tojajurek
01.10.10, 20:35
Byłem dziś zaproszony na patriotyczno-martyrologiczną uroczystość, których zresztą ostatnio namnożyło się ponad miarę. Były oficjalne osobistości, przemówienia, sztandary, asysta wojskowej jednostki reprezentacyjnej, trąbki, bębny i wieńce. Sporo ludzi, w tym część nawet wyraźnie starszych ode mnie. Nawet nie padało (prawie).
Pod koniec była przewidziana modlitwa ekumeniczna. I co ja widzę moim kaprawym okiem? Wystąpił pastor ewangelicki i odmówił coś pośredniego miedzy litanią a deklamacją poetycką. Po nim wystąpił pop prawosławny i wspaniale odśpiewał całą przemowę okolicznościową.
I co? I koniec celebry religijnej. Żadnego klechy katolickiego. Świat się kończy. Nie wypadało zapytać organizatorów - choć niby miałem taką możliwość - co się stało, bo przecież KK opanował ostatnio wszystkie państwowotwórcze obchody?
Dziwne bardzo, ale podobało mi się.