: Wychowanie 24.01.09, 09:06
                              Yaga - bardzo dziękuje. Podaj mi namiary na gazetowego.
                              • yaga7 napisałam maila :) n/t 24.01.09, 10:28

                            • pierwszalitera Re: Wychowanie 24.01.09, 14:39
                              yaga7 napisała:

                              > I jak najbardziej czuję się silną kobietą bez dzieci ;)
                              >
                              > Jak chcesz, podam Ci namiary na ukryte forum dla bezdzietnych - może Ci pomoże
                              > świadomość, że nie jesteś jedyna :)

                              O, takich kobiet (i mężczyzn) jest więcej niż się wydaje. Ja też świadomie powiedziałam dzieciom nie. Ponieważ byłam dla mojego otoczenia zawsze odrobinę kontrowersyjna, nikt nie pytał mnie nawet dlaczego. Dziwolągów się nie rusza. ;-) Takie ukryte forum dla bezdzietnych to na pewno fajna rzecz, ale moim sposobem jest ofensywne i otwarte podchodzenie do problemu. Brak dzieci ma tysiące dobrych stron, a nawet ten często bzdurnie zarzucany nam egoizm nie jest niczym zdrożnym. Moim zdaniem jednak bzdurnie, bo uleganie potrzebie posiadania dzieci i chęci założenia rodziny, to też w pewnym sensie spełnienie egoistycznych pragnień. ;-)
                              • thorrey Re: Wychowanie 24.01.09, 15:11
                                Ale problem tkwi nie w otoczeniu - mnie nikt nie wytyka palcami, że
                                nie mam dzieci, więc nie mam potrzeby się bronić/atakować itp. Po
                                prostu, jeśli wśród WSZYSTKICH moich znajomych w pracy tylko dwoje
                                nie ma dzieci i to tylko dlatego że nie może (i strasznie cierpi z
                                tego powodu), to naprawdę można się czuć trochę dziwnie.
                                A jeszcze gorzej, mam wrażenie że dla większości to właśnie dzieci
                                stanowią JEDYNY sens życia i wszystko inne się nie liczy,to tym
                                bardziej mam wrażenie jakbym była nie z tej bajki. No ale to już
                                offtop zupełny i nie w tym wątku...
                                • pierwszalitera Re: Wychowanie 24.01.09, 15:40
                                  Offtopy, są chyba dozwolone? ;-) A wątek jest o silnych i mądrych kobietach, a takimi możemy przecież być nawet bez dzieci. :-) Problem polega więc chyba w zaakceptowaniu w sobie samej tej "inności". Mnie dotyczy trochę mniej, bo mam trochę dłuższe z tym doświadczenie i bezdzietność nie była pierwszą rzeczą, która odróżniła mnie od mainstreamu. Wydaje mi się jednak, że ważne jest pogodzenie się z pewną sprzecznością. Nie znajdziesz nigdy w pełni wystarczających argumentów, popierających twoją decyzję. Zawsze zostanie cień malutkiej wątpliwości. Ja też mam czasem dni, w których nie jestem pewna, czy zrobiłam dobrze. Jestem nawet przekonana, że potrafiłabym być znakomitą matką i życie w rodzinie nie oznaczałoby aż takiej tragedii. Ale jednak więcej argumentów była na nie, w większości mojego czasu moje subjektywne uczucie potwierdza moją decyzję i tego się trzymam. Wątpliwości przyjmuję jednak jako rzecz zupełnie normalną i pewnie gdybym miała dwa życia spróbowałabym i tego z rodziną. A decyzję podjęła później. Tego się jednak niestety nie da, tak samo jak nie można być tylko troszkę w ciąży. ;-) Jednak już od dawna przestałam kierować się tym, co robią inni, bo ich decyzje i związane z tym konsekwencje, nie dotyczą mojego życia i tylko ja potrafię ocenić najlepiej, co jest dla mnie dobre. I nigdzie nie jest też powiedziane, że masa się nie myli. ;-) Więcej odwagi na indywidualizm! :-)
                                  • roza_am Re: Wychowanie 24.01.09, 16:42
                                    Ja mam wrażenie, ze tu nie chodzi o poczucie dziwności czy brak odwagi na
                                    indywidualizm, ale o osamotnienie wynikające z takiego a nie innego wyboru.
                                    Człowiek świadomie bezdzietny nadal jest istotą społeczną i potrzebuje jakiejś
                                    grupy, wspólnoty, z którą mógłby dzielić swoje życie. A kiedy wszyscy wokół mają
                                    inne priorytety, prowadzą określony tryb życia i wiadomo, że jeszcze przez wiele
                                    lat będą taki prowadzić, można wśród swojego otoczenia czuć się obco i samotnie.
                                    • pierwszalitera Re: Wychowanie 24.01.09, 17:09
                                      roza_am napisała:

                                      > Ja mam wrażenie, ze tu nie chodzi o poczucie dziwności czy brak odwagi na
                                      > indywidualizm, ale o osamotnienie wynikające z takiego a nie innego wyboru.
                                      > Człowiek świadomie bezdzietny nadal jest istotą społeczną i potrzebuje jakiejś
                                      > grupy, wspólnoty, z którą mógłby dzielić swoje życie.


                                      Racja, tylko nasze społeczeństwo nie jest już takie homogenne i można znaleść ludzi o przeróżnych, nawet najdziwniejszych poglądach. Nie jesteśmy też zdani tylko na znajomych z naszego najbliższego otoczenia, można wyjść dalej. Mamy też więcej możliwości i komunikacja nawet na duże odległości stała się łatwiejsza. Nikt nie musi być już samotny. A tak ku prawdzie, to tryb życia ludzi bezdzietnych nie różni się aż tak diametralnie od trybu tych z dziećmi, więc wcale nie jest aż tak trudno znaleść kilka wspólnych punktów. A resztę czasu wolnego można poświęcić na osobiste hobby i samorealizację. :-)
                              • yaga7 Re: Wychowanie 24.01.09, 16:24
                                Forum zostało ukryte, bo niestety przeżywalo regularne najazdy nawiedzonych mamusiek, ktore chcialy wszystkich nawrócic na jedyny słuszny tryb życia ;) I nie mozna bylo z nimi dyskutować, nie dalo się.
                                Natomiast jest też drugie forum, otwarte, ktore takie najazdy nadal przeżywa. Co kto lubi ;)

                                Czasem po prostu ma się ochotę pogadać we wlasnym zaufanym gronie na tematy, na ktore z dzietnymi się raczej nie pogada ;)
                                • pierwszalitera Re: Wychowanie 24.01.09, 16:38
                                  yaga7 napisała:

                                  Czasem po prostu ma się ochotę pogadać we wlasnym zaufanym gronie na tematy, na
                                  > ktore z dzietnymi się raczej nie pogada ;)

                                  Pewnie masz rację, chociaż moją najlepszą przyjaciółką jest właśnie młoda mamuśka, która planuje drugie dziecko. Ale my w wielu rzeczych okropnie się różnimy i nasze spotkania są dla nas obu trochę "bliższymi spotkaniami trzeciego stopnia". ;-) Naszą odmienną codzienność i zwykłe bla, bla zostawiamy w domu i rozmawiamy na naprawdę interesujące tematy. To bardzo odświeżające. :-)
                                  • yaga7 Re: Wychowanie 24.01.09, 16:53
                                    Wyjątki potwierdzaja regułę ;)

                                    W sumie tak sobie myślę, że i nasze Lobby to jeden wielki wyjątek, bo mam tu
                                    sporo, a z każdą można pogadać :D
                                    • roza_am Re: Wychowanie 24.01.09, 19:11
                                      Bo lobbystki to kobitki świadomie dokonujące swoich wyborów (nie tylko konsumenckich :)) i akceptujące ludzką różnorodność, a to bardzo ułatwia komunikację ponad podziałami.
                                      Pewnie też pomocne we wzajemnym zrozumieniu jest posiadanie w sobie mniejszej czy większej nutki opcji przeciwnej. Mam na myśli dopuszczanie do swojej świadomości tej drugiej możliwości, umiejętność wyobrażenia sobie siebie w innej roli - to o czym wyżej pisała pierwszalitera.
                                    • ocisza Re: Wychowanie 26.01.09, 12:54
                                      > Wyjątki potwierdzaja regułę ;)
                                      >
                                      > W sumie tak sobie myślę, że i nasze Lobby to jeden wielki wyjątek, bo mam tu
                                      > sporo, a z każdą można pogadać :D

                                      No nie, Yaga, zastrzelę Cię zaraz! Uważasz, że jak się zostaje mamą to przestaje
                                      się być ciekawym partnerem do rozmowy?! A nieliczne wyjątki potwierdzają regułę?
                                      Jakbyś kiedyś zaszła w nieplanowaną ciążę, to się do mnie odezwij... będą miała
                                      chwilę satysfakcji :P
                                      • yaga7 Re: Wychowanie 26.01.09, 13:22
                                        Mam nadzieję, że w nieplanowaną ciążę nie zajdę :P W planowaną zresztą też nie :P

                                        A co do konkretów:
                                        Wszystko zależy co z czym porównywać.
                                        Nie raz doszłyśmy do wniosku, że kobiety, które się zebrały na Lobby i wokół
                                        Lobby są generalnie bardziej sensowne niż cała reszta Internetu.

                                        Nie raz doszłyśmy do wniosku, że na Lobby i wokół Lobby panuje inna atmosfera
                                        niż na innych forach, gazetowych, nie gazetowych, na innych stronach, portalach itp.

                                        I mnie o to chodzi - że po raz kolejny widać, że Lobby jest wyjątkowe, bo
                                        kobiety, które tutaj są, są wyjątkowe.

                                        Niestety na innych stronach, portalach, forach itp, itd, internetowych spotkałam
                                        się z różnymi przejawami mniejszej lub większej nietolerancji w stosunku osób,
                                        które myślą inaczej niż większość owego forum, portalu, strony itp.
                                        Na Lobby tego raczej nie ma i moim zdaniem w porównaniu z całą resztą Internetu
                                        to jest wyjątek.

                                        Uff.

                                        Mniej więcej o coś takiego mi chodziło.
                            • madzioreck Re: Wychowanie 24.01.09, 19:42
                              Czy ja też mogę prosić o namiary na takie forum? Albo chociaż na to otwarte, o
                              którym mowa niżej :) Kiedy tylko ktoś pyta mnie o dzieci, szczególnie odkąd
                              niedawno wyszłam za mąż, a ja naiwnie mówię, że nie planujemy, zaczyna się
                              dyskusja na całą imprezę, i wszyscy mnie zarzucają tysiącem argumentów, aby mi
                              udowodnić, że się mylę albo chcę, tylko o tym nie wiem...
                              • thorrey Re: Wychowanie 24.01.09, 20:04
                                madzioreck napisała:

                                > Kiedy tylko ktoś pyta mnie o dzieci, szczególnie odkąd
                                > niedawno wyszłam za mąż, a ja naiwnie mówię, że nie planujemy,
                                >zaczyna się dyskusja na całą imprezę, i wszyscy mnie zarzucają
                                >tysiącem argumentów, aby mi udowodnić, że się mylę albo chcę,
                                > tylko o tym nie wiem...

                                Taa. Skąd ja to znam. Na pewno to ostatnie - chcesz, tylko jeszcze o
                                tym nie wiesz. Argument, że to przychodzi z wiekiem, słyszałam przez
                                dwadzieścia ostatnich lat. Tylko jakoś mi nie przyszło. "Zobaczysz,
                                jeszcze będziesz zaglądać znajomym do wózków, a jak już będziesz
                                chciała, to będzie za późno". Czekam i czekam, a tu nic. Żadnego
                                zewu natury.

                                Pierwszalitero- nie dziw się, że ja to tak przeżywam. Rozumiem i
                                sama stosuję Twoje argumenty dotyczące samospełnienia itp. Ale wiem,
                                że Ty mieszkasz w Niemczech, gdzie społeczeństwo jest jednak nieco
                                inne niż w Polsce, sama o tym wiesz. Moi znajomi w Angli, dwoje
                                samotnych, bezdzietnych wspaniałnych ludzi nie ma z tym żadnego
                                kłopotu, po protru w UK toleruje się wybory innych i nie usiłuje się
                                wmawiać, że przez to są nic nie warci bo
                                - nie przedłużają gatunku
                                - nie przekazują swoich genów
                                - nie poświęcają się dla dobra przyszłych pokoleń
                                - nie przyjmują daru życia
                                (niepotrzebne skreślić)

                                Ale jeśli przyszło mi przebywać w środowisku gdzie WSZYSCY mają
                                dwoje dzieci, dom w budowie, kredyt i na wakacje jeżdżą nad Morze
                                Śródziemne obowiązkowo w lipcu lub w sierpniu i od czasu do czasu
                                idą na zabawę sylwestrową lub andrzejkową, a ja nie mam/nie robię
                                żadnej z w/w rzeczy, to mimo że NIE CHCĘ tego mieć/robić bo to mój
                                świadomy wybór, to czuję się - no właśnie dziwnie, jak jakiś
                                wyrzutek.
                                • pierwszalitera Re: Wychowanie 24.01.09, 22:45
                                  thorrey napisała:

                                  > Pierwszalitero- nie dziw się, że ja to tak przeżywam. Rozumiem i
                                  > sama stosuję Twoje argumenty dotyczące samospełnienia itp. Ale wiem,
                                  > że Ty mieszkasz w Niemczech, gdzie społeczeństwo jest jednak nieco
                                  > inne niż w Polsce, sama o tym wiesz.

                                  Hej, ja zdaję sobie doskonale sprawę z mojej komfortowej sytuacji. W Niemczech jest mi o wiele łatwiej być po prostu sobą i nie zwracać uwagi na obyczajowe przymusy. Bywam jednak też bardzo często w Polsce i spotykam (spotykałam) się bardzo często z ironicznymi docinkami typu "O, kobieta wyzwolona", albo z lekko współczującym: "No, bo ja nie wiem, czy nie masz zdrowotnych problemów". Zdarzały się też pytania koleżanek ze szkoły: "A ty kiedy chcesz mieć pierwsze dziecko? Bo ja planuję drugie jeszcze przed trzydziestką" Tak jakby odwalało się jakiś plan. ;-) Albo z entuzjastycznym świeżych mam: "My już cię przekonamy i namówimy!". Najdziwniejsze, że nikt nigdy nie zainteresował się moimi rzeczywistymi powodami, większość była z założenia zdania, że ze mną musi być coś w nieporządku. ;-) No to jesteśmy wyrzutkami. ;-)
                                  • thorrey Re: Wychowanie 25.01.09, 08:00
                                    No widzisz :))) Właśnie dlatego fajnie jest pogadać z kimś kto myśli
                                    podobnie :)
                                  • kasica_k A mnie jakoś nikt nie nawraca 25.01.09, 18:48
                                    na dzietność, nie dopytuje się o powody. Myślę, że to kwestia otoczenia - po
                                    pierwsze, sporo bezdzietnych, po drugie, ci dzietni też jacyś normalni i bez
                                    ambicji nawracania nikogo. Moim zdaniem "wojująca" dzietność (czy cokolwiek
                                    innego, co wiąże się z przekonywaniem innych do jedynie słusznego sposobu życia)
                                    to zwykły przejaw strachu przed innością. Człowiek, zwierzę stadne, czuje się
                                    dobrze i bezpiecznie tylko wśród sobie podobnych. Polak wśród Polaków, dzieciaty
                                    wśród dzieciatych, i tak dalej. Ma to i drugą stronę medalu - wrażliwość na
                                    wszelkie przejawy własnej "inności", lęk przed oceną innych. To są bariery,
                                    które, gdy przeszkadzają, trzeba pokonać, a raczej wznieść się ponad nie, bo
                                    wynikają z tak zwanej natury ludzkiej. Od tego mamy mózgi, żeby się na ten
                                    wysiłek zdobyć :)
                                    • thorrey Re: A mnie jakoś nikt nie nawraca 25.01.09, 20:09
                                      Zdecydowanie jest to kwestia otoczenia. No nie oszukujmy się, co
                                      innego jest prowincjonalna zapyziała mieścina s co innego większe
                                      miasto z ośrodkiem akademickim. I nie dlatego, że ludzie są gorsi,
                                      tylko dlatego, że "In a country neighbourhood you mocve in a very
                                      confined and unvarying society " czyli "there were not such a
                                      variety of people to be met with in the country, as in town "

                                      :)))))
                                      • madzioreck Re: A mnie jakoś nikt nie nawraca 27.01.09, 17:26
                                        thorrey napisała:

                                        > Zdecydowanie jest to kwestia otoczenia. No nie oszukujmy się, co
                                        > innego jest prowincjonalna zapyziała mieścina s co innego większe
                                        > miasto z ośrodkiem akademickim. I nie dlatego, że ludzie są gorsi,
                                        > tylko dlatego, że "In a country neighbourhood you mocve in a very
                                        > confined and unvarying society " czyli "there were not such a
                                        > variety of people to be met with in the country, as in town "
                                        >
                                        > :)))))

                                        Cóż, mieszkam w dużym mieście, a jednak... zewsząd: Jak toooo, nie chcesz
                                        dzieciiiiiiiii? Bzdury gadaaaaasz!

                                        :)
                                        • pierwszalitera Re: A mnie jakoś nikt nie nawraca 27.01.09, 17:44
                                          madzioreck napisała:

                                          > Cóż, mieszkam w dużym mieście, a jednak... zewsząd: Jak toooo, nie chcesz
                                          > dzieciiiiiiiii? Bzdury gadaaaaasz!
                                          >

                                          Moim zdaniem, to też nie kwestia prowincjonalności. Właśnie powodami zdrowotnymi tłumaczył sobie moją bezdzietność znajomy, który jest wykładowcą uniwersyteckim w wielkim polskim mieście. Mój świadomy antywybór nie przyszedł mu jako człowiekowi wykształconemu i mającemu do czynienia z elitą intelektualną kraju jakoś do głowy. ;-)
                                          • thorrey Re: A mnie jakoś nikt nie nawraca 27.01.09, 18:40
                                            No to powiem tak. Ten "prowincjonalizm" jest taki bardziej
                                            metaforyczny niż geograficzny. Można mieszkać w dużym mieście i
                                            obracać się w środowisku bardzo "tradycjonalistycznym" (zob.
                                            profesor Pierwszejlitery ) a można też w mniejszym, ale za to
                                            bardziej "tolerancyjnym". Chodziło mi tylko o to, że w dużym mieście
                                            po prostu ŁATWIEJ poznać ludzi o podobnych poglądach, bo po prostu
                                            ludzi więcej i tyle :) Jest z czego wybierać :).

                                            Ja mam dwojakiego rodzaju znajomych - z pracy, czyli właściwie
                                            znajomych "automatycznych" i tu dominuje model 2+2, i moich własnych
                                            znajomych z wyboru (bardzo niewielu), którzy prawie wszyscy nie mają
                                            dzieci, bo tak to już działa (trwalsze związki towarzyskie zawieramy
                                            z ludźmi o podobnych "profilach").

                                            I nie powiedziałabym, że ci "dzieciaci" znajomi "nawracają" mnie w
                                            jakiś tam nachalny sposób, po prostu ja się dziwinie czuje wśród
                                            stałych rozmów o nianiach, chorobach dziecięcych, szkole,
                                            przedszkolu itp. Kiedyś siedziałam w jedym pokoju z dziewczyną,
                                            której dziecko chorowało na celiakię i która lubiła rozmawiać przez
                                            telefon. Uwierzecie mi, o stanie przewodu pokarmowego tego dziecka
                                            wiedziałam więcej niż rodzina :)))
                              • yaga7 Re: Wychowanie 25.01.09, 16:00
                                Forum otwarte jest tu:
                                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=15267
                                Ale generalnie atmosfera tam nie jest zbyt fajna ;(

                                A pytań i dyskusji współczuję - u nas na szczęście to już się raczej skończyło,
                                wszyscy znają nasze poglądy i się prawie nie czepiają ;)
                                • madzioreck Re: Wychowanie 25.01.09, 17:06
                                  Uuu, rzeczywiście niezbyt miło. Czyli jak prawie wszędzie :)
                                  • roza_am Re: Wychowanie 25.01.09, 18:49
                                    Właśnie na jedynce gazety podlinkowano wpis bardzo a propos tego tematu:
                                    bloguspospolitus.blox.pl/2009/01/decybelowpis.html
                                  • yaga7 Re: Wychowanie 25.01.09, 19:44
                                    Dlatego założono drugie forum, tym razem ukryte, żeby nie było tego typu
                                    problemów. Napisz do mnie maila, to Ci podam namiary, jak naprawdę chcesz :)
                                    • madzioreck Napisałam na gazetowego n/t 27.01.09, 17:38

                                • masza.s tytuł forum IMHO nietrafny. 25.01.09, 20:46
                                  Nawet, jeśli prawdziwy. "Nie lubię dzieci" wzbudza więcej emocji niż "nie lubię
                                  soku porzeczkowego". Ja bym się poczuła urażona, czytając forum "nie lubię
                                  kobiet" albo "nie lubię kobiet z dużym biustem". To przyciąga i założyciel forum
                                  chyba celowo założył taką prowokacje.
                                  Forum "bezdzietni" jest o wiele lepsze. Tam samo, jak funkcjonuje forum
                                  "wielodzietni z wyboru", które jest lepsze niż "brak dzieci to egoizm" etc.
                                  • masza.s Re: tytuł forum IMHO nietrafny. 25.01.09, 20:48
                                    Zresztą błagam... tematy "wrzuciliście Owsiakowi do puszki na bachory"? To tak
                                    się teraz mówi o ciężko chorych ludziach, których ten sprzęt ratuje? Albo
                                    "bachory w samolocie"? Myślę, że nie byłoby problemu, gdyby ludzie bezdzietni
                                    nie atakowali obecności dzieci na ulicy, w samolotach, w pociągach. Ja np.
                                    walczę ze stereotypem, że z dziećmi wyjść się nie da, bo się da i jak będę miała
                                    swoje, będę wychodziła. Latała samolotem, jeździła pociągami, zabierała do
                                    kawiarni i tak dalej.

