03.07.09, 22:28
Może mnie poratujecie i podpowiecie, jak rozmawiać z sąsiadami, żeby
to się nie kończyło pyskówką... Po każdej próbie rozmowy mam dość.
Mieszkam w małych blokach. Każdy z nich jest odrębną wspólnotą
mieszkaniową (dla tych co nie wiedzą co to w największym skrócie -
właściciele mieszkań danego bloku muszą razem dbać o to, co
wspólne). Bloki są blisko, mają wspólne podwórko i wspólną drogę
wjazdową na to podwórko. Musimy się jakoś dagadywać. Najgorzej jest
z sąsiadami z bloku obok, którzy nie mają pojęcia o stanie prawnym.
Były już akcje z pociętymi oponami, bo ktoś zaparkował na "ich"
terenie. Dzisiaj była pyskówka o pojemnik na makulaturę. Bo stoi pod
ich oknami, więc my mamy to wziąć. Tyle tylko, że to oni mają umowę
z firmą od śmieci, która jest właścicielem tego pojemnika, a my mamy
umowę zupełnie z kimś innym. A facet, który sobie robi remont od
kilku tygodni stawia śmieci gabaryty koło wspólnego śmietnika
zamiast raz skutecznie zamówić kontener (nie wiem, czy oni to mają
osobno płatne, nie znam umowy, my mamy darmowe w naszej umowie), bo
on tylko wynajmuje mieszkanie i go nie obchodzi, że to trzeba ekstra
wyzwozić co chwilę i non stop wygląda jak w slamsach.
Walczę o uporządkowanie okolicy mojego bloku i w najbliższym czasie
swój teren uporządkujemy. To jest koszt dziesiątków tysięcy złotych.
I już boję się, jak to zabezpieczyć przed wandalizmem sąsiadów. A
przede wszystkim jak się zabezpieczyć przed ludzką złośliwością.
Zgodnie z przepisami nigdzie na podwórku nie mogą stać samochody,
ale gdzieś muszą, bo na noc ich się do mieszkania nie weźmie, a
wzdłuż ulicy jest zakaz parkowania. Czekam, jak ktoś poda nas do
sądu, bo mu się nie podoba, że nasze samochody stoją na placyku, a
jego nie zostały wpuszczone (placyk robimy sami w granicach naszej
działki). Jak się dogadać, żeby się nie ciągać po sądach?
Postawiłabym chętnie płot na granicy działek, ale wjazd jest
wspólny, więc się nie da. Poza tym to by okropnie wyglądało.
Jestem w zarządzie wspólnoty. Znam stan prawny i nasz i wszystkich
sąsiednich budynków. Jako zarząd też decydujemy o tym, jak ta nasza
okolica wygląda i odpowiadamy za wydawanie wspólnych pieniędzy.
A przy okazji jeśli ktoś z Poznania zna sensowną firmę, która by się
podjęła sprzątania budynku i terenów zielonych, to chętnie
skorzystam.
Obserwuj wątek
    • skrzydlasta Re: sąsiedzi 03.07.09, 23:00
      Ja wiem tylko jedno - przy każdej takiej dyskusji trzeba mieć wszystko na piśmie
      i gdyby sąsiedzi zaczęli "się rzucać" to im podtykać konkrety pod nosy. Zebrać
      dokumenty: co jest czyje, kto z kim współpracuje i jakie są ogólne zasady i
      dopiero z tym ruszać. Tak na słowo to się może to nie udać.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka