adamovski 01.05.08, 12:07 adamovski.wordpress.com/2008/05/ Pierwsze wrażenie z UE. NL vs NZ. pozdrawiam, Adam Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
poledownunder Re: Pozdrawiam z UE, 02.05.08, 01:35 Ciekawe podsumowanie, choc z wieloma punktami sie oczywiscie nie zgodze. Kultura - Wędkowanie. Rugby, poza tym brak. Moze jezeli pod haslem kultura uwzgledni sie wylacznie muzea, to faktycznie. Zalezy czego sie szuka. Jak dla mnie kultury jest dostatek, nawet w naszym niewielkim Christchurch praktycznie caly czas cos sie dzieje - co miesiac festiwal filmowy, teatralny, sztuki albo inny. Orkiestra symfoniczna ktorej program jest wrecz przeladowany - po dwa, trzy koncerty w miesiacu. Lokalna opera. Pare teatrow. Kina niezalezne. Kluby grajace muzyke na zywo. Darmowe imprezy kulturalne organizowane przez Urzad Miasta praktycznie co miesiac. To w miescie 400-tysiecznym niespelna. Pol Wroclawia. Nie pamietam zeby we Wroclawiu tyle sie dzialo. Lifestyle - Super, o ile się ma środki finansowe. Znowu zalezy co sie uzna za lifestyle. Dla mnie lifestyle jest to, ze jak w sobote rano wstane i swieci slonce za pol godziny moge byc w gorach lub na plazy. I kosztuje mnie to tylko troche benzyny. Kiedys juz pisalam, ze wg. mnie NZ jest krajem dla ludzi ktorzy umieja sobie sami organizowac czas i rozrywke, nie dla tych, ktorzy lubia po prostu kupic bilet, rozsiasc sie i byc entertained. Dzieci - Brak fajnych miejsc do zabawy poza płatnymi parkami rozrywki. Reszta niech bedzie, ale tu chyba przesadziles? Co dwa kroki park, plac zabaw, basen. Duzo darmowych imprez dla dzieci w bibliotekach, organizowanych przez Urzedy Miasta. Zgodze sie, ze czym dzieci starsze tym jest dla nich jakby mniej, ale az tak zle nie jest jak piszesz. Wiekszosc platnych miejsc ma karty stalego klienta, tak wiec podczas gdy pojedyncza wizyta jest moze droga, to czeste korzystanie jest calkiem przystepne. A propos biurokracji - ciekawy artykul o tym jak biurokracja unijna praktycznie zabila oscypka. wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5173958.html A mi sie ciagle marzy, ze jakis polski goral emigrant wykorzysta bogactwo naturalne NZ i zacznie robic oscypki tutaj... Odpowiedz Link
iza42 Re: Pozdrawiam z UE, 02.05.08, 23:30 Adamie, dziekuje za bardzo ciekawe spostrzezenia i porownania tych dwoch krajow , a szerzej NZ z krajami UE. Zgadzam sie z Toba w wielu kwestiach , ktore tutaj podniosles ale oczywiscie nie ze wszystkim. Zaczne z mojej dzialki. Piszesz negatywnie na temat byle jakiej sluzby zdrowia w NZ, ktora stawiasz na takim samym poziomie jak w Polsce. Tutejsza sluzba zdrowia rzeczywiscie kuleje , czego przykladem sa obecne strajki w szpitalach, przepelnione szpitale, dlugie kolejki do specjalisty. Jednoczesnie jednak nie ma tutaj zupelnie korupcji i lapownictwa, pacjentow traktuje sie z reguly z szacunkiem, nie ma chamstwa w szpitalach, mam wielu pacjentow, ktorzy po wyjsciu ze szpitala sa pelni uznania dla pracy personenu, pomimo ciezkich warunkow. Najgorsza rzecza jest w NZ to,ze duza ilosc pieniedzy marnowana jest na biurokracje a za malo srodkow przeznacza sie na place tym, ktorzy bezposrednio sie zajmuja chorymi. Zupelnie natomiast zgadzam sie z TOba, ze brak dostepu do bezplatnej sluzby zdrowia dla imigrantow na work visa, ludzi, ktorzy plasa niemale podatki przez pierwsze 2 lata ich pobytu w NZ jest skandalem. POdobnie zgadzam sie z Toba w kwestii bylejakosci domow i minimalnego transportu publicznego w NZ. Jezeli chodzi o kulture to troche przesadziles, oczywiscie nie mozna porownac jej to Holandii, gdzie spacer po miescie jest czesto przezyciem kulturalnym, tak ciekawa jest architektura, tego u nas nie ma i byc nie moze bo kraj jest mlody. Ale duzo sie dzieje tutaj rozmaitych kulturalnych wydarzen, sa koncerty, teatr , opera festiwale filmore, o czym wspominala poledownunder. Moim problemem w Auckland jest nie to,ze nie ma gdzie wyjsc, tylko ,ze nie mam czasu z tego korzystac. Chociaz przyznaje, ze zorganizowanie czegos ad hoc moze byc tutaj trudne, te rzeczy trzeba planowac. Lifestyle, coz slowo to ma takie szerokie znaczenie,ze zalezy co kto przez nie rozumie. Troche zgadzam sie z poledownunder, lifestyle nie musi duzo kosztowac jezeli czlowiek przylozy sie do tego aby sobie to zorganizowac a troche nie. Chodzenie po okolicznych gorach i plazach jest fajne ale moze sie znudzic i czlowiek chcialby robic cos innego , np zeglowac , kajakowac wyjechac dalej itd , i to niestety jest tutaj drogie. Nawet glupi wypad rodziny do cieplych zrodej w Waiwera kosztuje krocie, bo bilety sa drogie. Rozmaite food and wine festivals oranizowane na swiezym powietrzu kosztuja rowniez bardzo duzo, wiec zupelnie nie oplaca sie tam wpasc na pol godziny i wyjsc jak sie nie podoba. Rozmaite parki zabaw dla dzieci sa rzeczywiscie drogie, dlaczego panstwo do tego nie doplaca? Piszesz,ze gdybys mial pol miliona i odchowane dzieci przyjechalbys do NZ na stale. Wydaje mi sie, ze pol miliona to troche za malo. Przydalby sie milion, bo za te cene mozna juz kupic przyzwoity dom, ktorego tutaj za pol miliona nie dostaniesz, no i jeszcze zostanie na inne przyjemnosci jak zaglowka itd. serdecznie pozdrawiam iza Odpowiedz Link
kasia763 Re: Pozdrawiam z UE, 03.05.08, 02:05 Hej Wiem, ze apetyt rosnie w miare jedzenia, a punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia. Ale mysle, ze za 500 tys mozna calkiem sympatyczny domek kupic. Zas jak sie jest mloda, bezdzietna para, to mozna kupic domek i za 350 tys (caly czas mowie i Auckland), wyremontowac go i miec z tego mnostwo przyjemnosci i powodu do dumy. Za milion to chodza domy w Remuera... Co do sluzby zdrowia to z nowozelandzka na szczescie jeszcze nie mialam do czynienia, zas publiczna sluzba zdrowia w UK to jest horror. Niby darmowa (chociaz przeciez placi sie na nia podatki), natomiast serwis jest ponizej poziomu morza. Polskie szpitale i przychodnie, to przy londynskich sa palace. Polscy lekarze i pielegniarki, to mili i pelni zrozumienia dla pacjenta profesjonalisci. Kolega, ktory pracowal w Londynie jako technik dentystyczny przestrzegal wszystkich, zeby przypadkiem nie szli do dentysty w UK, bo "to rzeznicy". Zreszta i tak taniej bylo leciec do Polski i isc prywatnie do dentysty (wliczajac cene biletow lotniczych i 2 dni urlopu!). Mam nadzieje, zw e NZ nie jest tak zle. Jedyne czego sie nauczylam w Londynie to zaszczepic sie i bron boze nie chorowac. Odpowiedz Link
iza42 Re: Pozdrawiam z UE, 03.05.08, 03:44 kasia763 napisała: > Hej > > Wiem, ze apetyt rosnie w miare jedzenia, a punkt widzenia zalezy od > punktu siedzenia. Ale mysle, ze za 500 tys mozna calkiem sympatyczny > domek kupic. Zas jak sie jest mloda, bezdzietna para, to mozna kupic > domek i za 350 tys (caly czas mowie i Auckland), wyremontowac go i > miec z tego mnostwo przyjemnosci i powodu do dumy. Za milion to > chodza domy w Remuera, Kasiu, przecietna cena za dom na Northshore to ok $600 000.00, i jest to dom standardowy 3 -4 bedroomowy, bez widoku, zbudowany w tradycyjny sposob na konstrukcji drewnianej i bardzo czesto cieknacy. Jezeli chcesz kupic sobie cos lepszego to potrzebujesz wydac wiecej, niekoniecznie milion, tego nie powiedzialam, za jakies 700 000- 800 000 juz by mozna bylo wybrac jakis porzadny dom. Milion to po to aby byla jakas nadwyzka na inne przyjemnosci. Domow za milion i wiecej jest pod dostatkiem nie tylko w Remuera, uwierz mi, tutaj gdzie mieszkam sa piekne wielomilonowe domy, podobnie na Northshore. Za 350 000 to mozesz kupic sobie jakis domek w tanszej dzielnicy jak South Auckland, ale chyba i tam musi byc to stary dom podejrzanej jakosci. Remont generalny starego, cieknacego domu bardzo duzo kosztuje, co z tego ,ze kupisz tani dom a potem bedziesz musiala wydawac niekonczace sie pieniadze na naprawy? Budowa nowego domu kosztuje obecnie 400 000 - 500 000, mowie o przecietnym domu, oczywiscie za dzialke placi sie osobno. Wiem cos niecos na temat domow, bo troche mielismy tutaj rozmaitych doswiadczen. Odpowiedz Link
iza42 a co do sluzby zdrowia 03.05.08, 04:04 Troche zdziwilam sie tym, co napisalas o sytuacji w Anglii. Nie znam tamtejszej sluzby zdrowia i wiele rzeczy na ten temat slyszlam, pozytywow i negatywow tez. O tym jak wyglada sluzba zdrowia w Anglii w porownaniu z NZ wiem tylko z komentarzy pacjentow - Anglikow bedacych tutaj turystycznie. Wielu z nich na przyklad zachwyca sie jak to latwo sie jest dostac do lekarza tutaj, dzwonisz i daja ci appointment w tym samym dniu, w Anglii to podobno sie nie zdarza. Ale mam tez wielu pacjentow imigrantow z Anglii, ktorzy narzekaja tu na koszty, ze trzeba placic za wizyty u lekarza, denerwuje ich to,ze nie moga tutaj dostac lekow, ktore mieli w Anglii, wogole wydaje sie ,ze dostep do drogich lekow jest w NZ bardziej ograniczony. Ciekawe jest rowniez to co piszesz ,ze angielska sluzba zdrowia nie umywa sie do polskiej, z doswiadczenia wiem ,ze przed laty w Polsce nie bylo najlepiej a obecnie czytam tyle skarg i narzekan pacjentow na forum Sluzba Zdrowia GW ,ze az trudno mi jest w to uwierzyc. Na tym samym forum lekarze polscy, ktorzy pracuja w UK wychwalaja tamtejsza sluzbe zdrowia pod niebiosa ale oni maja tam oczywiscie zupelnie inne place. Odpowiedz Link
don04 Re: a co do sluzby zdrowia 04.05.08, 21:38 Po czesci podzielam zdanie Kasi na temat sluzby zdrowia w UK.Adam napisal ze w NZ jest taki sam horror jak w Polsce.Nie wiem jak dokladnie jest w NZ ale w Polsce sluzba zdrowia jest o niebo lepsza niz ww UK.I na pewno nie jest to horror.Mialem te nieprzyjemnosc(i mam nadal)korzystac z tutejszych przychodni i wszystko fajnie wyglada to z zewnatrz;ladne budynki,w srodku przytulnie i na telefon mozna duzo zalatwic ale......ale co zalatwic? Np.umowic sie na wizyte z GP zeby uslyszec od niego:paracetamol i it's a normal? Doswiadczylem tego na wlasnej skorze,za nikim nie powtarzam i niech mi nikt w Polsce nie mowi ze nasza sluzba jest beznadziejna;po prostu przydaloby sie wiecej kasy i bylaby najlepsza w europie. Pozdrawiam Damian-Irlandia Polnocna. Odpowiedz Link
kasia763 Re: a co do sluzby zdrowia 04.05.08, 22:41 Tak o angielskiej sluzbie zdrowia moglabym duzo... Po pierwsze przychodnia, w sredniej jakosci dzielnicy w Londynie - rozwalajacy sie barak, wylozony brudna wykladzina dywanowa. Na niej bawia sie chore dzieci, bo jak to dzieci - nie upilnujesz. Zeby umowic sie na wizyte, trzeba dzwonic pare dni wczesniej. Jedna z moich wizyt trwala ok 30 sekund - poszlam BARDZO przeziebiona, z prawie 40-stopniowa goraczka, po 3 dniach lezenia w lozku i leczenia sie domowymi sposobami. Lekarz zajrzal mi do gardla i powiedzial "nie moge nic dla ciebie zrobic, idz do lozka" Nawet paracetamolu mi doradzil. Zwolnienia tez nie dal, bo sie nalezy dopiero od 5 dni. Moj chlop przez pare miesiecy mial problemy z zoladkiem, wymiotowal co kilka dni. Poszedl do lekarza i co? Lekarz stwierdzil, ze zapewne sobie wklada palce do gardla, zeby te wymioty spowodowac... Badanie polega na zagladaniu do gardla, nikt cie nie prosi, zebys sie rozebral, nie oslucha serca czy ploc. Mialam problemy z kolanem - nawet nie chcieli go poogladac, wszystko na gebe. To samo z problemami ginekologicznymi - pani zaordynowala leki na podstawie wywiadu i moich nieudolnych opisow objawow. Kumpel po angielskim leczeniu polecial do Polski z zapaleniem ploc i dopiero tam mu pomogli. Kolezanka ze zlamana noga przezywala horror. Mysle, ze my Polacy, strasznie narzekamy na polska sluzbe zdrowia i szkolnictwo, a tak naprawde to zupelnie nie doceniamy co mamy. Bo moze nie mamy kasy, ale mamy swietnych ludzi. Bylam kiedys w Polsce w szpitalu po wypadku samochodowym i lekarze i pielegniarki niemal mnie na rekach nosili, byli niesamowici. Zas stare baby, z ktorymi lezalam na sali, kiedy tylko pielegniarki wyszly z pokoju, psy na nich wieszaly i obrzucaly je najgorszymi obelgami. DO dzis czuje niesmak. Odpowiedz Link
iza42 Re: a co do sluzby zdrowia 05.05.08, 00:09 Moze jest to nie tylko wynik niedbalswa ze strony lekarzy - czas wizyty u GP w Anglii jest bardzo krotki, jakies 5 -10min na pacjenta, w tym czasie nalezy zebrac wywiad, zbadac, zlecic leczenie i udokumentowac. To bardzo malo czasu, w praktyce pozwala zajac sie jednym nieskomplikowanym problemem i to nie zawsze, czyli jezeli probem jest bardziej skomplikowany lub jest ich kilka, to trzeba do tego lekarza chodzic kilka razy, wtedy moze zajmie sie nim bardziej powaznie. W NZ czas wizyty jest dluzszy, 15 min ( choc znam lekarzy, ktorzy daja tylko 10 min na wizyte) o to pozwala na bardziej dokladne zbadanie ale czesto nie wystarcza, w efekcie sa opoznienia, kolejka rosnie a pacjenci w kolejce czesto denerwuja sie z tego powodu. Ja najczesciej spisuje swoja dokumentacje z przerwie na lunch lub po pracy, w trakcie pracy klinicznej po prostu nie ma na to czasu. Zaleta systemu w Anglii jest to,ze mozna pacjentowi powiedziec, ze jak leczenie nie poskutkuje to powinien przyjsc jeszcze raz, w NZ pacjent placi za wizyte i czesto oczekuje rozwiazania wszystkich problemow jej trakcie co jest bardzo trudne. Odpowiedz Link
poledownunder Re: a co do sluzby zdrowia 08.05.08, 01:04 A propos sluzby zdrowia... W Polsce z tego co pamietam korzystanie ze sluzby zdrowia jest czyms bardzo upokarzajacym. Przelezalam swoje w szpitalach jako dziecko i na zawsze zapamietam przesiadywanie z mama pod gabinetem "profesora" mimo ze wizyta byla umowiona na dwie godziny temu, bez slowa przeprosin czy wyjasnienia, ze zdobyczna kawa, butelka czy czyms tam jeszcze, dzieki ktorym okazywalo sie ze operacja ktora nie byla mozliwa to jednak jest mozliwa. Slyszalam tez historie jak odwiedzajacej pacjentow rodzinie kaze sie karmic pacjenta (albo mu sie zostawia sniadanie na tacy mimo ze ma bezwlad rak i wiadomo ze sam tego sniadania nie bedzie w stanie zjesc), zmieniac mu opatrunki itp. Pacjent to najczesciej zawalidroga, ktorego jak najszybciej trzeba komus upchnac. Moje doswiadczenia ze szpitalami w NZ sa zupelnie inne - moze jest niedobor lekarzy, brak pieniedzy itp. ale nie ma takiego upokarzania pacjentow. Moja starsza corka przechodzila jako brzdac dosc powazna operacje, i zarowno jakosc opieki medycznej jak i ogolnej opieki szpitalnej uwazam ze byla swietna. Moja mlodsza corka przeciela sobie ostatnio czolo i wyladowala na A&E na zalozenie szwow. Myslalam ze na tym koniec, ale w ciagu tygodnia dostala wezwanie na przeswietlenie i do neurochirurga dzieciecego zeby sie upewnic ze aby na pewno bylo to tylko rozciecie a nic powazniejszego. Ten sam neurochirug operowal 4 lata temu starsza, nie dosc ze ja pamietal, to przy okazji zbadal nie pytany, upewnil sie ze niz nas nie trapi, a ze trapilo jedno oko obiecal wystawic skierowanie do specjalisty. Poniewaz tylko powiedzial, nie majac ani kartoteki dziecka pod reka, ani tez nie robiac przy mnie zadnych zapiskow, bylam pewna ze zapomni, a jednak w ciagu tygodnia przyszlo wezwanie na wizyte u specjalisty. Dla kontrastu, jak bedac w Anglii mialam problemy z kolanem i poszlam w '92 do lekarza, a ten nie mogl wymyslic co mi jest wiec obiecal skierowanie do specjalisty, tak do '01 kiedy z Anglii wyjechalam, skierowania tego sie nie doczekalam. Kolano dalej nawala, ale w tutejszym klimacie jakby mniej. Moze przez to ze mam porownanie to jak narzekam na tutejsza sluzbe zdrowia to raczej ostroznie, bo doswiadczylam na wlasnej skorze jak jest gdzie indziej. Odpowiedz Link
poledownunder Re: a co do sluzby zdrowia 08.05.08, 01:17 iza42 napisała: > W NZ czas wizyty jest dluzszy, 15 min ( choc znam lekarzy, ktorzy daja tylko 10 min na wizyte) Ja znam takich, co daja jeszcze mniej. Kiedys mialam nieprzyjemnosc pracowac dla organizacji Pegasus Health ktora znienawidzilam od tamtej pory, zrzeszajacej lekarzy GP (nie wszystkich) w Chistchurch. Raz w miesiacu byli oni zapraszani na godzinny wyklad z roznych dziedzin medycyny w ramach professional development. Placono im za udzial w tych wykladach. Jak ktos nie mogl przyjsc, to wysylano do niego repa, ktory w 15 minut streszczal wyklad i przekazywal materialy. Za przyjecie tego repa rowniez mu placono, bodajze $50 (to bylo pare lat temu). A mimo to kilkakrotnie uslyszalam "Dlaczego niby mam poswiecic Waszemu repowi 15 minut, jezeli w tym czasie moge przyjac 2 pacjentow, jak mi zaplacicie rownowartosc dwoch wizyt, wtedy przyjme." Moze bylam [mloda] i naiwna, ale ta zarlocznosc na pieniadze zacmiewajaca wszystko inne (powyzszy przyklad nie byl jedyny) tak mnie zniesmaczyla, ze znalazlam sobie przychodnie, ktora nie jest zrzeszona w Pegasus Health w nadziei ze tam lekarze sa troche inni. Na razie nie narzekam. Odpowiedz Link
poledownunder Re: Pozdrawiam z UE, 08.05.08, 00:43 iza42 napisała: > Budowa nowego domu kosztuje obecnie 400 000 - 500 000, mowie o przecietnym domu, oczywiscie za dzialke placi sie osobno. > Wiem cos niecos na temat domow, bo troche mielismy tutaj rozmaitych doswiadczen Pol miliona za sama budowe przecietnego jak piszesz domu wydaje mi sie mocno zawyzone. Kilkoro znajomych dosc niedawno sie budowalo - w granicach 200-250k za domy, ktore wydaja mi sie calkiem, calkiem. Zajrzalam sobie na strone jednej z firm developerskich, wydaje mi sie calkowicie porzadnej i tam domy tez wygladajace calkowicie porzadnie, o powierzchni do 250 m kw, maja orientacyjne ceny miedzy 200 a 300k. Plus dzialka oczywiscie. Moze w Auckland licza podwojnie? www.gjgardner.co.nz/cms/index.php?page=house-designs Odpowiedz Link
iza42 Re: Pozdrawiam z UE, 08.05.08, 11:13 Moze rzeczywiscie licza podwojnie, nie wiem. Rowniez pamietam jakies 4 lata temu w Hawkes Bay znajoma budowala dom, placili jakies $250000+ , bez wyposazenia, kuchni, dywanow itd. Wtedy wydalalo mi sie ,ze to drogo. No ale to bylo jakis czas temu. W Auckland nowego domu sie za takie pieniadze nie wybuduje, nie ma mowy. Wiem o tych sprawach, bo sami mielismy zamiar budowac dom, nic nadzwyczajnego standardowe rozmiary, pietrowy naliczono nam $ 460 000 kosztow za budowe, wiec zrezygnowalismy. Dom parterowy pewnie by troche mniej kosztowal ale w naszym przypadku nie bylo to mozliwe . Poza tym to sa koszty estymowane, w rzeczywistosic rozmaite dodatki kosztuja i reguly wychodzi drozej. Zeby jeszcze za te pieniadze czlowiek mial gwarancje czegos przyzwoitego ale nie ma takiej gwarancji. Najbardziej mnie tutaj w NZ przeraza niska jakosc domow i partactwo budowniczych, tyle tutaj widzialam cieknacych domow jak nigdy w zyciu. Ciekna stare kurne chatki, ktorych tutaj pelno oraz domy, ktorych bym z zewnatrz nigdy o to nie podejrzewala. Mieszkalam juz tutaj w tylu domach i w prawie kazdym sie lalo i siaklo przez sciany. Wlasciwie to dopiero ten dom, w ktorym obecnie mieszkamy jest dobrej jakosci ale ten dom jest troche poza zasiegiem naszych mozliwoscie finansowych. Odpowiedz Link
poledownunder Re: Pozdrawiam z UE, 13.05.08, 01:40 Mysle, ze pietrowosc domu jest tu przyczyna. Slyszalam, ze ze wzgledu na czeste trzesienia ziemi w NZ konstrukcja domow pietrowych w NZ jest kosztowna. Ponoc dlatego tez nie ma piwnic - plytko osadzone domy lepiej znosza trzesienia ziemi. Ale to tylko zaslyszane, zupelnie sie nie znam na budownictwie. Odpowiedz Link
iza42 Re: Pozdrawiam z UE, 13.05.08, 10:41 Pietrowy dom jest z pewnoscia drozszy od parterowego ale nie o polowe. W naszym przypadku przyczyna rowniez bylo ,ze chcielismy zbudowac dom solidny, o normalnych scianach i konstrukcji. Tutaj przeciez sie takich domow normalnie nie buduje. Ale nawet te typowe dla NZ domy sa tez o wiele za drogie jak na to co soba reprezentuja. Bo reprezentuja niestety na ogol mizerna jakosc, sa zimne, bez ocieplana, wlasnie bez piwnic a te trzesienia ziemi to chyba dobra wymowka dla budowniczych aby sie nie przepracowywac. Zreszta po co? Dla budowniczych zawsze bedzie w brod pracy, bo jest przeciez duzo cieknacych domow do naprawiania. Jezeli chodzi o ceny budowy to wiele przedsiebiorst budowlanych podaje ceny w granicach $1200 - 1500 za metr kwadratowy ale jest to bardzo mylace bo jest to cena, ktora nie wlicza przygotowania podloza, kosztow zwiazanych z budowa jezeli teren jest spadzisty, jezeli gleba okaze sie kamienista itd oraz mnostwa innych rzeczy, prawdziwa cena budowy domu jest duzo wyzsza. Odpowiedz Link
silverlode Re: Pozdrawiam z UE, 01.06.08, 20:27 He he to sie ubawilam czytajac. Chyba troche przedwczesne to porownanie po paru miesiacach pobytu zaledwie. Pomieszkaj pare lat to porozmawiamy wtedy na serio. Ale niektore porownania jak dla mnie calkiem z kosmosu... (i nie mowie o NZ). Wysoki poziom kultury, przyjazni, tolerancyjni Holendrzy na kazdym kroku.... tja... Odpowiedz Link