Dodaj do ulubionych

Pozdrawiam z UE,

01.05.08, 12:07
adamovski.wordpress.com/2008/05/
Pierwsze wrażenie z UE. NL vs NZ.

pozdrawiam,

Adam
Obserwuj wątek
    • poledownunder Re: Pozdrawiam z UE, 02.05.08, 01:35
      Ciekawe podsumowanie, choc z wieloma punktami sie oczywiscie nie
      zgodze.

      Kultura - Wędkowanie. Rugby, poza tym brak. Moze jezeli pod haslem
      kultura uwzgledni sie wylacznie muzea, to faktycznie. Zalezy czego
      sie szuka. Jak dla mnie kultury jest dostatek, nawet w naszym
      niewielkim Christchurch praktycznie caly czas cos sie dzieje - co
      miesiac festiwal filmowy, teatralny, sztuki albo inny. Orkiestra
      symfoniczna ktorej program jest wrecz przeladowany - po dwa, trzy
      koncerty w miesiacu. Lokalna opera. Pare teatrow. Kina
      niezalezne. Kluby grajace muzyke na zywo. Darmowe imprezy
      kulturalne organizowane przez Urzad Miasta praktycznie co miesiac.
      To w miescie 400-tysiecznym niespelna. Pol Wroclawia. Nie pamietam
      zeby we Wroclawiu tyle sie dzialo.

      Lifestyle - Super, o ile się ma środki finansowe. Znowu zalezy co
      sie uzna za lifestyle. Dla mnie lifestyle jest to, ze jak w sobote
      rano wstane i swieci slonce za pol godziny moge byc w gorach lub na
      plazy. I kosztuje mnie to tylko troche benzyny. Kiedys juz
      pisalam, ze wg. mnie NZ jest krajem dla ludzi ktorzy umieja sobie
      sami organizowac czas i rozrywke, nie dla tych, ktorzy lubia po
      prostu kupic bilet, rozsiasc sie i byc entertained.

      Dzieci - Brak fajnych miejsc do zabawy poza płatnymi parkami
      rozrywki. Reszta niech bedzie, ale tu chyba przesadziles? Co dwa
      kroki park, plac zabaw, basen. Duzo darmowych imprez dla dzieci w
      bibliotekach, organizowanych przez Urzedy Miasta. Zgodze sie, ze
      czym dzieci starsze tym jest dla nich jakby mniej, ale az tak zle
      nie jest jak piszesz. Wiekszosc platnych miejsc ma karty stalego
      klienta, tak wiec podczas gdy pojedyncza wizyta jest moze droga, to
      czeste korzystanie jest calkiem przystepne.

      A propos biurokracji - ciekawy artykul o tym jak biurokracja unijna
      praktycznie zabila oscypka.
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,5173958.html
      A mi sie ciagle marzy, ze jakis polski goral emigrant wykorzysta
      bogactwo naturalne NZ i zacznie robic oscypki tutaj...


      • iza42 Re: Pozdrawiam z UE, 02.05.08, 23:30
        Adamie, dziekuje za bardzo ciekawe spostrzezenia i porownania tych dwoch krajow
        , a szerzej NZ z krajami UE. Zgadzam sie z Toba w wielu kwestiach , ktore tutaj
        podniosles ale oczywiscie nie ze wszystkim.
        Zaczne z mojej dzialki. Piszesz negatywnie na temat byle jakiej sluzby zdrowia w
        NZ, ktora stawiasz na takim samym poziomie jak w Polsce. Tutejsza sluzba zdrowia
        rzeczywiscie kuleje , czego przykladem sa obecne strajki w szpitalach,
        przepelnione szpitale, dlugie kolejki do specjalisty. Jednoczesnie jednak nie ma
        tutaj zupelnie korupcji i lapownictwa, pacjentow traktuje sie z reguly z
        szacunkiem, nie ma chamstwa w szpitalach, mam wielu pacjentow, ktorzy po wyjsciu
        ze szpitala sa pelni uznania dla pracy personenu, pomimo ciezkich warunkow.
        Najgorsza rzecza jest w NZ to,ze duza ilosc pieniedzy marnowana jest na
        biurokracje a za malo srodkow przeznacza sie na place tym, ktorzy bezposrednio
        sie zajmuja chorymi.
        Zupelnie natomiast zgadzam sie z TOba, ze brak dostepu do bezplatnej sluzby
        zdrowia dla imigrantow na work visa, ludzi, ktorzy plasa niemale podatki przez
        pierwsze 2 lata ich pobytu w NZ jest skandalem.
        POdobnie zgadzam sie z Toba w kwestii bylejakosci domow i minimalnego transportu
        publicznego w NZ.
        Jezeli chodzi o kulture to troche przesadziles, oczywiscie nie mozna porownac
        jej to Holandii, gdzie spacer po miescie jest czesto przezyciem kulturalnym, tak
        ciekawa jest architektura, tego u nas nie ma i byc nie moze bo kraj jest mlody.
        Ale duzo sie dzieje tutaj rozmaitych kulturalnych wydarzen, sa koncerty, teatr ,
        opera festiwale filmore, o czym wspominala poledownunder. Moim problemem w
        Auckland jest nie to,ze nie ma gdzie wyjsc, tylko ,ze nie mam czasu z tego
        korzystac. Chociaz przyznaje, ze zorganizowanie czegos ad hoc moze byc tutaj
        trudne, te rzeczy trzeba planowac.
        Lifestyle, coz slowo to ma takie szerokie znaczenie,ze zalezy co kto przez nie
        rozumie. Troche zgadzam sie z poledownunder, lifestyle nie musi duzo kosztowac
        jezeli czlowiek przylozy sie do tego aby sobie to zorganizowac a troche nie.
        Chodzenie po okolicznych gorach i plazach jest fajne ale moze sie znudzic i
        czlowiek chcialby robic cos innego , np zeglowac , kajakowac wyjechac dalej itd
        , i to niestety jest tutaj drogie. Nawet glupi wypad rodziny do cieplych zrodej
        w Waiwera kosztuje krocie, bo bilety sa drogie. Rozmaite food and wine festivals
        oranizowane na swiezym powietrzu kosztuja rowniez bardzo duzo, wiec zupelnie nie
        oplaca sie tam wpasc na pol godziny i wyjsc jak sie nie podoba. Rozmaite parki
        zabaw dla dzieci sa rzeczywiscie drogie, dlaczego panstwo do tego nie doplaca?
        Piszesz,ze gdybys mial pol miliona i odchowane dzieci przyjechalbys do NZ na
        stale. Wydaje mi sie, ze pol miliona to troche za malo.
        Przydalby sie milion, bo za te cene mozna juz kupic przyzwoity dom, ktorego
        tutaj za pol miliona nie dostaniesz, no i jeszcze zostanie na inne przyjemnosci
        jak zaglowka itd.
        serdecznie pozdrawiam
        iza
        • kasia763 Re: Pozdrawiam z UE, 03.05.08, 02:05
          Hej

          Wiem, ze apetyt rosnie w miare jedzenia, a punkt widzenia zalezy od
          punktu siedzenia. Ale mysle, ze za 500 tys mozna calkiem sympatyczny
          domek kupic. Zas jak sie jest mloda, bezdzietna para, to mozna kupic
          domek i za 350 tys (caly czas mowie i Auckland), wyremontowac go i
          miec z tego mnostwo przyjemnosci i powodu do dumy. Za milion to
          chodza domy w Remuera...

          Co do sluzby zdrowia to z nowozelandzka na szczescie jeszcze nie
          mialam do czynienia, zas publiczna sluzba zdrowia w UK to jest
          horror. Niby darmowa (chociaz przeciez placi sie na nia podatki),
          natomiast serwis jest ponizej poziomu morza. Polskie szpitale i
          przychodnie, to przy londynskich sa palace. Polscy lekarze i
          pielegniarki, to mili i pelni zrozumienia dla pacjenta
          profesjonalisci. Kolega, ktory pracowal w Londynie jako technik
          dentystyczny przestrzegal wszystkich, zeby przypadkiem nie szli do
          dentysty w UK, bo "to rzeznicy". Zreszta i tak taniej bylo leciec do
          Polski i isc prywatnie do dentysty (wliczajac cene biletow
          lotniczych i 2 dni urlopu!).

          Mam nadzieje, zw e NZ nie jest tak zle. Jedyne czego sie nauczylam w
          Londynie to zaszczepic sie i bron boze nie chorowac.
          • iza42 Re: Pozdrawiam z UE, 03.05.08, 03:44
            kasia763 napisała:

            > Hej
            >
            > Wiem, ze apetyt rosnie w miare jedzenia, a punkt widzenia zalezy od
            > punktu siedzenia. Ale mysle, ze za 500 tys mozna calkiem sympatyczny
            > domek kupic. Zas jak sie jest mloda, bezdzietna para, to mozna kupic
            > domek i za 350 tys (caly czas mowie i Auckland), wyremontowac go i
            > miec z tego mnostwo przyjemnosci i powodu do dumy. Za milion to
            > chodza domy w Remuera,

            Kasiu, przecietna cena za dom na Northshore to ok $600 000.00, i jest to dom
            standardowy 3 -4 bedroomowy, bez widoku, zbudowany w tradycyjny sposob na
            konstrukcji drewnianej i bardzo czesto cieknacy. Jezeli chcesz kupic sobie cos
            lepszego to potrzebujesz wydac wiecej, niekoniecznie milion, tego nie
            powiedzialam, za jakies 700 000- 800 000 juz by mozna bylo wybrac jakis porzadny
            dom. Milion to po to aby byla jakas nadwyzka na inne przyjemnosci. Domow za
            milion i wiecej jest pod dostatkiem nie tylko w Remuera, uwierz mi, tutaj gdzie
            mieszkam sa piekne wielomilonowe domy, podobnie na Northshore. Za
            350 000 to mozesz kupic sobie jakis domek w tanszej dzielnicy jak South
            Auckland, ale chyba i tam musi byc to stary dom podejrzanej jakosci. Remont
            generalny starego, cieknacego domu bardzo duzo kosztuje, co z tego ,ze kupisz
            tani dom a potem bedziesz musiala wydawac niekonczace sie pieniadze na naprawy?
            Budowa nowego domu kosztuje obecnie 400 000 - 500 000, mowie o przecietnym domu,
            oczywiscie za dzialke placi sie osobno.
            Wiem cos niecos na temat domow, bo troche mielismy tutaj rozmaitych doswiadczen.

            • iza42 a co do sluzby zdrowia 03.05.08, 04:04
              Troche zdziwilam sie tym, co napisalas o sytuacji w Anglii. Nie znam tamtejszej
              sluzby zdrowia i wiele rzeczy na ten temat slyszlam, pozytywow i negatywow tez.
              O tym jak wyglada sluzba zdrowia w Anglii w porownaniu z NZ wiem tylko z
              komentarzy pacjentow - Anglikow bedacych tutaj turystycznie. Wielu z nich na
              przyklad zachwyca sie jak to latwo sie jest dostac do lekarza tutaj, dzwonisz i
              daja ci appointment w tym samym dniu, w Anglii to podobno sie nie zdarza. Ale
              mam tez wielu pacjentow imigrantow z Anglii, ktorzy narzekaja tu na koszty, ze
              trzeba placic za wizyty u lekarza, denerwuje ich to,ze nie moga tutaj dostac
              lekow, ktore mieli w Anglii, wogole wydaje sie ,ze dostep do drogich lekow jest
              w NZ bardziej ograniczony.
              Ciekawe jest rowniez to co piszesz ,ze angielska sluzba zdrowia nie umywa sie do
              polskiej, z doswiadczenia wiem ,ze przed laty w Polsce nie bylo najlepiej a
              obecnie czytam tyle skarg i narzekan pacjentow na forum Sluzba Zdrowia GW ,ze
              az trudno mi jest w to uwierzyc.
              Na tym samym forum lekarze polscy, ktorzy pracuja w UK wychwalaja tamtejsza
              sluzbe zdrowia pod niebiosa ale oni maja tam oczywiscie zupelnie inne place.
              • don04 Re: a co do sluzby zdrowia 04.05.08, 21:38
                Po czesci podzielam zdanie Kasi na temat sluzby zdrowia w UK.Adam
                napisal ze w NZ jest taki sam horror jak w Polsce.Nie wiem jak
                dokladnie jest w NZ ale w Polsce sluzba zdrowia jest o niebo lepsza
                niz ww UK.I na pewno nie jest to horror.Mialem te nieprzyjemnosc(i
                mam nadal)korzystac z tutejszych przychodni i wszystko fajnie
                wyglada to z zewnatrz;ladne budynki,w srodku przytulnie i na telefon
                mozna duzo zalatwic ale......ale co zalatwic? Np.umowic sie na
                wizyte z GP zeby uslyszec od niego:paracetamol i it's a normal?
                Doswiadczylem tego na wlasnej skorze,za nikim nie powtarzam i niech
                mi nikt w Polsce nie mowi ze nasza sluzba jest beznadziejna;po
                prostu przydaloby sie wiecej kasy i bylaby najlepsza w europie.
                Pozdrawiam Damian-Irlandia Polnocna.
                • kasia763 Re: a co do sluzby zdrowia 04.05.08, 22:41
                  Tak o angielskiej sluzbie zdrowia moglabym duzo... Po pierwsze
                  przychodnia, w sredniej jakosci dzielnicy w Londynie - rozwalajacy
                  sie barak, wylozony brudna wykladzina dywanowa. Na niej bawia sie
                  chore dzieci, bo jak to dzieci - nie upilnujesz. Zeby umowic sie na
                  wizyte, trzeba dzwonic pare dni wczesniej.

                  Jedna z moich wizyt trwala ok 30 sekund - poszlam BARDZO
                  przeziebiona, z prawie 40-stopniowa goraczka, po 3 dniach lezenia w
                  lozku i leczenia sie domowymi sposobami. Lekarz zajrzal mi do gardla
                  i powiedzial "nie moge nic dla ciebie zrobic, idz do lozka" Nawet
                  paracetamolu mi doradzil. Zwolnienia tez nie dal, bo sie nalezy
                  dopiero od 5 dni.

                  Moj chlop przez pare miesiecy mial problemy z zoladkiem, wymiotowal
                  co kilka dni. Poszedl do lekarza i co? Lekarz stwierdzil, ze zapewne
                  sobie wklada palce do gardla, zeby te wymioty spowodowac...

                  Badanie polega na zagladaniu do gardla, nikt cie nie prosi, zebys
                  sie rozebral, nie oslucha serca czy ploc. Mialam problemy z kolanem -
                  nawet nie chcieli go poogladac, wszystko na gebe. To samo z
                  problemami ginekologicznymi - pani zaordynowala leki na podstawie
                  wywiadu i moich nieudolnych opisow objawow.

                  Kumpel po angielskim leczeniu polecial do Polski z zapaleniem ploc i
                  dopiero tam mu pomogli. Kolezanka ze zlamana noga przezywala horror.

                  Mysle, ze my Polacy, strasznie narzekamy na polska sluzbe zdrowia i
                  szkolnictwo, a tak naprawde to zupelnie nie doceniamy co mamy. Bo
                  moze nie mamy kasy, ale mamy swietnych ludzi. Bylam kiedys w Polsce
                  w szpitalu po wypadku samochodowym i lekarze i pielegniarki niemal
                  mnie na rekach nosili, byli niesamowici. Zas stare baby, z ktorymi
                  lezalam na sali, kiedy tylko pielegniarki wyszly z pokoju, psy na
                  nich wieszaly i obrzucaly je najgorszymi obelgami. DO dzis czuje
                  niesmak.
                  • iza42 Re: a co do sluzby zdrowia 05.05.08, 00:09
                    Moze jest to nie tylko wynik niedbalswa ze strony lekarzy - czas wizyty u GP
                    w Anglii jest bardzo krotki, jakies 5 -10min na pacjenta, w tym czasie nalezy
                    zebrac wywiad, zbadac, zlecic leczenie i udokumentowac. To bardzo malo czasu, w
                    praktyce pozwala zajac sie jednym nieskomplikowanym problemem i to nie zawsze,
                    czyli jezeli probem jest bardziej skomplikowany lub jest ich kilka, to trzeba do
                    tego lekarza chodzic kilka razy, wtedy moze zajmie sie nim bardziej powaznie. W
                    NZ czas wizyty jest dluzszy, 15 min ( choc znam lekarzy, ktorzy daja tylko 10
                    min na wizyte) o to pozwala na bardziej dokladne
                    zbadanie ale czesto nie wystarcza, w efekcie sa opoznienia, kolejka rosnie a
                    pacjenci w kolejce czesto denerwuja sie z tego powodu.
                    Ja najczesciej spisuje swoja dokumentacje z przerwie na lunch lub po pracy, w
                    trakcie pracy klinicznej po prostu nie ma na to czasu.
                    Zaleta systemu w Anglii jest to,ze mozna pacjentowi powiedziec, ze jak leczenie
                    nie poskutkuje to powinien przyjsc jeszcze raz, w NZ pacjent placi za wizyte i
                    czesto oczekuje rozwiazania wszystkich problemow jej trakcie co jest bardzo trudne.
                    • poledownunder Re: a co do sluzby zdrowia 08.05.08, 01:04
                      A propos sluzby zdrowia... W Polsce z tego co pamietam korzystanie
                      ze sluzby zdrowia jest czyms bardzo upokarzajacym. Przelezalam
                      swoje w szpitalach jako dziecko i na zawsze zapamietam
                      przesiadywanie z mama pod gabinetem "profesora" mimo ze wizyta byla
                      umowiona na dwie godziny temu, bez slowa przeprosin czy wyjasnienia,
                      ze zdobyczna kawa, butelka czy czyms tam jeszcze, dzieki ktorym
                      okazywalo sie ze operacja ktora nie byla mozliwa to jednak jest
                      mozliwa. Slyszalam tez historie jak odwiedzajacej pacjentow
                      rodzinie kaze sie karmic pacjenta (albo mu sie zostawia sniadanie na
                      tacy mimo ze ma bezwlad rak i wiadomo ze sam tego sniadania nie
                      bedzie w stanie zjesc), zmieniac mu opatrunki itp. Pacjent to
                      najczesciej zawalidroga, ktorego jak najszybciej trzeba komus
                      upchnac.

                      Moje doswiadczenia ze szpitalami w NZ sa zupelnie inne - moze jest
                      niedobor lekarzy, brak pieniedzy itp. ale nie ma takiego upokarzania
                      pacjentow. Moja starsza corka przechodzila jako brzdac dosc powazna
                      operacje, i zarowno jakosc opieki medycznej jak i ogolnej opieki
                      szpitalnej uwazam ze byla swietna. Moja mlodsza corka przeciela
                      sobie ostatnio czolo i wyladowala na A&E na zalozenie szwow.
                      Myslalam ze na tym koniec, ale w ciagu tygodnia dostala wezwanie na
                      przeswietlenie i do neurochirurga dzieciecego zeby sie upewnic ze
                      aby na pewno bylo to tylko rozciecie a nic powazniejszego. Ten sam
                      neurochirug operowal 4 lata temu starsza, nie dosc ze ja pamietal,
                      to przy okazji zbadal nie pytany, upewnil sie ze niz nas nie trapi,
                      a ze trapilo jedno oko obiecal wystawic skierowanie do specjalisty.
                      Poniewaz tylko powiedzial, nie majac ani kartoteki dziecka pod reka,
                      ani tez nie robiac przy mnie zadnych zapiskow, bylam pewna ze
                      zapomni, a jednak w ciagu tygodnia przyszlo wezwanie na wizyte u
                      specjalisty.

                      Dla kontrastu, jak bedac w Anglii mialam problemy z kolanem i
                      poszlam w '92 do lekarza, a ten nie mogl wymyslic co mi jest wiec
                      obiecal skierowanie do specjalisty, tak do '01 kiedy z Anglii
                      wyjechalam, skierowania tego sie nie doczekalam. Kolano dalej
                      nawala, ale w tutejszym klimacie jakby mniej.

                      Moze przez to ze mam porownanie to jak narzekam na tutejsza sluzbe
                      zdrowia to raczej ostroznie, bo doswiadczylam na wlasnej skorze jak
                      jest gdzie indziej.
                    • poledownunder Re: a co do sluzby zdrowia 08.05.08, 01:17
                      iza42 napisała:

                      > W NZ czas wizyty jest dluzszy, 15 min ( choc znam lekarzy, ktorzy
                      daja tylko 10 min na wizyte)

                      Ja znam takich, co daja jeszcze mniej. Kiedys mialam nieprzyjemnosc
                      pracowac dla organizacji Pegasus Health ktora znienawidzilam od
                      tamtej pory, zrzeszajacej lekarzy GP (nie wszystkich) w
                      Chistchurch. Raz w miesiacu byli oni zapraszani na godzinny wyklad
                      z roznych dziedzin medycyny w ramach professional development.
                      Placono im za udzial w tych wykladach. Jak ktos nie mogl przyjsc, to
                      wysylano do niego repa, ktory w 15 minut streszczal wyklad i
                      przekazywal materialy. Za przyjecie tego repa rowniez mu placono,
                      bodajze $50 (to bylo pare lat temu). A mimo to kilkakrotnie
                      uslyszalam "Dlaczego niby mam poswiecic Waszemu repowi 15 minut,
                      jezeli w tym czasie moge przyjac 2 pacjentow, jak mi zaplacicie
                      rownowartosc dwoch wizyt, wtedy przyjme." Moze bylam [mloda] i
                      naiwna, ale ta zarlocznosc na pieniadze zacmiewajaca wszystko inne
                      (powyzszy przyklad nie byl jedyny) tak mnie zniesmaczyla, ze
                      znalazlam sobie przychodnie, ktora nie jest zrzeszona w Pegasus
                      Health w nadziei ze tam lekarze sa troche inni. Na razie nie
                      narzekam.
            • poledownunder Re: Pozdrawiam z UE, 08.05.08, 00:43
              iza42 napisała:

              > Budowa nowego domu kosztuje obecnie 400 000 - 500 000, mowie o
              przecietnym domu, oczywiscie za dzialke placi sie osobno.
              > Wiem cos niecos na temat domow, bo troche mielismy tutaj
              rozmaitych doswiadczen

              Pol miliona za sama budowe przecietnego jak piszesz domu wydaje mi
              sie mocno zawyzone. Kilkoro znajomych dosc niedawno sie budowalo -
              w granicach 200-250k za domy, ktore wydaja mi sie calkiem, calkiem.
              Zajrzalam sobie na strone jednej z firm developerskich, wydaje mi
              sie calkowicie porzadnej i tam domy tez wygladajace calkowicie
              porzadnie, o powierzchni do 250 m kw, maja orientacyjne ceny miedzy
              200 a 300k. Plus dzialka oczywiscie. Moze w Auckland licza
              podwojnie?

              www.gjgardner.co.nz/cms/index.php?page=house-designs
              • iza42 Re: Pozdrawiam z UE, 08.05.08, 11:13
                Moze rzeczywiscie licza podwojnie, nie wiem. Rowniez pamietam jakies 4 lata temu
                w Hawkes Bay znajoma budowala dom, placili jakies $250000+ , bez wyposazenia,
                kuchni, dywanow itd. Wtedy wydalalo mi sie ,ze to drogo. No ale to bylo jakis
                czas temu.
                W Auckland nowego domu sie za takie pieniadze nie wybuduje, nie ma mowy. Wiem o
                tych sprawach, bo sami mielismy zamiar budowac dom, nic nadzwyczajnego
                standardowe rozmiary, pietrowy naliczono nam $ 460 000 kosztow za budowe, wiec
                zrezygnowalismy. Dom parterowy pewnie by troche mniej kosztowal ale w naszym
                przypadku nie bylo to mozliwe .
                Poza tym to sa koszty estymowane, w rzeczywistosic rozmaite dodatki kosztuja i
                reguly wychodzi drozej.
                Zeby jeszcze za te pieniadze czlowiek mial gwarancje czegos przyzwoitego ale
                nie ma takiej gwarancji. Najbardziej mnie tutaj w NZ przeraza niska jakosc domow
                i partactwo budowniczych, tyle tutaj widzialam cieknacych domow jak nigdy w
                zyciu. Ciekna stare kurne chatki, ktorych tutaj pelno oraz domy, ktorych bym z
                zewnatrz nigdy o to nie podejrzewala. Mieszkalam juz tutaj w tylu domach i w
                prawie kazdym sie lalo i siaklo przez sciany. Wlasciwie to dopiero ten dom, w
                ktorym obecnie mieszkamy jest dobrej jakosci ale ten dom jest troche poza
                zasiegiem naszych mozliwoscie finansowych.
                • poledownunder Re: Pozdrawiam z UE, 13.05.08, 01:40
                  Mysle, ze pietrowosc domu jest tu przyczyna. Slyszalam, ze ze
                  wzgledu na czeste trzesienia ziemi w NZ konstrukcja domow pietrowych
                  w NZ jest kosztowna. Ponoc dlatego tez nie ma piwnic - plytko
                  osadzone domy lepiej znosza trzesienia ziemi. Ale to tylko
                  zaslyszane, zupelnie sie nie znam na budownictwie.
                  • iza42 Re: Pozdrawiam z UE, 13.05.08, 10:41
                    Pietrowy dom jest z pewnoscia drozszy od parterowego ale nie o polowe. W naszym
                    przypadku przyczyna rowniez bylo ,ze chcielismy zbudowac dom solidny, o
                    normalnych scianach i konstrukcji. Tutaj przeciez sie takich domow normalnie nie
                    buduje. Ale nawet te typowe dla NZ domy sa tez o wiele za drogie jak na to co
                    soba reprezentuja. Bo reprezentuja niestety na ogol mizerna jakosc, sa zimne,
                    bez ocieplana, wlasnie bez piwnic a te trzesienia ziemi to chyba dobra wymowka
                    dla budowniczych aby sie nie przepracowywac. Zreszta po co? Dla budowniczych
                    zawsze bedzie w brod pracy, bo jest przeciez duzo cieknacych domow do naprawiania.
                    Jezeli chodzi o ceny budowy to wiele przedsiebiorst budowlanych podaje ceny w
                    granicach $1200 - 1500 za metr kwadratowy ale jest to bardzo mylace bo jest to
                    cena, ktora nie wlicza przygotowania podloza, kosztow zwiazanych z budowa jezeli
                    teren jest spadzisty, jezeli gleba okaze sie kamienista itd oraz mnostwa innych
                    rzeczy, prawdziwa cena budowy domu jest duzo wyzsza.
    • silverlode Re: Pozdrawiam z UE, 01.06.08, 20:27
      He he to sie ubawilam czytajac. Chyba troche przedwczesne to
      porownanie po paru miesiacach pobytu zaledwie. Pomieszkaj pare lat
      to porozmawiamy wtedy na serio. Ale niektore porownania jak dla mnie
      calkiem z kosmosu... (i nie mowie o NZ). Wysoki poziom kultury,
      przyjazni, tolerancyjni Holendrzy na kazdym kroku.... tja...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka