Dodaj do ulubionych

Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK???

10.07.09, 14:55
wytlumaczcie mi, jak to mozliwe, bo ja naprawde nie rozumiem?
czesto spotykam sie z takimi "przechwalkami" w necie - mam dziecko/dzieci,
pracuje, dodatkowo studiuje 2 fakultety i jeszcze mam czas zadbac o siebie
itp... albo o egzaminach zdawanych 2 tygodnie po porodzie... albo 2 etaty w
pracy i studia... 2 etaty to ok 80 godzin tygodniowo???
zakladam (moze naiwnie?...), ze te osoby nie klamia.
w takim razie JAK to robia???

ja pracuje (39.5 godzin/tyg, czyli caly tutejszy etat), wychowujemy z mezem
dzieci wspolnie. malo zostaje czasu na zycie w tygodniu, bo i popracowac
troche w domu trzeba (zeby "nie wypasc z obiegu", nikt tylko tych golych 40
godzin w zasadzie nie pracuje).

jak bylam na studiach, to mialam pelno zajec, na pewno ok 40 godzin
tygodniowo... od drugiego roku mialam najrozniejsze tzw laboratoria - po 8
godzin jednym ciagiem, z przerwa na obiad w srodku...
do egzaminow uczylam sie dniami calymi, po nocach, naprawde sporo czasu na to
poswiecalam. do cwiczen tez przygotowywalam sie duzo i dlugo...
totalnie nie wyobrazam sobie, jak mozna to laczyc z praca i wychowaniem
dziecka??? i jeszcze zyciem?... albo zdawac egzamin 2 tygodnie po porodzie? a
kiedy przygotowanie do niego? przeciez dziecko ma potrzeby, ja na poczatku
padalam na nos ze zmeczenia, glownie przez nieprzespane noce... nie bylabym w
stanie chyba NIC sie nauczyc...

moze ja malo zdolna jestem?
na pewno jestem malo zorganizowana, ale zeby az tak???
ledwo wyrabiam z 1 praca i dwojka dzieci, a jeszcze druga praca, studia???

KIEDY??? JAK???

ktos mnie oswieci :(
na forach nie chce pytac, bo odpowiedzi sa tradycyjne "jak sie chce, to mozna"
- ale to mi NIC nie mowi, bo ja chce wiedziec JAK...
Obserwuj wątek
    • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:04
      ogolnie nie wiem jak to robia... :D

      wez tylko pod uwage, ze nie wszystkie studia sa takie czasochlonne i wymagajace
      jak twoje :) niektorym do tego daleko :)

      znam osoby, ktore studiuja zaocznie i egzaminy maja takie, ze prawie sie nie
      przygotowuja do nich czasami, a jesli juz to gora 1-2 dni

      owszem tez trzeba znalezc czas by moc tam co drugi weekend jezdzic ale to jednak
      nie az takie czaso i energochlonne jak normalne studia na niektorych kierunkach :)

      dodam, ze na moich dziennych studiach poza pierwszymi dwoma latami to sporo
      roboty bylo przez jakies 3 tygodnie przed sesja, a w pozostalym czasie to
      zajecia obowiazkowe (wlasnie laborki) raptem pare razy w tygodniu... w sumie
      moze 8h na tydzien, a czasem i nie :)

      ale co do polaczenia dzieci, pracy, studiow na dwoch kierunkach i jeszcze czasu
      wolnego...to nie rozumiem i tak :p

      ale podobno im mniej sie ma czasu tym lepiej jest czlowiek zorganizowany, wiec
      moze ktos tak umie ;)
      • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:07
        to chyba sobie zle studia wybralam :(

        taki zapieprz i jeszcze do roboty nikt normalny mnie nie chce...
        • jul-kaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:25
          Moje studia - 15h w tygodniu, czyli dało się spokojnie zrobić w dwa dni, samemu
          układało się większość planu, można było wybrać zajęcia "zjazdowe" - czyli 2-3
          dni całe wypełnione zajęciami w ciągu semestru.
          Do tego sporo nauki "w domu".
          Studiując na dwóch kierunkach tak czy siak zawsze miałam jeden dzień wolny (a
          czasem dwa) i weekend. Nigdy nie miałam 8miu godzin zajęć pod rząd - chyba że
          piszesz o tzw. godzinach lekcyjnych, a i to baaardzo rzadko!
          • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:32
            nie, mialam przez prawie cale studia (od 3 semestru) po BITE 8 godzin zegarowych
            cwiczen laboratortyjnych, raz w tygodniu (w jednym semestrze 2 razy w tygodniu),
            w srodku byla godzinna przerwa, ktora sie NIE wliczala. czyli 9 godzin non stop
            na uczelni.
            i nie bylo mozliwosci wywiniecia si od tych zajec, jak ktos zawalil wiecej, niz
            2 razy w semestrze, to mial przechlapane, bo tego sie nawet odrobic nie dalo (bo
            laboratorium mialo swoj plan pracy, dla roznych studentow itp).

            jak bym miala po 15 godzin tygodniowo, to bym mogla i 3 kierunki studiowac ;)
            niestety tyle to ja mialam samych wykladow (a trudno bylo chodzic na cwiczenia
            bez wykladow, czasem sie dawala, ale generalnie - nie. no i sporo wykladowcow
            zwyczajnie sprawdzalo obecnosc na wykladach...)

            nie wiem, co ja zle robilam z tymi studiami? ;)
            czy roznica tych 15 lat jest az taka duza??
            chyba niemozliwe - moja siostra studiowala 4 lata po mnie (zupelnie inny
            kierunek) i tez byla zarobiona po pachy...
            czy sa jakies bardziej lightowe kierunki???
            bo ze sa lightowe uczelnie (prosze sie nie obrazac!), to wiadomo. choc akurat UW
            bym o to nie posadzala ;)

            naprawde sa zajecia z 15h zajec w tygodniu?
            5 lat i magister?...
            ja tez takie chce...
            • agafka88 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:17
              > nie wiem, co ja zle robilam z tymi studiami? ;)
              > czy roznica tych 15 lat jest az taka duza??
              > chyba niemozliwe - moja siostra studiowala 4 lata po mnie (zupelnie inny
              > kierunek) i tez byla zarobiona po pachy...
              > czy sa jakies bardziej lightowe kierunki???
              > bo ze sa lightowe uczelnie (prosze sie nie obrazac!), to wiadomo. choc akurat U
              > W
              > bym o to nie posadzala ;)
              >
              > naprawde sa zajecia z 15h zajec w tygodniu?

              Kuro, wszystko zalezy od priorytetów. Ja się muszę przyznać, że na wykłady generalnie nie chodzę i przez to mam dużo wolnego czasu (szczególnie w drugim semsestrze, kiedy po zimowej sesji odpada kilka przedmiotów). Chciałam dodać, że u nas na 99% wykładów lista nie jest sprawdzana, a jak ktoś już sprawdza, to istnieje 90% prawdopodobieństwo, że listę zgubi lub nie będzie jej brał pod uwagę.

              I tak ja mogę powiedzieć,że mam dużo wolnego czasu, a osoby, które chodzą na wszystkie wykłady mogą narzekać, jak dużo czasu im te studia zajmują.

              Ja nie chodzę, bo po prostu nie mogę się na wykładach skupić, w domu w czasie wykładu nauczę się więcej. I wolę sama. Studiuję prawo, więc nas obowiązuje zwykle to, co w kodeksach+główna książka wybrana przez prowadzącego i prowadzący na wykładach raczej rzeczy z kosmosu nie wymyśla.

              Poza tym nasz wydział jest zorganizowany i krąży wiele bardzo dobrej jakości skryptów na praktycznie wszystkie przedmioty, więc siedzeniena wykładach i powielanie tego, co ktoś inny już napisał jest dla mnie zwyczajną stratą czasu. Sama przygotowywałam kilka takich skryptów i wiem, że można im ufać :) Brutalna prawda jest taka, że wykłady co roku są praktycznie takie same, a ewentualne braki/rozbieżności zwyczajnie się uzupełnia.

              Co nie znaczy, że wszystkich wykładów unikam jak ognia, jeżeli prowadzący potrafi mnie zainteresować, to z przyjemnością na nie uczęszczam.

              2 dni nauki na egzamin - da się i to na dwa sposoby.Pierwszy to taki, że wybiera się ćwiczenia z wymagającym prowadzącym. Kilka razy w miesiącu robi wejściówki lub kolokwia i na koniec semestru materiał studenci mają opanowany tak, że wystarczy powtórzyć książkę dzień czy 2 przed egzaminem. Druga opcja jest taka, że nie wszyscy mają ambicje, żeby mieć piątki, więc w te 2 dni człowiek jest się w stanie nauczyć podstaw na to 3--.

              No i niestety ministerstwo dąży do tego, żeby ograniczać wciąż liczbę godzin na studiach.
              • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:24
                zapewniam Cie, ze u nas powaznie traktowano listy obecnosci na wykladach ;)
                jedna z naszych najlepszych i najambitniejszych kolezanek (rzeczywiscie swietna
                byla!) zrezygnowala z jednego wykladu (dosc nudny byl). to na egzaminie
                prowadzacy tak dlugo ja pytal, az ja zlapal i z rozkosza postawil jej 4 (co
                zniszczylo jej srednia 5.0)... a ja chodzilam, to w czasie egzaminu ustnego, po
                zadaniu mi pytania, WYSZEDL z pokoju (zebym mogla sciagnac, zakladam), a jak
                wracal to ZAPUKAL (zebym mogla sciagi schowac, jak mniemam) :D
                a poniewaz mialam latwe pytania o entropie, wiec akurat jego laskawosci nie
                potrzebowalam ;)

                u nas wyklady byly potrzebne.
                bez wykladow bardzo trudno bylo sie polapac na cwiczeniach - bo to byly zajecia
                praktyczne do wykladow. i nawet po porzadnych cwiczeniach trzeba bylo sie dobrze
                przygotowac do egzaminow - pisemnych i ustnych (na ogol byly po 2 z kazdego
                przedmiotu), bo byly one trudniejsze, niz cwiczenia.

                skrypty wtedy byly rzadkoscia, niestety. uczylo sie ze swoich notatek z wykladow
                (albo z notatek kolegow ;)
                • agafka88 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:49
                  > u nas wyklady byly potrzebne.
                  Myślę, że moja nieobecność na wykładach wynika z mojego charakteru. Już od
                  podstawówki miałam awersję do notowania. Jako pierwsza (i chyba jedyna ;)) osoba
                  w klasie prowadziłam jeden zeszyt do wszystkiego, w którym notowałam tylko
                  rzeczy, które wydawały mi się potrzebne. Tak więc czasami notowałam jedno zdanie
                  na 5 lekcji ;) I strasznie dziwiły mnie dzieci, które przepisywały np. definicje
                  z książek. Parę razy miałam przez to problemy (może ktoś mi wyjaśnić zasadność
                  wystawiania ocen ZA ZESZYT np. w takim gimnazjum? 0_o), ale zwykle mi się
                  umywało, bo byłam piątkową uczennicą.

                  Teraz też wolę sama się uczyć w domu, niż na uczelni na wykładach słuchać, co ma
                  do powiedzenia profesor.

                  > bez wykladow bardzo trudno bylo sie polapac na cwiczeniach - bo to byly zajecia
                  > praktyczne do wykladow. i nawet po porzadnych cwiczeniach trzeba bylo sie dobrz
                  > e
                  > przygotowac do egzaminow - pisemnych i ustnych (na ogol byly po 2 z kazdego
                  > przedmiotu), bo byly one trudniejsze, niz cwiczenia.

                  U nas na szczęście ćwiczenia zwykle pokrywają się z wykładami. Co najwyżej na
                  egzamin obowiązuje nas jakaś dodatkowa lektura, ustawa, rozdział z książki. Ale
                  tak czy siak wiedza z ćwiczeń zwykle wystarcza na zdanie (nie mówię o piątce)
                  egzaminu.
                  • smallfemme OT zeszytowy 12.07.09, 12:04
                    Ocena za zeszyt jest po to, żeby niektórych uczniów przepuścić. Takich co się uczą, uczą, uczą, uczą, a nauczyć nie mogą ;)
                    Ja przepisywałam częśc definicji do zeszytu, bo wolałam się ich uczyć z zeszytu niż z książki [np. z fizyki wolałam mieć definicję tuż obok zadań ilustrujących jest zastosowanie]
                • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:58
                  > zapewniam Cie, ze u nas powaznie traktowano listy obecnosci na wykladach ;)

                  no widac po prostu roznie w roznych miejscach do tego podchodza :) na wielu
                  kierunkach nadal powaznie o ile wiem :)

                  > skrypty wtedy byly rzadkoscia, niestety. uczylo sie ze swoich notatek z wyklado
                  > w
                  > (albo z notatek kolegow ;)

                  u nas juz krazyly dowcipy co robi student jak widzi kawalek kartki lezacy na
                  ziemi...bierze i kseruje :p

                  u nas kserowalo sie wszystko co sie dalo, stare testy i kolosy, notatki kolegow,
                  slajdy z wykladow, ktore ktos wydrukowal, zdjecia slajdow, ktore kolega robil po
                  kryjomu itp :)

                  raz stalam w ksero pare godzin kserujac 100 stron testow z ubieglych lat dla 6-7
                  kolegow...w sumie jakies 700 stron przynajmniej ;)

                  ogolnie dalo sie spokojnie zdac bez obecnosci na wykladach w przypadku ponad
                  polowy przedmiotow :)

                  a zdazalo sie, ze zdawalam lepiej uczac sie tylko z notatek robionych przez
                  kolezanke... nie musze mowic jak wsciekla byla :p
                  • jul-kaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:26
                    > a zdazalo sie, ze zdawalam lepiej uczac sie tylko z notatek robionych przez
                    > kolezanke... nie musze mowic jak wsciekla byla :p


                    najbardziej złoszczą się te, które robią nieskazitelne notateczki kolorowymi
                    długopisikami :)))
                    • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:33
                      > najbardziej złoszczą się te, które robią nieskazitelne notateczki kolorowymi
                      > długopisikami :)))

                      wiesz, ona zloscila sie bo jako jedna z niewielu chodzila na wyklady, potem
                      siedziala i pilnie przygotowywala ladna liste odpowiedzi na potencjalny pytania
                      wywieszone przed egzaminem w gablotce i sie ta lista podzielila z innymi...

                      i nie ja jedna dostalam wtedy lepsza ocene niz ona ;)
                    • bebe.lapin Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 19:28
                      > najbardziej złoszczą się te, które robią nieskazitelne notateczki kolorowymi
                      > długopisikami :)))
                      dokladnie :D
                      najgorsze, ze notuja pilnie przez caly wyklad, a sensu czy chocby najwazniejzej
                      mysli ujetej w tym nie ma. Juz wole uczyc sie z podrecznikow ;p albo ze swoich
                      szczatkowych, ale inteligentnych ;) notatek (oczywiscie zakladajac, ze bylam
                      obecna na wykladzie)

                      Takie egzemplarze zdarzaja sie pod kazda szerokoscia geograficzna,.we Francji,
                      nawet podczas pierwszego spedzonego tam roku, lepiej rozumialam sens wykladu i
                      mialam lepsze notatki niz niektorzy rodzimi studenci. Na poczatku pozyczalam i
                      kopiowalam notatki z hazdego kursu celem porownania, ale potem stwierdzilam, ze
                      to nie ma sensu :)
                  • pretensjaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 18.07.09, 20:11
                    zdaRZało
      • the_mariska Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:17
        quleczka napisała:
        > dodam, ze na moich dziennych studiach poza pierwszymi dwoma latami to sporo
        > roboty bylo przez jakies 3 tygodnie przed sesja, a w pozostalym czasie to
        > zajecia obowiazkowe (wlasnie laborki) raptem pare razy w tygodniu... w sumie
        > moze 8h na tydzien, a czasem i nie :)
        Ano właśnie, studiuję tam gdzie Quleczka, na renomowanym wydziale najlepszej
        politechniki w kraju ;) i poza przedsesyjnym urwaniem głowy praktycznie nie
        robię nic. (Za to projekty zadane na cały semestr piszę w ciągu 2-3 nocy przed
        terminem, kompletnie naćpana RedBullami, ale to szczegół.) Pomijając języki, WF
        i inne humanistyczne odchamiacze, tygodniowo bywam na uczelni dosłownie po kilka
        godzin, na obowiązkowych laborkach. Spokojnie można to pogodzić z pracą na pełen
        etat. I sporo znajomych tak właśnie robi, ja jestem po prostu skończonym leniem
        i bronię się przed stałą pracą rękami i nogami :). Co do dziecka się nie
        wypowiadam, wśród znajomych z uczelni nie znam nikogo z takim 'problemem' :)
        • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:32
          > Ano właśnie, studiuję tam gdzie Quleczka, na renomowanym wydziale najlepszej
          > politechniki w kraju ;) i poza przedsesyjnym urwaniem głowy praktycznie nie
          > robię nic.

          hihihi ;)

          no dokladnie, kiepskie bylo te pare tygodni przed sesja...u nas zawsze sobie
          nawet zartowalismy, ze "byle do sesji" bo u nas odwrotnie niz wszedzie sesja to
          juz byl luz :)

          ale ogolnie od 3 roku mozna to bylo spokojnie z praca na etat godzic jesli
          pracodawca byl w miare elastyczny i nie przeszkadzalo mu, ze jest sie w pracy z
          przerwami, a wazne bylo ogolnie ile sie jest :)
          • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:33
            to ile tam jest zajec?
            czy ja na zle studia poszlam?
            czy na zla uczelnie??

            cholera - meczylam sie nadaremnie?...
            • tfu.tfu Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 21:36
              wiesz, nie Ty jedna ;) ja studiowałam filozofię i miałam zapieprz jak Ty ;) i
              nie żałuję ani chwili, bo to najlepsze studia, jakie sobie mozna wymarzyć :P
            • prostokvashino Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 11.07.09, 13:44
              Kuro, nie stresuj się. Ja skończyłam ten sam wydział o którym pisze mariska. Tylko mam inne doświadczenia i inny punkt widzenia. U nas na uczelni zalezy od podejścia. Od 3 roku studiów możesz w zasadzie prawie(!) dowolne wybierać sobie przedmioty. no i można wybrac takie, które są tzw 'samozaliczalne'. Wykłady - fakt- nie są obowiązkowe i już od 4 roku z tego korzystałam - chodziłam na najsensowniejsze, a pozostałe olewałam i rozpoczełam pracę - na 1/2 etatu. Ja wybierałam te 'trudne' przedmioty, z często najgorszymi wykładowcami, ponieważ trzeba było opanowac bardzo dużą ilość bardzo skomplikowanego materiału. I bardzo sobie teraz to chwalę, bo poznałąm podstawy różnych fajnych rzeczy - albo stwierdziłam, ze ten temat jest ciekawy, ale tylko póki patrzysz na wynik pracy - mówię o robotyce. Programowanie robotów okazało się dla mnie najnudniejszą rzecza na świecie.
              Co do tych panienek przechwalających się 2 fakultety, praca i dzieci. Nie wierze!. Albo właśnie wszystko jest tak na niby - studia zaoczne na jakiejśc niezbyt wymagającej uczelni, praca asystentki (bez urazy dla dziewczyn asystentek:), nie wymagająca nic więcej oprócz wpisywania na czasie do kalendarza szefa nowych spotkań i parzenia kawy, no i dzieci tak po macoszemu - same się wychowają (z twojego wątku - lalunie co na urlopie myślą o sobie a nie dzieciakach). Tak pewnie można, tylko co to da? One nic z tego nei zrobią dobrze.
              • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 11.07.09, 14:18
                > Kuro, nie stresuj się. Ja skończyłam ten sam wydział o którym pisze mariska.

                ooo, to jest nas tu wiecej :)

                Wiadomo, ze wszystko zalezy od podejscia, szczegolnie na studich gdzie jest
                dowolnosc programowa. No i zalezy od czego czy dla kogos wazniejsza jest wiedza
                czy luz na studiach i tez od tego jaka ocena dana osobe satysfakcjonuje :)

                Ja nie wybieralam tych samozaliczalnych ale tez nie wybieralam specjalnie
                trudnych -> ogolnie raczej kierowalam sie tym, czy dany temat mnie interesuje
                czy nie.

                Niestety pare razy okazywalo sie tak jak piszesz, temat wydawal sie ciekawy, a
                pozniej okazywal sie totalnie inny niz myslalam...na przyklad "fraktale -
                podstawy matematyczne i zastosowania" okazaly sie w sumie matematyka w czystej
                postaci...bo do definicji fraktali facet doszedl na ostatnim wykladzie, a juz na
                pierwszym z gory stwierdzil, ze o zastosowaniach nic nie bedzie" :D

                Niestety na podobnej zasadzie wyboru ciekawego na pozor tematu utknelam z
                magisterka do dzis :D
                • prostokvashino Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 11.07.09, 14:24
                  quleczko
                  Ja mgr tez najpierw wybrałam temat robotyki, bo nie do końca dogadaliśmy się z moim przyszłym promotorem. Po 1 sem stwierdziłam, że w zyciu tej pracy nie napiszę i zaczęłam szukać innego tematu. I zmieniłam - mam promotora z ISE:) Cichosza. Temat jest fajny, i gdy by nie nawał w pracy i moje lenistwo - już bym się dawno obroniła. Wstyd mi trochę przed promotorem.
                  • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 11.07.09, 14:38
                    ja jestem coraz blizsza zmiany tematu...tyle, ze nie po 1sem, a po paru latach :/

                    ja lepiej nie mowie kiedys sie ostatni raz do promotora odezwalam...ale nie
                    wazne, bo to juz totalny offtop od offtopu :p
    • jul-kaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:16
      kura17 napisała:

      Napisze w punktach, zeby bylo czytelniej ;)

      1. Są ludzie różnie zorganizowani. jeden ma zawsze mnóstwo czasu, inny zawsze
      jest w "niedoczasie". Mam koleżankę, która niedługo po porodzie wróciła do
      pracy. jest tłumaczem i pracuje w domu. I mówiła, że jak mała zasypia, to ona ma
      naprawdę mnóstwo czasu na wszystko. Poza tym nie dojeżdża do pracy, ani nic. Ale
      ja w podobnej sytuacji, zanim bym się obejrzała, juz by minęły te dwie godziny i
      nic nie byłoby zrobione.
      2. są różne prace - jedna wymaga obecności "w miejscu pracy" przez 40h/tydz.,
      inna (j.w.) nie. Są tez etaty (nauczyciel chociazby), w których "tydzień" to nie
      40h, a powiedzmy 24h.
      3. Ludzie różną część czasu poświęcają dzieciom - jedni oddają do "instytucji"
      na 9h i cześć, inni nie ;).
      4. Różne są studia. Ja studiowałam naraz dwa kierunki (zajęcia na obu 2-3 razy w
      tyg. - studia dzienne na UW :)))), pracowałam w dwóch miejscach (ale nie w
      wymiarze etatu) i jeszcze opiekowałam się 2x w tygodniu dzieckiem autystycznym.
      Dało się, bo:
      5. Im więcej zajęć, tym więcej wolnego - dziwna rzecz, ale naprawdę tak jest. Po
      prostu człowiek lepiej sie organizuje.
      6. Różne są dzieci :) Są takie, które spokojnie mnóstwo śpią, nie płaczą, dobrze
      jedzą. Ale są i takie, które mają kolki, w nocy hasają, mają problemy zdrowotne.
      7. Jak sie dobrze zarabia, mozna kogos zatrudnic do: sprzatania, gotowania,
      prasowania, opieki nad dzieciem. Czasu przybywa tyle, ze hej!

      reasumując:
      Jeśli weźmiemy osobę, która z natury jest świetnie zorganizowana, pracuje na
      "krótkim" etacie, a drugi etat wykonuje w domu, jej dzieci są zdrowe i spędzają
      sporo czasu w "instytucji", ma zatrudnionego kogoś do sprzątania i reszty, to
      spoko - da się bez bólu.
      • the_mariska Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:20
        Jul-kaa, jesteś moim guru! :)

        A teraz publicznie kajam się, zamykam okienko z Lobby i wracam do pracy bo znowu
        czas przecieka mi przez palce, a jeszcze tyle do zrobienia...
        • jul-kaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:27
          the_mariska napisała:

          > Jul-kaa, jesteś moim guru! :)
          >

          Byłam. Jakieś 5 lat temu ;P
          I wierz mi, nie przemęczałam się ani tyci.
      • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:33
        > Im więcej zajęć, tym więcej wolnego - dziwna rzecz, ale naprawdę tak jest. P

        no cos w tym jest, ze jak sie ma sporo wolnego to czas jakos przecieka przez
        palce... u mnie tez ani sie obejrze i 2h nie ma, a moze tylko ja jestem taka
        zdolna ;)

        ale ogolnie jak mialam prace i studia to robilam znacznie wiecej na codzien, a
        czas wolny i tak sie znajdowal :)
      • jagodkajagodka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 13.07.09, 11:11
        Właśnie zaczęłam się zastanawiać, jak jest możliwe łączenie tego wszystkiego. W
        zeszłym roku skończyłam studia humanistyczne, na których przez 3 lata obijałam
        się,ile wlezie, ucząc się tylko do sesji. Nagle na IV roku popadłam w pasje
        naukowe i zaczęłam pisywać artykuły, uczestniczyć, organizować itd. I się
        skończyło obijanie.
        Jak tylko zrobiłam dyplom znalazłam średnio-wymagającą pracę, żeby mieć więcej
        komfortu na nowych studiach - zaocznych, technicznych.
        Wydawało mi się, że jest to do zrobienia. Nie mam dzieci. Do tej pory mieszkałam
        sama, nie miałam żadnych więcej obowiązków.
        Efekt jest taki,że teraz, mieszkając z moim Chłopem, studiując i pracując nie
        mam czasu na nic. Cały styczeń i luty oraz cały czerwiec wycięte z życiorysu.
        Nie mogę nie być na zjeździe, do każdych zajęć muszę byc przygotowana.Nie wiem,
        w jaki sposób zorganizować sobie życie zawodowo-naukowe:( Marzy mi się jeszcze
        doktorat z tematyki moich poprzednich studiów. Z jednej strony jestem wykończona
        codzienną gonitwą i nauką, a z drugiej strony nie wyobrażam sobie nie poszerzać
        swojej wiedzy...Takie dylematy ostatnio bardzo mnie absorbują. Ech. Chyba zerknę
        na allegro, czy nie ma ładnych staników - tak dla odprężenia;)
    • luliluli Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:19
      studoiwanie na dwóch kierunkach nie jest wcale bardziej czasochłonne niż na
      jednym:) mówię z doświadczenia. Praca w tym czasie też wchodzi w grę. Dzieci -
      nie wiem, nie mam. Tylko np. ja studiowałam w toku indywidualnym pracując (tylko
      sesja tak naprawdę jest trudna, bo cały rok nic nie robisz), a pracę można mieć
      na kawałek etetu/zlecenie/dzieło i wtedy jest zupełnie łatwo:)

      Moim zdaniem - dziel przez 4 wszystko co wyczytasz na ten temat, bo moim zdaniem
      to są przechwałki.

      Co innego praca na etacie, studia dzienne/trudny kierunek/ble ble ble.

      Wiele jest kwestią "chwytliwego opisu":)

      "jak się chce, to można" - także wyjątkowo korzystnie opisać swoją sytuację;)
      • luliluli ot 10.07.09, 15:20
        moim zdaniem za wiele razu użyłam "moim zdaniem" - przepraszam;)
      • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:36
        i tak na dziennych studiach studiowalas? bez chodzenia na wyklady, cwiczenia?

        jak to sie udaje?
        u nas po 2 nieobecnosciach na cwiczeniach bylo... powtarzanie przedmiotu...
        na wykladach tez na ogol sprawdzano obecnosc (przez 5 lat udalo mi sie nie
        chodzic na 2 wyklady, jeden byl w poniedzialek o 8 rano i wymiekalam, a drugi
        byl taaaaaaaaaaaak nudny, ze po prostu olalam)
        • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:59
          no udaje sie :)

          u nas regulamin studiow bodajze nawet mowi, ze wyklady sa nieobowiazkowe i nie
          maja prawa sprawdzac obecnosci :)

          a wiedze z wielu przedmiotow potrzebna do egzaminu mozna przyswoic w 1-2 dni,
          wystarczy ksiazke przeczytac lub przejrzec slajdy z wykladow, ktore sa dostepne
          w sieci :)

          dodam, ze ja i mariska mowimy o dziennych studiach na politechnice warszawskiej
          i to takich na ktore teoretycznie trudno sie dostac i niby do latwych nie naleza :D

          sa kierunki na PW na ktorych widzialam, ze koledzy robili jeszcze mniej...i
          oceny mieli znacznie lepsze od moich ;)

          ale fakt, duzo zalezy od kierunku po prostu...mialam kolezanki na chemii i
          czesto siedzialy tam cale dni na laborkach, tam sie nie dalo tego uniknac, ani
          specjalnie nic przyspieszyc bo wszystkie reakcje musialy trwac tyle ile mialy
          trwac :)
          • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:10
            to ja chyba malo zdolana jestem
            nie wyobrazam sobie uczyc sie do egzaminu 1-2 dni... mimo uczenia sie na
            bierzaco (bo byly regularne cwiczenia i kolokwia) i chodzenia na wyklady

            egzaminy na ogol byly i pisemne i ustne, mnostwo rachunkow, mnostwo pamieciowki,
            mnostwo rzeczy do zrozumienia i przetrawienia.

            1-2 dni to ja sie uczylam do "michalkow" typu filozofia, historia nauki,
            pedagogika czy psychologia...
            do reszty uczylam sie tygodniami, a i tak czasem bylo trudno zdac...

            ide sie powiesic :)
            • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:14
              moze po prostu mialas inne egzaminy :)

              u mnie bywaly i takie, gdzie nie uczylam sie nawet minuty :) mozna bylo miec
              wszystkie notatki i ksiazki na egazminie i jeszcze pytania byly co roku takie
              same...bralo sie jedna kartke z odpowiedziami i przez 1,5h by cos robic to sie
              to przepisywalo na czysta kartke :D

              no i ja przez cale studia nie mialam ani jednego ustnego :D

              jeden moglam miec jako ostatni egzamin na studiach ale to tez bylo tylko na
              zasadzie poprawy oceny z pisemnego jak ktos chcial...weszlam i powiedzialam, ze
              to moj ostatni egzamin na studiach, ja poprosze to 4 do indeksu i nic poprawiac
              nie chce :p

              • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:17
                jej, ile ja sie ustnych nazdawalam...

                ... prosze udowodnic twierdzenie takie-czy-siakie... bleee...
            • jul-kaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:28
              kura17 napisała:
              > 1-2 dni to ja sie uczylam do "michalkow" typu filozofia, historia nauki,
              > pedagogika czy psychologia...
              > do reszty uczylam sie tygodniami, a i tak czasem bylo trudno zdac...
              >

              No widzisz, ja kończyłam dwa "michałki" właśnie ;) Zwane czasem odchamiaczami.
              Moje studia wymagały jakiejś ilości nauki, ale przede wszystkim myślenia,
              kojarzenia faktów, wyciągania logicznych wniosków, sporej wiedzy ogólnej. Poza
              tym obraz jest jeszcze zafałszowany tym, że w sumie mnóstwo tego, co na innych
              kierunkach by nazwano nauką, dla mnie (i części moich znajomych) było po prostu
              świetnym spędzaniem czasu - czytanie literatury fachowej, czas spędzony na
              wolontariacie w ośrodku, a na drugich studiach "w terenie". Ja tego nie wliczam
              w liczbę godzin, choć może powinnam.
              Zwróc jednak uwagę, kuro, że Twoja wiedza jest jednak wiedzą praktyczną, a moja
              niezbyt ;P.
              • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:34
                ja uwielbilalam te "michalki" na studiach :)

                ale nie zgodze sie, ze moje wiedza jest "praktyczna"... nikt mnie do pracy
                przyjac sie nie kwapi, jak sadze... chyba, ze jako "consulting specialist", co
                sie wiaze z ciaglymi wyjazdami, zasuwaniem po 20 godzin na dobe itp i nie jest
                (dla mnie) absolutnie zadna alternatywa (mam rodzine i dzieci, ktore chce
                widywac regularnie...)

                mysle, ze takie rzeczy powinnas wliczac. bo przeciez stanowily integralna czesc
                studiow! tak samo, jak ja wliczalam praktyki w szkolach (jejku, ile to czasu
                zajmowalo...). dobrze, ze je mialam, bo stwierdzilam, ze na pewno nie chce uczyc...
                ... choc posiadanie adoratora z 3 lasy podstawowki bylo dosc przyjemne...
                ... ale i on serce mi zlamal - pewnego dnia, przytulajac sie do mnie w czasie
                przerwy, oznajmil mi szeptem, ze na swoich urodzinach calowal sie z kolezanka...
                • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:52
                  ooo, wlasnie, a na moich studiach nawet zadnych praktyk nigdy nie chcieli :) to
                  tak a propos ilosci wolnego czasu :)
                  • kasiamat00 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 11.07.09, 11:39
                    Ale pewnie zaczną... U mnie (u konkurencji po drugiej stronie Pól Mokotowskich
                    ;) też nie chcieli praktyk, ale chyba coś się zmieniło w przepisach i bodajże od
                    tego roku zaczynają wszystkich ścigać :/ Jakby to komu potrzebne było, i tak
                    wszyscy najpóźniej po 4. roku pracują...
                    • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 11.07.09, 13:11
                      nie jestem pewna czy zaczna bo moj wydzial mial taka polityke, ze praktyk nie
                      mamy i tyle :)

                      dokladniej "praktyki studenckie nie są przewidziane w planie studiów"

                      :D

                      no chyba, ze ich cos odgornego zmusi ;)
                      z drugiej strony praktyki z informatyki sa nieco smieszne jak dla mnie ;)
                      • wojaczka-and-more Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 16.07.09, 22:28
                        Eh, to współczuję. U mnie na wydziale na WSHiP Łazarskim to praktyki mieliśmy
                        zagwarantowane przez uczelnię. Załatwiało się je w Biurze Karier. Bardzo wygodna
                        rzecz.
                        • kaaarina Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 19.07.09, 12:41
                          No i widać, że taka uczelnia dba o studentów, na UW to mają wszyscy
                          wszystkich gdzieś i non stop robią łaskę... ;/ zero zainteresowania
                          studentami nie mówiąc o chęci pomocy. Biuro karier tam to jakaś
                          porażka. Widać Łazarski jest zdecydowanie bardziej zaangażowany w
                          rozwój i promocję swoich studentów- zresztą dużo się o tym słyszy...
              • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:54
                > No widzisz, ja kończyłam dwa "michałki" właśnie ;) Zwane czasem odchamiaczami.

                ja tam uwielbialam moje odchamiacze na uczelni :)

                co prawda czesto wybieralo je sie na zasadzie z ktorego latwiej o piatke i na
                ktorym nie sprawdzaja listy (tylko na odchamiczach w ogole te listy bywaly) ale
                i tak fajne bylo czasem i na niektorych calkiem sporo sie "odchamilam" ;)
                • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:59
                  ja tez je lubilam. i wybieralam te bardziej, hm, humanistyczne?
                  np nie mialam zadnej watpliowsci, zeby z sposrod ekonomii i filozofii wybrac
                  filozofie wlasnie :)
                  juz po kilku zajeciach pan profesor mi powiedzial, ze ja to na pewno egzamin
                  zdam, bo taka aktywna jestem ;)

                  ekonomii ode mnie ze specjalizacji nikt nie wybral, heh...

                  a psychologia tez byla fajna. na egzamin trzeba bylo napisac "esej" i potem go
                  "obronic" na ustnym egzaminie. ale fajny temat sobie wtedy wybralam...
                  ... a teraz wrocilam do TEJ SAMEJ ksiazki, o ktorej pisalam na egzaminie, zeby
                  lepiej wychowywac dzieci :) i uswiadomilam to sobie gdzies dopiero w polowie
                  czytania, hehe...
                  • jul-kaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:26
                    > a psychologia tez byla fajna. na egzamin trzeba bylo napisac "esej" i potem go
                    > "obronic" na ustnym egzaminie. ale fajny temat sobie wtedy wybralam...
                    > ... a teraz wrocilam do TEJ SAMEJ ksiazki, o ktorej pisalam na egzaminie, zeby
                    > lepiej wychowywac dzieci :) i uswiadomilam to sobie gdzies dopiero w polowie
                    > czytania, hehe...

                    Jakiej, jakiej?
                    >
                    • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:28
                      a takiej :)
                      znasz? polecasz?
                      mi sie niezwykle podobala, i na studiach i teraz.
                      sporo z niej probowalam wykorzystac, na ogol udanie

                      www.mareno.pl/prod/MIDN/83-7278-023-4
                      • agafka88 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:31
                        Czytałam, chociaż nie mam dzieci, czy ja jestem jakaś dziwna? ;) Koleżanka z
                        pedagogiki mi podrzuciła.

                        Polecam :)
                        • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:34
                          ja tez dzieci nie mam, a ksiazke znam i tez mi ja polecano ...podobno w
                          rozmowach z facetami tez sie przydaje...w koncu oni jak duze dzieci troche :p
                          • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:51
                            no ja czytalam pierwszy raz, jak nie mialam dzieci.
                            i bardzo mi sie podobala.
                            teraz, jak mam dzieci, tez mi sie podoba.
                            zwlaszcza zachwyca mnie cieple podejscie do dzieci, ktore stara sie przekazac
                            autorka.
                            oraz troche pomyslow, jak sobie z malymi neandertalczykami poradzic :)

                            jeden z pomyslow z ksiazki (oczywiscie moja wlasna interpretacja) poradzil sobie
                            w 10 sekund z problemem, z ktorym borykalismy sie bezskutecznie pare miesiecy...
                            mezowi oczy z orbit wyszly :)
                            • jul-kaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 18:01
                              Książka jest świetna, bardzo polecam, przydaje się nawet w kontakcie z cudzymi
                              dziećmi :)
                              Pozostałe z tej serii tez są dobre, znasz?

                              A z czym sobie tak świetnie poradziliście, napiszesz?
                              • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 18:18
                                inne widzialam, ale jeszcze nie mam. pewnie kupie.

                                nasz starszak (4 lata) mial "problemy" z myciem rak przed jedzeniem. nie mam
                                pojecia dlaczego (generalnie myc rece lubi, kapac sie uwielbia) byly straszne
                                awantury, zeby umyl rece przed kolacja... sceny nieomalze dantejskie :( konczylo
                                sie na wyczerpaniu naszej cierpliwosci, myciu rak na sile, wrzaskach itp i
                                zwazonych humorach...

                                jak przeczytalam w ksiazce (gdzie na poczatku), ze dzieci, nawet male, te ktore
                                nie umieja czytac (nasz nie umie), uwielbiaja "notki" do nich wystosowane, to
                                zrobilam tak:
                                poprosilam o umycie rak przed kolacja. oczywiscie protest, wrzask. to poszlam do
                                pokoju, wzielam kartke papieru z bloku i zaczelam pisac...
                                ... janek juz byl przy mnie (choc wczesniej lezal na ziemi i wrzeszczal...): "co
                                robisz???" "pisze kartke" "a co piszesz" "ze wstep do kuchni jest tylko z
                                umytymi rekami" "pokaz!" pokazalam, dorysowalam rece i wode, przylepilam na
                                drzwiach do kuchni...
                                ... maly patrzyl, jak zaczarowany, polecial umyc rece, dumny wrocil, a potem
                                ojcu zrobil awanture, ze wchodzi do kuchni bez umycia rak :D
                                od tej pory wystarczy mu pokazac rysunek, zeby poszedl umyc rece, bez gadania i
                                przypominania :)
                                bardzo sobie cenie ta kartke papieru, hehe...
                                podobnie zrobilam z wyrysowaniem nad stolem, jak sie siedzi przy posilku (on
                                ciagle schodzil z krzesla, stawal na nim, siedzial totalnie beznadziejnie -
                                jedzenie rozwalone po calej kuchni, bo mu spadalo). i jak sie "zapomina", to
                                wskazuje kartke, pokazujaca "jak sie siedzi przy jedzeniu". tez pomaga, w 95
                                przypadkach na 100 :)

                                wiem, ze to nic wielkiego, ale (dla mnie) kazda zazegnana awantura jest wygrana
                                sprawa :)
                                • jul-kaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 18:36
                                  Nie mów, że to nic wielkiego! To naprawdę dużo. Umiejętność znalezienia sposobu
                                  "na dziecko" i przystosowania go do własnego potomka, to wielka sztuka :)
                                  • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 18:44
                                    zeby mi sie jeszcze udalo znalesc sposob, zeby ten lobuz bez awantur sam sie
                                    przebieral w pizame (wieczorem) i z pizamy (rano)
                                    mam metne przeczucie, ze jego mlodszy o 2.5 roku brat bedzie to robil wczesniej...

                                    jakos malo samodzielne to nasze starsze dziecko, akurat tej pizamy nie moge
                                    rozgrysc, na razie zadne sposoby nie pomagaja (oprocz grozb, a tego bardzo nie
                                    lubie :( )
                                    • jul-kaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 19:23
                                      kura17 napisała:

                                      > zeby mi sie jeszcze udalo znalesc sposob, zeby ten lobuz bez awantur sam sie
                                      > przebieral w pizame (wieczorem) i z pizamy (rano)
                                      > mam metne przeczucie, ze jego mlodszy o 2.5 roku brat bedzie to robil wczesniej
                                      > ...
                                      >

                                      A wyścigi - kto pierwszy nałoży piżamę? A nakładanie na czas - nastawiasz stoper
                                      i mierzysz czas (dzieci bardzo lubią takie wyścigi), jak mu sie uda pobić
                                      rekord, to dostaje jakas nagrode (czytanie bajki, smakolyk nastpenego dnia,
                                      wspolna zabawa z mama/tata).
                                      Moze sprobujcie znaleźć cos, co sprawi, ze czas TUZ PO ZALOZENIU PIZAMY bedzie
                                      specjalny? Moze cos, co bardzo lubi robic? Jakas ulubiona bajka?
                                      • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 19:42
                                        Julka, juz to wszystko probowalismy :(
                                        jedynie fakt, ze musi sie rozebrac PRZED bajka sprawia, ze w ogole to robi...
                                        ... ale i tak zajmuje mu to tyyyyyleeeee czaaaaaaaasuuuuuuuuuu, ze hej... i nie
                                        obywa sie bez przypominania i zrzedzenia, bo on jakby ciagle zapominal, co ma
                                        zrobic ;)

                                        wyscigow on w ogole nie lubi, zadnych, wiec to odpada.
                                        "mamo, ale NIE bedziemy sie wyscigowac, dobra?..." ;)

                                        jak wpadnie w trans, to jedyne, co go zmusza do ubrania sie, to grozba, ze nie
                                        bedzie bajki, jak sie nie przebierze. ale ja tego nie lubie :( no i rano nie ma
                                        tego straszaka ;)

                                        albo musimy poczekac (jest niby coraz lepiej, ale strasznie dlugo to trwa - rok
                                        juz prawie?), albo wymyslic cos specjalnego ;)
                                        • jul-kaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 19:56
                                          kura17 napisała:

                                          > Julka, juz to wszystko probowalismy :(

                                          Ale jeśli bajka zaczyna się powiedzmy o 19, to można o 18.40 powiedzieć, że za
                                          20 minut jest bajka i można ją oglądać tylko w piżamie (i może też taką kartkę
                                          zrobić?). o 18.50 spokojnie powtórzyć, że zostało 10 minut. A jak do 19 się nie
                                          przebierze, to niestety, bajka przepada.

                                          A nagrody żadne też nie działają?
                                          • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 20:06
                                            Julka, dokladnie tak robimy, jak radzisz - to najskuteczniejsze, ale i tak
                                            dalekie od idealu.

                                            i jak bajka przepada, to jest awantura ;)
                                            i szkoda mi go, bo on te 10-15 minut bajki dziennie uwielbia (a bajka fajna,
                                            piaskowy dziadek :)

                                            z nagrodami nie probowalismy, ale jakos mi to nie pasuje wychowawczo, zeby za
                                            "zwykla" rzecz obiecywac nagrode. troche mi to pachnie przekupstwem...
                                            • jul-kaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 20:19
                                              kura17 napisała:

                                              > Julka, dokladnie tak robimy, jak radzisz - to najskuteczniejsze, ale i tak
                                              > dalekie od idealu.
                                              >
                                              > i jak bajka przepada, to jest awantura ;)
                                              > i szkoda mi go, bo on te 10-15 minut bajki dziennie uwielbia (a bajka fajna,
                                              > piaskowy dziadek :)
                                              >

                                              No tak, ale w sumie to nauczy Janka swiadomosci konsekwencji wlasnych zachowan i
                                              wyborow - Ty bedziesz miala czyste sumienie, ze przypomnialas mu o tym, ze sie
                                              ma przebrac, a on bedzie wiedzial, ze jak sie zawczasu czegos nie dopilnuje, to
                                              potem nie ma przyjemnosci - a to przeciez wazne w zyciu - jak sobie nie odmowie
                                              kilka(naście) razy jakiegos drobiazgu, to potem nie będe mialana nowy stanik,
                                              jak nie wstane szybko rano, to mi wykupią promocyjną dostawę :):)

                                              > z nagrodami nie probowalismy, ale jakos mi to nie pasuje wychowawczo, zeby za
                                              > "zwykla" rzecz obiecywac nagrode. troche mi to pachnie przekupstwem...
                                              >

                                              Nie, to nie jest przekupstwo, to normalna metoda wychowawcza. Jak będziesz w
                                              Polsce, to pooglądaj sobie supernianię (Dorotę Zawadzką) na TVN Style - ja ją
                                              pamietam jeszcze jak nikt jej nie znal i byla zwyklym wykladowca, to naprawde
                                              fantastyczna babka. I te rady z nagrodami to są właśnie jej rady.
                                              Przykładowo - kupujesz 10 fajnych magnesów z ulubioną Janka maszyną - traktor,
                                              czy inny wóz strażacki, albo i kwiatek, jak jesteśmy za równouprawnieniem ;P. I
                                              za każde założenie piżamy w odpowiednim czasie wieszasz magnes na lodówce. Jak
                                              magnesów uzbiera się pięć, to on moze je na coś wymienic - na bajkę, zabawę, coś
                                              dobrego (byle nie było to zbyt duże, bo szybko straci atrakcyjność).
                                              Tu jest naturalna konsekwencja - znow tak, jak w dorosłym życiu - za prace jest
                                              gratyfikacja, premie, wyróżnienia :) I za wlasna konsekwencje tez jest nagroda -
                                              5 razy nie zjadlam batona i już pół kilo w dół :)))
                                              • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 20:29
                                                no i tak sie staramy z ta bajka.
                                                ale to slabo dziala, bo ciagle sa awantury...
                                                a ja bym chciala cos tak magicznego, jak ta kartka z myciem rak ;)

                                                to znaczy - nie jest jakos tragicznie, radzimy sobie (czasem lepiej, czasem
                                                gorzej, zalezy od dnia), ale wlasnie ta sprawa z kartka mi narobila apetytu na
                                                taki swietny sposob i przy pizamce :)
                                                ale na razie nie znalazlam tego sposobu, choc szukam (kartke tez probowalam,
                                                akurat tutaj nie dziala ;)

                                                moze sprobuje z tymi nagrodami - WIEM co bedzie nagroda - jakis zelek-gumis!
                                                janek je UWIELBIA, a raczej mu nie dajemy, bo to syf straszliwy... ale kupie mu
                                                paczke i za 5 "magnesow" dostanie zelka :)
                                                tylko, ze u nas nie ma magnesow, sa kreseczki na tablicy - janek dostaje takowe
                                                "za kare", jak komus grozi, ze go uderzy, albo opluje, albo takie tam (przyniosl
                                                skads takie paskudne zachowania). i tez za 5 kreseczek jest kara. a teraz za
                                                piec koleczek moze, bedzie nagroda :)

                                                zobaczymy, moze zadziala? zdam raport, ale raczej po powrocie z polski :)
                                                • jul-kaa Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 20:36
                                                  Oj nie! Te rzeczy nagrodowe zrobiłabym zupełnie inne, niz karne ;)
                                                  Zwłaszcza, ze takie kółko na tablizy to nic ekscytującego, a jakies fajne inne
                                                  oznaczenia (rzepy mogą być, jakieś zawieszki, co znajdziecie) może dziecko sobie
                                                  potem oglądać, podziwiać, kolekcjonować, dzieci to prawie zawsze kolekcjonerzy
                                                  (niektórym zostaje to na całe życie...). A kółko na tablicy to żadna frajda...
        • luliluli Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 13.07.09, 11:16
          na dziennych i zaocznych:) przy czym na zaocznych miałam zjazdy co dwa tygodnie,
          więc mało, a na dziennych tzw. tok indywidualny, czyli na moim kierunku =
          idziesz tylko zaliczyć zaległe kolokwia i egzaminy na koniec sesji, ewentualnie
          zaliczasz zajęcia na konsultacjach - zależy, jak poszczególni wykładowcy sobie
          życzyli:)
        • bathilda Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 18.07.09, 19:15
          kura17 napisała:

          > i tak na dziennych studiach studiowalas? bez chodzenia na wyklady, cwiczenia?

          Wszystko zalezy od uczelni i zaparcia. Ja studiowałam na 2 państwowych uczelniach równolegle, dziennie. Tyle że na jednej z nich zdarzało mi się spędzać 6 x 45 minut TYGODNIOWO. Na wykłady nie chodziłam w ogóle, tylko na ćwiczenia których było niedużo. I pracowałam, ale tylko na część etatu (zakładam, że tak jest też w przypadku osób, o których piszesz). Więc jak zwykle - się da, choć diabeł tkwi w szczegółach. Medycyny i weterynarii z pracą na pełen etat połączyć się nie da. Ale już kierunki gdzie nie ma laboratoriów a ćwiczenia są rzadkością i owszem. Tylko trzeba mieć dużo samozaparcia w sesji :).
      • agafka88 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:22
        uliluli napisała:

        > studoiwanie na dwóch kierunkach nie jest wcale bardziej czasochłonne niż na
        > jednym:)

        No i przypomniało mi się. Jak się studiuje na dwóch kierunkach/ma się dziecko,
        to można sobie załatwić IOS lub ITS. Jedno, już nie pamiętam które, polega na
        tym, że można mieć więcej nieobecności na obowiązkowych cwiczeniach - np.
        zamiast dwóch na semsestr - pięć. Drugie polega na tym, że na zajęcia się raczej
        nie chodzi, tylko uczy samemu w domu, a zdaje się tylko egzaminy.
    • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:38
      tak sie przygladam swojej kuzynce.
      studiuje 2 fakultety. jeden zaocznie, drugi dziennie.
      na studiach zaocznych tlumaczy braki tym, ze studiuje dziennie, a na studiach
      dziennych mowi, ze studiuje 2 fakultery i niewyrabia...

      a sypia do poludnia, jezdzi na weekendy do domu (zaocznie ma zajecia raz na 2
      tygodnie, przez pol piatku i pol soboty).

      dla mnie to jest, szczerze mowiac, niewyobrazalne (totalnie nie przystaje do
      moich wspomnien ze studiow).

      i w sumie troche mnie mrozi, jak sobie pomysle, ze bedzie miala tak samo
      wygladajacy tytul naukowy, jak ja mialam po swoich studiach... co tam, taki sam,
      podwojny! czyli 2 razy lepszy od mojego...
      • agafka88 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:30
        kura17 napisała:
        > a sypia do poludnia, jezdzi na weekendy do domu (zaocznie ma zajecia raz na 2
        > tygodnie, przez pol piatku i pol soboty).

        Mam znajomych na zaocznych, którzy mają zjazdy raz na miesiąc (9 lub 10 zjazdów
        na rok). Do tego na kilku zjazdach można nie być... No i na tej samej uczelni
        najmniejszą oceną, jaką się dostaje do indeksu jest 4 (tak na wejście).
        Wyjątkowi analfabeci dostają 3+. Do tego jeszcze na roku z moim znajomym nikt
        nie dostał dwói do indeksu, poprawka polega na tym, że łazi się za egzaminatorem
        do czasu, az wstawi tą 4. Niektórzy są odsyłani nawet po 5-6 razy.

        uczelnia prywatna, ale co roku w czołówce rankingu uczelni prywatnych :) I też
        mnie wkurza, że świadectwo absolwentów tej uczelni będzie równoznaczne z moim,
        gdzie u nas naprawdę trzeba się uczyć.

        U mnie wygląda to tak, że jest egzamin, potem poprawka i warunek. Warunków można
        mieć 2 przez cały okres studiów, nie zdasz poprawki 3 raz i wylatujesz.
        • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:37
          czyli nie tylko ja mam "zal", ze inni cos, na co ja zapracowalam, dostaja
          niejako "za darmo"... dobre i to ;)

          u nas to sie nazywalo "egzamin komisyjny" (rzeczywiscie byla w miare bezstronna
          komisja z calego wydzialu), a "warunek" to bylo pozwolenie na zdanie jakiego
          egzaminu ZA ROK, z nastepnym rocznikiem, jesli komus z jakis waznych powodow sie
          nie udalo w tym roku...
          kwestia terminologii, ale tez nie bylo chodzenia po 5-6 razy, chyba, ze ktos
          sobie chcial poprawic z 4+ na 5 (a byly i takie przypadki :)
          • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:05
            >a "warunek" to bylo pozwolenie na zdanie jakiego
            > egzaminu ZA ROK, z nastepnym rocznikiem,

            u nas w ogole pojecie rocznik szybko stracilo racje bytu, na jednym semestrze
            robilas cos z programu 5 semetru jak mialas pecha i z 10 jednoczesnie... i na
            jednym wykladzie byli ludzie z kilku roznych semetrow, a czasem nawet i
            doktoranci :)

            ogolnie jak sie zaliczylo pierwszy rok to juz sie trzeba bylo postarac by nie
            dojsc do konca tych studiow wczesniej czy pozniej ...czasem i duzo pozniej, jak
            ja ktora nadal do konca nie doszlam :)

            > czyli nie tylko ja mam "zal", ze inni cos, na co ja zapracowalam, dostaja
            > niejako "za darmo"... dobre i to ;)

            wszystko zalezy co rozumiesz jako to "cos" :)

            bo jesli sam tytul mgr to i owszem...jedni maja go za duzo mniejsza ilosc pracy
            niz inni...

            ale jesli chodzi o tytul magistra z danego kierunku na danej uczelni to mysle,
            ze zazwyczaj jest podobnie z ta iloscia pracy :)

            a jeden mgr drugiemu mgr na szczescie zazwyczaj rowny nie jest i wiele osob w
            tym pracodawcow zdaje sobie z tego sprawe :)

            chyba, ze chodzi tylko o jakies zaszeregowania w siatce plac ;)

            no i w koncu przynajmniej ja nie przywiazuje za duzej wagi do samego mgr i nie
            poszlam na te studia po te 3 literki :)
            • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:15
              ja tez nie poszlam na studia ze wzgledu na 3, czy 2 literki ;)

              ale jednak w dokumentach rzadko "jakosc" tyutulu wychodzi - takie mam wrazenie.
              w usa jest inaczej, tam liczy sie i kierunek i uczelnia - i to bardzo. u nas
              chyba jeszcze nie. oczywiscie sa renomowane uczelnie, ale juz sprawa studia
              dzienne/zaoczne nie jest taka oczywista ;) bo i ja i moja opisywana kuzynka
              "zaoczna" (obijajaca sie jak ta lala) mamy tytul tej samej, "renomowanej
              uczelni"... lol, szczerze mowiac...
              ... ale ona wierzy SWIECIE, ze te tytuly sa tak samo warte. w rodzinnym miescie
              nawet nie nadmienila, ze studiuje na UJ zaocznie, tylko ze studiuje na fakultety
              (a studia dzienne juz nie na "renomowanej uczelnie"...)

              jakos mnie to razi, szczerze mowiac.
              moze zawistna jestem? ;)
              • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:20
                no tak sprawa dzienne/zaoczne to moze faktycznie nie wyjsc :)

                ale z drugiej strony jak twojej kuzynce z tym dobrze, ze sie moze ludziom
                pochwalic bo widac to dla niej wazne to w czym problem? ;)

                w koncu to czego sie ty nauczylas (a ona nie) to i tak twoje :)
    • yaga7 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:50
      Ja na studiach (ponad 10 lat temu :P) miałam tygodniowo ok 20-25 godzin, czasem dobijałam do 30, a inni mieli po 15. Sami sobie wybieralismy kursy, był system punktowy, więc można było jechać po minimum albo po maksimum ;)
      I rozumiem 8 godzin laborek pod rząd. U mnie na kierunku też to było możliwe - wystarczyło mieć dwa przedmioty po 4 godziny pod rząd.

      Do większości przedmiotów uczyłam się regularnie w ciągu roku - byłam zorganizowana :P I dzięki temu miałam czas na intensywną naukę dwóch języków obcych. To prawie jak drugi fakultet ;)) Aha, no i pracowałam dorywczo.

      Po tych studiach stwierdziłam, że w sumie zrobię sobie taki prawdziwy drugi fakultet i poszłam na zaoczne. No i to była masakra. Praktycznie zero nauki, zero wymagań i podejście typu płacę (bo to zaoczne), więc wymagam.
      W związku z czym doskonale sobie wyobrażam osobę na tych zaocznych, która w tygodniu pracuje i ma dzieci. Zresztą takie osoby tam były i spokojnie dawały sobie radę. I nawet dwa fakultety jednocześnie mogły robić. No problem.

      Podsumowując: bardzo dużo zależy od studiów / kierunku / wydziału itp.

      A różnica między dziennymi a zaocznymi to niebo a ziemia.
      • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:58
        heh, Yaga, ja mialam 8 godzin laborki z JEDNEGO przedmiotu :)
        na ogol, cholera, wypadalo to w piatek... przerabane ;)

        czyli nic, tylko sie zapisywac na studia zaoczne??

        a jesli jest tak, jak piszesz - ze dzienne i zaoczne, to niebo i ziemia, to skad
        sie biara te batalie w necie (sama kilka widzialam), ze przeciez to TAKIE SAME
        studia i zaoczne wcale nie sa gorsze???
        ludzie sie dowartosciowuja, czy nie maja poczucia rzeczywistosci???

        ja mam male doswiadczenie, widze po sobie, siostrze (10-15 lat temu) i po
        kuzynce teraz. na zaocznych to komedia (nic nie robi), na dziennych tez nie za
        duzo. ale jest dumna i blada, 2 fakultery konczy, doktorat jej sie marzy...
        ... a ja mam wrazenie, ze zyje w jakims matriksie... nie tylko stanikowym... ;)

        ps. ja niestety sie nie zalapalam na stystem punktowy. wyklady i zajecia byly
        obowiazkowe, na dodatkowe raczej nie bylo juz czasu ;)
        • yaga7 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:06
          U nas system punktowy - w takim stanie, w jakim był za moich czasów - znieśli
          zaraz jak skończyłam studia, bo się okazało, że studenci nie radzą sobie z
          samodzielnym wybieraniem przedmiotów. Lol.

          Wiesz co, nie wiem, może są jakieś porządne zaoczne? Albo ja mam duże wymagania?
          Swoje zaoczne robiłam na prywatnej uczelni, a po roku się przeniosłam na
          państwową, bo miałam nadzieję, że się czegoś nauczę. No niestety. Nie udało się,
          więc zrezygnowałam ;)
          Ale niektórym osobom te zaoczne studia i tak sprawiały problemy i oni się
          naprawdę uczyli.

          Ja w ogóle mam wrażenie, że poziom edukacji leci na łeb i na szyję, no i "za
          moich czasów" było lepiej :P

          A co do doktoratu - znów, pewnie to zależy od kierunku - to nie jest jakaś
          filozofia zrobić doktorat ;))) Na doktoranckich też byłam i też zrezygnowałam,
          bo moje idealistycznie wyobrażenie o świecie nauki miało się nijak do szarej
          rzeczywistości. Lol.
          • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:11
            > U nas system punktowy - w takim stanie, w jakim był za moich czasów - znieśli
            > zaraz jak skończyłam studia, bo się okazało, że studenci nie radzą sobie z
            > samodzielnym wybieraniem przedmiotów. Lol.

            no wiesz, u nas jest przedmiot pod haslem "orientacja" gdzie nas przez kilka
            semestrow raz w tygodniu uczyli wlasnie jak obslugiwac system zapisu na
            przedmioty, jak wybierac przedmioty, jakie sa wymagania, jakie terminy zapisow,
            procedury itp. a i tak ludzie mieli problemy by to ogarnac ;)

            taka godzina wychowawcza na studiach ;)
            • yaga7 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:23
              No u nas był tylko informator, w którym było - jak dla mnie - wszystko, a - jak
              dla innych - zbyt mało informacji.

              Ale fajny pomysł z taką "orientacją" :)
              • bathilda Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 18.07.09, 19:18
                yaga7 napisała:

                > No u nas był tylko informator, w którym było - jak dla mnie - wszystko, a - jak
                > dla innych - zbyt mało informacji.

                Yaga, tak sobie czytam, czy Twoja uczelnia ma różowy gmach? Bo strasznie ten
                opis do mojej podobny ;)
                • yaga7 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 18.07.09, 19:28
                  Raczej z tego co mi się wydaje, z Kraka nie jesteś, więc mało to prawdopodobne :)
                  Poza tym nie jest różowy - przynajmniej nie był te 10 lat temu gdy tam
                  studiowałam ;)
            • the_mariska Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 20:05
              quleczka napisała:
              > no wiesz, u nas jest przedmiot pod haslem "orientacja" gdzie nas przez kilka
              > semestrow raz w tygodniu uczyli wlasnie jak obslugiwac system zapisu na
              > przedmioty, jak wybierac przedmioty, jakie sa wymagania, jakie terminy zapisow,
              > procedury itp. a i tak ludzie mieli problemy by to ogarnac ;)

              Śmiej się śmiej, w okolicach każdej sesji siedzę z otwartym systemem,
              kalkulatorem i uparcie liczę, czy zmieszczę się w wymaganym minimum jednostek do
              wyrobienia :P A deklaracji na przyszły semestr nie złożyłam W OGÓLE bo
              przegapiłam termin, czego mnie niezła kombinatoryka we wrześniu żeby się na
              wszystko pozapisywać i jeszcze ułożyć z tego sensowny plan :)
          • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:15
            kurcze, moj doktorat to byla jednak filozofia...
            zaczynam dochodzic do wniosku, ze ja za glupia jestem :(
            ostatnie miesiace przed zlozeniem pracy to spedzalam ponad 12 godzin w robocie,
            a jak wracalam, to sie uczylam do egzaminow...

            i sporo ludzi u nas jednak odpadlo - bo sie nie wyrabiali z praca i doktoratem,
            albo musialo konczyc na wlasny rachunek, bo jak po okreslonym czasie nie
            skonczyli, to albo musieli zwracac stypendium doktoranckie, albo konczyc "we
            wlasnym zakresie", czyli stypendium nie dostawali.

            i ja tez mam wrazenie, ze teraz to z nauka coraz gorzej :(
            i zal mi troche mojego tytulu, bo widze, ze bardzo sie zdewaluowal...
        • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:08
          > a jesli jest tak, jak piszesz - ze dzienne i zaoczne, to niebo i ziemia, to ska
          > d
          > sie biara te batalie w necie (sama kilka widzialam), ze przeciez to TAKIE SAME
          > studia i zaoczne wcale nie sa gorsze???
          > ludzie sie dowartosciowuja, czy nie maja poczucia rzeczywistosci???

          o zaocznych tego akurat nie widzialam :)

          o wieczorowych i owszem...bo sama nazwa jest absurdalna to po prostu sie powinno
          nazywac "studia platne", a nie wieczorowe :)

          ja chodzilam na studia "dzienne" i mialam zajecia dosc czest od 16 czy 18 do 20
          na przyklad, a moja kuzynka robila "wieczorowo" architekture i miala zajecia
          niemal codziennie od 14 :D

          ale jej wieczorowe to tak naprawde w duzej mierze niewiele sie roznily od
          dziennych i nawet czesc zajec im laczyli... tak wiec czasem roznica nie jest duza :)

          zgaduje, ze moga sie zdazyc tez zaoczne na jakiejs porzadnej uczelni wymagajace
          sporo pracy i wysilku :)
          • ava.adore OT: dzienne vs zaoczne 10.07.09, 22:31
            Mam za sobą i takie, i takie (no dobra, dzienne w końcu rzuciłam, ale nie tak od razu, więc pewne obserwacje zdążyłam poczynić :P) i powiem Wam, że tak naprawdę, no suprise there, wszystko zależy od ludzi. Po obu stronach katedry ;) I na jednych, i na drugich, i na trzecich (zaoczne mam prawie dwa :)) trafiały się tak wybitne jednostki, że nie mogłam wyjść z podziwu, jak się można było uchować te dwadzieścia parę lat na świecie z takimi lukami w wiedzy ogólnej. Na pierwszych zaocznych, na UJ, była to przeważająca większość, głównie ludzie zaraz po liceum, którzy się nigdzie nie dostali, a coś musieli ze sobą zrobić. Większość się wykruszyła, do ostatniego roku dobrnęło coś z dziesięć osób, z których obroniło się bodajże siedem :P Ale też po prawdzie, to i wykładowcy mieli takie podejście, że strach. Jakby ktoś kazał uczyć im zaocznych za karę i jeszcze nie pozwolił wymienić wyroku na ciężkie roboty, choć bardzo się starali i grzecznie prosili. Po tych studiach pozostało mi przede wszystkim poczucie, że straciłam majątek na dojazdy, a nie zyskałam nic.
            Po tych doświadczeniach naprawdę bałam się zaocznych na SWPS (na dzienne nie było mnie po prostu stać, a bardzo zależało mi na kierunku) i na pierwszym zjeździe przeżyłam szok. Ludzie rozgadani, rozdyskutowani, większość po trzydziestce, robiąca drugi fakultet lub naprawiająca błędy młodości, wykładowcy w dużej części zawsze pomocni, do dyspozycji studentów także po zajęciach, ogólnie miód. Co ciekawe, przeniosło się do nas kilka fajnych, inteligentnych osób z dziennych, bo tam poziom był ponoć żenujący. Nigdy nie wiesz, jak trafisz, tak naprawdę ;)
            Ach, i jedne, i drugie studia oczywiście z gatunku mocno hobbystycznych ;)
      • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:03
        > Po tych studiach stwierdziłam, że w sumie zrobię sobie taki prawdziwy drugi fak
        > ultet i poszłam na zaoczne. No i to była masakra. Praktycznie zero nauki, zero
        > wymagań i podejście typu płacę (bo to zaoczne), więc wymagam.
        > W związku z czym doskonale sobie wyobrażam osobę na tych zaocznych, która w tyg
        > odniu pracuje i ma dzieci.

        ooo...dokladnie :)

        ja mam znajomych na zaocznych, ktorych cala praca tak na dobra sprawe to 2 tygodnie zjazdu raz w semestrze...i czasem jakies 2-3 prace do napisania pomiedzy :)

        > A różnica między dziennymi a zaocznymi to niebo a ziemia.

        fakt :)

        no i roznica miedzy roznymi kierunkami bo po rostu rozna specyfika roznych studiow jest :) na jednych trzeba sporo czytac, na innych sporo siedziec w laboratorium, na innych sporo pamieciowki do opanowania, a sa ta takie gdzie nie trzeba ani tego ani tego ;)
    • panistrusia Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 15:56
      Ja miałam takie studia, że w zasadzie nigdy nie można było powiedzieć
      'jestem nauczona', do tego czytanie i oglądanie wszystkiego, żeby być
      na bieżąco, jeszcze prowadzenie życia towarzyskiego, które jest
      nieodłącznym elementem przyszłego zawodu...

      A co do obserwacji: to chyba wynika z tego, że w Pl studia są za
      darmo. Już nawet nie to, że studenci kombinują. Po prostu
      profesorowie często pozwalają na ściąganie, znałam takiego jednego
      lenia, który prowadził trzy przedmioty opcjonalne i na zaliczenie
      wszystkich trzech wystarczyła jedna praca (co sprytniejsi studenci
      nawet nie chodzili na jego zajęcia, tylko zjawiali się pod koniec
      roku z jedną pracą i dostawali 3 egzaminy).
    • ocisza Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:08
      Tak - zależy jaka praca, jakie studia i jakie dzieci. W akademiku mieszkałam z
      dwiema dziewczynami z innego kierunku i ja wychodziłam na zajęcia to jeszcze
      spały, a jak wracałam z zajęć to one już od dawna były po. Do sesji też nie
      musiały przygotowywać się tak intensywnie jak ja. Dzieci bywają tak nieinwazyjne
      jak np. mojej szwagierki - siedzi sobie otoczone zabawkami i ani toto słychać,
      ani widać. Albo takie dzieci jak mój, że potrzebują ciągle towarzystwa i czyjejś
      uwagi, bo inaczej albo jest nieszczęśliwe albo łobuzuje.
    • e.m.i1 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 16:49
      Są takie studia, że ludzie jeżdżą do domu tylko na święta, bo kiedy indziej nie ma na to czasu. Jest jakieś 40 godzin zajęć tygodniowo i praktycznie drugie tyle do pracy "w domu". Sesję oblewają nawet najlepsi i nie ma opcji wpisów warunkowych. Co bardziej zorganizowani znajdują kilka godzin w czasie weekendu na udzielanie korepetycji.
      Nie wydaje mi się aby posiadanie dziecka było wówczas możliwe:) Nie mówiąc o drugim kierunku czy pracy powyżej tych kilku godzin w tygodniu.
      A są i takie, że "poszłam do szkoły a tam egzamin i nawet go zdałam;)". Albo zaoczne takie, że w zupełności wystarczy pojawić się co drugi zjazd, czyli raz w miesiącu na kilka godzin.
      Dzieci są takie, jak np. ja, że przez kilka pierwszych lat wozi się je od szpitala do szpitala (i tu ciężko o pracę na pełny etat choćby jednego z rodziców), albo takie jak moja siostra, które nie potrzebują snu i wytwarzają nieprawdopodobną ilość decybeli. Do tego stopnia, ze ich starsze rodzeństwo ma utrudnione uczęszczanie do szkoły podstawowej, bo w domu nie ma jak się wyspać ani odrobić lekcji:)
      Podobno są też dzieci ciche, grzeczne i niechorujące, ale jeszcze takich nie poznałam.
      • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:01
        Emi, no ja mniej-wiecej takie wlasnie studia mialam.
        na poczatku "wszyscy" inni mi zazdroscili, bo nie mialam egzaminow (nie bylo
        prawie wcale chetnych, wiec brali jak leci ;), ale potem zmieniali zdanie...
        • e.m.i1 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 18:25
          A mi zazdrościli, że się na TAKIE studia dostałam.
          Przestali jak powtarzałam rok, dopadła mnie ciężka depresja i w efekcie zrezygnowałam.
          • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 18:33
            Emi, na moje nie bylo nawet egzaminow, bo bylo tak malo chetnych, ze brali
            prawie kazdego ;)

            tez mi zazdroszczono, ze nie musze zdawac egzaminow ;)
            po pierwszym roku odpadlo ponad 70% osob...
    • agacia2025 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:25
      moje wytlumaczenie:
      1) dobra organizacja czasu
      2) studia latwoprzyswajalne, albo ktos wybitnie zdolny, albo ktos robi juz ktorys raz z rzedu taki kurs wiec ma sporo ocen przepisanych, albo robi dwa bardzo podobne kursy, wiec sporo egzaminow sie dubluje i mozna przepisac oceny (moja kuzynka tak zrobila 6 "roznych" kursow)
      3) praca z domu, lub praca part time, lub praca na wykonanie jakiegos zlecenia, gdzie sam dawkujesz sobie kiedy i ile robisz (jak jestes w tym dobry to robisz 2x krocej)
      4) mozna takze zaniedbywac dzieci, ty swoje, a dzieci swoje:/
      5) nie zawsze dbanie o siebie znaczy poswiecanie a_z godziny dziennie na zabiegi upiekszajace. Ja uwazam siebie za osobe zadbana, a poswiecam sobie jakies 15min dziennie na zabiegi upiekszajace (tylko kiedy myje wlosy poswiecam jakies 20min wiecej), wiec nie jest to jakos czasochlonne zajecie, no chyba ze ktos jest "laleczka" (sorki, nie chce nikogo urazic, ale chce byc lepiej zrozumiana) to pewnie z lazienki nie wychodzi.
      • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:27
        Agacia :) powiedz mi, prosze, jak dbasz o siebie w 15 minut dziennie? chetnie
        bym tak zadbala, ale nie wiem, co mam robic ;)
        a tyle czasu moge poswiecic!
        • agacia2025 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 19:02
          3-5 min prysznic, jakies 3-4 min makijaz, kolejne 3-4 min mycie zebow i chwilka
          na zrobienie warkocza i naprawde tyle mi starcza (choc mam chwile lenistwa i
          zdaza mi sie przeciagnac te czynnosci o 10min, ale staram sie byc oszczedna w
          czasie). Czasami jak mam wyjsce do znajomych czy do pubu to spedzam troche
          wiecej czasu nad miakijazem czy fryzura (choc zazwyczaj i tak koncze z warkoczem
          na glowie:)) no i jeszcze jak myje glowe 2 razy w tygodniu to troche wiecej
          czasu mi schodzi, bo musze wtedy trzymac balsam na wlosach przez jakies 15 min,
          w tym czasie gole co tam trzeba ogolic (nie lubie stac pod prysznicem bezczynnie
          odczekujac te 15 min) i myje sie, potem splukuje i wychodze.
          • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 19:44
            musisz byc sliczna z natury kobieta, bo ja po takich zabiegach nie wygladam
            wcale na zadbana ;)

            warkocza bardzo zazdroszcze. od zawsze marze o dlugich, pieknych wlosach, ale
            nie jest mi to dane...
            • agacia2025 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 19:57
              coz moge powiedziec, kwestia gustu- jedni lubia jablka a drudzy pomarancze
              • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 20:07
                no ja tez mniej wiecej w ten sposob dbam o siebie, co Ty :)
                ale z roznych dyskusji na forum wnioskuje, ze to nie jest dbanie, to jest
                MINIMUM... ;)

                dobrze, ze nie jestem odosobniona ze swoimi pogladami :)
                • agacia2025 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 20:57
                  Widzisz, ja uwazam ze to nie jest minimum. Na codzien kobieta powinna wygladac w
                  miare normalnie, bez bardziej czasochlonnych i zaawansowanych stylizacji po to
                  aby jak przychodzi "szczegolna okazja" wygladac zjawiskowo i zachwycic otoczenie.
                  Powiedz mi (czyt. napisz:)) jak kobieta ktora codzinnie maluje, ubiera i czesze
                  sie najpiekniej jak potrafi (jak mozna) ma nagle na jakims powiedzmy "balu"
                  wygladac wyjatkowo skoro niczym nie bedzie roznic sie od tego jak zawsze
                  wyglada? Nawet jak jest zjawiskowo piekna "tak zrobona" to czy opatrzeni ludzie
                  nie zerkna raczej w strone kobiety, ktora na codzien nie wyroznia sie
                  szczegolnie, a "dzisiaj" wyglada zachwycajaco?
                  To moje zdanie, kazdy moze miec inne i oczywiscie nie uwazam ze gorsze.
                  • pierwszalitera Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 11.07.09, 00:25
                    agacia2025 napisała:

                    > Widzisz, ja uwazam ze to nie jest minimum. Na codzien kobieta powinna wygladac
                    > w
                    > miare normalnie, bez bardziej czasochlonnych i zaawansowanych stylizacji po to
                    > aby jak przychodzi "szczegolna okazja" wygladac zjawiskowo i zachwycic otoczeni
                    > e.
                    > Powiedz mi (czyt. napisz:)) jak kobieta ktora codzinnie maluje, ubiera i czesze
                    > sie najpiekniej jak potrafi (jak mozna) ma nagle na jakims powiedzmy "balu"
                    > wygladac wyjatkowo skoro niczym nie bedzie roznic sie od tego jak zawsze
                    > wyglada?

                    No poczekaj, ale pielęgnacja nie polega tylko na malowaniu się i nałożeniu odżywki na włosy pod prysznicem. Akurat na makijaż, to ja potrzebuję tylko 5min dziennie i potrafię robić to jedząc śniadanie. ;-) A gdzie paznokcie u rąk i nóg, depilacja, regularna korektura brwi, peeling ciała choć raz w tygodniu? Pięty pumeksem przelecieć też latem częściej nie zaszkodzi. I łokcie solą, by były gładkie. Ja nie ma się już 25 lat, to jakaś maseczka na twarz i dekolt od czasu do czasu by się przydała. Samo porządne nakremowanie ciała balsamen zabiera 2-3 minuty, a w dniach, kiedy uprawiam sport wchodzę pod prysznic i dwa razy, więc dwa razy balsam. No i sport, to też zaliczam do pielęgnacji, co drugi dzień musi być, bo inaczej kończąc 40-stkę możesz pożegnać się z gładkimi udami. Tego wszystkiego się nazbiera i czasem myślę, jak kobiety z dziećmi i pracą na pełny etat dają sobie z tym programen radę. Jasne, wszystkiego nie robi się codziennie, ale rozleniwiać zbytnio się nie można, bo gruntowne "wszystko na raz" jest jeszcze bardziej stresujące.
                    • mleko_w_tubce Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 11.07.09, 02:26
                      To ja może podam przykład mojej mamy. Ma 55 lat. Wychowała 3 dzieci
                      (urodzilismy się rok po roku więc miała istny hardcore). W każdej
                      ciąży pracowała, potem brała urlopy wychowawcze i jakieś dorywcze
                      prace. Kiedy ja jako najmłodsza poszłam do przedszkola zaczęła
                      pracować normalnie. Potem zaczęła się szkoła i wożenie nas na różne
                      dodatkowe zajęcia. Przypominam, że było nas troje, a każde miało
                      inne zainteresowania. Im starsi byliśmy tym więcej mama pracowała.
                      Kiedy wszyscy bylismy w wieku dojrzewania rozwiodła się z ojcem i
                      samotnie wychowywała 3 wyjątkowo zbuntowanych nastolatków.W tamtym
                      okresie pracowała na 3,5 etatach (jest prawnikiem, więc jej etat to
                      16 godzin) i codziennie chodziła na basen. W tym wszystkim miała
                      czas na codzienne rozmowy z nami, gotowanie, sprzątanie, prasowanie,
                      wywiadówki. Teraz pracuje troche mniej, pływanie zamieniła na jazdę
                      konną i kursy językowe. W międzyczasie zrobiła zaocznie studia
                      podyplomowe, chodziła na różne kursy komputerowe itp. Udziela sie
                      towarzysko, czasem myślę, że nawet więcej niż ja- studentka. W zimie
                      jeździmy n nartach w lecie nurkuje, lub tak jak w tym roku zamierza
                      pojechać na rajd konny. Kiedyś miała okres, że też codziennie
                      biegała a zaczęło sie od tego, że ja z rodzeństwem będąc gówniarzami
                      w liceum bardzo ją zdenerwowaliśmy i poszła się odstresować i tak
                      biegała ze 3 lata.

                      Na zabiegi kosmetyczne poświęca 20 minut dziennie- rano szybki
                      prysznic z myciem głowy, makijaż, fryzura + wieczorem krótka kąpiel
                      w wannie. Do fryzjera chodzi średnio raz na miesiąc od kiedy farbuje
                      włosy, czyli od jakichś 5 lat(wcześniej nie musiała- nie miała ani
                      jednego siewgo włosa, a naturalny kolor piękny- teraz farbuje na
                      bardzo zbliżony), wcześniej wystarczało, że chodziła raz na 2- 3
                      miesiące. Nigdy w życiu nie była u kosmetyczki. No dobra - była jak
                      dałam jej w prezencie kupon na super wypasiony zabieg połączony z
                      masażem, ale bardzo jej się to nie spodobało- powiedziała, że nie
                      umie tak po prostu leżeć przez godzinę. Ma to szczęście, że ma stopy
                      jak niemowlę więc nigdy nie rozumiała po co mi pumeks. Paznokci nie
                      maluje. Powiecie, że to minimum? Może i tak, ale mama wygląda o co
                      najmniej 10 lat młodziej niż jej rówieśnice i czasami pytają nas czy
                      przypadkiem nie jesteśmy siostrami mimo, że ja jestem 30 lat
                      młodsza :)
                      Wniosek z tego taki, że można wszystko o ile się ma chęć lub
                      motywację.
                    • agacia2025 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 11.07.09, 12:20
                      pierwszalitera napisała:

                      > No poczekaj, ale pielęgnacja nie polega tylko na malowaniu się i nałożeniu odż
                      > ywki na włosy pod prysznicem. Akurat na makijaż, to ja potrzebuję tylko 5min dz
                      > iennie i potrafię robić to jedząc śniadanie. ;-) A gdzie paznokcie u rąk i nóg,

                      akurat obciecie paznokci u nog to chwilka mala i robi sie to rzadko (przeciez
                      rosna duzo wolniej), a nie podoba mi sie malowanie paznokci u nog- dla mnie
                      wazne aby byly czyste. A u rak to przelotnie piluje pilniczkiem szklanym (lepszy
                      efekt i szybszy), po za tym preferuje krotkie.

                      > depilacja, regularna korektura brwi, peeling ciała choć raz w tygodniu? Pięty
                      > pumeksem przelecieć też latem częściej nie zaszkodzi. I łokcie solą, by były gł
                      > adkie.

                      Depilacje napisalam ze robie podczas siedzenia z odzywka dwa razy w tygodniu,
                      tak samo jest z maseczka i peelingiem (poza tym peeling musze robic krotki i
                      delikatny, bo mam tak wrazliwa skore, ze mi ja podrazniaja). Takie rzeczy jak
                      korekta brwi robie codziennie przy makijazu, jak zobacze jakiegos jednego
                      niepozadanego wloska. Piet nigdy nie robie pumeksem bo mam za delikatne i nie
                      wymagaja takich zabiegow, lokcie smaruje cytrynka:)



                      Ja nie ma się już 25 lat, to jakaś maseczka na twarz i dekolt od czasu d
                      > o czasu by się przydała.

                      Nie robie maseczek. Kiedys robilam, ale moze to kwestia skory- na mojej ona nie
                      robi roznicy. Tak samo nie robi roznicy na Twarzy mojej 55-letniej mamy. Dla
                      niej, tak samo jak dla mnie lepszy efekt daje porzadny krem.

                      Samo porządne nakremowanie ciała balsamen zabiera 2-3
                      > minuty,

                      O tym to akurat zapomnialam, bo balsamuje sie powieczornym prysznicu.

                      a w dniach, kiedy uprawiam sport wchodzę pod prysznic i dwa razy, więc
                      > dwa razy balsam. No i sport, to też zaliczam do pielęgnacji, co drugi dzień mus
                      > i być, bo inaczej kończąc 40-stkę możesz pożegnać się z gładkimi udami.

                      Tak sport tez zalicza sie do pielegnacji, ale tu akurat mam wymowke, bo biegamy
                      raze we trojke- moj maz, 5-cio letnia corka i ja, wiec pielegnacja polaczona z
                      spedzaniem czasu z rodzina:)

                      Tego ws
                      > zystkiego się nazbiera i czasem myślę, jak kobiety z dziećmi i pracą na pełny e
                      > tat dają sobie z tym programen radę. Jasne, wszystkiego nie robi się codziennie
                      > , ale rozleniwiać zbytnio się nie można, bo gruntowne "wszystko na raz" jest je
                      > szcze bardziej stresujące.

                      Dlatego ja staram sie wszystko rozlozyc na jak najwiecej dni i wtedy to zajmuje
                      naprawde tylko chwile dziennie. Poza tym ja naprawde staram sie nie marnowac
                      czasu na zbedne lezenie godzine w wannie, czy pol godziny przygladanie sie czy
                      makijaz dobrze nalozony (rowno cienie czy cos, robie to mechanicznie), albo
                      wymyslanie fikusnych fryzur i robienie ich przez kolejne pol h, czy tak typowe
                      dla kobiet przebieranie sie po 10 razy aby w koncu cos dobrac sobie i w tym
                      wyjsc chocby na miasto. Oczywiscie takich przykladow jest duzo wiecej, ale
                      akurat te wpadly mi do glowy
                    • quleczka Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 11.07.09, 13:13
                      gdzie paznokcie u rąk i nóg,
                      > depilacja, regularna korektura brwi, peeling ciała choć raz w tygodniu? Pięty
                      > pumeksem przelecieć też latem częściej nie zaszkodzi. I łokcie solą, by były gł
                      > adkie.

                      - brwi i rzesy raz na dwa tygodnie u kosmetyczki, zajmuje jakies 15 minut, a tak
                      czasem pomiedzy jakies 1-2 wloski wyrwe jak zauwaze

                      - maseczka, peeling, pumeks,obciecie paznokici, maszynka do golenia,lokcie itp.
                      zalatwiam wszystko w czasie mojej cotygodniowej jednej dlugiej kapieli w wannie :)

                      czasem pociagne jeszcze paznokcie odzywka co zajmuje 5 minut

                      ogolnie poza tym jednym tygodniowo lezeniem w wannie, ktore po prostu lubie to
                      praktycznie codziennie wychodzi tylko te 10 minut rano na mycie twarzy i makijaz
                      plus wieczorem 5 minut na zmycie tego plus krem :)

                      nie licze prysznicu codziennie bo to oczywiste :)

                      dobra, mam troche lawiej bo nie uzywam basamu :p
    • joankb Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:45
      Na wielu kierunkach się da, na innych się nie da.
      U nas na pierwszym i drugim roku było po 18 godzin matematyki i po 10 fizyki +
      wf i jakiś zapychacz, na który już czasu nie starczało.
      Od trzeciego - laborki, laborki, laborki. Po 6 godzin dziennie. Plus wykłady,
      chodziłam tylko na te, do których brakowało podręczników.
      I błogosławieństwo, którego dziś nie ma. Tzw. "wojsko" - Nadrabiałysmy wszystkie
      obliczenia do laborek, robiłyśmy sprawozdania, a dziewczyny z bardziej
      michałkowego wydziału grzecznie rysowały mapki i wyznaczały drogi ewakuacyjne.
      Całe 5 lat na spanie brakowało czasu, co dopiero na drugi kierunek czy inne
      zajęcia :)).
      • kura17 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 17:54
        Joankb, moja mama tez "z rozczuleniem" wspomina wojsko... tylko ich niestety
        przeganiali, duzo bylo czysto fizycznych zajec, nie dalo sie opuscic...

        ps. odpisz, mi prosze, ma maial, ktory wyslalam na gazete, ja mam klopoty z
        netem, w domu obecnie brak, a potrzebuje kontakt do Ciebie (z wiadomego powodu
        :). w krakowie netu nie bede miala!
    • dziudziulek Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 18:43
      kuro taki mały żarcik z mojej strony :))
      wszystko się da:
      1. dwa falkutety w ESKK
      2. dwoje dzieci również korespondencyjnie (wysyłasz 5 $ miesięcznie i raz na
      kwartał list)
      3. mąż permanentnie w rozjazdach
      4. pozostaje Ci czas na pełny etat + dorywcze zajęcia w weekendy
      a do tego wolne wieczory na spotkania z koleżankami
      • tfu.tfu ot do dziudziulka 10.07.09, 21:38
        ja cię kocham :D
    • filoruska Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 10.07.09, 22:51
      Da się, ale koszt duży.
      Właśnie kończę dwa fakultety i pracuję, jestem mocno zaangażowana
      społecznie, dzieci brak, opiekowałam się jednak moją ponad 90letnią
      babcią, która zmarła kilka miesięcy temu (była chyba najstarszą
      ostatnikowaną dzięki forum osobą), ale...
      Studia dzienne łączyłam z pracą na 3/4 etatu. Studia zaoczne doszły
      od 4 roku - wróciłam na kiedyś przerwany kierunek. Wiedziałam, że
      wrócę i dorzucą mi różnice programowe, więc będzie ciężko się
      wyrobić (dodatkowe 8 przedmiotów w ciągu jednego roku). Dlatego
      przez pierwsze 3 lata studiów dziennych znacznie je przyspieszyłam.
      Dla utrudnienia/ułatwienia - te dzienne studia zaczęłam po
      trzydziestce. Utrudnienia - bo to już nie tak łatwo się uczyć, jak
      młodszym, musiałam też sama zadbać o dobre kontakty na roku, bo
      wszyscy byli znacznie młodsi. Ułatwienia - bo wykładowcy często
      traktowali mnie bardziej po partnersku i łatwiej było się dogadać.
      Dostałam też od ręki zgodę na przyspieszenie zaliczanych
      przedmiotów, jako osoba starsza, już mgr po dużo wcześniej
      skończonych pierwszych studiach i na dodatek pracująca. Na studiach
      zaocznych nie miałam żadnych ułatwień.
      Studia dzienne to filologia. Zaczęłam je znając dobrze język,
      wystarczająco dobrze, żeby nie musieć się uczyć na zajęcia
      praktyczne. Ale filologia to tomy do przeczytania. Dla mnie to była
      przyjemność, choć czasami ciężko było co tydzień przeczytać po
      kilkaset stron.
      Studia zaoczne - humanistyczne. Poszłam, bo potrzebny mi dyplom do
      innych spraw. Uczyłam się byle zdać korzystając ze skryptów, ale
      wszystkie zajęcia były obowiązkowe, a nawet jeśli nie, to
      nieobecności były źle widziane. Zjazdy co tydzień na półtora dnia.
      Pomogło mi zrozumienie w pracy i zgoda na takie ustawienie godzin
      pracy, żebym była w stanie być na zajęciach (norma to 12h poza domem
      dziennie).
      Pracy nie mogłam przerwać, bo nikt mnie nie utrzymuje. I nikt mi nie
      zasponsoruje biletów lotniczych do mojego "drugiego domu".
      Koszt - od 5 lat nie miałam urlopu. Całe wolne w pracy schodziło mi
      na studia. Trzy razy wyjeżdżałam w ramach studiów na staż językowy
      za granicę. Tyle tylko, że ja tam właśnie mam swój drugi dom i
      właściwie dodatkową pracę. Mam wieczny poślizg czasowy i nieustannie
      coś czeka w kolejce na zrobienie.
      Jeszcze przede mną obrony we wrześniu, więc najbliższe dwa miesiące
      będę kuć. Moge jednak powiedzieć z doświadczenia - dać się, ale
      wrogowi nie życzę, bo na życie już czasu nie zostaje (tyle tylko, że
      ono trwa i ma się dobrze i o sobie przypomina). Jestem wykończona,
      ale w jakiś sposób dumna z siebie, że przeżyłam.
      I dodam jeszcze jedno moje spostrzeżenie. Pierwsze moje studia
      robiłam zaraz po maturze. Wtedy naprawdę od nas wymagano. Nie było
      też tyle kserowania. Siedziałam co tydzień w czytelniach (w różnych,
      bo wymagane książki czy czasopisma były osiągane w różnych
      bibliotekach), żeby się przygotować do ćwiczeń. Wykładowcy podawali
      tylko biblografię do zajęć i sami sobie szukaliśmy tekstów. Teraz
      wymagano od nas studiach ułamek tego. Normą było, że wykładowca
      musiał dostarczyć ksero tekstu, jaki mieliśmy przeczytać na następne
      zajęcia, a i tak były wieczne negocjacje, że tekst za trudny i może
      byśmy go pominęli. Kiedyś do egzaminu kułam tygodniami, bo normą
      było doczytywanie we własnym zakresie literatury poza obowiązującym
      zakresem wykładów i ćwiczeń - czyli do jednego egzaminu było kilka
      tysięcy stron druku i notatek (nie wszystko z wykładów było
      osiągalne w literaturze). Teraz do egzaminu wystarczają notatki z
      wykładów lub podręcznik. Na literaturze do tego lektury, które można
      czytać po polsku (!!!), a i tak krążą streszczenia, bo przecież kto
      by to wszystko czytał... Dodatkowa literatura do egzaminu nie
      wchodzi w grę.
      Kiedyś od nas wymagano. Teraz jak ktoś sam nie zadba o swoją wiedzę,
      to może się prześlizgnąć bezboleśnie przez studia.
      I nie pytajcie, po co mi potrójny magister - studiowanie to chyba
      moje hobby. A tak poważniej, to życie tak mi się ułożyło.
      • mleko_w_tubce Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 11.07.09, 00:25
        5 lat temu zaczęłam pierwsze studia dzienne- psychologię. Zajęć było
        mało- 3 razy w tygodniu, a ja nie miałam na nic czasu. 3 lata temu
        dołożyłam do tego kurs językowy- 2 razy w tygodniu po 2 godziny i
        wydawało mi się, że jestem zawalona robotą. 2 lata temu dodałam
        drugi kierunek dzienny- zarządzanie- też około 3 dni w tygodniu i od
        1,5 roku pracuję. W październiku zeszłego roku dołożyłam drugą pracę
        tak więc miałam 2 prace, 2 kierunki studiów, 2 domy- bo kursowałam
        cały czas między mamą a chłopakiem i kurs językowy. W tym wszystkim
        miałam pełno wolnego czasu na spotkania ze znajomymi, czy inne
        przyjemności, czyli w moim przypadku powiedzenie, że im więcej się
        robi tym ma się więcej czasu się sprawdza. Faktem jest, że byłam
        barmanką i opiekunką do dziecka czyli często spotkania ze znajomymi
        załatwiałam przy okazji- czy to stojąc za barem czy spacerując z
        wózkiem.
        Teraz zrezygnowałam z jednej pracy, rzuciłam chłopaka, pierwsze
        studia już skończyłam piszę tylko pracę, na drugich studiach mam
        wakacje tak samo jak na kursie językowym i się potwornie nudzę. We
        wrześniu zaczynam normalną pracę 40 godzin tygodniowo więc muszę
        przenieść drugi kierunek na zaoczne i boję się, że będę miała za
        duzo wolnego czasu ;)
        Dodam jeszcze, że z natury jestem potwornym leniem ;)
    • koza-1985 Re: Dzieci, praca, studia (2 fakultety...) - JAK? 16.07.09, 16:40
      to chyba kwestia studiów i uczelni. za 5 dni się bronię, więc pora na
      podsumowanie:P
      studia trwały 10 semestrów, semestr 6 to 6 miesięczna praktyka zawodowa bez
      jakichkolwiek zajęć na uczelni. przez całe studia, z wyjątkiem 10 sem. nie
      miałam ani jednego dnia w tygodniu bez zajęć, na pierwszych dwóch latach
      nie było tygodnia bez conajmniej jednego kolokwium. na 90% ćwiczeń druga
      nieusprawiedliwiona przez lekarza nieobecność była równoznaczna z
      niezaliczeniem przedmiotu, normą były egzaminy, które oblewało 70% roku. jak
      patrzę na te 5 lat to wyć mi się chce, że to już koniec, bo bywało
      różnie, czasem do d... ale w gruncie rzeczy to chyba najlepszy okres w życiu.


      --
      • tfu.tfu kózko 17.07.09, 19:59
        mój kulega studiował był na WSH (teraz to akademia humanistyczna - zwana przez
        resztę "humorystyczną") w Pułtusku. przez 3 lata miał mniej zajęć niż ja na
        pierwszym roku :P
        i nie musiał dojeżdżać codziennie 66km w 1 stronę pekaesem ;) ani też nie
        zasuwał na pół etatu ;)
        do tej pory nie wiem, jak ja byłam w stanie tak funkcjonować ;)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka