dama-z-wachlarzem
21.09.12, 06:12
Od pewnego czasu nurtuje mnie pewna sprawa, dlatego chciałabym poznać Państwa opinie na jej temat. Sprawa jest, jak ujęłam w temacie, "dziecinna" i tylko ze względu na anonimowość ośmielam się ją przedstawić :/
Otóż, jako doktorantka chciałabym publikować (zgodnie z teorią dala.taty, w czasopismach, które sama czytuję), jednak wszystkie moje teksty (poza dwoma) są odrzucane. Oczywiście, jako człowiek-agent ośmielam się węszyć spisek. Wszyscy Państwo wiecie, że doktorantów jest bardzo wielu, zbyt wielu, rośnie zatem "parcie" na publikowanie (choć wydaje mi się, że tekstów doktorantów nie czyta pies z kulawą nogą...), a czasopisma (te z dolnej półki), przynajmniej tak mi się wydaje, znikają szybko (myślę szczególnie o wersjach internetowych), trzeba zatem "uderzać" do flagowych, sprawdzonych tytułów uczelni. Z publikowaniem w "rodzimych" (czyli wydawanych na mojej uczelni) pismach nie mam problemu. Czy nie jest zatem tak, że uczelnie wolą publikować "swoich", by pokazywać, że doktoranci publikują, nawet kosztem tego, by odrzucić "obcy" dobry tekst? Sama już nie wiem. Wysłałam jeden artykuł do czasopism X, Y, Z. X nie odpowiedział, Z również, Y powiedział, że nie. Tekst ukazał się w czasopiśmie wydawanym na mojej uczelni (tzn. redaktorem jest jeden z profesorów). Cóż zatem czynić, by nie posiadać w bibliografii jedynie tytułów z mej własnej matki żywicielki? A może rzeczywiście moje teksty są słabe i "rodzime" czasopisma publikują je tylko ze względu na to, by doktoranci mieli publikacje? Jakie są Państwa doświadczenia?