Dodaj do ulubionych

Doktorant sobie poradzi...

15.11.09, 23:14
wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,7255585,Zostala_prostytutka_w_trakcie_pisania_doktoratu__Jej.html

Niech jej historia będzie nauką dla wszystkich doktorantów i
świeżych doktorów czekających na angaż. Jak komu naprawdę zależy na
pracy w nauce, nie cofnie się przed niczym!
Obserwuj wątek
    • flamengista zgoda, niech będzie nauczką 16.11.09, 09:31
      ale dla tych przyzwoitych profesorów, którzy zastanawiają się czy wyzysk młodych
      ludzi na doktoranckich jest aby w porządku.

      Oto, do czego mogą prowadzić studia doktoranckie posunięte do absurdu.

      Z pewnością by do tego nie doszło, gdyby ta pani miała porządne stypendium. Inna
      sprawa, że przypadek totalnie-ekstremalny...
      • ford.ka Re: zgoda, niech będzie nauczką 16.11.09, 10:06
        A dla mnie to w sumie przykład pozytywny - poradziła sobie w realnym
        świecie, odniosła sukces finansowy, wydała książkę, zarobiła na
        filmie... po czym wróciła do pracy badawczej.
        • flamengista nie nazywajmy szamba perfumerią 16.11.09, 19:46
          Dziewczyna puszczała się za pieniądze - owszem, żeby przeżyć, ale jednak
          puszczalstwo jest puszczalstwem.

          Więc chyba trochę inaczej rozumiemy słowo, "sukces", "poradzić sobie" i
          "przykład pozytywny".

          Ja bym wolał, by moja córka z niej przykładu nie brała...
          • ford.ka Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 16.11.09, 21:33
            Do prostytucji mam stosunek obojętny, nie korzystam ani nie
            uprawiam, więc proszę bez takich wysokich tonów. Córek też brak,
            więc nie zamierzam hipotetycznie ustalać, jakie miałbym wobec nich
            oczekiwania, gdyby były.
            Dla mnie istotne jest to, że nie tylko sobie poradziła, ale
            potrafiła jeszcze napisać o tym o bestsellerową książkę, a na
            dodatek potraktować tę, powiedzmy, wątpliwie chyba przyjemną choć
            dochodową przygodę, jako etap na wyznaczonej przez siebie drodze.
            Większość znanych mi doktorantów i młodych doktorów potrafi głównie
            mieć za złe i oczekiwania. Czy są dobrzy w łóżku, nie wiem, podobnie
            jak nie wiem, czy potrafiliby się skutecznie skurwić. Znam jednak
            wielu takich, dla których przygotowanie nowego kursu, który wychodzi
            nieco poza ich "pole badawcze" czy uczenie w weekend, to zadanie
            ponad siły.
            • bumcykcyk2 Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 16.11.09, 23:52
              No sorry! Ta Pani maksymalnie się upodliła! To, że potrafiła dobrze
              sprzedać swoje upodlenie, do tego dwa razy (wpierw dając dupy za
              kasę, a potem barwnie opisując swoje przygody i wydając je w formie
              książki), nie zmienia ogólnej kwalifikacji czynu.

              ZAWSZE jest możliwość wyboru innej drogi życiowej niż dawanie dupy
              za pieniądze. To drugie jest pójściem na totalną łatwiznę, zwłaszcza
              jeśli mówimy o wersji "cichodajka- luksusowa call girl"
              (odpowiednikiem tego w Polsce jest sponsoring). Niech nikt mi nie
              pieprzy, że ta "biedna" doktorantka nie mogła się zająć
              tłumaczeniami, sprzedażą ubezpieczeń, czy pracą jako agentka
              nieruchomości! Dla młodej kobiety z mózgiem i z wyglądem ZAWSZE
              znajdzie się praca. Oczywiście - najprościej i najbardziej
              korzystnie jest dawać dupy. Ileż to studentek ściąga bez oporu majtki
              już na tym forum pisałem. Mój kumpel jest kierownikiem studium - ten
              to dopiero ma branie!

              IMO ta Pani promuje lightowo-luzacko-niemoralny styl życia i robi b.
              złą robotę. Poza tym teraz gdy jej dokładne personalia podały
              wszystkie światowe media, szczerze wątpię, czy uda jej się
              kontynuować pracę naukową. Więc może wróci do drugiego zajęcia i
              napisze kolejne "dzieło"...

              • eeela Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 03:13
                > ZAWSZE jest możliwość wyboru innej drogi życiowej niż dawanie dupy
                > za pieniądze. To drugie jest pójściem na totalną łatwiznę

                Ale o ileż lepiej płatna taka łatwizna :-)

                Zgadzam się, że do uprawiania prostytucji z własnej nieprzymuszonej woli trzeba
                mieć, hmmm, specyficzną osobowość. Nie mam zamiaru się bawić w moralne ocenianie
                tej specyfiki. Wiem jeno tyle, że jakbym się taką charakteryzowała, to z
                pewnością byłoby mi lżej finansowo na tym świecie ;-)
                • zielka Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 06:55
                  "Dawanie dupy", moj boze, przeciez w tej sprawie jedynym problemem
                  jest to, ze Brooke prawdopodobnie bedzie miala psychologiczne i
                  spoleczne negatywne konsekwencje swoich dzialan. Sa to rzeczy,
                  ktorych prawdopodobnie nie mogla przewidziec wczesniej.
                  Dwudziestoparoletni ludzie maja wrazenie, ze sa o wiele silniejsi
                  niz sa w rzeczywistosci.
                  Tzn. ja mam nadzieje, ze akurat ja to ominie, i byloby fajnie
                  dowiedziec sie, ze jej zycie prywatne i zawodowe jest ok, chociaz
                  mam wrazenie, ze cos w jej zyciu nastoletnim musialo byc nie-ok,
                  zeby mogla sobie wyhodowac kilka iluzji, ktore sprawily, ze taki
                  scenariusz wydal jej sie najlepszy.

                  I Eeela ma racje, skad ta potrzeba u dwoch panow wyzej do oceny
                  moralnej, czy to daje jakas osobista satysfakcje? Pytam na serio z
                  ciekawosci, tzw. oceny moralne sa rzecza nad ktora zdarza mi sie
                  pracowac, wiec kazda opinia mnie tu interesuje.
                  • bumcykcyk2 Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 12:59
                    W człowieku tkwi przyrodzona potrzeba oceny moralnej, na tym m.in. od zarania
                    opiera się wszelka kultura.

                    Wspomnienia seryjnego zabójcy są zazwyczaj jednoznacznie kwalifikowane moralnie
                    (pomijam wyjątki typu Mansona), natomiast memuary luksusowych prostytutek bywają
                    odczytywane na opak, np. jako wyraz patriarchalnego uciemiężenia kobiet
                    wyrosłych w ubóstwie itp. głupoty. To jest mącenie w głowach i pośrednio
                    promowanie qrestwa jako słusznej drogi życiowej.

                    Miło sobie poczytać o luksusowym qrestwie, mniej miło zetknąć się osobiście z
                    takim zjawiskiem. Jak Pan Jacek Dębski wyszedł na znajomości z Panią Inką? To
                    nie jest żaden ekstremalny przykład! Takie Panie nie mają żadnych oporów i
                    hamulców moralnych. Wystawić 'przyjaciela' pod cyngiel? - proszę bardzo. Miałem
                    romans ze studentką, która trzy lata "szalała z miłości", ale po wyjściu z sali
                    obrony pracy magisterskiej natychmiast zapomniała o moim istnieniu. Zapadła się
                    pod ziemię i więcej o niej nie usłyszałem. Nie jest miło zetknąć się ze skrajnym
                    wyrachowaniem, chłodem emocjonalnym i grą uczuć - przykro mi, ale nie jestem w
                    stanie fetować Pań pokroju owej słynnej autorki. Jej, jak je nazywasz 'iluzje',
                    wbrew pozorom mocno rzutują na otoczenie.
                    • zielka Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 13:35
                      To czy jest to potrzeba "oceny moralnej" czy tez potrzeba poczucia
                      sie lepszym od blizniego jest kwestia sporna. Sa po prostu momenty,
                      gdy wydawanie sadow nie ma sensu, bo sytuacja tego w zaden sposob
                      nie wymaga. Ciekawe jest to, ze posrod mnostwa reakcji, to wlasnie
                      "ocena" jest uwazana za krucjalna. O ile rozumiem funkcjonowanie
                      ludzi, jest ona w rzeczywistosci czyms wtornym.

                      W przedstawionej nam sytuacji nie mamy powodu wierzyc, ze Brooke
                      zrobila cos zlego, zranila kogos, etc, w przeciwienstwie do
                      opisywanych przez Ciebie bumcykcyku dam. Wiec nie ma sensu wyciagac
                      jakichs moralnych orezy.

                      PS Moralnosc moralnoscia, ale wielu z nas sobie odmawia kilku rzeczy
                      w zyciu, mianowicie sypiania ze studentami, bo rozumiemy, ze jest to
                      sytuacja z cyklu lose/lose/lose (trzecim tracacym jest Pani, ktorej
                      sluzymy, i. e. nauka). I, doprawdy, to co napisales, stanowi zaiste
                      niespodziewana w tym kontekscie argumentacje.
                      • bumcykcyk2 Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 17:32
                        zielka napisała:

                        > To czy jest to potrzeba "oceny moralnej" czy tez potrzeba poczucia
                        > sie lepszym od blizniego jest kwestia sporną.

                        Oceny moralne są grząskie, to fakt. Grzeszą zmiennością, bo wpływa na nie ulotny
                        "duch czasów", grzeszą subiektywizmem, mogą również grzeszyć nieczystą chęcią
                        wybielenia własnej osoby na tle potępienia cudzych brudów. I jest jeszcze 1001
                        innych czynników, mogących zarówno krzywo leżeć u podstawy wydawania takich
                        sądów, jak i znacząco wpływać na nie. Już Sokrates pięknie udowodnił płyciznę
                        niewzruszonych ocen moralnych... JA TO WSZYSTKO WIEM I PRZYJMUJĘ DO WIADOMOŚCI.
                        Ale jako homo sapiens, do tego przeżyty męski homo sapiens, mam prawo do ich
                        wydawania. Po pierwsze z powodu tego, że cogito ergo sum i nie widzę powodu
                        dlaczego miałbym tego nie robić, a po drugie mam życiowe DOŚWIADCZENIE, które w
                        moim subiektywnym mniemaniu (być może błędnym) uprawnia mnie do ww. oceny.

                        > Sa po prostu momenty, gdy wydawanie sadow nie ma sensu, bo
                        > sytuacja tego w zaden sposob nie wymaga.

                        No tu się różnimy po prostu. Dla mnie ta konkretna sytuacja akurat wymaga jasnej
                        oceny moralnej. Milczenie na ten temat uważam za promocję życiowej postawy Pani
                        Brooke.

                        > Ciekawe jest to, ze posrod mnostwa reakcji, to wlasnie
                        > "ocena" jest uwazana za krucjalna. O ile rozumiem funkcjonowanie
                        > ludzi, jest ona w rzeczywistosci czyms wtornym.

                        No ok. ale co jest pierwotne? Działanie? A czy to działanie nie wynika czasem z
                        ocen moralnych? Czy Panowie Chlebowski, Drzewiecki, Schetyna złamali jakikolwiek
                        przepis prawa stanowionego? No chyba nie, a jednak widowiskowo posunięto ich ze
                        stanowisk, poczym przystąpiono do błyskawicznej 'sanacji' całego sektora
                        gospodarki związanego z hazardem. To co jest pierwotne, a co wtórne?

                        > W przedstawionej nam sytuacji nie mamy powodu wierzyc, ze Brooke
                        > zrobila cos zlego, zranila kogos, etc, w przeciwienstwie do
                        > opisywanych przez Ciebie bumcykcyku dam. Wiec nie ma sensu wyciagac
                        > jakichs moralnych orezy.

                        Książki Brooke nie czytałem, więc nie wiem, czy obok obsługiwania klientów miała
                        np. chłopaka który o niczym nie wiedział. Na pewno potężnie zraniła samą siebie,
                        o czym już się przekonała, bądź niezadługo się przekona.

                        > PS Moralnosc moralnoscia, ale wielu z nas sobie odmawia kilku >rzeczy w zyciu,
                        mianowicie sypiania ze studentami, bo rozumiemy, ze >jest to sytuacja z cyklu
                        lose/lose/lose (trzecim tracacym jest >Pani, ktorej sluzymy, i. e. nauka). I,
                        doprawdy, to co napisales, >stanowi zaiste niespodziewana w tym kontekscie
                        argumentacje.

                        Nie jestem co prawda Rasputinem, który twierdził że tylko osobiste doświadczenie
                        grzechu umożliwia jego późniejsze zwalczenie... ;-) no ale szczypta realnych,
                        jakoś tam paralelnych, doświadczeń wpływa wg mnie na rzetelność mojej oceny.
                        Zaprezentowałem się w końcu jako praktyk;-) A co do unikania sypiania ze
                        studentkami... powiem tylko tyle, że jak już na tym forum pisałem, nigdy
                        przenigdy nie spałem z żadną studentką którą osobiście nauczałem. Bywało zatem,
                        że musiałem powstrzymać swe chucie przez cały rok akademicki, a przyznasz, że
                        jest to chyba jakaś ofiara, czyż nie?! ;-)
                        • zielka Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 18.11.09, 09:06
                          bumcykcyk2 napisał:

                          > [...] Ale jako homo sapiens, do tego przeżyty męski homo sapiens,
                          mam prawo do ich
                          > wydawania.

                          Aaah, chodzilo Ci o prawo, no to oczywiscie, masz prawo, jasne. Masz
                          prawo do wypowiadania wiekszosci w zasadzie rzeczy. Tyle, ze
                          kryterium, ktore sugerowalam to nie legalnosc, ale relewantnosc
                          sadow.

                          > Milczenie na ten temat uważam za promocję życiowej postawy Pani
                          > Brooke.
                          >

                          To jest juz lepszy argument, ale chyba nie do konca trafny; w
                          niniejszym na przyklad watku nikt nie gratulowal pisarce. Jest cale
                          mnostwo roznych postaw moralnych, ktore mieszcza sie miedzy
                          potepieniem i promowaniem zachowan.

                          > ale co jest pierwotne? Działanie?

                          No na to wyglada, tak. Dzialanie. Ktos pobije niewinne dziecko
                          – pierwsza reakcja bedzie odizolowanie go od spolecznosci, ochrona
                          innych (naszych) dzieci, dopiero potem sobie mozemy wypowiadac rozne
                          oceny moralne, na przyklad "ten facet to prawdziwy k...s".

                          (Co do Chlebowskiego, etc, to nie rozumiem przykladu? odizolowalismy
                          ich od wladzy, bo nie chcemy takich ludzi, bo ich zachowania sa
                          podejrzane, trudno je czasem nazwac. Wyszli poza to, co rozumiemy
                          jako uczciwe funkcjonowanie panstwa. Oczywiscie, ze gdzies tu
                          mozesz, niczym cerise sur le gateau, wlozyc sad moralny, ale
                          ewidentnie dzialania sa tu pierwotne)

                          Co do studentki, to nie do konca rozumiem te historie, ale moze
                          lepiej, gdybysmy tego tutaj nie rozdrapywali.
                          • bumcykcyk2 Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 18.11.09, 23:37
                            1. Relewantność sądów wynika albo z przeprowadzonych badań które je
                            potwierdzają (wersja lepsza), albo z mniemanologii stosowanej
                            (wersja gorsza). Ponieważ nie mam możliwości przeprowadzenia badań
                            na Pani Brooke, ani na jej społecznym otoczeniu, muszę oprzeć się na
                            własnym doświadczeniu życiowym, jako punkcie wyjściowym swego
                            komentarza. Tobie chodzi jednak nie o to, na czym ja się opieram,
                            tylko o to, żeby w ogóle nie wydawać jakichkolwiek sądów
                            wartościujących (oceniających) na temat tej Pani.
                            A to mi się
                            akurat b. nie podoba i nie będę powtarzał dlaczego.

                            > Jest cale mnostwo roznych postaw moralnych, ktore mieszcza sie
                            > miedzy potepieniem i promowaniem zachowan.

                            To zależy o jakich zachowaniach mówimy. Jeśli chodzi np. o zjawisko
                            aborcji to ja nie widzę za bardzo przestrzeni pomiędzy potępieniem a
                            promowaniem. Tu trzeba się jasno określić i wie o tym każdy polityk.
                            Droga życiowa Pani Brooke wg mnie także wymaga ocen jednoznacznych,
                            a nie przemilczeń lub opowiadania mętnych dyrdymałów.

                            > (Co do Chlebowskiego, etc, to nie rozumiem przykladu?
                            > odizolowalismy ich od wladzy, bo nie chcemy takich ludzi, bo ich
                            > zachowania sa podejrzane, trudno je czasem nazwac. Wyszli poza to,
                            > co rozumiemy jako uczciwe funkcjonowanie panstwa.

                            No to jest właśnie działanie na podstawie imperatywu norm moralnych.
                            Więc dlaczego nie rozumiesz przykładu? Jeszcze raz. Chodziło mi o
                            to, że owi Panowie w zasadzie nic złego nie zrobili (nie złamali
                            norm obowiązującego prawa), a uznano, że trzeba ich wywalić, bo to
                            co popełnili ma złe konotacje moralne.

                            Oczywiscie, ze gdzies tu
                            > mozesz, niczym cerise sur le gateau, wlozyc sad moralny, ale
                            > ewidentnie dzialania sa tu pierwotne

                            Jakie działania? Sam zamysł? Luźne rozmowy telefoniczne i spotkanie
                            na cmentarzu z którego nic nie wynikło? No przestań, na tej
                            podstawie to "strach się bać" być politykiem.

                            > Co do studentki, to nie do konca rozumiem te historie, ale moze
                            > lepiej, gdybysmy tego tutaj nie rozdrapywali.

                            ok
                            • zielka Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 18.11.09, 23:58
                              Juz nie wchodzac w szczegoly, akurat problem aborcji, moj boze,
                              jesli nie widzisz przestrzeni miedzy potepieniem a promowaniem, to
                              jest to dosc niesamowite. Powiedzialabym, ze nawet moja katolicka
                              mama widzi tam jakas przestrzen.
                              Nie wiem, czy politycy zgazdaja sie z Toba w 100%, zobacz na
                              przyklad takiego Baracka Obame, ktory ani nie promuje, ani nie
                              potepia, ale szuka wlasnie przestrzeni pomiedzy.
                              Ale to co piszesz jest swietne, z punktu widzenia badacza
                              moralnosci, naprawde. Bardzo interesujace. Mam jednak nadzieje, ze
                              nie znamy sie w realu.
                            • dala.tata Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 19.11.09, 00:04
                              najbardziej mi sie podobaja jednosznaczne oceny. rozumiem, ze bumcycyk jako
                              osoba krysztalow czysta i bielsza od bieli bedzie te jednoznaczne oceny wydawala
                              i dyrdymalom odpor dawala.

                              tak trzymaj bumcykcyku, tacy jak ty byli najpierw czekistami i ubekami! czystsi
                              od lez!
                    • ford.ka Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 13:59
                      No i spadłem z krzesła...
                      Rzeczywiście, trzyletni romans ze studentką to podstawa która
                      absolutnie pozwala na wydawanie uzasadnionych sądów moralnych o
                      innych.
                    • charioteer1 Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 14:12
                      Nie zaproponowales jej, ze zostanie profesorowa, nawet na doktorantke jej nie
                      chciales... i dziwisz sie, ze sobie poszla? Nie rozumiem.
                    • taktyl Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 15:04
                      gorzkie dowiadczenie romansu i wykorzystania moze byc pewnym wytlumaczeniem tych
                      cierpkich slow, ale twierdzenie, ze kultura opiera sie na potrzebie oceny
                      morlanej bliznich jest jednak nieco karkolomne

                      co do samej prostytuujacej sie doktorantki: moja znajoma (doktorantka chemii)
                      zarabiala sprzedajac mrozone pierogi w supermarkecie, na Doktorantach w jednym z
                      watkow uczestnicy zwierzaja sie ze zarabiaja sprzataniem biur - nie porownuje
                      pracy w supermarkecie do prostytucji, jednak nieco obezwladniajaca wydaje mi
                      sie zawodowa nieporadnosc tych osob, nieumiejetnosc zafunkcjonowania na rynku
                      pracy w jakiejs bardziej kompatybilnej z wyksztalceniem (i zapewne aspiracjami)
                      roli; i prawde mowiac nie bardzo umiem sobie to wytlumaczyc
                      • eeela Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 16:29
                        jednak nieco obezwladniajaca wydaje mi
                        > sie zawodowa nieporadnosc tych osob, nieumiejetnosc zafunkcjonowania na rynku
                        > pracy w jakiejs bardziej kompatybilnej z wyksztalceniem (i zapewne aspiracjami)
                        > roli; i prawde mowiac nie bardzo umiem sobie to wytlumaczyc


                        Ależ wytłumaczenie jest bardzo proste. Pracy bardziej kompatybilnej z ich
                        wykształceniem może nie być. Tak po prostu i najzwyczajniej w świecie - nie być.
                        • taktyl Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 16:56
                          moze faktycznie wypowiadam sie z pozycji osoby sytej (majacej prace), ale bedac
                          chemikiem wolalabym dawac korki, pracowac w biurze, byc sekretarka niz wykladac
                          towar na polki w markecie; ja juz nawet nie mowie o pracy zgodnej z
                          wyksztalceniem (bo takie szczescie to nieliczni maja, a i sama do nich nie
                          naleze), ale prowadzenie zajec rano, a sprzatanie biur wieczorem byloby (dla
                          mnie) sytuacja nazbyt schizofreniczna i rujnujaca - tak mi sie przynajmniej wydaje
                          • bumcykcyk2 Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 17:40
                            Wśród osób zajmujących się nauką występuje czasem towarzyszące zjawisko
                            bezradności życiowej, no, ale sorry, nie dotyczy to wszak Pani Brooke. Ileż
                            trzeba mieć w sobie twardych cech wilczego kapitalizmu, aby zdecydować się na
                            jej drogę życiową? Śmiem twierdzić, że z takim wyposażeniem osobowościowym
                            odniosła by sukces w KAŻDEJ dziedzinie.
                            • taktyl Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 18:20
                              Zgadzam sie, ze do takiej profesji twardym trzeba byc czlowiekim. A moze kobieta
                              widzac, ze w wybranej przez nia dziedzinie nie ma zbyt wielkich mozliwosci
                              postanowila wkroczyc na niwe nauk spolecznych mocnym uderzeniem - analiza
                              prostytucji metoda obserwacji uczestniczacej?

                              Tak czy inaczej mniej mnie to rusza niz np. szmacenie sie mojego kolegi w
                              TVN-ie, gdzie w ramach obowiazkow zawodowych ma manipulacyjne doprowadzanie
                              staruszek, matek i w ogole poszkodowanych losem osob do lez na antenie.
                          • megaborsuk2000 Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 18:24
                            > ale bedac
                            > chemikiem wolalabym dawac korki, pracowac w biurze, byc sekretarka niz wykladac
                            > towar na polki w markecie

                            Na Boga, wykładać towar w sklepie, toż to faktycznie niewiarygodnie obrzydliwe!
                            Pan hrabia, jak mniemam?
                            • megaborsuk2000 Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 18:29
                              > Pan hrabia, jak mniemam?

                              O pardon, mademoiselle!
                              • taktyl Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 18:51
                                :) a tak na marginesie - byl kiedys takie piekny teatr TV o podupadlej finansowo
                                arystokratycznie rodzinie, ktorej dewiza bylo "Predzej umrzec niz pracowac" w
                                ktorej wszyscy czlonkowie familii starali sie zdobyc fundusze nie plamiac sie
                                praca. Senior rodu wyspecjalizowal sie na przyklad w wyciaganiu datkow z
                                koscielnych skarbonek przy pomocy polizanego karmelka na sznurku :)

                                Dziewczeciem bedac roznosilam ulotki, sprzatalam dom pewnej zamoznej rodziny i
                                pracowalam w osiedlowej wypozyczalni kaset video (traumatyczne doswiadczenie).
                                Dzis do takiej pracy zmusilaby mnie chyba tylko skrajna nedza. Mozesz mowic, ze
                                to elitaryzm albo wybujale poczucie wlasnej wartosci. Ja nie sadze, ze taka
                                praca uwlacza godnosci ludzkiej, jednak dla mnie bylaby porazka z ktora bardzo
                                cieko byloby sie pogodzic i mialabym po niej zapewne problemy z samoakceptacja.
                                • eeela Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 19:00
                                  jednak dla mnie bylaby porazka z ktora bardzo
                                  > cieko byloby sie pogodzic i mialabym po niej zapewne problemy z samoakceptacja.
                                  >

                                  Nawet jeśli byłby to wynik zewnętrznych, niezależnych od ciebie okoliczności?

                                  Jak ci powódź dom zaleje, to też będziesz miała problemy z samoakceptacją, bo
                                  będziesz musiała przekimać dwa tygodnie w przytułku? Jak cię - tfu tfu, odpukać
                                  - rak zaatakuje, to też będziesz miała problemy z samoakceptacją, bo łysa
                                  będziesz musiała przez jakiś czas chodzić? Mnie się tam wydaje, że ty się przede
                                  wszystkim powinnas zastanowić nad źródłami swojej samoakceptacji, bo te, które
                                  masz, mogą się okazać bardzo zawodne.
                                  • zielka Re: samoakceptacja 17.11.09, 19:39
                                    Eeelu, no ale wlasnie na tym polega urok zrodel samoakceptacji (o ile
                                    ten termin jest tutaj zasadny), ze sa zawodne! Bo gdyby tak nie bylo,
                                    godzilibysmy sie na wszystko, nie? A tak, to sa rzeczy, ktore daja nam
                                    energie, zeby cos robic. Chociazby to, ze nie akceptujemy siebie w
                                    danym momencie zycia, i robimy wszystko, zeby zaistnialy stan rzeczy
                                    zmienic. (przyklad z rakiem nie jest najszczesliwszy w kontekcie
                                    rozmowy o wyborze drogi zyciowej, obawiam sie)
                                    • eeela Re: samoakceptacja 17.11.09, 22:17
                                      Nie ma na tym świecie rzeczy niezawodnych. Ale są zawodne mniej i zawodne
                                      bardziej. A poza tym są też rzeczy sensowne i te, które nie mają sensu. Te
                                      drugie ty mi usiłujesz wcisnąć, a ja miłosiernie próbuję cię od nich zbawić.
                                      Samoakceptacja to po prostu nic innego jak zdrowa ilość elementarnego szacunku
                                      do samego siebie i wiary w siebie. Zadowolenie z własnych osiągnięc zaledwie ma
                                      ją podbudowywać, a nie się na niej bazować. Jeśli jest inaczej, to, wybacz, nie
                                      do końca rozumiem system twoich wartości - matkę, kolegę, przyjaciela,
                                      nauczyciela też przestaniesz szanować i akceptować, gdy zdarzy im się w obliczu
                                      życiowej konieczności przekładać towary na półkach w tesco?
                                      • zielka Re: samoakceptacja 17.11.09, 23:15
                                        Eeelu, widzialas, ze ja nic nie mowie o tesco, nie? Ja mowilam
                                        ogolnie na temat tego, ze nie ma co forumowiczki Taktyl pouczac na
                                        temat tego, na czym opiera swoja samoakceptacje. Swoja droga, wsrod
                                        ludzi ktorzy robili w zyciu swietne rzeczy, wielu jest takich,
                                        ktorzy owej "samoakceptacji" nie mieli prawie wcale, i co, no wydaje
                                        mi sie nie na miejscu mowienie komukolwiek, ze ma problem z
                                        samoakceptacja.

                                        I Taktyl mowila o stosunku do samego siebie, nie do blizniego. Ona
                                        nie zastanawiala sie nad tym, co powiedza inni na temat pracujacego
                                        w tesco doktoranta, ale o tym, jak ten doktorant sam sobie radzi z
                                        tego rodzaju praca. Mysle, ze niestety pytanie to jest dosc zasadne,
                                        no, ale czasem wobec braku innych mozliwosci lepiej moze po prostu
                                        go sobie nie zadawac.
                                        • eeela Re: samoakceptacja 18.11.09, 00:01
                                          Zielko, ja nie piszę, że samoakceptacja jest niezbędna do istnienia i osiągania
                                          szczytów. Ja tylko piszę, że nie widzę powodów, dla których miałaby ona
                                          podupadać z powodu czysto zewnętrznych okoliczności, na które osobiście nie mamy
                                          jakiegokolwiek wpływu.
                                          • eeela Re: samoakceptacja 18.11.09, 00:14
                                            A tak w ogóle to przepraszam, bo istotnie myślałam, że to Taktyl pisał wyżej, a
                                            nie ty. Mojego zdania to nie zmienia, ale przez pokręcenie osób przypisałam ci
                                            słowa, których nie pisałaś :-)
                                      • taktyl Re: samoakceptacja 17.11.09, 23:45
                                        :) jestem gleboko przekonana, ze nie potrzeba mi zadnego zbawiania (nawet
                                        milosiernego).
                                        Nie rozumiem tez czemu usilujesz mnie przekonac, ze niezawodnie doskonale
                                        odnalazlabym sie w roli np. smieciarza. Nie mam nic do smieciarzy - nie gardze
                                        nimi, wrecz przeciwnie doceniam ich prace - jednak dla mnie praca ta bylaby co
                                        najmniej zrodlem glebokiej frustracji. Pracuje w wielonarodowej korporacji - ta
                                        praca mnie gleboko nie satysfakcjonuje i negatywnie wplywa na samoocene - i nie
                                        uwazam moich kolegow z pracy za osoby posledniejsze. Ja mam po prostu inne
                                        aspiracje i innaczej widze swoja droge zawodowa, formy aktywnosci.
                                        I daruj mi prosze tego raka i przytulek - w kraju ogarnietym wojna i z dziecmi
                                        placzacymi z glodu podjelabym sie pewnie nawet karmienia wszy (kto ogladal
                                        Trzecia czesc nocy, ten wie). Wydaje mi sie, ze (jak mowia antropolodzy) to
                                        wszystko kwestia kontekstu. Bezdomnosci doswiadczam regularnie przynajmniej raz
                                        w roku - backpackersko spiac po lasach i w jakis norowatych hostelach z
                                        robalami, i nie dosc ze mnie to nie frustruje to nawet nie rusza. Ale co innego
                                        tulac sie i spac byle gdzie w Ameryce Poludniowej bo taki ma sie pomysl na
                                        wakacje, a inaczej byc zmuszonym do tego nie majac domu.
                                        To tyle w temacie
                                        • eeela Re: samoakceptacja 17.11.09, 23:59

                                          > :) jestem gleboko przekonana, ze nie potrzeba mi zadnego zbawiania (nawet
                                          > milosiernego).

                                          Ale kurs z odczytywania autoironii by ci się przydał ;-P

                                          > Nie rozumiem tez czemu usilujesz mnie przekonac, ze niezawodnie doskonale
                                          > odnalazlabym sie w roli np. smieciarza.

                                          Niczego takiego nie usiłuję ci wmawiać. Usiłowałam ci wytłumaczyć to, co sama
                                          przyznałaś pod koniec swojego ostatniego postu - podczas wojny mogłabys i wszy
                                          karmić. A jak nie ma co innego robić, żeby wyżyć, to trzeba przekładać towary na
                                          półkach. Proste. Niefajne, ale proste. Lepiej więc w takich sytuacjach nie
                                          zastanawiac się nad swoją frustracją i niespełnieniem, popadać w otchłanie
                                          rozpaczy i mieć kłopoty z samoakceptacją, tylko robić co trzeba i szukać innych
                                          możliwości. Gdyby to była kwestia braku odpowiednich starań, lenistwa,
                                          nieporadności, braku umiejętności - wtedy rozumiem, można mieć z samym sobą
                                          problemy. Ale ja od początku mówiłam o sytuacji, w której innej pracy po prostu
                                          nie ma - a uwierz mi, takie sytuacje bywają, zwłaszcza w dobach kryzysu - i jest
                                          to czynnik całkowicie od ciebie niezależny. Moim zdaniem to się równa obwinianiu
                                          siebie samego za to, że powódź zalała ci dom albo że masz łysą głowę, bo
                                          zaatakował cię rak.
                              • megaborsuk2000 Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 20:46
                                Apropo perfumerii i mademoiselle - uwaga, będzie anegdotka. Jak byłem mały, to
                                byłem przekonany, że się mówi "marmuazel" - tak z francuska, "mahmuazel". No i
                                śmieszne, śmieszne, ale teraz wrzuciłem to "marmuazel" w google i oczywiście
                                trochę rzeczy wyskoczyło. A zwłaszcza cytat z jakiegoś bloga:

                                "Od Zuzy dostałam kolczyki i breloczek NICI, a od Piotra cudownie pachnące
                                perfumy Coco Marmuazel (nie wiem, jak to się pisze)no i dostałam wreszcie
                                wymarzony tusz loreala za 50 zl:) od rodziców i sexowną bieliznę( ciekawe skąd
                                mama wiedziała, że mi się przyda) mogłabym jeszcze dużo napisać, ale po co".

                                I to jest nawet trochę w temacie, bo z treści bloga wynika, że autorka jest
                                studentką (kerunku humanistycznego).
                          • alba.alba Przeraża mnie twoja ograniczona wyobraźnia 22.11.09, 15:11
                            taktyl napisała:

                            > moze faktycznie wypowiadam sie z pozycji osoby sytej (majacej prace), ale bedac
                            > chemikiem wolalabym dawac korki, pracowac w biurze, byc sekretarka niz wykladac
                            > towar na polki w markecie; ja juz nawet nie mowie o pracy zgodnej z
                            > wyksztalceniem (bo takie szczescie to nieliczni maja, a i sama do nich nie
                            > naleze), ale prowadzenie zajec rano, a sprzatanie biur wieczorem byloby (dla
                            > mnie) sytuacja nazbyt schizofreniczna i rujnujaca - tak mi sie przynajmniej wyd
                            > aje

                            Przecież praca w biurze wymaga dyspozycyjności w godzinach od 8 do 16 (czasami nawet dłużej). A doktorant w tym czasie prowadzi zajecia ze studentami lub robi badania w laboratorium. Zostają mu tylko godziny późnowieczorne. Stąd zostają mu tylko mało ambitne źródła zarobkowania, jak wykładanie towaru w markecie czy sprzątanie biur. Powtarzam: twoja ograniczona wyboraźnia mnie przeraża, że się tego nie domyśliłaś.
                    • megaborsuk2000 Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 17.11.09, 18:22
                      > Jak Pan Jacek Dębski wyszedł na znajomości z Panią Inką?

                      Jak? Skąd wiesz?
                      • bumcykcyk2 Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 18.11.09, 23:21
                        megaborsuk2000 napisał:

                        > > Jak Pan Jacek Dębski wyszedł na znajomości z Panią Inką?
                        >
                        > Jak? Skąd wiesz?

                        Z tego co wiem Pan Jacek Dębski nadal nie żyje. ;-) Jako nieboszczyk
                        wyszedł chyba nie najlepiej

                        • megaborsuk2000 Re: nie nazywajmy szamba perfumerią 19.11.09, 00:44
                          bumcykcyk2 napisał:

                          > megaborsuk2000 napisał:
                          >
                          > > > Jak Pan Jacek Dębski wyszedł na znajomości z Panią Inką?
                          > >
                          > > Jak? Skąd wiesz?
                          >
                          > Z tego co wiem Pan Jacek Dębski nadal nie żyje. ;-) Jako nieboszczyk
                          > wyszedł chyba nie najlepiej
                          >

                          Tak tak, chyba ze zmęczenia źle przeczytałem Twój post i bzdurnie go
                          zacytowałem, pełna kompromitacja:) Faktycznie, Jacek Dębski nie wyszedł na tym
                          najlepiej - i podejrzewam, że możesz o tym wiedzieć np. z gazet:D
                    • alba.alba Jesteś pełen sprzeczności moralnych 22.11.09, 15:24
                      Wiesz co bumcykcyk2, jesteś pełen moralnych sprzeczności. Raz że sypiasz z tymi studentkami, którymi pogardzasz (bo cytując "ściągają majtki"), dwa że sam korzystając drugiemu bronisz (przypomnę twój oryginalny wątek forum.gazeta.pl/forum/w,87574,96013119,96013119,Coraz_latwiej_umowic_sie_ze_studentka_.html
                      w którym wyśmiewasz się z kolegi który robi to samo co ty kiedyś,
                      trzy że żałujesz że twój romans się skończył po 3 latach (bo skoro nazywasz to romansem, to pewnie byłeś wówczas żonaty). Może ta studentka chciała zakończyć ten zdradziecki trójkąt. Koniec romansu to przecież korzyść dla twojego małżeństwa, twojej żony - lepiej późno niż wcale.
            • flamengista no widzisz, tu się różnimy 19.11.09, 12:27
              bo ja nie mam do prostytucji stosunku obojętnego. To degradacja etyczna i
              społeczna osoby, która prostytucją się para.

              I płeć prostytującego nie ma tu znaczenia.

              Nie musisz tego brać do siebie, ja absolutnie cię nie potępiam. Po prostu mamy
              diametralnie różne zdanie w tej kwestii i tyle.
              • dala.tata Re: no widzisz, tu się różnimy 19.11.09, 12:34
                a nawet jesli tak jest, to eytczna i spoelczena degradacja, to to daje prawo do
                potepienia prostytutki?

                wiele lat temu czytalem o kobiecie, ktorej dziecko bylo chore. szansa byl wyjazd
                na zachod i operacja tamze. koszty byly przerazajace, polskie instytucje
                odmowily pomocy. kobieta zostala droga prostytutka. w ciagu roku zarobila na
                operacje dla dziecka ratujac mu zycie.

                bardzo prosze mi wyjasnic, na czym polega moralna i spoleczna degradacja tej
                kobiety.
                • alba.alba Re: no widzisz, tu się różnimy 22.11.09, 15:47
                  dala.tata napisał:

                  > wiele lat temu czytalem o kobiecie, ktorej dziecko bylo chore. szansa byl wyjaz
                  > d
                  > na zachod i operacja tamze. koszty byly przerazajace, polskie instytucje
                  > odmowily pomocy. kobieta zostala droga prostytutka. w ciagu roku zarobila na
                  > operacje dla dziecka ratujac mu zycie.

                  Ja to nazwę stanem wyższej konieczności. Przeraża mnie tylko, że seks jest jednym z najdroższych i najlepiej sprzedających towarów na świecie.
                  • loleklolek_pl Re: no widzisz, tu się różnimy 22.11.09, 21:00
                    Eee... mnie to nie przeraża. Zresztą wątpię nawet w to, że seks jednym z
                    najdroższych towarów - zbyt dostępny przy podaży mniej więcej równej popytowi ;-).

                    Natomiast, skoro już wątek toczy się w ramach ocen moralnych, to pozwolę sobie
                    dodać, że zachowania opisywanej w artykule Pani są niczym w porównaniu z
                    zachowaniami większości moralizatorów, którzy w imię bliżej nieokreslonej
                    wartości oraz w ramach podsycania własnych uprzedzeń są skłonni już na starcie
                    zniszczyć życie/podlożyć świnię drugiej nieznanej sobie osobie, która tak
                    właściwie nic im złego nie zrobiła.

                    Oj masę znam takich osób - w dużej cześci profesorow, którzy osiągnęli najwyższy
                    stopień nirvany i myślą, że są bogami. W wyniku czego w imię "moralności"
                    brutalnie znęcają się nad innymi.

                    Mnie w całej tej dyskusji najbardziej przeraził wątek, w którym ktoś poddawał w
                    watpliwość szanse na rozwój kariery naukowej opisywanej osoby. Przecież jedno
                    nie powinno mieć nic wspólnego z drugim. Przynajmniej dla mnie nie ma. Jak robię
                    w zespole badania, to mam średnio w czterech literach fakt, czy ktoś po
                    godzinach bawi się np. w zdradzanie życiowego partnera.

                    A moralność nie istnieje :-)
              • alba.alba A kim byli klienci tej pani? 22.11.09, 15:38
                flamengista napisał:

                > bo ja nie mam do prostytucji stosunku obojętnego. To degradacja etyczna i
                > społeczna osoby, która prostytucją się para.

                Dlaczego oceniasz tylko osobę, która się para prostytucją? A klientów prostytutki już nie? Do tego "tanga" trzeba dwojga. Dlaczego w tej dyskusji nie ma słowa o potępieniu klientów? Mogłoby być ciekawie, gdyby się okazało, że wielu z nich to doktorzy, profesorowie itd. Takim samym potępieniem powinniśmy ich obdarzyć.
    • dala.tata Re: Doktorant sobie poradzi... 18.11.09, 00:10
      ale ciekawa dyskusja.
      wczoraj czy przedwczraj, w BBC Radio 2, w lunch time, jeremy vine (dziennikarz
      polityczny celebryta) mial phone-in na ten temat. i mu nie wyszlo, bo nikt nie
      zadzwonil, zeby potepic te kobiete. wszyscy mowili: no i OK. zrobila co zrobila.

      nikt jej nie potepil! szok nie?
      • matdokt Re: Doktorant sobie poradzi... 18.11.09, 01:09
        Nikt nie potępił, bo nie ma co potępiać ani się zachwycać. Ja znam doktoranta z
        Niemiec, który pisze doktorat już 7 albo i 8 rok, choć wiedział, ze ma
        finansowanie tylko na max 5 lat, i teraz dorabia w Macdonaldzie (oprócz
        płaconych godzin dydaktycznych). Bohaterka artykułu wybrała inną drogę. Można
        się zastanawiać czy dobrze zrobiła. Skorzystała z możliwości i już, a nawet
        więcej: wykorzystała finansowe możliwości swojej sytuacji maksymalnie jak się
        da. To był jej wybór. Gdyby np. ona mieszkała w Szwecji, to raczej na taki
        zarobek nie mogła by liczyć. Czytając jej blog widzę, że jest b. inteligentna (i
        używa słów jakich ja nie znam). Przypuszczam, ze ona teraz szuka akceptacji
        społecznej swojego wyboru, bo w tłumaczenia, ze się ujawniła, bo nie mogła na
        jakieś spotkanie autorów książek pójść nie uwierzę.
        • dala.tata Re: Doktorant sobie poradzi... 18.11.09, 01:17
          no jak uzywa slow, jakich nie znasz, to musi byc niezwykle inteligentna.

          a co do tego, ze nie czego potepiac, zachecam do przeczytania dyskusji ponizej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka