tojajurek
04.07.11, 23:46
Stara dupa ze mnie. Odnowiłem 4 tygodnie temu umowę z dostawcą tego, no, mątu do komórki, no i wziąłem przy okazji nową komórę. Taką wypasioną - wszystko palcem tyka siem po ekranie, a ówże wielgaśny jest. Musiałem dopłacić całe 39 złociszy, bo się w promocji niecałkiem mieścił. Wcale taki cymes to nie jest, bo cięgiem cóś burczało i samo się włanczało, gdyżem tylko rękę do kieszeni wpakowywał. No i skończyło się babci pranie, bo toto obłe świństwo wymskło mi się z ręki i dupło w podłogę. Nawet nie mocno, ale ekran sie zepsił i tylko w rożku mrygał jak zdychająca gadzina. No to ja westchnąwszy włożyłem moją ukochaną spraną drelichową kurteczkę i kurcgalopkiem pofatygowałem sie do salonu, gdzie mi toto sprzedali. Uprzejmy jak niewiemco młodzian pyta co jest? No to ja mówię, że ledwie żem zrozumiał jak to cudo techniki działa, tożem, stara fujara, wypuścił ono z ręki, no i kiszka. Młodzian obejrzał to cacko, choć nie było na co się gapić, bo dalej nie działało. No i mówi, że to może kosztować ogromny pieniądz. No to pytam się - ile? Ze trzysta złotych nawet - mówi młodzian, gapiąc się na moją ulubioną kurteczkę, kupioną dwa lata temu na wyprzedaży za całe 15 złociszów. Potem obejrzał jeszcze raz aparacik i powiada: A co tam! Żadnych widocznych śladów uszkodzenia nie widać. Napiszemy, że zdechło samoistnie i niech się serwis martwi. I tak sie stało, a ja znowu mam w kieszeni stary swój rupieć, bo trza czekać, aż serwis przełknie (albo nie) tę padlinę.
Ale są jeszcze ludzie! To cieszy.
A co Wam udało się spieprzyć ostatnio? Może to podtrzyma mnie na duchu...