i to ciężki
a na co? na polska zasraną chemię do gosp dom!
mam, niestety bardzo zażelazioną wodę, o ile do kuchni idzie przez filtry to już do łazienek nie (filtry są dość kosztowne a jakby i kilble sie płukało i mordę myło w takiej wodzie to byśmy na nie nie zarobili, tak wiem, trzeba poglębić studnię, pogłębimy jak będzie kiedyś na to kasa - czyli nigdy

)
ale do rzeczy, jak sie łatwo domyslić taka woda zostawia na wannie, umywalkach i kiblach brzydki osad, kiedyś miałam taki fajny płyn z niemiec to miałam wszystko bialutkie, ale płyn się skończył i powalczyłam z dziadostwem polską chemią - kurwa jebany cif (CA 15 zł za butelkę) nie działa, zalewałam wybielaczami, lekko wybielił po wierzchu nie działa, próbowałam jakimiś zasranymi cilitami - nic nie rusza, ani tam inne bangi srangi - nic! jak żółte zacieki były tak są, oczywiście wszystkie zabiegi przy użyciu twardej gąbki, szczoteczki do zębów i szczotki przeprowadzane - otrułam się oparami i tyle mojego
teściowa się dzisiaj na targ kopsnęła to ją poprosiłam, żeby mi to niemieckie cudo kupiła i handlarzy, (pół litrowa butelka za 10 zł) wzięłam się za walkę od nowa - zalałam, pozacierałam twardą gąbką i cud, normalnie dziadostwo schodzi, że aż miło, nie wyciera po wierzchu, nie lekko wybiela tylko zdziera cały osad
i ja się w związku z tym pytam - czemu na polskim rynku jest dziadostwo a niemiecki płyn ze średniej półki sprawia, że rzeczy niemożliwe stają się wykonalne?
pieprzyć to, ja już w życiu żadnego cifa srifa nie kupię, bo to się nie opłaca - ani fizycznie ani finansowo
jakby ktoś był ciekawy to ten płyn się nazywa MOC (ładnie nie?)