Dodaj do ulubionych

farmaceutycznie/nasennie

25.01.09, 12:49
od jakiegoś czasu mam potworny problem z zasypianiem, zawsze chodziłam
późno, ale to co działo się ze mną ostatnimi mięsiącami przeszło
ludzkie pojęcie.
przyczyna bezsenności jest mi z grubsza znana, mam mnóstwo stresów,
trudne decyzje do podjęcia w najbliższym czasie itd.
i pewnie jak tak dalej pójdzie to czekac mnie będzie wizyta u specjalisty.

mam pytanie do tych, które mają jakieś doświadczenie z lekami nasennymmi.
brałam kila środków, które nie ułatwiały mi zasypiania i mimo że je
stosowałam nie spałam do 4- 5 rano a następnego dnia byłam ledwożywa.
biorę teraz od 4 dni środek z zolpidemem, czyli nie za ciekawie, ale
pomaga:)
zasypiam jak anioł po 10 minutach od połknięcia tabletki i śpię do 8 rano,
budzę się szczęśliwa i wyspana :D
trochę się jednak boję uzależnienia. planuje zmniejszać dawkę i
wyrobić w sobie nawyk wcześniejszego chodzenia spać, tylko nie wiem
co z tego wyjdzie, pisanie magisterki, sprawy sądowo-spadkowe itd
czy jakaś forumka miała podobny problem ?

wiem,wiem... na moje pytanie powinien mi odpowiedzieć lekarz wypisujący
mi ten środek, ale jakoś zapomniał? uznał że nie ma takiej potrzeby?
Obserwuj wątek
    • pitupitu10 Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 12:57
      Nie znam się, ale z tego co słyszałam, to kłaść spać powinno się wtedy, kiedy
      nam się chce, a nie dlatego, że jest 21, 22,23..., dlatego nie jestem
      przekonana, czy postanowienie pójścia spać wcześniej cokolwiek pomoże.

      A tak na chłopski rozum: skoro przyczyną bezsenności są problemy / stresy to
      powinnaś skoncentrować się na ich rozwiązaniu. W tej chwili tylko walczysz z
      objawami, a nie z przyczyną.
      • quleczka Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 14:23
        No pewnie lepiej by bylo klasc sie wtedy, kiedy spac sie chce...ale wtedy trzeba
        by jeszcze moc sie budzic wtedy kiedy chcemy, a na to malo kto moze sobie
        pozwolic, niestety.

        Fakt faktem jednak, ze poloznie sie wczesnie spac moze niewiele dac bo nie
        bedzie nam sie chcialo spac

        Moze pomoc chyba jedynie w tym sensie, ze wczesniej biorac kapiel,
        przyciemniajac swiatlo, biorac jakas mila lekture szybciej sie wyciszymy i moze
        uda nam sie nieco wczesniej zasnac...

    • pierwszalitera Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 14:15
      Farmaceutycznie nie chcę ci niczego doradzać, bo z mojego doświadczenia łagodne środki roślinne nie działają u wszystkich, a wszystkie inne są na receptę i zależą w dużej mierze od osobistych potrzeb, sytuacji i często też lekarza. Poza tym istnieją jeszcze uzależnienia i poważne działania niepożądane.
      Mam jednak jeden wypróbowany sposób i jest to zdrowe zmęczenie fizyczne. 4-5 godzin przed położeniem się do łóżka 45 minut intensywnego sportu. Znakomicie działa na odbudowanie stresu i po krótkim czasie zaczyna regulować sen. Ten czas warto na to znaleść.
      • koza-1985 Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 15:03
        ja farmaceutycznie nie chcę eksperymentować,stąd moje pytanie czy ktoś ma
        podobny problem. jeśli chodzi o metody konwencjonalne, to przerabiałam
        wszystkie możliwości. wysiłek fizyczny przed snem, próba wyciszenia
        się, nie jem wieczorem, staram się aby łózko kojarzyło się że spaniem itd.
        melisę i inne tego typu specyfiki testowałam.
        problemem nie jest to, że nie chce mi się spać, ależ mnie się chce i to
        bardzo, kładę się i kilka godzin spędzam leżąc, kręcąc się itd.
        środki nasenne to była konieczność, bo nie muszę mówic jak się czuje
        człowiek po tygodniu, gdy co noc śpi koło 4 godzin
        teraz śpię jak anioł tylko martwię się co będzie jak przestanę brać
        tabletki i jak sobie z tym poradzić, bo nie chcę ich brać byt długo, bo
        efekty ich stosowania nie są zbyt ciekawe:/
        • pierwszalitera Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 16:10
          koza-1985 napisała:

          jeśli chodzi o metody konwencjonalne, to przerabiałam
          > wszystkie możliwości. wysiłek fizyczny przed snem, próba wyciszenia
          > się, nie jem wieczorem, staram się aby łózko kojarzyło się że spaniem itd
          > .
          > melisę i inne tego typu specyfiki testowałam.

          Natychmiastowo to działają tylko tabletki. Jeżeli chcesz sobie pomóc metodami konwencjonalnymi, to niestety musisz na ich działanie dłużej poczekać. A sport jest metodą rozładowania stresu, bo to właśnie on nie pozwala ci zasnąć. Być może za szybko zrezygnowałaś. Możesz spróbować też autogennego treninigu, albo innych metod odprężających. Czasem problemy z zasypianiem i nerwowość są objawami depresji i wtedy pomogają lekko uspokajające środki antydepresyjne (trójcykliczne jak Amitryptylina) brane przede wszystkim wieczorem. Przy długotrwałym stresie, w nawet przy chronicznych bólach też się ten środek podaje. Pomaga zasypiać, a nie uzależnia jak inne preparaty nasenne. No i naucz się odpychać negatywne myśli przychodzące przed snem. Za każdym razem, gdy zaczynasz myśleć o nierozwiązanych problemach i kłopotach, albo o tym, że nie możesz zasnąć, to wyobraź sobie duży znak drogowy z napisem STOP. To może śmieszne, ale taką metodę stosuje się z powodzeniem przy natręctwach. Fantazjuj sobie lepiej na przyjemne tematy. ;-)
        • tfu.tfu Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 16:32
          czytałam, że martwienie się że się śpi/nie śpi to najgorsze co mozna zrobić.
          nakręca się tym jeszcze bardziej spiralę bezsenności.
          ja muszę przeczytać przed snem, chocby 1 zdanie, 1 akapit, 1 rozdział, czasem
          całą książkę ;) (jak się zaczytam ;)) ale u mnie to działa bez pudła.
          na studiach działał Husserl ;) nic tak nie usypiało jak "badania logiczne" ;))
          • pierwszalitera Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 16:37
            tfu.tfu napisała:

            ale u mnie to działa bez pudła.
            > na studiach działał Husserl ;) nic tak nie usypiało jak "badania logiczne" ;))

            Znam ten sposób. ;-) Biały dzień, piękne słońce, ja siadam z zamiarem przeczytania coś metodologiczno-statystycznego, po pięciu minutach oczy zamykają się same. ;-)
            • tfu.tfu Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 16:50
              husserla nic nie przebiło do dnia dzisiejszego ;) mój absolutny nr 1 ;)
              • besame.mucho Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 22:15
                No masz, a ja przy Husserlu nie mogę spać, za bardzo mnie denerwuje
                ;). Tak samo Derrida, myślałam że przy nim zasnę momentalnie, ale tak
                mnie denerwowało to, że co chwila nie wiem o co mu chodzi, że miałam
                ochotę rzucać książką w ścianę, a nie grzecznie spać ;).
            • plecha1 Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 21:39
              Moim absolutnym hitem był Germinal. Czy czytałam go o 9 rano, 15, 22 czy 3,
              byłam w stanie robić to maksymalnie przez 15 minut. Po tym czasie zasypiałam w
              dowolnej pozycji, nawet gdy robiłam z niego notatki :)
          • wera9954 Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 17:42
            Dobry jest też słownik ortograficzny ;) Sama wypróbowałam ;)
      • joankb Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 15:06
        To jest dobra rada - ale jak ma się w miarę normalny, uregulowany tryb życia.
        4-5 godzin przed położeniem się do łóżka to ja przeważnie jestem w pracy :((((.
        Jak przychodzę do domu to patrzę od razu gdzie łóżko :))
    • tfu.tfu Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 15:29
      Kózko Kochana!
      primo: jesli bezsenność jest długotrwała (ponad 3 miesiące) to w te pędy po
      skierowanie do rodzinnego: niech Cię skieruje do jakiegokolwiek ośrodka leczenia
      bezsenności (tych w PL juz kilka jest) np.
      www.psychomedica.pl/strony/plb.html
      secundo: wiesz, że to stres i masa problemów, ja mam tak samo, z tym, że u mnie
      to raczej psyche się przekłada na obniżenie odporności i łapię wszelkie świństwa
      natychmiast (niestety..)
      tertio: techniki relaksacyjne, wszelkie możliwe, cokolwiek Ci podpasuje (może
      być nawet kick-boxing ;) niektórym robi lepiej niz medytacja ;) np. mnie :P)
      po moich 3 miesiącach tragicznej bezsenności miałam klasyczną depresję :/
      : * trzymaj się kochana!
    • quleczka lekki offtop ale w temacie :) 25.01.09, 16:15
      polskieradio.pl/trojka/dobronocka/?d=20090126
      akurat trafilam - odnosnie zwiazku zdrowia z stresem/problemami - no i pora w
      sam raz dla tych co spac nie moga ;)
    • besame.mucho Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 18:12
      Ja zawsze kiepsko spałam, a teraz mam podobną sytuację do Ciebie -
      dużo stresów, sądowo-spadkowo-urzędowe użeranie się, kiepskie
      samopoczucie i tak dalej i tak dalej. W każdym razie bezsenność
      złapała mnie jeszcze gorsza niż kiedyś i calymi nocami przerzucam
      się w łóżku z boku na bok. Tabletki próbowałam brać raz czy dwa, ale
      nigdy nie dłużej niż dwa-trzy dni. Nie chcę się od nich uzależnić i
      nie móc usnąć bez piguki, więc już raczej nie będę ich brała. Z
      metod domowych pomaga mi zrobienie sobie jak najlepszych warunków do
      snu, czyli grubie ciemne zasłony i absolutna cisza (przy odrobinie
      światła albo dźwięków nie jestem w stanie zmrużyć oka). Czasami
      sprawdza się długie wyleżenie w wannie, z olejkami, pianką i innymi
      bajerami. Czasami porządne zmachanie się przed snem.
      Metodę wczesnego kładzenia się zarzuciłam, bo kończyła się tym, że
      zamiast rzucać się z boku na bok pięć godzin, rzucałam się osiem :).
      Ostatnio zdarza mi się wyciągać wieczorem jakiegoś kolegę czy
      koleżankę na pogaduchy i herbatę czy wino = jak posiedzę po 2 czy 3,
      to do rana nie zostaje bardzo dużo czasu, ale przynajmniej jestem na
      tyle zmęczona, że szybciej zasypiam i kilka godzin przesypiam
      normalnie, a nie budząc się co piętnaście minut.
      • besame.mucho Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 18:13
        Zaszalałam z literówkami. "-", a nie "=" i "do 2 czy 3" a nie "po" :).
      • besame.mucho Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 22:13
        Aha, no i polecam też próby prowadzenia (mimo stresów i ciężkich
        sytuacji) jak najbardziej normalnego trybu życia. Ja najgorzej
        spałam kiedy sobie w ogóle rozregulowałam wszystko, czyli wpadłam w
        krótki na szczęście okres pod tytułem "mam wszystko gdzieś",
        objawiający się ignorowaniem tego, że jak jest zima, to ciepłe
        rzeczy je się częściej niż raz na dwa tygodnie i w ogóle je się
        rozsądniej niż w sposób "od dwóch dni nic nie jadłam i nagle robię
        się o 3 w nocy głodna, więc wrzucam w siebie jakąś kanapkę", jak się
        zaczyna przeziębiać, to siedzi się w domu i pije herbatę, a nie
        włóczy po ulicach, jak się pojawiają inne mniejsze problemy, to się
        je rozwiązuje, a nie zostawia żeby się piętrzyły, itd.
        Czasem trudno się zmobilizować, ale trzeba spróbować dać sobie kopa.
    • prostokvashino "nie stresować się" 25.01.09, 19:03
      Taaa, jasne. Mam podobną sytuację: strasznie się stresuję, a ponieważ jakoś
      niezbyt dużo okresów w moim życiu było łatwych i/lub przyjemnych - to stres to
      jest coś permanentnego u mnie. Są fazy nasilenia. I wtedy już w ogóle nie mogę
      zasnąć, kręcę się z boku na bok, zaczynam rozważać te problemy i td. I NIC nie
      mogę na to poradzić. Albo też na stres reaguję mocnym nietrawieniem i bólem
      brzucha, nawet przez rok miałam ostrą zgagę przez to. I rada wszystkich lekarzy
      - "nie stresowac się". ALE JAK do ch..ry to zrobić?? Ja naprawdę!! bardzo
      chętnie przestanę się stresować, tylko nie potrafię tego zrobić.
      Trochę z zasypianiem pomógł mi sport - wieczorem 2 razy w tygodniu o 19, 19:30
      mam tańce. Przed 22 jestem w domu, czasami nie mam nawet siły na prysznic.
      Zasypiam bardzo szybko. Tylko rano itak nei jestem w stanie się obudzić o
      normalnej porze do pracy, bo doszło jeszcze zmęczenie fizyczne.
      • pierwszalitera Re: "nie stresować się" 25.01.09, 20:34
        prostokvashino napisała:

        I rada wszystkich lekarzy
        > - "nie stresowac się". ALE JAK do ch..ry to zrobić?? Ja naprawdę!! bardzo
        > chętnie przestanę się stresować, tylko nie potrafię tego zrobić.

        Stresu nie wyeeliminujesz, musisz nauczyć się więc, jak go skutecznie odreagować. Techniki relaksacyjne są pomocne, bo dobrze wyuczone, pozwalają na odprężenie się w ciągu kilku minut, a nawet sekund. Napięcie nie będzie się więc kumulowałao cały dzień. Warto też się zastanowić, dlaczego reagujesz wrażliwiej na stres od innych. Prawdopodobnie stosujesz niekorzystne techniki obchodzenia się z trudnymi sytuacjami. Niekorzystne, bo doprowadzają cię do bezsenności. Niekiedy bardzo dobrze pomaga psychoterapia tzw. kognitywno-behawioralna. Możesz w niej uświadomić sobie i przeanalizować dotychczasowe błędy, np. fałszywe założenia, niekorzystne tłumaczenia, nastawienia i ocenę rzeczywistości. I nauczyć się nowych strategii. W psychologii mówi się, że jeżeli nie możesz zmienić drażniącej cię sytuacji, musisz zmienić własne nastawienie do niej. Nie ma co czekać, aż świat stanie się od samości lepszy. ;-) Zachowanie i procesy myślowe można zmodyfikować, by trudne rzeczy stały się łatwiejsze. :-)
        • besame.mucho Re: "nie stresować się" 25.01.09, 20:41
          Ja się na psychologii nie znam, ale z własnych doświadczeń wnoszę, że
          zdarzają się na tyle dające po tyłku problemy, że techniki
          relaksacyjne niewiele dają. Nie wiem czy to nazwać stresem, stanami
          depresyjnymi czy czymkolwiek innym, ale nie uwierzę, że niektóre
          sytuacje da się opnanować w kilka minut czy sekund.
          • tfu.tfu Re: "nie stresować się" 25.01.09, 21:21
            nie da, rozpacz po śmierci bliskiej osoby (w moim przypadku mamy) trwała lat 5,
            następne kilka wychodzenie z niej.
            w ostatniej depresji (siadł mi kręgosłup, prawie 6 miesięcy niesprawności
            ruchowej + ból taki, że już nawet tramal nie pomagał) pomógł mi... pies. de
            facto uratował mi życie, bo lezałam płacząc i marząc tylko o tym, żeby ten ból
            zakończyć raz na zawsze.
            jak ktos mi mówi "weź się w garść" to mam ochotę zrobic temu komuś cos bardzo
            złego i bolesnego. tak samo jak zapewnienia: "jesteś silna, poradzisz sobie" -
            pewnie, że sobie poradzę, ale jeśli już się człowiek przemógł, żeby o tym, co go
            dobija powiedzieć, to nie po to, żeby usłyszeć kolejny frazes. już lepsze jest
            przysłowiowe "pogłaskanie po główce" i powiedzenie "będzie dobrze, zobaczysz"
            (bo to daje jakąś nadzieję). ja wiem, że nie ma sytuacji bez wyjścia, czasem po
            prostu tego wyjścia nie widać.
            z doświadczenia wiem, że pomaga każda forma aktywnosci fizycznej. kiedyś mi
            pomogła joga, ale np. teraz wolałabym kick-boxing bo zła jestem bardziej niz
            nieszczęśliwa i powinnam tę złość wyładować tfu-rczo ;)
            besame, ściskam Cię mocno!
            • quleczka Re: "nie stresować się" 25.01.09, 22:39
              mi tez kiedys joga pomagala :) dzis nie cwicze regularnie ale czesc nauki nadal
              sie przydaje np. wlasnie gdy nie moge zasnac...

              wtedy klade sie na plecy, siavasana i odpowiednie oddychanie, kierowanie
              mysli...i czesto jednak udaje mi sie zasnac znacznie szybciej niz wiercac sie z
              boku na bok ;)

              p.s. chyba dwie rozne rzeczy to przewlekly stres/depresja/przytloczenie
              problemami, a co innego umiejetnosc chwilowego relaksu, wylaczenia myslenia i
              odciecia sie od problemow...
          • pierwszalitera Re: "nie stresować się" 25.01.09, 21:39
            besame.mucho napisała:

            > Ja się na psychologii nie znam, ale z własnych doświadczeń wnoszę, że
            > zdarzają się na tyle dające po tyłku problemy, że techniki
            > relaksacyjne niewiele dają.

            Pozwolę się nie zgodzić. Techniki relaksacyjne są przydatne, bo pomagają w opanowaniu chronicznego stresu, a wydaje mi się, że o taką sytuację chodziło. Jeżeli ktoś stale i w różnych sytuacjach ma problemy z opanowaniem napięcia, to nie można ciągle zwalać na dające po tyłku problemy. Są naturalnie też momenty krytyczne i niespodziewane ciosy losowe, w których wiele relaksacją nie zdziałamy, ale nawet wtedy ludzie z odporniejszym gorsetem psychicznym lepiej sobie radzą i szybciej odzyskują kontrolę.
            • besame.mucho Re: "nie stresować się" 25.01.09, 22:04
              > Jeżeli ktoś stale i w różnych sytuacjach ma problemy z
              > opanowaniem napięcia, to nie można ciągle zwalać na dające
              > po tyłku problemy.

              Zgadzam się, ale dla mnie sytuacja opisana przez Kozę to właśnie
              raczej sytuacja kiepskiego stanu spowodowanego większym problemem, a
              nie ogólny brak radzenia sobie i problem z opanowaniem napięcia w
              różnych sytuacjach. No ale też Koza nic dokladnie nie opisywała,
              więc mogę się mylić.

              > Są naturalnie też momenty krytyczne i niespodziewane ciosy
              > losowe, w których wiele relaksacją nie zdziałamy, ale nawet
              > wtedy ludzie z odporniejszym gorsetem psychicznym lepiej sobie
              > radzą i szybciej odzyskują kontrolę.

              Na pewno, ale i od takich osób nie można wymagać, żeby nigdy nie
              miały gorszego tygodnia czy dwóch. Zgadzam się z tym co napisała
              tfu.tfu, czyli z tym, że komentarze typu: "Ze wszystkim sobie zawsze
              świetnie radzisz i w ogóle taka silna jesteś, więc teraz też
              spokojnie przez wszystko przejdziesz!" są potwornie irytujące
              (właśnie irytujące, nie zasmucające).
              Zgadzam się z tym, że osoby, które ogólnie rzecz biorąc dobrze sobie
              radzą ze stresem, często radzą sobie też lepiej w przypadku
              niespodziewanych ciosów losowych, ale też uważam, że przypominanie
              im wtedy o tym, jak to sobie z innymi rzeczami świetnie radzą nie
              jest fajne. No ale ja jestem z tych, które w ogóle nie lubią się
              specjalnie ludziom wygadywać, bo głaskanie po główce denerwuje mnie
              chyba nawet jeszcze bardziej.
              • pierwszalitera Re: "nie stresować się" 25.01.09, 22:37
                besame.mucho napisała:

                > Na pewno, ale i od takich osób nie można wymagać, żeby nigdy nie
                > miały gorszego tygodnia czy dwóch. Zgadzam się z tym co napisała
                > tfu.tfu, czyli z tym, że komentarze typu: "Ze wszystkim sobie zawsze
                > świetnie radzisz i w ogóle taka silna jesteś, więc teraz też
                > spokojnie przez wszystko przejdziesz!" są potwornie irytujące
                > (właśnie irytujące, nie zasmucające).

                Zgadzam się. Ja w ogóle nie jestem zwolenniczką głaskania po głowie. ;-) Nie wymagam też od nikogo perfekcji i "od zaraz" radzenia sobie z problemami. Jestem tylko zdania, że warto paru rzeczy spróbować, a nie zarzekać się, że "mnie na pewno nie pomoże, bo moje problemy są wyjątkowe". Jeżeli w jakiś sposób można w ten sposób ulżyć sytuacji, to będzie to na pewno wygrana. Techniką relaksacjyną nie rozwiąże się może i problemu, ale pomoże zdobyć choć odrobinę więcej snu niż w obecnej chwili. A psychoterapia pomoże spojrzeć na nasze problemy ze strony, z której pewnie jeszcze całości nie widziałyśmy, bo nikt nie jest wszechwiedzący i całkiem możliwe, że wpadnie nam przy tym parę kreatywnych rozwiązań do głowy, które ułatwią nam życie.
                • tfu.tfu Re: "nie stresować się" 25.01.09, 22:47
                  a propos: moja przyjaciółka (najkochańsza na świecie) zawsze powiada w
                  sytuasjach podbramkowych: "chodź, usiądź, powiedz, może razem znajdziemy jakieś
                  wyjście".
                  w 90% przypadków ja np. potrzebuję się wygadać, jak z siebie wyrzucę, to mi się
                  w mózgu przejaśnia, robi się mały "klik" i już mogę myśleć. :) no i lubię, jak
                  mnie ktoś od czasu do czasu po główce pogłaszcze i powie "będzie dobrze". :) nie
                  jestem typem "siłaczym" jednak ;)
                  • koza-1985 Re: "nie stresować się" 25.01.09, 22:49
                    w mózgu mam już przejaśnione, sprawa jedna i to bardzo istotna
                    rozwiązana, ale za to kac moralny po niej wielki od wczoraj.
                    • tfu.tfu Re: "nie stresować się" 25.01.09, 23:04
                      mogę pogłaskać po główce, czy będziesz gryźć? :) tak czy siak wspieram, jak mogę
                      (przesyłam dobrą falę i ścisk serdeczny). kac mija, moralny też.
                      • koza-1985 Re: "nie stresować się" 25.01.09, 23:08
                        można głaskać ale łeb nie umyty;P
                        kac minie zwłaszcza że "ludzie mówią" że nie powinnam go mieć.
                        jednak są we mnie jakieś ostatki ludzkich uczuc względem pewnej osoby,
                        nawet siebie o to nie posądzałam.

                        a teraz na mnie pora, biorę tabletkę szczęścia i zasypiam, kolejny ciężki
                        tydzień się zaczyna
                        • tfu.tfu Re: "nie stresować się" 25.01.09, 23:24
                          to pogłaszczę i uścisnę życząc spokojnej nocy :) (i polecę banalnie: zobaczysz,
                          jeszcze będzie przepieknie, jeszcze będzie normalnie :))
                        • ederlezi1981 Re: "nie stresować się" 26.01.09, 15:52
                          > jednak są we mnie jakieś ostatki ludzkich uczuc względem pewnej osoby,
                          > nawet siebie o to nie posądzałam.
                          <rotfl>
                          Jasne, po co mieć gdzie mieszkać i za co? TO ja może powinnam se na Bankowej dorobić?
                          • koza-1985 Re: "nie stresować się" 26.01.09, 17:05
                            ederlezi nie drwij ze mnie!
                            w sobotę sama mówiłaś coś podobnego.
                            poza tym nie o to tu pytam
                  • besame.mucho Re: "nie stresować się" 25.01.09, 23:07
                    Po prostu każdemu co innego pasuje. Ty czasem potrzebujesz
                    pogłaskania, mnie się na głaskanie nóż w kieszeni otwiera ;). Jak ze
                    wszystkim w sumie.
                    Zgadzam się w Pierwsząliterą w tym, że różnych rzeczy warto
                    popróbować, bo mogą pomóc. Ja bym tylko była za tym, żeby podchodzić
                    do nich z pewnym dystansem, bo mam wrażenie, że inaczej łatwo się
                    zaplątać w podejście "jak NAWET to mi nie pomaga, to już na pewno
                    jest beznadziejnie i nic się nie da zrobić", a zdrowsze jest chyba
                    raczej "to mi nie pomogło, ale nigdzie nie jest powiedziane, że musi
                    mi pomagać akurat dokładnie to samo co pani iks, warto sprobować też
                    czegoś innego".
                    • quleczka Re: "nie stresować się" 25.01.09, 23:24
                      dobrze powiedziane :)

                      po prostu probowac i nie dolowac sie za bardzo jak cos nie podziala...ale jednak
                      probowac dalej znalezc jakis sposob, a nie mowic sobie, ze moje problemy sa tak
                      straszne, ze przeciez na to nic nie pomoze, wiec nie ma co szukac...

                      bo wtedy faktycznie nic nie pomoze :)
                    • tfu.tfu Re: "nie stresować się" 25.01.09, 23:29
                      no wiadomo, że dla każdego co innego :) na ból duszy nie ma jednej tabletki z
                      krzyżykiem.
        • prostokvashino Re: "nie stresować się" 25.01.09, 22:39
          Sorki za OT w wątku, ale u mnie właśnie chyba problemem jest to, że podchodzę
          zbyt uczuciowo/osobiście do wszytskiego. Na dodatek tak trochę 'przymuska' ze
          mnie (chodzi o to, że nie potrafię mieć olecze podejście np do pracy). Jak już
          mam dostawać pieniądze, to uważam, że powinnam robić najlepiej jak potrafię.
          Problem zaczyna się, gdyż ja jestem kierownikiem projektu dużego, bardzo
          trudnego, przy którym poległo parę osób. A to jest najgorsze stanowisko z
          możliwych: masz ludzi, praca których ma się złożyć na cały projekt, tylko że ty
          nie masz na nich żadnego przełożenia. Oni są w innych strukturach, mają swoich
          kierowników funkcjonalnych i często albo w ogóle mają cię w nosie, albo nawet
          jak i muszą coś zrobić dla ciebie, to widzisz, że opier... równo i zawalają całą
          twoją robotę.
          Olać - niezbyt możesz, bo ten projekt - to twoja odpowiedizalność, w pierwszej
          kolejności ciebie rozliczą.
          A na dodatek - ja się stresowałam czymś ważnym nawet gdy to tylko ode mnie zależało.

          Pierwszalitero, gdzie można/warto spróbować tej psychoterapii? I najlepiej tak,
          żeby nie zrujnować portfela (frak leci do góry jak szalony, a kredyt spłacać
          trzeba - hm, dodatkowy stres?) Najlepiej w Warszawie, albo jakieś wskazówki, po
          czym poznać, ze to sensowne, a nie ktoś się bawi w psychologa?
          • pierwszalitera Terapia w Warszawie 25.01.09, 23:28
            prostokvashino napisała:

            > Pierwszalitero, gdzie można/warto spróbować tej psychoterapii? I
            najlepiej tak,
            > żeby nie zrujnować portfela (frak leci do góry jak szalony, a
            kredyt spłacać
            > trzeba - hm, dodatkowy stres?) Najlepiej w Warszawie, albo jakieś
            wskazówki, po
            > czym poznać, ze to sensowne, a nie ktoś się bawi w psychologa?

            Terapie bahawioralne są dobre, gdy chodzi o praktyczne nauczenie się
            nowych, albo brakujących kompetencji społecznych, technik
            relaksacyjnych, strategii radzenia sobie ze stresem. Są też
            doskonałe w przypadkach fobii, np. fobii socjalnych.
            Z deperesjami radzą sobie świetnie terapie poznawcze (kognitywne)
            (Beck, Ellis). Korygują wyuczone często fałszywe założenia i
            tłumaczenia, którymi wyjaśniamy sobie świat, a które nie sprawdzają
            się na rzeczywistości i ciągną nas w dół.
            A dla pokonywania destruktywnych mechanizmów, inkongruencji
            utrudniających nam życie (trochę jak w twoim przypadku) niezłe są
            humanistyczno-egzystencjalne według Rogersa. Terapia według Rogersa,
            to taka nienarzucająca, empatyczna technika rozmowy, która pozwala
            (inteligentnemu) klientowi samemu dojść do odpowiednich wniosków i
            rozwiązań. Dobrze przeprowadzona jest wspaniałą rzeczą do poznania
            siebie. :-)
            Psychoanalizę bym od razu odrzuciła. ;-)
            Pomocne moim zdaniem jest krótkie teoretyczne zapoznanie się z
            podanymi wyżej kierunkami pychologicznymi (np. w necie), wtedy wie
            się czego można oczekiwać.
            Niestety w ogóle nie orientuję się w możliwościach terapii w Polsce.
            Ja mieszkam w Niemczech i tu istnieją srogie zasady regulujące
            psychoterapię. Trzeba mieć odpowiednie wykształcenie i uprawnienia,
            oraz aprobację. To może nie do końca daje gwarancję, że trafi się na
            kogoś kompetentnego, ale zawsze szansa jest większa. Dobrych
            terapeutów można szukać w fachowej prasie. W polskich Charakterach
            widziałam kilka warszawskich ogłoszeń. Szkoły terapeutów też mogą
            być dobrym adresem kontaktowym. W centrach zdrowia psychicznego.
            Może popytać znajomych? Dobrzy zaufani lekarze też mogą pomóc w
            poszukiwaniach. Trzeba pytać o wykształcenie, tzn. studia, dodatkowe
            uprawnienia, kierunek terapeutyczny, długość przeciętnej terapii i
            koszty. Sympatia gra też sporą rolę.
            A może jakaś forumka zna kogoś dobrego w Warszawie?

          • milstar W Warszawie 27.01.09, 12:50
            Ja chodzę do terapeuty do poradni przy WAT - tylko tam do psychologa trzeba mieć skierowanie od psychiatry z tej samej poradni. Możesz popytać też w poradni na Dolnej albo w Instytucie Neurologii.
            Jeśli odpowiada Ci podejście chrześcijańskie, to polecam SPCH - stowarzyszenie Psychologów Chrześcijańskich na Bednarskiej (tylko tu na darmowe wizyty trzeba trochę poczekać) albo poradnię przy UKSW
    • malagracja Re: farmaceutycznie/nasennie 25.01.09, 20:46
      A ja mam coś takiego, że jak sobie nie obmyśle wszystkich spraw, nie zaplanuje
      dnia, lub zwyczajnie nie przestane sie czegos bać to nie zasne i bede lezala jak
      kłoda.
      Wspolczuje Ci :(
    • slotna Re: farmaceutycznie/nasennie 26.01.09, 22:51
      Od zawsze cierpie na bezsennosc, wiec przyzwyczajona jestem. Pare razy w zyciu musialam sie jednak koniecznie wysypiac i bralam wtedy Imovane (z zoplikonem), czesto po dwie tabletki a i tak zasniecie wystepowalo po godzinie a nie 10 minutach :) taki organizm. W sumie najdluzej bez przerwy bralam to chyba przez dwa miesiace, moze troszke dluzej. Uzaleznienia nie stwierdzilam - tj. odstawilam i nie wysypialam sie dokladnie tak samo jak przed uzywaniem tabletek. Teraz je sobie trzymam na wszelki wypadek, ale prawie nie uzywam, bo nie mam takiej potrzeby. Nawet jak nie spie cala noc, to nic nie szkodzi, bo w pracy nie musze sie skupiac za bardzo :)

      --
      Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
      • pierwszalitera Kobiece organizmy a lekarstwa 27.01.09, 13:21
        slotna napisała:

        Pare razy w zyciu
        > musialam sie jednak koniecznie wysypiac i bralam wtedy Imovane (z zoplikonem),
        > czesto po dwie tabletki a i tak zasniecie wystepowalo po godzinie a nie 10 minu
        > tach :) taki organizm.

        To nie musi być winą twojego organizmu. Wiele kobiet (i mężczyzn) tego nie wie, ale płeć żeńska reaguje inaczej na wiele medykamentów. Między innymi przesuwanie pokarmu w układzie trawiennym i wchłanianie substancji postępuje u nas wolniej i taka sytuacja, że środki nasenne działają z opóźnieniem wcale nie jest rzadka. Kobiety skarżą się wtedy, że pomimo tabletek mają problemy z zaśnięciem, czasem biorą wtedy jeszcze dodatkową dawkę, a przez to przesunięte działanie są następnego dnia senne i zmęczone. Poza tym reagujemy też całkiem inaczej na wiele innych specyfików i wiele chorób przebiega u nas też w inny sposób. Wielkie różnice istnieją na przykład przy problematyce chorób serca. To szczególnie niebezpieczne, bo statystyki pokazują, że powinnyśmy mieć przed zawałem serca większego stracha, niż przed rakiem piersi. Kobiety mają jednak zupełnie inne, często lekceważone przez lekarzy symptomy tej choroby i reagują inaczej na popularne, stosowane przy tych chorobach lekarstwa. Ostatnio czytałam, że na przykład stosowany profilaktycznie do rozpuszczenia krwi kwas acetylosalicylowy (Aspiryna) u kobiet nie wykazuje większego działania. A jakiś tam inny środek, stosowany w nagłym przypadku (nie pamiętam nazwy), wykazuje u nas czasem nawet działanie przeciwne. Wcale nie jest tajemnicą, że leki testowane są zwykle tylko na młodych mężczyznach. To jest dla przemysłu farmaceutycznego bezpieczniejsze i lepsze do kontrolowania. I wystarczy, by lek dopuścić do stosowania. A wyliczona i podana na opakowaniu średnia dawka liczy się wtedy na organizm młodego faceta z wagą około 70kg. Dopiero od całkiem niedawna zwraca się uwagę na płciowe różnice. Ta cała dyscyplina nazywa się Gender Medicine. Wielu lekarzy nie ma o niej jednak zielonego pojęcia, bo nie jest tematem studiów medycznych.
        I trzeba jeszcze dodać, że nie tylko kobiety są w medycynie dyskryminowane. Jeżeli chodzi o dzieci, to też nie ma często wystarczających badań, jak poszczególne substancje działają na ich szczególne, rozwojowe organizmy i bierze się po prostu lekarstwa testowane na dorosłych mężczyznach, pomniejszając tylko dawki.
        • slotna Re: Kobiece organizmy a lekarstwa 28.01.09, 01:29
          To nie o to chodzi, ze wchlania sie z opoznieniem (chociaz informacje podalas ciekawe) - ja po przepisowym czasie 20-30 min czuje dzialanie leku, ciezko to opisac wlasciwie, ale powiedzmy, ze jestem z lekka przymulona, troche mi sie perspektywa kielbasi itp, ale zasnac tak od razu nie moge i tak. Aha - u mnie imovane na poczatku stosowania wywoluje lekkie halucynacje, za pierwszym razem malo nie padlam z wrazenia - lekarz nic mi o tym nie powiedzial.
          Nawet kiedy lykalam go regularnie, nie czulam sie w dzien otepiala, zmeczona itp. W zasadzie nie zaobserwowalam zadnych skutkkow ubocznych.

          --
          Rzeczy, które próbują wyglądać jak rzeczy, częściej wyglądają bardziej jak rzeczy, niż same rzeczy.
    • juannita Re: farmaceutycznie/nasennie 27.01.09, 20:05
      Ja zolpidem (stilnox) znam od lat - pierwszy raz przepisala mi go Babcia, kiedy
      jeszcze bylam studentka i nie moglam spac z przejecia przed pewnym bardzo waznym
      egzaminem.
      Od tego czasu staram sie miec pudelko zolpidemu w pogotowiu na wszelki wypadek,
      gdybym nie mogla zasnac przed jakkims waznym wydarzeniem - i wlasciwie to sama
      swiadomosc, ze w razie czego moge siegnac po tabletke i zasnac jak aniolek,
      bardzo mi pomaga - wiec tabletek zbyt czesto nie uzywam.
      Natomiast tez przeszlam przez moment problemow osobistych, kiedy naprawde
      cierpialam na bezsennosc i wtedy rzeczywiscie jechalam przez jakis czas na
      zolpidemie- jakies 2-3 tygodnie non stop na pewno. Nie uzaleznilam sie, ale po
      paru dniach zaczelam sie czuc zmeczona, zupelnie bez energii.
      Mysle, ze jako srodek przejsciowy, zeby przetrwac najgorszy okres zolpidem jest
      w miare OK. Na dluzsza mete niestety nie pomaga, wiec trzeba szukac innych
      rozwiazan. Ja walczylam na wielu frontach - poszlam do psychologa, do
      akupunkturzysty, pojechalam na krotkie wakacje w gory i powoli sen sie unormowal.
    • koza-1985 Re: farmaceutycznie/nasennie 01.05.09, 22:22
      odgrzebuję stary własny wątek.
      może się w celach informacyjnych przydać komuś.
      dalej sypiam kiepsko choć nie tak jak wtedy, gdy go zakładałam.
      kuracja zolpidemem mniemam że uzależniła mnie od niego.
      zaczynałam od pół tabletki, które zwalało mnie z nóg, a kończyłam na
      dwóch pigułach:/

      sytuacja teraz wygląda tak, że nie mam zajęc na uczelni, więc problem
      wstawanie rannego nie istnieje, nocami usiłuje pisać magisterkę i
      robić inne rzeczy. nie wiem co będzie od połowy lipca, kiedy to planuję
      zacząć pracę w zawodzie, a tym samym pracę prawie całodobową, a na pewno
      ranną:/

      myślę, że teraz to po części bezsenność a po części przyzwyczajenie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka