alba.alba
28.06.09, 23:24
Spotkałam się z opinią, że niektórym wykładowcom nie chce się tego sprawdzać/nie mają czasu, więc wystawiają oceny niejako na chybił-trafił, w najlepszym razie przejrzą to pobieżnie. Na moim kierunku jest to raczej wyjątek od reguły, bo przeważają egzaminy ustne, ale co do niektórych wykładowców uważam, że tego rodzaju podejrzenia są uzasadnione. Od kolegów z innych kierunków dowiaduję się, że takie niesprawdzanie prac to u nich dość często spotykane zjawisko.
Podejrzenia mają różne źródło: krótki czas do wyników (np. kilka godzin od egzaminu, a liczebność studentów duża), przypadkowe oceny nieadekwatne do wkładu studenta, identyczność ocen u wszystkich studentów z drugiego i pierwszego egzaminu u tego samego wykładowcy (gdy ten sam wykładowca ma dwa zajęcia w toku studiów - przepisuje sobie oceny z pierwszego egzaminu do drugiego), plotki ze strony różnych doktorantów czy asystentów, którzy znają jakiegoś studenta i powierzają mu prywatnie informacje o tej praktyce, wreszcie niechęć wykładowców do udzielania studentom wyjaśnień dlaczego dostali taką a nie inną ocenę i jakie błędy popełnili w swojej pracy...
U bardziej nierzetelnych wykładowców to niesprawdzanie może dotyczyć również tych ważniejszych prac, czyli licencjackich/magisterskich. Promotor wystawi ocenę z sufitu, z pamięci napisze szablonową recenzję, na obronie zada pytania na podstawie spisu treści i nikt mu nie będzie w stanie udowodnić, że tego w ogóle nie czytał, tylko co najwyżej przekartkował. A podobno druga recencja to już w ogóle fikcja. Powinniśmy być wdzięczni, jak chociaż promotor raczy tę pracę dokładnie przeczytać.
Co na ten temat sądzicie? Jaka jest prawda?