el_jot
15.03.09, 20:27
Bardzo prosze o pomoc. Moja córeczka leczy się u lekarza, który
diagnozuje biorezonansem i leczy lekami homeo kompleksami. Od
września , od kiedy poszła do przedszkola, ma katar ropny. W
listopadzie, na podst. biorezonansu lekarz stwierdził że mała ma
niewyleczoną infekcję gronkowcowo - paciorkowcową. Od grudnia do 1
marca mała nie chodziła do przedszkola. Ostatni raz byliśmy u
lekarza
10 lutego. Nie było mowy o gliście. 2 marca poszła do przedszkola po
2 miesięcznej przerwie i po pięciu dniach kaszel, znowu ropny katar.
Poszliśmy do lekarza i ten stwierdza, że mała ma glistę psią albo
kocią((( Mamy psa, był odrobaczany jakieś pół roku temu, nie ma
kontaktu z innymi psami , ale często bywa w lesie. Mała ma bardzo
bliski kontkakt z tym psem, przytula się, pozwalałam zeby pies ją
lizał. Tak wiec zarażenie jest prawdopodobnie od psa. Czy możliwe
jest żeby złapała to w przedszkolu? i że biorezonans tak szybko
wykrył pasożyta?
Czy polegać tylko na biorezonansie , czy zrobić badania z krwi i
kału?
Lekarz przepisł tylko homeopatię (bo tym leczy), tzn. Tanacet,
Mucosa , pozostałe leki typowe na katar i drogi oddechowe i ucho.Mam
wątpliwości czy to pomoże na pasożyta?
Przeczytałam o toksokarozie i jestem przerażona. Co tak naprawdę
powinnam robić?
Czy ma sens robienie badań krwi i kału w przychodni rejonowej, czy
lepiej iść od razu do przywatnego labu?