Napisałam książkę, a właściwie książeczkę. Rumcajs, introligator z zawodu, wydrukował ją i oprawił. I pojechała w świat.
A było to tak.
Złożona rok temu jakimś przeziębieniem, leniwie przeczesywałam internet w poszukiwaniu czegoś ciekawego do czytania. Trafiłam na blog kierunekavonlea.blogspot.com, prowadzony przez Bernadetę, Polkę mieszkającą w USA.
Otóż ta Polka jest zafascynowana życiem i twórczością Lucy Maud Montgomery (tej od "Ani z Zielonego Wzgórza") i Wyspą Księcia Edwarda. Na Wyspie kupiła dom o nazwie Blue Moon. Bernadeta ma córkę Nadię. Najbliższym sąsiedztwem Blue Moon jest dom - pensjonat o nazwie Złoty Brzeg. A w Złotym Brzegu pracuje pani, która ma córkę imieniem Rilla. Rilla ze Złotego Brzegu!!! Obie dziewczynki poznały się i zaprzyjaźniły, a moja wyobraźnia ruszyła z piskiem i nie chciała się zatrzymać. Przecież "Rilla ze Złotego Brzegu" to powieść LMM!
Nie było wyjścia. Musiałam napisać to, co mi w duszy zagrało - przeniosłam amerykańską rodzinę w przeszłość, w czasy LMM, w świat częściowo realny, a częściowo wymyślony przez pisarkę. I tak w Blue Moon mieszkają sobie Jankesi, a w Złotym Brzegu - jakżeby inaczej - Ania i Gilbert Blythe'owie z dziećmi i służącą Zuzanną Baker. Dodatkowo na pobliskiej poczcie pracuje sama Lucy Maud Montgomery (co jest prawdą historyczną). Jak szaleć to szaleć.
Początkowo miało to być tylko opowiadanie, ale w miarę pisania zaczęło się rozrastać. Dodatkowo Bernadeta zamieszczała na blogu informacje, które aż się prosiły o wplecenie w opowieść!
Gdy skończyłam pisać, wybrałam kilka zdjęć z bloga, obrobiłam w IrfanView, żeby wyglądały jak rysunki, po czym do dzieła przystąpił Rumcajs.
Oto efekt:
Gotowe dzieło zapakowałam w kopertę i wysłałam do USA. Bernadeta nie wiedziała wcześniej, co dla niej szykuję. To była niespodzianka.
Tak się po prostu chciałam Wam pochwalić.