Dodaj do ulubionych

Etos rodziny

21.08.09, 22:40
Przyznam, że piszę pod wpływem ostatnich wydarzeń, ale przemyślenia mam od lat.

Zastanawia mnie, czy i w jakich rodzinach istnieje coś takiego, jak przedkładanie jej członków nad innych ludzi. Uściślając – czy w trudnej dla nas sytuacji bardziej liczymy na członków rodziny, czy na innych ludzi (przyjaciół, współpracowników), czy rezygnujemy z własnych planów w momencie, kiedy rodzina nas potrzebuje, czy w ogóle rodzina jest dla nas „ważniejsza od reszty świata”.

Może dla ilustracji opowiem swoją historię – otóż kilka dobrych lat temu miałam w swoim życiu dość nieprzyjemną sytuację, której konsekwencje (dla mnie) ciągnęły się dość długo. Bardzo wtedy potrzebna mi była pomoc rozumiana zarówno jako wsparcie, jak i konkretna podpora. Pomoc otrzymałam od najbliższej rodziny (rodzice i obecny mąż) oraz przede wszystkim od przyjaciół, z którymi nie mam i wtedy też nie miałam bliskiego (rozumianego jako codzienny, czy choćby copółroczny) kontaktu, ale którzy byli i do dziś są przy mnie zawsze, kiedy tego potrzebuję. Warto podkreślić, że opisywana sytuacja nie była w pełni jednoznaczna i można ją było rozumieć zarówno jako wynikającą wyłącznie z mojej winy, jak i jako nieszczęście, które spotkało mnie niezasłużenie.
Na moje (dzisiejsze) nieszczęście, o niektórych sprawach dowiedzieli się ludzie, którzy dowiedzieć się nie powinni – czyli członkowie trochę dalszej rodziny. Są to krewni drugiego stopnia, czyli dla niektórych bardzo bliscy. Jest w naszej rodzinie tradycja spotykania się z nimi raz na jakiś czas (np. z okazji świąt) oraz czasem próbuje się „podtrzymać więź”. Dla mnie zaczyna to być trauma – ci ludzie wiedzą o mnie rzeczy, które do dziś są dla mnie trudne, nie dają mi (co gorsza) o nich zapomnieć wbijając raz na jakiś czas celną szpilę (mówiąc na przykład: ”tak, tak, pamiętamy, co się wtedy działo” – zupełnie bez kontekstu, tak tylko, żeby przypomnieć). Zastanawiam się, w imię czego mam w ogóle utrzymywać z nimi kontakt? Dlaczego w ogóle mają istnieć w moim życiu? Czy mogę się od nich zupełnie odciąć? Czy (i jeśli tak, to dlaczego) zasługują na to, żebym uwzględniała ich istnienie w jakichkolwiek swoich planach?

A jak jest u Was? Czy członkowie bliższej i dalszej rodziny są dla Was ważni? Czy wybaczacie im więcej, niż wybaczyłybyście innym? Czy spędzacie święta z tymi, których nie lubicie, ale z którymi trzeba spędzać czas?

Jakie jest Wasze podejście do „rodziny” – rodziny pochodzenia (ew. rodziny męża/TŻeta), czyli tej, której sobie nie wybrałyście, ale która została Wam dana z całym dobrodziejstwem inwentarza?
Obserwuj wątek
    • justinehh Re: Etos rodziny 21.08.09, 23:27
      No co ty, rodzina to świętość, o rodzinie mówi się tylko dobrze, zły to ptak, co
      własne gniazdo kala ...
      • mleko_w_tubce Re: Etos rodziny 22.08.09, 00:19
        U mnie dopiero w sytuacji prawdziwego nieszczęścia i prawdziwej
        potrzeby pomocy okazało się na kogo można liczyć. Dalsza rodzina
        niby chce pomóc, ale wychodzi zupełnie inaczej. Mogę liczyć na
        najbliższą rodzinę czyli rodziców i braci- reszta nie daje rady.
        Musimy spędzać razem święta itd, ale to już nie to samo co kiedyś.
        Strasznie to sztuczne i nieprzyjemne, dlatego zdecydowałam, że na
        najbliższe święta gdzieś wyjadę. Albo zostanę sama w domu. A co?
        Chyba mogę mieć swoje zdanie?
    • panistrusia Re: Etos rodziny 22.08.09, 00:30
      To ja może napiszę o patologii: rodzina mojego męża.
      Ślub wzięliśmy po 10 latach narzeczeństwa, dopiero z papierkiem
      jestem zapraszana np. na zdjęcia rodzinne podczas imprez. Na stypie
      po śmierci dziadka (u którego z moim chłopakiem zamieszkaliśmy, kiedy
      już był w ostatnich stadiach choroby) usadzili mnie przy stole dla
      mniej ważnych gości (złośliwie napiszę: najbliższa rodzina zmarłego
      siedziała przy honorowym stole w celu chyba pokazowego chlipania do
      rosołu). Dopóki się nie pobraliśmy rodzice chłopaka nie mieli
      pozapisywanych 'namiarów' na mnie. Maile do mnie pisali na adres
      swojego syna. Gdy pojechaliśmy wspólnie pod namioty i zrobiło się
      niespodziewanie chłodno siostra zrobiła mojemu narzeczonemu awanturę
      (do jej histerii dołączyła się teściowa a na koniec to już nawet
      jakieś wujki) o to, że powinien oddać jej swój cieplejszy śpiwór a
      nie mnie.
      Podczas ceremonii ślubu, gdy pani urzędniczka wyczytała, że zostaję
      przy swoim nazwisku padł komentarz, że bardzo dobrze, ale jak się
      okazało, że ewentualne dzieci też będą nosić moje nazwisko, to
      teściowa pokazowo zemdlała :D (dodam, że braliśmy 'szybki ślub', bez
      obrączek, w normalnych ubraniach, a teściowie zjawili się w strojach
      balowych, z pretensją, że nie zaprosiliśmy całej ICH rodziny
      (wcześniej chcieli nam zafundować wesele, pod warunkiem, że z mojej
      rodziny tylko mama i dziadkowie)).

      Nie utrzymują kontaktów z nikim spoza rodziny (i są z tego dumni),
      kategorycznie odmawiają nam spotkania się w restauracji czy kawiarni,
      bo po co, skoro ma się dom.

      Po wielu latach starań o dobre relacje, zaczęłam ich olewać. Kiedyś
      bardzo mnie 'ruszały' ich akcje, teraz traktuję je raczej jako
      potencjalny scenariusz do czarnej komedii, albo jako anegdotki.

      P.S. Mój mąż został wydziedziczony, gdy powiedział rodzicom, że
      chodzi do psychologa i opowiada mu o swoich RODZINNYCH sprawach.

      P.S.2 Ta rodzina to wykształceni ludzie, piastujący kierownicze
      stanowiska, katolicy - a jakże :)
      • jul-kaa Re: Etos rodziny 22.08.09, 09:58
        My z mężem mamy dobry kontakt z moim rodzicami i mówimy o nich i do nich "mamo"
        i "tato". Z rodziną męża kontakt utrzymuje w zasadzie tylko on, ja już sobie
        dawno odpuściłam. jego dalsza rodzina (poza jeszcze babcią i jedna ciocią) w
        zasadzie w ogóle dla nas nie istnieje. Pamiętam, jak przed ślubem zależało mi na
        dobrych kontaktach z teściami - ile nocy przepłakałam, że mnie nie akceptują,
        ile się starałam żeby wreszcie się to zmieniło. Bałam się strasznie, że będzie
        to ciążyć na naszym związku, że to przecież rodzina męża i trzeba być z nią w
        dobrych stosunkach. Po ślubie z wielką ulgą skonstatowałam, że już mi na nich
        nie zależy, że kompletnie mnie nie obchodzi co myślą. Ze mną nie kontaktują się
        prawie wcale, mężowi trują cztery litery raz na dwa-trzy tygodnie. Potrafią
        nadal mieć wobec niego jakieś oczekiwania i roszczenia.
        Jedyne, co mnie martwi, to jego stosunek do nich - póki siedzą cicho i nie
        dzwonią, to jest spokój. Ale jak tylko się odezwą, mąż ma poczucie, że zaczęło
        im na nim zależeć (co nie jest prawdą - nigdy im specjalnie nie zależało),
        cieszy się jak głupi, że chcą się z nim spotkać. Potem okazuje się, że znów
        mieli jakąś wielce ważną sprawę - naprawić spłuczkę, wbić gwóźdź albo coś w ten
        deseń. Wtedy on spuszcza nos na kwintę, znów jest mu przykro, znów stwierdza, że
        trzeba o nich zapomnieć i nie liczyć na ciepłe uczucia. I za kilka tygodni
        powtórka z rozrywki.
        Nie chcę tu przytaczać tekstów, jakie mi parę razy zaserwowali, nie chcę
        opisywać sytuacji bardzo nieprzyjemnych, bo staram się o tym nie pamiętać.
        Cieszy mnie to, że po prostu mogłam sobie ze spokojnym sumieniem odpuścić.
    • daslicht Re: Etos rodziny 22.08.09, 00:44
      Warto mieć zachowane dyplomatyczne stosunki z rodziną, ale trzymać
      się od niej w bezpiecznej odległości. A liczyć tylko i wyłącznie na
      siebie.

      TŻ to Technologia Żywności, roboty do domu się nie zabiera. Do domu
      przyprowadzę jedynie przyszłego (na dzień dzisiejszy abstrakcyjnego)
      ślubnego. Reszta wara od mojej twierdzy.
    • slotna Re: Etos rodziny 22.08.09, 02:27
      Ja na swoje szczescie mam przyjaciolke, najblizsza mi osobe w swiecie, z ktora znam sie od lat i wiem, ze nigdy mnie nie zawiedzie. Mam tez kilku innych przyjaciol, rownie spolegliwych. To mi wystarczy.

      Z blizszej rodziny mam kontakt z mama - mieszkam z nia teraz, wiec to jakby oczywiste ;) Kiedy nie mieszkalysmy razem rozmawialysmy przez telefon tak chociaz raz na miesiac - dwa, czasem czesciej. Dzwonie do dziadkow i odwiedzam ich w miare mozliwosci. Czasem, ale bardzo rzadko widuje sie z siostra mamy, w sumie moglabym ja widywac czesciej, ale jakos nie wychodzi z roznych powodow. Nie zalezy mi zreszta jakos bardzo, chociaz ja lubie.

      Z zadnymi kuzynami, wujkami itp. nie mam kontaktu, tzn. nie odwiedzamy sie, nie zapraszamy. Zawsze tak bylo, chociaz niektorzy mieszkali w tym samym malym miescie, co my. Z tego co wiem, to moj ojciec nie przepadal za nimi i mama sie jakos odciela od tej czesci rodziny - coz, nie przeszkadza mi to, i tak raczej nie bylibysmy blisko.

      Z ojcem zupelnie sie nie kontaktuje od jakichs dwoch lat, nie mam takiej potrzeby. Nie lubie go po prostu, on do mnie nie dzwoni, ja do niego i tyle. Zreszta ma nowa rodzine. Ale czasem slysze "jak tak mozna, przeciez to twoj ojciec" - heh, i co z tego?

      Z bratem prawie wcale nie rozmawiam, czasem, przy okazji kiedy mama do niego dzwoni. Byc moze dlatego, ze jeszcze nie wyroslismy z dokuczania sobie. Powodem moze byc to, ze wyprowadzilam sie, kiedy mial 14 lat (okropny wiek dla chlopca) i nie zdazylismy razem dorosnac? I tak nam zostalo, te przepychanki. Wole tego unikac.

      Ogolnie jak widac wiezy rodzinne nie maja dla mnie niemal zadnego znaczenia. Przyjaciele sa wazniejsi, to ludzie ktorych sama wybralam, a oni wybrali mnie. Moja mame lubie wyjatkowo, ale ona po prostu jest bardzo fajna, sympatyczna osoba :)
      • jul-kaa Re: Etos rodziny 22.08.09, 10:08
        Ja mam ze swoimi rodzicami kontakt bardzo dobry, w zasadzie zawsze mogę na nich liczyć, uwielbiają (z wzajemnością) mojego męża. I to jest w sumie podstawa. Nie wiem, za jakie grzechy mam się jeszcze kiedyś męczyć na spotkaniach rodzinnych, z ludźmi których nie lubię, z którymi nic (prócz więzów krwi...) mnie nie łączy, z którymi nie mam o czym rozmawiać.
        Kilka dobrych lat temu dość twardo postawiłam ultimatum - albo my, albo ciocie M i D oraz wujkowie P i J. Rodzice (w sumie mama, bo to jej rodzina) mówiła, że przecież jest miło, że warto raz na rok się spotkać, że więzi rodzinne, że bla bla. A faktem jest, że każde takie święta były stresogenne, że w każde czuliśmy ulgę, kiedy ciocie i wujkowie (i ich fajne rodzinki) wreszcie sobie szli do domu. Wtedy mogliśmy spokojnie usiąść, odprężyć się i dobrze bawić. Zastanawia mnie to, że skoro wszyscy się męczyliśmy, to dopiero ja - najmłodsza na razie w rodzinie - postawiłam sprawę jasno i uwolniłam nas od tego ciężaru. Teraz wszyscy wydają się zadowoleni, skończyło się granie, udawanie, skończyły się zawoalowane docinki. Tylko dlaczego trwało to tak długo?

        Mój tata mawia, że zakaz kazirodztwa jest wyrazem najwyższego wstrętu do członków najbliższej rodziny. No i ma rację :)))
    • kryklu Re: Etos rodziny 22.08.09, 11:13
      Dla mnie rodzina jest bardzo ważna. Tyle, że jest to rodzina z
      wyboru. Zdecydowana jej większość nie jest ze mną czy z moim mężem
      spokrewniona, to przyjaciele, znajomi, chociaż są w tej grupie
      również przedstawiciele biologicznej rodziny, ale tylko wybrani.
      Miałam podobne przejścia jak jul-kaa i panistrusia. Co się
      naprzeżywałam i napłakałam to moje. Na szczęście zmądrzałam i
      odpuściłam. Zycie jest za krótkie na bylejakich ludzi. Kiedy muszę
      przebywać w towarzystwie ludzi, którzy mnie drażnią i męczą, mam
      dojmujące poczucie straty czasu, a kiedy siedzę sama bezmyślnie
      dłubiąc w nosie już nie.
      Jeśli są w naszym otoczeniu ludzie, którzy nas lubią i cenią, na
      nich warto się skupić. Szkoda czasu i energii na zabieganie owzględy
      ludzi głupich, wrednych. A to że mamy wspólnych przodków to żaden
      argument. Zresztą ze wszystkimi ludźmi mamy wspólnych przodków :)
      Oczywiście matka i ojciec to zawsze rodzina. W trudnych chwilach,
      szczególnie w starszym wieku mają prawo oczekiwać pomocy ze strony
      dzieci. Wszelkie złe emocje należy wtedy odłożyć na bok. To jest
      minimalna przyzwoitość.
    • plica Re: Etos rodziny 22.08.09, 13:35
      akurat jestem w tej komfortowej sytuacji, ze wiekszosc rodziny mam poobrazanej, bo slub byl jedynie 14-osobowy i nie bylo ciotkow, wujkow i babek. z tego powodu nie musze sie nimi za bardzo przejmowac bo i tak maja focha :) mi to pasuje, nie czuje sie winna. reszta - rodzice, rodzenstwo - w potrzadku, staram sie ich wspierac, zauwazac potrzeby, ale wlasnej niezaleznosci bronie zaciekle. wszelkie zapedy dyktatorskie np. mojej mamy staram sie niszczyc w zarodku :)
      jesli chodzi o to kto jest wazniejszy - zadarzalo mi sie odwolac wizyte na weekend u rodzicow, bo przyjezdzali znajomi, ktorych nie widzialam rok czasu. albo odwrotnie. ojciec robil grila na dzialce - odwolany wypad na piwo ze znajomymi. staram sie utrzymywac wzgledna rownowage - zgodna raczej z moimi uczuciami a nie sztucznym "poczuciem powinnosci". moj maz mowi czasem, ze zla kobieta jestem, ale ja po prostu szczera kobieta jestem.
      poza tym od roku nie moze mi przejsc przez gardlo slowo "mama" do tesciowej. mimo, ze to wspaniala babka, ale nie moge i juz. mam już jedną :)
      • jul-kaa Re: Etos rodziny 22.08.09, 13:55
        plica napisała:
        > poza tym od roku nie moze mi przejsc przez gardlo slowo "mama" do tesciowej. mi
        > mo, ze to wspaniala babka, ale nie moge i juz. mam już jedną :)

        Mój mąż do mojej mamy mówi "mamo", do babci "babciu", do taty bezosobowo (tata
        jest trudny). Ja do teściów mówię "proszę pani/pana". Nikt nie zaproponował mi
        niczego innego, zresztą i tak bym na to nie poszła :)
        • elske Re: Etos rodziny 22.08.09, 15:16
          Ja najblizsza rodzine mam bardzo rozbudowana.Mam troje młodszego rodzenstwa.Moja
          najbliższa rodzina to także rodzenstwo mojej mamy, ich dzieci czyli moje
          kuzynostwo i dzieci kuzynostwa.Z rodzenstwem taty już nie mam takich
          więzi.Ciotki i wujkow jeszcze znam,ale ich dzieci juz nie wszystkie (tato ma
          osmioro rodzenstwa).
          Dlaczego jestem silnie zwiazana z kuzynami?Bo dorastalismy razem, każde wakacje
          ze soba spędzalismy u babci,bo mielismy ze soba czest kontakt i tak juz zostalo.
          Teraz dbam o to, zeby moje dzieci miały wspolne wspomnienia z dziecmi mojej
          siostry.Bo to najblizsza rodzina .
          • victoria1985 Re: Etos rodziny 22.08.09, 16:13
            IMO z rodzinna to się dobrze tylko na zdjęciach wychodzi a najlepiej to stanąć z
            boku tak żeby łatwiej się można było ze zdjęcia wyciąć.
            Mam bardzo dobre relacje z rodzina mojej mamy a z ojca praktycznie nie utrzymuje
            kontaktu . Gorzej jest z rodzinną mojego TŻ rodziców i rodzieństwo ma bardzo
            fajnych gorzej z jego dalsza rodzinna.
            Oni zajmują się głownie obgadywaniem ludzi i ciągłą krytyką .
            Dlatego z moim narzeczonym nigdy nie weźmiemy ślubu dlatego , bo na sama myśl że
            będę musiała na wesele ich zaprosić robi mi się niedobrze . To będzie wielka
            obraza majestatu jak ich nie zaprosimy. A organizowanie imprezy za 20tyś po to
            tylko żeby ci d.. obrobili nie ma żadnego sensu , a ja nie mam chęci żeby w tym
            cyrku uczestniczyć .
        • plica Re: Etos rodziny 23.08.09, 14:45
          Nikt nie zaproponował mi
          > niczego innego, zresztą i tak bym na to nie poszła :)

          a mi sie to delikatnie lub nie sugeruje. co wiecej - sugeruje mi to wlasna mama - ta prawdziwa, ta nieprawdziwa tak niesmialo :)
      • kura17 Re: Etos rodziny 22.08.09, 21:37
        hehe, u mnie przed slubem tez byl foch (rodziny), bo nie zaprosilismz jednej z
        siostr mojej babci (a druga zaprosilismy, bo jest moja chrzestn)...
        ... a potem okazalo sie, ze focha mieli (prawie ) wszyscy... oprocz rzeczonej,
        niezaproszonej ciotki... ona sie z naszego slubu bardzo cieszyla, dopytywala,
        jak bylo, jak sie spotkalysmy, to skladala mi zyczenia i naprawde byla
        szczesliwa i dobrze nam zyczyla :)
        • daslicht Czy da się zrobić ślub bez focha? 22.08.09, 23:38
          Co czytam/słucham, to ktoś się obraził, ktoś kogoś objechał i w
          ogóle wszyscy się sfochowali i teraz trzeba robić listę kto się z
          kim nie lubi.

          Jakbym kiedyś brała ślub, to nie zaproszę nikogo, a dzień wcześniej
          wyślę zbiorowego maila "Jeśli czytasz to przez dd.mm.20rr, to tego
          dnia bierzemy ślub, jeśli po, to już wzięliśmy. Miłego dnia!".
          Obrażą się wszyscy albo nikt, ale na pewno nikt nikogo nie objedzie
          i nie bedzie wspomnień w rodzaju "wujek Zdzisiek się schlał i robił
          striptiz na stole, a kuzynka Ziuta ubrała się jak tania k...".
          HAHAHA! :))))))
          • sbarazzina Re: Czy da się zrobić ślub bez focha? 23.08.09, 00:17
            hahahahahaaaaaaa :)))

            przekonałaś mnie;)
            • victoria1985 Re: Czy da się zrobić ślub bez focha? 23.08.09, 01:19
              mnie się marzy ślub w US taki my i dwóch światków
              ale później sobie myślę że może jeszcze rodziców no i dziadków i tak dalej i
              lista rośnie więc to jest bez sensu.
              Pozostaje nam albo lasvegas albo w jakimś pięknym zakątku świata i wtedy ślub
              może być udzielony np przed konsula RP :)
              • elayne_trakand Re: Czy da się zrobić ślub bez focha? 27.08.09, 20:08
                Na naszym slubie swiadkami byli moj ojciec i tesciowa. Byla obecna tez moja mama
                i brat. Po drodze nawineli sie kolega malza, moja ciocia i moja fryzjerka (nasza
                wspolna kolezanka) ktora czesala mnie przed. Ta trojka gosci byla w dzinsach i
                fajnie :)
          • jul-kaa Re: Czy da się zrobić ślub bez focha? 23.08.09, 01:23
            Nie da się, ale trzeba tak wycyrklować, żeby obrazili się ci, z którymi kontakt
            dotychczas albo nie istniał, albo był dla nas nieprzyjemny. Wtedy takie osoby
            znikną z naszego życia, a ono stanie się fajniejsze :)

            Problem tylko, jak ludzie strzelają focha, bo im się "formuła" weselno-ślubna
            nie podoba (u nas było weselne garden party, bardzo ładne i miłe, nie wiem, do
            czego się przyczepili, naprawdę!) :) Takich też można oczywiście olać, ale
            potrafią swoją miną zepsuć innym zabawę.
          • plica Re: Czy da się zrobić ślub bez focha? 23.08.09, 14:47
            nie da sie. jak zaprosisz wszystkich to obraza sie o rosol albo o tatara. albo o kelnerki, ze za szybko talerze wynoszą.
            • normalna_ja Re: Czy da się zrobić ślub bez focha? 23.08.09, 16:05
              znam to.... teraz moja kuzynka wychodzi za mąż. wszyscy sie
              obrazili, bo nie zaprosiła dzieci wujków i ciotek (dzieci rodzeństwa
              jej rodziców). ale ja przepraszam.. z jakiej paki ma ich zapraszać,
              skoro z jakąś kuzynką rozmawiała ostatnio kilka lat temu, a zdrugą
              jeszcze dawniej? a zresztą... co to za przyjemność iść na wesele? ;)
              jak ja będę wychodzić za mąż, to wszyscy mnie znienawidzą i moich
              rodziców też. bo zaproszę tylko ciotki i wujków, z którymi żyjemy
              dość blisko, ale ich dzieci? zaproszę tylko te kuzynki i kuzynów, z
              którymi mam bliski kontakt (naliczy się ich z 5 z 25). jakbym miała
              ich wszystkich zaprosić to musiałabym mieć kupę kasy i robić wielkie
              wesele. a zapraszać ich, bo wypada albo się obrażą? to szantaż
              emocjonalny!
          • anka_z_lasu Re: Czy da się zrobić ślub bez focha? 23.08.09, 16:26
            Ja mam bardzo proste wyjście - planuję kiedyśtam ślub bez jakiegokolwiek wesela.
            Odrzucają mnie takie imprezy, nie miałabym z tego żadnej przyjemności, a za tą
            kasę wolę spłacić kredyt studencki, starczy jeszcze na jakiś fajowy urlop. I tyle.
            • psuj-ka Re: Czy da się zrobić ślub bez focha? 23.08.09, 23:11
              Dokładnie. Precz z weselami!!! też wolę wydać kasę na coś fajnego niż patrzeć, jak tłum ludzi się upija i tańczy do fatalnej muzyki ;)
          • yaga7 Da się :P 23.08.09, 18:24
            U nas żadnego focha nie było.
            Albo inaczej - ani do mnie, ani do Lubego nie doszły żadne informacje, żeby ktoś
            miał focha, żeby ktoś się obraził itp.
            Wszyscy byli zadowoleni :P

            Ale z drugiej strony - nasze rodziny wiedzą, że na nas fochy i obrażanie się nie
            działa, więc nikt by nic na tym nie zyskał.

            Aha, ślub i wesele mieliśmy pod siebie, nie pod rodzinę, owszem, było parę
            ustępstw i kompromisów (w kwestii kogo zaprosić), ale ogólnie rzecz biorąc,
            wszystko wyszło ok i w porządku.

            Dlatego moim zdaniem - jest to możliwe.
            • luliluli Re: Da się :P 24.08.09, 07:54
              potwierdzam, że się da:) u nas też obyło się bez tego, mimo że np. nie
              zaprosiliśmy dzieci. Ja generalnie nie uznaję obrażalstwa i nie robi na mnie
              wrażenia głupia mina/nieodzywanie się czy cokolwiek, więc może nie zauważyłam?:D
              niespecjalnie zależy mi na kontaktach z dalszą rodziną, po co?
          • livada Da się:) 26.08.09, 13:57
            W każdym razie nam się udało, i to bez problemu. Na weselu (po ślubie cywilnym,
            co dla niektórych było ciężkie, ale wszyscy zaakceptowali) było niemal sto osób
            i byli to ludzie, których chcieliśmy zaprosić (albo przynajmniej nie mieliśmy
            nic przeciwko) - a równocześnie Ci, których zaprosić "należało".

            Ale ja z moją rodziną mam świetne stosunki, wiem, że mogę na nich liczyć, za
            najbliższych uważam Mamę (jestem jedynaczką), jej rodzeństwo, ich dzieci, czyli
            moich kuzynów, ale z nieco dalszymi krewnymi, czyli kuzynami Mamy, ciotecznymi
            babciami itp. też dosyć często się widujemy i jesteśmy w bardzo dobrych
            stosunkach. Rodzina jest dla mnie równie ważna jak przyjaciele, mimo że tych
            drugich sama wybrałam. Rodzinne spotkania czy święta (a bywa, że są to imprezy
            na kilkadziesiąt osób) nie są dla mnie męką, tylko autentyczną przyjemnością.
            Nie kojarzą mi się z obgadywaniem, strzelaniem focha czy innymi tego typu
            atrakcjami - to jakoś nie ma miejsca... Oczywiście jest kilka osób, które lubię
            mniej, ale nie psuje mi to obrazu całości. Ale czytając posty w tym wątku
            zaczynam uważać, że chyba mam ogromne szczęście mając taką a nie inną rodzinę...
            Z rodziną Męża też mam całkiem fajne stosunki, teściowie są naprawdę świetnymi
            ludźmi i lubią mnie szczerze, to samo dotyczy rodzeństwa.
            Szczerze powiedziawszy ciężko mi sobie wyobrazić, że miałabym nie utrzymywać
            kontaktów z rodziną - straciłabym wtedy coś, co jest dla mnie bardzo ważne i w
            jakimś tam stopniu buduje poczucie bezpieczeństwa...
    • prostokvashino Re: Etos rodziny 22.08.09, 17:00
      Jul-kaa,
      Widzisz, zmądrzałaś już, tak jak pisałaś w odpowiedziach.
      Zgadzam się absolutnie z przedstawionym tu poglądem - jeśli nie układają się
      relacje z kimś z rodziny (tym bardziej dalszej), to dlaczego powinnaś mieć
      wyrzuty sumienia z tego powodu lub robić coś na siłę? Szkoda czasu i energii,
      jak mówi jeden znany mi człowiek, na świecie jest 6 miliardów osób, szkoda
      tracić swojego czasu na kogoś, kto ma to gdzieś i nie docenia (dotyczy nie tylko
      TŻ:)
      U mnie - mam tylko siostrę - ją lubię, ale na razie za często muszę określić to
      słowem toleruję. Ale mam nadzieję, że wyrośnie z tego (w końcu młoda jeszcze
      jest) i nie będziemy miały problemu z dogadaniem się. Denerwuje mnie jej postawa
      życiowa, ale to ma duże szanse zmienić się.
      Z rodziną ze strony ojca nie utrzymuje kontaktu mniej-więcej od momentu, jak
      skończyłam 12 lat.Generalnie mogę powiedzieć, że nie miałam babci żadnej, bo
      jedna zmarła za wcześnie, a druga miała nas gdzieś. Rodzina ze strony mamy -
      dzieci jej braci i siostry - z nimi utrzymujemy kontakt i może to nie jest jakiś
      bardzo bliski, bo w końcu oni jeszcze zupełnie dzieciaki są - od 7 do 18 lat:)
      Co do rodziny trochę dalszej - ciotki wujkowie w 2gim pokoleniu - nie cierpię
      ich. Nie znoszę ich fałszywości i dwulicowości. Ja pochodzę z malutkiej
      mieściny, praktycznie wieś, rodzice są mimo wykształcenia - dosyć biedni.Dopóki
      byłam biedną studentką - to wszystko było ok, jak zaczęłam pracować, zarabiać
      przyzwoicie - to zobaczyłam zawiść, teksty typu kasiasta jesteś i zarabiasz
      lepiej od nas. Do cholery no, kto wam broni zmienić pracę, kto bronił pójść na
      jeden z najtrudniejszych kierunków, a potem harować w pracy?
      Dlatego olewam ich, nie odzywam się, nie wysyłam kartek świątecznych, nie
      dzwonię. I dobrze mi z tym. Szkoda mojego czasu! Mam bardzo mało przyjaciół, ale
      za to są to ludzie, którym mogę ufać, na których mogę polegać.I w tym temacie
      przekładam jakość nad ilość. Jak miałam operację kolana: jednego dwa lata temu a
      drugiego ostatnio - to właśnie przyjaciele odezwali się, odwiedzali i sporo
      pogli. A nawet ludzie z pracy. Najbliższa rodzina jest zbyt daleko, zeby móc
      cokolwiek zrobić. A "rodzinka" ciotek, wujków i kuzynów - nawet nie zadzwoniła
      spytać się, jak się czuję.
    • justinehh Re: Etos rodziny 23.08.09, 21:05
      Etos rodziny? Matka mieszka w pokoju obok, nie mam z nią prawie żadnego
      kontaktu, jeśli nie liczyć monologów o pieniądzach, ojca prawie nie ma w domu ...
    • magdalaena1977 Re: Etos rodziny 23.08.09, 23:39
      Dziewczyny - strasznie mi Was żal i cieplutko Was przytulam. Bo niby piszecie,
      że olewacie, że radzicie sobie bez rodziny, że obrażanie nie robi na Was
      wrażenia - ale to wszystko hurtem zieje takim smuteczkiem, taką tęsknotą ...
      Jeszcze raz Was przytulam.
    • luliluli Re: Etos rodziny 24.08.09, 08:08
      Jej, to wygląda jakby każdy miał jakieś zatargi z rodziną:| przykro aż. Ja też
      nie mam idealnej rodziny, ta bliska jest dla mnie ważna - rodzice i siostry, a
      także rodzice, rodzeństwo i babcia męża.
      Reszta to dla mnie "daleka rodzina" i jej zdaniem naprawdę się nie przejmuję,
      zresztą nie utrzymuję też żadnych kumpelskich kontaktów z nią, poza spotkaniami
      przy okazji rodzinnych imprez aranżowanymi przez moich rodziców.
      Nie mam potrzeby kontaktu z ciotkami, wujkami, kuzynami, bo nie łączą nas ani
      wspólne ciekawe wspomnienia, ani zainteresowania, ani styl życia, po prostu NIC
      (za wyjątkiem kilku "wybranych" kuzynów, z którymi widuję się co wakacje).
      Natomiast wiele łączy mnie z przyjaciółmi i dla nich jestem gotowa zrobić równie
      dużo co dla bliskiej rodziny.

      Osoby naprawdę bliskie, moim zdaniem, poznaje się po tym, że coś do nich czujemy
      (miłość, przyjaźń, etc.) - nie po wspólnocie przodków:)
      • slotna Re: Etos rodziny 24.08.09, 09:31
        Ja wlasnie nie mysle, ze to "przykro", ja mysle, ze to normalne - rodzine musimy spotykac dokladnie tak samo, jak musimy spotykac przypadkowych ludzi w pracy czy na uczelni. Jednych lubimy, innych nie, ale nie mozemy latwo i od razu zrezygnowac z ich towarzystwa - wymaga to odciecia sie, jakiejs decyzji, wiec konflikty sa nieuniknione.
    • ocisza Re: Etos rodziny 26.08.09, 15:36
      Na moich rodziców i rodzeństwo mogę liczyć bezwarunkowo. Choć staram się z tego
      nie korzystać, to miło jest mieć taką świadomość :) Kontakty z dziadkami nie są
      dla mnie zbyt przyjemne, ale wiem, że dla nich są bardzo ważne, więc bywam u
      nich czasem. Może sama kiedyś też będę starą, zdziwaczałą babulinką z
      przestarzałym spojrzeniem na świat :P Dalszą rodzinę mam jakąś, ale nie
      utrzymujemy wcale kontaktów. Teściową mam bardzo poczciwą i mówienie do niej
      'mamo' jakoś samo naturalnie mi przyszło.

      Część rodziny męża to niestety środowisko patologiczne, ale czasem zdarza mi się
      mieć z nimi styczność. Stosunki są dość sztywne i formalne, ale poprawne.
      Generalnie lepiej się trzymać z daleka. Ale część jego rodziny to przyzwoici
      ludzie i nawet się lubimy.
    • ko_kartka Re: Etos rodziny 27.08.09, 12:25
      A to ja się teraz zastanawiam nad ww. wspomnianymi tematami. Bo stało się oto,
      że po wielkiej wędrówce ludów osiedliśmy w mieście, w którym mieszka rodzina ze
      strony mojego taty - siostra babci z przyległościami. Owszem, jak byłam mała, to
      wyjeżdżaliśmy do nich na wakacje, zwłaszcza, że 40 km dalej mieszkało rodzeństwo
      drugiej babci, ze strony mamy, toże z przyległościami - ale od ładnych parunastu
      lat kontakt zanikł praktycznie, w toku ewolucji. I tak się zastanawiałam, czy ja
      jestem jakaś dziwna, że wcale nie mam ochoty nawiązywać z tą odnogą rodziny
      ponownego kontaktu, że mnie nie interesuje, co u nich i żeby się "bratać", skoro
      jesteśmy w jednym mieście? (duże miasto, więc nie wpadamy na siebie, zresztą nie
      poznalibyśmy się chyba już teraz). Babcia się dziwi, ale akurat babcia jest
      osobą, która powtarza o nich jak najgorsze rzeczy, więc jej naleganie to taka
      starodawna hipokryzja pt.: "bo to przecież rodzina!". BTW, z drugą rodziną,
      nieco dalej - też nie chce mi się nawiązywać kontaktu, chociaż tu już nieco
      bliższe i cieplejsze kontakty panują. Może ja faktycznie taki odludek dziwaczny
      jestem?
    • szarsz Re: Etos rodziny 18.09.09, 22:09
      Ja liczę na przyjaciółkę. Bardziej niż na rodzonego brata.
      Wiem, że gdyby kiedykolwiek coś mi się stało, ona zajmie się moim
      dzieckiem, wiem też, że ja nie pozwoliłabym zabrać jej dzieci do
      domu dziecka, gdyby to jej przytrafiło się nieszczęście.
      Nie mam pojęcia, dlaczego jest mi taka bliska, jesteśmy kompletnie
      różne, mamy inny system wartości, inne podejście do związków, inną
      wiarę... Ale ufam jej jak nikomu na świecie (pomijając mojego
      własnego mężczyznę).
      Jej, jaki pean mi wyszedł :) Ale teraz, w ostatnich tygodniach,
      które były najtrudniejszymi w moim dotychczasowmym życiu, po raz
      kolejny okazało się, że mam na kim się wesprzeć.

      Takich bliskich kobiet mam jeszcze kilka. Za bardzo bliskiego
      przyjaciela uważam też mojego szefa, właściwie powinnam chyba
      nazywać go mistrzem ;) To moja prywatna, pozszywana rodzina.
      Cenniejsza nad wszystkie skarby.

      Chyba jestem szczęściarą, że ich mam, nie?

      A prawdziwa rodzina? Różnie. Część lubię, czasem odwiedzam, ale nie
      czuję z nimi specjalnie głębokiej więzi. W nieszczęściu pobiegłam
      gdzie indziej, choć pewnie pomogliby, na ile by się dało. To dobrzy
      ludzie. I w jakiś tam sposób więzy krwi są jednak dla mnie ważne,
      choć to trudno definiowalne. Na pewno ważne są dla mnie wspólne
      wspomnienia, te dobre, jak dom moich dziadków (mój rodzinny), i złe,
      jak alkoholizm w najbliższej rodzinie.
      W każdym razie nie trzymam się ich kurczowo na siłę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka