oby.watel
11.10.15, 10:13
Skoro już tu trafiłem, to pozwolę sobie wystawić na osąd publiczny refleksję, która naszła mnie już jakiś czas temu. Dałem temu nawet wyraz.
Przepraszam za upstrzenie tego wywodu odnośnikami do swoich przemyśleń, ale problem od dawna nie daje mi spokoju. Uważam że cenzura jednak przynosi więcej szkody niż pożytku, a zamiatanie brudów pod dywan żadnego problemu nie rozwiąże.
Od jakiegoś czasu wszyscy narzekają na zanik dyskusji, na morze czy może już ocean nienawiści, który wylewa się z Internetu za pośrednictwem monitorów. Nikt ze sobą nie rozmawia, nikt nie dyskutuje, bo wszyscy wszystko wiedzą lepiej i dają temu wyraz mieszając swych rozmówców z błotem (delikatnie rzecz ujmując).
Czy aby jednak nie o to chodzi? Na portalach Agory, w zasadzie tylko na nich, można było prowadzić nieskrępowaną dyskusję. Prawie zawsze pojawiał się prowokator (po polsku troll, a ostatnio hejter), który prowokował prowokacyjnymi, impertynenckimi, a często wulgarnymi wpisami. Iluż użytkowników domagało się usuwania "tego typu" wpisów? No więc władza wyszła im naprzeciw i zagroziła właścicielom portali karami za pozostawianie uznanych za nieprawomyślne wpisów użytkowników. Do akcji wkroczyli moderatorzy, którzy wycinali nie zgodnie z regulaminem, ale zgodnie z własnym widzimisię i poglądami. Samosądy, widzimisię stały się działaniami pożądanymi i zgodnymi z prawem. Moderator, właściciel portalu, donosiciel decyduje dziś jaki wpis jest, a jaki nie jest zgodny z prawem.
Potem coraz bardziej rozwinięte skrypty pozwoliły na coraz sprawniejsze uniemożliwianie zwykłej dyskusji. Możliwość komentowania artykułów pozostała (często tylko teoretycznie), ale możliwość prowadzenia dyskusji na temat artykułu została zredukowana. Z tego względu zamiast zastanawiać się i przedstawiać swoje poglądy większość komentujących daje upust emocjom czasem w bardzo nieakceptowalnej formie.
Teraz Agora postanowiła rozprawić się z jedynym miejscem w sieci, gdzie można było jeszcze prowadzić i śledzić nieskrępowane spory, dyskusje, rozmowy.
Żeby nie przedłużać — komu może zależeć na tym, by uniemożliwić dyskusje? Kto odnosi korzyści z faktu, że Polacy skaczą sobie do oczu? Nienawidzą się wzajemnie? Ubliżają sobie, obrażają, obrzucają błotem? Czy to przypadek, że główne media ochoczo w tym dziele biorą udział i rugują wymianę myśli z przestrzeni publicznej? Nawet gdy są to myśli troglodyty? Jak to działa najlepiej ilustruje historia pewnego muralu, którego zdjęcie wraz z dotyczącym go wpisem natychmiast zniknęło z portalu opinii. (Mural niezmiennie straszy w tym samym miejscu nie niepokojony od kilku lat...)