                                    Może warto pomyśleć nad formą swojego epatowania dzietnością i bezdzietnością -
                                    ja się bardzo zawiodłam poziomem.
                                    • pierwszalitera Re: tytuł forum IMHO nietrafny. 25.01.09, 21:27
                                      masza.s napisała:

                                      Ja np.
                                      > walczę ze stereotypem, że z dziećmi wyjść się nie da, bo się da i jak będę miał
                                      > a
                                      > swoje, będę wychodziła. Latała samolotem, jeździła pociągami, zabierała do
                                      > kawiarni i tak dalej.

                                      No to się nie ździw, gdy nadepniesz komuś na piętę, bo ja wojującą pożeraczką dzieci nie jestem, ale wrzeszczące maluchy z głosami doprowadzającymi szklanki do pękania w miejscach publicznych takich jak kawiarnie, albo gorzej samoloty, skąd uciec się nie da, powodują u mnie narastanie niebezpiecznej agresji. Tolerancja ma swoje granice. ;-)
                                      • luliluli Re: tytuł forum IMHO nietrafny. 26.01.09, 09:25
                                        W kwestii samolotowej myślę, że niegłupio byłoby gdyby linie
                                        lotnicze usadzały rodziców z dziećmi w jednej części samolotu -
                                        rzeczywiście, mój lot na wakacje w samym środku pomiędzy 4 rodzinami
                                        (tył, przód, oba boki) z maluchami, które na zmianę płakały i
                                        krzyczały nie należał do najspokojniejszych:) sami rodzice też
                                        pewnie nie czuli się komfortowo słysząc docinki ze strony mniej
                                        kulturalnych pasażerów.
                                        • tfu.tfu Re: tytuł forum IMHO nietrafny. 26.01.09, 11:47
                                          koleżanka mi opowiadałą o podróży swojej siostry z dzieckiem: dziecko
                                          rozwydrzyło się w samolocie straszliwie, bo zdawało sobie sprawę z tego, że
                                          rodzice mu nic nie "zrobią". i tak sobie myślę, jak to jest, że są dzieci,
                                          którym się da przetłumaczyć, porozmawiać, poprosić i one rozumieją, a są takie,
                                          na które klatka i knebel to mało. czy to rzeczywiście zależy tylko od rodziców?
                                          i dlaczego, kiedy próbuje się zwracac uwagę (grzecznie i delikatnie, bo to
                                          przeciez mało komfortowa sytuacja dla wszystkich), rzucają się jak bull terrier
                                          do gardeł :/
                                          jako bezdzietna nie mam żadnych teorii wychowawczych, ale wydaje mi się, że
                                          dziecko TEŻ człowiek i da się z nim pogadać, o ile już jest w wieku do "gadania".
                                          • luliluli Re: tytuł forum IMHO nietrafny. 26.01.09, 13:10
                                            z dzieckiem sprawę podróży powinno się raczej omawiać przed, a nie
                                            gdy zacznie wchodzić na głowę stewardessie;)))oczywiscie mówimy o
                                            sporym dziecku, bo niemowlaki są niekumate;)))

                                            Co do zwracania uwagi, ja sobie odpuszczam, ćwiczę cierpliwość;)
                                            gdybym była na miejscu matki, która nie radzi sobie z dzieckiem i i
                                            tak jest wystarczająco zażenowana i zawstydzona (chyba), a ktoś
                                            zwróciłby mi uwagę, chyba wyrzuciłabym go "za burtę":P
                                            Rozumiem zwracanie uwagi, gdy ktoś bije/wrzeszczy/itp. na dziecko,
                                            ale gdy ktoś nie umie go uspokoić w samolocie, to już cos innego
                                            (strach dziecka przed lataniem, nieumiejętność "odetkania" zatkanych
                                            uszu, nieprzyjemne reakcje na wznoszenie sie i opadanie samolotu).

                                            Jeszcze inna sprawa, że zdarzają się sytuacje takie jak mojej
                                            koleżanki, która wiozła dziecko swojego brata pociągiem do babci.
                                            Siłą rzeczy znała chłopczyka mniej niż rodzice, a okazało się, że to
                                            diabeł. Całą drogę robiła co mogła, żeby zniwelować skutki
                                            jego "charakterku", nie zawsze się udawało, a "miłe starsze panie"
                                            co i rusz miały dla niej jakąś ciekawą poradę... Swoją drogą okazało
                                            się niedługo pozniej, ze chłopiec cierpi na ADHD:|
                                            Tę podróż koleżanka wspomina do dziś jako jedną z najstraszniejszych
                                            w życiu:)
                                          • ocisza tfu tfu 26.01.09, 13:10
                                            > i tak sobie myślę, jak to jest, że są dzieci,
                                            > którym się da przetłumaczyć, porozmawiać, poprosić i one rozumieją, a są takie,
                                            > na które klatka i knebel to mało. czy to rzeczywiście zależy tylko od rodziców?

                                            Tak jak i z dorosłymi, dzieci mają różne temperamenty. Mały człowiek to też
                                            człowiek. Tak więc są dzieci, które zawsze będą cichutkie i w kąciku sobie
                                            posiedzą bawiąc się książeczką i są takie, które roznosi energia i 5 minut na
                                            miejscu nie potrafią usiedzieć, bo je nosi. A siedzenie w samolocie na
                                            ograniczonej przestrzeni nie jest łatwe dla malucha. Zwłaszcza, że dla
                                            większości dzieci lot samolotem to zupełnie nowa sytuacja powodująca duży stres.
                                            Stąd bywają wtedy rozdrażnione, niespokojne i nie umieją sobie poradzić z
                                            emocjami. No i ciekawa jestem, czy miło by Ci było usłyszeć, że dla Ciebie
                                            "klatka i knebel to mało" dlatego, że dopominasz się o coś ważnego dla Ciebie
                                            jedynym znanym Ci sposobem.

                                            > i dlaczego, kiedy próbuje się zwracac uwagę (grzecznie i delikatnie, bo to
                                            > przeciez mało komfortowa sytuacja dla wszystkich), rzucają się jak bull terrier
                                            > do gardeł :/

                                            Jestem pewna, że dla żadnego rodzica nie jest to komfortowa sytuacja, ze dziecko
                                            płacze. A nawet grzeczne zwracanie uwagi jest bezsensowne. Na pewno rodzic robi
                                            wszystko co może, żeby uratować sytuację i uwagi osób postronnych tylko wzmagają
                                            napięcie. Więc lepiej się powstrzymać od głupich komentarzy.
                                            • kasica_k Decybele w miejscach publicznych 26.01.09, 13:42
                                              Dla mnie dziecko płaczące czy niespokojne w sytuacji stresowej to jedno - tutaj
                                              zakładam, że rodzice robią wszystko, co mogą, żeby szkraba uspokoić, a jeśli się
                                              nie da - to znaczy, że się nie da.

                                              Ale jest jeszcze druga strona medalu, tj. głośne zabawy, krzyki, bieganie - tu
                                              powyżej pewnej ilości decybeli moje zrozumienie i empatia się kończą. Ja też mam
                                              prawo do spokoju i do tego, żeby się nie udławić, kiedy właśnie jem, a czyjś
                                              szkrab akurat wyda z siebie nagły okrzyk podekscytowania :-) Rodzice chyba są do
                                              tego przyzwyczajeni (choć trudno mi sobie wyobrazić, jak można się przyzwyczaić
                                              do pękających bębenków usznych, ale widać można ;) i niektórzy z nich niestety
                                              nie zwracają na takie zachowania uwagi mimo oburzonych min i syknięć otoczenia.
                                              We flejmach na dzieciowe tematy zazwyczaj pada w tym momencie zdanie o tym, ze
                                              dzieci już takie są, że krzyczą, że nie można im zabraniać wyrażania radości i
                                              inne takie. Skoro tak - niech sobie będą i wyrażają, ale z daleka od miejsc,
                                              gdzie "nieprzyzwyczajeni" jedzą, odpoczywają i ogólnie oczekują spokoju.
                                              • besame.mucho Re: Decybele w miejscach publicznych 26.01.09, 13:58
                                                Ja się zgadzam z Kasicą. Rozumiem sytuacje, kiedy rodzice nie są w
                                                stanie uspokoić dziecka. I wtedy niezależnie od tego czy mam za sobą
                                                nieprzespaną noc, czy pęka mi głowa i czy próbuję właśnie coś
                                                przeczytać uważam, że nie na miejscu jest posykiwanie czy zwracanie
                                                uwagi, bo nic to nie da, tylko poddenerwuje rodziców, którzy sami
                                                próbują zapanować nad sytuacją, ale im się nie udaje.
                                                Ale zdarza się też, że rodzice zabierają dziecko na przykład do
                                                restauracji, dziecko zaczyna biegać, krzyczeć, zaczepiać innych
                                                gości, a rodzice nie próbują go uspokoić, tylko wychodzą z
                                                założenia, że zaczepianie obcych jest "urocze" i wszyscy ci obcy
                                                powinni się cieszyć, że dziecko właśnie z nimi postanowiło się
                                                zapoznać. To mi się nie podoba. Trzeba umieć zauważyć, czy obcemu
                                                człowiekowi podoba się zaczepianie przez dziecko, czy nie - a jeśli
                                                nie, to powiedzieć dziecku, żeby tego nie robiło.
                                                Dużo dzieci mnie lubi i często mam sytuacje, w których dzieci
                                                znajomych włażą mi na kolana czy ciągną za ubranie, żebym się z nimi
                                                pobawiła. I dla mnie sytuacja w porządku jest taka, że rodzice mówią
                                                dziecku, żeby tego nie robiło, a ja jeśli mam ochotę, to mówię im,
                                                żeby dali spokój, bo chętnie się z małym pobawię (mówię o osobach, u
                                                których bywam rzadziej, nie wymagam oczywiście, żeby znajomi u
                                                których jestem często i dla których dzieci jestem "ciocią" zwracali
                                                dziecku uwagę, kiedy mnie zaczepia, bo te dzieci dobrze znam i mogę
                                                to zrobić sama).

                                                Poza tym są miejsca, w które moim zdaniem dzieci po prostu nie
                                                powinno się zabierać. Na przykład idąc do teatru. Nie sądzę, żeby
                                                małemu brzdącowi sprawiało radość podziwianie sztuki, a innym
                                                ludziom może bardzo przeszkadzać nagły płacz i krzyk. I nie
                                                przemawiają do mnie argumenty "bo nie mam go z kim zostawić, a chcę
                                                zobaczyć tę sztukę".
                                                • ocisza Re: Decybele w miejscach publicznych 26.01.09, 14:14
                                                  Masz rację, besame.mucho, nieakceptowalne jest moim zdaniem, żeby ktoś mi się
                                                  pakował na kolana, jeśli sobie tego nie życzę. I wiek nie ma tu nic do rzeczy. I
                                                  zgadzam się, że do teatru dziecka nie należy zabierać, jeśli sztuka jest dla
                                                  dorosłych. Bo na przedstawienia dla dzieci to już nie widzę przeciwwskazań :P
                                                  • besame.mucho Re: Decybele w miejscach publicznych 26.01.09, 14:26
                                                    No, sztuki dla dzieci to jasna sprawa. I w ogóle miejsca dla dzieci
                                                    - jak idę do parku obok placu zabaw, albo do kawiarni, o której
                                                    wszyscy wiedzą, że jest "dziecioprzyjazna" z wielkim kątem z grami i
                                                    zabawkami, to jasne, że się nie złoszczę na krzyczące dzieci. Nie
                                                    lubię po prostu rodziców, którzy uważają, że dziecko _zawsze_ i
                                                    _wszędzie_ ma prawo krzyczeć, biegać i zaczepiać innych, a jak komuś
                                                    się to nie podoba, to jest dzieciofobem i niech nie wyściubia nosa z
                                                    domu. A już najgorsze są takie sytuacje jak ta opisana przez
                                                    tfu.tfu. Kiedy przychodzi się do kogoś do domu, to szanuje się
                                                    wymagania gospodarza. I jak gospodarzowi się nie podoba, że dziecko
                                                    ddemoluje jego dom, to się nie mówi "och, przecież nic się nie
                                                    dzieje" :). To na takiej samej zasadzie jak to, że u siebie w domu
                                                    można sobie kopcić jak komin, ale jak się idzie do kogoś i ktoś
                                                    zwraca uwagę, żeby nie palić w mieszkaniu, to nie odpowiada się
                                                    "przecież jeden papierosek nic nie zaszkodzi".
                                              • ocisza kasica_k 26.01.09, 14:01
                                                Zawsze można podejść do sprawy z drugiej strony, tzn. jeśli potrzebujesz ciszy i
                                                spokoju przy jedzeniu posiłków, to nie idź do restauracji, gdzie Twoje bębenki
                                                mogą zostać nadwyrężone przez radosny okrzyk dziecka, tylko zostań sobie w domu
                                                i zjedz w miłej domowej atmosferze. Jak nie umiesz gotować, to mogą Ci przecież
                                                dowieźć na zamówienie. Polecam! Tam też możesz sobie w spokoju się zrelaksować
                                                bez narażania się na głośne maluchy :)
                                                • luliluli Re: kasica_k 26.01.09, 14:30
                                                  trochę bez sensu - równie dobrze mama z dzieckiem może zostać w
                                                  domu. Ale dysusja jest bez sensu, bo akurat w tej kwestii zawsze
                                                  będzie tak jak jest - nie wiadomo, kto ma rację (a może raczej obie
                                                  strony ją mają). To dlatego tak popularne ostatnio stają się np.
                                                  hotele (bo chyba restauracji jeszcze brak) "bez dzieci" - gdzie
                                                  można popływać w basenie nie obijając się o gumowe kaczki i
                                                  pływaczki i poopalać bez obaw o to, ze zaraz ktoś rzuci Ci w głowę
                                                  piłeczką:) na swoje szczęście miewam mało takich sytuacji -
                                                  przyciągam raczej "naftalinowe babcie" i "rozmowne mohery" - zawsze
                                                  mi się takie trafiają w autobusach, sklepach i gdzie się da:)
                                                  • masza.s Re: kasica_k 26.01.09, 14:41
                                                    Owszem, ale jednak to mamy z dziećmi są bardziej dyskryminowane pod tym
                                                    względem. Nie popieram tego, żeby dzieci pakowały się obcym na kolana etc, ale
                                                    absolutnie nie widzę powodu, dlaczego dziecko nie może iść z rodzicami do
                                                    restauracji, z mamą do kawiarni i tak dalej i tak dalej, zwłaszcza, ze podejście
                                                    "matka powinna siedzieć w domu" jest naprawdę częste i bardzo dla tychże matek
                                                    krzywdzące. Wydaje mi się, że tutaj wchodzi w grę kultura osobista - krzyki
                                                    dziecka nie są bardziej wkurzające niż głośne sprośne dowcipy dorosłych, wrzaski
                                                    kobiet "na winku" i tak dalej i tak dalej.
                                                  • besame.mucho Re: kasica_k 26.01.09, 14:58
                                                    Wydaje mi się, że nikt tu nie wymaga, żeby mamy z dziećmi siedziały
                                                    w domach. Nie mam nic przeciwko dziecku w restauracji, dopóki nie
                                                    wygląda to tak, że dziecko przez dwadzieścia minut wali z całej siły
                                                    łyżką w talerz i kubek, a mama nic sobie z tego nie robi, tylko
                                                    radośnie plotkuje z koleżanką - tym głośniej im głośniej dziecko
                                                    wali, no bo przecież przekrzyczeć trzeba. I nie mam wtedy pretensji
                                                    do dziecka, że niegrzeczne, tylko do mamy - że jak przyszła z
                                                    dzieckiem, to niech spróbuje nad nim zapanować kiedy dziecko robi
                                                    hałas na całą restaurację.
                                                    Aha - tak, grupa panów rzucających mięchem przy stoliku obok też mi
                                                    przeszkadza. I paniusie z psiuńciami, które dają pupilkom wylizywać
                                                    po sobie talerzyki tak samo.
                                              • origami_21 Re: Decybele w miejscach publicznych 26.01.09, 14:55
                                                kasica_k napisała:

                                                Rodzice chyba są d
                                                > o
                                                > tego przyzwyczajeni (choć trudno mi sobie wyobrazić, jak można się
                                                przyzwyczaić
                                                > do pękających bębenków usznych, ale widać można ;)

                                                Nie można. To znaczy ja nie mogę i szlag mnie trafia jak moje
                                                dzieciaki wrzeszczą. Szczęściem robią to nieczęsto i zazwyczaj w
                                                domu.

                                                > Skoro tak - niech sobie będą i wyrażają, ale z daleka od miejsc,
                                                > gdzie "nieprzyzwyczajeni" jedzą, odpoczywają i ogólnie oczekują
                                                spokoju.

                                                Jestem dzietna z wyboru ale szanuję decyzje osób które nie chcą mieć
                                                dzieci - szanuję z dwóch powodów, po pierwsze dlatego, że trudno w
                                                tym kraju mówić o tym otwarcie, brawa za odwagę, ale także dlatego,
                                                że to bardzo mądra i dojrzała decyzja jeśli człowiek nie czuje żeby
                                                się w tej roli spełnił, w końcu nie da się urodzić dziecka na próbę.
                                                W ogóle uważam, że każda decyzja powinna być podjęta po długim i
                                                porządnym przeanalizowaniu za i przeciw.
                                                Nawiązując jednak do drugiej części postu Kasicy, denewują mnie nie
                                                tyle wrzeszczące i biegające po restauracji dzieci, ale bardziej
                                                brak reakcji ich rodziców na to zachowanie. Ja staram się nie
                                                zabierać moich młodych tam gdzie ewidentnie czulibyśmy się nie na
                                                miejscu czyli np. do teatru na "dorosłe" sztuki, do pubów czy do
                                                bezdzietnych znajomych(jeśli oni chcą u nas gościć bardzo chętnie
                                                zapraszamy). Niemniej jednak dlatego, że mam dzieci nie będę się
                                                całkowicie wycofywać z życia publicznego tylko dlatego, że mogę się
                                                znaleźć w miejscu ogólnodostępnym, w którym komuś może przeszkadzać
                                                sama obecność mojego dziecka. Nie da się dzieci zamknąć w gettach do
                                                18 roku życia. Jeżeli ja wybieram się gdzieś, gdzie mogę spotkać
                                                psy, rozwydrzonych nastolatków, czy upierdliwe starsze panie to albo
                                                to akceptuję albo tam nie idę.
                                                Wszystkim byłoby dużo przyjemniej gdyby ludzie okazywali sobie
                                                zrozumienie i szanowali wybory.

                                                PS. Kasico to nie jest żaden zarzut w Twoim kierunku tylko
                                                przedstawienie innego punktu widzenia.

                                                PS1.Zupełnie nie rozumiem tej "wojny" między dzietnymi a
                                                bezdzietnymi, przecież tu nie ma się co licytować.
                                                • kasica_k Kwestia kultury 26.01.09, 17:02
                                                  Bo to nie jest kwestia dzietności czy bezdzietności, a kultury w ogóle.

                                                  Od gości w restauracji wymagam, żeby nie wrzeszczeli i nie rzucali przedmiotami
                                                  - bez względu na to, czy są podchmielonymi dorosłymi, czy dziećmi. Po prostu
                                                  takie zachowanie w miejscu publicznym nie jest normą i oczekuję, by ta norma
                                                  była spełniana przez wszystkich. Jeśli ktoś jej nie spełnia (bez względu na to,
                                                  czy jest nadpobudliwym ruchowo osobnikiem nietrzeźwym, czy też rodzicem z
                                                  gromadą rozbrykanych dzieci), oczekuję, iż nie będzie się w miejscu publicznym
                                                  pojawiał, tudzież czuję się uprawniona do zwrócenia mu uwagi. Sorry no bonus :)
                                                  Zasady są dla wszystkich i niestety nie widzę powodu, by ktokolwiek był
                                                  uprzywilejowany. Kulturalny człowiek bez względu na stan "dzietności" doskonale
                                                  to rozumie - najbardziej widoczne są niestety przypadki odbiegające od normy in
                                                  minus. Jak zawsze zresztą.
                                                  • masza.s Re: Kwestia kultury 26.01.09, 17:29
                                                    Trochę przesadzasz, przecież oczywiste jest, że dzieci nie zawsze znają i są w
                                                    stanie w 100% dostosować się do zasad panujących wśród dorosłych. Ja nigdy nie
                                                    zrozumiem ludzi, którzy traktują dzieci jak zminiaturyzowanych dorosłych.

                                                    Owszem, dziecko nie może krzyczeć wniebogłosy, biegać, zaczepiać Cię, ale nadal
                                                    jest dzieckiem - kiedy coś je przestraszy, rozpłacze się, może pisnąć, krzyknąć,
                                                    mówi naturalnie głośniej niż dorośli etc.
                                                  • besame.mucho Re: Kwestia kultury 26.01.09, 17:36
                                                    Masza, Kasicy chyba nie chodzi o to, że małe dziecko ma znać normy
                                                    kultury, ale że powinni je znać jego rodzice.
                                                  • masza.s Re: Kwestia kultury 26.01.09, 17:43
                                                    Owszem. Powinni. Tylko reakcja nie zawsze będzie natychmiastowa.
                                                  • masza.s Re: Kwestia kultury 26.01.09, 17:44
                                                    W sensie, rodzicom nie zawsze udaje się w ciągu sekundy opanować dziecko, które
                                                    z jakiegoś powodu płacze etc.
                                                  • besame.mucho Re: Kwestia kultury 26.01.09, 17:50
                                                    To oczywiste. Pisałam już wyżej, że nie chodzi o momentalne opanowanie
                                                    dziecka, chodzi o to, żeby nie było takich sytuacji, że dziecko od
                                                    dwudziestu minut krzyczy i uderza sztućcami w talerz i kubek, a
                                                    rodzice zupełnie nie zwracają na to uwagi. Albo że dziecko włazi na
                                                    kolana obcym ludziom przy stoliku obok, a rodzice nic.
                                                  • kasica_k Re: Kwestia kultury 26.01.09, 17:55
                                                    No stremitsia nada, jak mówią Rosjanie. Niektórzy rodzice, wszelako, czują się
                                                    uprawnieni do nie starania się, a wręcz olewania sprawy, bo dziecko jest
                                                    dziecko, wrzeszczeć musi i koniec, a komu się nie podoba, ten wredny. Więc ja
                                                    jestem z tych wrednych (tj. lubiących mądrych, kulturalnych rodziców z fajnymi
                                                    dziećmi - znam takich i mam porównanie, więc nie przyjmuję argumentu, że dziecko
                                                    musi zachowywać się koszmarnie, a rodzic nie może nic z tym zrobić).
                                                  • masza.s Re: Kwestia kultury 26.01.09, 18:01
                                                    Nie musi. I można je opanować. Jednak dziecko nie posiada przycisków "on" i
                                                    "off". Rodzice po takich "wrednych" komentarzach mogą ze stresu wybrać
                                                    najdurniejszą drogę ( która z kolei sprawi, że ja się od komentarza nie
                                                    powstrzymam), czyli dziecko uderzą bądź krzykną. Co wywoła skutek odwrotny.
                                                    Myślę, że mniej jest par, które olewają zachowanie swojego dziecka niż takich,
                                                    którzy bardzo się przejmują, bo kiedy dziecko nie słucha, jest to sytuacja
                                                    stresująca.

                                                    Ja ma o tyle wygodnie, że jedyne dzieci, jakimi się nie zajmuję, nie są moje. Ba
                                                    - w dodatku są to dzieci potwornie skrzywdzone. Nie wyobrażam sobie jednak, by
                                                    udawało mi się je w 5 sekund opanować - w parę minut, owszem, prędzej.
                                                  • tfu.tfu Re: Kwestia kultury 26.01.09, 18:28
                                                    masza, czy uważasz, że prośba: "przepraszam Państwa, ale czy mogliby Państwo
                                                    zwrócić uwagę dziecku, żeby nie kopało/wrzeszczało mi do ucha/właziło na kolana/
                                                    cokolwiek" to wredne takie? no chyba żartujesz :D kultura obowiazuje wszystkich,
                                                    ja zawsze poproszę ze 3 razy zanim się naprawdę wkurzę...
                                                    i jak pisałam w poscie do ociszy: jeśli dziecko płacze, nawet zawodzi, nawet
                                                    długo, to ja się tylko czuję rozżalona i bezradna, ale jak wrzeszczy, kopie,
                                                    ciągnie mnie za włosy, pluje i stara się uprzykrzyć wszystkim życie, to ja nie
                                                    mam żadnego zrozumienia dla takich dzieci ani dla takich rodziców (a znam wielu
                                                    rodziców, którzy potrafią rozmawiać z dziećmi i serio, w ich przypadku JEDNA
                                                    PROŚBA wystarcza...)
                                                  • madzioreck Re: Kwestia kultury 27.01.09, 18:11
                                                    Maszeńko, ale tu nie chodzi o dzieci, które płaczą wystraszone, bądź z powodu
                                                    rozbitego kolana. Nie jestem cyborgiem, mam serce, i wtedy chętnie bym szkraba
                                                    przytuliła. Mówimy tu o dzieciach, których rodzice na wszystko im pozwalają i
                                                    nawet nie starają się czegoś zrobić, żeby dziecko się zachowywało. Bo przecież
                                                    to tylko dziecko. Założę się, że nie pozwoliłabyś swojemu dziecku w restauracji
                                                    walić współbiesiadników łyżką w łeb, bo ma ochotę, bo to tylko dziecko, bo
                                                    przecież tylko się bawi, prawda?
                                              • madzioreck Re: Decybele w miejscach publicznych 27.01.09, 17:53
                                                Zgadzam się. Sytuacje, które na dzieci działają nieprzyjemnie - szczepienie w
                                                przychodni, czy narażający na dyskomfort lot samolotem - nie podlegają dyskusji.
                                                Wtedy ciężko uspokoić i niemowlę, i trochę starsze dziecko.
                                                Do szału mnie doprowadza, jeśli dzieci szaleją, a rodzice nie reagują. Skąd się
                                                bierze, że z jednym dzieckiem da się dogadać, inne olewa wszystkich? Chyba z
                                                tego, że niektórzy rodzice na wiele rzeczy zgadzają się dla świętego spokoju,
                                                "żeby tylko nie było histerii". "Bezstresowe" wychowanie? Albo nauka wymuszania,
                                                czyli brak konsekwencji. Wiem, wiem, najłatwiej gadać, jak się nie ma dzieci.
                                                Ale brak własnych nie oznacza całkowitego braku doświadczenia w tej materii. Mój
                                                siostrzeniec grzecznie zjadał śniadanie, kiedy był ze mną, bo po kilku
                                                awanturach bez mojej reakcji (daj słodycze znaczy), dziecko wiedziało, że albo
                                                śniadanie i dopiero potem ewentualnie deser, albo nic, i może sobie wrzeszczeć
                                                ile zechce. A jak zostawał z moim tatą... dramat, bojkot śniadania i strajk pod
                                                schowkiem na słodycze. Bo mojemu tacie się serce kroiło, jak on tak płakał...
                                                coś w tym jest, nie?


                                                Jeśli dzieciak w autobusie macha nogą i kopie mnie, a mamunia tylko prosi
                                                grzecznie jaśnie królewiczątko, żeby nie kopało pani, a królewiczątko kopie mnie
                                                dalej, to dostaję cholery, i rzeczywiście może paść "proszę uspokoić dziecko"
                                                czy coś takiego. I nie chodzi o dziecko, tylko o mamusię właśnie.
                                            • tfu.tfu Re: tfu tfu 26.01.09, 13:53
                                              oj, z rodzicami jest kiepsko, kiedyś mój kolega przyszedł do mnie z córką, która
                                              dosłownie rozniosła mi kuchnię - wywaliła wszystkie garnki z szafki, a na prośby
                                              do taty, żeby się może zajął dzieckiem, które mi demoluje mieszkanie,
                                              usłyszałam: "przecież sie nic ni8e dzieje"...
                                              i tak, uważam, że dzieci potrafią być KOSZMARNE!!! i sam temperament nie ma tu
                                              nic do rzeczy, bo mozna być temperamentnym i nie demolowac mieszkania...
                                              • ocisza Re: tfu tfu 26.01.09, 14:04
                                                Tu się zgodzę - na demolowanie mieszkania nie można pozwolić ani dorosłemu, ani
                                                dziecku. I nie jest ważne, czy to własne czy cudze mieszkanie :)
                                                • tfu.tfu Re: tfu tfu 26.01.09, 14:13
                                                  a na wrzaski i kopanie siedzeń w samolocie/pociagu/autobusie? ryki (nie płacz,
                                                  tylko RYKI) w restauracji? wiesz, jak dziecko płacze, to mi się serce kraje z
                                                  bezradności i żalu (mimo że nie cierpie dzieci generalnie ;) szczególnie cudzych
                                                  ;) pewnie własne pokocham ;)) ale jak próbuje mi wyrwać włosy i drze mi się do
                                                  ucha lub kopie siedzenie (a ja mam chory kręgosłup i czuję takie kopnięcie 10
                                                  razy bardziej), to nie dziw się, że twierdze, że klatka i knebel to mało (dla
                                                  rodziców też, żeby była jasność ;)).
                                                  nie jestem wojującą przeciwniczką potomstwa, wręcz przeciwnie. uważam, że dzieci
                                                  są przyszłościa, no ale nie takie wrzaskuny obrzydłe :(
                                                  • ocisza Re: tfu tfu 26.01.09, 14:22
                                                    Niestety dzieci się muszą nauczyć panować nad emocjami, bo nie jest to wrodzona
                                                    umiejętność. To, co nazywasz dzikim rykiem, jest zwykle wyrazem frustracji
                                                    małego człowieka. Niestety, jak musiałaś przeżyć podróż w takim towarzystwie, to
                                                    miałaś pecha. Podobnie jak ja miewam pecha podróżować w autobusie ze staruszką,
                                                    która od tygodni nie brała prysznica. Nie oznacza to jednak, że powinniśmy nie
                                                    wpuszczać do samolotu/pociągu/autobusu dziecka albo robić kontrolę czystości
                                                    staruszkom przed skorzystaniem z komunikacji miejskiej.
                                                  • masza.s Re: tfu tfu 26.01.09, 14:47
                                                    Zgadzam się z ociszą. I dodam, że "ryki" zdarzają się dorosłym - nie wiem, czy
                                                    widziałyście kiedyś np. solidnie kłócącą się parę w miejscu publicznym. Od ryków
                                                    dzieci niewiele się to różniła. Nie mamy prawa wymagać od dzieci, żeby były
                                                    robotami, kiedy one dopiero się uczą. Po pierwsze, wyrażanie swoich emocji jest
                                                    tym, co rodzice często chyba zaniedbują, tłumią emocje takiego dziecko, co
                                                    prowadzi do przemiany z płaczu w ryk. Zajmując z dziećmi z Domu Dziecka widzę to
                                                    bardzo wyraźnie. "Nie płacz, to nie boli" wywołuje RYK! "Popłacz sobie,
                                                    kochanie, jeśli chcesz, może Cię przytulić" wywołuje najczęściej to, że dziecko
                                                    z nosem w moim swetrze sobie 3 minutki chlipie, chlipie i przestaje. W ogóle -
                                                    jak wiele z nas, dorosłych, zostało nauczonych jako dziecko wyrażania emocji?
                                                    Tak samo z zaczepianiem innych. Dzieci garną do ludzi, którzy wydają im się
                                                    ciekawi, fajni. Owszem, rodzic musi reagować w tym momencie i mieć oczy dookoła
                                                    głowy, ale sama taka chęć jest naturalna.

                                                    Ja wiele razy byłam świadkiem niekulturalnego zachowania wśród dorosłych i
                                                    odbieram to gorzej niż ryki dzieci - bo ryki dzieci nie są od tego dziecka
                                                    zależne. I to nie jest tak, że jakikolwiek dziecko jest "koszmarne" - zwykle
                                                    trafia na niezbyt gotowych opiekunów, którzy nie umieją go nauczyć tychże emocji
                                                    albo po prostu samo jest w trakcie procesu nauczania, który trwa.
                                                  • tfu.tfu Re: tfu tfu 26.01.09, 15:13
                                                    nie znam wielu ryczących dorosłych, żaden dorosły tez nie próbował mi demolowac
                                                    mieszkania, ani nie szarpał za włosy w autobusie...
                                                    może mam szczęście i przebywam z fajnymi dorosłymi? a może niektórym rodzicom
                                                    odbija? bo ZNAM RODZICÓW, którzy najbardziej rozmarudzone dziecko są w stanie
                                                    uspokoić: bez wrzasków i bicia. wiekszośc nie umie, niestety.
                                                  • masza.s Re: tfu tfu 26.01.09, 17:32
                                                    Przepraszam, ale to ojciec tego dziecka, które demolowało Ci mieszkanie, jest za
                                                    to odpowiedzialny. I owszem, to on, chociaż nie swoimi rękoma, to mieszkanie
                                                    demolował.
                                                    Kwestia wyboru środowiska nie ma tutaj wiele do rzeczy - we Francji na ulicy
                                                    widziałam mężczyznę tłuczącego swoją kobietę ( oberwałam, bo zwróciłam mu
                                                    uwagę), widuję często podchmielone grupy kibiców, bo śpiewają serenady na cześć
                                                    Legii na moim de facto cichym osiedlu, spotkałam się z chamskich zachowaniem
                                                    starszych ludzi względem siebie w tramwaju. Widzę to codziennie. Ba, określenia
                                                    taki jak "ty stary pedale" i "ty k***o" też padają. Z ust dorosłych do dorosłych.

                                                    Większość nie umie, ale to żadna wina w tym dziecka. Dziecko bardziej odczuwa,
                                                    boi się i przeżywa.
                                                  • tfu.tfu Re: tfu tfu 26.01.09, 18:22
                                                    też byłam dzieckiem, wcale nie tak dawno temu :) i jakoś sobie nie wyobrażam
                                                    urządzania takich hec. jesli zaczynałam być zbyt rozbrykana wystarczyło poprosić
                                                    i czymś mnie zainteresować... za dziecko odpowiedzialny jest rodzic, fakt, ale
                                                    to dziecko demolowało mój dom. mądre wychowanie, to wychowanie z granicami. nie
                                                    mam nic przeciwko dzieciom, więc napadanie na mnie nic nie da, mam dużo
                                                    przeciwko rozwydrzonym bachorom, a takich, niestety, coraz więcej. i durnych,
                                                    naprawdę durnych rodziców...
                                                  • wera9954 Re: tfu tfu 26.01.09, 18:36
                                                    Ja też, z tego co pamiętam, byłam raczej grzecznym dzieckiem. Jednak kiedy się
                                                    mocno wkurzałam, jak inne dzieci mi dokuczały, to urządzałam niezłą szopkę, ale
                                                    można było mnie łatwo i szybko uspokoić - wystarczyło przytulić i pogłaskać po
                                                    głowie :) Jednak krzyki i nienajmilsze traktowanie mnie tylko pogarszało sprawę.
                                                    A mnóstwo widzę na osiedlu rodziców, którzy drą się na swoje dzieci o skórkę z
                                                    mydła :(
                                                  • origami_21 ? 26.01.09, 21:03
                                                    Przeanalizowałam cały ten offtop i doszłam do wniosku, że nie jestem
                                                    w stanie być obiektywna jeżeli chodzi o ocenę zachowania moich
                                                    dzieci. Skołowałyście mnie;) WYDAJE mi się że moi młodzi potrafią
                                                    się zachować wśród ludzi, a nawet czasem wykazują się cywilizowanym
                                                    zachowaniem w domu. Ale pewna tego nie jestem.

                                                    Apropos tego, że dziecka nie da się natychmiast uspokoić i że ono
                                                    się uczy wyrażać emocje - wszystko się zgadza, ale dziecko powinno
                                                    także przyswajać sobie pewne wzorce społeczne, więc zwrócenie mu
                                                    uwagi, aby np. nie grzebać w szafach będąc u kogoś z wizytą nie
                                                    spowoduje traumy, a w przyszłości może pomóc.
                                                    I jeszcze uważam, że wytyczenie granic swobody i konsekwentne się
                                                    ich trzymanie skutkuje długofalowo jako metoda wychowawcza. Krzyk
                                                    czy bicie mogą zadziałać na bardzo krótką metę.

                                                    Ale już się wypowiadać nie będę bo moje dzieci nie takie małe,
                                                    właściwie jedno już przestaje być dzieckiem a zmienia się w (jeszcze
                                                    nie) rozwydrzonego nastolatka. Więc jakby był jakiś offtopik o
                                                    współczesnej młodzieży to mnie zawołajcie:)
                                                  • wera9954 Re: ? 26.01.09, 21:10
                                                    Zgadzam się. Sama do niedawna byłam dzieckiem (teraz jestem niekoniecznie
                                                    rozwydrzoną nastolatką ;) ) i wiem, że krzyk i bicie w moim przypadku dawały
                                                    skutek odwrotny (chyba że już się zaczynałam bać), natomiast wystarczyło
                                                    powiedzieć "Weronika, nie rób tego" i byłam grzeczna :) Po co dorośli mieli
                                                    sobie nerwy psuć?
                                        • ocisza luliluli 26.01.09, 13:15
                                          To ja poproszę, żeby linie lotnicze sadzały pocących się pasażerów w osobnej
                                          części, bo mi przeszkadza nieładny zapach. Zwłaszcza jak w samolocie ściągną
                                          buty dla relaksu :/ A nastolatki w jeszcze innej części, bo mi przeszkadza szum
                                          jaki wydobywa się z słuchawek, jak słuchają głośno muzyki.
                                          • luliluli Re: luliluli 26.01.09, 14:18
                                            ooooo, ja bardzo chętnie też o to poproszę;) a tak poważnie, to czy
                                            nie byłoby to wygodne dla samych rodziców? ja będąc matką, której
                                            dziecko nie może przestać krzyczeć przez 1,5 godziny lotu wolałabym
                                            uniknąć nienawistych spojrzeń i docinek ze strony niecierpliwych
                                            pasażerów.

                                            PS poważnie ktoś ściągał buty podczas lotu? zawsze mnie rozbawia, że
                                            ludzie traktują godzinny lot jak wyprawę w kosmos - zamawiają
                                            tysiące przekąsek, ściągają buty, układają się jak do snu... co
                                            innego lecieć gdzieś daleko:) aaa już najbardziej idiotycznym
                                            objawem jest moim zdaniem klaskanie po wylądowaniu... Za co? że nas
                                            pilot nie roztrzaskał o ziemie czy co? nigdy tego nie zrozumiem.

                                            A tak w ogóle zdaje się, że strasznie offtopujemy;)
                                            • ocisza Re: luliluli 26.01.09, 14:30
                                              Zawsze mi się zdawało, że klaskanie to jest tylko wtedy jak pilot posadzi gładko
                                              maszynę. To chodzi o to, że im delikatniej posadzi samolot, tym lepiej świadczy
                                              to o jego umiejętnościach pilota.

                                              A wracając do dzieci w samolocie, to dla mnie najbardziej komfortową sytuacją by
                                              było, gdyby ludzie byli na tyle życzliwi, żeby nie rzucali mi nienawistnych
                                              spojrzeń i powstrzymali się od jakichkolwiek docinków.

                                              I fakt - offtop na Offtopach ;)
                                              • luliluli Re: luliluli 26.01.09, 14:35
                                                no więc na usprawiedliwienie okrutnych ludzi o nienawistnych
                                                spojrzeniach powiem, ze istnieją też tacy, którzy się starają o
                                                atmosferę życzliwości;))) zdarzyło mi się bawić w "kuku" z jakąś
                                                rozmarudzoną dziewczynką w autobusie - podziałało zbawiennie:)
                                                tylko, że ja akurat uwielbiam dzieci (małe głównie, bo przestaje je
                                                tolerować jak zaczynają osiągać wiek szkolny;))
                                                • masza.s Re: luliluli 26.01.09, 14:53
                                                  A ja siedziałam koło małego dziecka w samolocie, stewardessa zrozpaczona "może
                                                  pani będzie miała na niego oko?". No i okej. Co prawda chciał mnie pobić
                                                  plastikowym chomikiem, ale jakoś opanowałam malca. Wydaje mi się, że atmosfera
                                                  życzliwości oraz wyrozumiałości bardzo sprzyja. Różne są sytuacje.

                                                  Mi się zdarzyło np. rzygać na ulicy ( bynajmniej nie z powodu alkoholu, ale
                                                  duszności), mdleć w tramwaju i gdyby nie życzliwość ludzi, czułabym się wprost
                                                  okropnie. A tak starsza pani ustąpiła mi miejsca, kupiła mi wodę, odprowadziła
                                                  mnie do szkoły, żebym mogła stamtąd zadzwonić do rodziców/po taksówkę. Zdarzyło
                                                  mi się płakać na ulicy, a moja przyjaciółka ma problem z uszami w samolocie i
                                                  też płakała, już jako nastolatka. To nie jest tak, że ryki czy krępujące
                                                  sytuacje dotyczą tylko dzieci czy matek z dziećmi. Wydaje mi się, iż
                                                  zrozumienie, że dziecko to mały człowieczek, który ma pełne prawo nie umieć, nie
                                                  wiedzieć, bać się o wiele bardziej niż dorosły bardzo pomaga w tej kwestii. Bo
                                                  tak - dziecko ma pod tym względem więcej praw, a rodzice powinny być
                                                  ograniczeniem, tzn. stymulować dziecko tak, aby zachowywało się jak najlepiej i
                                                  np. nie pozwalać podchodzić do obcych w restauracji, biegać, skakać etc.
                                  • pierwszalitera Re: tytuł forum IMHO nietrafny. 25.01.09, 21:20
                                    masza.s napisała:

                                    > Nawet, jeśli prawdziwy. "Nie lubię dzieci" wzbudza więcej emocji niż "nie lubię
                                    > soku porzeczkowego". Ja bym się poczuła urażona, czytając forum "nie lubię
                                    > kobiet" albo "nie lubię kobiet z dużym biustem". To przyciąga i założyciel foru
                                    > m
                                    > chyba celowo założył taką prowokacje.

                                    Istnieją ludzie, których uraża wszystko, trudno się czasem w uczuciach tych urażalskich połapać. ;-)
                                    • masza.s Re: tytuł forum IMHO nietrafny. 25.01.09, 21:24
                                      Warto jednak zwrócić na to uwagę, zakładając na tym forum. Dlaczego na Lobby
                                      Biuściastych i Małobiuściastych jest tyle określeń, które nie muszą być
                                      obraźliwe, a jednak ich nie stosujemy? Przez szacunek. I zdrowy rozsądek.
                                      • pierwszalitera Re: tytuł forum IMHO nietrafny. 25.01.09, 21:28
                                        No to napisz tam, a nie tu.
                                        • mauzonka Zgadzam się z Maszą 25.01.09, 22:12
                                          A na tamtym forum, wybacz Pierwszalitero:), nie chce mi się pisać.
                                          Jak się jest człowiekiem na poziomie, to się dzieci na poziomie wychowuje - dzięki czemu wcale nie drą się w samolotach i restauracjach. POdejrzewam, że procent dzieci wrzeszczących w restauracjach jest dokładnie taki sam, jak procent ludzi dzowniących w restauracjach przez komórkę albo opowiadających przy stoliku sprośne kawały tak głośno, że obok nie da się rozmawiać.

                                          Rzeczy wychowania, wiek nie ma nic do rzeczy. No i - znam mnóstwo kulturalnych dzieci, z którymi rozmowa bywa o wiele bardziej ciekawa niż z ich rodzicami:)
                                          • pierwszalitera Re: Zgadzam się z Maszą 26.01.09, 01:13
                                            mauzonka napisała:

                                            > A na tamtym forum, wybacz Pierwszalitero:), nie chce mi się pisać.
                                            > Jak się jest człowiekiem na poziomie, to się dzieci na poziomie wychowuje - dzi
                                            > ęki czemu wcale nie drą się w samolotach i restauracjach.

                                            Ja za tamte forum też nie odpowiadam i nawet tam nie zaglądałam, bo nie mam potrzeby się wykłócać, kto ma rację i kto bardziej, czym epatuje. Może dlatego post maszy mnie zmierził. ;-) A dobrze wychowane dzieci, to ja namiętnie kocham i nie mam z nimi żadnych problemów. Moja mała bratanica też mnie uwielbia i świetnie się rozumiemy. Jestem zdecydowanie za, więcej takich proszę. :-)
                        • tfu.tfu Re: heh, chyba mam za dużo testosteronu 23.01.09, 16:18
                          a ja bym jeszcze dodała zawiść (tej więcej wśród kobiet jednak) i plotkarstwo
                          (tu równouprawnienie zauważyłam :P)
                          nie wypada być szczęśliwym. głupie, nie? przynajmniej w Polsce. nie wypada być
                          zadowolonym z siebie i swojego życia, nie wypada odnosić sukcesów, nie wypada
                          czuc sie spełnioną. lepiej być matka polką bolesną :/
                    • masza.s Re: nie, tu nie chodzi o wymagania z kosmosu 24.01.09, 18:18
                      Wszyscy? To ja chyba jestem dziwadłem, bo im więcej mężczyzn znam, tym bardziej
                      różnice między płciami, choć są zarysowane, przestają być znaczące. Moi
                      przyjaciele mają podobne lęki i pragnienie jak ja - zaskakująco podobne, chociaż
                      oni są "męscy", a ja "kobieca". Więc jak to jest?

                      Nie lubię strasznie rozdzielania świata męskiego i żeńskiego, dla mnie to
                      takie... sztuczne.
                      • wera9954 Re: nie, tu nie chodzi o wymagania z kosmosu 24.01.09, 19:32
                        masza.s napisała:

                        > Nie lubię strasznie rozdzielania świata męskiego i żeńskiego, dla mnie to
                        > takie... sztuczne.

                        To są moim zdaniem głupie stereotypy. Nie cierpię takiego podziału ról: kobieta
                        ma się zajmować dziećmi, domem, być tzw. kurą domową, a mężczyzna ma się
                        zajmować zarabianiem pieniędzy. Uważam, że to powinno zależeć nie od płci, a od
                        tego, co ktoś chce robić w życiu. Każdy powinien mieć prawo robić w życiu to, co
                        lubi.
                  • plica luliluli 24.01.09, 12:17
                    na cale szczescie tylko uogolnieasz :)
                    chociaz z mila checia zarzuce Cie dzisiaj problemami z erekcją i trzepaniem dywanu :)
      • stary_dywanik Re: Odczuwam brak takich:( 22.01.09, 14:05
        mauzonka napisała:

        > Z przykrością muszę przyznać, że odczuwam brak takich silnych i
        mądrych kobiet
        > w swoim otoczeniu. Mam te same odczucia co Pilica, jeśli chodzi o
        kobiety w życ
        > iu publicznym czy kulturalnym. A jeśli chodzi o takie zwykłe życie
        codzienne, t
        > o naprawdę ciężko mi znaleźć jakieś fajne babskie wzorce do
        naśladowania.
        >

        To ja chyba jakies wyjatkowe szczescie mam. Choc obracam sie
        zasadniczo w meskim towarzystwie to fajnych babskich wzorcow do
        nasladowania mi nie brakuje.
        Z mojej mamy moge byc straszliwie dumna, ciotki daja krzepiacy
        przyklad. Na studiach mialam do czynienia ze swietnymi kobietami (od
        doktorantek po panie profesor). Szefowa pokazuje mi, ze mozna byc
        jednoczesnie matka i docenianym profesjonalista, pozostajac
        sympatyczna i atrakcyjna kobieta. Moje nieliczne kolezanki bez
        wyjatku mnie pozytywnie mobilizuja swoim przykaldem.


        Oczywiscie zauwazam te wszyskie kobiety, ktore robia nam krecia
        robote ale patrzenie na wszystkie kobiety przez ich pryzmat tylko
        utrwala stereotypy.

        A tego chyba nie chcemy :)
        • kasica_k Utrwalaczki sterotypów 26.01.09, 00:15
          stary_dywanik napisała:
          >
          > Oczywiscie zauwazam te wszyskie kobiety, ktore robia nam krecia
          > robote ale patrzenie na wszystkie kobiety przez ich pryzmat tylko
          > utrwala stereotypy.

          Najbardziej irytują mnie u kobiet zachowania owe stereotypy potwierdzające. I
          rzeczywiście tutaj faceci dostają ode mnie nieświadomie taryfę ulgową, bo do ich
          stereotypowych wad w pewnym stopniu przywykłam (tych, którzy je uzewnętrzniają,
          najczęściej ignoruję), natomiast stereotypowe wady kobiet doprowadzają mnie do
          białej gorączki :)
          • pierwszalitera Re: Utrwalaczki sterotypów 26.01.09, 01:21
            kasica_k napisała:

            do ic
            > h
            > stereotypowych wad w pewnym stopniu przywykłam (tych, którzy je uzewnętrzniają,
            > najczęściej ignoruję), natomiast stereotypowe wady kobiet doprowadzają mnie do
            > białej gorączki :)

            To wytłumaczalne. Najbardziej irytują nas u innych te negatywne cechy, które podejrzewamy u siebie, albo te, o których myślimy, że ktoś mógłby nas o nie niesłusznie podejrzewać. ;-)
            • kasica_k Re: Utrwalaczki sterotypów 26.01.09, 18:17
              Otóż to ;)

              Na przykład wyraźne kłopoty z logicznym myśleniem tudzież "zapominanie" o logice
              w dyskusji tam, gdzie w grę wchodzą jakiekolwiek emocje. Zwłaszcza to ostatnie
              powoduje, że kobiety postrzegane są jako kłótliwe, egzaltowane idiotki, których
              nie warto słuchać. A tego to ja bardzo nie lubię :)
              • besame.mucho Re: Utrwalaczki sterotypów 26.01.09, 18:22
                To działa w dwie strony - egzaltowane idiotki źle, opanowane babsztyle
                też niedobrze ;). Połowa kłótni z moim byłym przeradzała się w kłótnie
                o wiele większe niż powinny być, bo bardzo mu się nie podobało, że
                kiedy on się "przejmował" i "uzewnętrzniał emocje" ja ironizowałam
                spokojnym tonem (tak, wiem że to niefajne ;) ), albo przeprowadzałam
                logiczne wywody.
                • kasica_k Re: Utrwalaczki sterotypów 26.01.09, 18:38
                  Komunikacja z facetami to inna para kaloszy. Mężczyźni wcale nie są "prości",
                  jak to wypisuje się w książeczkach typu "mężczyźni są z Marsa, a kobiety ze
                  Snickersa" ani zimni/logiczni, emocje też ich ponoszą, z czym często radzą sobie
                  gorzej od kobiet. Miałam na myśli nie tyle sytuacje sporne między bliskimi
                  osobami, gdzie emocje zwykle biorą górę u obu stron, ale np. dyskusje na forum
                  mniej lub bardziej publicznym (w tym: internetowym :), gdzie wybuchanie
                  pozbawionym sensu, niekontrolowanym jazgotem wywołuje u mnie szczególnie
                  dogłębny mackopad :) BTW taka niby zimna ironia to też sposób uzewnętrzniania
                  emocji :)
                  • besame.mucho Re: Utrwalaczki sterotypów 26.01.09, 18:42
                    Racja, taki forumowy jazgot też mnie dobija.

                    > BTW taka niby zimna ironia to też sposób uzewnętrzniania
                    > emocji :)

                    Wiem wiem, doskonale sobie z tego zdaję sprawę :). Dlatego te
                    kłótnie wybuchały - bo ja uważałam, że wcale nie podchodzę do
                    wsystkiego lekko i z olbrzymim dystansem, tylko że mam inny sposób
                    wyrażania emocji, a zdaniem mojego eks jak się nie krzyczało to się
                    nie przejmowało ;).
    • ciri1971 Cristina Biaggi 22.01.09, 11:37
      Artystka, niestrudzona tropicielka śladów Wielkiej Matki w naszych
      czasach i roli, jaką odegrala we wczesnych cywilizacjach. Autorka
      hipotez na temat powstania patrirchatu, feministka, w swojej sztuce(
      oczywiście pełnej motywów boginicznych) odwołuje się do kobiecej
      mocy i sprawia, że inni też ją czują..
      To kobieta obdarzona niezwykłą charyzmą, bardzo, bardzo mądra, pełna
      pasji i planów, co dla mnie ważne - feministka nie "przeciwko
      komuś",ale zwolenniczka wspólnego działania. W dodatku ma niezwykły
      dar opowiadania- 3-godzinny wykład, przesiedziany na nieludzko
      twardej podłodze, minął mi w mgnieniu oka i siedziałabym chętnie
      drugie tyle.

      A z kobiet w otoczeniu- jestem szczęśliwym człowiekiem, bo znam
      parę:)) Moja przyjaciółka, która mimo przeciwności losu pisze
      genialny doktorat, druga przyjaciółka, po śmierci męża walcząca o
      normalne życie, cioteczna siostra, która przeszła tyle złego, że
      starczyłoby na kilka osób, a jest jedną z najpogodniejszych kobiet,
      jakie znam...
      No i Wy:))
      A w ogóle dziś jestem optymistką:)
    • malagracja Dziewczyny na forum :) 22.01.09, 19:27
      Z prostego względu - jestescie dla mnie pierwszymi babeczkami, z ktorymi moge
      porozmawiac.

      Nigdy nie umialam znaleźć sobie koleżanki. Bylam chłopiarą i będę. Jesteście mi
      najbliższymi babeczkami jeśli o to chodzi :) Dlatego was cenie i wiele z was
      daje mi motywacje. Wiele sie od was nauczylam :)
    • nanah Nigella Lawson 23.01.09, 15:04
      Kolejna fajna babka:) Spełnia się w swojej pasji. Uwielbiam jej gotowanie i
      przekaz, by się cieszyć małymi przyjemnościami i traktować siebie z lekkim
      dystansem. Do tego jest niezaprzeczalnie piękna, mimo kształtów jakby spoza kanonu.
      • ocisza Re: Nigella Lawson 26.01.09, 12:35
        A wiesz, że w życiu prywatnym miała kilka tragedii? Rak wykończył kilkoro jej
        bliskich.
    • turzyca Babcia, Mama 24.01.09, 22:23
      (dlugie wyszlo, lojalnie ostrzegam.)

      Babcia.
      Skonczyla SGPiS, przez cale zycie pracowala zawodowo i prowadzila dom, ale
      posilkujac sie tzw. wyreka - pomoca domowa i opiekunka do dzieci w jednym.
      Wrocila z wczesniejszej emerytury do pracy i korzystajac z sytuacji, pojechala
      na zagraniczna placowke.
      5 lat po tym, jak przeszla na te wczesniejsza emeryture, zaczal sie w Polsce
      kapitalizm. Babcia zostala jednym z pierwszych bieglych rewidentow w Polsce,
      potem te tematyke wykladala i egzaminowala kolejnych bieglych, przez 15 lat
      prowadzila dobrze prosperujaca firme. Obcas, plaszcz, kapelusz, szminka. I
      jednoczesnie znakomite ciasto pieczone dla odprezenia, zeby rozerwac sie
      pomiedzy kolejnymi arkuszami ksiegowosci. Ale tez niezawracanie sobie glowy
      oknami i zlecanie tego komus.

      Mama.
      Podczas pobytu za granica, po roku opieki nad moja mala siotra, znalazla prace,
      po roku ja zmienila, za kazdym razem udowadniajac, ze myslenie jest wazniejsze
      od umiejetnosci. Gdy wrocilismy z zagranicy, nie miala w zasadzie do czego
      wracac - jej dawny zaklad pracy byl w glebokich tarapatach, na inzynierow nie
      bylo wowczas popytu. Zmienila zupelnie branze, wybrala taka, ktora wowczas byla
      zdominowana przez tzw. mlode scyzoryki czyli facetow nie majacych 30 lat i
      pokonczonych studiow, bo rzucili sie do kasodajnej roboty. Ona w tym gronie
      wygladala jak nieco z innej bajki. Ale okazala sie byc swietnym pracownikiem,
      firma uznala, ze warto w nia inwestowac. Skonczyla studia podyplomowe w tym
      kierunku, zmienila firme, w nowej krok po kroku wypracowala sobie pozycje,
      zaczynala od szeregowego pracownika wykwalifikowanego, w tej chwili kieruje
      zaprojektowanym przez siebie oddzialem obejmujacym 1/5 Polski. I jest lubiana
      szefowa, ktorej najmlodsi pracownicy, sa mlodsi ode mnie, ale odkrywaja to
      zazwyczaj dopiero przy jakichs papierkowych sprawach, bo na co dzien umie te
      "olbrzymia przepasc pokolen" zasypac - moj znajomy, ktory tam pracuje mowi, ze
      nie zna zadnego szefa, ktory bylby jednoczesnie tak wyluzowany i odpowiedzialny.
      Bo Mama nie tylko umie swietnie dostrzec, co jest wazne, a co bzdetem, ale tez
      ma znakomite poczucie humoru i czesto jednym slowkiem rozladowuje napieta
      sytuacje. Starannie zbudowala sobie, nietypowy jak na branze, mocno babski
      zespol i dowiaduje sie o ciazy pracownicy rownie szybko jak rodzina.
      A co do rodziny - przy calej tej pracy zawodowej zawsze mialam takie poczucie,
      ze jest blisko, ze jesli cos sie bedzie zle dzialo, to moge do niej przyjsc.
      Zawsze starala sie udzielic mi madrej rady, powstrzymujac sie od krytykanctwa. I
      wie wiecej niz matki wielu moich kolezanek, ale tez w moim przypadku jest duzo
      mniej do wiedzenia, bo dawala mi mnostwo swobody, wiazac ja jednak z
      odpowiedzialnoscia. Nigdy wiec nie kusilo mnie, zeby "zerwac sie ze smyczy" i
      np. upic sie podczas wyjazdu do nieprzytomnosci tudziez zrobic wyscigi z
      zaliczania mezczyzn. ;)


      Obie maja tez swoje wady. Ale to nie przeszkadza, ze sa dla mnie wzorami do
      nasladowania. Umiejetnosc odsiewania ziarna od plew, nieprzejmowania sie
      rzeczami nieistotnymi, w tym opinia otoczenia, delegacji zadan, elastycznosc i
      iscie do przodu, zamiast kurczowo trzymac sie wyprobowanego. Dla mnie stanowia
      przyklad, ze mozna jednoczesnie odnosic sukcesy w zyciu zawodowym i prowadzic
      szczesliwe zycie rodzinne.
      Mam nadzieje, ze moja corka kiedys bedzie mogla czuc taka sama dume, jaka ja
      czuje myslac o tych dwoch kobietach.
      • jolka-pol-ka Re: Babcia, Mama 26.01.09, 01:39
        Turzyco - pięknie napisałaś. Myślę, że i mama, i babcia też są z
        Ciebie dumne :)
      • origami_21 Re: Babcia, Mama 26.01.09, 15:14
        Ja właściwie mogę powiedzieć, ze większość kobiet w mojej rodzinie
        to silne i niezależne panie. Co ciekawe od strony Mamy, ale od
        strony Taty również. Jak była potrzeba to potrafiły ostro iść pod
        prąd, nie bały się wyrażania otwarcie swoich poglądów nawet wtedy
        kiedy było to mało popularne, a nawet niebezpieczne.
        Moją Mamę cenię najbardziej za to, że do końca swojego życia mnie
        wspierała i pokazała mi jak być pewną siebie, otwartą i odważną
        kobietą - taka pogodna i odważna była do samego końca, mimo ciężkiej
        choroby, która ją pokonała. Staram się być taką matką dla mojej
        córki.
    • besame.mucho Mama 26.01.09, 15:28
      Nie znam żadnej historii o mamie, przy okazji której nie byłabym z
      niej dumna. Od czasów licealnych zaczynając, przez studencko-
      opozycyjne i studencko-magistersko-doktoratowo-dzieciowe, do
      niedawnych.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka