Dodaj do ulubionych

głupie pytania odc. 2

28.09.10, 02:26
Bo tamten watek jest już za długi (kto by pomyślał, że wszyscy się tak rzucą na głupie pytania).

Dlaczego w mediach zawsze mówią przy ciepłej zimie, że wirusy przy takiej pogodzie się szybciej rozmnażają i będzie więcej chorób? Jeśli ciepła temperatura sprzyja wirusom, to dlaczego mniej chorujemy latem?
Obserwuj wątek
    • yellow_tiger Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 08:37
      To co napisze jest tylko spekulacją.
      Wiosną i jesienią nasz organizm jest szczególnie podatny na choroby, wynika to z grubsza a tego, że aura się zmienia cały czas i my nie za bardzo potrafimy się do niej dostosować. Zakładasz czapkę rano jak idziesz do roboty bo jest +4 ale w połowie drogi robi się +15 wiec się pocisz i czapkę zdejmujesz a tu sru nagle zrywa się wiatr i drastycznie schładza organizm. I tak przez 1/2 roku na okrętkę. Powoduje to pewne osłabienie organizmu a ono z kolei powoduje podatność na infekcje. Wiec gdy jest ciepła zima i wirusy/bakterie nie zostały przetrzebione to jest ich po prostu więcej wiec i jest większa szansa na zachorowanie. W czasie lata i zimy warunki są z grubsza takie same wiec i my (organizm) możemy się do nich stosunkowo łatwo dostosować wiec i chorujemy mniej.
      • eeela Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 12:48
        Czyli nie wirusy się bardziej mnożą, a raczej nie giną? Tylko my je łatwiej łapiemy? To brzmi całkiem logicznie.
        • yellow_tiger Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 13:11
          Wirus aby się rozmnożyć potrzebuje organizmu który zainfekował. W stanie wolnym w sprzyjających okolicznościach przyrody to on może co najwyżej przetrwać. Jak jest -20C to cześć z nich szlag trafi a cześć się uchowa (generalnie to odporne łobuzy są), a jak jest +5C to pewnie znacznie więcej się uchowa (no i jeszcze kogoś zainfekują, bo takie +5 w zimie to jest prawie to samo co jesień/wiosna). Czyli jest tak jak mówisz.

          Tylko my je łatwiej łapiemy?
          Ano.

          To brzmi całkiem logicznie.
          Też mi się tak wydaje:)
          • eeela Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 13:52

            > Wirus aby się rozmnożyć potrzebuje organizmu który zainfekował.

            No tak, ja to przecież wiedziałam, głupia ja. Ale w takim razie wynika z tego, że jesteśmy odporniejsi podczas silnych mrozów! (?)
            • yellow_tiger Re: głupie pytania odc. 2 29.09.10, 08:56
              Ale w takim razie wynika z tego, że jesteśmy odporniejsi podczas silnych mrozów!
              Do pewnego stopnia tak ale bez przesady. To nie jest równanie z jedną czy dwoma zmiennymi a z tysiącami. Gdy masz takie powiedzmy -30C to sprawa się nieco komplikuje bo o ile w normalnych warunkach na podtrzymanie temperatury ciała idzie powiedzmy X energii to w takich -30 idzie na to pewnie znacznie więcej (o czym wszyscy wiemy, bo gdy temp. jest ok 30C i wyżej to się nie chce jeść, po prostu nie potrzeba tyle pary aby podtrzymać nasze 37C). Co implikuje, że musimy więcej jeść a jak nie jemy to organizm zaczyna kombinować jak podtrzymać temperaturę, np obniżając zdolność obronną organizmu. Nie za bardzo na czym innym jest oszczędzać, bo mózg swoje i tak weźmie, serce bić musi i reszta organów też jakoś musi funkcjonować, pewnie najpierw spalimy tłuszcz potem mięśnie a potem idzie oszczędzanie na czym się da. No i wpadamy w szambo bo wystarczy jakaś minimalna infekcja z którą w normalnych warunkach nasz organizm by sobie bez problemów poradził i kończymy marnie.
        • sendivigius Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 13:41
          eeela napisała:

          > Czyli nie wirusy się bardziej mnożą, a raczej nie giną? Tylko my je łatwiej łap
          > iemy? To brzmi całkiem logicznie.
          >


          Tez mi sie tak wydaje. W USA nad Zatoka Meksykanska nigdy nie ma zimy. Na polu jest bardzo goraco i duszno (aby nie powiedziec porno) ale wszedzie wewnatrz jest bardzo zimna klima. Ludzie sie wlasnie przeziebiaja w lecie a nie w zimie ktora przypomina raczej polski pazdziernik.
          • pfg Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 13:51
            sendivigius napisał:

            > Na polu
            > jest bardzo goraco i duszno

            sendi, ty z Krakowa jesteś? Albo przynajmniej z Galicji?
            • sendivigius Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 15:24
              pfg napisał:

              > sendi, ty z Krakowa jesteś?

              w 1/2, jestemze mix
              • eeela Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 15:32
                A na rower mówisz koło? :-)

                Bardzo lubię ten południowy język. Mam tam sporo rodziny, więc miałam w życiu dużo okazji, żeby się nasłuchać. Podoba mi się jego melodyka, zawsze po paru dniach pobytu ją podłapywałam :-)
                • sendivigius Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 15:46
                  eeela napisała:

                  > A na rower mówisz koło? :-)

                  Nie tylko. Potrafie tez poznac kto jest z Nowej Huty.
    • mysterious1988 Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 11:07
      Polecam ksiazke pt. Latwe odpowiedzi na trudne pytania.
      Mozna ja bylo kupic kiedys w Klubie dla Ciebie, obecnie jest niedostepna, ale moze gdzie indziej mozna ja znalezc.

      www.kdc.pl/latwe-odpowiedzi-na-trudne-pytania_p1183649.html

      Dzieki tej ksiazce dowiedzialem sie m.in. dlaczego niebo jest blekitne (skoro kosmos jest czarny) czy dlaczego wskazowki zegara chodza w prawa strone, a nie w lewa ;-)
      • eeela Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 12:47
        Mnie jest trochę trudno polować na książki w Polsce, niestety. A na wykorzystywanie rodziny są jednak jakieś limity, które i tak mocno naprężam ;-)

        Zresztą najczęściej sobie po prostu guglam i czytam, co wyguglam - ale czasami przychodzą mi do głowy takie pytania, na które odpowiedź trudno wyguglać, albo potrzebuję przystępniejszego wyjaśnienia.
      • pfg Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 13:06
        mysterious1988 napisał:


        > dlaczego wskazowki zegara chodza w prawa strone, a nie w
        > lewa ;-)

        Wskazówki zegara nie chodzą ani w prawą, ani w lewą stronę i to jest fakt matematyczny (nie żartuję, chodzi o odróżnienie wektorów od pseudowektorów czy też orientacji w przestrzeni od tak zwanej wewnętrznej orientacji płaszczyzny). No bo jak, duża wskazówka od 12 do 6 w prawo, od 6 do 12 w lewo?! A teraz wyobraź sobie przezroczystą tarczę zegara i popatrz się na nią od tyłu. Zegar idzie w tę samą stronę, ale ty będziesz widzieć teraz od 12 do 6 w lewo, od 6 do 12 w prawo. Nonsens.

        Wskazówki zegara, nawiasem mówiąc, poruszają się w tę samą stronę, co Słońce na niebie półkuli północnej, gdyż to zjawisko astronomiczne posłużyło do skonstruowania zegarów słonecznych.
        • mysterious1988 Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 13:22
          uzywajac Twojego toku rozumowania moglibysmy podwazyc rowniez co to znaczy 'lewo' oraz 'prawo'. Sa to terminy umowne - w sumie podobnie jak czas. Z punktu filozoficznego jak i czysto fizycznego jest on trudny do zdefiniowania.

          A co do drugiej czesci twojej odpowiedzi, masz racje :)
          • pfg Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 13:40
            mysterious1988 napisał:

            > uzywajac Twojego toku rozumowania moglibysmy podwazyc rowniez co to
            > znaczy 'lewo' oraz 'prawo'.

            Nie. Rozróżnienie orientacji w przestrzeni od wewnętrznej orientacji płaszczyzny jest ścisłe, ale wymaga odrobiny matematyki.
            • whiteskies Re: głupie pytania odc. 2 22.10.10, 21:51
              Hehe,
              dodam swoje 3 grosze popierając PFG. Uczysz się w w szkole, ze powietrze w niżach na półkuli północnej obraca się przeciwnie do ruchu wskazówek zegara a na południowej zgodnie... Zrób takie doświadczenie myślowe: wyobraź sobie ze Ziemia jest przeźroczysta i popatrz na nią od strony bieguna północnego.. Co zobaczysz? Że i na jednej i na drugiej półkuli obracają się w tę sama stronę. Stąd definicja: cyrkulacja cykloniczna to cyrkulacja zgodna z kierunkiem obrotu Ziemi i (en.wikipedia.org/wiki/Cyclone).
              Smutne jest to, ze definicja ta została zapomniana do tego stopnia ze nasze dzieci uczą na lekcjach geografii o obrocie przeciwnym/zgodnym z ruchem wskazówek zegara zapominając o podstawach... Co gorsza, nawet meteorologów/klimatologów tak uczą na uniwersytetach ( w Polsce, naszym kraju, żeby było jasne (pl.wikipedia.org/wiki/Cyklon)....
      • dala.tata Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 13:35
        a ja widzialem kiedys zegar, ktory chodzil w 'lewo', czyli counterclockwise.... przestawienie sie nie bylo takie trudne.

        z kolei kiedys w pociagu zerknalem na zegarek faceta na przeciwko mnie. zaskoczylo mnie, ze mial zla godzine - ale tak o pare godzin. zaczalem sie przypatrywac, odrzuciwszy teze, ze facet po prostu ma zegarek dla zegarka.

        okazalo sie, ze zegarek mial nastawiony dobrze, jednak on przyjal ze godzina 12 jest na 9ce., a 6 jest na 3tce. zaczalem sie zastnaawiac po co (znow, nie zalozylem, ze chcial wprowadzac w blad ludzi, ktorzy patrzyli na jego zegarek). i chyba taki system ma sens, jesli patrzysz na zegarek na wyprosotowanej rece. wtedy 9tka jest u gory (czyli staje sie 12tka).
        • eeela Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 14:06

          > a ja widzialem kiedys zegar, ktory chodzil w 'lewo', czyli counterclockwise....
          > przestawienie sie nie bylo takie trudne.

          Moi przyjaciele mają taki na ścianie w salonie - cyfry ma na odwrót i wskazówki tez chodzą na odwrót. Śmiesznie :-)
        • sendivigius Re: głupie pytania odc. 2 28.09.10, 15:13
          dala.tata napisał:

          > a ja widzialem kiedys zegar, ktory chodzil w 'lewo', czyli counterclockwise....


          Nic takiego, prezydent Clinton taki mial.
    • eeela wartość dodana 04.10.10, 00:05
      Taką wypowiedź przeczytałam na forum:

      "Co jest najsmieszniejsze, to to, ze wykonujac ta sama prace z ta sama wydajnoscia mozna w Niemczech albo w UK zarobic o wiele wiecej. Jednak polscy pracodawcy ciagle narzekaja ze pensje sa za wysokie.

      Nie jest to jednak wcale paradoks, zwazywszy na strukture polskiej gospodarki. Konkurencyjnosc polskiej gospodarki jest oparta na niskich kosztach, a nie na wysokiej wartosci dodanej. Dopoki to sie nie zmieni, to pensje w Polsce beda kiepskie, a nie zanosi sie na to, zeby struktura polskiej gospodarki miala ulec zmianie."


      I nie rozumiem, co to jest ta wysoka wartość dodana?
      • eeela Re: wartość dodana 06.10.10, 13:05
        Nikt nie wie? :-(
      • chilly Re: wartość dodana 06.10.10, 16:29
        Budujemy kapitalizm - musimy więc stworzyć kapitalistów. Dlatego tak jest. A co do wartości dodanej - nie będę wchodził w kompetencje L. Kellera, PhD.
      • yellow_tiger Re: wartość dodana 07.10.10, 08:56
        I nie rozumiem, co to jest ta wysoka wartość dodana?
        Wartość dodana to wzrost wartość jakiegoś dobra powstała w procesie produkcji, przy czym dobrem mogą być zarówno produkty jak i usługi.
        Przykładowo można sobie wyobrazić trzy firmy które kupują piasek z Wisły i coś z nim robią. Firma A kupuje tonę piachu po 15 PLN, bierze ten piach przesiewa przez 3 rożne sitka i sprzedaje tak posortowany piach po 3 PLN za 100 kg. Koszty sprowadzają się do zatrudnienia dwóch przesiewaczy i powiedzmy tonie piachu po odliczeniu kosztów firma dodaje 10 PLN wartości. To wartość to jest właśnie wartość dodana. Firma B też kupuje tonę piachu ale przerabia go na szklanki po 5 PLN sztuka i z tony możne wyprodukować 1000 szklanek. Ma one jednak nieco większe koszty (prąd, naprawy pieców, te rzeczy) i w sumie wartość dodana wynosi 1000PLN na tonie. Firma C natomiast z tony piachu wyprodukuje 1000 mikroprocesorów po 1000PLN za sztukę, koszty też jakieś ponosi i w sumie wartość dodana wynosi jakieś 500000 PLN na tonie. Ceny są wzięte z księżyca ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że polska gospodarka jest mniej więcej na poziomie takiej całkiem zaawansowanej huty szkła. Potrafi zrobić szklanki po 5 PLN (takich po 2 PLN już nie robi bo się nie opłaca), wazoniki po 15 PLN, szyby do samochodów po 1500 PLN a nawet super czyste i świetnie wyszlifowane szkło do matryc ciekłokrystalicznych. Ale nadal jest to tylko huta szkła a nie fabryka mikroprocesorów. Dopóki to się nie zmieni dopóty będzie jak jest. W.g. mnie ta zmiana zajmie nam następne 15 - 20 lat i mniej więcej za tyle lat dobijemy do pierwszej ligi światowej, teraz jesteśmy w wyższych warstwach drugiej ligi, co zważywszy na to gdzie byliśmy 20 lat temu (piata liga okręgowa) jest całkiem niezłym osiągnięciem.

        Ekonomistów proszę o poprawki jeśli napisałem jakieś straszne bzdury.
        • eeela Re: wartość dodana 07.10.10, 22:45
          Dzięki :-)
    • kokoszko-znaczy-wredna Re: głupie pytania odc. 2 21.10.10, 01:52
      Odpowiedzi niestety nie znam, ale że lubię się czepiać to napiszę, że wirusy się nie rozmnażają lecz namnażają :)

      Podejrzewam, że wirusów jest tyle samo, jednak nasza odporność szwankuje.
      • eeela Re: głupie pytania odc. 2 21.10.10, 12:09
        Czyli namnażają się te stwory, co się same z siebie mnożą, nie muszą się do tego łączyć w pary? Czy też li i jedynie wirusy mają prawo się namnażać?
        Nie wiedziałam, że w języku polskim istnieje takie rozróżnienie :-)
        • tuluz-lotrek Re: głupie pytania odc. 2 21.10.10, 15:52
          Bo ich kopie są tworzone nie tyle przez samego wirusa, co przez przerobioną przez niego komórkę. Ale ludzie do rozmnażania też używają różnych "mediów", jak się dokładniej przyjrzeć, i potrzebują konkretnego środowiska (np. z pewną obecnością tlenu), więc można się umówić, że obecność komórki, którą da się zaatakować, odgrywa podobną rolę środowiska naturalnego dla wirusa... Granica jest dość płynna i można by się równie dobrze spierać o to, czy wirusy są żywe, czy nie (to zależy od definicji, choć oczywiście niektórzy fanatycznie będą upierać się przy tej a nie innej, choćby po to, by zgodnie z własnym przekonaniem "udowodnić", że wirusy żyją lub wprost przeciwnie).
          • sendivigius Re: głupie pytania odc. 2 22.10.10, 02:14
            tuluz-lotrek napisał:

            ludzie do rozmnażania też używają różnych "mediów",


            A wiesz jak na "to" mowia w Czarnym Dunajcu?
            • tuluz-lotrek Re: głupie pytania odc. 2 22.10.10, 17:43
              A wiesz jak na "to" mowia w Czarnym Dunajcu?

              Nie, ale chyba chcę wiedzieć, skoro już zapytałeś. :)
    • eeela przymiotniki od imienia lub nazwiska 06.11.10, 00:08
      piszemy małą czy wielką literą?

      "dzieła szekspirowskie" czy "Szekspirowskie"?
      "pisma patrycjańskie" czy "Patrycjańskie"?
      • dala.tata Re: przymiotniki od imienia lub nazwiska 06.11.10, 09:21
        wszystkie przymiotniki piszemy mala litera :-)
        • adept44_ltd Re: przymiotniki od imienia lub nazwiska 06.11.10, 10:44
          pozwolę się nie zgodzić ;-), ech, do czego to doszło, o ile pamiętam jest reguła - jeśli Szekspirowski wiąże się z Szekspirem, przynależy do niego, to dużą, jeśli natomiast jest to coś pochodnego, to nie...

          Szekspirowski wiersz - wiersz Szekspira

          szekspirowski wiersz - wiersz w stylu Szekspira...

          chyba, że ostatnio to ujednolicono...
          • pr0fes0r Re: przymiotniki od imienia lub nazwiska 06.11.10, 10:47
            Cytując Teal'ca, "Indeed".

            poradnia.pwn.pl/lista.php?id=3805
            • dala.tata Re: przymiotniki od imienia lub nazwiska 06.11.10, 10:56
              nie sadzilem ze Teal'c wypowiadal sie na ten temat, ten Jaffa byl jednak niezwykly. :-)
          • dala.tata Re: przymiotniki od imienia lub nazwiska 06.11.10, 10:52
            wydaje mi sie jedynym wyjatkiem jest 'Szekspirowy' (a la: pana Szekspirowy, jak kiedys mozna bylo), a nie 'szekspiowski'. i przyszlo mi to do glowy, ale nie chcialem komplikowac. :-)

            moze zreszta nie bede sie wypowiadal o ortografii:-)
          • eeela Re: przymiotniki od imienia lub nazwiska 06.11.10, 19:36

            > pozwolę się nie zgodzić ;-), ech, do czego to doszło, o ile pamiętam jest reguł
            > a - jeśli Szekspirowski wiąże się z Szekspirem, przynależy do niego, to dużą, j
            > eśli natomiast jest to coś pochodnego, to nie...
            >
            > Szekspirowski wiersz - wiersz Szekspira
            >
            > szekspirowski wiersz - wiersz w stylu Szekspira...
            >
            > chyba, że ostatnio to ujednolicono...


            Dzięki :-) W takim razie wszystko w porządku. Mnie się zawsze wydawało, że wszystkie pisze się małą, ale korektorka poprawiła mi w tekście na wielką i nie wiedziałam o co chodzi. Ale według tego, co mówisz, to dobrze poprawiła :-)
            • tuluz-lotrek Re: przymiotniki od imienia lub nazwiska 07.11.10, 00:17
              W nauce nie jest chyba z tym prosto. Raczej "ciecz newtonowska" niż "Newtonowska", ale "mechanika Newtonowska", jeśli chcemy podkreślić osobisty wkład Newtona, a tylko "newtonowska", gdy chodzi o "klasyczną" po prostu. Moja opinia jest taka, że forma pospolita (bez wielkiej litery) jest największą nobilitacją dla naukowca, bo oznacza, że wszedł do kanonu. Stąd i "niuton", jednostka siły. :)
    • sosjolozka kolejne pytanie. 06.11.10, 20:46
      czasami czytam składniki odżywcze produktów żywnościowych i mam wątpliwości.

      takie 100 g paluszków rybnych składa się pi razy drzwi z:

      18 g białka
      11 g węglowodanów
      8 g tłuszczów
      (podane są jeszcze składniki mineralne)

      i teraz 37/100 g czyli te składniki powyżej stanowią tylko 36% składników paluszków.

      a co z pozostałym 64%?

      pewnie jest sporo wody, ale chyba nie 64%? :O
      • sosjolozka Re: kolejne pytanie. 06.11.10, 20:50
        37% oczywiście.
        • eeela Re: kolejne pytanie. 06.11.10, 21:06
          Jak człowiek się składa w 65% z wody, to dlaczego paluszki rybne nie mogą? ;-)
          • chilly Re: kolejne pytanie. 07.11.10, 19:44
            Tylko 65% wody? Chyba nie uwzględniono pomysłowości sprzedawców!
    • larusse trudne do opanowania zagadnienia... 07.11.10, 23:21
      Byłabym wdzięczna jeśli ktoś mógłby mi jakoś "naukowo" wyjaśnić dlaczego od dobrych kilkunastu lat nie jestem w stanie nauczyć sie rozróżniać znaków mniejszości i większości. O takich: <> (tzn. nigdy nie wiem który jest który). Podobnie z adresem (tzn. nie pamiętam w jakiej kolejności zapisuje się numer bloku i numer mieszkania). Tak samo ze sprzęgłem w samochodzie... Zawsze kiedy siadam za kierownicę zastanawiam się gdzie ono jest. Za tzw. chiny ludowe nie jestem w stanie się tego opanować...

      Dodam tylko, że jakoś wyjątkowo tępa nie jestem. Raczej przeciętna. Z matematyką też nigdy problemów nie miałam. Do całek (włącznie) wszystko szło gładko i przyjemnie (ale matematyka nie ma chyba tutaj nic do rzeczy).

      Czy można to tłumaczyć tym, że:
      A. zastanawiałam sie nad tym już tyle razy i nigdy nie byłam w 100% pewna, że teraz nigdy nie wiem, która odpowiedź była poprawna. Zawsze jest ułamek sekundy wahania.
      B. jest to jakiś rodzaj upośledzenia, luźno związany z brakiem wyobraźni przestrzennej (nie wiem dlaczego, ale podświadomie łączę to z wyobraźnią i orientacją w przestrzeni; jakos tak na zasadzie A lub B)?

      Jakby ktoś mógł podsunąć jakies rozwiązanie byłabym wdzięczna.
      • tuluz-lotrek Re: trudne do opanowania zagadnienia... 07.11.10, 23:57
        Z ">" i "<" prosta sprawa, większa liczba stoi po "szerszej" stronie znaku. Dzieciom pokazuje się to na kuleczkach: 3>1, bo

        o\
        __\
        ___\
        o___o
        ___/
        __/
        o/
        • tocqueville Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 00:16
          4 > 1
          to łatwe, czwórka ma przewagę dlatego w pojedynku zadaje jedynce cios ostrzem miecza
        • larusse Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 13:41
          Oj, nie w tym rzecz:) Wiem, że mogę sobie wymyślić bajke o smokach, ptaszkach czy o czymś innym jeśli wiem, że będzie mi to potrzebne, ale nie o to chodzi...
          Nie jestem w stanie tego opanować trwale... Tzn. jeżeli znienacka dostanę do rozszyfrowania jakis adres czy będę musiała użyć któregos z tych znaków to mechanizm działa mniej wiecej tak: ułamek sekundy paniki, myślę sobie (o cholera, znowu to trudne zadanie), dalej myślę nerwowo: jak to było, jak to było (ryby, kółka, ptaki Tocq cos o wojownikach mówił) i zawsze odpowiedz, której nie jestem w 100% pewna...
          To jakieś upośledzenie, prawda?
          • dala.tata Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 14:03
            oczywiscie. Larussizm matematyczny pospolity. najczesciej wystepuje u rusycystow.

            larusse napisała:

            > To jakieś upośledzenie, prawda?
            >
            • larusse Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 14:05
              Dala, bardzo prosze nie drażnić lwa.
              • dala.tata Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 14:30
                twoje pytanie nie zaslugiwalo na inna odpowiez, lefku
                • larusse Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 19:57
                  To jak to inaczej wytłumaczysz?
                  Na pewno upośledzenie (ew. jakieś zaburzenia), bo co innego??? :)
                  • sosjolozka Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 20:35
                    tak z ciekawości, czy zakwalifikowanie trudności z czytaniem znaków <> jako upośledzenie i ciebie jako upośledzonej coś ci daje?

                    satysfakcję na przykład? (jeśli tak: dlaczego?). albo coś innego? traktowałabyś to może jako pewnego rodzaju wyróżnienie?
                    • larusse Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 20:43
                      Robi wielką różnicę... Jeżeli to rzeczywiście jakieś zaburzenie/upośledzenie to mogę odetchnąć z ulgą (ufff to nie moja wina-natura tak chciała), a jeśli nie to musi istnieć jakiś sposób na opanowanie tego w 100%... i ja go muszę znaleźć...

                      Dlaczego mam niby traktować to jako wyróżnienie? Niby po co mi jakieś wyróżnienia? Nie rozumiem...
      • eeela Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 07:17

        > B. jest to jakiś rodzaj upośledzenia, luźno związany z brakiem wyobraźni przest
        > rzennej (nie wiem dlaczego, ale podświadomie łączę to z wyobraźnią i orientacją
        > w przestrzeni; jakos tak na zasadzie A lub B)?

        Mnie się tak dzieje z mapami i ich relacją do świata rzeczywistego. Zawsze w końcu wykombinuję, gdzie jestem i w którym idę kierunku, ale zajmuje mi to niemałą ilość czasu - na przewodnika samochodowego nie nadaję się kompletnie. Wciąż potrafię się zgubić w centrum miasta, w którym mieszkam od 5 lat. Mam trudności z zapamiętaniem nazw ulic. I to jest już właśnie jakies wręcz uposledzenie, które mi nie pozwala w pełni pamięciowo opanować większego obszaru geograficznego niż ten, w którym przebywam na codzień.

        Z mapami historycznymi nie mam problemów :-D ale ich nie muszę odnosić do swojego położenia, są wystarczająco abstrakcyjne, żebym je mogła zapamiętać.
        • dala.tata Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 12:05
          moze dlatego ze mapy maja malo wspolnego z rzeczywistoscia :-) Polecam ksiazka Jeremy Blacka (o ile dobrze pamietam).

          co do znakow wiekszy/mniejszy, nas uczono ze ptaszek otwiera dziobek tam gdzie wiecej.
        • tocqueville Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 20:44
          Mnie się tak dzieje z mapami i ich relacją do świata rzeczywistego. Zawsze w końcu wykombinuję, gdzie jestem i w którym idę kierunku, ale zajmuje mi to niemałą ilość czasu - na przewodnika samochodowego nie nadaję się kompletnie. Wciąż potrafię się zgubić w centrum miasta, w którym mieszkam od 5 lat. Mam trudności z zapamiętaniem nazw ulic.

          ma podobnie, a podobno faceci mają lepszą orientację:)

          • eeela Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 21:07
            Podobno. Nie robiłam statystyk ;-) Ani nie czytałam książek o Marsach i innych Wenusach, co to ponoć te i podobne różnice poruszają. Ale może i jesteśmy pod tym względem jakoś ewolucyjnie obciążone - w końcu samiczki w ciąży i z dzieciakami wokół do ogarnięcia z pewnością rzadziej chodziły na zwiady i polowania ;-)
            • tocqueville Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 21:10
              zadne marsjanki czy wenusanie
              lepiej "płec mózgu"
              • eeela Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 21:18
                To mam na liście do czytania :-) Do mieszkańców innych planet jakoś mnie nie ciągnie, zważywszy na profil czytelników, którzy się tymi książkami zachwycają.
                • tocqueville Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 21:48
                  jest jeszcze "płeć i poznanie" Doreen Kimura (kobieta:)

                  ps: nie ma sztywnych podziałów i granic: kobieta/meżczyzna
                  natomiast jest continuum i większość facetów jest po stronie B a kobiet A :)
              • larusse Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 21:21
                Nie ma czegoś takiego jak "płeć mózgu"... Ja w to nie wierzę (tak wiem: to nie jest kwestia wiary).
                • eeela Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 21:30
                  I nawet fakt, że przysadka mózgowa produkuje nieco inny zestaw hormonów u mężczyzn, a inny u kobiet, cię nie przekonuje? :-)
                  • larusse Re: trudne do opanowania zagadnienia... 08.11.10, 21:40
                    Ani trochę... :)
                    Ale ja jestem z tych, w przypadku których odwoływanie się do rozumu nie zdaje egzaminu...
      • fish_flesh_fowl Larusse - odpowiedź na Twoje pytanie 14.06.11, 19:02
        Larusse, takie zjawisko jest dość powszechne, miałam je raz omawiane na metodyce. Oczywiście już nie pamiętam, jak się nazywa. W każdym razie polega ono na dokładnie na tym tym, o czym piszesz, tzn. ma się problem z zapamiętaniem jakiegoś dość prostego rozróżnienia, mimo właśnie świadomego budowania sobie jakichś skojarzeń i zwykle jest to już permanentne, nie jest to jednak żadne upośledzenie. Wykładowca, który to z nami omawiał, nigdy nie pamięta, kto jest "she", a kto "he" w angielski i zawsze się musi nad tym ułamek sekundy zastanowić;) Ja np. zawsze się muszę zastanowić nad wymową "swede" i "suede", itd.
    • larusse dlaczego? 13.11.10, 23:25
      Dlaczego mam obowiązek zapinania pasów w moim prywatnym samochodzie, którego jestem kierowcą? Kierowcą nie pasażerem-jeśli byłabym pasażerem to jeszcze bym zrozumiała...
      • dala.tata Re: dlaczego? 13.11.10, 23:37
        bo nie chcesz zrezygnowac z darmowej sluzby zdrowia. a nawet jesli chcesz, to durne spoleczenstwo nie chce zrezygnowac z ratowania cie, gdy bedziesz miala wypadek, nie zapiawszy pasow bezpieczenstwa. ja osobiscie nie mialbym zadnych trudnosci z tym, ze laruse przychodzi i mowi: jesli bede miala wypadek po niezapieciu pasow, rezygnuje z wszelkiej darmowej opieki medycznej. i jesli nie bedzie mnie stac na leczenie, to po prostu prosze mnie zostawic, az sobie umre.


        larusse napisała:

        > Dlaczego mam obowiązek zapinania pasów w moim prywatnym samochodzie, którego je
        > stem kierowcą? Kierowcą nie pasażerem-jeśli byłabym pasażerem to jeszcze bym zr
        > ozumiała...
        >
        • larusse Re: dlaczego? 13.11.10, 23:48
          W takim razie jak wpadne do rzeki i utopię sie z tego powodu, ze mialam zapięte pasy, to moja rodzina będzie mógła sie starać o odszkodowanie od państwa, tak? bo przecież zapiełam pasy pod przymusem.
          • dala.tata Re: dlaczego? 14.11.10, 00:20
            logika nie dziala, nie chce mi sie tlumaczyc. ale proponuje, zebys przytoczyla statystki

            a. ile osob zostalo rannych/zginelo w wyniku niezapiecia pasow.
            b. ile osob utopilo sie w wypadku samochodowym dlatego, ze nie mogli odpiac pasow.

            potem jeszcze mozemy porozmawiac o tym, ze jak zapniesz pasy to Marsjanom bedzie trudniej cie uprowadzic wprost z samochodu, bo trzymaja cie wlasnie pasy!
            • larusse Re: dlaczego? 14.11.10, 09:45
              Ok, jeżeli państwo zabiera mi moją wolność dla dziwnie pojetego mojego dobra to sprawiedliwe jest w moim przekonaniu, dokonanie rekompensaty w przypadku, o którym pisałam powyżej.

              Wydaje mi się, że należałoby raczej porównać:
              a. ile (procentowo) osob zgineło w wyniku niezapiecia pasow
              b. ile zostalo rannych z tego powodu (wymagało pomocy i dalszej opieki medycznej)
              c. ile osob zginelo i ile zostało rannych mimo zapietych pasow

              Jesli wyjdzie ze a jest wieksze od b (znowu te trudne znaki) (i od c i d również) to byłby to raczej punkt dla niezapinania pasów...

              Dlaczego w takim razie nie dostaje mandatu za nieudaną próbę samobójczą? Za spożywanie dużej ilosc soli? Palenie papierosów? Pańswto ponosi kozty leczenia...
              Dlaczego społeczeństwo pozwala sobie na decydowanie za mnie? I dlaczego jesli ja sobie tego nie życzę nie mogę się wycofać z tego układu? Co za faszystowski świat...

              --
              лишена глагола
              • dala.tata Re: dlaczego? 14.11.10, 10:15
                wydaje mi sie ze wlasnie o tym mowilem. protestujesz, nie znajac faktow. i rownie dobrze moge powiedziec: pasy nie pozwalaja Obcym na uprowadzenie mnie z samochodu. moze wiec najpierw poznaj fakty, a potem sie oburzaj co? dla mnie dosc logiczne jest, ze pasy przytrzymuja mnie na miejscu. i ze warto je zakladac. ale szukaj, larusse i nie ustawaj w walce.

                co do reszty: bo spoleczenstwo tak wlasnei zdecydowalo. i wielu ludziom sie to nie podoba. wiekszosci jednak sie podoba.

                wielu ludziom sie nie podoba rowniez to, ze dzieci musza chodzic do szkoly czy ze sa obowiazkowe szczepienia. to rowniez odbiera wolnosc, proponuje, zebys protestowala przeciw temu - dotyczy znacznie wiekszej ilosci ludzi niz pasy bezpieczenstwa, pardon, pasy zniewolenia. protestuj rowniez przeciwko temu ze nie placilas za swoje wyksztalcenie oraz sluzbe zdrowia. ty chcialas, a zniewolili cie! moze przy okazji przeciwko temu ze gwalt na 2-latce to przestepstwo i zdecydowanie ogranicza wolnosc gwalciciela.

                i jako ze o wycofaniu sie z ukladu nie chce mi sie gadac (nie powiem dlaczego, bo znow mi horny powie, zem buc, a mnie takie argumenta przygwazadzaja moca), to dla mnie to koniec. zycze ci jednak powodzenia w dazeniu do wolnosci.

                na PS dodam, ze w wiktorianskiej Anglii samobojcow karano smiercia. dlaczego dzis sie ich nie karze, zostawiam tobie do odkrycia.
                • larusse Re: dlaczego? 14.11.10, 10:28
                  ok Dala, ja rozumiem, ze warto je zakładać (czasami, nie zawsze), ale jakim prawem ktos mi kaze za to płacić?!

                  Doprowadzasz moje argumenty do absurdu (patrz: marsjanie, gwałt na dwulatce) - tani chwyt...

                  > na PS dodam, ze w wiktorianskiej Anglii samobojcow karano smiercia. dlaczego dz
                  > is sie ich nie karze, zostawiam tobie do odkrycia.

                  Bo bardziej ceniła sobie wolność jednostki niż kretyńskie społeczeństwo, czyż nie?
                  • dala.tata Re: dlaczego? 14.11.10, 10:54
                    no to jeszcze odpowiem: nie, nie doprowadzam twoich argumentow do absurdu. pokazuje ci ich konsekwencje.

                    absurdalne jest stweirdzenie, ze zly jest nakaz zapinania pasow, bo mozesz sie utopic. to jest absurdalne. jeszcze absurdalniejsze jest to, ze to robi faszystowski swiat. szczytem absurdu jest stwierdzenie, ze chcesz sie wypisac z ukladu (ale tylko w tych elementach, ktore akurat ci pasuja, rzecz jasne).

                    EOT.
                    • larusse Re: dlaczego? 14.11.10, 11:08
                      absolutnie się z tym nie zgadzam albo ja Ty to mówisz: odrzucam to całkowicie.
              • adept44_ltd Re: dlaczego? 14.11.10, 10:55
                zastanawia mnie to, co piszesz... ale tylko dlatego, że zarazem lubisz faceta, który uważa, że wszystko trzeba uregulować za pomocą zakazów i nakazów, dziwne...
                • larusse Re: dlaczego? 14.11.10, 11:07
                  lubienie nie ma tutaj nic do rzeczy. Jeśli chodzi o to czy sie z nim zgadzam, to odpowiedź brzmi: nie, nie zgadzam sie w wielu kawstiach. Napisałam kiedyś tylko, że w obecnej sytuacji do niego jak narazie mi najbliżej.
    • eeela powrót do cząstek elementarnych 19.11.10, 01:48
      Czytam i czytam::

      "Naukowcy chcą dzięki nim wyjaśnić zagadkę naszego istnienia. Pierwsze i najprostsze składniki antymaterii - pozytony, czyli odpowiedniki elektronów - odkryto w promieniowaniu kosmicznym już w latach 30. zeszłego wieku. Wywołało to niezłe zamieszane. Okazało się, że każda cząstka elementarna ma swoją antycząstkę, która ma taką samą masę, lecz przeciwny znak ładunku elektrycznego. Istnieje więc drugi komplet cząstek, na co dzień niespotykanych, które stanowią zwierciadlane odbicie zwykłej materii. Teoretycznie rzecz biorąc, można by zbudować z nich antyatomy o takich samych własnościach jak nasze atomy, a z nich dokładnie taki sam kosmos jak nasz. I być może nawet gdzieś w kosmosie istnieją planety i słońca zbudowane z antymaterii, ale nikomu jeszcze nie udało się ich odkryć."


      I dalej nie rozumiem, co to jest antymateria.
      • yellow_tiger Re: powrót do cząstek elementarnych 24.11.10, 08:26
        Antymateria to zbiór antycząstek. Antycząstki to są cząstki elementarne które mają odwrotny w porównaniu do właściwych cząstek elementarnych ładunek elektryczny. Trochę dziwnie brzmi ten koncept ale jest on naprawdę prostu do zrozumienia np. antycząstką elektronu jest pozytron czyli taki dodatnie naładowany elektron, antyproton to taki ujemnie naładowany proton. Neutron, który jak wiadomo nie ma ładunku elektrycznego, też ma swoją antycząstkę - antyneutron, który jest zbudowany z antykwarków. Wiec jak można zgadnąć również kwarki posiadają antykwarki itd. Niektóre cząstki elementarne są jednocześnie swoimi antycząstkami np. foton, gluon czy hipotetyczny Higgs.

        Skoro istnieją antycząstki to na 100% muszą istnieć również antyatomy. Powiedzmy taki antywodór miałby zamiast protonu antyproton i zamiast elektronu pozytron. W zasadzie można sobie wyobrazić cały wszechświat zbudowany z antyatomów bo i dlaczego nie?

        Antymateria to jest jeden z wielu przykładów w historii fizyki odkrycia które zostało przewidziane teoretycznie. Zawodnik nazywał się Paul Dirac, w 1929r spreparował nazywane obecnie jego nazwiskiem równanie z którego wynikało że oprócz elektronu musi istnieć jego brat bliźniak o przeciwnym znaku. Dziwne to było niezmiernie ale już w kilka lat później ten brat bliźniak został zaobserwowany. No i otworzył się worek z antymaterią. Obecnie wiemy, że KAŻDA cząstka elementarna posiada swoją antycząstkę.
        To w zasadzie tyle.
        • eeela Re: powrót do cząstek elementarnych 24.11.10, 11:39
          To brzmi całkiem prosto. Większość przynajmniej. Bo jak działa to?

          Niektóre cząstki elementarne są jednocześnie swoimi antycząstkami np.
          > foton, gluon czy hipotetyczny Higgs.

          skoro czytam, że materia w zetknięciu z antymaterią anihiluje się, produkując promieniowanie?
          • tuluz-lotrek Re: powrót do cząstek elementarnych 22.12.10, 14:17
            Fotony czy gluony są nośnikami oddziaływań i to one są tym promieniowaniem (energią), o którym mowa; na upartego można więc pewnie umówić się, że albo nie anihilują się wcale, albo anihilują (także same ze sobą) nieustająco. Ale tak naprawdę lepiej, żeby wypowiedział się jakiś specjalista od cząstek elementarnych czy kwantowej teorii pola, bo ja w tym nie siedzę i mogę trochę mącić. Poza tym tak naprawdę o antymaterii wciąż mało wiadomo, na poziomie eksperymentalnym.
            • tuluz-lotrek Re: powrót do cząstek elementarnych 22.12.10, 16:33
              Po tym, jak w Berkeley udało się niedawno utrzymać nieco dłużej (ale to wciąż ułamki sekund) atomy antywodoru (antyproton związany z pozytonem=antyelektronem), będzie można chyba wreszcie pewne rzeczy pomierzyć i sprawdzić, czy np. poziomy energetyczne w antywodorze zgadzają się z tymi w zwykłym wodorze. Niezależnie od tego, czy wyjdzie tak samo, czy inaczej, będzie to bardzo ciekawe, bo wskaże dalszą drogę rozwoju teorii.
              • tuluz-lotrek Re: powrót do cząstek elementarnych 22.12.10, 16:40
                A przepraszam, właśnie zauważyłem, że w poście otwierającym tę "gałązkę" jest link do newsa o antywodorze. I w dodatku jest tam mowa o CERN-ie, a nie o Berkeley... Ale coś mi się wydaje, że Berkeley w tej samej sprawie się niedawno chwaliło - może konkurencyjny eksperyment, a może ludzie od nich maczali palce w tych badaniach CERN-owskich. Jest jeszcze trzecia możliwość - że pamięć już nie ta...
    • eeela wojsko w Korei Północnej 24.11.10, 00:06
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,8704084,Polnocna_Korea_bombarduje_sasiadow_z_poludnia__Dwie.html
      Zupełnie nie rozumiem: jak ten kraj stać na utrzymywanie takiego wojska? 40% ludności to wojsko? Aż oczom nie wierzę, to musi być jakiś błąd.
      • tocqueville Re: wojsko w Korei Północnej 24.11.10, 07:35
        ale gdzie masz tam napisane że 40% to zawodowe wojsko?
        40% to odsetek dorosłych mężczyzn (18-65 lat)- po odbyciu obowiązkowej służy wojskowej koreańczyk staje się rezerwistą w każdej chwili mogącym być powołanym do armii
        • eeela Re: wojsko w Korei Północnej 24.11.10, 11:46
          No tak, większość to są rezerwiści. Ale armia i tak spora, więc pytanie pozostaje aktualne: z czego Korea Północna jest w stanie ją finansować? Stany mają armię liczniejszą o jakieś 200 tys., a ludności dziesięć razy tyle!
          • carnivore69 Re: wojsko w Korei Północnej 24.11.10, 12:45
            Zrodla donosza, ze Korea Pn. przeznacza ok. 1/3 PKB na ten cel. (Kosztem czego - raczej wiadomo.) Czyli o jakis rzad wielkosci wiecej niz Stany. A ze maja o rzad wielkosci mniej obywateli, wiec liczebnosc obu armii jest porownywalna ;-)

            Pzdr.
            • tocqueville Re: wojsko w Korei Północnej 24.11.10, 13:10
              w okresie II RP Polska przeznaczała na armię (czy szerzej budżet MON) 35-40% dochodu - a na niewiele się to zdało

          • pr0fes0r Re: wojsko w Korei Północnej 24.11.10, 12:47
            No i dlatego panuje tam permanentny głód, a bez pomocy żywnościowej z zewnątrz, głównie z Chin, KRLD roku by nie przetrzymała.

            > No tak, większość to są rezerwiści. Ale armia i tak spora, więc pytanie pozosta
            > je aktualne: z czego Korea Północna jest w stanie ją finansować? Stany mają arm
            > ię liczniejszą o jakieś 200 tys., a ludności dziesięć razy tyle!
    • eeela wilgotność powietrza 22.12.10, 01:43
      W sprawozdaniu pogodowym z dnia dzisiejszego podano: -12 stopni, wilgotność powietrza 92%. Jak to jest możliwe, że powietrze jest tak wilgotne (nasycone wodą), kiedy mróz ściska? Nie powinna być zamrożona na kość? Czy też jest zamrożona na kość, tylko w malych drobinkach, i ten lód wdychamy? :-)
      • carnivore69 Re: wilgotność powietrza 22.12.10, 16:07
        Jest to wilgotnosc wzgledna (92% maksimum mozliwego w danych warunkach temp./cisnienia).

        Pzdr.
        • eeela Re: wilgotność powietrza 22.12.10, 16:36
          No tak, ale ja właśnie nie do końca rozumiem, jak wilgotność powietrza jest możliwa na mrozie :) Zawsze sobie wyobrażałam, że wilgotne powietrze to takie, w którym jest dużo pary wodnej. Jak może być dużo pary wodnej w powietrzu w temperaturze -12 stopni?
          • tuluz-lotrek Re: wilgotność powietrza 22.12.10, 17:07
            Bardzo mroźne powietrze istotnie jest zwykle suche, ale -12 stopni to jeszcze nie taka niska temperatura. Domyślam się, że wysoka wilgotność przy -12 stopniach Celsjusza to zazwyczaj po prostu nie jest stan równowagi (choć to zależy od okoliczności, nad Niagarą w zimie może czasami ustala się i taka równowaga; tyle że tam pewnie jest raczej areozol niż para), ale "wytrącenie" tej wilgotności może zająć trochę czasu.
            • whiteskies Re: wilgotność powietrza 28.04.11, 23:59
              Nie, kombinujesz. Po pierwsze są różne miary wilgotności, względna jest względem maximum tego co w danej temperaturze i ciśnieniu w powietrzu może "się zmieścić".

              To samo powietrze gdy przez okno dostanie sie do Twojego mieszkania i tam ogrzeje sie do temperatury 20C bedzie miało wilgornośc wzgledna znacznie niższą, rzedu 10%.

              Zeby to zrozumieć dobrze pobawię sie kalkulatorem:
              www.vaisala.com/humiditycalculator/vaisala_humidity_calculator.html?lang=en
              Gdzie podane masz: w jakim gazie msza paę wodna, jaka temperature ma ten gaz i jakie cisnienie. Dla tych warunkow możesz podac jakąś miare wilgorności i patrzeć jak zmieniaja sie pozostałe.
          • carnivore69 Re: wilgotność powietrza 22.12.10, 17:14
            Typowa (srednia) wilgotnosc na mrozie jest niska. Maksymalna takze jest niska. A wczoraj bylo 92% owej niskiej maksymalnej wilgotnosci na mrozie.

            Innymi slowy, jesli w moim samochodzie jest zapelnionych 100% miejsc, nie znaczy to, ze przewoze w danym momencie wiecej pasazerow niz srednio wypelniony autobus MPK.

            Pzdr.
            • eeela Re: wilgotność powietrza 22.12.10, 17:16
              Ale to w takim razie taka informacja pogodowa nic nam nie mówi! Co z tego, że wiem, że było 92% największej możliwej niskiej wilgotności, skoro nie wiem, jaka jest ta możliwa?
              • carnivore69 Re: wilgotność powietrza 23.12.10, 11:33
                Pewnie mowi nam, ze -3C z 92% wilgotnoscia wzgledna jest bardziej odczuwalne/uciazliwe niz z 50% wilgotnoscia (bo jestesmy dodatkowo bombardowani zimnym H2O ;-).

                Pzdr.
                • eeela Re: wilgotność powietrza 23.12.10, 12:42
                  No tak, rzeczywiście, tyle nam mówi :-)

                  Dzięki za wyjaśnienia.
                  • carnivore69 Re: wilgotność powietrza 23.12.10, 14:17
                    Swoja droga, ciekawy bylby wykres "odczuwalna izoterma" laczaca jednakowo odczuwane pary temperatura-wilgotnosc (np. (-3, 92%), (-4, 50%), (-5,0%)). Skoro jest on zapewne 'individual-specific', w TV podaja pary, a nie poziomy ("suche minus piec") ;-)

                    Pzdr.
                    • tuluz-lotrek Re: wilgotność powietrza 27.12.10, 20:17
                      Ciekawe (i chyba niezbyt trudne do uzyskania) byłoby też zestawienie pokazujące, w jakim stopniu natura (klimat) wykorzystuje możliwości dawane przez fizykę - np. analiza częstości występowania wilgotności (względnej) na poziomie 90-91% w zależności od temperatury i ciśnienia atmosferycznego - wynik będzie też pewnie dość silnie zależeć od miejsca, w którym przeprowadzane były pomiary.

                      Domyślam się, że wilgotność z przedziału 90-91% będzie rzadsza w przypadku niskich temperatur, choćby dlatego, że jest mniej stabilna, tzn. raczej rzadko będzie się utrzymywać przez dłuższy czas, w porównaniu z analogiczną sytuacją w wysokiej temperaturze. Ale być może jest dokładnie odwrotnie? Pewnie Whiteskies wie, jaka jest poprawna odpowiedź...
                      • eeela Re: wilgotność powietrza 27.12.10, 20:51
                        zestawienie pokazujące
                        > , w jakim stopniu natura (klimat) wykorzystuje możliwości dawane przez fizykę -
                        > np. analiza częstości występowania wilgotności (względnej) na poziomie 90-91%
                        > w zależności od temperatury i ciśnienia atmosferycznego - wynik będzie też pewn
                        > ie dość silnie zależeć od miejsca, w którym przeprowadzane były pomiary.


                        Ja takie zestawienia prowadzę na bieżąco, bo oprócz własnej pogody oglądam też regularnie warszawską :-) I tyle mogę powiedzieć, że w Belfaście 90% i wyżej zdarza się o wiele częściej niż w Warszawie. Co całkiem oczywiste, niespodzianek tutaj nie ma ;-)
                      • whiteskies Re: wilgotność powietrza 29.04.11, 00:11
                        Takich zestawień jest pełno, to elementarna termodynamika. A odpowiedź na Twoje pytanie nie nie taka jak Ci się wydaje :). W niskich temperaturach mamy często WYSOKIE wilgotności względne bo żeby uzyskać wysoką wilgotność względną wystarczy do powietrza dodać mało pary wodnej :)
                        Żeby jeszcze bardziej zamieszać podam ze pojecie wilgotności względnej jest nieprecyzyjne: np. wilgotność względna nad kropelką - silnie zakrzywioną powierzchnią wody - jest mniejsza niż nad płaską powierzchnią wody!
                        Zupełnie poważnie: zarówno pojecie wilgotności, jej różne miary jak i same sposoby pomiaru wilgotności są po ludzku TRUDNE i pełno wokół nich nieporozumień. Polecam hasło w angielskiej wikipedii:
                        en.wikipedia.org/wiki/Humidity
                        Polski klon, niestety jest bardzo ubogi.
                    • dr_pitcher Re: wilgotność powietrza 21.02.11, 00:41
                      > Swoja droga, ciekawy bylby wykres "odczuwalna izoterma" laczaca jednakowo odczu
                      > wane pary temperatura-wilgotnosc (np. (-3, 92%), (-4, 50%), (-5,0%)). Skoro jes
                      > t on zapewne 'individual-specific', w TV podaja pary, a nie poziomy ("suche min
                      > us piec") ;-)
                      >
                      > Pzdr.

                      Jest taka relacja - Dew Point:

                      Dew Point Wikipedia

                      Wilgo
    • eeela promile 27.12.10, 14:18
      Czy ja dobrze liczę, czy coś poplątałam? 1.6 grama na 100 ml to 16 promili? Przy takim stężeniu alkoholu we krwi można jeszcze żyć???

      www.timeslive.co.za/local/article827158.ece/Motorist-32-times-over-legal-alcohol-limit
    • eeela wirusa nogi 20.02.11, 15:20
      Czy wirusy naprawdę mogą mieć po osiem nóg? :-)

      wyborcza.pl/1,75476,9128800,Obcy_atakuje_,,ga,,2.html
    • eeela przesunięcie osi ziemi 13.03.11, 03:45
      Nikt mi ostatnio nie chce bądź nie umie odpowiadać na głupie pytania, ale spróbuję jeszcze raz :-)

      W mediach piszą o tym, że oś obrotu naszego globu zmieniła położenie o około 10 centymetrów. Co to dokładnie znaczy? W jaki sposób zmieniła położenie?
      • whiteskies Re: przesunięcie osi ziemi 29.04.11, 00:23
        Po trzęsieniu Ziemi w Japonii Zmienił się rozkład masy kontynentów. Precyzyjniej mowiąc os obrotu Ziemi zie nie zmieniła, natomiast trochę przesunęła sie sama Ziemia: articles.cnn.com/2011-03-12/world/japan.earthquake.tsunami.earth_1_tsunami-usgs-geophysicist-quake?_s=PM:WORLD

        Trochę tak jak w pralce: ta sama masa rozłożona różnie powoduje ze różnie się odwirowuje, choć analogia jest daleko niepełna i nie do końca dobra :)
        Niezle a po ludzku napisano o tym no tutaj:
        www.jpl.nasa.gov/news/news.cfm?release=2011-080
    • kardla po co nam filozofia? 28.04.11, 11:24
      Czy ktos mi moze wyjasnic?

      W starozytnosci filozofia= nauka, a pozniej z filozofii 'paczkowaly' inne nauki: matematyka, biolgia, geografia a ostatnio psychologia.
      No i zostal taki kadlubek ktory nie wiem czym sie wlasciwie zajmuje. Oczywiscie oprocz zadawania pytan na ktore nie ma odpowiedzi. Pytanie dodatkowe: Czym filozofia sie rozni od teologii wlasciwie? W swerze metodologicznej oczywiscie.

      Tylko blagam bez instrukcji w rodzaju: przejrzyj sobie 10 tomow dziel zebranych wielce waznego filozofa z XIX wieku. Ja nie chce tego czytac. Ja chce spojnej, krotkiej odpowiedzi. Najlepiej w punktach :P

      • frusto Re: po co nam filozofia? 28.04.11, 13:29
        Metodologia nauk jest częścią filozofii, prawda? Czyli "jak powinno się prowadzić badania", "jak należy coś robić" itd.

        Do tego oczywiście zastanawianie się o sens istnienia itd. Na przykład, czy należy wprowadzać przymus zapinania pasów, obowiązkowych szczepień
        • pmwojciechowski Re: po co nam filozofia? 28.04.11, 15:25
          Etyka jest częścią filozofii. W tym zakresie nic się nie zmieniło.

          P.W.

          ---

          Philosophical Counseling Poland
        • kardla Re: po co nam filozofia? 29.04.11, 00:12
          No ale z takich etycznych rozwazan niewiele wynika. Dla jednego zmuszanie do zapiecia pasow to atak na wolnosc, dla drugiego jedyne rozsadne rozwiazanie. Zaleznie od wartosci jakie wyznaja, a nie jakiejsc obiektywnej prawdy do ktorej nauka powinna dazyc.

          Ja sie nawet zgadzam ze takie rozwazania moga byc przydatne lub ciekawe, ale nie wiem czy mozna nazwac je naukowymi...
          • adept44_ltd Re: po co nam filozofia? 29.04.11, 07:51
            niektóre działy czy niektóre odłamy usiłują się zbliżyć do nauki, ogólnie jednak powiedziałbym że filozofia to rodzaj pisarstwa z wielu powodów bardzo pożyteczny, w Polsce jest z nią przy tym różnie
      • pmwojciechowski Re: po co nam filozofia? 28.04.11, 15:21
        Oczywiście ilu filozofów, tyle odpowiedzi na to pytanie. Proponuję, jako filozof, ujęcie etymologiczne: filozofia = umiłowanie mądrości, teologia = nauka o tym, co boskie. W wymiarze metodologicznym teologia może posługiwać się narzędziami filozoficznymi, acz niekoniecznie filozofia powinna posługiwać się narzędziami ściśle teologicznymi (choć czasem o sprawach boskich mówi). Proszę pamiętać, że bez względu na nazwy, ważne jest to, co się twierdzi oraz sposób uzasadniania tychże twierdzeń. Teologia tedy twierdzi coś o sprawach boskich i uzasadnia te twierdzenia już to korzystając ze swych unikalnych metod, już to czerpiąc z dorobku filozofii. Filozofia zaś twierdzi coś o wszystkim i uzasadnia rozumowo. Wydaje mi się więc, że różnica jest właśnie w zakresie badań.

        Sądzę więc (choć mogę się mylić), że poruszony problem, ma zgoła inne podłoże: obecnie (podobno) nie wiadomo, czym jest filozofia. Mamy do czynienia w Polsce z wyjątkową słabością filozofii, ale to już całkiem inny temat.

        W razie dalszych wątpliwości zapraszam do kontaktu z doradcami filozoficznymi (www.philosophicalcounseling.pl)

        Piotr Wojciechowski.
        • kardla Re: po co nam filozofia? 29.04.11, 00:18
          Czyli filozofia ma sie do teologii jak Slowianie do Polakow?

          Skoro jest tu filozof, to skorzystam i dopytam:

          Co jest obecnie "goracym tematem" w filozofii? Nad czym filozofowie pracuja?
          Pytam bo wszyscy absolwenci filozofii ktorych znam pisali prace mgr na temat: Zycie i tworczosc Zenona Zenonowskiego z Zenonowa.
          • pmwojciechowski Re: po co nam filozofia? 29.04.11, 10:13
            W pewnym uproszczeniu tak, przy czym należy pamiętać, że nie każdy Słowianin, to Polak, a nie każdy Polak to Słowianin.

            Co jest obecnie "gorącym tematem" w filozofii? To samo, co przez 2500 lat jej trwania: świat, jego budowa, prawa (lub prawidłowości) nim rządzące, i wreszcie jego mieszkańcy, ze wszystkimi ich problemami. Z mojego punktu widzenia (jako doradcy filozoficznego) interesujące są przede wszystkim problemy tzw. praktyczne, to znaczy takie, które pojawiają się, gdy przechodzimy od teorii do praktyki (a czasem też na odwrót).

            Moi klienci borykają się z tymi samymi pytaniami, co starożytni Grecy: jak żyć? co możemy lub powinniśmy wiedzieć i jak tą wiedzę wykorzystać? dlaczego dzieje się to, co się dzieje i czy może być inaczej? itp. Do tego dochodzą krótkie i zadziwiająco aktualne: co istnieje? co to jest prawda? Wydaje mi się, że są to fundamentalne pytania człowieka w ogóle.

            Co do pozostałych filozofów, to mam zbyt mało danych. Niestety filozofia akademicka zamyka się w swych badaniach i stara się mówić językiem, który (szczerze mówiąc) nierzadko jest niezrozumiały nawet dla niej samej.

            Co do prac magisterskich, to praca typu "Poglądy Zenona z Zenonowa w Bardzo Trudnej Kwestii" dotyczy raczej historii filozofii, a nie filozofii (nie podejmuje się w nich zazwyczaj żadnego problemu, poza ustaleniem, jak to było u danego autora). Ja także napisałem tego typu pracę magisterską. Niewiele ma się to wspólnego z codzienną moją pracą zawodową.

            Piotr Wojciechowski.

            --------------------------------
            Letni Obóz Filozoficzny 2011
            www.WarsztatyFilozoficzne.pl
    • eeela reklama a polityka 13.06.11, 14:11
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,9772345,Wojciech_Mann_nie_moze_juz_rozmawiac_o_polityce.html
      Czy ktoś mi może wyjaśnić, dlaczego publicysta nie może mówić o polityce, gdy zarabia reklamowaniem banku?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka