Dodaj do ulubionych

Meanwhile in Poland...

24.10.12, 08:01
Linka
Obserwuj wątek
    • fajnytoster Re: Meanwhile in Poland... 24.10.12, 08:50
      Strona szybko została zdjęta, ale od czego jest google cache :)
      Więc dla zainteresowanych w całości:
      Cytat
      2012-10-11
      Pomysł na biznes: pisanie prac
      Na ratunek zajętym studentom?

      Jeszcze całkiem niedawno pisanie prac na zlecenie było niczym tajemnica poliszynela: wszyscy o tym wiedzieli, mało kto otwarcie mówił. Zajmowali się tym głównie chcący dorobić studenci. Dziś tego rodzaju zlecenia biorą na siebie jawnie działające firmy. Z roku na rok jest ich coraz więcej, okazuje się bowiem, że to całkiem dochodowy interes.

      Studentów ciągle przybywa, panuje bowiem przekonanie, że studiować trzeba, choćby dla formalnego potwierdzenia wykształcenia. Dziś posiadanie dyplomu ukończenia studiów wyższych to już standard: studiujemy, bo wszyscy studiują, bo nawet na stanowisku, na którym teoretycznie wystarczyłoby wykształcenie średnie, wymaga się wyższego. I chociaż dużo się mówi o tym, że rynek pracy jest już przesycony absolwentami uczelni wyższych, nadal jest wielu chętnych do studiowania. Brakuje jednak niekiedy samego czasu na naukę, nie mówiąc już o pisaniu rozległych prac. Jednym, z powodu pracy czy innych ważnych zajęć, brak czasu, innym chęci, a jeszcze innym – talentu. Prace pisać jednak trzeba, jeśli chce się zaliczyć semestr czy ukończyć studia z tytułem magistra.

      Można ambitnie podejść do tematu i samodzielnie napisać pracę bądź skorzystać z fachowej pomocy. Długo nie trzeba szukać: w sieci wprost roi się od ogłoszeń dobrych dusz chętnych pomóc uczniom czy studentom w ustrukturyzowaniu tuszu na kilkudziesięciu kartkach papieru, zwanych inaczej pracą magisterską czy licencjacką. Powstają też firmy zajmujące się zawodowo pisaniem różnego typu prac, poczynając od maturalnych, przez prace zaliczeniowe, niezbędne na poszczególnych etapach kształcenia, po prace licencjackie oraz magisterskie. Często, przynajmniej oficjalnie, oferują pomoc w pisaniu, a nie napisanie całości pracy.

      Zdarzają się osoby, które nie mają nawet skonkretyzowanego pomysłu na swoją pracę. Nie jest to łatwe zadanie, studenci bowiem oczekują zajęcia się tematem od początku do końca. Zakres tematów jest jednak zwykle ograniczony przez promotora. Część osób z kolei ma wprawdzie temat sprecyzowany, jednak nie wie, jak się do tego zabrać. Wszyscy chyba pamiętamy scenę z filmu „E = mc2”, kiedy to pracownik akademicki spotyka się ze Stellą, by omówić kwestie dotyczące jej pracy magisterskiej na temat „Archetyp sierotki Marysi w świetle współczesnych badań psychologicznych”. Niekiedy już sam temat jest tak długi i skomplikowany, że trzeba się w niego dokładnie wczytać.

      Jeśli poważnie podejść do tematu, trzeba przeczytać mnóstwo książek i opracowań, a następnie spędzić wiele godzin przed komputerem. Do tego dochodzą jeszcze poprawki, jakich trzeba dokonać z uwzględnieniem uwag promotora. Przeciętnie wynagrodzenia za napisanie pracy waha się w granicach od tysiąca do trzech tysięcy złotych. Można by pomyśleć, że ten biznes zupełnie się nie opłaca, bo przecież student ma na napisanie pracy dwa lata. W praktyce jednak czas przeznaczany na napisanie jest znacznie krótszy. Osoby zajmujące się zawodowo pisaniem prac potrafią napisać nawet dwie prace magisterskie w ciągu miesiąca. Przyznają, że wymaga to dobrej organizacji, a nieraz zarwania kilku nocy. Zdarzają się też pilne zlecenia: na miesiąc, a nawet na dwa tygodnie przed spodziewanym terminem złożenia pracy. Osoby zajmujące się tym na co dzień mają już wprawę bądź zatrudniają pomocników do przedzierania się przez opasłe tomy czy alejki w bibliotece. Trzeba zaznaczyć, że samo zlecenie napisania komuś takiej pracy nie rozwiązuje jeszcze problemu. Zwykle powodem jest brak czasu, a przecież do obrony też trzeba się przygotować: zapoznać się (choćby pobieżnie) z bibliografią, zakresem pracy itp.

      Nie trzeba chyba tłumaczyć, że podawanie się za autora pracy, którą faktycznie napisała inna osoba, jest nieuczciwe. Trudno jednak takie oszustwo udowodnić, tym bardziej że na wielu uczelniach obrona pracy magisterskiej jest już czystą formalnością, chociaż zdarzają się sytuacje, w których student nie potrafi odpowiedzieć na pytania komisji dotyczące zakresu pracy. Wówczas pozostaje mu ponowne podejście do obrony. Podobnie za wątpliwe etycznie można uznać pisanie prac za kogoś. W ten sposób bowiem świadomie poszerza się krąg osób z dyplomem, które mogą w przyszłości zasilić szereg osób bezrobotnych, bo wykształcenie tylko na papierze nie daje jeszcze podstaw do zatrudnienia.

      Agnieszka Jastrzębska (Zielona Linia 19524, Centrum Informacyjno-Konsultacyjne Służb Zatrudnienia)
      • ford.ka Re: Meanwhile in Poland... 24.10.12, 09:26
        A porad jak dilować nie dali? Jak ktoś znalazł, poproszę linka!
        A w tzw. międzyczasie: www.tvn24.pl/zaliczenie-za-zakup-ksiazki-tak-profesor-sprzedawal-swoja-prace,284439,s.html
        • detektor01 Re: Meanwhile in Poland... 24.10.12, 09:42
          Dobreeee... A jak by tak wpisał w efekty kształcenia "posiadanie książki" to może byłoby ok?
        • dala.tata Re: Meanwhile in Poland... 24.10.12, 16:01
          spadla mi szczeka, ale wlasciwie to tylko troche.

          Pomysly, ze 'trzeba kupic ksiazke' funkcjonuja od dawna. W bibliotece jeden egzemplarz, zawsze wypozyczony, a priofesor pyta z ksiazki i tylko z ksiazki. no i trzeba kupic. jednak tutaj laskawy profesor przenosi sprawy na inna polke zupelnie.
          • fajnytoster Re: Meanwhile in Poland... 24.10.12, 16:38
            kiedy ja studiowałem to jeden z profesorów nam swoje książki sprzedawał :) przywoził z wydawnictwa wielkie paczki, a na wykładzie my się ustawialiśmy w kolejce z odliczoną kwotą i dokonywaliśmy transakcji kupna-sprzedaży :)
            na szczęście ten akurat do niczego nie zmuszał, więc na przykład ja książki nie kupiłem i nie miałem z tego tytułu nieprzyjemności (chociaż to może dlatego, że prof nie dożył egzaminu)
          • flamengista jedno nieodmiennie mnie fascynuje 24.10.12, 18:59
            w takich sprawach.

            Ludzka głupota.
        • pentacen Re: Meanwhile in Poland... 24.10.12, 19:11
          Jestem zażenowany, oburzony i mdli mnie od tego co zobaczyłem i usłyszałem. W takich sytuacjach myślę sobie, że mówienie o humanistycznym garbie na grzbiecie UWr jest uzasadnione...
          • fajnytoster Re: Meanwhile in Poland... 24.10.12, 22:03
            myślę, że jednak przeniesienie jednego durnego profesora na poziom całego "humanistycznego garbu" jest nadużyciem... gdyby swoje podręczniki wciskał profesor fizyki, pewnie nie pisałbyś o "przyrodniczym garbie"
            chociaż nie znam rzeczywistości uwr i nie wiem jak tam się całościowo sprawy mają. ale takie sformułowanie po prostu nieco razi
            • pentacen Re: Meanwhile in Poland... 25.10.12, 07:53
              Określenie nie jest mojego autorstwa. Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że tego typu sytuacje w większości ujawnionych przypadków, dzieją się właśnie na wydziałach humanistycznych. Chciałbym wierzyć, że chodzi wyłącznie o statystykę - humanistyczne są znacznie bardziej liczne od przyrodniczo-ścisłych. Mnie użyte określenie też razi, tyle tylko, że po raz kolejny się sprawdza ;/
              • chilly Re: Meanwhile in Poland... 25.10.12, 17:23
                pentacen napisał:
                > ... Najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że tego typu sytuacje w większości ujawnionych przypadków, dzieją się właśnie na wydziałach humanistycznych. Chciałbym wierzyć, że chodzi wyłącznie o statystykę - humanistyczne są znacznie bardziej liczne od przyrodniczo-ścisłych.
                A może chodzi o to, że przyrodniczo-techniczni wydaja swoje ksiązki w nakładach około 1 tys. egzemplarzy? Podręczniki, bo monografie to raczej 100-300 egz. Tym samym książki musza byc dotowane, a zarobic sie na nich nie da. Dobrze, jak autor za dużo doi swego dzieła nie dopłacił. Bo to, panie, pisał na własnym komputerze, drukował na domowej drukarce i kupionym w realu czy innym tesco papierze. A wydawnictwo jeszcze przerzuciło na niego uzyskanie zgody na wykorzystanie rysunków z różnych prac, za co często trzeba zapłacić (w sumie - może kosztować więcej niż zysk ze sprzedaży całego nakładu książki). a taki, panie dzieju socjolog czy inny pedagog - rynek zbytu liczony w setkach tysięcy. Niech kupi nawet co dwudziesty - opłaci się!
        • chilly Re: Meanwhile in Poland... 25.10.12, 17:15
          Pomijając meritum, mnie uderzył inny fragment:
          "Czyli ja nie mogę skserować książki"?
          - pyta podszywająca się pod studentkę reporterka.
          I ani cienia zażenowania, ,ze jakieś prawa autorskie, ze kradzież dorobku intelektualnego, przez co profesor, zamiast zarobić na książce w sposób uczciwy (normalny!), ucieka się do takich chwytów (nie on pierwszy).

          • podworkowy Re: Meanwhile in Poland... 25.10.12, 18:05
            gwoli wyjaśnienia, kserowanie na własny użytek choćby i całych książek jest w pełni legalne i nie stanowi ani naruszenia praw autorskich ani tym bardziej żadnej "kradzieży dorobku intelektualnego" (cokolwiek miałoby to znaczyć...)
            • dala.tata Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 00:03
              co za straszny kraj!

              podworkowy napisał(a):

              > gwoli wyjaśnienia, kserowanie na własny użytek choćby i całych książek jest w p
              > ełni legalne i nie stanowi ani naruszenia praw autorskich ani tym bardziej żadn
              > ej "kradzieży dorobku intelektualnego" (cokolwiek miałoby to znaczyć...)
            • chilly Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 09:11
              podworkowy napisał(a):
              > gwoli wyjaśnienia, kserowanie na własny użytek choćby i całych książek jest w p
              > ełni legalne i nie stanowi ani naruszenia praw autorskich ani tym bardziej żadn
              > ej "kradzieży dorobku intelektualnego" (cokolwiek miałoby to znaczyć...)
              Naprawdę? To po co te wszystkie "copywright", "wszystkie prawa zastrzeżone" czy inne "kopiowanie i powielanie w jakiejkolwiek formie wymaga pisemnej zgody Wydawcy"?
              I jak ma na książce zarobić wydawnictwo (o autorze nie wspomnę) skoro można ja bezkarnie "piracić"?
              Nigdy nie mogłem zrozumieć studentów, którzy przynosili na ćwiczenia skserowany za 7 zł skrypt, który za 10 zł można było nabyć w uczelnianej księgarni... Może dlatego, że aż tak bardzo za piwem nie przepadam :)
              • dala.tata Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 09:33
                Doskonale pytania, chilly. Nie zyje z tantiemow wydawanych ksiazek, jednak wkurza mnie kserowanie ich.podobnie jak sciaganie. Ksiazka to wynik kilku lat pracy i po to ja wydaje w dobrym wydawnictwie, zeby rowniez na niej zarobic.

                W UK wszystkie uniwersytety maja umowy z firmami dbajacymi o prawa autorow i nie ma mowy o zadnym kserowaniu na 'wlasny uzytek'. Za to uczelnie placa ryczalty. Podobnie z artykulami ze stron wydawnictw, trzeba za nie placic i nie mozna sciagac 'na wlasny uzytek'. Kserowanie calych ksiazek jest nielegalne zawsze bez wzgledu na rycxalty. Legalne jest kserowanie czesci ksiazki, zazwyczaj rozdzialu.

                Nonszalancja polskiego prawa wobec mojej wlasnosci jestprzerazajaca. I o ile mozna bylo rozumiec problem za komuny, teraz taka dezynwoltura jest tylko irytujaca. Bylaby mocno wkur.wiajaca, gdyby od sprzedazy moich ksiazek zalezalo, czy bede mial na splate kredytu hipotecznego.

                Warto sobie przypomniec, ze od czegos sa biblioteki.
                • podworkowy Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 10:32
                  odpowiadam zbiorczo
                  1) Tak, na pewno jest legalne.
                  2) Proszę wybaczyć złośliwość, ale przytaczanie linka do wypowiedzi anonimowej właścicielki punktu kserograficznego jako argumentu w takiej dyskusji z było nie było dr hab. nauk prawnych jest całkowicie niepoważne, zwłaszcza, że przy sensownym wpisaniu zapytania do google'a niemal od razu wyskakuje link do podręcznika najlepszych specjalistów z prawa autorskiego w Polsce tj. Barty i Markiewicza. Naprawdę taka z założenia "contrarian attitude" i brak chęci do przyjęcia domniemania (oczywiście wzruszalnego...), ze kompetentny w danej dziedzinie rozmówca ma po prostu rację, jest irytujący. Jakbyście się Szanowni Państwo czuli, gdybym kwestionował bez żadnych sensownych podstaw prawdziwość (tj. fakty, a nie opinie) Waszych słów w dziedzinach, w których jesteście specjalistami?
                  3) Nota copyright nie ma w polskim prawie żadnego istotnego normatywnego znaczenia - polskie prawo autorskie oparte jest na innych podstawach.
                  4) Co do wypowiedzi dali taty - cóż, różnimy się ideowo w ocenie praw autorskich i chyba nie ma sensu wszczynać tej dyskusji. Powiem tylko tyle w odniesieniu do książek pracowników naukowych uczelni publicznych, że sytuacja, w której podatnik jest dwukrotnie zmuszany do płacenia za to samo (raz w pensji autora i w finansowaniu wydania publikacji, a dwa w księgarni) wydaje mi sie wielce wątpliwa moralnie.
                  • dala.tata Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 16:23
                    tu nie chodzi o zadne roznice ideowe, tylko rzeczywistosc. Ksiazki wydawane sa przez komercyjne wydawnictwa. Gdyby wszyscy kserowali sobie pojedynczy egzemplarz, ksiazek by nikt nie wydawal.

                    Pomijam juz 'ideowe' kwestie - bardzo watpie, ze podatnik zaplacil za moja ksiazke. Byc moze zaplacil za badania, jednak nie za ksiazke, ktora napisalem glownie po godzinach.

                    podworkowy napisał(a):

                    > 4) Co do wypowiedzi dali taty - cóż, różnimy się ideowo w ocenie praw autorskic
                    > h i chyba nie ma sensu wszczynać tej dyskusji. Powiem tylko tyle w odniesieniu
                    > do książek pracowników naukowych uczelni publicznych, że sytuacja, w której pod
                    > atnik jest dwukrotnie zmuszany do płacenia za to samo (raz w pensji autora i w
                    > finansowaniu wydania publikacji, a dwa w księgarni) wydaje mi sie wielce wątpli
                    > wa moralnie.
                    • podworkowy Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 19:34
                      chodzi o różnice ideowe, bo mój stosunek do idei praw autorskich jest mocno krytyczny (i wcale nie jestem w tym odosobniony). Tak, jak jednak napisałem, nie sądzę, by to forum było miejscem do takiej generalnej dyskusji.
                      Cóż, o Pana sytuacji nie zamierzam się wypowiadać, wiem, że w polskich realiach za moje książki (i ogromnej większości) moich kolegów podatnicy zapłacili, a niektórzy (zaoczni w czesnym, od których na jednym z przedmiotów wymagam korzystania z jednej z nich in extenso) nawet dwa razy. Moim obowiązkiem pracowniczym jest w końcu publikowanie książek, a środki publiczne zostały także wydane na dofinansowanie druku. Moje podejście jest więc krańcowo odmienne od tego prezentowanego przez linkowanego tu profesora - nie mam absolutnie nic przeciwko kserowaniu mojej pozycji, a najchętniej publikowałbym ją - w normalnym świecie - po prostu w repozytorium uczelnianym (prointernetowego stanowiska proona nie akceptuje wyłącznie z przyczyn praktycznych)
                      • dala.tata Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 19:42
                        Mysle, ze nie raz mialem juz okazje stwierdzic, ze ma Pan dar ignorowania meritum sprawy.

                        Otoz ksiazki wydaja wydawcy. cokowliek umiesci pan w repozytorium, nie jest ksiazka, jest plikiem. Zeby ten plik stal sie ksiazka, potrzebny jest wydawca, a jemu trzeba zaplacic. Ja rozumiem, ze to jest szczegol, nad ktorym pan sie nie chce pochylic, jednak owe tysiace wydawcow wydajacych ksiazki akademickie mogloby miec pewne trudnosci z tym, zeby im nie placic.

                        Prosze sprobowac tez zagladnac do kontraktu: watpie, ze sa w nim slowa o publikowaniu ksiazek.
                        • podworkowy Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 20:01
                          1: nie mam ochoty dywagować nad tym, kiedy plik staje się e-bookiem (który jest wszak bookiem) - niech zatem Panu będzie...
                          2: czy Pan naprawdę jest aż w takim stopniu oderwany już w UK od polskich realiów, by nie zdawać sobie sprawy z faktu, że owe "komercyjne" (uśmiałem się trochę przy tym przymiotniku) wydawnictwa gros książek naukowych w obszarze nauk społ. w Polsce wydają wtedy i tylko wtedy, gdy druk jest finansowany (albo dofinansowywany w olbrzymim procencie) już to przez uczelnie, już to przez granty ze środków publicznych?
                          Koszt wydania mojego doktoratu 7 lat temu (fakt, ze był on obszerny, ale z drugiej strony miękka oprawa, brak ilustracji, brak honorarium, samodzielne streszczenie anglojęzyczne itp.) wynosił ok. 35 tys. za bodajże 500 egzemplarzy. Cala kwotę musiałem zabezpieczyć sam (dotacja uczelniana, grant KBN i sponsoring prywatny). 80 % (conajmniej) moich kolegów wydaje swoje rzeczy na podobnych zasadach. Nie zamierzam zatem wzruszać się specjalnie losem "komercyjnego" wydawnictwa (zwlaszcza, że takie rzeczy, jak dystrybucja czy reklama książki leżały i kwiczały).
                          Proszę zważyć na koniec, że wyraźnie zastrzegłem, że chcę rozmawiać tutaj właśnie o takich przypadkach (tj. podwójnym płaceniu), a nie o prawach autorskich w ogóle.
                          Być może w UK wygląda to inaczej - mało mnie to w tym momencie obchodzi...
                          • dala.tata Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 20:14
                            To ja mam propozycje: moze prawo by rozroznilo miedzy ksiazkami, ktorych nie da sie wydac i musi za nie zaplacic podatnik i tymi wszystkimi, ktore wydano komercyjnie. Ja niestety nie jestem sie w stanie pochylac nad losem 'zabezpieczajacych'....

                            Cos mi sie wydaje, ze w polskich ksiegarniach tych drugich jest znacznie wiecej, ale to ja z cala pewnoscia ja jestem ten oderwany. Cos mi sie te wydaje, ze podatnik ma dosc maly wplyw na wydawanie tych wszystkich dziel, ktorych koszta 'zabezpiecza'. Ta wydawnicza psychoterapia moglaby sie podatnikowi nie spodobac.

                            Tak czy owak, gratuluje tego, ze polskie prawo dzielnie wspiera 'zabezpieczaczy', dzielnie podkopujac tych okropnych ludzi, ktorzy na wydawaniu ksiazek chca zarabiac.
                            • podworkowy Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 20:27
                              jest to propozycja pewnie niemożliwa do praktycznej realizacji, ale niewątpliwie uczciwa. Na moja skromna miarę realizuję ją nie czyniąc studentom najmniejszych kłopotów z tytułu kserowania moich pozycji i tłumacząc wszem i wobec, że takie działanie jest realne.
                              Co więcej, ja mam jakieś takie dziwne przekonanie, że akurat w przypadku książek przeciętny student jakoś intuicyjnie czuje te różnicę. Jeśli widzę młodego człeka z ksero, to mam właściwie pewność, że jest to książka naukowa; nie wydaje mi się, aby kopiowanie autentycznie komercyjnej np. beletrystyki było powszechnym procederem. Czy mniema Pan, że mlodzież masowo (przy uwzględnieniu dzisiejszego poziomu czytelnictwa) kopiuje Kinga, Grishama czy innego Coelho?
                              • flamengista po co kserować 26.10.12, 21:50
                                Grishama czy Coelho ściąga z neta w pdfie. Nic za to nie płacąc.

                                Ja nawet rozumiem Pańską argumentację. Jestem też w stanie zrozumieć, że nie potępia Pan studentów za to, co robią.

                                Natomiast nie zgadzam się, by twierdzić że jest to ok. Zarówno pod względem moralnym, jak i legalnym.
                                • podworkowy Re: po co kserować 26.10.12, 22:03
                                  sorry, ale pod względem legalności po prostu Pan się myli. Nie ma tu miejsca na formułowanie opinii prawnych (zresztą ja za to biorę parę tysięcy..;). Odsyłam więc do Barta, Markiewicz, Prawo autorskie, Warszawa 2008, Wolters-Kluwer, s. 118-119. Dodam tylko, ze oprócz zawartej tam argumentacji moge podać jeszcze inne uzasadnienia.
                                  Ale jedną rzecz podam - w art. 20 ze znaczkiem 1 prawa autorskiego pojawia się passus o osobach prowadzących działalność gosp. "w zakresie zwielokrotniania utworów dla własnego użytku osób trzecich", co bezdyskusyjnie pokazuje, że dzialalność taka JEST LEGALNA.
                                  Co do moralności, to powtórzę, iż nie chcę dyskutować o moralności i ideowych podstawach prawa autorskiego w ogóle; uważam natomiast jednoznacznie, ze akurat w przypadku tych uczonych, których publikacje są finansowane ze środków publicznych, a nie przez żadne "komercyjne wydawnictwa" (ogromna rzesza w naukach społecznych), robienie dymu, bo student skserował sobie książkę jest absurdem.
                                  No, ale cóż, na tym forum jest chyba większość etatystów-socjalistów, dla których normalne jest to, że obywatel najpierw płaci za budowę autostrady jako podatnik, a następnie jako użytkownik (a jeszcze przydałaby sie dotacyjka dla koncesjonariusza w trudnych czasach)
                                  • flamengista gratuluję 26.10.12, 22:29
                                    tych paru tysięcy, naprawdę.

                                    Zna Pan ten dowcip o ekonomistach? Przychodzi jeden do drugiego i pokazuje mu wyniki swoich badań empirycznych. A drugi mówi: to wszystko ładnie wygląda w praktyce, ale jak to się sprawdza w teorii?

                                    No więc w teorii ma Pan na pewno rację. Ale mój kolega prowadzący punkt ksero, który wylądował w sądzie i musiał zapłacić grzywnę za odpłatne kserowanie książek ma chyba w tej sprawie inne zdanie.
                                    • podworkowy Re: gratuluję 26.10.12, 22:36
                                      kiedy to było? Przed 2002 rokiem można było mieć tu wątpliwości, ale od 10 lat wszystko jest jasne. Poza tym podejrzewam, że kolega po prostu sprzedawał już skserowane (a nawet zbindowane) egzemplarze książek.
                                      A ostatecznie zawsze jest możliwe, że sędzia był taki hmm...nieekskluzywny...
                                      P.S. A na marginesie, czy to Pan jest autorem bloga flamengista.blox z tekstami o piłce nożnej?
                                      • flamengista Re: gratuluję 26.10.12, 22:52
                                        "podejrzewam, że kolega po prostu sprzedawał już skserowane (a nawet zbindowane) egzemplarze książek"
                                        tak

                                        W sprawie bloga - znowu tak:)
                                        • podworkowy Re: gratuluję 26.10.12, 22:57
                                          no to jestem zaszczycony poznaniem - miło na tym forum spotkać kogoś ze społeczności weszło:) No i oczywiście gratuluje dzisiejszego wyniku - może jednak nie gracie tylko o utrzymanie...;)
                                          • flamengista no ba... 26.10.12, 23:12
                                            jeszcze tylko 19 punktów do pełni szczęścia;) 30 powinno wystarczyć, no bo jest Podbeskidzie, Zagłębie i BOT.
                                            • podworkowy Re: no ba... 26.10.12, 23:15
                                              więcej wiary...jak boguski dziś razy dwa, to za tydzień sikorski razy trzy...;)
                              • cylke kserowanie zabija następne wydanie 27.10.12, 16:23
                                kserowanie zabija kolejne wydania książek - jeżeli wydawca widzi, że książka nie sprzedaje się, to nawet nie pomyśli o następnym wydaniu (chyba że jest to jakaś bardzo prestiżowa publikacja i z jakichś powodów trzeba rzucić na rynek nowe wydanie mieląc to, co się nie sprzedało z poprzedniego wydania). W dłuższej perspektywie traci na tym autor, bo będzie mógł wydać kolejne swoje dzieło tylko wtedy, gdy zapłaci wydawnictwu 100% kosztów produkcji książki, a nie każdy jest tak obrotny, że jest w stanie szybko i łatwo zebrać pieniądze dla wydawnictwa. Tracą też przyszli czytelnicy, bo muszą kserować wydanie sprzed kilku, czasem kilkunastu lat, a mogliby kupić nowe, zaktualizowane wydanie.
                                • fajnytoster Re: kserowanie zabija następne wydanie 27.10.12, 19:29
                                  cylke napisał:

                                  > kserowanie zabija kolejne wydania książek - jeżeli wydawca widzi, że książka ni
                                  > e sprzedaje się, to nawet nie pomyśli o następnym wydaniu (chyba że jest to jak
                                  > aś bardzo prestiżowa publikacja i z jakichś powodów trzeba rzucić na rynek nowe
                                  > wydanie mieląc to, co się nie sprzedało z poprzedniego wydania). W dłuższej pe
                                  > rspektywie traci na tym autor, bo będzie mógł wydać kolejne swoje dzieło tylko
                                  > wtedy, gdy zapłaci wydawnictwu 100% kosztów produkcji książki, a nie każdy jest
                                  > tak obrotny, że jest w stanie szybko i łatwo zebrać pieniądze dla wydawnictwa.
                                  > Tracą też przyszli czytelnicy, bo muszą kserować wydanie sprzed kilku, czasem
                                  > kilkunastu lat, a mogliby kupić nowe, zaktualizowane wydanie.

                                  Być może tak jest. Ale równie dobrze można powiedzieć to samo o dostępności książek w bibliotece, przez którą ludzie nie kupują książek i wolą je sobie nieodpłatnie wypożyczyć.
                                  • cylke Re: kserowanie zabija następne wydanie 27.10.12, 20:47
                                    Dla wydawcy jest istotna różnica między skserowaniem książki, a wypożyczeniem książki z biblioteki. Chociażby taka, że biblioteka wcześniej kupiła książkę i pokazała w ten sposób, że jest zapotrzebowanie na tę książkę.
                                    • podworkowy Re: kserowanie zabija następne wydanie 27.10.12, 21:18
                                      w kontekście książek naukowych (moim zdaniem, prawie nikt nie kseruje innych, a przynajmbniej nie w istotnym wymiarze) wspomnę tylko o bodaj 17 darmowych egzemplarzach obowiązkowych dla bibliotek, co de facto oznacza, że największe biblioteki naukowe w kraju niczego nie kupują...
                                      • cylke Re: kserowanie zabija następne wydanie 27.10.12, 22:29
                                        podworkowy napisał(a):

                                        > w kontekście książek naukowych (moim zdaniem, prawie nikt nie kseruje innych, a
                                        > przynajmbniej nie w istotnym wymiarze) wspomnę tylko o bodaj 17 darmowych egze
                                        > mplarzach obowiązkowych dla bibliotek, co de facto oznacza, że największe bibli
                                        > oteki naukowe w kraju niczego nie kupują...
                                        no fakt, największe biblioteki niczego nie kupują, bo wszystko dostają w prezencie, ale co z pozostałymi bibliotekami? jeżeli w Polsce jest kilkaset szkół wyższych i każda z nich musi mieć bibliotekę, to skąd się biorą książki w tych bibliotekach?
                                        Przy okazji chciałbym zaspokoić swoją ciekawość.Jak rozumiem, wręcz zachęcasz swoich studentów do kserowania napisanych przez ciebie książek. Ilu wydań doczekały się te książki?
                                        • podworkowy Re: kserowanie zabija następne wydanie 28.10.12, 01:23
                                          nie zachęcam, jeno mówię, żeby - zamiast uczyć się z jakichś marnej jakości skryptów i netu - skoro nie chcą kupić, to żeby skserowali - i tak, wolę to, aniżeli pierwsza sytuację.
                                          Większość oponujących przeciwko kserowaniu wydaje się żyć iluzją, że - gdyby nie punkty ksero - to większość kserujących delikwentów nabyłaby ich dzieła. To ma mniej więcej tyle sensu, co założenie, że skoro odsłuchałem sobie na youtube jakąś piosenkę z lat mojej młodości, to gdyby zabrać mi taką możliwość, to wydałbym na nią jednego dolara...
                                          Czekam na równie gorące protesty z tytułu sprzedaży książek używanych przez studentów wyższych lat...
                                          Gratuluję optymizmu co do stanu posiadania bibliotek rozmaitych Wyższych Szkół Wdzięku i Uroku; co więcej, jestem przekonany, że znaczna część tych nabytków to efekt wizyt w "taniej książce".
                                          Wydania były oczywiście pojedyncze (poza podręcznikiem, który miał trzy) ale i nie widzę w tym nic zdrożnego i bynajmniej o drugie wydania nie zabiegałem - problematyka się nie zdezaktualizowała, przychodów z tego tytułu nie byłoby dla mnie żadnych (i to wcale nie przez działania kserujących studentów, ale z innych przyczyn), a kontakty z wydawnictwami ograniczam do niezbędnego minimum, bo moje różnorakie doświadczenia z różnorakimi wydawnictwami (łącznie z tymi najbardziej znanymi w mojej działce) są po prostu fatalne.
                                          Ostatecznie - pomijając dyskusję nt. moralności - uważam, że oponowanie przeciw kserowaniu książek naukowych jest kopaniem się z koniem (implicite przyznał to nawet dala pisząc, że w UK-gdzie jest to nielegalne-nikt nie ściga osób zaangażowanych w ten niecny proceder). A nie sądzę, aby była to produktywna czynność. Zamiast zatem stękać, wolałbym przyjąć schemat, dzięki któremu oszczędza się pieniądze podatników, dostępność pozycji naukowych jest łatwiejsza, a sytuacja finansowa twórców nie ulega większym zmianom (z nielicznymi wyjątkami dotyczącymi dzieł FAKTYCZNIE komercyjnych tj. takich, które mają szanse na dochodowość).
                                          P.S. I żeby nie było - sam kseruję w całości - i to niezwykle rzadko, może ze 20 razy w życiu to uczyniłem - wyłącznie te książki, których i tak nigdy bym nie kupił (podobnie zresztą, jak czynię to w przypadku muzyki i filmów). Zasadniczo jestem oldskulowcem robiącym notatki...
                                          • cylke Re: kserowanie zabija następne wydanie 29.10.12, 16:30
                                            mam odmienne doświadczenia z kontaktów z wydawnictwami, także tymi najlepszymi. Nie unikam kontaktów z wydawcami.
                                            Jestem autorem lub współautorem ok. 10 książek, trzy z nich doczekały się co najmniej 8 wydań. Nigdy nie przyniosłem do wydawnictwa jakichkolwiek pieniędzy na sfinansowanie wydania napisanych przeze mnie książek, za to zawsze otrzymywałem pieniądze z wydawnictw (albo jednorazowe honorarium, albo tantiemy od sprzedanych egzemplarzy). Wśród tych książek są mój doktorat i habilitacja. Tak, wydawcy zapłacili mi za możliwość wydania mojego doktoratu i habilitacji, co prawda niewiele, ale to już inna kwestia. Podkreślę, nikt nie dofinansowywał ich wydania.
                                            Zastanawiam się nad spójnością twoich poglądów na temat kserowania książek z postępowaniem jako autora książek. Gdybym był na twoim miejscu, to przynosząc do wydawnictwa pieniądze na pokrycie całości kosztów poprosiłbym o możliwość rozdysponowania 80-90% nakładu - gdyby to był podręcznik, to przekazałbym swoim studentom, a gdyby to było dzieło naukowe, to rozesłałbym osobom, o których wiem, że byłyby zainteresowane książką.
                                            Są w Polsce uczelnie, które na początku semestru dają swoim studentom paczkę z podręcznikami potrzebnymi w tym semestrze. Studenci nic nie płacą odbierając taką paczkę (cena książek jest ukryta w czesnym). Takie postępowanie jest dla mnie sensowne.
                                            • podworkowy Re: kserowanie zabija następne wydanie 29.10.12, 17:07
                                              Gratuluję (bez ironii) chodliwej businessowo problematyki książek. Z tego można wysnuć wniosek, iż Pana książki faktycznie są wydawane na zasadach komercyjnych i rozumiem Pana moralny sprzeciw wobec ich kserowania (acz go nie podzielam, ale to temat na inną dyskusję). Do rozstrzygnięcia pozostaje jeszcze kwestia, czy przypadkiem nie napisał Pan tych książek w ramach obowiązków pracowniczych przy założeniu, iż jest Pan pracownikiem uczelni publicznej.
                                              A co do do spójności moich poglądów - fakt, iż koszt wydania był sfinansowany nie ze środków wydawnictwa absolutnie nie oznacza, że wydawnictwo zrezygnowało z nakładu.... Sam musiałem (poza bodaj 5 egzemplarzami) zapłacić (z małym rabatem) za każdy kolejny egzemplarz książki. Oj, bolało to bardzo;).
                                              A schemat z zapewnianiem podręczników (podkreślam, na uczelniach publicznych) nie jest wcale tak bardzo głupi, jakby to się prima facie wydawało...
                                              Uważam, że najlepszy jednak byłby pomysł, aby książki pracowników uczelni publicznych pisane w ramach stosunku pracy (po rzetelnych recenzjach i może drobnej korekcie językowych błędów, finansowanych przez macierzystą uczelnię publiczną - w końcu monografie liczą się w ocenie jednostki) były udostępniane publicznie w formie pdf.
                                              • dala.tata Re: kserowanie zabija następne wydanie 29.10.12, 17:39
                                                prosze mi pokazac choc jedna uczelnie, ktora w kontrakcie wymienia pisanie ksiazek (w tym monografii z badan). Ksiazki maja inna funkcje niz artykuly w casopismach i warto o tym pamietac. Ksiazki pisane sa rowniez po to, by na nich zarobic. To, ze wiele osob nie zarabia na swych ksiazkach, nie ma najmniejszego znaczenia. znaczna wiekszosc zarabia. Podobnie jak zarabiaja na nich wydawnictwa.

                                                Ksiazek nie pisze sie w tamach 'stosunku pracy'. Mozna sie nawet zastanawiac, czy sie pisze artykuly w ramach stosunku pracy, ale to co innego. I pomimo tego, ze laskawy pan z dezynwoltura odrzuca problem transofrmacji pliku w e-book, w rzeczywistosci to nie takie proste. I ktos musi zaplacic za te korekte, lamanie, szate graficzna i cala reszte. Niepraktycznosc tego, co pan proponuje, jest uderzajaca. Pomijajac juz kwestie moralne, o ktorych mowimy.

                                                Bowiem ksiazka jest moja wlasnoscia, tak jak muzyka, czy wreszcie jak samochod. i dobrze o tym pamietac. zezwalanie na kopiowanie 'na wlasny uzytek', to zezwalanie, by ktos 'na wlasny uzytek' skopiowal moja ksiazke i wydal jako swoja (na wlasny uzytek). Czy na 'wlasny uzytek' wydana moja ksiazka moze trafic na polke do mojej mamy i siostry? i do sasiada? Nie zarabiam na niej, mojej autorstwo nie jest nawet rozpowszechnione.

                                                i wreszcie to, co pan tak dzielnie omija. ksiazki naukowe nie sa pisane jedynie przez pracwonikow uczelni publicznych. Jednak prawo nadal nie chroni mnie i moich ksiazek, niezwykle nonszalancko podchodzac do pieniedzy wydanych przez moich wydawcow oraz traconych przeze mnie. Ogolnie mam poczucie ze polkie panstwo z duzym luzem podchodzi do moich pieniedzy (np. nikomu nie przyszlo nigdy do glowy, by zarpoponowac mi rekompensate za niezarobione pieniadze, gdy moja profesura bewederska lezala w zamrazarce u prez. Kaczynskiego), ale to inna rzecz.

                                                Jesli panstwo uwaza, ze polski podatnik powinien dostawac za darmo ksiazki pracwonikow, ktorych utrzymuje, to moze warto zaprzestac sprowadzac ksiazki z zagranicy do Polski. Moze warto nadac tym ksiazkom 'podatnikowym' inna nazwe: niech to beda skrytpyt, raporty,a moze 'podatnice' . ale rece precz od mojej ksiazki, na ktora moj wydawca wydal duzo pieniedzy, ktora jest profesjonalnie copy-edytowana, zlozona, oprawiona. I na ktoregj zarowno moj wydawca, jak i ja chccemy na niej zarobic.

                                                Mam wrazenie, ze wystepuje pan jako prawniczy Janosik, ktorego poglad powinni podzielac nie tylko inni pracownicy poslkich uczelni, ale wrecz uczeni calego swiata, ktorych ksiazki maja nieszczescie znalezc sie w polskich bibliotekach. Ja wolalbym, by robil to pan na wlasny rachunek i z wlasnymi pieniedzmi.


                                                podworkowy napisał(a):

                                                > Uważam, że najlepszy jednak byłby pomysł, aby książki pracowników uczelni publi
                                                > cznych pisane w ramach stosunku pracy (po rzetelnych recenzjach i może drobnej
                                                > korekcie językowych błędów, finansowanych przez macierzystą uczelnię publiczną
                                                > - w końcu monografie liczą się w ocenie jednostki) były udostępniane publicznie
                                                > w formie pdf.
                                                • podworkowy Re: kserowanie zabija następne wydanie 30.10.12, 08:32
                                                  wie Pan, miałem już machnąć ręką, ale stwierdziłem, że tego kwiatka nie zostawię bez komentarza:
                                                  "Ksiazek nie pisze sie w tamach 'stosunku pracy".
                                                  Bardzo jestem ciekaw, jakim przeto cudem książki liczone są do dorobku jednostki (zaraz pewnie Pan mi napisze, ze Pana się nie liczą, bo w UK etc.:):)
                                                  • dala.tata Re: kserowanie zabija następne wydanie 30.10.12, 09:44
                                                    Licza sie, ale sa opcja. Gdybym nie napisal w zyciu zadnej ksiazki, nikt nie kiwnalby palcem w bucie. Gdybym nie napisal zadnego artykulu, palec w bucie nie wystarczylby. Pracownik ma publikowac, a nie ksiazki pisac. Zapyta pan co by bylo, gdybym pisal same ksiazki. Bylby wielki problem, jako ze pisze ksiazke srednio raz na 3-4 lata, moj dorobek bylby zbyt mizerny by kwalifikowac sie do naszej parametryzacji. Znow palec w bucie.

                                                    Zdaje sobie jednak sprawy z tego, ze odpowiedz na mojego posta najlepiej zalatwic machnieciem reka. Za trudno pisac.
                                                  • podworkowy Re: kserowanie zabija następne wydanie 30.10.12, 11:02
                                                    Skoro książka liczy się do dorobku jednostki, to znaczy, że powstała w ramach stosunku pracy i kwestie typu opcjonalność nie maja tu żadnego znaczenia.
                                                    A co do machnięcia ręką - nie wynikało ono z niezdolności do zmierzenia się z intelektualną przenikliwością Pana postów, ale z faktu, że - co niejednokrotnie podkreślałem - nie chcę tu dyskutować o prawie autorskim w ogóle, zarówno w aspekcie moralnym, jak i prawnym (pod kątem jego ewentualnych zmian). Jeśli czuje Pan potrzebę podzielenia się swoimi poglądami w tym zakresie, to proszę czynić to nie wywołując mnie personalnie do odpowiedzi. Po prostu nie mam ochoty dyskutować np. o trafności Pana analogii między książka a samochodem. Szanuję Pana zdanie w materii praw autorskich i nie usiłuję Pana przekonać o jego bezzasadności - proszę o to samo. Nie mam w sobie Pańskiej chęci do permanentnego nawracania innych na swoją modłę.
                                                    W tej dyskusji interesuje mnie jedna ściśle sprecyzowana sytuacja, w której pracownik uczelni publicznej dostający pensję od podatników, pracujący w laboratorium wybudowanym za pieniądze podatników, na sprzęcie opłaconym przez podatników, korzystający z baz danych, za dostęp do których zapłacili podatnicy, jeżdżący z cząstkowymi wynikami swoich badań na konferencje za pieniądze podatników itp. itd. bulwersuje się, że student-podatnik kseruje sobie na własny użytek jego książkę (której wydanie b. często także zostało sfinansowane przez podatników, co dotyczy ogromnej liczby książek naukowych w Polsce, gdyż - jak słusznie zauważył adept - cechy rynku nauki w Polsce powodują, że nie da się na b. wielu książkach stricte naukowych zarobić). Jest to dla mnie stanowisko kuriozalne, względnie będące przejawem cynizmu. A jak jeszcze słyszę, że powyższe książki, które są liczone do dorobku jednostki i stanowią tym samym realizację obowiązków pracowniczych, "powstały po godzinach" i "nie w ramach stosunku pracy", to już tylko pozostaje mi pusty śmiech. Po godzinach to pracownik naukowy może sobie pisać beletrystykę, pornograficzne poematy lub książkę kucharską
                                                  • dala.tata Re: kserowanie zabija następne wydanie 30.10.12, 11:46
                                                    rozumiem.

                                                    jako ze do mojego dorobku licza sie rowniez moje poprzednie zatrudnienie, stypendia, nagrody spoza uczelni, tudziez inne osiagniecia, one tez powstaly w wyniku stosunku pracy?


                                                    podworkowy napisał(a):

                                                    > Skoro książka liczy się do dorobku jednostki, to znaczy, że powstała w ramach s
                                                    > tosunku pracy i kwestie typu opcjonalność nie maja tu żadnego znaczenia.
                                                  • podworkowy Re: kserowanie zabija następne wydanie 30.10.12, 11:54
                                                    nie mówię o dorobku indywidualnym, jeno o dorobku publikacyjnym jednostki Pana zatrudniającej. Otóż jeśli uczelnia w oficjalnych dokumentach np. parametryzacyjnych czy kategorialnych (a nie PR-owsko) za zgodą delikwenta (a przynajmniej przy braku sprzeciwu) wykazuje jakiekolwiek osiągnięcia swoich pracowników, to powstały one w ramach stosunku pracy. W przeciwnym wypadku jakim prawem podpisywałaby się pod cudzymi osiągnięciami?
                                                  • dala.tata Re: kserowanie zabija następne wydanie 30.10.12, 12:18
                                                    prosze wybaczyc, ale to jest teraz zabawne. Przed chwila mowil pan o moim dorobku, teraz sie okazuje, ze to tak naprawde nie chodzi o ten dorobek, ale o jakis inny. ale nie ma problemu, nie takie wolty nam straszne.

                                                    Otoz uczelnia w dokumentach np. parametryzacyjnych wykazuje rowniez to, ze jestem redaktorem naczelnym czasopisma X wydawanego przez wydawnictwo Y. Rozumiem, ze moj kontrakt z wydawnictwem Y rowniez powstaje w ramach stosunku pracy z moim uniwerstyetem, tak?


                                                    podworkowy napisał(a):

                                                    > nie mówię o dorobku indywidualnym, jeno o dorobku publikacyjnym jednostki Pana
                                                    > zatrudniającej. Otóż jeśli uczelnia w oficjalnych dokumentach np. parametryzacy
                                                    > jnych czy kategorialnych (a nie PR-owsko) za zgodą delikwenta (a przynajmniej p
                                                    > rzy braku sprzeciwu) wykazuje jakiekolwiek osiągnięcia swoich pracowników, to p
                                                    > owstały one w ramach stosunku pracy. W przeciwnym wypadku jakim prawem podpisyw
                                                    > ałaby się pod cudzymi osiągnięciami?
                                                  • spokojny.zenek Re: kserowanie zabija następne wydanie 30.10.12, 12:23
                                                    dala.tata napisał:

                                                    > prosze wybaczyc, ale to jest teraz zabawne. Przed chwila mowil pan o moim dorob
                                                    > ku, teraz sie okazuje, ze to tak naprawde nie chodzi o ten dorobek, ale o jakis
                                                    > inny. ale nie ma problemu, nie takie wolty nam straszne.

                                                    Naprawdę? Bo ja na przykład widzę coś takiego:

                                                    "wie Pan, miałem już machnąć ręką, ale stwierdziłem, że tego kwiatka nie zostawię bez komentarza:
                                                    "Ksiazek nie pisze sie w tamach 'stosunku pracy".
                                                    Bardzo jestem ciekaw, jakim przeto cudem książki liczone są do dorobku jednostki (zaraz pewnie Pan mi napisze, ze Pana się nie liczą, bo w UK etc.:):) "
                                                • spokojny.zenek Re: kserowanie zabija następne wydanie 30.10.12, 11:50
                                                  dala.tata napisał:


                                                  > Ksiazek nie pisze sie w tamach 'stosunku pracy'. Mozna sie nawet zastanawiac, c
                                                  > zy sie pisze artykuly w ramach stosunku pracy, ale to co innego.

                                                  Smakowite...
                                            • fajnytoster Re: kserowanie zabija następne wydanie 29.10.12, 17:48
                                              > Są w Polsce uczelnie, które na początku semestru dają swoim studentom paczkę z
                                              > podręcznikami potrzebnymi w tym semestrze. Studenci nic nie płacą odbierając ta
                                              > ką paczkę (cena książek jest ukryta w czesnym). Takie postępowanie jest dla mni
                                              > e sensowne.

                                              Cóż, ten proceder nazwałbym akwizycją idealną. Student nie może odmówić "zakupu" książki, nakład jest wysoki i nie zalega w magazynach, może nawet wyczaruje się jakąś z tego marżę i wynagrodzenie dla autora. Uważasz, że jest to sensowne i wobec powyższych walorów jak najbardziej się z tym zgadzam. Ale czy etyczne też?
                            • adept44_ltd Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 20:32
                              pomijając fakt, że w polskich księgarniach jest mnóstwo śmiecia... (choć raczej spoczywa ono w wydawnictwach) - przy takim rynku czytelniczym Dala (chodzi zarówno o jego wielkość, jak i zasobność) nie ma szansy, by jakakolwiek książka naukowa zarobiła na siebie, wałkowaliśmy to wiele razy...
                              • flamengista no ale nie ma szans 26.10.12, 22:00
                                bo ci co je czytają, tej książki nie kupują. Tylko robią kopie.

                                Jasne, specjalistyczne monografie nie mają szans na siebie zarobić. Ale tak jest nawet w przypadku popularnych podręczników.
                              • dala.tata Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 23:56
                                ale ja sie na ten temat nie wypowiadam. mnie idzie o zasade. ksiazka, ktora pisze, jest moja. pod wieloma wzgledami. tak samo jak muzyka, ktora pisze muzyk.

                                i jesli chcesz mowic o tym, 'jak jest', to jak bedziemy kserowac ksiazki, to ja nigdy nie wydam zadnej. podobnie jak tysiace innych ludzi. lacznie z chomskym, eagletonem, giddensem czy innym harre. mnie byloby szkoda.

                                adept44_ltd napisał:

                                > pomijając fakt, że w polskich księgarniach jest mnóstwo śmiecia... (choć raczej
                                > spoczywa ono w wydawnictwach) - przy takim rynku czytelniczym Dala (chodzi zar
                                > ówno o jego wielkość, jak i zasobność) nie ma szansy, by jakakolwiek książka na
                                > ukowa zarobiła na siebie, wałkowaliśmy to wiele razy...
                                • adept44_ltd Re: Meanwhile in Poland... 27.10.12, 00:01
                                  pod pewnymi tak, pod innymi nie... to zależy; niemniej w sytuacji, w której autor nie dostaje honorarium (a tak jest zazwyczaj w przypadku książki naukowej, z wyjątkami), i w której wydaje się ją za pieniądze podatnika, sądzę, że powinna być ogólnodostępna...
                                  • dala.tata Re: Meanwhile in Poland... 27.10.12, 00:20
                                    nigdy nie dostalem zadnego honorarium, choc dostaje tantiemy. katastrofalnie male, ale dostaje.

                                    i widze argument, ze ksiazka wydana za pieniadze podatnika powinna byc ogolnodostepna. jednak polskie prawo o tym nie mowi. polskie prawo mowi o tym, ze kazdy sobie moze skserowac moje ksiazki - poza pierwsza, po polsku, zdecydowanie NIE wydane za pieniadze podatnika. i dzieki temu moje ksiazki sprowadzone przez jedna biblioteke, moga byc powielone do oporu. Mnie sie to nie podoba. no ale coz, w chinach mozna kupic za dolara najnowsze filmy hollywoodzkie. legalnie. jestesmy w dobrym towarzysstwie.

                                    adept44_ltd napisał:

                                    > pod pewnymi tak, pod innymi nie... to zależy; niemniej w sytuacji, w której aut
                                    > or nie dostaje honorarium (a tak jest zazwyczaj w przypadku książki naukowej, z
                                    > wyjątkami), i w której wydaje się ją za pieniądze podatnika, sądzę, że powinna
                                    > być ogólnodostępna...
                                    • flamengista i jeszcze jedno 27.10.12, 09:19
                                      gdyby te ksera robili studenci na własny użytek, na własnym - zakupionym do tego celu - ksero, jeszcze wasza teza byłaby do obrony.

                                      Problem polega na tym, że:
                                      - wydawnictwo nie zarabia
                                      - autor nie zarabia
                                      - uczelnia nie zarabia
                                      - zarabia właściciel ksero, kserując książki

                                      Idąc waszym tokiem myślenia, właściciel punktu ksero powinien kserować takie książki po kosztach a najlepiej za darmo, bo przecież ich wydanie zostało już sfinansowane z naszych podatków i każdy powinien mieć do nich zapewniony bezpłatny dostęp.
                                      • adept44_ltd Re: i jeszcze jedno 27.10.12, 10:10
                                        gdyby były w pdf w sieci, nie byłoby problemu, o którym mówisz...
                                        • capo.di.tutti_capi Re: i jeszcze jedno 27.10.12, 16:04
                                          adept44_ltd napisał:

                                          > gdyby były w pdf w sieci, nie byłoby problemu, o którym mówisz...

                                          no właśnie są i to cała masa, tylko trzeba wiedzieć gdzie i jak :)
                                      • podworkowy Re: i jeszcze jedno 27.10.12, 11:29
                                        przypomnę tylko, że każdy właściciel punktu ksero (podobnie, jak producenci kopiarek, odtwarzaczy DVD,czystych nośników itp.) wnoszą na mocy prawa autorskiego określone zryczałtowane opłaty właśnie na rzecz twórców - ale to tak na marginesie.
                                        I druga marginalna uwaga - mam dziwne przekonanie, że kazusy a'la Wrocław - nie przesądzając tego konkretnego przypadku, bo człeka nie znam - dotyczą w przeważającej części raczej miernych badaczy. By dać rozpoznawalne nazwiska, nie sądzę, by np. prof. prof. Winczorek, Zoll, Łętowska, Ćwiąkalski itp. parali się takimi metodami, jak wymieniany wrocławianin.
                                      • fajnytoster Re: i jeszcze jedno 27.10.12, 12:28
                                        Generalnie trzeba odróżnić dwie rzeczy, bo dyskusja idzie w niekompatybilnych ze sobą kierunkach.
                                        Po pierwsze - jak powinno być. I tu kwestia jest oczywiście dyskusyjna, podwórkowy zresztą ucieka od tej dyskusji, pewnie słusznie zakładając, że tu osiągnąć konsensu się nie da i przerodzi się to w niekończący się wątek z wyzwiskami po 1000 poście ;)
                                        Ale zgadzam się, że trzeba pamiętać, że w całym czytelnictwie istnieją dwie strony, czyli autor i czytelnik. I cały problem prawodawstwa polega na tym, żeby wyważyć ich interesy, a nie dbać tylko o jedną stronę. Nie jest to łatwe, pewnie w ogóle nieosiągalne - zawsze przynajmniej jedni będą niezadowoleni, a prawdopodobnie obie strony.

                                        Po drugie - jak jest. I tutaj - na gruncie polskiego prawa - nie ma większych wątpliwości:
                                        - robienie kopii na własny użytek jest dozwolone,
                                        - "zwykła" działalność punktów ksero, robiących takie kopie dla zlecających im to studentów jest legalna,
                                        - niedozwolona jest natomiast działalność, w której właściciel punktu ksero robi kopie "na zapas" i sprzedaje gotowe kserówki studentom - i wtedy nie ma znaczenia czy są to kopie całych książek czy tylko ich fragmentów (np. poszczególnych rozdziałów)
                                        - autorzy i wydawnictwa są stratni już chociażby na samym fakcie, że ich publikacje są dostępne nieodpłatnie w bibliotekach, jednak tu stwierdzono, że "interes społeczny" jest bardziej istotny niż ich interesy materialne
                                        - w ramach rekompensaty twórcy dostają pieniądze z tzw. "opłaty reprograficznej", którą uiszczają m.in. punkty ksero - a to dlaczego pewnie nikt z nas takich pieniędzy nie dostało, to temat na zupełnie inną dyskusję
                                        • cylke Re: i jeszcze jedno 27.10.12, 13:52
                                          fajnytoster napisał:

                                          > - w ramach rekompensaty twórcy dostają pieniądze z tzw. "opłaty reprograficznej
                                          > ", którą uiszczają m.in. punkty ksero - a to dlaczego pewnie nikt z nas takich
                                          > pieniędzy nie dostało, to temat na zupełnie inną dyskusję

                                          jakiś czas temu otrzymałem maila, którego treść przytaczam poniżej:

                                          Szanowni Państwo,

                                          Uprzejmie informujemy, iż Stowarzyszenie KOPIPOL z siedzibą w Kielcach dokonało podziału zainkasowanych w 2010 roku opłat i przystąpiło do wypłat wynagrodzeń należnych twórcom utworów naukowych i technicznych z tytułu art. 20 i 20(1) ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (tekst jednolity: Dz. U. 2006 r. Nr 90 poz. 631).
                                          Na podstawie opisów bibliograficznych Biblioteki Narodowej opracowana została lista autorów, których publikacje wydane zostały w 2010 roku. Z tego tytułu zwracamy się bezpośrednio do Państwa, jako uprawnionych do otrzymania tychże wynagrodzeń, aby zechcieli Państwo zapoznać się ze szczegółowymi informacjami zawartymi na naszej stronie internetowej:

                                          www.kopipol.pl/?p=156
                                          oraz

                                          www.kopipol.pl/?p=144

                                          W załączeniu przesyłam ankietę, która jest jednocześnie deklaracją potwierdzającą uprawnienia twórcy do otrzymania należnej za rok 2010 części opłat reprograficznych, z tytułu art. 20 i 20(1) PrAut. Prosimy o wypełnienie ankiety i przesłanie jej drogą pocztową wraz z kserokopią dowodu osobistego na adres Stowarzyszenia KOPIPOL. Warunkiem udzielenia szczegółowych informacji oraz dokonania wypłaty należnych wynagrodzeń jest otrzymanie przez Stowarzyszenie KOPIPOL prawidłowo wypełnionej ankiety.
                                          Jednocześnie pragniemy poinformować, iż Stowarzyszenie KOPIPOL kontynuuje wypłatę wynagrodzeń za lata 2007, 2008, 2009.

                                          PS. Korzystając z Państwa uprzejmości prosimy o przekazanie (przesłanie) powyższej informacji innym współautorom pozycji książkowych, wydanych w roku 2010 przez wydawnictwa „objęte” repartycją, których współautorami są również Państwo.
                                          • fajnytoster Re: i jeszcze jedno 27.10.12, 19:32
                                            Właśnie o tej opłacie mówiłem, to z niej finansuje się rekompensaty dla twórców za kopiowanie ich dzieł w ramach dozwolonego użytku. Mechanizm, jak widać, jest daleko niedoskonały, ale jakiś tam jest i nie można powiedzieć, że autorzy nic nie mają z kserowania ich książek.
                                • h_hornblower Chomsky byłby dumny 28.10.12, 04:36
                                  dala.tata napisał:

                                  > ja
                                  > nigdy nie wydam zadnej. podobnie jak tysiace innych ludzi. lacznie z chomskym,

                                  Chomsky byłby dumny, że zechciałeś choć na chwile zejść ze swego piedestału i nieoczekiwanie zestawić jego nazwisko ze swoim nickiem.

                                  Brawo!
                            • h_hornblower delikatnie ci odwala dala 28.10.12, 04:30
                              dala.tata napisał:

                              > Tak czy owak, gratuluje tego, ze polskie prawo dzielnie wspiera 'zabezpieczaczy

                              Tzn komu tego gratulujesz? Swoim rozmówcom w tym wątku?! Uwielbiam dala twoje pozy wybytnego naukowca z "normalnego" kraju.

                              Tymczasem jednak "wybytni naukowcy z normalnych krajów" zwykle nie spędzają swoich dni forach internetowych, wylewając swoje żale do całego świata i dzieląc się jakże błyskotliwymi obserwacjami z maluczkimi z krajów rozwijających się, bo zwyczajnie nie mają na to czasu.

                              Życzę dalszej wybytnej kariery i kolejnych setek książek w przodujących brytyjskich wydawnictwach (broń Boże nie w dominiach - główna siedziba ma być w Londynie - tak, to London po polsku, jakby co) w przerwach w doginaniu do 15.000 postów na najbardziej prestiżowym z "naukowych" forów na świecie.

                              • dala.tata Re: delikatnie ci odwala dala 28.10.12, 08:52
                                horny, skarbie, twoja uwaga poswiecona mojej osobie jest zawsze mile widziana. Szczegolnie wzruszajace jest twe zastroskanie o to, jak spedzam czas.

                                Pamietaj tez, ze owo 'najbardziej prestizowe forum swiata' (musze powiedziec, ze to, ze cie to tak boli jest zrodlem nieustannej wesolosci dla mnie) jest rowniez otwarte dla ciebie i laknie jak kania deszczu twych nieustajaco wnikliwych slow. Wszyscy laczymy sie w zalu zapewne, ze tych slow tak malo.

                                Za zyczenia, ktore oczywiscie biore za dobra monete, dziekuje, szczegolnie ze przyszlym roku bedzie nastepna i znow w przodujacym wydawnictwie! :-)
                                • h_hornblower Re: delikatnie ci odwala dala 05.11.12, 03:46
                                  dala.tata napisał:

                                  > horny, skarbie, twoja uwaga poswiecona mojej osobie jest zawsze mile widziana.
                                  > Szczegolnie wzruszajace jest twe zastroskanie o to, jak spedzam czas.

                                  Zachowaj może lepiej swe czułości dla kogo innego. Nie zatroskanie to z mojej strony, lecz konstatacja.

                                  >Wszyscy laczymy sie w zalu zapewne, ze tych slow tak malo.

                                  Czas nie pozwala drogi dala.

                                  > Za zyczenia, ktore oczywiscie biore za dobra monete, dziekuje, szczegolnie ze p
                                  > rzyszlym roku bedzie nastepna i znow w przodujacym wydawnictwie! :-)

                                  Chwali ci się, że bierzesz za dobrą monetę. I gratuluje!
                    • h_hornblower zabawny jestes dala :) 28.10.12, 04:08
                      dala.tata napisał:

                      > bardzo watpie, ze podatnik zaplacil za moja ksia
                      > zke. Byc moze zaplacil za badania, jednak nie za ksiazke, ktora napisalem glown
                      > ie po godzinach.

                      "Po godzinach". Doskonałe! Uśmiałem się prawie do łez. DALA - POPROSZĘ WIĘCEJ TAKICH!

                      pzdr wesoło
                      horny
                • capo.di.tutti_capi Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 15:46
                  dala.tata napisał:

                  > W UK wszystkie uniwersytety maja umowy z firmami dbajacymi o prawa autorow i ni
                  > e ma mowy o zadnym kserowaniu na 'wlasny uzytek'.

                  czyli za te paręnaście książek które skserowałem w całości i później zeskanowałem do pdf na xerze uczelnianym (w UK) powinienem teraz czekać na Scotland yard? a może ktoś przegląda zapisy z kamer na uniwersytecie i wyszukuje pracowników nielegalnie kopiujących książki?

                  i jeszcze na emailu uczelnianym mam całe mase ksiazek (i to wysłanych innym ludziom).

                  zgodnie z teorią dala.taty niedługo będę pisać na forum z angielskiego więzienia :)
                  • dala.tata Re: Meanwhile in Poland... 26.10.12, 16:32
                    Nie, oczywiscie nikt tego nie sciga, glownie dlatego, ze nie da sie tego zrobic.

                    Nie zmienia to jednak faktu, ze w UK kserowanie calej ksiazki jest nielegelalne (i slusznie) i nie jest to zadna teoria. Dokladnie tak samo jka nielegalne jest sciagnaie muzyki itd. Zachecam do pojscia do biblioteki i zapytanie o to, czy wolno ci skserowac cala ksiazke.
                    • capo.di.tutti_capi Re: Meanwhile in Poland... 27.10.12, 16:21
                      > st sciagnaie muzyki itd. Zachecam do pojscia do biblioteki i zapytanie o to, cz
                      > y wolno ci skserowac cala ksiazke.

                      ja raczej nie xeruje juz ksiazek, to to nie ma sensu, najwygodniejsze jest skanowanie do pdf i OCR, wtedy można taką książkę przeszukiwać, jest to przydatne zwłaszcza dla książek, których nie ma google books, zresztą nawet te które tam są mają zablokowane niektóre strony i wyszukiwanie google ich nie obejmuje

                      właśnie zapytałem się siedzącej przy wejściu pracownicy biblioteki o skanowanie, możliwe że w sobote dużury mają jacyś przypadkowi ludzie, bo dowiedziałem się jedynie, że "skanowanie całej książki może zająć długo czasu i jeśli nie oddam ksiazki w terminie to będą naliczać £0.50 dziennie za zwłokę"

                      a poza tym, śmieszy mnie twoje wypowiadanie się "w UK", może powinieneś pisać "na moim uniwersytecie w UK"

                      u mnie w UK na każdym piętrze stoi duża maszyna, dostępna bez opłat na hasło dla pracowników (studenci mają xera w bibliotece za które płacą) która drukuje, xeruje, skanuje i wysyła na email w pdf, nie ma żadnego punktu xero, ani nikogo zatrudnionego do obsługi tych maszyn, więc jeśli ktoś chce coś sxerować (np. całą książkę) to musi sobie to zrobić sam,
                      ludzie zazwyczaj skanują to co potrzebują i nikt nie robi żadnych problemów z tego
                      • dala.tata Re: Meanwhile in Poland... 27.10.12, 18:24
                        No coz, nie mam pojecia, co robi twoja biblioteka w weekend. Jako ze nie chce mi sie klocic o fakty, poczytaj o brytyjskim copyright law. zauwzysz tam, ze wolno kopiowac rzeczy dla celow prywatnych i badawczych. Sa one jednak obarczone klauzula 'fair dealing' i 'to a certain degree'. To w praktyce oznacza rozdzial w ksiazce.

                        Tutaj z koeli masz wyjasnione, co znaczy kopiowanie dla potrzeb badawczych i prywantych. na pewno zauwazysz, ze sotsowne wyjasnienie brzmi:

                        Copying parts of a literary, dramatic, musical or artistic work or of a typographical arrangement of a published edition for the purpose of research or private study is allowed under the following conditions.

                        Nigdzie nie zezwala sie na kopiowanie calosci dziela. Proponuje przeczytac tez sekcje Q&A. Innymi slowy w brytyjskim prawie nie zezwala sie na kopiowanie 'ile chcesz', bo chcesz. To, ze gdzies tak sie dzieje, nie znaczy, ze to legalne.Mysle, ze zakonczy ten spor, co? Warto pamietac, ze to, ze masz silne o czyms przekonanie, nie ma mocy kreowania rzeczywistosci.
                        • spokojny.zenek Re: Meanwhile in Poland... 27.10.12, 19:38
                          "Warto pamietac, ze to, ze masz silne o czyms przekonanie, nie ma mocy kreowania rzeczywistosci."

                          No właśnie właśnie. Nie dalej jak wczoraj właśnie o tym pisałem - przy okazji "kontaktów", które w czyimś mocnym choć całkowicie błędnym przekonaniu do niczego potrzebne nie są...
                        • capo.di.tutti_capi Re: Meanwhile in Poland... 27.10.12, 19:42
                          > Nigdzie nie zezwala sie na kopiowanie calosci dziela.

                          ale nikt nie łamie prawa, bo nikt nie kopiuje w całości, bo nie dalby rady, tzn, ja nie dałbym rady zeskanować np. 300 stron za jednym razem, bo trzeba cos zjeść, pójść na seminarium, studenci przychodzą i coś chcą, myślę też że byłoby to niezdrowe tak stać i skanować przez dłuższy czas, wiec np. pierwsza część książki w poniedziałek, druga we środę itd.

                          > My sle, ze zakonczy ten spor, co? Warto pamietac, ze to, ze masz silne o czyms prz
                          > ekonanie, nie ma mocy kreowania rzeczywistości.

                          ja myślę, ze nie ma tutaj żadnego sporu, ja tylko opisuje (i nie kreuje) rzeczywistość wokół siebie
                          • dala.tata Re: Meanwhile in Poland... 28.10.12, 08:42
                            Capo, nie mam pojecia, co studenci robia w poniedzialek i srdoe. Ja jedynie mowie, ze kopiowanie ksiazek w calosci jest w prawie brytyjskim nielegalne, co kwestionowales. Co wiecej, kopiowanie calej ksiazki po kawalku jest rownie nielegalne (czesc ludzi robi to wlasnie dlatego, ze kopiowanie calosci jest takie). Bez watpienia jednak mnostwo ludzi to robi (przestrzegania przepisu nie da sie senswonie pilnowac), co nie zmienia nielegalnosci praktyki.

                            Co do opisu rzeczywistosci, to mam wrazenie, ze chcialbys twierdzic, ze w Polsce nie ma ograniczen predkosci, bo prawie nikt sie do nich nie stosuje. Lacznie z policja.
                      • h_hornblower jesteś okrutny, ale 28.10.12, 04:50
                        capo.di.tutti_capi napisał:

                        > a poza tym, śmieszy mnie twoje wypowiadanie się "w UK", może powinieneś pisać "
                        > na moim uniwersytecie w UK"

                        Z puntu widzenia Oxbridge (nie sądzę, żeby coś niżej było godne dali - no może ewentualnie Camford) nie ma innych uniwersytetów...

                        Bardzo podoba mi się ten wątek (w wersji dla prawdziwych naukowców rodem z UK: bardzo lubię ten wątek).

                        pzdr wesoło
                        horny
            • flamengista naprawdę? 26.10.12, 09:27
              Tu piszą coś innego Tekst linka

              CytatNa kampusie Politechniki znajduje się kilkanaście punktów ksero. W budynku C4 przy ul. Janiszewskiego znaleźliśmy stoisko pani Renaty (nie chciała podać nazwiska). Gdy przedstawiliśmy się, że jesteśmy z gazety, zapewniła nas, że nigdy nie kseruje całych książek, bo jest to nielegalne.

              Dodajmy, że np. u nas w bibliotece jeśli korzystam z czasopisma w wersji papierowej (są jeszcze takie) i chcę skserować tylko 1 artykuł, muszę dokładnie zaznaczyć o które strony chodzi - objętość nie może przekroczyć bodaj 10% całego woluminu.
              • dala.tata Re: naprawdę? 26.10.12, 09:36
                Pod koniec artykulu jednak jest dosc wyraznie napisane, ze kserowanie na wlasny uzytek jest legalne.
                • flamengista nie do końca 26.10.12, 21:43
                  Po pierwsze, to opinia doktoranta - wolałbym orzecznictwo sądu w konkretnej sprawie. Pan Koncewicz powołuje się na interpretację Ćwiąkalskiego, tylko jest ona nieprecyzyjna.
                  Po drugie, według tej interpretacji legalne byłoby w zasadzie tylko skserowanie książki przez studenta na własnej kserokopiarce. Zostawienie w punkcie ksero i późniejszy odbiór można podpiąć już pod definicję Ćwiąkalskiego, czyli "udostępnianie lub umożliwianie nieograniczonej albo nieskończonej grupie osób".
                  Po trzecie i chyba najważniejsze - bardzo rzadko jest tak, że student przychodzi z książką i prosi o jedną kopię. Zazwyczaj albo jeden student pożycza książkę, a grupa kseruje - albo student przychodzi do punktu, który ma już książkę na stanie, gotową do powielenia. W pierwszym przypadku prawo łamią studenci, w drugim - właściciele punktu.

                  PS. u nas pod uczelnią były już kontrole, bo profesorowie nie zdzierżyli i złożyli stosowne doniesienie do prokuratury. Kilka punktów ksero wpadło na prowokacji policji - w efekcie punkty zamknięto, a właściciele płacili kary.
                  • podworkowy Re: nie do końca 26.10.12, 21:49
                    po drugie - nieprawda, bo student zleca osobie trzeciej wykonanie kopii na własny użytek, a nie udostepnia ją (słowo to ma określone znaczenie prawne w prawie autorskim) grupie osób
                    po trzecie - prawda
                    • flamengista też nie jestem przekonany 26.10.12, 21:55
                      Zostawiając w punkcie ksero tą książkę student powinien był złożyć oświadczenie (najlepiej pisemne), że zleca ksero na własny użytek i nie zgadza się na kserowanie tej książki na rzecz innych osób.

                      No bo co w momencie, gdy właściciel ksero zrobi dodatkową kopię, by ją później replikować - również i student ma problem. W takim przypadku przed sądem musiałby liczyć na to, że właściciel ksero weźmie całość winy na siebie:)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka